Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

La danse Macabre du Vampire
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Czy mam to dalej pisać?
Tak
0%
 0%  [ 0 ]
Nie
0%
 0%  [ 0 ]
Wszystkich Głosów : 0

Autor Wiadomość
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:12:52 23-09-10    Temat postu:

Odcinek 5

Kiedy Katherine skończyła 16 lat, zaczęła się buntować. Charles dowiedziawszy się o planie zemsty, chciał koniecznie wybić jej to z głowy. Jednak ona uważała to za swój obowiązek wobec rodziców.
Którejś nocy, kiedy leżała na łóżku, w swoim pokoju w internacie, dużo myślała. Była jeszcze zła po wczorajszej kłótni z ojcem. Charles po prostu jej nie rozumiał. Nie miał zielonego pojęcia, jak to jest oglądać tak brutalną śmierć swoich rodziców.
W końcu wstała, nie mogąc zasnąć. Chciała być wolna, robić co jej się podoba. Ubrała się cicho, by nie obudzić dwóch koleżanek, z którymi dzieliła pokój. Potem wyszła przez okno i popędziła przed siebie. Szybko znalazła się poza terenem szkoły i wreszcie poczuła się wolna. Postanowiła, że już nie wróci, ani do domu, ani do szkoły.

Następnego dnia rano koleżanki zgłosiły Abshynthe, że Katherine uciekła. Ta powiadomiła swoją matkę, a Cristina natychmiast zadzwoniła do państwa Monroe.
Charles i Elisabeth przybyłi do szkoły tak szybko jak się da, ale ani oni, ani nikt w szkole nie wiedział gdzie Katherine mogła się udać.
Po powrocie do domu opowiedzieli wszystko Johnathanowi, który właśnie wrócił z uczelni.
- Uciekła?- spytał z niedowierzaniem.
- Tak.- potwierdziła Elisabeth.- Łączę się z nią telepatycznie, namawiam do powrotu, ale Charles mówi, iż ona nie ma takiego zamiaru. Dodatkowo oddala się coraz bardziej i niedługo urwie się nam z nią kontakt.- dodała.
- Poszukam jej.- zaoferował się Johnathan.- Tata niech śledzi jej myśli, a Ty mamo przekazuj mi, jeśli zmieni zadnie, kierunek drogi, pomyśli o czymkolwiek, co pomogłoby mi ją zlokalizować.- powiedział.
- Jesteś pewien, że dasz radę?- spytał go Charles.
- Tak... Poza tym mi będzie łatwiej namówić ją do powrotu, bo nie jest zła na mnie.- zaznaczył Johnathan.
- No tak, masz rację.- odrzekł Charles.
- Sprowadź ją do domu.- powiedziała Elisabeth, spoglądając na syna błagalnie.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy.- zapewnił ją Johnathan, wychodząc.

Katherine po długim biegu przystanęła, czując jak głód pali jej gardło, mimo iż niedawno, parę kilometrów temu, opróżniła do dna bezdomnego. Postanowiła bowiem, że skoro jest wolna, nie musi stosować się do narzuconej jej diety. Krew ludzka bardzo jej smakowała i nie chciała z niej rezygnować tylko dlatego, że ktoś narzucił jej swój światopogląd.
Biegła jakiś czas, aż w powietrzu wyczuła zapach człowieka. Rzuciła się w kierunku, z którego dochodził i ujrzała kobietę zbierającą w lesie grzyby. Uśmiechnęła się i ruszyła ku niej, ukazując kły. Kobieta przeraziła się i zaczęła uciekać. Katherine stanęła jej jednak na drodze, wykorzystując swoją szybkość. Już miała się rzucić na ofiarę, kiedy ktoś pociągnął ją do tyłu. Po chwili kobieta zniknęła jej z oczu, a ona sama znalazła się parę kilometrów dalej. Odwróciła się i zobaczyła swojego brata.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:48:23 24-09-10    Temat postu:

a więc Katherine uciekła a na dodatek nie zamierza rezygnować z ludzkiej krwi
wprawdzie tym razem w porę zjawił się jej brat, ale coś czuję, że prawdziwe kłopoty dopiero się zaczną ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:11:26 24-09-10    Temat postu:

Powiem tyle, że masz rację
Wreszcie zacznie się coś dziać....
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:30:45 24-09-10    Temat postu:

to dobrze już nie mogę się doczekać!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:51:21 25-09-10    Temat postu:

Odcinek 6

Johnathan patrzył na nią z typową miną starszego brata.
- Jak Ty mnie znalazłeś?- spytała Katherine totalnie zaskoczona.
- Charles wczytując się w Twoje myśli, śledził kierunek, w którym biegłaś. Przekazywał informacje Elisabeth, a ona z kolei łączyła się ze mną telepatycznie. No i jakimś szczęśliwym trafem się na Ciebie napatoczyłem.- wyjaśnił jej Johnathan.- Czy mi się przywidziało, czy polujesz na ludzi?- spytał oburzony.
- Tak, poluję. A co?- odpysknęła się Kath.
- A to, że zarówno Charles, jak i pani Scabbio uczyli Cię innej diety.- odrzekł spokojnie, nie zwracając uwagi na jej ton.
- Ale czemu mam rezygnować z tak dobrej krwi? Poza tym po niej czuję się silniejsza...- zaczęła.
- Katherine...- przerwał jej Johnathan.- Wampiry pijące ludzką krew są jak ludzie pijący alkohol. Jest według nich smaczniejszy, czują się po nim lepiej, ale nie jest im niezbędny do życia. Tak samo z krwią ludzką. Po co mordować ludzi, skoro krew zwierząt nam wystarcza?- spytał, oczekując na jej odpowiedź.
Katherine dokładnie przeanalizowała sobie jego słowa.
- Masz rację.- stwierdziła w końcu.- Nie będę piła ludzkiej krwi, ale nie wrócę do domu.- dodała pośpiesznie.
- Chodzi o Charlesa, tak?- zabrzmiało to jak stwierdzenie, a nie pytanie.- Kath, wiem że mój ojciec jest surowy, ale on po prostu nie chce, żebyś narobiła sobie kłopotów, mszcząc się na wampirze, który zabił Twoich rodziców. On się boi, że jeśli ten wampir jest od Ciebie silniejszy, to możesz zginąć. Charles kocha Cię jak rodzoną córkę.- wyjaśnił jej Johnathan.
- Tak, jasne.- burknęła.
- Kto jak kto, ale ja dobrze o tym wiem. W końcu czytam mu w myślach. On nie chce żebyś skończyła tak, jak Twoi rodzice.- odrzekł.
- Johnathan, ja nie mam zamiaru rzucać się na tego wampira i próbować go rozszarpać.- powiedziała Katherine.- Jeśli go znajdę, zemszczę się podstępnie, a nie wprost.- wyjaśniła.
- No, jeśli tak...- zamyślił się chwilę.- Porozmawiam o tym z ojcem, ale radzę Ci, byś na razie nie myślała o zemście, przynajmniej dopóki nie staniesz się pełnoletnia.- poradził jej.
- Tyle w sumie mogę zrobić.- odrzekła Kath.
- A więc to znaczy, że wracasz?- spytał niepewnie.
- Tak.- powiedziała.
Johnathan uściskał ją mocno.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę...- mówił.- A rodzice jak się ucieszą...- dodał, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- W sumie stęskniłam się za Tobą i za nimi.- odrzekła Katherine.
Potem oboje ruszyli w drogę powrotną do domu.

Charles ucieszył się, słysząc, że Johnathan nie wraca sam. Elisabeth, nadal utrzymując kontakt telepatyczny z synem, wybiegła mu i Katherine naprzeciw, tuląc córkę.
- Kathy, tak się o Ciebie baliśmy.- powiedziała, szlochając.
Charles podszedł do niej i równierz przytulił. W jego oczach widoczna była ulga i ogromne szczęście.
- Przepraszam. Wiem, że uciekłaś przeze mnie.- powiedział. Biła od niego szczerość i ogromne poczucie winy. Katherine wiedziała, że Johnathan mówił prawdę. Charles ją kochał i czuł się za wszystko winny.
- To nie Twoja wina.- powiedziała.- To ja źle zrozumiałam Twoje intencje. Chciałeś mnie odwieść od czegoś, co może się dla mnie skończyć tragicznie. Dziękuję za troskę i przepraszam.- dodała.
Charles jeszcze raz ją przytulił. Johnathan posłał jej uśmiech, a Elisabeth dała dużo całusów w oba policzki. Potem wszyscy udali się do domu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:00:27 26-09-10    Temat postu:

Odcinek 7

Przez następne parę lat Katherine zajęła się nauką. Z chęcią rozwijała swoje dary oraz umiejętności polowania. Kiedy skończyła 18 lat, Charles w każdy weekend zabierał ją do domu i uczył ją podstaw walki i obrony.
Rok później rozwój fizyczny Katherine się zatrzymał. Wtedy też zakończyła naukę w VES, uzyskując wyśmienite wyniki. Charles i Elisabeth byli z niej bardzo dumni.
Tydzień po zakończeniu szkoły Katherine powiadomiła ich, że ma zamiar wyjechać na jakiś czas.
- Ale dlaczego?- spytała Elisabeth, a w jej oczach malował się smutek.
- Cóż, chciałam odwiedzić Anne Marks, moją matkę chrzestną. Dowiedziałam się, że mieszka z mężem w Londynie, i nadal na tym osiedlu, gdzie mieszkali moi rodzice.- odrzekła.
- W takim razie nie możemy Cię zatrzymywać.- powiedział Charles, próbując nie okazywać smutku, ale mu się to nie udało.
Katherine przytuliła ich oboje mocno do siebie.
- Będę bardzo tęsknić.- powiedziała.
Charles podał jej adres domu w Londynie, w którym kiedyś mieszkali Monroe'owie, by miała gdzie się zatrzymać. Elisabeth dała nieco gotówki i obiecała przelewać pieniądze na jej konto, jeśli tylko Katherine będzie ich potrzebować.
Potem, pożegnawszy się jeszcze z Johnathanem, Kath opuściła dom i pojechała na stację, skąd udała się pociągiem do Londynu.

Około południa dnia następnego Katherine była już w północnej części Londynu. Z łatwością znalazła dawny dom Charlesa i Elisabeth. Była to piękna, XVI- wieczna rezydencja położona na prowincji, w pobliżu ogromnego lasu również należącego do rodziny. Dom był opuszczony, ale ze względu na to, iż żadne z Monroe'ów go nie sprzedało, miasto nie mogło znaleźć nowych właścicieli. Pojawienie się Katherine ożywiło całą okolicę, albowiem ostatni członkowie rodziny Monroe opuścili ten dom jakieś 70 lat temu.
Kath zwiedziła rezydencję, podziwiając jej staromodne umeblowanie, oraz piękny ogród na tyłach domu, lekko zaniedbany. Jakiś tydzień zajęło jej dostosowywanie domu do warunków mieszkalnych, dokupywanie sprzętu elektronicznego, AGD, potem ubrań i kosmetyków. Zajęła całkowicie lewe skrzydło domu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:18:13 27-09-10    Temat postu:

Odcinek 8

Kiedy już się przywitały, Anne zaprowadziła Kath do salonu, wypytując o rodzinę, która ją adoptowała. Katherine opowiedziała jej więc o Charlesie, Elisabeth i Johnathanie, pomijając fakt, iż to rodzina wampirów. Nie chciała, by Annie wiedziała, kim ona tak naprawdę jest, i kim byli Joseph i Anabelle.
- A więc byłaś szczęśliwa?- spytała Anne.
- W sumie tak, ale strasznie mi brakowało Ciebie.- odrzekła.- Dlatego teraz, kiedy stałam się pełnoletnia, postanowiłam Cię odnaleźć. Poza tym chcę, byś mi opowiedziała o moich rodzicach.- dodała.
- Rozumiem.- powiedziała Anne i westchnęła.- Joseph i Anabelle, Twoi rodzice przybyli tu 29 października 1998 roku.- zaczęła.- Całe osiedle się ożywiło, każdy chciał wiedzieć jak najwięcej o nowych sąsiadach. Chodzili do nich, wypytywali o wszystko, ale oni niewiele o sobie mówili. Tyle tylko, że przyjechali ze Stanów Zjednoczonych i mają zamiar zamieszkać tu na stałe. Intrygowali mnie, szczególnie ta ich tajemniczość.- mówiła, spoglądając przed siebie tak nieprzytomnym wzrokiem, jakby widziała to wszystko przed swoimi oczami.- Któregoś dnia, chyba jakieś dwa tygodnie po ich przybyciu, upiekłam ciasto i poszłam do nich, by się przywitać. Nie zrobiłam tego od razu, bo wystarczająco dużo ludzi się wcześniej u nich zjawiało.- wyjaśniła.- Anabelle ucieszyła się z mojej wizyty, mówiła że słyszała na mój temat dużo dobrego od innych sąsiadów. Rozmawiałyśmy, potem Joseph wrócił z pracy. Poczęstowali mnie ciastem, które przyniosłam, no i kawą, ale sami nawet nic nie tknęli, mówiąc że oboje są po obiedzie. Zdziwiło mnie to. Potem spotykałam się z Anabelle coraz częściej, w końcu zaprzyjaźniłyśmy się, i przyzwyczaiłam się do ich dziwnych zachowań, na przykład do tego, że w słoneczne dni nie wychodzili z domu, szczególnie w południe. Jedynie Joseph wychodził, ale wcześniej niż zwykle, bo nad ranem.- przerwała, by zaczerpnąć powietrza. Katherine dobrze znała powód owego dziwnego zachowania rodziców. W końcu byli wampirami, i spacerowanie w pełnym słońcu znaczyło, że ich skóra będzie błyszczeć, a to mogłoby niektórych wprawić w zdumienie. Tak samo z tym jedzeniem. W końcu nie mogli się przyznać, że piją krew.
- Dnia 2 stycznia 1999 roku Anabelle powiedziała mi, że jest w drugim miesiącu ciąży.- ciągnęła dalej Anne.- Była taka szczęśliwa, Joseph też. Dbał o żonę jeszcze bardziej niż zwykle, pracował w domu. Ja pomagałam Anabelle jak tylko mogłam, kiedy Joseph musiał być w biurze. Tak minęło nam całe 9 miesięcy. Dnia 12 sierpnia 1999 roku urodziłaś się Ty, a parę dni później, 29 sierpnia odbyły się Twoje chrzciny. Byłam zaszczycona, że Twoi rodzice wybrali akurat mnie na matkę chrzestną. Ojcem chrzestnym był mój brat, Jeremy, ale on zmarł w lutym następnego roku na malarię w Maroko. Był dziennikarzem i robił tam reportarz...- urwała, a z jej oczu popłynęła łza, którą szybko wytarła.- Rosłaś jak na drożdżach. Często przychodziłam do Waszego domu, by się Tobą opiekować, kiedy Twoi rodzice wychodzili razem.- Anne zmieniła temat, widząc że Katherine chce ją pocieszyć.- Byłaś oczkiem w głowie Anabelle i Josepha, ich wymarzonym dzieckiem... Tego dnia, zanim wybuchł pożar, dzwoniłam. Chciałam ich odwiedzić, ale mieli iść z Tobą na spacer. Dziwiłam się, bo było wyjątkowo pochmurno. W końcu umówiłam się z Anabelle na następny dzień. Potem widziałam dym, pobiegłam pod ich dom, usłyszałam Twój płacz...- spojrzała na Katherine, a jej oczy zaszkliły się łzami.- Wyważyłam drzwi, zabrałam Cię z łóżeczka i wybiegłam na zewnątrz. Po drodze widziałam na wpół spalone ciała Anabelle i Josepha... Wyglądali tak, jakby rozszarpało ich jakieś zwierzę...- Katherine wiedziała to dobrze, ale słuchała dalej.- Zadzwoniłam po pomoc, ale zanim przyjechali, dom prawie cały zdąrzył spłonąć.- mówiła dalej Anne.- Po Twoich rodzicach został proch. Nikt nie brał pod uwagę tego co widziałam. Uznali, że to kuchenka spowodowała pożar i od tego zginęli. Ale ja jestem pewna, że zostali zamordowani przez jakiegoś psychola.- dokończyła, zanosząc się szlochem.
Katherine przytuliła ją do siebie. Chciała jej powiedzieć, że ma rację co do morderstwa i ona pomści ich śmierć, ale nie mogła zdradzić swojej tajemnicy. Tak było lepiej. Nie miała zamiaru mieszać w to Anne, jej kochanej cioci Annie, bo zasłużyła ona na normalne życie z mężem, dziećmi i wnukami, w końcu uratowała życie Katherine, chociaż sama mogła zginąć w tym porzaże. I dlatego teraz musiała żyć normalnie.

Anne opowiedziała Kath o swojej rodzinie, mężu Jacku i dwóch córkach, Meredith i Jane, które studiowały. Pokazywała ich zdjęcia, dyplomy, mówiła o tym, jak starała się o jej adopcję.
Katherine odetchnęła z ulgą, wiedząc że Annie ma rodzinę, nie jest sama. Teraz łatwiej jej było pożegnać się z nią na zawsze.

Po powrocie do swojej rezydencji Katherine zaplanowała podróż w poszukiwaniu zabójcy rodziców. Nie wiedziała kogo ma szukać, ale miała zamiar się dowiedzieć. W końcu w środowisku wampirów ktoś musiał znać jej rodziców, no i kogoś, kto miałby powody, by ich zabić. Nie marnując więc czasu, Kath wybrała się w podróż, która miała przynieść odpowiedź na jej pytania.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:57:33 30-09-10    Temat postu:

Wybaczcie, że tak długo mnie nie było, ale miałam kłopoty z komputerem... Oto i nowy odcinek- tu pojawia się nowy bohater- Lucius

Odcinek 9

Minęło prawie 50 lat, nim Katherine dowiedziała się czegoś ważnego na temat rodziców i ich domniemanego zabójcy. Podróżując, zawiodła się, bo wiadomości, jakie otrzymała, nie wnosiły nic nowego.
Dnia 21 maja 2069 roku wróciła więc do swojej rezydencji w Londynie. Ponownie rzuciła się w wir robienia porządków, ponieważ podczas jej nieobecności czas zrobił swoje z pokojami, które odnawiała.
Koło południa ktoś zapukał do jej drzwi. Podeszła do nich zaskoczona, ponieważ nikt jej nie odwiedzał, chyba że byli to Monroe'owie. Uśmiechnęła się na samą myśl o tym.
Jednak kiedy otworzyła drzwi czekało ją rozczarowanie. Ujrzała rosłego mężczyznę, przed czterdziestką, odzianego w długi, czarny płaszcz, o jasnych, krótko przystrzyżonych włosach i niebieskich oczach, który bez wątpienia był wampirem, i to już starym.
- Słucham pana.- powiedziała, lekko przestraszona tą wizytą.
- Ty jesteś Katherine Monroe?- spytał mężczyzna lekko chrapliwym głosem, ale z wyraźnym włoskim akcentem.
- Tak, dlaczego pan pyta?- potwierdziła Kath, coraz bardziej zaniepokojona.
- Zdaje się, iż między innymi w Rzymie szukała panienka informacji o osobie, która mogła zabić Twych rodziców. Przybyłem tu za panią z Włoch, panno Monroe, by pomóc.- odrzekł, uśmiechając się.
Katherine wpuściła go do środka i usiadła wraz z nim na kanapie w salonie.
- Dlaczego nie spotkał się pan ze mną w Rzymie?- spytała.
- Informacji, których szukałaś, nie wolno mi ujawniać. Ale na szczęście tutaj mnie nie kontrolują.- odrzekł.- Nazywam się Lucius i jestem członkiem klanu królewskiego, tego który pilnuje porządku wśród naszych pobratymców.- przedstawił się, lekko schylając głowę.- I proszę, mów mi na Ty.- dodał.
- No więc rozumiem. Klan królewski...- zamyśliła się chwilę.- Faktycznie nie mogłeś mi nic wtedy powiedzieć.- odrzekła.- A więc powiedz mi to teraz.- powiedziała.
- Cóż... Zacznijmy od tego, że Anabelle została przemieniona w 1850 roku w Wirginii przez Marcusa, wampira-hybrydę, w połowie smoka.- zaczął.- Jakiś czas wędrowała z nim po Ameryce, polując na ludzi. Potem, w 1890 roku opuściła swojego opiekuna i udała się do Europy, a konkretnie do Francji. Chciała dołączyć do tamtejszej wampirzej arystokracji. Spotkała tam Jeana Laurena, który wówczas miał jakieś 450 lat, a za sobą romans z najstarszą wampirzycą na świecie, Eirene.- ciąnął dalej takim tonem, jakby opowiadał dziecku bajkę.- Dzięki piciu krwi tejże wampirzycy stał się praktycznie niezniszczalny. Krążyły plotki, że jedynie on sam mógł siebie zabić. Swoją opinią, respektem jaki budził wśród swoich pobratymców, zaimponował Anabelle. Przez jakieś 10 lat byli ze sobą. Największym marzeniem Jeana było posiadanie potomka i miał nadzieję, że właśnie u boku Anabelle to się spełni. Niestety dnia 15 marca 1990 roku ona poznała Josepha, który był wówczas człowiekiem.- te słowa zaskoczyły Katherine. Nie miała pojęcia, że ojciec był człowiekiem, kiedy poznał jej matkę.- Pokochała go, a on ją.- mówił dalej Lucius.- Rzuciła Jeana i rozpoczęła nowe życie. Jean z zazdrości chciał zabić Josepha, i nasłał na niego swoich znajomych. Na szczęście Anabelle ich pokonała i uratowała Josepha, zamieniając go w wampira. No i wyjechali potem do Ameryki, a w 1998 do Londynu.- powiedział.
- To już wiem, resztę znam. Ale kto ich potem zabił i dlaczego?- spytała Katherine lekko zniecierpliwiona.
- Już mówię.- odrzekł Lucius, uśmiechając się lekko, widząc jej minę.- Dnia 10 czerwca 2000 roku Twój ojciec, wracając z pracy, natknął się na wampirzycę, która chciała zaatakować parę z dwójką dzieci. Bez zastanowienia zabił ją zanim wyłoniła się zza krzaków. Niczego nieświadoma rodzina się oddaliła, a on wrócił do domu. Następnego dnia dowiedział się od pobratymców, iż była to Cynthia, ukochana Jeana Laurena, starego znajomego Anabelle...- urwał.- Nie powiedział o tym żonie, bo nie przypuszczał, iż Jean będzie się mścił... Ale okazało się, że Cynthia była w ciąży, więc Jean naprawdę się zdenerwował... Przyszedł i zabił ich 20 czerwca 2000 roku, po czym podpalił dom.- zakończył Lucius.
- Skąd Ty o tym wszystkim wiesz?- spytała zaskoczona Katherine.
- On sam mi o tym opowiedział jakieś 20 lat temu.- odrzekł.

- Jean Lauren...- wysyczała z nienawiścią, zapisując to nazwisko w swojej pamięci.
- Jeśli chcesz się na nim zemścić, to on przebywa teraz w Paryżu.- dodał Lucius, wstając i powoli kierując się do wyjścia, a Katherine podążyła za nim.- Ale nie sądzę, że wyjdziesz z tego żywa... Jak już wspomniałem, Jean stał się niezniszczalny, pijąc krew Eirene... Jeśli chcesz zemsty, działaj podstępem.- dodał, wychodząc i kłaniając się jej z niezwykłą gracją, zniknął.
Katherine zamknęła za nim drzwi i usiadła w salonie, rozważając jego słowa.


Ostatnio zmieniony przez namida1991 dnia 12:55:51 02-10-10, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:59:32 02-10-10    Temat postu:

Kolejny odcinek... Byłabym wdzięczna za szczere komentarze

Odcinek 10

Jakiś tydzień po tym, jak odwiedził ją Lucius, Katherine udała się do Paryża. Zamierzała znaleźć Jeana Laurena i wreszcie wprowadzić swój plan w życie.
Spacerując nocą ulicami dotarła do wampirów zamieszkujących Paryż. Miejscem ich spotkań był klub o podejrzanej reputacji. Weszła do niego i usiadła przy barze.
- Szukam Jeana Laurena.- zwróciła się do wysokiego bruneta o bladej cerze stojącego za barem, który z pewnością był wampirem, wyczuwała bowiem swoich pobratymców z daleka.
- Jeśli szukasz Jeana, zapytaj jego.- odrzekł barman, wskazując na stolik znajdujący się w rogu lokalu, w całkiem opustoszałej jego części. Siedział przy nim mężczyzna o białych, ale nie siwych włosach, chudy jak tyczka, w czarnym płaszczu, i co najważniejsze, również był wampirem. Kiedy Katherine do niego podeszła, leniwie podniósł na nią swój wzrok, ukazując znudzony wyraz twarzy.
- Siadaj, dziecko.- zwrócił się do niej ciepło, cały czas jej się przyglądając. Musiał być bardzo stary, skoro tak się do niej zwrócił. Kiedy Kath usiadła, uśmiechnął się blado.- Słyszałem, iż szukasz Jeana Laurena.- powiedział.
- Tak, to prawda. Pan wie, gdzie on jest?- spytała.
- Bardzo dobrze wiem gdzie on jest. Przedwczoraj udał się do Hiszpanii, ale wróci jutro pod wieczór. Jeśli chcesz się z nim spotkać, przyjdź tu jutro wieczorem, tak jak dziś.- odpowiedział mężczyzna.
- Czyli koło 18?- upewniła się Katherine.
- Tak, dokładnie.- potwierdził, wstając. Dopiero teraz było widać, jak bardzo był wysoki.- A teraz wybacz, ale muszę iść.- dodał, oddalając się w szybkim tempie, po czym opuścił lokal.
Wkrótce potem również Kath znalazła się na zewnątrz. Szła ciemną ulicą. Paryż był zatłoczony nawet wieczorem, ale to nie dotyczyło tej dzielnicy. Tu ulice pustoszały wraz z zachodem słońca.
Kiedy Katherine znalazła się w wąskim przejściu między blokami, którym mogła dojść na skróty do centrum, zza jednego z bloków wyszedł wysoki, barczysty mężczyzna ubrany na czarno. Nie był on człowiekiem, ani wampirem, co zmroziło Kath krew w żyłach. Mężczyzna stanął na środku drogi i zmierzył ją wzrokiem, po czym uśmiechnął się złowrogo. Mięśnie Katherine napięły się natychmiast, a ona sama przyjęła pozę obronną, gotowa w każdej chwili na atak, mimo iż nie miała pojęcia czego się spodziewać po tej istocie.
Mężczyzna, widząc jej reakcję, zaśmiał się tylko, a potem w jego ręce pojawiła się kula ognia, którą cisnął w jej stronę. Kath wiedziała, że ogień może ją zabić, więc ominęła kulę, ale tuż za nią poleciały następne. Po jakimś czasie ledwie nadążała z ich omijaniem. Nie wiedziała czego ten facet mógł od niego chcieć.
W końcu, omijając jedną z kul, upadła na ziemię z hukiem. Mężczyzna pojawił się nagle nad nią, dzierżąc w dłoni kolejną kulę ognia.
- Nie broń się, bo i tak nie dasz rady.- szepnął.
Katherine poddała się, czując jak tamten przytrzymuje ją, przygniatając nogą do ziemi. Zamknęła oczy, oczekując na ostateczny cios.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:18:24 06-10-10    Temat postu:

Odcinek 11

Nagle Katherine poczuła, jak noga mężczyzny znika z jej brzucha. Podniosła się na równe nogi, otwierając oczy.
Mężczyzna stał nieco dalej, naprzeciwko młodej dziewczyny średniego wzrostu, o brązowych, falowanych włosach i oczach tegoż samego koloru. Rzuciła ona w niego małym flakonikiem pełnym płynu o niebieskawej barwie. Pod jej wpływem ów mężczyzna zaczął płonąć, i wkrótce została po nim kupka popiołu. Dziewczyna podbiegła do Katherine.
- Nic Ci nie jest?- spytała.
- Nie, nic.- odrzekła Kath.- Kim jesteś i co się stało z tym facetem? Kim on był, u licha?- tyle pytań cisnęło jej się na usta.
- To był demon, a konkretnie łowca darów. Zabija uzdolnionych ludzi, wampiry, czarodziejki i inne istoty, przejmując ich moc.- odpowiedziała dziewczyna.- Ja jestem czarodziejką, mam na imię Serena Parevell i właśnie go unicestwiłam za pomocą specjalnego eliksiru.- dodała, posyłając jej serdeczny uśmiech.
- W takim razie wychodzi na to, iż uratowałaś mi życie.- odwzajemniła jej uśmiech.- I miło mi Cię poznać. Ja jestem Katherine Monroe i jestem wampirem od urodzenia.- przedstawiła się.
- W Anglii, na osiedlu, na którym mieszkam, też byli jacyś Monroe'owie, i to na dodatek wampiry. To było małżeństwo, Charles i Elisabeth, mieli syna Johnathana. Wyprowadzili się dawno temu...- powiedziała Serena.
- To musieli być moi przyszywani rodzice. Adoptowali mnie, kiedy miałam 6 lat.- odrzekła Katherine, zadowolona ze swojego odkrycia.
- Naprawdę? Gdzie oni teraz mieszkają?- spytała Serena.
- W stolicy Walii, Cardiff.- odpowiedziała jej Kath.
- W takim razie muszę ich odwiedzić, kiedy wrócę do Wielkiej Brytanii...- zaczęła ona.- A Ty mieszkasz z nimi?- spytała ponownie.
- Teraz nie. Mieszkam w tej rezydencji w Londynie, w której kiedyś mieszkali.- powiedziała Katherine.
- Serio? To niedaleko mojego domu...- uśmiechnęła się Serena.
- No to będziemy się odwiedzać.- rzuciła Kath.
- Na pewno.- odrzekła dziewczyna.- Ja już muszę lecieć. Do zobaczenia!- dodała, oddalając się, by po chwili zniknąć w mroku.
Katherine uśmiechnęła się lekko. Serena była naprawdę miłą, i w dodatku pierwszą czarodziejką, jaką spotkała. Miała nadzieję poznać nieco świat magii. Od chwili, kiedy na lekcji w VES usłyszała o czarodziejkach, jej marzeniem stało się spotkanie jednej z nich.
Katherine szła do swojego pensjonatu na skróty, przez opustoszały park. Jej zegarek wskazywał godzinę 21.30, najwyższy czas, by wrócić, nim zamkną bramę. Jednak kiedy szła alejką, obserwując drzewa spowite mrokiem, mimowolnie zwolniła krok. Uwielbiała nocne spacery. Usiadła na ławce, by spojrzeć na księżyc, którego pełnia rozświetlała czerń dookoła. Nie wiadomo czemu, ale ta noc wydawała jej się magiczna. Przeczuwała, że czeka ją jeszcze jakaś miła niespodzianka. Wpatrzona w niebo, cicho westchnęła.
Nie wiedziała jednak, iż ktoś ją obserwuje. Ten nieznajomy przyglądał się jej dokładnie, podziwiając twarz oświetloną blaskiem księżyca. Wiedział, że to wampirzyca, i to młoda. Z pewnością nie miała jeszcze nawet 100 lat. Powoli i bezszelestnie ruszył ku niej, skryty w mrokach nocy i usiadł delikatnie obok, na ławce.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:46:53 09-10-10    Temat postu:

Odcinek 12

Katherine poczuła nagle obecność innego wampira. Podskoczyła jak oparzona, obnażając kły, kiedy przysiadł się do niej. Z mroku wyłonił się chłopak o długich, czarnych włosach, tak samo ciemnych oczach, w których czaił się jakiś niewysłowiony smutek i tęsknota. Miał na sobie czarny płaszcz, pod nim sweter i spodnie w tym samym kolorze, więc zlewał się z mrokiem nocy.
- Przepraszam, jeśli Cię przestraszyłem.- odezwał się niskim, delikatnym głosem, który podziałał na nią uspakajająco. Usiadła z powrotem obok niego.
- Nic się na szczęście nie stało.- odparła Kath z lekkim uśmiechem.
- Jestem Vern...- wyciągnął do niej swoją rękę.- Vern Darthmoury.- przedstawił się, a na jego twarzy pojawił się blady uśmiech.
- Katherine Monroe.- odrzekła, podając mu swoją dłoń. Ten ujął ją z niezwykłą delikatnością i złożył na niej subtelny pocałunek. Kiedy dotknął ustami jej skóry, po ciele Kath przeszedł przyjemny dreszcz.
- Bardzo mi miło Cię poznać.- powiedział Vern, spoglądając na nią z wyraźnym zainteresowaniem.- Jesteś młodą wampirzycą, czyż nie?- spytał.
- Tak, żyję dopiero 50 lat, ale nie zostałam przemieniona. Urodziłam się jako wampir.- odrzekła Katherine, nie mogąc oderwać wzroku od jego ciemnych oczu, w których odbijał się blask księżyca.
- Ach, rozumiem. Ja mam 450 lat i jestem wampirem przemienionym.- powiedział on.- Mieszkasz długo w Paryżu?- spytał ponownie.
- Jestem tu od wczoraj. Przyjechałam na parę dni. Na stałe mieszkam w Londynie.- odrzekła Katherine.
- Ach, rozumiem.- powiedział Vern, zamyśłając się.- Jesteś wegetarianką, czy pijesz krew ludzką?- zwrócił się do niej po chwili.
- Wegetarianką. Moi rodzice praktykowali tę dietę, w szkole też mi ją wpajali...- odpowiedziała Kath.
- Chodziłaś do VES?- na twarzy jej rozmówcy widniał uśmiech.- Cóż, jak większość urodzonych wampirów... A Twoi rodzice też mieszkają w Londynie?- spytał.
- Nie, w Cardiff. Ja właściwie też tam mieszkałam w dzieciństwie, ale kiedy mój rozwój fizyczny się zatrzymał, wyprowadziłam się do Londynu, i mieszkam teraz w dawnej rezydencji moich rodziców...- odrzekła Katherine.- Mam nawet starszego brata.- dodała.
- A to ciekawe. Z tego co wiem, rzadko trafia się, aby para wampirów miała więcej niż jedno dziecko. Twoi rodzice mieli szczęście.- powiedział Vern, przyglądając się jej uważnie. Był coraz bardziej zaintrygowany tą dziewczyną, tym bardziej że w jej oczach kryły się sekrety i tajemnice, do których on nie miał dostępu. Zazwyczaj potrafił wyczytać wszystko z emocji malujących się w oczach jego rozmówców, ale tym razem było inaczej, dlatego chciał koniecznie podtrzymać tę znajomość, by w końcu odkryć jej tajemnice.
- Jaki posiadasz dar?- spytał po chwili.
- Potrafię wpływać na wolę innych, no i mam dar telekinezy. Pierwszy po matce, drugi po ojcu. A Ty?- odrzekła Katherine, ważąc dokładnie każde słowo, nie chciała bowiem zdradzić mu wszystkiego. Ten chłopak miał w sobie coś, co skłaniało ją do zwierzeń, ale starała się kontrolować. W sprawie rodziców go okłamała, więc nie mogła się zdradzić chociażby gestem, miną czy spojrzeniem. Na szczęście miała to opanowane do perfekcji.
- Wspaniałe dary.- powiedział Vern z uznaniem.- Ja potrafię tworzyć pole morfogenetyczne, czyli pole o ogromnej sile niszczenia.- dodał.
- Wow, to świetny dar.- odrzekła Kath.
- Być może... Ale to pole potrafi jedynie niszczyć.- mruknął.- Ja niszczę wszystko, zabijam ludzi, piję ich krew. Jestem diabłem.- dodał z sarkazmem, ale w jego oczach pojawił się smutek. Spuścił głowę, bo nie chciał, aby ona go dostrzegła, jednak mu się to nie udało.
- Vern, mylisz się...- powiedziała cicho, nieśmiało dotykając dłonią jego policzka, zmuszjąc gestem do podniesienia głowy.- Wiesz, my nie mamy wyboru, musimy pić krew, aby przeżyć. Ale jeśli Cię to gnębi, po prostu zmień dietę. W końcu krew zwierzęca nam wystarcza.- powiedziała, cofając rękę, kiedy wreszcie podniósł na nią wzrok.
- Dziękuję Ci.- szepnął. W sumie ona miała rację. Ujął delikatnie jej dłoń i, wstając, pochylił się nad nią, spoglądając w oczy.- Czy zatańczysz z diabłem w świetle księżyca?- spytał, uśmiechając się lekko.
- Chętnie.- odrzekła Katherine. Wstała z ławki, odwzajemniając jego uśmiech.
Stanęli oboje na ścieżce, po czym zaczęli tańczyć walca. Kiedy Kath zbliżyła się do Verna, dotknąwszy jego dłoni, przeszedł ją cudowny dreszcz. Potem on objął ją ręką w pasie, przybliżając ją jeszcze bardziej. Katherine zrobiło się gorąco. Tańczyli tak jakiś czas walca, a księżyc zdawał się poruszać wraz z nimi. Kath spoglądała w oczy Verna, w których odbijała się tarcza księżyca. Czuła się wspaniale w jego ramionach.
- Wspaniale tańczysz...- szepnęła.
- Cóż, jako człowiek żyłem w czasach, kiedy tańczono tak na każdym balu.- odrzekł, posyłając jej czarujący uśmiech. Jego głos był taki ciepły i naprawdę przyjemnie się go słuchało.
Katherine odwzajemniła jego uśmiech i przymknęła oczy, całkowicie koncentrując się na tańcu.
Vern patrzył na jej cudowną twarz i czuł, że nie będzie w stanie o niej zapomnieć. W końcu jego wzrok zatrzymał się na jej ustach. Jakaś nieznana siła pchała go ku niej.
Kiedy ich usta złączyły się w pocałunku, Katherine odskoczyła od niego.
- Wybacz, ale muszę iść, już późno...- mówiła szybko.- Może spotkamy się jeszcze kiedyś, tylko nie wiem gdzie...- ruszyła powoli przed siebie, spoglądając na niego.
- Nie martw się, znajdę Cię.- powiedział Vern, odprowadzając ją wzrokiem.


Ostatnio zmieniony przez namida1991 dnia 21:31:57 09-10-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:22:51 11-10-10    Temat postu:

Liczę oczywiście na jakiś komentarz, bo ostatnio nikt nie pisze... Zastanawiam się, czy mam to dalej pisać, skoro Was to nudzi....

Odcinek 13

Słysząc jego słowa, Katherine uśmiechnęła się do siebie. Brzmiało to jak obietnica, a ona naprawdę chciała go jeszcze spotkać.
Zegarek wskazywał prawie 23, więc Kath nie zdziwiła się, widząc, że brama pensjonatu jest zamknięta. Westchnęła i wdrapała się na nią, dostając pod dom. Tam za pomocą telekinezy otworzyła drzwi wejściowe, po czym zamknęła je za sobą. Podeszła do pustej recepcji i wzięła klucz do swojego pokoju. Kiedy już się w nim znalazła, od razu wzięła prysznic i położyła spać, śniąc o chłopaku spotkanym w parku.

Rano właścicielka pensjonatu zdziwiła się obecnością Kath, ale ta, używając swoich zdolności, wmówiła jej, iż wróciła wczoraj przed 22, a owa pani wydała jej klucz.
Tego dnia Katherine miała spotkać się z Jeanem Laurenem. Mimo, że czekała na ten dzień, to pierwszy raz poczuła strach. Bała się tego, co będzie, jeśli on zechce ją zabić? Charles i Elisabeth załamią się, a Johnathan... On chyba najbardziej to przeżyje. Był dla niej nie tylko jak brat, ale i przyjaciel, a ona jego siostrą, ale również przyjaciółką. Nim wyjechała, prosił by na siebie uważała. Powiedział, iż chce ją jeszcze kiedyś zobaczyć żywą.
Świadomość, że pakuje się prawdopodobnie w kłopoty, i możliwe iż z własnej głupoty zrani najbliższych, spowodowała jej wachanie.
Niestety skoro powiedziała A, musiała powiedzieć B.

Katherine dotarła na miejsce spotkania punktualnie. Siedziała przy najbardziej oddalonym stoliku w klubie, zależało jej bowiem na dyskrecji.
Czekała jakieś pół godziny i już chciała zbierać się do wyjścia, kiedy do baru wszedł wysoki, szczupły blondyn o niezwykle błękitnej barwie oczu. Był bardzo przystojny, a w jego wzroku czaiło się coś, dzięki czemu mógłby uwieść każdą kobietę. Czy był to urok osobisty, czy jakiś magnetyzm- to teraz nie miało znaczenia. Katherine wiedziała, że to on, Jean Lauren. Barman rozmawiał z nim chwilę, po czym wskazał na stolik, przy którym siedziała. Tamten od razu ruszył we wskazanym kierunku, lustrując Katherine wzrokiem. Siadając naprzeciwko niej, posłał jej czarujący, szelmoski uśmiech.
- Aleś Ty urosła... Ostatni raz widziałem Cię jako niemowlę i do tej pory myślałem, że spłonęłaś razem z rodzicami.- powiedział. Jego niezwykła szczerość, a raczej bezczelne przyznawanie się do zabicia jej rodziców zbudziła w niej gniew.
- Jak widzisz jakimś cudem przeżyłam.- odrzekła jadowicie.
- Widzę, że mnie nie lubisz...- stwierdził z lekkim żalem, zapewne udawanym.
- Nie lubię?- powtórzyła za nim z sarkazmem.- To spore niedopowiedzenie. Ja Cię nienawidzę.- dodała, a jej oczy ciskały błyskawice.
- Jeśli chodzi o to, co zrobiłem z Twoimi rodzicami, wiedz że sobie na to zasłużyli... Joseph najpierw odebrał mi Anabelle, a potem zabił moją kolejną ukochaną wraz z dzieckiem, które się w niej rozwijało... I mimo to Anabelle go broniła, więc również musiała zginąć.- odrzekł chłodno, całkiem zmieniając ton.
- Zabił ją, bo chciała napaść na ludzi, i to na dodatek rodziców z dziećmi.- mruknęła.
- Ona kierowała się instynktem, musiała pożywić nie tylko siebie, ale i dziecko. Aby zaspokoić takie podwójne pragnienie nie wystarczą zwierzęta...- powiedział Jean, patrząc na nią z wyrzutem.- Mogę Cię zapewnić, iż Twoja matka będąc z Tobą w ciąży również piła ludzką krew, ale pewnie Joseph okradał dla niej banki krwi...- mówił dalej.- Ja nie miałem takich znajomości jak on, więc nie byłem w stanie zdobywać krwi w taki sposób.- zakończył.
Katherine zaniemówiła. Jean miał rację- jej ojciec popełnił błąd.
- Ale on przecież nie wiedział, że Twoja ukochana jest w ciąży...- odezwała się w końcu.
- Gdyby nie rzucał się na nią od razu, wyczułby jej odmienny stan... Gdyby ją jedynie powstrzymał... Nie musiał jej od razu rozszarpywać na strzępy.- warknął Jean, ukazując kły.
- Jeśli myślisz, że tylko dlatego zrezygnuję z zemsty na Tobie, to się mylisz...- Katherine zmierzyła go surowym wzrokiem, z jej oczu aż biło chłodem.- Nie obchodzi mnie, czy moi rodzice zasłużyli sobie na śmierć, czy nie... Zabiłeś ich i poniesiesz tego konsekwencje.- dodała, wstając. Potem ruszyła ku drzwiom, i po chwili opuściła lokal.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:44:59 12-10-10    Temat postu:

czytam i czytam, przepraszam, że nie komentuję, ale tak się zbieram żeby napisać taki naprawdę porządny komentarz i się zebrać nie mogę obiecuję, że w weekend to naprawię ^^ wybaczysz mi, prawda? <prosi>
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:08:10 13-10-10    Temat postu:

Pewnie
Nie musisz się rozpisywać... Wystarczy pochwała i będę szczęśliwa
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:24:31 13-10-10    Temat postu:

Tylu odcinków nie mogę skomentować jednym zdaniem, to by było niewybaczalne ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 2 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin