Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

THE AGENTS: The Royal Flush #46 ost. (awangarda&Eillen)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 38, 39, 40 ... 42, 43, 44  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:38:23 26-05-13    Temat postu:

Z tej młodzieżówki, to nie wiem czy będzie coś więcej - chyba niekoniecznie, bo jakoś nie umiem się zebrać do pisania tego. Nie chciałabym tego skreślać, ale póki co utknęłam na pierwszym odcinku. Za to pisanie innych historii idzie mi o wiele lepiej, taże jeśli masz czas i ochotę, to zapraszam
No i rzecz jasna czekam na kolejne "odcinki" i w Never let me go i w aniołku
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:41:58 27-05-13    Temat postu:

Chociaż czytałam po omacku (przepraszam, jakoś czasami chciało mi się tu wrócić i coś poczytać, a potem nie miałam znowu czasu) tą mlodzieżówkę, to zapowiadała się dobrze. Postaram się ogarnąć ją na dniach.
Mam nadzieję, że niedlugo coś naskrobię do "Never...", a co do aniolków, to wiesz, że myślalam, aby wstawić na nowo, jednak nie wiem czy sie oplaca skoro forum tak opustoszało. A wielka szkoda.


Ostatnio zmieniony przez Ayleen dnia 13:42:23 27-05-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:36:53 27-05-13    Temat postu:

No ale jak tak każdy nic nie będzie wstawiał, bo forum opustoszało, to niegługo w ogóle nie będzie po co tu zaglądać, także rozwać to proszę ;D
A nad młodzieżówką jeszcze pomyślę, może jednak jeszcze nie wszystko stracone.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:15:51 20-06-13    Temat postu:

Jeśli ktoś przypadkiem czeka na kolejny epizod, to zapraszam ;D

EPISODE # 38
Showdown


_________Liam zatrzymał samochód w środku lasu. Zanim zatrzasnął drzwi zerknął na przednie siedzenie poplamione krwią Curtisa. Skrzywił się lekko, mając nadzieję, że obok tych plam nie znajdą się już żadne inne. Że nie okaże się za chwilę, że przyjechał o kilka sekund za późno. W ogóle nie brał pod uwagę, że coś może się nie udać, choć ryzyko było duże. Szedł przecież sam do jaskini lwa, by uwolnić swojego agenta.
_________Westchnął i sprawdził magazynek w swoim glocku, po czym wsunąwszy go do kabury, z tylnego siedzenia wyciągnął karabin snajperski, który przewiesił sobie przez ramię i kilka granów hukowych, które wepchnął do kieszeni kurtki, jednocześnie wyciągając z niej paczkę papierosów. Odpalił jednego i oparł się biodrami o maskę samochodu.
_________Z czasów, gdy był komandosem w armii Stanów Zjednoczonych, doskonale pamiętał co najmniej kilka sposobów, szybkich i skutecznych, na obezwładnienie bądź zabicie człowieka bez użycia broni, ale wolał nie ryzykować. Już samo to, że przyjechał tu sam, bez żadnego wsparcia było wystarczającym ryzykiem. Był uzbrojony po zęby i choć nie dawało to żadnej gwarancji sukcesu, czuł się prawie jak Rambo. Sam jeden przeciwko całej armii wroga, uzbrojonej co najmniej tak dobrze jak on, jeśli nie lepiej. Problem w tym, że to nie był film, w którym głównego bohatera się nie uśmierca. Tu mogło zdarzyć się absolutnie wszystko, łącznie z tym, że razem z Mattem zostaną zmuszeni do wykopania sobie grobów, a potem wszystko się skończy za sprawą jednego celnego strzału w tył głowy. Ale Liam nie bał się śmierci. Tyle razy w życiu zaglądała mu w oczy, że zdążył się już z nią zaprzyjaźnić, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało.
_________– Dobrze się przygotowałeś – usłyszał z lewej strony jakiś męski głos. – Obyś dał radę.
Mężczyzna był mniej więcej w jego wieku, ale nieco niższy i utykał na jedną nogę.
_________– Ilu ich jest? – spytał Liam, rzucając na ziemię niedopałek papierosa.
_________– Dwóch przy bramie, dwóch z przodu przed wejściem i dwóch na tyłach – odparł mężczyzna poważnym, ochrypłym głosem.
_________– Sześciu – rzucił Laim w powietrze, nawet nie patrząc na swojego rozmówcę.
_________– W środku jest ich czterech, może pięciu, nie licząc twojego agenta, Iguany i El Nińo. Nie z takich opresji już wychodziliśmy – szepnął mężczyzna, klepiąc Liama w ramię, by dodać mu sił. – Żałuję, że nie mogę ci pomóc – dodał, wzrokiem wskazując na swoją nogę.
_________Liam skinął głową ze zrozumieniem i klepnął go w ramię.
_________– I tak już dużo zrobiłeś. Reszta należy do mnie. Spieprzaj stąd zanim zrobi się naprawdę gorąco.
_________Mężczyzna uśmiechnął się i pokazując Liamowi, że trzyma za niego kciuki, oddalił się w swoją stronę. Quinn zaś nabrał powietrza w płuca i przedzierając się przez zarośla, wąską ścieżką, ruszył w kierunku domu, ukrytego w głębi lasu. Po chwili złapał się na tym, że w myślach zaczął odmawiać wszystkie znane mu modlitwy i prosić Boga i całe zastępy świętych o pomoc. Pokręcił głową z niedowierzaniem i uśmiechnął się lekko.
_________– Starzejesz się, Liam – mruknął do siebie, gdy znalazł się kilka metrów od ogrodzenia. – Umiesz liczyć, licz na siebie – dodał i dostrzegłszy jednego z ludzi El Nińo, krążącego w okolicach bramy, ułożył się na ziemi. Wyczuwając pod ręką jakiś kamień, chwycił go i rzucił nim w jakieś zarośla po swojej prawej stronie. Mężczyzna natychmiast zareagował i ruszył w tamtym kierunku. Liam założył tłumik na karabin i bez wahania nacisnął spust. – Jeden zero – mruknął, gdy mężczyzna padł na ziemię, a kiedy chwilę potem dobiegł do niego jego kumpel, Quinn ponownie nacisnął na spust, zanim ten zdążył zaalarmować innych. Wstał z ziemi, podbiegł do bramy i szybko wciągnął ciała w zarośla, by nikt z domu, czy podwórza nie mógł ich dostrzec. – Pójdę za to do piekła na samo dno – szepnął do siebie, spoglądając na ciała dwóch młodych mężczyzn, których bez mrugnięcia okiem pozbawił życia, po czym zabrał ich broń i odbezpieczywszy magazynek w jednym z glocków, skierował się na tyły domu. Upewniwszy się, że w pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby go zauważyć, zwinnie przeskoczył przez płot i podbiegł do domu. Oparł się plecami o ścianę i rozejrzał w około. Gdy usłyszał kroki, przywarł do ściany jeszcze bardziej i wstrzymał oddech. W końcu, zza rogu wyszedł jeden z ludzi Iguany, zupełnie pochłonięty rozmową telefoniczną. Liam zaczaił się cicho za jego plecami, stuknął ostrożnie w ramię, a gdy mężczyzna odwrócił się, z całej siły uderzył go w twarz kolbą karabinu. Mężczyzna natychmiast padł na ziemię, jak rażony piorunem. Quinn zamachnął się, by uderzyć go po raz kolejny, ale gdy zauważył, że przeciwnik nie rusza się, zrezygnował z tego zamiaru.
_________– Trzy zero – powiedział dumny z siebie, jakby właśnie przeszedł kolejny poziom w jakiejś grze strategicznej. Zabrał broń mężczyzny i odrzucił ją w zarośla, na wypadek, gdyby ten jakimś cudem miał się ocknąć zanim on i Matt zdążą uciec. Wrócił pod ścianę domu i zbliżył się do otwartego okna, ostrożnie zaglądając do środka. Wewnątrz małego pokoju, przy małym, okrągłym drewnianym stole, siedziało czterech Latynosów. Pili piwo i grali w karty.
_________– To niemożliwe, do cholery! – wrzasnął jeden z nich, gwałtownie podnosząc się z krzesła. – Znowu królewski poker?! Co to, k***a, ma być?
_________– Siadaj, Pepe – bąknął drugi, jakby od niechcenia, starając się załagodzić spór. – Sanchez ma dziś po prostu odrobinę więcej szczęścia.
_________– Nie pierdol farmozonów, Muńoz! Mogę uwierzyć, że ktoś raz miał szczęście, ale nie dwa razy pod rząd! To jakaś pierdolona ściema!...
_________Liam zaśmiał się pod nosem, przysłuchując się tej kłótni wielkich gangsterów o przysłowiową pietruszkę. Martwiło go jednak, że nigdzie w zasięgu jego wzroku nie było herszta tej bandy – El Nińo, jego przydupasa Iguany, ani Gravesa. Czyżby się spóźnił? Może Matt już nie żył a Lopez i Dominguez już dawno są w Kolumbii?
_________Odłożył karabin na ziemię, oparł się głową o ścianę i nabrał powietrza w płuca, a potem jeszcze raz zajrzał przez okno. W tym samym momencie jego uszu dobiegł huk wystrzału.
_________– Cholera! – zaklął pod nosem, a gdy Latynosi zerwali się ze swoich miejsc, niewiele myśląc, wrzucił przez okno granat hukowy. Nie znosił używać akurat tego wynalazku, ale w zaistniałej sytuacji było to najlepsze z możliwych rozwiązań. Granat czasowo neutralizował skuteczność obronną wroga, poprzez zdezorientowanie jego zmysłów. Silny błysk oślepiał przeciwnika na kilka sekund, a głośny huk, towarzyszący rozbłyskowi jeszcze bardziej potęgował właściwości obezwładniające, poprzez tymczasowe ogłuszenie przeciwnika. Liam, wykorzystując zdezorientowanie Latynosów, wbiegł do środka i szybko ich obezwładnił, skuwając kajdankami i wiążąc plastikowymi żyłkami, a potem czym prędzej ruszył do pomieszczenia, z którego, jak mu się wydawało, dobiegł go huk wystrzału. Zajrzał do środka, mocniej zaciskając palce na glocku. Iguana leżał na środku pokoju w kałuży własnej krwi, a kilka metrów dalej stali Graves i Dominguez, mierząc do siebie nawzajem i ciężko dysząc. Zupełnie jakby nie usłyszeli huku granatu i nie zdawali sobie sprawy z tego, co dzieje się obok nich.
_________– Niech to szlag – warknął Liam pod nosem. Miał nadzieję, że nie wyczerpał jeszcze limitu szczęścia na ten dzień. – Rzuć broń! – krzyknął w kierunku El Nińo. Niemal w tej samej chwili usłyszał huk i czując przeszywający ból w udzie, upadł na kolano. Nie spodziewał się, że Latynos od razu wystrzeli. Jednak ta krótka chwila, gdy odwrócił jego uwagę, wystarczyła, by Matt bez problemu go obezwładnił.
_________– Nie ruszaj się, skurwielu – warknął, dociskając kolanem jego plecy do podłogi, a kiedy już go spętał, podszedł do Liama.
_________– Możesz wstać? – spytał. – Wyglądasz jak Rambo – dodał złośliwie.
_________– Też się cieszę, że cię widzę – bąknął Quinn, uśmiechając się krzywo. Matt wyciągnął dłoń w jego stronę i pomógł mu wstać, a potem przewiesił sobie jego rękę przez ramię i poprowadził w stronę wyjścia. – Jak on to zrobił? – spytał Liam. – Jak udało mu się uciec?
_________– Przekupił strażnika. – Matt nie wydawał się zaskoczony. Wręcz przeciwnie, wyglądał tak pewnie, jakby sam przygotowywał tę ucieczkę. – Albo jeden z jego ludzi był za niego przebrany. Kiedy dojeżdżali do sądu, skorumpowany policjant wycelował do dwóch pozostałych. Podał Dominguezowi klucz, który pasował do jego kajdan, а gdy ten się uwolnił, zdjął więzienny uniform, by nie zwracać na siebie uwagi. Pod spodem miał zwyczajne ubranie, które wcześniej mu dostarczono.
_________– А kierowca?
_________– Grozili jego dzieciom, albo mu zapłacili. Wszystko jedno. Skuli dwóch strażników i uciekli z ciężarówki, która zatrzymała się w wąskiej uliczce. Nikt nie mógł ich minąć ani zatrzymać. Zniknęli w kanale ściekowym.
_________– Wiedzieli, w którym miejscu mają się zatrzymać, by trafić do odpowiedniego tunelu.
_________Matt skinął głową twierdząco, a gdy stali już w progu drzwi wejściowych odetchnął pełną piersią. Nigdy nie sądził, że kiedykolwiek tak się ucieszy na widok słońca.
_________– Czekaj – rozkazał Liam, a gdy Matt zatrzymał się i spojrzał na niego, unosząc pytająco brwi, dodał: – Przy bramie zdjąłem dwóch, z tyłu leży jeden, a w kanciapie czterech – zaczął wyliczać, ale Graves nadal patrzył na niego z miną pt. „i co w związku z tym?”. – Jeszcze trzech…
_________Ledwo zdążył to powiedzieć, a przed nimi, jak spod ziemi pojawił się jeden z ludzi El Nińo, nie bardzo wiedząc, w którego z nich powinien mierzyć. Matt popatrzył na niego z politowaniem i westchnął, wywracając oczami.
_________– Nie uczyli cię, żeby zabierać przeciwnikowi broń, jak już się go obezwładni? – zwrócił się do Liama, uśmiechając się półgębkiem. Quinn zmarszczył brwi i wzruszył ramionami.
_________– Nie radziłbym – ostrzegł mężczyzna widząc, że Matt chce sięgnąć za pasek po broń. – Wypuście El Nińo.
_________– Liczysz na jego dozgonną wdzięczność? – zakpił Graves.
_________– Nie interesuj się! – warknął mężczyzna, który wyglądał na coraz bardziej zdenerwowanego całą sytuacją.
_________Matt uśmiechnął się, odwrócił przodem do Quinna, jednym zwinnym ruchem wyciągnął pistolet zza jego paska, pchnął na ziemię i wycelował w przeciwnika. Nacisnął na spust, ale broń nie wystrzeliła. Czuł, jak krew odpłynęła mu z twarzy, a serce zatrzymało się w piersi. Widział cwany uśmiech na twarzy mierzącego do nich mężczyzny i jego palec powoli dociskający spust.
_________Wszystko to trwało dosłownie kilka sekund, a Graves miał wrażenie, jakby oglądał zwiastun jakiegoś filmu w zwolnionym tempie. Kiedy jego uszu dobiegł huk wystrzału, cofnął się o krok, uderzając plecami o futrynę. Po raz kolejny tego dnia, całe życie mignęło mu przed oczami.
_________Czując, jak ból głowy rozrywa mu czaszkę, а serce kołacze jak w agonii, osunął się wpół świadomie po futrynie na ziemię. Jego ciśnienie musiało osiągnąć krytyczny poziom, bo zakręciło mu się w głowie, а w krwioobiegu zabrakło tlenu, zamraczając go na kilkadziesiąt sekund. Gdy nieprzyjemny dźwięk ciszy przestał miażdżyć jego uszy i Matt zaczął kojarzyć dźwięki, otworzył oczy i nabrał w płuca tyle powietrza, ile tylko mógł za jednym razem.
_________Na widok Curtisa celującego w niego spiął się lekko.
_________– Zabawa skończona, Curt – wymamrotał, spoglądając na niego nieprzytomnie. Nie chciał wierzyć dziwnemu błyskowi w jego oczach, tłumacząc sobie jego zachowanie na różne sposoby.
_________– Co jest, Matty? Wymiękasz? – spytał Evans, uśmiechając się z pogardą na widok niewyraźnej miny Gravesa, którego twarz stała się biała jak kreda. – Zawsze byłeś cieniasem, ale chyba jednak cię nie doceniłem. Ładnie sobie to wszystko wymyśliłeś – przyznał z aprobatą, wciąż mierząc w niego. Nawet jeśli kiedyś miał go za przyjaciela, to czy teraz miało to jakiekolwiek znaczenie? – Twój plan był prawie doskonały, ale zapomniałeś, że to ja zawsze spadam na cztery łapy. I tym razem będzie tak samo, ale wiesz co? Masz rację. Zabawa skończona.
_________– Nie wiem o czym mówisz – żachnął się, oparłszy głową o futrynę.
_________– Proszę cię – jęknął Curt, wywracając oczami. – Przestańmy się bawić w kotka i myszkę i zagrajmy w końcu w otwarte karty.
_________– To może zacznijmy od ciebie – warknął z pogardą, mierząc Evansa z góry do dołu. Wbrew temu, że znajdował się na przegranej pozycji, był zacięty i nie zamierzał uważać na słowa. – Chyba masz mi coś do powiedzenia.
_________Curtis zmarszczył brwi i spojrzał przelotnie na przysłuchującego się wszystkiemu bez słowa Liama, a kiedy ten nieznacznie wzruszył ramionami, przeniósł wzrok z powrotem na Matta.
_________– Znów chcesz drążyć temat Hailey? – spytał, usilnie odpychając od siebie myśl, że Graves jakimś cudem poznał prawdę na temat jej śmierci. – Mówiłem ci, że nic nas nie łączyło, ale ty chyba wolałbyś usłyszeć coś wprost przeciwnego, żeby mieć za co mnie nienawidzić. Mylę się?
_________Matt patrzył na niego chłodnym i przenikliwym wzrokiem, jakby uważnie rozważał jego słowa. W końcu spuścił głowę i prychnął kpiąco, nie do końca spodziewając się takiej odpowiedzi.
_________– Mówiłeś, że nie zadawałem odpowiednich pytań – zaczął, а po krótkiej pauzie dodał już znacznie ciszej, а w jego głosie zadźwięczał żal: – Powinienem był zapytać, dlaczego. Zgrywałeś kumpla i okłamywałeś mnie w żywe oczy. Byłeś w tym tak za****ście dobry, że dałem się nabrać jak dziecko. – Podniósł wzrok na Curtisa i wstał. Przestał sobie robić cokolwiek z broni, z której kilka minut temu postrzelono człowieka. Zrobił krok do przodu, а Curt naprężył ramiona, unosząc glocka wyżej dla przypomnienia. – Czy ty, do kurwy, w ogóle zamierzałeś mi kiedykolwiek powiedzieć prawdę?!
_________– Nie, Matty – powiedział stanowczo, kiedy Graves był już tak blisko, że niemal opierał się torsem o lufę jego glocka. Był tak wściekły, że było mu już chyba wszystko jedno co się za chwilę wydarzy. Curtisowi również udzielił się ten stan. – Nie zarzucaj mi kłamstwa. Nigdy nie zapytałeś, czy wiem co się z nią dzieje… – urwał, zdając sobie sprawę, że to do niczego nie prowadzi. Różnica między kłamstwem a zatajeniem przed zainteresowanym pewnych informacji była w tym przypadku na tyle subtelna, że niemal niezauważalna. – A odpowiedź na twoje pytanie brzmi: bo była świadkiem koronnym CIA – dodał, opuszczając broń. – Nie spisaliśmy się jako agenci, zawiódł cały system, a najbardziej ja – wyznał szczerze. Sam zaproponował grę w otwarte karty, więc nie mógł się teraz z tego wycofać.
_________Matt wysilił się na sztuczny uśmiech, zaciskając nerwowo pięści. Danie szansy Curtisowi na wypowiedzenie tych słów wcale nie przyniosło mu ulgi. Słuchając tego, przez moment zobaczył Hailey przed oczami. Poczuł palącą bezradność i pustkę, która mu pozostała, а zaraz po niej stopniowo rosnącą falę złości.
_________– Pozwoliłeś jej zginąć – wymamrotał. – Tak po prostu.
_________Curtis przymknął na chwilę powieki i zacisnął nerwowo szczęki, starając się zapanować nad narastającymi emocjami. Wspomnienie martwego ciała Hailey w jego ramionach było jak najgorszy koszmar i był pewien, że ten obraz będzie go prześladował do końca życia.
_________– I będę musiał z tym żyć – mruknął ledwo słyszalnym głosem. – Ty już zawsze będziesz miał w pamięci obraz radosnej i pięknej Hailey. A ja… ja będę musiał żyć ze świadomością, że jedyne co mogłem zrobić, to zapakować jej ciało do plastikowego worka. I zawsze myśląc o niej w pierwszej kolejności będę miał przed oczami obraz jej martwego ciała. Ciesz się, że tobie tego oszczędzono – dodał ostrzej, by jak najszybciej zakończyć ten temat.
_________Graves stał przez chwilę nieruchomo, wpatrując się w prawdziwą twarz Curtisa, która powoli znikała za niewidzialną maską, chroniącą go przed napływem niechcianych emocji. W ułamku sekundy poczuł jak drętwieją mu koniuszki palców, а serce zaczyna łomotać.
_________– Mam nadzieję, że ja też będę miał szansę zapakować twoje ciało do plastikowego worka – warknął agresywnie i bez wahania zamachnął się, uderzając Curtisa w szczękę, który nie spodziewając się ataku zachwiał się poważnie i prawie przewrócił.
_________Evans wyprostował się powoli i wierzchem dłoni ścierając krew z rozciętej wargi, zmierzył Gravesa morderczym spojrzeniem. W pierwszym odruchu miał ochotę mu oddać, ale kiedy zobaczył na jego twarzy wściekłość mieszającą się z rozgoryczeniem i bezsilnością, nad którymi powoli zaczynała dominować zwykła rozpacz, zupełnie jakby dopiero w tej chwili dotarło do niego to wszystko, zrezygnował.
_________– To dlatego strzelałeś do mnie na parkingu? – spytał, zmieniając temat. Mogli się nawzajem pozabijać, ale to i tak niczego już by nie zmieniło. I z pewnością nie wróciłoby życia Hailey. – A może raczej żeby przypodobać się tatusiowi?
_________– Wieści szybko się rozchodzą. – Spuścił wzrok, próbując za wszelką cenę przekonać samego siebie, że nie warto rzucić się na niego i okładać pięściami. Niczego by nie osiągnął, а już na pewno Evans nie dostałby nauczki. Wziął głęboki wdech, kierując myśli w inną stronę. Nie spodziewał się, że Curtis wystrzeli do niego z takim pytaniem. Przeczucie mówiło mu, że doniósł mu ten szczur od Alexa, którego uwolnił z pułapki, ale nie potrafił dobrać do tego ani powodu, ani okoliczności. Włożył dłonie do kieszeni spodni i rzucił lekceważącym tonem: – Zawsze byłeś lepszym strzelcem. Jakbym miał twoje oko na pewno bym nie spudłował.
_________Curt szybko to podchwycił i niewiele myśląc, po raz kolejny wymierzył do niego ze swojej broni, chociaż nie miało to najmniejszego sensu skoro Graves poddał się sam.
_________– Na szczęście nie masz – mruknął Curt, zerkając na swoje ramię. – I możesz być pewny, że po starej znajomości zrobiłbym to tak, żebyś nie cierpiał za długo, ale najpierw gadaj co wiesz o tej ruskiej gnidzie.
_________– Bo co? Zabijesz agenta sił specjalnych? Na oczach swojego szefa? – Matt zerknął przez ramię na Liama i wzruszył ramionami. – Zastanów się dobrze.
_________– To ty ciągle masz coś do stracenia – zauważył Curt. – W moim przypadku jeden zarzut więcej nie zrobi żadnej różnicy. Poza tym twoja wiedza może się przydać, gdy będziemy ratować twojego wścibskiego szczeniaka – dodał, uśmiechając się złośliwie. – Chyba, że ci na nim nie zależy?
_________Matt zacisnął szczękę, gapiąc się w Curtisa niepewnie. Jeśli Lexy wpadła w kłopoty i nawet nie przez niego, nie mógł tego tak zostawić, а ten cholerny cwaniak doskonale wiedział, gdzie ukłuć by bodziec równał się reakcji. Postanowił nie przeciągać dłużej tych uszczypliwych przegadywanek.
_________– Lexy? – wtrącił się Liam. – W coś ty się znowu, do ciężkiej cholery, wpakował?
_________Curt wzruszył ramionami i zrobił minę niewiniątka.
_________– Chyba powinienem się stąd zbierać – powiedział, chowając broń za pasek, gdy gdzieś z oddali dobiegły ich syreny policyjne. – Idziesz? – zwrócił się do Matta, jakby gdyby nigdy nic. – Po drodze opowiesz mi o Mikhaylovie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Santiago
Idol
Idol


Dołączył: 08 Wrz 2010
Posty: 1895
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 13:30:14 03-08-13    Temat postu:

Ajaj... Przeczytałem już każdy rozdział. Nie będę się za dużo rozpisywał, ale napiszę co nieco

To co się stało z Sarą wbiło mnie w fotel! Wyszła po bułeczki, niby została porwana, wszyscy jej szukają, a ona - siedziała sobie smacznie w ukryciu Nie wiem o co chodzi ;p
Tak samo z pochodzeniem Matta. Przyznam, że nie tylko Curtisa i Brada to zaskoczyło ;p
A propo Brada. Kiedy podano jego pełne nazwisko - Bradley Cooper - ogarnął mnie śmiech xD Pełne nazwisko mojego ulubionego aktora

Z wyrazami podziwu chcę Wam podziękować za scenę, kiedy Matthew był na balkonie i rozmyślał o Hailey. Jego ból po troszkę mi się udzielił i nawet sam poczułem tą gulę w gardle. Ten moment był najpiękniejszy, jak na razie, w całym tym opowiadaniu. Po prostu brak mi już słów.

Moją ulubioną bohaterką stała się Lexy, nie tylko dlatego, że jest taka bystra, inteligentna i przebojowa. Po prostu przechytrzyła Curtisa, kiedy ten przypiął ją kajdankami do kierownicy! Zawsze, cokolwiek by zrobił, wszystko mu jako tako wychodziło. Ale na Alexandrę to nie wystarczyło i uciekła.

Aaaa! Bym zapomniał! Bardzo fajnie ukazany komizm postaci i komizm sytuacji. Chodzi mi o ciocię Elle, gdy za pomocą parasolki potrafiła ustawić do pionu Curta i Liama Bardzo fajny moment Przesłuchanie na medal!!!!!!!
Oczywiście czekam na next
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:06:50 03-08-13    Temat postu:

Dzięki ogromne za poświęcony czas i tych kilka słów
Co do Sary, to pamiętaj, że jej ojciec nie żyje, ale jego ludzie ciągle gdzieś tam się kręcą w pobliżu ;D
Teraz chyba nie pozostaje mi nic innego jak dodać kolejny epizod. A może dwa? Do końca już całkiem niedaleko, a skoro zostałeś nam tylko Ty, to co sobie będziemy żałować

EPISODE # 39
Code


_________Leżał na szpitalnym łóżku z nogą na wyciągu. Najchętniej wyszedłby stąd na własne żądanie. Rana nie była groźna, ale lekarze na kilka dni postanowili unieruchomić jego kolano i gdyby nie pewna urocza brunetka, pewnie już dawno by go tu nie było. Zwłaszcza, że miał sporo do zrobienia, a szczegółowego raportu związanego z ucieczką El Nińo i jego ponownym schwytaniem i związku tej sprawy z operacją Royal Flush domagał się sam dyrektor Departamentu Sprawiedliwości. Liam zaczął się zastanawiać, ile na ten temat dotarło już do niego jakimiś nieoficjalnymi źródłami i jak bardzo zła jest sytuacja jego agentów zamieszanych w tę sprawę i jego samego.
_________ Na domiar złego w całą sprawę wmieszana była młoda wścibska dziennikarka, autorka sensacyjnego reportażu, od którego zaczęły się jego kłopoty, do której wyraźną słabość miał Graves, i współpracujący z nią kamerzysta, który miał dość bogatą przeszłość kryminalną i był znajomym Evansa. O ile jednak dziewczyna prawdopodobnie nie miała pojęcia o tym, czym naprawdę zajmował się jej znajomy, o tyle on sam, w pełni świadomie siedział w tym po same uszy.
_________Liam przymknął powieki i odchylił głowę na poduszkę, starając się zapanować nad narastającą frustracją. Nic w tej układance nie trzymało się kupy. Zakładając, że operacja Royal Flush nie powiodła się, bo ktoś z DEA zdradził prawdziwą tożsamość Curtisa staremu Stevensowi, musiał znaleźć konfidenta wśród ludzi, z którymi pracował. Prawdopodobnie ten sam ktoś, zdradził ludziom El Nińo trasę jego konwoju do Sądu Stanowego i był odpowiedzialny również za śmierć kluczowego świadka w jego sprawie, Hailey Spencer. Jakby tego było, wszyscy chcieli Sary Stevens, która zapadła się pod ziemię, tak jak kiedyś Hailey. Nie znał jej, ale nie chciał, żeby spotkał ją ten sam los, jednak nic nie mógł zrobić. Kluczowym dla rozwiązania całej tej zagadki i połączenia wszystkich elementów w całość wydawało się namierzenie tajemniczego Slicka i odkrycie jego tożsamości. To przecież on po śmierci Stevensa i aresztowaniach Johnny’ego Loh i Antoniego Domingueza rozdawał karty w tej grze. Wszyscy o nim mówili, ale nikt nie wiedział kim jest i to był największy problem. Jeśli Stevens był królem w tej talii, to Slick, prawdopodobnie odpowiedzialny za jego śmierć, musiał być asem, a teraz, pozbywszy się konkurencji sam dzielił i rządził. Namierzenie go jednak w obecnej chwili graniczyło z cudem, o czym mogła świadczyć choćby ostatnia próba. Tak jak sugerował Curtis, Liam zlecił sprawdzenie Alexeya Mikhaylova, a dokładniej rzecz ujmując tego z kim się kontaktował siedząc w więzieniu, kto go odwiedzał, kto pisał do niego listy, a zwłaszcza, kto wyciągnął go z pierdla. Prawnik, który rzekomo załatwiał jego przedterminowe zwolnienie, rozpłynął się w powietrzu, a kaucja jaką wpłacono na poczet uwolnienia rosyjskiego agenta, wpłynęła z anonimowego konta w jednym z popularnych banków internetowych, które zostało zlikwidowane w kilka dni po tym, jak Mikhaylov opuścił więzienie stanowe. Podobnie spawa się miała z anonimowym darczyńcą, który ofiarował Rosjaninowi swój dom w jednej z najbogatszych dzielnic miasta. Nie ulegało więc wątpliwości, że Slick nie jest nowicjuszem w tej branży. Zbyt dobrze potrafił zacierać po sobie ślady i najwyraźniej miał wokół siebie naprawdę lojalnych i oddanych ludzi.
_________Kiedy usłyszał kroki na korytarzu, od razu oderwał się od dokumentów, które przyniosła mu Bella i zaczął wpatrywać się w drzwi, wyczekując z utęsknieniem chwili, w której zobaczy w nich brunetkę, dzięki której chwilami znów czuł się jak nastolatek.
_________ – Cześć – przywitała się, jak zwykle posyłając w jego stronę ciepły uśmiech. – Czy ty nawet leżąc w szpitalu musisz pracować? – spytała z poważną miną. Liam uśmiechnął się blado i zamknął teczkę, którą właśnie przeglądał.– Jak się dziś czujesz? – zagadnęła, przysiadając na brzegu łóżka.
_________ – Wiem, że masz ochotę zajrzeć do mojego wnętrza, ale nadal żyję i wygląda na to, że ten stan rzeczy potrwa jeszcze ładnych parę lat – powiedział, uśmiechając się złośliwie. Jenny zaczepnie trącnęła go pięścią w ramię i spojrzała w jego ciemne, zmęczone oczy. Widziała, że coś go gryzło, ale o nic nie pytała. Zdawała sobie przecież sprawę, że i tak niczego jej nie powie, zasłaniając się szeroko pojętym dobrem śledztwa.
_________ – Jak będziesz zgrywał Rambo, to następnym razem może się to skończyć o wiele gorzej – zauważyła.
_________ – Co wy wszyscy macie z tym pieprzonym Rambo? – warknął. – Zmówiliście się czy co?
_________ – Powinieneś traktować to jak komplement – powiedziała cicho, trzepocząc zalotnie rzęsami i pochylając się lekko w jego stronę
_________ – W ustach Gravesa nie brzmiało to jak komplement. – Liam skrzywił się na samo wspomnienie tamtego dnia.
_________ – Powinieneś raczej skupić się na moich ustach – szepnęła, delikatnie muskając jego wargi swoimi. Quinn uśmiechnął się lekko i odgarnął jej kruczoczarne włosy za uszy. – Zabieram cię do domu – zakomunikowała.
_________ – W końcu! – ucieszył się. – Mówiłem, że nic mi nie jest. Wreszcie będę mógł doprowadzić to wszystko do końca.
_________ – Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zamierzasz pracować? – Liam uśmiechnął się krzywo, a Jenny pokręciła głową z niedowierzaniem. – Pójdę do lekarza po wypis – oświadczyła, a gdy uśmiechnął się wdzięcznie, zniknęła za drzwiami.
_________Quinn odchylił głowę na poduszkę i przymknął powieki, chcąc pozbierać myśli. Najbardziej intrygującą w całym tym zestawie zagadek do rozwiązania, wydawała mu się sprawa rzekomego zdrajcy. Nie mieściło mu się w głowie, jak ktoś z ludzi, z którymi przecież pracował od lat, mógł narażać życie swoich kolegów z pracy. I po co? Dla dodatkowych kilku zer na koncie? Do tej pory wydawało mu się, że są zgranym zespołem i poza niesnaskami między Evansem i Gravesem, każdy za każdym skoczyłby w ogień. Jednak rzeczywistość okazała się zgoła inna. To skaczący sobie na co dzień do oczu Matt i Curt, potrafili wznieść się ponad to, co ich dzieliło i działać wspólnie, podczas gdy inni… No właśnie. Kto z tych „innych” był na tyle łasy na pieniądze, by handlować informacjami? No chyba, że albo mafia miała kogoś w szachu i ów ktoś nie miał innego wyjścia, chcąc np. ocalić swoich bliskich, albo ów ktoś miał zupełnie inny, ukryty powód, by to robić. Evans, podczas ich ostatniej rozmowy telefonicznej, zasugerował agentkę Roberts, podając jako powód, jej rzekomą chęć dokonania zemsty na jego osobie za zniszczenie jej małżeństwa. Kiedy Liam myślał o tym, wszystko poza argumentem Curtisa, który uważał za niedorzeczny, przemawiało za Sheilą. Miała przecież dostęp do tajnych informacji, zajmowała się sprawą Royal Flush i żyła ponad przeciętną, co rzadko zdarza się agentom rządowym. Poza tym znała Coopera i to właśnie za jego pośrednictwem mogła przekazywać informacje mafii. I to ona była odpowiedzialna za konwój Antonio Domingueza do Sądu Stanowego.
_________Liam wypuścił ze świstem powietrze z ust, uświadamiając sobie, że oprócz Sheili tylko on znał trasę przejazdu konwoju.

* * *

_________ Curtis wrócił do mieszkania Matta w gruncie rzeczy tylko po to, by przeszukać rzeczy Sary, które tam zostały. Nie było ich wiele, ale liczył, że znajdzie w nich coś, co naprowadzi go jeśli nie na to, czego chciał od niej Mikhaylov, to przynajmniej na trop ludzi, u których teraz była. Ufała im, więc musiała ich znać, a to oznaczało, że prawdopodobnie byli to ludzie, którzy kiedyś współpracowali z jej ojcem, a których on nie zdążył poznać podczas swojego pobytu pod jego dachem.
_________ Otworzył torbę z jej rzeczami. Chwycił jej t–shirt z logo paryskiego uniwersytetu. Uśmiechnął się do siebie na wspomnienie tamtych czasów. Materiał wciąż pachniał jej ulubionymi perfumami. Curt zacisnął nerwowo szczęki, uświadomiwszy sobie, że tęsknił za nią bardziej niż chciał się do tego przyznać i wtulając twarz w miękki materiał, zaciągnął się jego niepowtarzalnym zapachem.
_________ – Znajdę cię i nigdy więcej nie pozwolę odjeść – szepnął, odrzucając podkoszulek na łóżko Matta i ponownie sięgnął do torby, a nie znalazłszy tam niczego więcej poza jeszcze kilkoma koszulkami, bielizną i parą jeansowych spodni, ruszył do łazienki. Chwycił jej bladoróżową kosmetyczkę i przysiadłszy na brzegu wanny, wysypał jej zawartość na pralkę automatyczną. Błyszczyki, perfumowane roletki, balsamy do ust, odżywka do paznokci… wszystko, tylko nie to, czego szukał, choć w gruncie rzeczy sam nie wiedział, co chciał znaleźć. Tracąc resztki nadziei sięgnął po przybornik do paznokci. Otworzył go od niechcenia, ale kiedy obok pilniczka dostrzegł złotą bransoletkę z zawieszką, poczuł, że krew zaczyna mu szybciej krążyć w żyłach. Chwycił błyszczący przedmiot w palce i przyjrzał się mu uważnie z każdej możliwej strony. Po wewnętrznej stronie było coś wygrawerowane, ale było to na tyle małe, że nie potrafił stwierdzić nic poza tym, że to rząd liter, które nie układały się w żadne logiczne zdanie a nawet słowo:
_________ – MOGLKTCIYHKLD – odczytał, zapisując każdą literę, czerwoną pomadką Sary na wielkim łazienkowym lustrze Matta. – Co, do cholery… Enigma? – mruknął, wpatrując się w zapis i usiłując doszukać się w nim jakiegokolwiek sensu. Z całą pewnością nie były to przypadkowe litery, ale miał nadzieję, że rozszyfrowanie tego zapisu nie będzie trwało latami jak łamanie słynnego kodu. Nie miał tyle czasu, ale bez Gravesa był na z góry straconej pozycji. Brakowało mu cierpliwości i zacięcia do takich zadań.
_________ Nabrał powietrza w płuca i zamknąwszy bransoletkę w pięści, wyszedł z łazienki, czując, że oto właśnie znalazł klucz do rozwiązania sprawy Royal Flush. Uśmiechnął się do siebie, gdy usłyszał, że ktoś wchodzi do mieszkania.
_________ – Ciocia… – jęknął, nie kryjąc rozczarowania, gdy w przedpokoju zobaczył Elle.
_________ – Też się cieszę, że znów cię widzę – odparła, ignorując zupełnie niezbyt uprzejmy ton jego głosu. – Wyglądasz jak zdjęty z krzyża – powiedziała i chwyciwszy go pod brodę, uważnie przyjrzała się jego twarzy. – Wpakowaliście się z Mattem w jakieś kłopoty? Tylko nie kłam – ostrzegła, grożąc mu palcem. Curtis przewrócił oczami i westchnął ciężko, po czym zabrał od niej torby z zakupami i skierował się do kuchni. – Curt? – ponagliła, przyglądając mu się badawczym spojrzeniem, gdy postawił torby na blacie szafki. – Niczego mi nie powiesz, prawda? Matt też nigdy nie mówi o pracy – dodała, a jej oczy zaszkliły się od łez. – Powiedz chociaż, że nic mu nie jest.
_________ – Kiedy ostatni raz go widziałem, był cały i zdrów – powiedział Evans, mając przed oczami ich ostatnie spotkanie w lesie, w kryjówce Iguany. – Matt mówił, że jego ojciec jest prokuratorem – zmienił zręcznie temat. Miał nadzieję, że uda mu się wyciągnąć od ciotki jakieś informacje, które pomogą mu zweryfikować sensacyjne odkrycie o więzach krwi łączących Gravesa z Mikhaylovem.



EPISODE # 40
The right track


_________Szedł powoli, powłócząc nogami z rękami głęboko wciśniętymi w kieszenie spodni. Marzył o tym, by wziąć prysznic, by położyć się we własnym łóżku i nie wstawać przez dłuższy czas. Jego urlop dobiegał końca i wcale nie czuł się wypoczęty. Potrzebował odpoczynku od takich urlopów. Nie było mu to jednak pisane.
_________Ciemny Crysler zatrzymał się obok niego, а on nie musiał się obrać, by zgadnąć kto jest w środku. Nie zatrzymał się, tylko dalej szedł swoim leniwym tempem ze spuszczoną nisko głową.
_________Brad, który siedział na miejscu pasażera, wychylił się przez okno i oparł brodę na rękach, z uśmiechem przyglądając się uparcie maszerującemu Gravesowi.
_________– Jak chcesz, to cię podrzucę – mruknął uszczypliwie, а Matt pokręcił głową, nie zwalniając ani trochę. – Alex chce cię widzieć.
_________– Nie mógł sam się pofatygować?
_________– Jak chcesz mogę zapytać, ale tatko będzie niepocieszony. – Zrobił zaskoczoną minę i schował się do samochodu.
_________Gdy Matt nagle się zatrzymał, samochód również stanął. Westchnął ciężko, czując jak pęka mu głowa, а powieki kleją się same z powodu kilku dni pozbawionych snu. Otrzeźwiła go myśl związana z przetrzymywaną przez ludzi Rosjanina Lexy. I tak, by ją wydostać, musiałby się pofatygować do niego z mniej lub bardziej przyjaznymi zamiarami. Przynajmniej wysłał szofera, pomyślał i uśmiechnął się do siebie w myślach. Bez słowa wsiadł na tylne siedzenie i pozwolił się wieźć na spotkanie.
_________Wjechali na wzgórza i minęli bramę wjazdową na teren zamknięty, gdzie znajdowały się najdroższe posiadłości w Salt Lake City. W tej okolicy mieszkał również Charles Walton, mający dom na działce z najładniejszym widokiem na miasto. Nic dziwnego, że Alex wybrał sobie te tereny do zamieszkania. Nie ma to jak zrobić kryjówkę mafii na zamkniętym i strzeżonym terenie, między tymi mniej i bardziej zwykłymi, choć bogatymi ludźmi, którzy nie wściubiają nosa w cudze sprawy.
_________Zatrzymali się przed domem, który Matt już zdążył obejrzeć w całości, w ramach nudy, jaką zaserwował mu Alexey. Gdy wysiedli, stary czekał już przy drzwiach, jakby spodziewał się jakiegoś ważnego gościa.
_________Matt stanął u podnóża schodów i uniósł głowę do góry, by móc patrzeć Rosjaninowi w oczy. Powoli wspiął się na górę, а gdy zrównał się z Alexeyem, ten uśmiechnął się powściągliwie i otoczywszy go ramieniem zaprosił do środka.
_________– Coś się zmieniło? – spytał niechętnie Graves, idąc krok za Mikhaylovem. Ten zerknął na niego przelotnie przez ramię i znalazłszy się w salonie, usiadł w skórzanym fotelu. Matt zatrzymał się przy sofie, rozglądając się po pomieszczeniu. – Nie mam ci nic do zaoferowania. Nie widzę powodu, dla którego mnie tu ściągnąłeś.
_________– Nawet nie jesteś blisko w swoich rozważaniach – odpowiedział mu, nalewając sobie whisky. Drugą szklankę położył na stoliku, ale Matt podziękował kiwnięciem głowy i spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem. – Jesteś moim synem. Myślisz, że gdy się w końcu spotkaliśmy tak łatwo dam ci odejść? – spytał, upijając łyk bursztynowego płynu.
_________Matt spojrzał na niego krzywo, zastanawiając się, co kryje się za tymi słowami, bo nie wierzył, ze chodzi o nadrobienie wspólnego czasu. Tacy ludzie nie kierują się uczuciami i nie spodziewał się, żeby wyznanie o jedności krwi coś zmieniło. Posłużył się tym jedynie jako argumentem by przeżyć. А co jeśli się mylił? Jeśli Alexey zobaczył w nim kogoś kim w rzeczywistości nie był i to on miał mu coś do zaoferowania?
_________Usiadł naprzeciw niego.
_________– Powinieneś trochę odpocząć – powiedział, z uwielbieniem wpatrując się w rozlewający po ściankach kryształowej szklanki alkohol. Mattowi od razu przyszło na myśl, że w tej swojej pozie z whisky bardzo przypomina mu Curtisa. – Na górze jest pokój, w którym możesz się rozgościć. Bo chyba nie opuścisz teraz staruszka?
_________– А co z dziewczyną? – spytał gorączkowo blondyn, wchodząc nieproszony do pokoju.
_________– Ach, tak. Daj ją tu.
_________Rosjanin podrapał się po głowie i wstał, obracając się w kierunku wejścia, gdzie pojawiło się dwóch goryli, trzymających szarpiącą się Alexandrę. Na widok Matta, znieruchomiała. Oczami wielkimi jak pięciocentówki, wpatrywała się w niego z nadzieją mieszaną ze zdezorientowaniem.
_________Graves przełknął ślinę i zadarłszy głowę do góry wyprostował się, próbując zachować całkowicie obojętny wyraz twarzy. Nie wiedział jakim cudem w końcu Lexy dotarła do punktu, od którego tak usilnie ją odwodził, ale mimo rozczarowania, nie chciał by jej się coś stało. Nie miał jednak najmniejszego pomysłu, jak ją uratować od losu, jaki ją zapewne czekał między bandytami.
_________– Nigdy nie byłem zwolennikiem brania zakładników – powiedział oschle Alex, tępo wpatrując się w dziewczynę. W końcu westchnął ciężko, jakby chorował na serce i wzruszył ramionami, nie wiedząc, co z nią począć. – Co mam z tobą zrobić, złotko?
_________– Będą mnie szukać – odpowiedziała hardo, а jej gęste brwi złączyły się nad nosem.
_________– Ciebie? – Alexey zaśmiał się głośno, а później spojrzał na Brada, jakby jego twarz mówiła mu wszystko, co chciał wiedzieć. – Nie masz nikogo.
_________– W redakcji zauważą, że coś nie gra!
_________– Nie jesteś korespondentką Timesa w Iraku – mruknął leniwie, nieco już zirytowany naiwnością dziennikarki. Odwrócił się do Matta, który stał zaraz za nim, i wskazując na dziewczynę szklanką spytał: – Brad mówił, że się znacie.
_________Matt przeniósł wzrok na blondyna, który uśmiechnął się złośliwie. Mógł się spodziewać, że Mikhaylov wie znacznie więcej niż by chciał, co wszystko komplikowało. Mógł również znać jego nazwisko i dowiedzieć się, gdzie pracuje, ale uparcie wierzył, że potraktuje to fachowo, jako jedno z żyć, dzięki któremu Jack Spacter pozostaje nieuchwytny i niewidoczny.
_________– Nie przywiązuję wagi do ludzi, których spotykam. Zapuszczanie korzeni nie leży w mojej naturze – odpowiedział dyplomatycznie, ponownie patrząc Alexowi w oczy. Unikał spojrzenia Lexy, bojąc się, że obudzi w nim uczucia, których próbował się wyzbyć.
_________– Ty gnido! – wrzasnęła wściekle Lexy, rwąc się do przodu, jakby goryle, którzy ją trzymali byli tam po to, by powstrzymać ją przed zamordowaniem Gravesa, który stał kilka kroków przed nią zupełnie niewzruszony.
_________Alexey zacmokał z aprobatą i uśmiechnął się.
_________Zadzwonił telefon. Rosjanin sięgnął do kieszeni i wyciągnął aparat. Zaledwie zerknąwszy na wyświetlacz zwrócił się do goryli:
_________– Zabierzcie ją stąd – rozkazał i odłożywszy pustą szklankę, skierował się do wyjścia, ale zatrzymał się jeszcze przy Bradzie i rzucił do Matta przez ramię: – Zajmę się teraz swoimi sprawami, а ty… Czuj się jak u siebie.
_________I zniknął, а Brad ulotnił się zaraz za nim, żegnając się z Gravesem cynicznym uśmiechem, jak nierozważny pokerzysta, dający do zrozumienia, że trzyma asa w rękawie.
_________Matt przetarł twarz dłońmi i wciągnął powietrze w płuca z głuchym świstem. Leniwym krokiem ruszył na górę, do pokoju, w którym wcześniej przebywał zanim zostawił Alexa. Ten nie wyglądał na człowieka pokornego, który potrafi chować swoją dumę, więc jego przyjacielskie zaproszenie było co najmniej podejrzane. Ostatnią rzeczą, jaką Matt mógłby zrobić w tej chwili, to położyć się spać w domu faceta, nie bojącego się pociągnąć za spust, chociaż o niczym innym tak nie marzył, jak o kilkuminutowej drzemce.
_________Stanął przy oknie i obserwował, jak samochód Alexeya rusza. Był ciekaw, czy wybiera się na spotkanie z informatorem. А może ze Slickiem? W każdym razie było to spotkanie, na które go nie zabrał, bo mu nie ufał. Musiał to być ktoś z tej parszywej dwójki.
_________Wyszedł z pokoju po cichu, rozglądając się w poszukiwaniu ochroniarzy. W domu było zupełnie cicho i pusto, jakby wszyscy nagle opuścili posiadłość, zostawiając ją całkowicie dla niego by mógł ją całą przeszukać. А może tego się spodziewali i przyszykowali zasadzkę? Nawet jeśli, Matt nie mógłby się oprzeć.
Gdy znalazł się w środku gabinetu, od razu skierował się do biurka. Na wierzchu nie było żadnych dokumentów, а szuflady były pozamykane. Wyciągnął więc niewielkie etui z narzędziami, i błyskawicznie uporał się z prowizorycznymi zamkami. Stale nasłuchując, czy nikt nie idzie, przeszukał całe biurko, ale było zupełnie puste. Alex był dość krótko na wolności, więc nie miał zbyt wielu dokumentów, o ile miał jakiekolwiek, а nie był na tyle głupi, żeby istotne dane trzymać w byle jak zamkniętej szufladzie.
_________Szybko wyprostował się i rozejrzał dookoła. W środku musiał być sejf, który jest z automatu montowany w takich posiadłościach. Nie oczekiwał jednak tak niepozornego miejsca, jakie sam wybrał u siebie w mieszkaniu, więc od razu chwycił za obraz ze słonecznikami. Szczęście mu sprzyjało. Nie dość, że trafił z pierwszym razem, to jeszcze skrzynka wmontowana w ścianę była standardowym stalowym sejfem z czterema zasuwami antywłamaniowymi. Nie miał ani swoich narzędzi, ani zwykłego stetoskopu, więc pozostało mu jedynie liczenie na doskonały słuch.
_________Przystawił ucho do prostokątnego włazu i nasłuchiwał, bardzo powoli kręcąc zamkiem szyfrowym. Gdy przekładnie zaskoczyły odpowiednio, zasuwy odskoczyły, pociągnął za klamkę i otworzył. W środku leżały teczki. Wziął je do rąk i zaczął szybko przeglądać. Nabrał powietrza w płuca, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Zerknął jeszcze na okładkę, ale była szara, bez żadnych opisów i tłoczeń. Miał wrażenie, że trzyma w dłoniach akta z biura. Żywcem przeklejone informacje, dokładnie te same, które jeszcze niedawno czytał na temat operacji Royal Flush. Jedyne czego brakowało to stempli.
_________Alexey wszystko wiedział i to już od jakiegoś czasu. Dlatego nie można go było namierzyć, а nawet połączyć z tymi ludźmi. Był szachistą, myślał trzy kroki do przodu, wyprzedzając policję rządową o kilometr. Nie mieli nic na niego. Krążące po biurze plotki, że to Slick wpłacił za niego kaucję nie miały żadnego potwierdzenia, ponieważ pieniądze przelano z nieznanego konta na Karaibach. Nawet jeśli to była prawda, to Alex był tak głęboko w DEA, że nie było możliwości, by kiedykolwiek dopadli Slicka, mając w szeregach prawdziwego kreta.
_________Matt nie miał już wątpliwości, że to sprawka Sheili. W swoim gabinecie, mogła trzymać dokumenty, а nawet kserokopie teczek w prywatnych szablonach tak, by je swobodnie wynieść do domu, bez meldowania o tym Liamowi. Pojawiła się w DEA i znalazła się w centrum informacji, które sprzedała przestępcom za grube pieniądze. А że Curtis siedział w tym od dawna bez problemu mogła zrobić wszystko, by uznano go za winnego, i następnie przyjść na miejsce Franka, obejmując nad wszystkim kontrolę.
_________Zastygł w bezruchu, usłyszawszy żwawe kroki na korytarzu. Jednak nie został bez opieki. Wiedział, że to niemożliwe. Pospiesznie włożył teczki do sejfu i zamknął go, а następnie powiesił obraz tak, jak wisiał. Nie miał już czasu na ucieczkę. Stanął za drzwiami i wstrzymał oddech, gdy ktoś stanął przed gabinetem.
_________ Drzwi otworzyły się, jednak nikt nie wszedł do środka. Zatrzymał się na progu.
Graves przylegał szczelnie do ściany. Nie miał przy sobie żadnej broni, ani narzędzia, którym mógłby ogłuszyć wścibskiego intruza. Jeśli zorientują się, że myszkował po gabinecie Alexeya, od razu zaczną go podejrzewać, а wtedy będzie w oczach Rosjanina stracony. Jednak atak na jego człowieka musiał zakończyć się ucieczką z posiadłości, chyba, że udusiłby go własnymi rękami, а następnie zakopał w ogrodzie i nikt nie zamierzałby zakopać w tym miejscu innego nieboszczyka.
_________Gdy w progu nastąpił nagły i niespodziewany ruch, serce podskoczyło Gravesowi do gardła. Po chwili światło w gabinecie zgasło, а drzwi zamknęły się, pozostawiając Matta w ciemnym pomieszczeniu.
_________Wypuścił powietrze ze świstem, odruchowo łapiąc się za serce. Ten rodzaj adrenaliny nie był mu potrzebny. Pozostawał w gabinecie jeszcze kilka minut, а gdy na korytarzu zrobiło się zupełnie cicho, wyszedł niezauważenie i udał się z powrotem do swojego pokoju.


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 14:37:00 04-08-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Santiago
Idol
Idol


Dołączył: 08 Wrz 2010
Posty: 1895
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 22:12:51 03-08-13    Temat postu:

O żesz w mordę ;p Lexy ma kłopoty, Matt chyba też Po prostu masakra jakaś
Też jestem na 100% przekonany, iż to Sheila jest wtyczką. Szczerze mówiąc to chyba późno zdałem sobie z tego sprawę, bo dopiero kiedy Matt odwiedził jej dom, a dokładniej gabinet Ale przyznam się, że przez myśl mi przeszło, że to nowa luba Liama jest wtyczką, ale sekundę później już o tym prawie zapomniałem

Nie wiem czemu, ale nie znoszę Curtisa. Jednak nie sądzę, że to on jest winien śmierci Hailey. Może wiedział, że jest uwięziona, ale co mógł zrobić? Uratować ją, a wtedy prawdopodobnie by wpadł, a potem skończył z kulą między oczami... Jedyną winną osobą jest informator - czyli Sheila. Życzę jej wszystkiego co złe
Szkoda mi Hailey. Nie zasługiwała na ten los. Powinna walczyć o Matta, próbować wszystko wytłumaczyć. Ale chodzić i skomlać jak pies pewnie nie chciała.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:18:02 04-08-13    Temat postu:

To dopiero początek kłopotów, ale kłopoty, to specjalność naszych panów
Kusi mnie, żeby wstawić kolejne epizody, ale nie wiem czy powinnam się tak spieszyć - a ściślej, czy zniesiesz taką dawkę i taką częstotliwość ;D
W każdym razie cieszę się, że przynajmnej Ty tu jeszcze zaglądasz ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Santiago
Idol
Idol


Dołączył: 08 Wrz 2010
Posty: 1895
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 18:07:10 05-08-13    Temat postu:

Eillen napisał:
1)To dopiero początek kłopotów, ale kłopoty, to specjalność naszych panów
2)Kusi mnie, żeby wstawić kolejne epizody, ale nie wiem czy powinnam się tak spieszyć - a ściślej, czy zniesiesz taką dawkę i taką częstotliwość ;D



1) I właśnie dzięki tym kłopotom jest co czytać
2) Wstawiaj!!! Nawet więcej niż dwa rozdziały na raz Agentów zniosę, tym bardziej, że uwielbiam taką tematykę

A wiesz, że kiedyś nie lubiłem Iana? Kojarzyłem go głównie z "Pamiętników wampirów" (odpuściłem sobie ten serial po kilku pierwszych odcinkach ). Jednak zacząłem go teraz bardziej uświadamiać z tym opowiadaniem i jakoś moja wyobraźnia jest lepsza niż TV
Natomiast Matta Bomera polubiłem po "Białych kołnierzykach". Idealny jest w roli bezczelnego włamywacza Uważam, że wcielenie go w rolę Matta Gravesa było strzałem w dziesiątkę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:57:12 05-08-13    Temat postu:

Ja Iana odkryłam właśnie w "Pamiętnikach..." ale też już tego nie oglądam, chociaż wytrwałam dwa sezony i trochę A Matt to "wynalazek" Marty - to ona zaszczepiła we mnie fascynację tym osobnikiem
A teraz - skoro nadal nie masz dość - wstawiam kolejny epizod Nie ma co się ociągać, czas to kończyć w końcu ^^ Jak zaczynałyśmy publikację tego tutaj, to miałyśmy nadzieję, że o tej porze będziemy już startować z częścią drugą, ale wyszło jak wyszło i druga część jest w totalnej rozsypce...

EPISODE # 41
Sabre-rattling


_________Wyszła spod prysznica owinięta jedynie frotowym ręcznikiem, który zasłaniał jej ciało ledwie do połowy uda i nie zapalając światła w sypialni, pochyliła się nad komodą, by z drugiej szuflady wygrzebać bieliznę.
_________– Cóż za wspaniałe widoki. – Dobiegło jej uszu. W pierwszym odruchu, serce podeszło jej do gardła, ale zaraz uświadomiła sobie, że doskonale zna ten dźwięczny, aksamitny głos. Pośpiesznie chwyciła leżący na łóżku jedwabny szlafrok i okręciwszy się nim szczelnie zapaliła światło. Uśmiechnęła się kwaśno na widok mężczyzny, który siedząc w przeciwległym kącie pokoju w fotelu, przy niewielkim, okrągłym stoliku, obracał w palcach cygaro. – Nie zgrywaj świętej – mruknął, lustrując uważnie wzrokiem jej sylwetkę. – Nigdy nią nie byłaś.
_________– Za to ty zawsze byłeś niewychowanym skurwysynem – odgryzła się i podszedłszy do niego, wyrwała mu z ręki cygaro i zamknęła w szkatułce, stojącej na stoliku. – Czego chcesz? – spytała, chwytając się pod boki i spoglądając na niego z bojową miną.
_________– Widzę, że żyjesz na całkiem niezłym poziomie – mruknął z udawanym podziwem po czym podniósł się z fotela, wsunął dłonie w kieszenie spodni i zaczął teatralnie rozglądać się dookoła. – To pozostałości po Ryanie czy może znalazłaś sobie jakiegoś nowego, bogatego sponsora?
_________– Coś insynuujesz?
_________– Jedynie to, że pensja agentki rządowej nie wystarczyłaby na takie luksusy – powiedział i zatrzymawszy się tuż przed nią, spojrzał jej prosto w oczy, odgarniając jej jednocześnie pasmo ciemnych, mokrych włosów za ucho. – Zdajesz sobie sprawę, że jesteś jedną z podejrzanych o sprzedawanie informacji?
_________Sheila uniosła brwi pod samą linię włosów i otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jej ust.
_________– Wszystko zaczęło się, gdy pojawiłaś się w biurze – kontynuował Curtis, odliczając na palcach kolejne argumenty. – Żyjesz ponad przeciętną, znasz tego szczura Coopera, zamykasz swój gabinet na klucz, jakbyś chowała w nim cały dobytek swojego życia, byłaś jedyną osobą oprócz Liama, która znała trasę konwoju El Nińo do sądu stanowego…
_________– Wyjdź stąd – przerwała mu. – Nie zamierzam słuchać tych oszczerstw.
_________Curtis, rozbawiony odsunął się o krok, ale nie zamierzał się tak łatwo poddać. Nie przyszedł tu przecież towarzysko ani dla samej przyjemności wkurzania jej swoją osobą.
_________– Pracujesz nad moją sprawą, chcę wiedzieć co wiesz – powiedział stanowczo.
_________– Żartujesz sobie? Naprawdę sądzisz, że powiem ci cokolwiek?
Evans wzruszył ramionami i pomaszerował w stronę łóżka.
_________– Sądzę, że nie powiesz mi nic, czego już bym nie wiedział – odparł i rozwaliwszy się wygodnie na łóżku, chwycił jedną z ozdobnych poduszek i zaczął obracać ją w dłoniach.
_________– Więc po co przyszedłeś?
_________– Obojgu nam zależy, żeby zakończyć tę sprawę i wyjść z niej z twarzą – mówił, przyciskając poduszkę do torsu z taką delikatnością, z jaką tuliłby do siebie kochankę. – Możemy sobie pomóc.
_________– Zapomnij.
_________– Myślisz, że Liam będzie krył twój seksowny tyłek? Zapewniam, że nie jest człowiekiem, który nadstawia karku za innych, a już najmniej za podrzutków z CIA.
_________Sheila skrzyżowała dłonie na piersiach i zmarszczyła brwi, rozważając słowa Curtisa. Miał sporo racji, ale czy to był wystarczający powód, by wchodzić z nim w jakiekolwiek układy? Poza tym mógł ją przecież tylko podpuszczać, żeby dowiedzieć się, ile wie DEA.
_________– A jeśli powiem, że wiem, kto sprzedaje informacje? – spytał i odłożywszy na bok poduszkę, splótł dłonie w koszyczek, opierając je na brzuchu.
_________– A może pozwolisz się skuć, zawieźć do biura i tam opowiesz nam swoją historię, co?
_________Curtis przewrócił oczami i leniwie zwlókł się z łóżka. Podszedł do niej i wystawiając w jej stronę dłonie, spojrzał jej w oczy, dając do zrozumienia, że oddaje się w jej ręce, a ona patrzyła na niego totalnie zaskoczona, zupełnie nie wiedząc jak powinna zareagować.
_________– To nie oczyści cię z podejrzeń – powiedział cicho. – Wręcz przeciwnie. Wszyscy pomyślą, że od początku wiedziałaś gdzie jestem i ostrzegałaś mnie o działaniach DEA.
_________Sheila westchnęła, odwracając się do niego tyłem. Miał rację, a co gorsza, z jakichś sobie tylko wiadomych przyczyn, postanowił wmieszać ją w te swoje brudne gierki.
_________– Graves – zaczął po chwili, a kiedy spojrzała na niego zdumiona, uśmiechnął się kwaśno. – Ma zdecydowanie więcej powodów niż ty, żeby mnie nienawidzić i pozbyć się mnie raz na zawsze.

__________________________________________________* * *

_________Lexy siedziała na zimnej posadzce, opierając się plecami o równie zimną ścianę. W pokoju nie było nic, nawet krzesła. Tylko łyse, jasne ściany i małe zakratowane okno, do którego nie mogła dosięgnąć nawet, gdy próbowała wspiąć się na palce. Do tej pory nie zdawała sobie sprawy z tego, w co się pakuje. Dopiero, gdy na parkingu przed Union Pacific, znalazła się w samym centrum strzelaniny, a jakiś mężczyzna przystawił jej broń do skroni, uświadomiła sobie powagę sytuacji. A teraz, siedząc tu zamknięta w czterech ścianach, przeklęła się w duchu za swoje wrodzone wścibstwo, za to, że nie została w samochodzie, że w ogóle zainteresowała się tą sprawą. Gdyby tylko mogła cofnąć czas… Nie, niczego by nie zmieniła. Jeśli jakimś cudem wyjdzie z tego cało, zrobi materiał, o który będą się bić największe stacje nie tylko w mieście, ale i w całym kraju.
_________Uśmiechnęła się do siebie i przeczesała nerwowo pasma swoich włosów, dławiąc cisnące się do oczu łzy. W głowie wciąż dźwięczały jej słowa Matta: „Nie przywiązuję wagi do ludzi, których spotykam”. Czy naprawdę nic dla niego nie znaczyła? Czy jego prawdziwe oblicze mogło być tak dalece różne od tego, które przedstawił jej tamtego popołudnia w kawiarni i przedstawiał potem, za każdym razem, gdy się spotykali? I co łączyło go z tym okropnym Rosjaninem? Nie mógł przecież być zły. To nie pasowało do niego. A Brad? Znała go znacznie dłużej niż Matta, uważała za swojego przyjaciela, a on razem ze swoim koleżką użył jej ciała jak tarczy, by bezpiecznie wycofać się spod obstrzału. Śmierdzący tchórz. Zawsze nim był i takim pozostanie.
_________Zamrugała szybko powiekami, gdy znów zapiekły ją oczy i przetarła dłońmi zmęczoną twarz. W tym samym momencie usłyszała szczęk zamka. Podniosła się powoli z podłogi i niepewnie zerknęła w stronę drzwi. Stojący w nich wysoki, postawny mężczyzna, z wielką blizną na prawym policzku i gładko zaczesanymi do tyłu włosami, nie wyglądał zbyt sympatycznie. W dodatku patrzył na nią obłąkanym wzrokiem i dziwnie się uśmiechał.
_________Dobryj wieczier – mruknął chrapliwym głosem i nie spuszczając z niej wzroku, postawił na podłodze plastikowy kubek z kawą i tekturowy kartonik z KFC. – Kak tiebia zawut?
_________– Ja nie pani’maju
– skłamała, cofając się o krok. Nie zamierzała dyskutować z tym mężczyzną, ale on najwyraźniej nie miał zamiaru jej zostawić. Zamknął za sobą drzwi i oblizał wargi, jakby szykował się do kolacji.
_________Krasiwaja diewuszka… – wymruczał, zbliżając się do niej. Lexy cofnęła się jeszcze o kilka kroków, a gdy poczuła za plecami zimny mur, serce podeszło jej do gardła. Mężczyzna zaśmiał się złowrogo i stanąwszy tuż przed nią delikatnie przesunął szorstką dłonią po jej policzku. W pierwszym odruchu spróbowała ją odtrącić, ale prawie natychmiast tego pożałowała. Rosjanin zacisnął dłoń na jej tchawicy i naparł na nią całym sobą, przyciskając jej wątłe ciało do ściany.
_________Otpustitie mienia… – wyszeptała z trudem łapiąc oddech, ale na mężczyźnie nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Mrugnął do niej i złożył na jej ustach obrzydliwie mokry pocałunek, zupełnie nie zważając na opór, jaki stawiała. – Puszczaj! – krzyknęła i wyrwawszy mu się, biegiem ruszyła w stronę drzwi. Nim jednak zdążyła chwycić za klamkę dopadł do niej i chwyciwszy za włosy, przyciągnął do siebie, a potem pchnął na ścianę i nim wykonała jakikolwiek ruch, przywarł do niej swoim spoconym, śmierdzącym cielskiem.
_________Bladziuka – warknął, przygryzając płatek jej ucha. Kiedy poczuła jego obleśną dłoń, wdzierającą się w jej spodnie i napierającą na jej pośladki jego nabrzmiałą męskość, całe życie mignęło jej przed oczami.
_________– Zostaw! – krzyknęła przez łzy, próbując wyszarpnąć się z żelaznego uścisku jego ramion, ale była zbyt słaba. W końcu przestała się bronić. Przymknęła oczy, przygotowując się na najgorsze, ale wtedy jakaś niewidzialna siła odciągnęła go od niej, a jej uszu dobiegł głuchy odgłos ciała, upadającego na ziemię.
_________– Ani drgnij! – usłyszała stanowczy głos Matta, a chwilę potem szczęk odbezpieczanego magazynka i stek wyzwisk rzucanych przez Rosjanina w jego ojczystym języku pod adresem jej wybawiciela. Odwróciła się niepewnie, starając się uspokoić oddech. – Wszystko w porządku? – spytał Matt, stając bokiem do niej, jednak ciągle mierząc do Rosjanina. Lexy skinęła niepewnie. Chciała, by to wszystko okazało się koszmarnym snem, z którego zaraz się obudzi.
_________Matt odetchnął z ulgą. Był gotów zabić siedzącego u jego stóp drania, ale będąc w jaskini lwa wolał się nie narażać. Westchnął i schował broń za pasek.
_________– Spieprzaj – rzucił ostro do Rosjanina, a kiedy przeniósł wzrok na rozdygotaną Lexy, do pomieszczenia wszedł Alexey.
_________– Widzę, że jednak przywiązujesz się do ludzi, synu – powiedział, przyglądając się Mattowi. – Sam bym się do niej przywiązał na twoim miejscu – dodał i uśmiechnąwszy się półgębkiem, przeniósł wzrok, na siedzącego na ziemi mężczyznę. Nie musiał nic mówić. Mężczyzna i bez tego wyglądał na wystraszonego, a jego spojrzenie wyrażało skruchę i strach.
_________Matt zaciekawiony przyglądał się tej wymianie spojrzeń, a kiedy Alexey sięgnął po swojego kolta, serce zamarło mu w piersi.
_________Do swidanija, Ivan – powiedział Mikhaylov i bez mrugnięcia okiem nacisnął na spust jeszcze zanim mężczyzna zdążył otworzyć usta, by spróbować się usprawiedliwić i błagać o litość.
_________Lexy zakryła usta dłonią, gdy jej oprawca padł na ziemię z kulą w czole. Odruchowo odwróciła się tyłem do ciała, wtulając twarz w ramiona Matta, który z trudem powstrzymał się, by jej nie objąć. Wolał nie okazywać jej czułości w obecności Alexeya. Stał więc nieruchomo, pytająco wpatrując się w twarz Rosjanina.
_________– Nikt pod moim dachem nie będzie się zachowywał w ten sposób ani w stosunku do kobiet, ani do kogokolwiek innego – oświadczył oschle. – Wyrzućcie tego śmiecia – dodał, gdy do pomieszczenia wbiegło dwóch jego ochroniarzy, gotowych do walki i jak gdyby nigdy nic wrócił do swoich zajęć. Matt dopiero teraz pozwolił sobie na to, by subtelnie przesunąć dłonią po plecach Lexy, ale zaraz przywołał się do porządku. Jeśli to wszystko było zaplanowaną demonstracją siły Mikhaylova i miało uświadomić mu jak bezwzględnym jest człowiekiem i że nie zawaha się przed niczym, to udało się znakomicie.
_________Lexy uniosła twarz w górę, by na niego spojrzeć. Choć srebrzysta łza spłynęła po jej rozgrzanym i zarumienionym policzku, zupełnie go to nie obeszło. Był chłodny i nieobecny, całkowicie obcy. Nawet jeśli przez chwilę wydawało jej się, że zauroczył ją swoją osobowością, zrozumiała, że to wszystko było kłamstwem. Od samego początku przybierał różne twarze, by dostać to, czego chciał. Czy to była kolejna maska, pod którą się chował, czy to w końcu było jego prawdziwe oblicze? Przeszywająco zimne i niedostępne. Byli tu przecież sami, nie musiał nikogo udawać. Ale jednocześnie nie miał po co jej oszukiwać, przecież niczego nie mógł od niej potrzebować.
Załkała cicho, czując się strasznie samotnie. Choć przywierała do ciepłego torsu Gravesa, czuła jak jej ciałem szarpią nieprzyjemne dreszcze, а włoski na rękach stają dęba, czując bijący od niego chłód. Odsunęła się od niego i odwróciła plecami, oplatając się ramionami. Siąknęła nosem i zadarła głowę, gapiąc się tępo w ścianę.
_________Matt stał jeszcze przez kilkadziesiąt sekund nieruchomo, po czym bez słowa opuścił pokój i zamknął go za sobą na klucz. Gdy została sama, w jej nozdrza wdarł się bezlitośnie zapach świeżej krwi. Odwróciła głowę w kierunku leżącego ciała mężczyzny, który jeszcze chwilę temu próbował ją zgwałcić. Wciągnęła powietrze w płuca ze świstem, lecz coś coraz bardziej zaciskało się na jej tchawicy. Nie potrafiła opanować nadchodzącej salwy rozpaczy. Osunęła się na kolana i wybuchła histerycznym płaczem, czując jak wszystkie emocje, które tłumiła w sobie wypływają na zewnątrz. Zakrywszy twarz dłońmi, spróbowała złapać oddech, ale nie była w stanie się opanować.
_________Gdy dotarła do niej w końcu powaga sytuacji, było już za późno na cokolwiek. Nie było sensu wspominać ostrzeżeń ani rad, które wszyscy do niej kierowali. To nie był tani film sensacyjny, ani pełna zwrotów opowieść o ambitnej dziennikarce, która poszukując swojego materiału dostała się w sam środek świata przestępczego. To było jej życie, które w tej sytuacji było zależne od ludzi, którzy byli w stanie zabić z zimną krwią. W rzeczywistości była tu sama, zdana całkowicie na siebie tylko i wyłącznie z własnej głupoty. Ratunek Matta nie zapowiadał zmiany sytuacji. Została porwana i nie mogła czuć się bezpiecznie, tym bardziej, że człowiek, w którym pokładała całe nadzieje na odzyskanie wolności, był tylko skurwysynem, który dążył do celu po trupach. Bo tak mogła to nazwać, prawda?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Santiago
Idol
Idol


Dołączył: 08 Wrz 2010
Posty: 1895
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 18:43:46 06-08-13    Temat postu:

Curt jest tak bezczelny, że nie da się go nie lubić(choć musiał sporo pracować na moją sympatię). Sheila sama wpadła w swoje sidła. Coś ta zemsta jej za bardzo nie wychodzi

Alexandra, moja najbardziej lubiana kobieta w tym opowiadaniu, przeszła katusze. Nie wiem co bardziej ją boli - napaść na nią czy postawa Gravesa... Przeżyła niemały szok, stres i sam Bóg wie co jeszcze Matt MUSI ją uratować. Pojawić się niczym książę na białym koniu, a potem wszystko jej dobrze wyjaśnić.
Kiedy czytałem scenę, gdy człowiek z blizną wymusił swój mokry pocałunek na Lexy, w myślach krzyczałem: "Odgryź mu język! Odgryź mu język! I uciekaj!"
Mam dwa pytania: Czemu tylko jeden, krótki odcinek wstawiłaś?
Pytanie drugie brzmi: Część druga miała by związek z pierwszą częścią, tzn. kontynuowała jakiś wątek czy po prostu druga część oznaczałaby inną fabułę z tymi samymi bohaterami? Wyszło mi masło maślane, ale mam nadzieję, iż zrozumiesz


Ostatnio zmieniony przez Santiago dnia 18:45:24 06-08-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:20:12 06-08-13    Temat postu:

Myślę, że Matt nie zawiedzie Twoich oczekiwań
Co do pytań:
ad. 1. Ok, to będę wstawiać po dwa ^^
ad. 2. Druga część jak najbardziej byłaby (i mam nadzieję, że mimo wszystko kiedyś będzie) związana z pierwszą. Przecież muszą znaleźć Slicka i rozbić całą tą siatkę A poza tym... jak już dobrniemy do końca tej części, to sam się przekonasz, że jeszcze trochę zagadek do wyjaśnienia zostanie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Santiago
Idol
Idol


Dołączył: 08 Wrz 2010
Posty: 1895
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 23:18:24 06-08-13    Temat postu:

Eillen napisał:
Przecież muszą znaleźć Slicka i rozbić całą tą siatkę


Aha! Czyli nie zdążą dopaść Slicka w tej części? Nie podoba mi się to, ponieważ coś chyba pójdzie nie tak jak powinno, skoro Slick ucieknie przed Evansem i Gravesem... Wstawiaj szybko kolejne odcinki!!! Chcę wiedzieć jak to wszystko się potoczy. Myślę, że końcówka wbije mnie w fotel ;p
A propo - wróciłem do obsady, aby sprawdzić kto dokładnie wciela się w Sheilę, ale uwagę zwróciłem bardziej na Lexy. Czyżby wcielała się w nią Natalie Portman? Uwielbiam ją od czasu "Czarnego łabędzia", a fakt, że to Portman bardzo mnie uszczęśliwił, bo jeszcze bardziej polubiłem Alexandrę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:02:38 07-08-13    Temat postu:

Przecież oni nawet nie wiedzą jeszcze kto jest Slickiem, nie mówiąc już o tym gdzie go szukać, a do końca (po przeedytowaniu czyli połączeniu ze sobą kilku mniejszych rozdziałów - bo chyba rzeczywiście za bardzo to rozdrobniłyśmy, w jeden większy) zostało zaledwie 5 epizodów
Sheilę gra Adriana Lima, modelka. Pamiętam, że rozważałyśmy jeszcze Megan Fox, ale nie pamiętam dlaczego w końcu wybrałyśmy Adrianę A Lexy rzeczywiście gra Natalie Portman
I mam nadzieję, że końcówka rzeczywiście wbije Cię w fotel ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Santiago
Idol
Idol


Dołączył: 08 Wrz 2010
Posty: 1895
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 0:14:05 07-08-13    Temat postu:

Wiem, wiem, że nie wiedzą kto jest tym całym Slickiem ;p Ale myślałem, że Alexey ich do niego doprowadzi
5 epizodów, a dla mnie nadal wszystkie zagadki pozostają zagadkami Choć to nawet lepiej

Megan Fox jest dosyć podobna do tej Adriany Lima Ale ta pierwsza wydaje mi się być taka... twardsza Ale jak jest gdzieś tam napisane: "Nie przypominała agentki" więc Lima bardziej pasuje do Sheili
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 38, 39, 40 ... 42, 43, 44  Następny
Strona 39 z 44

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin