Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Miłość czy nienawiść II po latach (50 ODCINEK 15.05.2010r)!
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10276
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 23:13:48 12-02-10    Temat postu:

Przepraszam za aż tak długą przerwę, ale niestety tak jakoś wyszło. Teraz newiki powinny być dodawane znacznie częściej.

48 ODCINEK

Szpital.

Ostatnią szansą dla Gustavo była reakcje na bodźce. Andres Quiroga wyjął jedną z igieł i zaczął powoli i delikatnie wbijać ją w poszczególne palce u stóp pacjenta.

- Oby nie było już za późno. To może nie być już takie proste jak jeszcze kilka dni temu. Ponowne wprowadzenie cię w stan śpiączki dodatkowo skomplikowało sytuację – westchnął lekarz, po czym kontynuował swoją terapię wstrząsową.

Przez pierwsze kilka, kilkanaście sekund ciało nieprzytomnego Valdeza była zupełnie nieruchome i obojętne na ból. Działanie lekarza pozostawały bez skutku i kiedy nawet on zaczął już tracić nadzieję, stało się coś nieoczekiwanego. Stopa zaczęła reagować na bodźce. Pacjent poczuł ukłucie, a po chwili cały zaczął się nerwowo poruszać. Wykonywał już mimowolne ruchy rękoma i nogami. Serce zaczęło szybciej bić, co widać było na wskaźników. Po kilku minutach czynności życiowe wróciły do normy. Pacjent uspokoił się całkowicie, ale nadal był nieprzytomny.

- A niech to! Wszystko na marne – załamał się Quiroga.

W tej samej jednak chwili Gustavo Valdez przebudził się. Otworzył oczy i nieporadnie rozglądał się dookoła. Widać było, że wielotygodniowa śpiączka była dla niego szokiem i teraz nie miał pojęcia co się wokół niego dzieje.

- Gdzie ja jestem? Co ja tu robię? – zapytał zdziwiony Gustavo.
- Spokojnie, to może być dla pana szok. Jest pan w szpitalu. Jakiś czas temu miał pan wypadek i właśnie wybudził pan się ze śpiączki. Proszę powiedzieć jak się pan nazywa?
- Gustavo Valdez. Nie straciłem pamięci. Jaki wypadek? Pan chyba żartuje? Chcieli mnie zabić! Gdzie moja żona? Co z nią?
- Nic im nie jest. Ta wiadomość bardzo ich ucieszy. Znów jest pan wśród żywych. To prawdziwy cud!
- Chcę widzieć moją żonę i córkę. Niech mi pan to załatwi – wyszeptał Valdez...

Biuro Roberto Vellasqueza.

Esteban w dobrym humorze wrócił do biura swojego szefa. Udało mu się spędzić czas z Luisą, a na dodatek przypadkowo doprowadził do ich kłótni. Roberto był nieco poddenerwowany i podminowany. Wiedział, że lada moment może dojść do przełomu. Problemy jego konkurenta na stanowisko prezydenta i afera z jego udziałem definitywnie przechyliłyby szalę zwycięstwa na jego korzyść.

- Gdzie się podziewałeś? Teraz będziesz mi bardzo potrzebny – zauważył Vellasquez.
- Czy to na co czekamy już się wydarzyło? – odparł zdziwiony Esteban.
- Jeszcze nie, ale czuję, że nasze zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki. Już niedługo...

W tym momencie zabrzmiał dźwięk komórki Roberta. Mężczyzna uśmiechnął się widząc kto do niego dzwoni i szybko odebrał.

- Witaj przyjacielu. Jakieś nowości? – zapytał.
- Żebyś wiedział panie prezydencie – odparł Gino.
- Nie nazywaj mnie jeszcze prezydentem, bo możesz zapeszyć.
- Nie ma co wierzyć w przesądy. Uwierz lepiej w fakty. To co mam ci do powiedzenia zwali cię z nóg.
- Co się stało?
- Dostałem cynk od mojej policyjnej wtyczki, że mają już dowody aby aresztować Camposa. Niedługo go przymkną. Chyba nie muszę ci mówić co masz teraz robić. Wykorzystaj szansę, bo drugiej nie będzie.
- Dziękuję za informację. Doskonale wiem co robić. Campos jest już skończony.
- Otóż to. Do zobaczenia prezydencie!

Roberto uśmiechnął się ironicznie. Zacisnął pięść w geście radości i spojrzał na swojego rozmówcę.

- Mamy go! Zadbaj o to żeby zrobiło się tłoczno w mediach. Niedługo aresztują Camposa i to potwierdzona informacja. Załatw mi też konferencję prasową. Muszę publicznie wystąpić i skomentować ten ohydny polityczny skandal.
- Nie ma sprawy szefie. Wszystkim się zajmę.
- Nawet jest mi cię żal Eduardo Camposie. Byłeś godnym przeciwnikiem – zaśmiał się Roberto...

Jakiś czas później.

Biuro Eduardo Camposa.

Eduardo wraz z szefem swojej kampanii wyborczej Pablem odbywali właśnie ważne spotkanie gdy sekretarka poinformowała ich o przybyciu niespodziewanych gości.

- Mówiłem żeby nam nie przeszkadzać Nidia – powiedział poddenerwowany Eduardo.
- Ale to policja panie prezesie – odparła dziewczyna.
- Co oni znowu od ciebie chcą? – zdziwił się Pablo.
- Myślałem, że załatwiłem z nimi już wszystkie formalności. Dobrze... Wpuść ich...

Po chwili do środka weszli Gerardo, Carlo i trzech innych policjantów. Spora liczba mundurowanych oraz ich miny zaniepokoiły Eduarda.

- To znów wy. W czym jeszcze mogę wam pomóc? Mam uzupełnić zeznania? Coś podpisać? Jeszcze jakieś formalności związane z przesłuchaniem?
- Nic z tych rzeczy proszę pana. Nam pan już nic nie musi wyjaśniać. My wiemy już wszystko – stwierdził Gerardo.
- Nie bardzo rozumiem. O czym pan mówi?
- Tłumaczyć będzie się pan przed sądem. Mamy dowody, że to pan zabił Alberto Toscaniego. Jest pan aresztowany pod zarzutem zabójstwa pierwszego stopnia – dodał Carlo.
- Wy chyba żartujecie! Jakie dowody? Nikogo nie zabiłem.
- Wszystkiego dowie się pan na komisariacie. A teraz proszę nie utrudniać nam pracy. I tak musimy zrobić to co nieuniknione. Aresztujcie go i wyprowadźcie z budynku. Mam nadzieję, że na dole nie ma jeszcze dziennikarzy. Nie chcę tu awantur i skandali. Nic pana nie uchroni. Nawet to, że jest pan kandydatem na prezydenta. Przykro mi – powiedział Alvarez, a jego ludzie w tym samym czasie skuli zdezorientowanego Eduardo.
- To konieczne? Nie traktujcie go jak zbrodniarza! – wtrącił Pablo, ale nic nie mógł zrobić.
- Niech się pan cieszy, że nie ma tu mediów – oznajmił Carlo.
- Niestety już są – powiedziała Nidia, która spoglądnęła przez okno i zauważyła kilkunastu dziennikarzy koczujących przed wejściem do budynku.
- Skąd oni już o tym wiedzą? Nie daje to panom nic do myślenia? To spisek przeciwko mojej osobie! – awanturował się Eduardo.
- Dziennikarze to czwarta władza, nie wiedział pan? – zdziwił się Gerardo. Idziemy! Nie odpowiadamy na żadne pytania i odjeżdżamy. Szybko!
- Poinformuj moją żonę Pablo! Ona musi wiedzieć, że jestem niewinny i to jest jedna wielka pomyłka! To się musi wyjaśnić...

Mieszkanie Moniki i Raula.

Raul wciąż był wstrząśnięty tym co się wydarzyło w biały dzień na ulicy. Śmierć Sandry i to zabójstwo było dla niego szokiem. Opowiedział żonie cała tę historię i ona również nie mogła w to uwierzyć.

- Nigdy jej nie lubiłam, bo była złą osobą i chciała cię kiedyś uwieść, ale zapomniałam o tym. A teraz ona powróciła, chciała się zmienić i tak nagle zginęła. To bardzo dziwne – westchnęła Monika.
- Mnie to mówisz? Nic z tego nie rozumiem... I przed kim ona chciała mnie ostrzec? Przed jaką kobietą? – zastanawiał się Raul.
- Nie wiem tego kochanie. Pomyśl lepiej która cię podrywa, która się w tobie podkochuje? Na pewno jest takich bez liku. A jeszcze znając twój stosunek do ładnych kobiet to...
- Nie żartuj w takiej chwili kochanie. Śmierć Sandry i to całe zamieszanie naprawdę mną wstrząsnęło. Co ona chciała mi przekazać?
- Nie wiem. Prześpij się z tym. Może znajdziesz odpowiedź...
- Nawet na własną żonę nie mogę liczyć. Mam z dziesięć kandydatek. Do jutra będę wiedział o którą chodzi. Dam ci znać kochanie.
- I teraz to chyba ty żartujesz? Ty nigdy się nie zmienisz. Nigdy! – odburknęła Monika.

Kilka godzin później.

Szpital.

Deborah i Vicky zostały poinformowane o nagłej zmianie stanu zdrowia Gustavo. Telefon od Andresa Quirogi był bardzo tajemniczy, więc kobiety czym prędzej udała się do szpitala. Niecierpliwość dawała o sobie znać. Nie miały pojęcia co takiego stało się z ich najbliższym, ale przeczuwały, że może być to coś dobrego. Gdy kobiety śpieszyły się aby wejść głównymi drzwiami do szpitala, nagle Deborah usłyszała znajomy głos.

- Mamo! – krzyknęła Rosita.

Deborah odwróciła się i zobaczyła córkę. Nie mogła uwierzyć w to co widzi. Vicky również była zaskoczona, ale szczęśliwa.

- Rosita! Odnalazłaś się kochanie. Ty żyjesz! – Deborah czym prędzej przytuliła córkę. Nie było teraz czasu na pretensje czy jakiekolwiek wyrzuty. Obie były szczęśliwe mogąc się ze sobą zobaczyć.
- Wszystko ci wyjaśnię w swoim czasie. Dowiedziałam się całkiem niedawno co się stało z tatą... Mam nadzieję, że z tego wyjdzie...
- Chodźmy tam razem, to wreszcie dowiemy się w jakim jest stanie – zaproponowała Vicky.

Deborah była szczęśliwa. Nie mogła oderwać się od swojej córki i czuła, że wreszcie los zaczyna się do niej uśmiechać. Nie miała pojęcia, że może być już tylko lepiej, bo przecież jej mąż wybudził się ze śpiączki. Jednak obie kobiety nie miały pojęcia kto ich obserwuje z samochodu zaparkowanego kilkanaście metrów przed budynkiem szpitala. Był to Cosme w okularach słonecznych i z tradycyjną mina, która nic nie zdradzała.

- To mi się nie podoba. Przypadkowe spotkanie matki z córeczką? Nie wierzę w przypadek. Coś mi tu śmierdzi. Czyżby Quiroga coś kombinował? Biedak nie ma pojęcia co go czeka za zdradę. A ty Rosito również zapłacisz za wyrwanie się z domu. To będzie dla ciebie pierwsze
ostrzeżenie, a po nim odechce ci się takich numerów – pomyślał Cosme...

Tymczasem...

Największe telewizje informacyjne w kraju od pół godziny mówiły tylko o jednym. O sensacyjnym aresztowaniu kandydata na prezydenta Eduardo Camposa pod zarzutem zabójstwa. Informowano o samym zdarzeniu przed budynkiem siedziby jego partii i o coraz to nowszych szczegółach zabójstwa redaktora Toscaniego. Zbierano również reakcję innych polityków na temat tych jakże gorących wydarzeń. Z transmisją na żywo włączono się na czas konferencji prasowej Roberto Vellasqueza.

- Szanowni państwo. Na wstępie chcę powiedzieć parę słów od siebie. Niewiele wiemy w tej sprawie, a ja nie chcę być sędzią zanim zapadnie werdykt ostateczny. Zapewne sądzicie państwo, że aresztowanie polityka po przeciwnej stronie barykady, aresztowanie mojego konkurenta na stanowisko prezydenta tego kraju cieszy mnie i czuję się wygranym. Otóż nic bardziej mylnego moi drodzy. To mnie boli. Naprawdę! Możecie nie uwierzyć, ale boli mnie stan naszej polityki. Jest mi wręcz smutno, że czołowy polityk mojego kraju oskarżony jest o zabójstwo. I wręcz chciałbym żeby to wszystko okazało się nieprawdą. Ale... Powtarzam jeśli okaże się, że Eduardo Campos rzeczywiście dokonał tej zbrodni, to gwarantuje państwu, że sprawiedliwość go nie ominie. Dość skorumpowanych polityków, dość polityków umoczonych w morderstwa. Nie pomogą tu ani nazwiska ani immunitety. Polityka w Kolumbii musi być czysta na najniższych i na najwyższych szczeblach władzy. I dlatego ja kandyduję na ten urząd, bo chcę czystości w polityce! Chcę uczciwości i sprawiedliwości w polityce! To nie są moje marzenia, lecz plany jak najbardziej do zrealizowania. Niestety najprawdopodobniej Eduardo Campos nie ma pojęcia co to jest uczciwość i co to są czyste ręce w polityce. Dlatego jeśli dopuścił się tego czynu, to powinien zostać należycie ukarany. Mówię jeśli, bo nie chcę go przedwcześnie osądzać. Każdy z nas może popełniać błędy, ale tego rodzaju polityk i morderstwo? Oceńcie sami drodzy państwo. Dziś jestem tak jak każdy obywatel tego kraju – po prostu wstrząśnięty tym co usłyszałem. Dziękuję za uwagę i czekam na pytania – powiedział Roberto...

Esteban przyglądał się uważnie temu wystąpieniu z boku i uśmiechał się szeroko.

- Doskonała przemowa. Zyskałeś dziś sto punktów szefie – powiedział Esteban...

Szpital.

Andres Quiroga przywitał się z trzema paniami przed wejściem do pokoju Gustavo. Chciał powiedzieć im kilka słów zanim zobaczą się z pacjentem.

- Czeka was prawdziwa niespodzianka. Tylko nie przestraszcie się tej niespodzianki. Bądźcie spokojne i ostrożne – powiedział Andres.
- O czym pan mówi? – zdziwiła się Deborah.
- Niech pani wejdzie i sama zobaczy.

Deborah, Rosita i Vicky weszły po chwili do sali, w której przebywał Gustavo. To co zobaczyły przeszło wszelkie ich oczekiwania. Gustavo nie leżał już w łóżku jak kłoda, lecz miał otwarte oczy i uśmiech na twarzy. Ruszał się, patrzył na nie i sam również był poruszony. Nie spodziewał się bowiem wizyty swojej córki. A tutaj spotkała go taka radość.

- Kochanie... Ty znów jesteś wśród nas! – zareagowała Deborah po czym podeszła do jego łóżka, pocałowała go w policzek i mocno przytuliła.
- Ja również tu jestem. Córka marnotrawna wróciła – dodała Rosita.
- Żona, córka i siostra. Trzy najważniejsze kobiety mojego życia. A gdzie czwarta? Gdzie Leticia? – odezwał się Gustavo.
- Została z naszą sąsiadką. Dobrze, że nie straciłeś pamięci, bo i takie historie się zdarzają – westchnęła Vicky.
- Stanę na nogi, wyjdę z tego szpitala i znów będziemy jedną wielką rodziną. Kocham was...
- A my ciebie. Od dziś wszystko już będzie inaczej. Koniec z błędami przeszłości. Trzeba docenić to co mamy, bo życie jest takie krótkie i kruche – zauważyła Rosita.
- Nie rozmawiajmy o bolesnych chwilach. Skupmy się na przyszłości. Wracam ze zdwojoną siłą. Bezwzględny dla wrogów i czuły dla rodziny. Kocham was – powiedział, a z oczy popłynęły mu łzy...


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 23:21:18 12-02-10, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:31:15 14-02-10    Temat postu:

Nareszcie odcinek po długiej przerwie. Jak zwykle świetny.
Na szczęście Gustavo się zbudził i nie ma dodatkowych komplikacji. Nie stracił pamięci i ma władzę w nogach. To jest najważniejsze. Kazał wezwać żonę i córkę. Jaki był szczęśliwy jak przyszły do niego Vicky, Debora wraz z Rositą, która uciekła. Oby teraz nie było nieszczęścia w ich rodzinie. Już za dużo wycierpieli. Niestety, wszystko wskazuje na to, że to nie koniec. Cosme widział Rosę, jak wracała do domu. On na pewno coś wymyśli aby ją ukarać.
Esteban poinformował Roberta, że jeszcze dziś Eduardo zostanie aresztowany. A ten już zaczął układać mowę dla prasy. Co za nikczemnik.
Po Eduarda przyszła policja. On nie wiedział o co chodzi. Nie spodziewał się, że może być podejrzany o zabicie redaktora Toscaniego. Jeszcze zjawiła się prasa. To wszystko robota Roberta i Estebana. Co za szuje.
Ale Roberto mowę wygłosił nie ma co. Jest mu smutno, że są tacy politycy w kraju i że on jeżeli zostanie prezydentem to przywróci porządek. Nie mogę z tą szują. A on to co? Niby taki uczciwy. Niech zrobi najpierw z sobą porządek. Najgorsza szumowina. Takich to wieszać na suchej gałęzi.
Raul się zastanawia co mu powiedziała Sandra przed śmiercią . Przed jaką kobietą go ostrzegała. Niech ruszy tą swoją mózgownicą!! Przecież to Andrea.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10276
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 21:03:09 14-03-10    Temat postu:

49 ODCINEK

Szpital.

Komendant Valdez i jego rodzina przeszli przez ostatnie tygodnie prawdziwe piekło. Wydawało się, że Deborah straciła zarówno męża jak i córkę. Cuda się jednak zdarzają. Najpierw odnalazła się Rosita, a teraz okazało się, że Gustavo odzyskał świadomość. Ich szczęściu nie było końca. Los bywa przewrotny. Teraz cieszyli się, że znów są rodziną. Wszystkie poprzednie chwile pełne nieszczęść i cierpienia poszły w zapomnienie. Najważniejsze, że byli znów razem i mieli siebie na wyciągnięcie ręki. Marnotrawna córka czuła, że musi wytłumaczyć się ze swojego zachowania, przeprosić i wszystko wyjaśnić. Jej rodzice nie zamierzali jej karać. Byli wniebowzięci, że widzą ją żywą. Nic innego się nie liczyło.

- Chciałbym zobaczyć też Leticię. Tak bardzo się za nią stęskniłem – powiedział Gustavo próbując podnieść się z łóżka.
- Nie wstawaj. Dobrze wiesz, że nie możesz. Lekarz zabronił ci jakichkolwiek energicznych ruchów. Leticia została z sąsiadką – odparła Deborah.
- W każdej chwili mogę ją tu sprowadzić – wtrąciła równie szczęśliwa Vicky.
- Byłbym ci bardzo wdzięczny siostrzyczko. Wiem, że szpital to nie jest najlepsze miejsce dla takiego dziecka, ale muszę ją zobaczyć.
- Już po nią jadę. Zawiadomię też Carla i Gerarda.
- A ja zadzwonię do twoich przyjaciół. Muszą o tym wiedzieć – uśmiechnęła się Deby.
- W porządku, ale im mniej ludzi o tym wie, tym lepiej. Jeśli dowie się ktoś z zewnątrz, z grona niezbyt zaufanych osób, to wciąż będzie grozić mnie i wam olbrzymie niebezpieczeństwo. Musimy działać ostrożnie. Niech przyjadą tu tylko moi przyjaciele gliniarze. Potem wykombinujemy co dalej.

Deborah i Vicky opuściły salę, w której przebywał Gustavo. Została z nim jedynie córka.

- Zobaczysz tato, że teraz wszystko się ułoży – stwierdziła Rosita.
- Jesteśmy sami, więc nie zważaj na mój stan i powiedz mi całą prawdę. Na pewno uda nam się zaradzić sytuacji – oznajmił Gustavo...

Tymczasem...

Wejście do komisariatu policji zostało całkowicie zablokowane przez grupę kilkudziesięciu dziennikarzy. W radiu i telewizji mówiono tylko o jednym. Jutrzejsza prasa również przedstawi to samo wydarzenie, a właściwie największy polityczny skandal jakiego jeszcze nigdy wcześniej nie było. Media trąbiły tylko o tym. Aresztowanie Eduardo Camposa było absolutnym tematem dnia. Podejrzany przebywał w areszcie i na razie nie zobaczył się ani ze swoją żoną ani z adwokatem. Prowadzący sprawę policjanci postanowili zaczekać aż sprawa choć odrobinę przycichnie.

- Dziś niewiele zrobimy – machnął ręką Gerardo patrząc przez okno na zgromadzonych przed budynkiem dziennikarzy. Włączył na chwilę telewizor. Tam cały czas mówiono o aresztowaniu kandydata na prezydenta. Partia stała za nim murem i twierdziła, że jest niewinny, a cała sprawa to jedno wielkie nieporozumienie. Jednocześnie jednak nikt nie mógł mu pomóc. Dowody wydawały się być niezbite. Sytuacja stała się napięta. Teraz każdy był pod presją. Politycy, policja i przede wszystkim sąd. Do definitywnego rozstrzygnięcia tej sprawy zostało jednak jeszcze sporo czasu. Zrezygnowany Alvarez wyłączył telewizor i zamyślił się głęboko. Po chwili zobaczył, że do środka wszedł Carlo. Był w znakomitym humorze, co było dość dziwne jak na zaistniałą sytuację.
- Mam dobre wieści. Nawet nie wiesz co się stało! – promieniował szczęściem Coracci.
- Lepiej nic nie mów. Mamy na głowię media, musimy przesłuchać Camposa, ale w takich warunkach zrobimy to dopiero jutro. To napięcie musi minąć...
- Zgadzam się z tobą, ale to nie o Camposa chodzi. Dzwoniła do mnie Vicky. Gustavo się obudził! On znów jest wśród nas!
- Niemożliwe! – ucieszył się Gerardo.
- Możliwe przyjacielu. Odzyskaliśmy go! Teraz wszystko wróci do normy.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. Jedziemy do szpitala. Wymkniemy się tylnym wyjściem. Chłopaki wiedzą co robić. Nie dopuszczać nikogo do Camposa i trzymać go w areszcie. Jutro zaczniemy go przesłuchiwać. Niech wie co go czeka. A teraz odwiedźmy tego, który powrócił do świata żywych...

Posiadłość Gina.

Gino znów mógł świętować. Tak na dobrą sprawę aresztowanie Camposa było najważniejsze dla Roberto Vellasqueza, ale i on upatrywał w tym swoje korzyści. Mając wspólnika za prezydenta mógł dokonać naprawdę wiele. Wysokiej skali interesy, wpływowi partnerzy i olbrzymie pieniądze. To go kusiło najbardziej. Mógł stać się jeszcze potężniejszy. Nie byłby zwykłym zabójcą jak jego ojciec, ale kimś wybitnym... świat miał paść do jego stóp. Roberto i Esteban przyjechali do niego aby wspólnie uczcić kolejny sukces.

- Udało się. Twój polityczny wróg spędzi resztę życia za kratkami – zacierał ręce z radości Gino.
- Poczekajmy aż go skażą – odparł Roberto.
- Nie bądź śmieszny. Skoro policja go aresztowała, to na pewno mają na niego mocne dowody, o które moi ludzie tak bardzo się postarali. Nic go nie uratuje. Żadne wpływy. Do końca życia będzie siedział w więzieniu. Jego partia nie wystawi drugiego tak dobrego kandydata jak on. A więc już można powiedzieć, że jesteś prezydentem.
- Don Roberto wygłosił świetne przemówienie, w którym nie skrytykował Camposa, lecz poczekał na dalszy bieg wydarzeń. Zyskał tym kolejne cenne punkty wyborców – wtrącił Esteban.
- Doskonała taktyka. Nie możecie jednak osiąść na laurach. Róbcie swoje, a spokojnie wygracie. Jeśli trzeba będzie kupić jakieś głosy, kierujcie się do mnie. Wszystko da się załatwić...
- Jest jednak jeden problem. Nazywa się Santiago Marcelana i dobrze wiesz o co mi chodzi – zauważył Vellasquez.
- Wiem... To jeden z tych robaków, którzy nam przeszkadzają. To niebezpieczny gracz i sądzę, że będzie chciał nas wyrzucić z interesu. Zanim to zrobi, to my wyrzucimy jego. Robaki są od tego aby ich zdeptać.
- Co masz na myśli? Wyślesz go do piachu?
- W swoim czasie zajmę się nim i przejmę jego interesy. Mam do niego sentyment, bo współpracował z moim ojcem, ale czuję, że on mi nie ufa i coś kombinuje za moimi plecami. A to już za wiele. Dlatego skończę z nim.
- Kiedy?
- Już niedługo panie prezydencie, już niedługo. Wypijmy za nasz wspólny sukces! – uśmiechnął się Gino...

W tym samym czasie pojawił się Cosme. Nie miał zbytnio zadowolonej miny. Jego szef od razu to zauważył.

- Co się stało? Jakieś problemy? – zapytał odchodząc do drugiego pomieszczenia aby móc spokojnie porozmawiać.
- Sporo problemów – burknął Cosme.
- Mów jaśniej!
- Rosita uciekła z domu i pojechała prosto do tatusia do szpitala. Nie wytrzymała zbyt długo...
- Co się dziwisz? Wiedziałem, że prędzej czy później to zrobi. To strachliwa dziewczyna. Musiała jakoś dowiedzieć się co się stało z jej ojcem. Nie rób z tego problemu. Damy jej kolejne ostrzeżenie to może zmądrzeje.
- Zajmę się jej chłopakiem. Może to ją otrzeźwi i zrozumie z kim ma do czynienia. Patricio da jej wycisk. Nie może tak po prostu zwolnić się z pracy.
- I po problemie. Co ty taki nerwowy? Wyluzuj się i dołącz do nas. Świętujemy właśnie aresztowanie Eduardo Camposa. Słyszałeś o tym?
- Słyszałem, ale to jeszcze nie wszystko szefie.
- Co jeszcze?
- O Valdeza była także jego żona i siostra. Widziałem jak wychodziły ze szpitala całe w skowronkach. To może znaczyć tylko jedno...
- Nie mów mi, że on...
- Najprawdopodobniej odzyskał przytomność. Sądzę, że Gustavo Valdez pokonał śmierć i wraca do gry.
- A niech to! Przeklęty Valdez! Czy on ma sto żyć! Nie do wiary! – wrzeszczał Gino!

Jego zachowanie nie uszło uwadze Manolo, który znów pojawił się po krótkiej drzemce jaką sobie wcześniej zafundował.

- Nie obudziłeś mnie na przyjazd Vellasqueza. Która godzina? – spytał Manolo przecierając oczy.
- Wpół do komina!
- Myślałem, że wcześniej. Czemu jesteś tak zdenerwowany? Mówiłem ci, że Gustavo Valdez nigdy nie umrze. To dla mnie nic dziwnego. Nie zabił go Leoncio, nie zabijesz go ani ty ani dziesiąte pokolenie po tobie. Może ja spróbuję? Zgłodniałem. Idę do kuchni...
- Przeklęty Gustavo Valdez! Dowiedz się czy to prawda. Ten człowiek zawsze musi wszystko zepsuć. Jeszcze się policzymy!

Tymczasem...

Silvia była załamana nagłym aresztowaniem jej męża. Nie mogła zrozumieć jak ktokolwiek mógł go powiązać z zabójstwem Alberto Toscaniego. To był czysty absurd. Eduardo był najuczciwszym człowiekiem jakiego znała. Nie byłby w stanie skrzywdzić nawet muchy. Owszem, w polityce nieraz trzeba grać twardo, ale on nigdy nie schodził poza pewien poziom. Dlatego sądziła, że ktoś go wrobił i że to wszystko to element rozgrywki w kampanii wyborczej. Nie mogła odwiedzić męża, więc została w domu w towarzystwie Moniki.

- Wszystko się ułoży. Musisz się tylko wziąć w garść. Bądź silna. Na pewno Eduardo sobie poradzi. On wie, że jest niewinny. Wszyscy to wiedzą. To nieporozumienie na pewno wkrótce się wyjaśni – powiedziała Monica.
- Nie wiem, naprawdę nie wiem co robić – załamała się Silvia.
- Jaki pech, że komendant Valdez jest w śpiączce. Na pewno by ci pomógł. Nie martw się jednak. Moja rodzina zna jego przyjaciela, też policjanta. Na pewno będzie wiedział więcej, bo zajmuje się takimi sprawami. Poza tym Juan i Antonio są prawnikami, też ci pomogą...
- Na pewno jego partia załatwi mu prawnika. Wybacz, ale nie zatrudnią byle kogo. Dziękuję za pomoc, ale nie wiem czy to coś da. Wciąż boję się, że to dopiero początek koszmaru. W mediach go szkalują, a to nie pomaga. Założę się, że już uznali go winnego. Nie do pomyślenia jak podli są ludzie... Założę się, że uknuto jakiś spisek przeciwko Eduardowi. Może to sprawka obozu jego konkurenta. A to przecież członek waszej rodziny. Dlatego zrozum mnie, ale nie chcę waszej pomocy!
- Ale przecież wiesz, że...
- Ja nic już nie wiem. Wybacz, ale chcę zostać sama. Muszę to przemyśleć.
- Nie odwracaj się od przyjaciół. Możesz na nas zawsze liczyć. Pomożemy ci w tych trudnych chwilach.
- Wiem o tym, ale zrozum też mnie. Ja się zupełnie pogubiłam. Oby Bóg pomógł nam przez to przejść – powiedziała Silvia...

Szpital.

Rosita opowiedziała wszystko na temat swojej ucieczki. O swoich relacjach z Alexem, o narkotykach, o miejscu w którym zamieszkała, o pracy jaką dostała i o tajemniczym mężczyźnie który jej pomógł, a także o gwałcie ze strony Patricio Alvesa. To było najtrudniejsze, ale w końcu dziewczyna wydusiła to z siebie nie kryjąc łez i zażenowania.

- Zawiodłam cię tato... Może dlatego faktycznie nie zasługuję aby być twoją córką. Jestem nikim... Osobną niegodną zaufania, kochania i przebaczenia – załamała się Rosita.
- To nieprawda – powiedział po chwili Gustavo, który wcześniej przez kilkanaście minut uważnie słuchał jej opowieści.
- Pewnie nie będziesz mnie chciał znać. Zrozumiem to, ale musiałam tu przyjść gdy dowiedziałam się o tym co ci się przydarzyło.
- Nie gadaj głupot i wysłuchaj mnie. Zrobiłaś źle uciekając z domu, a kolejne twoje czyny były konsekwencją tego pierwszego. Dostałaś nauczkę od życia, ale to co cię spotkało nie było karą. Było okrucieństwem. Dlatego zapewniam cię, że teraz wszystko się zmieni. Ludzie którzy wpędzili cię w tarapaty srogo za to zapłacą. Alex, ten mężczyzna, który załatwił ci pracę oraz ten gwałciciel z nocnego klubu. Przysięgam, że ich dopadnę.
- Alex nie ma z tym nic wspólnego. To tamci dwaj mnie oszukali...

Ich rozmowę przerwało pojawienie się Gerarda i Carla. Mężczyźni przez chwilę nie dowierzali widząc zdrowego i pełnego życia Gustavo. Przywitali się z nim i przytuli go serdecznie. Równie zaskoczył ich widok Rosity.

- To cud przyjacielu – powiedział Gerardo.
- Wracasz do nas. Masz jeszcze wiele zadań do spełnienia – dodał Carlo.
- Żebyś wiedział. Słyszałem w radio co się dzieje w polityce i pewnie macie pełne ręce roboty, ale teraz znów ja rządzę i jestem waszym szefem – uśmiechnął się Valdez.
- Czekamy na rozkazy!
- Jak widzicie moja córka marnotrawna wróciła. Zbiegło się to w czasie z moim wybudzeniem się ze śpiączki. Ale do rzeczy. Patricio Alves to szef nocnego klubu „Tripico”. Handluje prochami i jest gwałcicielem. Jeszcze dziś macie go dorwać! Ten drań nikogo już nie skrzywdzi...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:29:09 14-03-10    Temat postu:

Super odcinek
Gustawo się wybudził i to jest bardzo dobra wiadomość. Rosita wróciła i to było dla niego szczęście. Polecił żonie i siostrze przyprowadzić Letty. Został sam ze starszą córką. Szykuje się szczera rozmowa.
Komisariat był oblegany przez dziennikarzy. Media już okrzyknęły Eduarda mordercą. Gerardo dowiedział się, że Gustek się wybudził. Postanowili od razu z Carlem tam pojechać.
Gino i Roberto oblewają sukces. Wsadzili Eduarda do paki. Oby ich szczęście nie trwało zbyt dług. Jeszcze Gino dowiedział się od Cosme, że Gustek żyje. Wściekł się. Manolo usłyszał. Zaproponował, że jeżeli oni nie potrafią to on się tym zajmie. Rozwaliło mnie to.
Rosita wyznała całą prawdę. Myśli, że teraz ojciec nie chce jej znać. A to nieprawda. Dziewczyna poniosła konsekwencje swojej ucieczki. Już wydał rozkazy Carlowi i Gerardowi, żeby zrobili nalot na bar Patricia i aresztowali go. Mam nadzieje, że uda się. Niech ta szumowina zgnije w wiezieniu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10276
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 21:48:29 15-05-10    Temat postu:

50 ODCINEK

Szpital.

Gustavo wciąż był osłabiony, nie mógł nawet wstać z łóżka, ale rozpierała go energia i był w doskonałym humorze. Nie martwił się swoim stanem zdrowia, lecz cieszył, że w ogóle żyje i ma przed sobą ukochaną rodzinę z żoną, dwiema córkami i siostra na czele. Jego przyjaciele z policji wyszli aby z chęcią spełnić pierwsze polecenie swojego komendanta, który znów był wśród żywych.

- Nie martw się córeczko. Podjąłem już pewne kroki w sprawie Patricio Alvesa. Gerardo i Carlo zajmą się tym człowiekiem – uśmiechnął się Gustavo.
- Kto to jest Patricio Alves? O czym wy mówicie? – zdziwiła się Deborah.
- O nikim istotnym mamo. Nie musisz się o nic martwić – bagatelizowała temat Rosita.
- Moja córka ma rację. Cieszmy się tym, że mamy siebie. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Choć tu skarbie. Tak długo cię nie widziałem…

Gustavo miał na myśli Leticię, która przyjechała do szpitala w towarzystwie Vicky. Uściskał ją serdecznie i znów się wzruszył. Czuł, że dostał od życia drugą szansę. Zresztą podobnie sądziła Deborah i Rosita. Ich największy koszmar jednego dnia przerodził w szczęście. To był prawdziwy cud.

- Bóg nie mógł nam ciebie zabrać. Postawił nas przed wielką próbą, ale wszyscy zdaliśmy ją doskonale. Ty wyzdrowiałaś, a Rosita do nas wróciła. To znak, że od teraz zaczniecie wszystko od nowa. Znów będziecie wspaniałą i kochającą się rodziną – stwierdziła Vicky.
- Masz rację. Nie zmarnujemy już ani jednej chwili. Mamy przecież tylko siebie – zauważyła wzruszona Deborah.
- Ja już nigdy was nie opuszczę. Cokolwiek by się działo.
Przysięgam – wtrąciła Rosita budząc uśmiech na twarzy swojego ojca.
- Brakowało mi cię tato – powiedziała Leticia nie mogąc się oderwać od Gustavo.
- Mnie was również brakowało, ale już nikt i nic nas nie rozłączy. Nie zmarnujemy drugiej szansy i tego co dał nam Bóg. Wykorzystamy te lata jakie nam zostały w stu procentach – stwierdził zadowolony Valdez…

Tymczasem…

Gerardo dowodził grupą antyterrorystów która miała zaatakować nocny klub „Tropico”. Okazało się, że policjanci od dawna gromadzili dowody na to, że w tym miejscu handluje się narkotykami oraz zmusza młode dziewczyny do prostytucji. Dopiero teraz jednak można było podjąć drastyczniejsze kroki. Gustavo nie miał wątpliwości, że nadszedł najwyższy czas aby zająć się Patricio Alvesem, który tak bardzo skrzywdził jego córkę. Policjanci z zaskoczenia wdarli się do środka i bez problemu aresztowali ochroniarzy oraz ludzi szefa, którzy nie stawiali oporu. Byli najzwyczajniej w świecie pijani i zaskoczeni atakiem gliniarzy. Zeznania każdego człowieka z tego klubu były na wagę złota, więc aresztowano także kelnerów i całą obsługę. Wciąż szukano Alvesa, który zorientował się co się dzieje i zaczął uciekać tylnym wyjściem. Tu jednak czekał na niego Carlo, który doskonale wiedział jak on wygląda i którędy mógł uciekać.

- Stój, bo strzelam! – krzyknął mierząc z broni do uciekającego przestępcy.
- Czego ode mnie chcecie? – zapytał Alves próbując zyskać na czasie.
- Odpowiedz za wiele swoich zbrodni, ale przede wszystkim za gwałt na córce komendanta policji!
- To ta mała się wygadała? Tania dzi**a!
- Nie uciekniesz Alves! Lepiej się poddaj, bo i tak nie masz szans!
- Nigdy!

Mężczyzna wystrzelił w kierunku Carla i zacząć uciekać przed siebie. Tu jednak zaskoczyli i obezwładnili go antyterroryści, którzy jednym ruchem wytrącili mu z ręki broń i powalili na ziemię. Do skutego mężczyzny podszedł Coracci i spojrzał mu prosto w twarz.

- Takie ścierwo jak ty powinno zginąć, ale lepszym rozwiązaniem jest dla ciebie więzienie.
- Nic na mnie nie macie! Ta suka kłamie!
- Posiedzisz długie lata, a w więzieniu nie lubią gwałcicieli. Jeśli cię tam dorwą, to zapewniam cię, że tym razem kto inny będzie ofiarą, a kto inny zwierzyną. Możesz jednak uratować twarz jeśli powiesz kto wciągnął Rokitę Valdez do tego klubu. Kto załatwił jej u ciebie pracę? Kto za tym stoi?
- Nic nie powiem!
- To zgnijesz w pierdlu! Jeszcze będziesz śpiewał! Zabierzcie go stąd!
Kilka godzin później.

Posiadłość Gina.

Telewizja potwierdziła już informację, że Gustavo Valdez wybudził się ze śpiączki i żyje, a jego stan z godziny na godzinę się poprawia. Wciąż nie podano jednak nazwy szpitala i miejsca w którym leży komendant, ale oglądający wiadomości Gino, Cosme i Manolo doskonale wiedzieli gdzie znajduje się ich największy wróg.

- Leoncio widzisz to i nie grzmisz! – załamywał ręce Manolo.
- Nie mogę w to uwierzyć. Ten kretyn jest nieśmiertelny. Wiemy gdzie przebywa i nie kiwnęliśmy palcem aby go zabić! Sądziliśmy, że jego rodzina będzie bardziej cierpieć widząc jego dogorywania, a tymczasem on całkowicie wyzdrowiał i jest silniejszy niż dawniej. Na dodatek powróciła do niego jego ukochana córka. Teraz Valdez ma przy sobie całą rodziną i jest żądny zemsty. Zdmuchnie nas jednym palcem. Brawo panowie! Brawo! Niech żyje komendant policji! 2:0 dla niego! – nie krył zdenerwowania Gino.
- Bez obaw szefie. On nic o nas nie wie. Będzie szukał zemsty po omacku? Wciąż jesteśmy przed nim o krok do przodu – zapewnił Cosme.
- Nie byłbym tego taki pewien. Ta smarkula może mu wszystko wyśpiewać. Może opowiedzieć o swoim gwałcicielu, a twoim znajomym Patricio Alvesie. Wtedy policja zrobi nalot na jego klub i go aresztuje. On może wszystko wyśpiewać. Znasz go na tyle dobrze żeby za niego ręczyć?
- Tego nie wiem. Może zacząć śpiewać, ale jeśli trafi do więzienia to zapewniam, że żywy przed rozprawą sądową stamtąd nie wyjdzie.
- Spokojnie. Nie podejmujmy na razie pochopnych kroków co do twojego wspólnika. Zajmij się kimś innym. Trzeba wysłać do piachu jeszcze jedną osobę aby dać tej małej dziwce nauczkę.
- Myślimy o tej samej osobie szefie?
- Dokładnie tak. On już nie jest nam potrzebny. Być może to da Rosicie Valdez wiele do myślenia. Zrozumie, że z nami nie ma żartów…
- Zajmę się tym osobiście jeszcze dziś…
- Możesz odejść Cosme.
- Nie mogę uwierzyć bratanku… Jak to się mówi w młodzieżowym slangu? Gustavo Valdez po raz drugi nas wyruchał? – spytał Manolo.
- Pierwszy raz nie muszę cię poprawiać – westchnął zdenerwowany Gino…

Rezydencja Vellasquezów.

Cristina również oglądała wiadomości. Bardzo ucieszyła się, że Gustavo Valdez wybudził się ze śpiączki, zresztą wiedziała już o tym wcześniej poprzez swoją rodzinę. Była trochę zaniepokojona, że media tak szybko już o tym wiedzą, ale miała nadzieję, że to nie zaszkodzi komendantowi. Jej dobry humor przerwało pojawienie się niespodziewanego gościa. Służąca wprowadziła do salonu jej szwagra Roberto Vellasqueza.

- Witaj Cristino. Tak dawno się nie widzieliśmy. Zauważyłem, że twój mąż gdzieś wyjechał, więc postanowiłem cię odwiedzić. Nie cieszysz się? – perfidnie uśmiechnął się Roberto.
- Nie jesteś tu mile widzianym gościem i dobrze o tym wiesz – odparła chłodnym tonem Cristina.
- Nie przesadzaj. Jesteśmy przecież rodziną. Musimy się przecież odwiedzać. Nie chodzi mi o kampanię wyborczą, lecz o ciebie. Jesteś dla mnie ważniejsza od polityki.
- Jakoś ci nie wierzę. Widziałam twoje ostatnie wystąpienie. Mówiłeś takie piękne rzeczy odnośnie swojego politycznego rywala i odnośnie przyszłości kraju. To było naprawdę wzruszające. Mógłbyś porwać tłumy.
- A dziękuję ci, że to doceniłaś. Starałeś się jak mogłem aby wypaść jak najlepiej.
- Ty draniu! Byłeś wyjątkowo bezczelny w tym co mówiłeś! Sam mówisz, że starałeś się wypaść jak najlepiej, bo tobie chodzi tylko i wyłącznie o poparcie w sondażach. Dla władzy i bycia prezydentem zrobisz wszystko!
- O co ci chodzi? Skąd te nerwy?
- Jestem pewna, że twoje przemówienie nie było szczerze. Jak mogłeś być tak cyniczny? Przecież nie trawisz Eduardo Camposa i dla poklasku udawałeś przed kamerami, że się z nim solidaryzujesz. Jesteś niemożliwy!
- Nie wierzę w to co słyszę. Nie ufasz mi? Sądzisz, że tylko udawałem? Jak możesz…
- Może i wygrasz te wybory, ale po trupach do celu dążą tylko ludzi mali, prawdziwi dranie i hipokryci!
- Ja nie jestem taki…
- Chciałabym ci uwierzyć…
- To uwierz. Nie mam nic do ukrycia jak Eduardo Campos.
- Doprawdy? W porządku. Wobec tego odpowiedz mi szczerze na jedno pytanie. Masz coś wspólnego z jego aresztowaniem? – zapytała prosto z mostu Cristina…

Komisariat policji.

Dzięki wstawiennictwu odpowiednich ludzi Silvia została jednak dopuszczona do swojego męża, który siedział w areszcie. Kobieta była szczęśliwa, że mogła się z nim zobaczyć, przytulić go, pocałować i spokojnie porozmawiać. On nie chciał aby jego żona widziała go w takim miejscu, ale do spotkania w celi tak czy inaczej doszło.

- Jak oni cię traktują? Kochanie powiedz czy wszystko w porządku? – spytała Silvia patrząc z troską na zmartwionego męża.
- Nie martw się o mnie. Jestem nieogolony, ale poza tym mam się dobrze. Traktują mnie tu bardzo dobrze. Nic mi nie będzie, a sprawa na pewno się jakoś wyjaśni – odparł Eduardo.
- Wszyscy wiemy, że jesteś niewinny…
- Chyba nie wszyscy kochanie…
- Nieważne. Partia za tobą stoi. Wynajmą ci najlepszych adwokatów. To nieporozumienie się wyjaśni i wkrótce wyjdziesz na wolność. Nie jesteś byle kim i nie mogą cię tak po prostu skazać.
- Mogą, bo jestem zwykłym obywatelem. O takie państwo walczę żeby wszyscy byli równi wobec prawa. Niestety nie sądziłem, że to się obróci przeciwko mnie. Nie martw się. Dowiodę swojej niewinności. Ja nie zabiłem tego człowieka.
- Ktoś cię wrobił? Kogoś podejrzewasz?
- Nie chcę mówić o tym głośno, ale przez te kilka godzin jakie spędziłem już w tej celi, miałem czas na pewne przemyślenia. Wnioski mogą być przerażające.
- Znasz osobę, która cię w to wmieszała?
- To może być tylko jedna osoba. To mój polityczny konkurent i jego obóz zaplanowali zabójstwo Toscaniego, a następnie zwalenie całej winy na mnie. To wydaje się absurdalne, ale może być prawdziwe.
- Mój Boże – westchnęła przerażona Silvia.
- Póki co to tylko moje domysły i bezpodstawne oskarżenia. Jednak wiele przemawia za tym, że to Roberto Vellasquez chce mojej zguby – oznajmił Eduardo…

Mieszkanie Alexa i Rosity.

Alex z nadzieją wyczekiwał powrotu Rosity, ale dziewczyna wciąż nie wracała. Rodzina stała się dla niej najważniejsza. Chłopak domyślał się tego, że ukochana dłużej nie wytrzyma takiego życia i wróci do swoich najbliższych. Jednak czuł w sobie smutek, bo zakochał się w niej do szaleństwa. Na początku traktował ją oschle, wypełniał polecenia Cosme aby zarobić trochę grosza, ale z czasem zrozumiał, że tak żyć nie można. Chciał się zbuntować przeciwko współpracy z ludźmi takiego pokroju i żyć z Rositą w spokoju. Czuł jednak, że ta szansa przebywania z ukochaną osobą uciekła bezpowrotnie. Nagle ktoś zapukał do drzwi i Alex ucieszył się, że być może to własnie Rosa zechciała do niego wrócić. Niestety zamiast niej zobaczył jakże znajomą twarz, której już nigdy nie chciałby widzieć. To był Cosme.

- Zaskoczony moją wizytą? – spytał na początek Cosme.
- Nigdy nie dacie mi spokoju? – odparł zdenerwowany Alex.
- Nie martw się. Twoja misja dobiega już końca. Dzisiaj damy ci spokój.
- Nie bardzo rozumiem. W co pan gra?
- Przyniosłem ci trochę pieniędzy. Wyżyjesz z nich przez pół roku, ale pamiętaj, że nie znasz mnie i nigdy się nie spotkaliśmy. A gdzie Rosita?
- Nie ma jej.
- Co takiego? Dokąd poszła?
- Nie mam pojęcia.
- W co ty grasz chłopcze? Miałeś nie spuszczać z niej oka!
- Przykro mi, ale ona chyba ode mnie uciekła. Nie wiem gdzie jest i nie chcę pańskich pieniędzy. Już dawno powinniśmy skończyć naszą współpracę…
- Masz rację. Już dawno powinniśmy to zrobić.

Cosme wyciągnął pistolet i wymierzył w kierunku przerażonego chłopaka.

- Wiem, że Rosita jest u swojego ojca w szpitalu. Wróciła na do swojej ukochanej rodzinki. Nie spisałeś się Alex i nie dostaniesz ani grosza, lecz co najwyżej kulkę w łeb. Nie jesteś już mi do niczego potrzebny, a Rosicie ani tyle. Fajny z ciebie chłopak, ale życie jest okrutne. To nic
osobistego – uśmiechnął się Cosme, po czym wystrzelił do przerażonego chłopaka. Dwa celne strzały załatwiły sprawę. Cosme położył jeszcze przy zwłokach chłopaka małą karteczkę na której napisał słowa mające być dla Rosity Valdez kolejną przestrogą i nauczką…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:31:37 23-05-10    Temat postu:

Gustek wreszcie wraca do żywych. Nareszcie. Rozprawi się z tymi, którzy skrzywdzili Rositę. Klub Patricia zaatakowała policja, na szczęście ujęli bandziora. Zaczął kłamać, mówiąc, że jest niewinny, że Rosita kłamie. Bardzo dobrze, że go zabrali.
Gin był wściekły. Dowiedział się, że Gustawo żyje i że jego córka uciekła. Będzie kara, ale dla jej chłopaka Alexa. Cosme już złożył mu wizytę. Biedny chłopak. Zginie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
Strona 11 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin