Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Blask Twoich oczu - odcinek 88
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 17, 18, 19 ... 25, 26, 27  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
KaSsia23
Mocno wstawiony
Mocno wstawiony


Dołączył: 28 Gru 2007
Posty: 6245
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kielce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:27:54 14-01-09    Temat postu:

Marcelo nie ma już ochoty na podryw... widać, że zależy mu na Mirandzie i że jest w niej
zakochany. Tylko nadal dziewczyna boi się że on ją skrzywdzi. Słodka scenka jak
przyszedł do jej domu Nie da się ukryć że pomiędzy Juli a Raulem jest chemia. Tylko
oboje wyrzekają się tej miłości jak to by był normalnie ogień... Marcelo dobrze
zauważył.. Raul wpadł jak śliwka w kompot on w końcu musi się wziąć w garść i
zawalczyć o nią...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
VANESSA*
Idol
Idol


Dołączył: 26 Kwi 2007
Posty: 1013
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/3
Skąd: warszawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:13:16 16-01-09    Temat postu:

kiedy będzie newik
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:42:54 16-01-09    Temat postu:

Miał być dzisiaj, ale przez Zmierzch już nie zdążę. Ale w niedzielę będzie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:36:39 18-01-09    Temat postu:

Odcinek 40
Miranda szybko odepchnęła Marcela i chciała wymierzyć mu mocny policzek, kiedy on złapał ją za ręce i przyciągnął mocno do siebie. Chciała wyswobodzić się z jego uścisku, ale nie mogła gdyż chłopak przycisnął ją mocniej do siebie tak, że nie mogła się ruszyć.
- Kurka wodna!- krzyknęła mu w twarz- Co ty sobie wyobrażasz do jasnej cholery? Że możesz mnie nachodzić i traktować jak zabawkę, kiedy ci się to żywnie podoba? Nie chcę i nie będę twoją kolejną zdobyczą!
Marcelo puścił ją i delikatnie dotknął palcami jej policzka.
- Myślisz, że tak ciebie traktuję? Nie mógłbym. Jesteś dla mnie kimś ważnym i wyjątkowym i dopiero niedawno to zrozumiałem. Byłem głupi i ślepy, że dotychczas cię nie zauważałem.- wyznał miękkim głosem. – Nie traktuję cię tak jak inne kobiety! Wierzysz mi?
- Już sama nie wiem- odpowiedziała Miranda i odwróciła się od niego. W kącikach jej oczu zaczęły wzbierać łzy.- Pogubiłam się w tym wszystkim.
Marcelo objął ją w pasie i położył brodę na jej ramieniu. Odgarnął włosy z jej szyi a następnie musnął swoimi wargami jej policzek.
- Bardzo mi na tobie zależy. Uwierz mi, proszę! – szepnął do jej ucha.- Jesteś dla mnie bardzo ważna. Dlaczego nie chcesz uwierzyć, że się zmieniłem? Dla ciebie! Zaufaj mi!
Miranda odwróciła się do niego i spojrzała w jego oczy. Marcelo otarł spływające łzy po jej policzkach.
- Bardzo chciałabym… chciałabym ci zaufać, ale nie potrafię… nie umiem…- odparła cichym głosem. – Ty też bardzo wiele dla mnie znaczysz, ale…
Nie skończyła, bowiem Marcelo zamknął jej usta długim i delikatnym pocałunkiem.
- Nie ma żadnego „ale”. – powiedział patrząc prosto w jej oczy.- Jeżeli zależy nam na sobie to dlaczego nie możemy być razem? Tylko tego pragnę: być z tobą! Czuję do ciebie coś wyjątkowego, pięknego. Jeszcze nie wiem czy to jest miłość. Wiem, że ja także nie jestem ci obojętny, więc dlaczego się opierasz? Dlaczego nie chcesz mi zaufać? Czy ktoś cię kiedyś skrzywdził?
Miranda spuściła wzrok i powiedziała:
- Nie chcę o tym mówić- przypomniała sobie bolesne chwile z przeszłości i na jej twarzy zawitał smutek i strach. Marcelo ujął ją delikatnie za brodę i podniósł jej głowę tak, że patrzyli sobie głęboko w oczy.
- Nie bój się!. – zapewniał ją a potem mocno do siebie przycisnął.- Ja cię nigdy nie skrzywdzę. Tylko daj mi szansę. Daj nam szansę!
Miranda powoli wyswobodziła się z jego objęć i spojrzała na niego.
- Dobrze- odparła po dłuższej chwili milczenia.- Zaufam ci, bo tego chcę. Ale jeżeli mnie zawiedzie, to popamiętasz!- ostrzegła go.
- Wiem. Troszkę cię już znam!- roześmiał się.- A teraz szybko mnie pocałuj.
Miranda nie dała się długo prosić. Zarzuciła mu ręce na ramiona i złożyła na jego ustach długi i namiętny pocałunek.
***
Alejandro wciąż czekał na odpowiedź Oktawii, jednak ona nadal milczała. Kompletnie nie wiedziała, jak się z tego wyplątać. Spojrzała na Maritzę, która była uśmiechnięta i patrzyła na nią z pogardą. Domyśliła się, że to jej sprawa.
- Puść mnie- błagała Oktawia.- To boli!
-Najpierw odpowiedz na moje pytanie. – odparł Alejandro wciąż mocno trzymając ją za nadgarstki. – Co to za jeden?- wskazał na Mauricia- Dlaczego nazywa cię kochaniem? Odpowiadaj! Mówię do ciebie!
Oktawia tylko spuściła głowę i nic nie powiedziała. Po raz pierwszy w życiu nie wiedziała co ma zrobić. Już wiedziała, że teraz wszystko się wyda. Podniosła głowę i spojrzała z nienawiścią na Maritzę. Nie doceniała jej. Zawsze uważała ją za głupiutką i naiwną panienkę.
- Daj spokój tato- powiedziała Maritza do ojca i położyła mu rękę na ramieniu. Alejandro puścił Oktawię i spojrzał na córkę. – Przecież widzisz jaka jest prawda. Twoja narzeczona mieszka z innym młodym, przystojnym mężczyzną. Nie widzisz, że ona cię kantuję?! To jej kochanek. Chcieli wyłudzić nasze pieniądze. Długo mi zeszło, aby się przekonać, że moje podejrzenia są słuszne. Ale opłacało się. – rzekła z zadowoleniem i uśmiechnęła się szeroko.
Oktawia napadła na Maritzę i pociągnęła ją za włosy.
- Ty wywłoko!- krzyknęła.- Śledziłaś mnie i sprawdzałaś. Jakim prawem? Popamiętasz mnie!
Maritza szybko wyrwała się Oktawii i mocno ją spoliczkowała a następnie popchnęła na ścianę.
- Nie dotykaj mnie ździro- krzyknęła- Myślałaś, że pozwolę ci się dobrać do naszego majątku? Niedoczekanie twoje!
Mauricio szybko podbiegł do Oktawii i przytulił ją.
- Zostaw ją w spokoju!- powiedział do Maritzy.
- Proszę, proszę. A o to i nasz rycerzyk- zaśmiała się Maritza
- Maritzo wystarczy- wtrącił się Alejandro i spojrzał na Oktawię. – Już teraz rozumiem dlaczego nigdy nie chciałaś zaprosić mnie do siebie. Cały czas mnie oszukiwałaś, a ja myślałem, że mnie kochasz.
- Ja miałabym kochać takiego starego piernika? Zależało mi tylko i wyłącznie na twojej kasie- powiedziała Oktawia. Nie widziała sensu dłużej udawać skoro już wszystko się wydało i wyznała prawdę. – Wiesz co czułam patrząc na ciebie? Odrazę!
Maritza chciała drugi raz ją spoliczkować, ale Mauricio zatrzymał jej rękę.
- Ani się waż!- powiedział.
- Masz rację.- odparła i zabrała swoją rękę.- Szkoda ręki na taką…- spojrzała na ojca i brata.- Tato, Facundo wychodzimy. Nic tu po nas.
Alejandro spojrzał ostatni raz na Oktawię i powiedział:
- Żegnaj! Mimo tego, że mnie bardzo zraniłaś to nie życzę ci źle. – wyszedł z mieszkania razem z Facundem.
Maritza jeszcze chwile została i spojrzała na Oktawię. Roześmiała się.
- Nie doceniałaś mnie! Ja zawsze walczę o swoje. – położyła rękę na klamce i dodała.- Aha, ślubu jak rozumiesz nie będzie!- wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
Oktawia wzięła stojący niedaleko wazon i cisnęła nim o drzwi.
- Żmija! Jak mogłam być taka nieostrożna? A już tak niewiele brakowało. – powiedziała.
- I co teraz zrobimy?- spytał Mauricio.
- Pojedziemy do Bogoty. Może tam nam się poszczęści.- postanowiła.
***
Julietta już długi czas siedziała przy kolacji, ale nawet nie tknęła jedzenia. Grzebała widelcem w talerzu patrzeć nieobecnym wzrokiem to co się na nim znajdowało. Jej myśli krążyły wokół czegoś innego.
- Juli co ci jest?- spytał Roger patrząc z niepokojem na córkę. – Nic nie zjadłaś.
- Nie jestem głodna.- powiedziała i odsunęła talerz.- Pójdę do siebie.- wstała i weszła na górę do swojego pokoju.
Roger i Gloria spojrzeli na siebie ze zdziwieniem.
- Co się z nią dzieje? – zastanowił się Roger.- Od paru dni chodzi taka zamyślona i nie ma apetytu. Martwię się o nią?
- Ja też. – odparła Gloria i wstała od stołu.- Pójdę do niej.
Gloria weszła na górę i zapukała do drzwi pokoju Julietty a następnie zajrzała do środka. Zobaczyła wnuczkę leżącą na swoim łóżku.
- Skarbie mogę?- spytała nieśmiało.
Jullietta usiadła na łóżku i uśmiechnęła się do babci.
- Oczywiście.- odparła.
Gloria weszła i usadowiła się obok wnuczki a następnie spojrzała na nią z niepokojem.
- Co ci jest dziecinko?- spytała i pogładziła ją po głowie. Juli mocno przytuliła się do babci. – Ostatnio nie masz apetytu ani na nic ochoty. Ja i twój ojciec martwimy się o ciebie.- rzekła Gloria z troską w głosie.
- Nie chciałam przysparzać wam zmartwień. – odparła Julietta. – Nic mi nie jest. Jestem całkowicie zdrowa.- zapewniła.
- To dobrze- odparła Gloria i zastanowiła się chwilę nad zachowaniem wnuczki.
Juli odsunęła się od babci i poprawiła swoje włosy.
- Babciu mogę cię o coś spytać?
- Oczywiście skarbie.- odrzekła Gloria.
- Jakie są sygnały miłości?
Gloria spojrzała ze zdziwieniem na wnuczkę.
- Cóż różne. U każdego inne. Ale nie rozumiem skąd to pytanie. Czyżbyś…
- Nie wiem. Miranda uważa, że tak. Mówi, że to widać na odległość. – odparła Juli.- A ja sama nie wiem. Ciągle o nim myślę i nie mogę przestać. Gdy jest obok mnie i patrzy na mnie tymi swoimi pięknymi oczami to nie mogę się na niczym skupić. Jego wzrok mnie paraliżuję. Czuję się przy nim wspaniale i cudownie. Uwielbiam jego głos, uśmiech. W ogóle wszystko mi się w nim podoba. Czy to miłość?
- Musisz sobie sama odpowiedzieć na to pytanie. Może to miłość a może tylko zauroczenie? Ja tego nie wiem. – odrzekła Gloria- Nikt nie może narzucać ci gotowej odpowiedzi. Musisz ją sama znaleźć!

*******
I tym optymistycznym akcentem żegnamy się z postaciami Alejandra, Maritzy i Facunda ale w ich miejsce wejdą nowe osoby
Powrót do góry
Zobacz profil autora
KaSsia23
Mocno wstawiony
Mocno wstawiony


Dołączył: 28 Gru 2007
Posty: 6245
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kielce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:55:14 19-01-09    Temat postu:

Wiedziałam już od początku że ta dwójka będzie razem! W końcu Miranda się
przełamała i zgodziła zaufać, Marcelo. Chłopak przez nią zmienił już nie interesują
go inne panienki... wcześniej to się tylko liczyło.. a teraz już nie. Mam nadzieję, że
nic nie stanie na ich drodze.. Babcia dała Juli dobrą radę...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:44:36 25-01-09    Temat postu:

Dla tych co czekają, jeśli tacy są Aha następny odcinek będzie dopiero po dwóch tygodniach, bo nie będę miała za bardzo czasu.

Odcinek 41
Raul siedział w salonie na miękkiej kanapie i wpatrywał się w ekran telewizora. Co jakiś czas przełączał kanały w nadziei znalezienia jakiegoś interesującego i godnego uwagi filmu albo programu. Jednak nie było nic na czym można by było zawiesić oko. A to były półnagie kobiety reklamujące piwo, a to rozkoszne dziecko biegające w samej pieluszce po podłodze a gdzie indziej znowu latające spodki i kosmici. Zrezygnowany włączył czerwony guzik na pilocie i wyłączył telewizor. Jego uwagę zwróciła niebieska koperta leżąca na stoliku obok gazety. Wyjął zawartość. W środku były zdjęcia z niedawnego bankietu. Do dziś pamiętał ten wspaniały i jakże niezwykły dla niego wieczór. Przeglądał fotografie, aż jego wzrok zatrzymał się na jednym zdjęciu przedstawiającym dwoje ludzi: mężczyznę i kobietę. To był on i Julietta. Uśmiechnął się lekko a potem, delikatnie opuszkami palców pogładził twarz i postać czarnowłosej.
- Jest taka śliczna- powiedział wpatrując się z zachwytem w fotografię. – Jej włosy, jej twarz, jej słodkie i kuszące usta. A przede wszystkim te piękne oczy i niegasnący ich blask.- rozmarzył się i przymknął lekko oczy przypominając sobie ich pierwszy pocałunek. Wyglądała wtedy tak pięknie i anielsko w śnieżnobiałej sukience. Jej twarz oświetlały jedynie promienie księżyca, który tego wieczoru był wysoko na rozgwieżdżonym niebie. Nigdy w życiu nie widział piękniejszej kobiety. Otworzył oczy, odłożył zdjęcie i otrząsnął się z marzeń. – Facet co z tobą? Zachowujesz się jak jakiś zakochany nastolatek. Myślisz o niej bez przerwy dwadzieścia cztery godziny na dobę i nie możesz przestać. Opanuj się trochę.- podpowiadał mu głos rozsądku.
Raul wstał i podszedł do okna. Na zewnątrz zaczynało się już powoli ściemniać. Paliły się latarnie a ulice pustoszały.
- A co jeśli Marcelo ma rację? Czyżbym się w niej zakochał?! – zastanowił się.- On postanowił walczyć o Mirandę i jest teraz z nią szczęśliwy. Czy ja mam zrobić to samo?? Już nic nie wiem. Muszę to przemyśleć.- założył marynarkę i wyszedł z mieszkania zamykając je na klucz.
***
Armando otworzył frontowe drzwi i znalazł się w przestronnym pomieszczeniu. Rzucił teczkę na stojącą tam kanapę i podszedł do barku, aby nalać sobie drinka. Chciał się zrelaksować po ciężkim dniu pracy. Usiadł na kanapie i powoli sączył alkohol ze swojej szklanki. Jego uwagę zwróciła cisza i spokój. Bardzo się zdziwił. Dom zawsze był wypełniony śmiechem i głosem jego córeczki Liliany. A teraz panowała cisza. Postawił szklankę na stoliku, wziął teczkę i udał się na górę do swojej sypialni. Zastał tam swoją żonę wyciągającą z szafy różne ubrania. Pakowała wszystko do wielkiej walizki leżącej na łóżku. Armando postawił teczkę na podłodze, zdjął marynarkę i powiesił ją na poręczy stojącego nieopodal krzesła a następnie spojrzał ze zdziwieniem na żonę.
- Lauro, co ty wyprawiasz?- zapytał.
Dopiero teraz kobieta zauważyła obecność męża, więc na chwilę przerwała. Odgarnęła włosy na plecy i zerknęła na Armanda.
- Wyjeżdżam- odparła krótko i wróciła do przerwanej czynności.
- Jak to? Gdzie? Kiedy?- dopytywał się Armando.
- Jutro- odpowiedziała.- Jadę do Kolumbii. Do swojej rodziny. Zabieram ze sobą Lily.
- Co???
- To co słyszałeś. Wyjeżdżam jutro rano.
- Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?
- Właśnie ci mówię. – odrzekła – Nie patrz tak na mnie! To już postanowione. Wzięłam urlop i wyjeżdżam. Nie odwiedziesz mnie od tego- rzekła pewnym głosem.
- Ale… jak to.. dlaczego…
- Chcę spędzić trochę czasu z rodziną. Tak dawno ich nie widziałam i stęskniłam się za nimi. Liliana bardzo się cieszy na ten wyjazd. Chcę zobaczyć babcię i wujka oraz Juliettę. Chyba jej tego nie zabronisz?- zapytała oczekując odpowiedzi.
- Nie, oczywiście, że nie. Szkoda, że nie powiedziałaś mi wcześniej. Może mógłbym..
- Jasne. – przerwała mu Laura- Kiedyś rozmawialiśmy o tym. Powiedziałeś, że nie możesz. Teraz znowu byś się wykręcił. – stwierdziła. – Praca jest dla ciebie ważniejsza ode mnie i naszej córki. – rzekła ze złością a potem dodała- pojadę do Kolumbii z tobą lub bez ciebie!
***
Siedziała w bezruchu i patrzyła na marmurowy pomnik ozdobiony świeżym bukietem kwiatów. Na jej twarzy widać było zadumę i skupienie.
- Mamo- odezwała się nagle- Tak bardzo chciałabym, abyś przy mnie była. Ty na pewno wiedziałabyś co mam robić, bo ja już się w tym wszystkim pogubiłam. – wstała z ławki i podeszła do pomnika. Dotknęła palcami zdjęcia swojej tragicznie zmarłej matki. Po policzku spłynęła jej łza. – Tak bardzo mi Ciebie brakuję, tęsknię za Tobą. – wierzchem dłoni obtarła spływające łzy i z powrotem usiadła na ławce. – Widzisz… zakochałam się. Broniłam się przed tym uczuciem, ale nie zdołałam Teraz jestem już tego pewna, że go kocham! On jest taki… wspaniały… cudowny.. kochany… – lekko się uśmiechnęła.- Przy nim moje serce bije jak oszalałe, jakby miało wyskoczyć mi z piersi. Tylko nie wiem, czy on czuje to samo co ja- posmutniała i spuściła głowę. Spojrzała w ziemię. – A jeśli jestem dla niego tylko przyjaciółką i nic więcej. Drugi raz nie zniosę zawodu. – nagle po jej plecach przeszedł chłodny dreszcz. Rozejrzała się i zauważyła, że zapadł już zmrok. Spędziła tu tyle godzin, że nie zauważyła kiedy zapadł wieczór. Straciła rachubę.- Muszę już iść. Późno się zrobiło. Kocham Cię mamo.- powiedziała i wstała a następnie opuściła teren cmentarza.
Aby dostać się do parkingu, gdzie miała swój samochód musiała przejść przez park. O tej porze nie było w nim nikogo i dlatego był taki ponury i straszny. Była tutaj kompletnie sama. Słychać było jedynie pohukiwanie sów i delikatny wiatr poruszający liśćmi drzew. Przyspieszyła kroku aby jak najszybciej wydostać się z tego okropnego miejsca. Nagle usłyszała jakiś trzask. Przystanęła na chwilę. Spojrzała pod nogi i odetchnęła z ulgą. Na ścieżce leżała sucha gałązka. Chciała iść dalej, jednak miała niejasne przeczucie, że ktoś tu jest oprócz niej. Serce zaczęło jej walić ze strachu. Powoli odwróciła się za siebie, jednak nikogo nie było. Zaczęła iść dalej, kiedy nagle wyrosła przed nią postać barczystego, ogromnego mężczyzny. Miał na sobie bluzę z kapturem, więc nie widziała jego twarzy.
- Cześć mała!- zaśmiał się złowrogo.
Julietta chciała go szybko ominąć, ale nie udało jej się. Mężczyzna złapał ją od tyłu i przyciągnął do siebie. Czuła jego oddech na swojej szyi.
- Czego chcesz?- spytała drżącym ze strachu głosem.- Pieniędzy? Samochodu? Bierz co chcesz, tylko nie rób mi krzywdy!
- Chcę ciebie!- szepnął do jej ucha.
Juli zaczęła drżeć na całym ciele. Bardzo się bała, jednak mimo tego postanowiła jak najszybciej się uwolnić. Zaczęła się wyrywać, ale nie miała żadnych szans. Mężczyzna był bardzo silny i trzymał ją mocno. Z jej ust wyrwał się niemy krzyk, a potem zaczęła cicho płakać.
– Cicho bądź! Nie cierpię ryczących bab- powiedział ze złością.
Nagle Julietta ucichła. Zobaczyła coś lśniącego w ogromnych rękach mężczyzny. To było ostrze noża, które zalśniło w blasku księżyca.
- Ratunku!- krzyknęła cicho, bowiem strach na więcej jej nie pozwalał.
- Cicho bądź, albo poderżnę ci gardło. A tego na pewno byś nie chciała. – powiedział przystawiając jej nóż do szyi. Po chwili zaciągnął ją w pobliskie krzaki.- Jak będziesz grzeczna, to spędzimy ze sobą miłe chwile, których nigdy nie zapomnisz.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
KaSsia23
Mocno wstawiony
Mocno wstawiony


Dołączył: 28 Gru 2007
Posty: 6245
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kielce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:47:38 27-01-09    Temat postu:

Raul jednak nic nie zobaczył w tej telewizji... no cóż ja też reklam nie lubię... wolę
filmy. Jednak, przemyślał sobie słowa Marcela i może w końcu zacznie walczyć o
Juli.. mam nadzieję... przecież obydwoje się kochają tylko nie mogą sobie tego
uświadomić.. No i ostatnia scena mnie sparaliżowała.... Biedna Julietta!! Mam nadzieję że jednak ktoś ją uratuję...
Ja chcę odc !!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:52:36 08-02-09    Temat postu:

Odcinek 42
Drobna blondynka o krótkich, postrzępionych włosach stała na balkonie oparta o jego poręcz. Patrzyła w dół na pustoszejące ulice oświetlone przez latarnie. Na jej bladej twarzy pojawił się lekki uśmiech, kiedy przypomniała sobie ostatnio spędzone wakacje z jeszcze żyjącym ojcem. Był wtedy piękny i słoneczny dzień. Razem z nim spacerowała po zatłoczonej plaży. Gorący i złocisty piasek parzył ich gołe stopy a jaskrawożółte słońce świecące wśród błękitnych chmurek przyjemnie grzało ich ciała. Czuła się wtedy taka szczęśliwa. Zawsze miała dobry kontakt z ojcem, czasami lepszy niż z matką. Była jego ukochaną, jedyną córeczką. A teraz już go nie ma! Odszedł na zawsze i już nigdy nie wróci! Obraz pięknej i słonecznej plaży znikł a w jego miejsce pojawił się zwykły widok miasta nocą. Po policzkach dziewczyny spłynęły łzy a w sercu znowu zawitał smutek . Tak bardzo za nim tęskniła! Myślała, że z czasem pogodzi się z jego śmiercią. Ale niestety! Za bardzo go kochała, żeby mogła tak szybko się z tym pogodzić. Czy kiedykolwiek będzie jeszcze mogła normalnie żyć nie czując w sercu tak okropnej pustki i bólu niszczącego jej duszę?! Chciała znowu się uśmiechnąć, czuć radość z życia. Nagle poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu . Powoli się odwróciła i ujrzała swoją matkę patrzącą na nią zmęczonym wzrokiem.
- Manuela, wejdź do środka- odezwała się Larysa- Zimno się zrobiło. Przeziębisz się skarbie!
Dziewczyna skinęła głową i weszła do środka, a matka zamknęła drzwi do balkonu. Usiadły na błękitnej kanapie i włączyły telewizor. Larysa kątem oka zauważyła smutną i przygnębioną minę swojej córki. Wiedziała, że jej stan wynika ze straty ojca. Chociaż bardzo się starała nie umiała jej pomóc. Manuela nie chciała przyjąć żadnej pomocy, zamknęła się w swoim świecie do którego nie wpuszczała nikogo. Tylko jednego wieczoru na jedną chwilkę odżyła. To była kolacja u Rogera. Znalazła wtedy wspólny język z Juliettą. Widać było, że się polubiły. Juli była osobą wzbudzającą sympatię więc nie było w tym nic dziwnego, że Manuela czuła się dobrze w jej towarzystwie. Tamtego wieczoru po raz pierwszy na jej twarzy zawitał dawno nie widziany uśmiech. A teraz! Znowu była smutna i przygaszona. Jej wzrok był przytępiony. Patrzyła na jakiś punkt na ścianie i nie odezwała się do matki ani słowem.
- Kochanie, tak nie można- przerwała milczenie Larysa patrząc z niepokojem i troską na córkę. Manuela odwróciła głowę i spojrzała na zatroskaną twarz matki. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy, więc Larysa mocno ją do siebie przytuliła. Trzymała ją w swoich ramionach tuląc do swojej piersi.- Skarbie, proszę cię nie płacz. Wiem, że jest ci ciężko i źle, ale nie możesz ciągle się smucić. Tato na pewno by nie chciał, żebyś przez całe życie opłakiwała jego śmierć.
Manuela odsunęła się od matki i zobaczyła jej wilgotne oczy.
- Wiem mamo. Ale to jest dla mnie bardo trudne. Staram się jak mogę, ale nie potrafię się uśmiechać ani cieszyć z życia chociaż bardzo bym tego chciała. – spuściła głowę i popatrzyła na leżący na podłodze wzorzysty dywan.
- Bardzo bym chciała znowu ujrzeć na twojej twarzyczce uśmiech. Serce mi się kraję, jak widzę twoje cierpienie. Kiedy ostatnio byliśmy u mojego przyjaciela Rogera to wydawałaś się być taka radosna. Odżyłaś trochę, prawda?- spytała.
- Tak. Była tam bardzo fajna atmosfera. Julietta jest bardzo fajną i miła osobą. – lekko się uśmiechnęła wspominając tamten wieczór. Zauważyła także coś innego. Widziała jak jej matka patrzyła na Rogera. Nigdy wcześniej nie widziała w jej oczach takiego dziwnego blasku. – Mamo, mogę o coś spytać?
- Oczywiście, kochanie.
- Czy ty i pan Roger… Czy było coś między wami?- spytała nieśmiało.
Larysa spojrzała z zaskoczeniem na córkę. Zrozumiała, że jej mała córeczka jest już dorosła osobą i wiele rzeczy zauważa i rozumie.
- Nie, byliśmy i jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Ale ty go kochasz, prawda? Widziałam jak na niego patrzysz. Na tatę nigdy tak nie patrzyłaś. Nie kochałaś taty?
- Oczywiście, że go kochałam tylko…
- … tylko nie tak jak pana Rogera. – dokończyła za nią Manuela.
- Tak. Poznałam Rogera jak już byłam z twoim ojcem. Nie kochałam wtedy taty. Zakochałam się w Rogerze. Nie chciałam tego. Ale serce nie sługa. Wiedziałam, że on mnie nigdy nie pokocha, bo wciąż będzie kochał swoją zmarłą żonę. Matka Juli zmarła przy porodzie. Potem pokochałam twojego ojca a gdy byłam w ciąży wyjechaliśmy do Hiszpanii i zostaliśmy. Myślałam, że to minie. Że zapomnę… Ale…
- … jak go zobaczyłaś to wszystko wróciło, tak.
- Owszem.- powiedziała Larysa i spuściła głowę.
Manuela wzięła matkę za rękę i spytała:
- Czy żałujesz, że wyszłaś za tatę?
- Nie, nigdy. A wiesz dlaczego? Bo mam Ciebie! Jesteś dla mnie najważniejsza.
Manuela mocno przytuliła się do matki. Chciała żeby była szczęśliwa.
- Wiesz- odezwała się nagle- Może teraz będziecie mogli być razem. Chciałabym, abyś była szczęśliwa.
- Nie wydaje mi się. Widziałaś, on ma kogoś.
- No to co? Ona nie dorasta ci do pięt. Źle jej z oczu patrzy. A poza tym pan Roger wcale nie zwracał na nią uwagi tylko na Ciebie. – stwierdziła Manuela.
- Tak myślisz?- spytała Larysa a gdy Manuela skinęła głową westchnęła i dodała- obyś miała rację.
***
O tej porze było już cicho i spokojnie. Słychać było jedynie głos świerszczy ukrytych w trawie i podmuch lekkiego wiatru, który rozwiewał blond włosy mężczyzny stojącego obok jednego z nagrobków na cmentarzu. Jego oczy wpatrzone były w piękne białe lilie leżące na marmurowym pomniku. Płomień z palącego się znicza roztaczał wokół siebie delikatną poświatę.
- Bardzo chciałbym, abyś ją poznała. – nagle odezwał się mężczyzna.- Na pewno byś ją polubiła. Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej kobiety. Jest piękna, mądra, słodka… Urzekła mnie… A obiecałem sobie, że już nigdy… Nigdy jeszcze nie czułem się, tak jak teraz… To jest coś magicznego… pięknego… cudownego. Pewnie pomyślisz, że zwariowałem i nie pomyliłabyś się bardzo, mamo. Zwariowałem i oszalałem na jej punkcie. Rzuciła na mnie jakiś czar, któremu nie potrafię się oprzeć. Nie mogę przestać o niej myśleć. Jest najbardziej czarującą kobietą jaką kiedykolwiek spotkałem. Teraz już wiem co zrobię! Nie pozwolę jej uciec!
Kiedy skończył swój monolog nad grobem matki wolnym krokiem wyszedł z cmentarza i znalazł się w parku. Idąc ścieżką był pogrążony w myślach, gdy nagle usłyszał jakieś głosy pochodzące z pobliskich krzaków. Przystanął na chwilę.
- Zostaw mnie! Nie rób mi krzywdy!- to był cienki głos kobiecy.
- Nie martw się! Będzie ci dobrze, zobaczysz. Tak jak twojej matce – usłyszał gruby głos należący do mężczyzny.
Bez zastanowienia odsunął gałęzie i zobaczył mężczyznę w czarnej bluzie. Siedział obok leżącej na ziemi kobiecie. Próbował zedrzeć z niej ubranie. Kobieta broniła się jak mogła ale napastnik był silniejszy.
- Zamknij się- krzyknął i uderzył ją w twarz. Odwrócił się i dopiero teraz zauważył intruza. Na jego twarzy widać było wściekłość. Znowu ktoś chce mu przeszkodzić! Nie tym razem! Nie pozwoli na to!- Spadaj. Co chcesz swoją część. Musisz poczekać- zaśmiał się.
Blondyn zbliżył się i wykrzyknął:
- Nie jestem gwałcicielem, który napada na bezbronne kobiety -zaatakował mężczyznę. Napastnik rzucił się na niego, chcąc zadać mu cios nożem trzymanym w ręku. Blondyn zrobił unik, tak że osobnik zamiast w jego ramię trafił w pobliskie drzewo. Odwrócił się i poczuł silny cios prosto w nos. Upuścił nóż. Chciał go podnieść, ale blondyn go uprzedził i pierwszy po niego sięgnął a następnie daleko wyrzucił. Napastnik pozbawiony broni postanowił uciec, bowiem nie chciał dostać w kość.
- Zapłacisz mi za to!- krzyknął z oddali- A z Tobą mała jeszcze się spotkam.- słychać było jeszcze jego śmiech.
Blondyn nie chciał już gonić osobnika. Podszedł do kobiety leżącej twarzą do ziemi. Słyszał jej cichy płacz. Przykucnął obok i szturchnął ją w ramię.
- Proszę pani! Już wszystko dobrze! Nie musi się już pani bać!
Klęknął i odwrócił ją od ziemi a następnie odgarnął włosy z jej twarzy. Gdy zobaczył kim jest zaatakowana kobieta serce podskoczyło mu do gardła.
- Boże! Juli!- powiedział przerażonym głosem. Otarł krew, która płynęła z jej rozciętej wargi.
- Raul…- szepnęła słabym głosem i zaniosła się spazmatycznym płaczem.
- Ciii… Cicho. – uspokajał ją mocno przytulając ją do siebie. – Już wszystko dobrze. Jesteś bezpieczna. – kołysał ją w swoich ramionach. Czując, że jej ciało drży z zimna bez wahania zdjął marynarkę i założył na jej ramiona.
- Zabierz mnie stąd…- powiedziała cicho a potem zemdlała.
- Juli… Julietta… - zaczął ją cucić, ale bez rezultatu. Wstał więc i wziął ją na ręce. Zobaczył leżącą na ziemi torebkę, więc ją podniósł a potem wyszedł z krzaków i ruszył ścieżką w kierunku ulicy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
KaSsia23
Mocno wstawiony
Mocno wstawiony


Dołączył: 28 Gru 2007
Posty: 6245
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kielce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:35:51 08-02-09    Temat postu:

Odetchnęłam z ulgą...
O Boże już tak się bałam.. dobrze że Raul zjawił się w porę i wypłoszył tego
napastnika.. jednak wiedział kiedy i w którym miejscu się pojawić...
Ciekawe czy ten człowiek jeszcze pojawi się w życiu dziewczyny


Ostatnio zmieniony przez KaSsia23 dnia 19:43:22 08-02-09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:43:55 08-02-09    Temat postu:

No cóż książęta zawsze wiedzą kiedy się pojawić, aby uratować swoje księżniczki. Bo Raul to taki współczesny książę. A tak na poważnie to tak miało być od początku. Jego ojciec uratował matkę Juli, Gabrielę a Raul Juliettę. To się nazywa przeznaczenie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
KaSsia23
Mocno wstawiony
Mocno wstawiony


Dołączył: 28 Gru 2007
Posty: 6245
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kielce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:03:50 09-02-09    Temat postu:

No właśnie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:32:42 25-02-09    Temat postu:

Odcinek 43
Patrzył na smukłą i drobną sylwetkę kobiety leżącej na jego ogromnym łóżku. Jej głowa spoczywała na dużej, miękkiej poduszce. Oczy miała zamknięte a usta lekko rozchylone. Spała. Zasnęła po wydarzeniach tego wieczora; wydarzeniach, które mogły się dla niej źle skończyć. Nawet nie chciał myśleć co by było gdyby… Podszedł bliżej do łóżka i przykrył ją kocem. Jeszcze raz zerknął na nią. Delikatnie, opuszkami palców dotknął jej policzka.
- Chyba bym umarł jakby coś ci się stało… - szepnął.
Położył jej zziębnięte ciało na swoim łóżku. Wciąż była nieprzytomna, więc usiadł na fotelu obok. Czekał. Po kwadransie zaczęła odzyskiwać przytomność. Wstał i usiadł obok niej na łóżku. Otworzyła oczy i rozejrzała się po nieznanym jej wnętrzu. Obok stał stolik nocny a na nim znajdowały się różne gazety. Przy jednej ze ścian stała szafa z rozsuwanymi drzwiami. Pokój był przytulny i przyjemny. Błękitny kolor ścian działał uspokajająco i w tej chwili tak się poczuła. Spokojna…bezpieczna. Chociaż nie powinna się tak czuć po tym co ją spotkało. Każda inna kobieta byłaby przerażona. Ale nie ona. Chociaż nie wyglądała na taką to była silna i odporna. Spojrzała na znajomą twarz mężczyzny i domyśliła się gdzie jest, ale mimo to zapytała:
- Gdzie ja jestem?- Jej głos zadrżał, ale nie ze strachu tylko z zimna.
- Nie bój się. Jesteś bezpieczna- Wziął ją za rękę.
- Nie boję się- odparła.- Tylko jest mi zimno.
- Zaraz przyniosę ci koc.- rzekł- Jesteś w moim mieszkaniu. Nie chciałem cię wieźć w takim stanie do domu. Jeżeli chcesz…
- Nie- przerwała mu.- Dobrze zrobiłeś. Tata nie powinien o tym wiedzieć. Zaraz by się martwił. – Nagle do jej oczu napłynęły łzy. Nie chciała tego, ale mimo to zaczęła płakać gdy uświadomiła sobie co by się stało gdyby Raul nie zjawił się w odpowiednim miejscu i czasie. Znowu poczuła się taka bezbronna.
- Nie płacz! Jesteś już bezpieczna- powiedział miękkim głosem i dotknął jej policzka.
- Wiem, ale to silniejsze ode mnie. Dziękuję ci… Gdyby nie ty to…
-Ciii…- Położył jej palec na ustach a potem szybko go zabrał.- Nie wolno ci o tym myśleć.
- Nie potrafię o tym zapomnieć. Wciąż w uszach brzmią mi jego słowa. Mówił coś o mojej zmarłej matce. Tak jakby ją znał. To takie dziwne…
- Nie zawracaj sobie tym głowy- rzekł Raul.- Teraz powinnaś odpocząć i przespać się.
- Dobrze.- Lekko się uśmiechnęła i zamknęła powieki.

Jej oddech był spokojny i równy, nie taki jak na początku. Nikt nie mógł zakłócić jej snu. Pochylił się nad nią. Z uwielbieniem wpatrywał się w jej twarz. Wyglądała tak niewinnie i słodko. Nie potrafił oprzeć się pokusie i delikatnie pocałował ją usta. Nawet się nie poruszyła. Była pogrążona w głębokim śnie. Dotknął palcami jej warg.
- Jesteś taka piękna- powiedział do siebie. – Śpij spokojnie.
Wyszedł z pokoju i wziął do ręki swój telefon komórkowy. Kiedy znalazł odpowiedni numer wcisnął zielony przycisk i przyłożył telefon do ucha.
- Cześć Miranda-rzekł. – Raul z tej strony… Muszę ci coś powiedzieć.
***
- Rozumiem. Bardzo ci dziękuję- rzekła odkładając słuchawkę. Jej twarz zrobiła się blada. Musiałą teraz być przy niej. Wstała i zaczęła się ubierać.
- A ty dokąd- zapytał ją Marcelo, który właśnie wyszedł z kuchni niosąc filiżankę herbaty.
- Muszę jechać- odparła krótko.
- Jak to? Myślałem, że zostaniesz na noc- Zasmucił się a gdy zobaczył twarz dziewczyny zapytał.- Jesteś jakaś zdenerwowana. Powiedz co się stało.- Podszedł i wziął ją za rękę.
Miranda czując jego dłoń na swojej poczuła ogarniający ją spokój i bijące ciepło. Ścisnęła mocniej jego dłoń i poprowadziła go na kanapę.
- Dzwonił Raul- zaczęła.- Ktoś chciał zgwałcić Juli w parku, a on ją uratował przeganiając tego gnojka.
- Co takiego?- Marcelo był zaskoczony i przerażony.- A co ona w ogóle robiła w parku?
- Pewnie była na grobie matki. Droga na cmentarz prowadzi przez park. Pewnie się zasiedziała i straciła rachubę. Jest teraz u niego. Śpi.- Wstała i chciała podejść do drzwi, ale Marcelo ją zatrzymał. – Musze do niej jechać.
- Po co?- zapytał Marcelo.- Ona jest teraz bezpieczna. Nic jej nie grozi.
- To moja przyjaciółka. Ona mnie potrzebuje- stwierdziła.
- Juli najbardziej teraz potrzebuje snu i spokoju. Nie ma potrzeby żebyś przy niej była. Raul jest- odrzekł Marcelo i uśmiechnął się tajemniczo.
- Wiem, ale…- Przerwała- Co ta za uśmieszek?
- Nie rozumiesz?
- Co mam rozumieć?- zapytała.
- Że to przeznaczenie. Raul przecież mógł być w tej chwili gdzie indziej, a był tam. Uratował ją. A teraz są zupełnie sami. Nikt nie będzie mógł im przeszkodzić.
- Co ty sugerujesz? Że oni…
- Nie mów, że nie zauważyłaś. Oni za sobą szaleją ale nie chcą się przyznać do swoich uczuć. Być może teraz będzie ta chwila, kiedy będą mogli swobodnie porozmawiać i może… No wiesz. Więc sama rozumiesz.
- Chyba masz rację- Usiadła z powrotem na kanapie.
Wzięła telefon do ręki.
- Gdzie dzwonisz?- zapytał Marcelo.
- Do ojca Juli. Muszę mu niestety skłamać. Raul powiedział, że Julietta nie chciała wracać do domu. Nie chce martwić ojca.
- Co mu powiesz?
- Że razem balowałyśmy i będzie u mnie nocować. – odparła.
***
Alicia siedziała w fotelu pijąc filiżankę niedawno zaparzonej, aromatycznej herbaty gdy nagle usłyszała jakieś szmery w mieszkaniu. Wyjrzała na korytarz.
- Cześć Alicio- powiedział mężczyzna zdejmując bluzę.
- Witaj kochanie- Pocałowała go w policzek i widząc jego minę
spytała: - Co się stało?
- Dlaczego miałoby się coś stać?
- Bo wiedzę, że jesteś jakiś zdenerwowany.
- Szlag by to trafił! Nic się nie układa tak jak powinno! – Uderzył pięścią w ścianę.
- Uspokój się- odparła Alicia. Umilkła gdy zauważyła, że z nosa mężczyzny leci cieniutka struga krwi. Wcześniej jej nie widziała.- Boże, co ci się stało?
- A to nic takiego.- Machnął ręką.- Wywaliłem się na schodach.
- Na pewno?
- Na pewno!- krzyknął.- Czy ja cię kiedyś okłamałem.
- Nie- spuściła głowę.- Przepraszam. Musimy zatamować krwawienie.- Zaprowadziła go do kuchni i posadziła na krześle.
Poszła po apteczkę.
- Jakaś ty głupia i naiwna- pomyślał mężczyzna.- Uwierzysz w każdą bajeczkę, jaką ci sprzedam. Ale jesteś mi potrzebna w dokonaniu zemsty na tym palancie. Jego córeczka mogła być dziś moja. Byłbym ostatnim mężczyzną z którym zaznała przyjemności. A tu jakiś smarkacz musiał mi przeszkodzić. Historia się powtórzyła. Przed kilkunastu laty też mi przeszkodzono. Co za pech! Ale zapłacą mi za to! Dopadnę ich obu, kimkolwiek są. Zapłacą za udaremnianie moich planów. Ale nie teraz. Kiedyś! Na razie musze usunąć się w cień i dać pole do popisu Alicii. Niech ona działa! A ja pewnego dnia zaatakuję! Wszyscy pożałują, że kiedykolwiek się urodzili- Uśmiechnął się do swoich czarnych myśli.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
KaSsia23
Mocno wstawiony
Mocno wstawiony


Dołączył: 28 Gru 2007
Posty: 6245
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kielce
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:25:54 28-02-09    Temat postu:

Dobrze że Raul zjawił się tam w odpowiednim czasie i w odpowiednim dniu... Tak to na pewno stało by się wielkie nieszczęście.
Juli bardzo przeżyła to wszystko... ale jednak czuła się bezpieczna w domu chłopaka. Ona dobrze wie że zawsze znajdzie w nim wsparcie...
Oni oboje się kochają tylko nie chcą się przyznać do tego wielkiego uczucie... Miranda już dowiedziała się o wszystkim i oczywiście
pewnie pojedzie do domu chłopaka... sprawdzić co tam się dzieję...
Odcinek jak zawsze świetny i czekam oczywiście na kolejny :**
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nessa
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 18 Maj 2008
Posty: 354
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:57:49 01-03-09    Temat postu:

fajny odcinek.
Dobrze że Raul jest cały czas przy Juli takto z dziewczyną było by źle
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:53:47 08-03-09    Temat postu:

Odcinek 44

Widziała małą śliczną, około pięcioletnią dziewczynkę. Miała długie czarne włosy swobodnie opadające jej na plecy. Lekki wietrzyk poruszał jej różową, letnią sukienką we wzorki w małe kwiatuszki. Bosymi stopami stała na gorącym i złocistym piasku a maleńką rączkę miała przyłożoną do czoła tak jakby kogoś wypatrywała. Spojrzała w tamtą stronę co dziewczynka i ujrzała maleńkiego chłopczyka. Dźwigał ogromną plażową piłkę. Dziewczynka wzięła chłopczyka za rękę, który był o głowę od niej niższy.
- Chodź braciszku, poszukamy muszelek.
- Dobrze- odpowiedział i podążył za nią. Dzieci kucnęły przy brzegu i śmiali się radośnie zbierając lśniące bursztyny i muszle wyrzucane przez morskie fale. Chłopiec podniósł coś z piasku i podał dziewczynce. – Sandra, spójrz jakie to piękne. Zobacz jak ładnie się mieni w słonecznym świetle, wszystkimi kolorami tęczy.
- To jest śliczne.- Klasnęła w dłonie i wzięła od brata magiczny kamień.

Obudziła się i oparła o poręcz łóżka. Sięgnęła po szklankę wody stojącą na stoliku nocnym. Wypiła ją jednym haustem a następnie postawiła na miejsce.
- Co oznacza ten dziwny sen?- zastanowiła się.- Dlaczego od jakiegoś czasu śnią mi się te dzieci. Dlaczego? Czy to coś oznacza? I to imię, Sandra. Czyżbym naprawdę tak miała na imię? Czy ja może mam brata? Tyle pytań a odpowiedzi brak- Westchnęła cicho.
***
Patrzyła przytępionym i nieobecnym wzrokiem w ekran telewizora. Nie wiedziała co się wokół niej dzieje. Była pogrążona w myślach.
- O czym myślisz?- spytał mężczyzna obok niej siedzący. Wziął ją za rękę.
- O Juliecie- odpowiedziała i spojrzała na niego. – Może źle zrobiłam zostając. Może powinnam jechać. – Zerwała się z kanapy, ale mężczyzna złapał ją za rękę i posadził z powrotem obok siebie.
- Ile razy będziemy drążyć ten temat?- zniecierpliwił się.- Ona jest teraz bezpieczna. Nic jej nie grozi-przekonywał ją. – Teraz na pewno smacznie śpi.
- Wiem- odparła Miranda. – Ale mimo to powinnam przy niej być. Nie zatrzymasz mnie, bo niby jak. Przywiążesz mnie do łóżka.
- Hmmm… - zamyślił się Marcelo.- To wcale nie byłby taki zły pomysł- zamruczał do jej ucha i zaczął delikatnie całować ją po szyi.
Mirandzie podobały się jego pieszczoty i nie zamierzała ich przerywać. Zrobiło jej się gorąco.
- Dobrze, zostanę- powiedziała. – Masz dar przekonywania. Ale jutro pojadę i nikt ani nic mnie przed tym nie powstrzyma.
- Razem pojedziemy- odrzekł Marcelo gładząc jej policzek. Spojrzał jej w oczy a potem ją pocałował.
***
Nie mogąc dłużej znieść hałasu wyszła na zewnątrz. Była na kolejnym przyjęciu, które jak zwykle przeciągnęło się do późnej nocy. Była już odrobinę zmęczona i dlatego wyszła aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Znalazła się na ogromnym tarasie, z którego widać było przepiękny ogród pełen kwiatów. Po zmroku nie było ich tak dobrze widać jak za dnia, ale także wyglądał przepięknie i ekscytująco. Podeszła do skraju tarasu i złapała się za poręcz a następnie spojrzała w niebo. Była pełnia. Jasny księżyc oświetlał jej śliczną twarz a błyszczące gwiazdy odbijały się lekko w jej rudych włosach spiętych w delikatny kok. Usłyszała kroki za plecami, więc się odwróciła.
- Pięknie wyglądasz- powiedział mężczyzna nie odrywając od niej wzroku. Był ubrany w bardzo elegancki, granatowy smoking.
- Dziękuję.- Uśmiechnęła się. Miała na sobie długą sukienkę z błyszczącego materiału koloru ciemnej zieleni.
- Jesteś dziś dla mnie wyjątkowo miła- stwierdził mężczyzna.
- Może dlatego, że jestem troszkę zmęczona i nie mam ochoty na kłótnie- odpowiedziała i stanęła z powrotem przy poręczy i oparła o nie dłonie.
Mężczyzna podszedł bliżej i położył swoją rękę na jej dłoni. Ognistowłosa czuła płynące od niej ciepło, które rozchodziło się po całym jej ciele od koniuszków palców aż po czubek głowy.
Co się ze mną dzieje.. pomyślała. Jedna część jej ciała chciała go zdzielić w twarz za zuchwałość a druga… Spojrzeli na siebie. Blondyn uśmiechnął się.
- Może jesteś dla mnie miła, bo coś do mnie czujesz.- Przybliżył się.
Kobieta już otwierała usta, aby zaprzeczyć i wypuścić jakieś przekleństwo pod jego adresem, ale nie zdążyła bowiem zamknął jej usta pocałunkiem. Jego usta pieściły delikatnie jej wargi. Po chwili opanowała się i oderwała się od niego.
- Co ty sobie wyobrażasz, do jasnej cholery?- krzyknęła.
- Nic takiego. Chciałem coś sprawdzić- odparł.
- I co? Sprawdziłeś? – zapytała ze złością.
- Oczywiście!- Uśmiechnął się od ucha do ucha.
- I czego szczerzysz zęby?
- Bo moje przypuszczenia okazały się słuszne. Czujesz do mnie miętę.
Poczuł jej rękę na swoim policzku.
- A to za co?- spytał łapiąc się za policzek.
- Za chęć do życia, jak nie wiesz za co- odburknęła. – Jedyne co do ciebie czuję to nienawiść.
- Od nienawiści do miłości jest tylko jeden krok.
- To ty tak sądzisz!- odparła.
Odwróciła się na pięcie, podniosła dumnie głowę i wróciła na przyjęcie. Mężczyzna wciąż trzymając się za policzek patrzył za jej oddalającą się postacią.
- Jest taka piękna jak się złości – stwierdził z uśmiechem. – I pociąga mnie. Żadnej kobiety tak bardzo nie pragnąłem jak jej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 17, 18, 19 ... 25, 26, 27  Następny
Strona 18 z 27

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin