Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Miłość w Madrycie rozdział 8!!!NEW!!
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zbuntowana.com
Idol
Idol


Dołączył: 20 Sty 2013
Posty: 1075
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:07:15 09-11-15    Temat postu:

Witam was wszystkich serdecznie. Zacznijmy od tego, że bardzo was przepraszam za tak długą przerwę. nie będę tłumaczyła się dlaczego bo jak to mówią inni Każde wytłumaczenie jest dobre a ja nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Mogę za to obiecać, że rozdziały naprawdę będą pojawiać się częściej o ile zechcecie. Mam nadzieję,ze was nie zawiodłam i nie zawiodę więcej i że rozdziały po tak długiej przerwie nie będą gorsze od pozostałych. Życzę udanej lektury.

Rozdział 6
Miłość przychodzi jak grom z jasnego nieba. Szybko. Rozjaśnia wtedy mrok panujący wokoło, a nawet potrafi przyćmić samo słońce. Potrafi tez dokonać wielu szkód. Może nie materialnych, ale na przykład w naszej głowie, a już na pewno w sercu, powodując burzę uczuć zakorzenionych, gdzieś tam bardzo głęboko w nas.
Tak jak Beatriz obiecała ,dostałam pracę w La Familia. Pracowałam tam już od kilku dni. Zostałam przyjęta przez wszystkich pracowników z otwartymi ramionami . Pracowało mi się tam bez żadnych problemów. Szybko załapałam co i jak. Byłam jak na razie kelnerką. Może później postaram się, znaleźć sobie coś innego, jak wyjdę na prostą, ale póki co, ta praca mi starczała. Atmosfera w pracy była bardzo przyjemna. . Z każdą chwilą rozumiałam coraz bardziej czemu restauracja nazywała się La Familia. Nazwa ta idealnie tu pasowała. Czułam się jak w domu, w prawdziwej szczęśliwej rodzinie, bo właśnie ci wszyscy pracownicy ją tworzyli. Jej właściciel bez żadnych problemów się zgodził mnie zatrudnić. Było to dla mnie nie małym zaskoczeniem. Ponieważ wyjechał w sprawach służbowych miałam dzisiaj go dopiero poznać. Stresowałam się i to bardzo. Ręce mi się strasznie pociły i wszystko wypadało mi z rąk. Nie wiedziałam jak przebiegnie nasze dzisiejsze spotkanie. Z opisu jaki mi podawała Beatriz nie mogłam sobie przypomnieć ,kiedy miałam okazję go spotkać w twarzą w twarz. Mimo wszystko, nie mogłam się doczekać ,kiedy mu będę w końcu mogła podziękować za jego dobroć i hojność.
- Chica nie stresuj się. Nasz szef to naprawdę super człowiek. Nie żaden tyran. Ma złote serce, ale jeśli chodzi o pracę to musze przyznać, że to sumienny człowiek. Naprawdę pomógł wielu osobom. Chocby i mnie. Wiedząc jaką mam w domu sytuację zapłacił za leczenie mojej mamy. Będę mu za to do końca życia wdzięczna.
- To co mówisz Betty wydaje się jakby ten facet był wyciągnięty z jakieś brazylijskiej telenoweli a przecież sama znasz realia życia i wiesz, że tacy faceci nie istnieją. Musiał zapewne w zamian coś od ciebie chcieć. Nie ma niczego w życiu za darmo.
- To prawda. Powiedział, że jeśli on będzie w ciężkiej sytuacji to ja mam mu również pomóc. Przy okazji w zamian za pomoc chciał bym się z nim zaprzyjaźniła.- uśmiechnęła się do mnie.
- To wszystko co mówisz wydaje się nieźle pokręcone.
-Możliwe, ale jak go poznasz to sama się przekonasz. Musze też dodać, że jest zniewalająco przystojny, że aż na sam jego widok dosłownie ugną ci się kolana Caro. Ze chcesz tak jak większość lasek schrupać go na śniadanie jak to u was tam mówią.
Teraz to i na mojej twarzy wypłynął uśmiech.
- Skoro tak to czemu się za niego nie wzięłaś? Nie podoba ci się?
-Oj oczywiście, że mi się podoba. Byłabym głupia gdyby mi się nie podobał , ale bardziej traktuję go jak drugiego starszego brata a on mnie jak młodszą siostrę. I wcale mi to nie przeszkadza. Poza tym on nie dawno…- nie dokończyła bo weszli kolejni goście i zaczynało się powoli robić tłoczno.
- Później pogadamy, dobrze? Opowiesz mi jak bardzo jest przystojny i takie tam.- mrugnełam do niej i podeszłam do stolika przyjać zamówienie.
Z każdym dniem mój hiszpański był coraz lepszy. Większości to zasługa Beatriz ,która ciągle udziela mi lekcji. Jest niesamowita. Od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Nie w sposób było ją nie lubić. Emanowała szczęściem i charyzmą. Bez żadnych przeszkód jej zaufałam, a to u mnie rzadkość. Muszę jej podziękować bo dzięki niej uleciał ze mnie ten cały stres i napięcie. Kiedy zapisałam zamówienie ,poszłam od razu do kuchni je zanieść kucharzowi. Paollo był najlepszym kucharzem w swoim rodzaju. Lepszego jedzenia niż to jaki on podaję nie jadłam. Wkłada w to całą swoją pasję. Jest wdowcem. Jego żona zmarła na raka , a mimo to tryska energią. Podziwiam go za to. Wszystkich nas traktuje jak dzieci ,których nie miał. Wiedziałam o nim tylko tyle, bo był bardzo skrytym człowiekiem ,w sumie podobnie jak ja, więc może dlatego tak dobrze się od razu dogadaliśmy. Prócz Paolla i Beatriz , w restauracji pracował Giovanni , asystent kucharza ,który ciągle zarywał do mnie i do Betriz bezskutecznie, Lupita, również kelnerka ale bardzo skryta w sobie. Prawie nic nie mówi, a kiedy starałam się z nią nawiązać konwersację to zawsze uciekała z płaczem. Dziwiłam się jakim cudem tu pracuje, ale widocznie musiał być jakiś powód. Była też Lorenza , kobieta po trzydziestce , menadżerka , która zajmowała się finansami restauracji oraz zastępowała szefa oraz Diego , znajdujący się za ladą, kasjer i nasz barman. Typowy latynoski przystojniak, ale niestety okazało się, że woli chłopców. Potrafił nas nieźle rozśmieszyć. Na weekendy przychodził też jego chłopak Mariano by pomóc jako kelner bo weekendy to były tu naprawdę niezłe tłoki ,że nawet ja nie miałam jak przejść przez te tłumy. Niedługo też miał się pojawić ktoś nowy zatrudniony przez Lorenzę bo Paollo nalegał, ze prócz Giovanniego potrzebuje jeszcze jednej osoby. Byłam naprawdę ciekawa kto to będzie aż Paollo zadzwonił dzwonkiem sygnalizującym, że zamówienie zostało zrealizowane. Mając przeładowane ręce zamówieniami dla rodziny ze stolika numer 5 szłam ostrożnie i powili uważając na to by niczego nie zwalić. Powoli nabierałam w tym wprawy. Odwróciłam głowę i odwzajemniłam uśmiech Diega, który się do mnie uśmiechał i wtedy zderzyłam się nagle z kimś i stało się to czego najbardziej się obawiałam. Całe zamówienie wylądowało na mnie . Włosy miałam w chilie i w coli a ubrania w makaronie . nachosach, burito i w sosie barbecue. Wściekła spojrzałam na sprawcę tego wypadku i wtedy zamarłam. Czas się zatrzymał a ludzie z restauracji zniknęli a moje serce zaczęło walić jak oszalałe. Moim oczom ukazał się on. Opalony przystojniak z Barcelony, ale tym razem był ubrany w garnitur i to widać, że szyty na miarę idealnie do niego pasujący . Dodawał mu respektu. Emanował tak jak wtedy tym swoim blaskiem przyćmiewając nim wszystko. I tak jak poprzednim razem czułam jak uginają się kolana pode mną i, że chyba spadam, kiedy na jego twarzy pojawił się ten zniewalająco piękny uśmiech. Dopiero wtedy moja wściekłość powróciło z podwójną siłą.
- Nie no znowu ty?! Uważaj koleś jak leziesz! Ciągle na mnie do cholery wpadasz! Najpierw obijasz mi tyłek a teraz mnie wystawiasz na pośmiewisko przed całą restauracją robiąc ze mnie jakiś cholerny talerz na ,który wrzuciłeś wszystko i wymieszałeś a do tego polałeś sos! Może jak jesteś ślepy to idź kup sobie okulary? Albo jeśli nie umiesz chodzić to radzę udać się do lekarza. Zapłaci pan za mojego fryzjera i za pralnie. Albo lepiej, kupi pan mi nowy mundurek do pracy bo raczej te plamy się nie spiorą! Dosłownie jest pan moja zmorą. Ciągle gdzie pan się nie pojawi coś mi się dzieje! Musiał pan zjawić się akurat dzisiaj kiedy ma przyjechać szef a ja chciałam przed nim dobrze wypaść. Wie pan co ? To pan się będzie przed nim tłumaczył jak mnie zobaczy w takim stanie a nie ja!
Wyglądał na zaskoczonego całą tą sytuacją. Zamurowało go chyba to co powiedziałam. Nie mógł wydusić z siebie ani jednego słowa. Przyglądał mi się uważnie jakbym była jakimś niesamowitym eksponatem. Dopiero po chwili odzyskał zdolność mowy.
- Witam panią. Widzę, że znowu się spotykamy w dziwnych okolicznościach.
W dziwnych? Chyba raczej nienormalnych, pomyślałam, piorunując go wzrokiem.
- Najmocniej panią przepraszam znowu za moją nieuwagę aczkolwiek gdyby pani wzięła mniej talerzy z zamówieniem i nie patrzyła się na barmana to może by i mnie pani zauważyła.
- To żart?! Teraz wychodzi, że to ja jestem winna?
-Proszę mi pozwolić dokończyć moja miła
-Nie jestem do cholery twoją miłą!
- Takiemu ślicznemu aniołowi nie przystoi takie brzydkie słownictwo.
Gotowało się we mnie coraz bardziej. Jeszcze chwila i wybuchnę i nikt mnie nie powstrzyma.
- Ale proszę się nie martwić. Oczywiście poniosę wszystkie koszty szkód jakie wyrządziłem pani i to dosłownie wszystkie. Mam nadzieję, że tyłek ma się dobrze bo mogę panią zaprowadzić do lekarza i za niego też zapłacić ,ale sądząc po tym jaka pani żywiołowa to chyba tak.
- Nie no tego to już za wiele. Jest pan nadętym bufonem urwanym chyba z planety największych bufonów jakich w życiu spotkałam. Albo raczej planety palantów. I jeszcze do tego pan dalej się tak głupkowato szczerzy !- to prawda szczerzył się powstrzymując się od śmiechu aż w końcu nim wybuchł tak jak inni w Sali ,którzy nam się bacznie przyglądali.
Miarka się przebrała. O tym będą wszyscy mówić w całym Madrycie smiejac się ze mnie. Uderzyłam go w twarz zostawiaajć na jego twarzy ślad od chilie i chyba trafiłam mu nią w oko. I dobrze mu tak. Zasłuzył sobie. Syknął z bólu.
- Jeśli pani chciała się przypodobać szefowi to już mogę pania zapewnić, że zwolni pania bardzo szybko
- Jeśli szef jest taki jak mi wszyscy opowiadają to sądzę, że prędzej panu zabroni tu przychodzić niż mnie zwolni. Co więcej sądzę, ze stanie po mojej stronie. Może i jestem Amerykanką ale z tego powodu nie dam się poniżać jakiemuś lalusiowi co myśli, że wszystko mu wolno. Mam nadzieję, że pańskie oko będzie długo piekło bo sobie pan zasłużył za ten głupkowaty uśmieszek.-ściągnęłam brudny fartuszek i rzuciłam w niego brudząc mu jego drogo wyglądający garnitur i wyszłam z podniesioną głową z restauracji.
Po chwili dołączyła do mnie Beatriz.
- Boże Caroline co to miało być?!
- A nie widziałaś? Upokorzył mnie przy wszystkich i jeszcze oskarżył, że to moja wina
- Po części miał rację
- Stajesz po jego stronie?!
- Oczywiście, że nie . Również uważam, że jego zachowanie nie było zbytnio grzeczne ,ale tutaj panują trochę inne zasady niż w USA.
- Nie dam się upokorzyć zbyt dumna jestem. Widzisz jak wyglądam? Co by powiedział szef kiedy by mnie zobaczył w takim stanie?
Zobaczyłam jak jej zmartwiona twarz zamienia się w zakłopotanie. Czułam, ze to co powie nie będzie dobre.
- Niestety Caro on cię już zobaczył i z tego co zdążyłam zauważyć nie był szczególnie zadowolony ani z twojego wyglądu ani z tego jaką urządziłaś scenę w jego restauracji narażając tym samym jego reputację.
- O mój Boże to już po mnie. Co ja teraz zrobię?!
- Będziesz musiała go jakoś udobruchać i naprawić to co schrzaniłaś.
- Ale jak?
- Pomyślimy o tym później, a teraz wykorzystajmy naszą przerwę i jedźmy cię umyć i przebrać w coś czystego. Bo przyciągasz wzrokiem nie tylko ludzi ale i zwierzęta.- wskazała na psy liżące moje nogi z sosu. Pokiwałam głowa na znak zgody i ruszyłyśmy do jej mieszkania. Dziękowałam Bogu , że jest ono niedaleko. Teraz musiałam się modlić o to by zachować swoją posadę.

Koniec rozdziału 6
Powrót do góry
Zobacz profil autora
dulce245
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 15 Maj 2014
Posty: 363
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:08:16 10-11-15    Temat postu:

Liczę na ciebie i na te częstsze rozdziały,cieszę się że w końcu coś się pojawiło
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zbuntowana.com
Idol
Idol


Dołączył: 20 Sty 2013
Posty: 1075
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:46:40 11-11-15    Temat postu:

Z okazji 11 listopada mam dla was moi mili prezent w postaci kolejnego rozdziału. Tak długo myślałam i myślałam i żeby was nie zawieźć postanowiłam, że rozdział będzie pojawiał się co tydzień i co powiedziecie na sobotę? oczywiście jeśli napiszę wcześniej to dodam wcześniej też będzie to zależało od weny:) ale tak na razie to życzę wam miłego czytania:)

Rozdział 7

„ Czasem słowa mogą mieć większą siłę od czynów jeśli zostaną dobrze użyte. Należy też zapamiętać, żeby nie oceniać książki po okładce. W tym wypadku faceta ubranego w super drogim garniturze z głupawym uśmieszkiem”

W mieszkaniu doprowadziłam siebie dzięki Betty do ładu. Wyglądałam w końcu jak człowiek. Ale wciąż czułam obawę co teraz będzie. Cholera! Że też musiałam nakrzyczeć na własnego szefa! Muszę faktycznie nauczyć się trzymać język za zębami. Po mimo tego co zrobił nie musiałam na niego krzyczeć. Poniosło mnie fakt. W sumie to nawet nie rozumiałam dlaczego. Może przez ten głupowaty uśmieszek? No dobrze nie głupi a mega powalający. Beatriz miała rację, że na jego widok nogi się pode mną ugięły. Pewnie to zauważyła. Muszę jak najszybciej odkręcić to wszystko. Zdenerwowana podeszłam do Betty, która akurat skończyła z kimś rozmawiać.
- O dobrze, że przyszłaś. Właśnie rozmawiałam z naszym szefunciem i…
- I co? Nawet nic nie mów pewnie oburzony zwolnił mnie.
- Nie. Przeciwnie masz dalej pracę.
- CO?! Ale, ale po tym wszystkim?
- Wiem to wydaję się niemożliwe , ale jednak. Ubłagałam go by tego nie robił . Wytłumaczyłam , że nie wiedziałaś, że to on i że strasznie tego żałujesz i ,że będziesz trzymała swój jak on to powiedział? Niewyparzony język za zębami.
- Naprawdę? O Boże Betty dziękuję-rzuciłam się w jej ramiona.
- Nie dziękuj mi bo to nie koniec. Powiedział, że jeszcze jeden taki wyskok a jego dobroć się skończy i stwierdził, że skoro wasze oficjalne pierwsze spotkanie nie było zbyt dobre to chciałby się w rekompensacie spotkać z tobą dziś wieczorem w restauracji na kolacji gdzie oficjalnie omówicie szczegóły twojej pracy i no wasze stosunki służbowe. Dodał, że chcę byś go oficjalnie przy wszystkich przeprosiła.
Zamurowało mnie. Po tym wszystkim jeszcze mnie zaprosił na kolację? Czułam jak mnie mdli. Było mi strasznie głupio z jednej strony, że najchętniej zamiast tam iść , schowałabym się pod łózko, ale z drugiej żeby mieć czyste sumienie muszę to zrobić. Chociaż moja duma mówiła sama za siebie ,że najlepiej było by go pocałować w cztery litery, ale potrzebowałam pracy i musiałam zacisnąć zęby i wytrzymać jego zniewalająco wykurzający urok i moje upokorzenie przyznając się, ze to moja wina była i przepraszając go przy wszystkich.
- Dobrze pójdę tam ,ale co ja mam włożyć? Coś oficjalnego ? A może nie?
- W sumie to nie była prośba czy zaproszenie a raczej polecenie bym powiedziała. Ale nie martw się tym. Pomogę ci. Wszystkie szczegóły gdzie i o której się spotkacie poda mi wieczorem. Ale dał mi wytyczne w co masz się ubrać.
-Że co?! Nie dość, że muszę go publicznie przeprosić przy ludziach to jeszcze mówi mi w co mam się ubrać?
- Nie marudź. Jak to wy Amerykanie lubicie mówić? Naważyłaś sobie piwa to teraz je musisz wypić .
- Ale to uwłacza mojej dumie
- Będziecie kwita. Ty go upokorzyłaś więc i on ciebie
- Jesteś po mojej stronie tak?
- Oboje jesteście winni i oboje bardzo kocham więc buzia na kłódkę i z podkulonym niestety dla ciebie ogonem go przeprosisz.
- O nie. Jak mam go przeprosić to niech będzie hucznie i przynajmniej zabawnie
- Caroline!
- No już dobrze, dobrze. Będę grzeczna. Obiecuje.
- Przyjaźnię się z wami obojgiem i nie chce między wami wybierać, a kłócąc się stawiacie mnie w niezręcznej sytuacji. Poza tym spotkasz się z nim raz a potem już prawie wcale bo rzadko kiedy jest w Madrycie ,a co więcej prawie rzadko jest w Hiszpanii.
-Dobrze przekonałaś mnie, ale więcej mi tu nie matkuj. Dopiero co uwolniłam się od rodziców.
Zaśmiała się
- Ok. Nie będę. A teraz chodźmy zrobić cię na bóstwo.
- A co z pracą?
- W tej chwili tym się akurat najbardziej przejmujesz?
- W sumie racja.
- Ale jeśli chcesz wiedzieć to obie do końca dnia mamy wolne.

***
- Swoją drogą to gdzie zdążyłaś poznać naszego drogiego szefa?
- Nie poznałam go. Jak to ma w zwyczaju wpadł na mnie , kiedy sobie szłam spokojnie ulicami Barcelony.
- Wtedy też na niego tak na krzyczałaś?
- Na początku nie ,ale jak zaczął się śmiać z mojego nieszczęścia to tak. – powiedziałam a ona kończyła nakładać puder na moje policzki.
- Nieszczęścia?
-Tak. Przez niego miałam potłuczoną pupę.
Zaczęła się śmiać
- Potłuczona pupę? Więc o to mu chodziło z tym tyłkiem. Haha
- Ty też się śmiejesz? Przez niego przez cały dzień nie mogłam spokojnie siedzieć na krześle.
- Faktycznie duże nieszczęście. Ale czy na pewno z tego powodu nie mogłaś siedzieć spokojnie? – uniosła znacząco brew.
- Co masz na myśli? – odwróciłam się w jej stronę.
- No przyznaj, że jest tak zniewalająco przystojny, że aż nogi ci się ugięły.
- No dobrze, przyznaję jest zniewalająco przystojny i seksowny.
- Wiedziałam.
- Ale nie zmienia to faktu , że niezły z niego palant.
- Przesadzasz wcale nie jest. Mówisz tak bo również uległaś jego urokowi i to cię denerwuje.
- Nie prawda.
- Ależ tak. Przecież widziałam jak intensywnie się w niego wpatrujesz.
- Wpatrywałam się bo nie mogłam uwierzyć, że ciągle musze na niego wpadać i zawsze musi to być on.
- Jasne. Na pewno. Wmawiaj sobie co chcesz ja i tak wiem swoje. Poza tym zarumieniłaś się a to tylko potwierdza moje słowa.
- Wcale się nie zarumieniłam.- pokazała mi lusterko. Niech to szlag! Miała rację. Aż tak łatwo można było mnie rozszyfrować?!
- No dobrze. Ostatnie muśnięcie pędzlem i gotowe. Możesz teraz zobaczyć moje arcydzieło.
Spojrzałam w lustro i oniemiałam z wrażenia. Wyglądałam przepięknie, że aż nie mogłam siebie poznać w lustrze. Beatriz naprawdę się postarała. Miałam na sobie czarną koktajlową sukienkę z koronki, luźno opadającą do kolan z rękawami do łokci , przepasana w pasie czarnym, cieniutkim paskiem. Włosy miałam podkręcone lokówką i niektóre pasma odgarnięte do tyłu i przyczepione spinką z małą czarną różyczką. Makijaż był delikatny ale subtelny. Nie zabrakło mocno czerwonej szminki na ustach. Beatriz ją uwielbiała. No i czarne szpilki.
- Wyglądasz jak princessa chicita
- Dziękuję Betty. Spisałaś się.
- No wiem. Nie trzeba mi dwa razy powtarzać.
- Skromna to ty nie jesteś- obie zachichotałyśmy. – No więc gdzie mam się spotkać z nim?
- Napisał , że wyślę po ciebie taksówkę, za którą z góry zapłaci i zawiezie cię w odpowiednie miejsce. Będzie na ciebie czekał w restauracji. Kazał ci podac jak będziesz na miejscu rezerwację na nazwisko Johnson.
- Ej! Przecież to moje nazwisko. Drań złożył rezerwację na moje nazwisko! Będzie wyglądało jakbyśmy byli małżeństwem.
- Czy już wspomniałam, że szef ma wspaniałe poczucie humoru?
- Zrobił to specjalnie by mnie sprowokować
- I mu się udało. Tylko nie zgań go za to. Macie się pogodzić i dojść dzisiaj do porozumienia, jasne?
- Jasne. Ale robię to tylko ze względu na ciebie.
- Kocham cię Caro.
-A ja ciebie Betty. Tym samym spłacam swój dług wdzięczności. Bo to jakbyś mnie wysyłała do jaskini lwa albo gorzej do piekła.
- Nie przesadzaj. Jak go bliżej poznasz polubisz go tak jak ja.
- Nie sądzę skoro już się znalazł na mojej czarnej liście jak u Świętego Mikołaja.
- U nas nie ma Świętego Mikołaja . prezenty rozdają nam: Los Reyes Magos.
- A no tak. Kacper, Melchior i Baltazar, czyli Trzej Królowie. Zapomniałam, ze u was jest inaczej. Ale tak czy inaczej jest u mnie na czarnej liście i chyba tylko cud sprawi, że to się zmieni.
- Coś czuję, ze to nie będzie cud i stanie się to szybciej niż myślisz.
Miałam cos powiedzieć, ale usłyszałam dzwonek do drzwi.
- O to pewnie twoja taksówka. Poczekaj musze sprawdzić czy jesteś gotowa w 100%. –sprawdzała mnie uważnie.- Czekaj ! Wiedziałam, że o czymś zapomniałam.- z psikała mnie swoimi perfumami. Pachniały naprawdę pięknie. Różanie po czym dała mi czarną chustę i w tym samym kolorze kopertówkę.
- Wyglądasz cudownie. Prawie jak rodowita Hiszpanka z tą opalenizną. Jak cię szefuncio zobaczy to dosłownie padnie z wrażenia jak ty dziś rano.
- Skoro mam iść do przodu to czy możemy o tym incydencie zapomnieć i nigdy więcej go nie wspominać.
- Zgoda to był ostatni raz. A teraz leć i baw się dobrze.
- A co ty będziesz robiła przez resztę wieczoru?
- Hmm pewnie będę oglądała jakąś brazylijską telenowelę, ale ma mnie odwiedzić brat więc na pewno się nie będę nudzić. Ale oczywiście będę na ciebie czekała bo będę chciała po twoim spotkaniu poznać wszystkie szczególy.
- Nie martw się wszystko ci opowiem. Ale mam nadzieję, że jak wrócę to będę miała okazję poznać twojego wspaniałego brata , którego wychwalasz ponad niebiosa. Mam nadzieję, że i on nie będzie kolejnym palantem.
- Nie, on jest najcudowniejszym człowiekiem pod słońcem. Szkoda, że nie ma szczęścia w miłości.- posmutniała na chwilę.
Beatriz tego samego dnia kiedy w końcu wyzdrowiałam opowiedziała mi jak to jej brat był szaleńczo zakochany w pewnej pięknej kobiecie, z którą gotów był wziąć z nia ślub i założyć rodzinę , ale w dniu kiedy się jej oświadczył zniknęła bez słowa i podobno wyszła za kogoś innego za jakiegoś bogacza i wtedy wyszła jej prawdziwa natura na jaw. Betty ani jej rodzina nie miała okazji jej poznać, ale podobno to bardzo ciężko przeżył i niedawno się pozbierał. Mówiła, że się zmienił i teraz traktuje inaczej kobiety ale dla rodziny wciąż jest tym samym cudownym człowiekiem. Współczułam mu bo nikt nie zasługuje na taki los. Zwłaszcza jego rodzina, która ma naprawdę ciężko a jednak się wciąż trzyma za co też ją podziwiam.
- Nie przejmuj się. Znajdzie sobie kiedyś naprawdę wspaniałą kobietę, godną niego, z którą będzie naprawdę szczęśliwy.
- Wiem i z tą myślą wciąż żyję.- poklepałam ją i poszłam otworzyć drzwi i dzisiaj przeżyłam kolejny szok. Myślałam, że gorszego palanta niż mój szef nie mogłam już spotkać, a jednak się pomyliłam. W drzwiach stał we własnej osobie komisarz komisariatu policji w Madrycie Mauricio Ramarez. Ten sam co potraktował mnie chamsko kiedy zgłaszałam kradzież moim rzeczy.
- Komisarz Ramarez?! Co pan do cholery tutaj robi?! To jest jakiś powalony zjazd czubków czy co?!
Nie zdążył odpowiedzieć bo wtedy usłyszeliśmy pisk Betty ,a następnie rzuciła się na naszego gościa
- Witaj braciszku! Stęskniłam się za tobą.
-Że co?! To jakiś żart?
- Nie ,nie jest żart Caro. Mauricio to mój brat Mauricio poznaj moją nową współlokatorkę Caroline Johnson.
- Niestety Betty zdążyłem poznać twoją wyrwaną z jakieś chorej i przesłodzonej bajki współlokatorkę.
- Skąd?
- To właśnie ten świr przyjmował ode mnie zgłoszenie kradzieży Betty.
-Ten sam, który cię tak świńsko potraktował?
- Tak
- Ojej.-widziałam na jej twarzy zakłopotanie.
- Mnie też miło znów panią widzieć panno Johnson bo od naszego spotkania chyba pani nie zmieniła statusu na facebooku.
- Niestety nie, tak jak pan, ale to normalne jeśli ktoś pochodzi z planety czubków.
- Możliwe. Nie mówię , że nie. A tak a propo’s to chcę zwrot pieniędzy za moją koszulkę. To była koszulka służbowa.
- Po moim trupie. Zasłużył pan sobie. Mogłam zawsze zrobić coś gorszego niż wylanie kawy na pana koszulkę. A teraz życzę by pan się udławił wodą za nim wrócę by móc już panu przyszykować pogrzeb. A teraz przepraszam , ale się spieszę.
- O czyli księżniczka potrafi mówić słowo „ przepraszam”?
- Co za cynizm. Do zobaczenia Betty.
- Do zobaczenia Caro. – i zniknęłam z ich pola widzenia udając się do taksówki, która czekała na mnie punktualnie i pojechałam nią w umówione miejsce. Chyba gorzej już nie może być.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nowa:)
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 31 Maj 2015
Posty: 41
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:53:57 14-11-15    Temat postu:

super, że wróciłaś
jestem ciekawa wspólnej kolacji, czekam na następny rozdział
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zbuntowana.com
Idol
Idol


Dołączył: 20 Sty 2013
Posty: 1075
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:19:12 07-07-16    Temat postu:

Na początku chciałabym was bardzo przeprosić za tak długą przerwę. Postaram się naprawdę tym razem dodawać regularnie chociaż moze być z tym ciut ciężko ale się postaram. Są wakacje o weny jest więcej i więcej jest czasu na pisanie:D


Rozdział 8
Muszę przyznać, że życie jest pełne niespodzianek. Nigdy nie wiesz co lub kogo możesz spotkać na swojej drodze. Swoją drogą świat choć duży może się, niektórym wydać bardzo małym .
Tak jak mówiła Beatriz taksówka była z góry opłacona przez mojego szefa i zawiozła mnie w umówione miejsce po 15 minutach. Do teraz nie wiedziałam, gdzie ja w ogóle jadę. Dopiero po chwili zobaczyłam, że jestem pod pięciogwiazdkowym hotelem La Tempestad co z hiszpańskiego znaczy burza. Czy to była jakaś sugestia do mnie? Betty miała rację. Miał wspaniałe poczucie humoru. Wysiadłam z taksówki i weszłam do hotelu. W holu powitał mnie recepcjonista z przyklejonym do warzy głupim uśmieszkiem . Wiedziałam, że to z powodu tego jak Betty wystroiła mnie na bóstwo.
-Dobry wieczór. Witam panią w hotelu La Tempestad . Pani to zapewne Caroline Johnson? – zaskoczona pokiwałam głową na znak zgody. Skąd on znał moje imię i nazwisko?
-Zatem proszę za mną. Pan Maximilian Blanco czeka już na panią.- a więc mój tajemniczo nieznajomy szef ma jakieś imię i nazwisko. Miałam nieodparte uczucie ,że skądś znam to imię i nazwisko, że gdzieś je słyszałam ,ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie i kiedy.
Szlam posłusznie za recepcjonistą o imieniu Alfonso do restauracji. Przy okazji podziwiałam każdy detal tego jakże pięknego hotelu. Mimo, że wyglądałam bardzo elegancko ,dziwnie się u czułam. Jakbym tutaj nie pasowała. Pewnie pan Blanco śpi na pieniądzach skoro mnie u zaprosił. Kiedy przekroczyliśmy próg restauracji zaparło mi dech w piersiach. Elegancko udekorowane stoliki z pięknymi zastawami, kryształowe żyrandole, muzyka na żywo ,dokładniej orkiestra z filharmonii. Elegancko ubrani kelnerzy i kelnerki. Ściany były ciemno brązowe. Myślałam, że idziemy do stolika gdzieś w kacie lub w innym pomieszczeniu, ale nie szliśmy dalej, aż na taras, gdzie jak się okazało czekał już na mnie pan Maximilian Blanco z tym swoim głupawym uśmieszkiem. Ale kiedy mnie zobaczył jego uśmiech zniknął diametralnie. Wręcz otworzył z usta z wrażenia. Jego mina była bezcenna. Żałowałam ,że nie zrobiłam mu zdjęcia i nie wysłała Betty bo to w sumie była głównie jej zasługa.
- Witam pana panie Maximilianie Blanco. Mam nadzieję, że się nie spóźniłam i nie musiał pan długo na mnie czekać, ale Beatriz chciała bym wyglądała jak najlepiej zgodnie z pana wytycznymi.- wstał i podszedł do mnie i ujął moją rękę, po czym złożył na nim krótki pocałunek.
- Witam panią pani Caroline Johnson. Nie , nie spóźniła się pani. Zjawiła się pani o zassie . To ja po prostu byłem wcześniej. Było warto na panią czekać bo Betty przeszła samą siebie i wygląda pani przepięknie. Chyba piękniejszej od pani żadnej kobiety nie widziałem.
- Jest pan bardzo szarmancki, ale kłamstw o ja nie lubię. Niech mi pan nie wciska kitu. Wiem, że widział pan już nie raz piękne o ile nie piękniejsze kobiety ode mnie. Jestem tu tylko dlatego, że Betty nalegała. Poza tym wreszcie chciałam poznać mojego wybawcę, którego nawet imienia nie znałam aż do dzisiaj.
- Ach jak zwykle ma pani niewyparzoną buzię. Myślałem, że po dzisiejszym incydencie wreszcie się czegoś pani nauczyła ,ale jak widać nie. Proszę usiąść. Dziękuję ALfonso za dopilnowanie ,aby pani Johnson dotarła bez problemu tutaj. Możesz powiedzieć, że już mogą przynieść nam wino i przystawki .
- Dobrze. Czy coś jeszcze mogę dla pana zrobić?
- Nie dziękuję. Możesz już odejść.
- Dobrze. Życzę państwu miłego wieczoru.- i odszedł. A ja skierowałam się by usiąść ,ale pan Maximilian mnie ubiegł i odsunął mi krzesło i zaczekał aż zajmę miejsce. Gdy to zrobiłam przysunął mnie do stolika.
- Hmmm czyli jednak ma pan w sobie ciut przyzwoitości ?
- Zawsze byłem dżentelmenem. Tamto to były niefortunne wypadki głównie z pani winy.
- Że co?! To jest już…-przypomniało mi się co obiecałam Betty. Żadnych wybuchów złości i żadnych obelg w stronę naszego szefa. Wzięłam głęboki wdech i wydech.
- Czy zaprosił mnie pan tylko po to ,by móc mnie obrażać?
- Ależ skąd. Jak wiesz zaprosiłem cię w innym celu. Masz mnie dziś publicznie przeprosić bez żadnych głupich scen.
- Nie musi mi pan powtarzać. Wiem po co tu jestem. Betty mi wszystko powiedziała.- kelnerzy przynieśli nam słynne hiszpańskie czerwone wino Rioja a na przystawkę katalońską bruschettę.
- Muszę pana zasmucić ,ale ja nie piję wina. W ogóle nie piję alkoholu.- widziałam po jego minie, że był zaskoczony.
- Zgrywa się ze mną pani. Każda kobieta lubi wino do kolacji zwłaszcza w tak pięknym miejscu.
-Może każda pana kobieta lubi, ale ja nie jestem każda. Ja nie piję i koniec. Nawet jeśli tu jest tak pięknie.- fakt było tu pięknie. Taras był otoczony murami odgradzającymi restaurację od centrum miasta ,a wokoło mury były obrośnięte bluszczem i różnymi kwiatami.
- Nie piję pani?-uniósł brew.- W Barcelonie odniosłem inne wrażenie.
- Co ma pan na myśli- zmarszczyłam czoło a on się zaśmiał.
- Ślicznie się pani marszczy, ale nie wie pani, że złość piękności szkodzi?
- Niech nie zmienia pan tematu. Co miał pan na myśli mówiąc, że w Barcelonie odniósł pan inne wrażenie?
- Hmm chociażby to, że w jednym z lepszych barcelońskich klubów upiła się pani do nieprzytomności tańcząc wyzywająco na barze , że o mały włos, ktoś pani nie zgwałcił ,a później obcy człowiek musiał panią zanieść do pani hotelu.
Teraz to mnie zamurowało. Skąd on to wiedział? Zamknęłam oczy starając sobie coś przypomnieć z tamtego wieczora aż mnie w pewnej chwili coś olśniło.
- To był pan! To pan zaniósł mnie do hotelu! To pan zostawił te tabletki na kaca i wodę. Ale skąd pan wiedział, gdzie się zatrzymałam?
- Miała pani w torebce kartę do pokoju z numerem i z logo hotelu. Nie chwaląc się z logo mojego hotelu. I ależ nie ma za co, że obroniłem cię przed tym zboczonym staruchem i zająłem się tobą jak byłaś opłakanym stanie i dopilnowałem byś bezpiecznie dotarła do hotelu.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Ten zarozumialec okazał się naprawdę moim wybawicielem. Zaczęłam nerwowo bawić się chusteczką zakłopotana.
- och widzę ,że jest jakiś sposób byś zaniemówiła.
- Nawet w takiej chwili jest pan bezczelny. Po prostu nie wiem co powiedzieć. Nie rozumiem co pan tam robił i czemu mi pan pomógł.- odważyłam się na niego spojrzeć z nierozumiejącym niczego wzrokiem.
- Przyjechałem do Barcelony na krótki urlop i zatrzymałem się, w swoim hotelu i kiedy miałem zawiadomić o tym ludzi z recepcji ty tam byłaś ,odbierając swoje klucze. Spodobałaś mi się tak bardzo, że chciałem cię bliżej poznać więc poszedłem za tobą do klubu a później już wiesz co się działo.
-Ale bzdury. Nie mów mi ,że każdej kobiecie, która ci się spodoba pomagasz jej ,kiedy jest w tarapatach. Wprawdzie słyszałam o tym, że pomagasz wszystkim w potrzebie, ale nigdy nie uwierzę w tak głupią i zmyśloną historyjkę zwłaszcza, że kilka minut temu mówiłam panu, że nie znoszę ,kiedy ktoś mnie okłamuje.
Westchnął i upił łyk wina.
- No dobrze tak naprawdę umówiłem się z Taylorem ,że będąc w Barcelonie będę miał na ciebie oko i będę pilnował by ci się nic nie stało i informował go o wszystkim związane z tobą.
-Że co?! –dopiero teraz do mnie dotarło ,że kazano mnie szpiegować!
- Jak mogłeś zgodzić się na coś tak chorego?! Przecież sam widzisz ,że jestem dorosła! Mam dwadzieścia pięć lat! Mogę robić co mi się żywnie podoba. Czyli do cholery to ty na kablowałeś mojej rodzinie o tym incydencie?! To przez ciebie oni przyjechali do Barcelony? Jak mogłeś?! Specjalnie ciężko harowałam by uciec wreszcie od nich a ty mi ich sprowadziłeś do Barcelony! To wszystko co się stało o wszystko twoja wina! Gdyby nie ty może teraz dalej bym relaksowała się w słonecznej Barcelonie i cieszyła się wakacjami zamiast zmagać się z tymi wszystkimi problemami?! - widziałam, że ze wstydu spuścił wzrok. Było mu głupio. I dobrze. Chciałam by się tak czuł. Zasłużył sobie.
- Okazuje się, że mój wybawca to zarazem moje piekło. Sprawca całego zła. Jeszcze może mi powiesz ,że moja kochana rodzinka wie, że tu jestem i ,że zaraz wyjdzie by mnie przywitać?
- Nie. Twoja rodzina nie wie, że tu jesteś. Prócz ojca. Kiedy Betty mnie powiadomiła, że w kącie leży jakaś bezdomna dziewczyna w mojej restauracji szybko poszedłem o sprawdzić i cię rozpoznałem. Od razu zadzwoniłem do hotelu ,w którym zatrzymali się na mój koszt twoja rodzina, ale nikt nie odbierał. Kiedy spróbowałem jeszcze raz i odebrał twój ojciec. Opowiedziałem mu o wszystkim, a on wytłumaczył mi, że wie, że uciekłaś bo on ci kazał. Potem powiedział, że ty potrzebujesz się odciąć od rodziny i ,że mam nikogo więcej nie powiadamiać gdzie jesteś i ,że mam się tobą zaopiekować. Dziwna prośba ,ale się zgodziłem.
-Dlaczego się zgodziłeś? Nie musiałeś przecież.
- Wiem, ale z tym, że mi się spodobałaś naprawdę nie kłamałem. Zainteresowałaś mnie swoją osobowością i chciałem cię lepiej poznać.
- Sprowadzając na mnie same nieszczęścia?
-Nie chciałem by tak wyszło. Przepraszam.
Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. On mnie przepraszał? A to była nowość. Uwierzyłam mu w jego przeprosiny bo naprawdę widziałam, że żałuję.
- No kto by pomyślał, że role się odwrócą i wielki pan Maximilian Blanco będzie mnie przepraszał. Ale wiesz co? To nie wystarczy. Masz to zrobić publicznie. Teraz przy wszystkich.- podniósł głowę patrząc na mnie również z szeroko otwartymi oczami.
- Że co?! Zwariowałaś? Mam z siebie zrobić pośmiewisko?
- Co za zbieg okoliczności bo właśnie tego samego oczekiwał pan ode mnie.
Pokręcił z niedowierzaniem głową po czym przeczesał swoje włosy.
- No dobrze wygrałaś. Oboje mamy coś za uszami. Czy moglibyśmy o tym zapomnieć?
- Sądzisz, że tak łatwo mnie udobruchać? W życiu. Przeproś mnie publicznie albo nie mamy o czym ze sobą rozmawiać i wychodzę. Przy okazji zrobię obie wstydu a jak już wiesz jestem do tego zdolna.
- Nie mówisz chyba poważnie.
- Ależ owszem mówię. Mało co mnie obchodzi twoja reputacja . Ty już zniszczyłeś wielokrotnie moją to czemu ci się tym samym nie mogę odwdzięczyć? – wstałam z krzesła, wzięłam kieliszek i weszłam do środka stukając w niego.
- Drodzy państwo. Przepraszam, że przerywam państwu jakże przepyszny posiłek, ale chciałabym prosić o uwagę a dokładniej o uwagę chciałby prosić właściciel jakże pięknego hotelu pan Maximilian Blanco bez ,którego nie moglibyście państwo kosztować tych pysznych dań i win. Chciałby on coś przy was ogłosić. Serdecznie zaprośmy go gromkimi brawami.-ludzie zaczęli klaskać i go przywoływać wiwatami. Wściekły pan Blanco niechętnie podszedł do mnie szeptając mi do ucha, że z przyjemnością by mnie zamordował i, że teraz przesadziłam.
- teraz jesteśmy kwita.- powiedziałam i zostawiłam mu pole do popisu. Widziałam po jego minie, że się krępował a jego złość uleciała gdzieś. Po kilku głębokich wdechach i wydechach zaczął mówić.
- Drodzy państwo, moi kochani goście. Jak moja dzisiejsza towarzyszka powiedziała ,mam coś do powiedzenia zarówno dla państwa jak i dla niej. Zacznę od tego ,że ma straszny niewyparzoną buzię zwłaszcza język i potrafi podnieść człowiekowi ciśnienie ,że z największa chęcią bym ją zamordował ,ale żeby się nie denerwować zrzucę to na kobiece humorki a raczej hormony- ludzie zaczęli chichotać- Aczkolwiek trochę sobie zasłużyłem. Jak to się mówi? Naważyłeś sobie piwa to musisz je wypić. Tak jak ona do mnie tak ja w stosunku do niej nie byłem fair. Więc mimo, że to uwłacza mojej dumie i męskiemu ego chciałbym publicznie przeprosić ją za to, że zachowałem się jak buc. Ale na swoją obronę powiem tylko tyle, że ona jest wcale nie lepsza. Jest dosłownie tykającą bombą i chyba rodzice nie nauczyli ją nabierać ogłady . Lepiej w ogóle się do niej nie zbliżać bo obrzuci państwa jedzeniem za to, że delikatnie przez przypadek na nią wpadniecie mimo że dla jej dobra i bezpieczeństwa, uratowaliście ją przed zboczeńcami ,kiedy wypluwała z siebie swoje wnętrzności przetrzymywaliście jej włosy, położyliście ją grzecznie do łóżka, daliście jej lekarstwa , zaopiekowaliście się w nią kiedy jak bezdomna zemdlała z powodu wysokiej gorączki we własnej restauracji, daliście jej opiekę itd. Długo by opowiadać o tym jak jest nieodpowiedzialna i okropna ,ale wszystko sprowadza się do tego, że chciałbym ją przeprosić nawet jeśli ona nie zamierza tego zrobić. Caroline Johnson czy zechcesz mi przebaczyć?
To dopiero był szczyt wszystkiego. Najpierw mnie przeprasza i kiedy już mam mu wybaczyć on mnie miesza z błotem po czym znów wraca do przepraszania. Sama najchętniej bym go zabiła, ale oboje zasłużyliśmy sobie. Więc jeśli chciałam być tą dobrą musiałam być mądrzejsza i mu przebaczyć. Podeszłam do niego. Oczy wszystkich były skierowane w moją stronę.
- Hmmm po takim przemówieniu mam mieszane uczucia. Już chciałam ci wybaczyć ,ale ty wystrzeliłeś z tymi okropnymi rzeczami. W ogóle nie pamiętam nawet żebyśmy przeszli na „ty” ,ale ogółem chcę powiedzieć, że ci wybaczam bo oboje zasłużyliśmy sobie na to wszystko. I tym samym chcę podać przyjazną dłoń i sama cię przepraszam. Może faktycznie bywam wybuchowa ,ale czasami ci się należy. Bo jeśli państwo chcecie wiedzieć o wystarczyło pięć minut z nim a już człowiek się wścieka i ma ochotę go zabić. Więc sami widzicie nie jest lepszy i dlatego go przepraszam i chce wreszcie zawrzeć rozejm.- ludzie zaczęli bić brawo kiedy podaliśmy sobie dłoń na zgodę.
-Bardzo dziękujemy państwu za uwagę i przepraszamy jeszcze raz za przerwanie posiłku.- wróciliśmy do naszego stolika, do naszego azylu przed ludźmi.
- No ,no muszę przyznać, że jestem zaskoczony pani postawą pani Johnson.
- Och schlebia mi pan ja także jestem zaskoczona tym teatrzykiem.
- Ależ to nie był teatrzyk . Powiedziałem tylko samą prawdę.
- Och ja również niech się pan nie martwi.
-A może zamiast per pan i pani to przeszlibyśmy na „ty”?
- Może tak a może nie.
- Ależ z pani zagadkowa osóbka.
- Tajemniczość to moje drugie imię- uśmiechnęłam się z wyższością.
- A myślałem ,że złośnica.
- Podobno zawarliśmy rozejm?
- No tak ,ale nie zmienia to faktu ,że jest pani złośnicą- zaczął się śmiać.
- A pan to cynik.
-Widzi pani? Trafił swój na swego.
- Ja tak nie uważam.
-Oj dobrze no to co? Zaczniemy mówić sobie po imieniu? Bardzo nalegam bo inaczej znów przemówię do ludu.
-Może lepiej niech pan tego nie robi i zgoda. Caroline-podałam mu dłoń ,którą on znów ucałował.
- Maximilian, ale znajomi mówią mi Max.
- To już awansowałam do tego by być twoją znajomą?- uniosłam brew.
- Wszyscy ,z którymi jestem na ty to moi znajomi ,a nawet więcej przyjaciele.
- Sądziłam ,że na to miano trzeba sobie zasłużyć.
- Znowu zaczynasz?
- Tak Maxie cyniku.
- W takim razie ty to Caro złośnica.
- Jak już mówiłeś trafił swój na swego. –puściłam mu oczko z uśmiechem a on go odwzajemnił.
- No dobrze , to gdzie danie główne? Bo umieram z głodu.
Zaśmiał się.
-Kelner! Proszę danie główne. Mamy tutaj umierającą z głodu damę.
I już po chwili kelner przyniósł nam jako danie główne paelle z kurczakiem i chorizo, którym zaczęliśmy się od razu zajadać. Musiałam przyznać umiał zatrudniać dobrych kucharzy w swoich restauracjach czy hotelach.
Koniec rozdziału 8
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin