Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Nothing (else) matters - odc. 8
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:11:27 29-12-12    Temat postu:

Słońce nie marudź, dopiero co skończyłyśmy(?) offa u Ciebie ;P

Clove, tak to gdzieś na Górnym Śląsku, ale ja jestem tylko szarym robaczkiem więc z tymi wtykami to nie przesadzaj.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25122
Przeczytał: 21 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:13:24 29-12-12    Temat postu:

Ależ ja wcale nie marudzę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:15:27 29-12-12    Temat postu:

Mam propozycję - wszystkie trzy się weźmy do pisania, przynajmniej wyjdzie z tego coś pozytecznego
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lady_clove
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 28 Gru 2012
Posty: 45
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:30:15 29-12-12    Temat postu:

Nie dasz mi sobie nawet pogadać. ;c No dobra, zmykam póki co od was, haha.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lady_clove
Dyskutant
Dyskutant


Dołączył: 28 Gru 2012
Posty: 45
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:31:34 29-12-12    Temat postu:

btw. napisz do mię na gygy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:36:40 30-12-12    Temat postu:

Odcinek 8.

Will z drżącym sercem wysiadł z samochodu. Kiedy kilkanaście godzin temu James, jak burza wparował do domu, oświadczając wszem i wobec, że znalazł księżniczkę, wszyscy stanęli na równe nogi. Nawet Wayne, który postanowił przede wszystkim ignorować Jamesa i mieć oko na Ashley i do znudzenia powtarzał, że szukanie tej panny, to strata czasu, sama się znajdzie, jak uświadomi sobie, za kogo wyszła za mąż. James zaś, dumny jak paw, ignorując złośliwe docinki Wayne’a obwieszczał w jak to za sprawą swojego niekwestowanego uroku osobistego załatwił duplikat aktu małżeństwa, a potem, używając swoich znajomości, namierzył pannę, Corinne Finley, a właściwie to panią Finley, żeby nie powiedzieć księżną Conwey–Sinclair. Na sam koniec nie omieszkał też poinformować osłupiałego księcia, że wracają do domu najbliższym samolotem, czego efektem było to, że po kilkunastogodzinnym locie, stał przed kamienicą, w której miała mieszkać jego żona, obmyślając różne scenariusze ich ponownego spotkania. James, gotów był mu wprawdzie towarzyszyć, ale Will nakazał mu zostać w samochodzie. Czuł, że powinien załatwić to sam.
Przełknął ślinę i wszedł do kamienicy. Zatrzymał się przed właściwymi drzwiami na przedostatnim piętrze i przygładziwszy nieco rozwichrzone włosy, zapukał delikatnie. Kiedy nikt mu nie otworzył, przyłożył ucho do drzwi, nasłuchując jakichkolwiek odgłosów z wnętrza mieszkania, ale panowała w nim grobowa cisza.
Westchnął ciężko i oparł się czołem o drzwi. Po chwili zebrał się w sobie i jeszcze raz zastukał, modląc się o cud.
– Nie kupię niczego od pana. – Usłyszał za sobą jej stanowczy głos, który w niczym nie przypominał tego, który zapamiętał z Vegas i poczuł, jak wszystkie jego mięśnie sztywnieją. – Nie interesują mnie też żadne ubezpieczenia, kredyty, ani… – urwała, kiedy odwrócił się przodem do niej, a siatki za zakupami wysunęły się jej z rąk. – Will… – wyszeptała, mrugając szybko powiekami, jakby miała nadzieję, że to wyłącznie jej wyobraźnia i stojący przed nią mężczyzna w ciemnym płaszczu za chwilę rozpłynie się w powietrzu.
– Corie… – wychrypiał, usiłując się uśmiechnąć, po czym podszedł do niej, by pomóc jej pozbierać zakupy.
– Jak mnie tu znalazłeś? – spytała, unikając jego wzroku. Will westchnął, ale nic odpowiedział. Ona też nic nie mówiła. Zbierali zakupy, zastanawiając się, jak to wszystko się dalej potoczy. Wyciągnął rękę po leżące najdalej, duże, czerwone jabłko. Przez chwilę obracał je w dłoni, by w końcu podać jej. Chwyciła owoc. Ich palce zetknęły się, a on poczuł się jakby poraził go prąd. Oboje zamarli w bezruchu. On zatopił się w jej dużych, kocich oczach, a ona przygryzła dolną wargę, wpatrując się w jego przystojną twarz i modląc się, by nie usłyszał jak wali jej serce. Kiedy przeniosła wzrok na jego dłoń, w której trzymał owoc i dostrzegła na niej obrączkę, poczuła jak coś ściska jej żołądek, pozbawiając jednocześnie oddechu. Odruchowo cofnęła swoje szczupłe palce, jakby metal, którego dotknęła opuszkami, sparzył ją.
Will podążył za jej spojrzeniem i uśmiechnął się lekko, uświadomiwszy sobie co ją tak zaskoczyło. Schował jabłko do jednej z siatek i wyciągnął dłoń, by odgarnąć jej włosy za uszy. Z rozmysłem zatrzymał kosmyk na dłużej między palcami. Widział, że jej oddech staje się płytki i urywany, a policzki uroczo różowieją. W głębi serca poczuł, że to co zaczęło się między nimi w Vegas, to coś naprawdę wyjątkowego, coś co zdarza się raz w życiu albo wcale. Delikatnie wsunął palce pod jej podbródek i zmusił, by na niego spojrzała. I kiedy tak patrzył na nią, tak słodką i niewinną w jej zagubieniu i zdezorientowaniu, zapragnął uczynić ją najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
– Chyba powinniśmy porozmawiać – powiedział w końcu, chwytając jej siatki. Corie podniosła się i odzyskawszy rezon, wyminęła go bez słowa i skierowała się do drzwi swojego mieszkania, szukając w torebce kluczy.
– Owszem, powinniśmy – zgodziła się, przekręcając klucz w drzwiach.
Will odetchnął z ulgą, patrząc jak wchodzi do mieszkania, odrzuca torebkę i klucze na jakąś szafkę przy drzwiach. Nadal nie wiedział do czego go to zaprowadzi i co tak naprawdę chce jej powiedzieć. Kiedy odwróciła się, opierając o otwarte drzwi i spojrzała na niego zniecierpliwiona, zmusił się do pokonania trzech stopni i w końcu przekroczył próg jej mieszkania.
– Więc? – zagadnęła, zamykając za nim drzwi. – Co wasza wysokość ma mi do powiedzenia?
I w tym momencie czar tamtej krótkiej chwili na schodach, w której myślał, że wszystko jest możliwe prysł jak bańka mydlana na wietrze.
– Wiesz… – bardziej stwierdził niż zapytał, a ona wyczuła w jego głosie żal. Zupełnie jakby nie chciał być tym kim był. – A może od początku wiedziałaś?
– Nie przeceniaj się – mruknęła, rzucając w niego gazetą, którą zabrała z klubu. Will pobieżnie przebiegł po treści artykułu i spojrzał niepewnie na swoją żonę. – Kiedy to przeczytałam miałam ochotę pobiec do twojej babki i opowiedzieć jej o wszystkim – wyznała. Jej plan rozkochania w sobie księcia i przekonania go, że będzie idealną żoną i królową powoli stawał się rzeczywistością. – Ale potem pomyślałam, że najpierw powinniśmy porozmawiać. Nie miałam tylko pojęcia jak się z tobą skontaktować, nie angażując w to nikogo z twojej rodziny. Przecież nie opuściłeś ich bez powodu, prawda?
– Po śmierci matki wszystko się pogmatwało, a ja nie miałem ochoty brać w tym udziału – wyjaśnił enigmatycznie. – Nie chcę korony i tego wszystkiego – dodał, patrząc na nią, jakby błagał o ratunek. – Chcę żyć normalnie, tak jak żyłem do tej pory. Z dala od tego wszystkiego.
Corinne przekrzywiła głowę, wpatrując się w swojego męża. Jej plan jednak nie był tak doskonały, jak jej się wydawało. Ani przez sekundę nie wzięła pod uwagę, że jej mąż może zwyczajnie nie przyjąć tego, co chciała ofiarować mu jego babka.
– W takim razie dlaczego tu jesteś? – Postanowiła zagrać w otwarte karty. Nie miała już nic do stracenia. – Bo wydaje mi się, że chciałeś pozbyć się kłopotu, jakim jest małżeństwo ze mną, nim wrócisz na dwór.
– Corie – jęknął bezradnie, zbliżając się do niej. – Nie jesteś kłopotem – zapewnił, ujmując jej twarz w swoje dłonie. Wierzył w to i chciał by i ona mu uwierzyła.
– Nie kłam. – Uśmiechnęła się blado. – Nasze małżeństwo, to w ich oczach mezalians, skandal na skalę międzynarodową, podczas gdy dla nas nie było to nic więcej jak tylko chwila szaleństwa, decyzja podjęta bez zastanowienia, zabawa, która miała nie mieć żadnych konsekwencji, jakiś impuls, który… – paplała jak nakręcona, nie mogąc znieść jego spojrzenia.
– Corinne Finley – przerwał jej stanowczym głosem, wciąż trzymając jej twarz w swoich dłoniach. – To były najwspanialsze chwile w całym moim dotychczasowym życiu. Niczego nie żałuję i gdybym ktoś cofnął czas, zrobiłbym to ponownie. Bez zastanowienia. Nie było dnia, żebym choć przez chwilę o tobie nie myślał – zapewniał, mając cichą nadzieję, że mimo wszystko choć odrobinę podziela jego uczucia. – Bardzo chciałem cię odnaleźć…
– I znalazłeś – weszła mu w słowo, rozbieganym wzrokiem wpatrując się w jego twarz. Czuła, że przegrała to starcie, a jej plan lada moment przestanie istnieć. Jej mąż był zbyt przystojny, zbyt czarujący i zbyt dobry. Wręcz idealny. Prawdziwy książę z bajki, pomyślała. – Co dalej Williamie Conwey?
Will uśmiechnął się lekko, kciukami czule gładząc jej policzki. Mimowolnie opuścił wzrok na jej rozchylone usta. Nie był w stanie myśleć teraz długofalowo.
– Przyjechałeś zabrać mnie do swojego pałacu? – spytała rozbawiona, a jej oczył błysnęły niebezpiecznie. – Będziemy królem i królową?
– Na początek mężem i żoną – odparł i nim się spostrzegła, poczuła na swoich wargach jego usta. Zamachała nerwowo rękami, jakby miała zamiar za chwilę go odepchnąć, ale w końcu uwiesiła mu się na szyi, przywierając do niego całą sobą. Kiedy wplotła swoje szczupłe palce w jego gęste włosy, poczuła jak się uśmiecha i sama również się uśmiechnęła. – Mam rozumieć, że się zgadzasz? – spytał, odrywając się od niej i zaglądając w jej kocie oczy. W odpowiedzi jedynie skinęła głową i zsunąwszy płaszcz z jego szerokich ramion, chwyciła go za koszulę i pociągnęła w stronę sypialni.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25122
Przeczytał: 21 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:46:38 30-12-12    Temat postu:

Nie będę robić kopiuj wklej.
Widzę, że plany planami, a oni swoje. Corie miała plan by zostać królową, ale namiętność zwyciężyła i zdecydowała się pogodzić z decyzją męża. Babka Willa miała plan sprowadzić wnuka, a tu klops, bo on ma inne plany i jakoś nie ciągnie go do zostania głowa państwa
A to symboliczne jabłko...
Plotę głupoty, ale wiesz, że mi się podoba, więc co ja będę się powtarzać Czekam na więcej...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:56:00 30-12-12    Temat postu:

Nie rób, nie rób Ja naprawdę żartowałam z tym kopiuj+wklej.
Symboliczne jabłko? Patrz, że nie wpadłam na to! Jakoś tak mi się skojarzyło, motyw z zakupami, on jej coś podaje, albo ona jemu i nagle trach. Padło na jabłko - zupełnie przypadkowo
I wcale nie pleciesz głupot :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25122
Przeczytał: 21 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:12:13 31-12-12    Temat postu:

A widzisz, ja dostrzegam symbole nawet w głupim jabłku
Pletę, pletę, ale przywykłam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:41:05 31-12-12    Temat postu:

Że dwie połówki? Może i tak...
Chociaż w pierwszym momencie jak przeczytałam "symboliczne jabłko" to mi się skojarzyło z Adamem i Ewą I kto tu plecie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25122
Przeczytał: 21 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:28:18 31-12-12    Temat postu:

Heh, jak tam wolisz, choć ja miałam bardziej na myśli "jabłko niezgody"
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:57:42 31-12-12    Temat postu:

No widzisz, a ja jakoś o tym zupełnie nie pomyślałam. Ale w sumie też tu pasuje
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
Strona 8 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin