Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Zemsta Cocainy. Odcinek 11.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:28:42 16-07-13    Temat postu:

ODCINEK 10.

- Cholera! – mruknął pod nosem. Spojrzał w stronę drzwi, skąd dobiegł go dźwięk dzwonka. Odłożył ściereczkę na jej właściwe miejsce i poszedł otworzyć. – Cześć, Agata. Wejdź. – Odsunął się, pozwalając jej przejść i zamknął drzwi. – Przepraszam, nawet nie zdążyłem posprzątać – powiedział, podążając do niewielkiego pokoju z aneksem kuchennym.
- U mnie chyba nigdy nie było tak czysto – skomentowała Cocaina, rozglądając się po mieszkaniu. Odwróciła się do Tomasa. Udała, ze nie widzi, jak mężczyzna ukradkiem przesuwa spojrzenie po jej ciele, na krotką chwilę zatrzymując się na piersiach. Zapomniała się przebrać, ale przecież widział ją już w takich ciuchach. Poza tym, jeśli mają się spotykać, nie będzie chodzić cały czas w ubraniach Alicii.
- Napijesz się czegoś?
- A masz coś mocniejszego? – zapytała, rozsiadając się na kanapie.
Tomas podszedł do meblościanki w sąsiednim pokoju, otworzył barek i wyjął butelkę.
- Wino – zakomunikował. – Co prawda nie jest to najwyższa półka, ale…
- Daj spokój – przerwała – przecież nie będę wybrzydzać.
Mężczyzna wyjął jeszcze dwa kieliszki, postawił je na malutkiej etażerce i, usiadłszy, nalał wina.
- Ładnie tu. – Cocaina jeszcze raz, tym razem uważniej przyjrzała się mieszkaniu. Kiedy znalazła się w nim po raz pierwszy, nie wydawało jej się ono aż tak ciasne. Całość mogłaby porównać do kuchni w jej willi. Przez chwilę zastanawiała się, jak można tu mieszkać. Najwyraźniej jej znajomy był minimalistą.
- Żartujesz sobie? To mieszkanie brata. Mieszkał tu, a potem, kiedy wyjechał, zostawił je mnie. Po rozwodzie znów tu zamieszkałem, na razie mi wystarcza, ale i tak rozglądam się za czymś większym.
- Miałeś żonę?
- Tak, ale… wszystko już dawno się rozpadło. Pracujemy razem i dogadujemy się, a wcześniej jakoś nie mogliśmy.
- Przykro mi. – Popatrzyła w jego posmutniałe oczy. Taka reakcja mogła oznaczać tylko jedno, wciąż ją kochał. To nie wróżyło nic dobrego, do takich zawsze najtrudniej dotrzeć. – Ty nadal ją kochasz? – Postanowiła się upewnić.
- Nie – zaprzeczył nostalgicznie – czasami mam nawet wrażenie, że nigdy się nie kochaliśmy, byliśmy bardzo młodzi, a potem… - zatrzymał się. – Mieliśmy mówić o tobie.
- To nie jest dobry temat – powiedziała ze śmiechem.
- Będziemy milczeć? – zapytał, bawiąc się kieliszkiem.
- Dobra, co chcesz wiedzieć?
- Wszystko. Nic o sobie nie mówisz. Co robisz, gdzie pracujesz, a twoja siostra? Nawet nie wiedziałem, że masz rodzeństwo.
- Jestem właścicielką Tequili, ale ostatnio bar przynosi więcej strat niż zysków. A rodzeństwo mam. Alicię i jeszcze dwóch braci. Ale ona jest mi wyjątkowo bliska, a teraz to… Nie wiem, co robić. A jeśli ona się nie obudzi?
- Nie myśl tak. Dlaczego zakładasz najgorsze? Lekarze mówili, że wszystko będzie w porządku, trzeba tylko poczekać.
- Dziękuję, że podnosisz mnie na duchu, ale takie rzeczy się zdarzają i… po prostu się boję – powiedziała, starając się wykrzesać ze swojego wyrazu twarzy jak najwięcej bólu. – Skąd wiesz, co mówili lekarze? – zdziwiła się.
- I tak się dowiesz – westchnął. – Prowadzę śledztwo w tej sprawie. Właściwie nie powinniśmy w ogóle o tym rozmawiać. Obowiązuje mnie tajemnica zawodowa.
- Dobrze, rozumiem – przytaknęła. Zastanawiała się, czy to dobra wiadomość. Istniało ryzyko, że coś pójdzie nie tak, że coś odkryją, że… nie. Wszystko było idealnie dopracowane, zdrajca już nie żył, a całej reszty pilnowała ona, nie mogło być mowy o jakiejkolwiek pomyłce. Za to mogła być zawsze na bieżąco. – Ale jeśli się czegoś dowiesz…
- …ciebie pierwszą poinformuję – dokończył za nią.

Arturo spojrzał na zegarek. Cocainy nadal nie było. Miał dość jej wybryków. Igrała z ogniem po raz kolejny, ale tym razem na palenisku, które już raz wybuchło. Nie mógł zaprzeczyć, że ta kobieta miała coś w sobie. Coś, co sprawiało, że nigdy nie odnosiła porażek, zawsze wszystko jej się udawało, a jeśli nie, potrafiła przekonać wszystkich, że tak właśnie miało być. Dla niej cel uświęcał każdy środek, nawet najobrzydliwszy. Nie miała skrupułów ani sumienia, które czasami nawet w nim się odzywało, nie musiała tracić sił na zwalczanie wyrzutów. Dzierżyła w jednej ręce władzę nad setkami osób, w drugiej nad Verdugo, nawet jeśli tamten nie zdawał sobie sprawy jak Cocaina go kontroluje. Czasami zazdrościł jej tego wszystkiego. Tylko jedna osoba mogła się z nią równać – Zorro. Tacy sami. Arturo czasami miał wrażenie, że to nie jego, a Agatę łączyły z Zorrem bliźniacze więzy. Zawsze działali razem, idealnie się dogadywali, on stał z boku. W pewnej chwili nawet chciał to zmienić, ale Coca zawsze grała pierwsze skrzypce. Nic dziwnego, skoro to jej zawsze wszystko się udawało. I może właśnie dlatego powinna tu teraz być, pomyślał, wracając do planu budynku rozrysowanego dokładnie na białej kartce. Nie dość, ze brał udział w jej szalonej zemście, musiał jeszcze sam wszystko przygotowywać, ale ten jeden raz mógł się na to zgodzić. Śmierć jego brata zostanie pomszczona. Przeciągnął opuszkiem palca po czarnych kreskach. Tak, tu, przytaknął sobie w myślach i dorysował ołówkiem krzyżyk.

- Zaczynam lubić twoje poczucie humoru, ale naprawdę muszę już iść – powiedziała, zabierając kurtkę z kanapy.
- Ja twoje też. Cieszę się, że udało mi się poprawić ci humor chociaż na chwilę. Wszystko będzie dobrze. Może to brzmi banalnie, ale naprawdę będzie dobrze, zobaczysz. – Odprowadził ją do drzwi.
- Dziękuję.
- To ja dziękuję. Za miłe towarzystwo – rzekł, nachylając się, by pocałować Agatę na pożegnanie.
Kobieta odwróciła twarz, zatrzymując swoje usta na jego wargach. Nie odsunął się, to dało jej pewność, że może iść dalej, pogłębić pocałunek, by odsunąć się, kiedy on go odwzajemnił.
- To przez wino. Chyba zaczęło mi uderzać do głowy. Pa – pożegnała się szybko wyszła. – I już jesteś mój – dodała, schodząc po schodach.

Patrzył, jak drzwi się zamykają. Zrobiła coś, co on chciał uczynić już przy poprzednim ich spotkaniu. Nie miał pojęcia, gdzie podziała się ta nieśmiałość Agaty, którą poznał na początku. Czy to rzeczywiście skutek alkoholu? Nieważne, ta kobieta niesamowicie go pociągała, a w tej wersji chyba nawet jeszcze bardziej.

Wracając do domu, wspominała ich spotkanie. Ten facet był dla niej jednocześnie przejrzysty jak wypolerowana szyba i zagadkowy jak książka Agathy Christie. Wciąż nie była pewna, ile może mu powiedzieć? Co jej pomoże, a co zaszkodzi? Nie mogła przekroczyć tej cienkiej granicy, za którą czaił się koniec, jaj i wszystkich, których znała, ale nie mogła się już wycofać, za późno – Cocaina nie rezygnuje, nawet w obliczu niebezpieczeństwa. Świadomość, co jest po właściwej stronie granicy dodawała jej sił, musiała działać. Musiała zdobyć tę zagadkę, rozwiązać ją swoim sposobem i po raz kolejny odnieść zwycięstwo.
Stąpała po szarym chodniku. Resztki alkoholu wywietrzały jej już z głowy, ale we znaki dawał jej się ból, spowodowany długim spacerem na obcasach. Z lekkim żalem spoglądała na przejeżdżające samochody. Jej został w garażu. No cóż, nie mogła podjechać pod dom policjanta swoim Porsche. Nawet jeśli w jej dzielnicy można było spotkać droższe samochody, nie ulegało wątpliwości, że tutaj taki samochód wzbudziłby podejrzenia. Zbliżała się do celu. Szansa, że spotka kogoś znajomego, kto ją podwiezie, rosła. Może Barman będzie wracał z Tequili? Jeszcze za wczas.
- Kogo ja widzę? Okradli naszą wielką Cocę?
Odwróciła głowę, by upewnić się, że usłyszany głos naprawdę należy do tego, o kim myśli. Nie było innej możliwości. Znała ten samochód aż za dobrze.
- Verdugo… - zaczęła, opierając przedramiona w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu znajdowała się szyba – przyjechałeś po mnie? Dzięki, ale wolę spacer – powiedziała, przyklejając do twarzy sztuczny uśmiech.
- Skąd wracasz o tej porze? – zapytał, odpowiadając tym samym.
- Z baru. Mam ci się tłumaczyć?
- Ktoś mógł Cię napaść. Martwimy się o naszą przełożoną.
- Niepotrzebnie. Jakoś sobie radzę.
- Gdzie byłaś? – zadał pytanie po raz kolejny. Tym razem uśmiech zniknął z jego twarzy. – Tędy wracasz z baru?
- Tędy.
- Dobrze, że nie przez Kanadę. Wsiadaj, akurat jadę do was.
- Boli mnie głowa, kotku. Nie dziś. Poza tym, kulturalni ludzie nie odwiedzają się o tej porze.
- Wsiadaj, dobrze ci radzę.
Po raz kolejny pomyślała o swoich odciskach, po czym z udawaną niechęcią wsiadła do samochodu.
Podróż minęła im na tradycyjnym ubliżaniu i wyśmiewaniu siebie nawzajem. Cocaina szydziła z niego, kiedy ten usilnie próbował wydusić z niej choć jedną małą informację na temat wieczoru. W końcu samochód wjechał na podjazd. Otwarta brama sugerowała, że Arturo naprawdę na niego czekał.
- Czego od nas chcesz? – zapytała, wysiadając z auta.
- Dowiesz się później – odpowiedział, powielając jej czynność. Obszedł maskę dookoła i zatrzymał się tuż przed kobietą, odcinając jej drogę przejścia. – Najpierw powiesz mi, z kim się puszczałaś, szmato!
- Chciałbyś wiedzieć… - odparła, uwodzicielsko przygryzając jego podbródek. – Tajemnica – dodała, tym razem wprost do jego ucha. Usatysfakcjonowana nieodpornością Verduga na jej wdzięki, spróbowała odejść. Zrezygnowała, czując zaciskającą się dłoń na swojej szyi.
- Jesteś tylko moja! Pamiętaj o tym, bo może ci się coś stać! – wysyczał przez zęby.
- Chcesz mnie atakować na oczach mojej ochrony? Ośmieszasz się. – Z trudem zachowywała zimną krew.
- Verdugo! Chodź do środka. – Arturo postanowił zareagować. Spiorunował wzrokiem Cocainę, wyzwoloną już z uścisku. – Uważaj, nie tylko ty jesteś niebezpieczna – dodał, kiedy mijała go w drzwiach. – Verdugo to świr.
Zaśmiała się lekceważąco, dając do zrozumienia bratu, że niczego się nie boi.
- Ja jestem gorsza.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:31:57 16-07-13    Temat postu:

Coca naprawdę igra z ogniem. Nie dość, ze zadaje się z policjantem, który zajmuje się postrzeleniem jej siostry, to na dodatek jest powodem gniewu Verduga, który na pierwszy rzut oka wydaje się być groźny. Coca chyba trochę za bardzo przecenia swoje możliwości, jest zbyt dumna i ambitna, by okazać komukolwiek choćby odrobinę strachu. W końcu może się przeliczyć ze swoją odwagą i siłą i później może tego żałować. Powinna od czasu do czasu posłuchać Artura, który jest dużo rozsądniejszy od niej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:42:32 16-07-13    Temat postu:

Igra, igra, to jej sposób na życie. Niektórzy mają chyba brawurę w genach . Powiem tylko, że jeszcze się doigra. Dzięki, że wpadłaś.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:25:10 16-07-13    Temat postu:

Domyślam się, ze wreszcie się doigra
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nemorisa
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 4198
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczecin
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:56:12 21-07-13    Temat postu:

Co też moje oczy widzą, czy już mam omamy? No nie wierzę. Kto Cię zmusił, co? Coś takiego, w końcu do tego przysiadłaś. Już myślałam, że porzuciłaś ten pomysł. No, no, kurde teraz muszę sobie przypomnieć środek, bo oczywiście początek pamiętam, a zresztą jest problem.

Kochana dalej, następny odcinek poproszę. Co Ty się tak guzdrasz? Narobisz apetytu i cisza, daj chociaż podwieczorek .

Co ta Agata wymyśliła. Po co ona spotyka się z Tomasem. Raczej nie sądzę, żeby była nim zafascynowana, może tam troszkę ją interesuje, ale pewnie ma swój interes w tym, żeby trzymać go blisko. W życiu nie uwierzę, że się w nim zakocha, to nie ten typ człowieka. Może się mylę, pożyjemy, zobaczymy.

No i teraz mam problem, bo nie pamiętam, czy już napisałaś wcześniej, co się stało z Zorro. Będę musiała koniecznie się cofnąć.
Ja nie wiem, jak Ty to robisz, ale mi tu się nic nie wyjaśnia, cały czas zagadki. Teraz jeszcze jakieś palenisko, które już raz wybuchło, że niby co, ja naprawdę mam straszną pamięć. Co to za plan, który ma Arturo, Kotek? Uchyl rąbka tajemnicy, co tam szykujesz. Jakieś porachunki między dawnymi wspólnikami, czy bardziej wrogami? Same pytania, a mam ich jeszcze więcej. Nie będę Cię tu nimi zasypywać, bo może już wcześniej są odpowiedzi. Będą się chcieli zemścić, ale na kim, w tym jest cały problem.

Ach, ta Coca, gra twardą nawet wtedy, gdy grunt pali jej się pod nogami. Dobra jest. A Verdugo, to kto? Jakiś wspólnik? Nie za bardzo rozumiem, kim on jest. Nie dobra stop. Więcej nie pytam, bo wstyd.

Powiem tylko, że czekam na następny odcinek, pomału pewnie wszystko się wyjaśni, a może szybciej, co? Będę Cię pośpieszać. pamiętam, że obiecałaś (no dobra za dużo powiedziane), mówiłaś, o czymś nowym, jak to skończysz. Porzuciłaś tamten pomysł?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:27:33 21-07-13    Temat postu:

A moje oczy, kogo widzą? Też nie wierzę. Natalia mnie zmotywowała.
Następny odcinek powinien być niedługo. Na pewno po krótszej przerwie. Możesz mnie pospieszać, to zawsze na mnie działa. Guzdrzę się, fakt i wszystko przez Ciebie. Gdybyś mi nie zajmowała każdej wolnej chwili, może lepiej by to wyglądało. Teraz to moja wina, że się guzdrzę.
Znów wietrzysz spiski? Kobieto. Każdy lew czasem odkrywa w sobie kotka.
Szczerze mówiąc, sama nie bardzo pamiętam, jak to tam było napisane. Na pewno coś wspominałam o śmierci Zorro, ale z całą pewnością nie powiedziałam też wszystkiego. Sama muszę kiedyś przeczytać to w wolnej chwili i sobie przypomnieć.
Ale że co, mam tu napisać jako spojler, czy zacząć wyjaśniać w odcinkach (na to jeszcze trochę poczekasz, ale się doczekasz). Między wrogami. Pytania jak masz, to dawaj, najwyżej na któreś nie odpowiem, żeby nie psuć. A Verdugo (też nie wiem, czy było dokładnie napisane, ale to żadna tajemnica) ma swój gang, który de facto współpracuje z Cocainą i Arturem.

Mówiłam o tym, że fajnie byłoby napisać coś z Kingą. Nie wiem, czy wypali ze względu na czas. Jak piszę sama, to mogę przysiąść, kiedy mam wenę i trochę czasu, nie muszę się z nikim liczyć, a tak - nie wiem, może kiedyś spróbujemy. Nawet miałyśmy już koncepcję, która omal nie zaczęła się pisać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:55:48 22-07-13    Temat postu:

Wenus napisał:
Natalia mnie zmotywowała.

Ojej, jak miło To ja również Cię poganiam, żebyś jak najszybciej wstawiła nowy odcinek, bo tutaj jest tyle tajemnic, że ciekawość sięga zenitu
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:50:39 22-07-13    Temat postu:

Mnie też . Wstawię, wstawię, już niedługo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nemorisa
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 4198
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczecin
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:57:22 23-07-13    Temat postu:

No, co, co? Pojawiam się od czasu do czasu . Jeszcze nie oślepłam.
To już ta krótka przerwa minęła? To właśnie Cię pośpieszam, proszę o następny. Jak przeze? Co przeze mnie? Nie mów mi takich rzeczy, bo się w sobie zamknę. No wiem, że zajmuję, przepraszam.
Spiski mam we krwi . No co? Nawet Agata? Nie wierzę, to takie nieprawdopodobne.
Oj Ty, jak nie pamiętasz, co? To moja działka, gdzie się wpychasz. Zobaczę co tam napisałaś o jego śmierci. A tak w ogóle jak mogłaś zabić Zorro, przecież to bohater, a idź Ty . No nie mogę, ja rozumiem, że ja nie pamiętam, ale żeby sam autor miał trudności z pamięcią .
Czekam, czeka, no już ile mogę czekać. Ach Verdugo, że też daje się wodzić za nos kobiecie. Ciekawa jestem, czy naprawdę jest przez niego odbierana jako nieustraszona, czy chociaż kiedyś widział strach jej w oczach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:34:25 24-07-13    Temat postu:

No nic. Pewna być nie mogę .
Tak. Wszystko przez Ciebie. Nie strasz, nie strasz, bo i tak wiemy, że Ty się zamknąć nie potrafisz. Już prędzej bym uwierzyła, że mnie zagadasz na śmierć. To takie w Twoim stylu. Teraz to przepraszasz, a przez Ciebie naprawdę zastój się zrobił. Odciągasz mnie od wszystkich innych zajęć.
Zauważyłam, ciekawe po kim to odziedziczyłaś . Nie wiem, może nie. To, że czasem potrafi być twarda, no dobrze, nawet częściej, nie znaczy, że nie ma uczuć. No i zawsze może się zmienić. Odezwała się ta, co wierzy w ludzi.
Bohaterzy też umierają, poza tym to była taka podróbka .
Daje się. Ciekawe, jak długo. No cóż, pożądanie robi swoje, tutaj to już obsesja. Ciekawe pytanie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nemorisa
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 4198
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Szczecin
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:35:49 25-07-13    Temat postu:

Wiesz na latarnię jeszcze nie wpadam, to całkiem jeszcze nie oślepłam .
Oj potrafię, potrafię, tylko z Tobą jakoś mi to nie wychodzi, ale wiesz, jak chcesz, to mogę się postarać. Dla Ciebie wszystko. No jak, na śmierć nie mogę, w życiu bym Ci tego nie zrobiła . No dobra, dobra, moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Fakt, powinnaś mieć więcej wolnego czasu. To teraz tak krótko, żebyś tego wolnego czasu nie traciła na czytanie mojej wypowiedzi.

Po mamie. To nie w jej stylu.
Masz szczęście.
To poproszę o odpowiedź w następnym odcinku.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:04:46 25-07-13    Temat postu:

Nie musisz się starać, wcale o to nie prosiłam. Nie poświęcaj się. Już ja wiem, do czego Ty zdolna jesteś. Pech chce, że akurat lubię czytać Twoje wypowiedzi.
Robi się. Przy najbliższej okazji odpowiem na to pytanie. Jakbyś jeszcze jakieś pytania miała, to wal.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 9:44:19 14-08-13    Temat postu:

ODCINEK 11.

- To miejsce będzie lepsze, dobrze o tym wiesz – naciskał Verdugo.
- Nie mówię, że nie, ale i tak Coca ma ostatnie słowo. – Arturo oparł się z założonymi rękoma o futrynę drzwi wyjściowych.
- Przyjechałem tu na darmo?
- Nie, przecież wszystko ustaliliśmy. Coca tylko zdecyduje, a wiem, że się zgodzi.
- Mam się liczyć ze zdaniem baby? Choćby nie wiem, kim była, mam w d***e, co myśli. To miejsce, dla faceta.
- Może. Skoro już jesteśmy w jej temacie, mam do Ciebie jeszcze jedno słówko. – Wziął w myślach głęboki oddech. Po raz pierwszy miał się postawić Verdugo. – Nie podoba mi się, jak traktujesz Cocainę – dodał ostrym tonem.
- Nie potrzebuje ochroniarzy, jest dużą dziewczynką. Chyba że się mnie boi. – Zastanawiał się, czy jego słowa mogły być słuszne. To zadziwiające, że w jej oczach nigdy nie ujrzał strachu. Śmiała się z jego gróźb, ignorowała okrucieństwo i podniecały ją brawurowe akcje. Ale to niemożliwe, wszystkie kobiety się boją, są słabe. Najwyraźniej ta całkiem dobrze to ukrywała.
- Ale to nadal moja siostra. Dobrze ci radzę. – Podszedł do rozmówcy na odległość kilku centymetrów.
- Grozisz mi? – Zaśmiał się szyderczo. – A kiedyś byliśmy przyjaciółmi. To moja d**a i zrobię z nią, co zechcę – wysyczał, po czym wsiadł do samochodu i odjechał.
Nacisnął pedał gazu. Nie podobało mu się, że to Cocaina przejęła całkowitą władzę po Zorro. Ta kobieta robiła, co chciała, nikt jej nie kontrolował, a przecież była tylko babą. W dodatku czuł, jak wymyka mu się z rąk. Był pewny, że znalazła sobie jakiegoś gacha na boku. Na to nie mógł pozwolić. Należała do niego, tylko do niego. I choć zdawał sobie sprawę, że on nie działa na nią tak, jak ona na niego, wiedział, że go nie zostawi. Nie pozwoli na to. Wszystkie jego kobiety mogły spać tylko w dwóch miejscach – u niego i w kostnicy. Mimo wszystko Cocaina była wyjątkowa. Doprowadzała go do szaleństwa. Miał szczerą nadzieję, że jej nie będzie musiał się pozbyć.

Kiedy silnik samochodu Verduga przestał być już słyszalny, Artura dobiegł stukot obcasów. Zamknął drzwi i poszedł do siostry.
- A ty co znów odstawiasz? Nawet nie raczyłaś przyjść, kiedy omawialiśmy ważne sprawy.
- Mam dość tego kretyna z niekończącą się obsesją. Właśnie chciałam cię zapytać o te ważne sprawy. Po co Verdugo tu przyjechał?
- Chodziło o to, o czym i tak już rozmawialiśmy. Musimy znaleźć nowe miejsce odbioru towaru. To jest za daleko od głównego magazynu, a do starego nie możemy wrócić, zbyt niebezpiecznie, mogą go obserwować.
- To oczywiste. Dopiero teraz się zorientował? Czekałam na wiadomość, której dotąd nie dostałam. Możesz mu powiedzieć, że to nie jest sprawa, z którą się zwleka.
- Właśnie. Verdugo twierdzi, że wysłał wiadomość przez Soco dokładnie w dniu, w którym się go pozbyłaś. Więc co się z nią stało?
- Myślisz, że mógł to wykorzystać? – zapytała, z trudem zachowując zimną krew. Ogarniała ją wściekłość na myśl, że przez tyle lat ufali zdrajcy. Gdyby to było możliwe, zabiłaby go jeszcze dziesięciokrotnie, na różne, coraz bardziej bestialskie sposoby.
- Nie sądzę. – Arturo pokiwał przecząco głową. – Jeśli spotkał się z Verdugiem ósmej, a z tobą o dziewiątej, to nie miał na to czasu. Powinien mieć list i mapę przy sobie – dodał, przewidując pytanie, które padnie następnie. – Nic nie znalazłaś? Jak go, do cholery, przeszukałaś?! – krzyknął Florida, któremu brak było opanowania siostry.
- Kermit to zrobił – odpowiedziała obronnym tonem. Choć wiedziała, że to zadanie należało do niej, nie chciała się narażać na dodatkową wściekłość brata.
- To dlaczego nic mi nie oddał? – Usiadł na kanapie, jakby to miało pomóc mu się uspokoić.
- Nie wiem. Zapytam go jutro. – Już miała dodać na uspokojenie, że Kermit na pewno nie wykorzystał tego przeciwko nim, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Sama nie wiedząc, czy bardziej ciekawość, czy może podejrzliwość popchnęła ją w ich kierunku, przekręciła klucz i pociągnęła za klamkę, nawet nie patrząc w wizjer.
- Coca – odezwała się nieco zmieszana dziewczyna, szukając wzrokiem czegoś za plecami właścicielki domu.
- Mamba – odpowiedziała jej w ten sam sposób, grodząc wejście opartą dłonią futrynę. – Nie przypominam sobie, żebym cię zapraszała. Właściwie nawet nie mam nastroju, żeby przyjmować gości. Jeśli to nic ważnego, przyjdź jutro.
- Tak naprawdę przyszłam do Floridy. Nie sądziłam, że będziesz w domu – rzuciła, zanim zdała sobie sprawę, jak to zabrzmiało. Zrobiła krok w przód, kiedy Cocaina zabrała rękę i natychmiast zatrzymała się, bo tamta właśnie stanęła tuż przed nią, uniemożliwiając jakikolwiek ruch do przodu.
Agata obejrzała się za siebie, ale brata nie było w pobliżu.
- Co ty kombinujesz, co? – zapytała, krzyżując ręce na piersiach. Widząc, że rozmówczyni nie ma ochoty odpowiadać albo naprawdę nie zrozumiała, o co jej chodzi, dodała: - Wiem, że teraz kręcisz z nim. Najpierw Zorro, teraz Florida.
Przestąpiła na drugą nogę, po raz kolejny zawadzając Marii, która próbowała ją ominąć.
- Ufam ci. Na razie. I nie chcę, żeby to się zmieniło. Ostrzegam, że jeśli chcesz ugrać w tej grze coś dla siebie, to wycofaj się, póki daję ci taką możliwość.
Mamba uniosła głowę, by spojrzeć w oczy Cocainie. Była od niej niższa, poza tym nie nosiła tak wysokich obcasów.
- Zorro nie żyje, a ja chcę ułożyć sobie życie od nowa, bo mam do tego prawo. Wiesz dobrze, że bardzo go kochałam i znosiłam jego zdrady, ale cieszę się, że przejrzałam na oczy i dostrzegłam Artura, dla którego będę naprawdę tą jedyną. Wiem, że minęło niewiele czasu, ale życie płynie szybko i jeśli nie łapiesz szczęścia, kiedy przechodzi obok, potem nie zdołasz go dogonić. Kto jak kto, ale ty doskonale o tym wiesz. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami, ale ty chyba nie potrafisz mi zaufać.
- Nie powiedziałam, że ci nie ufam – rzuciła, pozwalając jej przejść.
- Ale dałaś mi do zrozumienia – powiedziała Mamba urażonym tonem, odwracając się po raz ostatni w jej stronę.
Zamknęła drzwi i opierając się o nie nasłuchiwała, jak para się wita, a następnie wchodzi po schodach na górę. Zdała sobie sprawę, że nie ma powodów do podejrzeń. Jeśli komukolwiek mogła jeszcze zaufać, to tylko jej. Zorro wziął ją z ulicy i gdyby nie oni, wróciłaby tam z powrotem. Teraz, kiedy własnoręcznie zabiła Soco mając w głowie jego zdradę, nie powinna być pewna niczyich intencji, ale on był inny. Choć traktowali go jak jeszcze jednego brata, zawsze kombinował coś na boku, chciał zgarnąć więcej, zachłanność układała mu życie. Przymykali na to oko, bo wiedzieli, że mimo wszystko nie zrobi im krzywdy, a oni nie znajdą drugiej osoby, której można ufać na tyle, by powierzyć jej niemal wszystko, co mieli. I raz już się pomylili. Jednak Mamba nigdy nie dawała im nawet najmniejszych powodów do zwątpienia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:25:19 14-08-13    Temat postu:

Zazdrosny, wściekły Vedugo Coca to najwyraźniej pierwsza kobieta, która jest w stanie mu się postawić, a jgo brutalne zachowanie nie robi na niej najmniejszego znaczenia. Tafił na doskonałgo przeciwnika- wreszcie jest ktoś, kto się go nie boi. Sam Verdugo zauważył, jak kobieta na niego działa i wie, że jeśli coś nie pójdzie po jego myśli to będzie miał problem, bo Coca liczy się dla niego bardziej niż pozostałe dziewczyny A o zabiciu jej Verdugo może jedynie myśleć, bo wystarczy, że ta się do niego uśmiechnie i on o wszystkim zapomni To ona ma nad nim władzę, a nie on nad nią
I pojawiła się Mamba Przyznam, że Pila mi kompletnie nie pasuje do Paoli, ale jakoś dam radę Cocaina straciła zaufanie do otaczających ją ludzi i chyba jedynie Arturo jest nie podejrzewany przez nią o zdradę. Mam też powoli wrażenie, że Coca popełniła błąd zabijając Soco...
Mam nadzieję, że odcinki będą pojawiać się szybciej!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:57:49 15-08-13    Temat postu:

Varoni ma chyba każdą taką rolę, to tej nie mogłam mu odmówić .
Mamba będzie się pojawiać teraz chyba trochę częściej. Jak Ci się nie podobają, to wiesz, nie ma problemu dla mnie, możemy ich powymieniać. Myślisz, że niesłusznie? No nie wiem, są powody, żeby w niego wątpić, ktoś musiał sypnąć i to raczej nie był ochroniarz. Jeszcze się okaże.
Postaram się. Dzięki, że wpadłaś.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
Strona 8 z 9

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin