Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Bella Mafia
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:10:05 06-02-11    Temat postu:

Nic już więcej nie powiem Nie będę spoilerować. Już za dwa, trzy odcinki dowiesz się jakie będzie zakończenie Niestety tak miało tego zostało, ale cóż czas najwyższy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:13:49 06-02-11    Temat postu:

To w takim razie grzecznie czekam:D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:42:55 08-02-11    Temat postu:

No i jest ! Trochę późno

ODCINEK 36

- Dlaczego mi to robisz? – zapytała cicho i przymknęła powieki. Oparła się o ścianę. Luka podszedł do niej i założył włosy za ucho w pieszczotliwym geście. Dziewczyna wtuliła policzek w jego ciepłą dłoń. Tak bardzo tego pragnęła. Rozpaczliwie potrzebowała jego bliskości. Tęskniła i kochała go ponad wszystko. Kiedy uświadomiła sobie że już nigdy nie będzie tak szczęśliwa jak jeszcze parę tygodni temu zaczęła cicho płakać.
- Mari – wyszeptał i przyciągnął ją do siebie tuląc w ramionach jak najcenniejszy skarb. Powinien to zrobić już dawno. Powinien być z nią kiedy tego potrzebowała. Ale nie on był dumny. Bał się. Nie był gotów. Wciąż płakała a jemu ściskało się serce. on był przyczyną jej łez . Kochał ją i ranił jednocześnie. Chciał coś powiedzieć, ale w tym samym czasie usłyszał czyjeś krzyki dobiegające z salonu. Uniósł głowę i spojrzał na drzwi. Mariana odsunęła się od niego powoli i spojrzała mu w oczy. Jego mięśnie się napięły a oczy przybrały nieobecny wyraz. Odsunął się od niej i ruszył do wyjścia.
- Luka co się dzieje ? – zapytała zaniepokojona.
- Zostań tu proszę – powiedział ale nawet na nią nie spojrzał i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Dziewczyna zmarszczyła brwi i złapała za klamkę. Nie miała zamiaru siedzieć w pokoju, tym bardziej że działo się coś złego.

***
- Powiedziałem ci już, że to zakończona sprawa – odparł Vito zniecierpliwiony – po co nieustannie do tego wracasz – dodał i spojrzał na brata wściekły. Paulino prychnął i posłał Vito kpiące spojrzenie.
- Braciszku ty nigdy od tego nie uciekniesz – zaśmiał się – dlaczego nie skorzystasz póki możesz. To świetny interes – dodał. Vito bezradnie pokręcił głową i usiadł na kanapie.
- Ty chyba nie rozumiesz – wtrącił się Marco – ojciec powiedział że nie chce brać już w tym udziału. Dlaczego cały czas go dręczysz? – zapytał i skrzyżował ręce na piersi. Kiedy Paulino chciał coś powiedzieć do salonu wszedł Luka z grobową miną i wzrokiem który ciskał piorunami.
- Ty też zamierzasz prawić mi kazanie? – zapytał kpiąco. Jednak zamiast odpowiedzi otrzymał silny cios w szczękę. Paulino upadł na podłogę i spojrzał zaskoczony na bratanka.
- Luka co ty wyprawiasz? – zapytał Marco i ruszył w jego kierunku.
- Nie wtrącajcie się! – warknął przez ramię. Chwycił wuja za marynarkę i podniósł go ciskając o ścianę.
- Synu… - Vito wstał gwałtownie z kanapy i spojrzał na niego przestraszony. Luka znów uderzył Paulina w twarz.
- Ty bydlaku! – syknął Luka i złapał go za poły marynarki – powiedz ojcu jak go zdradziłeś – ryknął wściekły – no powiedz! – Vito przeniósł wzrok na zdezorientowanego Marco a później znów na Lukę.
- O czym ty mówisz synu? – zapytał Vito. Luka spojrzał na niego ze łzami w oczach. W salonie w tym samym momencie pojawiła się Barbara, Elena, Mike i co najgorsze Mariana. Nie posłuchała go i jednak zeszła. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Mięśnie na policzku zaczęły mu drgać. Spojrzał z nienawiścią na Paulino.
- Powiesz im sam, czy ja mam to zrobić? – zapytał z furią. Paulino zaśmiał się z wysiłkiem.
- Nie wiem o czym mówisz – syknął.
- Czyżby? – zapytał Luka i spojrzał mu z furią w oczy – to może ci przypomnę? – przechylił głowę w bok i nie spuszczał z oczu twarzy Paulina. Przycisnął go jeszcze mocniej do ściany – lipiec dwa lata temu. ….chodnik przed moim klubem …… Adriana …. mówi ci to coś? – zagrzmiał – a może masakra rodziny Luciano ponad pół roku temu? – szarpnął go i jeszcze raz pchnął na ścianę – odpowiadaj do cholery!
- Po co? – zapytał z ironią – przecież ty już ….. – kaszlnął – wszystko już wiesz.
- Luka? – Vito patrzył na syna szeroko otwartymi oczami. Ruszył powoli w jego stronę.
- Za co? – zapytał ze łzami w oczach i pokręcił wściekły głową – co oni ci zrobili? – nie czekał jednak na odpowiedź. Szarpnął wuja za marynarkę i pchnął na środek pokoju. Wymierzył mu mocny cios aż ten zatoczył się i upadł na podłogę. Zanim jednak zdołał się otrząsnąć i podnieść Luka chwycił go za ubranie i rzucił nim o ścianę.
- Luka…. Synu…..na miłość boską przestań – zawołał za nim Barbara. Chłopak jednak był głuchy na jej wołanie. Nie słuchał. Nie chciał. Od lat marzyło tym aby znaleźć zabójcę swojej siostry. Jej śmierć nie dawała mu spokoju. Ten człowiek zdradził ich rodzinę. Zabił ojca Mariany i zniszczył ich szczęście. Czuł pogardę i gniew. Wszystko się z nim gotowało. Uczucia tłumione przez lata nagle wyszły na światło dzienne i zalały go silną falą. Ruszył ku wujowi nie zważając na nic i na nikogo. Był wściekły. Nagle poczuł na ramieniu delikatny ciepły dotyk.
- Luka…..- cichy szept dotarł do niego przez mgłę nienawiści i furii jaka go ogarnęła – Luka….proszę cię. Przestań – Mariana podeszła do niego i stanęła pomiędzy nim a wujem i spojrzała mu w oczy. Mimowolnie przeniósł zamroczony wzrok na dziewczynę. Łzy niczym grochy popłynęły mu po policzku. Nie miał już siły. Ostatnie tygodnie dały o sobie znać. Nigdy nie czuł się tak bezradny i zmęczony jak teraz.
- Mari….. – wyszeptał i pogładził ją po policzku jakby chciał się uspokoić. Jakby ten gest miał sprawić że wszystko zniknie. Tak się jednak nie stało. Wuj wciąż tu był. Na wolności. Bezkarny.
- Paulino jak mogłeś? – Vito podszedł do brata i spojrzał na niego z politowaniem i gniewem. Łzy zalśniły mu w oczach – czym ci zawiniłem że postanowiłeś zniszczyć wszystko to co starałem się zbudować. Tak mi się odwdzięczasz za lata mojej opieki nad tobą? Nie miałbyś nic gdybym nie zaangażował cie w moje interesy. A ty zamordowałeś mi córkę…. – powiedział i głos mu się załamał. Mariana spojrzała na Barbarę która jak w amoku usiadła na kanapie i zakryła dłonią usta. Nagle jakby dotarło do niej co słyszy i zaczęła płakać. Marco usiadł obok niej i starał się ją uspokoić. Bezskutecznie – co ona ci zrobiła? Była jeszcze taka młoda….
- I za wścibska – prychnął Paulino – niepotrzebnie węszyła tam gdzie nie powinna – w trym samym momencie Luka ruszył w jego stronę gwałtownie wyrywając się do przodu. Mariana jednak zatrzymała go stanowczym ruchem nie pozwalając na to by popełnił największy błąd swego życia. Odsunął się i przeczesał włosy palcami.
- Co takiego odkryła że musiałeś ją zabić do cholery! – zagrzmiał i patrzył na brata z nienawiścią.
- Znalazła jakieś niezgodności w księgach rachunkowych i zaczęła grzebać. Odkryła moje przekręty i była na tyle głupia by mi o tym powiedzieć. Gdyby tego nie zrobiła pewnie do tej pory by żyła – syknął i posłał bratu kpiące spojrzenie. – powinna była z tym przyjść do ciebie i ci o tym powiedzieć, ale ona wolała trzymać buzię na kłódkę więc jej to ułatwiłem – Luka uderzył pięścią w komodę i spojrzał błagalnie na Marco
- Zabierz go stąd bo zabiję go gołymi rękami – powiedział z gniewem – przysięgam że to zrobię – powiedział i potarł nasadę nosa. Poczuł jak siły go opuszczają. Oparł się o ścianę i osunął się na podłogę. Usiadł i oparł łokcie o kolana patrząc na zmieszaną Marianę. Starała się trzymać nerwy na wodzy co wcale nie było takie łatwe. Luka zastanawiał się jak ona musiała się teraz czuć. Pewnie tak samo jak on a może nawet gorzej. Dowiedziała się przed chwilą kto wymordował jej rodzinę. Nie wiedziała tylko jeszcze dlaczego.
- A rodzina Luciano? – zapytał Vito. Mariana na dźwięk swojego nazwiska zesztywniała. Uniosła wzrok i wlepiła go w Paulino. W salonie zapadło milczenie.
- Roberto Luciano zaczął być słaby. Mógł pogrążyć nas wszystkich jeśli tylko ktoś dobrze by na niego wpłynął. Poza tym tylko oni zagrażali naszej pozycji na Sycylii. Wyeliminowanie ich wiązało się z osiągnięciem tego czego tylko byśmy zapragnęli. Nikt nie stało by nam na drodze. Nikt nie zabierałby naszej kasy – spojrzał na Vita z furią - a ty po prostu się wycofałeś i zniweczyłeś moje plany. Moje marzenia. Ja przestałem się dla ciebie liczyć – prychnął. Vito jednak pokręcił głową i odszedł.
- To koniec Paulino. Przestałeś byś moim bratem – powiedział ze łzami w oczach. Wbił wzrok w okno i schowa ręce w kieszenie – nie mam już brata. Nie chcę cie widzieć w tym domu, ani na Sycylii. Nie interesuje mnie dokąd pójdziesz ani za co będziesz żył. Jeżeli pokażesz się na Sycylii uruchomię wszystkie moje kontakty i przysięgam ci że nie pożyjesz długo. Obiecuję ci to a wiesz że dotrzymuję raz danego słowa – odparł a samotna łza spłynęła mu po policzku – zapomnij o tym że kiedykolwiek miałeś rodzinę. Zapomnij że nazywasz się Giancarlo. Wstydzę się ciebie. Nasz ojciec przewraca się w Grobię. Cieszę się że tego nie widzi – powiedział Vito i przeniósł swój umęczony wzrok na Lukę. Kiwnął mu głową i podszedł do Barbary. Chwycił ją za ręce i zaprowadził po schodach na górę bez słowa. Luka wyjął z kieszeni dżinsów telefon i wykręcił numer.
- Witam komisarzu Montoya – powiedział do słuchawki i przeniósł swój wzrok na Marianę.

***
- To wszystko? – zapytał komisarz i spojrzał na Lukę a później na Marco.
- Tak komisarzu – Marco wstał – to wszystko co wiemy. Mam nadzieję że Paulino zostanie surowo ukarany za to zrobił – powiedział i włożył ręce w kieszenie. Przeniósł swój wzrok na Lukę który stał za Marianą i robił wszystko aby powstrzymać się i jej nie dotknąć – on już nie należy do tej rodziny. Ojciec nie chce mieć z nim nic wspólnego.
- Przykro mi panie Giancarlo – powiedział policjant i złożył swój notes – cieszę się jednak że wszystkie sprawy które ostatnio zaprzątały mi głowę się wyjaśniły – dodał i schował notes do wewnętrznej kieszeni marynarki. Wyciągnął dłoń i uśmiechnął się lekko – dziękuję panie Marco i do widzenia – pożegnał się. Marco uścisnął mu dłoń i wlepił wzrok okno – do widzenia panie Luka- chłopak kiwnął mu głową i komisarz ruszył do wyjścia – podejrzany w samochodzie – zwrócił się do swojego pracownika.
- Tak panie komisarzu.
- Świetnie. wychodzimy – dodał i zniknął za drzwiami. Marco zerknął na brata który stał obok Mariany z nieobecnym wyrazem twarzy. Uśmiechnął się do niego i bezszelestnie wyszedł z salonu kierując się schodami na górę.
- Mari? – Luka podszedł do Mariany i położył jej dłoń na ramieniu. Dziewczyna drgnęła i przymknęła powieki. Odwróciła się do niego przodem i spojrzała w oczy.
- Co teraz będzie? – zapytała ze łzami w oczach. Luka przełknął ślinę i spuścił głowę.
- Nie wiem Mari – pokręcił głową – nie mam pojęcia, ale ….. – ujął jej twarz w dłonie – pamiętaj że ja nigdy nie przestałem cie kochać. Mamy mieć dziecko …. musimy o nim myśleć. Musimy porozumieć się dla niego – spojrzał jej w oczy i dostrzegł w nich smutek.
- I uważasz że to wszystko załatwi? – zapytała. Luka zmarszczył brwi i spuścił głowę – to nie jest rozwiązanie. Nasze dziecko nie może być rozwiązaniem naszych nieporozumień – stwierdziła a samotna łza popłynęła jej po policzku. Luka kciukiem otarł słoną kroplę.
- Mari potrzebuję czasu. Muszę wszystko sobie poukładać – powiedział cicho gładząc jej policzek.
- Nie zaufasz mi już prawda? – zapytała. Chłopak jednak nic nie powiedział. Nie wiedział co ma jej powiedzieć. Mariana pokręciła głową i odsunęła się od niego. Wszystko co było miedzy nimi zniknęło. Czuła się tak jakby wszystko w niej umarło – nie ma już dla nas szansy? – zapytała i zapatrzyła się na ogród. Kiedy nie usłyszała żadnej odpowiedzi odwróciła się i spojrzała Luce w twarz z bólem.
- Co mam ci powiedzieć Mari? – odparł bezradnie. Jego oczy zaszkliły się od łez kiedy patrzył na jej cierpienie. Dziewczyna pokręciła głową i przeczesała włosy palcami.
- Nic nie musisz mi mówić – odparła – myślę, że wszystko jest już jasne – dodała smutno i ruszyła do wyjścia z salonu. Luka jednak zatrzymał ją w pół drogi i spojrzał w oczy.
- Nic jeszcze nie jest między nami jasne – powiedział.
- Luka ja na ciebie nie zasługuję – odparła z rozpaczą w głosie – było pięknie ale się skończyło – stwierdziła a łzy popłynęły jej po policzku – zniszczyłam wszystko co było między nami. Nie umiem spojrzeć ci w oczy bez poczucia winy – przyznała i przeczesała włosy palcami – nie potrafię mieszkać z tobą pod jednym dachem i mieć świadomość że nie mogę cie nawet dotknąć. Żyjemy obok siebie i to jest nie do wytrzymania – powiedziała i głos jej się załamał. Zakryła dłonią usta i zaczęła szlochać.
- Mari……. – podszedł do niej i spojrzała w twarz. Nie wiedział co ma jej powiedzieć. Nie wiedział jak. Zmarszczył brwi i spuścił głowę.
- Proszę…. Luka. Nie mam już siły – odparła w końcu i wybiegła z salonu pozostawiając go samego ze sobą i ze swoimi myślami. Kiedy patrzył jak znika na schodach poczuł ból w sercu. Samotna niekontrolowana łza spłynęła mu po policzku. Kochał ją, ale coś powstrzymywało go przed tym żeby za nią pobiec. Żal rozdzierał mu serce. Pragnął jej wybaczyć ale bał się że nie umie zapomnieć. Że cokolwiek zrobi ta sytuacja zawsze będzie rzucała cień na ich związek. Bał się że zawsze będzie miał przed oczami jej twarz kiedy wyznała mu prawdę. Nie miał prawa dawać jej nadziei. Nie po tym co przeszła przez ostatnie miesiące. Nie jeżeli tak bardzo ją kochał.


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 21:59:10 08-02-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:09:00 12-02-11    Temat postu:

Przeczytałam już dawno, ale... jakoś tak nie umiałam zebrać się do skomentowania ^^'
W każdym razie zaskoczyłaś mnie - zupełnie nie spodziewałam się, że to ktoś z rodziny odebrał Adrianie życie, tzn. w sumie kiedyś tam dawno, przeszło mi przez głowę, że może to Mike, ale po jego rozmowie z Luką, w której wygarnął mu, że nie potrafił uratować siostry nie miałam żadnych konkretnych podejrzeń. Potem myślałam, że może to ktoś z rodziny Mari i stąd ta masakra w domu Giancarlo, ale szybko okazało się, że ta wersja też odpada...
Nie daje mi spokoju wątek Mari i Luki, naprawdę i moje przeczucia, że stanie się coś złego, są coraz silniejsze Przecież gdzieś tam jest jeszcze przepełniona nienawiścią Gaia i zupełnie nie wiadomo, co jej strzeli do głowy...
Eh... cóż, jak zwykle czekam cierpliwie next, ciągle licząc po cichutku na happy end;)
Pozdrawiam :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:35:56 14-02-11    Temat postu:

Mówiłam, że postaram się zaskoczyć była kilka możliwości - rodzina Mariany co byłoby za oczywiste, Mike który nie dogadywał się z bratem - żadna jednak z tych opcji nie wydawała mi się odpowiednia, więc postanowiłam wykombinować coś innego

No i teraz ten nieszczęsny happy end zbierają mi się kopniaki od Ciebie Aguś, ale cóż poradzę

ODCINEK 37 OSTATNI

- Mariana zastanów się dobrze – poprosił Reno. Siedział obok niej na ławce na terenie sierocińca. Kiedy dziewczyna dowiedziała się kto stoi za śmiercią połowy z członków jej rodziny zadzwoniła do Rena i poprosiła o spotkanie. Chciała powiedzieć mu wszystko co wie. Chciała z kimś porozmawiać o bólu jaki w sobie nosi. Miała nadzieję, że ktoś ją zrozumie. Potrzebowała czyjegoś oparcia, a Reno zawsze służył jej pomocą. Był przyjacielem jej ojca i wspaniałym człowiekiem. Pomagał im kiedy mężczyźni Luciano zostali wymordowani. Spełniał ich prośby. Zawsze lojalny, ale przede wszystkim stanowczy i mocno stąpający po ziemi. Był realistą. Uczciwym, wyrozumiałym i pewnym siebie. Jednak kiedy chodziło i interesy potrafił być surowy i bezkompromisowy. Mariana cieszyła się że mimo wszystko znalazł dla niej zawsze czas. Stał się dla niej jak ojciec, którego straciła i była mu za to wdzięczna. Nigdy jej nie oceniał. Potrafił słuchać. Zawsze wiedział co powiedzieć. Kiedy potrzebowała pomilczeć dotrzymywał jej towarzystwa. Kiedy chciała się wypłakać pozwalał jej na to. Kiedy potrzebowała rady zawsze jej udzielił. Traktował jak swoją córkę. Kochał ją, Mariana to wiedziała. Dlatego tak bardzo się z nim zżyła zanim jeszcze jej ojciec zginął.
- Nie mam wyjścia Reno – powiedziała i spojrzała na swoje splecione palce – nie potrafię tkwić w tym dłużej. To ponad moje siły – wyznała i spojrzała przed siebie. Ojciec Manuel rozmawiał właśnie z Sofią i Blancą.
- Zawsze jest jakieś wyjście Mari – powiedział łagodnym tonem – może jest łatwiejsze niż ci się wydaje – dziewczyna pokręciła głową.
- Nie jest – przeczesała włosy palcami – miedzy mną i Luką nigdy już nie będzie dobrze. Kocham go całym sercem, ale nie zasłużyłam na niego – powiedziała przybita – nie mogę mieszkać w nim pod jednym dachem i pozwalać by cierpiał.
- A czy uważasz że Luka cie nie kocha? – zapytał i spojrzał na nią.
- Pewnie kocha, ale mimo wszystko nie umie mi zaufać. Nie chce go do niczego zmuszać. To ja zniszczyłam to co między nami było, bo o niczym mu nie powiedziałam. Tkwiłam w tym cholernym kłamstwie, więc mam co chciałam – powiedziała a łzy zalśniły jej w oczach.
- Mari byłaś lojalna wobec matki. To nie zbrodnia – przyznał łagodnie. Dziewczyna spojrzała na niego z bólem.
- W tym przypadku owszem – odparła i znów zapatrzyła się na swoje dłonie.
- A dziecko? – zapytał w końcu i wbił wzrok przed siebie – dlaczego również je skazujesz na to aby dorastało bez ojca? – przeniósł na nią swój wzrok. Zmarszczyła brwi i przełknęła ślinę – dobrze wiesz jak to jest żyć bez ojca.
- Wiem – wyszeptała i wlepiła wzrok w ciotki. Obje zaczęły się uśmiechać. Były radosne. Mariana wiedziała że nadal tęsknią, nadal ten ból rozdziera im serce ale zdają sobie sprawę, że nie mogą wiecznie chować się przed światem. Ona też nie powinna, a jednak tego właśnie pragnęła – obiecaj mi tylko, że zrobisz o co cie proszę – powiedziała i spojrzała Reno w twarz. Westchnął zrezygnowany i kiwnął głową.
- Zrobię. Te pieniądze należą do ciebie Mari. Nie mam prawa ci ich odmawiać – spojrzał na nią – rozumiem, że twoja decyzja jest nieodwracalna? – Mariana spuściła głowę i pokręciła nią zaprzeczając – mam nadzieję, że nie będziesz tego żałować. Mimo iż się z tobą nie zgadzam wiedz, że możesz na mnie liczyć.
- Wiem Reno i dziękuję – uśmiechnęła się blado i wtuliła w jego ciepłe i troskliwe ramiona. Łzy zapiekły ją pod powiekami. W gardle stanęła ogromna klucha. Serce zakuło niewyobrażalnie. Choć cierpiała nie miała wyjścia. Musiała postąpić tak jak planowała. Będzie bolało. Zdawała sobie z tego sprawę.
- Powiesz dokąd się wybierasz? – zapytał łagodnie. Dziewczyna jednak pokręciła głową.
- Przykro mi. To nie jest dobry pomysł – spojrzała mu w oczy – chcę być sama. Nikt nie będzie wiedział gdzie jestem. Wybacz… - Reno nic jednak nie powiedział. Pocałował ją w tylko w czoło i objął ramieniem – co z mamą? – zapytała po chwili. Reno westchnął.
- Fatima zawiozła ją do ośrodka dla psychicznie chorych – przyznał – ma tam pomieszkać dwa miesiące dopóki lekarze nie uznają, że jest zdrowa i nikomu nie zagraża.
- Żałuję, że mnie przy niej nie będzie – powiedziała cicho.
- Mari ona wie jaką krzywdę ci wyrządziła. Zajmiemy się nią, o to nie musisz się martwić. Zajmij się teraz swoim życiem. Wszystko będzie dobrze – powiedział i pocałował ją w czoło.
- Mam nadzieję – odparła. W tym samym czasie podeszły do nich Sofia i Blanca.
- Mari? – Sofia usiadła obok niej i uściskała mocno – naprawdę chcesz to zrobić? – zapytała przyglądając jej się uważnie.
- Nie chce – przyznała ze łzami w oczach – ale to najlepsze co mogę zrobić. Nie mam już siły w tym tkwić. Lepiej będzie dla wszystkich jeśli zniknę.
- Nie wydaje mi się – powiedziała Sofia i spojrzała błagalnie na Rena. Mężczyzna jednak pokręcił głową bezradnie i potarł nasadę nosa.
- Sofia nie mam lepszego rozwiązania. Będę za wami tęsknić – głos jej się załamał – ale…. – chciała coś powiedzieć jednak nie była w stanie. Ciotka przyciągnęła ją do siebie bez słowa i objęła. Obje zaczęły płakać. Bianca przeczesała włosy palcami i zamrugała odpędzając od siebie łzy.
- A Luka? Dziecko? – zapytała Bianca i spojrzała na nią smutno – pomyślałaś o nich? – Mariana otarła oczy i wlepiła wzrok w ciotkę.
- Owszem. Pomyślałam. Jednak nic nie zmieni mojej decyzji. Przykro mi – dodała stanowczo i spojrzała ponad ramieniem ciotki na kobietę która szła w ich stronę – jest jednak coś co chciałabym jeszcze załatwić – powiedziała i wstała. Reno i Sofia poszli w jej ślady a Bianca stała i patrzyła niedowierzając w to co widzi.
- Bianca… - zaczęła i podeszła do przybyłej kobiety – to jest twoja siostra Elena – powiedziała. Ciotka zakryła dłonią usta a łzy jak grochy popłynęły jej po policzku.
- To niemożliwe – załkała. Elena jednak jak zahipnotyzowana ruszyła w jej kierunku. Zawahała się przez moment a później obie wpadły sobie w ramiona i zaczęły płakać. Mariana uśmiechnęła się do siebie i pogładziła leciutko swój brzuch. Spojrzała na Rena i Sofię i pokręciła głową dając im znak, aby nikomu o niczym nie mówili po czym ze łzami w oczach czym prędzej odeszła kierując się do samochodu. Wiedziała, że jeżeli zostałaby tam choć odrobinę dłużej zmieniałby zadanie co do swojego postanowienia a nie mogła tego zrobić.

***
Mariana zeszła schodami do holu i rozejrzała się ostatni raz po rezydencji w której spędziła ostatnie tygodnie. Choć były dla niej trudne nigdy nie zapomni serdeczności i miłości jaką zaofiarowali jej Gincarlo. Mimo iż mogła odebrać im syna bezwarunkowo jej wybaczyli i co więcej zaufali i przygarnęli. Pozwolili jej wejść do tego domu i do rodziny. Była im bardzo wdzięczna, jednak wyrzuty sumienia zawsze pozostały. Nie umiała spojrzeć im w twarz. Nie potrafiła znieść ich dobroci kiedy ona sama chciała ich zniszczyć za coś czego nie zrobili. Uśmiechnęła się do siebie. Spotkało ją tu wiele radości. Czas spędzony z Eleną, przyjaźń z Mikem. Rozmowy z Don Vito czy Barbarą. Żarty z Marco. Jednak mimo całej pięknej oprawy miała świadomość bólu jaki zadała człowiekowi którego kochała nad życie. To dla niego wyjeżdżała. Chciała, aby ułożył sobie życie, by nie cierpiał i zapomniał o niej. Miała nadzieję, że kiedyś wybaczy jej to jak perfidnie go okłamała. Wiedziała, że jej nie zaufa. Nigdy między nimi nie będzie już tak jak było przez te cudowne chwile kiedy odkrywali swoją miłość. Wspaniały weekend w domku na plaży, noce w jej mieszkaniu, ich kłótnie po których się namiętnie godzili. Nigdy już nie zobaczy miłości w oczach Luki. Czułości jaką jej okazywał za każdym razem kiedy jej dotykał. Nie poczuje już jego zapachu, ciepła jego ciała. Nie zobaczy tych oczu które przewiercały ją na wylot a niekiedy sprawiały że gotowa była oddać mu wszystko. Nie usłyszy jego śmiechu. Gotowa jednak była ponieść takie poświęcenie byle tylko dać mu to czego pragnął. Czas. Czas by zapomniał jak bardzo go zraniła. Czas by zapomniał o niej i zaczął nowe życie.
Odetchnęła głęboko i ruszyła do drzwi. Położyła na komodzie białą kopertę zaadresowaną do Luki i wyszła z domu. Cieszyła się, że nikogo z domowników nie było. Barbara i Vito razem z Marco pojechali na policję, Mike pojechał do restauracji a Luka do klubu. Uważała że to nie jest w porządku, żeby wymykać się kiedy nikogo nie ma, ale wiedziała, że gdyby wiedzieli nie pozwoliliby jej odejść. Wiedziała że nie dałaby rady tego zrobić. Tak było jej łatwiej. Włożyła swoją walizkę do bagażnika i usiadła za kierownicą. kiedy chciała włożyć kluczyk w stacyjkę ręce tak jej się trzęsły że nie była w stanie trafić. Uderzyła w kierownicę i oparła o nią czoło. Zaczęła płakać tak jak jeszcze nigdy w życiu. Czuła jak umiera jej serce. tak potwornie bolało. Myślała że będzie jej łatwiej, ale nie było i nigdy już nie będzie. Miała żyć dla swojego dziecka, ale wiedziała, że wszystko w niej zaczęło umierać. Kawałek po kawałku traciła siebie. Zostawiała za sobą wszystko co było jej najdroższe. Rodzinę. Przyjaciela. Giancarlo i Lukę. Zostawiała w tym domu swoją duszę, której nigdy już nie odzyska. Uniosła głowę i ostatni raz spojrzała zapłakanymi oczami na dom w którym mogła być szczęśliwa po czym odpaliła silnik i odjechała pozostawiając za sobą swoje życie.

***
Luka wszedł do domu i od razu wbiegł na górę. Od wczoraj nie mógł przestać myśleć o Marianie. O jej słowach. O bólu jaki widział w jej oczach. O cierpieniu w głosie. Nie mógł się dłużej oszukiwać. Kochał ją i chciał z nią dzielić życie. Powinien jej to powiedzieć. Dać jej do zrozumienia że jest dla niego ważna, a przez ostatnie tygodnie robił odwrotnie. Cierpiał. Każdego dnia. Wtedy kiedy widział smutek w jej oczach i wtedy kiedy rano przyglądał się jak śpi. Sama. W swoim łóżku. Niczego tak nie pragnął jak Mariany. Poranków kiedy budziłaby się w jego ramionach. Nocy kiedy udowadniałby jej jak bardzo ją kocha. Dni kiedy mógłby się z nią śmiać, rozmawiać, spacerować. Chwil kiedy jest smutna i płacze. Momentów kiedy się uśmiecha i jest szczęśliwa. Pragnął jej. Mariany. kobiety jego życia. Matki jego dziecka. Wiedział, że zaczęcie od nowa wcale nie będzie łatwe. Chciał jednak spróbować. Ponad wszystko na świecie tego właśnie pragnął.
Wszedł do jej sypialni i rozejrzał się wokoło. Mariany tam nie było. Przywitała go cisza i poczucie niewyobrażalnej pustki. Spojrzał na szafkę nocną gdzie zawsze leżała jej książka i szczotka do włosów. Nic tam jednak nie było. Łóżko idealnie zasłane. Okno szczelnie zamknięte. Coś mu się nie zgadzało. Mariana zawsze lubiła kiedy letni wietrzyk wpadał do pokoju. Jak w amoku podszedł do szafy, drżącą dłonią otworzył drzwiczki i zamarł. Jeszcze dziś rano wypełniona ubraniami teraz była całkowicie pusta.
- Niech to szlag ! – warknął i wybiegł z pokoju kierując się do schodów. Zszedł na dół i już miał wychodzić kiedy na komodzie przy wyjściu zauważył kopertę zaadresowaną do niego. Chwycił ją i rozpoznał równo postawione litery. Pismo Mariany. Przez dłuższa chwilę stał i wpatrywał się w kopertę jakby nie docierało do niego to co widzi. Bał się ją otworzyć. Wiedział, że to co tam przeczyta złamie mu serce. Czuł to. Łzy zalśniły mu w oczach. Uniósł głowę i przeczesał włosy palcami. W tym samym momencie do domu wszedł Vito, Barbara i Marco. Widząc zdezorientowanego i przestraszonego Lukę stanęli jak wryci.
- Luka? Synu? – Vito podszedł do niego i położył mu dłoń na ramieniu – co się dzieje? – chłopak jednak odsunął się od ojca i oparł się o ścianę. Otworzył kopertę i wyjął list który napisała do niego Mariana.

Luka,
Wybacz proszę, że stałam się przyczyną Twojego cierpienia. Ostatnią rzeczą jakiej pragnę w życiu to sprawienie ci bólu, a to właśnie zrobiłam. Wiedz, że nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z tobą. Nie żałuję, że przystanęłam na żądanie mojej matki, bo inaczej wcale bym Cię nie poznała. Jesteś wszystkim tym co najlepsze w moim życiu. Dałeś mi to czego nigdy nie otrzymałam. Pokazałeś, że można mnie kochać. Pokazałeś jak kochać i pozwoliłeś mi uczestniczyć w Twoim życiu. Pamiętaj, że nigdy nie kłamałam mówiąc Ci, że Cię kocham. Nie kłamałam kiedy widziałeś w moich oczach czułość. Nie kłamałam kiedy oddawałam ci swoje ciało. I nie kłamię teraz. Kocham cie całym sercem i bez względu na wszystko nadal będę kochać. Oszukałam Cię najpodlej jak to możliwe. Zniszczyłam wszystko co było między nami dlatego najlepszą rzeczą jaką mogę zrobić to odejść. Nie zasługuję na Ciebie. Na Twoją miłość, ani na dni spędzone z Tobą. Choć pragnę tego z całych sił nie mam prawa niczego oczekiwać. Jedyne o co mogę cie prosić to o wybaczenie. Wybacz mi krzywdę jaką ci wyrządziłam. Wybacz że cie oszukałam. Wybacz, że mówię Ci o tym w ten sposób, ale nie jestem dość silna, żeby zrobić to osobiście. Nie mam odwagi spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć, że odchodzę, bo tak będzie lepiej. Wiem, że nie przeszłoby mi to przez gardło. Jesteś cudownym mężczyzną. Miałam to szczęście, że przez złudną chwilę mogłam cieszyć się Tobą. Móc powiedzieć, że jesteś mój. Móc nazywać się Twoją kobietą. Rozkoszować się Twoją bliskością. Dotykiem, który rozpalał całe moje ciało. Uśmiechem który sprawiał że serce mocniej mi biło. Spojrzeniem od którego miękły mi kolana. Nie zasłużyłam na to. Nie mam prawa tego mieć.
Przepraszam….. wiem, że to nie wystarczy, ale nie mogę zrobić nic więcej.
Zapomnij o mnie i ułóż swoje życie. Obiecuję, że nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Nikt nie wie gdzie jestem. Nikt nie wie dokąd wyjeżdżam. Nie szukaj mnie, proszę. Tak będzie lepiej dla nas obojga. Tak będzie lepiej dla wszystkich.
Wybacz…
M.

Luka osunął się po ścianie na podłogę. Oparł dłonie o kolana i tępo wpatrywał się w ścianę naprzeciwko. Łzy niczym grochy popłynęły mu po policzkach. Stracił ją. Odeszła. Wyjechała zostawiając go samego. Z jego miłością do niej. Z bólem w sercu nie do opisania. Z łzami które dławiły go w gardle. Nie mógł wydobyć z siebie głosu. Czuł jak się zapada. Jak umiera z nim wszystko. Czuł się pusty. Całkowicie wypalony. W kilka sekund stracił sens swojego życia. Stracił kobietę i swoje dziecko. Stracił wszystko co dawało mu radość. Szczęście. Do tej chwili wiedział po co żyje. Teraz nie miał już nic.
Zakrył dłonią oczy i zaczął płakać jak dziecko. Tak jak nigdy w życiu. Płakał i nie mógł przestać.
- Luka? – Marco kucnął przed bratem i spojrzał na niego uważnie – co się dzieje? – zapytał. Luka uniósł udręczony wzrok.
- Wyjechała – wyszeptał i uderzył dłonią w posadzkę – Mariana odeszła i nie wiem dokąd…..


Dziękuję wszystkim za komentarze Dziękuję również tym, którzy czytali, ale nie komentowali.
Dziękuję przede wszystkim agam, która zawsze wsparła mnie ciepłym słowem :*

Pozostaje mi w takim razie zaprosić na moje pozostałe dzieła


Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 20:51:58 14-02-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:42:53 14-02-11    Temat postu:

dubel

Ostatnio zmieniony przez Kenaya dnia 20:48:43 14-02-11, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:05:46 14-02-11    Temat postu:

OSTATNI?! JUŻ?! Buuu...
I nie happy end a raczej bad end:/
Nie, to po prostu nie może się tak skończyć - to taki koniec bez końca...
Kurcze, Mariana jednak jest głupia - przepraszam, że tak mówię, ale po przeczytaniu tego odcinka stwierdzam to z pełną świadomością. Pisze do mężczyzny którego kocha, że ostatnia rzecz jakiej pragnie, to sprawianie mu bólu, a mimo to odchodzi od niego, zabierając mu nie tylko siebie, ale też dziecko, dla którego przecież on mimo wszystko gotów był być ojcem. Gdyby chodziło tylko o nią, to niech idzie i nie wraca, ale przecież postępując w ten sposób - unieszczęśliwiła nie tylko Lukę, ale też swoje dziecko i siebie...
I nie wierzę, że Luka tak po prostu pogodził się z tym, że odeszła. To mi jakoś do niego nie pasuje. W ogóle.
Może jednak pojawi jakiś epilog? No chyba, że... Jakaś kontynuacja, w której Mari będzie próbowała ułożyć sobie życie, a Luka będzie jeździł po całym świecie i jej szukał? ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:42:47 14-02-11    Temat postu:

Kontynuacja? Hm....pomysł ciekawy nie powiem
Cóż.....czy będzie epilog? nie wiem.....a może wiem......No dobra powiem - BĘDZIE
ale nie wiem czy jest powód by się cieszyć
Co do Mariany to w pełni się z Tobą zgadzam, jest głupia, ale tak miała właśnie postąpić - GŁUPIO W drugiej jednak strony, dziewczyna nie mogła dogadać się z Luką, miała nadzieję na to że się miedzy nimi ułoży a jednak Luka nie dał jej tego odczuć. Przecież zapytała czy jest dla nich jakaś szansa - a on nic nie powiedział. Nie dziw się, więc że postąpiła tak a nie inaczej. Myślała, że tak będzie dla niego lepiej, że on właśnie tego chce.
No to chyba tyle. Epilog się pisze. więc będzie. ale czy kontynuacja? nie wiem - ale raczej nie, chyba że coś mi strzeli do głowy jeszcze
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:51:34 14-02-11    Temat postu:

Po prostu napisz drugi sezon zamiast epilogu
Mari postąpiła głupio do kwadratu! Nie mogła się dogadać z Luką, fakt, ale moim zdaniem uciekła, bo... lepiej samemu kogoś zostawić niż zostać porzuconym:P Uciekła dla własnej wygody zamiast walczyć o szczęście dla siebie i dla ich dziecka. Mogła się od niego wyprowadzić, ale nie musiała znikać nie wiadomo gdzie, uniemożliwiając tym samym kontakty dziecka z ojcem. A Luka? Wcale nie lepszy! Nie wierzę, żeby tak po prostu się z tym pogodził... Nie, to po prostu nie może się tak skończyć
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:16:04 14-02-11    Temat postu:

Może nie może.....zobaczymy
Nie wiem czy mam wenę na kolejny sezon na razie mam epilog i go wstawię a później jak mnie oświeci zacznę drugi sezon
Oboje postąpili źle - koniec końców popełniali błąd za błędem. jedno jest wynikiem drugiego. Bywa .....
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:19:23 15-02-11    Temat postu:

No to cieszę się, że przynajmniej nie mówisz zdecydowanie NIE
Naprawdę uważam, że ta historia powinna mieć jakiś ciąg dalszy - na końcu mogą nie być ze sobą, ale niech przynajmniej spróbują o siebie walczyć, dla nich samych i dla dziecka;)
I tak sobie myślę, że w ewentualnej kontynuacji Pino mógłby odegrać większą rolę - w końcu to on odkrył, że Mariana nie jest tym, za kogo się podaje, więc może potrafiłby też ją odnaleźć? Może też Mike miałby szansę, żeby się zrehabilitować? Myślę, że wątków spokojnie starczyłoby na drugi sezon, więc teraz tylko pozostaje mi życzyć Ci mnóstwa weny twórczej


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 16:22:07 15-02-11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:25:31 16-02-11    Temat postu:

Kochana pomysły są ale epilog jest już prawie napisany i jak dobrze pójdzie to jeszcze dzisiaj go wstawię. Nie wiem czy jeszcze będzie jakiś dalszy ciąg. wszystko się okaże jak mi coś fajnego wpadnie do głowy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:58:33 16-02-11    Temat postu:

Kochana, wszystkie ciepłe słowa były jak najbardziej zasłużone Serio, serio

Epilog... pewnie przeczytam dopiero jutro, bo dopiero co wróciłam z kina i padam na twarz.
A co do ciągu dalszego - oczywiście zrobisz jak zechcesz. Jak napiszesz, to z chęcią poczytam, jak nie... cóż, wtedy sobie pewne rzeczy "dowyobrażę" wg własnego uznania
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:33:19 16-02-11    Temat postu:

Pożyjemy zobaczymy
Jednak z tym epilogiem to poczekam do jutra
muszę go jeszcze doszlifować a tez padam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:38:25 17-02-11    Temat postu:

Zgodnie z obietnicą jest i EPILOG

EPILOG

Pół roku później…..

Luka siedział w gabinecie i znów tak jak każdego dnia patrzył na zdjęcie, które nosił przy sobie. Był na nim razem z Marianą. Stał na plaży i obejmował ją w pasie całując namiętnie. Pamiętał kiedy było robione. Tak jakby stało się to wczoraj. Wyjechali na weekend do domku na plaży. Mieli spędzić ze sobą trochę czasu. Z dala od szarej rzeczywistości. Tylko we dwoje. Spacerowali po plaży. Poprosili jakiegoś młodego chłopaka, aby zrobił im zdjęcie. Wtedy Mariana zaskoczył go i pocałowała gorąco w usta. Chwile, które spędzili razem przez te dwa dni były najpiękniejszymi w życiu Luki i jednocześnie stały się dla niego najgorszym koszmarem o którym wolałby nie pamiętać.
Westchnął i odłożył zdjęcie na biurko. Oparł głowę na fotelu i przymknął piekące oczy. łzy zebrały mu się w kącikach oczu. Przez ostatnie miesiące czuł się potwornie. Nie miał siły na nic. Na interesy, lokal, restauracje. Rodzina nie mogła się z nim dogadać. Chodził zmęczony, milczący, smutny. Coraz częściej wszystko go drażniło. Kłócił się z kim popadło, a mimo to rodzina nigdy się na niego nie wściekała. Czuł się podle kiedy tak ich atakował a właściwie nie miał powodu. Powodem jego rozdrażnienia była Mariana. Uciekła zostawiając go samego sobie. Prosiła, aby ułożył sobie życie, żeby zapomniał. Tymczasem on nieustannie o niej myślał. Zastanawiał się gdzie jest, co robi? Jak wygląda. Tęsknił za nią. Ból stał się jego nieustannym towarzyszem. Nie czuł już nic poza nim. Kochał ją i nienawidził jednocześnie. A może tylko tak sobie wmawiał. Nie umiał jej znienawidzić. Był za to wściekły, że odeszła pozostawiając mu jedynie ten cholerny list, który czytał codziennie. Szukał jej wszędzie. W jej rodzinnym domu, oceanarium, sierocińcu. Dosłownie wszędzie tam gdzie przebywała. Ale ona jakby zapadła się pod ziemię. Zniknęła z dnia na dzień nie pozostawiając za sobą nawet jednego śladu. Kiedy przeszukał wszystkie znane mu miejsca zdał sobie sprawę, że Mariany nie ma w Palermo i pewnie się nie mylił. Wiedział, że jeśli by tu była prędzej czy później, mając takie kontakty jak on, znalazł by ją. Ale nie udało mu się to przez pół roku. Sześć przeklętych miesięcy poświęcone na to, aby znaleźć kobietę, którą kochał. Myślał, że może jej rodzina coś będzie wiedziała. Nic bardziej mylnego. Nie powiedziała nikomu dokąd się wybiera. Ani ciotkom, ani Reno. Mike i ojciec Manuel również nic nie wiedzieli. Nie miał żadnego punktu zaczepienia. Nie pozostawiała po sobie żadnych śladów. Zupełnie tak jakby nie istniała i to każdego dnia coraz bardziej go irytowało.
Z rozmyślań wyrwało Lukę pukanie do drzwi gabinetu. Kiedy uniósł wzrok napotkał smutne, ale opanowane spojrzenie Reno.
- Przykro mi Luka – powiedział i stanął przy oknie wkładając ręce w kieszenie. Luka odetchnął głęboko i potarł nasadę nosa.
- Nic nie znalazłeś – bardziej stwierdził niż zapytał. Reno przeniósł swój wzrok na chłopaka i tylko pokręcił głową. Luka gwałtownie uderzył pięścią w biurko.
- Jak to możliwe do jasnej cholery że nikt nie może znaleźć jednej kobiety przez pół roku. Przecież nie zapadła się pod ziemię do diabła! – warknął. Reno przyglądał mu się z niewzruszoną miną. Tylko jego oczy zdradzały ból jaki czuł.
- Znam Mari od dziecka – powiedział opanowanym tonem – wiem że kiedy coś sobie postanowi zrobi wszystko, aby tego dokonać – spojrzał Luce w oczy – pół roku temu postawiła sobie za cel że odejdzie, abyś mógł rozpocząć nowe życie bez niej. Na takie na jakie według niej zasługiwałeś a jakiego nie mogła ci dać. Rozmawiałem z nią tego dnia. Była zrozpaczona, cierpiała a mimo to była gotowa poświęcić się dla ciebie.
- To nie ma sensu – powiedział Luka i wstał – dobrze wiedziała, że ją kocham i jest dla mnie najważniejsza.
- A powiedziałeś jej to? – zapytał Reno i przyjrzał mu się badawczo.
- Powiedziałem jej że nigdy nie przestałem jej kochać…. – zaczął, ale Reno mu przerwał.
- ….ale nie powiedziałeś jej że chcesz nadal z nią być. Twoje deklaracje uznała za konieczne w sytuacji w jakiej się znalazła. Uważała, że czujesz się odpowiedzialny za nią i dziecko.
- Bo to prawda – przyznał – jednak ponad wszystko pragnąłem z nią dzielić życie – powiedział i posmutniał – zrobiłem błąd – pokręcił głową – popełniłem błąd, bo przez tygodnie kiedy mieszkaliśmy razem nie dałem jej odczuć, że nadal mi na niej zależy – odparł i stanął obok Rena – przed dzień kiedy zniknęła – zaczął i zapatrzył się na ogród – zapytała mnie czy nie ma dla nas już szansy – spuścił głowę i zaśmiał się gorzko – nic jej wtedy na to nie odpowiedziałem, a powinienem był. Może wtedy nie zniknęła by z mojego życia i nie zabrała ze sobą mojego dziecka – dodał z goryczą i smutkiem w głosie. Reno położył mu dłoń na ramieniu.
- Znajdziemy ją Luka. Obiecuję ci to – chłopak spojrzał mu w oczy z wdzięcznością. W tym samym momencie do gabinetu wszedł Mike i Pino.
- Luka! – odezwał się Mike i podszedł do brata. Kiedy Luka zobaczył na jego twarzy satysfakcję serce podskoczyło mu do gardła. Przeniósł swój wzrok gwałtownie na Pina a kiedy ten się nie odezwał znów spojrzał na brata.
- Mike? – odezwał się niepewnie.
- Znaleźliśmy ją – powiedział Mike i uśmiechnął się do niego. Chłopak zerknął na przyjaciela jakby u niego szukał potwierdzenia słów brata. Pino tylko kiwnął głową. Luka podszedł do biurka, chwycił zdjęcie które tam położył i kluczyki do swojego wozu po czym bez słowa wybiegł za bratem i przyjacielem z gabinetu.

***
Mariana stała przy łóżeczku swojej córeczki i patrzyła jak śpi. Była taka podobna do Luki. Kiedy na nią patrzyła miała przed oczami człowieka który dał jej najpiękniejszy skarb w życiu. Miłość i Adrianę. Owoc ich miłości. Uśmiechnęła się do siebie i otuliła ją kołderką. Pogłaskała po główce i ucałowała po czym wyszła z pokoju pozostawiając w nim delikatne przyćmione światło.
Weszła do salonu i ruszyła na balkon. Wieczór był piękny i ciepły. Rozejrzała się dookoła i wciągnęła w nozdrza świeży zapach powietrza. Wenecja była miejscem, które pokochała odkąd ostatnim razem była tu z ojcem. Zabrał ją na tygodniową wycieczkę i zaszczepił w niej swoją miłość do tego miejsca. Od tamtej pory tęskniła za Wenecją każdego dnia. Teraz jednak tęskniła za kimś zupełnie innym.
Westchnęła i oparła się o barierki. Luka. Co się teraz z nim działo? Co robił? Z kim? Marianę łzy zapiekły pod powiekami. Przymknęła oczy i pokręciła głową. Tak bardzo pragnęła go zobaczyć. Upewnić się że z nim wszystko w porządku. Chciała wiedzieć, że ułożył sobie życie jakoś bez niej. Mimo to bała się. Nie miała prawa stawać znów na jego drodze i tylko to powstrzymywało ją przed tym by do niego pojechać.
Z rozmyślań wyrwało ją głośne pukanie do drzwi. Odetchnęła głęboko i weszła do domu. Uśmiechnęła się do siebie kiedy przypomniał sobie, że jej nieznośna sąsiadka z którą się zaprzyjaźniła miała wpaść dzisiaj na pogawędkę. Podeszła do drzwi i szybkim ruchem je otworzyła.
- Mimi jak zawsze jesteś punktualna – uśmiechnęła się, ale po chwili jej uśmiech zgasł gdy zobaczyła w progu Lukę. Stał i opierał się dłonią o framugę. Patrzył na nią intensywnym spojrzeniem, które złagodniało na chwilę a później znów przybrało wściekły wyraz.
- Luka? – wyszeptała patrząc na niego szeroko otwartymi oczami – co……co ty tu robisz? – zapytała marszcząc brwi. Przełknęła głośno ślinę a serce zaczęło bić mocniej.
- Mogę wejść? – zapytał obojętnym tonem nie spuszczając jej z oczu. Mariana bez słowa ustąpiła mu miejsca a kiedy wszedł do środka i skierował się do salonu zamknęła drzwi. Ruszyła za nim powoli obejmując się ramionami. Przyjrzała mu się uważnie. Szerokie ramiona, ciemne włosy i swobodny chód. Był taki jakim go zapamiętała. Męski, silny i przystojny. Miał ten sam zadziorny błysk w oku, który nie żarzył się już tym samym blaskiem co kiedyś. Odwrócił się do niej i spojrzał wściekły w oczy.
- Dlaczego? – zapytał z furią w głosie. To jedno słowo wypowiedziane w ten sposób wystarczyło by Marianie łzy same popłynęły po policzkach a serce podeszło do gardła. Odwróciła wzrok i przygryzła policzek od środka powstrzymując płacz – odpowiedz – warknął przez zęby patrząc na nią – dlaczego mnie zostawiłaś? – Mariana ruszyła przez salon i skierowała się na balkon. Stanęła przy barierkach i zaczęła cicho płakać. Chwilę później usłyszała kroki Luki na posadzce.
- Uważałam, że tak będzie lepiej – przyznała.
- Lepiej dla kogo? – wysyczał – dla ciebie? Dla mnie? Dla naszego dziecka? – zapytał z rozpaczą w głosie – pomyślałaś w ogóle o mnie w tym wszystkim? O naszym dziecku?!
- Tak – odpowiedziała i spojrzała mu w twarz – zrobiłam to przede wszystkim dla ciebie. Nie dla siebie, nie po to by mnie było lepiej! – załkała – zrobiłam to bo nie zasłużyłeś na to by dłużej przeze mnie cierpieć – dodała i zakryła dłonią usta – nie było już dla nas szansy. Nie miałam prawa dłużej cie nękać.
- Uważasz, że zostawiając mnie samego, bez słowa z tym cholernym listem – warknął patrząc jej w oczy z wyrzutem – sprawiło że nie cierpiałem? – Mariana przeniosła na niego swój wzrok. W jego oczach zalśniły łzy. Przeczesał włosy palcami – Jezu Chryste! Myślałem, że umrę kiedy zostawiłaś mi tylko list. Cholerny kawałek papieru który czytałem codziennie przez te pół roku. Znam na pamięć każde słowo. Wiem kiedy przy nim płakałaś, wiem kiedy zatrzęsła ci się dłoń – spojrzał na nią z udręką – szukałem cie jak kretyn przez te pół roku. Wszędzie… - głos mu się załamał.
- Przecież nie było dla nas szansy – przypomniała – dałeś mi jasno do zrozumienia że nic z tego nie będzie – powiedziała z gniewem.
- Mówiłem ci jak bardzo cie kocham. Nigdy nie przestałem – przypomniał i stanął tuż obok niej – wiedziałaś co czuję i mimo to postanowiłaś mnie zniszczyć. Zaczęłaś się ze mną spotykać po to by mnie zniszczyć i udało ci się to – wysyczał przez zęby. Mariana odwróciła się i oparła dłońmi o barierkę.
- To nie prawda – wyszeptała – chciałam zrobić wszystko byś zaczął od nowa. Bez kobiety która sprawiła że cierpiałeś, bez kłopotów jakie ze sobą niosłam. Nie miałam prawa niczego od ciebie oczekiwać po tym co zrobiłam. Nie zasłużyłam na to byś na mnie spojrzał, co dopiero dzielił ze mną życie. Miałbyś przed oczami dzień kiedy powiedziałam ci kim jestem. Żył byś ze świadomością że tkwisz w chorym związku z kobietą która stała się dla ciebie całkiem obca, bo nic poza żalem do niej nie czujesz. To co zrobiłam zawsze padało by cieniem na to co nas łączyło. Nie mogłam pozwolić na to. Nie mogłam – wyjaśniła. Poczuła jak Luka się porusza. Oparł się plecami o barierki i włożył dłonie w kieszenie.
- Tamtego wieczoru – zaczął patrząc przez siebie – kiedy postanowiłaś mnie opuścić przyjechałem do domu pełen nadziei. Wiedziałam już co powinienem zrobić. Cały bałagan który miałem w głowie przez te kilka tygodni ułożył się w jednej chwili. Kiedy odpowiedziałem sobie na jedno pytanie. Co jest dla mnie w życiu ważne – zawahał się i spojrzał jej w oczy ze znaną jej czułością i bólem którego była przyczyną – to ty i nasze dziecko Mari – powiedział i spuścił wzrok – byłem gotów zrobić dla was wszystko. Chciałem zacząć od nowa, ale ty odeszłaś – dodał i znów na nią spojrzał. Marianie łzy błysnęły w oczach, więc szybko się odwróciła.
- Proszę przestań – błagała i zakryła dłonią usta płacząc jak wtedy kiedy opuszczała rezydencję Giancarlo. Tak jak wtedy gdy zostawiała za sobą wszystko co kochała. Poczuła jak Luka staje tuż za nią.
- Mam przestać cię kochać? – zapytał – przestać o tobie myśleć? Mam przestać tęsknić? Mam zapomnieć o tobie i naszym dziecku? – Mariana milczała nadal płacząc – nie możesz mnie o to prosić. Zrobię dla ciebie wszystko, ale nie to – przyznał. Przymknął oczy i odetchnął głęboko. Delikatny i zmysłowy zapach Mariany wypełnił mu nozdrza powodując że zawyła w nim tęsknota. Za nią. Za kobietą jego życia. W tym samym momencie ciszę przerwał płacz dziecka. Luka znieruchomiał a serce podeszło mu do gardła. Mariana odwróciła się do niego i spojrzała mu w oczy. Zalśniły od łez. Chwyciła go za dłoń i pociągnęła za sobą do mieszkania. Weszła do pokoju córeczki i wzięła ją na ręce. Zaczęła kołysać ją w ramionach i nucić cicho. Luka jak zahipnotyzowany wszedł do pokoju i stanął tuż obok Mariany. dziewczyna uniosła niepewnie wzrok i napotkała wzruszony i radosny błysk w jego oczach. Patrzył na swoją córeczkę jak na coś najpiękniejszego na świecie. Uniósł drżącą dłoń i delikatnie dotknął jej maleńkiej rączki. Po jego policzku spłynęła samotna łza. Spojrzał Marianie w oczy szczęśliwy. Mariana uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Wyciągnij ręce – poprosiła podchodząc do niego bliżej. Niepewnie zrobił o co prosiła. Kiedy podała mu dziecko spojrzał na nią lekko przestraszony – spokojnie. Podtrzymaj główkę – instruowała go a Luka robił wszystko tak jak mówiła. Kiedy trzymał córkę w ramionach serce wykonało mu salto. Nie posiadał się ze szczęścia. Nie wiedział o czym mówił Marco kiedy Paula się urodziła. Starał się sobie wyobrazić dumę brata ale teraz wiedział już jak to wygląda. Była taka śliczna. Maleńka i delikatna. Miała jego oczy i usta. Nosek i policzki Mariany. Była owocem ich miłości. Czegoś najwspanialszego na świecie. Luka spojrzał w oczy Marianie i uśmiechnął się szeroko.
- Jest cudowna – wyszeptał. Mariana podeszła bliżej i pogłaskała ją po główce.
- Podobna do Ciebie – przyznała i spojrzała mu w oczy niepewnie – nie wiem czy się zgodzisz, ale chciałam dać jej na imię Adriana. Po Twojej siostrze – przyznała. Luka zalśniły w oczach i wielka gula stanęła w gardle. Nie spodziewał się czegoś takiego. Kiwnął tylko głową i spojrzał na swoją córeczkę.
- Dziękuję – wyszeptał i spojrzał na Marianę. W ciszy przez chwilę patrzyli na siebie, aż w końcu Mariana ukryła oczy pod wachlarzem długich rzęs. Posiedzieli jeszcze przez chwilę w pokoju patrząc na ich kochaną córeczkę. Mariana w końcu włożyła dziecko do łóżeczka i okryła kołderką po czym razem z Luką cicho wyszli z pokoju. Chłopak jak rażony prądem podszedł do drzwi balkonowych i oparł się o framugę plecami patrząc na panoramę miasta. Mariana stanęła obok.
- Przepraszam – wyszeptała i spojrzała na swoje stopy – popełniłam błąd. Błąd który kosztował każdego wiele cierpienia, ale nie wiedziałam co mam robić. Nie mogłam znieść twojej obojętności. Nie wiedziałam jak mam jeszcze walczyć o to co jest między nami. Znikło. Zupełnie tak jakby tego nigdy nie było – przyznała a łzy popłynęły jej po policzkach – tak jakby nic nas już nie łączyło. Wolałeś być sam. Nie chciałeś spędzić ze mną nawet minuty. Chyba że było to konieczne. Czułam się jak intruz – spojrzała mu w oczy – nie mogłam walczyć za nas dwoje – dodała i przeczesała włosy palcami. Luka wyciągnął rękę i chwycił ją za dłoń przyciągając delikatnie do siebie. Kiedy stała przed nim założył jej włosy za ucho.
- Okazałem się większym kretynem niż jestem w rzeczywistości – powiedział a Mariana parsknęła cichym śmiechem zmieszanym ze łzami. Spojrzała mu w oczy i zobaczyła w nich tą znaną jej czułość i tęsknotę. Splótł z nią palce i spojrzał na ich dłonie. Potarł kciukiem skórę w delikatnej pieszczocie – wróć do mnie - poprosił i spojrzał jej w oczy. Zaszkliły się od łez – Mari …. – wyszeptał i otarł kciukiem słoną kroplę na jej policzku – kocham cię i nic nigdy tego nie zmieniło i nie zmieni – przyznał – chce dzielić z tobą życie. Oboje popełniliśmy wiele błędów, ale zacznijmy od nowa – zaproponował. Ujął jej podbródek i zmusił by na niego spojrzała – zacznijmy od nowa dla nas i dla naszej córeczki – powiedział. Mariana spojrzała mu w oczy i zaczęła płakać. Nie mogła przestać. Luka bez słowa objął ją i mocno tulił do piersi. Tak bardzo jej potrzebował. Kochał. Tęsknił za nią każdego dnia. Codziennie wyobrażał sobie co robi. Modlił się by ją odnalazł. Udało mu się. Znalazł kobietę swego życie i wiedział już, że nigdy już nie pozwoli jej odejść. Odsunął ją lekko od siebie i zajrzał w oczy. Mariana przeczesała włosy palcami i odetchnęła głęboko – jesteś dla mnie wszystkim, zawsze byłaś jedyna. Wiedz, że teraz kiedy cię odnalazłem nie pozwolę ci odejść – zadeklarował. Dziewczyna spojrzała mu w oczy – potrzebuję cie Mari…. – wyszeptał i spojrzał na jej usta. Przyciągnął ją do siebie jeszcze bliżej i pomniejszał dzielącą ich odległość. Mariana wstrzymała oddech i zerknęła przelotnie na jego twarz.
- Kocham cie – powiedziała cicho i w tym samym momencie ich usta połączyły się w chłodnym spragnionym pocałunku. Luce jedna samotna łza popłynęła po policzku kiedy usłyszał od Mariany zapewnienie o jej miłości. Niczego tak nie pragnął jak tego by mieć ją w swoich ramionach już na zawsze. Całować i dawać szczęście. Wplótł palce w jej włosy i pogłębił pocałunek. Językiem zmusił ją by rozchyliła wargi i pozwoliła mu rozkoszować się każdym milimetrem jej słodkich ust. By mógł znów nacieszyć się jej bliskością. Mariana przylgnęła do niego całym ciałem i objęła jego policzek drobną dłonią oddając pocałunek z takim samym zaangażowaniem. Luka oderwał się od niej i spojrzał w oczy z tym samym błyskiem który towarzyszył mu za każdym razem kiedy na nią patrzył – tak bardzo tęskniłem – oparł się czołem o jej czoło i odetchnął głęboko – nie potrafię bez ciebie żyć Mari…… nie umiem – wyszeptał. Mariana ujęła jego twarz w dłonie.
- Ja też tęskniłam – przyznała – każdego dnia patrzyłam na twoje zdjęcie i zastanawiałam się co robisz. Jak wygląda twoje życie. Miałam nadzieję że jesteś szczęśliwy – Luka pokręcił głową i spojrzał na nią.
- Bez ciebie to nie jest możliwe. Dobrze o tym wiesz – Mariana kiwnęła jedynie głową.
- Wiem – odparła i przez chwilę przyglądała się Luce w milczeniu. Chłopak pogładził ją po policzku.
- O co chodzi? – zapytał. Mariana spuściła wzrok.
- Zastanawiam się jak mnie znalazłeś – uniosła wzrok i napotkała jego rozbawione spojrzenie. Zaśmiał się cicho i odgarnął jej włosy za ucho.
- Masz wokół siebie ludzi, którzy bardzo cie kochają – przyznał – szukali cie wszyscy Mari. Moi rodzice, Elena, Twoje ciotki. Marco uruchomił swoje prawnicze kontakty, Reno zrobił to samo. Szukał cię nawet Pino razem z Mikem i to oni cie znaleźli – przyznał. Mariana uśmiechnęła się delikatnie – wszyscy za tobą tęsknią. Wszyscy chcą żebym cie przywiózł. A ja nie mam zamiaru narażać się na ich gniew Mari – powiedział i uśmiechnął się zmysłowo pochylając się nad jej ustami. Pocałował ją z zaborczością i namiętnością która rosła w nim z każdą kolejną sekundą. Tak bardzo jej pragnął. Całej – ale zanim to zrobię chce się tobą nacieszyć - Chwycił ją na ręce i skierował się w głąb salonu. Zatrzymał się jednak w połowie drogi i spojrzał na kobietę w jego ramionach – gdzie u diabła jest sypialnia? – zapytał marszcząc brwi i uśmiechając się szeroko. Mariana parsknęła śmiechem i wskazała palcem zamknięte drzwi tuż za nią. Luka wpił się w jej usta i skierował się do sypialni.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Następny
Strona 12 z 13

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin