Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Odzyskam cię... - EPILOG
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dull
Generał


Dołączył: 14 Wrz 2010
Posty: 8468
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:59:13 20-12-11    Temat postu:

Livia i Jose to cudowny duet Coraz bardziej mi się podobają Genialne dialogi!

Między Dianą, a dr Tapią zaczyna nawiązywać się bliższa znajomość. Jestem bardzo ciekawa jak to się dalej rozwinie. Czekam na ich spotkanie w kawiarni
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:17:18 20-12-11    Temat postu:

Dziękuję za kolejny pochlebny komentarz
Cieszy mnie, że opowiadanie budzi takie pozytywne emocje i biorąc pod uwagę Wasze komentarze to chyba w kolejnych Was zaskoczę mam nadzieję pozytywnie W sumie to już jest gotowy kolejny odcinek, więc szybko go wstawię
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rosario
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 09 Lis 2011
Posty: 347
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:15:44 21-12-11    Temat postu:

Fajny odcinek ,bardzo mi się podobała rozmowa Diany z doktorem Tapią,a także podoba mi się duet Jose i Livi
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rainbowpunch
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12314
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:28:24 21-12-11    Temat postu:

Znalazłam trochę czasu, choć mam jutro kartkówkę z biologii i powinnam się zabierać do nauki. Ale mam takiego lenia, że jeszcze pół godzinki sobie poszperam po internecie i mogę się zabierać do zakuwania.

A więc przechodząc do rzeczy zauroczyła mnie scenka rozmowy telefonicznej między Dianą, a Diego. Tworzą magiczny duet i między nimi już idzie wyczuć chemię na kilometr, jestem zafascynowana tą parą!! Po pierwsze nieugięta Diana nareszcie dała się skusić na kawę a widać, że kwiaty musiały zrobić na nią wielkie wrażenie. Siłą rzeczy nie mogła się nie uśmiechnąć. Zaś doktor był nie tylko miły, ale i jaki uwodzicielski. Cóż z niego za fascynujący facet, pozazdrościć tylko.
Denerwuje mnie w Livii to, że nie potrafi przejrzeć na oczy. Jose dał jej do zrozumienia, że nie opłaca się zawracać sobie uwagi mężem, jednak ta wciąż jest nieugięta. Zastanawia mnie jedno. Czy ona chce go odzyskać z miłości czy może... z przyzwyczajenia? Może po prostu nie może znieść tego, że miałaby zostać sama?? Ale cóż, może rzeczywiście kocha męża... ale bardzo dziwną miłością. Zaś on jak widać ma ją już gdzieś. Nawet nie wie co traci.
Zastanawia mnie również końcówka - czy Livia zamierza jechać za swoim mężem i jego kochanką w tą podróż?
Czekam na kolejny odcinek, pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:40:45 21-12-11    Temat postu:

Dzięki za komentarze

Mam nadzieję Bombon, że jednak zaliczysz biologię
Co do koma to cieszę się, że podoba Ci się duet Diana&dr Tapia miała to być taka miła odskocznia od głównych bohaterów
Co do Livii, to w sumie masz rację, ale wszystko wskazuje na to, że wszystko i tak potoczy się inaczej niż zakładała i może w końcu przejrzy na oczy

A teraz zapraszam na kolejny odcinek


ODCINEK 8

- Mogę na chwilę? – zapytał niepewnie. Livia skinęła głową nie odzywając się słowem.
- Co tu robisz? – zapytała w końcu by przerwać ciszę.
- Chciałem cię przeprosić za wczoraj. Faktycznie nie powinienem był komentować twojego życia osobistego – powiedział patrząc na nią smutnymi oczami.
- W porządku – odparła Livia uśmiechając się lekko – nie musisz się przejmować nie rozmyśliłam się – dodała jeszcze i ruszyła do wyjścia.
- Nie po to przyszedłem – przyznał. Dziewczyna zerknęła na niego – nie powinienem zachowywać się w ten sposób. To nie moja sprawa. Tylko dlatego tu dziś jestem i cię przepraszam. Nie dlatego, że boję się, że weźmiesz do tego zadania kogoś innego – powiedział szczerze patrząc jej intensywnie w oczy.
- Rozumiem – spuściła wzrok i ruszyła korytarzem do wyjścia – do widzenia Sofia.
- Do widzenia – pożegnała się recepcjonistka zerkając rozmarzonym wzrokiem na Jose. Chłopak otworzył drzwi przed Livią i wyszedł z nią na zewnątrz.
- Plan trochę zmienił – powiedziała idąc przez parking obok Jose. Chłopak spojrzał na nią z pytaniem w oczach. Westchnęła.
- Mój mąż wyjeżdża dzisiaj na Kubę – odparła, a grymas bólu pojawił się na jej twarzy – więc jeżeli nadal się zgadzasz to chciałabym tam pojechać – powiedziała i stanęła przy swoim samochodzie – zmienię jego cudowne plany – dodała cicho zaciskając zęby. Kiedy nie usłyszała żadnej odpowiedzi ze strony Jose odwróciła się do niego. Przyglądał jej się uważnie bez słowa – o co chodzi? – zapytała w końcu. Chłopak pokręcił tylko głową.
- Nic – uśmiechnął się blado – czyli rozumiem, że mam pojechać z tobą na Kubę? – zapytał i wsunął dłonie w kieszenie spodni.
- Jeżeli to nie problem – odparła i zerknęła na niego niepewnie. Widocznie nad czymś się zastanawiał – o co chodzi? – zapytała wrzucając torebkę do samochodu i opierając się o drzwiczki. Spojrzał na nią zakłopotany.
- Przykro mi, ale nie stać mnie na to by kupić dla siebie bilet, czy zapłacić za pobyt w hotelu – wyjaśnił. Livia poczuła znaczną ulgę. Myślała przez chwilę, że się rozmyślił.
- To nie jest problem Jose – powiedziała i uśmiechnęła się – zapłacę za twój bilet i pokój w hotelu. Nie musisz się tym przejmować.
- Ale….
- Nie ma żadnego „ale” – zaoponowała – to ja potrzebuję twojej pomocy, więc ja będę za to płacić – dodała.
- Więc umówmy się tak, że odliczysz sobie koszty od mojego….”wynagrodzenia”?- zaśmiał się pod nosem. Livia przyjrzała mu się przez chwilę. Widziała, że mówi całkiem poważnie.
- Skoro to dla ciebie takie ważne to nie ma sprawy – zgodziła się. Jose uśmiechnął się szeroko.
- W takim razie o której jutro?
- Muszę przyznać, że wstępnie już zabukowałam bilety dla nas – przyznała przygryzając dolną wargę. Jose uniósł znacząco brwi – trzeba było zarezerwować miejsca wcześniej – dodała chcąc się wytłumaczyć, ale Jose w odpowiedzi tylko się roześmiał – o jedenastej mamy lot – poinformowała – przyjadę po ciebie i razem pojedziemy na lotnisko w porządku? – zapytała. Jose kiwnął głową z rozbawieniem. Sięgnęła po torebkę i wyjęła z niego notes i długopis – zapisz mi proszę tylko adres – poprosiła. Chłopak położył notes na dachu samochodu i zapisał adres.
- To mieszkanie mojej mamy – powiedział podając jej zapiski – mam u niej paszport, a poza tym stamtąd będzie bliżej na lotnisko – poinformował. Livia kiwnęła głową i schowała notes do torebki.
- W porządku. W takim razie jesteśmy umówieni – uśmiechnęła się.
- Tak – zgodził się Jose a jego oczy błysnęły niebezpiecznie. Przez chwilę stali tak w milczeniu i mierzyli się na spojrzenia. Żadne z niech nie wiedziało co właściwie powinno powiedzieć tej drugiej osobie. Livia w końcu odwróciła wzrok i założyła włosy za ucho w nieśmiałym geście.
- To ja już pójdę – powiedział Jose.
- Może cie gdzieś podrzucić? – zapytała niepewnie. Jose spojrzał na samochód, a później na nią i pokręcił głową.
- Nie dziękuję, przejdę się. Poza tym umówiłem się z przyjacielem, to nie daleko – wyjaśnił. Livia skinęła mu głową i wsiadła do samochodu.
- Wiec do jutra – pożegnała się.
- Do jutra Liv – powiedział cicho i patrzył jak jej samochód włącza się w ruch uliczny. Nie wiedział czemu, ale czuł, że ten wyjazd przyniesie ze sobą coś zupełnie innego niż oboje zakładają. Pokręcił głową i ruszył ulicą.

***
- Żartujesz? – zapytał Diego siedząc za biurkiem w swoim gabinecie. Jose oparł się wygodnie na fotelu po przeciwnej stronie i pokręcił głową.
- A wyglądam jakbym żartował? – zapytał – mam długi, straciłem pracę…
- Przez własną głupotę – wtrącił Diego z rozbawieniem.
- Możliwe. Zresztą jakie to ma teraz znaczenie. Ty postąpił byś tak samo, więc lepiej nie komentuj – powiedział szczerząc się w uśmiechu – potrzebuję kasy, a ona potrzebuje faceta, który uwiedzie kochankę jej męża. Możemy sobie pomóc nawzajem – wzruszył ramionami i zapatrzył się w niebo za oknem. Diego oparł łokcie o biurko i przyjrzał się przyjacielowi.
- Więc co cie gryzie? – zapytał w końcu. Jose westchnął i wstał wkładając ręce w kieszenie spodni. Zaczął krążyć po gabinecie, aż stanął przy oknie i oparł dłoń i ścianę.
- Obawiam się, że ten wyjazd skończy się inaczej niż ona sobie założyła – powiedział i spojrzał na Diego. Mężczyzna oparł się w fotelu i zmarszczył brwi nic nie rozumiejąc – chodzi o to, że jej mąż chyba wcale nie chce do niej wrócić. I bez względu na to jak bardzo będzie się starać nic z tego nie będzie.
- To chyba nie jest twój problem przyjacielu – zauważył Diego patrząc na Jose podejrzliwie.
- Masz racje….
- Ta kobieta zapłaci ci bez względu na to jakie będą konsekwencje? – zapytał. Jose kiwnął głową – więc przestań się tym przejmować. To nie jest twój problem powtarzam, masz dość swoich kłopotów – zauważył słusznie.
- Mogę mieć do siebie prośbę? – zapytała niepewnie.
- Jasne
- Zaopiekuj się moją matką na czas mojej nieobecności, okey? – poprosił patrząc smutnymi oczami na przyjaciela.
- Nie ma sprawy – powiedział Diego i wstał klepiąc Jose po ramieniu – niczym się nie przejmuj. Jedź i dobrze się baw – mrugnął do niego i uśmiechnął się. Jose parsknął śmiechem w odpowiedzi – chodź zjemy coś na dole, a ja opowiem ci o Dianie – powiedział. Jose zmarszczył brwi i spojrzał z niedowierzaniem na doktora.
- Dianie? – powtórzył. Diego roześmiał się tylko i wyszedł z gabinetu – ej….zaczekaj! – krzyknął Jose i ze śmiechem wybiegł za nim.

***
- Livia co ty wyprawiasz? – zapytała Diana patrząc jak przyjaciółka składa kolejne ubrania i pakuje je do walizki.
- Jadę na Kubę – zakomunikowała po raz kolejny tego wieczoru – i nie próbuj mnie od tego odwieść. Już postanowiłam – dodała stanowczo. Diana pokręciła głową i spojrzała na Livię zatroskanymi oczami.
- Po co ci to wszystko? – zapytała w końcu. Livia upiła łyk wina z kieliszka i spojrzała na przyjaciółkę.
- Co masz na myśli?
- Po co robisz wszystko by bardziej cierpieć? Chcesz tam pojechać po to by zobaczyć jak Marcos jest szczęśliwy? Jak spędza cudowne dni z tą kobietą? Chcesz żeby pękło ci serce? – zapytała w końcu. Livia zmarszczyła brwi i odstawiła kieliszek gwałtownie na szafkę, aż kilka kropel wylało się z niego.
- Jadę tam by spróbować uratować swoje małżeństwo – powiedziała ostrzej niż zamierzała.
- A zastanowiłaś się nad tym czy jest co ratować? – zapytała spokojnie Diana patrząc na nią znacząco. Livia zerknęła na nią przelotnie, ale milczała – co zrobisz jeśli Marcos do ciebie nie wróci? Co zrobisz kiedy okaże się, że jest szczęśliwy, a ty tylko zniszczysz jego szczęście? Będziesz potrafiła z nim żyć i patrzeć na jego ból? – dodała i wstała podchodząc do niej. Spojrzała jej w oczy ze smutkiem – zastanów się nad tym zanim coś zrobisz – poprosiła i cmoknęła ją w policzek po czym wyszła. Livia oparła się plecami o szafkę i odetchnęła głęboko. Łzy niczym grochy popłynęły jej po policzku.

***
Livia zaparkowała samochód przed kamienicą, w której miała się spotkać z Jose. Wysiadła z auta i rozejrzała się dookoła. Wiedziała, że Jose pochodzi z biednej rodziny. Nie jednokrotnie jej to nakreślił. Poza tym jeżeli tak by nie było to nie przyjął by jej propozycji. Nie sądziła tylko, że wychowywał się w takim miejscu. Niebezpieczne dzielnice, małe mieszkania, liczne rodziny i trudy codzienności, gdzie jakoś trzeba wiązać koniec z końcem. Pokręciła głową i zamknęła samochód po czym weszła do klatki. Współczuła mu całym sercem. Cieszyła się tylko, że został wychowany na tak dobrego człowieka. Nie był przestępcą. Matka mogła być z niego dumna. Bez wątpienia nie było to wcale takie łatwe kiedy mieszka się w takim miejscu. Weszła po schodach na pierwsze piętro, omijając po drodze nadłamane drewniane stopnie. Zerknęła na kartkę, którą miała wsuniętą do tylnej kieszeni dżinsów. Rozejrzała się dookoła i znalazła numer mieszkania, który podał jej Jose. Zapukała i odetchnęła głęboko. Po chwili drzwi otworzyła jej starsza kobieta o kruczoczarnych włosach. Uśmiechnęła się do niej delikatnie.
- Dzień dobry. Pani musi być Livią
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:15:57 21-12-11    Temat postu:

Wczoraj wieczorem przeczytałam odcinek, a tu wchodzę dzisiaj, żeby skomentować, zaczynam czytać i myślę sobie "co jest kurw.cze? tego nie czytałam, więc śniło mi się, że czytałam czy moja wyobraźnia płata mi figle?". Robię wdech, cofam się o jedną stronę i stała się jasność
Uwielbiam scenki między Livią i Jose, a pana doktora chyba osobiście mogłabym zacałować na śmierć i na miejscu Diany nie wahałabym się ani sekundy, gdyby zapraszał mnie na kawę
Co do samej Liv... cóż, ona jest tak uparta, że aż głupia w tym swoim uporze. Diana ma rację, że niepotrzebnie tak się zawzięła i najzwyczajniej w świecie nie ma już czego ratować, a ten wyjazd przysporzy jej tylko cierpienia.
Tak mi przez myśl przeszło, że może jej plan się nieco zmieni i np. będzie chciała wzbudzić zazdrość w swoim jeszcze-mężu i będą z Jose udawać parę i nim się obejrzy zakocha się w nim po uszy Tak sobie, głośno myślę... Nie zwracaj na mnie uwagi
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:21:08 21-12-11    Temat postu:

No muszę przyznać Aguś, że w Twoim komentarzu jest dużo racji ale nie zdradzę w czym bo popsuję niespodziankę. Jednak to dopiero na tym wyjeździe tak naprawdę wszystko się wyjaśni, poplącze itd
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:38:36 21-12-11    Temat postu:

Tylko podsycasz moją ciekawość i pobudzasz moją wyobraźnię do wyobrażania sobie nie wiadomo czego:P Ale ok, poczekam cierpliwie na dalszy rozwój akcji:D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:03:55 21-12-11    Temat postu:

Taka moja rola w końcu, żeby podsycać ciekawość cieszę się, że mi się to udaje
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:04:59 21-12-11    Temat postu:

Powiedziałabym, że nawet aż za dobrze Ci się to udaje ;P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dull
Generał


Dołączył: 14 Wrz 2010
Posty: 8468
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:35:34 21-12-11    Temat postu:

Kolejny świetny odcinek.

Livia zapłaci za wszystko. Na proszę... Musi być naprawdę zdeterminowana! Kurcze, widzę chemię między nimi i jestem niezmiernie ciekawa, co wydarzy się na Kubie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:21:21 22-12-11    Temat postu:

Dull - co zdarzy się na Kubie? hm... mogę tylko powiedzieć, że wiele rzeczy się zdarzy, pytanie co z tego wyniknie

A teraz kolejny odcinek - wena jakaś mnie naszła, więc wrzucam


ODCINEK 9

- Dzień dobry. Pani musi być Livią – odsunęła się robiąc miejsce by weszła do małego przedpokoju – bardzo mi miło – przywitała się kobieta podając jej dłoń – jestem mamą Jose. Maria Ramirez.
- Dzień dobry. Livia Coronado – również się uśmiechnęła.
- Proszę wejść do środka – zaproponowała kobieta gestem wskazując nieduży pokój dzienny – może nie są to luksusy do jakich pani przywykła, ale jest przynajmniej czysto – powiedziała niepewnie jej się przyglądając.
- Proszę się nie przejmować. To żaden problem – uśmiechnęła się szczerze. Rozejrzała się – bardzo ładne mieszkanie. Przytulne – powiedziała z aprobatą. Maria podeszła do szafki i sięgnęła po zdjęcie stojące w ramce.
- To Jose – powiedziała i wskazała na małego szczerbatego chłopca leżącego na kolanach starszej dziewczynki z kręconymi włosami.
- A to kto? – zapytała Livia. Maria uśmiechnęła się do zdjęcia.
- To moja starsza córka Sofia – wyjaśniła – wyjechała z domu na studia pięć lat temu. Teraz mieszka w Huston, zdobyła dobrą pracę i stara się rozwijać – powiedziała i odstawiła zdjęcie na miejsce – bardzo mi jej brakuje. Na szczęście często dzwoni i przyjeżdża jak tylko może – uśmiechnęła się smutno – razem z Jose zawsze starali się mi pomagać, ale nie tak powinno wyglądać ich życie. Nie powinni martwić się o matkę, tylko dbać o własną przyszłość i to ja powinnam im pomagać – dodała a jej oczy zaszkliły się od łez – przepraszam – spojrzała na Livię ze skruchą – nie musi pani tego słuchać – otarła szybko oczy.
- Nic się nie stało – uśmiechnęła się i położyła dłoń na ramieniu kobiety w troskliwym geście – czasem dobrze jest wyrzucić z siebie troski, nawet przed obcą osobą – dodała i pogłaskała jej ramię dodając jej tym otuchy.
- Dziękuję – powiedziała kobieta – Jose zaraz przyjdzie. Szuka paszportu, napije się pani czegoś? – zapytała Maria. Livia skinęła głową.
- Tak, dziękuję – odparła i ruszyła za kobietą do kuchni. Schludnie i praktycznie urządzona, mimo małej przestrzeni wiele się w niej zmieściło.
- Więc jedziecie z Jose na Kubę? – zapytała Maria podając Livii szklankę z sokiem. Livia upiła łyk napoju i skinęła głową.
- Tak. Mam tam do załatwienia….pewien interes – dodała niepewnie i uśmiechnęła się – a Jose zaproponował swoją pomoc – Maria skinęła głową.
- A czym właściwie się pani zajmuje? – zapytała i usiadła na krześle.
- Jestem dentystą – przyznała – mam gabinet w centrum miasta – wyjaśniła.
- To bardzo opłacalny zawód – odparła Maria z aprobatą – to dobrze, że w tych czasach jest pani samowystarczalna – dodała i uśmiechnęła się.
- Proszę mówić mi po imieniu, tak będzie prościej – poprosiła Livia z uśmiechem.
- Dobrze, będzie mi miło Livio – również się uśmiechnęła – a jak właściwie się poznaliście? – zapytała w końcu. Livia przygryzła dolną wargę i upił łyk soku.
- Przez Diega mamo – powiedział Jose, który wszedł właśnie do kuchni – cześć – przywitał się i uśmiechnął szeroko ukazując rząd białych jak śnieg zębów.
- Cześć – wyszeptała Livia i z zakłopotania spuściła wzrok.
- Powinniśmy już jechać, bo samolot nam ucieknie – powiedział Jose z błyskiem w oku. Livia skinęła głową i odstawiła szklankę na stół.
- Jose ma rację – zawtórowała mu dziewczyna – bardzo miło było panią poznać – dodała Livia i podała dłoń Marii.
- Mnie również Livio – uśmiechnęła się i zwróciła się do syna – pamiętaj, że będziesz tam z kobietą i opiekuj się nią – powiedziała po czym pocałowała syna w czoło i pobłogosławiła go na drogę. Livia uśmiechnęła się na ten widok po czym wyszła z kuchni, by dać im chwilę prywatności.
- Jedziemy? – usłyszała tuż przy uchu głos Jose. Odwróciła się i napotkała parę pięknych i głębokich brązowych oczu. Skinęła tylko głową, bo nie była w stanie wydobyć z siebie głosu kiedy ten mężczyzna był tak blisko niej. Nie wiedziała właściwie dlaczego tak się działo.
- Do widzenia Livio – pożegnała się Maria.
- Do widzenia pani – dziewczyna wyszła a za nią Jose. Ostatni widok matki jaki widział to jej tajemniczy uśmiech.

***
- Tapia słucham – Diana usłyszała męski głos Diego po drugiej stronie słuchawki.
- Dzień dobry doktorze, Diana Faviola z tej strony – powiedziała zdenerwowana zamykając drzwi samochodu.
- Witam panią, coś się stało? – zapytał zatroskany słysząc niepokój w jej głosie.
- Niestety będziemy musieli przełożyć nasze dzisiejsze spotkanie na kiedy indziej – wyjaśniła i oparła głowę o zagłówek fotela.
- Dobrze, ale czy wszystko w porządku? – ponowił pytanie.
- Przepraszam, ale coś po prostu mi wypadło i nie mogę dzisiaj ….. zadzwonię do pana dobrze? – powiedziała w końcu i przygryzła dolną wargę. Usłyszała po drugiej stronie delikatny męski śmiech.
- Proszę się tym nie przejmować. Do usłyszenia Diano – powiedział i rozłączył się.
- Oti – zwróciła się do syna siedzącego na tylnim siedzeniu i odwróciła się do niego – jak to się stało? – zapytała wskazując zabandażowaną rękę syna.
- Nie wiem mamo – powiedział chłopiec i pociągnął nosem. Diana uśmiechnęła się i otarła mokre policzki Octavia.
- Dobrze, pojedziemy do szpitala – zakomunikowała i odpaliła samochód – bardzo boli? – zapytała po kilku minutach kiedy jej samochód włączył się w ruch uliczny.
- Troszeczkę – odparł chłopiec i otarł rękawem mokre od łez oczy – wszystko byłoby dobrze gdyby Michael mnie nie popchnął – powiedział i wyjrzał przez okno.
- Wszystko byłoby w porządku gdybyś nie wspinał się na to drzewo synu – powiedział i zerknęła w lusterko wsteczne – ile razy ci mówiłam, że takie zabawy źle się skończą? – dodała jeszcze i przeczesała włosy palcami.
- Czy będę miał teraz gips? – zapytał Oti z nadzieją w głosie.
- Nie wiem, zobaczymy co powie pan doktor, ale jeżeli jest złamana to pewnie tak – wyjaśniła i skręciła w boczną uliczkę.
- Fajnie – uśmiechnął się chłopiec a Diana parsknęła śmiechem i zatrzymała samochód na parkingu pod szpitalem – chodź spidermanie – powiedziała i otworzyła synowi drzwi. Chłopiec uśmiechnął się od ucha do ucha. Diana zmierzwiła mu włosy i sięgnęła po swoją torebkę po czym skierowała się do izby przyjęć.
- Dzień dobry – przywitała się. Kobieta siedząca za ladą spojrzała na nią ze znużeniem.
- Słucham panią? – oparła się o biurko.
- Przyjechałam z synem. Chyba złamał rękę w szkole – wyjaśniła. Kobieta zerknęła na chłopca a później znów na Dianę – poproszę dokument tożsamości i ubezpieczenie – rzuciła od niechcenia i sięgnęła po czystą kartę. Diana zaczęła grzebać w torebce i dopiero teraz zorientowała się, że nie ma przy sobie ubezpieczenia syna. Spojrzała na Otiego a później na kobietę.
- Nie wzięłam ubezpieczenia – powiedziała. Kobieta prychnęła.
- Wiec nie mogę pani przyjąć. Bez ubezpieczenia lekarz nie może nic zrobić – powiedziała i odłożyła kartę.
- Proszę pani doniosę ubezpieczenie. Wyszłam z pracy, kiedy dostałam telefon ze szkoły. Nie noszę przy sobie ubezpieczenia codziennie – wyjaśniła. Kobieta jednak pokręciła głową.
- Przykro mi. Ja nie mam pewności, że ma pani ubezpieczenie i nie będę ryzykować. Proszę przyjść z ubezpieczeniem inaczej nic z tego nie będzie.
- Mamo – Oti przytulił się do Diany – boli…. – powiedział cicho.
- Zaraz kochanie – powiedziała dziewczyna i pogłaskała go po głowie.
- Proszę panią. Ta ręka naprawdę go boli – odparła patrząc na nią z błaganiem w głosie – zostawię u pani dowód i przywiozę to ubezpieczenie, ale proszę go zarejestrować i skierować do lekarza. Kobieta spojrzała na nią z powątpieniem.
- Nie będę się z panią bawiła. Będzie pani miała ubezpieczenie to wtedy panią przyjmę.
- Cholera jasna co za szpital! – warknęła Diana i uderzyła dłonią w ladę.
- Jakiś problem? – usłyszała obok siebie męski głos.
- Tak, mój syn ….. – spojrzała na mężczyznę i zamarła. O ścianę opierał się nie kto inny jak Diego Tapia. Uśmiechał się do niej serdecznie, a później przeniósł wzrok na stojącego obok niej małego chłopca. Nawet jeśli był zaskoczony nie dał tego po sobie poznać.
- Co z nim? – zapytał i kucnął przed chłopcem – cześć – przywitał się – jestem doktor Diego Tapia, a ty?
- Oti, to znaczy Octavio Faviola – poprawił się i spojrzał na mamę – złamałem chyba rękę w szkole – przyznał i pokazał zabandażowane ramię.
- Rozumiem, chodź zobaczymy co da się z tym zrobić, okey? – mrugnął do chłopca, a ten tylko skinął głową i uśmiechnął się – siostro dlaczego nie chce pani przyjąć tego chłopca na izbę przyjęć? – zapytał
- Doktorze, ta kobieta nie ma przy sobie ubezpieczenia, jak ja mam ją przyjąć? – zapytała pewna swego. Kiedy tylko zobaczyła twarde i nieustępliwe spojrzenie doktora szybko się zmieszała.
- Ta pani to moja znajoma i gwarantuje, że ma ubezpieczenie. Doniesie je później.
- Ale…
- Ręczę za nią. Proszę wypisać kartę na moją odpowiedzialność – powiedział. Kobieta tylko skinęła w milczeniu głową i zaczęła wypisywać kartę. Diana uniosła znacząco brwi i zerknęła na Diega.
- Więc to jest powód, że odwołała pani nasze spotkanie – powiedział cicho patrząc jej w oczy. Spuściła głowę i założyła włosy za ucho.
- Przepraszam, ale nie chciałam o tym mówić przez telefon. Nie było okazji by o tym pomówić, a teraz już znasz mojego syna – Diego uśmiechnął się tylko.
- W porządku, nie musisz się tłumaczyć – odparł i zwrócił się do kobiety na rejestracji – karta gotowa? – zapytał. Skinęła głową i podała mu ją bez słowa – dziękuję – rzucił tylko – proszę za mną – poprowadził Dianę i Otiego korytarzem do windy, a później do sali, gdzie robione były zdjęcia rentgenowskie.


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 22:38:39 22-12-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
madoka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2010
Posty: 30685
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:10:43 23-12-11    Temat postu:

Uhh, faktycznie Twoja wena wyrwała Ci się chyba z uprzęży, skoro musiałam nadrobić dwa odcinki - ale fakt ten, w tym wypadku akurat mnie cieszy. Zacznę może od samego końca. Czytając zdanie na temat wypadku Otiego, od razu przypuszczałam, że maluch trafi pod opiekuńcze skrzydła Diega. I na szczęście się nie pomyliłam. Tapia zachował się naprawdę bardzo życzliwie, pomocnie, a przede wszystkim bardzo rozsądnie - zważając na to, że stanął przed faktem dokononanym, że Diana ma syna

Livia & Jose wybierają się nareszcie na Kubę - ależ ja jestem podjarana na samą myśl tego, co tam się wydarzy i jakie to będzie miało skutki dla wszystkich bohaterów. Jedno jest jednak pewne - nudzić się na pewno nie będziemy Swoją drogą bardzo spodobało mi się zachowanie protki względem matki mężczyzny i ich statusu społecznego - nie robiła bowiem żadnych nieprzyjemnych uwag na temat ich mieszkania, tylko podziwiała jego przytulność. A to także się ceni
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 5 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 14:22:28 23-12-11    Temat postu:

Wiem, że nie komentuje na bieżąco i przyznaję do winy ale na ułaskawienie dodam, że czytam
Jose i Livia wyjeżdżają i już nie mogę się doczekać co będzie się działo...Mam cichą nadzieje, że sprawisz, że czytając kolejne odcinki będę miała wypieki na twarzy
Zaskoczyła mnie też pozytywnie oczywiście reakcja Diega na to, że Diana ma synka. Dobrze, że może na niego liczyć
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rainbowpunch
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12314
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:36:04 23-12-11    Temat postu:

Wiesz co? Moim ulubionym duetem chyba okazał się być doktorek i Diana - jak ja uwielbiam ich wspólne sceny, to po prostu takie hipnotyzujące, że chciało by się o nich czytać, czytać i czytać
Podobała mi się scena, gdy Diana przyjechała ze swoim synkiem, a tu pojawił się Diego i to dzięki niemu sytuacja została opanowana. Jej, jak ja nie lubię takiego personelu jak ta recepcjonistka. Nie wiem po co zatrudniła się w szpitalu?? Myślałam, że w szpitalu pracuje się po to by ratować ludzi, pomagać im, leczyć ich, a nie żeby jeszcze przysparzać zmartwień. Stuknięta babka. Na szczęście Diego uratował Dianę i Otiego z opresji, dzięki czemu Oti nie będzie musiał cierpieć i bandaż zostanie założony. Jestem jak najbardziej za tym, żeby Dianę i Diego połączyło coś więcej, chociaż już widać i czuć chemię pojawiającą się między nimi.
Przechodząc zaś do Livii jestem zdumiona, że kobieta tak się poświęca dla mężczyzny, który na to nie zasługuje. Ale cieszy mnie jedno - nie jedzie na Kubę sama, ale z Jose. Mam nadzieję, że Jose przemówi jej do rozumu. Na pierwszy rzut oka widać, że ona nie jest mu obojętna, a i on na niej zrobił duże wrażenie. Niech dziewczyna przejrzy wreszcie na oczy. Ciekawi mnie też jak Jose uda się poderwać kochankę męża Livii i czy wogóle mu się to uda. Chociaż... Jose jest przystojny więc trudno by było nie ulegnąć...
Pozdrawiam i czekam na więcej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Następny
Strona 5 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin