Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

La danse Macabre du Vampire
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Czy mam to dalej pisać?
Tak
0%
 0%  [ 0 ]
Nie
0%
 0%  [ 0 ]
Wszystkich Głosów : 0

Autor Wiadomość
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 6:45:51 15-10-10    Temat postu:

Jak sobie życzysz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:27:11 16-10-10    Temat postu:

Obiecałam porządny komentarz, no więc jestem ^^

Akcja nabiera tempa - Kate wreszcie spotkała się z mordercą swoich rodziców. Trochę inaczej wyobrażałam sobie to spotkanie, myślałam, że on nie będzie wiedział kim ona jest, a ona nie przyzna mu się do tego, zdobędzie jego zaufanie a potem trach - zemsta. Mniejsza z tym
Zastanawia się postać Verna i to z jaką ufnością Kate z nim rozmawiała, zdaje się, że nawet poczuła coś więcej No i ten cały Lucius, który przybywa z Rzymu tylko po to, by opowiedzieć jej historię jej rodziny, potem czarodziejka, która ratuje ją przed hybrydą. Postacie pojawiają się nagle i tak samo nagle znikają. Zastanawiam się, czy pojawią się w kolejnych odcinkach, czy to były raczej jednorazowe występy?

Tak czy siak, czytam dalej i mam nadzieję, że nie zrezygnujesz z pisania
Jeśli jednak któryś z bohaterów, którzy już się pojawili i zniknęli miałby zagościć tu na dłużej, to myślę, że powinnaś jakoś ich nam przybliżyć, pozwolić nam ich poznać, może spróbować opisać co czują, albo tak jak w przypadku Luciusa, co ich skłoniło by pomóc Kate.
Poza tym chyba trochę za szybko ujawniasz wszystkie tajemnice - czasem dobrze potrzymać trochę czytelnika w niepewności, pozwolić by uruchomił swoją wyobraźnie i stopniowo wyciągać po jednym asie z rękawa, czasem warto też zostawić pewne kwestie niedopowiedziane i wrócić do nich dopiero za jakiś czas

Pozdrawiam i oczywiście czekam na ciąg dalszy


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 15:30:01 16-10-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:06:09 17-10-10    Temat postu:

Dziękuję bardzo za komentarz... Co do akcji, to dopiero początek...
Nie będę nic zdradzać, wszystko się wyjaśni... A bohaterowie.. może wrócą, może nie...

Odcinek 14

Katherine szła pustą ulicą trzęsąc się ze złości. Najbardziej denerwował ją fakt, iż Jean miał prawo zabić jej rodziców. Chciał zemsty, tak jak ona teraz. Skoro więc on jej dokonał, to także i Kath się na nim zemści.
Idąc poprzez wąskie przejście między kamienicami, usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się, ale nikogo tam nie było. Kiedy z powrotem chciała ruszyć przed siebie, na drodze stanął jej właśnie Jean Lauren.
- Czego chcesz?- warknęła, w każdej chwili gotowa do ataku.
- Katherine, nie mam zamiaru z Tobą walczyć.- zwrócił się do niej nieomal z czułością. Był świetnym aktorem, co do tego nie miała wątpliwości.
- To zejdź mi z drogi. Śpieszę się.- powiedziała chłodno.
- Nie mogę...- uśmiechnął się czarująco i musnął jej policzek wierzchem dłoni.- Urzekłaś mnie Katherine... Kiedy ujrzałem Cię siedzącą przy stoliku w barze, wprost utonąłem w Twoich oczach.- mówił, patrząc jej w oczy.
Czuła jak jego dłoń powoli schodziła z policzka na jej szyję, a potem na odkryte ramię. Mimowolnie zadrżała, a ciało zapłonęło ogniem. Zachowała jednak resztki rozsądku, zepchnęła jego rękę i odsunęła od niego.
- Jeśli myślisz, że takie tanie sztuczki na mnie zadziałają, to jesteś w błędzie.- syknęła.- Nie jestem aż taka głupia.- dodała, chcąc go ominąć, ale on ponownie stanął jej na drodze.
- Ależ ja wcale tak nie myślę...- powiedział Jean.- Po prostu zakochałem się w Tobie od pierwszego wejrzenia.- wyznał.
Trudno jej było ocenić, czy powiedział to szczerze, ale wiedząc o jego licznych romansach, nie miała zamiaru w to uwierzyć.
- Kłamiesz, a ja nie mam czasu na słuchanie kłamstw.- odrzekła cierpko Katherine.
- Jak mam Ci udowodnić moją szczerość?- spytał ją Jean, patrząc tak błagalnie, że z początku dała się na to nabrać. Widząc jej wachanie, objął ją w talii, przybliżył do siebie i namiętnie pocałował. Ale Kath w końcu ocknęła się jakby z letargu i czując jego wargi na swoich, odepchnęła go za pomocą telekinezy z taką siłą, na jaką ją było stać. Jean wylądował parę metrów dalej, uderzając się o jakąś ścianę i raniąc sobie policzek.
- Katherine... Nie odtrącaj mnie, proszę...- ruszył powoli z powrotem w jej kierunku.- Nie rań moich uczuć tak jak Twoja matka... Nie bądź taka jak Anabelle, proszę...- mówił błagalnym tonem.Katherine nie miała pojęcia, czy ma wierzyć w jego słowa. Brzmiało to tak szczerze, ale nie mogła zapomnieć tego co zrobił z jej rodzicami, więc nie ufała mu ani trochę. Patrzyła tylko na niego przez jakiś czas osłupiała, po czym spuściła wzrok i w wampirzym tempie oddaliła się w stronę pensjonatu, zostawiając go samego w ciemnej uliczce.

Jean nie puścił się za nią biegiem. Wiedział, iż po tym wszystkim zdobycie Katherine nie sprawi mu większych problemów. Nie chciał jej zabijać, a udobruchać, rozkochać w sobie tak, aby zrezygnowała z zemsty. Gdyby z nim walczyła, z pewnością by zginęła, a on tego nie chciał. Żal mu było stracić tak idealną kopię Anabelle. Kath odziedziczyła po niej nie tylko śliczne, niebieskie oczy i urodę, ale i jej charakter. Spotkawszy ją miał wrażenie, jakby rozmawiał z Anabelle- tak samo niedostępną i tym samym pociągającą. Jedyną rzeczą psującą cały efekt deja vu był kolor włosów Katherine, przypominający mu o najbardziej znienawidzonej przez niego osobie- Josephie. Odziedziczyła po nim również cięty język i upór, co mogło utrudnić Jeanowi osiągnięcie celu. Jednak jego wrodzona pewność siebie i swego uroku sprawiała, iż wcale nie wziął pod uwagę takiej opcji jak przegrana.

W południe następnego dnia Katherine otrzymała do swego pokoju bukiet czerwonych róż. W liściku napisane było:
"Najdroższa Katherine, wiedz że uczynię wszystko, abyś przekonała się o prawdziwości mych uczuć. Twój na wieki, Jean."
Katherine była totalnie skołowana. Nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Doszła jednak do wniosku, że ktoś taki nigdy nie jest szczery. Z pewnością Jean robi to wszystko, by osiągnąć jakiś ukryty cel, ale ona nie miała zamiaru mu w tym pomagać.
Bukiet wraz z liścikiem cisnęła do kosza i zaczęła powoli przygotowywać do wyjazdu. Położyła walizkę na łóżku i pakowała do niej ubrania. Skończywszy, zadzwoniła na lotnisko, by zarezerwować lot do Londynu. Kiedy odłożyła słuchawkę, coś przemknęło obok niej. Po chwili ujrzała Jeana stojącego z wyrzuconym przez nią bukietem w ręce.
- Nie lubisz czerwonych róż?- spytał zasmucony.
- Nie o to chodzi.- odrzekła Katherine.- Po prostu nie życzę sobie takich gestów z Twojej strony. Dobrze wiem, że zwyczajnie łżesz, więc daruj sobie tą szopkę.- dodała oschle.
- Nie wierzysz mi, tak?- pokręcił głową z niedowierzaniem.- I to tylko dlatego, że zabiłem Twoich rodziców? Czy to czyni mnie niezdolnym do miłości?- spytał Jean, patrząc na nią oczami, w których czaił się ogromny smutek.
Katherine przymknęła oczy, by móc zebrać myśli. Patrząc na niego nie była w stanie racjonalnie myśleć. Jego urok i magnetyzm działały na nią jak wabik, każąc jej uwierzyć w każde jego słowo. Nagle ni stąd, ni z owąd przypomniała jej się rada, jaką kiedyś otrzymała od Cristiny Scabbio, dyrektorki VES, szkoły, do której Kath uczęszczała jako młody wampir.
"Rozkochać go w sobie, a potem porzucić. Działać podstępnie..."- tak jej wtedy powiedziała pani Scabbio. Cóż, był to idealny pomysł, i co ważniejsze nie groził jej natychmiastową śmiercią. Uśmiechnęła się mimowolnie, powoli otwierając oczy.
Jean zbliżył się do niej, odbierając ten uśmiech jako oznakę tego, iż powoli ją przekonywał.
- Masz rację...- odezwała się cicho.- Cokolwiek zrobiłeś, nie czyni to z Ciebie potwora bez uczuć. Wierzę Ci... Wierzę, że mnie kochasz...- dokończyła już głośno i wyraźnie.
Jean nie mógł wprost uwierzyć, że poszło mu tak szybko. Gdyby jednak nie był tak pewny siebie, zapewne nabrał by podejrzeń co do szczerości Katherine. Na szczęście dla niej, od razu połknął haczyk, chełpiąc się w duchu swoimi umiejętnościami.
Tak jak poprzednio, objął ją w talii i pocałował, jednak subtelniej niż przedtem. Tym razem Katherine odwzajemniła ten pocałunek, oplatając go rękami wokół szyi.


Ostatnio zmieniony przez namida1991 dnia 20:08:46 17-10-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:36:19 18-10-10    Temat postu:

UWAGA!!!!!UWAGA!!!!!UWAGA!!!!
OD DNIA 19 PAŹDZIERNIKA ZAWIESZAM DO ODWOŁANIA... WYBACZCIE, ALE MAM PARĘ SPRAW DO ZAŁATWIENIA I NIE WIEM KIEDY BĘDĘ MIAŁA CZAS WEJŚĆ...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:24:10 28-10-10    Temat postu:

Oficjalnie odwieszam i wstawiam odcinek... I proszę żeby lenie, co to czytają, zostawili jakiś komentarz, bo pogryzę

Odcinek 15

Ostatecznie Katherine postanowiła, że zostanie w Paryżu razem z Jeanem. Była bardzo zadowolona ze swojego planu zemsty. Wiedziała, że jej się powiedzie.
-"Jean pozna co to znaczy stracić kogoś bliskiego."- myślała z satysfakcją.
Prawie codziennie Kath spędzała czas z Jeanem, nawet wprowadziła do jego mieszkania w centrum miasta. Chodzili razem do opery, teatru, kina, restauracji.

Dnia 10 czerwca 2069 roku Jean musiał udać się do Portugalii w interesach. Katherine miała spędzić samotnie całe dwa dni. Nie była z tego powodu specjalnie smutna, jak to odgrywała przed Jeanem, bowiem mogła trochę odsapnąć od udawania zaślepionej miłością. Do jej myśli ponownie wkradł się Vern, wampir którego poznała przeszło tydzień temu w parku. Zastanawiała się, czy naprawdę go jeszcze kiedyś spotka. On obiecał, że ją znajdzie, ale jakoś na razie nie spełnił swojej obietnicy. A może to nie była obietnica? Może mówił tak każdej spotkanej wampirzycy? Katherine odsunęła od siebie jednak wszelkie pesymistyczne opcje.
Spacerując ulicami miasta, spotkała Serenę. Ucieszyła się niezmiernie, bo bardzo chciała z kimś pogadać, a ona wydawała się godna zaufania. Rozmawiały długo, siedząc w jednej z licznych kawiarni. Serena mówiła jej o życiu czarodziejki, magicznych eliksirach, zaklęciach i rytuałach, dyskretnie pokazała jej nawet swoją różdżkę. Katherine natomiast wtajemniczała Serenę w świat wampirów, dementując nieprawdziwe fakty na temat życia Kath i jej pobratymców, zarówno tych przemienionych, jak i narodzonych jako wampiry.
Kiedy Katherine zdradziła Serenie plan swojej zemsty na Jeanie, jej reakcja była dosyć negatywna.
- Czy Ty to dobrze przemyślałaś?- powiedziała zaskoczona tym, co zdradziła jej wampirzyca.- A co, jeśli on się zorientuje? Z tego co mówiłaś wnioskuję, iż mógłby Cię zabić bez mrugnięcia okiem, a Ty mu się tak narażasz?-
- Dobrze wiem co robię. Nie jestem idiotką i umiem udawać. Nigdy w życiu się nie zorientuje.- odrzekła Katherine spokojnie.
- Cóż, rób jak uważasz. Ja w każdym razie nie mam zamiaru się wtrącać.- obiecała Serena.- Ale jeśli chcesz znać moje zdanie na ten temat, to jestem absolutnie przeciwna. I jestem pewna, iż Twoi rodzice również nie byliby z tego zadowoleni.- dodała pośpiesznie.
- Tak, wiem. Ani Charles, ani Elisabeth nie byliby zadowoleni, a Johnathan uznałby mnie za kompletną wariatkę i samobójcę.- odrzekła Katherine lekko znudzona. Na tym zakończyły ten temat, zajmując się sączeniem kawy ze swoich filiżanek.

Kolejny dzień, 11 czerwca Katherine także spędziła w towarzystwie Sereny. Wybrały się razem na zakupy, do kosmetyczki i fryzjera.
Pod wieczór Jean wrócił do Paryża. Kath przywitała go z tak świetnie zagraną radością, iż naprawdę uwierzył w jej miłość. Pocałowała go na przywitanie, rzucając mu się na szyję. Jej twarz cała promieniała, uśmiech gościł na jej ustach cały czas.
- Strasznie się za Tobą stęskniłam.- szepnęła mu do ucha.
- Ja też...- odrzekł, schodząc ustami z jej szyi na ramię. Dzisiaj chciał posiąść ją całkowicie, jakoś potwierdzić swoje zwycięstwo. Z resztą pożądanie, jakie czuł, widząc Katherine, nie dawało mu spokoju.

Vern musiał się zebrać w sobie, nim wyruszył, by szukać Katherine w Paryżu. Natknął się na jej trop w pewnym maleńkim pensjonacie, ale okazało się, iż niedawno go opuściła. Poddałby się, gdyby nie to, że ujrzał ją 10 czerwca w kawiarni z jakąś inną dziewczyną, chyba czarodziejką. Dowiedział się, gdzie obecnie mieszka Kath, ale wizytę przełożył na następny dzień, a raczej wieczór.
Znalazłwszy się przed drzwiami do jej domu, odczekał chwilę, by poskładać w sensowną całość to, co zamierzał jej powiedzieć. W końcu zapukał do drzwi. Po jakichś piętnastu minutach otworzył mu jakiś mężczyzna, w dodatku wampir, z ledwo narzuconą na siebie koszulą, jakby ubierał się w pośpiechu. Patrząc w głąb holu zauważył zbliżającą się Katherine, również niedokładnie ubraną. Zrozumiał wszystko w mig. Dlatego, kiedy ją pocałował, tak zareagowała. Po prostu miała kogoś, i właśnie ten ktoś otworzył mu drzwi.
- Pan do kogo?- spytał ów mężczyzna z wyraźnym francuskim akcentem.
- Do nikogo. Przepraszam, pomyliłem adres...- odrzekł Vern szybko, odwrócił się i odszedł.

Jean wkurzył się, kiedy pukanie do drzwi przerwało mu i Kath. Już leżeli w łóżku, ale ktoś bezczelnie im przeszkodził. Kiedy zobaczył w drzwiach jakiegoś faceta, który potem powiedział, że pomylił adres, miał ochotę rozszarpać go na strzępy, ten jednak szybko się oddalił.
- Kto to był?- spytała Katherine, wchodząc do przedpokoju.
- Jakiś facet. Zapukał, ale okazało się, że pomylił adres.- odrzekł Jean, ujął ją za rękę i zabrał do salonu.
Kiedy on nalewał wino, Katherine spojrzała przez okno i zobaczyła czyjąś sylwetkę oddalającą się od ich domu. Ku swemu zaskoczeniu odkryła, że był to Vern.
-"Cholera...- przeklęła w myśli.-"On widział Jeana w samej koszuli. Pewnie domyślił się, że to mój chłopak..."- westchnęła ciężko. Znaczyło to bowiem, że prawdopodobnie już nigdy nie spotka Verna.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:09:52 28-10-10    Temat postu:

Jean chce rozkochać w sobie Kath, żeby ona zaniechała zemsty, a Kath chce rozkochać w sobie Jeana, żeby się zemścić... Jeana gubi pewność siebie - trochę zdziwiło mnie, że tak szybko połknął przynętę zarzuconą przez Kath.
A ona... ona nim się spostrzeże może naprawdę się w nim zakochać i dopiero będzie:/ w końcu z nienawiści do miłości jeden krok
Szkoda tylko, że Vern pojawił się właśnie w takim momencie...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:20:13 29-10-10    Temat postu:

Sorki za dubel

Ostatnio zmieniony przez namida1991 dnia 14:54:32 31-10-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:47:47 31-10-10    Temat postu:

Dziękuję za komentarz... Kochana jesteś...
Co do pojawienia się Verna- to było jak najbardziej zamierzone
Ale nie martw się, następnym razem już nikt im nie przeszkodzi...


Odcinek 16

Jean był cholernie zły. Po tym, jak jakiś facet przeszkodził mu w realizacji planów, Kath nie miała już ochoty na nic więcej prócz świętego spokoju. Ten wieczór miał być dopełnieniem jego zwycięstwa, ale niestety takową się nie stała. Jean miał ochotę znaleźć intruza, który im przerwał, ale zapewne nie złapałby już jego tropu. Musiał więc jakoś przełknąć swoją porażkę i wykorzystać inną okazję.

Po jakichś dziewięciu dniach spędzonych z Jeanem Kath niemal całkowicie zapomniała o Vernie. Wspólne kolacje, spacery i rozmowy zbliżały ją do niego. Pamiętała jednak, że robi to dla zemsty. Fakt, iż coraz łatwiej przychodziło jej grać zakochaną, uznała za bardzo korzystny. Mimo wyraźnych sygnałów i starań ze strony Jeana, Katherine postanowiła wstrzymać przed pójściem z nim do łóżka. Chciała zobaczyć ile on wytrzyma i co będzie robił, by wreszcie doprowadzić ją do tego, by nie mogła mu się oprzeć. Był to pewien sposób badania jego możliwości, no i wspaniała zabawa. Katherine już jako dziecko lubiła wodzić innych za nos, więc świetnie się przy tym bawiła.

Dnia 20 czerwca Jean wraz z Katherine wybrali się na spacer. Szli alejkami, rozmawiając. Wieczorem udali się do pobliskiego lasu, by zapolować. Jean pił krew ludzką, lecz polował wraz z Katherine na zwierzęta,udając, iż z miłości do niej zmienił dietę. Tak naprawdę podczas swoich krótkich "delegacji" w Hiszpanii raczył się krwią ludzką, polując na kobiety z wiosek położonych pod Madrytem.
Tego dnia ponownie była pełnia. Po udanym polowaniu Katherine usiadła na polanie, spoglądając w niebo. Jean usiadł obok niej, obejmując ją ramieniem.
- Przepiękna dzisiaj noc... Uwielbiam pełnię księżyca...- szepnęła, wtulając się w niego. Ta pełnia przywołała bolesne wspomnienie- taniec z Vernem. Chciała jakoś od tego uciec, wymazać je z pamięci.
- Tak, bez wątpienia.- potwierdził jej słowa Jean, po czym pocałował ją z niezwykłą namiętnością. Katherine oddała mu ten pocałunek z równie wielką pasją. Potrzebowała tego, by myśli o Vernie zeszły na dalszy plan. Usta Jeana zaczęły powoli wędrować na jej szyję, a potem na odsłonięte ramiona, zsuwając z nich cienkie ramiączka turkusowej sukienki, którą miała na sobie. Po ciele Katherine rozlał się ogień. Tym razem nie oparła mu się- potrzebowała tego.


Ostatnio zmieniony przez namida1991 dnia 14:55:06 31-10-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:34:35 01-11-10    Temat postu:

Nie podoba mi się.
Po pierwsze: że tak krótko.
Po drugie: że Kath uległa Jeanowi tylko po to by nie myśleć o Vernie:/
Coś mi się zdaje, że ona zaczyna coś do niego czuć, nawet nie zdając sobie z tego sprawy i dlatego tak łatwo przychodzi jej "udawanie", a on - on jest zły do szpiku kości. Jak najszybciej ktoś się powinien z nim rozprawić
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:14:02 03-11-10    Temat postu:

Odcinek 17(+18)

Jean składał delikatne pocałunki na jej piersiach i brzuchu. Ich nagie ciała splotły się razem, jakby zlewając w nierozłączną całość. Katherine jęknęła cicho, czując go w sobie. Uczuć, jakich teraz doświadczała, nie można było porównać z niczym, co przeżyła do tej pory. Przyjemne dreszcze rozchodzące się po całym ciele, ten ogień pożądania, namiętność... Jean zbudził w niej instynkty, o które sama siebie nawet nie podejrzewała. Z każdym ruchem przygarniała go do siebie mocniej, wodziła rękami po jego ciele, pragnęła mieć go przy sobie jak najbliżej. Księżyc oświetlał ich swoim bladym światłem, jakby chołdując ich miłości. Piękniejszej chwili Katherine nie była sobie w stanie wyobrazić.
Kiedy ruchy Jeana stały się szybsze, jej oddech momentalnie przyśpieszył i stał się głośniejszy. Z jego oddechem stało się to samo. Zdawało się, jakby byli jednym organizmem. Czuła, jak z każdą sekundą zbliża się chwila ekstazy. Ogarnęła ją ogromna żądza. W końcu nadeszła oczekiwana chwila. Jęknęła głośno, wbijając paznokcie w jego kark. Jean po chwili polożył się obok niej, tuląc ją do siebie. Okryci ubraniami leżeli tak oświetleni światłem księżyca. Ich oddechy powoli wracały do normy. Dla Katherine to wszystko było takie nowe, wszak nie była nigdy z mężczyzną. Jean dobrze o tym wiedział, albowiem sama mu to wyznała. Jednak piękniej nie mogła sobie tego wyobrazić, niż tak jak to się stało teraz. Nie żałowała, wręcz przeciwnie.
Naraz przypomniała sobie, iż jej matka też miała romans z Jeanem. Zabawnym wydało jej się to porównanie- matka i córka uległy urokowi tegoż samego mężczyzny. Cóż, nawet wśród ludzi takie rzeczy się zadrzały, ale zazwyczaj matka żyła i razem z córką jakoby rywalizowała o względy takiego mężczyzny. Natomiast jej matka umarła dawno temu... Nie, nie umarła... Zamordował ją właśnie ów wampir, który dopiero co odebrał Kath cnotę i tulił teraz w swoich ramionach. Na wspomnienie tego kilka łez poleciało po jej policzkach. Szczęście jakie czuła zajęła teraz ogromna chęć rozszarpania go na strzępy. Wiedziała jednak, że musi działać podstępem. Ta noc była tylko kolejnym etapem zemsty, wspomnieniem, które zabije Jeana Laurena, kiedy ona zada mu cios prosto w serce.

Oboje się ubrali i poszli do domu. Dotarli tam, gdy zaczynało już świtać.
Jean pełen satysfakcji tulił do siebie Katherine. Wreszcie ją zdobył, całą, z duszą, sercem i ciałem. Ta noc bez wątpienia miała pozostać w jego pamięci do końca życia, jeżeli w ogóle było możliwe, że umrze. Tego co teraz czuł, wprost nie dało się opisać. Żadna z jego kochanek nie była w stanie wywołać u niego takich uczuć, ocierających się niemal o miłość. Żadna, prócz Anabelle... Na myśl o niej coś ścisnęło go w sercu. Czy ją kochał? Nie wiedział, ale był pewien, że nigdy o niej nie zapomni... Myśl, że to on sam pozbawił ją życia, sprawiała mu niewysłowiony ból. Gdyby nie to, że broniła Josepha... Nie miał zamiaru jej zabić, ale ona, broniąc go, sama skazała się na śmierć.
Najpierw Anabelle, a teraz Katherine. Jean miał jakąś słabość do kobiet z tej rodziny, albo po prostu szukał w Kath drugiej Anabelle, którą chciał dzięki temu
"ożywić" i sprawić, by zapomniał, że zginęła z jego ręki. Leżąc w łóżku myślał jak bardzo Katherine była do niej podobna... Niestety ten wizerunek psuły pewne szczegóły, które przypominały mu o Josephie, takie jak np.kolor jej włosów, ten okropny, wyrazisty brąz... Przerwał te przemyślenia, nie mogąc znieść tego podobieństwa do jego największego rywala. Wkrótce zmorzył go sen.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:49:19 06-11-10    Temat postu:

Szkoda, że tak krótko i szkoda, że Kath zdecydowała się na ten krok, a co gorsza najwyraźniej jej się to podobało Nie jestem wcale przekonana, czy ona nadal chce zemsty.
A Jean jak widać nie może sobie wybaczyć, że zabił swoją ukochaną - może w ramionach jej córki szuka odkupienia?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:42:37 06-11-10    Temat postu:

Powiem tyle, że Jean w pewnym sensie szuka odkupienia, choć sam sobie nie zdaje z tego sprawy...
A oto kolejny odcinek...

Odcinek 18

Dnia 25 czerwca Katherine wraz z Jeanem wybrała się do Londynu. Chciała spotkać Serenę, która wróciła do Anglii jakiś tydzień wcześniej. Poza tym stęskniła się również za państwem Monroe. Jean także wyraził chęć spotkania się z nimi. Następnego dnia, 26 czerwca, po spędzeniu namiętnej nocy w rezydencji Katherine, koło południa, wybrali się więc wspólnie do Walii. Po drodze wstąpili do domu Sereny.
- Kath! Jesteś wreszcie!- wykrzyknęła czarodziejka otwierając drzwi, po czym rzuciła się jej na szyję.
- Też bardzo się cieszę, że Cię widzę.- zaśmiała się Kath, uściskając ją serdecznie.- Sereno, to jest Jean Lauren.- przedstawiła jej swojego towarzysza.
Serena podała mu niepewnie dłoń na przywitanie. On ujął ją i złożył na niej subtelny pocałunek, posyłając dziewczynie czarujący uśmiech. Ona odwdzięczyła mu się nieśmiałym uśmiechem.
Chwilę rozmawiali we trójkę, popijając herbatę. Postanowili wszyscy jechać do Walii.
Serena dobrze znała plany Katherine wobec Jeana. Przeraziła się, widząc jak wprowadza je w życie. Czuła, że to się dla Kath źle skończy. Kiedy Jean udał się na małe polowanie do lasu, by przygotować się do dalszej drogi, Serena odezwała się do swojej przyjaciółki.
- Kath, nie chcę się wtrącać, ale to co robisz jest niebezpieczne i nieodpowiedzialne.- powiedziała.- Z resztą Twój ojciec, Charles, wyczyta z Twoich myśli, że realizujesz swój plan zemsty.- dodała.
- Nie martw się, potrafię maskować swoje myśli. Lepiej, żeby z Twoich nic nie wyczytał.- odrzekła Katherine.
- Bez obaw, założyłam magiczną blokadę na mój umysł, po to by demony nie znały moich myśli.- uspokoiła ją Serena.
- To dobrze.- odetchnęła z ulgą Kath.- I nie martw się o mnie. Wiem co robię. Moja zemsta jest starannie zaplanowana.- dodała, uśmiechając się lekko. Na tym zakończyły rozmowę, bo Jean powoli wracał z lasu i był już na tyle blisko, że mógł usłyszeć każde ich słowo.

Około godziny 16 dotarli do Cardiff samolotem. Potem taksówką dojechali prosto pod dom Monroe'ów. Charles, z daleka słyszący ich myśli, wyszedł im na spotkanie. Zaskoczyła go obecność Sereny, ponieważ jej myśli nie wychwycił. Katherine ucieszył ten fakt, bo zyskała pewność, iż ojciec o niczym się nie dowie. Pilnowanie swoich myśli miała bowiem opanowane do perfekcji.
Kiedy weszli do domu, Elisabeth krzątała się jeszcze w kuchni, przygotowując poczęstunek dla gości oraz dla każdego filiżankę kawy, a nawet krew zwierzęcą w niewielkich buteleczkach. Jean grzecznie odmówił, tłumacząc iż niedawno jadł. Serena chętnie poczęstowała się kawą i ciastem, Katherine również, przedstawiając przedtem swoich towarzyszy. Nieco później, koło godziny 18, z zajęć na uniwersytecie powrócił Johnathan. Przywitał się serdecznie z Katherine i resztą.
- No, wreszcie raczyłaś nas odwiedzić.- zaśmiał się, tuląc siostrę do siebie.
Witając się z Sereną, na chwilę jakby utonął w jej spojrzeniu. Ona, lekko speszona, spuściła wzrok, by potem znowu na niego spojrzeć.
- Bardzo mi miło Cię poznać, Sereno.- powiedział, delikatnie ujmując jej dłoń i posyłając uśmiech.
Na twarzy Sereny pojawił się delikatny rumieniec. Ten wampir miał w sobie coś zaiste pociągającego.
Kiedy usiedli wszyscy dookoła stołu, Charles zaczął pytać Jeana o przeróżne rzeczy, przy okazji wertując jego umysł. Jean od razu poznał, na czym polega jego dar, więc maskował skutecznie swoje myśli. Nie chciał wszak, by odkryto jego nieszczerość wobec Kath.
Elisabeth cieszyła się niezmiernie z tego, iż jej córeczka się zakochała. Spoglądała również na Johnathana i wyłapywała z jego spojrzeń wyraźne zainteresowanie Sereną. Telepatycznie przekazywała swoje spostrzeżenia mężowi, który dokładnie badał myśli syna. Ucieszył się, bo mimo iż nie mógł czytać Serenie w myślach, to wiedział, że to dobra dziewczyna, na dodatek czarodziejka. Johnathan siedział obok Sereny i rozmawiał z nią, coraz bardziej zafascynowany jej osobą. Kiedy Kath wraz z Jeanem zaczęli zbierać się do wyjścia, żegnając się z Sereną, podał jej karteczkę ze swoim numerem telefonu, gestem prosząc, by zadzwoniła. Ona schowała złożoną kartkę do kieszeni spodni, posłała mu promienny uśmiech, po czym wyszła wraz z Jeanem i Kath.

Kiedy Katherine, Jean i Serena szykowali się do drogi, Charles serdecznie zapraszał ich do ponownych odwiedzin.
We trójkę opuścili Walię około 21, wylatując samolotem do Londynu. Serena wróciła do domu, skrzętnie ukrywając karteczkę z numerem, którą dostała od Johnathana. Znalazłwszy się wreszcie w swoim pokoju, zapisała numer w pamięci swojego telefonu, a kartkę włożyła do swojej szkatułki- na pamiątkę.

Po tej wizycie Kath i Jean przebywali w Londynie do końca czerwca.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:11:56 07-11-10    Temat postu:

Hmmm... zastanawiam się, jak to możliwe że i Jean i Kath potrafili ukryć przed pozostałymi swoje prawdziwe myśli.
Ciekawa jestem czy Serena zadzwoni do Jonathana Chyba powinna to zrobić ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:01:01 11-11-10    Temat postu:

Przepraszam, że tak krótko, ale jestem chora i ciężko mi się pisze...

Odcinek 19

Dnia 30 czerwca Katherine zbudziły z samego rana okropne nudności. Poleciała do łazienki, a zbudzony ze snu Jean pobiegł za nią.
- Co się dzieje?- spytał zaniepokojony.
- Nie mam pojęcia.- odrzekła Kath, po czym ponownie zwymiotowała.
- Zatruć się nie mogłaś, w końcu jesteś wampirem, więc...- zamyślił się chwilę.- To znaczy, że jesteś w ciąży.- powiedział, samemu niedowierzając swoim słowom.
- Tak myślisz?- spytała, powoli analizując tę opcję.
- Nic innego nie przychodzi mi do głowy.- odrzekł Jean prawie szeptem.
- Masz rację, to jest jedyny sensowny powód. W końcu jako wampir nie mogę na nic chorować... Tylko ciąża wszystko wyjaśnia.- odezwała się po chwili milczenia.
Zaskoczeni własnym odkryciem, udali się do lekarza, by zyskać pewność. Testy wyszły pozytywnie.
- Zostaną państwo rodzicami.- oznajmił im ginekolog, wskazując na wyniki badań.- Dziecko zostało poczęte trzy miesiące temu.- dodał.
Jeana zaskoczyła ta informacja. Kiedy wyszli z gabinetu, wbił wzrok w podłogę.
- Kath, to nie jest moje dziecko.- powiedział nagle.
- Jak to? Przecież byłeś jedyną osobą...- zaczęła.
- Ale zostało poczęte trzy miesiące temu!- przerwał jej brutalnie, mierząc ją wzrokiem.- Przecież my znamy się co najwyżej dwa miesiące... Okłamałaś mnie... Chcę wiedzieć czyje to jest dziecko!- krzyknął, bliski furii.
- Musi być Twoje! Ty byłeś pierwszy i jedyny!- odrzekła Katherine, kompletnie zrozpaczona.- Może ten lekarz się pomylił?- powiedziała po chwili. Jean nie odezwał się jednak. Oboje wrócili do domu w milczeniu. Katherine nie mogła uwierzyć w to, co powiedział lekarz. Przecież ojcem nie mógł być nikt inny, tylko Jean.
Rozmyślając nad tym wszystkim, przypomniała sobie o Cristinie Scabbio. Przecież ona prowadziła w Cardiff klinikę, w której osobno przyjmowała wampiry i osobno ludzi. Jedną z jej specjalizacji było właśnie położnictwo.
- Myślisz, że ona wyjaśni nam tą całą sytuację?- spytał Jean, kiedy mu o tym powiedziała.
- Nie wiem, ale zawsze warto spróbować.- odrzekła Katherine.
W końcu Jean zgodził się, i następnego dnia, z samego rana, samolotem, polecieli z powrotem do Walii.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:21:40 11-11-10    Temat postu:

Rzeczywiście trochę krótko, ale... kurde, no, o co chodzi z tą ciążą? I gdzie podziała się chęć zemsty Kath? Czyżby się naprawdę pokochali?
No i co z Vernem?
Eh, czekam na ciąg dalszy bo i tak nic tu nie wymyślę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 3 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin