Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

The crazy life of Melanie Starr - 05.07 - ostatni
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:05:10 13-05-15    Temat postu:

Dobrze, niech się czołga, niedużo ale chociaż trochę Niech sobie nie myśli, że to tak prosto i już
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:14:57 15-06-15    Temat postu:

Słoneczko moje drogie nie wiem czy o to Ci chodziło w kwestii jego kary, ale mam nadzieję, że Cię nie zawiodę



Nie mogła uwierzyć jak mógł jej to zrobić. Przyjeżdża tutaj tak słodko nieogolony, po raz kolejny wytrącając ją z równowagi, do tego siadając na jej kanapie – w dokładnie kilka godzin potem, gdy uznała, że czas przemalować salon – i mówi jej te wszystkie dziwne rzeczy, by na końcu oświadczyć, że nie rozmawiał z tą wywłoką. Czy ja naprawdę powiedziałam wywłoka – zapytała na głos, wpatrując się w Napoleona, którego czarne ślipia wpatrzone były w nią. Koniec – zdecydowała mocno. Czas wziąć się w garść. Skoro przyjechał tutaj tylko dlatego, że coś mu się ubzdurało, nawet nie rozmawiając z wyżej wymienioną kobietą upadłą, to ona nie ma zamiaru wyczekiwać jego nadejścia niczym darowana dziewica (pomijając ten mało istotny fakt, że dziewicą nie była)
- Zbieraj się Napoleon. Czas się brać do roboty – rzekła srogo, rzucając w kota ścierką i płosząc go z parapetu. By zaraz potem ochoczo chwycić wałek w dłonie i włączając muzykę na całe mieszkanie, malować ściany na różowo.
    ~*~

Był zmęczony, alkohol nadal dawał się we znaku, jedyne o czym marzył to łóżko, kołdra i minimum 10 godzin snu. Musiał tymczasem stawić czoło szarej rzeczywistości, w którą sam siebie wpakował. Bo w końcu kto mu kazał być naiwnym osłem, ślepo wierzącym kobiecie, która go zdradziła. Cóż – ma za swoje, wolał schować się przed światem, usunąć wszystkie racjonalne myśli na bok, skupić się na pracy i otoczyć skorupą. Powinien dostać order kartofla. Zamknął tymczasem drzwi samochodu, a prze głowę przeleciał mu obraz śpiącej Melanie, pierwszego dnia, gdy ją tu przywiózł. Uśmiechnął się na samo to wspomnienie. Zarzucił marynarkę na ramię, od dawna wyraźnie dusząc się w koszuli zapiętej pod sam guzik. Kiedy to się w ogóle stało?! Marzył, by to wszystko zrzucić i wskoczyć do basenu w ogrodzie. Ale przyjemności na później. Wszedł do chłodnego holu, widząc Grace czytającą kolorowe czasopismo.
- Sofia u siebie? - spytał beznamiętnie, gdy zwróciła na niego swoje zdziwione spojrzenie.
- Mhmm – kiwnęła głową, wydając z siebie jakieś pomruki, które uznał za potwierdzenie, po czym szybko wspiął się po schodach. Zresztą, jak to możliwe, że jego BYŁA narzeczona, która go zdradziła, miała tu „swój” pokój. To jakaś paranoja. Zapukał głośno, nawet nie czekając na „proszę”, wparował do środka.
- Dylan – oznajmiła mile zaskoczona, uśmiechając się do niego. Jednak jej piękny uśmiech szybko przeszedł w zdziwienie, gdy nie otrzymała od niego odpowiedzi, a zaciętość malująca się na jego twarzy, mówiła sama za siebie – Stało się coś?! - zaśmiał się niemal kpiąco, lustrując ją wzrokiem i zastanawiając się jak mógł w ogóle się z nią związać. Ba! Szykować się do ślubu!
- Masz 2 godziny na to, żeby się spakować i wynieść raz na zawsze – oznajmił zimno, dochodząc do wniosku, że tak naprawdę nie chce słuchać jej wyjaśnień i usprawiedliwień. Nie obchodziło go to – I nie chcę Cie nigdy więcej widzieć w moim domu ani gdziekolwiek indziej, gdzie mógłbym być. A jeżeli tak bardzo moja matka będzie chciała się z Tobą spotkać to niech to zrobi w centrum handlowym – dodał oschle
- Dylan, ja ... - zaczęła niepewnie, przerwał jej jednak brutalnie.
- Nie bardzo mnie o interesuje. Została Ci godzina i 59 minut – wyrzucił, obracając się na pięcie i wychodząc.
Otworzył drzwi, a jego kochana siostra z przyklejonym uchem, wpadła na niego. Uśmiechnął się pod nosem, omijając ją łukiem i podążając ku swojej sypialni. Wyśpi się najpierw, a potem wstanie i zaplanuję co ma zrobić. W końcu w tym był najlepszy. W planowaniu. Zrzucił niedbale buty, rozpiął koszulę i rzucił ją w kąt, po czym runął na łóżko, wygłodniały snu. Minimum 10 godzin, ale i 8 nie pogardzi.
    ~*~

Nie do wiary. Miał wrażenie, że czuję się jak dziewczyna przed pierwszą randką z fajnym facetem, myśląca czasami nieświadomie o pierwszym razie. Ale przecież to był on. Nadal. A przynajmniej taką miał nadzieję. I choć nadal nie miał jasno sprecyzowanych myśli – ledwo zdążył się wyspać – to jedno wiedział na pewno, nie przyjechał tu po raz kolejny na marne i tak łatwo nie wyjedzie. Zresztą, miał mieszkanie w tym mieście. I Melanie tak łatwo się go nie pozbędzie. Zapukał mocno w drzwi, niecierpliwie czekając, aż obiekt jego pokrętnych myśli się w nich pojawi. Czuł jak pocą mu się ręce i jak serce zaczyna bić coraz szybciej. Niedługo zacznie mówić jakieś głupoty nie z tej ziemi. I w chwili, gdy samego siebie przestrzegał przed paplaniem trzy po trzy – choć to przecież ona była w tym specjalistką – w drzwiach pojawiła się Melanie, bez słowa wpuszczając go do środka, jakby spodziewając się jego przybycia. Stracił rezon. Miał nadzieje – i to dość dużą – że przynajmniej się do niego uśmiechnie.
- Usiądź – oznajmiła dość zimno – Stało się coś? Jesteś tu już drugi raz?
- Cóż ... - zastanowił się, łapiąc jej wzrok, w którym przez sekundę zabłysła ta iskierka, którą chciał zobaczyć od wejścia i już wiedział co ma zrobić – Wyjaśniłem wszystko z Sofią. Mówiłem Ci ... że nie wiem co czuję w Twoje obecności, że sam zachowuję się dziwnie, irracjonalnie. Jak nie ja. I nie potrafię sprecyzować tego ... co mnie ogarnia – powiedział na jednym wdechu, przysuwając się do niej i łapiąc jej twarz w swoje dłonie. Spojrzał jej prosto w oczy, a jej z wrażenia, aż zaschło w gardle. Przygryzła dolną wargę, starając się przywrócić jasność umysłu. Bądź silna – podpowiadał rozum, chociaż serce trzepotało w piersi jak szalone.
- Dylan ... - zaczęła po chwili, odsuwając się trochę od niego, choć nie była wstanie odseparować się całkowicie – Sam nie wiesz jak to nazwać. I ja też nie – Oszustka – Ale jest tylko jeden sposób, żeby się tego dowiedzieć – spojrzał na nią zaskoczony i mocno zaintrygowany, choć może powinien zacząć się bać. Nie zachowywał się w końcu jak dżentelmen. Zwłaszcza ostatnio – Musimy się lepiej poznać, zobaczyć co każdy z nas lubi, co go interesuję, co lubi jeść, jak spędzać wolny czas. Czy śpi długo czy wstaje rano. Czy lubi naleśniki czy gofry. Woli dżem truskawkowy czy porzeczkowy. Musimy zacząć chodzić na randki.


Ostatnio zmieniony przez Stokrotka* dnia 21:39:52 16-06-15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:30:52 15-06-15    Temat postu:

Randki? Mel, jesteś moim bossem! Świetny tok rozumowania, pojadę do jego rodziny, udając jego narzeczoną, pomieszam, pocałuję go, prześpię się z nim, zakocham się, zwieje, a potem zacznę chodzić na randki Czyż to nie logiczne? Kocham Cię, Mel, jesteś cudem!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:35:59 15-06-15    Temat postu:

Podoba się? To kamień z serca ty poczekaj, bo jeszcze nie wiesz co ona mu na tych randkach zafunduję
Chyba sesja uwalnia we mnie pokłady pomysłów
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:38:07 15-06-15    Temat postu:

Oczywiście, że się podoba, choć myślałam, ze Sofia się już wyniosła po akcji z matka Dylana, ale to dziewczę jest uparte
Ja chcę randki!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 6:26:20 16-06-15    Temat postu:

Może miała się właśnie wynieść Dylan nie dał jej szans na powiedzenie czegokolwiek, a może liczyła, że on ją poratuję? Kto wie nie bardzo mi się chciało skupiać na niej
Czas rozpocząć randkowanie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:55:35 18-06-15    Temat postu:



Miał wrażenie, że się przesłyszał. To przecież niemożliwe. On się nie nadaję do randek. Nie chodził na takie coś. Analizował jej słowa jedno za drugim, raz po raz dochodząc do tego samego wniosku. Ona naprawdę to powiedziała, a stanowczość malująca się na jej twarzy dobitnie świadczyła o tym, że znalazła najlepsze rozwiązanie z możliwych. On tymczasem wyglądał jakby dostał obuchem w głowę. Usta od dobrych paru sekund otwierały mu się i zamykały, jakby naprawdę chciał coś powiedzieć, ale na dobrą sprawę nie wiedział co. Oczy zrobiły się niepomiernie duże i Melanie naprawdę zaczynała się powoli martwić. Zdawała sobie sprawę, że wyskoczyła z tym randkowaniem jak szalona. Ale co miała zrobić. Sama nie wiedziała co czuję, a paraliżował ją strach na to co on mógłby w tej sytuacji powiedzieć. Wylewny od niej bardziej nie był, mówiąc szczerze, wprost przeciwnie.
- Oj, to naprawdę dobry pomysł – zaczęła, gdy on nadal się nie odzywał, a jego wzrok przechodził z niej na podłogę – Będziemy mogli się poznać lepiej. Zobaczyć czy mamy wspólne zainteresowania. Co nas łączy. Pobyć razem. Nie wiem czy lubisz kawę rozpuszczalną czy z ekspresu. Czy lubisz naleśniki z dżemem czy z serem twarogowym. Nie znam Twoich przyjaciół, miejsca pracy. To naprawdę świetny pomysł. Każde z nas może przygotować jakieś najważniejsze informacje o sobie i powiemy sobie nawzajem. Albo możemy wymyślić grę w zgadywanie. Albo ...
- Dość – przerwał jej w końcu, gdy słowa z jej ust wypływały niczym pociski z karabinu. Spojrzała się na niego niepewnie – To dobry pomysł. Przyjdę po Ciebie dzisiaj o siódmej i pójdziemy na kolację – zapowiedział wesoło, cmokając ją w usta i wychodząc z mieszkania.
Patrzyła niemo na zamykające się za nim drzwi. Miała mu przecież jeszcze powiedzieć ... no trudno. Zrobi to na kolacji. Nie zachował się wobec niej prawidłowo, więc nie może oczekiwać na nagrodę. Uznała w duchu, by chwilę później udać się do sypialni. Otworzyła szafę na oścież i zlustrowała jej zawartość. Przecież ja nie mam w co się ubrać – jęknęła na cały pokój, zrezygnowana opadając na łóżku.
    ~*~

Musiała to przyznać. Swojego pomysłu z randkami jednak gruntownie nie przemyślała. A raczej nie wpadła na pomysł, że Dylan pierwsze co zrobi to zaprosi ją na kolację. Sądziła raczej, że będzie stawiać opór, a on tymczasem spowodował, że już kolejną godzinę ślęczała przed szafą i wyjmowała z niej wszystko po kolei, mając nadzieję, że coś w końcu się nada. Ku jej jeszcze większej rozpaczy nie miała zielonego pojęcia, gdzie ją zabierze, co jedynie potęgowało trudności w doborze stroju. Była już 5 po południu, a jedyne co zdążyła zrobić to spanikować kilka razy, w tym 2 naprawdę porządnie. Powinna się przecież jeszcze umyć, wysuszyć włosy, pomalować paznokcie, dobrać buty ... wszystko się mnożyło, a ona jak ten posąg wciąż siedziała przed szafą. Zebrała się w sobie, uznając, że już dawno powinna była wziąć prysznic. Może jak już będzie pachnieć truskawkowym żelem to uda jej się coś wyłapać z tej sterty ciuchów na każdą okazję. Jednak, gdy wróciła otulona frotowym ręcznikiem sytuacja się wcale nie polepszyła. A może i nawet wprost przeciwnie, w końcu czas mijał. Wzięła dwa głębokie wdechy, chcąc uspokoić rozszalałe nerwy. Czuła się jak przed pierwszą randką. Bo to w końcu Twoja pierwsza randka, geniuszu – powiedziała na głos, wpatrując się w swoje odbicie. W końcu uznała, że popłynie z prądem. Umalowała się więc i uczesała, mając nadzieję, że jej twarz nie wygląda jakby nałożyła na nią szpachlą tonę fluidu, a jej brwi nie prezentują się jak krzaczaste, zalesione tereny południowej części kraju. Uśmiechnęła się do lustra, chcąc samej sobie poprawić humor. Jednak gdy spojrzała na łóżko, na którym piętrzyły się sukienki, straciła dobry nastrój. Raz się żyję – pomyślała, zamykając oczy i na chybił trafił chwytając w ręce jedną z nich. Spojrzała na swój wybór. Czarna, przed kolano, mało rzucająca się w oczy. Idealna. Spojrzała na zegarek, który wskazywał, że zaraz wybije godzina zero. Skacząc po podłodze, założyła czarne szpilki (ależ ona jest szalona) i włożyła w uszy małe, złote serduszka. Rzuciła ostatni raz okiem na swoje odbicie, mając szczerą nadzieję, że gdziekolwiek pójdą nie zostanie wyśmiana.
    ~*~

Muskał jej dłoń kciukiem, wpatrując się w nią intensywnie. Uśmiechała się do niego delikatnie. Wiedziała co powinna zrobić. Wystawić jasno na stół warunki ich spotykania. Ale jak się tak na nią patrzył, nie była wstanie zebrać myśli. A kiedy już otwierała usta, czuła jego palce na swojej dłoni, zataczające dziwne i niezrozumiałe dla niej kształty.
- Dylan – zaczęła spokojnie, wyrywając dłoń z jego uścisku – Chcę Ci coś wyjaśnić. Nie dałeś mi możliwości zrobienia tego rano, więc ...
- O co chodzi? - spytał lekko zaniepokojony, wpatrując się w nią z ciekawością
- Chodzi nasze „randkowanie”. O jego zasady – oznajmiła, prostując się na krześle – Chodzi o to, że ... to ma być jak nowy początek. Chcę się dowiedzieć wszystkiego na Twój temat i dlatego żadnego całowania, zapraszania do domu, nocowania i seksu – powiedziała poważnie, choć ostatnie słowo trochę trudno przeszło jej przez gardło, a Dylan znowu wyglądał jakby dostał obuchem w głowę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:48:27 18-06-15    Temat postu:

- Chodzi nasze „randkowanie”. O jego zasady – oznajmiła, prostując się na krześle – Chodzi o to, że ... to ma być jak nowy początek. Chcę się dowiedzieć wszystkiego na Twój temat i dlatego żadnego całowania, zapraszania do domu, nocowania i seksu – powiedziała poważnie, choć ostatnie słowo trochę trudno przeszło jej przez gardło, a Dylan znowu wyglądał jakby dostał obuchem w głowę.

Jaaaaaaaaaasne Dylan będzie przeszczęśliwy takim obrotem spraw Po prostu wniebowzięty To jak dać dziecku ciastko, a potem zabrać i kazać jeść brukselkę

Wariująca Meli z okazji randki, to Meli przegenialna w swej panice A raz kozie śmierć, będę marudzić przez pięć godzin, że nie mam co na siebie włożyć, a potem wylosuje


Ostatnio zmieniony przez Sunshine dnia 20:50:25 18-06-15, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:17:20 18-06-15    Temat postu:

Miała być kara będzie kara żadnych pocałunków, przytulanek etc. ciekawe czy on to jakoś przetrwa
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:25:21 18-06-15    Temat postu:

Jak dziecko i brukselka, będzie się krzywił i wykręcał, ale wyczekiwał deseru
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nowa:)
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 31 Maj 2015
Posty: 41
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:00:27 30-06-15    Temat postu:

jestem ciekawa czy im się uda z tymi randkami ciekam na kolejny rozdział
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:16:23 30-06-15    Temat postu:

Nie wiem czy tak sobie to wyobrażaliście - Ci co jeszcze tu są, ale tak wyszło



Chwileczkę. Czy ona naprawdę właśnie powiedziała, że nie będzie mógł nawet jej dotknąć. Że jedyne co ewentualnie będzie mógł zrobić to pocałować ją w dłoń. Oczywiście za jej pozwoleniem. Przecież cały jego misterny plan, uknuty dokładnie po wyjściu z jej mieszkania, polegał na tym, że będzie mógł przejść do sytuacji o wiele cięższego kalibru. Tymczasem wychodzi na to, że ona ma swój własny plan – skrajnie różny od jego – i nikłe szanse, że będzie chciała ustąpić.
Wziął głęboki oddech, chcąc uporządkować myśli. Sam nie wiedział co jeszcze czuł, ale jednego był pewien – chciał być z nią. A jeżeli chciała, żeby chodził z nią na randki i postępował krok po kroku – od zdawkowego pożegnania pod domem na dobranoc do ... wolał o tym teraz nie myśleć, bo mogłoby się skończyć źle. Ale ... skoro właśnie tego od niego oczekiwała, to był na to gotów.
Wpatrywała się w niego z lekka niepokojącym wzrokiem, czekając na jego reakcję. A on w końcu się uśmiechnął. I niech ją coś trzaśnie, jeśli serce nie skoczyło szybkiego fikołka, gdy ujrzała ten uśmiech. Potem dopiero dotarło do niej, że przecież powiedziała mu właśnie, że jedyne co mógłby zrobić to cmoknąć ją w policzek, jeśli mu na to pozwoli. A on się uśmiecha?! Co z nim do cholery jest nie tak?! – spytała samą siebie, wpatrując się w niego z coraz większym oczekiwaniem, że zaraz roześmieje się na całą salę i powie jej, że raczej upadła na głowę. Cóż, jego tok myślenia nie bardzo zgadzał się z tym co ona chciała, żeby powiedział.

- W takim razie powinniśmy zacząć od zera. Dylan – oznajmił gładko, chwytając jej dłoń i składając na jej wierzchu delikatny pocałunek
- Melanie – wydukała, z miną jakby właśnie zjadła całą cytrynę i nie miała czym popić
- A więc skoro się poznaliśmy, może na początek zamówimy wino? - spytał, wpatrując się w nią z oczekiwaniem, a ona mogła jedynie mruknąć potakująco, bo każda inna odpowiedź mogłaby się skończyć tyradą na temat tego jak powinien zareagować. Cóż – w końcu sama tego chciała.

Tego mu nie mogła odmówić. Kiedy chciał był naprawdę czarujący. Cały wieczór ją adorował, prawił komplementy i gdyby nie fakt, że jasno mu powiedziała czego oczekuję od ich randek, pomyślałaby, że ma jakieś ukryte intencje względem niej i to niespecjalnie moralne. Wprawdzie niczego nie można być pewnym, ale ta opcja nie za bardzo jej podchodziła. Chyba jednak naprawdę wziął sobie do serca jej słowa. A ona za to modliła się, żeby coś w końcu mu nie wyszło. Jak można być tak idealnym?!.
Chwycił jej rękę, gdy podchodzili do drzwi jej mieszkania. Spojrzała na niego z nadzieją w oczach, że może jednak mu się odmieni – czego jednocześnie chciała i nie. To zdecydowanie za dużo jak dla mnie
- Skoro dzisiaj wybraliśmy się na kolację, to może jutro wspólny piknik?
- A nie musisz czasem pracować? - spytała mało przyjemnie, chwilę później gryząc się w język, by nie powiedzieć za dużo
- To może poczekać. Wpadnę po Ciebie koło 14 – już myślała, że nachyli się i ją pocałuję – nawet przelotnie, ale Dylan chwycił jedynie jej dłoń i na niej złożył pocałunek.
Głupia, głupia, głupia – przeklinała się, wchodząc do mieszkania. Rzuciła klucze na blat. O co jej w ogóle chodzi? Przecież właśnie tego chciała. Żeby obydwoje mogli rozeznać się w swoich uczuciach. Tymczasem ona jest prawie na niego wściekła, bo robi właśnie to co chciała, żeby robił. Powoli nie dziwiła się facetom, że czasami trudno im zrozumieć kobiety. Sama siebie kompletnie nie rozumiała.
    ~*~

Wybór po raz kolejny był trudny. Owszem miał ją zabrać na piknik, ale nie wiedziała czy usiądą gdzieś na ławce czy może wymyśli kosz piknikowy i koc, który rozłoży na trawie. I o ile ta jej letnia sukienka w kwiaty idealnie by się nadawała na taki dzień jak dziś, to wolała nie ryzykować pokazania majtek siadając na kocu. Zdecydowała się więc na krótkie szorty, mając nadzieję, że wybór nie okaże się najgorszym z możliwych. Usłyszała dzwonek do drzwi, spojrzała w swoje odbicie po raz ostatni i otworzyła mu drzwi, uśmiechając się do niego promiennie. Musiała to przyznać – prezentował się cholernie dobrze. A założył jedynie zwykłą białą koszulkę, która – co warto wspomnieć - idealnie uwydatniała jego mięśnie, nie napompowane jak balony w wesołym miasteczku, ale ze smakiem zaakcentowane. A sprane jeansy zdecydowanie zbyt dobrze podkreślały jego dolne atuty. Może jednak powinna się jeszcze zastanowić nad tym wychodzeniem z nim do ludzi. Zapewne wszystkie kobiety, które spotkają zarzucą na nim oko i będą się dziwiły jak mógł wyjść z kimś takim jak ona. Ale chwila, chwila – kiedy mi tak ostro spadła samoocena – zastanawiała się. Zawsze przecież miała gdzieś, te tłumy lasek podążające za modą, ofiary chirurgi plastycznej, którym w miejsce mózgu wszczepiono jakąś masę bez ładu i składu.
- Idziemy? - spytał po dobrej chwili, gdy tak bezmyślnie się w niego wpatrywała. Speszyła się lekko, od razu czując jak czerwień buraka wpływa na jej policzki. Mruknęła coś cicho, chcąc zniknąć mu z oczu i odczekać póki kolory z jej twarzy nie znikną, poszła więc przodem, nie widząc jego szelmowskiego uśmiechu.
    ~*~

Randka jedna za drugą. Już nawet nie wiedziała ile czasu minęło kiedy powiedziała mu czego oczekuję od ich spotkań. Raz zabrał ją do teatru. Nie pamiętała nawet o czym była sztuka, bo cały spektakl rysował okręgi na wnętrzu jej dłoni tak, że w ogóle nie mogła się skupić. Innym razem poszli do galerii sztuki współczesnej, choć mocno powątpiewała, że Dylan naprawdę chciał tam pójść. I choć ona naprawdę miała ochotę tego wszystkiego doświadczyć, to i tak mogła skupić się jedynie na tym jak on idealnie wpasowywał się w każde otoczenie. Czy to jego firma czy galeria sztuki bądź jej malutkie mieszkanie – zawsze pasował perfekcyjnie. Czego nie można było powiedzieć o niej. Raz wpadła na pomysł, że zaskoczy go w pracy. Nie skończyło się to zbyt dobrze.

Trzymając papierową torbę w ręce, weszła powoli z lekka niezdarnie przez przeszkolone drzwi do środka. Z miejsca ochroniarz siedzący gdzieś z boku spojrzał się na nią intensywnie, jakby chcąc przewiercić wszystkie jej myśli na wylot. A ona od razu poczuła jak ręce jej się pocą, a oddech staje się urwany. Nie cierpiała być pod obserwacją, a ten pan swoim zainteresowaniem dobitnie pokazywał jak bardzo tu nie pasuję.
Przeszła korytarzem czując, że teraz nie tylko ochroniarz, ale niemal wszyscy znajdujący się w tym pomieszczeniu patrzą na nią z zainteresowaniem. Mało by brakowało, a nie pobiegłaby do windy. Gdy w końcu się w niej znalazła, odetchnęła z ulgą i wcisnęła żądany numer piętra, mając nadzieję, że niedługo uda się jej skryć w zaciszu jego gabinetu. Choć i ta perspektywa – spędzenia z nim kilku godzin sam na sam – nie napawała ją zbytnim optymizmem.
Minęła biurko, przy którym zapewnie powinna czuwać jakaś wyfiokowana recepcjonistka czy jakakolwiek inna sekretarka. Ale ku jej szczęściu żadnej takiej nie było. Przeszła więc swobodnie dalej, z zaskoczeniem stwierdzając, że nie bardzo zwraca na siebie uwagę. W końcu – z wielką ulgą – stanęła przed drzwiami, na których zawieszona srebrna tabliczka informowała, że to właśnie jego gabinet. Zapukała cicho i nie czekając na wesołe „proszę” z jego strony, po prostu weszła do środka.
I tak właśnie wparowała – we wściekle amarantowej sukience, z lunchem w papierowej torbie – prosto na spotkanie biznesowe. Wszyscy – łącznie z Dylanem spojrzeli się na nią jak na kosmitkę. A ona wiedziała, że w tym samym momencie zarumieniła się po koniuszki włosów, marząc o tym by zapaść się pod ziemię

    ~*~

Nałożyła delikatnie błyszczyk na usta. Gdy teraz sobie o tym przypomina śmiać jej się chce. Nie tylko z samej siebie – w końcu wtargnęła do środka jak jedna wielka landrynka – ale z min znajdujących się w środku mężczyzn, gdy tam wparowała. Wszyscy, bez wyjątku, w garniturach i krawatach, ze skórzanymi teczkami leżącymi obok, żeby jeżeli tylko nadeszła taka okazja, wyjąć szybciutko jakieś ważne dokumenty. Zapewne stałaby tam i gapiła się na nich jak kołek – takiego widoku dość dawno nie miała – gdyby nie Dylan, który jak zwykle czarujący, przeprosił zebranych i wyprowadził ją z pomieszczenia. Pamiętała, że jak tylko wyszli to się do niej uśmiechnął. Nie wydarł się ani nie zaczął krzyczeć. Jedynie się uśmiechnął. A potem założył jakiś zbłąkany kosmyk jej włosów za ucho, patrząc na nią czule. W tej jednej sekundzie zmiękło jej serce i miała ochotę go pocałować. Tak po prostu. Bo tego właśnie chciała. Nie zważając na to, że byli w jego biurze, a jego pracownicy zapewne z wypiekami na twarzy obserwują całe zajście. Nie martwiąc się tym, że przecież sama nałożyła pewne zasady na ich relację. I że obiecała sobie, że najpierw chce usłyszeć od niego czego tak naprawdę od niej chce. I właśnie w tej jednej sekundzie, chciała wszystko rzucić w trzy diabły i w końcu zrobić to czego naprawdę chciała. Bo chciała z nim być. Wtedy też z pomieszczenia wyszła sekretarka i cały nastrój szlag trafił.

Szli ramię w ramię starym miastem, jedząc lody i rozkoszując się nie tylko pięknym wieczorem, ale i swoim towarzystwem. Choć żadne z nich nic nie mówiło. Z początku bardziej się tego bała, że w końcu nadejdzie ta chwila, kiedy nie będą mieli o czym rozmawiać i prędzej czy później Dylan najzwyczajniej w świecie znudzi się jej towarzystwem, bo już nie będzie nic do poznania. Ale później pokochała po prostu jego obecność. Nie musieli nic mówić, a cisza i tak nie dźwięczała w jej uszach. Rozkoszowała się nią. Tak samo jak jego bliskością. Zapatrzyła się na mężczyznę w przebraniu, który puszczał bańki mydlane ku uciesze zgromadzonych dzieci. Zatrzymała się na chwilę, chłonąc ten widok, a wtedy splótł palce z jej palcami, jak gdyby była to najzwyklejsza rzecz na świecie. Serce jej na chwilę stanęło, a w następnej sekundzie zaczęło pędzić jak szalone.
Dopiero po chwili zdecydowała się spojrzeć mu w oczy. Uśmiechał się do niej słodko, liżąc przy tym śmietankowego loda i wyglądając przy tym cholernie seksownie. Szli dalej w milczeniu, trzymając się za ręce. Słońce w końcu zaszło za horyzontem, a otaczająca ich atmosfera stała się jeszcze bardziej intymna, choć znajdowali się na ulicy, w tłumie ludzi. Tylko, że ona była jedynie wstanie czuć jego obecność. Nic więcej nie miało znaczenia.
- Nigdy nie mówiłaś o swojej rodzinie – zaczął powoli, jakby taktownie może z lekka świadomie przeczuwając co może się za tym kryć. Przystanęła na chwilę, nie zrywając ich nici połączenia, nie patrząc się na niego, a w jakiś daleki punkt przed nimi. Zupełnie jakby nie była wstanie powiedzieć mu tego prosto w twarz.
- Byłam jedynaczką. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy miałam 10 lat. Wychowywała mnie babcia, ale ona też zmarła niespełna 3 lata temu – powiedziała beznamiętnie, jakby mówiła o kimś zupełnie obcym. Stanął przed nią, a ręką delikatnie uchwycił jej podbródek i zmusił, żeby spojrzała na niego. Oczy miała zaszklone, choć tak bardzo starała się nie okazywać, że nawet po tylu latach ta strata ją boli. Jedna samotna łza spłynęła po policzku. Kciukiem delikatnie starł ją, patrząc się jej prosto w oczy. A potem tak po prostu ją przytulił. Nie pytając o nic więcej, jakby nic ponadto, że byli razem nie miało znaczenia. Wtedy rozkleiła się na dobre.


Przeklinała ten moment. Miała później całkowicie spuchnięte oczy i zatkany nos, a przede wszystkim mocno rozstrojone nerwy. Odprowadził ją wtedy jak przystało na gentlemana pod same drzwi jej mieszkania. Chciała coś wtedy powiedzieć, ale głos ugrzązł jej w gardle, więc jedyne co zrobiła to uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością. A on wtedy nachylił się, przeklęcie długo jego wargi wisiały nad jej ustami, aż w końcu pocałował ją w policzek, odwrócił się i wyszedł.
A dziś zabierał ją do opery. I niech ją niebiosa mają w opiece, bo nigdy tam nie była. Nie miała pojęcia jak ma się zachować – a z tym u niej i tak już wystarczająco ciężko. Odeszła od biurka, które ostatnio dość często pełniło rolę jej toaletki i obejrzała się w prostokątnym lustrze, stojącym w rogu pokoju. Zgarnęła kopertówkę z łóżka, idąc w kierunku drzwi, by mu otworzyć. Ubrany był w smoking, idealnie dopasowany do jego sylwetki, a czarujący uśmiech z miejsca ją uchwycił.
- Idziemy? - spytał, obserwując ją uważnie i podając jej swoje ramię.
    ~*~

Czuła gęsią skórkę na swoim ciele, gdy szli, trzymając się za ręce w kierunku jej mieszkania. Mogłaby tak trwać w tej jednej chwili, chłonąc jego obecność, ciesząc się ciepłem jego dłoni. Przylgnęła do niego mocniej i poczuła jak jego mięśnie napinają się, a potem całkowicie rozluźniają. Uśmiechnęła się sama do siebie w mrok nocy. W końcu znaleźli się przed jej drzwiami. Słyszała bicie swojego serca i z lekka urwany oddech. Spojrzała mu w oczy, delikatnie się uśmiechając, jakby słowami nie zdołała wyrazić tego wszystkiego co czuję.
Dał jej słowo. Przyrzekł, że będzie postępował dokładnie tak jak tego od niego oczekuję. Ale gdy się tak do niego uśmiechnęła, spuszczając przy tym wzrok dosłownie na sekundę, a potem z pełnym pożądaniem patrząc prosto na niego, nie mógł się powstrzymać. W jednej chwili zdecydowany był pożegnać się i wyjść, tak jak to powinien zrobić, a już w następnej przyciskał jej miękkie ciało do ściany, wpijając się mocno w jej usta, jakby to nie tlen, a jej bliskość powodowała, że jeszcze żyje. Ku jego wielkiemu zdumieniu nie odepchnęła go, a jedynie wplotła palce w jego włosy, przyciągając jeszcze bliżej. Podniósł ją do góry, a ona zręcznie oplotła go w pasie nogami. Chciał więcej. Zdecydowanie więcej. Nawet nie wiedział jak w końcu weszli do jej mieszkania i jak znaleźli się w jej sypialni. Pamiętaj jedynie, że jej czarny kot mignął mu przed oczami, jednak już w następnej sekundzie jej wargi ponownie odnalazły jego usta i wszystkie myśli wyparowały mu z głowy.
Działał jak w transie. Rozpiął jej wieczorową sukienkę, patrząc jak miękki materiał powoli zsuwa się z jej ciała, wystawiając na jego napastliwy wzrok. Stanął za jej plecami, muskając najpierw płatek ucha, schodząc pocałunkami coraz niżej. Wtulił się w zagłębienie szyi, chłonąc jej zapach. Odwróciła się przodem do niego i jednym wprawnym gestem, zrzuciła z niego nadmiar odzieży, który zaczynał go krępować. Pociągnął ją na łóżko tak, że wylądowała na nim, a jej piersi drażniąco połechtały jego klatkę piersiową. Spojrzał w jej zasnute pożądaniem oczy, by po raz kolejny tego wieczora, przyciągnąć ją zdecydowanie do swoich ust. Testosteron i adrenalina żywo buzowały we krwi, a on jedyne czego chciał to zatopić się w jej ciele i zapomnieć o wszystkim.
Poczuła jak powoli i miarowo wsuwa się w nią, wypełniając całe jej wnętrze. Ciepło promieniowało na całe jej ciało. Chciała tego. Jak nigdy wcześniej. Spojrzała na niego, widząc w jego oczach dokładnie to samo pożądanie, które trawiło ją od środka. Oparła swój policzek o jego, szepcząc cicho do ucha
- Kocham Cię – a chwilę później jakby w przypływie strachu na to co powiedziała, ugryzła go w płatek ucha. Zatrzymał się na chwilę, cały czas pozostając w niej. Zmusił ją, by spojrzała mu prosto w oczy, a gdy już to zrobiła uśmiechnął się szeroko, chwilę później stapiając ich ciała w jedno.

Leżała wtulona w jego miękki ciało, czując ciepło od niego bijące i rozkoszując się jego obecnością. W końcu to powiedziała. Wyrzuciła z siebie to słowo, które cały czas leżało jej na sercu i którego do tamtej chwili wcale nie była pewna. Głaskał jej po włosach, wsłuchując się w jej miarowy oddech. Udawała, że śpi. Uśmiechnął się szeroko, całując ją następnie w czoło.
- Kocham Cię – powiedział po chwili, pewny tego jak jeszcze niczego na tym świecie. Poderwała głowę do góry, patrząc na niego zaskoczona, a już w następnej sekundzie przyciągając go do siebie.


Ostatnio zmieniony przez Stokrotka* dnia 20:17:29 30-06-15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nowa:)
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 31 Maj 2015
Posty: 41
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:51:52 01-07-15    Temat postu:

jak słodko super rozdział oczywiście czekam na next
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:43:20 04-07-15    Temat postu:

Epilog

    - Dylan wstawaj do cholery – powtórzyła po raz kolejny, tym razem jednak uderzając go w ramię – Niedługo musimy jechać – jęknęła głośno, by mógł ją usłyszeć. Dylan zdjął poduszkę z twarzy, którą wcześniej założył, chcąc zapomnieć, że powinien wstać
    - Naprawdę musimy tam iść? - oznajmił błagalnie, w następnej sekundzie łapiąc ją za rękę i ściągając ją na siebie. Pisnęła zdziwiona, lądując prosto na jego nagiej klatce piersiowej
    - Tak – odparła zdławionym głosem, czując, że oddech znowu staje się urwany. I po raz kolejny na jedną nanosekundę, zastanowiła się czy to kiedykolwiek minie.
    - Czy to naprawdę takie istotne. Przecież już masz pierścionek na palcu – zauważył racjonalnie, chwytając w swoje smukłe dłonie ten palce na którym lśnił pierścionek zaręczynowy
    - Powiedzieliśmy, że przyjedziemy. Zresztą, co to za przyjęcie z powodu naszych zaręczyn, na którym nas nie będzie?
    - Najprzyjemniejsze – odpowiedział wesoło, co spotkało się z jej prychnięciem. Jednak chwilę później przyciągnął ją do siebie, wpijając się w jej usta i już nie było jej do śmiechu. Wiedziała, że będzie miała potargane włosy, a sukienka, którą tak pieczołowicie prasowała znowu będzie wyglądała jakby właśnie wyjęła ją psu z gardła. Ale i tak nie mogła się od niego oderwać. Nawet nie wiedziała jakim cudem w końcu on znalazł się na górze, niespiesznie całując najpierw płatek jej ucha, zagłębienie szyi, schodząc coraz niżej i dochodząc aż do rowka między piersiami.
    - Dylan – wydusiła schrypniętym głosem, chcąc nie tylko go, ale i przede wszystkim siebie przywołać do porządku – Musimy tam jechać
    - Ty to potrafisz zepsuć nastrój – odparł obrażonym tonem, ześlizgując się z niej i krocząc do łazienki. Uśmiechnęła się sama do siebie. Kiedy to jej życie obróciło się o 180 stopni? I czy ona naprawdę przegapiła ten moment – Na Twoim miejscu poprawiłbym fryzurę – oznajmił wesoło, całując ją przelotnie i zgarniając przygotowany garnitur.


    Starsza pani nalała sobie kolejną porcję mocnej herbaty do filiżanki i uśmiechnęła się żywo pod nosem. Wczorajsze przyjęcie okazało się sukcesem, a ona znowu zobaczyła wesołego i pogodnego Dylana, nie mogącego wręcz oderwać się od swojej narzeczonej. A skoro nim już się zajęła i wszystko skończyło się dokładnie tak jak to sobie wyobrażała, czas wziąć się za cięższy orzech do zgryzienia. Z upartą Grace nie pójdzie jej tak łatwo.


No tak - to w sumie już koniec. Nie wiem czy właśnie tak sobie to wyobrażaliście, że się zakończy, ale ja chyba tak i w sumie dlatego się cieszę.
Na razie do widzenia, a nóż może postanowię rozwinąć postać Grace i jej przygody, a przede wszystkim zapędy babci, by widzieć wnuków szczęśliwych
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:18:53 05-07-15    Temat postu:

Nie sądziłam, że tak szybko sie to skończy. Cudowni byli razem i bardzo Ci dziękuję za to opowiadanie Mel to wariatka jakich mało i na pewno jedna z najbardziej charakterystycznych postaci w tym dziele Dziękuję Ci za tę historię i jak sądzę po koncówcę, czeka nas jeszcze kontynuacja o Gracie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Następny
Strona 12 z 13

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin