Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Fairytale gone bad
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 11, 12, 13 ... 15, 16, 17  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:22:59 06-07-11    Temat postu:

Fakt, że Colin nie mógł bardziej mu dopiec, ale z drugiej strony był wobec niego szczery i powiedział mu, że tak naprawdę Marie posyłała go w diabły za każdym razem gdy starał się ją sprowokować. Nie musiał tego mówić i jeszcze bardziej zaostrzyć sytuację a tak przynajmniej dał bratu do myślenia. Nie jest taki zły na jakiego stara się uchodzić. W głębi duszy ma w sobie romantyka i wrażliwca, ale tę stronę skrzętnie ukrywa
Co do Jordan - to co jest u Ciebie na chwilę obecną wcale nie oznacza, że się nie zmieni
A na odcinek z Seanem i Mayą będę czekać z niecierpliwością
Pozdrawiam :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jeanette
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 08 Kwi 2006
Posty: 3980
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ciudades Mágicas De La Hada
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:58:02 07-07-11    Temat postu:

Straszliwie żal mi Chrisa i jeszcze bardziej mi smutno, gdy czytam co chcę zrobić. Nie lubię Collina ani Marie. Wiem miała ciężkie życie, musiała spłacić długi ojca, ale i tak nie przepadam za nią. Sprzedała się by móc spłacić niebezpiecznych ludzi, ale najgorsze było to że jej się podobało uwodzenie. A później jeszcze ukrywała swoją przeszłość przed Chrisem będąc niczym bezbronna owieczka a i tak trzęsła się do Collina. Ta scena z Collinem, kiedy Chris spał jeszcze bardziej jej po tym nie lubiłam. Moim zdaniem ona nie zasługuje na Chrisa, który też ma teraz problemy emocjonalne. A Collin jest podłym typkiem nie ma nawet w sobie słodyczy złego chłopca jest po prostu obrzydliwym facetem. I jeszcze w prologu Chris martwy, mam złamane serce
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:43:23 07-07-11    Temat postu:

Madziu, to postaram się wymyślić coś specjalnego dla tej dwójki

Żanetko - dzięki Ci za nowe spojrzenie na Chrisa. Masz rację, on na tym wszystkim najbardziej ucierpi i to dosłownie, a co do Marie i Colina - sama nie wiem, co zrobiłabym będąc na jej miejscu. Kiedy sprzedała się Colinowi była wolna, zresztą nigdy potem już się z nim spotkała, a Chris nigdy nie interesował się jej przeszłością... więc chyba milczałabym, tak jak ona. No i czy Colin, gdyby wiedział, że Marie zwiąże się z jego bratem postąpiłby tak samo? Może jednak nie jest taki zły
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jeanette
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 08 Kwi 2006
Posty: 3980
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ciudades Mágicas De La Hada
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:54:56 07-07-11    Temat postu:

Może jednak obecnie muszę na kimś wyładować złość a pod ręką są oni
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 78 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:27:45 10-07-11    Temat postu:

No dobra, Chris jest kretynem, ktoś przeciw? Jak można popełniać tak idiotyczny błąd i to z osobą, która go tak zraniła (omińmy udział Colina w tej sprawie)? No ja się pytam!? Rozumiem, że jest zraniony, a słowa Colina jeszcze zaogniły sytuację, ale nie przesadzajmy. Co z Marie?
PS Przepraszam za spoźnienie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:38:00 16-07-11    Temat postu:



Odcinek 17.

Marie wypiła ostatni kieliszek wina i z rozczarowaniem spojrzała na pustą butelkę, po czym z furią rzuciła nią w przeciwległa ścianę i bezwładnie klapnęła na podłodze. Była idiotką, wierząc, że jej wspaniały, idealny Chris, przynajmniej spróbuje ją zrozumieć. Kiedy opowiedziawszy mu swoją historię, wcisnęła mu w dłoń pierścionek zaręczynowy, nawet się nie zająknął. Nie próbował jej zatrzymywać, nie biegł za nią, nawet nie wyjrzał przez okno, gdy opuszczała dom, w którym mieli zamieszkać. Ten związek z góry skazany był na porażkę. Powinna była o tym wiedzieć i zakończyć to jeszcze zanim na dobre się zaczęło…

- Zdenerwowana? – spytał Chris, zatrzaskując za nią drzwi samochodu.
- Trochę – szepnęła. – Bardzo – poprawiła się szybko, mocno obejmując go w pasie. Uśmiechnął się lekko i przycisnął ją do siebie.
- Będzie dobrze – powiedział, ogarniając jej delikatnie włosy za uszy. – Moja mama jest żywym zaprzeczeniem stereotypu wrednej teściowej.
- Skąd wiesz? Nie miałeś przecież żony, więc nie możesz wiedzieć, jaką będzie teściową.
- Ale wiem, że ciebie nie da się nie kochać – powiedział i pocałował ją tak, że dech zaparło jej w piersi. – Idziemy? – spytał, odrywając się od jej ust. Skinęła twierdząco i ruszyli podjazdem w stronę domu.
Serce trzepotało jej w piersiach jak zamknięty w dłoni motyl. Bała się tego spotkania. Była przecież zwykłą, biedną dziewczyną. Aż dziwne, że mężczyzna takiego pokroju i z taką pozycją jaką miał Chris, w ogóle zwrócił na nią uwagę. Spotykali się od kilku miesięcy i wiedziała, że prędzej czy później będzie chciał ją przedstawić rodzinie. Nie sądziła wprawdzie, że stanie się to tak szybko, ale z drugiej strony… im szybciej, tym lepiej. Chciała mieć to już za sobą i po prostu cieszyć się tym, że ma przy swoim boku tak fantastycznego mężczyznę.
Nabrała powietrza w płuca, gdy stanęli tuż przed drzwiami. Poczuła, jak Chris mocniej zaciska dłoń na jej dłoni, starając się dodać jej otuchy. Gdy spojrzała mu w oczy i zobaczyła, bijące z nich ciepło i miłość, cały stres gdzieś odpłynął. Chris otworzył drzwi i przepuścił ją przodem. W hallu od razu zjawiła się jego matka.
- Dzień dobry, mamo – przywitał się, cmokając kobietę w policzek.
- Czy to ta niepozorna dziewczyna tak bardzo odmieniła mojego syna? – spytała pani Dawson, uważnie mierząc wzrokiem Marie. Chris uśmiechnął się szeroko.
- Tak mamo, to ona. Marietta de la Fuente.
- Hiszpanka? – spytała kobieta, wyciągając dłoń w jej stronę. Marie pokręciła przecząco głową.
- Moi dziadkowie pochodzą stamtąd, ale ojciec urodził się już w Stanach, tutaj poznał mamę.
- Jacqueline Dawson – powiedziała matka Chrisa, posyłając dziewczynie serdeczny uśmiech – ale możesz mi mówić Jackie.
Marie odwzajemniła uśmiech przyszłej teściowej, ale na jej ciele pojawiła się gęsia skórka.
- Dawson? – szepnęła, pytająco zerkając to na swojego chłopaka, to znów na jego matkę.
- Mój syn zapewne przedstawił ci się moim panieńskim nazwiskiem, Charpentier? – Marie skinęła potakująco, a kobieta roześmiała się serdecznie. – No synu, myślę, że jesteś winny swojej pięknej dziewczynie drobne wyjaśnienie.
- Christopher Charpentier brzmi zdecydowanie lepiej niż Christopher Dawson i bardziej pasuje do właściciela restauracji „La Rosa” – rzucił beztrosko, obejmując czule Marie. – Wybaczysz mi to małe przekłamanie, prawda? – Odpowiedziała mu uśmiechem, ale serce waliło jej jak oszalałe.
- Gdzie jest toaleta? – spytała. Musiała ochłonąć.
- Eleno! Zaprowadź naszego gościa do łazienki – powiedziała Jackie, nim Chris zdążył odpowiedzieć. Marie uśmiechnęła się z wdzięcznością i ruszyła za pokojówką. – Colin! – krzyknęła pani Dawson, zwracając twarz w stronę schodów, prowadzących na górę. Chris pobladł. Nie miał ochoty na spotkanie z bratem. Nie w dniu, który miał zamiar dzielić wyłącznie z Marie i swoją matką.
- Colin jest w domu? – wyszeptał z niedowierzaniem.
- Wrócił dziś rano, więc postanowiłam, że zje z nami. Nie masz nic przeciwko? – spytała wyłącznie przez grzeczność. Nawet gdyby chciał zaprotestować, matka i tak postawiłaby na swoim.
- Witaj, braciszku – ze schodów dobiegł go, jego jak zwykle kpiący głos, podszyty cynicznym uśmiechem. Chris z trudem powstrzymał się, by nie przyłożyć mu w twarz. Musiał jednak zachować pozory, bo ich matka przecież do tej pory nie wiedziała, dlaczego Jordan odeszła.
- Jak się masz? – spytał chłodno, wyciągając dłoń w stronę brata.
- Bywało gorzej – odparł Colin równie chłodno. – No i gdzie ta twoja piękność? – spytał, rozglądając się dookoła. – Mam nadzieję, że jej nie wystraszyłaś – zwrócił się do matki z uśmiechem. Kobieta tylko teatralnie przewróciła oczami. – Chciałbym poznać swoją przyszłą bratową – powiedział, spoglądając na Chrisa.
- Przepraszam… – dobiegł go jej głos. Głos, który znał przecież tak dobrze, a chwilę potem jego oczom ukazała się jej smukła, idealna sylwetka. Zamarł na chwilę w bezruchu, gdy ich spojrzenia się spotkały.
- Colin – zaczął Chris, obejmując Marie ramieniem – to moja narzeczona, Marietta. Marie, to mój brat, Colin.
- Miło mi – szepnęła, unikając jego wzroku.
- Mnie bardziej – odparł, chwytając jej dłoń i składając na niej delikatny pocałunek…


Ostrożnie zapukał do drzwi, ale nie usłyszał zaproszenia. Powoli przekręcił klamkę. Były otwarte, więc ostrożnie wszedł do środka. W przedpokoju było ciemno, ale z uchylonych drzwi pokoju sączyło się blade światło. Powoli uchylił drzwi szerzej.
- Marie, jesteś tu? – spytał, ale nie otrzymał odwiedzi. Gdyby nie ciche chlipanie, dobiegające zza łóżka, nie zauważyłby jej. Siedziała na podłodze ze spuszczoną głową. Nawet nie pofatygowała się, by na niego spojrzeć. Zrobił krok. Pod butami zatrzeszczało mu szkło. Spojrzał pod nogi i zobaczył rozbitą butelkę.
- Jak mnie tu znalazłeś? – spytała nadal nie patrząc na niego.
- Poszedłem do klubu – mówił, powoli zbliżając się do niej. – Carla dała mi adres…
- Powiedziałam mu – szeptała, rysując ostrzem noża jakieś wzory na podłodze. – Wszystko skończone… Cieszysz się? – spytała, spoglądając na niego z obłędem w oczach. Wiele dałby za to, by nie oglądać jej w takim stanie.
- Nie, nie cieszę się, bo widzę, że cierpisz.
Roześmiała się histerycznie, zaciskając dłoń w pięść i przyglądając się niebieskim żyłom na nadgarstku.
- Marie… – mówił półgłosem, klękając przed nią. – Odłóż ten nóż – poprosił łagodnie, wyciągając rękę w stronę dłoni, w której trzymała ostre narzędzie.
- Nienawidzę cię! – wrzasnęła z furią w oczach, zamachnąwszy się na niego. W porę jednak zdołał chwycić ją za nadgarstek.
- Marie! Otrząśnij się! – wzmocnił uścisk tak, że w końcu wypuściła nóż z dłoni. Patrzyła na niego nieobecnym wzrokiem, a po jej policzkach strumieniami płynęły łzy.
- Nienawidzę cię! – krzyknęła znowu, starając się okładać go pięściami. Szybko jednak chwycił jej dłonie i zamknął w żelaznym uścisku. – Nienawidzę cię za to, że pojawiłeś się w moim życiu! Za to, że je zniszczyłeś! – Wciąż się szamotała, ale z każdym wypowiadanym słowem zdecydowanie słabiej. – Nienawidzę siebie… – w końcu schowała twarz w jego ramionach. Objął ją ostrożnie i kołysał delikatnie jak dziecko.
- Mój brat cię kocha – szepnął, wtulając twarz w jej włosy. – Jest zły i rozżalony, ale jestem pewien, że gdy ochłonie, wróci do ciebie – powiedział pewnie. – Nie wolno ci się o nic obwiniać – mówił, coraz bardziej ściszając głos. Poczuł jak mocniej wciska się w jego ramiona, a jego koszula robi się wilgotna od jej łez. – Jeśli ktoś tu jest winien, to tylko ja – dodał, ujmując jej twarz w swoje dłonie i spoglądając prosto w oczy. Musiał jakoś zdjąć z niej cały ten ciężar. – Rozumiesz? – Przytaknęła niepewnie. – Tylko ja. Ty zrobiłaś to, co musiałaś.
- Przytul mnie… – wychlipała, ukrywając twarz w jego silnych ramionach. Nie trzeba mu było dwa razy powtarzać. W innych okolicznościach może nawet spróbowałby ją uwieść, ale nie tym razem. Serce mu się krajało na widok jej łez i był wściekły sam na siebie za to, że to on doprowadził ją do takiego stanu.
- Chris jest cholernym szczęściarzem, dostał od życia wszystko, co najlepsze, a ja… mówił, gładząc jej plecy i włosy, wciąż delikatnie ją przy tym kołysząc. – Ja jestem skończonym głupkiem – stwierdził, uśmiechając się krzywo. Westchnął ciężko po czym spojrzał na nią. Spała wtulona w jego silne ramiona. Delikatnie ogarnął kosmyki jej mokrych od łez włosów z twarzy. Ostrożnie wziął na ręce i ułożył na łóżku.
Oddałby wszystko, by codziennie móc tulić ją w ramionach do snu, ale w zupełnie innych okolicznościach.
Nie pozostało mu nic innego jak zrobić to, co zrobił tamtego dnia, gdy Chris po raz pierwszy przyprowadził ją do domu.
Zniknąć z ich życia.
Tym razem na zawsze.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jeanette
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 08 Kwi 2006
Posty: 3980
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ciudades Mágicas De La Hada
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:08:32 16-07-11    Temat postu:

Współczuje Marie, jej życie inaczej by wyglądało gdyby Collin zniknął z jej życia wcześniej. Wydaje mi się, że ona go nie kocha, pociąga ją, ale to nie jest miłość.... Może nie mam racji, ale tak czuję. Wszystko posypało się...
Zrobiło mi się smutno...
Aż zjem kawałek czekolady
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:23:18 16-07-11    Temat postu:

Jej życie wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby Colin w ogóle się w nim nie pojawił
Nie zdecydowałam jeszcze, jaki będzie finał, ale powoli wszystko zmierza ku końcowi...

Smacznego i na zdrowie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:50:20 16-07-11    Temat postu:

Kurcze
To się teraz porobiło. Marie naprawdę bardzo mocno przeżyła rozstanie z Chrisem. Alkohol, myśli samobójcze to nie może skończyć się dobrze.
Muszę przyznać, że tak teraz namieszałaś, że sama nie wiem jaki chciałabym żeby był koniec tej historii. Wiedziałam jednak, że Colin nie jest wcale taki zły za jakiego chciał uchodzić. Ma w sobie wrażliwość i dlatego coraz bardziej mi się podoba. Coś jednak czuję, że wcale nie zniknie z ich życia. A może się jednak mylę? Strasznie mi się go zrobiło żal. Fakt, że sam sobie zgotował taki los, ale też zasługuje na szczęście, a na to się nie zanosi jak na razie. Nie wiem jak powinna się skończyć ta historia, ale jakie zakończenie by nie było będę zadowolona Wcale się nike dziwię, że nie wiesz, bo ja sama miałabym dylemat
W każdym razie czekam na kolejny odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 78 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:02:31 25-07-11    Temat postu:

Strach jaki ogarnął Marie, gdy dowiedziała się kto jest bratem jej narzeczonego, uff, biedna...
Teraz, kiedy związek Chrisa i Marie się skończył, ona jest bardziej załamana niż myślałam. To, że odpowiadała na uwodzenie ze strony Colina, choć niechętnie, dawało mi cień podejrzenia a propo całkowitemu oddaniu Marie względem Chrisa, jednak teraz...
Colin, wrażliwiec z niego wyszedł, biedaczek. Jednak jego dość burzliwa relacja z Marie miała dla niego ogromne znaczenie.
Czekam na więcej i dobrze o tym wiesz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:53:54 25-07-11    Temat postu:

No cóż... nie wiem czy słusznie, ale uznałam, że czas najwyższy pokazać ludzkie oblicze Colina. W końcu nikt nie jest tylko zły, ani tylko dobry;)
"Więcej" właśnie się piszę, myślę, że w tym tygodniu powinien pojawić się odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:55:49 30-07-11    Temat postu:



Odcinek 18.

Jordan stała oparta o drzwi swojej sypialni i patrzyła na śpiącego w jej łóżku Chrisa. Jeszcze kilka chwil temu, gotów był zedrzeć z niej wszystkie ubrania i uprawiać z nią zwierzęcy wręcz seks do białego rana, a teraz spał jak dziecko.
Westchnęła ciężko, modląc się, by jej nowy chłopak nie wpadł na genialny pomysł składania jej teraz niezapowiedzianej wizyty. Robił to bardzo często i zwykle cieszyła się z takich niespodziewanych wizyt, ale tym razem wolała jej uniknąć mimo, iż jej związek z Lucasem Lanterem należał do tzw. związków otwartych i teoretycznie oboje mogli spotykać się kiedy i z kim chcieli. W sumie była z nim po to, by zapomnieć i Chrisie. Przez jakiś czas łudziła się nawet, że może będzie w stanie go pokochać. Był przystojny, czuły, opiekuńczy, chwilami nawet romantyczny. Właściwie miał prawie same zalety, jednak Jordan szybko uświadomiła sobie, że jej jedyną miłością był i zawsze będzie nikt inny jak Christopher Dawson.
Uśmiechnęła się do siebie, przywołując w myślach wspomnienia z czasów, kiedy byli jeszcze razem. Szczęśliwi. Zniszczyła to przez własną głupotę i mogła mieć teraz pretensje wyłącznie do siebie. Colin nigdy do niczego jej nie zmuszał. Po prostu zawsze był w pobliżu. Arogancki, pewny siebie, cyniczny. Było w nim to magiczne „coś”, co działało na kobiety i przyciągało ją do niego jak magnes. Któregoś dnia w końcu sama poszła do niego. A potem nie potrafiła się powstrzymać przed kolejnymi potajemnymi schadzkami. Adrenalina, jaką czuła przy każdym spotkaniu z Colinem i strach przed tym, że mogą zostać przyłapani na gorącym uczynku, były lepsze od najlepszego narkotyku.
Sam Colin nigdy nie oponował przeciwko tym spotkaniom. Nigdy nawet nie zająknął się słowem na temat tego, że była dziewczyną jego brata. Bez mrugnięcia okiem korzystał z nadarzającej się okazji ani przez chwilę nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Dopiero, gdy po jakimś czasie oświadczyła mu, że prawdopodobnie jest w ciąży, a on w odpowiedzi rzucił jej plik banknotów z hasłem „To chyba załatwia sprawę”, pojęła, że zniszczyła nie tylko swoje życie, ale również życie Chrisa. Nie chciała go dłużej okłamywać, ale też nie potrafiła powiedzieć mu prawdy. Spakowała się wtedy i wyjechała, zostawiając mu jedynie krótki list.
Chris przewrócił się na drugi bok i mruknął coś przez sen, a ona wciąż tam stała i wpatrywała się w niego jak zahipnotyzowana. Wiedziała, że miał problem i bardzo chciał odreagować, a ona przypadkiem znalazła się pod ręką. Gdyby nie wymknęła się do łazienki, kto wie do czego mogło dojść. Była jednak pewna, że gdyby był trzeźwy, nawet by na nią nie spojrzał. Nie po tym, co mu zrobiła. Ona i jego brat. A gdyby do czegoś między nimi doszło tej nocy, znienawidziłby ją zupełnie, albo zabił gołymi rękami. Nie wiedziała czy wybaczył bratu, ale była pewna, że do niej nadal miał żal. Zresztą, w drodze do jej mieszkania, najpierw w samochodzie, a potem na schodach prowadzących do drzwi jej apartamentu, kiedy ją całował, nie było w tym ani odrobiny czułości, jaką kiedyś jej okazywał. Nic poza ogromnym, niepohamowanym pociągiem fizycznym.
Była naiwna, wracając do miasta z myślą, że może pozwoli jej do siebie wrócić. Sięgnęła do kieszeni spodni i wyciągnęła telefon komórkowy. Wyszukała właściwy numer i z wahaniem spojrzała na wyświetlacz. Nie była pewna czy dobrze robi. Było późno, ale wiedziała, że na pewno nie spał, co najwyżej przerwie mu upojną randkę, ale nie tego się obawiała. Spotykanie się nim teraz było z wielu względów dość ryzykowne. Być może nawet nie zechce z nią rozmawiać, nie mówiąc już o spotkaniu. Była to jednak jej ostatnia deska ratunku.
Nabrała powietrza w płuca i w końcu wcisnęła zieloną słuchawkę. Przyłożyła aparat do ucha, z drżącym sercem wyczekując chwili, w której zamiast sygnału oczekiwania usłyszy w słuchawce dobrze sobie znany, aksamitny, głos, który zawsze przyprawiał ją o dreszcze…

- Spójrz. – Xavier rzucił na stolik plik brukowców. – Nasza słodka Marie wychodzi za mąż – powiedział, rozsiadając się wygodnie i otwierając pierwszą z brzegu gazetę. – I to nie za byle kogo…
- Wiem – powiedziała Carla, przyglądając się swoim świeżo pomalowanym, ognistoczerwonym lakierem, paznokciom.
- Skąd? – spytał Xavier, opierając przedramiona o blat stolika i patrząc Rudej prosto w oczy.
- Rozmawiałam z nią i muszę ci powiedzieć, że ona wcale nie chce tego ślubu.
- Co ty bredzisz?
- Przynajmniej nie z tym Dawsonem – mówiła spokojnie Carla. – Jej życie, wbrew pozorom, wcale nie jest usłane różami. Dałam mu adres i mam nadzieję, że właśnie w tej chwili spędzają razem naprawdę upojne chwile.
- Piłaś coś? – Xavier zupełnie nic z tego nie rozumiał, ale słowa Rudej wydały mu się niedorzeczne.
- Colin Dawson latał tu za nią z wywieszonym jęzorem jak pies za suką, aż w końcu mu uległa. Ale potem zniknął gdzieś, a ona zaczęła się umawiać z jego nudnym bratem. Niby żadna różnica, jeśli chodzi o grubość portfela, ale ja na jej miejscu trzymałabym się Colina.
- Co ty bredzisz? – Xavier nadal niewiele rozumiał z paplaniny Carli. – A może to zwykła zazdrość, że jej się udało, a ty cały czas tu pracujesz, choć każdego wieczora powtarzasz, że musisz z tym już skończyć…
- Wal się – warknęła wściekle, wstając od stołu.
- Carla! – chwycił ją za rękę i pociągnął w swoją stronę, po czym wstał z krzesła i spojrzał jej prosto w oczy. – Nie chcę, żebyś dalej tu tańczyła – powiedział cicho.
- Co proszę? – Zamrugała szybko powiekami ze zdziwienia.
- Zasługujesz na coś lepszego…
- Piłeś coś? – sparodiowała jego pytanie sprzed kilku minut, niedowierzając temu, co słyszy. Czyżby wielki Xavier Petersen w końcu dostrzegł w niej kobietę?
- Nie jestem w tym dobry – szepnął i uśmiechnąwszy się do siebie zwolnił uścisk, po czym odwrócił się od niej i przeczesał nerwowo ręką włosy. – Niech się dzieje co chce… – powiedział do siebie i nim się spostrzegła, zamknął ją w swoich ramionach i zrobił w końcu to, na co oboje czekali od dawna.


Marie obudziła się z potwornym bólem głowy. Jak przez mgłę, przed jej oczami mignęły jej obrazy z minionego wieczora.
- Colin… – szepnęła do siebie, zerkając na puste miejsce na łóżku. Poduszka była nietknięta. Na nocnej szafce leżał nóż, który miała w rękach poprzedniego wieczora, a obok niego złożona na pół karta papieru, z której odczytała swoje imię. Chwyciła ją niepewnie i przytknęła do piersi. Westchnęła ciężko, wdychając słaby, korzenny zapach jego perfum przyprawiony delikatną nutą cytrusową, który jeszcze pozostał na kartce. Nie wiedziała, czy jest gotowa na to, by przeczytać ten liścik. Czy jednak w tej chwili miała jeszcze cokolwiek do stracenia? Gorzej przecież już być nie mogło.
Drżącymi dłońmi rozłożyła kartkę i już miała zacząć czytać, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Zerwała się z łóżka czym prędzej i pobiegła otworzyć.
W drzwiach stał Chris z ogromnym bukietem czerwonych róż w jednej ręce i aksamitnym pudełeczkiem z pierścionkiem w drugiej.
- Wróć do mnie – poprosił, a jej oczy zaszkliły się od łez…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 78 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:31:28 30-07-11    Temat postu:

Już skomentowałam, dobrze wiesz co sądzę, chyba że przekleję Ci komentarz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jeanette
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 08 Kwi 2006
Posty: 3980
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ciudades Mágicas De La Hada
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:56:23 30-07-11    Temat postu:

Nie spodziewałam się, że tak szybko Chris się pojawi... Dobrze, że między nim a Jordan nic się nie wydarzyło, chociaż ona porządnie się zachowała. Ona w końcu była w ciąży z Collinem czy nie? Bardzo mi się podobał odcinek i czekam na więcej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:03:55 30-07-11    Temat postu:

Sin, nic nie kopiuj, wystarczy jak raz skomentujesz, chyba, że chcesz mi coś jeszcze powiedzieć

Jeanette, ja też nie, ale tak jakoś wyszło A co do Jordan to ona tu jeszcze pokaże to i owo:P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 11, 12, 13 ... 15, 16, 17  Następny
Strona 12 z 17

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin