Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Cielo y Sol
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 10:38:08 14-08-07    Temat postu:

Karolllina napisał:
dobra dobra, mamy odmienne zdania:P hehe to jak będzie z tym odcinkiem? proszę na kolanach:P...


dobra, dobra, specjalnie dla Ciebie, żebyś sobie kolan nie obdrapala:)))

odc. 59

Gdyby ktoś zapytał Cielo, w jaki sposób dotarła do szpitala, nie potrafiłaby mu odpowiedzieć. Pamiętała jedynie, że cały czas tuliła się do siostry, która jak w amoku powtarzała, że ich matka nie może umrzeć. Widziała jak na noszach przenoszą Ariadnę z karetki na salę operacyjną. Jak przez mgłę, pamiętała twarz Rodrigo, który podjął się zoperowania Ariadny. Nie pamięta skąd nagle wzięła się przy niej Melissa. Na korytarzu panowała niemal głucha cisza, którą przerywało jedynie głośne łkanie Marisol. Carlos Miguel tulił ją do siebie mocno i zapewniał, że wszystko będzie dobrze. Javier siedział, wpatrując się nieprzytomnie w przestrzeń. Wciąż nie mógł pojąć tego, co się stało. Jego matka okazała się bezwzględną przestępczynią a siostra, która też miała na swoim sumieniu sporo występków, już nie żyła.
Cielo do tej pory wcale się nie odzywała. Wciąż na nowo analizowała to, co się przed chwilą stało. Gdyby nie Ariadna, ona i jej dzieci nie miałyby zapewne szans na przeżycie. Ariadna uratowała je, narażając bez wahania własne życie.
Cielo żałowała teraz, że była wobec niej taka nieugięta. Wyrzucała sobie to, że odrzucała każdy gest pojednania, wysuwany przez Ariadnę. Przypomniała sobie jak świetnie się ze sobą dogadywały, gdy Ariadna nie znała jeszcze o niej prawdy. Cały czas była dla niej taka dobra. Przyjęła ją do swojego domu, troszczyła się o nią, pocieszała, gdy przezywała rozstanie z Diego Alejandro. Razem przezywały radość z powodu ciąży Cielo. Przypomniała sobie wyraz jej twarzy, gdy wyznała, kim naprawdę jest. Gdyby teraz mogła cofnąć czas nie byłaby wtedy dla niej taka okrutna…Zbyt późno zrozumiała jak bardzo Ariadna ją kochała. To prawda, że popełniła ogromny błąd odchodząc od męża i Marisol, ale zrobiła to kierowana miłością i strachem. A teraz….Cielo nie chciała nawet dopuścić do siebie myśli, że Ariadna może umrzeć. Nigdy by sobie tego nie wybaczyła.
Kiedy była mała, to w jej ramionach czuła się najbezpieczniejsza. Uwielbiała się z nią bawić, słuchać jak opowiada wymyślone specjalnie dla niej bajki. Zawsze była taka dobra i delikatna. Miała taki wspaniały, perlisty śmiech i łagodny glos. Tak bardzo cierpiała przez te wszystkie lata z dala od męża i córek. To byłoby niesprawiedliwe gdyby musiała odejść właśnie teraz, gdy znów mogła być szczęśliwa. Nie może umrzeć. Przecież obiecała, że wrócą razem do miasta, że zawsze już będzie blisko swoich córek…
- Rodrigo! – Marisol podskoczyła jak oparzona, gdy mężczyzna stanął w drzwiach – Co z nią?
- Przykro mi – Rodrigo smutno zwiesił głowę – Robimy wszystko co w naszej mocy, ale szanse, że przeżyje są bardzo nikle. Teraz szukamy dawcy. Ma bardzo rzadką grupę krwi BrH -.
- Ja mam taką grupę – żywo zareagowała Marisol – chętnie oddam krew mamie.
- Ja też – Cielo w końcu zdołała coś powiedzieć.
- Na razie wezmę ze sobą Marisol – zadecydował Rodrigo – Chodźmy.
- Rodrigo! – Cielo spojrzała na niego błagalnie – Proszę cię, nie pozwól jej umrzeć.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy – obiecał – Reszta zależy już tylko od Boga.
Gdy Rodrigo i Marisol zniknęli w głębi korytarza, Carlos Miguel i Javier smutno pokiwali głowami. Cielo zrozumiała o co im chodzi – Ona nie umrze – próbowała przekonać nie tyle ich, co samą siebie – Nie może umrzeć! – nagle poczuła silny, przeszywający ból brzucha. Musiała usiąść, bo w przeciwnym razie na pewno by upadla.
- Cielo, oddychaj spokojnie – poinstruowała ją Melissa, która od razu zorientowała się w sytuacji – Uspokój się i oddychaj.
Cielo zgodnie z nakazem starała się uspokoić. Wiedziała, że jeszcze za wcześnie na rozwiązanie, ale ból stawał się coraz mocniejszy, a skórcze coraz częstsze.
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:39:53 15-08-07    Temat postu:

odc. 60

Wróciwszy do domu z zakupów, Ivana nigdzie nie mogła znaleźć córki. Nikt ze służby nie widział jak wychodziła, ale w garażu nie było jej samochodu.
- Juanie Diego nie widziałeś Fabioli? Szukam jej w całym domu, ale nie mogę znaleźć.
- Pewnie gdzieś wyszła – stwierdził Juan Diego bez większego zainteresowania, pochłonięty pracą.
- Ale dokąd? Nic mi nie mówiła.
- Daj spokój. Jest dorosła. Nie musi ci się spowiadać z każdego kroku.
- Mówisz tak, bo chodzi o Fabiolę! Szalałbyś z niepokoju, gdybyś nie wiedział co się dzieje z Cielo, Marisol albo Angelą – stwierdziła z wyrzutem.
- Opowiadasz bzdury – Juan Diego był podenerwowany – Zawsze traktowałem Fabiolę jak własne dziecko. Nigdy nie wyróżniałem żadnej ze swoich córek. Nie dałem jej odczuć, że nie jestem jej ojcem. To ty stale mi o tym przypominasz i powodujesz niezdrowe sytuacje. Nie mam dziś ochoty na twoje wymówki. Jestem dziś wyjątkowo nerwowy. Mam złe przeczucia. Zresztą Carlos Miguel i Javier też dawno już powinni być w domu. Może poszli gdzieś w trójkę.
- Nie sądzę. Chociaż może….- Ivana wciąż nie była do końca przekonana, ale doszła do wniosku, że chyba rzeczywiście za bardzo się przejmuje.
Gdy Ivana opuściła jego gabinet, Juan Diego stanął przy oknie i wpatrywał się w przestrzeń. Od samego rana, coś nie dawało mu spokoju. Miał wrażenie, że ktoś z jego bliskich jest w niebezpieczeństwie. Czyżby Cielo miała jakieś kłopoty?
***
Marisol miała wrażenie, że dłużej nie wytrzyma tego napięcia. Ariadna od kilku godzin walczyła o życie, a na dodatek Cielo zaczęła rodzić. Było jeszcze za wcześnie na rozwiązanie i poród nie należał do najłatwiejszych. Cielo bardzo cierpiała, Marisol nie wiedziała jak jej pomóc. Melissa stwierdziła, że być może potrzebne będzie cesarskie cięcie.
- Marisol – poczuła na swoim ramieniu rękę Rodrigo.
- Czy już coś wiadomo.
- Tak – uśmiechnął się do niej szeroko – Ariadna przed chwilą odzyskała przytomność. Wszystko będzie dobrze.
- Dzięki Bogu – Marisol rzuciła mu się na szyję – Dziękuję ci Rodrigo. Jak ona się czuje? Mocno cierpi?
- Jeśli chcesz, sama ją o to zapytaj. Chce ciebie widzieć.
- Naprawdę? – jej twarz się rozpromieniła.
- Chodźmy.
Marisol po cichutku weszła do pokoju w którym leżała Ariadna.
- Jak się czujesz? – usiadła na krześle, tuż obok jej łóżka.
- Marisol, kochanie – Ariadna uśmiechnęła się na jej widok – Dziękuję, że przyszłaś – była bardzo blada i osłabiona.
- Bardzo cię boli? – zapytała z troską.
- Nie, podają mi środki znieczulające.
- To dobrze. Gdybyś wiedziała jak się o ciebie bałam. Bałyśmy – poprawiła się.
- A Cielo? Czy ona też tu jest?
- Nic nie wiesz? – zdziwiła się Marisol – Rodrigo nic ci nie powiedział?
- O czym? – przeraziła się Ariadna – Czy coś jej się stało?
- Nie denerwuj się – uspokoiła ją.
- Gdzie jest Cielo?!
- Na porodówce. Zaczęła rodzić.
- Przecież to jeszcze za wcześnie – niepokoiła się.
- Najwidoczniej twoim wnuczkom śpieszy się na ten świat – Marisol starała się nie okazywać zdenerwowania stanem zdrowia siostry.
- Oby wszystko poszło dobrze.
- Oczywiście, że wszystko się uda. Cielo była przerażona tym co się stało, do tego martwiła się twoim stanem. Pewnie to wpłynęło na przyśpieszenie porodu, ale zobaczysz, że wszystko będzie dobrze…
- Co z Fabiolą? – przypomniała sobie nagle – Złapali ją?
- Mamo, Fabiola nie żyje….
- Jak to?
- Próbowała oddać kolejny strzał, ale Santiago zdołał ją powstrzymać. Wystrzelił pierwszy.
- Mój Boże – Ariadna nie wiedziała, co o tym myśleć – Jak ta dziewczyna mogła to zrobić?
- Musiała śledzić Javiera – spekulowała Marisol – Drzwi wejściowe były otwarte, więc bez trudu weszła do środka.
- Kiedy zobaczyłam ją z pistoletem w ręku…Tak bardzo się bałam. Ona mierzyła prosto w Cielo.
- Uratowałaś jej życie. Byłaś gotowa za nią umrzeć – być może tego nie chciała, ale w jej glosie Ariadna wyczuła żal.
- Marisol, sama jesteś matką. Jak byś się zachowała, gdyby ktoś chciał skrzywdzić twoją córeczkę?
- Zrobiłabym wszystko, aby ją uchronić – przyznała – Doskonale rozumiem, co tobą kierowało. Nie zrozum mnie źle – nie chciała, aby Ariadna pomyślała, że jest zazdrosna o siostrę – Sama oddałabym życie za Cielo. Wiesz jak bardzo ją kocham.
- Tak. Ale chyba nie rozumiem…o co ci chodzi…..Czy coś jest nie tak, Słoneczko?
- Ja….po prostu chciałabym wiedzieć, czy dla mnie zrobiłabyś to samo – poczuła się śmiesznie. Do jej oczu napłynęły łzy – To głupie prawda?
- Nie kochanie, to wcale nie jest głupie – Ariadna poczuła ogromne wzruszenie – Przez te wszystkie lata Ivana utwierdzała cię w przekonaniu, że cię nie kochałam, że wolałam twoją siostrę – wzięła ją za rękę i z trudem powstrzymała łzy – ale to nie prawda. Bardzo cię kochałam. Nie było dnia, żebym nie umierała z tęsknoty za tobą. Jesteś moim najukochańszym Słoneczkiem. Kocham was obie równie mocno i zawsze tak było. To ty pierwsza nazywasz mnie mamą…. Nie masz pojęcia ile to dla mnie znaczy…Oczywiście, że bez wahania oddałabym za ciebie życie. Zrobiłabym dla ciebie wszystko…Kocham cię nad życie…
- Wiesz, że teraz płynie w tobie moja krew? – Marisol roześmiała się przez łzy.
- Jak to?
- Oddalam ci ją jakiś czas temu. Potrzebna była transfuzja.
- Nie wiedziałam – Ariadna pogłaskała ją po policzku – Dziękuję ci córeczko.
- Nie ma za co – Marisol ostrożnie ułożyła głowę na poduszce, tuż obok głowy Ariadny – Ja też zrobiłabym dla ciebie wszystko.
- Dziękuję ci, że tu jesteś, że jesteś taka wspaniała. Tak bardzo cię kocham.
- Ja ciebie też – leżały tak w milczeniu jakiś czas, dopóki w drzwiach nie pojawił się Rodrigo.
- Marisol, twoja mama powinna odpocząć, nie doszła jeszcze do siebie.
- Obecność Marisol mnie nie męczy. Wręcz przeciwnie, bardzo mi pomaga.
- Lepiej już pójdę. Zajrzę do mojej siostry. Jestem jej teraz potrzebna. Na pewno bardzo się ucieszy, gdy usłyszy, że już się obudziłaś.
- Powiedz jej, że bardzo ją kocham i jestem przy niej całym sercem.
- Dobrze, powtórzę jej – Marisol pocałowała matkę w policzek.
- Dam ci teraz zastrzyk, po którym przez jakiś czas będziesz spała – poinformował ją Rodrigo.
- Przyjdę do ciebie później mamusiu.
- Dobrze skarbie.
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 9:57:25 16-08-07    Temat postu:

odc. 61

- Jak się czuje twoja mama? – Carlos Miguel przytulił do siebie żonę.
- Dobrze – uśmiechnęła się z wyraźną ulgą – Teraz zajrzę do Cielo.
- Poczekaj chwilę. Chcemy ci o czymś powiedzieć.
- O co chodzi? – wystraszyła się, że stało się coś złego.
- Za chwilę przyjedzie tu twój ojciec.
- Jak to? – była bardzo zaskoczona.
- Dzwoniliśmy do niego przed chwilą, żeby poinformować, że Cielo rodzi – wyjaśnił Javier – Obiecał, że przyjedzie za jakiś czas.
- Trzeba będzie zająć się pogrzebem Fabioli – dopiero teraz sobie o tym przypomniała i poczuła się trochę głupio. W końcu przez wiele lat wychowywały się jak siostry. Chociaż Fabiola bardzo skrzywdziła ją i jej rodzinę, to nigdy nie życzyła jej śmierci.
- Nie będzie żadnego pogrzebu – zaskoczył ją Santiago – Postanowiliśmy, że śmierć Fabioli będziemy utrzymywać w tajemnicy. Przez jakiś czas. Może zaniepokojona o córkę Ivana, zrobi jakiś fałszywy krok.
- Zgadzasz się na to? – spojrzała z troską na Javier.
- Sam to wymyślił – Carlos Miguel doskonale zdawał sobie sprawę, jak ciężko musi być teraz jego przyjacielowi.
- Muszę wiedzieć, co tak naprawdę stało się przed laty z moim ojcem – wyjaśnił Javier – Moja matka musi ponieść karę za wszystkie zbrodnie, które popełniła.
- Ale po co ściągacie tu mojego ojca? Czy chcecie wyznać mu prawdę?
- Nie do końca – wyjaśnił Carlos Miguel – Powiemy mu, że żyjesz ale nie dowie się gdzie przebywałaś cały ten czas.
- Jak sobie to wyobrażacie? – nie mogła zrozumieć o co im chodzi.
- Plan jest taki. Powiemy twojemu ojcu, że kiedy Cielo odwiedzała w szpitalu dla psychicznie chorych Dolores Hernandez, spotkała tam ciebie. Nie wiedziałaś skąd się tam wzięłaś i kim jesteś. Zabrała cię stamtąd i powoli odzyskiwałaś pamięć. Wciąż nie pamiętasz jednak w jaki sposób znalazłaś się w tym szpitalu.
- Po co go tak okłamywać? Nie lepiej byłoby gdybym dalej się ukrywała?
- Nie – Carlos Miguel przytulił ją do siebie – Chcę, żebyś wróciła do domu. Do mnie i do naszej córki.
- Wiesz, że o niczym innym bardziej nie marzę, ale…..
- Nie ma żadnych „ale”. Wracasz do domu.
Ich rozmowę przerwało nadejście Melissy.
- Co z Cielo? Już urodziła? – Marisol nie mogła się doczekać, kiedy to wszystko się skończy.
- Nie, jeszcze nie. Pytała o ciebie.
- Już do niej idę – weszła do pokoju w którym leżała jej siostra, był przy niej Rodrigo.
- Odwagi siostrzyczko. Już za chwilę będziesz trzymała w ramionach swoje maleństwa – odgarnęła włosy z jej twarzy.
- Dobrze, że jesteś – Cielo uśmiechnęła się lekko – Czy już coś wiadomo?
Marisol spojrzała pytająco na Rodrigo.
- Nie zdążyłem jej jeszcze powiedzieć – Gdy wróciła Melissa, Rodrigo udzielił jej kilka uwag i wyszedł.
- O czym nie zdążył mi jeszcze powiedzieć? Czy coś się stało?
- Chodzi o mamę.
- Czy coś z nią nie tak? – wystraszyła się.
- Kazała ci powiedzieć, że jest przy tobie całym sercem i bardzo cię kocha.
- Obudziła się już? Nic jej nie jest?
- Tak siostrzyczko. Nie musisz się już o nią martwić, mamie nic nie jest. Nie może doczekać się swoich wnuczek.
- Dzięki Bogu – Cielo odetchnęła z ulgą – Tak się o nią bałam.
- Wiem. Ale teraz myśl już tylko o sobie i swoich córeczkach. Wszystko będzie dobrze.
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:59:48 16-08-07    Temat postu:

odc. 62

- Marisol! – gdy tylko wyszła od siostry, zaraz obskoczyli ją Carlos Miguel, Santiago oraz Javier – Urodziła?
- Tak! Byłam przy tym. Dziewczynki są takie śliczne. Maleńkie i takie słodkie. Cielo jest szczęśliwa. Na razie będą w inkubatorze.
- Ale nic im nie jest?
- Nie. Są zupełnie zdrowe.
- Cielo! – Marisol oniemiała, słysząc głos ojca – Mówili mi, że rodzisz….Twój brzuch…. – był zdezorientowany.
- Tato – wyszeptała – Nie rozmawiasz z Cielo. To ja, Marisol.
Juan Diego zrobił się blady jak ściana. Marisol wystraszyła się, że to dla niego zbyt wielki wstrząs.
- Marisol….Przecież ty nie żyjesz….Pochowałem cię.
- Nie wiem kogo pochowaliście, ale ja nie zginęłam w tamtym wypadku. Nie pamiętam, co się wtedy stało. Jakiś czas temu, Cielo znalazła mnie w szpitalu dla psychicznie chorych. Nie wiedziałam kim jestem. Teraz odzyskałam już pamięć, ale wciąż nie pamiętam jak doszło do wypadku w którym rzekomo zginęłam.
- Więc to prawda? – Juan Diego patrzał kolejno na każdego z nich – Ty żyjesz…
- Żyję – Marisol nieśmiało dotknęła jego ręki. Juan Diego porwał ją w swoje objęcia. Nie ukrywał wzruszenia.
- Marisol, moja kochana – opowiadała mu zmyśloną historię i miała z tego powodu wyrzuty sumienia. Jednak cieszyła się, że znowu są razem.
- A co z Cielo?
- Urodziła przed chwilą. Ma dwie, śliczne córeczki.
- Mam już trzy wnuczki – stwierdził dumny dziadek – Zaraz…..- przypomniał coś sobie – a co z Ariadną? Czy wie, że jesteście jej córkami?
- Tak. Zna już całą prawdę. Mama też jest w szpitalu. Przeszła ciężką operację.
- Co jej jest? – Juan Diego wyglądał na wystraszonego.
- Teraz już nic. Ale bardzo się o nią bałyśmy. Myślę, że to dlatego Cielo prędzej urodziła. Mama poleży tu jeszcze kilka dni, ale później też będzie musiała na siebie uważać. Dlatego chcę ją zabrać do miasta.
- Chcesz, żeby zamieszkała w naszym domu? – Juan Diego nie wiedział, co o tym myśleć.
- Nie miałabym odwagi cię o to prosić. Myślałam raczej, żeby wynająć jej jakieś mieszkanie. Cielo i ja mogłybyśmy ją doglądać….
- Jeśli chcecie, Ariadna może zamieszkać z nami. To wasza matka i wasz dom.
- Naprawdę nie miałbyś nic przeciwko? – Marisol była wzruszona. Pomyślała sobie, jak byłoby pięknie gdyby znowu byli wszyscy razem.
- Zróbcie jak uważacie za słuszne – pocałował córkę w policzek – Czy mógłbym zobaczyć się z Cielo? Bardzo się za nią stęskniłem.
- Lepiej nie – uznała Marisol – Jest bardzo zmęczona. Miała długi i ciężki poród. Kiedy od niej wychodziłam, właśnie zasypiała. Porozmawiasz z nią jutro, kiedy wypocznie. Dobrze?
- Trudno – stwierdził zrezygnowany.
- Nie ma sensu byśmy spędzali tu noc – pomyślała Marisol – Jedźmy do domu. Wrócimy tu z samego rana.
- Czy jest tu gdzieś w pobliżu jakiś hotel? – zapytał Juan Diego – Nie chciałbym wracać do domu o tej porze.
- Chyba nie myślisz, że bym cię puściła – pogroziła mu Marisol – Nie ma tu żadnego hotelu, ale dom mamy jest na tyle duży, że wszyscy się tam zmieścimy.
- To chyba nie jest dobry pomysł…
- Proszę cię tato…Prześpisz się w pokoju Cielo, a rano wrócimy do szpitala.
- W porządku – zgodził się nie do końca przekonany, co do słuszności tej decyzji. Wiedział, że będzie się dziwnie czuł w domu Ariadny. Z drugiej strony był bardzo ciekawy miejsca, gdzie jego zona spędziła ostatnie dwadzieścia lat.
Przed wyjściem ze szpitala, Marisol zdołała na osobności porozmawiać z Santiago. Poprosiła go, by jutro z samego rana opowiedział Cielo o szczegółach ich nowego planu. Nie chciała, by siostra zdradziła się czymś, podczas spotkania z ojcem.
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 9:13:49 17-08-07    Temat postu:

odc. 63

Tyle żalu, bólu i uzasadnionego gniewu,
Jak mogłam spojrzeć w oczy Niebu?
Gdzie znaleźć siłę, by walczyć o Słońce?
Ta historia mogła mieć przecież dwa końce…..
Postawiłam na szalę swe bycie,
Cóż bez Nieba znaczyłoby życie…….
Zaryzykowałam i wygrałam to co najcenniejsze,
Jest Niebo, jest Słońce – to co w życiu najważniejsze….

CZĘŚĆ IV. ODZYSKANE ŻYCIE

Marisol nawet nie podejrzewała, że tak trudno będzie jej przekroczyć próg domu Ariadny. Natychmiast odżyły w niej wszystkie, straszne wspomnienia. Wiedziała, że Santiago nakazał swoim zaufanym ludziom, aby się wszystkim zajęli, jednak miała wrażenie, że wszędzie widzi plamy krwi. Carlos Miguel wyczul jej obawy, bowiem poczuła silny uścisk jego dłoni. Wiedziała, ze musi być silna, tak aby Juan Diego niczego się nie domyślił. Mężczyzna i tak dziwnie się czul w domu byłej żony. Cały czas miał uczucie, że Ariadna zaraz stanie w drzwiach. Ten dom był taki, jakim go sobie wyobrażał. Wszędzie czuło się obecność Ariadny.
- Wszystko w porządku? – Marisol wiedziała, że jest mu ciężko.
- Tak – uśmiechnął się do niej i wyciągnął rękę – Nie masz pojęcia jaki jestem szczęśliwy, że cię odzyskałem.
- Bardzo za wami tęskniłam.
Tej nocy cala czwórka praktycznie nie spała. Prawie cały czas rozmawiali, snuli plany na przyszłość. Ustalili, że zaraz po wizycie u Cielo, Juan Diego wróci do domu. Dopilnuje, by przygotowano pokój dla córeczek Cielo. Zdecydowali też, że Ariadna zamieszka w swoim starym pokoju. Javier i Carlos Miguel postanowili zostać do czasu, gdy Cielo i Ariadna opuszczą szpital. Tego samego dnia, Javier miałby przywieźć je do domu. Cielo przygotuje Angelitę na spotkanie z Marisol, która wraz z Carlosem Miguelem przyjedzie trochę później. Marisol musiała też uporządkować sprawy matki. Postanowiła, że nazajutrz skontaktuje się z człowiekiem, który ma zająć się końmi Ariadny. Jej pies – Negro, miał pojechać z nimi do miasta. Marisol zastanawiała się, jak na ich plany zareagują Cielo i Ariadna. A jeśli się nie zgodzą?
***
- Tatusiu! – Cielo była szczęśliwa, że znowu go widzi – Jak dobrze, że jesteś!
- Jak mogłoby mnie zabraknąć w tak ważnej dla ciebie chwili, księżniczko – nachylił się by pocałować ją w czoło.
- Cześć siostrzyczko – zwróciła się do Marisol – Nie podziękowałam ci jeszcze za to, że byłaś wczoraj przy mnie i wspierałaś mnie – była jej naprawdę wdzięczna.
- Od tego mnie masz – uścisnęła jej dłoń – Zawszę będę cię wspierać.
- Nie macie pojęcia, jakie to dla mnie wspaniale uczucie – wzruszył się Juan Diego – Widzieć was znowu razem. Straciłem już nadzieję, że to możliwe.
- Teraz wszystko się ułoży – uśmiechnęła się Marisol – Gdy tylko wypiszą cię ze szpitala, wracamy do domu.
- Rodrigo powiedział, że nie ma potrzeby dłużej trzymać moich dziewczynek w inkubatorze. Urodziły się przed terminem, ale nic im nie grozi, są silne.
- I śliczne jak ich mama i ciocia – uśmiechnął się Juan Diego – Byliśmy u nich przed chwilą. Są naprawdę wspaniale.
- Zostawię was na chwilę samych. Macie sobie pewnie tyle do powiedzenia. Ja chcę zajrzeć do mamy. Pewnie bardzo się martwi.
- A co z nią? – przypomniała sobie Cielo – Nie możemy wyjechać bez niej. Będzie nas teraz potrzebowała.
- To już ustalone. Mama zamieszka z nami. Tata się na to zgodził.
- Naprawdę? – Cielo spojrzała na niego z niedowierzaniem – Nie masz nic przeciwko…..
- Powiedziałem już Marisol, że dom należy też do was. Macie prawo przyjmować w nim kogo chcecie.
- Dziękuję – Cielo, podobnie jak jej siostra, była mu bardzo wdzięczna – Jesteś wspaniałym człowiekiem. Lepszego ojca nie mogłabym sobie wyobrazić.
- Zaraz wrócę – Marisol miała już wychodzić, ale Cielo zatrzymała ją jeszcze na chwilę.
- Przekaż jej – zamyśliła się chwilę – że życzę jej szybkiego powrotu do zdrowia.
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 13:59:12 17-08-07    Temat postu:

odc. 64

Następnego dnia z samego rana, Rodrigo zaprowadził Cielo na oddział noworodków. Dłuższy czas wpatrywała się wzruszona w ich maleńkie, słodkie twarzyczki. Nie mogła uwierzyć, że te cudowne istotki są częścią jej samej. Należą do niej i jest za nie odpowiedzialna.
Rodrigo chciał ją zaprowadzić do pokoju w którym leżała, ale się nie zgodziła. Musiała jeszcze coś zrobić….
Kiedy weszła do jej pokoju, Ariadna jeszcze spała. Usiadła przy łóżku i przyglądała się jej spokojnej, śpiącej twarzy. Dopiero teraz dostrzegła tak naprawdę, jak bardzo są do siebie podobne. Delikatnie odgarnęła z jej twarzy jasne, lśniące włosy. Ariadna poruszyła się i powoli otworzyła oczy.
- Cielo, kochanie – od razu wiedziała, że to ona. Odkąd miała je przy sobie obie, nie mogła zrozumieć jak można je pomylić. Niby identyczne a jednak tak różne….
- Przepraszam, nie chciałam cię obudzić – Cielo nie wiedziała jak się zachować. Jak podziękować za uratowane życie.
- Myślałam, że nie przyjdziesz….
- Jak mogłabym nie przyjść…. – wiedziała, że Ariadna miała podstawy, żeby tak sądzić.
- Jak się czujesz? – zapytała podnosząc się z łóżka.
- To ja przyszłam cię o to zapytać – uśmiechnęła się Cielo.
- Nic mi nie jest. Wkrótce mnie stąd wypiszą. Ale powiedz jak ty się czujesz, opowiedz o swoich córeczkach.
- Są prześliczne – na twarzy Cielo pojawił się szeroki uśmiech – Byłam u nich przed chwilą. Spały, ale Virginia otworzyła na chwilę oczy.
- Virginia??? – Ariadna nie kryła swojej radości – Wybrałaś im już imiona?
- Tak – Cielo spodziewała się takiej reakcji – Przeczytałam wiersze, które mi dałaś, były wspaniałe. Twoja babcia musiała być naprawdę cudowną istotą.
- Na pewno ucieszyłaby się, że jedna z twoich córeczek nosi jej imię.
- Młodsza – wyjaśniła Cielo – Moja młodsza córeczka ma na imię Virginia, tak jak twoja babcia. Starsza odziedziczyła imię po swojej babci. Ma na imię Ariadna, tak jak moja mama.
- Czy dobrze usłyszałam? – zdumienie i ogromne wzruszenie omal nie odebrały jej głosu – Chcesz dać swojej córeczce na imię Ariadna?
- Chyba, że masz coś przeciwko?
- Oczywiście, że nie. Po prostu jestem zaskoczona, to najpiękniejszy prezent, jaki mogłaś mi sprawić. Nigdy bym się tego nie spodziewała – nawet nie próbowała ukryć łez wzruszenia.
- Uratowałaś nam życie….
- Nie. Zrobiłam to, co zrobiłaby każda matka na moim miejscu. Teraz, gdy masz swoje dzieci, wiesz co to znaczy kochać bezgranicznie. Sama też bez wahania oddałabyś życie za każdą z nich. Wiem, że popełniłam wiele niewybaczalnych błędów, ale nigdy, nawet na moment nie przestałam myśleć o tobie i twojej siostrze.
Myślałam o was każdego dnia i nigdy nie przestałam kochać. Jesteście najpiękniejszym darem, jaki otrzymałam od życia. Gdyby było to konieczne, za każdą z was byłabym gotowa umrzeć.
- Mamo….jak ja ci się odwdzięczę – Cielo była ogromnie wzruszona. Po jej policzkach spływały potoki łez - Co zrobić by wynagrodzić ci to poświęcenie, tą miłość i lata rozłąki? – jej ciałem wstrząsnął szloch.
- Jesteś tu cala i zdrowa. Dałaś swojej córeczce moje imię a na dodatek nazywasz mnie mamą….Czego więcej mogłabym pragnąć od życia. To i tak zbyt wiele.
- Nie. To jeszcze za mało – Cielo była o tym przekonana – Gdybym tylko mogła, zrobiłabym o wiele więcej.
- Właściwie jest coś takiego – uśmiechnęła się do niej – Coś, o czym marzę najbardziej na świecie.
- Co takiego?
- Marzę byś objęła mnie mocno, mocniej niż kiedykolwiek. Tak jak robiłaś to wtedy, kiedy byłaś moją maleńką córeczką.
- Mamo – Cielo z radością wpadła w jej ramiona – Tak bardzo tego potrzebowałam. Gdybyś wiedziała jak za tobą tęskniłam, jak mi ciebie brakowało. Wiem, że powiedziałam ci wiele przykrych rzeczy, ale nigdy tak naprawdę nie myślałam….Zawsze cię kochałam…. Nawet, kiedy wydawało mi się to niemożliwe….
- Moja maleńka – Ariadna miała wrażenie, że za chwilę serce pęknie jej z radości - Moja słodka dziecinko. Tak bardzo cię kocham.
Siedziały tak, przytulone do siebie, przez dłuższy czas nic nie mówiąc. Zresztą słowa były im niepotrzebne. Najważniejsze, że znów miały siebie. Nic innego się teraz nie liczyło. Ariadna odzyskała swoje ukochane dziecko. Czuła jak łzy wzruszenia, spływające po jej policzku, mieszają się ze łzami córki.
- Cielo, nie wiedziałam, że tu jesteś! – Marisol, która właśnie przyszła odwiedzić Ariadnę, omal nie zemdlała z wrażenia, widząc jak jej matka i siostra tulą się do siebie – Nie chciałam wam przeszkadzać.
- Marisol kochanie, twoja siostra mi wybaczyła – Ariadna wyciągnęła w jej stronę rękę – chodź do nas skarbie.
- Tak się cieszę – Marisol uśmiechnęła się szeroko – Nareszcie będziemy razem, jak prawdziwa rodzina, bez kłótni i żalu.
- To najpiękniejszy dzień w moim życiu. Odzyskałam swoje skarby – pocałowała obie córki – Moje Niebo i moje Słońce.
- Czy już jej powiedziałaś? – Marisol spojrzała porozumiewawczo na siostrę, która przecząco kiwnęła głową.
- O czym mi nie powiedziała?
- O tym, że gdy tylko wypiszą was ze szpitala, wracamy do miasta – wyjaśniła Marisol.
- Rozumiem – Ariadna posmutniała – Wiedziałam, że ta chwila nastąpi, ale miałam nadzieję, że zostaniecie jeszcze trochę u mnie.
- Nic nie rozumiesz – roześmiała się Cielo – Myślisz, że mogłybyśmy cię tu zostawić? Jedziesz z nami.
- Obawiam się, że to niemożliwe. Muszę załatwić kilka spraw związanych z ranczem. Będę musiała wynająć jakieś mieszkanie w mieście…
- Wszystkim się już zajęłam – poinformowała ją Marisol – Jutro przyjdzie człowiek, który zajmie się domem i końmi. Rozmawiałam też z twoją służącą Jacintą. Z powodów osobistych musi zrezygnować z pracy u ciebie. Więc wszystko świetnie się składa. Jeżeli chodzi o mieszkanie, to nie ma sensu nic wynajmować, bo zamieszkasz z nami.
- Jak to?
- Rozmawiałyśmy z tatą i zgodził się, byś wróciła do domu.
- Miałabym wrócić do domu – nie umiała sobie tego wyobrazić.
- Proszę cię zrób to dla nas – przekonywała Cielo – Będziesz nam bardzo potrzebna. Musisz nam pomóc stawić czoła Ivanie. Poza tym będę potrzebowała twojej pomocy przy dziewczynkach. Więc jak, zgadzasz się?
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 12:26:56 18-08-07    Temat postu:

odc. 65

- Nie denerwuj się mamo. Wszystko będzie dobrze – Cielo domyślała się, jak ciężko jest wracać Ariadnie, po tylu latach do domu. Dojeżdżali właśnie do głównej bramy. Ariadna wiedziała, że za chwilę pozna swoją wnuczkę, będzie też musiała zmierzyć się z Ivaną i stanąć twarzą w twarz z Juanem Diego. Nigdy by się na to nie zgodziła, gdyby nie córki. Wiedziała, że jej potrzebują i nie może ich zawieść. Spojrzała na tylne siedzenie, uśmiechnęła się do córki i wnuczek. Siedzący za kierownicą Javier, kiwnął głową, chcąc dodać jej otuchy. Dojechali na miejsce…
Gdy tylko Cielo wysiadła z samochodu w jej ramiona wpadła Angelita.
- Ciociu Cielo, nie mogłam się ciebie doczekać!
- Witaj kochanie – Cielo przytuliła ją do siebie – Tak jak ci obiecałam, wróciłam i nigdy się już nie rozstaniemy.
- Pies! – mała pisnęła z radości na widok Negro. Jaki śliczny!
- Co ty na to, żeby z nami zamieszkał?
- Super! Zawsze chciałam mieć psa.
- A ze mną się nie przywitasz?
- Cześć wujku Javierze – mała pocałowała go w policzek.
- A to są twoje kuzynki – Cielo z pomocą Javiera wyciągnęła nosidełka.
- Jakie malutkie – zachwyciła się dziewczynka – Jak mają na imię?
- To jest Virginia a to mała Ariadna – przedstawiła je Cielo.
- Ariadna? Tak jak moja babcia? – teraz spojrzała na przyglądającą się całej scenie Ariadnę – Kim jesteś?
- To jest właśnie twoja babcia Ariadna. Mama twojej mamy i moja – wyjaśniła Cielo.
- Bardzo chciałam cię poznać – Ariadna nachyliła się do malej – Jesteś taka podobna do swojej mamy.
- Naprawdę jesteś moją babcią? – Angelita nie mogła w to uwierzyć.
- Tak kochanie – spojrzała na nią wzruszona – Mogę cię przytulić?
Mała z radością wyciągnęła do niej rączki.
- Babcia zamieszka z nami – wyjaśniła jej Cielo.
- To wspaniale! Wreszcie będę miała babcię. Taką prawdziwą, nie taką jak Ivana.
- Wejdźmy do domu – zaproponował Javier, biorąc od Cielo nosidełka w których spały jej dzieci. Ariadna była bardzo stremowana. Odczula lekką ulgę, gdy Cielo wzięła ją pod rękę.
- Chodźmy babciu! – szczęśliwa Angelita pociągnęła ją do przodu – Negro, chodź do domu!
W środku oczekiwali ich Juan Diego i Marina. Mężczyzna długo witał się z córką i podziwiał wnuczki. Marina także wyglądała na uradowaną z powodu powrotu przyjaciółki. Ariadna była speszona. Cały czas czuła na sobie ukradkowe spojrzenia byłego męża. Sama też nie mogła powstrzymać się od patrzenia na niego. Wciąż był taki przystojny. Wymieniła kilka grzecznościowych zdań, kiedy Cielo przedstawiła jej Marinę. W końcu, nie mogąc dłużej znieść tego napięcia, odważyła się zrobić pierwszy krok.
- Witaj Juanie Diego – niemal wyszeptała te słowa – Miło znów cię widzieć.
- Jak się masz Ariadno? – starał się nie zdradzać zdenerwowania – Cielo mówiła mi, że nie czułaś się najlepiej. Mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia.
- Dziękuję – uśmiechnęła się lekko, wciąż stremowana – Jestem ci bardzo wdzięczna, że zgodziłeś się na mój pobyt tutaj.
- Dziewczynki tego chciały, a to ich dom – odparł dość chłodno.
Marina była jedyną osobą, której Juan Diego wyznał radosną nowinę o Marisol. Wiedziała też o planowanym przyjeździe Ariadny. Porozumiawszy się z wujem, nakazała służącym odświeżyć jej dawny pokój. Zajęła się również urządzaniem pokoiku dla córeczek Cielo. Już miała zaprowadzić je do pokojów, gdy na schodach pojawiła się Ivana. Dłuższą chwilę stała bez ruchu, nie mając pewności, czy dobrze widzi. Schodząc ze schodów, cały czas wpatrywała się zszokowana w Ariadnę. Cielo wymieniła z matką porozumiewawcze spojrzenie.
- Co ty tutaj robisz? – Ivana w końcu zdołała wydobyć z siebie głos.
- Mama zamieszka z nami przez jakiś czas – wyjaśniła Cielo – Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko – dodała obojętnie.
- Nic o tym nie wiedziałam…. – na twarzy Ivany malowało się przerażenie.
- Cielo chciała zrobić ci niespodziankę. Była pewna, że się ucieszysz. Wie, że byłyśmy dla siebie jak siostry.
- Naturalnie. Bardzo się cieszę. Po prostu nie spodziewałam się tego. Dobrze znów cię widzieć kuzynko – Ivana pocałowała ją w policzek. Ariadna spojrzała na córkę. Obie pomyślały o tym samym. Ivana zareagowała dokładnie tak, jak się tego spodziewały.
- Każę służbie, by przygotowano ci pokój gościnny – Ivana odgrywała swą rolę doskonalej pani domu i kochającej kuzynki.
- Nie ma takiej potrzeby – zareagowała Marina – ciocia zajmie swój dawny pokój. Wszystkim się już zajęłam.
- Doskonale – Ivana z trudem ukrywała złość.
- Chodźmy na górę – zaproponowała Marina.
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 10:51:29 20-08-07    Temat postu:

odc. 66

Cielo wychodziła właśnie z pokoju swoich córeczek, gdy natknęła się na Ivanę.
- Cielo, chciałam cię zapytać, czy wiesz coś o Fabioli?
- O Fabioli? – udawała zdziwienie – A właśnie….gdzie ona się podziewa. Nie widziałam jej jeszcze. Czyżby wyjechała gdzieś z mężem?
- Nie. Diego Alejandro jest w Stanach. Fabiola zniknęła kilka dni temu. Nikomu nic nie powiedziała. Nie zabrała żadnych ubrań. Wzięła tylko samochód – Ivana była przerażona tak długą nieobecnością córki.
- To dziwne – przyznała Cielo – Może powinnaś zawiadomić policję?
- Już to zrobiłam.
- I co?
- Stwierdzili, że jest dorosła. Zasugerowali, że wyjechała na wycieczkę….
- Może mają rację. Trzeba poczekać.
- Mam do ciebie jeszcze jedno pytanie…
- O co chodzi?
- Po co sprowadziłaś tu Ariadnę?
- To moja matka. Chcę ją mieć przy sobie.
- Zrobiłaś mi to na złość – Ivana nie kryla zdenerwowania – Przejrzałam cię Cielo!
- Doprawdy, ciociu Ivano? – spojrzała na nią z powątpiewaniem – A tak przy okazji, jesteś pewna, że rozmawiasz z Cielo?
- Ma…Marisol……….? - nagle pobladła. Cielo uśmiechnęła się i odeszła. Poszła prosto do Ariadny, której opowiedziała o całym zajściu.
- Świetnie się spisałaś córeczko. Udało ci się zasiać w Ivanie ziarenko niepewności – była wyraźnie zadowolona z takiego obrotu spraw.
- To straszna hipokrytka. Patrząc na nią, można by przypuszczać, że naprawdę ucieszyła się z twojego powrotu- Cielo oparła głowę na ramieniu Ariadny – A jak ty się czujesz mamo? Znosisz to jakoś?
- Zniosę wszystko, dopóki ty i Marisol jesteście przy mnie.
- A co powiesz o swojej wnuczce?
- Angelita jest wspaniała – Ariadna rozpromieniła się na samą myśl o wnuczce – Skóra zdjęta z Marii del Sol.
- Muszę z nią teraz porozmawiać – przypomniała sobie – Marisol będzie tu za jakąś godzinę. Pójdziesz ze mną? Będzie mi raźniej.
- Chodźmy – zgodziła się Ariadna.
Kiedy weszły do jej pokoju, mała bawiła się właśnie swoimi lalkami.
- Ciociu Cielo, pobawisz się ze mną?
- Może później kochanie. Babcia i ja chciałybyśmy teraz z tobą porozmawiać.
- O moim tatusiu? – zainteresowała się.
- Dlaczego tak myślisz? – Ariadna wzięła małą na kolana.
- Myślałam, że wróci z wami. Czemu nie przyjechał?
- Przyjedzie za chwilę – uspokoiła ją Cielo – To dlatego, że ma dla ciebie niespodziankę.
- Naprawdę? – mała natychmiast się rozpromieniła – Jaką?
- Najwspanialszą jaką tylko mogłabyś sobie wyobrazić.
- Lepszą od babci i Negra?
- Dużo lepszą! – Ariadna ucałowała jej policzek a Cielo wzięła za rączki.
- Kochanie, czy wiesz w jaki sposób umarła twoja mamusia?
- Tak ciociu Cielo. Mama leciała samolotem, który się rozbił.
- Tak skarbie, ale nie wiesz jeszcze, że nikomu nie udało się rozpoznać twojej mamusi. Był tam jej medalik, więc wszyscy pomyśleli, że twoja mama zginęła. Okazało się jednak, że się pomyliliśmy. Twojej mamy wcale tam nie było.
- Więc gdzie ona była? – Angelita nic z tego nie rozumiała.
- Twoja ciocia chce ci powiedzieć, że Marisol nie umarła. Twoja mamusia była bardzo chora i leżała w szpitalu. Bardzo bolała ją głowa i zapomniała kim jest. To się nazywa amnezja. Na szczęście twoja mama już wyzdrowiała. Teraz chciałaby wrócić do domu, bo bardzo się za tobą stęskniła.
- Mamusia naprawdę żyje? – w oczach Cielo chciała poszukać potwierdzenia tej cudownej nowiny.
- Tak kochanie. Teraz jest z nią twój tatuś. Za chwilę ją do nas przywiezie. Jeśli chcesz to razem z babcią pójdziemy do ogrodu, żeby na nich poczekać.
- Hura! – Moja mama żyje! – mała promieniała szczęściem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:25:23 21-08-07    Temat postu:

odc. 67

Siedziały tak we trzy w ogrodzie, oczekując powrotu Marisol, kiedy przyszedł Juan Diego.
- Dziadku czy wiesz, że moja mama żyje?! – rzuciła mu się na szyję.
- Wiem aniołku, wiem – roześmiał się szeroko – To wspaniała wiadomość, prawda?
- Tak. Zaraz tu przyjedzie, prawda babciu?
- Tak skarbie – Ariadna dziwnie się czuła w obecności Juana Diego. Miała ochotę uciekać ilekroć był w pobliżu, ale wiedziała, że to bez sensu. Mieszkając pod jednym dachem, muszą się spotykać.
- Dziadku, czy mogę pozrywać dla mamy kwiatków z ogródka?
- To świetny pomysł – zgodził się Juan Diego.
- Ciociu Cielo, pomożesz mi?
- Lepiej zrób to sama – Cielo nie chciała stawiać Ariadny w kłopotliwej sytuacji, zostawiając ją samą z Juanem Diego.
- Ale ja chcę z tobą, ciociu – nalegała Angelita. Cielo spojrzała na matkę. Chociaż w jej oczach czaił się strach, Ariadna kiwnięciem głowy zachęciła ją by spełniła prośbę siostrzenicy. Gdy się oddaliły, między byłymi małżonkami zapanowała niezręczna cisza.
- Angelita jest wspaniała – pierwszy odezwał się Juan Diego.
- To prawda – uśmiechnęła się Ariadna – Jest taka jak Marisol w jej wieku.
- Skąd możesz to wiedzieć. Nie było cię wtedy przy niej – nie zamierzał robić jej żadnych wymówek, ale to było silniejsze od niego. Wciąż czul się mocno zraniony i mimo najszczerszych chęci, nie umiał tego ukryć.
- Masz rację – Ariadnę mocno dotknęły jego słowa. Znowu zapanowała okropna cisza. Po chwili namysłu Ariadna zdobyła się na to by wyznać mu, co się wydarzyło przed laty. – Juanie Diego powinnam ci wytłumaczyć, co się wtedy stało. Powinieneś wiedzieć, co zmusiło mnie do odejścia…
- Niczego nie chcę wiedzieć – stwierdził szorstko – Ułożyłem już sobie życie i nie zamierzam wracać do przeszłości. Teraz chcę się skupić wyłącznie na moich córkach i wnuczkach.
- Rozumiem – Ariadnę mocno zabolały jego słowa, ale zadawala sobie sprawę, że na nie zasłużyła.
W tym samym czasie Angelita wypatrzyła na podjeździe samochód Cielo, którym mieli przyjechać Carlos Miguel i Marisol.
- Mama! To moja mama! – Angela wypuściła trzymane w rączce kwiaty i pobiegła w stronę samochodu.
- To Angelita! Carlosie Miguelu zatrzymaj się! – na widok małej, serce Marisol biło jak szalone. Wyskoczyła z samochodu, upadla na kolana i wyciągnęła ręce. Patrzała jak córka biegnie w jej stronę. Była taka śliczna, urosła. Marisol straciła przeszło rok z jej życia. Ale to się już nie liczy. Najważniejsze, że znów będą razem. Zdołają nadrobić stracony czas.
- Mamusiu! – Angelita w końcu wpadła w jej ramiona. Obie płakały, jednak tym razem nie z bólu a z radości, która przepełniała ich serca.
- Moja maleńka – ucałowała jej policzki i rączki – jakaś ty śliczna. Moja kochana, słodka Angelito. Tak za tobą tęskniłam. Teraz już zawsze będziemy razem. Obiecuję ci to.
Carlos Miguel, patrząc na nie z trudem powstrzymywał łzy wzruszenia.
- Ze mną się nie przywitasz, księżniczko – wziął małą na ręce i przytulił do siebie Marisol – Znowu mam przy sobie moje dwie księżniczki. Znowu jesteśmy rodziną. Wolnym krokiem ruszyli w stronę domu, gdzie czekali na nich pozostali.
- Dobrze, że już jesteś – Juan Diego nie krył wzruszenia na widok córki – Nie myślałem, że ten dzień jeszcze kiedyś nastąpi. Moje obie córki wróciły do domu.
- Lucero jak dobrze cię widzieć – dopiero teraz zauważyła przyjaciółkę – Wiem już kim naprawdę jesteś. Bardzo się cieszę, że to ty okazałaś się być moją szwagierką.
- Witaj w domu Marisol – Wzruszona Marina objęła ją serdecznie.
- Wszystko w porządku mamo – spojrzała z troską na Ariadnę – Jak zniosłaś podróż? Bardzo się o ciebie martwiłam.
- Czuję się świetnie kochanie. Nic mi nie jest. Nie martw się o mnie.
- Mamo chyba powinnaś się położyć – zauważyła Cielo – Jesteś jeszcze osłabiona po operacji, a dzisiaj od rana jesteś na nogach. Zaprowadzę cię na górę. Co ty na to?
- Dobrze – Ariadna uznała, że to świetny pomysł. Miała już dosyć wrażeń. Nie mogła się jeszcze przyzwyczaić do obecności Juana Diego..
- Pójdę z wami- zaproponowała Marisol – Chciała dowiedzieć się jak Ariadna została przyjęta przez ich ojca i czy widziała ją już Ivana. Zbliżały się już do pokoju Ariadny, gdy na korytarzu pojawiła się Ivana. Długo wpatrywała się w ich stronę z niedowierzaniem, po chwili wyraźnie pobladła.
- Mój Boże, Ivano czy dobrze się czujesz?! – Marisol udawała zaniepokojenie – Wyobrażam sobie, jaki to musi być dla ciebie szok. Przecież tak jak wszyscy myślałaś, że nie żyję.
- Co ty tutaj robisz? – wycedziła na pół przytomna.
- Wiem, że to dla ciebie wielki szok, ale udało mi się przeżyć tamtą katastrofę. Nie wracałam do domu tak długo, bo nie pamiętałam kim jestem. Cielo odnalazła mnie w szpitalu dla psychicznie chorych. Nie wiem jak się tam znalazłam. Niczego nie pamiętam. Długi czas nie mogłam sobie nawet przypomnieć kim jestem. Teraz odzyskałam swoje wspomnienia, ale wciąż nie wiem jak doszło do tego wypadku. Nie mam pojęcia jak znalazłam się w tym samolocie. I pewnie nigdy się już tego nie dowiem – dodała ze smutkiem – Tak przynajmniej twierdzi lekarz, który się mną zajmował. Bezpowrotnie wymazałam z pamięci to straszne wspomnienie…
- Więc nie pamiętasz co się wtedy stało – Ivana odetchnęła z ulgą – To nie ważne. Najważniejsze, że żyjesz i znowu jesteś z nami. Witaj w domu, kochanie – Ivana przytuliła ją do siebie.
- Ivano! – Ariadna zareagowała gwałtownie. Nie była w stanie patrzeć na hipokryzję tej kobiety. Być może nie zdołałaby ukryć swej złości i wygarnęłaby Ivanie, co o niej myśli, gdyby nie Cielo, która ściskając nerwowo jej rękę, przypomniała jej o planie zemsty – Wiem, że pojawienie się mojej córki jest dla ciebie wielkim szokiem. Przecież przez te wszystkie lata zastępowałaś jej matkę…Będziesz miała jeszcze okazję z nią porozmawiać. Teraz pozwól jednak, bym pobyła chwilę sama z moimi córkami. Tak długo na to czekałam….- uśmiechnęła się przepraszająco.
- Ivano zajrzę do ciebie później – obiecała Marisol. Mama przeszła niedawno poważną operację i wciąż nie czuje się najlepiej…Powinna jak najwięcej odpoczywać.
- W porządku. Rozumiem - Ivana uśmiechnęła się wyrozumiale – Ariadno, gdybyś czegoś potrzebowała, daj mi znać. Marisol, tak się cieszę, że jesteś znowu z nami.
- Dziękuję Ivano. Będziemy jeszcze miały okazję porozmawiać. Opowiesz mi o Fabioli. Tak się o nią martwię…
Kiedy weszły do pokoju Ariadny, wszystkie trzy odetchnęły z ulgą. Miały już za sobą pierwsze starcie z Ivaną.
- Mamo, musisz się bardziej pilnować. Mogłaś wszystko zepsuć – pouczyła ją Marisol.
- Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać. Jak można być, aż tak fałszywym? Najchętniej udusiłabym ją własnymi rękami.
- Mamo – Cielo objęła ją w pasie i pocałowała w policzek – Wiem jak ci ciężko. Wszystkie trzy z trudem hamujemy złość. Nie wspomnę już, co czują Carlos Miguel i Junior. Ale musimy się powstrzymać, jeśli chcemy wygrać tę wojnę.
- Myślicie, że kupiła tę historyjkę? – zainteresowała się Marisol.
- Nie miała wyjścia – odparła wciąż poirytowana Ariadna – Przecież nie może zarzucić ci kłamstwa. Nie przyzna się, że to ona zawiozła cię do tego szpitala.
- Byłaś świetna siostrzyczko – pochwaliła ją Cielo – Sama niemal uwierzyłam, że stęskniłaś się za Ivaną.
- Marisol, obiecaj mi tylko jedno….
- O co chodzi mamo?
- Nigdy nie będziesz się zbliżała do tej kobiety. Nie wolno ci z nią zostawać sam na sam, nawet przez chwilę. Nie pozwolę, żeby znowu ci coś zrobiła.
- W porządku mamo. Będę ostrożna.
- Ty też mi to obiecaj Cielo.
- Obiecuję.
- Nie przeżyłabym, gdybym znowu was straciła – Ariadna przytuliła obie córki. Wiedziała, że czeka je wiele ciężkich chwil, ale wierzyła, że razem łatwiej będzie im przejść przez to piekło. Siły do tej walki czerpała z miłości do córek. Była ona silniejsza od strachu i złości, a także wstydu, jaki odczuwała, ilekroć spoglądał na nią Juan Diego.
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:10:01 22-08-07    Temat postu:

odc. 68

Minął już tydzień, odkąd Ariadna i jej córki wróciły do domu a Ivana czuła się coraz mniej pewnie. Wciąż nie miała wiadomości o Fabioli, Julio nie dzwonił a ona miała wrażenie, że odchodzi od zmysłów. Obecność Ariadny doprowadzała ją do furii ale musiała udawać kochającą kuzynkę. Na dodatek nie miała pewności czy amnezja Marisol nie jest tylko kłamstwem. Czasami miała wrażenie, że Ariadna i jej córki doskonale wiedzą, co zrobiła Marisol. Czy to możliwe, że chcą się na niej zemścić?
Obawiała się też, że mogły mieć coś wspólnego ze zniknięciem Fabioli. Niestety, nic nie mogła na to poradzić. Przecież nie podzieli się swoimi podejrzeniami z Juanem Diego. Wtedy dowiedziałby się, że zamknęła Marisol w tym szpitalu. Ariadna mogłaby wyznać mu, dlaczego go zostawiła i jaki ona miała w tym udział. Przecież nie raz pytał ją, czy zna miejsce jej pobytu, a ona za każdym razem zaprzeczała. Przekonywała go, że Ariadna odeszła do innego. Gdyby Juan Diego dowiedział się o wszystkich jej występkach, gotowy udusić ją gołymi rękami.
***
Juan Diego od dłuższego czasu siedział w swoim gabinecie, wpatrując się w okno. Przyglądał się Cielo i Ariadnie, które spacerowały po ogrodzie. Ariadna pchała wózek z bliźniaczkami. Cały czas uśmiechała się i rozmawiała o czymś z córką. Wyglądała na bardzo szczęśliwą. Juan Diego miał wrażenie, że czas się cofnął. To on spaceruje z Ariadną po ogrodzie. Ich dziewczynki stawiają pierwsze kroki, śmieją się, są szczęśliwi. Włosy Ariadny lśnią na słońcu a oczy biją tym cudownym, niezapomnianym blaskiem. Wyciąga ręce w stronę dziewczynek a one wpadają w jej ramiona. Ariadna posyła mu spojrzenie pełne miłości. Nigdy nie zapomni tej chwili szczęścia. To tak jakby serce zrobiło zdjęcie, zapisując w jego pamięci najpiękniejsze ze wspomnień.
Jednak dosyć tych wspomnień. Zatruwają mu życie, nie pozwalając odnaleźć się w rzeczywistości. Musi pogodzić się z faktem, że Ariadna, choć jest tak blisko, nigdy już nie będzie jego.
Usłyszał nadjeżdżający samochód. To Marisol z mężem i córeczką wrócili z wycieczki do domu. Cala trojka była nierozłączna. Chcieli za wszelką cenę nadrobić stracony czas. Powoli, wszyscy kierowali się w stronę domu. Zbliżała się pora kolacji, czas zejść na dół, do rodziny. Zmierzyć się z uczuciami, jakie nie dają mu spokoju. Najwyższa pora by zapomnieć o Ariadnie. Ale jak to zrobić, mając ją tak blisko?
Kończyli właśnie kolację, gdy do jadalni weszła jedna ze służących.
- Telefon do pani Alvarado – poinformowała.
Ivana natychmiast poderwała się z miejsca. Miała nadzieję, że Fabiola w końcu się odezwała.
- Przepraszam – speszyła się służąca – ale pytają o panią Ariadnę.
Ariadna rozmawiała dłuższy czas a kiedy wróciła, nie wyglądała na zadowoloną.
- Nie sądzisz Ariadno, że to dziwne – Ivana natychmiast przeszła do ataku – Jesteś dwadzieścia lat po rozwodzie a wciąż używasz nazwiska byłego męża.
Ariadna wyglądała na zakłopotaną, co nie uszło uwadze Marisol, która natychmiast zmieniła temat.
- Mamo, czy to było coś ważnego. Wyglądasz na zmartwioną.
- Dzwonił Santiago – wyjaśniła.
- Czyżby jakieś kłopoty z domem? A może coś z końmi? – Cielo zastanawiała się, co skłoniło Santiago do tego telefonu.
- Nie, nic z tych rzeczy. Santiago powiadomił mnie, że on i Rodrigo przyjechali do miasta.
- Kim jest ten tajemniczy Santiago? – Ivana uważnie przysłuchiwała się rozmowie.
- Naszym przyjacielem – odparła Marisol i powtórnie zwróciła się do matki – Co się stało, że przyjechali do miasta?
- Santiago twierdzi, że tutaj łatwiej mu będzie prowadzić śledztwo.
- Jakie śledztwo? – Ivana nie kryla zainteresowania. Ariadna spojrzała jej prosto w oczy i odparła – Prowadzi śledztwo w sprawie porwania i przetrzymywania pewnej młodej dziewczyny.
- To świetny policjant – dodała Marisol – nie pozwoli, by ta zbrodnia uszła bezkarnie – Ivana opuściła przerażony wzrok. Czyżby mówiły o niej. Nie, to niemożliwe….Oni nie mogą znać prawdy….Wtedy byłaby skończona…
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 12:10:59 23-08-07    Temat postu:

odc. 69

Ariadna zgodnie z obietnicą, jaką dała Santiago, przyszła do restauracji by zjeść z nim obiad i porozmawiać. Zauważyła, że przyjaciel jest jakiś inny – zamyślony, jakby zaniepokojony. Kiedy zapytała go o co chodzi, czym się trapi, stwierdził że tylko jej się wydaje i szybko zmienił temat. Ariadna nie drążyła dalej tego problemu, ale miała wrażenie, że przyjaciel nie jest z nią szczery. Kiedy kelner podawał zamówione przez nich danie, Ariadna zauważyła, że do lokalu weszło dwóch mężczyzn. Jednym z nich był Juan Diego. Prawdopodobnie przyszedł z jednym ze swoich klientów. Usiedli przy zarezerwowanym wcześniej stoliku i rozmawiali. Dopiero po jakimś czasie mężczyzna zauważył Ariadnę. Oboje byli speszeni. Ariadna zastanawiała się czy nie wyjść z restauracji, ale doszła do wniosku, że byłoby to niegrzeczne w stosunku do Santiago. Poza tym nie chciała, by Juan Roberto uznał, że przed nim ucieka. Mężczyzna i jego towarzysz wypili po drinku, cały czas omawiając jakieś dokumenty. Ariadna cały czas czuła, że były mąż nie spuszcza z niej wzroku. Kiedy jego klient wyszedł, Juan Diego został sam przy stoliku. Ariadna zrozumiała, że na nią czeka, dlatego gdy Santiago zaproponował, że ją odwiezie, skłamała, twierdząc, że jest już umówiona z Cielo.
- Twój….przyjaciel zostawił cię samą? – Juan Diego w końcu odważył się podejść do jej stolika.
- Odniosłam wrażenie, że chcesz ze mną porozmawiać.
- Rzeczywiście, chyba powinniśmy porozmawiać. Jest kilka spraw, które musimy omówić.
- Usiądź – wskazała wolne krzesło.
- To chyba nie najlepsze miejsce na naszą rozmowę – stwierdził po chwili namysłu – wolałbym porozmawiać gdzieś, gdzie będziemy sami. Nie masz nic przeciwko?
- Tak będzie najlepiej – przyznała.
Wsiedli do samochodu Juana Diego i odjechali. Całą drogę nie odezwał się do niej ani słowem. Ariadna zastanawiała się dokąd ją wiezie, ale nie miała odwagi o to zapytać. Kiedy dojechali na miejsce, nie kryla zaskoczenia – Dlaczego akurat tutaj mnie przywiozłeś?
- Pamiętasz?
- Jak mogłabym zapomnieć. To tu, na tej plaży, poprosiłeś mnie, bym została twoją żoną. Nigdy nie zapomnę tego dnia. Byłam wtedy taka szczęśliwa.
- Szczęśliwa?
- Nie wyobrażasz sobie jak bardzo. Miało się spełnić moje największe marzenie. Człowiek, którego tak bardzo kochałam, poprosił mnie o rękę.
- Kochałaś? – Juan Diego roześmiał się, choć wcale nie było mu wesoło – Czy ty w ogóle masz pojęcie, co oznacza to słowo? Czy w ogóle byłaś zdolna kogoś kochać?!
- Proszę cię nie mów tak. Nigdy nie powinieneś wątpić w to, że cię kochałam. Ty i dziewczynki byliście całym moim światem, najważniejszymi istotami w moim życiu. Nie wyobrażasz sobie w jakie piekło zmieniło się moje życie, odkąd was straciłam.
- Nie musiało tak być – spojrzał na nią z wyrzutem. Wciąż tak bardzo ją kochał, jednak żal jaki do niej odczuwał był silniejszy niż to, co czuł na jej widok. Był silniejszy od chęci otarcia jej łez, porwania w swoje ramiona i złożenia pocałunku na jej ustach – Nie powinnaś była odchodzić, porzucać mnie i naszej córeczki. Wiesz co wtedy czułem? Gdyby nie Marisol, moje życie nie miałoby sensu. W jednym momencie straciłem Cielo, moją słodką córeczkę i ciebie – kobietę, którą kochałem mocniej niż własne życie. Obie zniknęłyście bez wieści, niemal w tym samym czasie. Wiesz, że powoli zaczynałem wierzyć w to co sugerowano? Omal nie uwierzyłem, że to ty zaplanowałaś porwanie Cielo.
- To absurd! Jak mogłeś pomyśleć coś tak strasznego. Widziałeś jak wtedy cierpiałam. Czy mogłabym tak udawać? Utrata Cielo była dla mnie tak bolesnym ciosem….
- I dlatego odeszłaś?
- Nie Juanie Diego. Nie dlatego…Odeszłam bo nie potrafiłabym skazać cię na życie u boku kaleki.
- O czym ty mówisz? – spojrzał na nią skonsternowany.
- Wtedy na wsi, pamiętasz? Pojechaliśmy tam, by ukoić nasz ból i rozpacz. Po tym jak wróciłeś do miasta, miałam wypadek.
- Jaki wypadek?
- Spadłam z konia. Straciłam wzrok. Blisko dwadzieścia lat tkwiłam w ciemnościach. Nic nie widziałam…
- Ariadno – Juan Diego ukrył twarz w dłoniach. Nie umiał i nie chciał ukrywać jak bardzo poruszyła go ta wiadomość.
- Uwierz mi. Tak właśnie było. Nie potrafiłam skazać cię na takie życie. Na co, byłaby ci taka żona? Moja córeczka i ty nie zasłużyliście sobie na taki ciężar, jakim bym się dla was stała.
- Ariadno, jak mogłaś tak pomyśleć…Nigdy bym cię nie opuścił. Oddałbym ci własne oczy, gdyby tylko było to możliwe.
- Wiedziałam o tym i dlatego wolałam abyś o niczym nie wiedział.
- Moje życie bez ciebie było prawdziwym piekłem – chwycił ją za ramiona i potrząsnął – Wiesz co przeżywałem myśląc, że o mnie zapomniałaś?! Jak mogłaś? – wściekłość powoli ustępowała i w jego oczach pojawiła się nuta zrozumienia i współczucia – Jak mogłaś zrobić coś takiego Marisol i mnie?
- Błagam cię, spróbuj mnie zrozumieć. Nie proszę cię o wybaczenie, bo to co zrobiłam jest niewybaczalne. Jednak uwierz, że zrobiłam to z myślą o tobie i naszych dziewczynkach. Chciałam byś skoncentrował się na poszukiwaniu Cielo…Jak mogłabym zatroszczyć się o Marisol? Nie umiałam tego zrobić widząc, a co dopiero… - coraz mocniejszy szloch ściskał jej gardło, tak że z trudem mówiła.
- Nie mów tak. Byłaś wspaniałą matką.
- Nieprawda, to przeze mnie zaginęła Cielo.
- Nie mów tak. To nie była twoja wina. Nikt nigdy cię o to nie winił. To mogło się przydarzyć każdemu z nas. Byłaś cudowną, troskliwą matką. Dziewczynki cię uwielbiały, uwielbiają.
- One mi wybaczyły. Nie wierzyłam, że to będzie jeszcze możliwe, ale Marisol i Cielo na prawdę mnie pokochały i wybaczyły mi. Byłam taka głupia odchodząc. Teraz wiem, że powinnam była zostać i walczyć ze swoim kalectwem. Myślę, że przynajmniej Marisol byłaby szczęśliwsza. Ivana nigdy nie umiała okazać jej miłości.
- Czy Ivana wiedziała o tym co naprawdę ci się przydarzyło?
- Tak, wiedziała o wszystkim.
- I nic mi nie powiedziała! Wolała, żebym cierpiał, myśląc że już mnie nie kochasz. Co więcej wmawiała mi, że odeszłaś do innego.
- Uwierz mi, że w moim życiu nigdy nie było innego mężczyzny. Zrobiłam to, myśląc, że beze mnie będziesz szczęśliwszy.
- Wierzę ci Ariadno, wierzę. Znam cię i wiem, że tylko ty byłabyś zdolna do takiego poświęcenia. Było one bezsensowne, ale wierzę, że chciałaś dobrze. Wolałaś cierpieć w samotności niż być dla kogokolwiek ciężarem.
- Zrozum mnie, proszę….
- Rozumiem cię – niespodziewanie przytulił ją do siebie – Nikt nigdy nie rozumiał cię tak jak ja. Zawsze kochałem cię za twoją dobroć i bezinteresowność. Jak mógłbym mieć teraz do ciebie o to żal? To ty mi wybacz, że w ciebie zwątpiłem. Powinienem był cię odszukać i sprowadzić do domu. Zamiast tego uwierzyłem w jakieś brednie, które o tobie opowiadano. Wybacz mi.
- Juanie Diego…
- Nigdy nie przestałem cię kochać. Jesteś kobietą mojego życia. Minęło dwadzieścia lat a ja wciąż cię kocham. Spójrz mi w oczy i powiedz czy wciąż czujesz to, co czułaś, gdy przed laty na tej plaży prosiłem cię o rękę.
- Tak Juanie Diego. Wciąż cię kocham. Nigdy nie przestałam i nie przestanę.
- Ariadno, najdroższa – jego usta znów przyległy do jej ust. Jej serce znowu bilo blisko jego serca. Tak samo albo i mocniej jak przed laty….
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 10:04:00 24-08-07    Temat postu:

odc. 70

Tego wieczora, podczas kolacji w domu de Alvarado panowała wyjątkowo mila atmosfera. Ivana nie wróciła do domu na kolację, ponieważ umówiła się z koleżanką. Javier i Lucero poszli do restauracji, a Carlos Miguel w końcu spełnił prośbę Angelity i zabrał ją do kina.
- Czuję się jak przed laty, gdy zawsze w czwórkę zasiadaliśmy do stołu – wyznała nagle Marisol – Tylko ja, moja siostra i rodzice. Szkoda, że wtedy nie doceniałam jakie to szczęście.
- Miałaś zaledwie cztery lata – Ariadna uśmiechnęła się do niej smutno – Żadne z nas nawet nie przeczuwało w jaki koszmar zmieni się nasze życie.
- W głębi serca zawsze marzyłem, że chwila taka jak ta, kiedyś znowu nastąpi – wyznał Juan Diego. Marzyłem, że znowu zasiądziemy razem do stołu – tajemniczo uśmiechnął się do Ariadny. Cielo cały czas przyglądała im się ze zdziwieniem. Stosunek ojca do matki zmienił się radykalnie. Nie starał się już za wszelką cenę omijać jej spojrzenia. Wręcz przeciwnie, patrzał jej prosto w oczy i uśmiechał się tajemniczo.
- Zajrzę do dziewczynek – stwierdziła gdy skończyli jeść – sprawdzę czy śpią.
- Pójdę z tobą – zaoferowała się Ariadna. Gdy weszły do pokoju dziecięcego, obie dziewczynki mocno spały.
- Są takie śliczne – Ariadna uwielbiała swoje wnuczki. Mogłaby wpatrywać się w nie godzinami – Zupełnie jak Marisol i ty….
- Mamo? – Cielo od dłuższego czasu chciała zadać jej to pytanie.
- O co chodzi kochanie?
- Czy to tylko moja wyobraźnia, czy też pogodziliście się z tatą?
- Jesteś bardzo spostrzegawcza – Ariadna uśmiechnęła się do córki ciepło i uścisnęła jej dłonie – Jestem taka szczęśliwa. Rozmawiałam dziś z Juanem Diego. Byliśmy na plaży, tam gdzie mi się oświadczył. Opowiadałam ci o tym, prawda?
- Tak ale dlaczego tata cię tam zabrał?
- Spotkaliśmy się przypadkiem w restauracji, gdzie jadłam obiad z Santiago. Juan Diego zaproponował abyśmy porozmawiali i zawiózł mnie na tę plażę.
- Co się tam wydarzyło?
- Opowiedziałam mu całą prawdę o tym co wydarzyło się przed laty. Już wie dlaczego odeszłam.
- Jak na to zareagował?
- Miał mi za złe, że ukryłam prawdę, jednak później przyznał iż mnie rozumie. Uwierzył, że zrobiłam to z miłości.
- Bo to prawda – Cielo pociągnęła ją za rękę i posadziła na kanapie – Opowiadaj dalej, to takie fascynujące.
- Później….- Ariadna zawstydziła się lekko.
- Co było później? – Cielo umierała z ciekawości.
- Wyznał, że wciąż mnie kocha i…………pocałował.
- Pocałował cię?! – Cielo poderwała się z miejsca – Naprawdę to zrobił?
- Tak. Nie powinnam mu na to pozwolić, prawda? W końcu jesteśmy tyle lat po rozwodzie. On ma żonę…
- Przestań mamo! Masz skrupuły wobec Ivany? Przydarzyła ci się najwspanialsza rzecz na świecie. Przecież wciąż go kochasz. Czy nie jesteś szczęśliwa?
- Jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie – przyznała w końcu – Kocham go! A on mnie! – cieszyła się jak dziecko. Cielo reagowała podobnie.
- Co tutaj tak wesoło? – Marisol, która przechodziła właśnie korytarzem usłyszała ich śmiech i postanowiła zajrzeć do środka.
- Siostrzyczko zamknij drzwi i chodź do nas, musisz się o tym dowiedzieć – Cielo była podekscytowana.
- Co się stało? Z czego się tak cieszycie? – Przyglądała się im z rozbawieniem.
- Nasi rodzice się pogodzili. Tata pocałował mamę!
- Czy to prawda? – Marisol z niedowierzaniem spojrzała na Ariadnę, która twierdząco skinęła głową – To cudownie! – Marisol ucałowała jej policzek – Zawsze o tym marzyłam – Tata i ty znowu będziecie razem.
- Kochanie, wiesz że to nie takie proste – Ariadna starała się powstrzymać entuzjazm córek.
- Na pewno znowu się pobiorą – Cielo była o tym przekonana – A ty i ja będziemy druhnami na ślubie. Co ty na to Marisol?
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 15:34:37 25-08-07    Temat postu:

odc. 71

Był słoneczny poranek, więc Cielo zabrała swoje córeczki na spacer po ogrodzie. Maleństwa spały grzecznie w swoim wózku, Cielo skierowała się w stronę ławki, na której chciała chwilę przysiąść. Nagle zauważyła na podjeździe samochód. Czuła, że serce bije jej znacznie szybciej. Nie miała wątpliwości, to był on….Diego Alejandro, ojciec jej dzieci. Wysiadł z samochodu i od razu ją zauważył. Szedł, a właściwie biegł w jej stronę. Przez chwilę miała ochotę uciec ale wiedziała, że to nie ma sensu.
- Cielo najdroższa – niespodziewanie dla niej porwał ją w swoje ramiona – Tak bardzo za tobą tęskniłem. Nie wiedziałem gdzie cię szukać a miałem ci tyle do powiedzenia. Wróciłaś na zawsze prawda?
- Tak – Cielo z trudem wyrwała się z jego ramion – Moje córki i ja wróciłyśmy do domu, gdzie nasze miejsce.
- Nasze córki – Diego Alejandro pochylił się nad wózkiem – Są takie śliczne. Nie mogę w to uwierzyć. Jestem ojcem bliźniaczek! – był bardzo podekscytowany.
- Dobrze wiesz, że nie jesteś ich ojcem – Cielo zaskoczyło jego zachowanie.
- Nie kłam Cielo. Te maleństwa są moje, czuję to.
- Mylisz się.
- Więc przyrzeknij mi. Przyrzeknij na ich życie, że nie są moje – potrząsnął nią gwałtownie.
- Niczego nie będę ci przyrzekać! Nie zasługujesz na to.
- Nie zrobisz tego, bo wiesz, że to moje dzieci. Jestem ich ojcem i nie mam co do tego wątpliwości. Byłem jedynym mężczyzną w twoim życiu, tak jak ty byłaś i jesteś jedyną kobietą w moim.
- Zapominasz chyba o swojej żonie?
- Fabiola nigdy nic dla mnie nie znaczyła. Uwierz mi Cielo, że nigdy nic do niej nie czułem. Nie wiem jak to się stało, nic nie pamiętam, byłem pijany…
- W porządku. Wierzę ci – Cielo nie mogła oskarżać go o romans z Fabiolą, wiedząc co ta wyznała tuż przed śmiercią.
- Naprawdę kochana? Wierzysz mi?
- Wierzę. Wiem, że niesłusznie w ciebie zwątpiłam. Tak jak ty we mnie….
- Błagam cię, wybacz mi to. Byłem taki niesprawiedliwy. Bardzo cię skrzywdziłem ale jesteś największą miłością mojego życia. Liczysz się tylko ty i nasze córki. Mój związek z Fabiolą nie ma sensu. Żadne z nas nie jest szczęśliwe. Jeszcze dziś poproszę ją o rozwód. Musi zrozumieć, że to ciebie kocham.
- Fabioli tu nie ma. Zaginęła.
- Jak to?
- Od dłuższego czasu nic o niej nie wiadomo. Nie daje znaku życia.
- To dziwne….Nie kontaktowała się nawet ze swoją matką?
- Ivana odchodzi od zmysłów.
- Na pewno zrobiła to, żeby zwrócić na siebie uwagę. Chce abyśmy się o nią martwili.
- Pewnie masz rację.
- Proszę nie mówmy teraz o niej. Porozmawiajmy o nas. Cielo, czy byłabyś w stanie zapomnieć o krzywdzie jaką ci wyrządziłem? Czy w imię miłości jaka nas połączyła, zgodzisz się byśmy dali sobie drugą szansę? Byśmy stworzyli rodzinę dla naszych córeczek – objął ją w pasie i spojrzał w oczy, szepcząc – kocham cię najdroższa.
- Diego Alejandro ja……
- Lepiej nic nie mów – zamknął jej usta delikatnym pocałunkiem – To znaczy dla mnie więcej niż słowa. Tak bardzo cię kocham…..
- Boję się tego – wyznała szczerze.
- Czego?
- Tego co do ciebie czuję. Boję się, że znowu złamiesz mi serce, że znowu będę cierpiała.
- Nie będziesz. Przyrzekam, że uczynię wszystko byś była szczęśliwa. Nie pozwolę byś cierpiała. Za bardzo cię kocham. Zaufaj mi proszę….
- Błagam cię, nie zawiedź mnie znowu najdroższy….
- Tak bardzo cię kocham – pocałował ją znowu. Nawet nie marzył, że może być tak szczęśliwy.
- Nie tak bardzo jak ja ciebie – przytuliła się do niego.
- Gdy tylko ureguluję swoją sytuację z Fabiolą, poproszę cię byś została moją żoną. Odtąd zawsze będziemy już razem. Ty, ja i nasze córeczki – roześmiał się, przypomniawszy sobie coś nagle – Nie powiedziałaś mi jeszcze jak dałaś im na imię.
- Ariadna i Virginia.
- Śliczne imiona dla ślicznych dziewczynek – starsza z nich właśnie się obudziła, więc Cielo wzięła ją na ręce – Ariadnito, poznaj swojego tatusia. Chcesz wziąć ją na ręce?
- Jest taka maleńka i delikatna – wzruszył się trzymając tą maleńką istotkę, która była częścią jego samego – Cielo gdzie byłaś cały ten czas?
- Mieszkałam na ranczu u mojej mamy.
- Odnalazłaś ją?
- Tak, mieszka teraz tutaj, razem z nami.
- Jak to? – zdziwił się – Widzę, że wiele się tutaj wydarzyło pod moją nieobecność.
- Nie wyobrażasz sobie jak wiele. Mam dla ciebie cudowną niespodziankę. Okazało się, że moja siostra wcale nie zginęła. Ona żyje i jest tutaj. Marisol wróciła do domu.
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 10:53:01 26-08-07    Temat postu:

Dziekuje Wam wszystkim za komentarze:) Karollinka miala sporo pracy. Super, ze juz jestes z nami i z niecierpliwoscia czekam na odcinki Twoich telc. A teraz zapraszam na kolejny odcinek Cielo y Sol:)

odc. 72

- Marisol! Tak się cieszę. Kiedy Cielo powiedziała mi, że żyjesz nie mogłem w to uwierzyć – przytulił ją mocno do siebie.
- Dobrze znów cię widzieć Diego Alejandro – Marisol ucieszyła się na jego widok.
- Wyobrażam sobie jaki jesteś szczęśliwy bracie – zwrócił się do Carlosa Miguela.
- Nie wyobrażasz sobie – poklepał go po ramieniu – Czuję się tak, jakby ktoś zwrócił mi życie.
- Diego Alejandro, pamiętasz moją mamę? – Cielo przypomniała sobie, że jeszcze ich sobie nie przedstawiła.
- Jak mógłbym zapomnieć moją ulubioną ciocię – uścisnął jej dłoń i pocałował w policzek – Nic się nie zmieniłaś. Gdybym nie znal prawdy pomyślałbym, że Cielo i Marisol mają jeszcze jedną siostrę.
- Dziękuję – roześmiała się Ariadna – Zawsze byłeś taki miły. Wydoroślałeś, ale wciąż jesteś taki słodki.
- Braciszku wróciłeś! – Marina, która wraz z Juniorem właśnie wróciła z zakupów, rzuciła mu się na szyję.
- Cześć siostrzyczko. Witaj szwagrze. Mam nadzieję, że dobrze opiekowałeś się moją siostrą.
- Diego Alejandro, przejdźmy do biblioteki – zaproponował Juan Diego – musimy omówić kilka spraw związanych z firmą.
- Dobrze wuju, przygotowałem wszystkie papiery, o które mnie prosiłeś.
- Javier, Carlos Miguel, chodźcie z nami.
Po ich wyjściu Ariadna została sama z córkami i Mariną. Ivana, jak co dzień wyszła z samego rana i nie wracała od kilku godzin.
- Cielo, wyglądasz na bardzo rozpromienioną, czyżby to za sprawą powrotu mojego szwagra?
- Masz rację Marisol – przyznała Marina – Mój brat też wyglądał na bardzo zadowolonego. Kiedy wyjeżdżał wyglądał jak cień człowieka a dziś uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Córeczko, czy nie masz dla nas jakiejś niespodzianki?
- Jak się domyślacie, Diego Alejandro i ja, pogodziliśmy się – Cielo chciała podzielić się z nimi swoją radością. Zadecydowaliśmy, że damy sobie jeszcze jedną szansę. Chcemy się pobrać, gdy tylko Diego Alejandro ureguluje swoje sprawy z Fabiolą.
- Powiedziałaś mu prawdę o dzieciach? – zainteresowała się Marisol.
- Tak. Był przekonany, że to jego córki. Nie mogłam go dłużej okłamywać. Zresztą moje dziewczynki zasługują na to, by mieć przy sobie ojca.
- Tak się cieszę córeczko – Ariadna przytuliła ją do siebie – Wreszcie będziesz szczęśliwa.
- Ty też nie masz powodu do narzekań mamo – Marisol uśmiechnęła się do niej tajemniczo.
- Co masz na myśli?
- Marisol i ja, widziałyśmy cię dziś rano w ogrodzie ciociu - dodała rozbawiona Marina.
- W ogrodzie? – Ariadna poczuła jak się rumieni.
- Byłaś bardzo zajęta – kontynuowała Marisol – Zresztą tata też….
- Czemu nic mi o tym nie wiadomo? – poskarżyła się Cielo.
- Przestańcie – zaprotestowała Ariadna – Ładnie to tak naśmiewać się ze staruszków?
- Nie tacy z was jeszcze staruszkowie – roześmiała się Marina.
- Tata wyglądał raczej na zakochanego małolata, gdy cię całował – „dręczenie” matki sprawiało Marisol ogromną radość.
- Całowali się? – Cielo z radością klasnęła w ręce. To dlatego ojciec jest taki szczęśliwy. Uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Jestem pewna, że gdy cala prawda wyjdzie na jaw i zamkną Ivanę, nasi rodzice znowu się pobiorą. Zasługujecie na to, by być szczęśliwi – posłała Ariadnie spojrzenie pełne miłości i nadziei.
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 3684
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:47:38 27-08-07    Temat postu:

odc. 73

- Fabiola nie dzwoniła? – Juan Diego coraz bardziej się o nią niepokoił. Chociaż nie była jego dzieckiem i sprawiała im wiele kłopotów, wychowywał ją jak własną córkę i kochał na swój sposób.
- Nie daje znaku życia – Ivana była przejęta losem córki. W całym jej życiu liczyły się tylko pieniądze i dzieci. Kochała Javiera, ale to Fabiola była jej oczkiem w głowie. To w niej pokładała wszystkie swoje ambicje i nadzieje – Obdzwoniłam wszystkich jej znajomych. Codziennie chodzę na komisariat, ale nie dowiaduję się niczego nowego.
- Detektyw, którego zatrudniłem, też nie wpadł na żaden trop.
- Gdzie ona może się podziewać – zastanawiał się Diego Alejandro. Jak to możliwe, żeby ktoś zniknął ot tak, bez śladu?.
- Na pewno niedługo wróci – stwierdziła Ariadna – Jest młoda i chce się bawić. Nie zdaje sobie sprawy, na jakie cierpienia cię naraża – spojrzała na kuzynkę ze współczuciem.
- Mówisz tak, bo to nie twoja córka – Ivana posłała jej pełne wrogości spojrzenie. Nie pamiętasz już jak histeryzowałaś, gdy porwano Cielo?
- Rozumiem twój ból. Dla matki nie ma nic gorszego niż niepewność o los dziecka. A już tym bardziej jego utrata. Wciąż pamiętam jak cierpiałam, dowiedziawszy się, że Marisol nie żyje….
- Skąd o tym wiedziałaś? – zapytał Juan Diego. Ariadna spojrzała wymownie na Ivanę, która wyraźnie zbladła. Juan Diego wciąż nie wiedział, że cały ten czas, jego żona kontaktowała się z Ariadną. Teraz Ivana drżała na samą myśl o tym, że mąż może dowiedzieć się, że go oszukiwała.
- To już nieistotne – stwierdziła Ariadna – To okropne doświadczenie należy już do przeszłości, o której lepiej już zapomnieć.
- Ciocia ma rację – stwierdził Junior – Teraz chciałbym zmienić temat i oznajmić wam wspaniałą nowinę.
- O co chodzi synu? – Juan Diego uśmiechnął się szeroko, podejrzewając, co takiego chce zakomunikować jego pasierb.
- Marina dowiedziała się dzisiaj, że zostaniemy rodzicami.
- To cudownie! – wszyscy cieszyli się ich szczęściem. Diego Alejandro mocno przytulił siostrę i uściskał szwagra – Moje córeczki będą miały kuzyna, albo jeszcze jedną kuzynkę – Znowu uwierzył, że będzie szczęśliwy. Odzyskał kobietę swojego życia. Ma dwie prześliczne córeczki. Jego brat odzyskał Marisol a wraz z nią radość życia. A siostra, którą tak niedawno odnalazł, poślubiła wspaniałego człowieka i wkrótce zostanie szczęśliwą matką. Jego wuj, którego zawsze kochał jak ojca, promieniał szczęściem odkąd odzyskał córki i zamieszkała z nimi Ariadna. Czyżby w końcu los uśmiechnął się do niego i jego najbliższych? Miał taką nadzieję….
***
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 5 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin