Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sweet Rascals - [18.]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:43:42 16-08-16    Temat postu:

Nie bądź taka skromna, nie jakoś, a fenomenalnie wręcz!
Być może inni faceci też mają swój urok i w ogóle... No ale Ray z takim charakterem, jaki nam serwujesz i przy okazji twarzą wiadomo czyją ( ) jest bezkonkurencyjny jak dla mnie.
I ok, niby to praca Jade, ale jak Ronnie i Ray mówili jej żeby nie iść tam, to oczywiście uparcie musiała obstawić na swoim. No i dostało się jej za to trochę. Dobrze, że teraz ma zakaz obsługi w lokalu oprócz tego, że już takich akcji raczej nie będzie, to będzie mogła więcej czasu spędzić z Ray'em, który o ile się nie mylę, dość dużo czasu za barem spędza, no nie?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:51:21 16-08-16    Temat postu:

Mam swoje zdanie na ten temat (wiadomo) ale dziękuję :*
Haha....no tak, wszystko przez Jaya Cóż, jak bezkonkurencyjny to bezkonkurencyjny, ciężko z tym walczyć
W końcu coś dziać się musi, nie? Inaczej byłoby nudno A co do Rayana, masz rację, on się trudni u Joe jako barman
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:21:23 08-09-16    Temat postu:

Halo, halo. Kiedy pojawi się tu coś nowego, już od dawna odcinka żadnego nie było
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:23:36 08-09-16    Temat postu:

Ależ proszę bardzo

    ______________________________________________


    ______Trzymając węża ogrodowego pod odpowiednim kątem starannie spłukał resztkę sprayu czyszczącego z motocyklowego łańcucha, a potem przetarł go dokładnie suchą ściereczką dopóki każde ogniowo nie zalśniło czystością. Wciąż kucając przy swojej ukochanej Hondzie, teraz ustawionej na specjalnym podnośniku, sięgnął po stojący obok niego smar w puszce i spryskał pod ciśnieniem wewnętrzną stronę łańcucha na całej długości w miejscu, gdzie stykał się z tylną zębatką, jednocześnie, co jakiś czas obracając tylnym kołem tak, by rozprowadzić smar po obu zębatkach i uniknąć w przyszłości zatarcia.
    ______Dla postronnych obserwatorów Michael mógł uchodzić za fanatyka, który ma totalnego świra na punkcie swojej ukochanej maszyny i na każdym kroku chucha na nią i dmucha, ale on już dawno wyrósł z tych czasów. Kochał motory owszem, kochał tą wolność i momenty, gdy mknąc ulicami Chicago adrenalina buzowała mu w żyłach przy każdym przekręcaniu manetki z gazem. Lepiej jednak niż ktokolwiek był świadomy tego jak cholernie zdradziecką bestią potrafił być każdy motor w rękach nieodpowiedniej i przede wszystkim niedoedukowanej osoby, dlatego tak bardzo wkurzała go bezmyślność kierowców głównie takich, którzy dostawali swoje jednoślady od bogatych rodziców i tylko po to by przyszpanować przed znajomymi. A o motor trzeba jeszcze dbać by był dla kierowcy bezpiecznym środkiem transportu i to właśnie kolejna sprawa, którą Michael tak bardzo cenił. Czas, jaki mógł spędzić grzebiąc przy swoim motocyklu był dla niego prawie taką samą odskocznią od codziennego życia jak muzyka, zwłaszcza wtedy, kiedy skoncentrowanie rozbieganych myśli na komponowaniu stawało się dla niego niemożliwe.
    ______Przetarł czoło przedramieniem i sięgnął to tylnej kieszeni swoich poprzecieranych jeansów po ściereczkę, a potem wyczyścił ze smaru wszystkie części wokół tylnej zębatki. Kiedy jednak wyczuł na sobie czyjś wzrok, instynktownie uniósł głowę i spojrzał prosto w wpatrujące się w niego błękitne tęczówki Tess stojącej w progu garażu.
    ______- Nie chciałam ci przeszkadzać – wyjaśniła cicho. - Jadę do sklepu, bo Nellie zrobiła listę potrzebnych rzeczy do przygotowania imprezy urodzinowej dla Zoe. Nie potrzebujesz czegoś? – zapytała i nie wiedząc, co zrobić z rękoma zacisnęła je na długim pasku torebki przewieszonej przez ramię.
    ______Michael bez słowa pokręcił przecząco głową i sprawnym ruchem ściągnął jednorazowe rękawiczki, które chroniły jego dłonie przed szkodliwym działaniem specyfików do konserwacji.
    ______- Zabierzesz się ze wszystkim sama? – zagadnął, po czym wyprostował się powoli i wrzucił rękawiczki do kosza stojącego pod ścianą tuż za jego plecami.
    ______- Lista nie jest długa, a Nellie pożyczyła mi swój samochód, więc myślę, że spokojnie dam radę – powiedziała i uśmiechając się do niego lekko, zerknęła na Hondę, która w tej chwili wręcz raziła po oczach nienaganną czystością. – Wciąż wygląda jak nowa – zauważyła z uznaniem i powoli podeszła bliżej, opuszkami palców niepewnie przesuwając po siedzisku.
    ______- Czasy szaleństw dawno ma za sobą – odparł swobodnie Mike i uśmiechnął się do siebie jednym kącikiem ust na wspomnienie młodzieńczych lat, kiedy to razem z Dylanem i Ray’em w pełni korzystali z życia, niekiedy za swoją brawurę i niefrasobliwość płacąc złamanymi kończynami, czy wstrząśnieniem mózgu. Na szczęście dla nich dostali od losu bolesną nauczkę i być może tylko dzięki temu zdołali w porę się opamiętać i wciąż jeszcze chodzili po tym świecie w jednym kawałku. Po tamtym okresie w jego życiu została tylko ukochana Honda, którą przez lata zdążył odrestaurować, stuningować i dopieścić w każdym calu tak, że w niczym nie przypominała już kawałka złomu, jaki tamtej deszczowej nocy rozsypał się na szosie. – Ja zresztą też – dodał po chwili milczenia, niemal natychmiast ściągając na siebie błyszczące spojrzenie żony i to w jej cudownych błękitnych tęczówkach znów dostrzegł to wszystko, co widział w nich każdego dnia przez lata, gdy byli razem, a za czym tak bardzo tęsknił odkąd zniknęła z jego życia.
    ______- Ku uldze nas wszystkich – odparła cicho.
    ______- Może gdybyś dała mi się namówić na przejażdżkę, zmieniłabyś zdanie – powiedział z lekkim uśmiechem, ale Tess pokręciła gwałtownie głową, jakby w ogóle nie brała pod uwagę takiej ewentualności i ze strachem wpatrywała się w Hondę. – To uzależnia.
    ______- Każde uzależnienie prędzej czy później zabija – powiedziała z goryczą. – Mnie w zupełności wystarczy to, że przez tego potwora omal nie straciłam ciebie – dodała bez zastanowienia i odważnie spojrzała Michaelowi w oczy, które w jednej chwili zapłonęły tak dobrze jej znanym ogniem.
    ______Dawson przełknął z trudem, gdy niespodziewanie wielka gula stanęła mu w gardle i ani na moment nie odrywając zielonego spojrzenia od Tess, zacisnął długie palce na blacie szafki za swoimi plecami tak mocno, aż pobielały mu kłykcie. Zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo Teresa przeżyła jego wypadek sprzed pięciu lat i wiedział, że do końca życia nie zapomni widoku przerażenia w jej ślicznych, załzawionych oczach, kiedy w końcu wybudził się ze śpiączki po kilku dniach pobytu w szpitalu. Dokładnie ten sam niepokój, pomieszany z całą masą innych uczuć, widział w nich teraz, a to zasiało w jego sercu iskierkę nadziei na to, że ich małżeństwo ma jeszcze szansę na przetrwanie. Nadziei, której tak rozpaczliwie potrzebował i której chwycił się desperacko niczym ostatniej deski ratunku, bo tylko to mu już w tej chwili zostało.
    ______- Pójdę już, bo za chwilę nie dostanę niczego z listy Nellie – przerwała w końcu ciszę Tess, siląc się na swobodny ton. Uśmiechnęła się blado i odruchowo zakładając pasmo włosów za ucho, wycofała się powoli w kierunku wyjścia. – Zobaczymy się później – dodała jeszcze i wsuwając dłonie do tylnych kieszeni spodni, ruszyła przez garaż.
    ______Michael zacisnął zęby i zwiesił na moment głowę, starając się zapanować nie tylko nad trzepoczącym w piersi sercem, które wariowało za każdym razem, gdy jego żona była w pobliżu, ale przede wszystkim nad oddechem, który grzązł mu w gardle jakby nagle ktoś odciął mu dopływ powietrza. Przymknął powieki i zaczerpnął ostro tchu, gorączkowo szukając w myślach jakiegoś pretekstu by zatrzymać Teresę przy sobie odrobinę dłużej.
    ______- Tess…. – zawołał w końcu i powoli podniósł wzrok, napotykając na swojej drodze błyszczące spojrzenie, wpatrującej się w niego z zaciekawieniem żony. Przygryzła policzek od wewnątrz w napięciu czekając na to co nastąpi za chwilę, a Mike nagle dobitnie uświadomił sobie, że niczego nie pragnie bardziej jak tego, by spędzić z żoną choć trochę czasu i musi w końcu przynajmniej spróbować ją odzyskać. Matka zawsze mu powtarzała, że wielkie rzeczy zaczynają się od małych kroków, a on przecież nie miał już zupełnie nic do stracenia. – Zastanawiam się … Może kupilibyśmy wspólnie prezent urodzinowy dla Zoe? – spytał, a kiedy Tess przyglądała mu się z niedowierzaniem przez dobrą chwilę, przesunął nerwowo dłonią po włosach z tyłu głowy i uśmiechnął się głupkowato. – Wiesz, że jestem beznadziejny w robieniu urodzinowych niespodzianek, a tym bardziej nie mam bladego pojęcia, co sprezentować dziewczynce na piąte urodziny, więc z moich samodzielnych zakupów może wyjść tylko katastrofa – przyznał całkowicie szczerze.
    ______Teresa zwilżyła spierzchnięte wargi językiem i przeczesała włosy drżącą dłonią, wciąż świdrując Michaela badawczym wzrokiem, jakby nie była do końca pewna, czy on mówi poważnie, czy za chwilę zrobi obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Wcale się temu nie dziwił, bo był boleśnie świadomy tego, że ma potwornie trudny charakter i wybuchowy temperament, ale Tess była jedyną osobą, która zawsze bez większego wysiłku potrafiła ujarzmić jego nieokrzesaną naturę.
    ______- Jesteś pewien?
    ______- Całkowicie – zapewnił, uśmiechając się do niej łobuzersko i wiedział, że to zadziała, bo przecież zawsze działało.
    ______Tess instynktownie przygryzła dolną wargę, natychmiast skupiając w tym miejscu łakomy wzrok Michaela, któremu z coraz większym trudem przychodziło panowanie nad sobą, tym bardziej, że miał żonę właściwie na wyciągnięcie ręki.
    ______- W porządku – zgodziła się w końcu i zajrzała mu głęboko w oczy.
    ______- Daj mi w takim razie dziesięć minut – poprosił, ruchem ręki wskazując na swój strój poplamiony miejscami smarem. – Zaraz jestem! – rzucił jeszcze przez ramię, a po chwili wbiegł po schodach od werandy i zniknął za frontowymi drzwiami.
    ______Ponad półtorej godziny później całkowicie wyczerpani, ale zadowoleni w końcu wyszli z ostatniego już sklepu w centrum handlowym Chicago.
    ______- Mówiłem, że wspólne kupowanie prezentu to jest świetny pomysł – stwierdził Michael, zaglądając do trzymanej w dłoni papierowej torby. – Jestem muzykiem i ojcem chrzestnym, a w życiu nie wpadłbym na to by kupić Zoe zestaw dla młodego wokalisty – zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową z rezygnacją.
    ______- Ja stosuję chyba bardziej praktyczną metodę kupowania prezentów – stwierdziła Tess, z trudem powstrzymując się przed roześmianiem, gdy Dawson spojrzał na nią podejrzliwie spod wysoko uniesionej brwi. – Po prostu zapytałam Rayana z czego Zoe by się ucieszyła – przyznała i nonszalancko wzruszyła ramionami.
    ______- To uderza w moje muzyczne ego – mruknął Mike, siląc się na śmiertelnie poważny ton, choć jego zielone oczy mimo wszystko całe się śmiały. – Jestem producentem i żyję z wyławiania młodych talentów, a nie zauważyłem tego, że jeden z nich rośnie mi pod nosem. Chyba poważnie powinienem się zastanowić nad zmianą zawodu – żachnął się, na co Teresa parsknęła niekontrolowanym, wesołym śmiechem.
    ______- Zoe dopiero kończy pięć lat. Do wybierania życiowej drogi i szlifowania talentu ma jeszcze sporo czasu – odparła i mrugnęła do męża z rozbawieniem, kiedy posłał jej nachmurzone spojrzenie, zgrywając przy tym obrażonego. Zaraz jednak sam roześmiał się wesoło, uświadamiając sobie jak bardzo brakowało mu takich chwil jak ta; swobodnych rozmów bez napięć, wzajemnych pretensji i krzyków; zwykłych zakupów, czy prostego codziennego życia z żoną u boku. Czuł się tak jakby nagle jakaś niewidzialna, magiczna siła wspaniałomyślnie uwolniła jego serce z ciężaru, o którego istnieniu nawet nie zdawał sobie sprawy i napełniła je na nowo siłą do dalszej walki o ich wspólne szczęście.
    ______Uśmiechnął się pod nosem, a wyczuwając na sobie spojrzenie żony, odwrócił głowę i ponad ramieniem spojrzał jej w oczy.
    ______- Co? – zagadnął beztrosko, ale Tess jedynie wzruszyła ramionami.
    ______- Zawsze się zastanawiałam jak udało ci się wygryźć Dylana z roli ojca chrzestnego.
    ______- Ten patałach jest ostatnią osobą, którą ktokolwiek, kiedykolwiek powinien mianować czyimkolwiek ojcem chrzestnym – stwierdził ze śmiechem. – Po prostu Lisa uznała, że z nas dwóch to ja jestem tym mniejszym złem i tyle – dodał po chwili z nostalgicznym uśmiechem, a gdy coś niespodziewanie ścisnęło go za serce, zmarszczył brwi i wlepił szkliste spojrzenie przed siebie.
    ______Zanim jednak Teresa ponownie zdążyła się odezwać, ciszę między nimi przerwał jakiś głęboki męski głos, natychmiast wyrywając oboje z rozmyślań. Michael odwrócił się przez ramię, spoglądając prosto w brązowe tęczówki zmierzającego w ich kierunku szatyna.
    ______- Tess! – zawołał z szerokim uśmiechem i zupełnie ignorując obecność Dawsona pocałował zaskoczoną dziewczynę w policzek, a potem z jawnym wyzwaniem spojrzał Michaelowi w oczy i niby od niechcenia objął Tess ramieniem w pasie.
    ______- [link widoczny dla zalogowanych], to jest Michael, mój mąż – odezwała się Teresa i robiąc nacisk na ostatnie słowo, zgrabnie wyśliznęła się z objęcia mężczyzny. – Mike, to Connor Andrews, kolega z pracy, który …
    ______- … który cię tu przywiózł – dokończył za nią Dawson schrypniętym od napięcia głosem, siłując się z szatynem na spojrzenia i gdyby wzrok mógł zabijać, Andrews już byłby trupem.
    ______- Miło mi cię poznać – powiedział Connor ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy i wyciągnął do Michaela dłoń, którą ten z pełną premedytacją zignorował, bo ręka świerzbiła go niemiłosiernie, ale do czegoś kompletnie innego niż wymiana uprzejmości. Nigdy jeszcze nie czuł tak przemożnej potrzeby przyozdobienia komuś gęby, jak w tej chwili i tylko ze względu na to, że była z nim Tess zdołał ostatkiem sił się pohamować. – Zawsze podziwiałem małżeństwa, które pomimo rozwodu zamiast drzeć ze sobą koty, potrafią zachowywać się jak przyjaciele. Cieszę się, że Tess nie musi przechodzić przez ten czas we łzach i nikomu niepotrzebnych awanturach – wytrajkotał Connor, nie przejmując się zupełnie nieprzyjaznym nastawieniem Dawsona. Uśmiechnął się szeroko i spojrzał w oczy Teresie, która jednak szybko odwróciła głowę i poruszyła się niespokojnie, robiąc mały krok w kierunku męża. – Jesteśmy dorośli, więc możemy zachowywać się jak cywilizowani ludzie, prawda? – zagadnął, po czym zupełnie jakby nie dostrzegał tego, że dziewczyna czuje się nieswojo, wyciągnął dłoń by w czułym geście założyć jej kosmyk włosów za ucho.
    ______- Za chwilę zwyczajnie po ludzku i w cywilizowany sposób przemebluję ci szczękę, jak nie zabierzesz łap od mojej żony! – wycedził przez zęby Michael, wpatrując się w Andrewsa płonącymi wściekłością zielonymi tęczówkami, które pociemniały tak bardzo, że trudno było odróżnić je od źrenic.
    ______Uśmiech Connora w jednej chwili zgasł, w oczach zamigotał wrogi błysk, a ręka zawisła w powietrzu w pół drogi.
    ______- Wybacz, ale musimy wracać – powiedziała Teresa, zwracając się bezpośrednio do kolegi i jednocześnie przerywając niemą wojnę, jaką toczyli między sobą obaj mężczyźni, a która przy wybuchowym charakterze Dawsona mogła prowadzić tylko do katastrofy.
    ______- Zadzwoń, Tess – mruknął Andrews i zrobił krok w jej stronę, jakby miał zamiar pocałować ją w policzek na pożegnanie, ale widząc ostrzegawcze spojrzenie Michaela, który wpatrywał się w niego niczym wykuty z marmuru posąg, szybko zrezygnował i tylko uśmiechając się do niej przepraszająco, ruszył w swoją stronę.
    ______Mike odprowadził go wzrokiem, a wyczuwając na sobie spojrzenie żony, odważnie zajrzał jej w oczy, wciąż uparcie przy tym milcząc. Nie zamierzał jednak w tej chwili dyskutować na jakikolwiek temat, więc zacisnął mocniej zęby z wściekłości i nie zastanawiając się ani chwili, wyminął Teresę, kierując się prosto do wyjścia na parking.
    ______Przez całą drogę do samochodu, a potem podczas jazdy do domu żadne z nich nie odezwało się nawet słowem, nie podejmując jakiejkolwiek próby przerwania tej dręczącej ciszy, jaką się wzajemnie torturowali. Michael co jakiś czas tylko to zaciskał, to rozluźniał palce na kierownicy, kontrolnie zerkając we wsteczne lusterko i starając się wykorzystać te kilkanaście minut drogi na uspokojenie nerwów, bo wiedział, że jeśli wybuchnie, powie coś czego później pożałuje, niszcząc tym samym tę cienką nić porozumienia jaka zawiązała się w między nim a Tess. Mimo wszystko jednak nie potrafił przejść do porządku dziennego nad tym w jak zuchwały sposób Connor zachowywał się wobec jego żony. Ślepy by zauważył, że Andrews ma chrapkę na Tess, bo ślinił się na jej widok jak niemowlę na butelkę mleka i Mike nie wierzył w to, że przez dwa lata wspólnej pracy nie próbował przekroczyć granicy w koleżeńskiej relacji. Świadomość, że w życiu jego żony był jakiś inny facet i wszystkie natrętne myśli, które przelatywały mu przez głowę z prędkością światła, że być może Connor położył lepkie łapska na JEGO Tess, że jej było dobrze, a może nawet lepiej niż z mężem, którego chce zostawić dla takiego pajaca, nie pomagały Dawsonowi ułożyć sobie śmietnika, jaki miał w tej chwili w głowie i tylko jeszcze bardziej podsycały jego gniew.
    ______Zrobił głęboki wdech i gwałtownie zahamował na podjeździe, a potem wyłączył silnik i zaciskając place na kierownicy, wbił wzrok w przednią szybę, jakby tam miał nadzieję znaleźć jakieś cudownej rozwiązanie wszystkich swoich problemów, ale nie było tam niczego; ani jednej, przeklętej maleńkiej wskazówki. Trwał, więc dalej w bezruchu i milczał uparcie, bojąc się odezwać, nawet wtedy, gdy po raz kolejny dzisiejszego dnia wyraźnie wyczuł na sobie spojrzenie żony.
    ______- Mike….
    ______- Spałaś z nim? – wypalił bez zastanowienia, nadal na nią przy tym nie patrząc, a kiedy nie doczekał się odpowiedzi, przymknął powieki i przełknął ogromną gulę, jaka uformowała mu się w gardle. – Odpowiedz, Tess. Muszę to wiedzieć, do cholery! Spałaś z nim? – ponaglił udręczonym głosem, ale zamiast odpowiedzi usłyszał tylko mocne trzaśnięcie drzwiami i wiedział, że przegiął. Zaklął szpetnie pod nosem i kilka razy uderzył dłońmi w kierownicę, a potem odchylił się na oparcie fotela i przesunął rękoma po twarzy, zastanawiając się ile jeszcze błędów popełni i kiedy przez swoją własną głupotę ostatecznie zaprzepaści szansę na odzyskanie kobiety swojego życia.


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 18:28:40 08-09-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:39:51 08-09-16    Temat postu:

O, od dawna ten odcinek czekał na wstawienie ?
Jejku... Zaczynam mieć coraz większe wątpliwości, czy Mike i Tess w końcu się dogadają. Co już są na dobrej drodze, to coś albo ktoś musi w końcu namieszać. Z jednej strony rozumiem Tess, mogła poczuć się urażona, no ale z drugiej strony to w końcu ona odeszła i Mike ma prawo podejrzewać różne rzeczy. Tym bardziej jak taki Connor zachwuje się jak dupek.
Ech, czuję, że teraz jeszcze trudniej będzie im się pogodzić, ale liczę, że jednak wkrótce to nastąpi
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:47:26 08-09-16    Temat postu:

Moniś, mam całkiem spory zapas, więc to chyba powinno wystarczyć za odpowiedź
A co do Twoich spostrzeżeń, to ... hm... czasem nie wszystko jest tylko białe, albo tylko czarne i nie wszystko widoczne jest na pierwszy rzut oka Tyle w zasadzie mogę napisać
Cieszę się, że wciąż masz ochotę to czytać - dziękuję :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:18:32 09-09-16    Temat postu:

To ładnie długo trzymałaś nas w niepewności, co dalej. Chyba zacznę częściej przypominać się o odcinek
Czyli jak zwykle pozostaje czekać i czekać
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:21:08 09-09-16    Temat postu:

No trochę... przyznaję się bez bicia
Dokładnie tak, ale może już nie tak długo
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:15:32 27-09-16    Temat postu:

    ______________________________________________


    ______Zerknął na tarczę zegarka przy lewym nadgarstku i westchnął cicho, a potem przesunął dłońmi po twarzy i wciąż wspierając łokcie o zgięte kolana, splótł palce w koszyczek. Od dobrych trzydziestu minut siedział w poczekalni przed gabinetem ojca, czekając aż pacjent, który najwidoczniej dzisiejszego dnia postanowił przedłużyć swoją cotygodniową wizytę, w końcu zdecyduje się wyjść. Im dłużej tu siedział, tym większe odnosił wrażenie, że czas sprzysiągł się przeciwko niemu i wystawiając jego cierpliwość na ogromną próbę, rozciąga się jak guma, śmiejąc mu się przy tym prosto w twarz. Naprawdę chciał mieć to już za sobą, tym bardziej, że zdawał sobie sprawę jak trudne będzie to spotkanie i to nie tylko ze względu na to, że jego stosunki z ojcem dalekie były od rodzinnych. Do cholery, nie były nawet poprawne.
    ______Przymknął na moment powieki i ścisnął nasadę nosa palcami, a potem zerknął przez ramię na siedzącą obok niego Nikki, która beznamiętnie przerzucając kolejne strony jakiegoś durnego czasopisma, sprawiała wrażenie dziewczyny, która ma wszystko w głębokim poważaniu i której kompletnie na niczym nie zależy.
    ______- Tatuś chyba ma cię głęboko w d***e, skoro każe ci czekać pod drzwiami jak psu – wypluła z siebie z jadem, nawet na niego przy tym nie patrząc.
    ______Dylan skrzywił się na te słowa i pokręcił głową z niedowierzaniem. Nie miał pojęcia, gdzie podziała się ta Nicole, w której bez pamięci się zakochał i dla której gotów był zrobić naprawdę wszystko, byle tylko była z nim szczęśliwa. Pamiętał jej zaraźliwy uśmiech, błyszczące radośnie jasne tęczówki, w których niezmiennie każdego dnia przez siedem lat odbijało się prawdziwe szczęście i bezwarunkowa miłość. Uwielbiał jej spontaniczność i tą energię, którą emanowała od samego rana sprawiając, że w jego życiu pojawiały się barwy; uwielbiał to, w jaki sposób się do niego przytulała, gdy widziała, że coś go trapi; uwielbiał wieczory, kiedy zaciągał ją do kuchni i mimo jej wymówek, że ma dwie lewe ręce do gotowania, razem przyrządzali kolację. Teraz, po tych chwilach i tamtej Nicole nie było już śladu, a on do dzisiaj nie potrafił w to uwierzyć, bo przecież jeszcze niecałe dwa lata temu snuł plany na przyszłość; chciał się ożenić i założyć rodzinę. Nie przypuszczał nawet, że cały jego mały świat, który budował z Nikki, w jednej chwili obróci się w pył, a z ich wspólnego życia pozostaną tylko zgliszcza. Dwoił się i troił by to, co się posypało jakoś skleić znów w całość i choć był w pełni świadomy, że te rozbite kawałki nigdy już nie będą takie same, miał głęboką nadzieję, że jego miłość wystarczy. Szybko jednak i w dość brutalny sposób przekonał się, że nie jest w stanie kochać i walczyć za dwoje, niezależnie od tego jak mocno będzie się starał. To co łączyło go z Nikki umierało powoli przez kilka miesięcy, aż w końcu całkiem się wypaliło, a oni przypominali dwójkę obcych sobie ludzi, którzy szczerze nie znoszą swojego towarzystwa i to chyba bolało go najbardziej.
    ______Odetchnął głęboko i w trybie przyspieszonym wrócił do rzeczywistości, gdy poczuł drobną dłoń na ramieniu.
    ______- Napijecie się czegoś? – zapytała Jasmine, która z teczkami wspartymi na przedramieniu weszła właśnie do poczekalni. – Nie wiem ile to jeszcze potrwa – dodała, uśmiechając się przepraszająco do Dylana.
    ______- Nie, dzięki, Jass – odparł Dylan, a gdy dziewczyna kiwnęła głową w odpowiedzi i podeszła do swojego biurka, zwiesił głowę i nerwowo przetarł palcami czoło.
    ______- To z nią się teraz pieprzysz? – zapytała Nicole, niedbale rzucając magazyn na stosik leżący na niskim stoliku przy ścianie i zmierzyła Jasmine nienawistnym spojrzeniem.
    ______- Nie zaczynaj, Nikki – wycedził przez zęby, zerkając na nią przez ramię. – Nie przyszliśmy tu po to byś kogokolwiek obrażała, albo robiła bezpodstawne awantury.
    ______- Ja wcale nie chciałam tu przychodzić, to ty się uparłeś. Tylko, żebyś tego nie pożałował – warknęła. Dylan zacisnął zęby tak mocno, aż mięsień na policzku zaczął mu rytmicznie pulsować i spod zmrużonych powiek przez chwilę siłował się z Nicole na spojrzenia. Zanim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć drzwi do gabinetu ojca otworzyły się i stanął w nich Liam ze swoim pacjentem - niewysokim, okrąglutkim mężczyzną koło czterdziestki w wygniecionych od siedzenia jasnych spodniach i w wysłużonym swetrze w brązową kratkę, spod którego wystawał kołnierzyk białej koszuli.
    ______- Widzimy się za tydzień, panie Evans – powiedział McCaine i uśmiechając się uprzejmie, uścisnął pacjentowi dłoń na pożegnanie.
    ______- Tak jest, doktorze – odparł mężczyzna, po czym odchrząknął cicho i lekko utykając na prawą nogę podszedł do wieszaka po swój płaszcz. Przesunął nieśmiałym spojrzeniem po zgromadzonych w poczekalni, a potem poprawiając palcem wskazującym okulary w okrągłych oprawkach, zgarbił się i truchtem wybiegł z poczekalni, rzucając ciche „do widzenia”.
    ______Nicole prychnęła pod nosem i przewróciła oczami, na ten widok, a gdy Dylan zgromił ją spojrzeniem, uniosła wyzywająco jedną brew i wstała z krzesła.
    ______- Jasmine, możesz już wracać do domu – rzucił Liam, zwracając się do brunetki za biurkiem, a potem poprawiając podwinięty do łokcia rękaw białej koszuli, spojrzał na syna stojącego z Nicole u boku i nie mówiąc słowa, gestem zaprosił ich do środka. Podszedł do biurka, sięgnął po stojący tam kubek i obserwując swoich „gości” znad krawędzi, upił łyk zdecydowanie zbyt chłodnej już kawy.
    ______- Usiądź, Nicole – poprosił spokojnym, wyważonym tonem, kiedy Dylan zamknął za nimi drzwi, a potem odstawił kubek z powrotem na biurko i chwycił gruby notes. – Zamierzasz rozmawiać stojąc na baczność? – spytał i unosząc wysoko jedną brew, spojrzał na Nicole, która stała na środku gabinetu ze skrzyżowanymi na piersiach przedramionami i sprawiała wrażenie osoby, która nie marzy o niczym innym jak o tym by wyjść stąd szybciej niż weszła. – Wierz mi lub nie, ale wygodniej rozmawia się siedząc.
    ______- Nikt nie powiedział, że ja zamierzam rozmawiać – fuknęła, odważnie spoglądając Liamowi w oczy.
    ______- Nikki… - warknął Dylan, ściągając na siebie jej błyszczące bojowo spojrzenie. – Dlaczego, do ciężkiej cholery, utrudniasz?
    ______- Nie prosiłam byś mnie tu za sobą wlókł! Nie mam potrzeby uzewnętrzniać się przed kimś pokroju twojego ojca, tym bardziej, że miał cię głęboko gdzieś przez siedem lat, a mnie zawsze traktował jakbym nie dorastała twojej rodzinie do pięt – syknęła, przenosząc wzrok z byłego narzeczonego na jego ojca. – Mylę się, panie d o k t o r z e ? – spytała z drwiną, przybierając na twarz najbardziej słodki uśmiech jaki miała w zanadrzu, choć bardziej przypominał gorzki grymas niż cokolwiek innego.
    ______- Masz problem, Nicole, i jesteś tu by go rozwiązać … - zaczął Liam, ze stoickim spokojem, ale Nikki nie pozwoliła mu skończyć.
    ______- gów*o pan o mnie wie! – wyrzuciła mu prosto w twarz, mierząc go nienawistnym spojrzeniem.
    ______Dylan zrobił krok w jej stronę i otworzył usta by coś powiedzieć, ale ojciec pokręcił głową bez słowa, dając mu znak, by pozwolił jej mówić. Wsparł, więc ręce na biodrach, zwiesił głowę i zrobił kilka głębokich wdechów, starając się zapanować nad sobą na tyle, by jeszcze nie pogorszyć całej i tak beznadziejnej sytuacji.
    ______- W takim razie mi opowiedz – powiedział Liam, odkładając notatnik na niski stolik przed fotelem, na którym zazwyczaj siedział, gdy przyjmował pacjentów. – Po to tu jesteś, a ja jestem po to by ci pomóc – dodał i zaglądając jej głęboko w oczy, wsunął dłonie do kieszeni eleganckich spodni.
    ______- A co się takiego stało, że postanowił pan mi pomóc? Nagle cudownie pana olśniło i przypomniał pan sobie o istnieniu jedynego syna i jego, już teraz byłej narzeczonej?
    ______- Nie rozmawiamy o mnie, Nicole – odezwał się Liam z cierpliwością, o jaką Dylan nawet by go nie podejrzewał, ale dopiero teraz widząc to na własne oczy, w pełni uświadomił sobie jak cholernie dobry w tym, co robi jest jego ojciec. Żałował tylko, że ten nigdy nie potrafił być równie dobrym i cierpliwym rodzicem, angażując się w pełni w życie syna tak jak to robił wobec swoich pacjentów.
    ______Zaśmiał się pod nosem do własnych myśli i pokręcił głową z rezygnacją, zerkając przelotnie na Nikki, która najwidoczniej nie zamierzała wcale zaprzestać swoim wyrzutom, a nawet śmiało mógł powiedzieć, że dopiero się rozkręcała i zaczynał bać się tego, do czego to wszystko ich zaprowadzi.
    ______- Tak. Rozmawiamy o mnie, więc pytam swojego niedoszłego teścia, gdzie pan był do cholery, przez siedem lat? – zapytała jadowicie, ale zanim Liam zdążył cokolwiek odpowiedzieć, Nicole wyrzuciła z siebie kolejny potok słów, a on pozwolił jej na to bez słowa protestu. – Nie zadał pan sobie nigdy trudu by mnie poznać, czy o cokolwiek zapytać, a skoro teraz mam się przed panem wyspowiadać, to bardzo proszę – warknęła, rozkładając demonstracyjnie ramiona, jakby dokonywała jakiejś spektakularnej prezentacji przed komisją. - Moi rodzice to obrzydliwie bogaci durnie, dla których zawsze najważniejsza była reputacja, a ja niestety nigdy nie pasowałam do ich nieskazitelnego obrazka idealnej, książkowej rodziny z wyższych sfer, więc kiedy tylko nadarzyła się ku temu okazja oddali mnie do szkoły z internatem. Potem, kiedy poszłam na studia, oczywiście nie takie, jakich życzyliby sobie moi rodzice, kochany tatuś kupił mi mieszkanie przy uczelni z jasnym przekazem, że mam się wynieść z ich bajkowej willi, a na moje miejsce matka kupiła sobie dwa zasrane Yorki, które leżą na stole i żrą z nią z jednego talerza…
    ______- Nikki, daj już spokój … – odezwał się Dylan opanowanym tonem i delikatnie chwycił ją za nadgarstek, ale wyszarpnęła się natychmiast z jego uścisku jakby poraził ją prąd i posłała mu wściekłe spojrzenie.
    ______- Zamknij się, Dylan! Chciałeś, żebym rozmawiała, to teraz milcz! – wycedziła przez zęby, wcelowując w niego palec wskazujący, ale on tylko wykrzywił usta w grymasie bólu i spojrzał na ojca, jakby szukał u niego jakiejkolwiek pomocy.
    ______Liam natomiast skinął lekko głową i uniósł rękę w uspokajającym geście, jakby bez pomocy słów, chciał przekazać synowi, że ma wszystko pod kontrolą i wie, co robi. Dylan z trudem przełknął ślinę i zdając sobie sprawę, że w tej sytuacji musi po prostu w pełni zaufać ojcu, wsunął zaciśnięte w pięści dłonie do kieszeni jeansów i pozwolił mu robić swoje.
    ______- Skoro chce pan dalej dokonywać analizy mojej pokręconej psychiki, to ułatwię panu zadanie – fuknęła, odważnie zaglądając w oczy Liamowi, który nadal stał w miejscu z twarzą niezdradzającą kompletnie żadnych emocji i inteligentnym, jasnym spojrzeniem utkwionym w Nikki, jakby za wszelką cenę chciał utrzymać z nią kontakt wzrokowy. – Skończyłam studia z wyróżnieniem, by udowodnić burżuazyjnym rodzicom, że jestem coś warta i byłam naprawdę dobra w tym co robiłam, a potem jeszcze poznałam pańskiego syna i wydawało mi się, że złapałam pana boga za nogi – wydusiła z siebie łamiącym się głosem, a Dylan, który do tej pory w milczeniu przysłuchiwał się temu monologowi, uniósł głowę i spojrzał na nią, choć uparcie unikała patrzenia na niego. – Byłam szczęśliwa i z całego serca kochałam Dylana. Nie dlatego, że miał bogatego ojca, willę z basenem i wypasiony samochód, bo ja miałam w dzieciństwie dokładnie to samo i nigdy nie przyniosło mi to radości. Niezależnie od tego, co pan sobie o mnie myśli i do której szufladki mnie pan wrzucił już pierwszego dnia, gdy się poznaliśmy, chciałam być z pańskim synem, bo dał mi to, czego nigdy nie otrzymałam od własnej rodziny. Chciałam zrobić wszystko by go uszczęśliwić tak jak on uszczęśliwiał mnie, choć zawsze z tyłu głowy paliła mi się czerwona lampka, że nie jestem i pewnie nigdy nie będę dla niego dość dobra, tak jak nie byłam dość dobra dla moich rodziców … - szepnęła, gdy niespodziewanie głos odmówił jej współpracy, a długo powstrzymywane łzy w końcu strumieniami popłynęły po policzkach.
    ______Dylan przełknął ogromną gulę, jaka stanęła mu w gardle i zaciskając mocniej pięści, zdusił w sobie chęć przygarnięcia Nicole do siebie i zamknięcia jej w swoich ramionach. Wiedział doskonale, że jeśli to zrobi ona go odepchnie i być może nigdy więcej nie zdecyduje się wyrzucić z siebie tego, co wciąż ją bolało i z czym zmagała się samotnie przez te wszystkie lata. W tym momencie to była ich jedyna szansa i przynajmniej jakiś początek do tego by jej pomóc wyjść z dołka, w jaki sama się zapadała.
    ______- I wygląda na to, że miał pan cholerną rację – zaśmiała się niemal histerycznie, nerwowo ocierając ślady łez wierzchem dłoni. – Uszczęśliwiłam Dylana na chwilę, po to by ostatecznie złamać mu serce, odbierając to co było dla niego najważniejsze i czego pragnął najbardziej na świecie ...
    ______- Nikki … - szepnął z bólem Dylan i zrobił ostrożny krok w jej stronę, wreszcie pochwytując jej szkliste spojrzenie, w którym było tyle cierpienia i rozpaczy, ile on sam nosił w sercu przez ostatnie półtora roku. Zmarszczył brwi i wyciągnął w jej stronę rękę, ale pokręciła głową bez słowa i szybko się cofnęła, umykając przed jego dotykiem tak jak to robiła przez ostatnie miesiące ich związku. – To nie była twoja wina – zapewnił szczerze spokojnym, wyważonym tonem, choć przychodziło mu to z ogromnym trudem, bo w nim samym kotłowało się w tej chwili od emocji.
    ______- Zabiłam je, Dylan … - szepnęła i nie mogąc dłużej powstrzymywać szlochu, zasłoniła usta dłonią i pozwoliła płynąć łzom, które wsiąkały w jej czarny sweterek, ukryty częściowo pod skórzaną kurtką.
    ______McCaine w oka mgnieniu znalazł się przed nią i delikatnie ujmując jej twarz w obie dłonie, zachęcił by spojrzała mu w oczy.
    ______- Poroniłaś, Nikki – powiedział, wpatrując się w nią w taki sposób, jakby siłą samego spojrzenia usiłował zmusić ją by w końcu uwierzyła w jego słowa, które na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy powtarzał jak mantrę. – To się zdarza. Nie było w tym niczyjej winy – powtórzył, zdeterminowanym wzrokiem przebiegając po jej zapłakanej twarzy i w końcu zatrzymując się dłużej na jej zaszklonych bladoniebieskich tęczówkach, którymi niestrudzenie się w niego wpatrywała, niczym mała, zagubiona dziewczynka, która szuka u kogoś wsparcia. Szybko jednak na powrót w jej oczach pojawił się chłód, a ona wzniosła wokół siebie mur, którego Dylan nie potrafił już przeskoczyć. Siąknęła cicho nosem, a potem pokręciła głową jakby nie dopuszczała do siebie jego słów i zaplatając szczupłe palce na jego nadgarstkach, odsunęła je od swojej twarzy.
    ______- Teraz wszyscy są zadowoleni – odezwała się pewniejszym głosem, jakby przed momentem wcale nie rozgrzebywała własnych ran i przeniosła wściekłe spojrzenie na stojącego wciąż w tym samym miejscu Liama, który nadal nie odezwał się nawet słowem. – Teraz wie pan wszystko i niewiele mnie interesuje, co pan zrobi z tą wiedzą. Ja skończyłam – fuknęła i po raz ostatni zaglądając Dylanowi w oczy, zaczęła się wycofywać do drzwi.
    ______- Nikki, nie rób tego – poprosił z rezygnacją, ale ona tylko uniosła ręce w geście poddania, odwróciła się na pięcie i wyszła zostawiając za sobą otwarte drzwi.
    ______Dylan zaklął szpetnie pod nosem, przesunął dłońmi po twarzy i w końcu odważnie spojrzał na ojca, który wyglądał tak jakby właśnie dostał obuchem w głowę, a jego zazwyczaj lodowate spojrzenie, teraz błyszczące smutkiem, zrozumieniem i współczuciem, powiedziało Dylanowi więcej niż jakiekolwiek słowa, które mimo wszystko zawisły między nimi niczym gilotyna nad głową skazańca. Nie był tylko pewien, czy rozmowa w zaistniałej sytuacji jest dla nich dobrym pomysłem, więc odchrząknął cicho i wykrzywiając usta w gorzkim grymasie, zrobił tyłem krok w kierunku wyjścia.
    ______- Zadzwonię – rzucił, a kiedy Liam sztywno skinął mu głową na zgodę, odwrócił się i pospiesznie wybiegł z gabinetu, mając nadzieję, że jednak uda mu się dogonić Nicole.


    ______- Odezwiesz się do mnie? – zapytał cicho, kiedy pół godziny później wszedł za roztrzęsioną Nicole do jej mieszkania. Nie zaszczyciła go jednak ani jednym spojrzeniem i nie raczyła nawet odpowiedzieć, jasno dając mu w ten sposób do zrozumienia, że nie jest mile widzianym gościem w jej domu.
    ______Westchnął ciężko i zamknął za sobą drzwi, a potem oparł się o nie plecami i odetchnął głęboko kilka razy. W końcu słysząc zgrzyt odpalanej zapalniczki, powędrował wzrokiem w kierunku kuchni, odepchnął się od drzwi i powoli wszedł w głąb mieszkania, dostrzegając Nikki stojącą tyłem do niego przy kuchennej wyspie. Wciąż miała na sobie skórzaną kurtkę i wciąż drżała na całym ciele, zaciągając się głęboko nikotynowym dymem trzymanego między palcami cienkiego papierosa.
    ______- Nikki … - odezwał się, ale gdy nadal nie zareagowała w żaden sposób, nie odrywając od niej błękitnego spojrzenia, ostrożnie do niej podszedł, zatrzymując się tuż za jej plecami, na tyle daleko jednak by jej nie dotykać. – Co mogę jeszcze zrobić, żebyś uwierzyła, że to, co się stało to nie była twoja wina? – spytał bezradnie i przymknął powieki, nie mogąc pozbyć się z głowy wyrazu jej oczu w gabinecie ojca, gdy wyrzucała z siebie słowa bolesnej dla nich obojga prawdy.
    ______- Chciałam tego dziecka … - szepnęła, odkładając tlącego się papierosa do popielniczki, a potem wsparła dłonie na blacie i zwiesiła głowę.
    ______- Wiem – powiedział Dylan i instynktownie objął jej ramiona silnymi dłońmi. Nicole odwróciła się wtedy gwałtownie i bez ostrzeżenia przylgnęła do niego całym swoim szczupłym ciałem, wsuwając dłonie pod jego skórzaną kurtkę i zaciskając palce na materiale koszulki na jego plecach. McCaine odetchnął głęboko i czując nieznośny ucisk w piersi, głośno przełknął ogromną kulę, która uformowała mu się w gardle. Zmarszczył brwi i nie zastanawiając się zbyt długo, przytulił Nikki do siebie czule, pozwalając je płakać tak długo dopóki nie poczuje się lepiej, bo wiedział, że nic innego nie mógł w tym momencie dla niej zrobić. Wsunął dłoń pod jej włosy i delikatnie opuszkami palców rozmasował spięte mięśnie jej karku, a gdy poczuł wyraźnie jak jej ciało nareszcie się rozluźnia, odruchowo musnął wargami czubek jej głowy.
    ______W końcu Nicole powoli odsunęła się od niego i siąkając cicho nosem, spojrzała mu w oczy, zamglonymi niebieskimi tęczówkami, w taki sposób jakby za wszelką cenę usiłowała coś w nich znaleźć. Zanim jednak Dylan zdążył cokolwiek powiedzieć, Nikki chwyciła za poły jego kurtki i niespodziewanie sięgnęła do jego ust. Początkowo zaskoczony takim obrotem spraw, w typowo samczy sposób biernie przyjął pocałunek, a gdy otrząsnął się na tyle, by być w pełni świadomym tego, co się dzieje, machinalnie poruszył wargami, oddając pieszczotę. Nicole zachęcona jego reakcją, przesunęła dłonią wzdłuż jego torsu, aż zatrzymała palce na sprzączce paska i przylgnęła do niego jeszcze ciaśniej, jednocześnie łaskocząc jego górną wargę językiem, jakby zapraszała jego język do swoich ust. To właśnie wtedy Dylan dobitnie uświadomił sobie, że kompletnie niczego już nie czuje. Nie było iskier i naładowanego elektrycznością powietrza, nie było namiętności i tego ognia, który czuł w środku za każdym razem, gdy kochał się z Nicole, nawet jego ciało nie reagowało na jej dotyk tak jak kiedyś. Jego mózg dopiero teraz z prędkością światła wrócił do rzeczywistości, a on sam natychmiast przerwał pocałunek i oddychając ciężko, pokręcił głową z rezygnacją.
    ______- Dylan …
    ______- Nie, Nikki – powiedział stanowczo i spojrzał jej prosto w oczy, w których poza tą samą jasną barwą nie było nic znajomego, a on zdał sobie sprawę, że kobietą, której naprawdę pragnął od dawna nie była Nicole. – Pójdę już – dodał i chwytając ją delikatnie za nadgarstki odsunął je od siebie, wytrzymując jej rozżalone spojrzenie, w którym na powrót wzbierały łzy.
    ______Wiedział, że popełnił błąd, a wspólny powrót do bolesnej przeszłości na chwilę przysłonił mu zdrowy osąd sytuacji, ale chciał być uczciwy wobec siebie i wobec Nikki. Nie chciał dawać jej nadziei na coś, co już nigdy nie wróci, tym bardziej, że na jego sercu swoje imię wypaliła inna kobieta, dla której kompletnie stracił głowę. Owszem, zależało mu na Nikki, bo przecież spędzili ze sobą siedem lat, planując wspólną przyszłość i nie mógł tak po prostu odciąć się od niej, zwłaszcza teraz, gdy potrzebowała wsparcia, a nie miała nikogo prócz niego. Chciał jej pomóc i pragnął by była szczęśliwa, ale każde z nich powinno pójść w swoją stronę i zacząć życie od nowa. Osobno, dlatego taka sytuacja jak ta sprzed chwili nigdy więcej nie powinna mieć miejsca, dla dobra obojga.
    ______Zrobił, więc głęboki wdech, a potem obejmując dłonią głowę Nicole, musnął jej czoło wargami, odwrócił się bez słowa i pospiesznie opuścił mieszkanie, cicho zamykając za sobą drzwi. Zbiegł po schodach i jak tornado wystrzelił z budynku, po chwili wsiadając do swojego ukochanego Chargera. Zacisnął dłoń na kierownicy i odchylił głowę na zagłówek, przez nieskończenie długą chwilę wpatrując się w samochodowy sufit, ale niezależnie od tego jak bardzo marzył o tym by pojawiło się tam jakieś cudowne rozwiązanie wszystkich jego utrapień, nie było go tam. Westchnął ciężko, a potem zupełnie bez namysłu sięgnął do kieszeni po telefon i przesunął kilka razy kciukiem po wyświetlaczu, dopóki z ekranu nie spoglądała na niego uśmiechnięta twarz Charlie. Jak urzeczony wpatrywał się w jej błyszczące radośnie, ciemne oczy i ten przeklęty dołeczek w policzku, który zwalał go z nóg za każdym razem, gdy Charlotte się do niego uśmiechnęła. Była niczym słońce, które swoim blaskiem rozświetliło jego ponury świat, dając mu nadzieję na lepsze jutro. Potrzebował w tej chwili jej obecności bardziej niż powinien i z całego serca pragnął przynajmniej usłyszeć jej głos po drugiej stronie linii, ale zdawał sobie sprawę z tego, że nie miał prawa mieszać jej w swoje problemy. Zwłaszcza, w takie problemy.
    ______Pokręcił głową z rezygnacją, a potem ostatni raz zerknął na numer telefonu wyświetlony pod zdjęciem, ostatecznie zwalczając w sobie pokusę zadzwonienia do Charlie. Przymknął powieki i śmiejąc się bez cienia wesołości, rzucił telefon na fotel pasażera, a potem z piskiem opon odjechał spod budynku, kierując się w jedyne miejsce, w którym wiedział, że znajdzie wsparcie. Do baru Joe Kennera.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:44:54 01-10-16    Temat postu:

No i rozjaśniła się nam sytuacja Nikki i Dylana. Domyślałam się, że coś takiego ich właśnie spotkało. Jednak Nicole nie poradziła sobie z tą sytuacją. Z jednej strony ją rozumiem, nie dała rady emocjonalnie, tym bardziej z jej orzeszłością, ale szkoda, że nie dała sobie pomóc wcześniej i że tak odepchnęła i jednocześnie unieszczęśliwiła Dylana. A teraz co? Liczyła nagle na coś więcej? Upojna noc/dzień, chwilowe szaleństwo i co dalej? Ale z drugiej strony nie spodziewałam się, że Dylan aż tak zaangażuje się z Charlie. Co tu dużo mowić - czekam na więcej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 1:01:04 01-10-16    Temat postu:

Cieszę się, że stała się jasność, przynajmniej na moment Jak widać na załączonym obrazku Nikki jest rozchwiana emocjonalnie, więc nie ma się co dziwić, że raz krzyczy i przeklina, a za chwilę jej się odmienia
Resztę Twojego komentarza pozostawię bez komentarza - wiadomo, dla dobra sprawy
Dzięki, że wciąż jesteś, Monia :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:53:13 01-10-16    Temat postu:

Jestem zawsze i wciąż
Wiadomo, nic nie możesz więcej zdradzić, rozumiem
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:40:58 24-10-16    Temat postu:

A tutaj kiedy coś nowego się pojawi ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:19:52 25-10-16    Temat postu:

    ________________________________________________


    ______Napełniając kufel piwem, ponad nalewakiem zerknął na siedzącego przy barze Dylana, który od dobrych kilkunastu minut wgapiał się tępym wzrokiem w obracany w palcach pusty kieliszek i wyglądał przy tym tak, jakby usiłował wyczytać z niego swoją przyszłość.
    ______Ray postawił przed kolejnym klientem kufel, a kiedy ten podziękował mu skinieniem głowy, uśmiechnął się uprzejmie, uprzątnął puste szkło pozostawione przez dwóch gości, opuszczających właśnie lokal i przetarł lnianą ściereczką ladę. Zerknął kontrolnie w drugi koniec baru, gdzie krzątała się Jade przygotowując drinka dla klientki, a potem wsunął ściereczkę do tylnej kieszeni ciemnych jeansów i podszedł do przyjaciela.
    ______- Poszło, aż tak źle? – zagadnął, od razu domyślając się, co było przyczyną stanu, a jakim w tej chwili znajdował się McCaine.
    ______- To była katastrofa na całej linii – oznajmił Dylan i wykrzywiając usta w gorzkim grymasie, przesunął kieliszek po ladzie w stronę przyjaciela. – Nalej mi jeszcze – poprosił i wspierając łokcie na barze, przetarł twarz dłońmi, a potem przeczesał włosy palcami i zaplótł je na karku, wbijając wzrok w smugę światła z barowych halogenów odbijającą się w lakierowanej ladzie tuż przed nim.
    ______- Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo – powiedział po chwili Ray i napełniwszy kieliszek alkoholem, wsparł dłonie na roboczym blacie. – Ale jeśli już otworzyłeś tą puszkę Pandory nie możesz się teraz wycofać – zauważył poważnym tonem, pochwytując zrezygnowane spojrzenie kumpla. – I nie chodzi tylko o Nikki.
    ______Dylan bez słowa sięgnął po kieliszek i szybkim ruchem przechylił jego zawartość, a kiedy alkohol nieprzyjemnie zapiekł go w gardło, mimowolnie się skrzywił i przetarł usta wierzchem dłoni.
    ______- Wiem – mruknął, lekko schrypniętym głosem. – Nie sądziłem tylko, że Nicole wywlecze na tapetę wszystko, co przyjdzie jej do głowy. I to dosłownie – dodał dosadnie, robiąc wyraźny nacisk na ostatnie słowo.
    ______Rayan ze świstem wypuścił powietrze z płuc i pokręcił głową z rezygnacją, bez pomocy słów doskonale zdając sobie sprawę z tego co teraz miał na myśli Dylan.
    ______- Jest rozgoryczona i raczej nie przepada za twoim ojcem. Z wzajemnością zresztą – stwierdził, sugestywnie unosząc brwi.
    ______- Dlatego zastanawiam się, czy angażowanie w terapię mojego ojca było rzeczywiście dobrym pomysłem.
    ______- Jest najlepszy w mieście, a nawet stanie – zauważył Rayan, krzyżując umięśnione przedramiona na szerokiej piersi. – Poza tym mimo wszystko jest dla Nikki obcym człowiekiem, a fakt, że jest wściekła może pomoże jej otworzyć się bardziej przed nim niż przed jakimkolwiek innym psychiatrą.
    ______Dylan wzruszył ramionami i westchnął ciężko, a potem złożył dłonie jak do modlitwy i palcami ścisnął nasadę nosa.
    ______- Może masz rację. Powinienem z nim pogadać – powiedział cicho i chwytając kieliszek między kciuk, a palec wskazujący, zaczął dnem zataczać na blacie baru równomierne kółka. – Po wybuchu Nikki jakoś nie było ku temu okazji, a ja nawet nie wiem czy w obecnej sytuacji ojciec będzie chciał kontynuować spotkania – dodał, uśmiechając się krzywo pod nosem, ale uśmiech ten nie doszedł do jego niebieskich oczu, które nadal pozostały smutne i przygaszone.
    ______- Daj mu chwilę by się otrząsnął. Nie co dzień człowiek dowiaduje się takich rewelacji – zasugerował Ray, ale Dylan zdążył jedynie skinąć głową na zgodę, kiedy rozdzwoniła się jego komórka.
    ______Sięgnął do kieszeni kurtki i zerknął na wyświetlacz, zamiast jednak odebrać, wyciszył dźwięk i schował telefon z powrotem do kieszeni.
    ______- To mama – wyjaśnił, pochwytując pytające spojrzenie przyjaciela. – Pewnie ojciec z nią rozmawiał, dzieląc się tym, o czym i tak wiedziała już od dawna. A ja nie mam dzisiaj ochoty na jeszcze jedną pogawędkę na ten temat – mruknął zmęczonym głosem i przesunął w stronę Rayana pusty kieliszek, który ten bez słowa napełnił kolejną dawką alkoholu. Zanim jednak Dylan zdążył unieść kieliszek od ust, poczuł silną dłoń na ramieniu, a zaraz potem na wysokim stołku obok niego usiadł Michael, sprawiając wrażenie człowieka, któremu dzisiejszy dzień skopał dupę wcale nie mniej bezlitośnie niż jemu. – Wyglądasz jak kupa gówna – stwierdził McCaine z krzywym uśmiechem.
    ______- Czyli dokładnie tak samo jak ty – odparł złośliwie Mike i przenosząc wzrok na rozbawionego Ray’a, który przyglądał mu się spod wysoko uniesionej brwi, dodał: - Proszę to samo i to najlepiej trzy razy z rzędu.
    ______- Znów Tess? – zagadnął Palmer, stawiając na ladzie czysty kieliszek i napełniając go alkoholem, przelotnie zerknął na szatyna.
    ______- Raczej moja głupota – prychnął i kręcąc głową z rezygnacją, chwycił się dłonią za kark.
    ______- Zaczyna się ciekawie – stwierdził Dylan i wyszczerzył się jak dziecko, kiedy Michael zmroził go wściekłym spojrzeniem.
    ______- Pojechaliśmy razem po prezent dla Zoe i spotkaliśmy tego pajaca, który ją tu przywiózł – wyjaśnił, jakby to miało wszystko tłumaczyć, a potem spojrzał sugestywnie na Dylana i obaj przechylili swoje kieliszki, z brzdękiem niemal jednocześnie odstawiając je z powrotem na ladę. Mike odchrząknął starając się złagodzić pieczenie w gardle i wbił wzrok z puste szkło. – Ślinił się na jej widok jak pies na kawałek kości, no i nie wytrzymałem, a potem …. – urwał i westchnął ciężko, pocierając palcami czoło. – A potem dowaliłem jeszcze do pieca pytając Tess czy z nim spała. Wiem, dałem ciała – dodał zanim którykolwiek z przyjaciół zdążył powiedzieć to za niego.
    ______- Klasyka – mruknął Dylan, kompletnie niewzruszony błyszczącym złowrogo spojrzeniem kumpla.
    ______- Bo ci przywalę!
    ______- Bardzo proszę. To będzie miłe zakończenie dzisiejszego wyjątkowo gównianego dnia – odparł McCaine, wzruszając obojętnie ramionami.
    ______- Hej, chłopaki, co to za miny? – spytała Ronnie i wciskając się pomiędzy ich stołki, odłożyła tacę na ladę baru, a potem objęła ich ramionami i spojrzała najpierw na jednego, potem na drugiego. – Kobiety? – dopytała, a kiedy Dylan parsknął niewesołym śmiechem, poklepała ich po plecach w pocieszającym geście. – Biedaku, jeden z drugim przed wami stoi właśnie facet, który wie jak obchodzić się z kobietą, więc powinniście zapisać się do swojego kumpla na jakieś indywidualne douczanie. Satysfakcja gwarantowana – powiedziała rozbawiona i mrugnęła do Rayana, który pokręcił głową z niedowierzaniem i parsknął wesołym śmiechem.
    ______- O czym mówi Ronnie? – spytał Mike, marszcząc brwi i przyglądając się Ray’owi podejrzliwie spod zmrużonych powiek.
    ______- O niczym – odparł i wzruszając nonszalancko ramionami, instynktownie odwrócił głowę akurat w momencie, w którym w jego kierunku zmierzała Jade. Uśmiechnęła się do niego promiennie i wsunęła dłonie do tylnych kieszeni jeansów, które w seksowny sposób opinały jej apetyczne kształty, przez co oderwanie od niej oczu było jeszcze trudniejsze.
    ______- Poradzisz sobie przez chwilę sam, chciałam skoczyć na przerwę? – zagadnęła, zaglądając mu głęboko w oczy.
    ______- Jasne – mruknął tym swoim zmysłowym, schrypniętym półgłosem, a kiedy usłyszał głośne chrząknięcie Dylana, zaśmiał się i przewrócił oczami. – Jade, poznaj moich durnych kumpli – zreflektował się i kiwnął głową na przyjaciół szczerzących się od ucha do ucha niczym para idiotów. – Michael Dawson i Dylan McCaine – dodał, wskazując dłonią najpierw na jednego, a potem na drugiego.
    ______- Jade Kenner – przywitała się i ponad barem uścisnęła im dłonie.
    ______- Opowiadałam właśnie chłopakom o ostatniej spektakularnej akcji naszego Ray’a – wtrąciła roześmiana Ronnie, na co Palmer jęknął tylko z irytacją i przesunął dłońmi po twarzy, a potem wsparł dłonie na biodrach i ze skruchą spojrzał Jade w oczy.
    ______- A mówiłeś, że nic się nie stało – zauważył Mike i uśmiechnął się cwano, unosząc brwi pod samą linię włosów.
    ______- Bo nie ma o czym gadać – odparł Ray, bezradnie rozkładając ręce.
    ______- Ja uważam inaczej – odezwała się Jade, natychmiast ściągając na siebie błyszczące spojrzenie Rayana, który wpatrywał się w jej cudowne zielone oczy, w taki sposób, od którego ugięły się pod nią kolana, a oddech momentalnie przyspieszył. Kiedy bezwiednie zwilżyła spierzchnięte wargi językiem, wzrok Ray’a odruchowo uciekł w tamtą stronę, a kąciki ust uniosły się w lekkim uśmiechu. – Wrócę za piętnaście minut – powiedziała, gdy jego spojrzenie wróciło do jej oczu i uśmiechając się przyjaźnie do siedzących przy barze mężczyzn, wycofała się i po chwili zniknęła na zapleczu.
    ______- Będzie bzykanko – stwierdził Dylan z szerokim uśmiechem, w ostatniej chwili chwytając lecąc w jego stronę lnianą ściereczkę. – Polej, wypijemy za to – dodał i odrzucając materiał Rayanowi, przesunął kieliszki w jego stronę.
    ______- Dołączam się! – zawołała ze śmiechem Ronnie, wyrzucając dłoń do góry.
    ______- Boże, za co ta kara? – jęknął Ray, ale kiedy sięgał po butelkę alkoholu i trzeci kieliszek dla Veronici, mimo wszystko nie potrafił powstrzymać śmiechu.


    ______________________________________________________________ ***


    ______Zmrużył oczy przed promieniami słońca uporczywie świecącymi mu prosto w twarz, a potem skręcił w kolejną alejkę miejskiego parku, wymijając po drodze innych, biegających tego ranka, mieszkańców Chicago.
    ______Od dziecka kochał sport i każdą formę wysiłku fizycznego, jaką mógł zafundować swojemu ciału, choć w obecnej sytuacji nie miał już tak wielu okazji by urwać się na poranny jogging, albo zaszyć się na godzinę na sali treningowej, bo miał w domu czteroletnią córkę, której bez zastanowienia wolał poświęcić każdą swoją wolną chwilę. Mimo wszystko cieszył się, że tego ranka ku uciesze Zoe, Charlie zaoferowała, że wybierze się z nią na cosobotnie zajęcia dla dzieci w tutejszym domu kultury. Jego córka uwielbiała te weekendowe wypady, głównie ze względu na to, że mogła spotkać się tam ze swoimi rówieśnikami, a on korzystając z okazji wybierał się wtedy do parku pobiegać, albo do klubu sportowego by wyżyć się trochę na tamtejszym sprzęcie i przynajmniej odrobinę wyciszyć gromadzące się w nim przez cały tydzień emocje.
    ______Odetchnął głęboko i uniósł kąciki ust w ledwie zauważalnym uśmiechu, kiedy dwie biegnące z naprzeciwka młode kobiety w skąpych strojach, obrzuciły go łakomym spojrzeniem od stóp po czubek głowy. Uśmiechnął się do nich szerzej w ten charakterystyczny dla siebie sposób, eksponując dołeczek w prawym policzku, na którego widok, obie nagle zwolniły tempa i zagryzając dolne wargi zaczęły szeptać coś do siebie nawzajem, ani na moment nie odrywając przy tym od niego zuchwałych spojrzeń. Wyminął je jednak bez słowa i mimo tego, że wyraźnie wyczuwał na sobie ich wzrok jeszcze przez dobrą chwilę, ruszył w swoją stronę nie oglądając się już za siebie. Pewnie niejeden wolny facet na jego miejscu skorzystałby z okazji i bez skrupułów zbajerował obie dziewczyny, ale on nigdy nie był typem playboya, który co noc zaliczał inną pannę i nie zamierzał nawet tego zmieniać.
    ______Zaśmiał się pod nosem, w pełni zdając sobie sprawę z tego, że gdyby Dylan słyszał teraz jego myśli, pewnie z miejsca wyłożyłby mu monolog na temat zagrożeń wynikających z trzymania na uwięzi broni masowego rażenia, którą każdy facet chował w spodniach. Pokręcił głową z niedowierzaniem i nie mogąc przestać się śmiać, skręcił w kolejną alejkę, a wtedy niczym tajfun przebiegł obok niego wielki czarny pies, który wydawał się dziwnie znajomy. Ray zwolnił tempo i powędrował za zwierzęciem bystrym spojrzeniem, a kiedy dotarło do niego, że to ogromny dog niemiecki, odwrócił głowę, niemal natychmiast gwałtownie zderzając się z kobiecym drobnym ciałem. Instynktownie objął dziewczynę silnym ramieniem w pasie i odchylając się lekko do tyłu, zajrzał prosto w najpiękniejsze zielone oczy, jakie kiedykolwiek widział.
    ______- Teraz już tak będzie? – spytał i uśmiechnął się szeroko, znów ukazując ten swój uroczy dołeczek w policzku, a kiedy Jade spojrzała mu pytająco w oczy, dodał: - Będziemy się wzajemnie taranować?
    ______- Przepraszam – wydusiła z siebie, przebiegając po jego przystojnych rysach drobiazgowym spojrzeniem i oddychając z coraz większym trudem, kiedy Ray zupełnie nieświadomie przesunął kciukiem po gładkiej skórze na jej plecach w miejscu, gdzie bawełniana koszulka na ramiączkach podjechała jej do góry.
    ______- Ale ja wcale nie narzekam – odparł głębokim, schrypniętym półgłosem i upewniwszy się, że Jade stabilnie stoi na nogach, niechętnie odsunął się od niej.
    ______- Chyba naprawdę jestem pechowcem – stwierdziła, uśmiechając się do niego promiennie i mrużąc oczy przed słońcem, rozejrzała się w poszukiwaniu swojego psa. – Nawet Rex postawił sobie za punkt honoru utrudnienie mi życia.
    ______- Albo chce pomóc swojej ukochanej pani zadbać o formę – odparł Rayan, mrugając do niej z rozbawieniem, a gdy parsknęła śmiechem, powędrował wzrokiem przed siebie i uśmiechnął się jednym kącikiem ust. – A tam jest twoja zguba – dodał, ruchem głowy wskazując na plac zieleni, na którym Rex radośnie ujadając, gonił gołębie.
    ______Jade pokręciła głową z dezaprobatą, a potem złączając palec wskazujący i kciuk, przystawiła je do ust i głośno gwizdnęła, natychmiast ściągając na siebie uwagę Rexa, który energicznie merdając ogonem, puścił się biegiem w jej stronę. Uśmiechnęła się na ten widok i wsparła dłonie na biodrach, a wyczuwając na sobie gorące spojrzenie Rayana, niepewnie spojrzała na niego znad ramienia.
    ______- No, co? – spytała rozbawiona, ale on nadal szczerząc się jak dziecko, pokręcił tylko głową i, orientując się właściwie w ostatniej chwili, wysunął jedną nogę do tyłu by utrzymać równowagę w momencie, w którym Rex przysiadając przed nim, zarzucił mu przednie łapy na ramiona i z radości mlasnął jęzorem tuż przed jego twarzą. Palmer parsknął głośnym śmiechem i z trudem utrzymując równowagę pod ciężarem doga, wszelkimi możliwymi sposobami usiłował uniknąć mokrego pocałunku.
    ______- Rex! – krzyknęła Jade z wyraźną przyganą w głosie, ale widząc rozbawioną minę Rayana sama nie potrafiła powstrzymać śmiechu. – Zostaw! – rzuciła i chwytając za obrożę, lekko pociągnęła ją w swoją stronę dając Rexowi znak, żeby natychmiast się odsunął. Pies składając uszy po sobie, niechętnie wylądował z powrotem na czterech łapach tuż przed Jade, spoglądając na nią maślanymi ślepiami. – Nie wolno skakać na ludzi – powiedziała poważnym tonem, grożąc mu palcem, ale Rex usiadł przed nią i nosem trącił jej rękę, jakby chciał ją zachęcić by go pogłaskała.
    ______- Cwaniak – zaśmiał się Rayan.
    ______- Żebyś wiedział jeszcze, jaki. Idź pobiegać – rzuciła do psa i nie musiała mu dwa razy powtarzać, bo bez zastanowienia wyrwał do przodu jak torpeda, na wypadek gdyby pani jednak miała się rozmyślić. Jade westchnęła z rezygnacją i zrobiła krok do przodu, ale zaraz gwałtownie zgięła się w pół i z sykiem wypuszczając powietrze przez zaciśnięte zęby, chwyciła się za łydkę.
    ______- Co jest? – spytał Ray, kucając przed nią i z niepokojem zaglądając jej w twarz, starał się wyłowić jej spojrzenie, ale bezskutecznie.
    ______- Chyba skurcz mnie złapał – wyjaśniła, boleśnie zagryzając dolną wargę, a wtedy Palmer zupełnie bez zastanowienia wyprostował się i gdy najmniej się tego spodziewała wziął ją na ręce, jakby nic nie ważyła. Podszedł do najbliższej ławki i ostrożnie posadził na niej Jade, po czym sam przerzucił nogę przez deski i siadając okrakiem przodem do dziewczyny, ustawił sobie jej nogę między udami. – Co robisz? – spytała zaskoczona i spojrzała prosto w jego błyszczące łobuzersko brązowe tęczówki, ale Rayan nie odpowiedział. Zamiast tego uśmiechnął się lekko i układając szerokie dłonie na jej łydce, z wprawą zawodowca zaczął rozmasowywać spięte mięśnie, uciskając dokładnie w tym miejscu, w którym powinien.
    ______Z gardła Jade wydobyło się ciche jęknięcie, a Palmer nie przerywając uzdrawiającego masażu, powoli uniósł wzrok i korzystając z okazji, że miała zamknięte oczy, przesunął po jej zgrabnej sylwetce typowo samczym spojrzeniem, chłonąc każdy fragment apetycznego ciała, zwłaszcza, że krótkie szorty i bawełniana bokserka niewiele w tej chwili zasłaniały.
    ______- Często ci się to zdarza? – zapytał po chwili i wracając wzrokiem do swoich dłoni, jednocześnie starał się skupić na masażu, a nie na smakowitym zapachu jej skóry, który bezlitośnie wdzierał się w jego nozdrza, wystawiając jego samokontrolę na cholernie ciężką próbę.
    ______- Czasami – przyznała cicho Jade. – Ale zawsze po wysiłku fizycznym.
    ______- Możesz mieć niedobór magnezu, wapnia i witaminy B, więc proponowałbym zrobić badania, a jeśli moje przypuszczenia się potwierdzą konieczna będzie suplementacja diety – powiedział, ani na moment nie odrywając przy tym wzroku od swoich dłoni, które nadal pracowały nad zlikwidowaniem skurczu. – Po treningu staraj się brać ciepłą kąpiel, to rozluźnia mięśnie. Poza tym pij dużo wody i rób może dłuższe rozgrzewki przed biegiem i każdym innym cięższym treningiem.
    ______- Wow! – rzuciła Jade ze śmiechem, ściągając na siebie jego pytające spojrzenie. – Skąd to wszystko wiesz i gdzie się tego nauczyłeś? – spytała, ruchem głowy wskazując na jego dłonie, które cierpliwie i z ogromną wprawą obchodziły się z jej obolałą łydką.
    ______Rayan uśmiechnął się pod nosem i nonszalancko wzruszył ramionami, ponownie skupiając całą uwagę na masażu, które najwidoczniej przynosił efekty, bo czuł wyraźnie pod placami jak mięśnie Jade stopniowo się rozluźniają.
    ______- Studiowałem technologię żywienia, a potem fizjoterapię – wyjaśnił, siląc się na swobodny ton.
    ______- Dlaczego nie pracujesz w zawodzie? – spytała Jade po chwili ciszy i nerwowo przygryzła policzek od wewnątrz, jakby nie była do końca pewna czy powinna pytać.
    ______- Tak się ułożyło – stwierdził Ray, a kiedy poczuł jak w gardle rośnie mu ogromna gula, przełknął z trudem, odchrząknął i dodał: - A potem zostałem samotnym ojcem i zrobienie dyplomu z fizjoterapii tym bardziej zeszło na dalszy plan.
    ______- Przepraszam, nie powinnam była pytać – powiedziała Jade z wyraźną skruchą w głosie, a kiedy Rayan uniósł wzrok i uśmiechnął się do niej uspokajająco, odruchowo wsunęła pasmo włosów za ucho.
    ______- Nic się nie stało. To nie jest żadna tajemnica. Lepiej? – spytał, zgrabnie zmieniając temat.
    ______- Tak. Już odpuszcza – powiedziała i uśmiechnęła się z wdzięcznością, przenosząc wzrok z błyszczących niebezpiecznie tęczówek Rayana na jego sprawne palce.
    ______- Jak wiele takich cudownych rzeczy potrafią jeszcze wyczyniać twoje dłonie? – zapytała bez zastanowienia, a słysząc cichy, męski chichot, kompletnie zażenowana przymknęła powieki i potarła czoło palcami. - To pytanie nie ma seksualnych podtekstów.
    ______- Czyżby? – zagadnął i spojrzał jej głęboko w oczy roześmianymi, ciemnymi tęczówkami. – Trochę mam jeszcze w zanadrzu – dodał z szerokim uśmiechem i przesuwając opuszkami palców po raz ostatni po łydce, powoli wycofał ręce i ponownie spojrzał jej w oczy.
    ______- Już w porządku. Dziękuję – powiedziała, ostrożnie opuszczając nogę z powrotem na chodnik.
    ______- Polecam się na przyszłość – rzucił Ray i mrugnął do niej ciepło, gdy pytająco uniosła jedną brew.
    ______- Może w ramach podziękowania dasz się zaprosić na kawę?
    ______- Sok – poprawił, sugestywnie zerkając na jej łydkę, którą chwilę temu zaatakował skurcz. – Bardzo chętnie, pod warunkiem, że będzie arbuzowo–melonowy.
    ______- Jak sobie życzysz, mistrzu – odparła rozbawiona, a Ray w odpowiedzi jedynie parsknął wesołym śmiechem i kręcąc głową z niedowierzaniem podniósł się z ławki, dokładnie w tym samym czasie, w którym zrobiła to Jade.
    ______Z pełną premedytacją prześlizgnął wzrokiem po jej zgrabnym ciele, jakby w typowo samczy sposób usiłował zagarnąć dla siebie choćby najdrobniejszy fragment tego apetycznego widoku i w końcu leniwie wracając spojrzeniem do cudownych zielonych oczu, którymi odważnie się w niego wpatrywała, uniósł kąciki ust w niewinnym, chłopięcym uśmiechu.
    ______- Uważaj, bo jeszcze mi się to spodoba – odezwał się schrypniętym, wibrującym półgłosem, od którego zgęstniało powietrze między nimi i zawzięcie wpatrując się głęboko w jej błyszczące tęczówki, uśmiechnął się szerzej, eksponując seksowny dołeczek w prawym policzku. – Chodźmy – dodał jeszcze swobodnym tonem, a kiedy Rex nieoczekiwanie dopadł do niego, niechętnie oderwał wzrok od Jade i podrapał psiaka za uszami.


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 22:33:00 25-10-16, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
moniadip91
Cool
Cool


Dołączył: 21 Lut 2015
Posty: 234
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:11:06 26-10-16    Temat postu:

Jest odcinek i tu bardzo fajny zresztą
Nie ma to jak męskie pogaduchy w barze, jakoś nasi chłopcy muszą odreagować po tych ich ciężkich perypetiach. Ale za to u Raya robi się ciekawiej, widać, że jego relacje z Jade są coraz lepsze. A ta scena w parku to już w ogóle
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następny
Strona 9 z 12

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin