Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Interesowna Miłość(Zepeda&Mariorie)22.06.15 Rozdział 8
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
tulipanowa
King kong
King kong


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:06:09 01-03-15    Temat postu: Interesowna Miłość(Zepeda&Mariorie)22.06.15 Rozdział 8

Zapraszam na swoją nową telenowele z Davidem Zepedą i Marjorie de Sousą w rolach głównych:)



Tytuł: El Calculo de Amor
Protagoniści:David Zepeda i Marjorie de Sousa
TypTelenowela rosa
Ilość odcinków:?


Wprowadzenie
Damian Granado jest właścicielem stadniny koni szczycącej się najlepszymi ogrami wygrywającymi na wyścigach i ogromnego majątku. Wszystkiego co posiada dorobił się sam a jego majątek szacuje się na zawrotną kwotę.Ma także piękną kształconą na najlepszych uczelniach kochankę której mógłby pozazdrościć mu nie jeden mężczyzna i mógłby żyć szczęśliwie gdyby nie jedna rzecz którą w jego przypadku można by nazwać chorobliwym kompleksem. Pragnie piąć się po drabinie społecznej w górę a jako syn biedaków i dorobkiewiczów nie jest ani mile widziany wśród elit ani poważnie traktowany przez towarzystwo z wyższych sfer. Jednak pewnego dnia wpada na nieomal szatański pomysł by poślubić bogatą dziedziczkę z jednej z najlepszych rodzin w kraju.
Marina to najmłodsza z czworga dzieci Delfiny i Rudolfa Nawarro. Jest skromną i bardzo dobrą dziewczyną a przy tym bardzo naiwną marzycielką zupełnie rożną od swej zepsutej uwodzicielskiej siostry Gabrieli która upatrzyła sobie Damiana i postanowiła zdobyć dla siebie, jakże zdziwiona będzie gdy młody Granado nie zwróci na nią uwagi a zainteresuje się jej młodszą siostrą którą wszyscy w rodzinie traktują jeszcze jak małą dziewczynkę. Jednak czy zainteresowanie Damiana względem pięknej blondynki na pewno jest szczere a może kryje się za tym jakiś diaboliczny plan i co wyniknie z związku który na pozór miał być tylko zaspokojeniem ambicji dowiecie się czytając moje najnowsze opowiadanie.


Obsada


Marina to najmłodsza z dzieci Delfiny i Rodolfa Navarro. Jest delikatną i bardzo dobrą a przy tym niesamowicie naiwną dziewczyną co jest doskonałą okazją dla Damiana Granado który postanawia ją w sobie rozkochać i przez to wżenić się w dobrą poważaną rodzinę należąca do meksykańskiej elity. Na pozór jest to bardzo proste ponieważ Marina zakochuje się w chłopaku od pierwszego wejrzenia i jest przekonana że los przeznaczył jej go na męża.
Damian Damian to przystojny mężczyzna który sam dorobił się ogromnego majątku jego jedyną towarzyszką była zawsze Libia jego piękna francuska kochanka jednak pomimo tego nie był on szczęśliwy ponieważ uważał się za nie w pełni wartościowego człowieka gdyż wywodzi się z biednej rodziny parobków. Postanawia odmienić swój los wchodząc w bogatą szanowaną rodzinę poprzez ślub z biedną lecz naiwną Mariną, którą ma zamiar uwieść. Wszystko idzie bardzo dobrze do momentu kiedy chłopak uświadamia sobie że jest ona kobietą jego życia ale czy Marina nadal będzie go chciała kiedy dowie się że była ona tylko pionkiem w grze ambicji Damiana.

Libia to zmysłowa pociągająca a przy tym obdarzona bogatym poczuciem humoru oraz inteligencją kobieta której nie może oprzeć się niemal żaden facet. Od wielu lat jest kochaną oraz wspólniczką Damiana Granado z którym zna się praktycznie od dziecka. Kiedy Damian proponuje aby uwiodła Jose Ignacia najpierw jest temu oporna ale kiedy poznaje osobiście młodego Navarro przypada on jej do gustu od pierwszego wejrzenia i postanawia podjąć wyzwanie swojego kochanka i uwieść przystojnego bruneta. Czy Jose Ignacio zdoła jej się oprzeć?
Jose Ignacio przystojny niczym młody bóg a przy tym bardzo temperamentny i żądny przygód. Kocha swoją narzeczoną Margaret(Ana Brenda) ale kiedy poznaje pełną zmysłowości Libię jego dotąd poukładanie życie u boku narzeczonej staje pod znakiem zapytania. Czy Jose Ignacio zdoła się oprzeć na czas i czy Margaret wybaczy mu jego zdradę jeżeli do niej dojdzie a może ich losy potoczą się zupełnie inaczej dowiecie się czytając moje opowiadanie

Esperanzato piękna ale pogrążona w żalu i rozpaczy kobieta która coraz częściej sięga po alkohol w którym topi swoje smutki. Jej jedynym pragnieniem jest dziecko o które z Armando starają się bezowocnie już od dłuższego czasu. Czy kobieta zdecyduje się na adopcję a może wpadnie na inny pomysł?
Armando to ambitny i zdolny prawnik który ponad wszystko kocha swoją żonę i pragnie by ta była szczęśliwa u jego boku. Cierpi widząc jak żona pogrąża się w coraz większej rozpaczy nie mogąc zajść w ciążę i dlatego wpada na pomysł adopcji w końcu jest tyle dzieci które tylko czekają by ktoś je przygarnął i obdarzy macierzyńską miłością. Czy Esperanza zgodzi się na takie rozwiązanie?

Gabriela jest piękna seksowna i odważna a przy tym zepsuta i złośliwa. Nie przebiera w słowach by dokuczyć pogrążonej w smutku Esperanzie. To że Damian wybrał nie ją a jej młodszą głupiutką siostrę kole ją bardzo w oczy dlatego nie przepuści żadnej okazji by dokuczyć Marinie. Postanawia za wszelką cenę uwieść Damiana a jeżeli się jej to nie uda to rozdzielić go z Mariną.

Delfina jest kobietą kosmopolityczną pod nieobecność męża zajmuje się rodzinnymi interesami przy pomocy starszego syna Armando. Troszczy się o swoje dzieci i dba by nie stała im się krzywda. Ubolewa widząc jak Esperanza cierpi nie mogąc począć upragnionego dziecka a także nad naiwną i delikatną Marina bojąc się że ktoś może kiedyś wykorzystać jej łatwowierność i zranić. Sama w małżeństwie jest szczęśliwa kocha swego męża z wzajemnością już od lat i pragnie dla swych dzieci właśnie takich związków jak jej z Rodolfo.
Rodolfo to prawy człowiek kochający maż i oddany lecz surowy ojciec. Jego prawdziwą dumą jest starszy syn Armando któremu pragnie powierzyć pieczę nad swą firmą ale także jak to ojciec ma słabość do swych córek jednak większym uczuciem darzy wrażliwą Marinę która jest jego prawdziwym oczkiem w głowie.

Prolog

Marina która od ponad pół godziny siedziała obok swojej starszej siostry Gabrieli przy wspólnym stoliku razem z ich starszymi braćmi Armandem oraz Jose Ignacio na przyjęciu wydanym przez ich rodziców ze nużoną miną spojrzała w stronę drzwi i jej oczy rozbłysły w zachwycie. W drzwiach stał postawny brunet o czekoladowo brązowych oczach wpatrzonych prosto w nią. Uśmiechnęła się nieśmiało do niego a on to odwzajemnił i skiną jej dłonią w geście powitalnym.
- To on ..to mój przyszły mąż - powiedziała dziewczyna nie spuszczając z niego wzroku na co Gabriela tylko parsknęła pogardliwe obrzucając bruneta wzrokiem. Jose Ignacio tylko wzruszył ramionami obojętnie a Armando spojrzał na nią z politowaniem i tylko pokiwał z dezaprobatą głową.
- Nie znam go - stwierdził młodszy z braci Navarro przyglądając się Damianowi uważnie.
- Zapewne to jakiś oportunista który zwietrzył okazję na poderwanie jakiejś naiwnej gąski z wyższych sfer na naszym przyjęciu - powiedziała Gabriela zakładając ręce - jesteś bardzo naiwna Marino.
Jednak Marina wiedziała swoje i nie słuchała nikogo. To właśnie ten, chłopak z jej snów idealny dokładnie taki jakiego sobie wyśniła. Gabriela także obserwowała mężczyznę. Kruczoczarne włosy pięknie wyrzeźbione opalone ciało nad którym bez wątpienia musiał dużo pracować oraz nonszalancki sposób bycia. Cokolwiek by nie powiedzieć był on najprzystojniejszy z zgromadzonych tutaj mężczyzn. Poruszał się z gracją, brylował niemal w towarzystwie zamieniając po dwa słowa niemal z każdym. Dostrzegła również że ukradkiem obserwuje jej siostrę co zakuło ją zazdrością w serce. Marina jednak jest tak naiwna że jeżeli dobrze rozegrać tą partię to brunet nie spojrzy na nią więcej niż raz a ona bez problemu go uwiedzie i zdobędzie dla siebie.Damian podobał się wszystkim kobietą. Mężatki obserwowały go ukradkiem uwieszone ramion swych mężów a panny otwarcie kokietowały. Kilka razy usłyszała jak roześmiał się na jakiś żart rzucony przez Carminę córkę konkurenta ich ojca która nie była by chyba sobą gdyby nie wprosiła się na to przyjęcie a teraz zachowywała bardzo wyzywająco.
- Nie rozumiem dlaczego ojciec ją toleruje - powiedziała z politowaniem i zarazem wyższością przyglądając się dziewczynie Marina. On nigdy nie zniżyła by się do takiego poziomu i nie zachowała tak prowokująco.
Gabriela wstała poprawiła stanik swojej szafirowej długiej taftowej sukni o kroju syreny i odstawiając kieliszek po szampanie na tacę kelnera powolnym krokiem z pewnym uśmiechem podeszła do bruneta. Marina tylko westchnęła nigdy nie miała odwagi starszej siostry i w tym momencie bardzo jej tego zazdrościła
- Witaj Gabrielo miło panią widzieć - przywitał dziewczynę z nonszalanckim uśmiechem - wyglądasz uroczo.
- Ma pan nade mną przewagę - powiedziała uwodzicielsko patrząc mu w oczy - najwyraźniej pan mnie zna a ja sobie nie przypominam byśmy się kiedykolwiek wcześniej spotkali.
- To dlatego że nigdy nie zostaliśmy sobie przedstawieni -stwierdził podejmując jej grę. Doskonale zdawał sobie sprawę że wpadł jej w oko jednak on sam był zainteresowany tylko jej młodszą siostrą.
- W takim razie czas to naprawić - powiedziała odchylając głowę i ukazując żad swych lśniąco białych ząbków w pełnym uśmiechu i podała mu dłoń na której lśnił pierścionek z dużym błyszczącym diamentem najwyższej próby - Gabriela Navarro we własnej osobie miło mi cię poznać
- Damian Granado miło mi pani Gabrielo - powiedział i ucałował jej dłoń.
- Mówmy sobie po imieniu Damonie jesteśmy chyba w podobnym wieku - zaśmiała się poprawiając przy tym kosmyk swoich kasztanowych loków. Jej wprawne oko oceniło że mężczyzna ma około czterdziestu lat dziesięć więcej od niej ale to zupełnie jej nie przeszkadzało. Zawsze lubiła starszych od siebie mężczyzn, którzy już coś przeżyli.
- Zatem Gabrielo przedstawisz mnie swojej rodzinie - poprosił kobietę ukradkiem nadal obserwując Marinę. Nie miał wątpliwości co do tego że piękna rudowłosa Gabriela miała gorący temperament i nie nudził by się w jej towarzystwie ale on potrzebował tej młodszej delikatnej i naiwnej Mariny by zrealizować swój plan.
- Skoro nalegasz -zgodziła się dość niechętnie. Ujęła go pod ramię i poprowadziła do stolika przy którym siedziało rodzeństwo. - z niewielką przyjemnością wolała bym bowiem zostać z tobą sam na sam.
- Na pewno nadarzy się jeszcze okazja - powiedział głaszcząc ją po jej starannie wypielęgnowanej dłoni z drugimi paznokciami pomalowanymi w kolorze wina.
- Czy to obietnica? - jej ochrypły głosik wydał mu się bardzo seksowny ale tylko uśmiechnął się spojrzawszy jej w oczy.
- Tak możesz to tak potraktować- powiedział i poszli w kierunku stoliku przy którym siedziała Mariana.

- Moi drodzy - powiedziała podchodząc do stolika przy którym siedziało rodzeństwo - mam zaszczyt przedstawić wam pana Damiana Granado zgodzicie się by nam towarzyszył tego wieczoru przy stole.- zapytała patrząc na Armando który tylko skinął głową.
- To mój najstarszy brat Armando - powiedziała przedstawiając najpierw najstarszego brata a następnie spojrzała na młodszego i z uśmiechem dodała - a to nasz kochany Jose Ignacio
- Miło mi - powiedział brunet uścisnąwszy dłoń Jose Ignacia po czym spojrzał na stojącą dotąd w zupełnej ciszy Marinę i podszedł do niej.
- A Ty jesteś zapewne Marina najmłodsza z całego rodzeństwa - powiedział unosząc jej dłoń do ust i delikatnie muskając ustami jej skórę co sprawiło że po jej ciele przebiegł przyjemny dreszcz - czy pozwolisz że usiądę obok ciebie.
- Oczywiście zgodziła się bez chwili zastanowienia. to że Damian usiadł obok Mariny nie spodobało się Gabrieli jednak nie dała tego po sobie zupełnie poznać. Za to Marina wprost rozpływała się z zachwytu że przystojniak wybrał ją a nie Gabrielę i teraz mogła go mieć tak blisko siebie.

...


Ostatnio zmieniony przez tulipanowa dnia 16:09:59 22-06-15, w całości zmieniany 12 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
King kong
King kong


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:08:18 01-03-15    Temat postu: Re: Interesowana Miłosć(David Zepeda&Marjorie)01.03.14 P

Zapraszam na swoją nową telenowele z Davidem Zepedą i Marjorie de Sousą w rolach głównych:)



Tytuł: El Calculo de Amor
Protagoniści:David Zepeda i Marjorie de Sousa
TypTelenowela rosa
Ilość odcinków:?


Wprowadzenie
Damian Granado jest właścicielem stadniny koni szczycącej się najlepszymi ogrami wygrywającymi na wyścigach i ogromnego majątku. Wszystkiego co posiada dorobił się sam a jego majątek szacuje się na zawrotną kwotę.Ma także piękną kształconą na najlepszych uczelniach kochankę której mógłby pozazdrościć mu nie jeden mężczyzna i mógłby żyć szczęśliwie gdyby nie jedna rzecz którą w jego przypadku można by nazwać chorobliwym kompleksem. Pragnie piąć się po drabinie społecznej w górę a jako syn biedaków i dorobkiewiczów nie jest ani mile widziany wśród elit ani poważnie traktowany przez towarzystwo z wyższych sfer. Jednak pewnego dnia wpada na nieomal szatański pomysł by poślubić bogatą dziedziczkę z jednej z najlepszych rodzin w kraju.
Marina to najmłodsza z czworga dzieci Delfiny i Rudolfa Nawarro. Jest skromną i bardzo dobrą dziewczyną a przy tym bardzo naiwną marzycielką zupełnie rożną od swej zepsutej uwodzicielskiej siostry Gabrieli która upatrzyła sobie Damiana i postanowiła zdobyć dla siebie, jakże zdziwiona będzie gdy młody Granado nie zwróci na nią uwagi a zainteresuje się jej młodszą siostrą którą wszyscy w rodzinie traktują jeszcze jak małą dziewczynkę. Jednak czy zainteresowanie Damiana względem pięknej blondynki na pewno jest szczere a może kryje się za tym jakiś diaboliczny plan i co wyniknie z związku który na pozór miał być tylko zaspokojeniem ambicji dowiecie się czytając moje najnowsze opowiadanie.


Obsada


Marina to najmłodsza z dzieci Delfiny i Rodolfa Navarro. Jest delikatną i bardzo dobrą a przy tym niesamowicie naiwną dziewczyną co jest doskonałą okazją dla Damiana Granado który postanawia ją w sobie rozkochać i przez to wżenić się w dobrą poważaną rodzinę należąca do meksykańskiej elity. N pozór jest to bardzo proste ponieważ Marina zakochuje się w chłopaku od pierwszego wejrzenia i jest przekonana że los przeznaczył jej go na męża.
Damian Damian to przystojny mężczyzna który sam dorobił się ogromnego majątku jego jedyną towarzyszką była zawsze Libia jego piękna francuska kochanka jednak pomimo tego nie był on szczęśliwy ponieważ uważał on się nie w pełni wartościowy gdyż wywodził się z biednej rodziny parobków. Postanawia odmienić swój los wchodząc w bogatą szanowaną rodzinę poprzez ślub z biedną lecz naiwną Mariną, którą ma zamiar uwieść. Wszystko idzie bardzo dobrze do momentu kiedy chłopak uświadamia sobie że jest ona kobietą jego życia ale czy Marina nadal będzie go chciała kiedy dowie się że było ona tylko pionkiem w grze ambicji Damiana.

Libia to zmysłowa pociągająca a przy tym obdarzona bogatym poczuciem humoru oraz inteligencją kobieta której nie może oprzeć się niemal żaden facet. Od lat lat jest kochaną oraz wspólniczką Damiana Granado z którym zna się praktycznie od dziecka. Kiedy Damian proponuje aby uwiodła Jose Ignacia najpierw jest temu oporna ale kiedy poznaje osobiście młodego Navarro przypada on jej do gustu od pierwszego wejrzenia i postanawia podjąć wyzwanie kochanka i uwieść przystojnego bruneta. Czy Jose Ignacio zdoła jej się oprzeć?
Jose Ignacio przystojny niczym młody bóg a przy tym bardzo temperamentny i żądny przygód. Kocha swoją narzeczoną Margaret(Ana Brenda) ale kiedy poznaje pełną zmysłowości Libię jego dotąd poukładanie życie u boku narzeczonej staje pod znakiem zapytania. Czy Jose Ignacio zdoła się oprzeć na czas i czy Margaret wybaczy mu jego zdradę jeżeli do niej dojdzie a może ich losy potoczą się zupełnie inaczej dowiecie się czytając moje opowiadanie

Esperanzato piękna ale pogrążona w żalu i rozpaczy kobieta która coraz częściej sięga po alkohol w którym topi swoje smutki. Jej jedynym pragnieniem jest dziecko o które z Armando starają się bezowocnie już od dłuższego czasu. Czy kobieta zdecyduje się na adopcję a może wpadnie na inny pomysł?
Armando to ambitny i zdolny prawnik który ponad wszystko kocha swoją żonę i pragnie by ta była szczęśliwa u jego boku. Cierpi widząc jak żona pogrąża się w coraz większej rozpaczy nie mogąc zajść w ciążę i dlatego wpada na pomysł adopcji w końcu jest tyle dzieci które tylko czekają by ktoś je przygarnął i obdarzy macierzyńską miłością. Czy Esperanza zgodzi się na takie rozwiązanie?

Gabriela jest piękna seksowna i odważna a przy tym zepsuta i złośliwa. Nie przebiera w słowach by dokuczyć pogrążonej w smutku Esperanzie. To że Damian wybrał nie ją a jej młodszą głupiutką siostrę kole ją bardzo w oczy dlatego nie przepuści żadnej okazji by dokuczyć Marinie. Postanawia za wszelką cenę uwieść Damiana a jeżeli się jej to nie uda to rozdzielić go z Mariną.

Delfina jest kobietą kosmopolityczną pod nieobecność męża zajmuje się rodzinnymi interesami przy pomocy starszego syna Armando. Troszczy się o swoje dzieci i dba by nie stała im się krzywda. Ubolewa widząc jak Esperanza cierpi nie mogąc począć upragnionego dziecka a także nad naiwną i delikatną Marina bojąc się że ktoś może kiedyś wykorzystać jej łatwowierność i zranić. Sama w małżeństwie jest szczęśliwa kocha swego męża z wzajemnością już od lat i pragnie dla swych dzieci właśnie takich związków jak jej z Rodolfo.
Rodolfo to prawy człowiek kochający maż i oddany lecz surowy ojciec. Jego prawdziwą dumą jest starszy syn Armando któremu pragnie powierzyć pieczę nad swą firmą ale także jak to ojciec ma słabość do swych córek jednak większym uczuciem darzy wrażliwą Marinę która jest jego prawdziwym oczkiem w głowie.

Prolog

Marina która od ponad pół godziny siedziała obok swojej starszej siostry Gabrieli przy wspólnym stoliku razem z ich starszymi braćmi Armandem oraz Jose Ignacio na przyjęciu wydanym przez ich rodziców ze nużoną miną spojrzała w stronę drzwi i jej oczy rozbłysły w zachwycie. W drzwiach stał postawny brunet o czekoladowo brązowych oczach wpatrzonych prosto w nią. Uśmiechnęła się nieśmiało do niego a on to odwzajemnił i skiną jej dłonią w geście powitalnym.
- To on ..to mój przyszły mąż - powiedziała dziewczyna nie spuszczając z niego wzroku na co Gabriela tylko parsknęła pogardliwe obrzucając bruneta wzrokiem. Jose Ignacio tylko wzruszył ramionami obojętnie a Armando spojrzał na nią z politowaniem i tylko pokiwał z dezaprobatą głową.
- Nie znam go - stwierdził młodszy z braci Navarro przyglądając się Damianowi uważnie.
- Zapewne to jakiś oportunista który zwietrzył okazję na poderwanie jakiejś naiwnej gąski z wyższych sfer na naszym przyjęciu - powiedziała Gabriela zakładając ręce - jesteś bardzo naiwna Marino.
Jednak Marina wiedziała swoje i nie słuchała nikogo. To właśnie ten, chłopak z jej snów idealny dokładnie taki jakiego sobie wyśniła. Gabriela także obserwowała mężczyznę. Kruczoczarne włosy pięknie wyrzeźbione opalone ciało nad którym bez wątpienia musiał dużo pracować oraz nonszalancki sposób bycia. Cokolwiek by nie powiedzieć był on najprzystojniejszy z zgromadzonych tutaj mężczyzn. Poruszał się z gracją, brylował niemal w towarzystwie zamieniając po dwa słowa niemal z każdym. Dostrzegła również że ukradkiem obserwuje jej siostrę co zakuło ją zazdrością w serce. Marina jednak jest tak naiwna że jeżeli dobrze rozegrać tą partię to brunet nie spojrzy na nią więcej niż raz a ona bez problemu go uwiedzie i zdobędzie dla siebie.Damian podobał się wszystkim kobietą. Mężatki obserwowały go ukradkiem uwieszone ramion swych mężów a panny otwarcie kokietowały. Kilka razy usłyszała jak roześmiał się na jakiś żart rzucony przez Carminę córkę konkurenta ich ojca która nie była by chyba sobą gdyby nie wprosiła się na to przyjęcie a teraz zachowywała bardzo wyzywająco.
- Nie rozumiem dlaczego ojciec ją toleruje - powiedziała z politowaniem i zarazem wyższością przyglądając się dziewczynie Marina. On nigdy nie zniżyła by się do takiego poziomu i nie zachowała tak prowokująco.
Gabriela wstała poprawiła stanik swojej szafirowej długiej taftowej sukni o kroju syreny i odstawiając kieliszek po szampanie na tacę kelnera powolnym krokiem z pewnym uśmiechem podeszła do bruneta. Marina tylko westchnęła nigdy nie miała odwagi starszej siostry i w tym momencie bardzo jej tego zazdrościła
- Witaj Gabrielo miło panią widzieć - przywitał dziewczynę z nonszalanckim uśmiechem - wyglądasz uroczo.
- Ma pan nade mną przewagę - powiedziała uwodzicielsko patrząc mu w oczy - najwyraźniej pan mnie zna a ja sobie nie przypominam byśmy się kiedykolwiek wcześniej spotkali.
- To dlatego że nigdy nie zostaliśmy sobie przedstawieni -stwierdził podejmując jej grę. Doskonale zdawał sobie sprawę że wpadł jej w oko jednak on sam był zainteresowany tylko jej młodszą siostrą.
- W takim razie czas to naprawić - powiedziała odchylając głowę i ukazując żad swych lśniąco białych ząbków w pełnym uśmiechu i podała mu dłoń na której lśnił pierścionek z dużym błyszczącym diamentem najwyższej próby - Gabriela Navarro we własnej osobie miło mi cię poznać
- Damian Granado miło mi pani Gabrielo - powiedział i ucałował jej dłoń.
- Mówmy sobie po imieniu Damonie jesteśmy chyba w podobnym wieku - zaśmiała się poprawiając przy tym kosmyk swoich kasztanowych loków. Jej wprawne oko oceniło że mężczyzna ma około czterdziestu lat dziesięć więcej od niej ale to zupełnie jej nie przeszkadzało. Zawsze lubiła starszych od siebie mężczyzn, którzy już coś przeżyli.
- Zatem Gabrielo przedstawisz mnie swojej rodzinie - poprosił kobietę ukradkiem nadal obserwując Marinę. Nie miał wątpliwości co do tego że piękna rudowłosa Gabriela miała gorący temperament i nie nudził by się w jej towarzystwie ale on potrzebował tej młodszej delikatnej i naiwnej Mariny by zrealizować swój plan.
- Skoro nalegasz -zgodziła się dość niechętnie. Ujęła go pod ramię i poprowadziła do stolika przy którym siedziało rodzeństwo. - z niewielką przyjemnością wolała bym bowiem zostać z tobą sam na sam.
- Na pewno nadarzy się jeszcze okazja - powiedział głaszcząc ją po jej starannie wypielęgnowanej dłoni z drugimi paznokciami pomalowanymi w kolorze wina.
- Czy to obietnica? - jej ochrypły głosik wydał mu się bardzo seksowny ale tylko uśmiechnął się spojrzawszy jej w oczy.
- Tak możesz to tak potraktować- powiedział i poszli w kierunku stoliku przy którym siedziała Mariana.

- Moi drodzy - powiedziała podchodząc do stolika przy którym siedziało rodzeństwo - mam zaszczyt przedstawić wam pana Damiana Granado zgodzicie się by nam towarzyszył tego wieczoru przy stole.- zapytała patrząc na Armando który tylko skinął głową.
- To mój najstarszy brat Armando - powiedziała przedstawiając najpierw najstarszego brata a następnie spojrzała na młodszego i z uśmiechem dodała - a to nasz kochany Jose Ignacio
- Miło mi - powiedział brunet uścisnąwszy dłoń Jose Ignacia po czym spojrzał na stojącą dotąd w zupełnej ciszy Marinę i podszedł do niej.
- A Ty jesteś zapewne Marina najmłodsza z całego rodzeństwa - powiedział unosząc jej dłoń do ust i delikatnie muskając ustami jej skórę co sprawiło że po jej ciele przebiegł przyjemny dreszcz - czy pozwolisz że usiądę obok ciebie.
- Oczywiście zgodziła się bez chwili zastanowienia. to że Damian usiadł obok Mariny nie spodobało się Gabrieli jednak nie dała tego po sobie zupełnie poznać. Za to Marina wprost rozpływała się z zachwytu że przystojniak wybrał ją a nie Gabrielę i teraz mogła go mieć tak blisko siebie.

...


Ostatnio zmieniony przez tulipanowa dnia 22:22:39 02-03-15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
King kong
King kong


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 1:46:07 02-03-15    Temat postu:

Zapraszam na perwszy odcinek telci

Rozdział1


Armando przez chwilę zastanawiał się skąd kojarzy nazwisko Granado i nagle go olśniło. Damian Granado był właścicielem jednej z najlepszych stadnin koni w Meksyku. Jego konie przeważnie wygrywały wystawy i były typowane do wyścigów konnych podczas których także odnosiły wysokie noty. To oczywiste że nie mógł od razu skojarzyć bruneta gdyż ten słynął z tego że nie uczestniczy czynnie w spotkaniach meksykańskiej socjety co najwyżej podejmuje gości u siebie i to tylko i wyłącznie są to spotkania biznesowe. Jedno było pewne majątek Granado dorównywał bogactwem temu Navarro którzy słynęli z najlepszych ziem i z wytwórni jednej z najlepszych wód mineralnych w kraju AGUA PEARLY.
- Damianie czemu możemy zawdzięczać twoją obecność na przyjęciu naszego ojca- zapytał Jose Ignacio który także zdążył już poskładać fakty do kupy.
- Od czasu do czasu i ja potrzebuję gdzieś wyjść uznałem że to doskonała okazja by wyrwa się z domu - odparł bez chwili namysłu - czy jest w tym coś złego?
- Ależ skąd - zgodził się Armando. - bardzo miło nam ciebie gościć.
- Spotkałem panią Delfinę ale nigdzie nie dostrzegłem waszego ojca czyżby nie zaszczycił nas swoją obecnością na przyjęciu wydanym na jego cześć - zagaił Marinę która siedziała ze skromnie założonymi dłońmi na kolana. Miała na sobie malinową sukienkę dużo skromniejszą lecz nie mniej wytworną od tej którą założyła Gabriela. Włosy spięła skromnie w węzeł a usta podkreśliła szminką w kolorze sukienki.
- Nasz ojciec znajduje się w podróży służbowej -wyjaśniła dziewczyna..
Zaczęli grać walca Gabriela spojrzała ukradkiem w stronę Damiana czekając by ten poprosił ją do tańca jednak grymas rozczarowania pojawił się na jej twarzy gdy mężczyzna skłonił się w stronę tej idiotki jej siostry.
- Marino czy zaszczycisz mnie tańcem - zapytał uwodzicielskim jedwabistym barytonem. Bella pomyślała że nawet jeśli po powrocie Gabriela ją zabije a tak będzie bez wątpienia to nie oprze się temu by zatańczyć z mężczyzną swojego życia.
- Jeśli Gabriela nie będzie mieć nic przeciw to chętnie - wiedziała że siostra nie sprzeciwi się nawet jeśli bardzo by chciała z drugiej strony ona Marina będzie miała czyste sumienie pytając.
- Oczywiście - zgodziła się Gabi zgrzytając lekko przy tym zębami - odbiję to sobie później z panem Granado moja droga nic się nie martw.
- Dobrze w takim razie chodźmy na parkiet - powiedziała dziewczyna i ujęła go pod ramię. Przygarnął ją do siebie tak blisko że słyszeli i czuli nawzajem własne oddechy. Marina zaczerwieniła się nieco gdyż nigdy żaden mężczyzna nie znajdował się tak blisko niej. Wpatrując się w siebie z uwagą zaczęli płynąć w tańcu. Czuła że brakuje jej tchu. Z rozkoszom wdychała jego tak cudny zapach. Przyjemną nutę cytrusów zmieszanych z piżmem oraz dymem cygara.Zapach prawdziwego mężczyzny - tak by powiedziała Gabriela a przez jej pościel przewiną się już nie jeden facet i ona znała się na rzeczy. Miała ogromną ochotę wpleść palce w jego jedwabne czarne włosy ale powstrzymała się resztką sił. To z całą pewnością nie byłoby stosowne i zdenerwowałoby obserwującego ich Armando. Tańczyli w milczeniu. Czasami słowa są zbędne a wszystko co jest do powiedzenia potrafią przekazać oczy spoglądające z żarem na tą drugą osobę. Czuła że on pragnie tego samego co ona że się w niej zakochuje tak jak ona w nim. Orkiestra przestała grać walca i stanęli na chwilę by poczekać na kolejny.
- Bardzo dobrze tańczysz- pochwalił ją na co rozpromieniła się jeszcze bardziej. - mam szansę na jeszcze jeden taniec?
- Jasne - zgodziła się bez chwili zastanowienia. Teraz zagrali coś wolnego w sam raz do przytulania. Zaplotła swoje ręce na jego szyi a on objął ją w tali jego nos znalazł się blisko jej ucha czuła na karku jego oddech a on wdychał apetyczny zapach jej perfum. Czuła że mogła by frunąć ..niestety ktoś sprowadził ją na ziemię odtrącając ją od jej ukochanego.
- Odbijany daj teraz mi szansę bym zatańczyła z Damonem - powiedziała Gabriela bezceremonialne popychając ją w tłum a sama zarzuciła ramiona na jego szyję i wtuliła się.
- Ja też pragnę się nacieszyć tańcem z tak doskonałym tancerzem jak ty- powiedziała puszczając do niego oczko i przywarła do niego całym ciałem. Skrzywił się nieco czując duszącą woń jej słodkich wręcz mdłych perfum.
- Oczywiście Gabrielo - uśmiechnął się do niej dyplomatycznie i już w całkowitym milczeniu tańczyli. Czuł jednak pewien niedosyt. Taniec z Gabrielą to nie to samo co trzymanie w ramionach jej młodszej ślicznej siostry.
- Może spotkamy się kiedyś - zachęcała szepcząc mu prosto w ucho. On tylko przewrócił oczyma i przygryzł swą wargę by nie obrazić jej jakąś bezczelną odpowiedzią, która już cisnęła się na jego usta.
- Nie odpowiedziałeś ? - zapytała ponownie gdy taniec się skończył.
- Być może a teraz przepraszam muszę wyjść się przewietrzyć - powiedział wyplątując się z jej objęć i podążył na taras na którym stała oparta o balustradę Marina.
- Czyż nie piękny wieczór Marino?- zapytał stając tuż za nią.
- I to bardzo - tak bardzo kochała maj, gdy wszystko budziło się do życia noce były ciepłe kwiaty nęciły wonią a ptaszki budziły przyjemnymi dla ucha trelami - kocham maj to mój ulubiony miesiąc w ciągu roku
- Mój też - skłamał ale ona przecież nie musiała o tym wiedzieć. Damian najbardziej lubił zimę twierdził że tęgi mróz jak nic hartuje ludzkiego ducha a prawdziwy mężczyzna musi być twardy jak stal i nie ugięty w swych poczynaniach niczym Hercules, ale kobieta miała prawo a nawet powinna być delikatna jak płatki róż to sprawiało że mężczyzna tym bardziej pragnął zerwać tę różę i zatrzymać dla siebie. Taka właśnie była Marina delikatna i wrażliwa.
-Ta noc jest wyjątkowa wiesz ? - Zagaił Damian spoglądając na granat nieba usiany złotymi gwiazdami.
- Wyjątkowa dlaczego? - zapytała dziewczyna spoglądając w dal na taflę wody w której odbijały się tysiące gwiazd.
- Ponieważ tej nocy poznałem ciebie - powiedział
-Opowiesz mi coś o sobie Damianie? - poprosiła odwracając się do niego przodem.
- Co chciała byś wiedzieć? - zapytał wpatrując się w jej piękne błękitne oczy.
- Mieszkasz tutaj ? - to chyba najbardziej ją interesowało skoro miał być jej przyszłym mężem to dobrze by było znać jego adres zamieszkania.
- W niedalekiej okolicy.
- Czym zajmują się twoi rodzice? - padło kolejne jej pytanie.
- Czy to ma jakieś znaczenie? - zapytał unosząc ku górze brew - ale zapewniam że należę do przyzwoitej rodziny.
- Zapytałam z czystej ciekawości - powiedziała zasłaniając usta dłonią jak zawsze czyniła kiedy czuła się zmieszana. -masz może rodzeństwo?
- Dwie siostry i brata.
- O to zupełnie tak jak u nas ja też mam siostrę i dwóch braci - ucieszyła się z podobieństwa.
- Wiem Marino - stwierdził przymrużając lekko oczy - z tą tylko różnicą że ja jestem najstarszy z całego rodzeństwa.
- I mam nadzieję że nie zatruwasz życia swoim siostrą tak jak to czyni ze mną Armando.
- Ależ skąd ..nie użył bym tego słowa ale z całą pewnością dbam by się Coral krzywda nie stała.
- Już to sobie wyobrażam jak dbasz- powiedziała marszcząc nosek na myśl co pewnie musi znosić jego najmłodsza siostra.
- Zabawnie wyglądasz z tą miną wiesz- powiedział szczerze ubawiony a ona spojrzała mu głęboko w oczy i lekko rozchyliła usta. Pragnęła żeby ją teraz pocałował ciekawe jak smakowałyby jego usta, ale w sumie równie dobrze to ona może go pocałować. I kiedy już miała zamiar to zrobić na taras za nimi wyszła Gabriela.
- Tutaj się zaszyliście - zaśmiała się odchylaj głowę do tyłu swoim zwyczajem i wyciągnęła z torebki swoją srebrną papierośnice. Miała wyjątkowo długą srebrną cygaretkę zdobioną rubinami prezent od jakiegoś adoratora którego imienia teraz nawet już nie pamiętała.
- Pomożesz mi - zapytała kokieteryjnie patrząc mu w oczy przy tym zupełnie nie zważając na młodsza siostrę.
- Oczywiście - Damian gestem dżentelmena za jakiego pragnął w ich oczach uchodzić wyją swoją pozłacaną elegancką zapalniczkę z kieszeni marynarki i odpalił jej papierosa. Gabriela poprawiła swą futrzaną białą etolę narzuconą na ramiona i spojrzała na siostrę. Obecność małej Mariny była jej w tym momencie nie na rękę.
- Mari dlaczego niczego nie narzuciłaś na ramiona - powiedziała tonem mądrzejszej starszej siostry - wejdź do środka i to szybko bo zmarzniesz i będziesz chora.
- Ależ Gabi wcale nie jest mi zimno - odparła Marina przesuwając się bliżej Damiana. Gabriela oparła się dłonią o balustradę a w drugiej trzymała swoją cygaretkę i delektowała się słodkim dymkiem.
- Już ja lepiej wiem zmykaj do środka - powiedziała do Mariny a ta nie chcąc się z nią dłużej kłócić weszła posłusznie do środka.
- Spodobała ci się moja siostra Damianie - Gabriela przyjrzała się z uwagą mężczyźnie który uśmiechnął się tylko i dyplomatycznie odpowiedział- obie jesteście piękne i urocze.
- Gabi jak zwykle kokietuje mężczyzn - usłyszała za sobą znajomy męski głos i lekko się skrzywiła z niesmakiem. W ich stronę zmierzał Alejandro Cordoba(Fernando Colunga) były kochanek Gabrieli z którym ta nie miała ochoty się widzieć.
- Ja tylko rozmawiam - odparła wyzywająco dmuchając mu dymem prosto w twarz - nie muszę nikogo kokietować z moją pozycją i wyglądem nie mam takiej potrzeby.
- Potrzeby może i nie masz ale doskonale wiemy jaką czerpiesz z tego przyjemność - zaśmiał się Alejandro stając obok nich.
- Nie będę z panem rozmawiać nic tutaj po mnie - powiedziała szybko gasząc ogarek pozostały po jej papierosie i wyrzucając niedopałek do kosza - żegnam pana Alejandro a co do ciebie Damianie mam nadzieję że się jeszcze spotkamy.
- Zapewne - odpowiedział odprowadzając ją wzrokiem i wymienił kilka grzecznościowych zdań z Alejandrem o którym słyszał to i owo.

Niezłe przedstawienie - usłyszał tuż przy uchu dobrze znajomy słodki głosik brunetki. Odwrócił się. Jego kochanka i zarazem wspólniczka w interesach uśmiechała się przebiegle.
- Co ty tutaj robisz - zapytał odwracając się w jej stronę.
- Właśnie nie wiele ale liczę że zaraz mi powiesz coś interesującego - powiedziała przybliżając się do niego miała na sobie króciutką czerwoną koronkową sukienkę w której wyglądała bardzo seksownie. - bo nie wieżę że obie siostry Navarro wpadły ci w oko.
- Haha bystra jesteś kotku - powiedział głaszcząc ją po policzku jednocześnie rozglądając się czy przypadkiem któreś z rodzeństwa Navarro nie znajduje się w pobliżu - chociaż bardzo chętnie zabawiłbym się zarówno z jedną jak i z drugą.
- To ja już ci nie wystarczam - zrobiła usteczka w dzióbek i Damian roześmiał się jeszcze głośniej - przestań bo gotów jestem pomyśleć że jesteś o mnie zazdrosna.
- Może jestem -stwierdziła patrząc mu w oczy cały czas się śmiejąc - ale żarty żartami ..gadaj przystojniaczku o co tutaj chodzi?
- Mam problem i liczę że dzięki rodzinie Navarro go rozwiążę - powiedział odciągając ją w na tyle bezpieczne miejsce żeby nikt nie mógł ich usłyszeć.
- Jakiż to problem - była mocno ciekawa o co może chodzić ale cokolwiek by to było Damian na pewno sobie z tym poradzi jeszcze nie było kłopotu z którego mody Granado by się ie wykaraskał.
- Źródło na mojej ziemi wysycha a nasze szlachetne konie przywykły do picia dobrej jakościowo wody ..- zaczął ale jak zwykle kąpana w gorącej wodzie Libia przerwała mu w połowie zdania
- A co wspólnego z twoimi koninami może mieć rodzina Navarro- zapytała a on położył palec na ustach
- Gdybyś mi nie przerywała moja droga to już byś wiedziała - pogroził jej palcem
- Zatem mów - powiedziała i podparła się łokciami siedzieli przy stoliku na półpiętrze gdzie nikt z gości nie wychodził.
- Jestem jednym z najbogatszych właścicieli ziemskich w okolicy nalezą do mnie najlepsze ziemie ale prawdziwa żyła złota znajduje się nadal w ich ręku - powiedział.
- A już rozumiem chodzi ci o ziemię na której znajduje się źródło Pearly z którego wydobywana jest woda Agua Pearly.
- Dokładnie i mam zamiar wejść w jego posiadanie a że jedyną drogą jaką mogę to osiągnąć jest wejście w ich rodzinę to zamierzam ożenić się z jedną z sióstr Navarro przez co wejdę do szanowanej rodziny przez co ja też w końcu zyskam prestiż i nie będę już synem parobków który się dorobił
- Podobno są różne jak Lód i ogień - powtórzyła zasłyszaną niegdyś informację na temat mariny i Gabrieli.
- Wiem Gabriela jest temperamentna i waleczna ale trudno było by mi się z nią żyło ponieważ słynie z wybuchowego charakteru natomiast Marina jest delikatna wrażliwa i nieco naiwna.
- Cóż mogę powiedzieć to bardzo radykalne załatwienie sprawy - stwierdziła. Sama nigdy nie wyszła by za mąż bez miłości. Czym innym był dla niej niezobowiązujący romans a zupełnie inaczej sprawy miały się z zamążpójściem to już była poważna sprawa i decyzja na całe życie gdyż Libia nie uznawała rozwodów. - ale jak to mówią cel uświęca środki.
- Dokładnie a panna Marina ostatecznie jest śliczna i delikatna a jeśli jest tak łatwowierna jak mówią to łatwo będzie nią kierować. - powiedział cynicznie się uśmiechając.
- Życzę ci powodzenia - powiedziała dziewczyna jednak pomysł nie wydał jej się zbyt dobry czuła że Damian ulegnie tej Navarro i się w niej zakocha.

____
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:16:33 08-03-15    Temat postu:

Tak jak obiecałam tak i zajrzałam do Ciebie iii jestem bardzo pozytywnie zaskoczona
Zaciekawiło mnie ta historia I oczywiscie największą uwagę przykuli jak dla mnie Damian i Jose Ignacio hahahaha ja już ich lubie A Gabryjela tooo jakos nie zdobyła mojej sympati ;D Damian ma swój cel i widać , że będzie brnął do niego nie patrząc na nic , aleee pokocha Marinę i to jest pewne ;D To nie będzie tak do końca interesowna miłość, noo moze na początku ;d Czekam z niecierpliwością na kolejny;)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
King kong
King kong


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:04:43 08-03-15    Temat postu:

Dziękuję za odwiedzinki cieszę się że pomysł Ci się spodobał
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
King kong
King kong


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:31:42 09-03-15    Temat postu:

Zapraszam na drugi odcinek mojej telenoweli
narracja 1 osobowa


Rozdział2

DG
Wstałem dość wcześnie oczywiście jak na mnie po czym usiadłem na łóżku obok pochrapywała wtulona w poduszkę Libia. Pogłaskałem ją po jej miękkich kruczoczarnych włosach a ona tylko coś niewyraźnie wymamrotała przez sen. Była piękną dziewczyną - inteligentna, obdarzona poczuciem humoru i z klasą gdyby tylko miała nazwisko to mógłbym się z nią nawet ożenić. Jednak była tylko sierotą przygarnięta przez bogatą ciotkę i wychowaną na światową damę. Jej towarzystwo zawsze mi odpowiadało. Rozumieliśmy się niemalże bez słów.
- Szkoda - westchnąłem i wiozłem telefon do ręki wykręcając numer tej uroczej blondyneczki Mariny.
Inaczej sobie wyobrażałem pannę Navarro. Oczyma wyobraźni widziałem ją jako zakompleksioną szarą mysz w okularach i z aparatem na zębach w końcu miała być zupełnym przeciwieństwem swojej powabnej siostry i w istocie była ale nie w tą stronę co początkowo przypuszczałem. Marina okazała się śliczną słodką dziewczyneczką o romantycznym usposobieniu. W swojej sukieneczce wyglądała jak kruchy kwiatuszek a uśmiechała jak aniołek podczas gdy po krzykliwej Gabrieli z daleka było widać że to gorąco krwista temperamentna kobieta która nie zawaha się sięgnąć po to czego pragnie kiedy przyjdzie jej na to ochota. Takich kobiet miałem jak na pęczki i nie potrzebna była mi kolejna do tego okazałego wianuszka.
- Zastanawiałem się czy może dała byś się zaprosić na kolację któregoś wieczoru - Powiedziałem siląc się na ten seksowny i męski baryton, który tak uwielbiały wszystkie kobiety. Zapadła grobowa cisza zapewne zastanawiała się czy się ze mną umówić czy nie.
- Z przyjemnością - usłyszałem w końcu jej słodki głosik i ucieszyłem się w duchu. Byłem przekonany że się jej spodobałem w końcu byłem przystojny i mało która kobieta przechodziła obok mnie obojętnie. Na przyjęciu było podobnie mężatki wpatrywały się we mnie pożądliwie jakby błagały bym się nimi zajął chociaż na chwilę a panny wprost kokietowały. Gardziłem tymi wszystkimi idiotkami. Niektóre kobiety nie miały za grosz honoru tak jakby tylko się prosiły by je zerżnąć a później puścić kantem. A skoro tak bardzo się prosiły to dlaczego miałem im odmawiać i od czasu do czasu któraś szczęściara dostawała ode mnie to czego tak bardzo pragnęła.Niezobowiązujący jednorazowy seks.
- Który wieczór w takim razie masz wolny kwiatuszku - kontynuowałem z szerokim uśmiechem.
- Niech pomyślę - powiedziała i po chwili usłyszałem jak kartkuje jakieś stronice. Zapewne sprawdzała swój terminarz by po chwili nieśmiało zaproponować- może środa?
- Doskonale pasuje mi ten termin - powiedziałem wyjmując i odpalając papierosa po czym zaciągnąłem się głęboko dymem. - o której mogę po ciebie przyjechać?
-Będę gotowa o osiemnastej -usłyszałem co zdziwiło mnie ale domyślałem się że trzymająca Marinę pod kloszem rodzina zwyczajnie nie zgodziła by się by o późniejszej porze wychodziła z nieznajomym mężczyzną..I słusznie nie była brzydka a do tego tak bardzo naiwna że nie jeden mężczyzna mógłby ją zwyczajne wykorzystać i bardzo skrzywdzić. Ja sam nie byłem od niech lepszy z moimi zamiarami. Odłożyłem słuchawkę i uśmiechnąłem się do własnego odbicie w lustrze z satysfakcją.
- Damianie Granado jesteś genialny- powiedziałem sam sobie gratulując.
- Jak ci poszło? - zapytała Libia unosząc głowę z poduszki i zerkając na mnie rozespanym wzrokiem.
- Tak jak myślałem rybka złapała przynętę - powiedziałem mocno z siebie zadowolony. Podszedłem do stolika z trunkami i nalałem sobie whisky do szklaneczki po czym wypiłem ją jednym haustem. Alkohol palił mnie w gardło po czym spłynął rozlewając się ciepłym strumieniem wprost do żołądka. Uwielbiałem to uczucie.
- A tak się zarzekałeś że nigdy się nie ożenisz że ślub żona i dzieci to nie dla ciebie - roześmiała się Libia narzucając na swoje nagie ciało koszulę którą miałem poprzedniego dnia na przyjęciu.
- Trafiłaś w samo sedno mam zamiar mieć z nią dzieci - powiedziałem szczerząc się perfidnie. Małżeństwo z Mariną miało sprawi że z dorobkiewicza syna służącej i parobka folwarcznego stałbym się bardzo szanowanym człowiekiem a do moich dzieci należałby tak ogromny majątek jak do nikogo w tej okolicy. Rodzina Granado zyskała by prestiż i stałaby się szanowana na czy bardzo mi zależało.
- Dumny i ambitny jak zwykle ale co ja będę mieć z tego - zapytała Libia. doskonale zdawałem sobie sprawę że i ona pragnęła uszczknąć choć cząstkę z majątku który miał w przyszłości stać się moją własnością.
- Nie martw się o tobie także pomyślałem - spojrzałem jej w oczy a na moje usta wypłynął nieco ironiczny uśmieszek po czym wstałem z fotela w którym się rozsiadłem podszedłem do niej po czym ująłem jej podbródek i zajrzałem prosto w jej głębokie stalowo zielone oczy - chyba nie pomyślałaś że mógłbym o tobie nie pomyśleć.. tak pomyślałaś.
Milczała a jej oddech nieco przyśpieszył.
- Tak pomyślałaś - powiedziałem robiąc dzióbek i udając że nieco mnie to rozczarowało- zapewniam więc cię że w moim planie odegrasz znaczącą rólkę
- Mianowicie? - zapytała mrużąc nieco oczy
- Twoim zadaniem będzie rozkochać w sobie Armando który jako najstarszy brat jest jedynym dziedzicem i zarazem solą mi w oku - wyjaśniłem. Istotnie Armando jako najstarszy z rodzeństwa Navarro jako jedyny mógł pokrzyżować moje plany. Jak na razie tajemnicą poliszynela było to że jego żona Esperanza jak dotąd bezskutecznie starała się by zajść w ciążę ale to się nie udawało i oby nie udało bo to wiele by mi skomplikowało.
- Mam się zająć Armando przecież on ma żonę - powiedziała mocno zdziwiona Libia - dlaczego po prostu go nie zabijesz? - zapytała patrząc z wyzwaniem w moje oczy.
- Jestem biznesmenem a nie mordercą - powiedziałem oburzony tym co powiedziała. Jak w ogóle coś tak absurdalnego mogło przyjść jej do głowy.
- Czasami cel uświęca środki - powiedziała wzruszając ramionami.
- Morderstwo to ostateczność ..krwią ręce brudzi się na całe życie - powiedziałem bo zgodnie z swym sumieniem nie potrafiłbym nikogo pozbawić życia.
- By kogoś zabić trzeba mieć jaja mój drogi - powiedziała roześmiała się w głos. Co chciała przez to powiedzieć że brak mi jaj że nie jestem wystarczająco męski na taki czyn.
- Czasami mnie przerażasz moja droga- powiedziałem kręcąc głowa z dezaprobatą i poszedłem do łazienki by się ubrać. Nie miałem zamiaru cały dzień paradować bo bokserkach ani wylegiwać się w pościeli zwyczajnie szkoda było mi na to czasu.
- Jesteś pewien że ona ci ulegnie - zapytała Libia idąc za mną. Odkręciła kurki i do wanny zaczęła lać się woda. Zrzuciła moją koszulę i zobaczyłem ją w całej jej krasie i coś w moich bokserkach drgnęło. Czyżby prowokowała mnie celowo pomyślałem kiedy pochyliła się nad wanną i zaczęła mieszać ręką wodę wypinając swój seksowny tyłek w moją stronę. Podszedłem i dałem jej klapsa. Jęknęła najwyraźniej nie spodziewając się czegoś takiego z mojej strony.
- Kochana ona już uległa poślubienie jej to tylko kwestia czasu - powiedziałem wprost do jej ucha pochylając się nad nią - wątpisz w to?
- Ależ skąd - powiedziała opierając swoją głowę na moim ramieniu.
- Mam nadzieję - wyszeptałem wprost w jej ucho przejeżdżając opuszkami palców po jej szyi po czym złożyłem na niej kilka drobnych pocałunków co bez wątpienia bardzo się jej spodobało. - mogę się przyłączyć do ciebie w wannie?
- oczywiście - wyjęczała. Poranek zapowiadał się bardzo interesująco.

MN
Ten przystojniak zadzwonił do mnie i zaprosił na kolację aż podskoczyłam z radości. Umówiliśmy się na środę wieczorem i czas od niedzieli do środowego popołudnia począł ciągnąc się dla mnie w nieskończoność. Zanim w środę przyjechał zdążyłam przebrać się z trzy razy. Najpierw założyłam satemowy kombinezon w kolorze rdzy i jeszcze szybciej go zdjęłam. Ten kolor pasował do Gabrieli ale do mnie nie bardzo. Następnie przymierzam króciutką skórzaną czarną sukienkę i przejrzałam w lustrze. Dodawała mi jakiejś drapieżności to fakt ale nie chciałam wyglądać aż tak odważnie na pierwszej randce co też by sobie pomyślał Damian. Na końcu wylądowała na mnie moja ulubiona wyjściowa sukienka w kolorze fuksji w białe drobne kwiatuszki i to był dopiero trafny wybór. Włosy związałam w węzeł na karku przewiązując kremową kokardą. pomalowałam rzęsy a usta przejechałam owocowym błyszczykiem po czy skropiłam ciało kwiatowymi delikatnymi perfumami. Czekała na niego co chwilę zerkając na zegarek. Punkt osiemnasta zadzwonił dzwonek do drzwi resztkami sił powstrzymałam się by pobiec otworzyć drzwi Damianowi zamiast tego usiadłam na sofie w salonie i czekałam aż Ana go przyprowadzi. W końcu po chwili ciągnącej się jak wieczność wszedł do salonu. Na sobie miał sztruksową granatową marynarkę, różową koszulę i przetarte granatowe jeansy. Spojrzał mi prosto w oczy i uśmiechnął łobuzersko do mnie. mojej uwadze nie umknął uroczy dołeczek który mu się robił podczas uśmiechu i ten niebezpieczny błysk w oczach który uwielbiałam.
- Witaj Marina- powiedział podchodząc do mnie i ucałował mnie w rękę na co się lekko spłoniłam -jak zawsze piękna
- Dziękuję - odpowiedziałam - Ty też niczego sobie i fajnie pachniesz
- Dzięki - roześmiał się wesoło na moje słowa.
- Gdzie się wybieramy? - pytałam gdyż mocno mnie intrygowało gdzie ten przystojniak postanowił mnie zabrać.
- to niespodzianka- powiedział tajemniczo się uśmiechając - jesteś gotowa?
- Tak możemy już iść - powiedziałam a on podał mi ramię i wyszliśmy na dwór. wieczór był dość ciepły
- Zobaczysz niespodzianka - powiedział tajemniczo się uśmiechając - możemy już iść ?
- Oczywiście- zgodziłam się i wyszliśmy razem z domu.

DG
Otworzyłem jej drzwi od strony pasażera i pomogłem zająć miejsce po stronie pasażera w moim granatowym lśniącym cabrio. Puściłem jakąś cichą romantyczną muzykę i ruszyłem z pod domu starając się nie jechać zbyt szybko. Odpalając silnik spojrzałem w stronę okna na parterze gzie mignęło mi coś płomiennie rudego. Domyśliłem się że musiała to być Gabriela i uśmiechnąłem się ironicznie na samą myśl jaką w tym momencie musiała mieć minę. Kiedy dojechaliśmy n miejsce zatrzymałem samochód na poboczu obok na oko niepozornego budyneczku przeczuwając że gdy tylko znajdziemy się wewnątrz to tak romantycznie usposobiona dziewczyna jak Marina będzie musiała być zachwycona.
Podałem jej rękę którą ujęła i weszliśmy razem do środka. Na widok wnętrza które nie robiło już na mnie takiego wrażenia oczy Mariny rozbłysły.
- Podoba ci się - zapytałem z dumą i zadowoleniem - starałem się wybrać takie miejsce które przypadnie ci do gustu ale jeśli tak nie jest to możemy iść gdzieś indziej
- Podoba i to jeszcze jak - powiedziała rozglądając się dookoła. Wnętrze w istocie robiło wrażenie ściany były utrzymane w ciepłym kremowym odcieniu bieli a drewniane stoliki poprzykrywane obrusami o kilka tonów ciemniejszymi, fotele natomiast wyściełane były bordowym pluszem z pozłacanymi podłokietnikami i oparciami. Natomiast sufit był chyba najefektywniejszy stworzony był z szkła kreowanego na atrapę nocnego nieba wysadzanego wieloma złocistymi gwiazdami nieco niżej podwieszone były starodawne żyrandole z wieloma zapalonymi świecami.
- Bardzo się cieszę w takim razie - powiedziałem puszczając do niej oczko i głaszcząc po jej gładkim policzku który od razu oblał się szkarłatem.
- Stolik dla państwa? - kelnerka zjawiła się przy nas w rekordowym tempie.
- Zarezerwowany na nazwisko Granado- powiedziałem nie odrywając wzroku od Mariny.
- Oczywiście - odpowiedziała kelnerka i poprowadziła nas do dość zatłoczonego miejsca - czy ten panu odpowiada?
- Nie. Wolałbym jakieś bardziej kameralne miejsce - powiedziałem co nieco zdziwiło dziewczynę która pewnie nie przywykła do tak wymagającej klienteli.
- Proszę w takim razie za mną -powiedziała nieco niechętnie i poprowadziła nas na wyższą kondygnację gdzie zaproponowała nam stolik przy szklanej szybie z widokiem na rozświetlone milionem świateł o tej porze miasto- czy teraz jest pan już zadowolony?
- Jesteśmy zadowoleni Marino? - zapytałem Marinę która tylko skinęła potwierdzająco głową.
- Mogę zaproponować coś do picia ?- zapytała kelnerka podając nam karty dań.
- Proszę zamawiaj co zechcesz Marino - powiedziałem uśmiechając się do swojej towarzyszki.
- Poproszę spaghetti bolognese a do tego wodę z cytryną. - powiedziała Marina nie namyślając się długo a ja poprosiłem o to samo i po chwili dania już leżały przed nami.
- Jesteś jakaś taka milcząca może nie podoba ci się tutaj ? - zapytałem lekko zaniepokojony bardzo chciałem zrobić na niej dobre wrażenie i nie brałem pod uwagę tego że to miejsce może jej po prostu nie przypaść do gustu. Jak dotąd Błyszczącą Gwiazda bo tak nazywał się lokal nie zawodziła mnie ani razu i każda którą tutaj przyprowadziłem była oczarowana.
- Ależ podoba jestem zachwycona - powiedziała szybko bogato przy tym gestykulując - po prostu jestem pod silnym wrażeniem tego miejsca.
- Nie chciałem cię przytłoczyć wolałbym gdybyś czuła się swobodnie - powiedziałem kładąc rękę na jej dłoni.
- Ależ nie przytłaczasz- powiedziała uśmiechając się do mnie nieśmiało. Jej nieśmiałość była taka urocza i jednocześnie zabawna.
- Wyglądasz uroczo kiedy tak się uśmiechasz - powiedziałam głaszcząc ją po dłoni.
- Bez przesady Damianie proszę - powiedziała oblewając się rumieńcem na na moje gorące spojrzenie.
-Ostatnio ty wypytywałaś teraz czas na rewanż - zaśmiałem się serdecznie.
Boże jaka ona naiwna i delikatna jeszcze bardziej niż przypuszczałem do tej pory.
- Pytaj - powiedziała przełykając kęs swojego spaghetti. Ubrudziła sobie nieco twarz co wykorzystałem na swoją korzyść. Był to doskonały pretekst by dotknąć tej ślicznej buzi. Starłem palcem resztki sosu i zahaczając palcem o jej słodkie usta co sprawiło że przeszedł ją przyjemny dreszcz.
- Chciała byś kiedyś wyjść za mąż? - zapytałem bez ogródek o to co interesowało mnie najbardziej.
- Oczywiście chyba jak każda kobieta.- stwierdziła patrząc mi w oczy.
- Planujesz mieć dzieci? - kontynuowałem zadowolony z jej pierwszej odpowiedzi.
- Co najmniej troje - powiedziała a ja w jej oczach dostrzegłem rozmarzenie - a ty?
- Także ale myślałem raczej o parce rezolutnym chłopcu i słodkiej dziewczynce takiej jak ty - powiedziałem wymownie patrząc jej w oczy. Chłopiec był dla moich planów ważniejszy ale ona o tym nie musiała wiedzieć. Jeśli najpierw urodziły by się dziewczynki dotąd bym się starał aż w końcu na świat przyszedł by mój prawdziwy dziedzic.
- Może być parka byle by nie jedynak - stwierdziła- nie skazała bym swojego dziecka na samotne życie jakie wodą jedynacy. Fajnie jest mieć rodzeństwo na które można liczyć i do którego można zwrócić się zarówno w szczęściu jak i w zmartwieniu - jej odpowiedź mnie w refleksję. Po części się z nią zgadzałem. Nie przewidziała jednak tego że nawet mając rodzeństwo można być samotnym.
- Szczęście zależy przede wszystkim od tego jak się układa w rodzinie a nie od jej wielkości - powiedziałem - a jakie masz plany na przyszłość?
- Wyjść za mąż i zająć się swoją rodziną oraz domem - wyznała pochylając się lekko w moją stronę
- Co by w tym czasie robił szczęściarz który będzie miał zaszczyt zostać twoim mężem - zapytałem z szczodrym uśmiechem gdyż spodobała mi się jej odpowiedź
- Pomagał by prowadzić Armando naszą rodzinną firmę - stwierdziła.
- Przecież jest Jose Ignacjo?-przypomniałem jej o młodszym z braci
- Jose Ignacjo nigdy nie wiązał większych planów z naszą rodzinną firmą - powiedziała wzruszając ramionami. - Jeszcze jakieś pytanie ?
- Tak ostatnie - powiedziałem uśmiechając się szelmowsko - umówisz się jeszcze ze mną?

MN
Zapytał czy się z nim jeszcze umówię a ja poczułam że w moim brzuchu zawirowały motylki. Skoro prosił o kolejne spotkanie to znaczy że na pewno mu się spodobałam. Sama myślałam o tym żeby zaprosić go na naszą rodzinną kolację w sobotni wieczór.
- Przyjął byś zaproszenie na kolację w moim domu w sobotni wieczór? - zapytałam mając nadzieję że się zgodzi.
- Będę zaszczycony mogąc zjeść z waszą rodziną - powiedział co mnie ucieszyło. Teraz tylko postało poinformować moje rodzeństwo o tym że będziemy mieli gościa i to dopiero w sobotni poranek żeby nie mieli czasu mnie zamęczyć pytaniami. Resztę wieczoru spędziliśmy wesoło rozmawiając. Damian okazał się sympatyczny elokwentny i obdarzony dużym poczuciem humoru a przy tym miał w sobie coś takiego czego nie potrafiłam określić jakby jakiś magnetyzm który przyciągał mnie do niego i sprawiał że pragnęłam do niego lgnąć i być jak najbliżej. Na pożegnanie pocałował mnie w policzek bardzo blisko ust co sprawiło że przeszedł mnie dreszcz podniecenia.
- Zimno ci? - zapytał przygarniając mnie i obejmując ramieniem
- Troszkę - powiedziałam wtulając się w niego lekko i tak staliśmy jeszcze chwilę zanim weszłam do domu a on odjechał w ciemną noc.

GN

Siedziałam w klubie z moimi braćmi i szwagierkami sącząc drinka. Obserwowałam Esperanze stojącą przy barze na chwiejnych nogach. Idiotka była już mocno wstawiona. Jak że ja jej nie trawiłam wszyscy się nad nią litowali i obchodzili jak z jakiem tylko dlatego że nie mogła mieć dziecka a tej widocznie to pasowało. Gdyby tak nie było to wzięła by się w garść i zaczęła działać, postarała o adopcję czy poddała in vitro a ta tylko potrafiła nad sobą użalać. Jose Ignacjo podążył za moim wzrokiem i aż zaklął siarczyście.
- O k***a Armando zabierz ją stąd jak najszybciej zanim dojdzie do jakiegoś skandalu - powiedział mój brat. Amando odwrócił głowę w stronę swojej żony i ze zbolałą miną wstał od stolika
- O mój Boże ma tak miękką głowę wystarczy jej kilka drinków i po niej muszę ją zaraz stąd zabrać zanim wywoła jakiś skandal- powiedział Armando a ja tylko parsknęłam pogardliwie. Już dawno powinien tą idiotkę puścić kantem i znaleźć sobie na to miejsce jakąś bardziej wartościową kobietę która naprawdę zasługiwałaby by nosić nasze nazwisko. Dla niego odpowiednia by była kobieta z charakterem, klasą i nienagannymi manierami taka która wie czego chce od życia i potrafi zadowolić oraz wesprzeć swojego męża. Przy tej alkoholiczce mój brat tylko się marnował ale idiota nie potrafił zdać sobie z tego sprawy i trwał w tym związku podążając za Esperanzą jak ćma za światłem.
- Daj mi dopić tego ostatniego drinka proszę - usłyszałam tylko i przewróciłam oczyma Boożee co za idiotka znowu robi z siebie widowisko
- Skarbie dlaczego tyle pijesz- zapytał obejmując ją od tyłu ten idiota z przejęciem.
- Dobrze wiesz dlaczego ..gdybym zaszła w ciąże i urodziła nasze dziecko to bym nie piła ale nie mogę rozumiesz twoja żona jest do niczego nie może mieć dzieci - wybełkotała i zaczęła szlochać.Odwieczna jej gadka która doprowadza mojego brata do zgryzoty. Dziecko obsesja tej cizi i powód który doprowadzał ją do coraz większego obłędu. Ale nie nie żałowałam jej bo działo się to na jej ewidentne życzenie.

EON
- Adoptujemy sobie jakiegoś ślicznego chłopca lub dziewczynkę - usłyszałam po raz kolejny słowa mojego męża kiedy w pośpiechu prowadził mnie do samochodu po czym wydał polecenie naszemu szoferowi. Chciało mi się płakać wręcz wyć z bólu. Łzy same mi poleciały po policzkach. Dlaczego on nie rozumiał że adopcja to nie to samo co nosić dziecko pod własnym sercem i osobiście wydać je na świat.
- Ale to nie to samo adoptowanego decka nie nosi się pod sercem nie rodzi nie opiekuje nim od pierwszej chwili narodzin - próbowałam mu tłumaczyć lekko bełkotliwym głosem.
- Ale taki malutki chłopiec czy dziewczynka równie mocno potrzebuje miłości i czułości kogoś do kogo będzie mogło powiedzieć mamo nawet jeśli ta kobieta go nie urodziła-powiedział pocieszająco ale doskonale wiedziałam że niczego innego tak nie pragnie jak dziecka a ja mu go nie potrafiłam dać - teraz zapiszemy się na terapię i będziemy tam chodzić razem a później postaramy się o adopcję. - powiedział kiedy siedzieliśmy już w samochodzie.

AN
Zasnęła niemal w jednej chwili była taka krucha i delikatna. Moja kochana żona, cały mój świat. Cierpiałem bardzo patrząc na jej łzy i żywiłem głęboką nadzieję że adopcja sprawi że moja żona znowu stanie się tą wesołą spontaniczną dziewczyna którą była kiedy ją poznałem. Gdyby tylko mogła zajść w ciążę nasze kłopoty by się skończyły.
- Amando mogę wejść - usłyszałem głos Jose Ignacjo
- Waś - powiedziałem siedząc w swoim skórzanym fotelu i przeglądając dokumenty dotyczące naszej firmy.
- Nie pomyśl że jestem wścibski ani niegrzeczny ale martwię się o twoją żonę - powiedział Jose Ignacjo siadając na sofie na przeciwko mnie.
- A myślisz bracie że ja nie - powiedziałem tylko z nim zawsze mogłem być naprawdę szczery.- ona tak bardzo pragnie mieć dziecko a jak na razie się nam nie udaje
- Nie myśleliście o adopcji? - zapytał Jose Ignacjo. Wiedziałem że mój brat ma podobny sposób myślenia co ja i podobne zapatrywanie na tę sprawę.
- Ja owszem ale ona twierdzi że adopcja to nie to samo co nosić pod sercem i urodzić własne dziecko - stwierdziłem co Jose Ignacjo wymownie przemilczał
- Nie patrz tak na mnie ja też uważam jej poglądy za niedorzeczne - powiedziałem.
- Jest jeszcze coś takiego jak in vitro - zasugerował Jose Ignacjo. Tylko westchnąłem. Doskonale wiedziałem że jest coś takiego jak in vitro ale wiedziałem również że gdyby ta metoda zawiodła Esperanza pogrążyła by się jeszcze bardziej niż teraz.
-muszę to przemyśleć bo sam nie wiem co o tym myśleć - powiedziałem zmęczony już ta cała sytuacją- nie jest mi łatwo kiedy ona jest w takim stanie kiedy ona cierpi i ja cierpię.
- Wiem bracie dlatego im szybciej to Jose Ignacjo wstając. Doskonale zdawałem sobie sprawę że ma rację im dużej to wszystko się ciągnęło tym bardziej byłem tym zmęczony - ale nie myśl że się wtrącam ja po prostu chcę dla was jak najlepiej- powiedział po czym wyszedł zostawiając mnie samego z moimi myślami. Sam nie wiem kiedy rozpłakałem się jak mały chłopiec . Ja Armando Navarro najstarszy z rodzeństwa który zawsze wszystkim kierowałem i dbałem o interesy mojej rodziny na równo z ojcem czułem po prostu byłem bezsilny.

LR
- Jak wasze spotkanie - zapytałam Damiana wchodząc do jego gabinetu następnego dnia rano. Miałam na sobie króciutką dopasowaną błękitną sukienkę a włosy spięte w zgrabny oczek na czubku głowy. Usta pomalowałam na krwistą czerwień a oczy podkreśliłam czarną konturówką i wytuszowałam.
- Wybornie jak na razie wszystko idzie po mojej myśli - powiedział upijając łyk gorącego gorzkiego napoju który mu podałam- dziękuję ci dobra kobieto za kawusię.
- Drobiazg lepiej opowiadaj jak było wczoraj - powiedziałam siadając na skórzanej sofie pod oknem zakładając nogę na nogę. Gabinet Damian był urządzony w minimalistycznym stylu. We wnętrzu dominowały biel, szarość oraz czerń. Wszystko wykonane było z szkła lub metalu.
- Mogę tylko powiedzieć że była zachwycona lokal który wybrałem okazał się strzałem w dziesiątkę i Marina była zachwycona - chełpił się swoim zwyczajem na co się roześmiałam. Cały Damian dumny i ambitny.
- Gdzie ją zabrałeś?- chciałam się upewnić kochanek gustował i bywał w najlepszych lokalach w mieście ale ciekawiłam się który z nich wybrał na pierwsze spotkanie z swoją ofiarą.
- Do Błyszczącej Gwiazdy - powiedział uśmiechając się dumnie a ja tylko skinęłam głową z uznaniem.
- Trafny wybór- powiedziałam nabierając powietrza w usta i przypominając sobie własne wrażenia kiedy Damian po raz pierwszy zabrał mnie do tego lokalu
- Wiem - powiedział upijając łyk swojej kawy- tak na marginesie pyszna kwa skarbie.
-Trudno więc się dziwić że się jej podobało nie znam kobiety która nie była by pod wrażeniem Błyszczącej Gwiazdy - pozwoliłam sobie zauważyć podchodząc do okna i wyglądając przez nie na ulicę.
- Do tego zaprosiła mnie na kolację w sobotni wieczór do niej do domu - pochwalił się nowiną.
- O kolejny sukces tylko nie zapomnij o mnie rozkochując tą mała - no tak teraz tylko Marinę ma w głowie oby nie zapomniał o mnie rozkochując tą małą.
- Nie martw się to raczej ty nie zapominaj starego kochanka kiedy wpadnie ci w oko Jose Ignacjo - roześmiał się podchodząc do mnie od tyłu i obejmując mnie w pasie. Poczułam na szyi jego oddech a następnie wilgotne pocałunki jakie składał na moim karku a do ucha wyszeptał- wiesz że cię uwielbiam.
- Jeszcze się nie zgodziłam na to że go uwiodę jeśli mi się nie spodoba to na mnie nie licz kotku - powiedziałam zgodnie z prawdą nie miałam w zwyczaju flirtować z facetami którzy mnie nie pociągali.
- Wydaje mi się że jednak ci się spodoba- powiedział tajemniczo się uśmiechając.- znał jak nikt inny mój gust i doskonale wiedział jacy mężczyźni mi się podobają ale czy Jose Ignacjo był takim mężczyzną?
- Zobaczymy kotku - powiedziałam odwracając się do niego przodem i stanęłam na palcach aby pocałować go w usta.
- Poproszę Ritę o szampana musimy wypić za mój pierwszy sukces.- powiedział podchodząc do swojego biurka i podnosząc słuchawkę telefonu do ucha po czym wydał polecenie sekretarce.
- Doskonale- powiedziałam zrzucając z nóg swoje czółenka na dziesięciocentymetrowej szpilce i kładąc się w wygodnej pozie na skórzanej sofie stojącej pod oknem po czym posłałam kuszące spojrzenie Damianowi przerzedzając przy tym w kuszący sposób ręką po udzie. W odpowiedzi na co puścił mi oczko i uśmiechną się w szelmowski sposób mrużąc przy tym oczy.
- Jeszcze tylko chwila kocico - powiedział ponownie podnosząc do ucha słuchawkę telefonu i wykonał jakieś połączenie.
- Poproszę dwa tuziny róż..nie.. białe mnie interesują..albo niech pani dołoży jednak jeszcze tuzin czerwonych ...tak w koszu ..i proszę wybrać najpiękniejsze kwiaty cena nie gra roli - poprosił dzwoniąc do kwiaciarni - adresatką jest Marina Navarro.
- Dołącz do tego jakiś romantyczny bilecik - podpowiedziałam podpierając się na dłoni na co skinął mi głową.
- Na bileciku ma być napisane " Nie mogę przestać o Tobie myśleć z pozdrowieniami dla najpiękniejszej Damian" - polecił i po chwili się rozłączył.
- Wysyłasz jej kwiaty co za romantyczny gest- roześmiałam się kiedy odłożył słuchawkę
- Zazdrosna - zapytał siadając obok mnie na sofie i cały czas patrząc mi w oczy przesunął swoją dłonią po mojej nodze w górę aż wyczuł koronkowe zakończenia pończoch.
- Uwielbiam kiedy nosisz pończoch- wymruczał..
- Wiem - powiedziałam uśmiechając się z satysfakcją.
- A co do tej zazdrości to odpowiedź brzmi nie. W końcu to nie z nią a ze mną pijesz najdroższego szampana - powiedziałam upijając łyk wybornego musującego trunku z kieliszka.
- Tak na marginesie naszykuj się na sobotę bo pojedziesz ze mną na tą kolację w domu Mariny- oznajmił co mocno mnie zdziwiło. Uniosłam nieco brwi ku górze i wydęłam wargi przyglądając mu się po czym po chwil namysłu zapytałam
- Niby w jakim charakterze bo przecież nie przedstawisz mnie jako swojej kochanki - zażartowałam
- Od dzisiaj jesteś moją kuzynką skarbie i właśnie tak mam zamiar cię przedstawić rodzinie Navarro - oznajmił biorąc mnie na kolana.
- Nieźle to sobie wykombinowałeś- powiedziałam i zaczęłam rozpinać jego koszulę. - swoją drogą z iloma dziewczynami robiłeś to na tej sofie?
- A czy to ma jakieś znaczenie - usłyszałam w odpowiedzi po chwili leząc już pod nim.


______
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:58:49 12-03-15    Temat postu:

Damian i Libia to naprawde niezłe ziółka , ze tak powiem , mają plan a szczególnie Damian i kurczowo sie go trzyma ;p alee nie powiem boo Damian umie uwodzić kobietę .. mimo że jest draniem . Marina po tej romantycznej kolacji jeszcze bardziej przekonała się do Damiana , tym bardziej ze zaprosiła go na kolacje do domu ;p Czekam na nastepny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
King kong
King kong


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:46:47 12-03-15    Temat postu:

Tak Marina zakochała się i to bardzo a Damian jak to Damian lowelas jakich mało
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
King kong
King kong


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:53:37 13-03-15    Temat postu:

Zapraszam na odcinek 3

Rozdział 3

GN
Marina odważyła się poinformować nas o dodatkowym gościu podczas kolacji dopiero sobotniego poranka, stawiając nas tym przed faktem dokonanym. Rodzice przyjęli fakt ten obojętnie bez żadnej pochwały ani krytyki zbyt słabo znali Damiana by mieć o nim jakiekolwiek zdanie. Matka nie słyszała o Granado niczego złego więc nie sprzeciwiła się, a skoro ona nie sprzeciwiała się to ojciec także przyjął informację ze spokojem. Ufał żonie i doskonale wiedział że ma ona doskonałe pojęcie o tym z kim powinny zadawać się jego dzieci a z kim nie. I nie chodziło tutaj o podziały społeczne Delfina pozwalała swoim dzieciom nawet na przyjaźnie z dziećmi pospolitych służących jeśli te cieszyły się dobrą opinią i były uczciwe. Spojrzałam tylko na nią i uśmiechnęłam się delikatnie- doskonale siostrzyczki że teraz nas poinformowałaś. Będę mieć wystarczająco dużo czasu aby wybrać się do fryzjera oraz kosmetyczki a nawet na zakupy aby kupić sobie coś w czym olśnię tego przystojniaka. Armando nie powiedział nic na ten temat zbyt bardzo zajęty swoją żoną która siedziała ze smutną miną przy stole i bez smaku przeżuwała śniadanie.
- Co znowu boli cię głowa pijaczko- zadrwiłam nie mogąc sobie odpuścić takiej okazji do dokuczenia szwagierce.
- Gabriela..Gabriela co ty opowiadasz- oburzyła się matka na moje słowa. Zawsze broniła tej idiotki a to przecież ja a nie ona byłam jej córką. To po mojej stronie powinna stawać a nie rozczulać się nad biedną świętą Esperanzą.
- Prawdę mamo chleje jak najgorsza pijaczyna - stwierdziłam wzruszaj ramionami po chwili znowu wbijając szwagierce szpilę- być może za to pijaństwo pokarał cię Bóg nie dając ci upragnionego dziecka na pewno nie potrafiłabyś być dobrą matką mając taki nałóg na sumieniu moja droga szwagierko alkoholiczko.
- Wystarczy- rozgniewał się Armando - zachowaj swoje uwagi dla siebie i najlepiej milcz.
- Nie uciszaj mnie mówię co mylę braciszku -powiedziałam wycierając usta serwetką po czym wstałam od stołu- ale skoro moja obecność tak ci przeszkadza to wyjdę mam dość swoich obowiązków.
- I bardzo dobrze - stwierdził Armando odprowadzając mnie wściekłym wzrokiem siostrę i głaszcząc po ręce pocieszająco tę kretynkę. Parsknęłam tylko patrząc mu w oczy z kpiną robiąc usta w dziobek.
- Ona ma rację jestem podłą pijaczka i nie zasługuję na to żeby Bóg obdarzył mnie dzieckiem - powiedziała żałośnie ta imbecylka.
- Ty też już nie zaczynaj rozmawialiśmy o tym wiele razy -był podenerwowany całym zajściem Armando uciszając żonę.
Wyszłam z jadalni z podniesioną wysoko głową dokuczyłam Esperanzie a o to chodziło mi najbardziej. Ta krowa była tak żałosna że wszyscy się nad nią litowali ale nie ja mi co najwyżej działała na nerwy z każdym dniem coraz bardziej.
- Amalia?- wykręciłam numer przyjaciółki i po chwili usłyszałam w słuchawce jej głosik - co byś powiedziała na kawę i zakupy? ..tak w takim razie spotkajmy się za godzinę tam gdzie zwykle.
Amalia Castillo(Barbara Mori) była idealną kandydatką na partnerkę dla Armando. Śliczna, elegancka obdarzona poczuciem humoru i silnym charakterem. Przez pewien czas mój brat nawet spotykał się z piękną Amalią ale później w jego życiu pojawiła się ta pożal się Boże Esperanza i Armando całkowicie stracił dla niej głowę i w kilka miesięcy później ożenił. Ale jeszcze nic straconego istnieje przecież coś takiego jak rozwody i mój brat zawsze mógłby się rozwieść i poślubić Amalie i dobrze na tym wyjść.
- Witaj moja droga- powiedziałam podchodząc do stolika przy którym siedziała brunetka i popijała przez słomkę mrożoną kawę z bitą śmietaną. Tak Amalia lubiła słodycze i wcale nie szło jej to w biodra czego trochę jej zazdrościłam gdyż sama zawsze musiałam bardzo uważać na to co wkładam do ust.
- Gabrielo jak miło cię widzieć cieszę się że do mnie zadzwoniłaś - powiedziała Amalia wstając i całując mnie w policzek- co u Armando?
- Tak jak zwykle pijaczka żona doprowadza go do rozpaczy obsesyjną chęcią posiadania dziecka - powiedziałam siadając przy stoliku i przeglądając kartę dań.
- Cóż na jego ewidentne życzenie przy mnie był sto razy szczęśliwszy- zaśmiała się Amalia zakładając za ucho pukiel swoich ciemnych włosów - nie robili testów przedślubnych aby potwierdzić możliwość posiadania dzieci?
-Owszem robili i wyszły prawidłowo- powiedziałam machając przy tym na kelnera gdyż zdecydowałam się zamówić zieloną herbatę. - nie wiadomo dlaczego tak się dzieje ale to nawet dobrze nie ma dzieci łatwiej o rozwód
- Armando planuje rozwód z swą żoną? - zapytała Amalia a ja dostrzegłam jak w jej oczach pojawiły się iskierki nadziei
- On nie ale my za niego możemy go zaplanować - stwierdziłam uśmiechając się przy tym przebiegle. - teraz kiedy żona go zadręcza myślę że chętnie znalazł by pocieszenie w twych ramionach
- Nie wiem co o tym myśleć szczerze mówiąc Gabrielo - powiedziała Amalia. Doskonale wiedziałam jak cierpiała po tym jak Armando zdecydował się ożenić z Esperanzą zamiast z nią i teraz bała się ponownie rozczarować
- Wpadnij do nas w odwiedziny w który dzień niby przypadkiem natkniesz się na Armando i zobaczysz jak sytuacja się rozwinie- zaproponowałam Amalia przez chwilę milczała przyglądając mi się w skupieniu gryząc przy tym swoją słomkę.
- Zgoda zobaczymy jak sytuacja się rozwinie- powiedziała - ale tym razem nie poddam się tak łatwo nawet gdybym miała ją zniszczyć.
- I oto chodzi Amalio i o to chodzi - ucieszył mnie jej hart ducha. Swoją drogą powinna go przejawić już wcześniej zaoszczędziła by sobie i przy okazji mnie Amalia miała by Armando a ja nie musiała bym oglądać gęby tej świruski.
- Powiedz mi lepiej jak twoje sprawy z tym przystojniakiem Granado - zapytała Amalia splatając ręce. Zrobiłam usta w dziobek myśląc o Damianie. Jak na razie adorował Marinę ale wiedziałam że prędzej czy później będzie mój.
- Jak na razie licho zdaje się być zainteresowany Mariną ale on będzie mój tak postanowiłam a wiesz że ja nigdy nie odpuszczam - powiedziałam patrząc na lekko zszokowaną przyjaciółkę - co tak patrzysz?
- Po prostu nie mogę uwierzyć że taki przystojniak woli tą szarą mysz kiedy może mieć ciebie - rzekła Amalia z przekąsem bogato przy tym gestykulując
- A jednak ale szczęście mojej siostrzyczki nie potrwa długo niech się cieszy puki może - powiedziałam złowrogo.
- Co zamierzasz zrobić - zapytała Amalia regulując nasz rachunek. wyszłyśmy z kawiarni i skierowałyśmy się w stronę salonu fryzjerskiego naszego ulubionego stylisty geja Gustawo. Gustawo jak zwykle przywitał nas wylewnie i od razu zajął moimi włosami.
- Bellissima moja piękna zobaczysz jak z tobą skończę to olśnisz swojego księcia - powiedział Gustawo stając za mną i wkładając swe starannie wypielęgnowane dłonie w moje włosy.
- Właśnie na to liczę Gustawo - powiedziałam uśmiechając się szeroko puszczając mu oczko w odbicie lustrzane.
- Zobaczysz porcelanowa laleczko nie zawiodę cię - powiedział Gustawo myjąc mi głowę i delikatnie ją przy tym masując. Zamknęłam oczy i relaksowałam się gdyż było to bardzo przyjemne. Kiedy skończył spowrotem wróciliśmy przed lustro i zaczął przycinać zniszczone końcówki po czym naniósł farbę na całe włosy - teraz poczekamy efekt będzie za pół godziny.
- A mnie coś zaproponujesz Gustawo - zapytała Amalia stojąc cały czas obok fryzjera i obserwując jak zajmuje się moimi włosami.
- Moja druga ulubiona główka - powiedział odwracając się w jej stronę - może rozświetlimy trochę kosmyki to doda fryzurze lekkości i zarazem drapieżności i podkreśli twoje piękne oczy - powiedział myśląc przez chwilę i dotykając pasma jej włosów
- To ja odpocznę trochę czytając gazetę a ty zajmij się teraz Amalią - zaproponowałam schodząc z krzesła i siadając w wygodnym fotelu i otwierając jakiś katalog fryzur. Teraz Gustawo zajoł się głową mojej przyjaciółki i coś do niej mówiąc bogato gestykulował. Kiedy nasze fryzury były już gotowe a efekt tak jak wcześniej powiedział chłopak nas nie zawiódł zapłaciłyśmy i wyszłyśmy.
- Wariat ale niezastąpiony - powiedziałam przeglądając się w witrynie i dotykając moich pięknie ufryzowanych włosów. Może i był ekscentryczny ale nie powierzyła bym swoich włosów innemu fryzjerowi niż Gustawo. Zajmował się mną od lat i zawsze byłam z niego zadowolona.
- Tak Gustawo jest jedyny w swoim rodzaju - zgodziła się Amalia głośno się śmiejąc - i nie zaprzeczaj że uwielbiasz pławić się w jego komplementach belllissima.
Ach tak laleczko porcelanowa - powiedziałam doskonale naśladując głos fryzjera i śmiejąc się udałyśmy się do kosmetyczki która zrobiła nam manicure i pedicure oraz makijaże
- Teraz zakupy powiedz co chcesz sobie kupić - zapytała patrząc mi w oczy przyjaciółka
- Coś wyjątkowego - stwierdziłam i wtedy mój wzrok spoczął na krótkiej szyfonowej czerwonek sukience bombce z górą zakładaną na zakładkę. - ta sukienka to jest to.
- Jesteś pewna? - zapytała Amalia skinęłam tylko głową - w takim razie chodźmy ją kupić.


MN
Modliłam się tylko by podczas kolacji nie doszło do podobnie nieprzyjemnej sytuacji co podczas śniadania. Dzień ciągnął się w nieskończoność. Kiedy czułam że nie wytrzymam już ani chwili dłużej pod naszą rezydencję podjechało granatowe cabrio z którego wysiadł Damian w towarzystwie jakiejś kobiety. Kimkolwiek była jedno musiałam jej przyznać była piękna poruszała się z gracją i miała dobry gust co wywoskowałam po sposobie w jaki się ubrała. Miała na sobie miętowy kombinezon z błyszczącego materiału i czarny żakiet a na stopach lakierowane szpilki w czarnym kolorze do tego malutką czarną kopertową torebeczkę. Spojrzała w stronę rezydencji i odskoczyłam od okna nie chcąc zostać nakryta na podglądaniu. Weszłam do salonu i uśmiechnęłam się szeroko na widok róż które dostałam kilka dni wcześniej od mojego przystojniaczka. Przejrzałam jeszcze w dużym lustrze z którego zbudowana była jedna ściana salonu aby optycznie powiększyć już i tak przestronne pomieszczenie.
- Perfekcyjnie - pochwaliłam sama siebie poprawiając na sobie granatową sukienkę z delikatnej satyny która doskonale podkreślała błękit moich oczu. Usiadła na sofie czekając aż służąca wprowadzi moich gości do salonu. Damian wszedł jak zwykle pewnym krokiem z jak zwykle zadziornym uśmiechem na ustach. Od razu poczułam zmysłową woń jego perfum które chytrze wdychałam. Spojrzał na mnie z łobuzerskim błyskiem w oku. Uwielbiałam gdy tak na mnie patrzył dwa kroki za nim szła brunetka równie pewnym krokiem co mój książę.
- Jak zawsze piękna - powiedział całując mnie w policzek na powitanie
- Dziękuję - odpowiedziałam po czym odsuwając się od niego z lekką zazdrością przyjrzałam się brunetce - możesz przedstawić mi swoją towarzyszkę?
- To Libia moja kuzynka przyjechała odwiedzić mnie z dalekiego Paryża i pozwoliłem sobie ją z sobą zabrać mam nadzieję że nie masz nic przeciwko - powiedział a ja odetchnęłam z ulgą. Jak mogłam pomyśleć że mojego przystojniaka łącz coś z tą kobietą skoro ewidentnie dawał mi sygnały że jest mną zainteresowany. Damian nie grał by na dwa fronty i jak w ogóle mogłam tak pomyśleć - skarciłam się w duchu.
- Ależ skąd - Oczywiste że nie mógł zostawić kuzynki samej to było by z jego strony bardzo niegrzeczne. Postanowiłam przywitać dziewczyn serdecznie i ucałowałam ją w oba policzki - miło mi cię poznać Libiu i gościć w moim domu
- Ja też się cieszę że w końcu cię poznałam - powiedział przyglądając mi się uważnie z szerokim uśmiechem- Damian tyle o tobie mówił i miał rację jesteś piękna i skromna a do tego masz dobry gust i klasę. A tak poza tym musisz koniecznie powiedzieć mi gdzie kupiłaś tę śliczną sukienkę.
- Tą akurat uszyła krawcowa ale może kiedyś wybierzemy się razem na zakupy- zaproponowałam to co powiedziała schlebiało mi. Czyżby Damian naprawdę tyle o mnie mówił i nazwał mnie piękną.
- Było by miło - odpowiedziała Libia z szerokim uśmiechem.- Damian jest pod ogromnym wrażeniem nie może przestać o tobie mówić żadna kobieta nie zrobiła jeszcze takiego wrażenia na moim kuzynie jak ty moja droga- powiedziała a ja poczułam się tak lekka jakby motylki uniosły mnie w powietrze z tej radości.
- Oj naprawdę bez przesady już - powiedziałam skrępowana nie mogąc spojrzeć mojemu ukochanemu w oczy.

LR
- Nie ma w tym żadnej przesady- zaśmiałam się panienka czerwieniła się niczym pensjonarka. Faktycznie wszystko co mówił o niej Damian było prawdą biła od niej delikatność i słodycz ale była także niezwykle naiwna i nie trudno będzie takiemu wytrawnemu uwodzicielowi jak Damian rozkochać ją w sobie.
- Rozgłoście się - wskazała nam miękką kremową kanapę znajdującą się we wnęce ściennej na przeciw zapalonego kominka.
- Napiją się państwo czegoś - zapytała nas młoda służąca zbliżając się nieco.
- Ja poproszę szkocką - powiedział Damian rozsiadając wygodnie obok mnie i rozpinając guzik swojej marynarki po czym spojrzał na mnie - a ty moja droga kuzyneczko ?
- Niestety skoro ty wybrałeś alkohol to ja poproszę wodę z cytryną ktoś musi nas odwieść do domu - powiedziałam nie zwracając zupełnie uwagi na służącą.
- Dla panienki czerwone wino? - domyśliła się kobieta.
- Oczywiście i dziękuję - powiedziała Marina uśmiechając się do pokojówki odprowadzając ją wzrokiem. Po chwili dziewczyna powróciła z tacą i nie przerywając prowadzonej przez nas rozmowy postawiła przed każdym jego szklaneczkę i dyskretnie się wycofała do kuchni.
- Kompetentna - podsumowałam biorąc do ręki swoją wodę i napiłam. Wewnątrz czułam się podenerwowana tego wieczoru miałam poznać Jose Ignacja i mnóstwo myśli kłębiło mi się po głowie. Oby tylko warty był grzechu - powtarzałam sobie cały czas w duchu. Jeśli okazał by się brzydalem na pewno nie zgodziła bym się na to co wykombinował Damian który jak na ironię siedział obok mnie całkowicie zrelaksowany jakby bywał tutaj częstym gościem a nie pierwszy raz. Twoja pewność siebie zaprowadzi cie prosto do piekła- pomyślałam przyglądając mu się przez chwilę.
- Muszę cie ostrzec że kiedy zjawi się moja rodzina możesz poczuć się jak przed hiszpańską inkwizycją - powiedziała Marina upijając spory łyk swojego wina zapewne dla dodana sobie pewności siebie
- Spodziewałem się tego i nie boję się ponieważ nie mam nic do ukrycia.- powiedział Damian który był doskonałym aktorem. W duchu roześmiałam się na jego słowa. Ach ''kuzynku" oczywiście że nie masz nic do ukrycia oprócz kilku drobiazgów takich jak swoich niecnych zamiarów względem Mariny, chęci przejęcia majątku rodziny Navarro oraz tego że jestem twoją kochanką a nie kuzynką jak twierdzisz.
- To oczywiste że zostanie solidne przemaglowany przez twoich braci w końcu jesteś najmłodsza w rodzinie i się o ciebie martwią - powiedziałam po czym oboje z Damianem się roześmialiśmy.
- Tak coś w tym jest - stwierdziła Marina po której minie było widać że wcale jej to tak nie bawi jak nas.
- Gdybyś była moją siostrą też bym cię strzegł jak oka w głowie - stwierdził Damian puszczając jej oczko.
- Ze mną tak własnie czyni - powiedziałam konspiracyjnym tonem chcąc zjednać sobie sympatię dziewczyny.
- Ktoś musi jesteś jedynaczką więc ten obowiązek spada na mnie - widziałam jak doskonale bawi się udając mojego kuzyna to był jego najnowszy wyczyn aktorski i miałam nadzieję że wszyscy dadzą się tak samo łatwo nabrać jak ta naiwna blondynka.
Punkt dziewiętnasta w drzwiach stanęła cała rodzina Navarro za wyjątkiem seniora rodu który wyjechał w jakąś służbową podróż i Gabrieli która nie grzeszyła punktualnością.
- Miło mi was gościć w moim domu- powiedziała pani Navarro.
- Mi również jest miło- powiedział Damian wstając i ucałował kobietę w rękę - pozwolę sobie przedstawić moją kuzynkę Libię.
- Prawdziwym zeszytem jest dla mnie móc panią poznać - powiedziałam wstając na co Delfina ucałowała mnie w oba policzki i powitała serdecznie.
- Przedstawiam ci także żoną mojego najstarszego brata Esperanze oraz narzeczoną Jose Ignacia Margaret- powiedziała Marina na co Damian lekko zmarłszy nos ale szybko wrócił do swojej wystudiowanej miny. Wiedziałam że tu Marina zaskoczyła go i to mocno gdyż nie wiedział że Jose Ignacio ma narzeczoną a to krzyżowało lekko jego plany. Cóż mi osobiście Jose Ignacio spodobał się i to bardzo a Margaret nie stanowiła dla mnie najmniejszego problemu. Dzisiaj jego narzeczoną była ona a jutro ja mogłam być na tym miejscu i tak się stanie jeżeli tylko dobrze to rozegram.
- Miło mi - powiedział ukłoniwszy się w ich kierunku i uśmiechając przy tym wylewnie nie zdradzając zupełnie tego iż w jego głowie kotłuje się milion myśli.
- Przejdźmy do jadalni kolacja jest już gotowa - powiedziała gospodyni i wszyscy przeszli do ogromnej sali jadalnej z dużym stołem nakrytym białym obrusem i mnóstwem serwet przy którym stały drewniane krzesła. Pod stropem wisiały okazane żyrandole z milionem drobnych kryształków skrzących się w świetle.

GN
- Damianie jak miło znowu cię widzieć - powiedziałam wchodząc do sali jadalnej z wielkim impetem. Miałam na sobie tę czerwoną sukienkę którą kupiłam rano a do tego wysokie kozaczki na niebotycznej szpilce. Tylko ja potrafiłam z całej damskiej części rodziny poruszać się z gracją i wdziękiem w taki butach.
- Mi również jest miło Gabrielo - powiedział uśmiechając się do mnie a mojej uwadze nie umknęło z jaką uwagą mi się przygląda.
- Skoro jesteśmy już wszyscy to możemy zaczynać jeść życzę wszystkim smacznego - powiedziała matka i zaczęła jeść czym dała wszystkim sygnał że uważa kolację za rozpoczętą. Jedzenie było tradycyjne i bardzo pyszne. Damian nie krył swojego podziwu dla kucharza którego uznał za mistrza w swoim fachu. Kiedy kolacja dobiegła końca i wszyscy byli już syci matka zaprosiła wszystkich do sali kominkowej na lampę wina.
- Wierzyłam że obietnica kolacji jaką złożyłeś mi na przyjęciu jest szczera- powiedziałam kokieteryjnie się do niego uśmiechając - ale nie spodziewałam się że tak szybko odwiedzisz nas w naszym domu.
- Jakoś tak wyszło- odrzekł Damian grzecznie się uśmiechając- przyjąłem zaproszenie które złożyła mi twoja siostra.
- Słusznie bardzo mnie cieszy fakt że możemy cię gościć - powiedziałam odchylając głowę do tyłu swoim zwyczajem i figlarnie się do niego uśmiechając.Mojej uwadze nie umknął fakt że małą Marinę szlag zalewa widząc moje poczynania ale to nawet było zabawne.
DG
- Dziękuję - odpowiedziałem grzecznie patrząc jej w oczy. Gdybym mógł udusił bym ją własnymi rękoma ..nie najpierw bym ją przeleciał a potem udusił. Była bardzo seksowna ale romans z nią napytał by mi sporo biedy w tym domu a jak dotąd jeszcze w żadnej sprawie przeczucie mnie nie zawiodło
- A kiedy mogę liczyć na twoje odwiedziny w mojej sypialni - wyszeptała wprost wprost do mojego ucha pochylając się nade mną i patrząc mi zalotnie w oczy.
- Czas pokaże - odparłem dwuznacznie nieco zmieszany jej zaproszeniem dlaczego akurat musiała mnie kokietować tutaj na oczach jej młodszej siostry która nawiasem mówiąc patrzyła na nas z taką zbabiałą miną że aż było mi jej żal.
- Gabriela - skarciła ją matka - to gość twojej siostry i proszę nie rób z siebie widowiska.
- Jest przyjacielem zarówno Mariny jak i moim - powiedziała odwracając się w stronę matki po czym spowrotem zwróciła się do mnie słodkim głosikiem - prawda mój drogi Damianie?
- To prawda - powiedziałem lekko zakłopotany mając nadzieję że uda mi się jakoś z tego wybrnąć bo inaczej przepadnę z kretesem. Spojrzałem zbolałym wzrokiem na Libię która obserwowała wszystko z boku mając nadzieję że coś wymyśli.
- Jednak jego serce skłania się bardziej ku twojej młodszej siostrze -powiedziała Libia nie zawodząc mnie i tym razem - przykro mi Gabrielo musisz gdzie indziej poszukać sobie adoratora.
- Nie przesadzaj panienko - powiedziała Gabriela śmiejąc się głośno - my się przyjaźnimy tylko nie musisz od razu wyjeżdżać mi z adoratorem, takowych mam na pęczki.
- Mam na imię Libia - sprostowała moja kochanka.
- Być może zapamiętam ale nie miej mi za złe gdy kiedyś pomylę twoje imię - powiedziała Gabriela ironicznie nie mam w zwyczaju pamiętać imion nic dla mnie nieznaczących Francuzeczek. Ostro pojechałaś ognista bestyjko- pomyślałem o mało się nie krztusząc na słowa starszej z sióstr Navarro.
- Gabrielo jesteś niegrzeczna - przemówiła dotąd milcząca Esperanza z za swojego kieliszka.
- Może i tak a ty tyle nie pij bo za chwilę zrobisz z siebie jeszcze większe widowisko niż ja - odgryzła się jej natychmiast szwagierka.
Jose Ignacio który jak dotąd siedział w milczeniu z skupieniem obserwując Libię postanowił spróbować ratować sytuacje i ją zagadnął
- Nie wiedziałem że jesteś Francuzką? - zapytał a ja spojrzałem na nią dyskretnie dając jej oczyma znak aby nie zmarnowała tej okazji do zbliżenia się do chłopaka aczkolwiek przeczuwałem że Jose Ignacio wpadł jej jednak w oko. Znałem Libię nie od dzisiaj i wiedziałem że to iż Jose Ignacio miał narzeczoną nie stanowiło dla niej najmniejszego problemu. Narzeczona to nie żona zawsze można ją zmienić. Dzisiaj Margaret jutro Libia wszystko może się zdarzyć.
- Tak dokładnie to jestem pół krwi francuską mój ojciec był meksykaninem - powiedziała uśmiechając się do niego i uroczo przy tym trzepocząc rzęsami. Cała moja mała Libia urodzona kokietka.
- Ulla la - zagwizdnął z uznaniem Jose Ignacio co nie umknęło uwagi Margaret- z takimi genami musisz być bardzo temperamentna
- Możliwe ale jeśli chcesz się dowiedzieć to sam musisz to odkryć - powiedziała Libia i uroczo się zaśmiała
- Masz typową francuską urodę brak ci tylko piegów- powiedziała zazdrosna o Jose Ignacja Margaret która słynęła z ciętego języka.
- Skąd wiesz czy na innych częściach ciała niż twarz ich nie mam - powiedziała Libia puszczając przy tym oczko do narzeczonego dziewczyny.
- Fakt nie wiem ale nie musisz mnie wprowadzać w taki intymne szczegóły- odszczeknęła się niby to żartem Margaret i się zaśmiała - powiedz mi lepiej jak podoba ci się tutaj w meksyku?
- Oj nie myśl nawet że bym chciała jestem zdecydowanie hetero - odpowiedziała Libia odgarniając z czoła swoje czarne loki - a co do Meksyku podoba się bardzo co prawda urodziłam się i wychowałam w Paryżu ale jestem częstym gościem mojego kuzyna a Meksyk wręcz kocham być może kiedyś się tutaj przeprowadzę - powiedziała dziewczyna szykując sobie grunt pod nogami. Doskonale wiedziała że pewnego dnia zamieszka w tym oto domu jako żona Jose Ignacio.

JI
- Uwielbiam Paryż- stwierdziłem przyglądając się jak te oto piękne kobiety walczą o mnie
- Byłeś ? - podjęła wątek piękna Francuzeczka
-Kilkakrotnie na wystawie w Luwrze -pochwaliłem się.
- Może kiedyś wybierzemy się tam razem - zaproponowała mi z ożywieniem i owszem bardzo chętnie mała się tam z tobą wybiorę. Wydajesz się zupełnym przeciwieństwem mojej nudnej wiecznie narzekającej Margaret.
- Bardzo chętnie - powiedziałem i w tym samym momencie poczuł kopnięcie narzeczonej pod stołem więc chcąc nie chcąc byłem zmuszony dodać - we czworo ja z Margaret a ty z swoim narzeczonym
- Nie mam narzeczonego -powiedziała Libia wymownie patrząc mi w oczy na co tylko głośno przełknąłem ślinę.
- Gdzie jeszcze bywałeś ? - zapytała przysuwając się nieco do mnie i przez dłuższa chwilę rozmawialiśmy o zagranicznych wojażach odkrywając że oboje równie mocno kochamy podróże.
- Damianie czy mógłbym zamienić z tobą kilka słów - powiedział mój brat chwytając bruneta za ramię.
- Naturalnie- odparł i powędrował za Armando- wkrótce do was dołączę.

DG
Zaczęło się- pomyślałem od tego momentu wiele zależy i obym dobrze wypadł w rozmowie z najstarszym z braci Mariny.
- Niestety ojca nie ma więc ten obowiązek spada na mnie - powiedział Armando prowadząc mnie do swojego gabinetu..
- Rozumiem - odparłem kiedy weszliśmy do środka i usiadłem na wskazanym przez Navarro miejscu. Armando zajął swój skórzany wygodny fotel po drugiej stronie biurka.
- Chciałbym zapytać cię o twoje intencje w stosunku do mojej siostry, czuję się za nią odpowiedzialny pod nieobecność naszego ojca- powiedział Armando splatając palce dłoni. Jezu jak można było taktować dwudziestoczteroletnią dziewczynę jak mała dziewczynkę i aż tak pilnować. Zupełnie nie rozumiałem dlaczego dorosła już kobieta nie może sama decydować z kim chce się spotykać.
- Cóż spotkaliśmy się jak dotąd dwukrotnie i jestem oczarowany twoją siostrą- powiedziałem i o dziwo było w tym dużo prawdy gdyż Marina z spotkania na spotkanie robiła na mnie coraz to większe wrażenie.
- Jest wyjątkowa ale przy tym bardzo naiwna nie chciałbym by ktoś to wykorzystał- powiedział Armando.
- Z mojej strony nie grozi jej nic mogę cię zapewnić jestem nią szczerze zauroczony - powiedziałem bez jednego mrugnięcia okiem.
- Mam nadzieję ale ostrzegam jeśli z twojego powodu moja siostra uroni choćby łzę urwę ci jaja - zagroził Armando co nieco wgniotło mnie w fotel - a teraz już chodźmy nasze damy na nas czekają. Ruszyłem za nim i zeszliśmy po schodach do sali kominkowej po czym usiadłem pomiędzy Libią a Marina na narożniku.
- Mam nadzieję że mój brat nie wystraszył cię - powiedziała szeptem Marina wprost do mojego ucha.
- Ależ skąd to zrozumiałe że się o ciebie martwi - odparłem głaszcząc ją po dłoni.
- Damian co powiesz na jeszcze jedną szklaneczkę wisy - zaproponował Armando jednak do rozmowy wtrąciła się jak dotąd smoląca do mnie cholewki Marina - nic z tego Damian jest moimi gościem i chcę oprowadzić go po naszej posiadłości Libio idziesz z nami?
Słysząc słowa Mariny spojrzałem na Libię wymownie co pojęła w mig- nie dziękuję może innym razem chętnie jeszcze pozomawiam z twoim bratem
- W porządku zatem chodźmy sami - stwierdziła Marina prowadząc mnie do ogrodu
Wieczór był ciepły szła uwieszona mojego ramienia jakby bała się ze zaraz jej ucieknę. Spojrzała na mnie z zmartwioną minką.
- Przepraszam za nich mam nadzieję że cię nie wypłoszyli - powiedziała patrząc mi w oczy.
- Ależ skąd myślisz że zrezygnował bym tak łatwo z kobiety która tak bardzo mi się podoba-powiedziałem. A tym bardziej nie zrezygnował bym z twojego okazałego majątku moja droga pomyślałem
- Czasami traktują mnie jak małą naiwną dziewczynkę - powiedziała z pretensją w głosie i zacisnęła ręce w pięści.
- Martwią się o ciebie to oczywiste- stwierdziłem serdecznie. Istotnie jesteś naiwna i to bardzo doskonałym przykładem tego jest to że teraz jesteś ze mną . Będzie mi dużo łatwiej niż przypuszczałem rozkochać ją w sobie i uwieść. Miałem też nadzieję że Libi pójdzie równie sprawnie z Jose Ignacio z którym ostatecznie tego wieczoru znalazła wspólny język co bardzo mnie ucieszyło
- Mogę liczyć na kolejne spotkanie - zapytałem ją prosto z mostu
- Z największą przyjemnością - powiedziała.
- W takim razie zadzwonię do ciebie któregoś dnia i się umówimy - powiedziałem łapiąc między palce niesforny kosmyk jej błąd włosów i zacząłem się nim bawić.
- Będę czekać - powiedziała patrząc mi w oczy przybliżyłem się nieco do niej i zgarnąłem z jej policzka nieistniejący tam okruszek. Stałem tak przez chwilę blisko niej pochyl się nad nią aż przeszedł ją dreszcz.

MN
- Ty drżysz zimno ci - zapytał mnie.
- Troszkę - skłamałam nie potrafiąc przyznać się przed nim że to on tak na mnie działa. Zdioł swoją marynarkę i otulił nią mnie a ja znowu wdychałam z rozkoszą zapach jego perfum.
- Wracajmy za tem nie pozwolę żebyś przeziębiła się przeze mnie - powiedział obejmując mnie ramieniem.
- Dobrze- powiedziałam i zawróciliśmy do rezydencji.
- Libiu czas już na nas- powiedział do swojej do swojej kuzynki kiedy weszliśmy do środka a ja posmutniałam kiedy znowu przyjdzie mi go zobaczyć.
- Oczywiście - zgodziła się Libia żegnając wylewnie z moim bratem. Czyżby Jose Ignacio wpadł jej w oko?

LR

Wsiedliśmy do samochodu i Damian odpalił silnik po czym ruszył najpierw w zwolnionym tempie ale kiedy byliśmy już na tyle daleko by wprawne oko nie mogło nas dojrzeć z okien rezydencji mój kochanek dodał gazu do dechy
- Co masz taką zadowoloną minkę - zapytał kontem oka na mnie zerkając. Pomachałam mu przed oczyma karteczką z zanotowanym numerem telefonu.
- Czyżby Jose Ignacio dał ci swój numer komórki - zapytał z uznaniem zadowolony ze mnie.
- Nie było to trudne czuję że w wkrótce Margaret odejdzie w zapomnienie a jego jedyną królową będę ja - roześmiałam się na tę myśl zadowolona z siebie.
- Mam nadzieję że rzucisz go na kolana - powiedział Damian nie mniej zadowolony niż ja.
- Powiedz mi tylko co zamierzasz zrobić z Gabrielą widzę że i jej wpadłeś w oko a wydaje mi się że nie jest zbytni zrównoważona - zapytała a ja wyczułem w jej głosie nutę zmartwienia
- Zobaczy jeszcze jak to rozwiążę - powiedziałem nie chciałem grać na dwa fronty nie miałem zamiaru romansować z nimi dwiema jednocześnie ale jeśli będę musiał jeśli nie będę miał wyboru to i jej siostrę owinę sobie w okół palca.


_____
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:43:42 15-03-15    Temat postu:

Nooo nie mogę ta Gabryjela to jest okropna, jak moze być taką suką bo inaczej sie nie da tego nazwać;p Tak wgl mogła by odpuścić tej Esperanzie .. ma dziewczyna problemy powinna jej pomóc jako siostra jej męża a nie tylko wyzywać . I jeszcze jak sie lepi do Damian, już nawet matka zwracała jej uwagę . Na przyjęciu wszytko poszło po myśli Damiana i Libi , obydwoje zafascynowali sobą swoje zdobycze, a Damian to już szczególnie Ciekawe jak to się rozwinie wszystko ;D Czekam na kolejne ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
King kong
King kong


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:01:43 28-05-15    Temat postu:

Już dawno nic tutaj nie publikowałam zarówno z braku czasu jak i niestety weny ale na szczęście wena powróciła i napisałam kolejny odcinek który postanowiłam wstawić życzę wam miłej lekturki i liczę na wasze komntarzyki

Rozdział 4

Ranek przywitał z wtuloną śpiącą Libią u swojego boku o ile godzinę jedenastą przed południem można było nazwać ranem. Wstał delikatnie nie chcąc budzić cichutko pochrapującej i mamroczącej coś przez sen brunetki i w samych białych bokserkach seksownie opinających jego męskość przemaszerował do kuchni. Wstawił wodę na kawę po czym wyglądając przez okno intensywnie nad czymś się zastanawiał pocierając chwilę po brodzie. Zerknął w lustro zawieszone nad komodą aby ocenić swój wygląd i kiwnął głową z zadowoleniem. Po chwili namysłu sięgnął po swoją komórkę leżącą na stole i z cwaniackim uśmiechem na ustach wystukał krótką wiadomość do Mariny .
Telefon wibrował w torebce Mariny dając znać dziewczynie o dostarczonej wiadomości. Uśmiechnęła się tajemniczo z rozmarzeniem domyślając się że to zapewne Damian postanowił przypomnieć jej o sobie z samego rana „Właśnie się obudziłem i muszę ci napisać że śniłem tylko o tobie a ty jak spałaś kwiatuszku napisz kiedy się obudzisz”
„Już dawno nie śpię właśnie wychodzę z moją rodziną do kościoła” - kiedy przeczytał jej odpowiedź cicho się zaśmiał.- No tak czego innego mógłbym spodziewać się po takiej grzecznej dziewczynce jak ty w niedzielne przedpołudnie
Pomyślał przez chwilę i pokonując po dwa stopnie szybko pobiegł z powrotem do swojej sypialni wrzucił na siebie białe płócienne bojówki i koszulę w tym samym kolorze po czy spryskał się swoją wodą toaletową przeczesał swoje kruczoczarne włosy palcami i zbiegł z powrotem na dół. Wsiadł w swoje cabrio i podkręcając muzykę na maksa z piskiem opon ruszył z podjazdu po chwili pędził już jak oszalały w kierunku katedry. Jazda w jego zawrotnym tempie zajęła mu niewiele czasu i już po kilku chwilach parkował na parkingu nieopodal świątyni. Odchylił głowę do tyłu opierając się wygodni o zagłówek swojego fotela i spod swoich ciemnych okularów przyglądał się ludziom podążającym do kościoła z szerokim uśmiechem obserwując zgorszenie jakie wywoływał swoją głośną muzyką. Postanowił że nie ma co irytować nabożnych staruszek i po chwili wciskając jeden guzik zaciągnął automatyczny dach i ściszył nieco muzykę ironicznie się przy tym uśmiechając.
„Wyjdź skarbie z kościoła” wystukał kolejną wiadomość która pomknęła do Mariny.
„Zwariowałeś ? Dlaczego mam wychodzić w trakcie mszy”- odpisała zdziwiona nieco jego SMS-em.
„Wyjdź to zobaczysz nie daj się dłużej prosić księżniczko” - odpisał szybko nie chcąc tracić czasu. Po chwili zobaczył jak wychodzi z kościoła i rozglądając się na boki szuka go wzrokiem. Jego uwagi nie umknęło to jak uroczo wyglądała w swojej błękitnej sukience w kwiaty wiązanej na szyki.
- Można wiedzieć co ty tutaj robisz? - zapytała podchodząc do niego kiedy w końcu wyłowiła wzrokiem jego auto.
- Chciałem cię zobaczyć wsiadaj – powiedział otwierając jej drzwi od strony pasażera
- Mówił ci już ktoś że jesteś szalony – zaśmiała się wsiadając do samochodu i założyła kosmyk swoich jasnych włosów za ucho.
- Obiło mi się coś takiego o uszy- powiedział puszczając jej oczko.
- Nie patrz tak na mnie błagam – powiedziała czerwieniąc się i spuściła głowę
- Ale jak ? - zapytał figlarnie się uśmiechając ukazując przy tym rząd swoich bielutkich ząbków odchylając głowę do tyłu
- Jakbyś chciał się na mnie rzucić– powiedziała cicho
- Kiedy właśnie mam na to ogromną ochotę - wyszeptał i przejechał palcem po jej policzku
- Przestań- poprosiła jeszcze bardziej się płosząc i czerwieniąc z zawstydzenia
- Nie potrafię - wyszeptał prosto do jej ucha i pocałował ją w policzek po czym wyprostował się oparł o zagłówek siedzenia i patrząc przed siebie nieobecnym wzrokiem łobuzersko się uśmiechał
- Chciała bym poznać twoje rodzeństwo ciekawe czy dogadałabym się z twoim bratem i siostrami - powiedziała na głos
- Lepiej nie - powiedział ze zbolałą miną
- Dlaczego
- Bo mój brat porwałby mi ciebie i co by mi wtedy zostało - powiedział pół żartem pół serio
- Na pewno by tak nie było przecież nie jestem żadną pięknością co innego moja siostra Gabriela- powiedziała śmiejąc się.
- Ależ jesteś jak najbardziej piękna i urocza - powiedział zaprzeczając temu co ona sama o sobie myślała- Gabriela ..ha ona nie sięga ci pięt
- Gabriela ma mnóstwo adoratorów mnie wszyscy traktują jak małą dziewczynkę - powiedziała dziewczyna marszcząc czoło
- Ty masz mnie – stwierdził splatając jej dłoń z swoją – i pamiętaj fałszywych adoratorów może mieć każda malowana lala ciekawe ilu z nich gotowych było by się z nią ożenić - powiedział ironicznie się uśmiechając na samą myśl o starszej z sióstr Navarro.
- Czy ty oby troszeczkę nie przesadzasz? -zapytała z lekkim niedowierzaniem i zarazem nadzieją
- A czy byłbym tutaj teraz gdyby tak było a zapewniam cię że jestem ogromnym śpiochem - powiedział uśmiechając się szeroko i przeciągając leniwie
- Nie no raczej nie – zgodziła się z nim – wiesz ja też bardzo cię lubię
- Szkoda że tylko lubisz- powiedział patrząc jej w oczy i pochylając lekko w jej stronę.
- Boje się że jestem dla ciebie tylko przelotną przygodą a ja pragnę czegoś stabilnego -powiedziała a jego coś zakuło w środku jakby dające o sobie znać wyrzuty sumienia.
- Pocałuj mnie – poprosiła.
- Jesteś pewna że tego chcesz?- chciał się upewnić pochylając się lekko w jej stronę.
- Nie traktuj mnie jeszcze ty jak małej dziewczynki - powiedziała i chciała jeszcze coś dodać ale w tej chwili przyciągnął ją do siebie i wpił się zachłannie w jej usta. Nie potrafiła się mu oprzeć i po chwili oddawała jego pocałunek z całą żarliwością. Smakowała tak słodko gdyby mógł upajał by się tą chwilą wiecznie.
- Podobał mi się ten pocałunek - powiedziała do niego bez żadnego skrępowania. Wsunął palce w jej włosy i zaczął się nimi bawić. Były cudownie miękkie i pachnące.
- Tak bardzo chciała bym zobaczyć cię nagiego - wyszeptała do jego ucha a on krztusząc się poczuł jak coś twardnieje w jego spodniach.
- Powstrzymaj się od takich komentarzy błagam - poprosił odsuwając ją lekko od siebie aby ochłonąć.
- Gdybym ci powiedziała co naprawdę pomyślałam - powiedziała patrząc mu w oczy a on pomyślał że przy bliższym poznaniu robi się nieco podobna do swej siostry Gabrieli z tą tylko różnicą że to co u Gabrieli było wulgarne u Mariny stawało się na swój sposób słodkie.
- Lepiej nie mów mam na tyle bogatą wyobraźnię że potrafię się domyślić - powiedział i przygryzł swoją wargę.
- Widzisz jestem chyba inna niż się spodziewałeś - powiedziała nagle poważniejąc i siadając prosto na siedzeniu pasażera. Zaczęła poprawiać i wygładzać swoją sukienkę po czym zerknęła do lusterka i przyczesała nieco włosy.
- Fakt jesteś dużo fajniejsza niż myślałem do tej pory i z dnia na dzień fascynujesz mnie coraz bardziej - powiedział kładąc rękę na jej ramieniu. Przez chwilę obserwował jak uśmiecha się uroczo po czym zerknął na zegarek i się wyprostował.
- Punkt jedenasta za chwilę skończy się msza wracaj do kościoła bo inaczej nas tutaj nakryje twoja rodzina a tego chyba nie chcesz, obiecuję że zadzwonię później do ciebie - powiedział całując ją w policzek. Spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się z czułością po czym wysiadła z samochody i czekając aż odjedzie po czym weszła do kościoła modląc się w duchu by nikt z jej rodzeństwa nie zauważył jej nieobecności. Zaczęli by wypytywać gdzie była a ona tak słabo potrafiła kłamać.

- Jose Ignacjo co się z tobą dzieje? Jesteś dziwnie milczący- powiedziała Margaret kiedy wrócili z kościoła- nie odezwałeś się do mnie przez całą powrotną drogę to do ciebie niepodobne.
- Nie mam po prostu nic do powiedzenia - powiedział chłopak wymijająco wzruszając ramionami - o czym tu mówić.
- A mi się wydaje że wpadła ci w oko ta Francuzka - stwierdziła marszcząc nosek. Doskonale widziała jak Jose Ignacjo poprzedniego wieczoru nie mógł oderwać wzroku od tej czarnej siksy i z jakim wielkim ożywieniem z nią rozmawiał jakby świata nie było poza nimi.
- Nie rozumiem o czym ty mówisz- wkurzył się bo trafiła w samo sedno istotnie od poprzedniego dnia co róż przyłapywał się na tym że myślał o ślicznej brunetce. Spodobała mu się i to bardzo ale nie chciał być niesprawiedliwy względem własnej dziewczyny.
- O tym że wiem iż wpadła ci w oko - powiedziała przechadzając się po ich pokoju -przynajmniej bądź ze mną szczery
- Chyba zwariowałaś jedyna kobieta poza którą nie widzę świata jesteś ty i twierdząc inaczej po prostu mnie obrażasz - powiedział ewidentnie poirytowany i wyszedł z ich wspólnego pokoju żeby niepotrzebnie się z nią jeszcze bardziej nie pokłócić.

- Jose Ignacjo mogę zamienić z tobą kilka słów? - zapytał Armando wychodząc z gabinetu w którym urzędował pod nieobecność ojca.
- O co chodzi? - zapytał przystając przy bracie i uważnie się mu przyglądając.
- Wejdźmy może do środka - zaproponował starszy brat otwierając przed nim drzwi gabinetu. - tutaj nikt nie będzie nam przeszkadzał
- Coś się stało?- zapyta nieco zaniepokojony Jose Ignacjo.
- Chciałem się porodzić ciebie w pewnej sprawie - powiedział Armando podchodząc do stolika i robiąc sobie oraz bratu drinka.
- Zamieniam się w słuch- Jose Ignacjo usiadł na sofie pod oknem i przyglądał się bratu. Rodrigo nalał do obu szklaneczek i podał mu jedną z nich siadając naprzeciw.
- Jak już wiesz rozważamy z Esperanzą a przynajmniej jak na obecną chwilę ja rozważam adopcję dziecka ale najpierw chciałbym aby uporała się ze swoim nałogiem - zagaił Rodrigo składając ręce w piramidkę. Carlos przyglądał mu się dokładnie nie wiedząc na czym miała by w tej sprawie polegać jego pomoc.
- To bardzo rozsądna decyzja - stwierdził czekając na dalszą cześć wywodu brata - na twoim miejscu zapisał bym Eseranzę do prywatnego psychoanalityka publiczne spotkania AA także są anonimowe ale nie dadzą jej tak dużo wsparcia jak indywidualna terapia.
- Właśnie w tej kwestii chciałem się poradzić wiem że masz przyjaciół wśród lekarzy i może znasz kogoś godnego pocenia bo chcę oddać ją w jak najlepsze ręce- powiedział Armando
- Eloiza Bustamante jeśli miałbym kogoś polecić to właśnie ją - powiedział Jose Ignacjo po chwili namysłu. Eloiza była starszą kobietą ale może właśnie przez to bardziej doświadczoną i nie jednemu pomogła już uporać się z jego własnymi demonami. Czasami wystarczało kilka sesji i człowiek czuł się jak nowo narodzony.
- Wiesz że pieniądze nie grają roli - powiedział Armando- zadzwonię do niej i umówię nasz najszybciej jak to możliwe.
- Doskonale jeśli mógłbym ci coś jeszcze poradzić to na pewno to że bez twojego wsparcia nawet najlepszy lekarz nie jest w stanie pomóc twojej żonie teraz ty jesteś najbardziej potrzebny Esperanzie – powiedział wstając Jose Ignacjo. Armando przyjrzał się bratu uważnie nabierając powietrza w płuca i po chwili powiedział- widziałem z jakim ożywieniem rozmawiałeś wczoraj z kuzynką Damiana Granado mam nadzieję że jesteś rozsądny i pamiętasz o tym że masz narzeczoną.
- Oczywiście doskonale wiesz jak bardzo kocham Margaret a Libia to bardzo przyjemna dziewczyna i miło mi się z nią rozmawiało podczas wczorajszego przyjęcia ale tylko rozmawiało - powiedział celowo podkreślając swoje ostatnie słowa
- Cóż to twoja sprawa jesteś dorosły wesz co robisz mi pozostaje tylko wierzyć w twój rozsądek i ufać że nie zrobisz nic głupiego- powiedział Armando dostatecznie poważnie ale zarazem z taktem.
- Co myślisz o tym całym Damianie? - zapytał Jose Ignacjo chcąc zmienić temat
- Wiele się o nim mówi ni cieszy się zbytnią sympatią towarzystwa ale to dorobkiewicz. Wszystko co posiada zawdzięcza tylko sobie a wiesz że jak szanuję ludzi którzy potrafili odnieść sukces bez niczyjej pomocy – wyznał Armando na co Jose Ignacjo tylko pokiwał głową ze zrozumieniem - a jaki jest naprawdę i jakie ma zamiary względem naszej siostry pokaże czas.
- Racja pozostaje nam tylko czujnie go obserwować i w razie potrzeby w porę interweniować aby nie skrzywdził naszej małej Mariny - stwierdził Jose Ignacjo. W tym momencie usłyszał sygnał swojej komórki i odbierając szybko wyszedł z gabinetu brata żegnając się z nim skinieniem ręki.
- Libia? - powiedział mocno zaskoczony teflonem dziewczyny – nie spodziewałem się tego że zadzwonisz ale muszę powiedzieć że miło mni tym zaskoczyłaś.

Libia do późnego popołudnia wylegiwała się w pościeli oglądając telewizję. Kiedy się obudziła Damiana już nie było i nie miała najmniejszego pojęcia gdzie się udał a i nie była to jej sprawa kochanek zawsze chadzał własnymi ścieżkami a ona się do tego nie mieszała . Dobrze było jak było dopóki byli tak blisko siebie i mieli wspólne plany to wszystko było w jak najlepszym porządku. Ona nie nudziła się z nim a on czerpał z przyjemności jaką potrafiła dać mu tylko ona. Myślała również o poznanym poprzedniego dnia Jose Ignacjo. Co prawda miał dziewczynę ale jak dla niej Margaret nie stanowiła żadnej przeszkody. Dzisiaj Margaret jutro ja pomyślała. A skoro się jej podobał prawdziwą przyjemnością było by go uwieść i mieć takie ciach tylko tylko dla siebie a to że miał pieniądze stanowiło dla niej tylko dodatkowy jego atut. Ponadto było by to jakieś zabezpieczenie gdyby Damianek jednak zakochał się w tej naiwnej cnotce i ją olał. Poprzedni wieczór uważała za udany czuła że odniosła sukces i jeżeli dobrze to rozegra bardzo szybko wkradnie się w łaski młodszego Navarro. Sięgnęła po swój maleńki różowy telefonik i wybrała zdobyty wczoraj numer telefonu. Po kilku sygnałach usłyszała znajomy męski głos.
- Witaj Joe Ignacjo mam nadzieję że ci nie przeszkadzam - powiedziała zdobywając się na najbardziej uwodzicielski ton na jaki było ją stać w tym momencie.
- Ależ skąd ciszę się że dzwonisz co u ciebie piękna? - zapytał wyraźnie ożywiony jej telefonem rozsiadając się wygodnie na swoim łóżku.
- Chciałam ci powiedzieć że wywarłeś na mnie duże wrażenie poprzedniego wieczoru przystojniaku.- zagaiła nie rezygnując z swojego uwodzicielskiego tonu.
- Tak? To miło bo ty na mnie też - powiedział podejmując jej grę – pamiętasz jednak że mam narzeczoną moja piękna Francuzko
- Pamiętam i bynajmniej mi to nie przeszkadza w zaprzyjaźnieniu się z tobą – powiedziała i po chwili dodała – chyba że ty masz z tym jakiś problem?
- W żadnym wypadku a skoro oboje nie mamy z tym problemu to może dasz wyciągnąć się na jakąś kawę w najbliższym czasie? - zaproponował uśmiechając się sam do siebie.
- Wiesz mam lepszy pomysł może zamiast kawy wpadniesz do mnie na kolację któregoś wieczoru- zaproponowała mając nadzieję że nie posuwa się zbyt daleko – no chyba że jestem zbyt natrętna
- Absolutnie nie lubię kobiety które wiedzą czego chcą - powiedział Jose Ignacjo uśmiechając się na samą myśl że przygoda z Libią będzie ciekawą odskocznią od jego nudnego monotonnego związku z tak przewidywalną Margaret która w ostatnim czasie niczym nie potrafiła go zaskoczyć.
- Dobrze trafiłeś bo taka właśnie jestem wiem czego chcę i wiem jak po to sięgnąć- powiedziała.
- Doskonale bo niewiele jest takich kobiet a co do twojego pytania to bardzo chętnie się z tobą umówię na tę kolację kiedy ci odpowiada?- zapytał
- Może środa wieczorem? - zaproponowała - no chyba że masz już jakieś plany ze swoją narzeczoną.
- Nie a już na pewno nie takie których nie dało by się odwołać – powiedział zadowolony z siebie.
- W takim razie jesteśmy umówieni na wieczorną środę - powiedziała zadowolona z siebie i z tego że tak szybko złapał przynętę.
- Mam coś zabrać ze sobą - zapytał grzecznościowo – może jakieś wino?
- To nie jest konieczne dobrego alkoholu mnie pod dostatkiem – zaśmiała się dziewczyna układając sobie w głowie plan aby on spotkał się z nią w mieszkaniu Damiana podczas gdy tamten zaprosi gdzieś Marine. - zabierz tylko siebie niczego więcej nie pragnę
- Ależ zabrzmiało to dwuznacznie Libio – odpowiedział zaczepnie uśmiechając się przy tym szeroko czego niestety Libia nie mogła dostrzec rozmawiać z nim przez telefon.
- Może miało tak zabrzmieć – odpowiedziała na zaczepkę -hmm..w takim razie jesteśmy umówieni u mnie w mieszkaniu
- Już nie mogę się doczekać - powiedział zapisując w notesie godzinę i adres teraz tylko pozostawało wymyślić jakąś bajeczkę dla Margaret i mieć nadzieję że ją łyknie.

- Ja też nie mogę się doczekać - powiedziała rozłączając się z zadowoloną miną .
- Z czego jesteś taka zadowolona - usłyszała tuż przy uchu głos Damiana który właśnie objął ją od tyłu. Nie słyszała kiedy wrócił ale miała pewność że nie słyszał jej rozmowy z przystojniaczkiem jak w duchu nazywała Jose Ignacja.
- Umówiłam się z Jose Ignacjo ale w twoim mieszkaniu co oznacza że będziesz musiał gdzieś zmyć się jutrzejszego wieczoru najlepiej zaproś gdzieś Marinę upieczemy dwie pieczenie przy jednym ogniu – zaproponowała śmiejąc się perliście.
- Niegrzeczna dziewczynka jak mogłaś nie zapytać mnie o zgodę? – wyszeptał do jej ucha przyswajając nosem po jej karku i wdychając zachłannie woń jej perfum. Chanel No5 wszędzie rozpoznał by zapach swojej kochanki która preferowała te same perfumy co sama Merlin Monroe.- należy ci się lanie
- Dostanę klapsa – wymruczała opierając si o jego ramiona i ocierając o jego krocze swoją pupą.
- I to nie jednego – powiedział przysuwając ją do siebie jeszcze bliżej – swoją drogą gratuluję szybkości i skuteczności w twoich działaniach z młodym Navarro.
- Cała przyjemność po mojej stronie – powiedziała mocno zadowolona z siebie odwracając się w jego stronę i wpijając się w usta swojego kochanka który w tym momencie myślał tylko o tym gdzie może zaprosić Marinę i czy w ogóle przyjmie owo zaproszenie ..a może znowu zrobi jej jakąś szaloną niespodziankę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:38:12 30-05-15    Temat postu:

Damian widzę że robi wszytko żeby zdobyć Marinę , i jak na razie bardzo dobrze mu to idzie , wie jak zrobić na niej wrażenie... no a ona jest tym zachwycona ze ktoś nie traktuje jej jak małej dziewczynki , i że ma wobec niej jakies plany . Tylko boję się że Damian ją bardzo skrzywdzi ;( a domyślam się że pewnie tak będzie , ale mam nadzieje że koniec końców on się w niej zakocha. Co do Jose Ignacia tooo nie wiem czemu ale właśnie wolała bym żeby był z Libią zamiast z Margaret ;D jakoś tak bardziej mi do siebie pasują , tylko może żeby Libia się trochę zmieniła ;D Coś mi się wydaje że na tej wspólnej kolacji na którą go zaprosiła Libia może dojść do czegoś , tym bardziej że Jose trochę jest już znudzony związkiem z Margaret.
Czekam na kolejny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
King kong
King kong


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:34:16 31-05-15    Temat postu:

Tak to prawda Damian ma dość skomplikowaną osobowość pozostaje mieć tylko nadzieję że zmieni się pod wpływem Mariny i ta zbytnio przez niego nie będzie cierpieć a co do Libi cóż ona po prostu ma taką osobowość jak dotąd tylko bawiła się mężczyznami żadnego w swym życiu jeszcze ni kochała a jak to mówią człowiek zmienia się pod wpływem uczuć
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justyśka
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 05 Sie 2009
Posty: 2055
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:07:50 31-05-15    Temat postu:

Ja mam nadzieje że oni obydwoje się ogarną i zaczna myśleć o innych rzeczach a nie tylko o kasie i o tym żeby mieć pozycje
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
King kong
King kong


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:01:05 08-06-15    Temat postu:

Zapraszam na kolejny odcinek mojej telki i życzę miłego czytania

[i][b]Rozdział 5

Ktoś rzucał w jej okno drobnymi kamykami co obudziło ją w środku nocy. Spojrzała na zegarek o tej porze już wszyscy w domu powinni spać. Wstała narzuciła na siebie swój ciepły niebieski szlafrok i podeszła do okna.
- Witaj moja Julio – powiedział Damian stojący pod balkonem – już myślałem że nie uda mi się cię obudzić.
- Damianie co ty tutaj robisz o tak późnej porze? - powiedziała przewracając do koła oczyma z reprymendą
- Jestem twoim Romeo kochanie – powiedział komicznie się jej kłaniając – wpuścisz mnie moja pani przez okno?
- Jesteś szalony zaczekaj zejdę do ciebie do ogrodu – powiedziała przewracając oczyma.
Po chwili była już w ogrodzie gdzie w altanie czekał na nią Damian.
- Ni mogłeś zaczekać do jutra przecież mamy się spotkać? - zapytała całując go w policzek
- Do jutra chyba oszalał bym z tęsknoty – powiedział lustrując ją przeciągle z góry w dół – uroczo wyglądasz w tym szlafroczku wiesz – dodał kiedy usiadła i otoczył ją ramieniem przytulając do siebie

Gabriela zerkała zza firanki gotując się w duchu – Ta siksa urządza sobie schadzki z moim Damianem w środku nocy kiedy powiem o tym Armando przestani im być tak wesoło – pomyślała obserwując obejmującą się parę na ławce w ogrodzie
- Armando wstawaj? - wołała łomocząc do drzwi sypialni Armanda i Esperanzy którą po chwili obudziła
- Gabriela czego ty tutaj szukasz w środku nocy? - zapytała uchylając drzwi które szwagierka pchnęła otwierając na oścież i wdarła się do pokoju. Brat który zawsze spał kamiennym snem i trudno było go dobudzić tylko przekręcił się na drugi bok.
- Gabrielo opanuj się co się dzieje – mówiła Esperansa idąc za szwagierką która podeszła do łoża i zaczęła potrząsać bratem
- Armanto wstawaj i to natychmiast- darła się jak szalona budząc brata.
- Gabriela? - zapytała otwierając jedno oko i przyglądając ze zdziwieniem siostrze – czemu mnie budzisz?
- Chodź sam zobaczysz- powiedziała tajemniczo ciągnąc go za rękę. Brat niechętnie wstał i poszedł za nią
- Patrz na tą bezwstydnicę – wskazała palcem kiedy podeszli do okna.
- I tylko dlatego mnie obudziłaś? - zapytał patrząc z wściekłością na siostrę
- Armando trzeba coś z tym zrobić to niedopuszczalne żeby Marina urządzała sobie schadzki z kochankiem w środku nocy – powiedziała konspiracyjnie robiąc zgorszoną minę
- Oni tylko siedzą i rozmawiają nie psuj jej tej chwili i ni rozumiem czym cię gorszą znając twoje wybryki – powiedział Armando karcąco po czym pogroził siostrze palcem– i nie wasz si im psuć tej chwili a teraz wracaj do łóżka
- Ależ Armando – chciała jeszcze coś powiedzieć machając przy tym komicznie rękoma
- Powiedziałem wracaj do łóżka Gabriela – krzyknął na nią i sam poszedł do swojej sypialni.Gabi jeszcze przez chwilę miotała się przy oknie – zapłacisz mi za to Marino – powiedziała patrząc z nienawiścią na siostrę po czym udała się do swojej sypialni w której potłukła z wściekłości wazon stojący na jej nocnym stoliku – przeklęta Marino Damian i tak będzie mój zobaczysz

Rano obudziły ją wpadające do pokoju promienie słońca. Szybko wstała nie chcąc marnować tak pięknego dnia i ubrała się po czym zbiegła na śniadanie. Wszyscy siedzieli już przy stole a kiedy weszła do sali jadalnej oczy zwróciły się w jej stronę.
- Czyżby nowa tradycja zamieniłyście się z Gabrielą teraz ty spóźniasz się zamiast niej - zażartowała Esperanza posyłając uśmiech swojej szwagierce.
- Długo nie mogłam spać w nocy a jak już zasnęłam to jak kamień- powiedziała uśmiechając się do Esperanzy która wyglądała tego ranka wyjątkowo dobrze a skoro miała nawet siłę żartować to może to jakiś przełom i zacznie wszystko się układać między nią a Armando pomyślała Marina.
- Pewno śniła o swoim księciu z bajki - zażartowała Margaret puszczając oczko do swojego narzeczonego.
- Nawet jeśli to ma do tego prawo - stwierdził Jose Ignacjo - muszę przyznać że spodobał się mi ten cały Damian i jeśli nasza siostra sobie z nim ułoży życie to będę mógł jedynie życzyć im szczęścia.
- Skąd taka pewność że ten cały Damian jest w porządku prześwietliłeś go - zagaiła Gabriela jak zwykle z krzywym uśmiechem
- Tak i o dziwo nie ma nic podejrzanego na sumieniu nawet mandatu za złe parkowanie – powiedział Armando z zadowoleniem
- No cóż skoro tak to w porządku- powiedziała Gabriela i zamilkła zbita nieco z pantałyku
- Nie omieszkałeś się go sprawdzić - powiedziała nieco zła na brata Marina
- Zrozum siostrzyczko to dla twojego dobra- stwierdził Armando posyłając jej uśmiech i zupełnie nie przejmując się jej urażona minką.

-Esperanzo mógłbym zaprosić cię na spacer- zaproponował armando kiedy zjedli już śniadanie i wszyscy zaczęli rozchodzić się od stołu.
- Myślałam żeby trochę popracować przy sztalugach światło jest tak dobre- powiedziała Esperanza do męża ale dała się przekonać do spaceru. Usiedli na tej samej ławce na której poprzedniej nocy siedziała Mariana z Damianem
- Kochanie mam dla ciebie propozycję - powiedział Armando trzymając dłoń żony w swojej.
- Jaką? - zapytała z lekkim zaniepokojeniem wyczuwając napięcie w głosie męża.
- Myślałem o naszych problemach i stwierdziłem że czas postarać się o adopcję skoro tak pragniesz już macierzyństwa co nie znaczy że nadal nie będziemy starać się o nasze własne dziecko – zaczął patrząc jej w oczy
- Ale? bo przypuszczam że jest jakieś ale ? - powiedziała patrząc mu w oczy. Nie wiedziała sama co o tym myśleć ale może to był dobry pomysł może kiedy pojawi się ten malec ze sierocińca w końcu w ich domu zapanuje radość i pokój. No i słyszała że nie raz bywa tak że kiedy adoptując dziecko kobieta przestaje się tak bardzo starać to sama zachodzi w ciążę. .
- Ale najpierw przejdziesz się kilkukrotnie do pani psychoterapeuty która pomoże uporać ci się z twoimi smutkami - powiedział głaszcząc żonę po głowie - dużo przyjemniej będzie cieszyć się dzieckiem kiedy uporasz się z tymi wszystkimi niepotrzebnymi zmorami kochanie
- Masz racje umówię się z psychologiem na spotkanie - powiedziała godząc się z mężem gdyż sama podobnie uważała tylko nie znalazła jeszcze jak dotąd w sobie takiej siły by wziąć się w garść i umówić na taką sesję.
- Nie ma potrzeby już cię umówiłem pierwszą wizytę masz we wtorek po południu – powiedział zadowolony z siebie
- Widzę że wszystkim się już zająłeś - stwierdziła kładąc głowę na jego ramieniu i w milczeniu obserwowała błękit nieba.
- Chciałem cię tylko wyręczyć i zapewniam uwiłem cię z najlepszą panią doktor którą polecił mi Jose Ignacjo -powiedział Arando i pogłaskał żonę po policzku.
- Wspaniale kochanie i dziękuję ci mam nadzieję że będzie to jak najszybciej za nami - powiedziała Esperanza z nadzieją.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin