Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

The American Agents - odc. 10
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 28, 29, 30  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:20:15 08-09-10    Temat postu:

Biedny Liam - mało tego, że ma na karku żółtodzioba, który zdaje się nieźle da mu się we znaki, to jeszcze w pakiecie dostał gratis wredną psycholożkę, ale najbardziej rozwalił mnie na łopatki Wielmożny Pan Los sikający na twarz Liama

Mówiłam CI już chyba, że świetnie piszesz, prawda? Ale co tam - mogę to powtarzać bez końca Naprawdę powinnaś się zastanowić nad pisaniem powieści - sprzedawałyby się jak świeże bułeczki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25197
Przeczytał: 8 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:47:39 10-09-10    Temat postu:

Dwie rzeczy: Pierwsza Dean przypomina mi mojego kolegę ze szkoły. Nie wiem dlaczego, ale nie mogę wyjść z podziwu jakim cudem to możliwe. Chłopak jest tak bezczelny, że gdybym była na miejscu Liama wyrzuciłabym go z okna na ostatnim piętrze bez wyrzutów sumienia. Ale trzeba mu przyznać, że nie brak mu uroku i poczucia humoru
Po drugie Liam i jego nowa pani psycholog... mhmm... mniam. Ta ich pierwsza scena nie do pobicia, już sobie wyobrażam jego minę i aż nie mogę powstrzymać uśmiechu.
Masz taki styl, że chcę się więcej i więcej, więc czekam z niecierpliwością, Sin
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23524
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:22:45 11-09-10    Temat postu:

Nie wiem, co mam napisac, bo jak miałam ciężki dzień, to przy Twoich tekstach wypoczęłam w ciagu 10 minut, a dzieje się tak tylko przy dobrych, naprawdę bardzo dobrych książkach. To się nazywa umieć doskonale poprowadzić akcję, bawić się słowami, sytuacjami, tym wszystkim, co jest konieczne w warsztacie pisarza. Brawo! A scenka z WPL i woda tolaetową rządzi . Tylko czy mi się wydaje, czy Lima polubi Deana, jak ten mu uratuje życie, albo coś w tym stylu?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5434
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:44:45 16-09-10    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

Zapraszam do przeczytania kolejnego odcinka TAA Mam nadzieję, że niektórych z Was nie zrazi jego długość...

ODCINEK 3: "UNEXPECTED DISCOVERY" - "NIEOCZEKIWANE ODKRYCIE"

Jak sobie z tym radzisz? Co czujesz? Czy masz bliskich, z którymi mógłbyś porozmawiać na ten temat? Dlaczego nie chcesz się otworzyć?
Już po pierwszych dwóch sesjach terapeutycznych Liam miał dość tych pytań. Leila była bardzo stanowcza i uparcie wypytywała go o różne sprawy. Nie chciał rozmawiać o swojej rodzinie. Nie chciał mówić o tym, co czuje. W ogóle nie miał zamiaru poruszać kwestii śmierci Dylana. Niestety ta kobieta była nieugięta.
Leila Harris to prawdziwy wrzód na tyłku. Już wcześniej to podejrzewał, ale nabrał przekonania po pierwszej sesji. Jak na razie dotrzymywała swojej obietnicy – sesje u niej były najgorszym doświadczeniem w jego życiu, a warto wspomnieć, że gonili go już terroryści, był torturowany przez azjatyckich przemytników i został postrzelony, kiedy skakał ze spadochronu nad Puszczą Amazońską. A niedawno został dźgnięty nożem w udo i omal się nie wykrwawił. Na szczęście szybko się z tego wylizał. Wręcz nadzwyczajnie szybko. Niewątpliwie wiele przeżył, ale jeszcze nigdy nie był u psychologa. Nie było mu to potrzebne.
Był zły na Alana, na szefostwo, a najbardziej na Xaviera Martina. Kto inny mógłby wymyślić równie absurdalną rzecz? Może myśleli, że przydzielenie mu wrednej psycholożki będzie subtelnym wyrazem troski o zdrowie psychiczne jednego z ich najlepszych agentów? No cóż… Jeśli tak – to się pomylili. Tyle w tym było subtelności co w Deanie zdrowego rozsądku.
Podczas godzinnej sesji terapeutycznej z Leilą (jedna sesja była bardziej wyczerpująca niż trening na specjalnym „poligonie” CIA, na którym każdy agent zdawał testy sprawnościowe co pół roku), Liam miał wrażenie, że trwa ona w nieskończoność. Wpatrywał się w zegar i obserwował przesuwające się wskazówki, czekając na koniec tego nieprzyjemnego spotkania.
Tak się złożyło, że sesje odbywały się w apartamencie Liama w Virginia Beach, co wiązało się z nieustanną obecnością Deana w pobliżu. Nawet gdyby Liam zdecydował się otworzyć i wreszcie porozmawiać o swoich uczuciach z Leilą, to wciąż pozostawał ten jeden mały problem, na myśl o którym Liam dostawał palpitacji. Podczas spotkania Dean zamykał się w swojej sypialni, ale Liam był przekonany, że podsłuchuje pod drzwiami, chcąc usłyszeć największe tajemnice z życia swojego przełożonego.
- Ciężki dzień? – zapytał Viper, uśmiechając się ze zrozumieniem do kumpla.
Siedział właśnie przy ich ulubionym stoliku w barze. Już z daleka widział minę Liama, która świadczyła o tym, że nie ma dobrego humoru. Ściągnął brwi, a na jego czole pojawiła się zmarszczka – taka sama, jak wtedy, gdy się martwił, albo denerwował. Liam nigdy nie pokazywał swoich uczuć, ale Viper znał go na tyle dobrze, by rozszyfrowywać pewne sygnały. Sam był zresztą analitykiem CIA i miał wrodzony talent do dostrzegania rzeczy, których inni ludzie nie widzą.
Liam machnął ręką na słowa przyjaciela, zamówił sobie piwo u zaprzyjaźnionego barmana, Sky’a – faceta po pięćdziesiątce, który był również właścicielem baru i przysiadł się do Vipera.
- Jeszcze pracujesz? – zapytał na widok zawalonego papierami stolika, przy którym siedzieli.
- Chciałem to po prostu jeszcze raz przejrzeć. – odpowiedział lakonicznie, dając do zrozumienia przyjacielowi, że jego praca nie jest warta zainteresowania. – Mów, co u ciebie. Sądząc po minie – nie najlepiej. Albo miało z tym coś wspólnego Dziecko Szatana albo Kobieta Żyleta.
- Co zrobisz jak ci powiem, że oboje? – Liam pociągnął łyk piwa z butelki i oparł łokcie na stoliku.
- Powiem ci, że albo jesteś największym pechowcem świata, albo po prostu jesteś głupi, bo kręci się koło ciebie niezła laska, a ty nie potrafisz tego wykorzystać. – Viper uśmiechnął się i odłożył papiery na bok, aby lepiej skupić się na problemach przyjaciela. – Co tym razem zrobili? Młody chyba nie wysadził mieszkania w powietrze, co? Bo nie słyszałem żadnego wybuchu, a siedzę tu już od dobrych dwóch godzin.
Bar Sky’a znajdował się niedaleko apartamentowca, w którym mieszkali Liam i Viper. Często przychodzili tutaj po pracy jeszcze za życia Dylana. Była to ich miejscówka. Tutaj mogli się zrelaksować i odprężyć po ciężkim dniu.
- Nie wiem. Wyszedłem zaraz po sesji i od tamtego czasu mnie nie było. Założę się, że zastanę dom w ruinie. – Liam wywrócił teatralnie oczami.
- W takim razie, czym on i Leila ci się narazili? – Viper był trochę rozbawiony całą tą sytuacją. Wiedział, że Liam jest honorowym facetem, ale trochę go nie rozumiał. W gruncie rzeczy bardzo się od siebie różnili.
- Wyobraź sobie, że w trakcie, kiedy Żyleta próbowała mnie namówić do zwierzeń, Dean wszedł do salonu. Udawał, że zostawił tam swojego iPoda, ale ja nie jestem głupi – wiem, że chciał trochę powęszyć. – Liam skrzywił się na myśl o swoim nowym podopiecznym i kontynuował: - A wtedy ona go zapytała, co o mnie sądzi. Dasz wiarę?! Pytała go, czy miewam jakieś napady złości czy często jestem rozdrażniony i jak mu się ze mną mieszka. Pięć minut później moja sesja zamieniła się w Pokój Zwierzeń Dean’a Sullivana, który opowiadał o swoim życiu w liceum jako gwiazda szkolnej drużyny koszykówki i najlepszy zawodnik roku. Jaki to on nie był wspaniały… Ten wspaniały, cudowny Dean Sullivan, który nie ma zielonego pojęcia o życiu agenta! – Liam zakończył swoją odpowiedź ze złośliwą nutą w głosie. Nie znosił tego gościa, a dzisiejsza scena uprzytomniła mu jak bardzo.
- Słuchaj, stary… - zaczął nieśmiało Viper, nie mogąc pohamować uśmiechu na twarzy. – Czy ty aby… No… Czy czasem nie przemawia przez ciebie… No wiesz… Zazdrość? – ostatnie słowo wypowiedział bardzo ostrożnie, znając charakter Liama.
Tak jak przeczuwał, Liam wyprostował się gwałtownie i zmierzył go krytycznym spojrzeniem.
- Zazdrosny?! Że niby ja?! O niego! Daj spokój! Przecież to tylko jakiś laluś z Kalifornii. Całymi dniami opalał się na plaży i surfował po oceanie, a w międzyczasie podrywał laski, których IQ w niektórych przypadkach równało się inteligencji banana.
- Być może właśnie dlatego jesteś zazdrosny. Ty, w przeciwieństwie do niego, nigdy nie byłeś popularnym dzieciakiem. Byłeś pracowity, sumienny i uczynny, a on rozpuszczony i prawdę mówiąc – nigdy nie poznał, co to znaczy ciężka praca. Jesteś zazdrosny, bo tak naprawdę nigdy nie zaznałeś beztroski…. – Viper powrócił do wertowania papierów, żeby uniknąć wzroku przyjaciela. Pochylił się nad stosem dokumentów, aby ukryć nieśmiały uśmiech na twarzy.
- Dobra, dobra, Panie Mądralo. Nie jestem zazdrosny. Po prostu wkurzony! Jak on w ogóle mógł myśleć, że ma jakikolwiek cień szansy, aby zostać choćby w połowie tak świetnym agentem, jakim jestem ja! No naprawdę! Ten gość ma ego wielkości Texasu! – Liam prychnął ze złością i znów pociągnął łyk z butelki.
- Taaa… - westchnął z sarkazmem Viper. - On ma ego wielkości Texasu, a ty jesteś najskromniejszym facetem świata…
- Dość tych gadek o Deanie! – Liam uciął dalsze dyskusje. – Co tam masz?
I wyciągnął rękę po jeden z dokumentów, leżący na samym szczycie stosu. Viper wyrwał mu go z rąk. Widać było, że jest zmieszany.
- To poufne akta. Nie powinienem ci ich pokazywać… - powiedział marszcząc brwi na widok zdeterminowania na twarzy kumpla.
- No daj spokój! Wiesz jak dawno nie miałem do czynienia z poufnymi aktami? Nie mówiąc już o jakiejś poważnej akcji! Najlepiej z udziałem seryjnego mordercy i kilku terrorystów! - Liam wyrwał Viperowi kartę, ale ten po chwili znów ją odzyskał.
- Nie chcesz tego oglądać! To nieujawnione do tej pory akta! Powierzono mi je, licząc na dyskrecję. Nie mogę… - Viper próbował wytłumaczyć to Liamowi, ale ten go nie słuchał.
Tym razem udało mu się wyrwać dokument z ręki kumpla.
- Co my tu mamy? – zapytał, podniecony perspektywą działania. – Akta zgonu… Nie wiedziałem, że w tym siedzisz, V.! „Przyczyna śmierci- wybuch dynamitu… Akcja – „Silver”… Miejsce akcji – Toronto…” - Liamowi serce zabiło mocniej po przeczytaniu tych informacji. Szybko podążył wzrokiem do nagłówka na karcie, w którym podane były dane osobowe agenta, który zginął w opisanych okolicznościach. – To karta Dylana… - zdołał tylko wykrztusić…
Viper patrzył na kumpla z lekkim przerażeniem. Wiedział, jaka może być reakcja Liama na informację zawartą w tym dokumencie. Jeszcze nikt oficjalnie nie poinformował go o bezpośredniej przyczynie śmierci jego partnera. Badania nad ta sprawą zakończyły się dopiero wczoraj. Viper miał pilnować, aby ta karta nie dostała się w ręce Walsha. Alan twierdził, że może to u niego wywołać negatywną reakcję.
- To co? Idziemy? – zapytał Liam jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby nie zobaczył przed chwilą aktu zgonu swojego najlepszego przyjaciela. Po prostu wstał z miejsca i zarzucił na siebie skórzaną kurtkę, którą wcześniej powiesił na oparciu krzesła. – Muszę wrócić do domu i sprawdzić, jakie szkody tam na mnie czekają.
Viper nie zamierzał komentować jego zachowania. Liam nie lubił rozmawiać o swoich uczuciach, więc i tym razem zamknąłby się w sobie.
Wyszli na ulicę. Viper schował wszystkie papiery to torby i ruszyli powoli w stronę apartamentowca, który znajdował się za rogiem. Liam nie poruszył już tematu śmierci Dylana, za to znów zaczął użalać się na Deana.
- … i wiesz, co jest najgorsze?! On traktuje mnie jak jakiegoś starca! Jakbym był jakimś dinozaurem czy coś! – mówił, gestykulując przy tym zawzięcie.
- No wiesz… Przecież nie stajesz się coraz młodszy. Raczej odwrotnie. – skomentował to Viper, za co zarobił cios w ramię od przyjaciela. – Spokojnie! Przecież on jest od ciebie młodszy o jakieś dziesięć lat! To normalne, że tak cię traktuje. Dla niego jesteś już starszym gościem… - Viper uśmiechnął się do kumpla, żeby dodać mu otuchy, ale to raczej nie pomogło.
- Nie jestem stary! – zaperzył się Liam.
- Przepraszam… – w tym momencie zaczepiła go jakaś staruszka, podpierająca się na lasce. – Czy byłby pan tak uprzejmy i wyjaśnił mi jak dojść do „Klubu Seniora”?
Viper musiał udać nagły napad kaszlu, żeby zamaskować parsknięcie śmiechem. Kiedy babcia próbowała go poczęstować jakimiś cukierkami na kaszel, grzecznie odmówił i zakrył twarz rękami, żeby nie widziała jak bardzo rozbawiła go ta cała sytuacja.
Liamowi natomiast nie było do śmiechu. Zmarszczył brwi i kiedy starsza kobieta znów się do niego zwróciła o pomoc, nie wytrzymał i powiedział może trochę zbyt szorstko:
- A czy ja wyglądam na kogoś, kto chodzi w takie miejsca?!
Viper nadal zaśmiewał się do rozpuku, a babulinka ściągnęła wargi ze złości. Chyba miała zamiar wypluć sztuczną szczękę.
- Kto cię nauczył takich manier, człowieku?! Co to za kultura! – krzyknęła kobieta i poczłapała w przeciwnym kierunku, nieomieszkając po drodze brutalnie potracić Liama laską.
- No i z czego się tak śmiejesz? – zapytał na widok śmiejącego się kumpla Liam, rozcierając sobie obolałą nogę w miejscu, gdzie babulinka trafiła go laską.
Viper nic na to nie odpowiedział. Odezwał się dopiero, kiedy znaleźli się pod budynkiem mieszkalnym.
- Nie widzę policji, straży pożarnej ani pogotowia, więc chyba wszystko gra. Chyba nie zdetonował połowy budynku pod twoją nieobecność. – chłopak zaśmiał się i teatralnym gestem zaprosił Liama do środka. – Droga wolna!
Liam uśmiechnął się krzywo. To, że Dean nie spowodował żadnego wybuchu było cudem, ale postanowił wstrzymać się przed jakąkolwiek oceną, zanim ujrzy wnętrze apartamentu.
Nagle zatrzymał się jak wryty. Ta cała gadka o wybuchach dała mu do myślenia. W pamięci przywrócił widok aktu zgonu Dylana Stevensa. „Przyczyna śmierci – wybuch dynamitu.” – głosił dokument. Nie wiedzieć czemu, miał przeczucie, że coś pominął i to coś bardzo istotnego.
Prawie nie słyszał głosu Vipera, który zaintrygowany zachowaniem przyjaciela, pytał go, dlaczego zatrzymał się pośrodku portierni.
Dynamit… Dynamit… Czego uczył się o materiałach wybuchowych? Na pewno było takie pytanie podczas egzaminu pisemnego, do którego musiał przystąpić, aby dołączyć do szeregów CIA. Dynamit… Tak! Rani każdą osobę znajdującą się w promieniu 100 metrów od wybuchu. CIA stwierdziło, że to właśnie wybuch dynamitu był bezpośrednią przyczyną śmierci Dylana, tyle że… Dylan nie znajdował się w polu rażenia…
Teraz widział to dokładnie: pada na rozgrzany beton, w ustach czuje smak krwi i słabnie… Coraz bardziej słabnie…
Nad nim stoi dwóch mężczyzn: większych od niego i silniejszych. Oboje mają zasłonięte twarze. Próbuje się bronić, ale nie ma już siły. Czuje jak z rany na jego udzie upływa coraz więcej krwi. Traci możliwość obrony…
Przez zapuchnięte oczy widzi z daleka sylwetkę Dylana. Stoi tam, uchyla się i upada na kolana… Z tej odległości nie widzi twarzy przyjaciela, ale może sobie wyobrazić wyraz zaskoczenia i głębokiego niedowierzania - ten sam, który mają wszyscy agenci w chwili umierania na służbie.
Nagle słyszy potężny huk. Nie dosięgnął go wybuch, ale wypłoszył mężczyzn, którzy już chcieli z nim skończyć. Dylan zniknął w obłokach dymu. Już mu nie pomoże – nie ma szans, aby przebiegł taki dystans w jak najszybszym czasie z krwawiącą raną. To jego wina… To wszystko jego wina… Dlaczego go nie posłuchał?

- Liam! Słyszysz mnie?! – dopiero po chwili dotarł do niego głos Vipera. Kumpel potrząsał nim za ramiona. – Hej! Co ci jest, stary?!
- To nie był wybuch… - był wstanie tylko wykrztusić. – Dylan nie zginął w wybuchu! Viper! On został raniony już wcześniej. Na chwilę przed wybuchem! Wybuch nie mógł go dosięgnąć… On… On znajdował się dalej ode mnie… Inaczej ja też bym zginął… Ja… - sam nie wiedział, co mówi. Za dużo informacji jak na jeden raz. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślał?
- Liam, o czym ty mówisz? O co chodzi? Co to oznacza? – pytał Viper, wpatrując się w bladą twarz kumpla.
- To znaczy, V… Że albo ktoś tu próbuje zatuszować to morderstwo, albo Dylan nadal żyje…


Ostatnio zmieniony przez Maggie dnia 21:52:04 13-07-14, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:13:47 16-09-10    Temat postu:

Dziecko Szatana i Kobieta Żyleta nieźle dają się we znaki Liamowi. Początkowo sądziłam, że Liam nie trawi "żółtodzioba", bo ten jest uosobieniem cech, których nie znosi, ale po tym odcinku chyba przyznam rację Viperowi - zazdrość idealnie wszystko tłumaczy
Poza tym, jak na prawdziwego agenta przystało, nie lubi rozmawiać o swoich uczuciach, o tym, co go gryzie, ale mam wrażenie, że chyba jednak mimo wszystko miałby ochotę szczerze pogadać z Żyletą i może gdyby sesje nie odbywały się w jego domu, to może nawet byłby skłonny nieco odchylić maskę twardziela, którą tak uparcie nosi.
Dylan... to dopiero jest zagadka. Żyje czy nie żyje? Zginął czy został zamordowany? Liam zapewne nie spocznie dopóki nie okryje prawdy i znając życie pewnie wciągnie w rozwiązywanie tej zagadki swoich nowych znajomych - Żyletę i Dziecko Szatana

Co do długości odcinka - dla mnie zawsze może mogą być takie długie, a nawet jeszcze dłuższe Uwielbiam to opowiadanie i Twój styl pisania
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mary Rose
Idol
Idol


Dołączył: 27 Lip 2007
Posty: 1287
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:08:16 18-09-10    Temat postu:

Maggie, jak dla mnie odcinki mogą być jeszcze dłuższe, bo dosłownie czyta się jednym tchem!

Odcinek oczywiście świetny. Terapia w toku, a Liam nie znosi swojej terapeutki. Do tego podsłuchujący Dean (tylko czy on naprawdę podsłuchuje, czy Liama dopada paranoja?). No tak, zazdrość wszystko tłumaczy. Viper widać dostrzega więcej niż jego przyjaciel. Do tego bardzo go polubiłam, na pewno sporo wniesie do produkcji.
Akcja ze staruszką mnie rozbawiła. Liam nieźle się zdenerwował, kiedy druga osoba w krótkim czasie poczyniła aluzję, którą odebrał jako atak na swój wiek

No i wracamy do sprawy Dylana. Mogłam się domyślić, że jego postać nie odejdzie w zapomnienie. Nawiedza Liama nietylko w wyrzutach sumienia, ale i w teorii spiskowej. Jestem niezmiernie ciekawa, tak jak Agam, czy zginął czy został zamordowany. A może żyje i ktoś sfingował jego śmierć bo było mu to na rękę?

Pozdrawiam i czekam na dalszy ciąg historii, w którym mam nadzieję na więcej scenek kłótni Liama i Deana lub Liama i Leili
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:32:45 18-09-10    Temat postu:

Haha
Dziecko Szatana i Kobieta Żyleta... Wspaniałe określenie....
Liam nie ma łatwego życia... Z jednej strony ten młody, który działa mu na nerwy, i jeszcze te sesje terapeutyczne...
Jestem ciekawa tej zagadki związanej ze śmiercią jego partnera... Co miał znaczyć ten akt zgonu, w którym ewidentnie coś nie pasuje?
Czekam na dalszy ciąg baaardzo niecierpliwie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5434
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:25:21 23-09-10    Temat postu:

Dziękuję Wam za komentarze!
Dzisiejszy odcinek w charakterze refleksyjnym... Mam nadzieję, że znajdzie się chociaż jedna osoba, która go przeczyta.

ODCINEK 4: "FAITH, HOPE, LOVE" - "WIARA, NADZIEJA, MIŁOŚĆ"

Zastanawialiście się kiedyś, jakie pytanie zadajecie najczęściej? Ja tak. Brzmi ono: „Dlaczego?”.
Pytania są nieodłączną częścią naszego życia. Niezmienną. Cokolwiek by się nie stało – my zawsze mamy pytania. I zawsze będziemy je mieć. Nawet, jeśli nie będziemy potrafili znaleźć na nie odpowiedzi.
Musimy się starać, aby zadawać sensowne pytania, jeśli chcemy otrzymywać zadowalające odpowiedzi.
Nie zapytam Was więc: „Dlaczego trawa jest zielona?” albo „Dlaczego nikt mnie nie rozumie?”. Zapytam: „Dlaczego się rodzimy?”. Ktoś mi odpowie: „Rodzimy się, aby żyć”. Zapytam: „Dlaczego żyjemy?”. Ktoś mi odpowie: „Żyjemy, aby umrzeć”. Zapytam więc: „Dlaczego, do cholery, umieramy?” Odpowiedzą mi: „Umieramy, ponieważ życie dało nam już wystarczająco w kość i należy nam się odpoczynek”. No cóż… Mnie taka odpowiedź nie satysfakcjonuje. I spójrzmy prawdzie w oczy: kogo ona zadowala?
Istnieją pytania, na które odpowiedź nie zawsze jest jasna lub jest niezwykle złożona i potrzeba wiele wysiłku, aby ją zrozumieć. Istnieją pytania, na które odpowiedź podparta jest Wiarą. Ale czym jest Wiara? Jak mówiłem: wciąż towarzyszą nam pytania.
Niektórzy wierzą w Boga i życie po śmierci – życie wieczne. Ale co tak naprawdę dzieje się, kiedy umieramy? Mawiają, że człowiek boi się Śmierci, ale kiedy kona jest już z tym pogodzony i pozdrawia ją jak starego przyjaciela. Wierzy, że idzie do raju – w lepsze miejsce, gdzie nie ma bólu i cierpienia. Dlaczego ludzie w to wierzą? Myślę, że po to, żeby uchwycić się tej myśli, że Śmierć to nie koniec, a dopiero początek. Chcą wierzyć, że jeszcze coś na nich czeka. Że nie zginą w niebycie, zapomniani i opuszczeni. Chwytają się tej myśli, ale tak naprawdę boją się jak cholera. Są przerażeni. I wątpią. Wątpią, czy kiedy po raz kolejny otworzą oczy, będzie coś na nich czekać czy może już w ogóle nic nie zobaczą? Może już w ogóle nie otworzą oczu?
Co odpowiesz, kiedy ktoś zapyta cię, dlaczego wierzysz w Boga? „Bo jestem chrześcijaninem, muzułmaninem, żydem, itd.” Myślę, że ta odpowiedź nie powinna tak brzmieć.
Nie powinieneś wierzyć, dlatego że ci każą ani dlatego, że taką religię wyznajesz. Wiara to złożona sprawa. Trzeba się z nią obchodzić ostrożnie. Powinieneś wierzyć, dlatego że chcesz wierzyć, bo Wiara to jedyna z trzech cnót, którą można utracić bezpowrotnie.
Miłość. Nie każdy z nas znajduje miłość na całe życie. Nie każdy nawet się zakochuje. Niektórzy długo szukają swojej drugiej połówki, a inni – wcale jej nie znajdują. Miłość żyje w nas zawsze. Może jest ukryta głęboko, ale na pewno gdzieś w nas się chowa. Kochamy rodziców, przyjaciół, partnerów… Nawet, kiedy ktoś nam złamie serce to po jakimś czasie uleczy je ktoś inny. Tak było, jest i będzie. Miłość, podobnie jak pytania, towarzyszy nam na każdym kroku. Jest zatem niezmienna.
Nadzieja. Każdy z nas ma nadzieję. Nadzieję na lepsze życie, nadzieję na to, że ułoży nam się w życiu miłosnym, nadzieję na to, że znajdziemy dobrze płatną pracę, itd. Mówimy czasem, że straciliśmy nadzieję. Jakby była ona naszą przyjaciółką, która nagle bezpowrotnie nas opuściła. To nieprawda. Nadziei nie możemy stracić. Zawsze w nas pozostaje… Zawsze tli się niczym maleńka iskierka. Zawsze mamy nadzieję, że jednak jej nie straciliśmy i że jest jeszcze wyjście z sytuacji, w której się znaleźliśmy. Kolejna niezmienna cnota.
Ale Wiara jest inna. Możemy wyznawać wiarę w Boga, który jest wszędzie i który zawsze nad nami czuwa, ale wystarczy jedno wydarzenie, jedna osoba, jeden bodziec, który zmieni wszystko – i przestajemy wierzyć.
Po tragedii, jaką jest utrata bliskiej osoby, zadajemy sobie po raz kolejny pytanie: „Dlaczego? Dlaczego to spotkało właśnie mnie? Boże, dlaczego nie było ciebie wtedy przy mnie? Dlaczego nie było cię, kiedy cię najbardziej potrzebowałem? Dlaczego…?”. Tracimy Wiarę. Nie tylko przestajemy wierzyć w Boga, ale również w siebie samych. Myślimy, że nic już nie ukoi naszego bólu i cierpienia i nic ani nikt nie wynagrodzi nam wylanych łez. Tracimy wiarę we własne marzenia. Przestajemy myśleć, że mogą się spełnić.
Dlatego Wiara jest jedyna w swoim rodzaju. Raz utracona – nie wróci. Choćbyś się bardzo starał – już jej nie ma. Znikła. Rozpłynęła się. Opuściła Cię.
Przynajmniej tak było w moim przypadku.
Nazywam się Liam Walsh i od prawie dziesięciu lat pracuję jako agent CIA. Wierzyłem w Boga. Kiedyś. Ale wszystko się zmieniło.
Pamiętam, kiedy byłem małym chłopcem, mama nauczyła mnie pacierza. Odmawiała go razem ze mną rano i wieczorem. Dziękowaliśmy Bogu za nowy dzień i za dary, którymi codziennie nas obdarza. Przy stole, dziękowaliśmy mu za posiłek, którym nas uroczył, a co tydzień, w niedzielę, modliliśmy się w kościele wraz z całą wspólnotą.
Mama zawsze była osobą wierzącą i niezwykle religijną. To właśnie ona nauczyła mnie prawd moralnych. Zawsze powtarzała, że Bóg jest przy nas i chroni nas przed niebezpieczeństwami. Pamiętam, że zapytałem ją kiedyś, co dzieje się, kiedy człowiek umiera. Odpowiedziała mi to, o czym już wspomniałem wcześniej: człowiek idzie do raju – krainy mlekiem i miodem płynącej, gdzie nie ma żadnych trosk i problemów, a wszyscy żyją ze sobą w zgodzie. Zapytałem ją więc, co będzie, jeśli ona umrze, a ja nie zdążę się z nią pożegnać. Powiedziała mi wtedy, że nie mam się tym martwić. Powiedziała, że będzie żyć jeszcze długo, a kiedy już nadejdzie jej czas, na pewno zdążę się z nią pożegnać.
Kłamała. Albo raczej wierzyła, ale w jej przypadku Wiara okazała się być ślepa.
Byłem zły. Strasznie wściekły na Boga, że ją do siebie zabrał. Ją i tatę. Ale najbardziej obwiniałem siebie samego. Bo niby dlaczego samolot, którym lecieli rozbił się akurat dzień po tym jak zadałem to głupie pytanie? Byłem dzieciakiem. Miałem dopiero dziewięć lat. Inaczej postrzegałem pewne rzeczy. Ale od tamtej pory coś się we mnie złamało. Przestałem się modlić. Przestałem wierzyć. Nie zdążyłem się pożegnać - to mnie dręczyło najbardziej.
Oni byli jeszcze młodzi – jeszcze całe życie mieli przed sobą. A jednak to właśnie oni zginęli. Zrozumiałem, że mama myliła się, mówiąc, że Bóg nas chroni i zawsze jest przy nas. Bo niby dlaczego nie było go przy niej wtedy?
Wiara duchowa jest przereklamowana. Dla mnie to po prostu stek bzdur. Jestem agentem i wyznaję tylko te cnoty, które rzeczywiście istnieją. Wierzę w trzy rzeczy, które są niezmienne – stałe. Wierzę w to, co jest naprawdę ważne: w Sprawiedliwość, Odwagę i Honor. To moja Trójca Święta.
Ludzie są powierzchowni. Przywiązują wagę do rzeczy mało ważnych. Do rzeczy, które tak naprawdę nie mają znaczenia. Zadają pytania, które nie są do końca przemyślane. Każdy z nich myśli, że jego problemy są ważniejsze od problemów innego człowieka, a jego pytania ważniejsze. „Mój syn bierze narkotyki!”, „Moja synowa nie ma do mnie za grosz szacunku!”, „Mój mąż mnie zdradza!”, „Moja córka nie dostanie się do college’u!”. Myślicie, że nie ma ważniejszych rzeczy? Jesteście w błędzie! I wciąż zadajecie głupie pytania! Zamiast rozpowiadać wszystkim, że twoje dziecko bierze narkotyki – najpierw zastanów się, co może być tego powodem. Być może próbuje uciec od problemów w domu, a może po prostu poświęcasz mu za mało uwagi. Twoja synowa cię nie szanuje? A zastanawiałaś się kiedyś, czy ty kiedykolwiek okazałaś jej szacunek? Mówią, że na szacunek trzeba zasłużyć. Być może ty jeszcze na niego nie zasłużyłaś. Mąż cię zdradza? Zastanów się, czy problem leży w nim czy w tobie! Może nie okazywałaś mu należytej uwagi. Może za mało z nim rozmawiałaś. Może po prostu czuł, że się od siebie oddalacie. Twoja córka nie dostanie się na studia? Czy uważasz to za największy problem? Martw się lepiej tym, że może zaniedbuje naukę, bo myśli o innych rzeczach. Może ma złamane serce po pierwszej, młodzieńczej miłości, a może próbuje tym zwrócić na siebie Twoją uwagę, bo czuję się zaniedbywana?
Zamiast szukać problemu w innych – poszukaj ich w sobie. Najpierw oceniaj siebie, a potem innych. I staraj się zadawać mądre pytania. Dzięki temu inni będą cię postrzegać jako inteligentną osobą, nawet jeśli w rzeczywistości taki nie jesteś.
Sam nie wiem, dlaczego to piszę. Mieliście kiedyś uczucie, że w głowie kłębi wam się tyle myśli i pytań, że nie sposób ich ogarnąć i odnaleźć odpowiedzi w tym całym bałaganie? Tak myślałem. Nie mogę się otworzyć przed ludźmi. To zbyt bolesne i wstydliwe przeżycie. Nie chcę wysłuchiwać kazań, ale nie chcę też litości. Wiem, że popełniłem w życiu wiele błędów. Nie jestem idealny. Nikt nie jest. Ale wiem, że niektórych rzeczy mogłem w życiu uniknąć. Nie pozwolić, aby się wydarzyły. Gdybym mógł cofnąć czas… No cóż… Nie mogę. Nigdy nie będę mógł.
Na zawsze zapamiętam dzień 27 sierpnia 2010 roku, choć wolałbym o nim zapomnieć. To właśnie cechuje nas, ludzi. Łatwo zapominamy o rzeczach ważnych, tracimy wspaniałe wspomnienia, ale w naszej pamięci na stałe wyryte są błędy – sprawy, o których wolelibyśmy zapomnieć.
Dnia 27 sierpnia 2010 roku zabiłem mojego przyjaciela. Niedosłownie, ale to nie ma znaczenia. Równie dobrze mógłbym przyłożyć lufę pistoletu do jego skroni i pociągnąć za spust.
Teraz sprawy mają się inaczej. Być może Dylan nie zginął bezpośrednio przeze mnie, ale to i tak nie usprawiedliwia mnie przed tym, co zrobiłem. To ja powinienem tam pójść. Ja – nie on. Dlaczego wtedy zgodziłem się, aby to on wykonał zadanie? Dlaczego źle to wszystko obliczyłem? Jeden błąd – jedna pomyłka – może doprowadzić do tragedii. Pamiętajcie o tym.
Zamierzam wyjaśnić tę sprawę. Zamierzam znaleźć osobę, bądź grupę osób za to odpowiedzialnych. Mam już pewien trop. Ale nawet, jeśli już to zrobię, to nie oczyszczę swojego sumienia. Ono nadal pozostanie skalane przez poczucie winy.
Nazywam się Liam Walsh i jestem agentem CIA. Piszę to, żebyście wiedzieli, że nic nie jest wieczne. Szanujcie to, co macie, bo zaczniecie to doceniać, dopiero kiedy to stracicie. Chcecie wierzyć? Nie powiem, że jesteście głupcami. Nie będę Was oceniał. Ja przestałem wierzyć już dawno temu. Jeśli Wy, po podobnej stracie, w niewiarygodny sposób odnajdziecie Wiarę z powrotem – to cieszcie się nią. Rozkoszujcie się każdą chwilą i wierzcie. Wierzcie i miejcie nadzieję na lepsze jutro. Dla mnie jest już za późno.

Liam.


Ostatnio zmieniony przez Maggie dnia 21:53:46 13-07-14, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:29:11 23-09-10    Temat postu:

Jedna już jest i jestem pewna, że będą kolejne osoby, które przeczytają

Odcinek rzeczywiście bardzo refleksyjny, aż sama zaczęłam się zastanawiać nad tym wszystkim... W końcu doszłam do wniosku, że mogę podpisać się pod tym obiema rękami (a nawet nogami;))
Teraz zastanawiam się tylko co to jest - w sensie list, pamiętnik, czy może jeszcze coś innego? Stawiam na list, który Liam zostawi swoim przyjaciołom, a sam gdzieś zniknie, podążając tym tajemniczym tropem, o którym wspomniał...
Czekam cierpliwie na new! Pozdrawiam :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mary Rose
Idol
Idol


Dołączył: 27 Lip 2007
Posty: 1287
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:57:01 23-09-10    Temat postu:

Madziu, to się czyta jak rasową powieść! I to z górnej półki! Muszę przyznać, że dostrzegam spore różnice między stylem AA a stylem Stars Way (który jest lekki i łatwy). Nie zmienia to faktu, że oba są przyjemne. Widać, że robisz postępy, więc wróżę ci świetlaną przyszłość. Tylko dawaj częściej odcinki

Poznaliśmy trochę bardziej odczucia Liama, ale zastanawia mnie fakt, do jakiego zbiorowego odbiorcy kieruje on swój list? Sam twierdzi, że dla niego jest już za późno... Myślę, że Leila i nowy współlokator zmienią jego podejście do życia. No i uda mu się rozwikłać sprawę zniknięcia partnera. Nie mogę doczekać się kolejnego odcinka!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:51:06 23-09-10    Temat postu:

Uwielbiam refleksje głównych bohaterów....
Czytając to czuję jakbym czytała naprawdę świetną powieść... Brawa dla Ciebie
Liam stracił wiarę w Boga- to zrozumiałe, ale nie powinien obwiniać siebie za jego śmierć.... na niektóre wydarzenia nie mamy wpływu... Mam nadzieję, że pod wpływem innych Liam zmieni nieco swój światopogląd...
Czekam na kolejny odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maggie
Mocno wstawiony
Mocno wstawiony


Dołączył: 04 Cze 2007
Posty: 5434
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Los Angeles, CA
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:25:54 30-09-10    Temat postu:

Dziękuję Wam za komentarze! :*
Zapraszam do przeczytania kolejnego odcinka!
Wyszedł długi, a może nawet za długi, no ale miałam wenę, więc powinnam za to podziękować

ODCINEK 5: "A BRAT AND A GHOST" - "SMARKACZ I DUCH"

Liam przerwał pisanie i wpatrzył się w okno. Czy to możliwe, żeby on, Liam Walsh - tajny agent CIA, pisał pamiętnik? Otrząsnął się z rozmyślań i szybko spojrzał na okładkę zeszytu, w którym pisał. Odetchnął z ulgą, bo nie była ona różowa i puszysta. A już zaczął myśleć, że zamienia się w babę.
Czuł niepohamowaną potrzebę, aby z kimś podzielić się swoimi uczuciami. Nie mógł porozmawiać z Leilą – to po prostu za bardzo zawstydzające. Pozostawał pamiętnik. To głupie. Nigdy by się na to nie zdecydował, ale niestety nie istniała na świecie osoba, z którą mógłby szczerze porozmawiać. Co prawda był bardzo bliską z ciocią Kat, która była dla niego jak matka, ale mieszkała na Alasce, a nie chciał takiej sprawy załatwiać przez telefon. Viper był jego dobrym kumplem, ale nigdy nie dzielił się z nim tak wstydliwymi przemyśleniami. I szczerze? Nie miał na to ochoty i teraz.
Ale gdyby żył Dylan… Wszystko byłoby inaczej. Dylan by wiedział jak mu doradzić. Wiedziałby, co teraz Liam czuje. Tyle, że Dylan już mu nie pomoże. Ktoś o to zadbał.
Usłyszał dzwonek do drzwi, więc zamknął zeszyt i schował w szufladzie biurka. Zaczęło się. Nawet ze swojej sypialni mógł usłyszeć głośny śmiech Deana, który sprawiał, że robiło mu się niedobrze i pytanie, które znał już na pamięć, a za każdym razem wychodziło ono z ust Leili Harris: „Gdzie jest pacjent?”.
Kiedy rozmawiała o nim z Deanem, nigdy nie używała jego imienia czy nawet nazwiska. Zawsze nazywała go „pacjentem” jakby był umysłowo chorym ‘gościem’ w szpitalu psychiatrycznym. I pewnie nawet tak go traktowała.
Niechętnie wyszedł jej na spotkanie. Siedziała na kuchennym stołku, opierając łokcie na blacie i patrząc jak Dean przygotowuje sobie śniadanie. Był to dość niecodzienny widok, bo jego podopieczny, który dopiero co wstał, w potarganych włosach nalewał właśnie zimnego mleka do pudełka z płatkami śniadaniowymi. Liam skrzywił się na ten widok i podszedł bliżej tak, aby Leila go widziała.
- Gotowy? – spytała, zsiadając ze stołka i udając się w kierunku salonu, gdzie zawsze odbywały się sesje.
- A mam jakiś wybór? – rzucił retoryczne pytanie Liam i rozsiadł się na śnieżnobiałej, skórzanej kanapie.
- Uwierz, mi też nie sprawiają przyjemności te spotkania. – odgryzła się Leila i już chciała zająć miejsce w fotelu, kiedy w pomieszczeniu rozległ się dzwonek telefonu.
Każdy z obecnych w mieszkaniu chwycił za swój telefon komórkowy. Dean z lekkim trudem, bo w jednej ręce miał nadal pudełko z płatkami i mlekiem, a w drugiej łyżkę, którą wyjadał jego zawartość.
- Muszę zmienić dzwonek. – stwierdził z pełnymi ustami, chowając komórkę do kieszeni dresowych spodni, w których sypiał. – To nie mój! – krzyknął w stronę pozostałych.
- Ani mój. – dodał Liam.
Leila już odebrała i pogrążyła się z kimś w rozmowie telefonicznej. Nie wyglądała na zadowoloną. Właściwie to poderwała się z miejsca jak oparzona, a na jej czole pojawiła się zmarszczka.
- Co zrobiła?! – krzyknęła tak głośno, że Liam podskoczył w miejscu, a Deanowi wyleciało z rąk śniadanie. Próbował je złapać w locie, ale wyglądało to jak kiepski numer żonglerski. W czasie, kiedy chłopak rozpaczliwie próbował ogarnąć sytuację (niefortunny przypadek sprawił, że podczas swojego dzikiego wymachiwania rękami, Dean potrącił karton z mlekiem, którego nie zdążył jeszcze ponownie schować do lodówki i jego zawartość rozlała się po kuchennej podłodze), Leila chwyciła swoją torebkę i zdenerwowana wyznała, że jest zmuszona przełożyć sesję na inny termin.
- Wspaniale! – krzyknął uradowany Liam, podnosząc się z kanapy i unosząc ręce w geście tryumfu. – Odpowiada mi ‘nigdy’. Jesteś wtedy wolna?
- Twoje poczucie humoru wcale mnie nie bawi. – Leila wyglądała na naprawdę zmartwioną, a ostatnią rzeczą, jakiej w tej chwili potrzebowała, była kłótnia z agentem CIA. – Zadzwonię później. – rzuciła na odchodnym i ruszyła w stronę drzwi.
Liam uśmiechnął się pod nosem. Miał szczęście. Zyskał dzień wolny od tej Żylety. Uśmiech zszedł jednak z jego twarzy, kiedy usłyszał komentarz Deana:
- Ona ci się podoba.
Nie było to pytanie, ale raczej stwierdzenie faktu. Liam zmarszczył brwi i zwrócił się do podopiecznego:
- Wcale nie!
Brzmiało to jak kłótnia dwóch dzieciaków. No cóż… W oczach Liama Dean nadal był jednym z nich.
- Przecież widzę! – na twarzy Deana pojawił się dyskretny uśmieszek, którego Walsh tak nie cierpiał. – Jest między wami chemia!
Liam nie zdążył nic na to odpowiedzieć, bo do kuchni wpadła zadyszana Leila.
- Zapomniałam, że nie mam samochodu! Przyjechałam taksówką, a nie mam czasu teraz na nią czekać! – powiedziała i opadła na kuchenne krzesło.
- Liam cię zawiezie! – rzucił szybko Dean, żeby jego przełożony nie miał szansy się wykręcić.
Leila skrzywiła się na samą myśl o tym, że znienawidzony pacjent może być jej szoferem, ale rozpaczliwie potrzebowała podwózki, więc przełknęła dumę i spojrzała wyczekująco na Liama. Mężczyzna przeniósł wzrok z niej na swojego podopiecznego i przyszłą ofiarę, bo kiedy patrzył na Deana to miał ochotę tylko go udusić.
Sam w to nie wierzył, ale pięć minut później siedział już za kierownicą swojego Kabrioletu, oglądając swoją kwaśną minę w lusterku. Koło niego, również z niechętną miną, siedziała Leila. Obrała sobie za punkt honoru, aby się nie odzywać, ale niestety była do tego zmuszona po pierwszym pytaniu Liama:
- To… Dokąd mam cię zawieźć? – zapytał, zdając sobie sprawę, że nie ma pojęcia dokąd jechać.
- Do Gimnazjum imienia Roosevelta. Wiesz, gdzie to jest? – zapytała, odwracając wzrok od okna i niechętnie wpatrując się w Liama.
Kiwnął głową, choć wydało mu się to trochę dziwne. Chciał ją o to zapytać, ale w porę się opamiętał. Nie znał jej za dobrze. Właściwie nie była to nawet jego koleżanka. Nie uszło to jednak jej uwadze, więc dla świętego spokoju, mruknęła:
- Problemy z nastolatką.
O nic już więcej nie pytał, tylko zawiózł ją we wskazane miejsce. Przed szkołą kręciło się pełno dzieciaków w wieku od 13 do 18 lat. Jedną z wielu rzeczy, których nienawidził były dzieci. Sam nie wiedział, czy można dziecko nazwać rzeczą. Po prostu ich nie lubił i tak się złożyło, że dzieci nie przepadały również za Liamem.
W tej chwili Leila najbardziej przypominała kłębek nerwów. Kiedy Liam zatrzymał się przed dość ponuro wyglądającą kobietą, trzymającą rękę na ramieniu dziewczynki, która chyba była niezadowolona z tego towarzystwa, wyskoczyła z samochodu w niewiarygodnie szybkim tempie. Rzuciła kilka zdań z kobietą i przyprowadziła nastolatkę do samochodu.
- Nie masz nic przeciwko temu, żeby zostać z nią sam? Muszę zamienić kilka słów z dyrektorką… - zwróciła się do Liama.
- Nie ma sprawy… - powiedział, choć tak naprawdę miał na myśli: „A mam jakieś wyjście?!”.
Dziewczynka usadowiła się wygodnie na tylnym siedzeniu. Bacznie mu się przyglądała, co nie uszło uwadze Liama.
- Masz jakiś problem? – zapytał, kiedy to spojrzenie zaczęło go hipnotyzować.
Nie odpowiedziała, tylko sama zadała pytanie:
- Jesteś facetem Leili?
- Skąd ten pomysł?
- Zawsze miała słabość do starszych. – wyjaśniła dziewczynka, co rozdrażniło trochę mężczyznę.
- Nie jestem stary! – zaperzył się po raz kolejny. Czemu wszyscy wciąż to powtarzają?!
- Ale cztery dychy ci chyba stuknęły, co? – zapytała ciekawska.
- Nie! Nie mam nawet 32 lat! – Liam odwrócił się gwałtownie do tyłu, a dziewczynka spuściła wzrok i zaczęła grzebać w swoim plecaku.
Mężczyzna próbował się uspokoić, sądząc, że to koniec przesłuchania, ale się pomylił.
- To twoje Cabrio?
- Tak! – odpowiedział, zaczynając już mieć dość tej całej sytuacji.
- Niezła fura. – stwierdziła dziewczynka z podziwem. – Też jesteś z CIA?
Zbiła go z tropu tym pytaniem.
- Spokojnie. Przecież nie jestem żadnym terrorystą. – uspokoiła Liama, upewniając go, że może jej odpowiedzieć.
- Pewnie, że nie jesteś. Oni nie zadają tyle pytań!
To stwierdzenie spowodowało, że dziewczynka przez dłuższą chwilę zajęła się odrabianiem lekcji.
- Zabiłeś już kogoś? – przerwała w końcu ciszę, nie odrywając wzroku od zadań z algebry.
Tego już było za wiele!
- Ile ty masz lat? 8?! – postanowił o to zapytać, w razie gdyby później Leila oskarżyła go o zdeprawowanie nieletniej, a był skłonny uwierzyć, że tak by właśnie zrobiła.
- Właściwie to 13. Spostrzegawczy to ty nie jesteś. – odgryzła się mała. Była dość pyskata i miała przemądrzały głos. - Jakim cudem trafiłeś do wywiadu?
- Wrodzony talent i urok osobisty. – odpowiedział i nie zwracając uwagi na prychnięcie za sobą, zaczął się rozglądać za Leilą. Nigdzie jej nie było, co oznaczało, że musiała się zasiedzieć u dyrektorki.
- Po co właściwie wezwali twoją siostrę? – zapytał, chcąc w jakiś sposób zabić czas.
- To nie jest moja siostra. Tylko moja matka. – rzuciła, nadal nie odrywając się od zadania.
- Twoja co?! – Liam odwrócił się w stronę dziewczynki. Był w szoku. Leila nie miała chyba nawet trzydziestki. To jej maniery i powaga sprawiały, że wyglądała na starszą niż w rzeczywistości.
- Moja matka! – powtórzyła nieco głośniej dziewczynka. – Na dodatek jesteś głuchy. Zainwestuj w aparat słuchowy. Pan Fitz ma taki.
- Kto?
- Pan Fitz. Nauczyciel algebry. – wyjaśniła, wskazując na zeszyt z zadaniem domowym. – Jest strasznie stary. Ma chyba ze sto lat. Praca w szkole go wykańcza.
- Wcale mu się nie dziwię, jeśli uczą się tam takie małe potwory jak ty. – Liam miał już dosyć. Nie lubił dzieci i tym razem również nie miał ochoty robić za niańkę. Gdzie jest ta Leila?
- Masz gnata?
- Co mam? – zapytał, nie wiedząc, o co jej chodzi i nadal wypatrując jej matki.
- Gnata! Broń. Spluwę. Pistolet. Mam wymieniać dalej?
- Dzięki, nie trzeba. – zapewnił małą i przetarł oczy dłońmi. Było trudniej niż mogłoby się wydawać. – Tak, mam.
- Super! – zachwyciła się dziewczynka po raz pierwszy odrywając się od zadania. – Pokażesz?
- Nie! – krzyknął, żeby jej pokazać, że ma dość tych głupich pytań i dobrze im zrobi, jeśli posiedzą chwilę w ciszy.
Chyba zrozumiała, bo zajęła się odrabianiem lekcji. To on postanowił przerwać tę ciszę.
- Dlaczego mówisz do swojej matki po imieniu?
- Tylko czasami. – wzruszyła ramionami.
- A twój tata?
- Pytasz, czy on też mówi do niej po imieniu? – zapytała zdziwiona.
- Nie… - zapewnił ją i ciągnął dalej. – Chcę wiedzieć, dlaczego dyrektorka musiała wezwać akurat twoją mamę. Twój tata nie mógł przyjechać?
Przez chwilę siedzieli w ciszy. Liam wpatrywał się w nastolatkę, czekając aż mu odpowie i obserwując jak skrobie coś w zeszycie.
- Nie mam ojca. – powiedziała po chwili. – Ale to już powinieneś wiedzieć skoro spotykasz się z Leilą.
- Już mówiłem, że się z nią nie spotykam! – uniósł się Liam. Dziewczyna była wyjątkowo nieznośna. „Niedaleko pada jabłko od jabłoni” – pomyślał.
- Skoro tak, to dlaczego przywiozłeś ją na spotkanie z dyrektorką gimnazjum, w którym uczy się jej nastoletnia córka?
- Dosyć tego! Słuchaj no… - postanowił wytłumaczyć jej kilka spraw, ale w porę uświadomił sobie, że nie wie nawet, jak dziewczynka ma na imię.
- Chelsea. – dopowiedziała, a on kontynuował.
- Słuchaj… Chelsea… Nie jestem przyjacielem twojej mamy, więc nie widzę powodu, dla którego miałabyś się do mnie zwracać jak do swojego kolegi i zadawać kłopotliwe pytania, o których dzieci nie powinny rozmawiać z dorosłymi. – wyjaśnił jej i zadowolony ze swojego czynu, odwrócił się w stronę kierownicy i oparł się o siedzenie.
- Ty też nie jesteś moim ojcem, a jednak nie przeszkadza ci to w prawieniu mi morałów i mówieniu co mi wypada, a co nie. – odgryzła się Chelsea i ponownie pogrążyła się w odrabianiu lekcji, nie zauważając wściekłej miny Liama, która odbijała się w lusterku.
Czas mijał i Liam zdążył się zdrzemnąć. Obudził się i spojrzał na zegarek. Była pierwsza po południu. Leila siedziała już tam ponad pół godziny. Przeglądał się właśnie w lusterku, kiedy usłyszał cichy śmiech, dochodzący z tylnego siedzenia.
- Z czego się śmiejesz? – zapytał obojętnie na widok rozbawionej miny Chelsea.
- Masz duże mniemanie o sobie. – powiedziała.
- Wcale nie! – zaprzeczył i gotów był się z nią kłócić, ale na szczęście do samochodu wsiadła Leila.
- Dzięki za przypilnowanie jej. – zwróciła się do Liama, wskazując na nastolatkę.
- Drobiazg. – odpowiedział, choć tak naprawdę było to jedno z najgorszych przeżyć w jego życiu.
- A z tobą pogadam sobie później, młoda damo. – rzuciła w stronę Chelsea, zapinając pas bezpieczeństwa.
Liam ruszył ze szkolnego parkingu i usłyszawszy adres od Leili postanowił jak najszybciej odwieźć te dwie pasażerki do domu. Pohamował się nawet, żeby nie zwrócić Leilii uwagi na to, że użyła zwrotu ‘młoda damo’. O ile dobrze wiedział, to właśnie tak zwracały się babcie do swoich wnuczek.
Zatrzymał się przed schludnie wyglądającym małym, parterowym domkiem w dzielnicy na krańcu miasta. Niegrzecznie było prosić Leilę o zwrot pieniędzy za benzynę, więc ugryzł się w język. Właściwie to i tak za wszystko płaciło CIA, więc nie mógł narzekać.
Leila i Chelsea wysiadły z samochodu, a on odetchnął z ulgą i już chciał odjechać, kiedy usłyszał słowa Leili.
- Dzięki za podwózkę.
- W każdym miejscu i o każdej porze… - powiedział to z tak jawnym sarkazmem, że nie uszło to uwadze Leili.
- Dupek! – skomentowała jego uwagę kobieta, a on uśmiechnął się szelmowsko.
- Też było mi miło!
- Już wiem, dlaczego ci się podoba! – usłyszał jeszcze, zanim odjechał, głos Chelsea. – On jest po prostu męską wersją ciebie!
Liam uśmiechnął się pod nosem i ruszył z podjazdu. Nie uważał tak, ale może rzeczywiście byli do siebie podobni?
- Bardziej niż ci się zdaje. – usłyszał za sobą głos, więc spojrzał na tylne siedzenie.
Siedział tam jak gdyby nigdy nic Dylan Stevens, uśmiechając się szeroko. Liam nie mógł się dłużej kontrolować. Stracił panowanie nad wozem, które wpadło w poślizg i uderzyło w sąsiednie drzewo.


Ostatnio zmieniony przez Maggie dnia 21:58:14 13-07-14, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7859
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:53:45 30-09-10    Temat postu:

Niby taki długi odcinek, a nim się obejrzałam już był koniec... Jak dla mnie możesz zawsze pisać takie odcinki (a nawet jeszcze dłuższe!), bo czyta się je tak lekko i przyjemnie... Myślałaś kiedyś o tym, żeby pisać książki? Jestem pewna, że rozchodziłyby się jak świeże bułeczki
Co do odcinka - jak zwykle mnóstwo humoru (jak Ty to robisz?), a do tego wszystko napisane tak wprawnie, że wyobraźnia sama zaczyna działaś i obrazy przedstawiające poszczególne sceny same pojawiają się w głowie
Dean i Chelsea chyba mają rację, że ci dwoje podobają się sobie - jak to się mówi, kto się czubi ten się lubi
Tylko ta końcówka... Mam nadzieję, że nic się Liamowi nie stało i że Leila troskliwie się nim zajmie;)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:36:25 30-09-10    Temat postu:

Odcinek długi, ale to nawet dobrze... No i kolejna porcja humoru ala Dean&Leila
Rozmowa z Chelseą była super- normalnie umierałam ze śmiechu
Zdaje mi się, że Dean ma rację- Liamowi podoba się Leila- w końcu kto się czubi, ten się lubi...
Ale najbardziej niepokoi mnie koniec- co się stanie z Liamem??

Czekam na dalszy ciąg...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mary Rose
Idol
Idol


Dołączył: 27 Lip 2007
Posty: 1287
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:35:45 01-10-10    Temat postu:

Maggie, zwaliłaś mnie z nóg tym odcinkiem! Długość jak najbardziej mi opowiada, choć szczerze, mogłoby być jeszcze więcej, bo rozpędziłam się z zapartym tchem, a tu koniec.

Kto by pomyślał, że Liam ma swój pamiętniczek? Rozumiem, że nie ma się do kogo zwrócić z problemami, choć Viper wypadaje się w porządku. Prowadzenie dziennika to dobry sposób na odreagowanie. Ale prędzej czy później będzie musiał komuś zaufać, bo notesik nie zastąpi przyjaciela.

Cytat:
- Ale cztery dychy ci chyba stuknęły, co? – zapytała ciekawska.
- Nie! Nie mam nawet 32 lat!

Ha, ha, usmiałam się! Wprowadzenie postaci Chelsea to strzał w dziesiątkę. Leila jest bardzo młodą mamuśką, ale to dostarczy nam na pewno wielu zabawnych scenek między nią a jej nastoletnią córką. Scenka w samochodzie genialna. Ta dziewczynka ma niezły tupet, uwielbiam takie postaci! Zapewne dlatego, że sama jestem spokojną osobą
No i co oni mają z tym wiekiem Liama? Wpędzą go w kryzys wieku średniego jeszcze, czy coś

Zarówno Dean jak i Chelsea zauważyli, że pacjent i pani psycholog mają się ku sobie. Rzeczywiście mają podobne charaktery i przy każdym ich spotkaniu wybucha bomba. Ciekawi mnie, czy współlokator Walsha będzie chciał zabawiać się w swatkę.

Zgadzam się z poprzedniczkami, że końcówka zwala z nóg! Czy Liam oszalał do reszty i ma omamy, czy Dylan żyje i ma się dobrze? Dawaj new szybko, bo nie wytrzymamy

Pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 28, 29, 30  Następny
Strona 3 z 30

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin