Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

"It's only a dream" - fanfick oparty na PB
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23526
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:11:58 14-09-07    Temat postu: "It's only a dream" - fanfick oparty na PB

Oryginalny "Prison Break":

Lincoln Burrows został wrobiony przez rządowe władze w morderstwo, którego nie popełnił. Poszedł do więzienia, Fox River, a jego brat, Michael Scofield (zmienił nazwisko, aby nikt nie poznał, czyim naprawdę jest bratem, boby mu to bardzo utrudniło ucieczkę), zorientował się, że był jednym z pracowników, ktorzy przebudowywali to więzienie i doskonale zna jego plany. Z miłości do brata napadł na bank i dał się złapać, w sądzie prosząc o umieszczenie w tym samym więzieniu, co Lincoln. Wcześniej zakamuflował plany Fox River w tatuażu pokrywającym prawie całe jego ciało. Kiedy już trafił za mury, realizował swój plan wydobycia brata, przeciwstawiając się wielu przeciwnościom i często działając wbrew sumieniu. Do odniesienia sukcesu potrzebował pomocy kilku współwięźniów, którzy owszem, zgodzili się, ale chcąc upiec własne pieczenie przy tym ogniu. Pod sam koniec pomogła mu również doktor z więzienia, Sara Tancredi, zmagając się ze swoimi wyrzutami sumienia (pomagała w końcu więźniowi!). Ucieczka się udało, na liście zbiegów byli:

- Michael Scofield
- Lincoln Burrows
- Fernando Sucre (kolega Michaela z celi), skazany za kradzieże drobych sum...na prezenty dla ukochanej, Maricruz
- T-Bag (Theodore Bagwell, morderca, pedofil i gwałciciel "wszystkiego, co się rusza", podstępem zdobył miejsce wśród uciekinierów, zdolny do wszystkiego, w trakcie ucieczki traci rękę), nienawidzi Abruzzi'ego, w więzieniu podciął mu gardło, co tamten ledwo przeżył
- David "Tweener" Apolskis, młody chłopak skazany za kradzież bardzo cennej karty baseballowej
- C-Note (Benjamin Franklin, skazany za to, że...nie chciał pomagać w armii w nieczystych interesach, oczywiście wyrok był za przestępstwo, jakiego nie popełnił)
- Charles "Haywire" Patoshik, były genialny matematyk, obecnie świr, skazany za m.in. zabójstwo swoich rodziców
- John Abruzzi, bardzo ważna postać w mafii w USA (mafia to inaczej "Rodzina"), skazany za dwa zabójstwa i dwa namawiania do morderstwa

Zbiegów ścigał agent FBI, Alexander Mahone, człowiek skrywający swoje mroczne tajemnice (dawno temu udało mu się dorwać zaprzysięgłego przestępcę, ponieważ gonił go wiele lat i go nienawidził, nie oddał go w ręce sprawiedliwości, ale zabił i zakopał we własnym ogródku). Dostał on rozkazy od Firmy (tajnej organizacji w rządzie), tej samej, która wrobiła Lincolna Burrowsa, aby zbiegów nie tyle złapać, a zabić, aby nie wydali ich postępków. Udało mu się uśmiercić trzech z nich: Apolskisa, Patoshika i Johna Abruzzi. C-Note został uniewinniony, Michael, Lincoln, Sucre i T-Bag uciekli do Panamy. Tam udało się Michaelowi doprowadzić do uniewinnienia brata i ujawnienia całego spisku. T-Bag trafił do panamskiego więzienia, gdzie morderstwa są na porządku dziennym, a strażnicy boją się więźniów - Sona. Sucre nadal szukał zaginionej Maricruz, ale wplątał się w pomoc Michaelowi, który podczas ucieczki spotkał się z Sarą, swoją ukochaną, ale gdy już w trójkę (plus Linc) mieli odpłynąć przygotowaną do tego celu specjalnie łodzią, pojawił się wysłannik Firmy, którego Sara zabiła w obronie własnej. Scofield powiedział ścigającej ich policji, że to on zabił i tak trafił do również Sony. Znalazł się tam też agent Mahone, którego Michael w zemście za pościg oddał policji za posiadanie narkotyków. W międzyczasie ktoś stwierdził, że Scofield jest potrzebny, aby wydostać niejakiego Whistlera z Sony i dano mu tydzień na ucieczkę i wykonanie tego planu, jako zakładników biorąc Sarę i syna Lincolna, LJ. Plan się nie powiódł i Sara została zabita, LJ nadal jest zakładnikiem.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Johna Abruzzi'ego - udało mu się spotkać ze swoją rodziną - żoną Sylvią i dwójką dzieci - Johnem Jr. i Nicole (wtedy był już innym człowiekiem, pogodzonym z Bogiem i obiecującym nie grzeszyć...czasami ale potrafił też mieć naprawdę dobre serce i bardzo kochał swoją rodzinę), ale zdradził go wspólnik, który podał mu fałszywe położenie Otto Fibbonacciego, człowieka, który kilka lat temu wydał Abruzzi'ego i przez to ten poszedł do więzienia. Abruzzi wpadł w pułapkę i zginął bardzo honorową śmiercią z rąk policji kierowanej przez agenta Mahone'go. Tyle 2 sezony "Prison Break" i 8 odcinków 3 serii...

Był jednak ktoś, kto nadal bolał nad śmiercią Johna i brakowało mu tej postaci w serialu - była to autorka średniej jakości opowieści, Black Falcon. To ona ożywiła Abruzzi'ego w swojej historii i uczyniła go...sklepikarzem w podrzędnej miejscowości, ale dając szansę na spotkanie ze śmiertelnym wrogiem i na zemstę...lecz czy mu się powiedzie?

Obsada:


John Abruzzi -



Był szefem mafii w Chicago, potem skazano go na dożywocie. W więzieniu wiele przeżył, był szefem brygady remontowej i miał układy ze strażnikami, ale musiał o to walczyć, zagrażał mu też jego śmiertelny wróg, inny więzień, T-Bag. Opętany chęcią zemsty na Otto Fibbonaccim, człowieku, przez którego trafił do Fox River, ginie po brawurowej ucieczce z więzienia, z którego zbiegło również 7 innych osadzonych. W tej historii jednak jego życie toczy się nadal, a on sam próbuje znaleźć miejsce w nieprzyjaznym świecie, osaczony przez wrogów i zdradzony przez wszystkich, których ufał. Czy uda mu się odzyskać pozycję, rodzinę i wszystko, co stracił...Czy - jeśli przeżyje - zostanie w nim choć kropla dobroci i ciepłego serca, jaką w sobie miał, a do której zaczęło coraz bardziej zbliżać go pogodzenie z Bogiem przed "śmiercią"?

Sylvia Abruzzi -



Żona Johna, matka dwójki dzieci (Johna Jr. i córki Nicole), wiedziała, kim jest jej mąż, ale nie jest świadoma tego, że on żyje nadal...I cierpi bardziej, niż kiedykolwiek dotąd...

Giacomo Messini -



Główny boss Rodziny (mafii), ma konflikt z Abruzzi'm, uratował go po zasadzce policji dla własnych, niecnych celów.

Theodore Bagwell -



Zaciekły wróg Johna, w Fox River podciął mu gardło, mimo, iż tamten później podał mu rękę i wybaczył, T-Bag nadal marzy o zgonie Abruzzi'ego, pozycja w mafii da mu doskonałe warunki do wykonania niecnego planu pozbycia się Johna.

Salvatore -



Podwładny Messini'ego, kryje się w nim wiele tajemnic...I wiele zła.

Gary Manoldo -



Właściciel sklepiku, gdzie ulokowano Abruzzi'ego po jego "śmierci", okrutny i lubiący się znęcać nad tymi, których nie lubi.

Paulo Sempede -



Ma zatarg z Johnem, ma odruchy sumienia...ale nie dla tych, którzy zaleźli mu za skórę...jak Abruzzi.

Alexander Mahone -



Agent FBI, który "zastrzelił" Johna, siedział w więzieniu za posiadanie narkotyków, w wydostaniu się stamtąd pomogła mu mafia, dowiaduje się, że Abruzzi żyje i wtedy odkrywa w sobie pokłady zła.

Michael Scofield -



Człowiek, który dostał się do więzienia, by uratować swojego brata niesłusznie skazanego za morderstwo, którego tamten nie popełnił.

Lincoln Burrows -



Niesłusznie skazany na śmierć brat Michaela.

Fernando Sucre -



Kolega Michaela z celi z Fox River.

Oto promo tej historii:

http://www.youtube.com/watch?v=daqNK0dawpo

Oto 2 promo tej historii:

http://www.youtube.com/watch?v=UDK6xgfiYs0

Zapraszam na 1 odcinek!

-----------------------------------------------------------------------

Uwaga! Zawiera spoilery, rzecz dzieje sie po 2 sezonie! Piszac to odkrylam, ze najlepsza pora na tworzenie, to 1-3 w nocy...

-----------------------------------------------------------------------
Episode 1 - "Sklepikarz"

Byl zimny, ponury wrzesniowy zmierzch, gdy skonczyl prace. Ostatni klient dawno juz opuscil malutki sklepik, totez na kilka godzin przed zamknieciem sklepu mogl zajac sie sprzataniem swego miejsca pracy. Wlasnie starl scierka kurz z lady i odlozyl kawalek materialu na miejsce. Rozejrzal sie jeszcze i uznal, ze wszystko jest w porzadku. Na koniec otworzyl kase, przeliczyl powoli pieniadze i zadowolony z utargu zamknal szuflade. Schylil sie do szafki, jaka znajdowala sie tuz przy podlodze i stamtad wyjal klucze do sklepu. Lekko zadzwonily, gdy chwycil je w reke. Druga zdjal zniszczona kurtke z wieszaka, jaki znajdowal sie przy polkach z towarem za jego plecami i narzucil ja sobie na plecy. Spokojnie wyszedl ze sklepu i zamknal za soba drzwi na klucz, po czym ubral kurtke na siebie i wsiadl na rower, ktory stal przed sklepem, wczesniej odwiazawszy go od slupka, przy ktorym parkowal.

Jechal kilka minut, nim dotarl do domku nad strumykiem. Woda szemrala cichutko, gdy wchodzil do domu. Rzucil kurtke na hak przy wejsciu i udal sie do lazienki, by zazyc kapieli przed snem. Umyl sie, ale zatrzymal sie jeszcze przed popekanym ze starosci lustrem nad rownie zniszczona umywalka. Spojrzal na swoja twarz na szkle i reka przejechal po swoim obliczu. Bylo zarosniete, zmeczone i smutne. Broda klebila sie, wasy mieszaly sie z reszta sporego zarostu, a zaczynajace siwiec wlosy wily sie do ramion. W tej chwili marzyl tylko o snie, o glebokim snie, ktory przyniesie mu odpoczynek...zarowno fizyczny, jak i psychiczny.

Ubranie rzucil gdzies na bok, nie mial teraz sily o nim myslec. Lozko kusilo, stara posciel zapraszala do siebie, obiecujac chociaz troche ciepla, skorzystal wiec z zaproszenia i ulozyl sie w miare wygodnie. Skrzypiacy materac mu nie przeszkadzal, juz dawno przyzwyczail sie do niewygod. Przykryl sie koldra i zamierzal sprobowac zasnac.

Wiedzial jednak, ze nie bedzie mu to dane. Ledwo tylko przylozyl glowe do poduszki, oni wrocili. Pod powiekami wciaz widzial te obrazy - oni nigdy nie odchodzili. W dzien staral sie o nich nie myslec, noc jednak sprzyjala powrotom koszmarow. Widzial ich wszystkich, tak wyraznie, jak nigdy dotad. Jakby byli tuz obok, jakby nadal...zyli. Szeptali cos, czego nie rozumial, a gdy probowal zapytac, czego chca, czemu go drecza, smiali sie tylko i odchodzili...by za chwile znow sie pojawic w jego snach.

- To nie moja wina! - szepnal przez zamroczenie, jakie spowodowal probujacy go ukolysac sen i nagle rozbudzil sie gwaltownie. Zlany potem usiadl na lozku. Na starym zegarku byla godzina 03:00. Musial jednak zasnac, bo przyjechal do domu przed polnoca. Codziennie pracowal do 23:00, im wiecej mial utargu, tym wiecej zostawalo dla niego, reszte zabieral wlasciciel sklepu. Te trzy godziny snu kosztowaly go jednak wiecej, niz nieprzespany tydzien - wydawalo sie, ze tym razem koszmary byly wyrazniejsze i bardziej natarczywe...

Przeczesal reka wlosy, wiedzac, ze dzis znow nie zasnie. Bedzie siedzial do rana na krzesle i myslal o tym, co mu sie snilo. O nich.

Narzucil koszule i cicho zrobil sobie herbaty, potem pil powolutku, rozmyslajac o twarzach ze snu. Zastanawial sie, jaki to wszystko ma sens. Praca...zycie...Co trzymalo go przy tym wszystkim? Co powodowalo, ze nadal zyl, ze egzystowal? Czasem myslal, ze lepiej byloby, gdyby...Gdyby rzucil to wszystko i zrezygnowal z tego bezsensu, jaki stal sie jego udzialem. Popatrzyl na narzedzie lezace na stole - noz do krojenia chleba. Noz. Wiedzial, do czego to moze sluzyc. Dobrze wiedzial, co dzieje sie, kiedy ostrze przecina miekka skore. Dotknal ostroznie rekojesci. Potem chwycil zielona raczke i przyjrzal sie stali. Twarz odbila sie w ostrzu, dobrze widzial swoje zmeczone oczy i zmarszczki. Noz. Obrocil go powoli wokol wlasnej osi, potem odlozyl na stol. Resztke herbaty porzucil w szklance, kiedy zdecydowal sie znow polozyc. Przyzwyczail sie juz do swoich nocnych mar, nie bal sie ich...az do dzisiaj. Ale meczyly, meczyly tak strasznie, ze bal sie nie ich, a nocy.

Jakos przespal do rana, chociaz w glowie wciaz pojawialy mu sie obrazy, ludzie, miejsca...a tym razem dodatkowo pojawial sie tez noz. I krew. Ta byla wszedzie, w kazdym ze snow, od samego poczatku. Nie tylko dzis, ale odkad pamietal. Odkad pojawily sie sny. To bylo juz tak dawno, tyle miesiecy...a moze lat? Przestal to liczyc juz wieki temu.

Wstal, umyl sie, ubral i poszedl znow do sklepu. Wiedzial, ze dzis przyjdzie wlasciciel, ze dzis pora na rozliczenie sie z utargu. Na otrzymanie kolejnej wyplaty, comiesiecznej porcji resztek, jakie tamten raczy mu dac. Mimo, ze sie spieszyl, zauwazyl, ze wlasciciel juz na niego czeka i kiedy przywiazywal rower do slupka, uslyszal:

- Znow masz podkrazone oczy, lazisz gdzies po nocach i potem mylisz sie przy reszcie! Wlaz do srodka, potrzebuje kasy!

Weszli razem, a wlasciciel, czterdziestoletni, dosc wysoki mezczyzna o jasnych, krotkich wlosach, podszedl od razu do kasy, oparl sie o lade i czekal, az sklepikarz powiesi kurtke na kiwajacym sie haku, otworzy kase i wyjmie wszystkie pieniadze. Kiedy je otrzymal, przeliczyl je szybko i rzucil mala paczuszke w kierunku sklepikarza.

- Masz! To ci powinno wystarczyc. Aha, zamierzam zrobic inwentaryzacje, wiec mam nadzieje, ze niczego nie brakuje! - zasmial sie z wlasnego zartu i wyszedl ze sklepiku.

Sklepikarz schowal nedzna sume do kieszeni kurtki i dopiero teraz, kiedy chowal pieniadze, zorientowal sie, ze nie wzial sniadania. Coz, poczeka do wieczora, do powrotu do domu.

Nadjezdzal pierwszy klient. Sklepikarz obserwowal zdziwiony, jak pod jego sklep podjezdza elegancki samochod. Tutaj nikt takim nie jezdzil. Zaraz sie przekona, kim jest jego gosc...

The end of episode 1


Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 15:05:38 03-01-08, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
monioula
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 01 Cze 2007
Posty: 3628
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sevilla
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:12:01 15-09-07    Temat postu:

...oby się szybko przekonał, bo taki krótki fragment mnie nie zadowala.
Bardzo oryginalny pomysł i super wykonanie. Na pewno będę czytać
Dużo napisałaś tych odcinków?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roberta-Dulce
Generał


Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8920
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Elite Way School

PostWysłany: 14:40:39 15-09-07    Temat postu:

SUPER
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23526
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:23:41 15-09-07    Temat postu:

monioula napisał:
...oby się szybko przekonał, bo taki krótki fragment mnie nie zadowala.
Bardzo oryginalny pomysł i super wykonanie. Na pewno będę czytać
Dużo napisałaś tych odcinków?


Odpowiedz masz w temacie "Rozmowy o naszych serialach" . Dziekuje za Twoje pochwaly . A oto kolejny odcinek...

----------------------------------------------------------------------------

Episode 2 - "Kobieta"

Srebrna Mazda 3 hatchback wjechala powoli na brudna trawe przed sklepikiem i zahamowala tuz obok wejscia. Kierowca nachylil sie jeszcze do tylu, powiedzial cos do pasazerow znajdujacych sie na tylnim siedzeniu i otworzyl drzwi wozu. Sklepikarz z ciekawoscia patrzyl, kim okaze sie jego tajemniczy gosc. Na trawie stanely najpierw nogi ubrane w brazowe buty pasujace do kogos o wysokiej pozycji spolecznej, dopiero potem ukazala sie cala postac. Sprzedawca nie widzial jeszcze jej twarzy, zreszta sam fakt, ze na takie odludzie zawitala kobieta, zaskoczyl go na tyle, ze przez dluzsza chwile po prostu patrzyl na jej obuwie. Kilka sekund pozniej byla juz po prostu w jego sklepie, nieswiadomie poprawiajac wlosy, zburzone podczas podrozy. Byly brazowe, lekko spadajace na ramiona, pasujace do jej niebieskich oczu, wokol ktorych zaczely pojawiac sie delikatne zmarszczki. Nie byla jednak stara, raczej w wieku srednim, w okolicach czterdziestki. Modny, zapewne drogi zakiet koloru popielatego sprawial, ze wyglada po prostu pieknie, a usmiech, ktory pojawil sie na jej twarzy, kiedy zwrocila sie do sklepikarza, dodawal jej tylko mlodosci:

- Dzien dobry! To niesamowite, ze w takim odleglym od ludzi miejscu znalazlam ten sklepik! Na cale szczescie zreszta, bo wlasnie skonczyl nam sie prowiant i musimy dokupic cos do jedzenia. Ma pan moze jakies buleczki? Do tego chcialabym jeszcze slodycze, moze wezme te batoniki i...- przerwala. - Momencik, musze sie zastanowic - przeprosila z kolejnym usmiechem.

Rozgladala sie po sklepie, marszczac czolo, kiedy nie mogla sie zdecydowac. Drewniane polki nie zawieraly zbyt duzo towaru, ale jednak mozna bylo cos sobie wybrac. Sklepikarz nie przerywal, czekal cierpliwie na polecenia, byl przyzwyczajony do spokojnego uplywu czasu, spedzil tu juz tyle dni, tyle dlugich minut wlokacych sie w nieskonczonosc, kiedy calymi dniami nikt do niego nie zagladal...Po prostu stal za lada, jak robil to od zawsze. I tylko w jego oczach tym razem odbijalo sie cos dziwnego, jedyny slad, jedyny dowod, ze tym razem jest inaczej. Nie odezwal sie ani slowem, patrzyl tylko na niespodziewanego goscia w milczeniu. Nawet nie zorientowal sie, ze rece mu drza, w tej chwili czul sie, jakby ktos wymazal mu wszystkie mysli z glowy i zabral to cos, co w dawnych czasach nazwalby swoim mozgiem.

Niesamowita cisze, jakby nie z tego swiata, przerwal dzwiek otwieranych drzwi. Skrzypnely lekko, ale nie to wyrwalo sklepikarza z przedziwnego stanu zawieszenia, w jakim sie znalazl. Uslyszal tupot czyichs nog i na drewniana, brudna podloge wpadly kolejne stopy, tym razem obute w Adidasy, nadajace sie do pieszych wypraw. Ich wlascicielem byl chlopak w dosc trudnym do okreslenia wieku, trudnym o tyle, ze cialem wygladal na jakies dwanascie lat, ale w jego spojrzeniu bylo cos, co kazaloby traktowac go jako conajmniej starszego nastolatka. Wyhamowal przed kobieta i zawolal:

- Mamo, dlugo jeszcze? Jestem glodny! Nicole marudzi caly czas, musisz jej cos dac, bo inaczej wykopie ja z tego samochodu!

Obrocila sie w jego strone ze slowami:

- Jeszcze chwile, synku, powiedz Nicole, ze zaraz przyjde, dobrze?

- OK, OK, tylko sie pospiesz - pomarudzil jeszcze chlopak i tak samo szybko, jak sie pojawil, zniknal na zewnatrz. Jego matka znow zwrocila sie do sklepikarza:

- Przepraszam za mojego syna, jest taki niecierpliwy. Wszystko chcialby robic od razu, bez czekania...Wezme czekolade i 10 hamburgerow, prosze mi je zapakowac, dobrze?

Zamrugal oczami, wracajac z niebytu. Musial, po prostu musial sie otrzasnac, jego zycie, jego dotychczasowe czyny, wszystko to, co do tej pory zrobil przez tak dlugi okres czasu, teraz stanelo przed nim w jego umysle. Nie dal po sobie poznac, jakie wrazenie wywarlo na nim pojawienie sie tej kobiety i jej dzieci i siegnal w kierunku zadanych towarow. Polozyl je na ladzie, starajac sie opanowac trzesace sie dlonie, pozniej wskazal na kase, na ktorej widniala cena za wszystkie zakupy. Nie mogl...i nie chcial wykrztusic ani slowa.

- Prosze - podala mu pieniadze, usilujac nie dac po sobie poznac, ze przeraza ja ten czlowiek. W jego postaci bylo cos...odpychajacego, cos, co powodowalo, ze chciala stad jak najszybciej...uciec? Tak, to chyba wlasciwe slowo. Uciec. Na dodatek nie powiedzial wprost kosztu towarow, tylko spojrzal na nia jakos dziko i kazal samej odczytywac cene z wyswietlacza...Gdyby nie glodne dzieci, wyszlaby stad najlepiej bez rzeczy, byle szybko opuscic to miejsce. Praktycznie wybiegla z powrotem do samochodu, zasiadla za kierownica i szybko ruszyla, nerwowo sciskajac palce. Na pytanie syna, czy cos sie stalo - widac zauwazyl jej zdenerwowanie - stwierdzila, ze wszystko jest w porzadku...Ale nie bylo. Miala wrazenie, ze wlasnie uciekla z upiornego sklepu z jakims...psychopata za lada.

Jeszcze dlugo stal bez ruchu, jakby ta wizyta odebrala mu zdolnosc nie tylko reakcji, ale i poruszania sie. Rece mu sie juz nie trzesly, ale nie dlatego, ze jego serce sie uspokoilo, wrecz przeciwnie, panowala w nim jeszcze wieksza burza, niz wczesniej. Dlonmi z calej sily scisnal lade, trzymal sie jej jak czegos, co pomoze mu nie upasc...nie stracic swiadomosci...nie oszalec.

- Nigdy wiecej...Blagam, nigdy wiecej...- probowal powiedziec sam do siebie, ale z jego ust wyrwal sie tylko bolesny jek, zachrypniete zgloski, ktore tylko troche przypominaly ludzka mowe.

Kiedy juz odzyskal mozliwosc ruchu, schylil sie do odkrytej kiedys szafki na samym dole, tuz przy podlodze, otworzyl ja kluczem, ktory zawsze nosil przy sobie - cale szczescie, ze wlasciciel calkiem zapomnial o tym schowku - i wyjal stamtad mala buteleczke z przezroczystym plynem. Upil lyk, nie baczac, ze pali mu gardlo. Rzadko siegal do tej skrytki, wlasciwie robil to tylko dawniej, kiedy...kiedy jeszcze jego duch byl inny...ale dzis rozpaczliwie potrzebowal chociaz kilku lykow...Nie obawial sie reakcji wlasciciela, kiedy poczuje alkohol - ten i tak podejrzewal go o pijanstwo, nie znajac prawdy o jego nocnych koszmarach. A jesli nawet go wyrzuci...jesli nawet pozbawi go tego skrawka czlowieczenstwa, jaki dawala mu praca...nie bedzie zalowal. W nim i tak nie ma juz w zasadzie nic ludzkiego...A jesli bylo...to dzis umarlo. Jak on sam.

The end of episode 2
Powrót do góry
Zobacz profil autora
monioula
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 01 Cze 2007
Posty: 3628
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sevilla
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 8:22:41 16-09-07    Temat postu:

Zapowiadał się zwyczajny odcinek a tu taka zaskoczka Super potrafisz wzbudzić emocje, no i te opisy...Ja niestety nie umiem ich pisać
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jeanette
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 08 Kwi 2006
Posty: 3980
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ciudades Mágicas De La Hada
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:30:51 16-09-07    Temat postu:

bardzo fajne odcinki czekam na kolejne
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23526
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:24:53 24-09-07    Temat postu:

Przepraszam za przerwe w odcinkach, to raczej nie brak weny, a brak...dostepu do kompa .

----------------------------------------------------------------------------------------

Episode 3 - "Tożsamość"

Kolejny lyk...I kolejny...Palacy plyn splywal do jego wyschnietego gardla kropla po kropli. Czul, jak wyzera mu cialo od srodka, czul, ze krzywdzi samego siebie, ale nie zwracal na to najmniejszej uwagi - w koncu i tak byl pusty, byl zwykla nicoscia w ludzkiej skorze, byl...niczym. I dobrze o tym wiedzial. Wodka wypelniala powoli jego zyly tak samo, jak mysli o tym, co bylo, wypelnialy jego umysl. Wspomnienia saczyly sie strumieniem, nie przerywal tego potoku, jakby chcial zanurzyc sie na zawsze, zatopic we mgle przeszlosci...Stac sie nia do konca, cofnac czas?

Napelnil szklanke po raz kolejny, zaczynalo mu sie krecic w glowie. Nie tyle z powodu tego, co wypil, ale bardziej przez przytlaczajace obrazy, przez palce tego, co juz nie wroci, przez bezsenne noce, przez to wszystko, co dzis z cala moca go przygniotlo. Czul w samym srodku, jak cos go miazdzy, jak wybory sprzed lat daja znac o sobie tepym bolem, jak pojawia sie zal, rozpacz i...zlosc, niesamowita wscieklosc. Na tych, dzieki ktorym zamiast znajdowac sie na swoim miejscu, tam, gdzie powinien, konczy zycie w jakiejs brudnej norze, jak szczur, jak nedzne zwierze porzucone na wysypisku smieci. Narastal w nim bunt, protest przeciwko nim....przeciwko sobie, bo wyrazil na to zgode. Nienawisc uwidocznila sie w jego prawej dloni, mocno, z calej sily scisnal szklo, z ktorego wlasnie wypil ostatnie lyki, czul, ze szklanka zaraz peknie, ze zaraz rozprysnie mu sie w rece...jak jego zycie. Zamigotaly mu w glowie sceny z nocy, kiedy zerwal sie po kolejnej porcji swoich koszmarow, zobaczyl w umysle noz...nie, to nie byl noz, to nie bylo to zwykle narzedzie z zielona raczka, jakim zwykle kroil chleb. To bylo cos innego...Zyletka.

Zyly nabrzmialy mu na dloni, rece mial zmeczone praca, przenoszeniem towarow, postarzale...jak on sam. Czul, jak krew pulsuje mu w zylach, czul, ze zaraz nie wytrzyma tego wewnetrznego cisnienia, ze eksploduje z tej burzy uczuc, jakie nim miotaja...Koniec, koniec nachodzi, dzis przelala sie czara zla...

- Przeklinam...- nie zdazyl. Nie zdazyl przeklac swego najwiekszego wroga. Nawet to zostalo mu odebrane. Wszystko stalo sie w jednej sekundzie, za chwile lezal juz na podlodze sklepu, z zamknietymi oczami, przy okazji potracajac przy upadku krzeslo, ktore przewrocilo sie razem z nim. Nie slyszal juz huku, jaki sam spowodowal. Cisza, smiertelna cisza spowila miejsce, gdzie jeszcze przed chwila dalo sie wyczuc nagromadzenie tak wielkiej ilosci uczuc. Cisza...i spokoj.

Wlasciciel sklepu nie mial dzis dobrego humoru. Zreszta w sumie nigdy go nie mial, jego stosunek do swiata wyrazal sie w kilku slowach: "Mam was gdzies". Byla jednak jedna rzecz, ktora za kazdym razem poprawiala mu nastroj, cos, co niezawodnie sprawialo mu przyjemnosc - wizyta w sklepie i ponizanie tego starca. Obiecal mu inwentaryzacje, to co prawda bylo pare godzin temu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, zeby zrobic ja jeszcze dzisiaj. Przynajmniej go zaskoczy i nie bedzie mial czasu na zadne przekrety! Zadowolony podazyl w kierunku sklepu, nawet przyspieszyl kroku, zeby jak najszybciej znalezc sie blisko budynku i moc rozpoczac nie tyle liczenie towarow, a calkowicie pozbawic godnosci to indywiduum z jego sklepu.

Dotarl do miejsca przeznaczenia i z rozmachem otworzyl drzwi.

- Hej, gdzie jestes, sklepikarzu? Inwentaryzacje robimy dzisiaj, zamykaj sklep! Otwieraj magazyn! - wrzasnal juz od progu.

Odpowiedziala mu cisza. Dopiero teraz zwrocil uwage, ze za lada nikogo nie ma. Zirytowany krzyknal glosniej, nieprzywykly do podobnych niespodzianek, a i rozzloszczony tym, ze w jego sklepie nie ma obslugi.

- Zdechles tam, czy jak? Wychodz, sam nie bede tego robil! - wscieklosc odmalowala mu sie na twarzy.

Kiedy po chwili nikt mu nie odpowiedzial, z furia ruszyl w kierunku lady, odepchnal przegrodke, jaka odzielala centrum sklepu od krolestwa sklepikarza i...zamarl, ujrzawszy przewrocone krzeslo i swojego pracownika na podlodze. Bynajmniej nie z przerazenia. Szybki ruch oczu pozwolil mu spojrzec, ze na stole stoi pusta butelka po alkoholu, a obok dloni lezacego znajdowaly sie resztki szklanki, ktora upadla razem z nim i rozbila sie na tysiac kawalkow.

Wlasciciel nie opanowal wrogosci, jaka w niego wstapila. Zawsze go nienawidzil, a teraz, po tym, co ujrzal, znienawidzil go jeszcze bardziej.

- Ty alkoholiku! Ty gnido! Ty smieciu! Wstawaj natychmiast, albo juz nigdy nie wstaniesz! Zobaczysz, do czego zdolny jest Gary Manoldo! - wymierzyl prawa noga i z calej sily poslal kopniaka w bezwladne cialo na podlodze. Obrocilo sie tylko w lewo i Manoldo mogl zobaczyc twarz sklepikarza, rownie bez sladu zycia, jak sam jej wlasciciel.

- Radze ci, wstan, albo cie zabije! - zagrozil Gary, ale wszystko na prozno. W tej chwili zaczal miec watpliwosci - a jesli tamten naprawde umarl? Na te mysl wsciekl sie jeszcze bardziej.

- Ty gnojku, kto mi teraz bedzie sprzedawal w sklepie?! Nawet zdechnac nie umiesz, pewnie wodka cie zabila, ty gnojku, ty..

Wrzask zamarl mu w ustach, bo ze zdumieniem zauwazyl, ze sklepikarz otwiera oczy. Dopiero teraz zobaczyl, ze z czola czlowieka, ktorego wlasnie kopnal, leci strumyk krwi. Ranny podniosl sie powoli, wspierajac sie lewa reka lady i spojrzal prosto w oczy wlasciciela sklepu, mowiac z bolem w glosie:

- Czego...chcesz?...

Gary szybko odzyskal glos i znow wrzasnal:

- Jak to co? Inwentaryzacje robimy!

Ledwo trzymajac sie na nogach sklepikarz powiedzial cicho:

- Dzisiaj...?

- A co ty myslales, ze pozwole ci krasc?! - wydarl sie znow Manoldo.

- Nic nie ukradlem, przeciez wiesz! - sklepikarz stanal mocniej na nogach, jego glos tez stal sie wyrazniejszy, chociaz nadal trzymal sie lady, a krew malym strumyczkiem nadal splywala mu z czola, tonac gdzies w gestej brodzie.

- Zaraz sie przekonamy! Zamykaj sklep! - Manoldo mial wlasne klucze, ale nie zamierzal znizac sie do wykonania takiej czynnosci. Przez przypadek, czego zreszta wcale nie zalowal, kropelki jego sliny wyskoczyly z gardla podczas krzyku i opluly twarz sklepikarza.

Ten wytarl sie spokojnie prawa dlonia i rzekl cicho, ale z grozba w glosie:

- Dobrze wiesz, ze nigdy cie nie okradlem! Nie masz prawa traktowac mnie jak...

- Zamknij sie! - wybuchnal Gary Manoldo. - Nie bedziesz mi mowil, jak mam cie traktowac! Czy myslisz, ze jestes ode mnie lepszy, ze nadal jestes tym, kim byles?! Jestes smieciem, zebrakiem, a ja ze swej dobroci cie utrzymuje, ale w kazdej chwili sie to moze skonczyc, jesli tylko chcesz trafic w miejsce, z ktorego sie nie wraca!

W sklepikarzu cos buzowalo, jakby mialo wybuchnac, eksplodowac w protescie przeciwko takiemu traktowaniu. Tak dawno temu przyrzekl sobie trzymac nerwy na wodzy, milczec, kiedy ten kretyn go bedzie obrazal, nie reagowac na zaczepki, nie...stracic tego, co mu pozostalo na tym swiecie...miejsca do zycia. Ale dzisiaj tamta wizyta, tej kobiety, przypomniala mu pewne zdarzenia i nawet nie do konca swiadomie wyrzekl:

- Pozalujesz tego, ty gnoj...

Wiecej powiedziec nie zdazyl, bo w Gary'ego jakby piorun strzelil. W jednej sekundzie jego rece wyskoczyly przed siebie i chwycily za gardlo sklepikarza. Zacisnal dlonie z calej sily, z nienawiscia odcinajac coraz bardziej doplyw powietrza.

- Zabije cie. - stwierdzil ze spokojem.

Czerwone i biale platy lataly mu przed oczami. Sklepikarz praktycznie nie widzial juz nic, wiedzial, ze zaraz znow straci przytomnosc, ale tym razem juz nigdy jej nie odzyska. Brakowalo mu tchu, czul, ze jeszcze kilka sekund i bedzie po wszystkim. Instynktownie usilowal oderwac dlonie tamtego od siebie, ale nie mial na to sily. To juz koniec, za chwile przestanie...

- Noz! - pomyslal w przeblysku swiadomosci. - Noz!

Na polce pod lada lezal noz sluzacy do przecinania folii z nowodostarczonych towarow. Byl niezbyt ostry, lezal tylko na wszelki wypadek, ale najwazniejsze bylo to, ze w ogole lezal. Sklepikarz spostrzegl go w ostatniej chwili, kiedy smierc razem z Gary'm miala ostatecznie zacisnac na jego szyi swoje lapska. Resztka sil uczynil blyskawiczny ruch lewa reke w strone polki, modlac sie, aby Manoldo niczego nie zauwazyl. Zaraz potem mial juz narzedzie w rece i nie zawahal sie. Z calej mocy, jaka mu pozostala w praktycznie pozbawionym tleu ciele, wbil noz w Gary'ego. Krew trysnela mu na rece, lala sie nadal, kiedy wlasciciel upadl z hukiem na podloge, barwila swiezo wyprane ubranie Manolda.

Haustami lapal oddech, jakby chcial nabrac powietrza od razu na cale zycie. Powoli odzyskiwal sprawnosc umyslu, co prawda nadal dokuczala mu rana glowy, ale przynajmniej mial czym oddychac! Rana pozniej sie zajmie. Rzucil jeszcze okiem na zwijajacego sie z bolu Gary'ego i wybiegl ze sklepu.

Wlasciciel zwijal sie zarowno z bolu, jak i z wscieklosci, wiedzac, ze w takim stanie nie ma szans, zeby dogonic sklepikarza. W koncu jednak udalo mu sie wstac, tak samo podparl sie lady, jak uprzednio sklepikarz, podniosl zapomniane krzeslo i usiadl na nim. Ciezko dyszac wyciagnal komorke z kieszeni, wybral jakis numer i po chwili rzekl:

- To ja.

Przeczekal wrzaski po drugiej stronie sluchawki i kontynuowal.

- Tak, wiem, ze mialem nie dzwonic, ale ten bydlak wlasnie uciekl! Zranil mnie nozem w noge i zwial!

Znow musial poczekac, az jego rozmowca sie uspokoi.

- Nie, nie wiem, gdzie poszedl! Ale wiem, co mam zrobic, odeslac go tam, stad go wzielismy! Przypomnij mi tylko nazwisko tego agenta, dobra?

Podano mu je przez telefon.

- Dobra, dzieki. Skontaktuje sie, jak bede cos wiedzial. Tak, tak, juz zapisuje - Mahone. Alexander Mahone.

The end of episode 3
Powrót do góry
Zobacz profil autora
monioula
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 01 Cze 2007
Posty: 3628
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sevilla
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:23:15 25-09-07    Temat postu:

Rozumiem cię doskonale (chodzi mi o dostęp do kompa), ale nie przejmuje się, bo sama mam mało czasu na czytanie opowiadań na forum. Twoich sobie odpuszcam, bo są świetne, nie mogę wyjść z podziwu, bo trudniej jest pisać na podstawie czegoś (takie jest moje zdanie). Tobie to doskonale wychodzi.

A ten Alexander Mahone

Pozdrawiam :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23526
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:33:42 25-09-07    Temat postu:

monioula napisał:
Rozumiem cię doskonale (chodzi mi o dostęp do kompa), ale nie przejmuje się, bo sama mam mało czasu na czytanie opowiadań na forum. Twoich sobie odpuszcam, bo są świetne, nie mogę wyjść z podziwu, bo trudniej jest pisać na podstawie czegoś (takie jest moje zdanie). Tobie to doskonale wychodzi.

A ten Alexander Mahone

Pozdrawiam :*


Staram sie, jak moge i z pisaniem i z dostepem . Dziekuje za pochwaly . Ale nadal twierdze, ze na nie nie zasluguje . W sumie masz racje, ze trudniej jest pisac na podstawie czegos, bo sie ma obawy, ze sie zepsuje oryginal, ale przynajmniej ma sie gotowych bohaterow, co tez ulatwia pisanie...Ja lubie i tak i tak, zalezy, na co mam ochote . A co Alexander Mahone? ;D. Tez go nie lubisz? Ciekawe, jak teraz laczysz go z ta cala sprawa, czy sie domyslisz, co ma wspolnego z naszym sklepikarzem i z wlascicielem sklepu .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
monioula
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 01 Cze 2007
Posty: 3628
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sevilla
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:58:25 25-09-07    Temat postu:

Pewne domysły mam, ale znając mnie, to są niepoprawne, więc nie będę zapeszać. Mahone'a nie lubię Pochwały zasłużone
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roberta-Dulce
Generał


Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8920
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Elite Way School

PostWysłany: 11:03:13 29-09-07    Temat postu:

kiedy bedzie newik
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23526
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:40:32 29-09-07    Temat postu:

monioula napisał:
Pewne domysły mam, ale znając mnie, to są niepoprawne, więc nie będę zapeszać. Mahone'a nie lubię Pochwały zasłużone


Pewnie masz racje, cos mi sie zdaje, ze Twoje domysly sa prawdziwe...Ale nic nie powiem . Mahone'ego tez nie trawie . A newik...niedlugo . Uprzedzam, ze moze sie troche nie zgadzac z tym, co jest w 3 sezonie, bo w koncu 3 sezon dopiero powstaje i nie mam jak sie do niego dopasowac . A Wy ogladacie juz 3 sezon?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
monioula
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 01 Cze 2007
Posty: 3628
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sevilla
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:58:37 29-09-07    Temat postu:

Nie, jak nigdy nie oglądam seriali aż tak do przodu, chyba że z góry wiem, że jak będzie emisja w Polsce, to nie będę miała okazji. Jedno jest pewne: kolejna seria będzie gorsza niż twoje opowiadania.
Myślisz, że moje podejrzenia są słuszne? Przekonam się jak coś dasz <prosi>
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roberta-Dulce
Generał


Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 8920
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Elite Way School

PostWysłany: 18:25:54 29-09-07    Temat postu:

kiedy dasz new daj bo nie ma co czytac
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23526
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 2:04:45 05-10-07    Temat postu:

FARITAA napisał:
kiedy dasz new daj bo nie ma co czytac


Mam nadzieje, ze nie czytasz mnie tylko dlatego, bo nie ma co czytac . Monioula, dziekuje, ale tworcow "PB" chyba nie przebije . A oto kolejny odcinek...

------------------------------------------------

Episode 4 - "Goingtown"

Serce walilo mu jak oszalale. Biec, tylko biec, byle dalej, byle odsunac od siebie cale to zdarzenie, byle cofnac w niebyt to wszystko! Z kazdym uderzeniem pulsu krew z czola splywala mu na twarz, toczac sie pasemkiem po policzku i ginac gdzies w brodzie. Nie zwazal na to, biegl przed siebie, instynktownie kierujac sie do pobliskiego lasu. Stopami wyczul, ze zdaza po jakiejs kamiennej sciezce, droga stawala sie coraz bardziej trudna, kiedy zblizal sie do zarosli. W pewnej chwili, miotany uczuciami i wypelniony od srodka alkoholem, postawil stope krzywo na wiekszym kamieniu i zachwial sie niebezpiecznie. Staral sie odzyskac rownowage, zamachal troche rekami, ale na nic sie to nie zdalo i juz po chwili znalazl sie na ziemi. Skrzywil sie z bolu, czujac, ze najprawdopodobniej skrecil kostke w prawej konczynie. Spodnie pokryly sie brudem z drozki, upadajac ubrudzil tez koszule - kurtki nie zabral, bo nawet nie mial czasu o niej pomyslec.

Bol pomogl mu troche otrzezwiec, usiadl na sciezce i podciagnal nogawke od spodni.

- Cholera - mruknal. - Skrecilem noge.

Podniosl sie i bardzo powoli, kustykajac, podszedl do drzewa, jakie roslo tuz obok i znaczylo poczatek lasu. Oparl sie o szorstka kore i odpoczywal po ucieczce. Zmeczenie bylo widac nie tylko po nim samym, ale i po jego ubraniu, ktore niedlugo zacznie przypominac zwykla szmate. Gdy tak stal, dotarlo do niego, jakie beda konsekwencje tego, co zrobil. Manoldo na pewno powiadomi swoich znajomkow, a ci...a ci kaza mu skontaktowac sie z kims, kto...kto jednym ruchem reki zadusi zycie w sklepikarzu, jednym telefonem, jedna informacja, kilkoma slowami. Niepotrzebnie dal sie poniesc emocjom, mogl po raz kolejny przeczekac wybuch zlosci Gary'ego, robic swoje i nadal pracowac w sklepie. A teraz jak nedzarz nie ma nic, ukrywa sie w lesie i nie wie, co ma dalej robic...W lesie! Zasmial sie gorzko. Tak, w lesie...Moglby wiele opowiedziec na temat lasow...W koncu nie pierwszy raz...Niewazne. Teraz nie bedzie o tym myslal. Teraz musi postanowic, co poczac.

W miedzyczasie Manoldo zapisal nazwisko agenta, o ktore pytal i dodal jeszcze od siebie:

- W takim razie co robimy, to, co bylo umowione na taki wypadek?

Odpowiedz byla krotka i zdecydowana.

- Rozumiem - odparl Manoldo. - Kiedy sie nia zajmiecie? Przynajmniej bedziemy miec pewnosc, ze ten chlystek nam nie namiesza!

Jego rozmowca powiedzial jeszcze pare slow i zakonczyl rozmowe. Manoldo z usmiechem odlozyl telefon do kieszeni - moze sklepikarz uciekl, ale maja na niego sposob - jesli bedzie czegokolwiek probowal, dostanie za swoje tak, ze juz nigdy wiecej sie im nie sprzeciwi!

Uciekinier nie dziwil sie, ze nikt go nie goni. Po pierwsze, Gary byl ranny w noge, a po drugie wiedzial, ze oni juz znajda sposob, zeby go zniszczyc. Mial tylko nadzieje, ze nie zrobia tego, co wlasnie przyszlo mu na mysl. Bo jesli beda chcieli skrzywdzic...Dosyc! Rosmyslanie nic mu nie da. Podjal juz decyzje - musi dostac sie jak najszybciej do telefonu. Od tej rozmowy zalezec bedzie wszystko.

Krok po kroku, nadal krwawiac z czola, krzywiac sie z bolu, szedl w kierunku - jak mu sie przynajmniej zdawalo - pobliskiej wsi. Wiedzial, ze gdzies tutaj lezy Goingtown, mala miejscowosc z niewielka liczba mieszkancow. Na jego szczescie w niczym nie przypominal tego, kim dawniej byl, tylko bardzo wprawne oko mogloby doszukac sie malenkich podobienstw do tamtego czlowieka. Po drodze kombinowal, co powie w pierwszym napotkanym domu, musi jakos wyjasnic krew na rekach. Musi to byc dobra historia, bo jesli to w wszystko wmiesza sie policja, jest zgubiony.

Jakies pol godziny pozniej, ledwo powloczac chora noga stanal przed malym domkiem na samym poczatku Goingtown. Do wsi byl jeszcze kawalek, ten budynek byl jakby przednia straza, kilka kilometrow dalej rozpoczynaly sie juz faktyczne zabudowania. Domek wygladal na zamieszkaly, totez sklepikarz podszedl do drzwi i zapukal, majac nadzieje, ze mieszkancy tego domu nie sa zbytnio zorientowani w tym, co dzialo sie w Illinois...

Po chwili otworzyla mu kobieta w wieku okolo trzydziestu paru lat, o dlugich, ciemnych, lekko kreconych wlosach. Nie wygladala na zadowolona z odwiedzin, w rece trzymala torebke i klucze.

- O co chodzi? - przywitala go niemilo. - Wlasnie mialam wyjsc na zakupy, wiec prosze sie streszczac!

Dopiero gdy dokladniej spojrzala na sklepikarza, zauwazyla jego obrazenia i dodala nieco milej:

- Czy potrzebuje pan pomocy?

- Tak...ja...mialem wypadek, napadli mnie w lesie...Czy moge skorzystac z telefonu? - poprosil slabym glosem, odpowiednio modulowanym na te chwile, przy okazji modlac sie, zeby ta kobieta miala telefon.

- Tak, prosze...- wycofala sie z powrotem do srodka, bacznie mierzac wzrokiem niespodziewanego goscia.

Wpuscila go do wewnatrz, cofajac sie w poblize wejscia do kuchni, gdzie na stole stal zestaw z nozami.

- Telefon jest w tamtym pokoju, prosze - pokazala mu, gdzie ma sie udac, a sama niepostrzezenie chwycila na wszelki wypadek raczke noza.

- Dziekuje - odparl i udal sie we wskazanym kierunku. Kobieta uczynila kilka krokow, tak, aby widziec sklepikarza, ale utrzymac odpowiednia odleglosc.

- Tylko niczego nie probuj, bo zobaczysz! - ostrzegla go.

Widzial, co ma w rece. Wiedzial, ze gdyby chcial, moglby jednym ruchem wytracic jej ten noz z reki, ale nie bylo to potrzebne. I tak ma dosyc klopotow, a tej kobiety nie zamierza krzywdzic...jesli nie bedzie musial.

Wybral odpowiedni numer i powiedzial do swego rozmowcy:

- Massimo? Massimo Cavaldi? To ja.

Martwa cisza po drugiej stronie znaczyla bardzo wiele.

- Moze w to nie wierzysz, ale dobrze sie domyslasz, to ja dzwonie i bardzo potrzebuje twojej pomocy. Mialem...wypadek - nie mogl tego inaczej nazwac ze wzgledu na sluchajaca cala rozmowe kobiete - i chce, zebys po mnie przyjechal do malego miasteczka, zgoda? Powiem ci, gdzie jestem i wtedy porozmawiamy, OK?

- Matko Boska...- wydusil ktos po drugiej stronie sluchawki. - Tak, to ja, ale jakim cudem...Nie moge, nie moge w to uwierzyc, przeciez ty...

- A jednak - odrzekl sklepikarz - a jednak to ja i jesli zaraz tu nie przyjedziesz, dasz dowod, ze nie pamietasz tego, co stalo sie kilka lat temu. Wiec jak bedzie, czekam?

- Oczywiscie, przyjade, podaj tylko adres...- wstrzasniety Massimo wysluchal danych i obiecal zaraz przyjechac.

Gosc odlozyl sluchawke i zwrocil sie do kobiety:

- Dziekuje za uzyczenie mi telefonu. Moj przyjaciel przyjedzie tu za jakis czas i zabierze mnie do rodziny. Czy moglbym zaczekac u pani na jego przyjazd?

Kobieta zawahala sie, obawiajac sie o wlasne bezpieczenstwo, ale po chwili powiedziala:

- Niech pan lepiej uda sie do jakies szpitala. W Goingtown...

- Nie trzeba - przerwal jej. - Nic mi nie jest. Prosze tylko o kilka godzin, zanim moj przyjaciel tu dotrze, dobrze? - jego glos zabrzmial twardziej, przeciez nie mogl pokazac sie w miasteczku. Na szczescie kobieta tego nie zauwazyla.

- W porzadku, prosze usiasc, zaraz podam cos do picia, pewnie jest pan spragniony. Tam jest lazienka, prosze sie umyc i opatrzec rany - wskazala droge.

- Tak zrobie. Prosze sie mnie nie obawiac, za kilka godzin zapomni pani o mojej wizycie - powiedzial.

- Mam nadzieje - ale tego juz nie slyszal, gdyz udal sie do lazienki. Byl zadowolony, jego plan sie powiodl...oby tylko Massimo nie zawiodl. Szkoda tylko, ze bedzie musial opowiedziec mu wszystko...a nie jest pewien, czy moze mu zaufac.

The end of episode 4
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
Strona 1 z 9

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin