Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Double Faced by mila&aga - odc. 16
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7860
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:59:03 13-09-10    Temat postu: Double Faced by mila&aga - odc. 16

Hej Z tej strony Mila i Aga. Jakiś czas temu zawiązałyśmy spółkę, a teraz chcemy Wam przedstawić owoc naszej współpracy – nasze pierwsze wspólne dziecko (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało).
Mamy nadzieję, że się Wam spodoba – liczymy na szczere komentarze i konstruktywną krytykę.
Miłej lektury!





Presents:
Tytuł oryginalny: Double faced
Tytuł polski: Nie do pary
Produkcja: Mila and Aga Entertainment
Liczba odcinków:?
Premiera: 20 września 2010 r.
Czołówka: [link widoczny dla zalogowanych]


Fabuła:
"Życie to nie film, nie obejrzysz powtórki" - pomyślała któregoś dnia Allison Hall i, z dnia na dzień, zaczęła robić rzeczy, które wcześniej nawet nie przyszłyby jej do głowy. Chciała zmienić wszystko w swoim życiu, ale wkrótce okazało się, że to, co zgotował dla niej los, przeszło jej najśmielsze oczekiwania.
Jedna decyzja, jeden głupi wybryk i Ally wraz ze swoją przyjaciółką – Kate Walker, stała się jedną z głównych aktorek w filmie, którego scenariusz pisał (pozornie) ślepy los. Mimowolnie wciągnięte w sieć intryg, rozgrywających się na szczeblu nowojorskiej elity, podjęły wyzwanie, rzucone im przez los i rozpoczęły walkę o prawdę i o własne szczęście, na własnej skórze przekonując się przy tym, że, życie to nie film, który można w dowolnym momencie zatrzymać, przewinąć, czy wykasować z niego nieudane sceny.
Czy uda im się jednak doprowadzić sprawy do szczęśliwego finału?


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 14:12:23 17-07-11, w całości zmieniany 20 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:04:58 13-09-10    Temat postu:

Ależ mnie zaskoczyła! Nic o tym nie wspominałaś. ;P No, ale podoba mi się i czekam na więcej!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25198
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:08:57 13-09-10    Temat postu:

Wasze wspólne dziecko brzmi świetnie, nie tylko brzmi, ale też wygląda
Czekam na owoce współpracy moich ulubionych autorek, a już ja czuje co to będzie za hit, więc się nie ociągajcie.
PS jak masz kontakt z Milą, to przypomnij jej o swoich obowiązkach względem "Opiekunki", bo ja usycham z tęsknoty.
Czekam na premierę, Sin
EDIT Świetna Entrada, teraz tym bardziej chodzi mi po głowie motyw przewodni:"... baby, I like it..." Co się całkowicie zgadza z moimi odczuciami co do tego opowiadania.


Ostatnio zmieniony przez Sunshine dnia 19:11:37 13-09-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mila851
Idol
Idol


Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 1002
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: (^o^)/*
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:25:55 13-09-10    Temat postu:

jako druga matka się pojawiam
zapraszam serdecznie na nasze wspólne dzieło, a zapewniam , że będzie się działo

Sin, pamiętam o OP niedługo coś wstawię
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7860
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:01:46 13-09-10    Temat postu:

Cieszę się, że Wam pomysł przypadł do gustu ^^ i żeby formalnościom wreszcie stało się zadość wstawiam obsadę



Kiedy pewnego ranka budzisz się i z przerażeniem stwierdzasz, że dawno już stuknęło ci dwadzieścia(kilka) wiosen, każdy twój dzień jest taki sam, niczego w życiu nie osiągnęłaś (ani w sferze zawodowej, ani, co gorsza, w łóżkowej) a przy tym wszystkim dochodzisz jeszcze do wniosku, że niejedna nastolatka przeżyła w swoim krótkim, pozornie beztroskim, życiu więcej niż ty, wówczas masz ochotę strzelić sobie w łeb. Centralnie.
Zaczynasz zastanawiać się, jaki sens ma w ogóle ta wegetacja (bo przecież życiem tego nazwać nie można)? Po co codziennie zrywasz się z łóżka bladym świtem i jak na złamanie karku pędzisz do pracy, której tak naprawdę serdecznie nie znosisz? Po co słuchasz, jak twoi koledzy jeden przed drugim przechwalają się swoim cudownym życiem? Po co, uśmiechasz się do nich słodko i prowadzisz z nimi towarzyskie pogawędki, skoro tak naprawdę gów*o cię obchodzi kto, z kim, dlaczego i po co?...
I kiedy po raz enty wałkujesz znów ten sam temat, dogłębnie analizując swoje dotychczasowe życie, w końcu dochodzisz do wniosku, że czas najwyższy coś zmienić. Ja też na to wpadłam.
Któregoś dnia wstałam z łóżka, spojrzałam w lustro i powiedziałam sobie: „Czas pożegnać grzeczną Ally”. Zrobiłam odważniejszy makijaż, wygrzebałam z szafy nieco bardziej szałowe niż zazwyczaj ciuchy i zaczęłam nowe życie. Ruszyłam podobijać świat, chciałam żyć pełnią życia, przeżywać przygody, mieć w końcu o czym rozmawiać z moimi „przyjaciółmi” w pracy…
Niestety, sielanka nie trwała długo. Jedna decyzja wywróciła całe moje życie do góry nogami. Dyskoteka, chwila słabości, trochę procentów w krwioobiegu, jakiś przystojniak i kilka minut (wątpliwej – patrząc na to z perspektywy czasu) przyjemności w damskiej toalecie… To wystarczyło, żeby wszystko zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni…




Miłość? Bzdura! Wszystko kręci wokół forsy. No chyba, że regularne uprawienie seksu z jedną i tą samą osobą, to już miłość… a zastanawiałeś się kiedyś co, jeśli kobieta, którą bzykasz, robi to zawodowo? Sam więc widzisz – miłości nie ma.
Rodzina? Z rodziną zawsze najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Spójrz na moje, na pozór piękne, zdjęcia z dzieciństwa… Matka, ojciec, mój brat i ja. Razem. Uśmiechnięci. Szczęśliwi? gów*o prawda! Matka zajęta była bieganiem od kochanka do kochanka, ojciec ciągle liczył kasę, a ja? Ja byłem gdzieś między tym wszystkim. Sam. Nikomu niepotrzebny. Jak cudzy bagaż, który przypadkiem dostajesz na lotnisku…
Może właśnie dlatego w moim życiu zawsze liczyły się:
1. Kasa – pieniądze dają szczęście i bardzo ułatwiają życie. Dzięki nim, jesteś panem świata, a przynajmniej własnego życia. Płacisz i wymagasz. Odwieczne prawo.
2. Kobiety – wszystkie bez wyjątku? Nie. Nie należy „konsumować” wszystkich kobiet! Trzeba sobie starannie wybrać zdobycz i nie poddawać się, gdy się długo opiera, bo najlepiej smakują te łanie, które się długo zdobywa.
3. Seks… no właśnie! Kobieta + seks = kłopoty. Kłopoty, których tym razem nie udało mi się rozwiązać pieniędzmi…




Każdy facet, prędzej czy później, postanawia, że czas się ustatkować. Nigdy nie byłem jakimś hulaką i nie zmieniałem kobiet jak rękawiczki, ale też nie czułem potrzeby, by wiązać się na stałe, choć zawsze widziałem, że chcę założyć rodzinę. Rodzinę, jakiej sam nigdy nie miałem...
Gdy wydawało mi się, że zostałem na tym świecie sam, jak palec, z tysiącem problemów na głowie, spotkałem kobietę, która przywróciła mi chęć do życia. Kobietę, z którą gotów byłem iść dalej przez życie. Po jakimś miesiącu znajomości byłem pewien – ta albo żadna. Rzuciłem dla niej wszystko, przeprowadziłem się, ale wtedy wszystko nagle stanęło na głowie. W moim życiu pojawiła się Ona – jej przyjaciółka. Ona i jej problemy. Jednym z tych problemów, jak się okazało, miałem być ja sam… A potem… potem spotkałem Jego i wtedy poczułem, że cały świat wali mi się na głowę…




Kiedy straciłam już nadzieję, że kiedykolwiek
zdołam ułożyć sobie z kimś życie, szef wysłał mnie na przymusowy urlop, żebym czasem nie popadła w rutynę. No i co się stało? A no to, że wreszcie się zakochałam! Zakochałam po uszy, na śmierć i życie! Był przystojny, męski, diabelsko seksowny, a przy tym czuły i romantyczny… Po prostu ideał!
Od razu wydało mi się, że to zbyt piękne, aby mogło tak beztrosko trwać. No i niestety, wykrakałam! Nim się obejrzałam wszystko zaczęło się komplikować. Na jednej szali zawisły przyjaźń i miłość. Z żadnej nie chciałam rezygnować. Niestety, one nie mogły istnieć obok siebie – niszczyły się nawzajem… Wtedy pojawił się On…


W pozostałych rolach:













Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 15:49:54 28-11-10, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:48:33 13-09-10    Temat postu:

Jej... Jestem pod wrażeniem...
Wspaniała obsada, fabuła- bomba!
Będę czytać na bank... Czekam na odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jowitka001
Komandos
Komandos


Dołączył: 11 Sty 2009
Posty: 610
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Monterey
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:36:22 14-09-10    Temat postu:

Nie no dziewczyny pomysł świetny!
Obsada cud miód malina
Wykonanie pewnie będzie zabójcze czekam na odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
LunaLovegood
Motywator
Motywator


Dołączył: 11 Paź 2009
Posty: 284
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:12:43 14-09-10    Temat postu:

O kurczę! Jestem pod wrażeniem. Dwa bracia i dwie dziewczyny, w dodatku każdy z osobna jest w jakiś sposób ze sobą powiązany. Czegoś takiego chyba jeszcze nie czytałam.^^ Chętnie zerknę na pierwszy rozdział waszej owocnej pracy. Niecierpliwie czekam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:03:37 14-09-10    Temat postu:

No no no zapowiada się super. Jak widać z obsady i zagmatwanego (jak zwykle ) opisu, będzie się działo, bo to niezły galimatias . Każdy z każdym ma jakieś powiązanie i na tym jak sądzę się nie skończy
W każdym razie - czytam OBOWIĄZKOWO - bo zaintrygowała mnie historia
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7860
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:31:22 15-09-10    Temat postu:

Dzięki wszystkim za tak przychylne komentarze :*

Sporo będzie się tu działo, więc czytelników o słabych nerwach uprasza się o zaniechanie czytania tego opowiadania
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7860
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:50:19 19-09-10    Temat postu:

przepraszam, że tak post pod postem, ale po konsultacjach z Matką Nr 1, zdecydowałyśmy, że premiera już dziś



[link widoczny dla zalogowanych]




Samolot był opóźniony, na dodatek okazało się, że mój bagaż gdzieś zaginął, teraz jeszcze taksówka, którą jechałam, poprawka: miałam nadzieję dojechać do domu, zepsuła się w samym centrum zatłoczonego Manhattanu, a moja przyjaciółka nawet nie raczyła nawet odebrać telefonu … Cholera!
- Ok., może pani wsiadać – powiedział taksówkarz – Myślę, że nie powinniśmy mieć już żadnych problemów – spojrzałam na niego podejrzliwie – W ramach, nazwijmy to, odszkodowania, policzę pani tylko pół ceny – dodał, uśmiechając się szatańsko. Normalnie, na widok takiego uśmiechu, kolana by się pode mną ugięły, ale nie dziś. Dziś moje myśli zupełnie zaprzątał inny mężczyzna, choć przyznam, że i temu niczego nie brakowało. Młody, przystojny, dobrze zbudowany…Idealny.
- Wsiada pani? – spytał zniecierpliwiony.
- Tak… – mruknęłam. Co innego mi pozostało? Musiałam przecież jakoś dostać się do domu.
Nie mogłam się doczekać, gdy opowiem mojej przyjaciółce o ogromnym szczęściu, jakie mnie spotkało. Moje życie wreszcie zaczęło się układać. Szef miał rację, że przyda mi się urlop.
Kto by jednak pomyślał, że miesiąc spędzony w Miami Beach tak odmieni moje życie?
Hotel The Tides South Beach był tak bardzo luksusowy, że przez pierwszych kilka dni nawet ja czułam się tam, jak kopciuszek, dosłownie. Za wszystko jednak płaciła moja redakcja, więc szybko przestałam się przejmować i zaczęłam cieszyć zasłużonym urlopem i zachowywać na odpowiednim poziomie. Przyznam, że udawanie snobki wychodziło mi całkiem nieźle i było dość ciekawym doświadczeniem...
Kurka… Stoimy. Znowu. Właściwie to poruszamy się, prawie wcale się nie poruszamy! Ciekawe, o której dotrę do domu, przy takim natężeniu ruchu? Eh… to właśnie nowojorska codzienność. Korki, światła… Witaj Nowy Yorku. Kate Walker właśnie wraca do szarej rzeczywistości.
Zanim przeprowadziłam się do NYC, słyszałam wiele razy, że albo pokocham to miasto, albo je znienawidzę, a jeśli pokocham, to zacznę uważać się za pępek świata, jak większość jego mieszkańców.
Nigdy jednak nie czułam się lepsza od innych i wiedziałam, że nawet przeprowadzka do NY tego nie zmieni. Nawet, gdy w moim życiu zawodowym wszystko zaczęło układać się, jak w bajce, nie zaczęłam zadzierać nosa i nie przestałam być sobą. Był czas, kiedy byłam przerażona perspektywą zamieszkania tutaj, ale potem na swój sposób nawet pokochałam Manhattan – jego brudne, zaśmiecone chodniki, żebraków co i rusz wyskakujących zza rogu i NYC Taxi Cabas. Tak, choć sytuacja, w jakiej się teraz znalazłam wydaje się temu zaprzeczać, to jednak bez naszych wspaniałych, żółtych taksówek przemieszczanie się po Manhattanie byłoby chyba zupełnie niemożliwe. I właśnie tego nienawidziłam w NY najbardziej – zatłoczonych ulic. Poza tym do szału doprowadzał mnie wszechobecny snobizm i przepych, ale taki właśnie był NY. Pełen kontrastów i różnorodności. Jedyny i niepowtarzalny… O! Sms… „Dzień dobry, kochanie. Mam nadzieję, że lot minął spokojnie i cała i zdrowa jesteś już w swojej rezydencji na Manhattanie. Oddzwoń, gdy będziesz na miejscu. Całuję, N.”
Kochany Nick. Już kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, poczułam motylki w brzuchu. Do tej pory myślałam, że to jakaś bujda, wymyślona na potrzeby komedii romantycznych… W każdym razie ujął mnie, nie tylko swoim wyglądem, ale też pełnym profesjonalizmem. Jako pracownik hotelu długo upierał się, że nie powinien wiązać się z klientkami, ale w końcu uległ. A może to ja uległam jemu? Nieważne. Nie żałuję ani jednej chwili. On chyba też nie. Cholerka… Przecież nasza historia, to idealny materiał dla scenarzysty, który miałby ochotę nakręcić komedię romantyczną! Może powinnam to spisać i sprzedać? On – pracownik hotelu, ona – kobieta, spełniona zawodowo, której życie prywatne jest w totalnej rozsypce… Tak. Pomyślę nad tym. Znamy się ledwie miesiąc, a on już zaproponował, że przeprowadzi się dla mnie do New York City… Nie sądziłam nigdy, że jakikolwiek facet rzuci dla mnie swoje dotychczasowe życie, a przynajmniej, nie po tak krótkim okresie znajomości. Na początku miałam jeszcze wątpliwości, że może to jakiś karierowicz, który kosztem bogatej, naiwnej snobki chce się wybić i zrobić karierę w NY. Bałam się powiedzieć mu prawdę, ale gdy uświadomiłam sobie, że coraz bardziej mi na nim zależy stwierdziłam: wóz albo przewóz. Powiedziałam mu, że nie jestem żadną grubą rybą w wielkim nowojorskim biznesowym akwarium, a on, ku mojemu zadowoleniu, wydawał się zupełnie tym nie przejmować. To chyba musi być miłość…
Znowu stoimy. Cholerne światła, cholerny Manhattan, cholerny New York!...
Rozstaliśmy się kilka godzin temu, a ja już nie mogę się doczekać, kiedy go zobaczę. Wiem, że to potrwa, ale… Jego ciało, jego oczy, włosy, usta… Na samą myśl o nim robi mi się gorąco. Nigdy nie czułam do nikogo tak silnego pociągu fizycznego. Nigdy też nie sądziłam, że można tak za kimś tęsknić. Muszę podziękować szefowi. Gdyby nie zmusił mnie do tego wyjazdu, nadal byłabym rozgoryczoną życiem singielką, a tak? Boże, czuję, że zaczynam się zachowywać, a przynajmniej myśleć, jak zakochana nastolatka…
- No, jesteśmy na miejscu – powiedział mój przystojny taksówkarz.
- Ile jestem winna? – spytałam, choć dobrze znałam cenę. Nieraz już przecież pokonywałam tę trasę żółtą taksówką. Gotówka, banknoty nie większe niż 20$. Taksometr wskazał dobrze znaną mi kwotę. Szybko doliczyłam do niej 20% napiwku, wyciągnęłam z torebki portfel i zaczęłam odliczać gotówkę. Kiedy spojrzałam we wsteczne lusterko, uśmiechnął się szatańsko. W normalnych okolicznościach zaprosiłabym go chyba na górę, ale nie dziś. Odliczyłam ile trzeba – Więc? – spytałam i czekając, aż na głos wypowie kwotę, której się spodziewałam, odwzajemniłam uśmiech.
- Powiedzmy, że – zawiesił głos i odwrócił się przodem do mnie – wystarczy mi jeszcze jeden taki piękny pani uśmiech.
- Podróż za jeden uśmiech? Niech się pan nie wygłupia.
- Wcale się nie wygłupiam. Niech będzie moja strata – puścił „oczko”. Wiedziałam, że czeka tylko na moje zaproszenie, ale źle trafił. Nie zmierzałam wdawać się z nim w dyskusje. Skoro nie chciał kasy, jego problem, a to czego chciał… Tego nie mogłam mu dać. Miesiąc temu pewnie bym się nie zastanawiała ani chwili, ale dziś ta opcja w ogóle nie wchodziła w grę.
- W takim razie dziękuję – powiedziałam wysiadając.
- To ja dziękuję i… polecam się na przyszłość – dodał, wtykając mi w dłoń swoją wizytówkę. Podziękowałam uśmiechem i zabrałam swój podręczny bagaż – Może pomogę? – spytał jeszcze.
- Nie trzeba, dziękuję – odparłam i nie oglądając się za siebie ruszyłam w stronę wejścia.
Powoli wgramoliłam się na czwarte piętro. Szczerze mówiąc, przez ten miesiąc zdążyłam już zapomnieć, jak to jest wspinać się po starych, trzeszczących schodach…
Od jakiegoś czasu dzieliłam mieszkanie z przyjaciółką z piaskownicy. Tak było taniej i wygodniej dla nas obu, zwłaszcza, że od małego trzymałyśmy się razem. Byłyśmy dla siebie prawie jak siostry, przy czym to ona zawsze była tą grzeczniejszą i bardziej odpowiedzialną, zawsze tysiąc razy analizowała wszystkie „za” i „przeciw” nim podjęła jakąkolwiek decyzję. Spokojna, uśmiechnięta, poukładana. Nie to, co ja – roztrzepana wariatka z milionem pomysłów na minutę… Wygrzebałam klucz i otworzyłam drzwi. To, co zobaczyłam po wejściu do naszego wspólnego mieszkania wprawiło mnie w totalne osłupienie, co mi się często nie zdarza…
Moja przyjaciółka, niejaka Allison Hall, w jakichś kurewskich ciuchach, z kurewskim makijażem na twarzy, spała sobie w najlepsze w naszym salonie, na naszej kanapie! Nigdy się tak nie malowała… Co ja mówię? Przecież ona prawie w ogóle się nie malowała! Nie mówiąc już o tym wyzywającym stroju… Czy to na pewno moja przyjaciółka?
- Ally – szturchnęłam ją lekko, ale tylko mruknęła coś przez sen. Gdy pochyliłam się nad nią, wyczułam ostrą woń alkoholu – Coś ty zrobiła? – spytałam, ale moje słowa rozeszły się echem po ścianach. Nie zastanawiałam się długo nad tym, co mogło doprowadzić ją do takiego stanu. Byłam zbyt przejęta własnym szczęściem i zbyt zmęczona podróżą, by to analizować…


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 18:06:18 19-09-10, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:06:16 19-09-10    Temat postu:

Naprawdę jestem pod wrażeniem.... Wspaniały odcinek...
Niezła ta scenka z taksówkarzem
Od samego początku dziewczyna ma problemy- opóźniony samolot, zagubiony bagaż, zepsuta taksówka... Ech, ciężki dzień...
Czekam na dalszy ciąg...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7860
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:28:49 19-09-10    Temat postu:

dzięki za komentarz :*
ale wkrótce okaże się, że te kłopoty to tzw. mały pikuś
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:18:49 20-09-10    Temat postu:

Ech, przestań, bo nie dotrzymam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7860
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:47:50 23-09-10    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]



Świt przyszedł zbyt wcześnie, a może to noc znów była zbyt krótka? Tak czy siak, czułem się, jakby zaraz coś miało rozsadzić mi głowę. Czary dopełniało oficjalne spotkanie z rodziną, na które już byłem spóźniony. Bardzo spóźniony. Oczami wyobraźni widziałem już matkę, niecierpliwie przestępującą z nogi na nogę, co i rusz wypowiadającą do mojego brata same epitety na mój temat. Od razu poprawił mi się humor, co zważywszy na okoliczności, chyba jednak nie było do końca na miejscu... Cóż, taki właśnie byłem i może właśnie dlatego matka tak mnie nienawidziła. Ona – Maria Elizabeth Jefferson Sanders – zawsze była dystyngowaną damą z wyższych sfer, a ja? Nawet nie wiem, jak się nazwać, żeby to oddało to, co o mnie myślała. W każdym razie nigdy się specjalnie nie przejmowałem ani nią, ani resztą wspaniałej rodzinki i teraz też nie zmierzałem biec, jak na złamanie karku tylko po to, by ich uszczęśliwić, zwłaszcza, że i tak nie mogli zacząć beze mnie.
Wiele było powodów, dla których perspektywa spotkania z moją szalenie kochającą się rodzinką, nie napawała mnie optymizmem. Zbyt wiele, by zaprzątać sobie nimi głowę, która ciągle nie funkcjonowała, jak powinna. Chciałem uniknąć tego spotkania, przewegetować dzień we własnym mieszkaniu, dotrwać jakoś do wieczora i znów uciec od wszystkiego, w tętniący życiem również nocą Nowy Jork. Gdyby nie to, że Steven nalegał na moją obecność, z pewnością wciąż leżałbym zalany, gdzieś pod stołem jednego z klubów nocnych, które powoli zaczęły stawać się moim drugim domem. No dobra, przesadziłem z tym leżeniem pod stołem, ale fakt jest taki, że mogłem ten dzień zacząć zdecydowanie przyjemniej, w zdecydowanie milszym towarzystwie, a tak? Powoli wspinałem się po schodach na piętro, gdzie za chwilę miał zostać odczytany testament mojego ojca. Mogłem pojechać windą, ale z pełną premedytacją postanowiłem wlec się schodami. Skoro czekali na mnie tyle, mogli poczekać jeszcze kilka minut. Byłem zły, zły do szpiku kości. Tak mówiła matka. Jej zdaniem zawsze robiłem wszystko, by utrudnić życie innym. Nie zamierzałem wyprowadzać jej z błędu. Nie dzisiaj. Wiedziałem, że nie jestem tam mile widziany, ale, jak ujął to Steve: "do jasnej cholery, to był również mój ojciec i mam prawo wysłuchać jego ostatniej woli nawet, jeżeli mój widok będzie solą w oku matki", a może przede wszystkim dlatego? Tak, perspektywa napsucia krwi matce była zbyt kusząca, by sobie jej odmówić. Stary, dobry Steve zawsze wiedział, jakich argumentów użyć, żeby przekonać mnie do czegoś, na co początkowo wcale nie miałem ochoty.
Gdy tylko przekroczyłem próg gabinetu notariusza, tak jak się spodziewałem, naskoczyła na mnie matka.
- Wreszcie raczyłeś zaszczycić nas swoją obecnością – powiedziała, jak zwykle jadowitym tonem. Nie spodziewałem się, że rzuci mi się na szyję, ale szczególnie w takich okolicznościach, jakie nas tu wszystkich zebrały, miło byłoby usłyszeć z jej ust zwykłe „dzień dobry synu”. Chyba znów okazałem się naiwnym głupkiem, łudząc się nadzieją, że śmierć ojca zbliży nas do siebie. Niby dlaczego tak miało się stać, skoro odkąd pamiętam, żyliśmy jak pies z kotem? Tylko dzięki ojcu nie pozabijaliśmy się jeszcze, ale teraz... Teraz już go nie było. Przyszedł czas, by wytoczyć najcięższe działa.
- Witaj mamo. Widziałem na dole zaparkowaną limuzynę, czyżby twoja miotła się popsuła? – uśmiechnąłem się lekko, trzepocząc niewinnie rzęsami. Skoro pierwsza zaatakowała, ja nie miałem zamiaru być jej dłużny.
- Widziałeś się w lustrze? – spytała. Przyjrzałem się sobie uważnie. Czarna koszula, czarne jeansy i czarna skórzana kurtka. Nie wyglądałem wprawdzie jak obecna tu banda wypacykowanych sztywniaków z zarządu z moim bratem na czele, którzy mieli na sobie drogie markowe garnitury, ale nie widziałem też nic złego w swoim stroju.
- Gdybym wiedział, że obowiązują sukienki koktajlowe – mówiłem z pogardą patrząc na matkę, która wystroiła się w zwiewną liliową sukienkę, co chyba było delikatnie nieadekwatne do okoliczności – pożyczyłbym sobie jedną z twojej szafy.
Nic nie odpowiedziała. Jeszcze przez chwilę lustrowała mnie swoim nienawistnym spojrzeniem, aż w końcu posłałem jej kolejne z serii spojrzeń, których nienawidziła. Poskutkowało. Odwróciła wzrok i zajęła się rozmową z moim młodszym braciszkiem.
- Nareszcie jesteś! Już myślałem, że nie przyjdziesz – Steven Emmerson przywitał mnie szerokim uśmiechem, uścisnął dłoń i z troską poklepał po ramieniu – Jak się trzymasz? – wzruszyłem ramionami. Co miałem mu powiedzieć? Że cholernie brakuje mi ojca, bo on jeden w tej popieprzonej rodzinie traktował mnie jak człowieka? Kto jak kto, ale Steven wiedział o tym doskonale – Możemy zaczynać? – spytał, a gdy przytaknąłem zwrócił się do wszystkich, czyli mojej matki, brata i jego dziewczyny oraz kilku wspólników ojca, którzy przyszli, by dowiedzieć się, co stanie się z firmą – Skoro są już państwo w komplecie, proszę wygodnie usiąść, zaraz poproszę notariusza…
- Choć raz zachowuj się przyzwoicie – syknęła mi matka do ucha, gdy wygodnie rozsiadłem się w fotelu, opierając kostkę jednej nogi o kolano drugiej – Nie jesteś w barze…
- Doskonale wiem, gdzie jestem… – mruknąłem – mamusiu – dodałem po chwili, wkładając w to słowo tyle jadu, cynizmu i złości, ile tylko byłem w stanie.
- Witam państwa, w tej jakże trudnej, ale i ważnej dla państwa chwili… – zaczęło się. Część wstępna, wyrazy współczucia i ubolewania, bla, bla, bla… Poczułem, że mam ochotę wstać i powiedzieć temu gamoniowi, żeby przeszedł wreszcie do sedna i darował sobie ten stek zupełnie nieszczerych wyrazów współczucia, ale matka chyba zabiłaby mnie za to gołymi rękami. Ona oczywiście musiała grać kochającą, wielce rozpaczającą wdowę. Gdy wyjęła z torebki jedwabną chusteczkę i zaczęła starannie wycierać niby-łzy spod oczu, omal nie zaśmiałem się w głos. Nie mogłem patrzeć na tę szopkę. Chciałem, żeby to się jak najszybciej skończyło. Podniosłem się z fotela, dając jednocześnie notariuszowi znak gestem, by kontynuował i nalałem sobie szklaneczkę whisky.
- Steven – szepnąłem do stojącego obok mnie mężczyzny, który był mi bliższy niż rodzona matka – Czy ona zawsze taka była?
- Gdybyś częściej bywał w domu, już dawno zauważyłbyś, jaka jest – uśmiechnąłem się blado na te słowa.
- A nie przyszło ci do głowy, że nie bywam w domu, bo nie chcę mieć z nią nic wspólnego? – Steven spojrzał na mnie tymi swoimi wielkimi niebieskimi ślepiami, jakbym zdradził mu niewiadomo jaką tajemnicę – Wiem, że matka zdradzała ojca – podjąłem temat na nowo – ale czy ona w ogóle kiedyś coś do niego czuła? Bo jeśli nie, to po jaką cholerę wychodziła za niego za mąż?
- Ciii – uciszył mnie, wskazując wzrokiem w stronę prawników.
- …Ja Jonathan Eric Sanders III – czytał jeden z nich z białego kredowego papieru – będąc w pełni władz umysłowych, świadomy podejmowanej czynności i bez przymusu oświadczam, iż firmę „Sanders and Company” oraz cały mój pozostały majątek ruchomy i nieruchomy, przekazuję na ręce mojego syna Dominica Jonathana Sandersa…
- Cholera – mruknąłem, chyba z nutką niedowierzania w głosie – Cały ten cyrk wraz ze wszystkimi jego małpami jest mój? – spytałem, gdy notariusz zaczął odczytywać poszczególne pozycje w stanie majątku, jaki pozostawił po sobie ojciec. Steven przytaknął skinieniem głowy, a po chwili dostrzegłem, jak kąciki ust unoszą mu się w uśmiechu. Podążyłem wzrokiem za jego spojrzeniem. Mina mojej matki była bezcenna. W sekundę przestała szlochać, a jej twarz w przypływie złości przybrała kolor dojrzałego buraka.
- A co z naszym młodszym synem? – zwróciła się do prawników – Na pewno jest tam jakaś wzmianka… – żenujące. Nawet żebracy mają więcej godności.
- Przykro mi – powiedział jeden z nich – Panie Dominicu – zwrócił się do mnie – Zapraszamy do nas. Musimy dopełnić wszelkich formalności.
Skinąłem głową i odstawiłem szklankę.
- Nie cieszysz się? – zwróciłem się do matki, która śpiesznym krokiem zmierzała w stronę wyjścia. Dobrze wiedziałem, że jest wściekła, ale nie mogłem sobie odmówić odrobiny uszczypliwości.
– Nie złość się tak, bo wkrótce będziesz miała zmarszczek więcej niż niejedna słonica i nawet najwyższej jakości botoks ci wtedy nie pomoże.
Fuknęła coś pod nosem i wyszła, a zaraz za nią mój młodszy brat i jego dziewczyna, tak samo wściekli. Nie rozumiałem dlaczego, ale od kiedy tylko pamiętam, matka zawsze traktowała mnie jak śmiecia. Teraz wreszcie dostałem okazję, by odpłacić jej tym samym.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 1 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin