Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sweet Rascals - [18.]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:27:49 29-07-16    Temat postu:

To znaczy, że coś w tym jest, skoro obie o tym mówimy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:35:03 29-07-16    Temat postu:

Dwie na jednego i tak nie wygram tego starcie, więc siedzę cicho
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:36:21 01-08-16    Temat postu:

    ______________________________________________

    ______Pokonując po dwa stopnie na raz, szybko znalazł się na odpowiednim piętrze i bez zastanowienia załomotał pięścią w drzwi jednego z mieszkań, usiłując przebić się przez dobiegającą zza nich muzykę. Nie znosił, gdy ktoś go ignorował, a już w szczególności Nikki, bo zazwyczaj robiła to w taki sposób by doprowadzić go do szewskiej pasji. Ot tak dla zasady. Nie miał pojęcia jak przez tyle lat zdołali się nie pozabijać, ale dopiero teraz z biegiem czasu zaczynał dostrzegać jak bardzo ich związek był pochrzaniony i to pod wieloma względami. Patrząc na wszystko z dystansu uświadamiał sobie, że przy tak różnych charakterach, innych priorytetach i odmiennych poglądach na życie, to po prostu nie miało prawa się udać, a ich rozstanie było jedynie kwestią czasu.
    ______Westchnął ciężko i zaciskając mocniej zęby z wściekłości znów uderzył kilka razy pięścią w drzwi, a gdy usłyszał za sobą ciche skrzypnięcie, odwrócił się przez ramię i niemal natychmiast pochwycił sfrustrowane spojrzenie stojącego w progu swojego mieszkania łysego mężczyzny. Nie dość, że wyglądał na kogoś, komu właśnie mocno nadepnięto na odcisk, to jeszcze przy swoim metrze osiemdziesiąt potężnego ciała i stalowych mięśni, sprawiał wrażenie typa, który jest w stanie wyrywać z korzeniami połowę drzew rosnących w pobliskim parku. Gdyby Dylan go nie znał, pewnie w tej chwili gorączkowo szukałby drogi ewakuacji, by jak najszybciej zejść mu z oczu i przeżyć do jutra. Wiedział jednak, że ten groźny wygląd to tak naprawdę tylko pozory i wypracowana przez lata w wojsku poza, która dzisiaj pozwalała [link widoczny dla zalogowanych] zapracować na porządną pensję. W rzeczywistości za tymi kilogramami mięśni krył się inteligentny, kulturalny i wrażliwy człowiek, mający w sobie zadziwiające pokłady cierpliwości i delikatności, o jakie nikt by go w życiu nie posądził.
    ______- Cześć, Lou – przywitał się Dylan, a gdy mężczyzna w milczeniu kiwnął mu głową na powitanie, przesunął dłońmi po zmęczonej twarzy, po czym wsparł je na biodrach. – Długo daje wam tak popalić? – zapytał, ruchem głowy wskazując na drzwi, zza których muzyka bębniła tak głośno, że jemu dawno popękały by bębenki.
    ______- Od rana – mruknął Louis i krzyżując umięśnione przedramiona na szerokiej piersi, wsparł się plecami o framugę. – I tylko ze względu na ciebie ona jeszcze ma drzwi, a ja nie wypierdoliłem przez okno sprzętu, na którym puszcza to miauczące gów*o – mruknął, na co Dylan pokręcił głową z rezygnacją i po raz kolejny załomotał pięścią w drzwi, niestety nadal z tym samym skutkiem.
    ______W końcu Lou widząc jego mizerne próby przebicia się przez hałas, przewrócił oczami z irytacją, odepchnął się od framugi i podszedł bliżej, bez ceregieli uderzając otwartą dłonią w drewno tak mocno, że trzymające je zawiasy zadrgały złowieszczo, jakby chciały ostrzec, że jeszcze chwila a wyskoczą ze swojego stałego miejsca.
    ______- Nikki masz dziesięć sekund by otworzyć te pieprzone drzwi, zanim wejdę do ciebie razem z nimi! – warknął ostro głębokim dudniącym głosem, którego tylko idiota by się nie przestraszył. Uniósł znacząco ciemną brew, a kiedy nagle muzyka ucichła i do ich uszu dobiegł brzęk otwieranej zasuwy, uśmiechnął się z satysfakcją. – Proponuję trochę przypakować, chuderlaczku – zaśmiał się i klepnął Dylana po przyjacielsku w ramię, celowo robiąc to odrobinę mocniej niż zazwyczaj. McCaine zachwiał się na nogach, na moment tracąc równowagę i posłał Louisowi mordercze spojrzenie, ale zanim zdążył rzucić ciętą ripostą, drzwi otworzyły się z rozmachem i stanęła w nich Nicole. Ubrana w wyciągnięty, ciemnozielony sweter i wysłużone jeansowe szorty, z niedbale związanymi na czubku głowy włosami, przekrwionymi oczami i cieniami pod nimi wyglądała jak półtora nieszczęścia.
    ______- Zadowoleni jesteście? – fuknęła, krzyżując przedramiona na piersiach i wodząc wściekłym spojrzeniem od sąsiada do byłego, w taki sposób, jakby siłą samego spojrzenia chciała sprawić, że znikną tak samo szybko jak się pojawili, zostawiając ją wreszcie w spokoju.
    ______- Wpadniesz później do baru? – spytał jeszcze Lou, zwracając się bezpośrednio do Dylana i zupełnie ignorując przy tym stojącą w progu mieszkania szatynkę.
    ______- Być może – odparł McCaine, ale kumpel nic już na to nie odpowiedział. Zamiast tego wszedł do swojego mieszkania, zarzucił na ramię sportową torbę leżącą do tej pory pod ścianą przy wejściu, a potem zatrzasnął drzwi, przekręcił w zamku klucz i bez słowa salutując Dylanowi na pożegnanie, szybko zbiegł po drewnianych schodach.
    ______- Czego chcesz? – warknęła Nicole, gdy już zostali sami, niemal natychmiast ściągając na siebie pełne furii lodowato niebieskie spojrzenie Dylana.
    ______Zacisnął szczęki tak mocno, że na policzku pojawił mu się pulsujący dołeczek, po czym bez słowa wszedł do mieszkania i zatrzasnął za sobą drzwi, aż całe szkło znajdujące się w mieszkaniu łącznie z szybami w oknach zabrzęczały ostrzegawczo.
    ______- Z jakiegoś konkretnego powodu nie odbierasz ode mnie telefonów, czy postanowiłaś to zrobić dla zasady?
    ______- Nie jesteśmy już razem i nie czuję potrzeby spowiadania ci się ze wszystkiego, co robię – wycedziła przez zęby i rzucając mu nienawistne spojrzenie, wycofała się w głąb mieszkania. – A już tym bardziej odbierania od ciebie telefonów, jeśli nie mam ochoty gadać – dodała beznamiętnie i nie zaszczycając go ani jednym spojrzeniem, sięgnęła po leżącą na blacie kuchennej wyspy paczkę papierosów, wyciągnęła jednego i odpaliła, zaciągając się głęboko nikotynowym dymem.
    ______Dylan wszedł za nią do salonu i omiótł bystrym wzrokiem pomieszczenie, które już dawno przestało przypominać mu miejsce, jakie znał. Pełne wyczucia, niezwykłego stylu i designerskich sztuczek, dzięki którym Nicole potrafiła wyczarować z każdego, z pozoru nudnego wnętrza, prawdziwe dzieło sztuki, jednocześnie sprawiając, że każdy czuł się w nim komfortowo. Teraz to mieszkanie bardziej zaczynało przypominać spelunę niż to, czym było jeszcze kilka miesięcy temu, a świadomość, że to, na co patrzy odzwierciedla stan ducha i umysłu Nicole, zaczynała go coraz bardziej przerażać. Nie był nawet pewny, czy jest w stanie udźwignąć to wszystko, co dobrowolnie wziął na swoje barki; czy zdoła wyprowadzić Nikki na prostą i nie przegapić w tym wszystkim własnego życia, które nieoczekiwanie w tej właśnie chwili postanowiło rzucić mu pod nogi prezent, po jaki nie miał odwagi i prawa sięgnąć.
    ______Pokręcił głową z rezygnacją i bez słowa podszedł do okna, by je otworzyć i przynajmniej wpuścić do środka odrobinę światła i świeżego powietrza.
    ______- Może jeszcze posprzątasz? – zakpiła Nikki i unosząc znacząco brwi, wsparła biodra o kuchenną wyspę, a gdy spojrzał jej w oczy, uśmiechnęła się pod nosem i ponownie zaciągnęła głęboko trzymanym między palcami papierosem.
    ______- Pójdziesz na terapię – powiedział Dylan bez zbędnych wstępów tonem jednoznacznie wskazującym, że ta kwestia nie podlega absolutnie żadnej dyskusji i już nawet nie zamierzał pytać jej o zdanie.
    ______- Chyba cię bóg opuścił – prychnęła i posyłając mu lekceważące spojrzenie, od którego zwyczajnie zalała go krew, weszła do aneksu kuchennego i chwyciła stojącą na blacie butelkę czerwonego wina. – Nigdzie nie zamierzam iść, więc odpuść sobie i daj mi święty spokój – dodała, odkładając papierosa do popielniczki i nawet przy tym na niego nie patrząc, wypełniła opróżniony wcześniej kieliszek alkoholem. – A rozkazywać możesz sobie w tym swoim lokalnym pierdolniku – syknęła, unosząc lampkę do ust, ale nim zdążyła się zorientować, co się w ogóle dzieje, Dylan w mgnieniu oka pokonał dzielący ich dystans, wyrwał jej kieliszek z dłoni i z impetem wrzucił go do zlewu aż rozleciał się w drobny mak.
    ______- Mam już po kokardy twoich fochów, Nikki, więc dobrze ci radzę przestań w końcu ze mną pogrywać! - warknął ostro, wwiercając się w nią płonącym wściekle jasnoniebieskim spojrzeniem.
    ______- A ja mam gdzieś twoje zdanie! – wypaliła hardo, krzyżując szczupłe ramiona na piersiach. - To moje życie i zrobię z nim, co mi się podoba, a tobie guzik do tego! – syknęła, mrużąc wściekle oczy.
    ______- Nie zamierzam tak po prostu patrzeć jak się niszczysz!
    ______- To nie patrz, kto ci każe? – prychnęła z drwiną, bezradnie rozkładając ręce i przez chwilę siłując się z Dylanem na spojrzenia. Wsparł dłonie na biodrach i pokręcił głową z niedowierzaniem. Było ciężej niż się spodziewał i choć miał ochotę rzucić to wszystko w diabły, wyjechać i nigdy nie wrócić, wiedział, że nie może tego zrobić. Jeśli chciał pomóc jej i sobie to po prostu nie mógł się poddać. Miał przecież, o co walczyć i nie chodziło jedynie o Nicole. Co prawda zawsze będzie dla niego ważna i z dnia na dzień nie przestanie mu na niej zależeć, bo w końcu spędzili ze sobą ponad siedem lat, planując wspólną przyszłość, ale wyciągając ją z bagna w jakie wpadła, wyciągał z niego również siebie i tego przed wszystkim musiał się trzymać.
    ______- Nie zamierzam z tobą na ten temat dyskutować – odezwał się po chwili, pochwytując wrogie spojrzenie jej niebieskich tęczówek. - W połowie tygodnia mamy spotkać się z moim ojcem i pójdziesz tam, choćbym miał zaciągnąć cię siłą – dodał tonem nieznoszącym sprzeciwu, wpatrując się w nią jasnoniebieskimi tęczówkami.
    ______Z twarzy Nikki momentalnie odpłynęła krew, a z oczu zniknął bojowy błysk, gdy dotarł do niej sens wypowiedzianych przez Dylana słów. Przełknęła z trudem ślinę i czując jak nogi odmawiają jej posłuszeństwa, oparła się biodrami o kuchenne szafki i podparła dłonie na blacie, po obu stronach swojego ciała.
    ______- Czy ty naprawdę upadłeś na głowę, Dylan? – zapytała i przebiegając po jego napiętej twarzy przestraszonym spojrzeniem, zwilżyła spierzchnięte wargi językiem. – Nie dość, że robisz ze mnie psychicznie chorą, to jeszcze po tym wszystkim wysyłasz mnie do swojego ojca, żeby mnie leczył? – zapytała łamiącym się głosem, marszcząc z niedowierzaniem brwi.
    ______- Jest psychiatrą, a ty potrzebujesz pomocy.
    ______- Niczego od ciebie nie potrzebuję od dnia, w którym mnie zostawiłeś! – wyrzuciła mu prosto w twarz, a po jej policzkach natychmiast popłynęły długo powstrzymywane łzy.
    ______- To nie ja zostawiłem ciebie - powiedział Dylan spokojnym, wyważonym tonem, choć z trudem przychodziło mu panowanie nad sobą. - To ty zaczęłaś się ode mnie oddalać, Nikki. Unikałaś rozmów, wspólnych posiłków, wyjść, spotkań z przyjaciółmi, już nie mówię o tym, że nie pozwalałaś sobie w żaden sposób pomóc! – wyrzucił z siebie zduszonym głosem, wlepiając w nią przepełniony bólem wzrok. – Myślisz, że tego nie zauważałem? Tego jak na mnie patrzyłaś? Jak sztywniałaś za każdym razem, gdy cię dotykałem? Jak odwracałaś głowę, gdy chciałem cię pocałować? Nawet w łóżku byłaś zimna jak lód, a ja wychodziłem z siebie, by dać ci oparcie. Stawałem na rzęsach by cię uszczęśliwić, żebyś wiedziała, że nie jesteś sama, że możesz na mnie liczyć, że nic się między nami nie zmienia, bo ja nadal cię kocham – wyliczył, wciąż nie odrywając od niej przygnębionego spojrzenia, którego tak skutecznie unikała. Pokręciła niewyraźnie głową i nerwowo przeczesując długie włosy palcami, przymknęła na moment powieki, jakby usiłowała w ten sposób odciąć się od tej niewygodnej dla niej rozmowy. - Wykluczyłaś mnie ze swojego życia na długo przed tym nim się rozstaliśmy – szepnął Dylan, kiedy głos odmówił mu współpracy, a rosnąca w gardle gula, utrudniała oddychanie.
    ______- Cierpiałam… - wyszlochała, w końcu podnoszą na niego zaszklony wzrok.
    ______- A ja nie? Myślisz, że mnie to nie dotyczy? Że tak po prostu zapomniałem? – zapytał, robiąc krok w jej stronę.
    ______- Ty mi powiedz – wydusiła z siebie, siłując się z nim przez chwilę na spojrzenia.
    ______- Chciałbym, żeby to było takie proste. Nie tylko tobie świat zawalił się na głowę i nie tylko ty coś straciłaś. Ale każde z nas musi iść dalej. Osobno, bo razem nam się nie udało.
    ______- Tobie jak widać świetnie idzie – syknęła, a w jej głosie prócz rozpaczy, pobrzmiewała wyraźna nuta pretensji, która raz za razem wpędzała go w jeszcze większe poczucie winy. Każdego dnia zastanawiał się nad tym, czy przypadkiem nie kochał jej zbyt mocno, albo czy nie za bardzo się starał by wszystko między nimi się ułożyło; czy coś mógł zrobić inaczej, albo podjąć inne decyzje, przez które nie wpadliby w ten marazm, w jakim się oboje znaleźli.
    ______- Nie masz pojęcia jak bardzo się mylisz – odparł tak cicho, że sam ledwie siebie słyszał i przymykając powieki, przetarł palcami piekące od wzbierających łez oczy. - Ta rozmowa nie ma najmniejszego sensu. Przyjadę po ciebie w środę i porozmawiasz z moim ojcem. Nie próbuj się migać, bo i tak nie wygrasz tego starcia, Nikki – powiedział śmiertelnie poważnym tonem i posyłając jej ostatnie chłodne spojrzenie, skierował się do wyjścia, po chwili zamykając za sobą cicho drzwi.


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 14:56:56 16-08-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sobrev
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 04 Kwi 2010
Posty: 3119
Przeczytał: 8 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:54:47 01-08-16    Temat postu:

Nikki kurde mimo parszywego zachowania to ją lubię. Już na pierwszy rzut oka wydaje mi się że ma dość mocno poranioną duszę tylko dlaczego? Mam aż trzy teorie spiskowe dotyczące tego i dlaczego Dylan i Nikole się rozstali i chyba Ci je przedstawię choć pierwszą już znasz czyli Nikki była w jakiś sposób zamieszana w śmierć żony Jaya (teraz to wdaje się być totalna abstrakcja) druga to że ona i Dylan mieli mieć dziecko które stracili nie wiem dlaczego akurat o tym pomyślałam , ale tak jakoś mi to do głowy samo przyszło. Trzecia to już totalna abstrakcja i wybacz jeśli mają skromną osobę ponosi tzn. wyobraźnia ale Nikki może została zgwałcona (wiem wariactwo) i naprawdę nie wiem skąd mi biorą się te pomysły.
Madziu nie powiesz mi czy któraś z tych koncepcji jest prawdziwa ale znasz mnie trochę i wiesz że ja lubię się wygadać
Dylan i Charlie to się braciszek zdziwiłby gdyby się dowiedział i sądzę że uśmiech Dylana mógłby stracić znaczy się zęby jakieś jedynki czy coś
Tess i Michael mimo że go zostawiła, porzuciła i wyjechała do wielkiego miasta czy gdzie ona tam pojechała jest coś między nimi chemia to chyba się nazywa że liczę iż wrócą do siebie. Po wielu perypetiach perturbacjach będą znowu razem i zazdroszczę ci jeszcze jednej rzeczy- tej lekkości scen z Zoey wszystko jest takie naturalne,
A na koniec przepraszam że komentuje tak późno
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:00:29 01-08-16    Temat postu:

Doma, miło mi Cię gościć w moich skromnych progach Wygadać oczywiście, że się możesz, a ja oczywiście nie potwierdzę, ani nie zaprzeczę żadnej z Twoich teorii spiskowych Możliwe jest w zasadzie wszystko i myślę, że na niektóre sprawy niebawem padnie trochę światła
A do reszty Twoich spostrzeżeń tym bardziej nie mogę się odnieść, bo bym popsuła tylko zabawę z odrywania
Cieszę się, że sceny z Zoe wychodzą mi tak naturalnie, bo o to właśnie w tym chodzi i nie masz za co przepraszać, nic się nie stało
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:28:03 01-08-16    Temat postu:

Jestem i ja
Odcinek bardzo ciekawy, troszkę przybliżyłaś nam relację Dylana i Nikki, bardzo skomplikowaną zresztą. Strasznie mnie ciekawi, co ich spotkało, że oboje tak mocno to COŚ przeżywają. Każdy oczywiście w inny sposób, ale wstrząsnęło nimi to dość mocno. Dobrze, że Dylan jest stanowczy i nie ulega Nikki, która próbuje go odepchnąć i nie dać sobie pomóc. Widać, że bardzo tej pomocy potrzebuje, chociaż za nic w świecie nie chce się do tego przyznać. Nie wiem tylko, czy dobrym posunięciem jest wysyłanie jej do ojca Dylana, no ale czas pokaże, co z tego wyjdzie. Trzymam za nich kciuki i mam nadzieję, że jakoś się pozbierają i ogarną swoje życie na tyle żeby w miarę spokojnie je dalej wieść -razem bądź osobno. Teorii spiskowych i u mnie pojawiłoby się sporo, ale po co spekulować zbytnio. I tak wszystko przekażesz nam w swoim czasie Czekam grzecznie więc za kolejnym odcinkiem
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:53:03 01-08-16    Temat postu:

Cieszy mnie to bardzo
Taki był plan - stopniowo rzucać światło na poszczególne sprawy, a że chłopaków jest trzech to jakoś się trzeba podzielić
Co do reszty to pozwolisz, że nie skomentuję tego w żaden sposób, bo w zasadzie nic nie mogę powiedzieć, by nie zdradzić za dużo. Czas pokaże co z tego wszystkiego wyniknie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:57:33 01-08-16    Temat postu:

A Ty jak zwykle mega tajemnicza i słówkiem nic nie piśniesz... Ech, chyba powoli muszę się do tego przyzwyczaić czekam więc niecierpliwie na ciąg dalszy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:22:07 01-08-16    Temat postu:

Muszę być tajemnicza Na tym polega moja rola
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:37:12 15-08-16    Temat postu:

Madziu, a kiedy można się spodziewać czegoś nowego tutaj? Ciekawa jestem co tam dalej u naszych chłopców się dzieje
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:57:35 15-08-16    Temat postu:

Hm.... nie wiem, może jutro?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:19:44 15-08-16    Temat postu:

O, czyli dzisiaj już jestem jak najbardziej za
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:58:44 16-08-16    Temat postu:

    ______________________________________________

    ______Podstawił pod kranik nalewaka z piwem wysoką szklankę i ustawiając ją pod odpowiednim kątem, odkręcił zaworek, pilnując jednocześnie by piwo lało się po ściance i wytworzyła się piana. W końcu, gdy udało mu się napełnić szkło, wrzucił na blat korkową podstawkę i postawił na niej zamówiony przez klienta chmielowy napój. Skinął mu uprzejmie głową i przechodząc na drugi koniec baru, zerknął przelotnie na salę, na której pomiędzy stolikami sprawnie lawirowały kelnerki, to podając zamówione drinki i przekąski, to znów zbierając puste szkło, uważając przy tym by niczego nie potłuc. Gdy przez płynącą z głośników muzykę przebił się nieprzyjemny męski rechot i głośne wulgaryzmy siedzącej w rogu grupki mocno już podchmielonych typów, zmrużył czujnie oczy i przesunął palcem wskazującym po dolnej wardze. Instynktownie powędrował wzrokiem w przeciwny koniec sali, gdzie przy wejściu do baru w delikatnym rozkroku i ze skrzyżowanymi na szerokiej piersi ramionami stał Louis, nieprzeniknionym wzrokiem wpatrujący się w hałasującą bandę. Kiedy stał tak niczym posąg wykuty w granicie, w całkowitym bezruchu, z pokerową twarzą, która nie zdradzała w tej chwili kompletnie żadnych emocji, sprawiał wrażenie jeszcze groźniejszego niż był w rzeczywistości i to właśnie dzięki tym pozorom w barze panował względny spokój, a pracujące w lokalu dziewczyny mogły czuć się bezpiecznie. Mając, więc świadomość, że Lou trzyma rękę na pulsie, Ray odrobinę spokojniejszy wrócił do swoich obowiązków zbierając kolejne zamówienia. Podał piwo jednemu ze stałych klientów baru, Andre Cooperowi, który był nie tylko starym przyjacielem właściciela Joe Kennera, ale również byłym żołnierzem marines i bardzo towarzyskim człowiekiem. Zamienił z nim kilka słów, śmiejąc się z kolejnego udanego żartu, którymi Andre sypał jak z rękawa, a potem zabrał się za przygotowanie drinków dla dwóch młodych dziewczyn, które od jakiegoś czasu usilnie starały się zwrócić na siebie jego uwagę. Palmer zbył je jednak uprzejmym uśmiechem, a kiedy kompletnie zignorował serwetkę z numerem telefonu jednej z nich, szybko zwolniły miejsca przy barze, kołyszącym krokiem kierując się w głąb lokalu i niemal natychmiast szukając innego obiektu zainteresowania.
    ______Ray zaśmiał się pod nosem na ten widok i kręcąc głową z rozbawieniem, podszedł do kelnerki, czekającej na niego przy końcu barowej lady.
    ______- Wiesz, że za to idzie się do piekła? – zagadnęła ochrypłym głosem i wspierając przedramiona o blat, wpatrywała się w niego roześmianymi brązowymi ślepiami, które w połączeniu z kruczoczarnymi, długimi włosami i złocistym odcieniem skóry, nie pozostawiały wątpliwości w kwestii jej latynoskich korzeni, zarówno od strony pochodzącego z Portoryko ojca żołnierza, jak i matki, rodowitej Dominikanki. – Dwa piwa, poproszę – dodała z uśmiechem.
    ______- Za nieokazanie zainteresowania? – odpowiedział pytaniem Ray i sięgając po kufle, mrugnął do niej przyjaźnie.
    ______- Za takiego perfidnego kosza! – stwierdziła, na co Palmer parsknął śmiechem. – Ta biedna dziewczyna zostawiła ci numer na serwetce niemal pod samym nosem – zauważyła.
    ______- I nawet gdyby wypisała go sobie na biuście, niczego by to nie zmieniło, Ronnie – odparł, stawiając na tacy napełniony piwem kufel, po czym zajął się kolejnym.
    ______- Bo nie umawiasz się z klientkami?
    ______- Bo nie umawiam się z desperatkami - uściślił, wywołując głośny śmiech Veronici. - Naprawdę nie kręcą mnie dziewczyny, które świecą gołym tyłkiem przed każdym, bo ten przyjemny widok powinny zachować dla tego, który na to zasłuży. A poza tym może jestem cholernie staroświecki, ale wydaje mi się, że to facet powinien zabiegać o kobietę, nie na odwrót – przyznał szczerze i pod wpływem jakiegoś wewnętrznego, kompletnie niezrozumiałego impulsu, uniósł na moment wzrok znad nalewaka, niemal natychmiast pochwytując zielone spojrzenie idącej w kierunku baru Jade. Gdy uśmiechnęła się do niego promiennie, odpowiedział uśmiechem i bez słowa postawił na tacy drugie piwo.
    ______- Szkoda tylko, że faceci myślący jak ty, są w dzisiejszych czasach jak dinozaury – powiedziała Veronica, uśmiechając się do niego ciepło. – Marnujesz się, jako singiel – dodała już nieco poważniej, tonem zatroskanej starszej siostry i wycelowała w niego palec wskazujący.
    ______- Chyba nie ma dla mnie na tym świecie skrojonej na miarę dinozaurzycy.
    ______- Na pewno? – zagadnęła Ronnie i unosząc ciemną brew, uśmiechnęła się do niego cwano. Rayan otworzył usta by coś powiedzieć, ale nim wydobył się z nich jakikolwiek dźwięk w głębi lokalu rozległ się brzęk tłuczonego szkła i wiązanka soczystych przekleństw, co od razu zwróciło jego uwagę.
    ______Tak jak przypuszczał hałas dobiegał ze stolika, przy którym siedziała rozrabiająca od jakiegoś już czasu grupka, do swojego konta wybryków teraz dołączając jeszcze stłuczony kufel piwa.
    ______- Można było się spodziewać, że w końcu tak się to skończy – stwierdziła Jade, zatrzymując się przy barze tuż obok Ronnie.
    ______- A nam zawsze później przypada w udziale sprzątanie tego bajzlu – mruknęła brunetka, przewracając oczami z irytacją. – Wezmę się za to, jak tylko zaniosę zamówienie – powiedziała, zwracając się do Jade.
    ______- Ja to zrobię, Ronnie, akurat mam wolną chwilę.
    ______- Jesteś pewna? – spytała dziewczyna, przenosząc na krótki moment wzrok na konkretnie już narąbanych klientów. – Mam mocny prawy sierpowy, więc w razie potrzeby spokojnie dam radę zataczającemu się palantowi – dodała, spoglądając jej niepewnie w oczy.
    ______- Poradzę sobie – zapewniła Jade, uśmiechając się do koleżanki uspokajająco, ale Ronnie wcale nie była przekonana czy to jest dobry pomysł. Wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Palmerem, a potem westchnęła ciężko i chwytając tacę w piwem, bez słowa skierowała się do stolików.
    ______- Jeśli staniesz na barze, sam to sprzątnę – odezwał się Ray, ściągając na siebie błyszczące spojrzenie Jade, która do tej pory z niepokojem przyglądała się mężczyznom siedzącym w rogu sali. Miał fatalne przeczucie, a oni ewidentnie mu się nie podobali i nie chodziło już tylko o to, że byli głośni i rozrabiali, ale o to, że za każdym razem, gdy Jade przechodziła obok ich stolika, jeden z nich obłapiał ją spojrzeniem jak wygłodniałe zwierze.
    ______- Daj spokój, Ray. Nic mi nie będzie, poza tym w pogotowiu jest Lou – odparła, uśmiechając się do niego łagodnie, ale nim zdążył odpowiedzieć, chwyciła stojące pod ścianą wiadro z mopem i pospiesznie skierowała się w głąb sali.
    ______Rayan zaklął szpetnie pod nosem i odruchowo zerknął na Louisa, który sprawdzał właśnie wchodzących do lokalu klientów, więc nie miał szans jednocześnie pilnować tego, co działo się na sali. Ray przyjął, więc zamówienie od kolejnego stałego bywalca baru, starając się w miarę możliwości mieć oko na Jade, gdy wycierała z podłogi rozlane piwo. Nie musiał jednak wcale długo czekać na to by jego najgorsze obawy się sprawdziły. Zacisnął mocniej zęby z wściekłości, gdy jeden z siedzących przy stoliku mężczyzn klepnął Jade w tyłek, a drugi nieoczekiwanie chwycił ją za nadgarstek, ostro szarpiąc w swoją stronę. Rayan bez zastanowienia rzucił lnianą ściereczkę na roboczy blat i wypadł zza baru jak tornado, po drodze pochwytując czujne spojrzenie Lou, który w mgnieniu oka zrozumiał niemy przekaz, jaki dostrzegł w błyszczących niebezpiecznie tęczówkach Palmera. Obaj jednocześnie zaczęli przeciskać się przez tłum bawiących się w lokalu gości, ale to Ray miał większą szansę dostać się tam pierwszy i miał tego pełną świadomość.
    ______- Idź i pilnuj baru – rzucił do mijającej go Ronnie, która widząc wrogi blask w jego oczach, nawet nie zamierzała pytać, co się dzieje. Kiwnęła mu głową na zgodę i bez protestów zrobiła, o co prosił, a on dalej przeciskając się w stronę konkretnego stolika, wbił pełne furii spojrzenie w urżniętego typa, który z szyderczym uśmiechem na ustach siłą przytrzymywał na swoich kolanach Jade, kompletnie ignorując fakt, że wszelkimi możliwymi sposobami usiłowała wyswobodzić się z jego uścisku i wyglądał przy tym tak, jakby jej protesty cholernie go bawiły, a wręcz tylko nakręcały chore fantazje piętrzące mu się w głowie.
    ______- Zabieraj ode mnie łapska! – warknęła Jade i strącając zaciskającą się na jej biodrze męską dłoń, ostro szarpnęła się do przodu, ale próby ucieczki spełzły na niczym.
    ______- Masz charakterek, kicia, a ja lubię takie gorące kobiety – mruknął, łakomie oblizując wargi i zdecydowanie chwytając ją za podbródek, zmusił by spojrzała w jego przekrwione oczy.
    ______Zanim jednak Jade ponownie zdążyła zareagować i przynajmniej spróbować się uwolnić, dopadł do nich Rayan. Bez ceregieli zamknął przedramię mężczyzny w żelaznym uścisku i odepchnął stanowczo, natychmiast ściągając na siebie jego błyszczące wściekle spojrzenie. Korzystając z tego, że facet ewidentnie miał problem z refleksem, Palmer chwycił Jade za dłoń i sprawnie pociągnął w swoją stronę, odruchowo zasłaniając ją swoim potężnym ciałem, gdy jej dręczyciel podniósł się z krzesła, a w ślad za nim poszli pozostali jego kumple.
    ______- Popełniłeś ogromny błąd – warknął brunet, najprawdopodobniej lider całej grupy, mierząc przy tym Rayana bezlitosnym jasnym wzrokiem.
    ______- To nie jest burdel, a kelnerki nie są tu dla waszej przyjemności – rzucił Ray i starając się zachować zdrowy rozsądek, przebiegł czujnym wzrokiem po wpatrujących się w niego typach, jakby próbował oszacować swoje szanse, które w starciu z pięcioma zdrowo naprutymi i być może najaranymi jakimś szajsem pajacami, były naprawdę niewielkie.
    ______- Jestem klientem, więc płacę i wymagam, żeby obsługujące mnie panny były miłe – powiedział z kpiącym uśmiechem przyklejonym do twarzy i przesuwając dłonią po pokrytej zarostem brodzie, przekrzywił lekko głowę by móc zajrzeć w oczy, stojącej za Rayanem dziewczynie, która kurczowo zacisnęła palce na koszulce na jego plecach.
    ______- Idź do Ronnie – mruknął przez ramię Palmer tak by Jade mogła wyraźnie go usłyszeć, a gdy nie ruszyła się nawet o milimetr, sięgnął za siebie i delikatnie popchnął ją w stronę baru, ani na moment nie spuszczając przy tym wzroku ze stojącego przed nim mężczyzny. W końcu, kiedy kątem oka dostrzegł jak dziewczyna znika w tłumie, odetchnął z ulgą i instynktownie napinając wszystkie mięśnie, zwinął dłonie w pięści, na wypadek gdyby jednak musiał się bronić.
    ______- Nie powinieneś był się do tego mieszać – odparł ciemnowłosy mężczyzna i cmoknął z niezadowoleniem. Schował jedną dłoń w drugą i strzelając kostkami, zrobił odważny krok w stronę Palmera, ale wtedy jak spod ziemi wyrósł między nimi Lou, skutecznie uniemożliwiając mu zrobienie chociażby pół kroku więcej.
    ______- Wyjazd stąd! – warknął głębokim głosem, wpatrując się w zakapiora nieprzenikliwym wzrokiem, który mówił więcej niż jakiekolwiek słowa, które w tej chwili mogły paść z jego ust. – I żebym was tu więcej nie widział.
    ______- Bar to publiczne miejsce.
    ______- W takim razie znajdźcie sobie inny, bo ten jest dla was zamknięty! – fuknął Lou, siłując się przez chwilę ze stojącym przed nim mężczyzną na spojrzenia, jakby prowadzili właśnie jakąś zaciętą dwuosobową walkę, na razie jeszcze bez rękoczynów. – S p i e r d a l a j! – wycedził przez zęby, powoli tracąc już cierpliwość.
    ______Brunet w końcu wykrzywił usta w cynicznym uśmiechu, uniósł ręce w geście poddania i wycofał się o krok, ponad ramieniem bramkarza na krótki moment pochwytując jeszcze spojrzenie Rayana. Po chwili jednak dał znak kumplom i bez słowa skierował się do wyjścia, niezbyt kulturalnie przy okazji obchodząc się z mijanymi po drodze klientami baru.
    ______- Wszystko gra? – spytał Louis, zwracając się przodem do Palmera, ale nie odrywając czujnego spojrzenia od bandziorów, dopóki nie opuścili lokalu.
    ______- Jasne, dzięki – odparł Rayan, po przyjacielsku klepiąc go w ramię. – Sprawdzę co z Jade – dodał i uśmiechnął się lekko, a kiedy Lou kiwnął mu głową na zgodę, pospiesznym krokiem ruszył przez salę, ponad barem napotykając zaniepokojone spojrzenie Ronnie, która odetchnęła z wyraźną ulgą widząc go w jednym kawałku. Uśmiechnął się do niej uspokajająco i bez słowa wkroczył na zaplecze, wzrokiem od razu odszukując Jade siedzącą na kanapie w pracowniczej szatni. Pochylała się lekko do przodu i wspierając łokcie o złączone kolana, ukryła twarz w dłoniach.
    ______- Jade? – odezwał się cicho i zrobił ostrożny krok w jej stronę, jakby bał się, że jeśli zrobi to zbyt gwałtownie Jade ucieknie mu niczym spłoszona, ranna zwierzyna, a nie chciał jej niechcący jeszcze bardziej przestraszyć. Siąknęła cicho nosem i nerwowym ruchem otarła najpierw mokre od łez policzki, a potem opuszkami palców kręgi z tuszu, jakie miała pod oczami. – Dobrze się czujesz? – zapytał i kucając przed nią powoli, przebiegł zatroskanym spojrzeniem po jej bladej twarzy.
    ______- Jestem głupia to mam, co chciałam. Trzeba było cię posłuchać – wyrzuciła sobie i kręcąc głową z rezygnacją, zażenowała wsparła czoło na dłoni, celowo unikając przy tym patrzenia Rayanowi w oczy.
    ______- Nie bądź dla siebie taka surowa – powiedział łagodnie i wsuwając palec wskazując pod jej brodę, zmusił by na niego popatrzyła. - To nie twoja wina.
    ______- Powinieneś mnie zrąbać, na czym świat stoi, Ray.
    ______- Poczujesz się wtedy lepiej? – zapytał i uśmiechnął się do niej lekko, eksponując przy okazji uroczy dołeczek w prawym policzku.
    ______- Nie … – szepnęła bezradnie i czując znów wzbierające pod powiekami łzy, szybko umknęła przed jego badawczym spojrzeniem, którym niestrudzenie wciąż się w nią wpatrywał, a które paliło skórę niczym rozżarzone węgle wszędzie tam, gdzie sięgały jego oczy. Odetchnęła głęboko kilka razy, usiłując uspokoić zarówno napięte do granic nerwy jak i niespokojnie tłukące w piersi serce, a kiedy poczuła jak Rayan kciukiem delikatnie ściera z jej policzka ślady łez, w końcu odważnie spojrzała mu w oczy. – Dziękuję.
    ______- Nie ma, o czym mówić – odparł siląc się na swobodny ton. Po chwili zupełnie spontanicznie wyciągnął dłoń i założył jej za ucho jakieś zbłąkane pasmo włosów, kciukiem delikatnie muskając najpierw małżowinę, a potem wrażliwą skórę na szyi w miejscu, gdzie wyraźnie wyczuwał jej przyspieszony puls. W końcu niechętnie odsunął dłoń i przez moment oboje wpatrywali się w siebie w całkowitym milczeniu, jakby usiłowali czytać sobie wzajemnie w myślach, a kiedy Jade otworzyła usta by coś powiedzieć ciszę na zapleczu przerwał donośny męski głos, skutecznie wyrywając ich z odrętwienia.
    ______- Co tu się stało, do cholery? – zapytał stojący w progu starszy, dobrze zbudowany mężczyzna, wodząc niespokojnym wzrokiem od Jade do Rayana, który odchrząknął tylko cicho i wspierając dłoń na udzie, powoli się wyprostował.
    ______- Wszystko jest już w porządku, Joe – zapewnił, spoglądając prosto w płonące wściekłością, jasne oczy szefa. – Mieliśmy mały problem, ale Lou szybko go rozwiązał.
    ______- Co to były za typy? Widziałeś ich tu wcześniej? – spytał rzeczowo, a kiedy Ray pokręcił przecząco głową, zacisnął zęby z wściekłości i wspierając jedną dłoń na biodrze, palcami drugiej nerwowo potarł czoło.
    ______- Jedna z kamer nad barem obejmuje tę część sali, więc z pewnością uchwyciła twarze – zauważył przytomnie Palmer, krzyżując umięśnione przedramiona na torsie.
    ______- Zaraz porozmawiam z Andre, może ich zna, a jutro rano zawiozę nagranie na policję – oświadczył Joe i w zamyśleniu przesunął kciukiem po siwej bródce.
    ______- Tato, daj spokój, przecież nic się nie stało – jęknęła Jade, ale szybko tego pożałowała widząc strofujące, a wręcz ciskające piorunami spojrzenie ojca.
    ______- Dziecko, jak nic się nie stało? Nikt nie będzie w MOIM barze obłapiał mi córki!
    ______- Nic mi nie jest – odparła spokojnym, wyważonym tonem, chcąc przynajmniej spróbować uspokoić wściekłego ojca, który w tej chwili gotowy był poruszyć niebo i ziemię, by dorwać drani, którzy odważyli się położyć łapska na jego jedynej córce. - Przestraszyłam się trochę, ale Ray pojawił się w porę …
    ______- Od dzisiaj nie pracujesz na sali – przerwał jej Joe tonem nieznoszącym sprzeciwu i wymienił jednomyślne spojrzenie z Rayanem, który nawet nie próbował wtrącać się w rozmowę. Znał szefa na tyle by wiedzieć, że jeśli coś postanowił i był przy tym święcie przekonany co do słuszności podjętej przez siebie decyzji nie było siły, która przekonałaby go do zmiany zdania. Był cholernie uparty, ale w tej chwili przede wszystkim myślał o bezpieczeństwie swojego jedynego dziecka i Rayan, który sam był przecież ojcem doskonale go rozumiał.
    ______- Ale… - zaczęła Jade, choć i tak zdawała sobie sprawę, że nie ma szans na przekonanie ojca, niezależnie od tego jakie logiczne argumenty wysunie na swoją korzyść.
    ______- Nie ma żadnego „ale”. Stoisz na barze i koniec dyskusji. Tym razem pomógł ci Ray i Lou, a co jak następnym razem nie zdążą zareagować? – spytał, siłując się przez chwilę z córką na spojrzenia, ale Jade była zbyt wykończona by się z nim spierać, więc szybko skapitulowała i tylko westchnęła cicho.
    ______- W porządku, tato – powiedziała i uśmiechnęła się do niego, a jego twarde spojrzenie w jednej chwili złagodniało. Odetchnął głęboko jakby spadł mu z serca ogromny ciężar, a potem przygarnął córkę do siebie i tuląc mocno do piersi, pocałował ją w czubek głowy.
    ______- Pogadam z Andre – powiedział i posyłając Rayanowi pełne wdzięczności spojrzenie, które mówiło więcej niż jakiekolwiek słowa podziękowania, wyszedł z zaplecza.
    ______- Może powinnaś pojechać do domu? – zaproponował Palmer, ściągając na siebie jej błyszczące spojrzenie.
    ______- Sama nie wiem – westchnęła i z rezygnacją wzruszając ramionami, wbiła wzrok gdzieś przed siebie.
    ______- Jedź do domu, Jade. Dobrze ci zrobi jak odpoczniesz – powiedział, a widząc wahanie w jej ślicznych zielonych oczach, uśmiechnął się do niej ciepło, chwycił ją za rękę i ustawił przed sobą, kładąc dłonie na jej ramionach. - No już, zmykaj – szepnął jej wprost do ucha schrypniętym, głębokim półgłosem, od którego momentalnie dostała gęsiej skórki i delikatnie popchnął w kierunku szafek, a kiedy odwróciła się przez ramię, spoglądając mu w oczy, mrugnął do niej łobuzersko, jakby naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego jak na nią działa. – Poproś Lou by odprowadził cię do samochodu, dobrze? – zagadnął jeszcze, wycofując się powoli w kierunku wyjścia.
    ______- Dobrze – przytaknęła, a widząc jak szeroki uśmiech rozświetla jego przystojną twarz, sama nie potrafiła powstrzymać rozbawienia.
    ______- Do jutra, Jade – pożegnał się i nie czekając na jej odpowiedź, jak gdyby nigdy nic po prostu opuścił zaplecze, zostawiając ją samą z natłokiem myśli galopującym w głowie z prędkością światła i niespokojnie bijącym w piersi sercem.


Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Motywator
Motywator


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:08:45 16-08-16    Temat postu:

uwielbiam, kocham i ubóstwiam Ray'a
Mój ulubiony bohater to jest, wszyscy są mega, no ale on rozbraja mnie totalnie.
Czułam, że tak się to skonczy dla Jade, nie powinna zgrywać hardej i obsługiwać nachlanych kolesi. Oby tylko nic gorszego z tego incydentu nie wyniknęło. Ale to jak Ray stanął w jej obronie i zatroszczyĺ się o nią
Pełen zachwyt krótko mówiąc
A odcinek czytałam wręcz z zapartym tchem, ja nie wiem jak Ty to robisz kobieto, ale to jest normalnie mistrzostwo świata
I już się nie mogę doczekać oczywiście, co będzie dalej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:30:06 16-08-16    Temat postu:

Ojej ... co za miłość Ale cieszę się, że moi chłopcy mimo wszystko zjednują sobie czytelników Z czasem może jak poznasz lepiej pozostałych, któryś dogoni w tym wyścigu Rayana
Co do samego odcinka, to w końcu Jade pracuje w barze i sprzątanie po klientach należy do jej obowiązków, a że skończyło się to tak jak się skończyło, to inna sprawa reszty oczywiście nie skomentuję, żeby nie popsuć wrażeń z przyszłych rozdziałów
I bardzo dziękuję za dobre słowo, Monia, miło jest wiedzieć, że pisanie jakoś mi wychodzi
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12  Następny
Strona 8 z 12

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin