Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Somewhere beetwen - Rozdział 6 - 14.12
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:23:46 30-07-14    Temat postu: Somewhere beetwen - Rozdział 6 - 14.12

Postanowiłam zaryzykować. Bo jak to mówią raz kozie śmierć. Chociaż do mnie bardziej pasowałoby ryzyk - fizyk
Nie wiem czy znajdzie się ktoś ciekawy rozwinięcia tego opowiadania, ale chyba jak nie spróbuję to się nie dowiem


Somewhere beetwen



Sky od dziecka była żywa, pełna energii, nieodstępująca na krok swojego starszego brata i jego kolegów. Razem z nimi wdrapywała się na drzewa, strzelała z procy, siłowała się na rękę czy urządzała zawody pływackie w małym jeziorze w pobliżu miasteczka. I pomimo upływu lat ani o jotę się nie zmieniła. Nadal pozostawała tą samą wesołą, pełną życia, lekko zwariowaną Sky.
Connor z kolei był zawsze człowiekiem poważnym, rozsądnym i odpowiedzialnym. Chociaż jak głosiły miejscowe plotki ma nie jeden grzeszek na sumieniu i z całą pewnością milion złamanych dziewczęcych serc.
Kiedy po 3 latach nieobecności Sky wraca do rodzinnego miasteczka wpada w wir niespodziewanych i zaskakujących informacji. Jednak najbardziej ją szokuję odwołanie ślubu Connora Brennona z Deborą Colins – jego narzeczoną od czasów, licealnych, cheerliderką, przewodniczącą rady szkolnej, a przede wszystkim najpiękniejszą dziewczyną w Cabot.

Wstęp

Zatrzymała się na chwilę, wdychając zapach – tak bardzo charakterystyczny dla tego miejsca. Brakowało jej tego, chociaż sama nie chciała się do tego przyznać. Gwaru rozmów na rynku, wesoło pozdrawiających się sąsiadów, ale i tych którzy jak zwykle znajdywali pretekst do kłótni, by chwile później z powrotem rozmawiać jak gdyby nigdy nic.
Rozejrzała się powoli, starając zarejestrować zmiany. Z zadowoleniem jednak stwierdziła, że pomimo kilku nowych sklepów, fryzjera i niedawno otwartej włoskiej restauracji, nic się w Cabot nie zmieniło. Przeszła parę kroków, sadowiąc się wygodnie na małej, drewnianej ławeczce w pobliżu fontanny. Zsunęła z nosa okulary przeciwsłoneczne, wystawiając twarz do słońca.
- Jak cudownie znowu być w domu – pomyślała, ciesząc się niczym dziecko, gdy promienie wesoło tańczyły na jej twarzy.

Obserwował ją od dłuższego czasu, gdy samotnie chodziła po rynku. Kogoś mu przypominała, ale wspomnienia była tak niewyraźnie, że z mroków pamięci nie mógł wydobyć twarzy czy imienia nieznajomej. Była jedyną osobą z pośród tego tłumu, która się nigdzie się nie spieszyła. Wprost przeciwnie, jej twarz była uśmiechnięta, a słońce tańczyło na ciemnych niczym heban włosach.
Connor spoglądał jak podchodzi do fontanny, po czym moczy rękę w zimnej wodzie. Wyglądała tak jakby nic innego na tym świecie, nie mogło być piękniejsze, niż to czego właśnie doświadcza. Pragnął podejść bliżej, zobaczyć jej roziskrzone oczy, zaróżowione policzki, usta rozciągnięte w szerokim uśmiechu. Nadal jednak stał nieporuszony, z kubkiem gorącej kawy w ręku i nieodpartą ochotą poznania nieznajomej.
Nieznajoma jak ją w myślach nazywał, wyprostowała się, nasuwając jednocześnie okulary na nos i poprawiając torebkę na cienkim łańcuszku. Zwiewna sukienka lekko zawirowała, gdy odwróciła się i pewnym krokiem przeszła przez rynek, znikając za jednym z zakrętów.

Obsada







Rozdział 1

Od samego progu poczuła przyjemny zapach roznoszący się po domu. Przyjemna woń połechtała jej komórki węchowe, dając znać co tym razem postanowiła upichcić pani Rogers, żeby tylko umilić pobyt swojej córce. Weszła do kuchni, a na stole stała brytfanka świeżo upieczonej szarlotki. Ślinka jej pociekła na widok ulubionego smakołyku. Złapała leżący blisko widelczyk i wbiła się w ciasto.
- Sky! - zganiła ją żartobliwie matka, chwilę później podając na talerzyku dużą porcję ciasta wraz z lodami waniliowymi - dokładnie tak jak lubiła.
- Mmmm. Ciepła szarlotka i zimne lody, zdecydowanie najlepsze połączenie pod słońcem – odparła, by po chwili znowu połknąć potężną porcję deseru – Gdzie Tommy ? – spytała między jednym kęsem a drugim, uważnym wzrokiem spoglądając na matkę.
- Zielonego pojęcia nie mam – odpowiedziała z naganą w głosie – Wiesz jaki on jest. Przyszedł po niego Brian i hulaj dusza piekła nie ma. Czasami się poważnie zastanawiam czy on cały czas jest taki szalony czy kiedy do nas przyjeżdża to się w nim coś uaktywnia – dodała po chwili już poważniejszym głosem, zabierając brudny talerzyk i wkładając do zlewu – Cała czas tylko wychodzi z tymi swoimi kolegami, a roboty w domu nie brakuję, mógłby ktoś wreszcie ten cholerny płot naprawić, bo już siły do tego nie mam – odpowiedziała wzburzona, czerwieniejąc na twarzy.
- Ja mogę go naprawić – zaoferowała się Sky, wstając z miejsca – Wiesz przecież, że nie mam nic ciekawego do roboty.
- Nie, nie kochanie. Przyjechałaś tutaj odpocząć, a nie zabierać się do naprawiania płotów i wszystkiego innego co w tym domu jest zepsute, bo mężczyźni mają lepsze rzeczy do roboty.
- Ależ mamo, przecież Tommy też przyjechał tutaj odpocząć – zauważyła rzeczowo Sky, biorąc spory łyk soku pomarańczowego prosto z kartonu – Przebiorę się i zajmę się tym płotem. A ty tymczasem, upiecz jeszcze trochę tej niebiańskiej cudowności – dodała po chwili, wesołym wzrokiem wskazując na pustą do połowy brytfankę, pocałowała matkę w policzek i wyszła z kuchni.

***

Connor leżał na łóżku, z rękami zaplecionymi za głową, pilnie wpatrując się w sufit. Ostatnio coraz rzadziej wychodził … gdziekolwiek. Miał po prostu dość tych litościwych spojrzeń mieszkańców i przede wszystkim napastliwych kobiet w wieku między 18-40, które chyba sobie wmówiły, że muszą go uratować od depresji. A tych 4 kątów też zdecydowanie miał dość. I jeszcze matka, która codziennie bardzo dosadnie wyrażała się na temat Debory. Nie mógł jej w zasadzie winić, problem w tym że miał już dosyć słuchania jaka to ona była dla niego nieodpowiednia.
Wstał i spojrzał nieobecnym wzrokiem za okno. Dzień był piękny, słońce świeciło, wiał lekki wietrzyk, a na niebie nie było ani jednej chmurki.
- To ciekawe, że zauważam takie rzeczy – pomyślał kwaśno, podchodząc do laptopa i spoglądając na skrzynkę odbiorczą. Nic. Znowu nic. Deborah jak do tej pory nie dawała żadnego znaku życia, a on już powoli zaczynał się o nią niepokoić. Nie bardzo też chciał dręczyć ją swoimi telefonami. Znalazł się w impasie i nie wiedział co zrobić.
Usłyszał brzęczenie telefonu.
- Halo – rzucił do słuchawki stanowczym głosem
- Brian, Lord znowu nie ma humorku – usłyszał stłumiony głos w słuchawce i uśmiechnął się pod nosem – Con, laska Cię zostawiła – ale zobacz, lepiej przed ślubem niż po – powiedział Tommy, po czym wraz z Brianem wybuchli głośnym śmiechem – Słuchaj, milordzie, podnieś ten swój ociężały tyłek i wbijaj do mnie. Mama pewnie znowu zrobiła coś dobrego, odkąd wróciła Sky cały czas coś pichci – powiedział już spokojniej, odpychając lekko Briana od swojego ramienia – Zjemy coś, a potem polecimy na miasto.
- Akurat na to nie mam ochoty – odparł kwaśno Connor, siadając z telefonem na łóżku
- Nie rób na tego – jęknęli obydwaj do słuchawki – Przecież wiesz, że odkąd znowu jesteś wolny laski na Ciebie lecą jak nigdy, ty sobie którąś wybierzesz, a resztę oddasz nam – dodał po chwili, ruszając znacząco brwiami – czego Connor oczywiście nie mógł zobaczyć.
- Dobra – rzucił do słuchawki i rozłączył się.
W końcu czas wyjść z domu, poza tym Brian i Tommy mają takie szalone pomysły, że nudzić się z nimi na pewno nie będzie.

***

Siedziała w ogrodniczkach na trawie, próbując naprawić zepsuty płot, gdy padł na nią cień. Uniosła oczy do góry. Stała przed nią elegancka kobieta, z prostymi okularami przeciwsłonecznymi nasuniętymi na nos.
- Tak?! – spytała niepewnie Sky, podnosząc się z ziemi i otrzepując spodnie
- Pani tu mieszka? – spytała mocno, wskazując skinieniem głowy na beżowy domek z werandą, grządkami kwiatów i rozpadającym się samochodem – miłość jej ojca.
- Tak. Stało się coś?
- Czy coś się stało ?! – wybuchneła kobieta – Oczywiście, że tak. Ten idiota, który z panią mieszka nie daję tu nikomu żyć – dopowiedziała żywo gestykulując, co wprawiło Sky w lekkie zakłopotanie.
- Jaki idiota?
- Ten co tu się codziennie kręci. Włosy trochę przydługie, ciemne … zresztą ja mu się nie przyglądałam – odparła zdenerwowana, wściekłym ruchem zakładając zbłąkane pasmo na ucho i spoglądając na Sky zimnym wzrokiem – Chyba pani z nim mieszka, to powinna wiedzieć.
- A co tym razem Tommy zrobił? – spytała uśmiechając się delikatnie
- To nie jest istotne. Niech mu pani lepiej coś powie, bo następnym razem pójdę z tym na policję.
- Dobrze – odparła spokojnie - Porozmawiam z nim
- Dziękuję – odrzekła kobieta, omiotła wzrokiem strój Sky, po czym odeszła w swoim kierunku.
Dziewczyna ponownie zagłębiła się w pracy. Zastanawiała się też co tym razem przeskrobał Tommy. Nie poznawała także w ogóle tej kobiety, chociaż znała niemal wszystkich w miasteczku, a i podczas długich rozmów z matką, dowiadywała się wielu rzeczy z życia pobliskich sąsiadów. Uderzyła młotkiem w deskę, starając się ją wyprostować.
- Przydałoby się więcej narzędzi – pomyślała kwaśno, ponownie uderzając – tym razem jeszcze mocniej.
Usłyszała głośne chrząknięcie i odwróciła się. Spojrzała na stojącego mężczyznę, choć mocno oślepiało ją słońce. Coś w jego postawie było dla niej znajome, nadal jednak nie mogła zobaczyć jego twarzy. Podniosła się z klęczek i spojrzała na niego ponownie. Teraz w pełnej krasie widziała jego lekko zielone oczy, ciemne blond włosy i ostre rysy twarzy.
Connor stał uśmiechnięty od ucha do ucha. Złamanego grosza by nie dał, gdyby ktoś mu powiedział, że spotka dziś Sky i – co najdziwniejsze – naprawiającej zepsuty płot.


Ostatnio zmieniony przez Stokrotka* dnia 23:31:27 14-12-14, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 1:06:08 31-07-14    Temat postu:

Zajrzałam bo zaciekawił mnie tytuł, a poza tym nie czytałam jeszcze nic Twojego
Jak na razie muszę powiedzieć, że wszystko dzieje się bardzo szybko - chodzi mi głównie o spotkanie Connora i Sky - nie uważam jednak, żeby to było na minus Sky to bez wątpienia dziewczyna jakich mało na tym świecie. Nie często bowiem spotyka się pannę, która tak ochoczo bierze się za naprawianie płotu czy jak mniemam innych prac jakie z reguły należą do facetów, ale dzięki temu już ją lubię. Nietuzinkowy z niej bohater i domyślam się, że będzie wesoło O Connorze nie za wiele mogę jeszcze powiedzieć, bo nie miałam okazji jeszcze poczytać o nim więcej, ale na to przyjdzie czas. Za to jeśli chodzi o Tommy'ego to niezłe z niego ziółko. Nie wiem które z rodzeństwa prześciga które z charakterkiem
Zastanawia mnie jak to się dalej rozwiąże, zwłaszcza, że na ten moment nie wspomniałaś nic o relacjach jakie łączyły Connora i Sky przed laty, oprócz tego, że dziewczyna włóczyła się wszędzie za kumplami brata
No cóż.....to na tyle i na pewno jeszcze tu zajrzę powodzenia i życzę weny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Generał


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 4942
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:36:56 31-07-14    Temat postu:

Nie wiem dlaczego, ale kiedy pierwszy raz przeczytałam, o czym będzie to opowiadanie w temacie z zapowiedziami to myślałam, że to Sky i Connor będą rodzeństwem A teraz do rzeczy...
Po pierwsze: świetna obsada, uwielbiam Wilsona w "Hart of Dixie", więc za to duży plus Emma w roli chłopczycy to coś zupełnie nowego, ale i tak od razu zapałałam sympatią do Sky - uwielbiam takie bohaterki.
We wstępie jest napisane, że został odwołany ślub Connora z Heather, a w pierwszym rozdziale jest mowa od Deborze. Może źle coś zrozumiałam, ale jakoś mi się to rzuciło w oczy.
Connor ma złamane serce i teraz, kiedy Sky jest w mieście może będzie szukał ukojenia w jej ramionach?
Ciekawa jestem, co też takiego przeskrobał Tommy, że ta paniusia była tak zbulwersowana jego zachowaniem
Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:20:05 31-07-14    Temat postu:

Dziękuję za miłe komentarze. Tommy i Sky są nietuzinkowi, bo ich rodzice są zupełnie inni od rodziców Connora - wychowani zostali w dwóch różnych stanowiskach środowiskach , będzie o tym trochę więcej w dalszej części.
Także uwielbiam Wilsona i cieszę się, że ktoś pozna mną także
Za zmianę imion przepraszam, już poprawiłam ale tak to jest kiedy piszę, bo mam pomysł, a dopiero potem znowu się zastanawiam


Ostatnio zmieniony przez Stokrotka* dnia 22:06:53 31-07-14, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Generał


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 4942
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:48:08 31-07-14    Temat postu:

W takim razie nie mogę się już doczekać dalszego ciągu
Wade to moja ulubiona postać w serialu i przeczuwam, że tutaj też Wilson zasłuży sobie na to szlachetne miano
Nie masz za co przepraszać, po prostu wolałam Ci dać znać tak na wszelki wypadek. Każdemu się to zdarza, ja tak mam bez przerwy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:19:47 31-07-14    Temat postu:

Wilson jest moim number 1 w Hart of Dixie i to się raczej nie zmieni
Tak, jak widać mam słabą pamięć do imion ale dzięki, teraz przynajmniej każdy będzie wiedział o co chodzi

A w ogóle to widzę, że masz animacje z El Barco, oglądałaś?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Generał


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 4942
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:33:31 31-07-14    Temat postu:

U mnie tak samo
Oczywiście, jeden z moich ulubionych seriali
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:40:13 31-07-14    Temat postu:

Moich też
Odcinki były długie, ale warto było je oglądać
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:26:34 09-08-14    Temat postu:

Rozdział 2

- Zmieniła się – to była pierwsza myśl jaka przyszła Connorowi do głowy. Włosy - kiedyś sięgające do połowy ramion, teraz kończyły się u nasady szyi. Lekko ciemniejsze niż zapamiętał. Twarz już nie pucołowata, zaróżowiona od ciągłej zabawy, tylko bardziej ściągnięta, wyrazista. Z niemałą przyjemnością stwierdził też, że urosły jej piersi, a biodra zaokrągliły się. Tylko oczy się nie zmieniły. Wciąż miały barwę ciemnej czekolady i bystro oceniały otoczenie. Uśmiechnął się do niej czarująco, zastanawiając się co też spowodowało jej powrót.
- Cześć – rzuciła zdawkowo, nie bardzo wiedząc co mam w tej sytuacji powiedzieć. Zwłaszcza, że Connor uparcie milczał, oglądając ją jedynie od góry do dołu. Co wprawiało ją w lekkie zakłopotanie.
- Cześć – odparł, serwując jej jeden ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów, ukazując tym samym rząd śnieżnobiałych zębów.
- Co tu robisz? – spytała, dopiero po chwili, potrząsając głową i wyrzucając z niej wszystkie idiotyczne myśli.
- Przyszedłem do Tommy’ego. Mieliśmy się spotkać, bo ostatniego dość rzadko wychodziłem, bo … chodzi o to, że Deborah i ja … że…
- Że odwołaliście ślub?! – spytała prosto, spoglądając na niego spod długich, ciemnych rzęs, które były idealną oprawą dla jej oczu.
- Hmmm … no tak – odparł z lekkim uśmiechem – Wiesz, że chyba byłaś pierwszą osobą, która powiedziała mi to prosto w twarz, nie próbując tego nazwać w inny sposób – dodał po chwili, spoglądając na nią z ciekawością.
Sky wzruszyła ramionami, nie bardzo wiedząc co ma mu odpowiedzieć. W końcu to czy on się ożeni czy nie, to nie jest jej sprawa. A przede wszystkim nie powinna mówić o tym odwołanym ślubie.
- Jak zwykle nie umiesz trzymać buzi na kłódkę – pomyślała gniewnie, jednocześnie starając się zachować spokój – Idiotka
- Przepraszam – odpowiedziała po chwili, schylając się po narzędzia rozłożone na ziemi przy płocie – Nie chciałam Cię obrazić – dodała już lekko spokojniej, spoglądając na niego niepewnym wzrokiem
- Ależ nie ma za co. Uwierz mi, ale mam dość wszystkich litościwych spojrzeń i ludzi współczujących mi na każdym kroku – tego, trzeba przyznać, akurat się nie spodziewała. Connor zwykle był duszą towarzystwa, miły, czarujący. Chyba nigdy by nie pomyślała, że nawet odwołanie ślubu, mogłoby go wpędzić w depresję. Zresztą, wcale nie wyglądał tak źle. Inaczej wyobrażała sobie faceta porzuconego na kilka dni przed ślubem. A Connor zupełnie nie pasował do tego wyobrażenia. Pewnie dlatego, że nie spotkała dotąd żadnego takiego mężczyzny, którego porzuciłaby narzeczona.
- Co Cię tu sprowadza? – spytał, idąc za nią do domu, chcąc jednocześnie jakoś podtrzymać rozmowę, która odkąd wspomniał swoją byłą narzeczoną, niezbyt się kleiła.
- Cóż … chyba po prostu dawno nie było mnie w domu. Mama wielokrotnie przez telefon powtarzała mi, żebym przyjechała, w końcu więc posłucham jej rady i o to jestem – dodała na końcu już weselszym tonem, rozkładając ręce i kłaniając mu się
- Przynajmniej poczucia humoru nie straciłaś w wielkim mieście – skwitował jej zachowanie ze śmiechem i jak na dżentelmena przystało zabierając od niej skrzynkę z narzędziami.
- Jeżeli to miał być komplement, to dziękuję – odparła, rumieniąc się lekko
- Gdzie pracujesz? – spytał bezpośrednio, po długiej chwili ciszy, która zaczęła mu ciążyć. Zadał, więc jedyne pytanie, które przyszło mu do głowy, dopiero po chwili orientując się, że właśnie popełnił gafę, przed którymi matka go zawsze przestrzegała. Jednak obok niego nie szła kolejna dama z towarzystwa. Koło niego szła Sky – przyjaciółka z dzieciństwa, powierniczka niektórych jego sekretów, siostra jego najlepszego przyjaciela.
- Whoaa. Szybki jesteś – odparła, spoglądając na niego i śmiejąc się głośno
- Przepraszam – odparł lekko skruszony – Po prosu Tommy dość dużo mówił o twoim ciekawym zawodzie, ale przy każdej okazji mówił wiele sprzecznych rzeczy, tak że już w ogóle nic nie rozumiałem – dodał w tonie wyjaśnienia, chcąc się zreflektować za małe faux pa.
- Pracuję w policyjnym laboratorium, sprawdzam dowody i takie tam – odpowiedziała cichym głosem, spuszczając wzrok, będąc jakby lekko zawstydzona swoją profesją. W końcu Connor obracał się raczej w towarzystwie kobiet zajmujących się działalnością charytatywną, występujących w roli modelek czy tworzących idealny obrazek rodziny dla przyszłych wyborców. Żadna z nich nie parała się prawdziwą pracą, a już na pewno nie taką jak praca Sky.

***

- Wróciłam – krzyknęła głośno, ogłaszając swoją obecność w całym domu i odbierając od niego narzędzia, rzucając je z łoskotem na ziemie
- Nie musisz tak wrzeszczeć – usłyszała donośny głos ojca, dobiegający z salonu – Wystarczyło, że trzasnęłaś drzwiami – dodał ze śmiechem
- Och, bądź że cicho – tym razem odezwała się matka, ganiąc ojca i uderzając go ścierką w zabawnym geście
Obydwoje wyszli z salonu i stanęli zaskoczeni naprzeciwko córki. Nie spodziewali się dzisiaj gości, a już na pewno nie w postaci Connora Donaldsona. Po chwili jednak uśmiechnęli się do niego i zaprosili do środka.
- Może ciasta? – zaproponowała Gwen, spoglądając na niego ciepłym wzrokiem – Upiekłam dzisiaj szarlotkę – dodała tonem zachęty
- Nie chciałbym sprawiać kłopotu – odparł lekko zakłopotany, czym wprawił Sky w lekkie zdumienie. Nie dość, że zachowuję się jak normalny człowiek, a nie spadkobierca wielkiej fortuny – co kiedyś zaznaczał na każdym kroku, to przecież chodzi tu o jej szarlotkę! Sapnęła sfrustrowana. Dojdzie do tego, że zje wszystko.
- Ależ skąd – usłyszała głos matki, która chwilę potem wyszła z salonu do kuchni i wróciła w mgnieniu oka z porcją ciasta – Proszę
Connor z gracją odebrał talerzyk i spróbował smakołyku.
- Przepyszny – odparł z aprobatą, kątem oka spoglądając na Sky, chodzącą w tę i z powrotem po pokoju.

- Rodzinko, wróciłem – zagrzmiał od progu Tommy – Oo widzę, że i lord dotarł – dodał ze śmiechem, wkraczając do salonu, a zaraz za nim podążał Brian. Lekko wyższy od Tommego, z włosami ciemnymi niczym smoła, niedbale opadającymi na wysokie czoło. Sky pamiętała jak z nimi trzema przeszła wzdłuż i wszerz całe miasteczko, zaglądając do najbardziej dziwnych i niebezpiecznych miejsc. Gdyby matka dowiedziała się o tym w tamtym czasie, nigdy więcej nie pozwoliłaby córce bawić się z bratem. Za to Sky z przyjemnością i uśmiechem na ustach wspominała te lata, bo nigdy później nie czuła się tak szczęśliwa jak wtedy.
Otrząsnęła się z wspomnień, spoglądając na Briana. Zawsze go lubiła, mogła go nawet nazwać swoim przyjacielem, chociaż on i Tommy stanowili niemal nierozłączony duet. Niemal – bo kiedy dochodził Connor, było to już nierozdzielne trio. A ona jak przyzwoitka zawsze za nimi chodziła. Bo zawsze bliżej jej było do nich, niż do sąsiadek z naprzeciwka.
- Sąsiadki – zagrzmiało jej w myślach, a obrazy rozmowy jedną z nich natychmiast stanęły jej przed oczami
- Tommy – zagadnęła delikatnie, wgryzając się w soczyste jabłko, które przed chwilą zgarnęła ze stołu – Co ty zrobiłeś tej blondynie, z domu na samym końcu dróżki – dokończyła, spokojnie wpatrując się w brata
- Komu?! – spojrzał na nią zaskoczony, a już po chwili na jego twarzy zagościł uśmiech, oświadczając wszystkim, że już sobie przypomniał o kim mówi siostra – Aaaa Lemoniadzie. W sumie to nic takiego.
- Jakiej Lemoniadzie? – odparła zaskoczona, niemal krztusząc się kolejnym kęsem owocu
- Och, to takie moje małe przezwisko. A co do tego to nie zrobiłem jej nic, oprócz małego powitanego żartu – odparł tonem niewiniątka, wpatrując się w siostrę – No dobra, może trochę więcej niż jeden – dodał, wyszczerzając zęby w uśmiechu
Gwen i Mark spojrzeli porozumiewawczo na siebie, nie mówiąc jednak nic na temat zachowania syna. Był w końcu dorosłym mężczyzną, a może raczej miał ciało dorosłego mężczyzny, bo w środku nadal znajdował się mały chłopiec, robiący psikusy sąsiadce.
- Idziemy? – rzucił po chwili Tommy, spoglądając najpierw na Connora, a potem na Briana. Obydwaj skinęli głowami, pożegnali się i podążyli za Tommym. Chwilę potem niemal cały dom wypełniła wściekle głośna melodia. Sky bąknęła przeprosiny i pędem poleciała po schodach do pokoju.
- Wiadomo coś? – rzuciła, kurczowo trzymając telefon przy uchu, jakby spodziewając się najgorszego.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Generał


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 4942
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:14:30 11-08-14    Temat postu:

Kto by pomyślał, Connor wydaje się być zupełnie innym człowiekiem, od kiedy Deborah zostawiła go przed ołtarzem (nie tak dosłownie, ale wiadomo, o co chodzi ). Mam tylko nadzieję, że nie potraktuje Sky jako lekarstwo na złamane serce. Chociaż dziewczyna chyba by mu na to nie pozwoliła... Ale z nimi to nie wiadomo, ona chyba już w dzieciństwie czuła do niego miętę, więc może ulec i tym razem
Dziwię się, że Tommy zabierał ze sobą siostrę na spotkania z kumplami. Moja siostra zawsze się wykręcała, bo nie chciała mnie nigdzie ze sobą zabierać Ale to kolejny dowód na to, że Tommy jest fajnym bratem. I te jego żarty na sąsiadce... Jestem ciekawa, na czym dokładnie polegały
Sky ma ciekawą pracę, zdecydowanie różni się od dziewczyn pokroju Debory (bo ją wyobrażam sobie jako taką pustą lalkę, zważywszy na to, że w tej roli występuję Keira ). No i o co chodzi z tą końcówką? Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!
Pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:19:16 11-08-14    Temat postu:

Dziękuję za taki cudowny komentarz wyjaśni się coś w rozdziale następnym, ale zdradzać nie będę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:36:42 16-08-14    Temat postu:

Natalko trochę późno wiem, ale przeczytałam
Muszę Ci powiedzieć, że doskonale potrafisz czytelnika zainteresować, już nie mówiąc o zaintrygowaniu i to na samym końcu! Przez myśl mi przeszło milion pomysłów o co to może chodzić, ale za nic w świecie nie podejmę się zgadywania zastanawiam się tylko czy powrót Sky do domu jest faktycznie taki bez powodu czy raczej kryje się za tym coś więcej niż tęsknota za rodziną i namowy matki ale to pewnie okaże się nieco później, o ile w ogóle
Tommy jest niemożliwy dorosły facet a zachowuje się mały urwis, który robi sąsiadom psikusy no śmiałam się z niego jak nie wiem swoją drogą ciekawa jestem co też zrobił biednej "Lemoniadzie" skoro tamta była taka wściekła
A Connor i Sky? Hmm.....czuję miętę oj czuję, choć chyba na ten moment słabiutko mam nadzieję jednak, że nie potraktuje Sky jak zabawki by zapomnieć o tamtej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:29:53 16-08-14    Temat postu:

Dla mnie i tak najważniejsze, że zajrzałaś
I dziękuję za cudowny komentarz. Co do powrotu Sky to trochę się powinno wyjaśnić w najbliższej części, ale nie wszystko, żeby nie było niespodzianki
Tommy jeszcze pokaże na co go stać
A co do Connora, to chyba nie jest taki typ człowieka, zwłaszcza że zna Sky od małego ale ja więcej nie zdradzę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:01:53 18-08-14    Temat postu:

Rozdział 3

- Nie - usłyszała w słuchawce, co wcale nie sprawiło, że się uspokoiła. Wprost przeciwnie, była jeszcze bardziej spięta, niż przed tym jak dostała odpowiedź. Wzięła głęboki wdech, chcąc zapanować nad rozstrojonymi ostatnio nerwami. To wcale nie było tak, że nie chciała wracać do miasteczka. Nie chciała tego w takich okolicznościach w jakich się znalazła. Och, wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała zmierzyć się z pewną częścią jej życia, którą zostawiła, wyjeżdżając na studia, ale nie chciała robić w ten sposób. Zwłaszcza, że wgłębi siebie wiedziała, że nadal nie jest na to gotowa. Potrząsnęła głową, wracając do przerwanej rozmowy - musiała dowiedzieć się jak najwięcej.
- Obserwujecie go? - spytała na pozór swobodnie, ale w jej głosie można było wyczuć nutę strachu, przebijającą się przez fasadę pewności siebie, za którą pragnęła się skryć. Nigdy - aż do tej pory, nie pragnęła by jakikolwiek mężczyzna rozwiązywał jej problemy czy po prostu stanowił dla niej podporę. Teraz - o dziwo dla niej samej - pragnęła skryć się za szerokimi barkami jednego z nich i poczuć się bezpiecznie, jak od dawna się nie czuła. Nawet wiedziała kim jest ten mężczyzna. Znowu wybiła sobie głupie myśli z głowy. Jestem zdana sama na siebie i niech tak lepiej pozostanie - skonstatowała po chwili, wyczekując odpowiedzi od rozmówcy.
- Trzymamy rękę na pulsie - odparł enigmatycznie, nie do końca będąc pewien tego co może jej przekazać
- Nie chrzań Paul - skarciła go zimno - Dobrze wiesz, że tu chodzi o mnie. Odsunęliście mnie od całej sprawy, wyprawiając w interesującą wycieczkę do rodzinnego domu - za co serdecznie wam dziękuję, ale straciłam przez to całą kontrolę nad sytuacją, więc nie sprzedawaj mi tu tanich frazesów, bo to nie dla mnie i ty dobrze o tym wiesz - dopowiedziała wściekle, kończąc swoją tyradę, po czym wciągnęła w płuca powietrze, jakby w tym całym gniewie zapomniała o tak przyziemnej rzeczy jak oddychanie.
- Sky, dobrze wiesz jakie są procedury. Nie mogę Ci nic powiedzieć.
- W takim razie po co dzwonisz? - spytała zrezygnowana, siadając na brzegu łóżka, bawiąc się kawałkiem karmazynowej pościeli. O dziwo ten kolor był jednym z jej ulubionych.
- Żeby się spytać jak sobie radzisz - odparł czule i chociaż miała ochotę go w tej chwili udusić, to wiedziała, że mówi to szczerze. I z jednej strony była mu za to wdzięczna, ktoś w końcu interesuję się tym jak ona się trzyma, z drugiej jednak strony potrzebowała informacji, a on nie mógł jej ich przekazać. Nie winiła go za to, wiedziała, że gdyby była na jego miejscu pewnie zrobiłaby to samo. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia jak mawiała jej babcia. Sęk w tym, że ona miała dość życia w momentami paraliżującym ją strachu, budzenia się w środku nocy i nasłuchiwaniu czy aby nikt nie dostał się do domu.
- Żyję - odparła gniewnym tonem, kolejny już raz biorąc głęboki oddech - Przepraszam Paul, wiem że to nie Twoja wina. Ale zrozum mnie, nie często znajdywałam się w takiej sytuacji, a jeżeli do tego dochodzi fakt, że kompletnie nic nie wiem, bo mi nic nie mówicie, to już zupełnie tracę głowię i zachowuję się jak ślepy we mgle.
- Słuchaj Sky, wiem, że Ci to pewnie w niczym nie pomoże, ale zapomnij o tej całej sprawie choć na chwilę. Porozmawiaj z mamą, posiedzieć z tatą czy podenerwuj brata - wiem, że to się wydaję trudne, ale mówię Ci z własnego doświadczenie, że tylko takie rzeczy pozwolą przetrwać Ci ten okres i nie zwariować całkowicie. Trzymaj się mała i pamiętaj, że nie jesteś sama - dodał po chwili i nie czekając na jej odpowiedź, rozłączył się.
Odrzuciła telefon na bok, kładąc się na łóżku i krzyżując ręce na karku. Sama nie miała pojęcia co ma robić, nigdy wcześniej nie znalazła się w takiej sytuacji. Może powinna porozmawiać z rodzicami?! Nie - prychnęła w myślach na ten pomysł, poradzi sobie sama, jak do tej pory dobrze jej to wychodziło.

***

Wpatrywał się w kubek z czarnym niczym smoła płynem, który pił co rano, a sam nie wiedział dlaczego. W końcu wstawał zwykle wyspany, może nie pełny energii, ale siedząc razem z rodziną przy stole, wcale nie miał ochoty wrócić do ciepłego łóżka. Może to nałóg - przemknęło mu przez myśl, a sam pomysł bardzo mu się spodobał. Do tej pory od niczego nie był uzależniony. Z alkoholem nie przesadzał, jak każdy facet lubił sobie czasami wypić, ale nigdy nie odczuwał tego jako uzależnienia. Papierosy?! Też nie palił. Kiedyś - w młodości - miał taki epizod, ale matka skutecznie wbiła mu je z głowy. Srogo go przestrzegając, że w tej rodzinie taki rzeczy są niedopuszczalne, a i kobiety nie lubią czuć od mężczyzn zapachu dymu - ona oczywiście określiła to bardziej obrazowo, tak że naprawdę odechciało mi się palenia. A w zasadzie to po prostu nie przepadał za monologami matki, w których straszyła go na chyba wszystkie możliwe sposoby. A narkotyki? Skoro nawet papierosa nie mógł zapalić, tym bardziej nie byłby wstanie wstrzyknąć sobie heroiny czy czegoś innego.
Oderwał wzrok od kubka z kawą i spojrzał na zebraną przy stole rodzinę. To ciekawe, że zawsze jadali razem - matka chyba starała się zachować pozory szczęśliwej rodziny.O tak, wszyscy na pewno byli bardzo zadowoleni. Harper co i rusz wstukiwała coś w swoim telefonie, jedną ręką skubiąc już zimnego tosta. Axel pochłaniał kolejną już porcję jajecznicy na bekonie - którą zajadał chyba codziennie i która - jak widać - do tej pory mu się nie znudziła. Ojciec czytał gazetę, nie zwracając uwagi na to co się dzieję dookoła, a przynajmniej Connor odnosił takie wrażenie. Za to jego matka - siedziała oczywiście po boku męża, wpatrując się w jedynie sobie znany punkt, rozmyślając. Nad czym? Tego Connor nie wiedział. Wiedział jednak, że takie śniadania, ale też obiady i kolacje, nie były czymś dziwnym, a przynajmniej nie u nich w rodzinie. Nawet w dzieciństwie - którego ta dobrze już nie pamiętał - nie zdarzały się chwile kiedy byli oderwani od całej dostojności i elegancji, która płynęła z czystego faktu posiadania pieniędzy. Zawsze - co też powtarzała matka - musieli okazywać wyższość nad innymi. Zachowywać się odpowiednio do sytuacji. Connor sam nie wiedział czy jego matka zdawała sobie z tego sprawę, że wszczepienie takich wartości swoim dzieciom, jej się nie udało. Nie wiedział jak zdołali się przed tym przestrzec Axel i Harper - może z prostej przekory, niechęci do spełniania rozkazów matki?! Jedno wiedział na pewno. Jego samego uratował nie kto inny jak Tommy i będzie mu za to wdzięczny do końca życia.
Dopił swoją, już niemal zimną kawę, jednym, dużym łykiem. Wstał, pożegnał się i wyszedł z domu, mając nadzieję, nigdy więcej nie uczestniczyć w tak smutnym posiłku.

***

- Może pomóc - usłyszała z lekka ironiczny głos za plecami i zanim się odwróciła, na jej twarzy pojawił się wściekły grymas.
Spojrzała na mężczyznę, mierząc go gniewnym wzrokiem. On nadal stał przed nią z cwanym uśmiechem, błąkającym się na ustach. Ona jakby w obronnym geście przycisnęła, dwie papierowe torby z zakupami do piersi, spoglądając na niego spod przymrużonych powiek, spodziewając się chyba najgorszego.
- Nie mam pieniędzy - odpowiedziała cicho i niepewnie, omijając go i kierując się do swojej starej ciężarówki.
Usłyszała jego beztroski śmiech, a już po chwili szedł koło niej jak gdyby nigdy nic. Chyba na nic zdawały się jej prychnięcia czy nienawistne spojrzenia. On i tak nic sobie z tego nie robił.
- Daj pomogę - odparł po chwili, wyprzedzając ją o kilka kroków i starając się odebrać od niej zakupy. Byli już prawie przy jej samochodzie, ale przecież nie musiała mu tego mówić, nie potrzebowała też jego pomocy. Sama da sobie radę. Jak zawsze. Tak, więc kiedy próbował wziąć od niej siatki, ona jeszcze mocniej przycisnęła je do siebie. Tommy nie dawał za wygraną. Dopiero chwile później, gdy papier nie wytrzymał nacisku, podarł się, a część produktów potoczyła się po ziemi, uniósł ręce w geście poddania, uśmiechając się przy tym niewinnie. Lemon zaklęła głośno, nie przejmując się tym, że ludzie patrzą się na nią, jakby była co najmniej kolejną atrakcją tego miasteczka. Tommy jednym pewnym ruchem, zabrał od niej podartą papierową torbę i zaczął umieszczać w niej zakupy.
Powinna mu podziękować. Tak, to zapewne powinna zrobić. Ale co poradzi, że ten człowiek, jak na razie wywołuję w niej jedynie niekończące się pokłady gniewu, wściekłości i frustracji. W końcu, gdyby nie jego chęć niesienia pomocy, nie zrobiłaby z siebie widowiska i teraz byłaby w drodze powrotnej do domu. Wesoła i spokojna, jaka była przed tym jak do niej podszedł.
- Mogę moje zakupy? - spytała jak najmilej, chcąc zakończyć to przedstawienie dla mieszkańców miasteczka, którzy z braku lepszego zajęcia wpatrywali się w nich nieskrępowanie.
- Istnieje takie magiczne słowo - odpowiedział jej z cwanym uśmiechem, utwierdzając ją jedynie w przekonaniu, że w jego naturze nie leży chowanie głowy w piasek i udawanie, że nic się nie stało.
- Słuchaj, chłopczyku od siedmiu boleści - wysyczała, zbliżając się do niego i niemal całkowicie tracąc resztki spokoju - Mam dość nie tylko twojego dziecinnego zachowania, słabych żartów i przeklętego zadowolenia z samego siebie, ale mam dość wszystkiego co jest związane z Tobą. Więc naprawdę daj mi święty spokój, idź znajdź sobie nową ofiarę i na niej uskuteczniaj swoje żałosne pomysły.
Tommy wpatrywał się w nią z błyskiem podziwu i aprobaty, ona tymczasem oddychała ciężko, wciąż niepewna tego co się przed chwilą stało. Czy naprawdę to zrobiła? A może to jej kolejny sen na jawie? Jak ten w którym spotyka na ulicy Królową Elżbietę?! Tego nie mogła być pewna, ale po wyrazie jego oczu, widziała, że jednak to zrobiła.
- Mógłbyś mi dać spokój? - spytała po chwili, a zrobiła to takim zrezygnowanym, pełnym poddania tonem, że Tommy spojrzał na nią zaskoczony.
- Wiesz - zaczął po chwili, dając jej czas na odzyskanie dawnej waleczności - Nawet Kim Kardiashan ma swojego prześladowcę - dodał poważnym tonem, a gdy dotarł do niej sens jego słów, po prostu nie mogła się nie roześmiać. A jej wesoły śmiech rozniósł się głośnym echem po parkingu. W kącikach jej oczu zalśniły w pełnym słońcu kropelki łez, które niedbale otarła wierzchem dłoni.
- Coś mi się dzisiaj udało - powiedział po chwili, wpatrując się w nią pełnym jak najlepszych intencji wzrokiem - Uśmiechnęłaś się.
Lemon nie wiedziała co ma mu odpowiedzieć. W jednej chwili zachowuję się jak niewychowane dziecko, które rodzice pozostawiają same sobie, nie interesując się tym co robi, a w drugiej chwili stoi przed nią mężczyzna, próbujący ją pocieszyć. Była bardziej niż zdezorientowana takim obrotem sprawy. Tommy tymczasem wstawił zakupy na bagażnik jej starego samochodu, skąd wiedział, że to jej?! Nie wiedziała sama. Podziękowała cicho, nie bardzo wiedząc co ma zrobić. Jak traktować faceta, który przypominał duże dziecko, wiedziała. Ale takiego, który z jednej chwili na drugą zmienia się nie do poznania - już nie. Tommy wypowiedział ciche - jak na niego - do widzenia odwrócił się na pięcie i odszedł w swoją stronę. A ona jeszcze chwilę siedziała, z rękami opartymi o kierownicę, zastanawiając się co też przed chwilą się stało.

***

- Nie przypuszczałem, że Cię tu spotkam - usłyszała mocny i głęboki głos za sobą i nie musiała się nawet odwracać, żeby wiedzieć któż to taki. Siedziała na trawie przy małym strumyku. Przyszła tutaj pomyśleć, zastanowić się nad swoją obecną sytuacją, która nie prezentowała się jej w ciekawych kolorach. Nie sądziła, że i on zna to miejsce. Było ono odgrodzone od reszty miasteczka, bardziej na uboczu, dodatkowo schowane za kępkami krzaczków i kilkoma dość rozgałęzionymi drzewami. Nim się spostrzegła usiadł obok niej, krzyżując nogi i wbijając wzrok w jakiś punkt przed sobą. Przypomniała sobie jak kiedyś przychodziła tutaj, gdy była nastolatką, rozmyślając o swoim zauroczeniu do Connora, przeklinając wszystkie dziewczyny, które w ostatnich dniach uśmiechnęły się do niego, powiedziały cześć czy najzwyczajniej w świecie z nim rozmawiały. Uśmiechnęła się do swoich wspomnień, nie zdając sobie sprawy, że Connor obserwuję ją kątem oka.
- O czym myślisz? - spytał, a jej przyszła ogromna ochota powiedzieć całą prawdę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:16:27 18-08-14    Temat postu:

Jestem Natalko i przeczytałam

Jak na razie niewiele nam się wyjaśniło w kwestii Sky i tego dlaczego tak naprawdę wróciła do domu. Coś mi się wydaje, że jakiś czas temu stało się coś bardzo poważnego, skoro jest w to zamieszana policja ( bo jest prawda?) Hm...
Connor jak widać wcale nie ma łatwego, wbrew pozorom, życia....ale kto normalny wytrzymał by w takiej atmosferze, a niestety ludzie z wyższych sfer właśnie tak wyglądają....przykre ale prawdziwe. Dobrze, że on chociaż nie przesiąknął całym tym snobizmem i to jak się okazuje się być zasługą samego Tommego. Swoją drogą ciekawa jestem co też takiego zrobił dla Connora Jak na tą chwilę relacje między Sky i Connorem wydają się być bardzo....subtelne i ciekawi mnie jak to się dalej rozwinie
A Lemon i Tommy? nadal uważam, że ten facet jest niemożliwy takie duże dziecko, ale potrafi również zaskoczyć i być przy tym niezwykle czarującym. Coś mi się wydaje, że na polu Lemon - Tommy będzie się sporo działo i na pewno będą leciały iskry skoro dalej będzie ją denerwował, a domyślam się, że ma coś jeszcze w zanadrzu i tak z dnia na dzień nie stanie się potulny jak baranek


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 0:17:27 18-08-14, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin