Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

The crazy life of Melanie Starr - 05.07 - ostatni
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:25:09 28-09-14    Temat postu:

A widzisz niedokładnie o to mi chodziło coś bardziej w stylu dobry policjant i zły policjant
No dobra muszę to jeszcze zdecydowanie przemyśleć
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 78 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:38:38 28-09-14    Temat postu:

Jednak, skoro to mamusia sprowadziła Sofię z jakimś ukrytym motywem (no dla nas jasnym), to ja nie wiem jak Ty chcesz zrobić ojca tym gorszym. Chyba, że mama byłaby marionetką w rękach ojca, który miałby jakieś profity z tego, że Dylan zejdzie się z Sofią. Ale to i tak nie czyni dobrego i złego policjanta, bardziej złego i gorszego, bo Dylan wciąż nie ma oparcia w żadnym z rodziców. Ale może wymyślisz coś jeszcze bardziej pokrętnego
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:47:53 28-09-14    Temat postu:

Chyba czas wyjaśnić kwestię sprowadzenie Sofii do posiadłości
Coś muszę wymyślić, żeby jednak nie pojechać typowo telenowelowymi wątkami
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 78 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:49:57 28-09-14    Temat postu:

Zawsze masz w obwodzie babunię, która mogła mimochodem podsycić ogień pod mamusią, żeby sprowadziła Sofię, ot tak dla zabawy I żeby jej wnuk w końcu pogodził się z przeszłością
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:36:48 04-10-14    Temat postu:



Siedziała przestraszona na kapie łóżka, przyglądając się jak wściekły Dylan chodzi w tę i z powrotem. Próbowała mu coś powiedzieć, wytłumaczyć, ale uciszył ją lodowatym spojrzeniem. Nie odzywała się więc więcej. Mężczyzna raptownie stanął i skupił wzrok na niej, przez co skuliła się w sobie.
- Słuchaj, Dylan ... - zaczęła miękko, nie bardzo wiedząc jak ubrać to w słowa - To nie tak jak myślisz - dodała szybko i niemal jęknęła, gdy usłyszała na głos te słowa. Brzmiały tak tanio i tandetnie, że sama by sobie nie uwierzyła.
- O co ty nie powiesz - odrzekł kpiącym tonem. Za to Melanie miała zdecydowanie dość. Nie zrobiła nic złego, a dostaję od niego cięgi i wyrzuty wzięte z Marsa. Wstała bojowo, podchodząc do niego.
- A właśnie, że tak - odparła twardo, nawiązując do swojej poprzedniej odpowiedzi, choć nie była ona zbyt trafna - Przykro mi, nawet bardzo, że nie dogadujesz się ze swoim kuzynem, ale to nie powód, żebyś go nokautował jak zapaśnik na ringu. A teraz jeszcze ja obrywam, bo nie możesz nawet wysłuchać tego co mam Ci do powiedzenia, bo wręcz ziejesz ogniem. A przyrzekam, że głowa to Ci niemal paruję. - zakończyła już bardziej spokojnie, gdyż cała złość w tym jednym wybuchu wyparowała z niej. Zresztą jak mogła się na niego wściekać, gdy stał tak przed nią i wyglądał ... wyglądał jak wyglądał - jak zawsze zabójczo. Nie można było tego jednak powiedzieć o niej samej. Chyba nadal jej nie wierzył, skoro mierzył jej sylwetkę lodowatym wzrokiem. A Meli? Cóż - w sumie łechtało to jej ego. W końcu chcąc obronić jej cześć, znokautował swojego kuzyna. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyła.
- A mogłabyś wysilić się bardziej - powiedział gniewnie, już sam nie bardzo wiedząc co ma robić. Czy nadal ją wypytywać czy może przejść się w końcu do Lennego i porządnie wyrównać rachunki.
- Jezusie Nazaretański - lamentowała Melanie, łapiąc się za głową i nie bardzo wierząc w to co aktualnie robią - Czy ty się w ogóle słyszysz?! Robisz mi wyrzuty, bo twój kuzyn wyjmował mi poproch z oczu, a przynajmniej się starał.
- Paproch?! - powtórzył zszokowany, wpatrując się w nią z wielką zmarszczką na czole
- Mhmm. I wiesz co - dodała buńczucznie, mając dość bycia dziewczynką do bicia, chociaż tak naprawdę nic złego nie zrobiła - Mam dość, zachowujesz się jak oszalały z zazdrości facet. A tak naprawdę nic nas nie łączy - dodała spokojnie. Spojrzała na niego po raz ostatni i skierowała się w stronę drzwi. Zaklął wściekle gdy wyszła z pokoju, a przed oczami stanęła mu scena z dzisiejszego poranka, kiedy wyszła w ten sam wzburzony sposób.
    ~*~

A niech Cię cholera weźmie - krzyczała w myślach, idąc długim korytarzem, nie bardzo patrząc gdzie. Gdy w pewnym momencie podniosła wzrok, zorientowała się, że nie ma bladego pojęcia, gdzie jest.
- Wejdź kochanieńka - usłyszała wesołe szczebiotanie, dochodzące z jedynych otwartych drzwi, które niedawno mijała, a teraz zamierzała wrócić tą samą drogą. Zajrzała do środka, a przy niewielkim stoliku na środku pokoju siedziała w bujanym krześle babcia Betty, robiąc - zdaję się serwetę - na drutach w dość niespotykanym, bowiem mocno zielonym kolorze. Przed nią stał imbryk i dwie filiżanki, jakby wręcz wyczekiwała tego spotkania
- Bądź tak miła i zamknij drzwi - dodała po chwili, gdy lekko przestraszona Meli weszła do środka, nie bardzo wiedząc co ma ze sobą zrobić. Kobieta wskazała jej miękki fotel, stojący na przeciwko - Może herbaty? - uprzejmie dodała. Jednak zanim Mel w ogóle pomyślała o odpowiedzi, staruszka nalała jej płynu, podstawiając jak najbliżej,
- Dziękuję - bąknęła, a ponieważ nie bardzo wiedziała co ma jeszcze powiedzieć, przyłożyła sobie filiżankę do ust, udając, że piję.
- To specjalna mieszanka - dodała babcia Betty w tonie zachęty, uśmiechając się uroczo, choć Mel ten uśmiech wydał się dość upiorny. A może już mam jakieś schizy, a ten dom to dom szaleńców - przeszło jej przez myśl i wzdrygnęła się, gdy w jej głowie zaczęli się pojawiać członkowie rodziny Collinsów jako zombie, czyhający na nią - ich najnowszą ofiarę, źródło pokarmu i świeżej krwi. Zerknęła znad filiżanki na uśmiechającą się do niej przyjaźnie staruszkę, ostatecznie wyrzucając te obrazy z głowy. Naprawdę zaczynam wariować - doszła do wniosku i spojrzała się na ciemny płyn w porcelanie, jakby miał zdradzić jej swoje sekrety.
- A więc ile już jesteście razem? - zaszczebiotała, zwracając uwagę dziewczyny na siebie
- Słucham?! - spytała niezorientowana, nadal będąc dość przerażona swoimi wyobrażeniami, choć rzeczywistość nie prezentowała się równie kolorowo.
- No ile już jesteście parą - powtórzyła lekko, biorąc robótkę w dłonie i świszcząc drutami w powietrzu
- Aaa - odpowiedziała, unosząc głowę do góry jakby podkreślając, że już zrozumiała - No to będzie ... no jakieś ... tak ze 3 miesiące - dodała niepewnie, mając nadzieję, że kobieta to łyknie i starając się zapamiętać, że musi to powtórzyć Dylanowi, aby i on nie wymyślił czegoś równie kreatywnego.
- A jak się poznaliście? - spytała ponownie, uśmiechając się przymilnie.A co to jakieś przesłuchanie - przeszło jej przez myśl, choć mocno starała się wymyślić coś wiarygodnego i pasującego do Dylana. Ostatecznie poszła na łatwiznę, czyli czegoś czego w życiu nie tolerowała i po prostu nie lubiła.
- Przez Grace - odpowiedziała nienaturalnie wysokim tonem, jakby herbatka spowodowała zniszczenie jej strun głosowych. Chrząknęła kilkakrotnie, chcąc pozbyć się wrażenia, że nawet sam jej głos ją zdradza - Wie pani ...
- Ależ mów mi Betty - zaszczebiotała wesoło, ani na chwilę nie przerywając świstania drutami w powietrzu
- Betty - poprawiła się cienkim głosem, czując, że pewność siebie ulatuję już z niej nawet uszami - Spotkaliśmy się u niej w mieszkaniu i tak od ... słowa do słowa - dodała niepewnie, zdecydowana zaraz wyjść z pokoju pod byle pretekstem, znaleźć Dylana i ustalić z nim wspólną wersje. Jednak radosne oczy babci Betty z czającym się zdecydowaniem, zamroziły ją w miejscu, przez co sięgnęła jedynie po herbatę i zamilkła, udając ponownie, że popija ją powoli.
- Jak mniemam nasza rodzina musi Ci się wydawać lekko straszna - zagaiła ponownie po krótkiej chwili milczenia, niespodziewanie odkładając robótkę na bok, w dość dziwny sposób splatając ręce - jakby to określiła Melanie "na profesora" - I ja sama muszę przyznać, że jesteśmy dość specyficzni - dodała lekko, uśmiechając się, co Melanie wydało się upiorne
- Cóż ... muszę się chyba zacząć przyzwyczajać - odparła, nie bardzo już mając świadomość co w ogóle mówi
- Chyba się położę - usłyszała po krótkim czasie - Zmęczyłam się
- Oczywiście, oczywiście - podchwyciła sytuację Meli, wstając migiem i zbierając się do wyjścia, zmitygowała się jednak w duchu, zwracając się w kierunku babci Betty - Pomóc pani ... znaczy pomóc Ci Betty - poprawiła się szybko
- Oh, nie, nie. Daję sobie radę sama - rzekła, podnoszą się z bujanego fotela - Ale naszą rozmowę, musimy dokończyć kiedy indziej - Meli kiwnęła energicznie, dziękując w duchu Bogu, że czas wyczytania jej kary odwlekł się lekko w czasie i może zdąży dogadać się w tej sprawie ze swoim adwokatem, znaczy Dylanem. Wyszła cicho, zamykając za sobą delikatnie drzwi, nie bardzo wiedząc, gdzie ma się udać.
    ~*~

- Nie lubię, gdy mnie nie słuchasz - rzekła zimnym tonem, wpatrując się w męża z pogardą, który zatopiony był dokumentach, rozrzuconych niemal po całym blacie biurka i który nie spojrzał na żonę nawet kątem oka
- Ależ słucham - odpowiedział beznamiętnie, wyciągając kolejną teczkę spod stosu innych i uważnie oglądając jej zawartość. Jego słowa spotkały się z drwiącym prychnięciem Victorii Collins, która już nie raz spierała się z małżonkiem.
- Cóż to może umówię się z Twoją sekretarką na dzień, kiedy będziesz mógł odłożyć te Twoje cholerne papiery i porozmawiać ze mną normalnie - odpowiedziała gniewnie, na chwilę tracąc kontrolę. Uzyskała jednak to co chciała. Lionel ostentacyjnie odłożył teczkę na bok, odchylając się na krześle i z uwagą wpatrując się w żonę
- A więc? - rzucił, gdy ta uparcie milczała przez kilka nieznośnie długich chwil, marnując jego cenny czas
- Jak mniemam nie bardzo w ogóle kojarzysz dziewczynę swojego syna, która dla Twojego przypomnienia, mieszka tutaj od dwóch dni - zaczęła zimnym tonem, zajmując miejsce na przeciwko męża, z gracją zakładając nogę na nogę
- A co ja mam z tym wspólnego? - spytał obojętnie, nachylając się bardziej w jej kierunku, jakby chcąc ją przekonać, że ta rozmowa jest o wiele mniej istotna niż papiery leżące przed nim
- Na razie jeszcze nic, bo i skąd miałbyś mieć, skoro nawet nie wiesz jak wygląda - odparła sucho, nie przejmując się ewidentnymi sygnałami, które jej wysyłał - Zresztą teraz to już sama nie wiem czy rozmowa z Tobą to taki dobry pomysł. Zaraz do niej polecisz i zaciągniesz od łóżka. Chociaż może to nie takie głupie
- Oszczędź sobie, nie robiących na nikim wrażenia uwag i po prostu przejdź do rzeczy - zauważył zimno, na powrót odchylając się na krześle obrotowym
- Sprawa jest prosta. Musimy zrobić coś, by przestała krzątać się po naszym domu, wyjechała jak najprędzej i zostawiła naszą rodzinę w spokoju - powiedziała stalowym głosem, pełnym uwagi spojrzeniem wpatrując się w męża, który miał nieprzenikniony - niczym maska - wyraz twarzy.
Zanim jednak zdołał odpowiedź, do pokoju bez pukania wpadła Grace, racząc rodziców słodkim uśmiechem
- Nikt nie nauczył Cię pukać - zauważyła sucho matka. Grace jednak puściła jej słowa mimo uszu, podchodząc do ojca i wtulając się w jego ramiona - Jak zwykle przychodzisz w nieodpowiednim momencie
- Victorio - zaczął Lionel, ciepłym gestem oplatając dłoń Grace i przytrzymując na wysokości swojego serca - Nie uważam, by nasz rozmowa była aż tak ważna, żebyśmy nie mogli dokończyć jej kiedy indziej
- Ciekawe tylko kiedy znowu będziesz miał chwilę na rozmowę - skwitowała krótko, z kwaśną miną wychodząc z pomieszczenia.
- Nie wiedziałam, że rozmawiacie - usprawiedliwiała się Grace, ustawiając twarz koło szyi ojca i wtulając się w nią miękko
- Nie jest to nic czego nie można załatwić później - odparł spokojnie, ciesząc się chwilowym kontaktem z córką - Ale powiedz mi - zaczął poważnie, odsuwając się od niej i wpatrując w nią uważnie - Kim jest ta nowa dziewczyna Dylana? - spytał, a Grace uśmiechnęła się do ojca promiennie, odwlekając chwilę na odpowiedź, by wymyślić kolejne sensowne kłamstwo.
    ~*~

Patrzyła jak słońce powoli zachodzi za horyzontem, nadal nie będąc do końca przygotowaną, by wrócić do ich wspólnego pokoju. O nadchodzącej nocy wolała nawet nie myśleć. Szczęknęła zębami ze złości, chcąc choć w jakiś sposób wyładować swój gniew. Na Dylana. Na Grace. A przede wszystkim na siebie, bo w ogóle pozwoliła się w coś takiego wciągnąć.
- Przepraszam - usłyszała za sobą i nie musiała się nawet odwracać, by wiedzieć kto to jest - Przepraszam i za ten wybuch z rana i za ten ostatni - powtórzył, siadając obok niej na trawie. Trawle milczała, z jej strony jedynie z tego, że sama nie wiedziała co ma powiedzieć - nie jest w końcu nikim ważnym w jego życiu. Z jego strony - bo nadal była na niego zła.
- Sofia i ja ... - pociągnął po chwili, skupiając tym samym jej wzrok na sobie, choć on wytrwale patrzył przed siebie, jakby bojąc się, że jeżeli spojrzy na nią, nie będzie mógł skończyć - Byliśmy kiedyś parą, żeby być dokładnym narzeczonymi. Mieliśmy mieć niedługo ślub, a przynajmniej takie były plany. Ona zaczęła poszukiwania wymarzonej sukni, ja odpowiedniego fraka. Sam nie wiem co się stało. Może byłem zbyt zaślepiony sytuacją, by zacząć dostrzegać jej dziwne zachowanie. Może powinienem ci powiedzieć, że nakryłem ją z kochankiem w naszym łóżku, ale tak nie było. Sama się przyznała - dodał z goryczą, zwieszając na chwilę głowę z rezygnacją, Chwyciła go za ręką, tym jednym prostym gestem dodając trochę otuchy - A ja byłem tak głupi, tak ślepy, tak naiwny, że nic nie zauważyłem
- Wcale nie - zaprzeczyła prędko, chwytając jego twarz w dłonie i zmuszając, by spojrzał jej prosto w oczy - Byłeś po prostu zakochany.
- Moja cudowna i niepowtarzalna miłość skończyła się w momencie gdy rzuciła mi w twarz, że nie jest ze mną szczęśliwa i że zaspokojenia musi szukać w ramionach innego - odparł gorzko, na powrót unikając jej wzorku - Nawet nie pamiętał co powiedziałem rodzinie, to było za dużo. Widzieć jak z każdym kolejnym dniem patrzą na mnie z litością i współczuciem. Ne chciałem tego. Chciałem zapomnieć. I tak to się wszystko skończyło.
- Nieprawda - odpowiedziała, wstając i prostując lekko zastane nogi - Ja nie jestem Twoją matką Dylan. Ja w ogóle nie przypominam nikogo z Twojej rodziny - dodała drwiąco, uśmiechając się krzywo - Jestem roztrzepana, zwariowana, pcham się do wszystkiego do czego mogę, chociaż wiele razy nie powinnam. A za swój niewyparzony język, oberwałam od życia nie raz - Dylan wstał powoli, słysząc je słowa i patrząc jej prosto w oczy - Ale powiedzenie prawdy najbliższym nie oznacza, że będą patrzyli się na Ciebie jakimś już przegrał wszystko. Oni właśnie po to są, żeby Ci uświadomić, że jedna stracona dziewczyna nie oznacza końca świata. Wiem co mówię - dopowiedziała smutno, zawieszając wzrok na jego ciemnych oczach, które niemal przewiercały ją na wylot - Kim on był? - spytała po chwili, choć on niemal błagał w myślach, by z jej ust nigdy nie padło to pytanie - I nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi - dodała szybko, ukrócając jego pomysł negowania wszystkiego.
- Lenny - wykrztusił cicho, a gdy zerknął na nią, na jej twarzy malował się szok. Cóż sam kiedyś to przeżył, chociaż to co on czuł w tamte chwili, nie do końca zgadzało się z tym co ona odczuwa. A przynajmniej taką miał nadzieję.
- Jesteś pewny? I wiem jak okropnie to zabrzmi, a już zwłaszcza ode mnie, ale nie sądzisz, że możesz wcale nie wiedzieć wszystkiego?!
- Wiem to co chcę wiedzieć - burknął gniewnie, będąc wściekł przede wszystkim za to, że nawet po tym co usłyszała stoi po jego stronie. Chwyciła go za rękę odwracając w swoją stroną, bo była przygotowana na to, że zaraz od niej ucieknie. Prawie jak zawsze, gdy zaczyna zadawać niekomfortowe pytania.
- Nie rób z siebie ofiary. Pytam się o to, bo jak wnoszę ona Ci to powiedziała - a wyraz jego twarz był wystarczający by uzyskać odpowiedź, nawet nie musiał nic mówić - A więc ona. I nigdy, naprawdę nigdy nie wpadło Ci do głowy, że mogła Cię najzwyczajniej w świecie oszukać?!
- Niby po co?! - zauważył trzeźwo, wyrywając się z jej lekkiego uścisku
- A skąd ja mam to wiedzieć. Pokazuję Ci jedynie, że taka możliwość istnieje, Bo jak zakładam z Lennym też tego nie wyjaśniałeś?!
- Nie - odburknął wściekle, plując sobie w brodę, że w ogóle zaczął te rozmowę.
- Może powinieneś?!
- Nic z nikim nie będę wyjaśniał. To już przeszłość i nic to już nie zmieni.
- I dlatego, że zostawiłeś to dawno za sobą, krzyczysz i pieklisz się, gdy zadaję nieprzyjemne pytania? - spytała kpiarskim tonem, choć powinna pomyśleć o tym, by nie wyprowadzać go zbytnio z równowagi. To mogło się dla niej źle skończyć. Jak widać jej zdrowy rozsądek był na wakacjach od jakichś 20 lat i ani zamierzał wracać.
- Nie wiesz o czym mówisz - skonstatował krótko, nie chcąc wchodzić z nią w jakąkolwiek dyskusję. Bo nie tylko ona wiedziała, że ma racę. On też był tego świadom. Ale niech go gęś kopnie jeżeli teraz się do tego przyzna
- Masz rację, nie wiem - odparła wściekle, tracąc resztki samokontroli, które do tej pory nie pozwalały jej wybuchnąć - Po co ja się w to wszystko pakowałam?! Twoja rodzina nigdy nie uwierzy, że mogłeś się z kimś takim jak ja związać. Przecież ty nawet nie postrzegasz mnie jako potencjalnej kandydatki - dodała gorzko - Grace wymyśla milion rzeczy byleby nie spędzać ze mną czasu. Twoja matka patrzy na mnie jakby samym wzrokiem chciała spowodować bym zniknęła. Twojego ojca w ogóle jeszcze na oczy nie widziałam, a Twoja babcia zaczyna mnie powoli przerażać. To jest jakaś istna paranoja. I jeszcze muszę się wiecznie uśmiechać, choć co 5 sekund pojawia się w mojej głowie myśl, by stąd wiać.
- A więc co Cię zatrzymuję? - spytała, łapiąc ją wpół i przerywając jej gniewny wybuch. Zamilkła zszokowana, wpatrując się w niego swoimi sarnimi oczami i mają w głowie pustkę, choć jeszcze przed chwilą była tam masa rzeczy, które chciała mu wykrzyczeć.
- Ty - odparła cicho po chwili, a gdy świadomość jej słów dotarła do jego mózgu, uśmiechnął się szeroko, niebezpiecznie przyspieszając tym bicie jej oszalałego serca
- A gdybym Ci powiedział, że mój ojciec właśnie się do nas zbliża, to co byś zrobiła? - spytał z wyzwaniem w głosie, miękkim gestem zakładając zbłąkany kosmyk jej włosów za ucho i wpatrując się w nią z niemym oczekiwaniem
- Musiałabym Cię pocałować - odparła niezbyt pewna siebie, nieznacznie zbliżając się w jego kierunku. Dylan był za to pewniejszy. I choć swoich uczuć do tej zwariowanej dziewczyny w ogóle nie chciał roztrząsać, to w tym momencie liczyła się tylko ona. I jej słodkie usta tak blisko, a jednocześnie tak daleko jego ust. Pokonał tę odległość zdecydowanym ruchem, złączając ich warg w pocałunku, co spotkało się z cichym jękiem wydobywającym się z jej krtani. Pogłębił pocałunek, nie przejmując się, że o parę kroków przed nimi stał jego ojciec. Wszystkie myśli wyparowały z jego głowy, gdy poczuł jej usta. Śmiałym gestem rozsunął jej wargi, ciesząc się z jej uległości. Chwilę później poczuł jej delikatne palce, muskające jego kark i w tym momencie zupełnie zapomniał, gdzie się znajduję. A tym bardziej o swojej byłej narzeczonej, oglądającej gdzieś z boku to "przedstawienie". Bo jedyne co było dla niego w tej chwili ważne, to ta dziewczyna którą obejmował w talii i której kuszące wargi czuł na swoich.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
Idol
Idol


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:07:34 04-10-14    Temat postu:

Następny wspaniały odcinek.
Matka Dylana jak zwykle lodowata królowa z jej rozmowy z mężem wywnioskowałam że jest o niego diabelnie zazdrosna. I albo ojciec Dylana naprawdę jest takim lowelasem albo ta kobieta przesadza. Z daleka widać że Grace uwielbia ojca z wzajemnością.

Co do rozmowy naszej parki widać że zaczynają sie do sebie zbliżać i nie są sobie już obojętni
Uważam również że Dylan powinien porozmawiać z Lenndym bo może to nie prawda że to z nim zdradziła go Sofia i teraz przychodzi mi na myśl że mogła to zrobić z ojcem Dylana

No coż czekam na rozwój sytuacji
Powrót do góry
Zobacz profil autora
dulce245
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 15 Maj 2014
Posty: 363
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 23:30:54 05-10-14    Temat postu:

He he jesteś genialna,świetny odcinek,czyżby nasza Mel się zakochała choć nie chce się do tego przyznać.Widać ze Dylanowi też zaczyna zależeć i myślę że również trafiła go strzała amora.Mam nadzieję że Victorii nie uda się rozwalić tego co rodzi się między Mel i Dylanem.Z niecierpliwością czekam na następny odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:34:37 09-10-14    Temat postu:

Dzięki za komentarze postaram się regularnie dodawać rozdziały, co byście mi się nie zniecierpliwili i zapomnieli całej historii
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 78 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:10:23 20-10-14    Temat postu:

Hej, a gdzie tu kolejny odcinek? Ja czekam, Dylan mi się po nocach śni, zwłaszcza po tym co się działo ostatnio
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
Idol
Idol


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:08:07 20-10-14    Temat postu:

ja też mam nadzieję na odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:32:45 20-10-14    Temat postu:

Odcinek niedługo - obiecuję, tylko go lekko podpicuję i dopracuję
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tulipanowa
Idol
Idol


Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 1705
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:54:25 21-10-14    Temat postu:

Mam nadzieję
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:35:20 21-10-14    Temat postu:



Głośne chrząknięcie, wyrwało ją z błogostanu, w którym znajdowała się od momentu, gdy poczuła jego wargi na swoich. Była niemal przekonana, że Dylan wymyślił bajeczkę o nadchodzącym ojcu, że był to jedynie pretekst. Ale on naprawdę tu był. A ona głupia sądziła, że Dylan po prostu chciał ją pocałować. Oderwała się od niego, a spojrzenie jego ciemnych oczu, zasnutych mgiełką pożądania wywołały u niej dreszcz schodzący w dół lędźwi. Okręciła się na stopie, stając niemal twarzą w twarz z ojcem Dylana. I choć jedyne czego chciała to uciec z tego miejsca, od człowieka którym jednym prostym gestem, powoduję u niej szybsze bicie serca, a ona była dla niego tylko zabawką, pomocną w pozbyciu się niechcianych adoratorek. Dlatego też stanęła obok niego, pozwalając by jego ciepła dłoń, spoczęła na jej biodrze, pomimo tego że niemal czuła jak wypala na jej ciele ognisty ślad. Przez ubranie i skórę czuła jego obecność obok siebie i ze wszystkich sił starała się nie tylko wyglądać na zakochaną, ale i na dziewczynę która nie ucieka przed dotykiem swojego chłopaka. Uśmiechnęła się, więc promiennie, mając nadzieję, że zbyt dużo mówić nie będzie musiała.
- Cześć tato - usłyszała głos Dylana i miała bardzo dziwne wrażenie, że brzmi on dość nienaturalnie. Może ten pocałunek dla niego coś znaczył?! Nie, nie, nie - zmitygowała się w myślach - Weź się w garść, bo znowu coś palniesz i nie będzie tak łatwo wyjść z tego bagna
- Synu - odparł Lionel, podchodząc i witając się z synem szorstko - A ta panna?
- To Melanie. Moja narzeczona - przedstawił ją Dylan, a Meli musiała boleśnie ugryźć się w język, by nie poprawić jego świadomej pomyłki
- Melanie, cóż za oryginalne imię - odparł mężczyzna, przyglądając się jej z ciekawością, przez co skuliła się w sobie i jedynie modliła, by wyglądać na kobietę szczęśliwą, mającą u boku ukochanego mężczyznę.
- Prawda - wyrzekła nienaturalnie wysokim głosem, przeklinając siebie i swoją prawdomówność. Powinna zacząć ćwiczyć kłamanie, może wtedy przy każdej próbie ton głosu czy rumieńce występujące jej na twarz nie będą się pojawiały.
- Och wybaczcie, przeszkodziłem wam w waszej ... miłosnej schadzce - odparł po chwili, a Melanie niemal oczy wyszły z orbit, gdy usłyszała dwa ostatnie słowa. Chyba tylko dlatego, że Dylan kurczowo trzymał dłonie na jej biodrze nie uciekła z krzykiem. A może to właśnie przez nie?! W głowie mieszało się jej od tego wszystkiego i miała ochotę schować się gdzieś i zapomnieć, że w ogóle wpakowała się w coś takiego. Nie chciała nawet myśleć o tym, że znowu będzie musiała z nim spać. W jednym łóżku. A może by tak wznowić rozmowę o spaniu na podłodze - pomyślała, zanim w jej głowie pojawił się obraz Dylana śpiącego obok niej, z noga przerzuconą przez jej nogi, z ręką na jej talii i z jej palcami muskającymi jego krnąbrne włosy.
- Pójdę już. Miło było się spotkać - dodał po chwili Lionel, ukrócając jej bujanie w obłokach. Musiała się wreszcie skupić na ważnych rzeczach. A przede wszystkim na tym, by nie wyjść na jeszcze większą idiotkę niż do tej pory.
- Przyjemność po mojej stronie - odrzekła, starając się brzmieć choć odrobinę elokwentnie. Dopiero, gdy mężczyzna znikł z zasięgu jej wzroku, wypuściła mocno powietrze, wyrywając się z zgubnego dla niej wpływu jego dłoni. Chociaż powinna być ze sobą szczera, on całym sobą stanowił jej zgubę.
- Chyba powinniśmy wrócić do środka - zauważył po chwili trzeźwo, nie bardzo wiedząc jak ma się w tej sytuacji zachować. I nie on jeden. Mel skinęła głową, po czym ruszyła w stronę świateł, które paliły się w domu. A Dylan - z miną zbitego psa - ruszył za nią, głowiąc się jak on ma to wszystko odkręcić.
    ~*~

Siedziała na łóżku, słysząc szum prysznica, dobiegający zza zamkniętych drzwi. Jej piżama ograniczała się do kusych - przynajmniej jej zdaniem - szortów i koszulki na ramiączka, która była przyjemna w dotyku. Wolała sobie nie wyobrażać co też teraz dzieje się w łazience. Jednak mimowolnie w jej głowie pojawił się obraz Dylana, stojącego nago pod prysznicem, a krople wody spływały mu po włosach, torsie, w dół lędźwi do ... Nie, nie, nie, nie, nie - krzyczała w myślach, ze złością potrząsając głową, jakby tym prostym zabiegiem mogła wyrzucić jego obraz ze swoich myśli. Wstała żywo, chcąc jakoś przetrwać te katusze. Nigdy nie przypuszczała, że może to się okazać tak trudne. Chociaż, musiała szczerze przyznać przed samą sobą, że gdy się zgadzała na ten szalony plan w ogóle nie myślała o tym co może ją spotkać. O tym, że będzie musiała udawać zakochaną, całować czy przytulać Dylana, robić do niego maślane oczy. A przede wszystkim nie przyszło jej do głowy, że będzie musiała z nim spać. Znaczy spać obok niego - sprostowała szybko w myślach, choć jej wyobraźnia była szybsza i zanim udało się jej zablokować jakiekolwiek wyobrażenia, już widziała siebie razem z nim w łóżku. I to nie jak każdej nocy oddalonych od siebie maksymalnie. Wręcz przeciwnie. Byli oni ciasno spleceni. W tym momencie jednak Melanie ukróciła swoje fantazje, nie będąc nawet wstanie nazwać ich po imieniu. Wolała zapomnieć, że cokolwiek takiego pojawia się w jej głowie. Był to niebezpieczny przejaw. O mój Boże, zamieniam się w erotomankę - jęknęła w duchu, na powrót siadając na pościelonym łóżku, nie bardzo wiedząc co ma ze sobą zrobić.
Chwilę później z łazienki wyszedł Dylan, owinięty w pasie miękkim, frotowym ręcznikiem. Przyprawiając ją tym samym o palpitację serca i dostarczając nowy materiał do fantazjowania. Wciągnęła szybko powietrze do płuc, czując jak cała oblewa się rumieńcem. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Gdy będzie się na niego patrzeć jak ciele na malowane wrota, niechybnie odgadnie jakie myśli krążą po jej głowie. Ale gdy się odwróci i będzie udawała, że w ogóle nic nie widziała, skwituje to kpiącym uśmiechem i równie drwiącą ripostą. I tak źle i tak nie dobrze. Policzyła w myślach do pięciu, jakby to miało uratować ją przed zdemaskowaniem, po czym poprawiła kołdrę na łóżku po swojej stronie i wsunęła się w nią z czułością. Mogła dzięki temu udawać, że zasypia, nie narażając się na jego krzywe spojrzenie. Choć w duchu uznała, że z nadmiaru wrażeń już dawno powinna była zemdleć, a już zdecydowanie w momencie gdy wyszedł do niej owinięty jedynie w ten kawałek materiału. Surowo skarciła się za chęć podejrzenia co akurat robi Dylan, nie powinno jej to obchodzić. Powinna skupić się na tym, by w spokoju zasnąć. Ale jak miała to zrobić kiedy słyszała jak on krząta się w około co i rusz coś otwierając, zamykając, chwytając czy szeleszcząc. Niedługo dojdzie do granic jej cierpliwości i wybuchnie niczym Wezuwiusz za swoich najlepszych lat.
Podciągnęła nogi pod brodę, okrywając się szczelnie kołdrą i wypróbowując swój stary sposób na bezsenne noce. Liczyła dopóki myśli kołaczące się w jej głowę, nie wzięły góry nad jej mocnym postanowieniem. A gdy z powrotem łapała się na wracaniu myślami do niego, zaczynała liczyć od początku, bardziej zła na siebie niż poprzednim razem. Gdy uspokoiła się na tyle, poczuła jak za jej plecami do łóżka wsuwa się Dylan, a jej serce momentalnie przyspieszyło i musiała cicho wciągnąć powietrze do płuc, by nie narazić się na jego komentarz.
    ~*~

Przekręcała się z boku na bok, nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji. Słuchała miarowego oddechu Dylana i przeklinała go, za to że kiedy ona fantazjuje o ... nie, nie, nie - wykrzyczała w myślach - kiedy jej myśli krążą w okół jego osoby - sprostowała natychmiast, ona nadal nie może zasnąć. Kolejny raz przekręciła się na plecy, mętnym wzrokiem wpatrując się w sufit, który w środku nocy przyjął barwę zgniłej szarości. Wstała cicho i powoli, by nie zbudzić, leżącego obok niej mężczyzny. Szybkim susem znalazła się przy drzwiach, jeden ostatni rzut okiem czy Dylan nadal śpi spokojnie, po czym czmychnęła cicho z pokoju.
Muszę zgromadzić trochę przekąsek w pokoju - przemknęło jej przez myśl gdy skradała się cicho po martwej o tej godzinie rezydencji Collinsów. Może jakieś serki homogenizowane, może jakieś owoce np. banany? - zastanawiała się dalej, otwierając drzwiczki wyposażonej we wszystko lodówki. Wzięła pełnoziarnistą bułeczkę z chlebaka, która - jak się ostatnio dowiedziała - nie była przywożona ze sklepu, ale była wypiekana tu na miejscu. Przekroiła ją na pół, smarując obficie znalezionym majonezem. Jak szaleć to szaleć. A ona była zdecydowanie szalona. I cholernie głodna. Położyła liść sałaty, a na to kilka plasterków pieczonego mięsa. Jeszcze jakieś dodatki - ogórek kiszony, zielone oliwki - które uwielbiała, może plasterek pomidora?! A może powinnam dodać jeszcze sera?. Chwilę późnej i on wylądował na szczycie kanapki. Zastanawiała się nad keczupem, ale ostatecznie uznała, że co za dużo to nie zdrowo. Nawet w przypadku jedzenia. Pomieszczenie przywoływało wspomnienia z niedawanej nocy, a ona w tym momencie wolała o tym zapomnieć. Wyszła więc drzwiami balkonowymi, starając nie robić zanadto hałasu. Znalazła dogodne miejsce, pod dużym drzewem kilka metrów od domu. A że noc była ciepła i letnia, po zjedzeniu kanapki ułożyła się wygodnie na trawie i zanim się zorientowała, zasnęła.
    ~*~

- Halo, proszę pani - usłyszała obok siebie niewyraźnie, a wszystkie bolały ją niemiłosiernie. Otworzyła powoli oczy, z dziwną konsternacją wpatrując się w przybysza, który był - jak na jej gust - dość specyficznie ubrany. Brudne ogrodniczki, kraciasta koszula i słomkowy kapelusz - No to raczej nie jest strój do spania - przemknęło jej przez myśl i dopiero wtedy zorientowała się w sytuacji. Jak piorun przez jej głowę przeszła masa wspomnień, kiedy wyszła przez drzwi balkonowe i ułożyła się na miękkiej trawie, ale przecież nie mogła spać tak całej nocy?! Czy może mogła?! Jednak tak skoro jeden rzut oka na jej ubranie, wystarczył by zorientowała się, że nadal ma na sobie swoją różową koszulkę i satynowe szorty, a ogrodnik - bo chyba to był ogrodnik - wpatruję się w nią z marsjańską miną z wielką zmarszczką na czole, ewidentnie zastanawiając się czy ona aby nie oszalała. Ona chyba też powinna się zacząć nad tym poważnie zastanawiać.
Zebrała się szybko na równe nogi i popędziła w stronę domu, wybąkując jakieś słowa na do widzenia i modląc się w duchu zażarcie by nie natrafiła na nikogo. A przede wszystkim na Dylana.
    ~*~

Ten czekał na nią lekko zaniepokojony. Gdy pierwszy raz obudził się w nocy, uznał, że albo poszła do toalety albo zjeść coś do kuchni, wiec jedynie obrócił się na drugi bok i poszedł spać. Dopiero nad ranem, zorientował się, że ona w ogóle nie spała obok niego w łóżku. A teraz siedział zniecierpliwiony, a w jego umyśle pojawiały się coraz to dziwniejsze rozwiązania dlaczego jej nie było. I dopiero gdy weszła do pokoju, cichutko na palcach odetchnął wreszcie. Jednak chwilę później - jak łatwo można było się domyślać - wezbrał w nim gniew.
- Gdzie ty do cholery byłaś? - spytał wściekle, nie przejmując się, że może kogoś obudzić albo gorzej - pokazać, że nie jest między nimi tak kolorowo, skoro ona sypia gdzie indziej.
- Przepraszam, przeprasza, przepraszam - powiedziała na jednym wdechu, kajając się przed nim. Wsunęła się na łóżko, naciągając na ciało pierzynę i wpatrując się w niego smutnym wzrokiem - Zasnęłam pod drzewem
Nie to niemożliwe - uznał w duchu. Musiał się raczej przesłyszeć. Przecież ona na pewno nie mogła powiedzieć, że zasnęła pod drzewem. Nie, nie, nie, nie, nie. Nawet ona nie mogła czegoś takiego zrobić
Jego wielkie jak spodki oczy, mówiły jej wyraźnie, że nie brał jej usprawiedliwienia na poważnie.
- Naprawdę - odparła z całą mocą - Poszłam coś zjeść i zrobiłam sobie kanapkę, z szynką, serem, oliwkami, ogórkiem i różnymi innymi - dodała natychmiast, rękami obrazując jak to robiła, jakby ten widok miał go przekonać, że właśnie tak było - A potem poszłam się przewietrzyć, a było tak ciepło i trawa była tak miła, że zasnęłam - dodała tonem jakby przeskrobała coś naprawdę dużego - No a rano obudził mnie wasz ogrodnik - dodała na końcu, uśmiechając się krzywo.
A Dylan, gdy zrozumiał sens jej słów i obraz śpiącej pod drzewem Melanie pojawił się w jego głowie, roześmiał się wesoło i szczerze, za co zarobił od niej cios poduszką. Oddał jej lekko, nadal śmiejąc się przy tym do rozpuku.
- Możemy jeszcze trochę pospać? - spytała cicho po chwili. Kiwnął potakująco głową i z uśmiechem na ustach, wszedł pod kołdrę, przyciągając ją do swojego ramienia i choć jeszcze na 2 godziny zasypiając spokojnie. Czując przyjemne ciepło od niej płynące.

No to jest nowy rozdział
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:36:21 21-10-14    Temat postu:



Głośne chrząknięcie, wyrwało ją z błogostanu, w którym znajdowała się od momentu, gdy poczuła jego wargi na swoich. Była niemal przekonana, że Dylan wymyślił bajeczkę o nadchodzącym ojcu, że był to jedynie pretekst. Ale on naprawdę tu był. A ona głupia sądziła, że Dylan po prostu chciał ją pocałować. Oderwała się od niego, a spojrzenie jego ciemnych oczu, zasnutych mgiełką pożądania wywołały u niej dreszcz schodzący w dół lędźwi. Okręciła się na stopie, stając niemal twarzą w twarz z ojcem Dylana. I choć jedyne czego chciała to uciec z tego miejsca, od człowieka którym jednym prostym gestem, powoduję u niej szybsze bicie serca, a ona była dla niego tylko zabawką, pomocną w pozbyciu się niechcianych adoratorek. Dlatego też stanęła obok niego, pozwalając by jego ciepła dłoń, spoczęła na jej biodrze, pomimo tego że niemal czuła jak wypala na jej ciele ognisty ślad. Przez ubranie i skórę czuła jego obecność obok siebie i ze wszystkich sił starała się nie tylko wyglądać na zakochaną, ale i na dziewczynę która nie ucieka przed dotykiem swojego chłopaka. Uśmiechnęła się, więc promiennie, mając nadzieję, że zbyt dużo mówić nie będzie musiała.
- Cześć tato - usłyszała głos Dylana i miała bardzo dziwne wrażenie, że brzmi on dość nienaturalnie. Może ten pocałunek dla niego coś znaczył?! Nie, nie, nie - zmitygowała się w myślach - Weź się w garść, bo znowu coś palniesz i nie będzie tak łatwo wyjść z tego bagna
- Synu - odparł Lionel, podchodząc i witając się z synem szorstko - A ta panna?
- To Melanie. Moja narzeczona - przedstawił ją Dylan, a Meli musiała boleśnie ugryźć się w język, by nie poprawić jego świadomej pomyłki
- Melanie, cóż za oryginalne imię - odparł mężczyzna, przyglądając się jej z ciekawością, przez co skuliła się w sobie i jedynie modliła, by wyglądać na kobietę szczęśliwą, mającą u boku ukochanego mężczyznę.
- Prawda - wyrzekła nienaturalnie wysokim głosem, przeklinając siebie i swoją prawdomówność. Powinna zacząć ćwiczyć kłamanie, może wtedy przy każdej próbie ton głosu czy rumieńce występujące jej na twarz nie będą się pojawiały.
- Och wybaczcie, przeszkodziłem wam w waszej ... miłosnej schadzce - odparł po chwili, a Melanie niemal oczy wyszły z orbit, gdy usłyszała dwa ostatnie słowa. Chyba tylko dlatego, że Dylan kurczowo trzymał dłonie na jej biodrze nie uciekła z krzykiem. A może to właśnie przez nie?! W głowie mieszało się jej od tego wszystkiego i miała ochotę schować się gdzieś i zapomnieć, że w ogóle wpakowała się w coś takiego. Nie chciała nawet myśleć o tym, że znowu będzie musiała z nim spać. W jednym łóżku. A może by tak wznowić rozmowę o spaniu na podłodze - pomyślała, zanim w jej głowie pojawił się obraz Dylana śpiącego obok niej, z noga przerzuconą przez jej nogi, z ręką na jej talii i z jej palcami muskającymi jego krnąbrne włosy.
- Pójdę już. Miło było się spotkać - dodał po chwili Lionel, ukrócając jej bujanie w obłokach. Musiała się wreszcie skupić na ważnych rzeczach. A przede wszystkim na tym, by nie wyjść na jeszcze większą idiotkę niż do tej pory.
- Przyjemność po mojej stronie - odrzekła, starając się brzmieć choć odrobinę elokwentnie. Dopiero, gdy mężczyzna znikł z zasięgu jej wzroku, wypuściła mocno powietrze, wyrywając się z zgubnego dla niej wpływu jego dłoni. Chociaż powinna być ze sobą szczera, on całym sobą stanowił jej zgubę.
- Chyba powinniśmy wrócić do środka - zauważył po chwili trzeźwo, nie bardzo wiedząc jak ma się w tej sytuacji zachować. I nie on jeden. Mel skinęła głową, po czym ruszyła w stronę świateł, które paliły się w domu. A Dylan - z miną zbitego psa - ruszył za nią, głowiąc się jak on ma to wszystko odkręcić.
    ~*~

Siedziała na łóżku, słysząc szum prysznica, dobiegający zza zamkniętych drzwi. Jej piżama ograniczała się do kusych - przynajmniej jej zdaniem - szortów i koszulki na ramiączka, która była przyjemna w dotyku. Wolała sobie nie wyobrażać co też teraz dzieje się w łazience. Jednak mimowolnie w jej głowie pojawił się obraz Dylana, stojącego nago pod prysznicem, a krople wody spływały mu po włosach, torsie, w dół lędźwi do ... Nie, nie, nie, nie, nie - krzyczała w myślach, ze złością potrząsając głową, jakby tym prostym zabiegiem mogła wyrzucić jego obraz ze swoich myśli. Wstała żywo, chcąc jakoś przetrwać te katusze. Nigdy nie przypuszczała, że może to się okazać tak trudne. Chociaż, musiała szczerze przyznać przed samą sobą, że gdy się zgadzała na ten szalony plan w ogóle nie myślała o tym co może ją spotkać. O tym, że będzie musiała udawać zakochaną, całować czy przytulać Dylana, robić do niego maślane oczy. A przede wszystkim nie przyszło jej do głowy, że będzie musiała z nim spać. Znaczy spać obok niego - sprostowała szybko w myślach, choć jej wyobraźnia była szybsza i zanim udało się jej zablokować jakiekolwiek wyobrażenia, już widziała siebie razem z nim w łóżku. I to nie jak każdej nocy oddalonych od siebie maksymalnie. Wręcz przeciwnie. Byli oni ciasno spleceni. W tym momencie jednak Melanie ukróciła swoje fantazje, nie będąc nawet wstanie nazwać ich po imieniu. Wolała zapomnieć, że cokolwiek takiego pojawia się w jej głowie. Był to niebezpieczny przejaw. O mój Boże, zamieniam się w erotomankę - jęknęła w duchu, na powrót siadając na pościelonym łóżku, nie bardzo wiedząc co ma ze sobą zrobić.
Chwilę później z łazienki wyszedł Dylan, owinięty w pasie miękkim, frotowym ręcznikiem. Przyprawiając ją tym samym o palpitację serca i dostarczając nowy materiał do fantazjowania. Wciągnęła szybko powietrze do płuc, czując jak cała oblewa się rumieńcem. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Gdy będzie się na niego patrzeć jak ciele na malowane wrota, niechybnie odgadnie jakie myśli krążą po jej głowie. Ale gdy się odwróci i będzie udawała, że w ogóle nic nie widziała, skwituje to kpiącym uśmiechem i równie drwiącą ripostą. I tak źle i tak nie dobrze. Policzyła w myślach do pięciu, jakby to miało uratować ją przed zdemaskowaniem, po czym poprawiła kołdrę na łóżku po swojej stronie i wsunęła się w nią z czułością. Mogła dzięki temu udawać, że zasypia, nie narażając się na jego krzywe spojrzenie. Choć w duchu uznała, że z nadmiaru wrażeń już dawno powinna była zemdleć, a już zdecydowanie w momencie gdy wyszedł do niej owinięty jedynie w ten kawałek materiału. Surowo skarciła się za chęć podejrzenia co akurat robi Dylan, nie powinno jej to obchodzić. Powinna skupić się na tym, by w spokoju zasnąć. Ale jak miała to zrobić kiedy słyszała jak on krząta się w około co i rusz coś otwierając, zamykając, chwytając czy szeleszcząc. Niedługo dojdzie do granic jej cierpliwości i wybuchnie niczym Wezuwiusz za swoich najlepszych lat.
Podciągnęła nogi pod brodę, okrywając się szczelnie kołdrą i wypróbowując swój stary sposób na bezsenne noce. Liczyła dopóki myśli kołaczące się w jej głowę, nie wzięły góry nad jej mocnym postanowieniem. A gdy z powrotem łapała się na wracaniu myślami do niego, zaczynała liczyć od początku, bardziej zła na siebie niż poprzednim razem. Gdy uspokoiła się na tyle, poczuła jak za jej plecami do łóżka wsuwa się Dylan, a jej serce momentalnie przyspieszyło i musiała cicho wciągnąć powietrze do płuc, by nie narazić się na jego komentarz.
    ~*~

Przekręcała się z boku na bok, nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji. Słuchała miarowego oddechu Dylana i przeklinała go, za to że kiedy ona fantazjuje o ... nie, nie, nie - wykrzyczała w myślach - kiedy jej myśli krążą w okół jego osoby - sprostowała natychmiast, ona nadal nie może zasnąć. Kolejny raz przekręciła się na plecy, mętnym wzrokiem wpatrując się w sufit, który w środku nocy przyjął barwę zgniłej szarości. Wstała cicho i powoli, by nie zbudzić, leżącego obok niej mężczyzny. Szybkim susem znalazła się przy drzwiach, jeden ostatni rzut okiem czy Dylan nadal śpi spokojnie, po czym czmychnęła cicho z pokoju.
Muszę zgromadzić trochę przekąsek w pokoju - przemknęło jej przez myśl gdy skradała się cicho po martwej o tej godzinie rezydencji Collinsów. Może jakieś serki homogenizowane, może jakieś owoce np. banany? - zastanawiała się dalej, otwierając drzwiczki wyposażonej we wszystko lodówki. Wzięła pełnoziarnistą bułeczkę z chlebaka, która - jak się ostatnio dowiedziała - nie była przywożona ze sklepu, ale była wypiekana tu na miejscu. Przekroiła ją na pół, smarując obficie znalezionym majonezem. Jak szaleć to szaleć. A ona była zdecydowanie szalona. I cholernie głodna. Położyła liść sałaty, a na to kilka plasterków pieczonego mięsa. Jeszcze jakieś dodatki - ogórek kiszony, zielone oliwki - które uwielbiała, może plasterek pomidora?! A może powinnam dodać jeszcze sera?. Chwilę późnej i on wylądował na szczycie kanapki. Zastanawiała się nad keczupem, ale ostatecznie uznała, że co za dużo to nie zdrowo. Nawet w przypadku jedzenia. Pomieszczenie przywoływało wspomnienia z niedawanej nocy, a ona w tym momencie wolała o tym zapomnieć. Wyszła więc drzwiami balkonowymi, starając nie robić zanadto hałasu. Znalazła dogodne miejsce, pod dużym drzewem kilka metrów od domu. A że noc była ciepła i letnia, po zjedzeniu kanapki ułożyła się wygodnie na trawie i zanim się zorientowała, zasnęła.
    ~*~

- Halo, proszę pani - usłyszała obok siebie niewyraźnie, a wszystkie bolały ją niemiłosiernie. Otworzyła powoli oczy, z dziwną konsternacją wpatrując się w przybysza, który był - jak na jej gust - dość specyficznie ubrany. Brudne ogrodniczki, kraciasta koszula i słomkowy kapelusz - No to raczej nie jest strój do spania - przemknęło jej przez myśl i dopiero wtedy zorientowała się w sytuacji. Jak piorun przez jej głowę przeszła masa wspomnień, kiedy wyszła przez drzwi balkonowe i ułożyła się na miękkiej trawie, ale przecież nie mogła spać tak całej nocy?! Czy może mogła?! Jednak tak skoro jeden rzut oka na jej ubranie, wystarczył by zorientowała się, że nadal ma na sobie swoją różową koszulkę i satynowe szorty, a ogrodnik - bo chyba to był ogrodnik - wpatruję się w nią z marsjańską miną z wielką zmarszczką na czole, ewidentnie zastanawiając się czy ona aby nie oszalała. Ona chyba też powinna się zacząć nad tym poważnie zastanawiać.
Zebrała się szybko na równe nogi i popędziła w stronę domu, wybąkując jakieś słowa na do widzenia i modląc się w duchu zażarcie by nie natrafiła na nikogo. A przede wszystkim na Dylana.
    ~*~

Ten czekał na nią lekko zaniepokojony. Gdy pierwszy raz obudził się w nocy, uznał, że albo poszła do toalety albo zjeść coś do kuchni, wiec jedynie obrócił się na drugi bok i poszedł spać. Dopiero nad ranem, zorientował się, że ona w ogóle nie spała obok niego w łóżku. A teraz siedział zniecierpliwiony, a w jego umyśle pojawiały się coraz to dziwniejsze rozwiązania dlaczego jej nie było. I dopiero gdy weszła do pokoju, cichutko na palcach odetchnął wreszcie. Jednak chwilę później - jak łatwo można było się domyślać - wezbrał w nim gniew.
- Gdzie ty do cholery byłaś? - spytał wściekle, nie przejmując się, że może kogoś obudzić albo gorzej - pokazać, że nie jest między nimi tak kolorowo, skoro ona sypia gdzie indziej.
- Przepraszam, przeprasza, przepraszam - powiedziała na jednym wdechu, kajając się przed nim. Wsunęła się na łóżko, naciągając na ciało pierzynę i wpatrując się w niego smutnym wzrokiem - Zasnęłam pod drzewem
Nie to niemożliwe - uznał w duchu. Musiał się raczej przesłyszeć. Przecież ona na pewno nie mogła powiedzieć, że zasnęła pod drzewem. Nie, nie, nie, nie, nie. Nawet ona nie mogła czegoś takiego zrobić
Jego wielkie jak spodki oczy, mówiły jej wyraźnie, że nie brał jej usprawiedliwienia na poważnie.
- Naprawdę - odparła z całą mocą - Poszłam coś zjeść i zrobiłam sobie kanapkę, z szynką, serem, oliwkami, ogórkiem i różnymi innymi - dodała natychmiast, rękami obrazując jak to robiła, jakby ten widok miał go przekonać, że właśnie tak było - A potem poszłam się przewietrzyć, a było tak ciepło i trawa była tak miła, że zasnęłam - dodała tonem jakby przeskrobała coś naprawdę dużego - No a rano obudził mnie wasz ogrodnik - dodała na końcu, uśmiechając się krzywo.
A Dylan, gdy zrozumiał sens jej słów i obraz śpiącej pod drzewem Melanie pojawił się w jego głowie, roześmiał się wesoło i szczerze, za co zarobił od niej cios poduszką. Oddał jej lekko, nadal śmiejąc się przy tym do rozpuku.
- Możemy jeszcze trochę pospać? - spytała cicho po chwili. Kiwnął potakująco głową i z uśmiechem na ustach, wszedł pod kołdrę, przyciągając ją do swojego ramienia i choć jeszcze na 2 godziny zasypiając spokojnie. Czując przyjemne ciepło od niej płynące.

No to jest nowy rozdział
Powrót do góry
Zobacz profil autora
dulce245
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 15 Maj 2014
Posty: 363
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 23:35:48 21-10-14    Temat postu:

Ciekawe jakie myśli krążyły w głowie Dylana gdy Mel nie było. Ogrodnik pewnie miał niezły ubaw gdy Melanie uciekła do domu.Za to w końcu usnęła przytulona do Dylana choć na te 2 godzinki.Cieszę się z odcinka i czekam na następny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Następny
Strona 5 z 13

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin