Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

El ramo de flores - Bukiet kwiatów by edytQa
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Czy gdyby powstała kontynuacja, przeczytał(a) byś ją ?
tak
75%
 75%  [ 9 ]
nie
8%
 8%  [ 1 ]
nie mam zdania
16%
 16%  [ 2 ]
Wszystkich Głosów : 12

Autor Wiadomość
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 14:19:26 29-06-07    Temat postu: El ramo de flores - Bukiet kwiatów by edytQa

Leonardo był kiedyś biednym murarzem. Ożenił się z Niną, ale gdy tylko poznał bogatą i piękną Dianę, w której od razu się zakochał. Porzucił dla niej ciężarną żonę. Nie myślał w ogóle o tym, że wkrótce narodzi się ich córeczka- Galita. Na wzór swojego przyjaciela z dzieciństwa- Artura zajął się biznesem i dorobił się niemałej fortuny. Wtedy związał się z Dianą. Niedługo ma się narodzić ich pierwsze dziecko. Ale nie oznacza to, że to pierwsze dziecko Leonarda. A czy pierwsze Diany? I dlaczego Arturo postanowił odnaleźć swojego dawnego kolegę?

OBSADA:

Leonardo - Christian Meier

Nina - Coraima Torres

Galita - Daniela Aedo

Diana - Scarlet Ortiz

Arturo - Paulo César Quevedo


Ostatnio zmieniony przez edytQa dnia 17:10:09 25-07-07, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 14:20:33 29-06-07    Temat postu:

wstęp

***
Diana wtuliła się w Leonarda.
- Czuję się cudownie...- powiedziała- Już niedługo przyjdzie na świat nasze dziecko... Jestem z tobą taka szczęśliwa...
- Kocham cię! Mam nadzieję, że to będzie córeczka...- rozmarzył się, ale równocześnie wciąż myślał o Galicie.
Gdy zaczęło padać mężczyzna pomógł swojej żonie wstać i otulił ją kocem.
- Wracamy do domu...

***
Nina gotowała właśnie obiad dla siebie i córki, gdy do malutkiego mieszkania na przedmieściach Rio Solo zapukał przystojny mężczyzna. Rzadko widuje się tu takich gości, bo w końcu to prawie slumsy, a on wyglądał na jakiegoś bogatego biznesmena.
- Dzień dobry. – przywitał się i zajrzał do środka.
Nina nerwowo poprawiła poplamiony fartuszek.
- Witaj, Arturo...
- Jest twój mąż?
Kobieta stała milcząc. Dawno nie było tu tego mężczyzny. Prawie nigdy tu nie zaglądał, a teraz musiał mieć naprawdę jakąś ważną sprawę. Niestety ona musiała go zawieść.
- Przykro mi, ale ja i Leonardo nie jesteśmy już małżeństwem. Po za tym nie widziałam go od czasu narodzin Gality. – powiedziała, a w oczach stanęły jej łzy.
- Przepraszam. – odparł i od razu wyszedł pospiesznie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 17:12:05 29-06-07    Temat postu:

odcinek 1.

***
- Dziękuję. – Diana patrzyła zachwycona na maleńkie niebieskie buciki, które dostała od męża.
- Nie ma za co. Kocham ciebie i nasze dziecko. – pocałował ją i pogłaskał po brzuchu.
Kobieta zamyśliła się przez chwilę. Przed oczami stanął jej obraz słodkiego niemowlęcia trzymanego przez matkę. Rozpromieniła się na myśl o tym, że wkrótce spełnią się jej marzenia.
- Ostatnio widziałam taką słodką dziewczynkę na mieście... Jej matka była biedna, więc dałam jej na loda. Bardzo spodobało mi się jej imię... Myślę, że moglibyśmy tak nazwać nasze maleństwo, jeśli również okaże się dziewczynką.
- A cóż to za imię? - zaciekawił się Leonardo.
- Galita... Ładnie , nieprawdaż?
Na dźwięk tego imienia mężczyzna aż się wzdrygnął.
- Chcesz nazwać nasze dziecko jak jakąś dziewczynkę z przedmieścia? – oburzył się, a przed oczami wciąż miał szpital i swoją córeczkę leżąca koło Niny. – Ja wolałbym Isabelita. To takie szlachetne imię. Przecież nawet twoja babka je nosiła.
- Ale ta dziewczynka... Była taka ładna. Wiesz... Miała takie same oczy jak ty. Takie głębokie... Była urocza.
- A twoja babcia... Wiesz, że była piękną kobietą. Poza tym to byłoby dla naszej córci pewniejsze imię. Skąd wiesz kim była tamta... Galita? – Diana kiwnęła głową – No właśnie, Galita... A tak wszystko zostanie w rodzinie.
- Kochanie porozmawiamy o tym później, widzę, że będziemy mieli jakichś gości.

***
- Dzień dobry, nazywam się Arturo Muerte. Przyjechałem do pana Leonardo.
- Zapowiedzieć pana?- spytała Vera, młodziutka służąca.
- Nie trzeba. Wystarczy, że otworzysz mi drzwi.
- Pan Leonardo jest w salonie.
Arturo wbiegł po schodach i zaczął rozglądać się za salonem. Pomogła mu w tym Diana, która właśnie wyszła, by powitać gościa.
- Pan do mojego męża?
- Jeżeli Leonardo jest pani mężem, to tak.
Dianie nie spodobał się ten człowiek. Mimo, że wyglądał elegancko i wytwornie, to dostrzegła, że sprawa, którą ma do jej męża nie jest niczym dobrym.
- Zapraszam... – powiedziała, a on jak burza wpadł do salonu, gdzie przebywał Leonardo.
Kobieta weszła za nim, ale od razu spojrzał na nią wymownie i powiedział:
- Byłbym wdzięczny, gdyby mogła pani zostawić nas samych...
- Co ty wyprawiasz?! – spytał Leonardo, gdy tylko zamknęły się drzwi za Dianą.
- Byłem u twojej żony...
- Diany? Ona jest tu.
- Niny!- poprawił go Arturo patrząc w niego wnikliwie. – Wiesz gdzie ona mieszka?
- Nie interesuje mnie to!- gotował się Leo.
- W brudnym mieszkaniu, na brudnym przedmieściu, kiedy ty bawisz tu ze swoją bogatą nową żoną!
- Nie jestem na jej utrzymaniu. Sam dużo się dorobiłem.
- Ona nie ma pieniędzy na życie!
- To się nią zajmij. – urwał dyskusję Leonardo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 20:51:04 29-06-07    Temat postu:

dziękuję za tyle miłych słów
jednak dzisiaj nowy odc, bo jutro nie dam rady

odcinek 2.

***
- Przepraszam... – do salonu zajrzała Vera. – Czy zechcą się państwo czegoś napić?
- Dziękujemy, ale Arturo już wychodzi. – odparł Leonardo.
Drugi z mężczyzn wyraźnie oburzony tymi słowami ruszył gwałtownie do wyjścia, potrącając służącą, stojącą w drzwiach. Dziewczyna stanęła jak słup i patrzyła to na oddalającego się Artura, to na swojego pracodawcę.
- Możesz już odejść. – powiedział w końcu i nalał sobie whisky z butelki stojącej na półce. Wypełnił całą szklankę i wypił pospiesznie.
- Pan wybaczy... – speszyła się Vera i odeszła ze spuszczoną głową. Idąc tak wpadła na panią Dianę. – Przepraszam...
- Nic się nie stało, ale... Czy ten mężczyzna już wyszedł?
- Tak, proszę pani.
Kobieta skierowała się więc do salonu. Zastała męża siedzącego w fotelu i wpatrującego się przed siebie.
- Kochanie, co się stało? Kto to był i czego chciał?
- Arturo... Mój przyjaciel z kiedyśtam... To znaczy z dzieciństwa. Dowiedział się, że się dorobiłem i chciał pożyczyć pieniądze- skłamał.
- Widać odmówiłeś, ale co cię tak przejęło?- spytała i przysunęła się bliżej Leonarda. – Ty piłeś! Co jest z tobą?!
- Wspominam... Kiedyś byliśmy nierozłączni... Pokłóciliśmy się o taką bzdurę, a teraz on znowu zaczął... Poruszył sprawy, o których nie miałem zamiaru z nim rozmawiać. A alkohol... Poczęstowałem go szklaneczką Jack’a Daniels’a...
Diana patrzyła z niepokojem na męża. Wpatrywała się w jego smutne oczy i widziała, że coś go dręczy. Odczytała w nich jednak, że nie chce się z nią tym podzielić.

***
Arturo wpadł jak burza na pocztę.
- Mam przesyłkę pieniężną dla pani Niny Pobreza.
- Pańskie nazwisko?
- A... Leonardo Fuerte.
- Jaka kwota?
- 100 dolarów.
- Przesyłka dotrze jutro około godziny 12.
- Dziękuję. Do widzenia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 14:01:09 01-07-07    Temat postu:

odcinek 3.

***
Zdziwiona Nina otworzyła drzwi listonoszowi.
- Rachunki? –zapytała.
- Wręcz przeciwnie- odparł i w uśmiechem wyciągnął z torby plik banknotów. – Proszę tu podpisać.
Kobieta wpatrywała się w niego z niedowierzaniem.
- Co to jest?
- Przesyłka pieniężna. Sto dolarów od pana... Leonardo Fuerte.- dodał uprzedzając jej pytanie.
Nina stała patrząc wciąż na banknoty, które listonosz trzymał w ręku. Widząc to jednak, mężczyzna wymownie podsunął jej pod nos długopis. Chwilowo ocknęła się z zaskoczenia, tylko po to by podpisać kilka świstków podanych jej przez dostarczyciela poczty.
- To dla pani. – rzekł wręczając jej pieniądze. – Miłego dnia.
Po tych słowach uśmiechnął się i poszedł dalej pełnić swoją powinność, ona zaś stała wciąż w drzwiach pełna zdumienia, ale i mieszanych uczuć- radości i nienawiści do Leonarda.
- Mamusiu, skąd masz tyle pieniążków? – zapytała podchodząc do niej Galita.
- Przysłał nam je twój tatuś.
- Ale ja nie znam tatusia...
- I nie musisz. Mamusia ci wystarczy...- zbyła córkę Nina. Podeszła do komody i wyciągnęła z niej stare zdjęcie ślubne. – To ja i twój ojciec w dniu naszego ślubu.
Mała patrzyła z zachwytem na tą rodzinną pamiątkę.
- Ale on śliczny, mamusiu... Gdzie on teraz jest?
- Kochanie, on ma teraz inną rodzinę. Nową żonę i niedługo będzie miał też nowe dziecko.
Galita spojrzała jeszcze raz na zdjęcie, a po chwili wyrwała je z rąk matki i wybiegła przed dom. Nina poszła za nią i krzyczała wciąż:
- Co ty wyprawiasz?!
- To nie jest mój tatuś!- odpowiedziała i zaczęła drzeć zdjęcie na strzępy.
- Nieeeee... Galita, przestań natychmiast!
- Nie potrzebne ci to!- odrzekła rozrzucając ostatnie kawałki fotografii. Następnie podeszła do matki i wtuliła się w jej ramiona. – Nie musisz o nim pamiętać.

***
Tymczasem Diana i Leonardo byli właśnie w trakcie obiadu.
- Zaprosiłem dzisiaj na kolację twoich rodziców, skarbie.
- To bardzo miłe z twojej strony, ale obawiam się, że zjecie beze mnie.
- Dlaczego?- zdziwił się mężczyzna.
- Umówiłam się z przyjaciółkami na mały wieczorny rajd po sklepach. Ale skoro ci zależy, to mogę przełożyć go na jutro.- dodała widząc zawiedzioną minę męża.
Leonardo zawsze zapraszał rodziców żony, ponieważ zastępowali mu oni jego własnych. Podobnie jak z pierwszą żoną, nie utrzymywał z nimi kontaktu, a Dianie mówił, że zginęli dawno temu. Jego matka i ojciec byli niewykształconymi biedakami, on jednak po zarobieniu większych pieniędzy, zamiast im pomagać, wyparł się rodziny.
- Może pójdę z wami? Albo przecież zamiast z koleżankami możesz iść ze mną po południu, a je zaprosić na drinka jutro, albo w jakiś inny dzień.
- Nie, mój drogi, nie musisz iść ze mną. Poradzę sobie. – powiedziała z lekkim niepokojem w głosie, a jej myśli pognały w zupełnie innym kierunku...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:53:52 04-07-07    Temat postu:

odcinek 4.

***
- Pamiętasz co masz mówić, gdyby zadzwonił do ciebie Leonardo?
- Tak, powiem mu, że właśnie przymierzasz sukienkę, że zaraz oddzwonisz. Następnie wysyłam ci smsa, a ty dzwonisz do męża i mówisz, że sukienka jest cudowna, ale źle na tobie leży. Czyż tak?- odpowiedziała, wyraźnie znudzona całą sytuacją, tak często się powtarzającą, Eliza.
Diana mogła więc spokojnie opuścić przyjaciółkę. W końcu ta, nigdy jej nie zawiodła.
Ruszyła więc w stronę drzwi budynku, pod którym uprzednio stały. Mała, śliczna dziewczynka czekała już na nią i gdy tylko Diana ukazała się jej maleńkim oczkom, rzuciła się na nią i przytuliła krzycząc:
- Mamusia, mamusia!

***
Wbrew pozorom Leonardo myślał o swojej pierwszej rodzinie częściej niż mogłoby się wydawać. Teraz znowu uciekał myślami do Gality... Nina nie obchodziła go aż tak, ale swoją córeczkę kochał na tyle, że nie mógłby spojrzeć w jej oczęta. Mimo to, chciałby ją zobaczyć, czy naprawdę, jak to powiedziała Diana, ma takie same oczy...
- Przyszli goście. – z zamyślenia wyrwała go Vera.
Leonardo wstał, aby przywitać teściów. Uściskali go serdecznie. Zawsze traktowali go jak swojego syna.
- To dla was.- powiedział ojciec Diany wręczając zięciowi butelkę najlepszego szampana w kraju.- Gdzie moja córeczka?
Diego rozejrzał się po domu.
- Wyszła z przyjaciółkami na zakupy. Nie mogła ich zawieść, umówiły się już wcześniej, chciała, bym przekazał wam jej przeprosiny i pozdrowił od niej.
- Dziękujemy...- odparła lekko zasmucona donia Sylvia.- Urządziliście już pokój dla dziecka?
Tak zaczęły się rozmowy, trwające przez cały wieczór, którego zwieńczeniem okazała się wizyta w owym pokoju.
- Wybraliśmy kolor zielony, on jest taki neutralny. W końcu nie wiemy jeszcze, czy to na pewno będzie dziewczynka.
- A planujecie już imiona?
- Diana chciała, żeby córeczkę nazwać Galita. Nie podoba mi się jednak to imię... Jest takie...
- ...Prowincjonalne? – dokończył Diego.
- O właśnie. Dlatego ja obstaję przy imieniu Isabelita.
- Trafny wybór.- pochwalił go teść i zaczął dalsze oględziny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 12:03:48 09-07-07    Temat postu:

odcinek 5.

***
„Dlaczego takie małe dziecko żebrze?” – pomyślał Leonardo i podszedł do dziewczynki siedzącej na chodniku.
- Masz.- wrzucił monetę do jej kubeczka i spojrzał na nią. Od razu poznał w niej swoją córkę. Te oczy... Faktycznie były identyczne jak jego.
- Dziękuję... Bóg zapłać- odpowiedziała i patrząc na niego dodała- Jesteś podobny do mojego taty. Ale ja nie mam taty, bo mnie nie chciał.
Na widok łez w oczach dziewczynki mężczyzna sięgnął do portfela i podał jej plik banknotów.
- Na pewno twój tatuś nie chciałby, żebyś tu siedziała, Galita...
- Skąd wiesz jak mam na imię?- jeszcze raz spojrzała mu w oczy- Tatuś?!
- Ciiicho, kochanie...- przytulił ją mocno i zaczął szlochać- Tak bardzo tęskniłem... Ale... Nie mów mamusi, że mnie spotkałaś. Weź te pieniążki i uciekaj do domu. Kocham cię córeczko, niedługo cię odwiedzę...
Odwrócił się i szybko pognał w stronę samochodu. Galita zaś siedziała, patrząc jak jej ojciec znika w oddali, trochę ze wstrętem, a trochę z tęsknotą...

***
- Przyszła tylko na chwilę...- płakała mała dziewczynka w sierocińcu. Była to ta sama mała, która nazwała Dianę „mamusią”.
- O czym ty mówisz?- zapytała ją opiekunka. – Twoja matka nigdy tu nie przychodzi.
- To była ona!- krzyczała i tupała nóżkami.
- Nikt nie był u ciebie od kiedy tu jesteś!- próbowała ją uspokoić kobieta.
- Ale to była mamusia...

***
- Widziałaś ją?- spytała Eliza widząc, że jej przyjaciółka płacze.
- Tak, ale... Zaraz wyszłam, bo nie mogłam spojrzeć jej w oczy... Jest taka śliczna...- kolejne łzy spływały po jej policzkach jak krople deszczu po szybie.
- Jest taka jak ty... Śliczna, mądra i...
- ... w domu dziecka.
- Pewnie ją też adoptuje jakaś bogata rodzina- próbowała pocieszyć Dianę przyjaciółka.
- Nie... Ja kiedyś po nią wrócę...
- A jak powiesz to Leonardowi?
- On też ma córkę...
- Skąd wiesz?!- przeraziła się Eliza.
- Dostałam dzisiaj taki list...- kobieta wyciągnęła z torebki zmięty papier i rozwinęła go.
- Czy on już wie, że się dowiedziałaś?
- Nie... I nie powiem mu, dopóki nie będę chciała zabrać Marisy do domu...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 10:38:56 11-07-07    Temat postu:

odcinek 6.

***
Minęło kilka miesięcy i nadszedł dzień porodu Diany. Leonardo krążył zdenerwowany po szpitalnych korytarzach, a jego teść pił kawę za kawą w znajdującym się w klinice barku.
Wreszcie pielęgniarka zawołała świeżo upieczonego tatusia do sali, gdzie leżała jego żona i... maleńka córeczka.
- Jak się masz, słoneczko?- zapytał Dianę, wpatrując się z zachwytem w swoje dziecko- Ale jesteś śliczna! - wyszeptał, a w oczach miał łzy.
- To prawda... W końcu ma takich cudownych rodziców- do pokoju wszedł Arturo Muerte.- Gratuluję, stary...
- Co ty tu robisz?!- zapytał najciszej jak się dało Leonardo.
- Przyszedłem ci pogratulować.-ominął go i podszedł do łóżka Diany- To kwiaty dla pani.
- Dziękuję, ale naprawdę, są zbyteczne...
Leonardo podszedł do niego i wyprowadził na korytarz.
- Arturo... Proszę cię... Chyba nie przyszedłeś burzyć mojego życia...
- Nie... Przyszedłem cię przeprosić. Nie chcę żyć w niezgodzie z tobą, bo kiedyś byliśmy najlepszymi przyjaciółmi...
- Tak masz rację... Ale nie musisz przepraszać, to ja zachowałem się jak zimny drań. Spotkałem ostatnio Galitę... Poznała mnie, wiesz? Dałem jej pieniądze. Mam zamiar niedługo ją odwiedzić.
- A Diana? Powiesz jej?
- Na razie nie... Ale kiedyś musi się dowiedzieć.
- A jeśli już wie?
- Skąd?! Nie, to jest niemożliwe... Gdyby wiedziała, to już by mi to wypomniała...

***
Galita siedziała w oknie i jak codziennie od kiedy spotkała ojca, czekała na jego przyjście. Ale dzisiaj znowu go nie było. Okłamał ją, bo wcale nie ma zamiaru przyjść. Tak przynajmniej myślała dopóki pewnego dnia nie zobaczyła idącego w stronę ich domu Leonarda. Nie był jednak sam. Szedł z Arturem, bo tylko on wiedział, gdzie teraz mieszka pierwsza rodzina jego przyjaciela.
- Jest mamusia?- zapytał dziewczynki gdy tylko wybiegła ich przywitać.
- Nie, mamusia pracuje... Cześć, tatusiu!- krzyknęła i rzuciła się Leonardowi na szyję.
Był trochę zmieszany, ale w końcu to była jego córka i miała prawo tak się zachować.
Na ten okrzyk kilku ludzi wyjrzało przez okno, albo przerwali swoje prace, po to, by spojrzeć do kogo ta mała dziewczynka, która zawsze mieszkała tylko z matką, woła „tatusiu”. Leonardo głupio się poczuł czując na sobie wzrok tylu ludzi, więc pospiesznie wziął Galitę na ręce i wniósł do domu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 12:57:03 11-07-07    Temat postu:

dzięki
ja muszę dodać kto gra pozostałe role
więc :

Diego - ojciec Diany (Javier Gómez)

Silvia - matka Diany (Silvia Pasquel)

Eliza (Norkys Batista)

Vera (Camila Sodi)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:20:04 12-07-07    Temat postu:

odcinek 7.

***
- Co ty wyprawiasz?!- krzyknęła zdenerwowana Nina, widząc Galitę na kolanach Leonarda.
- Dzień dobry.- odpowiedział tylko.- Przyszedłem do mojej córki.
Mężczyzna podniósł się z fotela, odstawiając dziewczynkę na bok.
- Pa, córeczko- przytulił ją i wyszedł bez słowa.

***
- Nie chciałeś porozmawiać z Niną?- dopytywał wciąż Arturo.
Leonardo, który prowadził samochód udawał wielkie skupienie na drodze. W końcu jednak pokręcił głową, ale nadal był tak zamyślony, że się nie odezwał.
- Ona tak cię kocha, że cię nienawidzi.
- Minęło tyle lat...- odpowiedział wreszcie Leo.
- Kochasz Dianę?
- Oczywiście.
- Jest naprawdę piękna. Masz szczęście chłopie, ale kosztem Niny i Gality...
- Nigdy nie kochałem jej tak, jak teraz kocham Dianę.
- A córkę?
- Którą? Obie kocham równo, ale Isabelitę mam na co dzień i nie muszę za nią tęsknić...

***
- Cześć mamusiu...- Diana powitała Silvię w swoim szpitalnym pokoiku.
- Witaj...- podeszła i przytuliła się do córki...- Isabelita...
Była najszczęśliwszą babcią na świecie. Miała piękną wnuczkę i wspaniałą rodzinę. Widok ten przypomniał jej jednak o innej małej istotce, którą niegdyś zawiozła do domu dziecka. Czuła się wtedy upokorzona. Jej ukochana córka, która w takim wieku i z takich chłopakiem... Nie, wolała o tym nie myśleć...

***
- Dlaczego go wpuściłaś?!- krzyczała Nina.- Czy nie wiesz, że nie jest mile widziany w naszym domu?!
- Mamusiu, przepraszam...
Nie, to ja przepraszam- przytuliła córkę- Nie chciałam na ciebie nakrzyczeć... Ja po prostu nie chcę, żeby on przychodził do naszego domu... Wcześniej wcale się nami nie interesował... Więc teraz niech nie robi nam łaski!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 12:17:48 13-07-07    Temat postu:

odcinek 8.

***
- Cześć kochanie- Leonardo pocałował żonę w policzek.
- Witaj, jak miło, że po nas przyszedłeś! Weź te torby, a ja zabiorę Isabelitę z sali dla noworodków.
Diana wyszła ze swojego pokoiku i podążyła długim korytarzem do recepcji.
- Dzień dobry, siostro Rebeco, chciałabym odebrać już córkę.
- Proszę za mną.- kobieta zaprowadziła ją do sali na drugim piętrze.- Jak nazwisko?
- Isabel Fuerte.
Pielęgniarka zerknęła na listę dzieci.
- Łóżeczko pod oknem, proszę podejść do niego, ja zaraz wrócę.
Diana szczęśliwa podeszła we wskazane miejsce, ale jak się okazało – łóżeczko było puste. W tym momencie na salę wróciła siostra Rebeca.
- Siostro, ale tu nie ma mojej córeczki!
- To niemożliwe- zerknęła pod kołderkę.- Ktoś musiał ją stąd zabrać...
- Jak to?!- krzyczała wściekła Diana.
- Nie wiem, proszę się uspokoić, zaraz się ty zajmę.
Obie zerwały się do biegu. Pielęgniarka pobiegła do ordynatora, a Diana do męża.
- Nie ma jej! Nie ma jej !- płakała.
- Jak to, kochanie? Nie ma Isabelity?- denerwował się Leonardo. Przytulił żonę i pytał dalej, ale ona we łzach nie była w stanie mu odpowiedzieć.- Poczekaj tu, pójdę dowiedzieć się co się stało!

***
- Cicho! Nie płacz, mała. Nie wiem co mam z tobą zrobić...
Ubrany w długi, ciemny płaszcz mężczyzna, trzymał na rękach noworodka owiniętego jedynie w kocyk ze szpitalnego łóżeczka.
- Masz ją?- zapytał go inny, również z zakrytą twarzą.
- Tak... Nikt mnie nie zauważył, na całe boskie szczęście.
- No to super. Szef się ucieszy...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 9:36:51 16-07-07    Temat postu:

odcinek 9.

***
Pukanie do drzwi było tak ciche, że Nina omal go nie usłyszała.
- Już idę!- krzyknęła, zrzucając zabrudzony fartuch na krzesło.
Lecz gdy otworzyła drzwi nikogo już nie było, ale nagle ujrzała koszyk leżący pod drzwiami, a w koszyku było małe dziecko! Kobieta szybko zabrała je do środka, koszyk odstawiła na stół i wybiegła przed dom, aby zobaczyć kto mógł jej je podrzucić. Rozejrzała się dokładnie. Nie zauważyła jednak nikogo, oprócz sąsiadki, która prowadziła kiosk z owocami.
- Donia Malina! Donia Malina!- podbiegła do niej.- Czy widziała pani kto zostawił ten koszyk pod moimi drzwiami?!
- Niestety nie, byłam na zapleczu, dopiero wyszłam. Jaki koszyk?
- Ktoś najwyraźniej podrzucił mi dziecko!
Przerażona Nina wróciła do mieszkania i zobaczyła, że przy dziecku jest też koperta. Rozerwała ją pospiesznie i wyjęła z niej list. Znajdowały się w niej również jakieś pieniądze. Zaczęła czytać na głos:
„Dobrzy ludzie, błagam zaopiekujcie się moją córką Isabelitą. Nie mogłam jej wychowywać z wielu trudnych dla mnie powodów. Mam nadzieję, że będziecie dla niej dobrymi rodzicami... Ana Maria P.”
- Co za kobieta! Nadawałaby się z Leonardem- powiedziała na głos- Zostawiacze dzieci... Ale cóż mam robić. Zaopiekuję się tobą Isabel...

***
- Ktoś musiał ją porwać!- płakała Diana.
Do niej i Leonarda podszedł ordynator szpitala. Zdołał powiedzieć tylko:
- Bardzo mi przykro...
Bardziej rezolutną okazała się być pielęgniarka, która zabrała ich do jednej z sal.
- Proszę odpocząć. Wiem, że to dla państwa wielkie przeżycie, ale wraz z policją zrobimy wszystko co w naszej mocy, żeby odnaleźć pańską córkę.
Diana wtuliła się w ramiona męża. Nie wierzyła, że to się dzieje naprawdę. Postanowiła zasnąć. Miała nadzieję, że gdy się obudzi koszmar minie i Isabelita będzie już ze swoimi rodzicami.
Gdy tylko zmorzył ją sen Leonardo zadzwonił do Arura.
- Przyjedziesz?- zapytał przyjaciela.
- Tak, będę za pół godziny. Coś się stało?
- Opowiem ci wszystko na miejscu...- rzekł łamiącym się głosem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:09:23 18-07-07    Temat postu:

odcinek 10.

***
- Co się dzieje?!- zapytał Arturo gdy tylko dotarł na miejsce.
- Moja córka zniknęła!
- Jak to?
- Ktoś musiał ją porwać!
- Nie, nie... Uspokój się... To nierealne!
- A jednak... Gdy Diana po nią poszła już jej tam nie było...- w oczach Leonarda widniały teraz łzy.
- Przestań! Nie możesz się załamywać!- przytulił go przyjaźnie i poklepał po plecach... Z niezwykle nieszczerym uśmiechem na ustach.

***
- Galita...
- Tak, mamusiu?
- Masz nową siostrzyczkę. Nazywa się Isabelita.
- To żona tatusia już urodziła? No tak mówił mi, że tak ją nazwą!
- Co?!- Nina zdziwiła się na te słowa. –Nie, nie... Ktoś zostawił nam pod drzwiami niemowlę.
Kobieta poszła do pokoju i wróciła z maleńką Isabel na rękach.
- To ona...
- Jejku, jaka śliczna!- zachwycała się Galita. – To mam już dwie siostry Isabelity!
Nina przytuliła córkę i pomyślała „Ale z obydwiema masz niewiele wspólnego”

***
- Orutra?
- Tak?
- Jak przyjęli wiadomość o porwaniu?
- Bardzo źle... Ciągle płaczą... Diana jest w bardzo złym stanie...
- Moja biedna synowa...- powiedział drugi rozmówca, po czym rozłączył się.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 16:32:40 22-07-07    Temat postu:

odcinek 11.

***
- Bardzo mi przykro – powiedział policjant.- Minęło już 48 godzin od porwania, teraz szanse na znalezienie pańskiej córki wynoszą niemalże zero.
- Nie, panie władzo, to niemożliwe!- krzyczała Diana.
- A jednak...
Kobieta znów zaniosła się płaczem.
- Czy nic już pan nie zrobi?
- Niestety nie mogę...
- To wprost niewyobrażalne!
Diana wybiegła z komisariatu zapłakana i zagubiona. Policja nie zdołała znaleźć jej córki, a wręcz stwierdzili, że to się już nie uda i dalsze poszukiwania nie mają sensu. Zdenerwowana wypadła na ulicę. Nadjeżdża samochód, słychać pisk opon...

***
Nina krzątała się wciąż koło małej Isabelity. Gdyby tylko wiedziała, że płynie w niej ta sama krew, co w jej rodzonej córce... Galita również opiekowała się swoją siostrą. Bardzo ją pokochała od pierwszych chwil.
- Mamusiu, ale nikt nam jej nie zabierze prawda?
Kobieta nie zdążyła odpowiedzieć, gdy ktoś właśnie zapukał do drzwi. Poszła więc otworzyć.
- Dzień dobry.- jej oczom ukazał się znajomy mężczyzna.
- Witam, Arturo... Po co tu znowu przyszedłeś?
Ten jednak nie odpowiedział, ale wtargnął do mieszkania. Widząc Isabel wybiegł przed dom i zawołał.
- Jest, dawajcie!
Przerażona Nina stała w drzwiach i tylko patrzyła jak do jej domu zbliża się grupa policjantów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
edytQa
King kong
King kong


Dołączył: 30 Kwi 2007
Posty: 2714
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 12:04:19 23-07-07    Temat postu:

odcinek 12.

***
- Jest pani aresztowana pod zarzutem porwania.
- Co?! To niemożliwe!- płakała Nina- Podrzucono mi to dziecko! Ktoś mnie wrobił.
Kobieta spojrzała na Artura, ale w tym momencie odwrócił wzrok.
- Jestem niewinna! Co z moją córką?! Kto się nią zaopiekuje?!- dopytywała.
- Zajmiemy się nią. Na czas pani pobytu w areszcie i ewentualnie późniejszego w więzieniu zamieszka w domu dziecka.
Galita patrzyła przerażona na te wydarzenia, które nie do końca rozumiała. Wiedziała jednak, że dzieje się coś złego, a na słuch o tym, dokąd miała trafić, zaczęła uciekać.
- Gonić ją!- ryknął Arturo, ale dziewczynka zniknęła w zawiłych uliczkach przedmieścia.

***
- Znaleźliście ją?!- Leonardo nie posiadał się ze szczęścia.- Dziękuję, panie władzo! Aha... Czy była u pana moja żona?
- Tak była, wyszła całkiem niedawno. Niestety poinformowałem ją, że nie będziemy dalej szukać, ale pan Arturo postanowił zrobić to na własną rękę i udało mu się.
- Biedna Diana wciąż się pewnie martwi... Ale zaraz do niej zadzwonię!- cieszył się mężczyzna- To kto ją znalazł? Arturo?! Zawsze wiedziałem, że mogę na niego liczyć! Gdzie była? Kto ją porwał.
- Z tego, co mi wiadomo, zarzuty postawiono niejakiej Ninie Pobreza.
- Coo??!!- Leonardo zamilkł na dłuższą chwilę, po czym rozłączył się...

***
- Karetka! Dzwońcie po karetkę!- wołał przerażony mężczyzna, który przed momentem wyskoczył ze swojego samochodu jak poparzony. – Idiotka! Sama wleciała mi pod koła!
Po 20 minutach przyjechała erka, która zabrała ciężko ranną kobietę.
- Stan ciężki! Jedź szybciej, Gonzalo!- poganiał kierowcę jeden z pielęgniarzy.
Któryś z gapiów pobiegł na pobliski komisariat, żeby zawiadomić policję o wypadku.
- Sprawca?- wypytywał oficer.
- Ten oto Pablo Fernandez.
- Ofiara?
- W dokumentach przy niej znalezionych widniało nazwisko Diana Fuerte...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin