Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

THE AGENTS: The Royal Flush #46 ost. (awangarda&Eillen)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11 ... 42, 43, 44  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:00:53 31-07-12    Temat postu:



________Otworzyła powieki, czując jak opuszkami palców, delikatnie rysuje ósemki na jej ramieniu. Uśmiechnęła się lekko, przesuwając dłonią po jego nagim torsie. Cholernie miło było obudzić się w czyichś silnych ramionach, dających minimum poczucia bezpieczeństwa.
________– Musimy się stąd wynieść – oświadczył, jakby zawstydzony tym, że został przyłapany na czymś tak ckliwym jak „mizianie”. Zazwyczaj, po upojnej nocy, albo sam znikał przed świtem z łóżka kochanki, albo bezceremonialnie wypraszał ją ze swojego łóżka, gdy tylko otworzyła oczy, nie dając żadnych złudzeń na ponowne spotkanie. Z Sarą jednak wszystko było inaczej.
________– A może jakieś „dzień dobry” nie mówiąc już o „dzień dobry, kochanie”? – zagadnęła z uśmiechem, wspierając głowę na dłoni. Curtis przewrócił teatralnie oczami i westchnął. Romantyczna strona jego osobowości nie była jakoś nadzwyczajnie rozbudowana.
________– Nie mamy czasu na takie dyrdymały.
________– Daj spokój – jęknęła Sara, naciągając prześcieradło na piersi. – Nie psuj tego. W Paryżu byłeś taki czarujący i nie wierzę, że to była tylko jakaś twoja gra.
________– Wtedy nie miałem pojęcia, że jeszcze kiedyś cię spotkam – odparł, wpatrując się w jej twarz, która nagle spochmurniała. Intuicja mówiła mu jednak, że to nie on jest tego przyczyną.
________– Mój ojciec naprawdę zajmował się ciemnymi interesami? – spytała, wlepiając wzrok w sufit. Curtis sięgnął po papierosa, odpalił go i przez chwilę wpatrywał się jak dym rozpływa się w powietrzu. Minionego wieczora pozwolił sobie na zbyt wiele i nie mógł ani nie chciał już tego odkręcać. Sara przecież miała prawo wiedzieć, że jej ojciec wcale nie był taki idealny, za jakiego go miała.
________– Bardzo ciemnymi – powiedział krótko.
________– Kto go zabił? – spytała, a kiedy odwróciła się do niego bokiem, spojrzał jej w oczy. – Nie pytam o nazwiska – dodała po chwili, wpatrując się wyczekująco w jego napiętą twarz. Widziała, że bił się z myślami i domyślała się co zaraz powie.
________– Mówiłem ci, im mniej wiesz…
________– Curt – szepnęła przysuwając się do niego i opierając głowę na jego torsie. – Proszę – jęknęła, a on poczuł, że jego skóra robi się wilgotna od jej łez. Objął ją ramieniem i pogładził plecy.
________– Najprawdopodobniej konkurencja – szepnął, wtulając twarz w jej włosy i całując w czubek głowy.
________– Wiesz dokładnie kto? – Curt nabrał powietrza w płuca i przymknął oczy, zaciągając się papierosem. – Curt? – ponagliła, spoglądając mu w oczy, a on pokręcił przecząco głową i sięgnął do nocnej szafki, by włączyć małe radio.
________…Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że samochód, który wczoraj popołudniu wyciągnięto z rzeki, należał prawdopodobnie do agenta rządowego…
________– Cholera – warknął, wyskakując z łóżka i w pośpiechu naciągając na siebie poszczególne części ubrania. – Ubieraj się – polecił, spoglądając ponaglająco na Sarę. – Musimy się stąd wynieść jak najprędzej – dodał i chwyciwszy portfel, który dostał poprzedniego dnia od Matta, zajrzał do środka. – Psia d**a! – krzyknął, ciskając nim o podłogę.
________– Co się dzieje? – spytała Sara zupełnie zdezorientowana zachowaniem Curtisa.
________– Niecałe pięćdziesiąt dolców… – mruknął, przeczesując dłonią włosy. – Zabiję go!
________– Ukradłeś?
________Curtis spojrzał na nią wymownie. Osobiście nie nazwałby tego kradzieżą, ale fachowo rzecz biorąc…
________– Nie – odpowiedział. – Pożyczyłem od znajomego – dodał, kręcąc głową z niedowierzaniem, po czym podniósł portfel i zajrzał do przegródki z dokumentami. – No proszę – mówił do siebie, uważnie przyglądając się karcie ID, z której uśmiechał się do niego Graves. – Michael Donovan – odczytał. – Brawo, Matty…
________Skoro samochód był wypożyczony na jedno z fałszywych nazwisk, które było zarezerwowane dla Curtisa na potrzeby różnych tajnych misji, to znaczy, że za chwilę z łatwością go namierzą.
________Matt Graves przechytrzył go.
________Pierwszy i ostatni raz.

    * * *

________Z samego rana zadzwonił do Belli, by uprzedziła kogo trzeba, że zatruł się czymś i nie stawi się w biurze. Nie mógł wrócić do Salt Lake City, zanim nie wyjaśni sprawy z panną Stone, która na własne życzenie pchała się w to wielkie bagno, w które on sam został wciągnięty przez Curtisa. Musiał się dowiedzieć ile wie i co zamierza z tą wiedzą zrobić, choć co do tego drugiego, to odpowiedź była właściwie tylko jedna.
________Przez cały czas myślał o tym, co powiedział mu Evans. Jeżeli kartel narkotykowy i operacja z nim związana zostały ochrzczone najwyższym układem pokera, to nie mogła być jedynie zbieżna liczba głów. Nazwa mogła wskazywać na wszystko; na małe prawdopodobieństwo w zdobyciu, swoją znakomitość, potęgę, wyjątkowość, a nawet specyficzny układ powiązań pomiędzy figurami. To jakiś przekręt na gigantyczną skalę, a ludzie, którzy są w to zamieszani to nie byle jakie pionki. Gdyby tylko mógł dotrzeć do pierwszych dwóch, którzy zostali schwytani, z pewnością dowiedziałby się więcej. Ich akta niewątpliwie są tak samo utajnione, jak cała operacja, więc nie ma co liczyć na znalezienie jakichkolwiek informacji w komputerowej bazie danych. To znaczy, że będzie musiał uciec się do innych sposobów. A Stevens? Samo nazwisko zupełnie nic mu nie mówiło, ale przynajmniej wiedział, gdzie zacząć szukać. Liczył, że odkryje coś, co Curtis przemilczał.
________Ile z całej tej rozmowy usłyszała Lexy? Ile w ogóle wiedziała? Przez to mogła w najbliższym czasie znaleźć się w sporym niebezpieczeństwie, tylko dlatego, że jej ciekawość i ambicja zapewne nie pozwolą jej zachować tego dla siebie. Teraz najistotniejsze było odkrycie, jak wiele się dowiedziała i ewentualne przekonanie Alexandry, że jej wiedza nie zaprowadzi ją na szczyt. Wręcz przeciwnie.
Była piękna i błyskotliwa, a na pewno podatna na jego zaloty – zanim Curtis wyciągnął go na zaplecze. Zdawał sobie sprawę, że nie pójdzie mu już tak łatwo, jeżeli w ogóle będzie chciała z nim porozmawiać. W końcu zostawił ją z niezapłaconym rachunkiem, co na pewno zaważy na jego dalszym losie.
________Gdy otrzymał od portiera plakietkę z napisem „gość”, przeszedł przez jasne drzwi i włożywszy ręce do kieszeni, zatrzymał się. Znalazł się w dużym pomieszczeniu, rozdzielonym boksami, jak w typowym biurze. Po lewej stronie, mieściły się niewielkie – jak sądził – gabinety, a ich szyby zasłonięte były żaluzjami, tak by ciekawskie spojrzenia zaledwie prześlizgiwały się bo srebrnej ścianie błyszczącego metalu, nie mając wstępu do środka.
________Myląc jego celowe lustrowanie otoczenia z zagubieniem, przyjaźnie wyglądająca blondynka postanowiła mu pomóc. Podeszła do niego i uśmiechnęła się sympatycznie.
________– Szukam Alexandry Stone – powiedział, uprzedzając jej pytanie. Odwzajemnił uśmiech i powiódł wzrokiem w miejsce, w które wskazała.
________Powolnym krokiem ruszył przed siebie, zastanawiając się, co jej powiedzieć. Zobaczył ją siedzącą przy komputerze, z włosami zaczesanymi niedbale do tyłu. Szybko wertowała jakieś dokumenty, a po chwili wklepywała coś w komputer, by za moment wziąć długopis i zaznaczyć coś w jakimś brukowcu. Wyglądała na spiętą, nie mogąc skupić się na ani jednej z tych rzeczy, które wyraźnie przeszukiwała. Próbowała szukać czegoś konkretnego? Czegoś co miało związek z Curtisem?
________Stał za nią przez chwilę i próbował nadążyć za jej tokiem myślenia, przyglądając się notatkom na komputerze i gazetom. Dokumenty trzymała z lewej strony, całkowicie je zasłaniając. W pewnym momencie musiała zdać sobie sprawę, że coś tu nie gra i odłożyła powoli długopis, czując na sobie czyjeś spojrzenie. Odwróciła się w jego stronę i uniosła z zaskoczeniem brwi.
________– Dzień dobry – powiedział, przekrzywiając głowę i usiadł bezczelnie na biurku, zachowując się, jakby był u siebie.
________Lexy spojrzała na niego kątem oka. Ucieszyła się, że pofatygował się, żeby się z nią spotkać, bo to oznaczało, że wcale nie był jakimś tanim Casanovą naciągającym kobiety na kawę, ale postanowiła tego nie okazywać i grać wielce niezadowoloną i oburzoną jego nagłym zniknięciem. Wyłączyła monitor i zamknęła pokreśloną gazetę.
________– Zostawiłeś mnie z niezapłaconym rachunkiem – mruknęła, próbując wyciągnąć spod jego zgrabnego tyłka dokumenty.
________– Tak, wiem. Przepraszam. – Wyciągnął z przybornika jakiś długopis i zaczął mu się przyglądać, zupełnie nie przejmując się trudzącą dziennikarką. – Kwiaty się podobały?
________– Może. – Podniosła głowę i spojrzała na niego zniecierpliwiona, po czym warknęła: – Przesuń się.
________Matt wreszcie przestał się bawić i spojrzał na nią z szerokim uśmiechem na twarzy. Totalnie zadowolony z siebie, odchylił się na bok, by mogła wyciągnąć te papiery.
________– To jak? Znowu mnie lubisz?
Nerwowym ruchem zabrała mu długopis i wrzuciła do szuflady, a on zmarszczył brwi i przekrzywił głowę, patrząc na nią jak dziecko, któremu odebrano maskotkę. Lexy splotła ręce na piersiach i oparła się bokiem o ściankę boksu, przyglądając mu się uważnie i podejrzliwie.
________– Musiałeś się wykosztować na te kwiaty – mruknęła w końcu. Nie chciała myśleć, że mu zależy. Przelotnie zerknęła na stojący w rogu kosz, zachowując się, jakby nie zrobiły na niej wrażenia i spytała z kpiną w głosie: – To żaden problem dla artysty bez inspiracji?
________– Stawiasz mnie w kłopotliwej sytuacji – odpowiedział poważnie, spuszczając wzrok, celowo doprowadzając tym Lexy do poczucia winy. – A do tego zostałem okradziony. – Po chwili krępującej ciszy podniósł głowę i wlepił w nią swoje błękitne oczy. Miał nadzieję, że skrępowanie zmusi ją do jakiś wyjaśnień. – Ale wiesz o tym.
Alexandra odwróciła twarz w przeciwną stronę, przeczesując redakcję wzrokiem w poszukiwaniu Brada, który jako jedyny mógł ją uratować z tej beznadziejnej sytuacji. Bo właściwie, co mu miała teraz odpowiedzieć?
________– Nie miałem przy sobie dokumentów ani dużej ilości pieniędzy, więc nie stało się nic wielkiego. A samochód nie był mój – odpowiedział szybko, widząc zakłopotanie dziewczyny.
________– Więc chyba powinieneś pójść na policję, a nie do mnie – mruknęła, unikając jego wzroku. Ewidentnie nie chciała wracać do tej sytuacji, a jej zdenerwowanie było nad wyraz odczuwalne. Nie zamierzała mu niczego powiedzieć, a on nie mógł pozwolić się zbyć, jeżeli chciał się dowiedzieć, jak dużo słyszała. Szybko się zreflektował i z czarującym uśmiechem dodał:
________– A kwiaty dla takiej kobiety to nie problem.
________Prychnęła, siląc się na milszy wyraz twarz, ale gdy na niego spojrzała nie mogła dłużej zgrywać wystawionej do wiatru, niezadowolonej kobiety. Był taki przekonujący, a do tego tak cholernie przystojny. Przygryzła wargę, rozważając swój kolejny ruch. Sama liczyła na jakieś informacje, więc nie mogła przepuścić takiej okazji.
________– Dobra, pozwolę ci to wynagrodzić – powiedziała w końcu, próbując opanować swój uśmiech.
Matthew uśmiechnął się jeszcze szerzej i pokiwał głową z zadowoleniem.
________– Zadzwonię. Albo wiesz co? – zagadnął i wyciągnął z przybornika kolejny długopis, po czym chwycił jej dłoń i nagryzmolił na niej numer telefonu. Alexandra patrzyła na niego jak na wariata. Kiedy zerknął na nią kątem oka, wreszcie szczerze się uśmiechnęła. – Ty zadzwoń – powiedział, puszczając do niej oczko, po czym odłożywszy długopis na miejsce, pewnym krokiem skierował się w stronę wyjścia, nie dając jej szansy na reakcję.

    * * *

________Liam do biura przyjechał prosto od patologa, który dokonał już wstępnych oględzin ciała wyłowionego z rzeki, potwierdzając jego przypuszczenia, że kobieta nie utopiła się, ale najprawdopodobniej zginęła od postrzału, a do wody została wrzucona już martwa. Trzymając raport pod pachą, a w dłoni skórzaną aktówkę, zatrzymał się przy automacie. Wrzucił do maszyny monetę z właściwym nominałem, nacisnął odpowiedni guzik i czekał cierpliwie, aż plastikowy kubek wypełni się ciemnym napojem. Już dawno nie czuł się taki zmęczony i prawie zupełnie pozbawiony energii. Był pewien, że to świństwo z automatu, będące zaledwie namiastką prawdziwej, czarnej kawy, nie postawi go na nogi, ale nie miał teraz czasu ani ochoty na bieganie po restauracjach.
________– Dzień dobry, Bell – przywitał się z rudowłosą kobietą, mijając jej biurko. – Przyślij do mnie Gravesa – poprosił i uśmiechnąwszy się niewinnie, upił łyk kawy.
________– Matta nie ma – powiedziała krótko, wytrzymując jego spojrzenie, które w sekundę ze zdziwionego przeszło w ciskające piorunami. – Dzwonił, że się czymś zatruł i nie przyjdzie dziś do pracy – oznajmiła. Liam przewrócił oczami, kręcąc głową z niedowierzaniem.
________– Sraczka to rzeczywiście bardzo wygodny wykręt od pracy – mruknął pod nosem. – Jest już agentka Roberts? – Bell pokręciła przecząco głową. – Co jest, do cholery? – wrzasnął na całe biuro Liam. – Czy ktoś tu w ogóle pracuje? – Westchnął ciężko, przebiegając wzrokiem po wszystkich, którzy teraz patrzyli na niego totalnie osłupiali. – Co się gapicie? Mało macie roboty? – bąknął i ruszył w stronę swojego gabinetu. Odstawił teczkę na podłogę przy biurku a wstępny raport patologa rzucił niedbale na jego blat. Wciąż nie wiedzieli kim była ta kobieta i jaki miała związek ze sprawą Evansa, jeśli takowy w ogóle istniał. Na pierwszy rzut oka nie było przecież żadnego związku między zatopieniem samochodu Curtisa, a ciałem pływającym w rzece od ponad trzech tygodni.
________Liam był niemal w stu procentach pewien, że Curtis celowo zatopił samochód, by zyskać na czasie, a ciało tej nieszczęsnej kobiety znalazło się tam zupełnie przypadkiem. Nie przypuszczał, by Evans woził je w bagażniku i zupełnie odrzucił teorię, że celowo wybrał akurat to miejsce na zatopienia auta, by mogli odnaleźć zwłoki. Nie miał też bladego pojęcia z kim mógł podróżować Evans jednak znając jego zamiłowanie do płci przeciwnej, stawiał na jakąś przydrożną autostopowiczkę. Chwilowo nie miał innych pomysłów, a w tej historii nic nie trzymało się kupy.
________Upił jeszcze łyk kawy, skrzywił się z niesmakiem i to, co zostało wyrzucił razem z kubkiem do kosza, po czym chwycił słuchawkę i wykręcił numer wewnętrzny.
________– Bell, zrób listę kobiet zaginionych w stanie Utah jakieś trzy do czterech tygodni temu. Interesują nas panie w przedziale wiekowym od dwudziestu do trzydziestu lat… Bell, to naprawdę pilne – dodał zanim się rozłączył. Nie potrafił siedzieć bezczynnie i czekać więc wyciągnął z aktówki dokumentację z oględzin samochodu i przystąpił do analizowania zawartych w niej informacji, czekając aż Tim przedstawi mu komputerową rekonstrukcję twarzy denatki, patolog pełny raport z sekcji, a Bella listę zaginionych kobiet.


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 0:41:52 31-07-12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
awangarda
Motywator
Motywator


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 260
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z odległej galaktyki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:17:12 31-07-12    Temat postu:



___Liam od kilku godzin ślęczał na dokumentami związanymi z samochodem i nad raportem z sekcji zwłok kobiety, którą wyłowili z rzeki. Lista zaginionych kobiet, którą przygotowała Bella, była krótsza niż się spodziewał, ale żadna z nich nie miała powiązań ze światem przestępczym, więc musiałaby mieć naprawdę cholernego pecha, by zostać zastrzeloną i wrzuconą do rzeki. Na świecie pełno było wprawdzie szaleńców, ale ostatnio w stanie Utah panował względny spokój, a przecież gdyby to była robota jakiegoś seryjnego mordercy, już dawno wiedzieliby o innych ciałach. Miał nadzieję, że analiza balistyczna pocisku wyciągniętego z ciała denatki, podsunie mu jakiś trop, bo jak na razie w żaden sposób nie potrafił połączyć ze sobą tych dwóch spraw, a miał niejasne przeczucie, że coś je łączyło. Może Curtis? Niewątpliwie też pomogłoby ustalanie tożsamości owej kobiety, ale wbrew pozorom nie było to takie łatwe.
___Odetchnął głęboko, odchylił się na oparcie, i przymknąwszy oczy, zaczął kręcić się w kółko na obrotowym fotelu, mając nadzieję, że ta niby–karuzela skieruje jego myśli na właściwe tory. W pewnym momencie zatrzymał się gwałtownie, chwytając dłońmi za blat biurka. Spod sterty zalegających na nim dokumentów, wygrzebał zdjęcie przygotowane przez Tima. Przyjrzał się mu uważnie i w zamyśleniu pogładził brodę, sięgając po listę sporządzoną przez Bellę. Po raz kolejny porównał zdjęcie z komputerowo zrekonstruowaną twarzą denatki, ze zdjęciami kobiet z listy. Żadna nie pasowała, ale ta ze zdjęcia Tima, wydawała mu się dziwnie znajoma.
___– Cholera – mruknął wplatając palce w swoje ciemne włosy i zaciskając dłonie w pięści, jakby miał zamiar przerzedzić sobie za chwilę swoją gęstą czuprynę. – Myśl Quinn… – polecił sam sobie, ale wtedy ciszę panującą w jego gabinecie przerwał charakterystyczny dzwonek jego telefonu. Od niechcenia sięgnął do kieszeni spodni i leniwie zerknął na wyświetlacz. – Jeszcze tego mi brakowało – mruknął. W pierwszym momencie miał zamiar odrzucić połączenie, bo rozmowy z byłą żoną nigdy nie kończyły się dobrze, ale potem pomyślał, że może zapomniał o jakimś ważnym wydarzeniu w życiu swojego pierworodnego. Nabrał powietrza w płuca i w końcu wcisnął zielony przycisk. – Cześć – rzucił do aparatu beznamiętnym głosem. – Coś z Joshem?___– Nie – odparła kobieta, po drugiej stronie słuchawki. – Martwię się o ciebie – przyznała szczerze. Liam uniósł brwi pod samą linię włosów, zdumiony zachowaniem byłej żony.
___– Czym sobie zasłużyłem na łaski królowej śniegu? – zadrwił. Wiedział, że Elizabeth niczego w życiu nie robi bezinteresownie, więc i tym razem jej na pozór szczera troska musiała być czymś podszyta.
___– Nie kpij – bąknęła obrażona. – Myślę, że jeśli włączysz telewizję i przełączysz się na lokalny program informacyjny, to zrozumiesz, dlaczego się martwię – zakończyła i rozłączyła się.
___Quinn jeszcze przez chwilę, oszołomiony patrzył na wyświetlacz swojego telefonu, po czym włączył mały telewizor, wiszący w lewym rogu gabinetu i odszukał właściwy kanał. Zamarł, gdy na ekranie zobaczył kadry z miejsca zdarzenia, a potem siebie i usłyszał komentarz w tle:
___– …Z wody oprócz samochodu, który prawdopodobnie należał do agenta DEA, wyciągnięto także ciało kobiety. Nie wiadomo jaki związek mają ze sobą te sprawy. Szef DEA odmówił nam komentarza…
___– Chryste – jęknął Liam, zrywając się ze swojego miejsca. – Jakbym mało miał kłopotów – dodał, po czym jeszcze raz zerknął na ekran, by spisać nazwisko reporterki i operatora kamery. Następnie sięgnął po telefon i wybrał numer wewnętrzny. – Bell, potrzebuję pełnych danych Alexandry Stone i Bradleya Coopera, to reporterzy kanału czwartego. Na wczoraj – zakończył, odkładając słuchawkę.


* * *



___Kiedy zadzwonił do niego nieznany numer, sądził, że to Evans znów czegoś od niego chce, jednak gdy usłyszał w słuchawce głos Lexy, proponujący wspólny obiad, poczuł się naprawdę mile zaskoczony. Nie sądził, że oddzwoni tego samego dnia, a już na pewno nie przypuszczał, że pozwoli odwieźć się do domu.
___Alexandra spojrzała na szybko uciekające drzewa i ujarzmiła falujące na wietrze włosy. Przy całkowicie bezchmurnym niebie temperatura sięgała dwudziestu czterech stopni, choć było już popołudnie, więc nie mogła podróżować bez całkowicie spuszczonej szyby.
___– To tutaj – powiedziała, wskazując na mały, biały domek ogrodzony drewnianym płotkiem.
___Matthew zatrzymał kolejny wypożyczony samochód na chodniku i wyłączył silnik.
___– To była dobrze wykorzystana druga szansa – mruknęła z poważną miną.
___– Nie chciałbym się narzucać, ale zdecydowanie zasłużyłem na kolejną – odpowiedział stanowczo, unosząc sugestywnie brwi, a Lexy szybko odwróciła twarz w jego stronę. – Prawda?
___– Jesteś dość pewny siebie.
Zmrużyła oczy, próbując oprzeć się jego urokowi, ale było z niego cholernie seksowne bydle.
___– Chyba powinnam już iść. – Popatrzyła na swoje mieszkanie, a następnie na Matta, po czym uśmiechnęła się figlarnie. – Może wejdziesz na chwilę?
___Graves zamyślił się, robiąc przy tym poważną minę.
___– Ale tylko na chwilę.
___Wysiedli z samochodu i ruszyli w stronę schodów na werandę. Gdy Lexy szukała kluczy w torebce, pod jej domem zatrzymał się kolejny samochód.
___Matthew spiął się i zmarszczył nerwowo brwi, rozpoznając doskonale samochód i jego właściciela.
___– Alexandra Stone? – spytał głośno Liam, wyciągając odznakę i dochodząc do schodów.
___– Tak, czy coś się stało? – spytała, odchodząc od drzwi.
___Kiedy Liam posłał Mattowi mrożące krew w żyłach spojrzenie ten tylko ledwie zauważalnie pokręcił głową.
___– Agent Liam Quinn – przedstawił się. – Chciałbym zadać pani kilka pytań w sprawie ostatniego reportażu.
___Matt, który cały czas patrzył na Quinna przeniósł zdziwione spojrzenie na Lexy.
___– Chyba, że woli pani spotkanie w u nas w biurze? – spytał ironicznie, zdejmując okulary przeciwsłoneczne.
___– Mam gościa – zająknęła się, zerkając przelotnie na Matta. – Mam nadzieję, że nie zajmie nam pan dużo czasu.
___– To zależy ile ma pani do powiedzenia na temat swojego ostatniego reportażu.
___– To, co miałam do powiedzenia zamieściłam w materiale – odparła hardo. – Zresztą nie było w nim nic, o czym nie wiedziałyby już służby specjalne.
___– Pytanie: skąd pani dysponuje taką wiedzą?
___– Jestem dziennikarką. Zdobywanie informacji to moja praca, a jeśli pańscy ludzie nie potrafią trzymać języka za zębami, to już nie mój problem – zakończyła, i nie czekając na odpowiedź Liama, odwróciła się w stronę swoich drzwi, by je w końcu otworzyć. Quinn wykorzystując to, że stała do niego plecami posłał w stronę Matta zupełnie nieme „z tobą policzę się później”. Graves przełknął nerwowo ślinę i uśmiechnął się.
___– Skończyliśmy? – spytała Lexy, kiedy wreszcie udało jej się otworzyć drzwi. Liam wzruszył ramionami. Obecność Matta w mieszkaniu tej dziennikarki z jednej strony była mu na rękę, ale z drugiej… Wolał nie myśleć, że mógłby stracić kolejnego dobrego agenta.
___– Tak – rzucił krótko. – Proszę o dostarczenie oryginału taśmy i ich kopii. Całej taśmy – poprawił się szybko – A nie tylko tego, co zostało wyemitowane w programie.
___Lexy westchnęła, jakby prosił ją bóg wie o jakie cenne rzeczy.
___– Mogę wysłać pocztą? – spytała, doskonale zdając sobie sprawę, że to w ogóle nie wchodzi w grę. Nie sądziła, że sam szef DEA pofatyguje się do niej w tej sprawie i z jednej strony w pewien sposób jej to schlebiało, a z drugiej obecność tego typa przed jej domem, okropnie ją zirytowała.
___– Czekam na panią w biurze – oświadczył Liam z kamienną twarzą, wręczając jej wizytówkę, po czym skinął głową na pożegnanie i zawrócił do swojego samochodu, a Matthew wziął głęboki wdech, czując ogromną ulgę, że go nie wydał. Przeniósł wzrok na Lexy, a gdy otworzyła drzwi i weszła do środka, ruszył za nią. Była zdenerwowana. Chociaż nie odezwała się ani słowem, odkąd Quinn się pożegnał, nie trudno to było zauważyć. Nerwowo rzuciła klucze na stół i poszła do salonu.
___– Napijesz się czegoś? – spytała, otwierając szafkę z alkoholami. – Wina?
___Uśmiechnął się potwierdzająco i rozejrzał po pokoju. Był duży i niezwykle przestronny. Długie zwiewne zasłony przykrywały okna do połowy, uniemożliwiając popołudniowym promieniom słońca wtargnięcie do środka. Dzięki temu w środku domu panował przyjemny chłód.
___Lexy podeszła do niego i podała mu ciemną butelkę z czerwoną kartką. Matt popatrzył na wino i mruknął:
___Chianti zupełnie nie pasuje do tego miejsca.
___Lexy chwyciła dwa duże kieliszki i zerknęła na niego z zaciekawieniem. Graves podniósł na nią wzrok, czując wyczekujące spojrzenie na sobie i szybo dodał:
___– Jest dość cierpkie, ale zrównoważone. Klasyczny smak.
___– Znasz się na winach?
___Matt wzruszył ramionami od niechcenia, jakby to co mówił, był czymś zupełnie normalnym. To toskańskie wino nie należało do jego ulubionych, ale postanowił nie psuć przyjemnego nastroju, który się między nimi rodził. Otworzył je i z gracją nalał do kieliszków podstawionych przez Lexy.
___W kuchni zadźwięczał telefon.
___Alexandra jęknęła, po czym postawiła kieliszek na stoliku i uniosła uroczo brwi.
___– Daj mi minutkę – obiecała i wybiegła z pokoju.
___Matt odłożył butelkę bez pośpiechu. Włożywszy nonszalancko ręce do kieszeni, przeszedł się wzdłuż ściany w kierunku tylnych drzwi. Rzucił okiem na wiszące fotografie, przedstawiające Alexandrę z ludźmi, który wyglądali na jej przyjaciół, a następnie zatrzymał się przy półce z książkami. Przechylił głowę, by przejrzeć tytuły, gdy coś błysło między pozycjami. Spojrzał jeszcze w stronę kuchni i palcami odchylił książki, a jego oczom ukazała się złocista odznaka.
___– To stąd wiesz o agencie – mruknął triumfalnie. Z jednej strony ucieszył się, że nie była w stanie wygrzebać tych informacji, a z drugiej docenił jej uporczywość w dążeniu do celu. Wiedziała czego chce, a to coraz bardziej mu się podobało.
___– To z pracy. – Weszła do salonu, uniosła jedną brew i spytała łagodnie, podchodząc do niego: – Co robisz?
___– Przeglądałem tytuły. – Odwrócił się do niej przodem, zachowując się tak, jakby nie znalazł niczego interesującego.
___– Artysta i znawca literatury? – spytała, patrząc na niego filuternie. Matt uśmiechnął się, ukazując zęby i pokręcił głową, w milczeniu pozwalając jej dłoniom powoli sunąc po jego klatce piersiowej. – Pracujesz w każdych warunkach?
___–W każdych – odpowiedział bez namysłu, wsuwając palce pod jej aksamitną bluzkę. Uniósł brwi, a Lexy spojrzała mu prosto w oczy i wplotła delikatne dłonie w jego gęste ciemne włosy.
___– To narysujesz ten akt, o którym – zajęknęła się i przeniosła wzrok na jego usta – wspominałeś? Szkicownik jest na półce – mruknęła, nie czekając na jego odpowiedź.
___Przejechała dłonią, po jego dobrze zarysowanej szczęce i puściła mu oczko, jakby chciała pożyczyć mu powodzenia. Odsunęła się i zdjęła koszulkę, którą później rzuciła w kąt.
___Matt wziął powietrze w płuca i chwycił niezbędny przedmiot, próbując ukryć swoje niezadowolenie. Wrócił do dziewczyny, która powoli i kusząco zsuwała ramiączka swojego stanika. Zalotnie zerkała w jego stronę, gdy usiadł na przeciwległej kanapie.
___– Zawsze marzyłam o tym – powiedziała nostalgicznym tonem, sprowadzając znów na siebie jego przeszywający wzrok. – Zupełnie jak Rose Dawson z Titanica.
___– Romantyczka? – spytał z uśmiechem. – Miłość romantyczna zawsze będzie nieszczęśliwa.
___– Nie jestem egoistką – odparowała zdecydowanie, rozpinając dżinsy. – Podzieliłabym się dryfującymi drzwiami.
___Matt zaśmiał się. Podłożył sobie dłonie pod kark i oparł się.
___– Co to za reportaż, o którym mówił fed?
___– Ten z wypadku. – Uśmiechnęła się cwano. – Puścili go w wiadomościach. – Pogłaskała się po nagim, płaskim brzuchu, jakby chciała wygładzić niewidzialne marszczenia i ułożyła wygodnie na drugiej sofie. Po chwili spytała bez skrępowania: – Możemy zaczynać?
___Matt skinął głową. Nawet jeśli znał się na sztuce to nie był w stanie namalować dobrego aktu. Zasłonił się do połowy bladożółtą kartką papieru i rysował jakieś dziwne kreski, całkowicie improwizując.
___Co chwilę zerkał na nią w milczeniu. Wyglądała tak delikatnie, krucho i niewinnie, spoglądając na niego piwnymi oczami spod gęstych brwi, że po plecach przeszedł mu dreszcz. Postawił sobie zadanie do wykonania, ale świadomość, że ktoś wyglądający tak bezbronnie pakuje się w prawdziwe bagno, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, była przerażająca. Nie chciał myśleć, że grozi jej niebezpieczeństwo z powodu informacji, które zebrała; nie chciał mieć wyrzutów sumienia, że powinien ją chronić. Miał przed sobą kolejną osobę, która zostaje wplątana w coś, z czego może nie być żadnego wyjścia. To nie tylko problem samej zainteresowanej, ale również kłopot dla niego – kogoś, kto jest zbyt dobry by odpuścić i skupić się na czymś innym.
W pewnym momencie zmarszczył brwi i wskazał na nią ołówkiem.
___– Mogę? – spytał, po czym od razu podszedł do niej i kucnął na podłodze, opierając się jedną ręką o jej brzuch. Ujął między palce delikatny kosmyk włosów, który opadał jej na twarz i ułożył go z boku. Nie mógł oprzeć się jej ściągającemu spojrzeniu i poddał mu się. Zastygł na moment, analizując każdy fragment jej pięknej i nieskazitelnej twarzy. Nachylił się bardziej i musnął ustami jej kształtne, poczerwieniałe z podniecenia wargi. Wsunął dłoń pod jej kark i przycisnął do siebie mocniej, wpijając się w nią gwałtowniej.


Ostatnio zmieniony przez awangarda dnia 0:20:07 31-07-12, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Santiago
Idol
Idol


Dołączył: 08 Wrz 2010
Posty: 1895
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 23:47:30 31-07-12    Temat postu:

Wróciłem i nadrobiłem wszystkie zaległości, jednak nawet te 4 czy 5 odcinków to stanowczo za mało Ale się ucieszyłem, że był 2 premierowe w jednym dniu - mam nadzieję, że będziecie nas do tego przyzwyczajać

Nie wiem jak streścić te odcinki w jedny6m komentarzu, więc wszystkie odczucia zostawię sobie, a co do postaci: Curtis brzydko się zachował kradnąc te auto i portfel Matta, którego polubiłem najbardziej Ten pierwszy, nie wiem dlaczego, trochę mnie irytuje Może to się jeszcze zmieni Nawet Sara mnie trochę wkurzyła, bo dziś zabrakło jej ciętego języczka Za to Lexy i Matt Uwielbiam ich duet! Jeszcze Liama też lubię, ale to chyba głównie ze względu na tego aktora, którego podpatrzyłem w "Chirurgach"
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:56:39 31-07-12    Temat postu:

Miło, że zajrzałeś ^^ Cieszy mnie bardzo, kiedy mogę przeczytać, że każda z postaci wzbrudza jakieś uczucia, bo to taki nasz mały sukces

Niestety, zmartwię Cię, bo teraz my robimy sobie przerwę - w tym tygodniu nie będzie i mnie i Marty więc dwa odcinki pojawiły się tylko dlatego, żebyście nie byli stratni, ale kto wie, może kiedyś jeszcze to powtórzymy W każdym razie teraz next będzie dopiero we wtorek, także macie trochę czasu, żeby to wszystko jakoś sobie poukładać. Znikam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dull
Generał


Dołączył: 14 Wrz 2010
Posty: 8468
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:30:12 01-08-12    Temat postu:

Az dwa odcinki Super

Curtis, to człowiek zagadka. Nigdy nie wiadomo, co mu chodzi po głowie. Poranek po seksie nie przypominał przebudzenia zakochanej pary. Co znaczy dla niego ta dziewczyna? On sam tego chyba nie wie Ciekawa jestem, jaką przyszłość dla nich zaplanowałyście.

Liam ostatnio jest kłębkiem nerwów. Ma same problemy w pracy. Nie wie, co dzieje się z Curtisem, nie wie kim jest denatka i jaki ma z nim związek. Zadzwoniła do niego była żona i zobaczył niepomyślny reportaż w telewizji. Wszystko przeciw niemu.
Dowiedzieliśmy się, ze Liam ma synka

No i na koniec Lexy i Matt. Widać, że bardzo ich do siebie ciągnie i romans wisi w powietrzu. Lexy jest bardzo otwarta i nieco szalona. Pozowanie do aktu mężczyźnie, którego dopiero co poznała było bardzo odważne ;] Ciekawe, jak skończy się to spotkanie, bo na koniec zrobiło się bardzo gorąco :]

Czekam na next!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
awangarda
Motywator
Motywator


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 260
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z odległej galaktyki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:05:29 07-08-12    Temat postu:

Dzięki, ze wpadliście! ;-)



___Wyszedł z gabinetu agentki Robert jak najszybciej mógł, ściskając w dłoni swój telefon, którym zrobił zdjęcia akt Curtisa Evansa. Wykorzystując chwilową przerwę i brak pracowników w biurze, bezczelnie włamał się do środka, dzięki swoim narzędziom, które nazywał pieszczotliwie „przybornikiem włamywacza”. Miał szczęście, że jej biuro znajduje się z brzegu i monitoring go praktycznie nie obejmuje. Sheila, jakkolwiek spostrzegawcza była, nie miała szans zorientować się, że ktoś myszkował w jej gabinecie – chyba, że zamontowała pluskwę, albo kamerę, o co Graves jej nie podejrzewał.
___Udał się do swojego biura i rozsiadł się w fotelu, kładąc nogi a blacie. Uważnie przeglądał zdjęcia w telefonie. W końcu zmarszczył brwi. W aktach nie było nic co by go specjalnie interesowało. Zaledwie jakieś podstawowe informacje typowe dla każdego posiadacza własnej teczki. Jedyną istotną wiadomością, był oficjalny powód, przez który Curtis uciekał.
___Sabotaż podczas operacji #9074442… Udzielanie tajnych informacji osobom postronnym… Współpraca z organizacją przestępczą…
___Matt tylko dla uzyskania pewności wpisał numer sprawy w komputerową bazę danych, a gdy wyświetlacz się przyciemnił, a na jego środku pojawił się czerwony napis głoszący zastrzeżenie akt, pokiwał twierdząco głową. Jeżeli Curtis był podejrzany, albo co gorsza, oficjalnie oskarżony o to wszystko, miał naprawdę poważne kłopoty. Przez istnienie obciążających dowodów nie tylko groził mu wyrok dożywotniego pozbawienia wolności, ale nawet kara śmierci, jeśli tylko Royal Flush miało tak wysoką wagę.
___Już wiedział, co ma na niego departament, ale czy mafia ścigała go tylko dlatego, że przez nich również został odkryty?
___Wziął do ręki tenisową piłeczkę i zaczął ją podrzucać do góry, jakby był śmiertelnie znudzony siedzeniem w pracy. Gdy na korytarzu mignęła mu sylwetka Liama, ścisnął zabawkę w dłoni, ukrywając ją przed piorunującym spojrzeniem swojego szefa. Nie miał ochoty zajmować się dodatkową robotą, gdy umysł zaprzątała mu sprawa Curtisa. Wiedział, że jeśli ma zrobić coś dobrze musi się temu poświęcić, a wirowanie pomiędzy powierzonym mu odgórnie zadaniem, a własnym śledztwem było marnotrawstwem jego cennego czasu. Otworzył teczkę z nowego śledztwa, która leżała na brzegu blatu i szybko przewertował jej zawartość, szukając czegoś, co pozwoliłoby mu się wymigać od tego. W końcu uśmiechnął się cwano i poderwał się z fotela, kierując się do Quinna.
Natknął się na niego po drodze, gdy zakładał dżinsową kurtkę. Jego mina nie mówiła nic dobrego, ale nie zamierzał rezygnować.
___– Nie mogę wziąć tej sprawy – mruknął, wyciągając przed siebie dokumenty.
___– Graves, czy ty się chcesz wymigać z roboty? – Quinn spojrzał na niego z niedowierzaniem, po czym odebrał teczkę. Zaledwie rzucił okiem na zawartość. – Znowu się zatrułeś? – spytał kpiąco, oddając mu akta. – Spieszę się.
___– Podmiotem tej sprawy jest osoba, którą od dawna prowadzi Frank, a więc obecnie Sheila, która posiada wszystkie jego akta. Chyba nie ma sensu bym się w to wtajemniczał, skoro ona ma wszystkie dane – powiedział przekonująco, po czym uniósł brwi i spytał szybko – Zanieść jej na biurko?
___– Nie – odpowiedział bez wahania Liam, patrząc na niego zamyślonym wzrokiem. – Sam to załatwię. А teraz do gabinetu. Migiem – rozkazał. – Bell, niech nikt nam nie przeszkadza – dodał, gdy mijali biurko rudowłosej kobiety.
___Matt zmarszczył brwi i powiódł za nim wzrokiem, czując, że to nie będzie przyjacielska pogaduszka. Westchnął jak skazaniec przed egzekucją, rozluźniając węzeł krawata pod szyją i pobiegł za szefem.
___– Zamknij za sobą drzwi – polecił Quinn, opadając wygodnie w swój fotel. – Masz mi coś do powiedzenia? – spytał i wsparłszy przedramiona o blat biurka, wlepił oczy w twarz Gravesa.
Matt zamyślił się przez chwilę, szukając w głowie konkretnego powodu, dla którego został wyzwany na dywanik.
___– Byłeś u fryzjera? – spytał cicho, usilnie odpędzając od siebie myśl o dziennikarce.
___Liam zgromił go spojrzeniem, zaciskając nerwowo szczęki.
___– A ty zgrywasz głupiego sam z siebie, czy ktoś ci za to płaci? – odpowiedział pytaniem, kładąc wyraźny nacisk na ostatnią część zdania. Podziwiał nadzwyczajne zdolności Gravesa do grania niewiniątka, ale w tej chwili nie miał czasu ani ochoty grać z nim w zgadywanki.
___– Uwierzysz, jak powiem, że nie miałem pojęcia, że pracuje nad sprawą wypadku? – spytał już poważnie i włożył ręce do kieszeni.
___– Nie – rzucił krótko Liam. – Nie wierzę też w twoje rzekome zatrucie ani w to, że byłeś tam wczoraj zupełnie przypadkiem.
___– To może najwyższa pora, żebyś zaczął ufać swoim agentom? – Uniósł wysoko brwi i spojrzał na niego porozumiewawczo.
___Liam roześmiał się w głos i pokręcił głową z niedowierzaniem.
___– Ufać agentom? Przez jednego z nich szlag trafił cholernie ważną operację, a drugi spotyka się z dziennikarką z podrzędnej stacji telewizyjnej, która dziwnym trafem ma wiedzę, że samochód z rzeki należał do agenta naszych służb. Skąd to wiedziała? Anioł Gabriel powiedział jej we śnie?
___– Może nie we śnie, a na miejscu zbrodni – odpowiedział stanowczo, czując złość, że Liam go o cokolwiek posądza. Zbliżył się do biurka i oparł się rękami o blat, wlepiając wzrok w Quinna. – Ujawnianie informacji opieczętowanych klauzulą „tajne” jest poważnym przestępstwem, za które grozi dożywocie, а nawet kara śmierci, а ja przecież jestem grzecznym chłopcem. To nie jest moja sprawa, nie angażuję się w nią i nie mam o niej zielonego pojęcia. Rozumiesz?
Liam przez kilka sekund, które wlekły się w nieskończoność, patrzył bez słowa na swojego podwładnego, analizując dokładnie każde wypowiedziane przez niego słowo. – Sugerujesz, że znalazła coś, co my przeoczyliśmy? – spytał już łagodniej.
___– Sugeruję, że musiała być lepsza niż twoi agenci – odpowiedział cięto i wyprostował się.
___– Bronisz jej – stwierdził Liam, uśmiechając się lekko. – Kim ona dla ciebie jest? – zapytał wprost. – Przygodą na kilka nocy czy zobowiązaniem na całe życie?
___– Ani jedno, ani drugie – bąknął pod nosem i odwrócił twarz na oprawione w ramki listy z podziękowaniami.
___– Więc?
___Quinn wpatrywał się w napiętą twarz Gravesa, mając nadzieję, że za chwilę sam od siebie naświetli mu nieco relacje między nimi.
___– Od kiedy obchodzi cię moje życie prywatne? – spytał, ponownie na niego spoglądając. – Możesz mnie podpuszczać, doszukując się w tym ukrytego sensu, ale niczego nie usłyszysz, bo nie ma o czym gadać. – Zrobił krótką pauzę, dając dobitnie do zrozumienia, że jest czysty jak łza, choć w rzeczywistości łgał jak pies. – Powiedziałem już, że nic mnie z tą sprawą nie łączy.
___– Nie obchodzi mnie twoje życie prywatne, ale pewien jego uroczy element, który być może wbrew tobie, ale jednak w pewien sposób łączy cię z tą sprawą – odparł Liam, obracając w palcach ołówek. – Skąd ją znasz? – spytał po chwili.
___Matt westchnął głośno, totalnie zrezygnowany i spojrzał na Liama błagalnie.
___– Ona nawet nie wie, że jestem agentem.
___– Zauważyłem, ale nie o to pytałem. To może chociaż powiesz mi, dlaczego nie powiedziałeś jej tego?
___– Może dlatego, że jestem jednym z najlepszych agentów jacy ci pozostali – odpowiedział dosadnie, patrząc mu prosto w oczy. Był przy tym bardzo przekonywujący – i nie narażałbym twojej sprawy, podsuwając się jako chodzące źródło informacji. Poza tym – dodał po chwili i uśmiechnął się sam do siebie – nic nie tamuje ruchu tak, jak gliniarz.
___Liam zaśmiał się pod nosem, przelotnie zerkając na zegar wiszący nad drzwiami. Coś w tym wszystkim zupełnie nie trzymało się kupy, ale nie miał czasu teraz tego roztrząsać. Nie był w stanie należycie się na tym skupić, mając w perspektywie spotkanie z byłą żoną.
___– Czy ci się to podoba, czy nie – zaczął podnosząc się z fotela – jesteś na cenzurowanym, Graves, więc miej się na baczności – powiedział i skierował się do drzwi, a Matt rzucił za nim:
___– Co do zatrucia, to chyba coś zakaźnego!
___Uśmiechnął się kpiąco, gdy Liam posłał mu ostrzegawcze spojrzenie i wyszedł. Na zbadanie sprawy Curtisa przydałby mu się dłuższy urlop, ale podejrzewał, że zwykłe zatrucie niczego nie załatwi, więc należy znaleźć coś bardziej przekonującego. Ludzie pracujący w DEA, tak samo jak w CIA, czy FBI, często mają obsesję na temat wszystkiego, czym się można zarazić. To taki służbowy zestaw lęków, który otrzymuje większość agentów, gdy zaczynają poważnie gmerać.
___Sam za bardzo nie wiedział, co myśleć o tym przesłuchaniu. To, że Liam będzie miał wątpliwości było jasne, jak tylko go zobaczył wysiadającego z samochodu pod domem tej dziennikarki. Nie wyglądał wtedy zbyt sympatycznie, а jego mrożące krew w żyłach spojrzenie nie pozostawiało żadnych złudzeń, że prędzej czy później go dorwie. Przypuszczał, że szef podejrzewa go o mieszanie się w sprawę Curtisa, ale nie spodziewał się, że może chodzić o sprzedawanie informacji pierwszej lepszej lokalnej stacji – nie żeby zrobił to dla CNN, czy BBC. Czyżby aż tak się pomylił? Quinn po sprawie z Evansem mógł być nieco skołowany wobec swoich agentów, ale Matt nigdy go nie zawiódł. Oficjalnie. Pomijając mniejsze i większe kłamstewka, oraz wybielanie się przy każdej możliwej okazji. Ale dzięki temu miał nienaganną reputację, więc zupełnie nie rozważał się takiej podejrzliwości wobec siebie.
Może nie powinien się oszukiwać, tylko przyznać, że popełnił błąd. Niezorientowanie się w sprawie reportażu Lexy było gigantycznym niedociągnięciem, które stało się rysą na szkle. Gdyby wiedział mógłby przewidzieć zachowanie Liama. Najgorsza jednak była świadomość, że jeden zły ruch może skończyć się poważnymi oskarżeniami – a na to nie mógł sobie pozwolić.
___Rzucił teczkę na plik jakiś dokumentów, mając zamiar od razu wyjść, ale akta zsunęły się i z kilkoma innymi papierami spadły na ziemię. Graves spojrzał na nie, jakby nie wierzył własnym oczom i westchnął cicho, po czym kucnął. Pozbierał kartki i spróbował ułożyć je w podobnej kolejności, nie chcąc narazić się Liamowi. Zamarł na moment i wstał, ściskając mocno w dłoni jedną z nich. Szybko odwrócił się za siebie, by sprawdzić, czy nikt z korytarza go nie obserwuje i ponownie wrócił do czytania. To był fragment jakiejś większej teczki. Pojawiające się w niej nazwiska raczej niewiele mu mówiły, ale wiele zdań było ocenzurowanych czarnym markerem. Tym, co zwróciło uwagę Matta to nazwisko Curtisa w jednym z wypowiedzeń, lecz jego treść była niezrozumiała. Tak jakby chodziło o zupełnie kogoś innego.
___Przejrzał resztę kartek, a następnie przeszukał wyciągnięte na blat akta, ale niestety nie znalazł niczego podobnego. Podejmując duże ryzyko, szybko sprawdził szafki, w których Quinn trzymał dokumenty, a następnie biurko. Na samym szczycie najniższej szuflady leżała teczka, do której spinaczem przywieszono fotografię Curtisa.
Matt wziął głęboki wdech i wczytał się dokumenty. Próbował jak najszybciej przejrzeć całość, mając głęboką nadzieję, że zdąży to zrobić przed powrotem Liama. Przyłapanie na grzebaniu w poufnych aktach, a do tego w gabinecie przełożonego, mogło grozić zwolnieniem dyscyplinarnym, więc wraz z pracą straciłby praktycznie całe swoje dotychczasowe życie. Jakikolwiek szmer na korytarzu, sprawiał, że podnosił nerwowo wzrok spod biurka, lustrując otoczenie przez kilka sekund. Z każdym jednym zdaniem coraz bardziej marszczył brwi, próbując ogarnąć treść, która przechodziła jego najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewał się czegoś takiego, gdy szukał informacji dotyczących Evansa.
___W końcu, gdy przerzucił ostatnią stronę, wyciągnął telefon i zrobił kilka zdjęć, łamiąc tym samym prawo po raz kolejny. Po wszystkim, ułożył teczkę z powrotem w szufladzie i opuścił gabinet, rozluźniając krawat i odpinając ostatni guzik swojej śnieżnobiałej koszuli. Było mu gorąco i duszno nie tylko z powodu sytuacji, którą spowodował, ale również informacji, które udało mu się zdobyć.
___– Matthew, dobrze się czujesz? – spytała Bella, wstając z krzesła.
___Ten zatrzymał się i wciąż w lekkim amoku spojrzał na nią. Jeszcze bardziej poluzował krawat i przekręcił szyję, aż strzeliły mu kostki.
___– Chyba mnie coś złapało – mruknął, odwracając wzrok od dziewczyny. – Wychodzę – rzucił jeszcze na odchodne i opuścił budynek departamentu.
___Przez całą drogę do domu siedział z głową opartą o zimną szybę wagonu metra, gorączkowo myśląc. Czuł się potwornie zmęczony i jedyne o czym teraz marzył to rozłożyć się na własnej kanapie i poleżeć w spokoju, choć zdobyte informacje powinny wywołać w nim spore podniecenie. Zdawał sobie sprawę, że to co znalazł jest warte określenia „tajny” i nie był pewien, czy ta zdobyta wiedza nie przeszkodzi mu w kolejnych działaniach.
___Wszedł powoli po schodach, a gdy znalazł się pod drzwiami swojego mieszkania, wyciągnął klucze. Nabrawszy sporej ilości powietrza w płuca przyłożył je do zamka i zamarł na chwilę. Spojrzał na drzwi, ponieważ intuicja podpowiadała mu, że coś jest nie tak. Kucnął przy klamce i dostrzegł niepokojące zarysowania. Wiedział już, że ktoś go odwiedził, choć na zamku nie było śladów włamania. Ten, kto to zrobił miał wprawną rękę i trochę doświadczenia w odblokowywaniu przeciętnych zamków. Zrobił to szybko i nie sprawiło mu to dużo problemów, zupełnie jak jemu z otwarciem gabinetu agentki Roberts. Teraz pytanie brzmiało, czy wciąż znajdował się w środku.
___Wyciągnął spod pazuchy pistolet i bezszelestnie wszedł do mieszkania.


Ostatnio zmieniony przez awangarda dnia 20:06:05 07-08-12, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dull
Generał


Dołączył: 14 Wrz 2010
Posty: 8468
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:19:52 08-08-12    Temat postu:

Ehhh, miałam cichą nadzieję, że odcinek rozpocznie się od kontynuacji namiętnych chwil Matta i Lexy Niemniej jednak odcinek był bardzo ciekawy. Lubię Liama w akcji. Jego podejrzliwość, stanowczość, a także poczucie władzy powodują, że sprawdza się w roli szefa. Mam także nadzieję, że jego kłopoty się kiedyś skończą.
Matt nieźle wybrnął z tej rozmowy. Nic nie zdradził w sumie na temat swoich relacji z Lexy

Końcówka jak zwykle ciekawa. Podejrzewam Curtisa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
awangarda
Motywator
Motywator


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 260
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z odległej galaktyki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:58:42 08-08-12    Temat postu:

Tak, wiem, chyba wszyscy na to liczyli, ale seks jeszcze będzie, nie martwcie sie, to nie koniec! I to na pewno w pełni okazałości. To prawda, Liam udał się Adze, bez dwóch zdań ;-) Dzięki, że znalazłaś chwilę!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:56:35 08-08-12    Temat postu:

Będzie? Ja nic o tym nie wiem ;P
A co do Liama... wszyscy trzej nam się udali - zdolne jesteśmy
W piątek do Was wracam, cieszycie się?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dull
Generał


Dołączył: 14 Wrz 2010
Posty: 8468
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:02:40 08-08-12    Temat postu:

Oczywiście, że się cieszymy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:07:43 08-08-12    Temat postu:

A ja właśnie wpadłam w otchłań rozpaczy przez naszych siatkarzy... Także jak nic nie napiszę w najbliższych dniach, to będzie to wyłącznie ich wina.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
awangarda
Motywator
Motywator


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 260
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z odległej galaktyki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:36:54 08-08-12    Temat postu:

Przestań się mazać! Pomyśl o Curtisie!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:20:03 09-08-12    Temat postu:

Na Curtisie świat się nie kończy! A w dodatku ich jest 12 i są zdecydowanie bliżej ;P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
awangarda
Motywator
Motywator


Dołączył: 24 Sty 2012
Posty: 260
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z odległej galaktyki
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:55:51 09-08-12    Temat postu:

Dla mnie kończy się na Mattcie i Curtisie niestety jestem ograniczona
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:17:26 09-08-12    Temat postu:

Moje serducho ma bardzo dużą poejmność - znajdzie się miejsce dla wszystkich
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11 ... 42, 43, 44  Następny
Strona 10 z 44

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin