Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

FATIMSA - 139-140 odc.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 36, 37, 38, 39, 40, 41  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ślimak
King kong
King kong


Dołączył: 06 Paź 2007
Posty: 2263
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nysa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 17:07:36 27-01-10    Temat postu:

Aj biedny Menello. I gdzie tu szukać dla niego wsparcia? . Czytelnicy lubiący postać Menello pojawcie się .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ślimak
King kong
King kong


Dołączył: 06 Paź 2007
Posty: 2263
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nysa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 14:51:15 29-01-10    Temat postu:

Zapraszam na kolejny odcinek. Tym razem dwuczęściowy .

CXVI

Euforii spowodowanej tym niecodziennym wydarzeniem przyglądał się Raul. Wiedział już, że ma to o czym marzył. Wreszcie znalazł swoje miejsce na ziemi. Z drugiej strony znalazł i godnego siebie konkurenta. Marcello zdobywał coraz to większe rzesze sympatyków, podczas gdy on był tylko Raulem – rybakiem z naprzeciwka. Ale wszystko się zmieni. Musi tylko uporać się z zarazą jaką jest Artura. Nie będzie z nią problemów. To kobieta. Kobiety są sprytne, ale głupie. A zwłaszcza ona… blondynka. Phi. Blondynki są głupie. Zwykle olśniewające piękne, ale zawsze głupie. Gdzieś musi być wywarzona konsystencja składników. Tutaj ktoś wyraźnie przesadził tworząc hybrydę wampa ze zdzirą.
- Ciesz się mała, póki jeszcze możesz – głaskał swoją kieszeń, niemal obmacywał, pieścił zielone banknoty, papierki o nieskromnych nominałach. Tak, jak miło jest poczuć tę moc. I kto powiedział, że pieniądze, nie dają szczęścia? Przecież on jest taki szczęśliwy. Nie jest w stanie opisać swojego podniecenia. Brakuje mu już tylko władzy i sprzyjającej ku temu popularności. Nie będzie musiał jej wymuszać. Ludzie go poprą. Tylko najpierw musi mieć program polityczny. Bez obaw. To już poprzeczka łatwa do pokonania. Obserwował tyle lat tego starego pryka i wiedział, gdzie nie popełnić błędu. Zdobywał też umiejętności oratorskie jakie miała Chela, a teraz na swojej drodze spotkał, zepsute, ale sprytnie stworzenie o nazwie Artura.
- Dlaczego stoisz jak ten kołek, nie przyłączysz się do zabawy? – nagle usłyszał ten wysoki, irytujący głos. Aresia – dziewica potępionych – sama jej cnota była nader wątpliwa. Była tak jak on zanim zaczął pracę w porcie. Wesoła i pozbawiona zmartwień na nadchodzące jutro. No tak. Dla niej jutro było dniem dzisiejszym. Trzeba je chwytać garściami i niech się dzieje co chce.
- Cz-cześć – odpowiedział jakoś dziwacznie, jakby nagle miał się przed nią ugiąć. Z niewyjaśnionych przyczyn, ta dziewczyna okropnie go irytowała, ale uwielbiał być przez nią irytowany.
- Zapomniałeś języka w gębie co? Co ja poradzę, że jestem jaka jestem – ten wyzywający uśmiech, te czerwone usta, mocno zarysowany makijaż wokół oczu. Działały na niego w sposób erotyczny.
- Nie, po prostu cieszy mnie, że miasto na nowo odżywa po tych wszystkich… wydarzeniach.
- Tak – mówiąc to, przerzucała prawą ręką włosy na lewą stroną. Chyba go kokietowała – trzeba żyć dalej. Chociaż ma się kule u nogi.
- Tak, kulę u nogi – powtórzył co zabrzmiało niemal jak złośliwe proroctwo. Jest teraz jednym z nich – potępionych grzeszników. Jak ona, mimo że nigdy nie stwierdzono u niej grzechu utraty czystości. Będzie krytykowany, tak jak ona jest krytykowana, mimo że jedynym jej błędem są wyzywające stroje. Ale przecież on nie zrobił nic złego, tylko pozbawił forsy zajadłej wszy, która zdobyła bogactwo na machlojstwach. Jest zawodową kłamczuchą. Należało jej się znacznie więcej, niż to, co zrobił.
- Coś małomówny jesteś Raul, co tam masz, że tak obmacujesz? – poczuł jak po czole spływały mu kropelki potu. Musiał tak miętosić te pieniądze. Chyba znudziło mu się miętoszenie cycków Artury, skoro tak zainteresował pieszczeniem zieleniny w kieszeniach szortów. A może po prostu powiedzieć jej prawdę? Nie, to zły pomysł. Aresia jest tępa i mogłaby go wydać, jak wszystkie kobiety zresztą. Teraz już nie zaufa żadnej. Ale miał ogromną ochotę na seks z Aresią. Brawo, zaczął znowu myśleć o tym, o czym powinien, ale to zły znak. Musi się uspokoić.
Wtem wybawiono go z kłopotów. Ale być może wpakowano go w jeszcze większe… nadeszła Artura.
- Raul, musimy pogadać, masz chwilkę? – zagadnęła ze słodyczą. Chyba nic nie zauważyła. Raczej chodzi o wyłudzenie nowych informacji i mieszkańcach. Coś znowu knuje, ale ten pomysł nie zaowocuje. Nie tym razem. Nieźle ją skołuje. Zrobi wszystko, że stała się ofiarą swoich własnych kłamstw.
- Oczywiście, podejdź proszę na molo, zaraz do ciebie dołączę – tuszując potliwe dłonie, które schował w kieszeniach starał się ukryć wilgotne czoło, chyba nie zauważyła bo nic się nie odezwała. Uśmiechając się lekko, pomaszerowała w umówione miejsce. Raul odetchnął.
- Jest piękna i taka oryginalna – odrzekła Aresia, na co natychmiast odzyskał zmysły.
- Posłuchaj Aresia – szepnął, bardzo niski ton głosu trochę ją zaniepokoił – spotkajmy się dziś o dziewiętnastej. Mam ci coś ważnego do powiedzenia. Tylko bądź sama.
- Coś ważnego?
- Tak, ale zachowaj to dla siebie. To gruba ryba. Bardzo gruba.
- Nie rozumiem, co chcesz… - jednak nie otrzymała już odpowiedzi. Rybak umknął niespełna przed sekundą.

****

Gdy doszedł do przystani, zastał ją na zewnątrz. Nie odważyła się wejść do środka. A może brzydziła się wejść do miejsca gdzie po raz pierwszy mu się oddała. Dziwna kobieta, oj dziwna.
- Zapraszam – wskazał ręką drzwi, niczym ślepej, ta ociężałym krokiem weszła. Od niechcenia machnęła ręką, jakby chciała odgonić osę. Pomruczała chwilę, a gdy spostrzegła że nikogo nie ma w pobliżu przerwała nieprzyjemną ciszę.
- Wiem doskonale o czym myślisz – odrzekła chłodno. Suka. Przejrzała go! – wziął 20 czy 50 tysięcy? A może ciut więcej? A co jeśli zwyczajnie straciłam pamięć i przelałam tę sumkę na konto w Stanach, a teraz mam co do tego urojenia?
- O czym ty mówisz? Zupełnie nic nie rozumiem!
- Och, darujmy sobie te uprzejmości panie Gallegos – zawołała z bardzo starannie przygotowaną na tę okazję ekspresją. Zaczął czuć przed nią lęk. Śmierdział strachem – wiem, że grzebałeś w moich rzeczach i bynajmniej nie szukałeś mojej wyzywającej bielizny. Wsadziłeś łapska do mojego biura, by dostać się do forsy, pytanie tylko, jak?
Milczał. Nie zamierzał na razie odpowiadać. Niech wysłucha do końca. Najmniejszy ruch może go drogo kosztować.
- Widzę, że mam sama zgadywać? Dobrze – rozłożyła ręce niby w poczuciu bezradności, ale była to pułapka w którą dał się złapać. Och, jakże był głupi.
- Nie musisz… rzeczywiście pożyczyłem trochę pieniędzy.
- Ukradłeś! – napomniała.
- Nazywaj to jak chcesz, ja nie jestem złodziejem, za to ty, chyba masz nie jeden grzech na sumieniu, nieprawdaż?
- Niby dlaczego tak uważasz? Bo trzymam kasę pod kluczem, żeby takie robole jak ty się do niej nie dostały?
- No proszę – uśmiechnął się – pokazałaś co o mnie myślisz. A byłem pewien, że ci na mnie zależy. No cóż, nie można mieć wszystkiego – mruczał pod nosem, próbując ukryć swoją irytację. Udusiłby ją, gdyby mógł. Ale po co? W imię czego? Nie usunie przecież ze społeczeństwa całego zła i niesprawiedliwości. Przecież panna Rodriguez to tylko jedno z dzieci tego niesprawiedliwego systemu. Usunięcie jednego śmiecia nie sprawi, że zapanuje porządek. Z trudem się powstrzymywał. Jak bardzo ją nienawidzi. Skierował się w stronę drzwi i otworzył je szeroko wskazując palcem, że rozmowa ma się ku końcowi, jednak dumna Rodriguez nie poczyniła ani jednego kroku. Stała chwilę milcząc.
- Ta rozmowa się przedłuża. Potraktuj ten niewielki procent, który wziąłem jako rekompensatę za to, jakim byłem frajerem, OK.? A teraz już żegnam nie mam czasu.
Artura dalej stała w niezmienionej pozycji. W jej duszy rościł się plan, musiała być przygotowana na najgorsze. Boże, czy to już dzisiaj? Była pewna, że do tego dojdzie, jedynie nie przewidziała czasu i miejsca. Nie miał czasu dla niej. DLA NIEJ. Cóż za ironia? Jeszcze wczoraj nie mógł żyć bez niej. Czyżby coś podsłuchał? W końcu sama mu to ułatwiała?
„Nie, to niemożliwe” – ganiła się w myślach – „ten robol nic nie wie. Tylko tak blefuje. Szuka okazji, by mnie wykończyć, żeby się tylko nie przeliczył.”
- Może lepiej już wyjdziesz? Naprawdę jestem zajęty.
Artura jeszcze postała chwilę, po czym skierowała się rzeczywiście do wyjścia. Jednak pomimo oczekiwań Raula chwyciła klamkę i zamknęła drzwi, zostając w środku. Uświadomiła mu tym samym, że rozmowa wkracza dopiero na poziom pierwszy, bynajmniej nie ostatni.
- No dobra, wyjaśnijmy sobie wszystko. Pocisz się jak świnia, śmierdzisz jak wieprz – pokręciła nosem – do tego zachowujesz się jakbyś myślał, że nie wyczuwam twojego strachu. Jesteś zwykłym tchórzem, co niezdarnie próbujesz ukryć. Ale nie ze mną te numery. Rozkładałam na łopatki, gorszych od ciebie. Lelawych chłoptysiów, mających rzekome ambicje, ale brak dobrych chęci by móc je zrealizować – nie przestawała, z sekundy na sekundę poziom jej irytacji wzrastał, do tego nie odmawiała sobie przy okazji kilku złowieszczych uśmiechów politowania. Raul czuł, jakby stał się woskową kukłą, z kultowego horroru o gabinecie nietypowych figur. Czy naprawdę jest taki słaby? A może to wina jej urody. Była w końcu taka piękna. Zniewalała samym głosem. Operowała nim tak umiejętnie, niejeden męski orator zazdrościłby jej gdyby stanął twarzą w twarz. Oj bezsprzecznie tak by było.
- Dosyć! Jesteś tylko pijawką, która spija resztki życia z takich naiwniaków jak ci tutaj! – w końcu wybuchnął. Na szczęście na tyle cicho, by nikt ich nie usłyszał Bardzo mu na tym zależało – ci frajerzy z miasteczka są mi zupełnie obojętni! Ale siebie nie pozwolę obrażać. Wiem o tobie więcej niż myślisz. Ale nie zamierzam się nad tobą znęcać. Jestem o odrobinę wyższy poziom od ciebie. Podły i przebiegły i tak samo umiejący nazywać rzeczy po imieniu. Ale znający wytyczoną granicę, której nie zamierzam przekraczać.
- Co ty powiesz? – kpiła. W jej rękach wydawał się jak lalka voodoo, brakowało tylko szpilek do nakłuwania – chyba sam siebie nie słyszysz. Dobrze wiem o czym myślisz – wyszeptała niemalże namiętnie. Nawet w takiej chwili, nie mogła sobie odmówić złośliwego flirtu. Ma go w garści – myślisz o tym jakby tu podwoić sumkę, którą ukradłeś. Ale wyobraź sobie, że nie dam się szantażować. Nie zobaczysz niczego więcej. Mało tego! – tym razem podniosła głos, unosząc dodatkowo dłonie – oddasz mi to co masz w kieszeni. Jeszcze dziś wieczorem, albo przestaniemy rozmawiać, a…
To był moment dla niego. Chyba szukała nowych prób na odpowiedni epilog do swego przemówienia, bo nabierała kilku oddechów.
- Doskonały pomysł – zawołał, na co ta odrobinę się przelękła. Jego głos początkowo niewinny i lękliwy zmienił się w potężny, męski, jemu właściwy – miałem w planach kogoś obsypać stertą nieprzyjemnych brudów dokładnie dzisiaj wieczorem. Upewnij się, że masz czystą bieliznę, bo nie tylko ją będziesz musiała prać.
- Bardzo śmieszne! – prychnęła – widzę, że nabrałeś odwagi, a to się chwali – klasnęła w dłonie w geście aprobaty – myślę, że możemy to dokończyć dziś wieczorem. Nawet bardzo chętnie.


Ostatnio zmieniony przez Ślimak dnia 13:51:39 08-02-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:06:44 29-01-10    Temat postu:

A ja bardzo chętnie poznam dalszą część tej rozmowy, tyle tylko, że skoro Raul umówił się na wieczór z Aresia, to czyżby chciał upokorzyć Arturę, pokazując jej, że wymienił ją na Aresię? Ciekawe, oj ciekawe...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ślimak
King kong
King kong


Dołączył: 06 Paź 2007
Posty: 2263
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nysa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 13:52:57 08-02-10    Temat postu:

CXVII

Początek decydującej rozgrywki miał zacząć się już za dwie godziny. Raul ostrożnie sprawdził, czy nikogo nie ma w okolicy i udał się w stronę małego domku, jaki wynajęła dla Aresii Chela. Mimo, że barmanka wzięła dziewczynę pod opiekę, nie potrafiłaby znieść ją w swoim domu. Dlatego też dała jej niewielki magazyn, oddalony od baru, by tam mogła się osiedlić. Z początku trudno jej było się zaaklimatyzować w ciasnym pomieszczeniu. Z czasem jednak bardzo chwaliła sobie to skromne mieszkanko, w końcu nie jedna dziewczyna chciałby mieć taki widok, na rzekę ze znikającym w jej odmętach słońcem. Zachód nie zbliżał się jeszcze ku końcowi, ale można było dostrzec, że spieczony do czerwoności ognisty balon niedługo się podda.
Kiedy rybak dotarł na miejsce spotkał ją właśnie siedzącą na ganku i wpatrująca się w tę walkę ziemskich tytanów. Rozpoczynał się emocjonujący wieczór i równie gorąca noc. Znów miała na sobie wyzywający strój, jakby specjalnie dla niego tak się ubrała. Z jej twarzy nie zniknął wyuzdany makijaż. Chyba go prowokuje.
- Witaj, punktualny jesteś Raul. Nie ma co. Lubię takich facetów – spojrzał z ciekawości na zegarek. Były zaledwie cztery sekundy do siódmej wieczór.
- Dziewiętnasta. O tej porze zwykle grzeczne panienki chodzą do łóżek. Lub jedzą kolację z rodziną.
Aresia zaśmiała się. Widać odebrała jego przestrogę jako żart.
- Wpierw trzeba mieć A i B. A ja nie jestem ani grzeczna, ani tym bardziej nie mam rodziny.
- Przecież Chela jest teraz twoją rodziną – spostrzegł, choć czuł, że tak samo jak ona nie znosi tej starej jędzy.
- Bywa w porządku, ale jej despotyczność mnie denerwuje. Zrobiłaby karierę jako babajaga w przedstawieniach dla dzieci.
- Masz rację, ja też za nią nie przepadam – chyba mógł powiedzieć jej prawdę. Skoro sama się otwierała.
- Naprawdę. A to ci klops. Tutaj wszyscy ją lubią – odparła – mnie niespecjalnie – dodala poprawiając w geście ignorancji włosy.
To dziwne. Spotykał ją często, jednak jeszcze nigdy nie zrobiła na nim takiego wrażenia. Jak to możliwe, że dwoje ludzi i to zupełnie się od siebie różniących, mogą być tak podobni. On miał zawód, dobre pochodzenie, był silnym mężczyzną, w duszy zaś zgorzkniałym, naburmuszonym chamem, ona z kolei z niczym się nie kryła. Ojciec się jej wstydził, matka przedwcześnie odeszła, a sama Aresia miała opinię rozpustnicy i robiła wszystko by, ludzie tak myśleli. Przez moment nawet winszował jej sukcesu.
- Wspaniały widok, prawda? – odpowiedziała niemalże szeptem przysuwając się w jego stronę. Specjalnie usadowił się kilka stóp od niej. Nie powinien kusić złego losu. Nie przyszedł tutaj po to.
- Piękne… słońce – mieszał się jak uczniak na pierwszej randce. Niewiarygodne. Ta dziewczyna go onieśmielała. Pewnie dlatego czuł ten dziwny pulsujący dreszcz, gdyż jeszcze nigdy nie przebywał bliżej z kimś takim jak ona. Aresia nie była przecież nawet kobietą, za jaką chciała usilnie uchodzić. Jednak ta smarkula nie dawała za wygraną, kiedy już odpowiednio zbliżyła się do niego, wsunęła prawą rękę pod koszulę, która zakrywała ramiona i osłaniała podkoszulek. Jego ulubiony element garderoby.
- Co się stało? Boisz się mnie? Przecież masz trzydzieści dwa lata – zaśmiała się – to ja powinnam się bać ciebie.
Drżał coraz bardziej. Jakby był na swoim pierwszym razie. To niepokój, wyrzuty sumienia, czy bóg wie co jeszcze?
- Aresia – odparł w końcu, na wpół niewyraźnie, z powodu suchości w gardle – nie zrozum mnie źle, ale… ja…
- Proszę – nie dawała za wygraną, a jej ręka już nie błądziła bo jego podkoszulku. Wyraźnie dostawała się pod ubranie – pozwól mi to poczuć. Nigdy nie dotykałam mężczyzny z prawdziwego zdarzenia. Tamte młokosy z miasteczka, to jeszcze dzieciaki, poza tym wstydziłabym się z takimi jak oni. Ty jesteś inny. Zawsze podziwiałam cię, jak wychodziłeś do portu i dzielnie walczyłeś z pogodą dowożąc towary i pasażerów. To musi być wyczerpująca praca. Doceniam cię, naprawdę cię doceniam. Ciągle się rozglądałam, za kobietami w twoim życiu. Miałeś ich kilka – pokręciła palcem wskazującym lewej ręki, na znak swojego podziwu – ty mały zboczku. Ale ja wciąż czekałam w ukryciu, czekałam aż przyjdziesz do mnie, Aż nadejdzie ten dojrzały mężczyzna i pokażę mi swój świat dorosłości – w tym momencie wyjęła rękę spod jego podkoszulka, opadła mu na kolana i chwyciła się jego dłoni. Czuła, że Raul nadal drży.
- Co się stało? Nie podobam ci się? Przecież specjalnie, się tak wystroiłam. Mówiłeś, że chciałeś mi coś wyznać?
Przypatrywał się jej błyszczącym w świetle nadchodzącego księżyca oczom. Nigdy nie widział tak szczerego wzroku. Nawet jego matka nie była taka. Aresia była rzeczywiście inna. Prawdomówna, bo nie umiała trzymać buzi na kłódkę. To ją odróżniało od tych wszystkich pseudochrzesciajanek z parafii ojczulka Martina. One były jednakowo bezpłciowe. Zakłamane hipokrytki, łącznie ze zdzirą Arturą. Oprócz Aresii. Aresia nagle okazała się ich zupełnym przeciwieństwem. Poczuł, że powinien ją pocałować, jednak w porę się wycofał. To przecież jeszcze jest dziecko.
- Przepraszam – odepchnął ją – zrozumiałaś mnie nader opatrznie, ale przyszedłem tutaj dlatego, że coś nas łączy. Bynajmniej nie chodziło mi o to – dodał zapinając koszulę, by ręka dziewczyny ponownie tam nie zabłądziła.
- Wybacz, po prostu jestem jaka jestem. Chwalę się, że wiem o seksie więcej niż niejedna małolata, a prawda taka jest taka, że nigdy z nikim nie byłam, sądziłam, że będziesz to właśnie ty.
- To zauroczenie – odparł – wystrzegaj się go. Ono zabija.
- Czemu tak mówisz? Nie wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
- Oczywiście, że nie. Musiałbym być chyba w twoim wieku, by to pojąć.
- Więc po co przyszedłeś? By się ze mnie naigrywać? Chciałeś ze mnie zakpić?
- Nie w tym rzecz – trzasnął butem o ziemię, by odrzucić frustrację, nie lubił kiedy Aresia się denerwowała, miała wtedy taki irytujący głos – rzecz w tym, że... – ściszył trochę głos, po czym zbliżył się do niej – moje życie jest teraz bardzo skomplikowane. Nie mam czasu by ci to wszystko wyjaśniać, ale czuje, że muszę się zabezpieczyć. Aresia, po raz pierwszy cię proszę, abyś trzymała buzię na kłódkę, czy jesteś w stanie to zrobić?
Jak żałośnie musiał się czuć. Nie zaufałby żadnej kobiecie, gdyby nie strach przed nieznanym. Tej nocy położy wszystko na jedną kartę. To może być pojedynek na śmierć i życie. Powinien mieć poparcie, pomimo sprzeciwu w swojej pogardzie dla płci przeciwnej.
- Jeśli tylko dowiem się, o co chodzi?
- Dobrze. Ale nie powiem ci wszystkiego. Dla twojego własnego dobra. Widzisz – zaczął od westchnienia – muszę stąd wyjechać. Nie wiem, na jak długo. Ale po naszym spotkaniu doszedłem do wniosku, że nie mogę cię tutaj zostawić. Zbyt wiele nas łączy. Nie pozwolę, abyś była świadkiem tego, co może się wydarzyć, tym bardziej, że naprawdę zacząłem coś do ciebie czuć. Może to początek wielkiej przyjaźni? Ale i nie o tym przyszedłem rozmawiać – po czym wyciągnął z kieszeni swoich szortów, pieczołowicie zapakowany plik banknotów – to dla ciebie. Jednak, nie waż się ich użyć. Te pieniądze pochodzą z niewiadomego źródła, prawdopodobnie może to być bardzo brudne źródło. Ale błagam, choćby nie wiem co cię kusiło, nie pokazuj ich nikomu.
- Dobrze, ale nadal nic nie rozumiem.
- To nawet lepiej – uśmiechnął się przez chwilę. Aresia naprawdę była taka głupiutka jak mówią – grunt, żebyś zapamiętała moje słowa. Jeszcze jedno. Nie kręć się nigdy w pobliżu posiadłości zmarłego Hurtado. Nie przebywaj w obecności Artury Rodriguez, ani nawet z nią nie rozmawiaj, zrozumiałaś? To zła kobieta. Ona nie jest fair. Zresztą wkrótce się o tym przekonasz. Udawaj, że jej nie znasz i nie pozwól sobą manipulować. Nie daj się wciągnąć w jej grę, nie ty.
- O czym ty mówisz, przecież, to wszystko nie trzyma się kupy!
- Nie musi mieć sensu, ważne, że ja wiem o co chodzi. Zatrzymaj te pieniądze i czekaj tu cierpliwie. Za jakiś czas wrócę po ciebie, zabiorę cię stąd, dobrze? Nawet nie wiesz jak jedna rozmowa z tobą może wiele zmienić. Otwarłaś mój umysł na wiele spraw. Jakie to zadziwiające.
- Ale dlaczego musisz wyjechać?
- Po prostu tak musi być. Nie wypytuj mnie więcej. Lepiej, żebyś wszystkiego nie wiedziała.
- Czekaj – spostrzegła, że ten chce odejść – chyba powinieneś się pożegnać. Nawet jeśli oboje gwiżdżemy na dobre maniery.
- Masz rację, przepraszam – podszedł całując ją w policzek. Jednak to dziewczyna nie wystarczyło. Zatrzymała go kierując się w stronę warg. Po chwili ich usta złączyły się. To było najbardziej erotyczne doznanie w życiu Aresii. Jeszcze nigdy nie całowała się z mężczyzną. Nagle cel, który sobie upolowała został zdobyty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:13:04 10-02-10    Temat postu:

Uwielbiam tą dwójkę kombinatorów . Jak Ty fantastycznie potrafisz pokazać czyjeś uczucia, dążenia, to, co człowiek pokazuje, a co tylko myśli. Dzięki .

A propos "PiM" - nie bój się, wrócę, może szybciej, niż myślisz . Wypatruj odcinka!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ślimak
King kong
King kong


Dołączył: 06 Paź 2007
Posty: 2263
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nysa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 21:49:56 13-02-10    Temat postu:

Oj, prosze mnie tu broń boże nie przeceniać, OKI? Wszyscy wiemy kto tu jest naprawdę dobry . Ja jestem tylko grafomanem dla ubogich, z czym się liczę, czasami mi to nawet nie pasi, ale trzeba sie pogodzić ze swoim grafomaństwem . Tylko nie próbuj protestować .
Nie wiedziałem, czy wrzucać ten odcinek, zważywszy na to, że jest już po terminie, ale postanowiłem mieć już to za sobą, bo z pewnością okaże się on szokujący. Wielki finał spotkania Raula i Artury!

P.S. Odcinek wypatrzyłem, przejrzałem i przycztałem, jeśli tylko mój kompik będzie posłuszny i nie zawali spodziewaj się kolejnego referatu z mojej strony (a jakże, wielkie dzieła, wymagają stosownej analizy) jeszcze dziś!

CXVIII

Kiedy żegnał się z nią, poczuł, że jakąś cząstkę siebie zostawił dla niej. To niewiarygodne, jak jedna osoba może wpłynąć na człowieka. Była jego katharsis. Wreszcie nabrał odwagi, którą tak zatracił w sobie. Nareszcie mógł stawić czoło złu. Szatańskiemu nasieniu, jakie spadło na tę ziemię. Jeszcze kiedyś tym złem mogła być Chela z baru i stary Contensino, dopóki nie nauczył się rozszyfrowywać prawdziwego wroga. Wszystko zaczęło się psuć, kiedy ta dzi**a tu przyjechała. Wywróciła to społeczeństwo do góry nogami. Wmówiła, tym ślepcom, stek kłamstw, które oni łyknęli niczym pigułkę. Ale skończy się mydlenie oczu. Już on tego dopilnuje.
Posiadłość tragicznie zmarłego Hurtado wydawała się większa i chłodniejsza niż zwykle, jakby z tych okien patrzył na niego zmarły duch Bernarda i Marii Eleny, kiedy jeszcze była jego przykładną żoną. Przekroczył próg domu szykując się do decydującej rozgrywki. Popatrzył jeszcze raz na zegarek. Zbliżała się dziewiąta. Tak. Teraz wszystko się rozstrzygnie.
- Zapraszam dalej, zapraszam dalej – usłyszał dobiegający z salonu głos hieny o imieniu Artura Rodriguez. Przełknął ślinę. Już nie pamiętał jak znalazł się w salonie. Niewidzialna siła pchała go impetem naprzód.
- Widzę, że punktualność to cecha tylko rybaków – dodała kpiąco już na samym początku – urzędnicy jakich w życiu spotkałam, nie mieli poczucia czasu. Cóż za ironia nie sądzisz?
- Przestań się zgrywać, nie przyszedłem żartować. Zakończmy tę farsę, raz na zawsze.
- Dużo o tym myślałam, doszłam do wniosku, że możemy się jeszcze dogadać, pod warunkiem, że…
- Odwal się ode mnie, blond dziwko! Nie mam zamiaru być twoim chłopięciem na posyłki. Skończyłem z wykorzystywaniem.
- Na twoim miejscu bym to jeszcze przemyślała – upomniała po raz ostatni – mówimy o naprawdę dużych pieniądzach.
- Nie interesują mnie już twoje brudne pieniądze. Wsadź je sobie w dupę! – krzyknął rzucając resztką banknotów jakie miał w kieszeni.
- No proszę – prychnęła gniewnie – zmieniłeś się nie do poznania. Ale ja i tak wiem, że się mnie boisz.
Jednak tym razem się myliła. Nieoczekiwanie ten rybak nabrał odwagi. Co więcej jego pycha nad nią rosła z każdą sekundą.
- Skończmy z tym raz na zawsze. Jeszcze tej nocy, sierżant dowie się o wszystkim, a później sprawa wyląduje u starosty.
Artura po raz kolejny zbagatelizowała jego słowa. Ponownie poczuł jej śmiech, jej pogardę.
- Chyba nie sądzisz, że dam się na to nabrać? Nie wyglądasz na takich, którzy mieliby coś do powiedzenia. Pamiętaj, że jeśli ty zaczniesz, to ja dokończę – przypomniała, przez co odczuł na sobie lodowaty chłód więziennej celi – będziesz bardzo popularny w więzieniu. Wiesz co robią w stolicy z chłopaczkami z prowincji? Testują ich, w najróżniejszych kombinacjach. Na twoim miejscu, zastanowiłabym się, czy ktoś taki jak ty zdołałby to przetrzymać.
- Dość tego – niestety nigdy nie uczył się na błędach, stracił w końcu nad sobą cierpliwość. I pomyśleć, że wszystko mogło ułożyć się tak pięknie. Ale ta dzi**a musiała wszystko popsuć. Przy niej wyzwalały się te, najokrutniejsze zamiary, burzyła się krew w żyłach, uwalniał się nóż z kieszeni, a pozostałe narzędzia zagłady układały się w kolejce. To był kolejny błąd, jaki jego niedoświadczona natura musiała popełnić. W rzeczywistości w ogóle nie znał Artury Rodriguez.
- Ligia! – rozległ się głos. Raul nie zdążył się już obejrzeć. Odczuwał ogromny ból wymierzony prosto w głowę. Coś jakby uderzenie baseballową pałką. Oblewał go pot, a oczy układały się do snu. Widział już tylko ciemność, a później tylko światła, światła krążące w jego śnie. Stracił przytomność.
- Mój boże! – Ligia nie dowierzała, że to zrobiła. Przez chwilę stała jak posąg, nie ośmieliwszy się wykonać najdrobniejszego ruchu. Tymczasem Artura powoli, układała emocje do kupy. Winszowała sobie, że to jednak nie ona to zrobiła, choć nie miała zbytnio czasu na zastanawianie się nad tym. Jak najszybciej dokonała oględzin ciała. Sprawdziła puls, wydawał się przeskakiwać ze stanu stabilnego na opóźniony. To bardzo dobry znak. Ale zbyt mała ilość krwi, jaka wydostała się z Raula, była bardzo niepokojąca. Cios mógł mieć poważne następstwa dla półkuli mózgowej, a co za tym idzie, poważne schorzenie umysłowe u pacjenta. Jeśli przeżyje, a schorzenie byłoby wyleczalne, mogłoby to wiązać się długotrwałą terapią. Oznaczałoby to dla miasteczka skandal, nabranie braku ufności, jak i chęć odnalezienia winnego, a na to Artura Rodriguez pozwolić sobie nie mogła.
Nie ma czasu. Musi szybko coś wymyślić, inaczej ten gotowy odzyskać przytomność. Nie miała pojęcia o medycynie, a co jeśli to tylko gra na zwłokę. Już widziała takie przypadki. Ogłuszeni, którzy otrzymali silny cios, wstawali jak nowo narodzeni i przystępowali do ataku. Raul był na to gotów. Napędzała go zemsta i odraza jaką do niej czuł. Nie może do tego dopuścić.
Przez chwilę kontemplowała, jednak nie za długo, by Ligia nie zaczęła histeryzować. W jej umyśle zrodziły się najokrutniejsze zamiary połączone z ostatecznością. Sięgnęła wzrokiem do stolika przy sofie. Jeszcze dziś rano naładowała rewolwer nabojami, jakie znalazła na strychu. Stary Hurtado naprawdę był bojaźliwym człowiekiem. Marka wydawała się być dobra i być może zapewniła sobie poczytne miejsce w historii. Oby tylko huk pocisku nie był zbyt głośny, tego też powinna się wystrzegać. Koniecznie.
- Ar-ar-artura – jąkała się Ligia – co ty wyczyniasz?
- Zamknij się Ligia – uciszyła najszybciej jak mogła, współtowarzyszkę, po czym dobyła szufladki. Poczuła się przez chwilę jak pan domu, który wygania intruza. I w rzeczy samej tak właśnie było.
- Nie możesz tego zrobić? Przecież to jest…
- Mówiłam ucisz się! – upomniała ponownie. Szybko odszukała wzrokiem czego by tu użyć jako tłumika. Jest! Znalazła! Poduszka, to jest najodpowiedniejszy tłumik. Naszykowała się do wystrzału. Musi teraz tylko właściwie wycelować.
- Pomóż mi go obrócić – poprosiła łagodnie, by powtórzyć głośniej. Ligia płoszyła się i trzęsła. Niestety Artura nie miała szczęście do przyjaciółek, wszystkie miały albo zasady, albo były świętoszkami od urodzenia. Ona już dawno wrzuciła konwenanse i stereotypy do śmieci. Musi przetrwać, jeśli szykuje się na wojnę, a wojna się właśnie rozpoczęła. Przecież na wojnie zawsze ponosi się ofiary. Raul będzie co najwyżej pierwszą z nich, ale nie ostatnią.
Ligia niezdarnie przewróciła rannego. Artura tylko w myślach powstrzymywała się by jej za głośno nie skarcić. Kiedy już ulokowała właściwe miejsce, z którego nie upłynie za dużo krwi, a będzie one dosyć czułe, pociągnęła za spust…


Ostatnio zmieniony przez Ślimak dnia 17:43:47 19-02-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 21:06:42 17-02-10    Temat postu:

Wybacz Ślimak, że pytam o taką rzecz w tym temacie, ale nie miałem gdzie. Czytałeś trochę "WLK"? Rozumiem, że nie masz pewnie czasu, tak jak ja często pluję sobie w brodę, że nie mogę zacząć nadrabiać Twojej jakże polecanej mi telki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:38:20 18-02-10    Temat postu:

Jestem nieco czepliwa dzisiaj, ale Ligia nie mogła odwrócić denata, chyba, że Artura strzelała do Raula wtedy, jak on już nie żył, a wtedy wcale nie musiała tego robić .

Mamy pierwszego trupa, tak, jak zapowiadałeś. Chyba, że jakimś cudem tuż przed strzałem Raul się obudził i zdążył coś zrobić, ale nie wygląda na to. Przydając Arturze kolejnej porcji ciekawości - w sensie, że jest coraz lepszą postacią i stać ją na wiele - zabrałeś Raula, jedynego jak na razie godnego - chociaż i tak nie do końca - dla niej przeciwnika. Szkoda, bo to duecek był gorący.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ślimak
King kong
King kong


Dołączył: 06 Paź 2007
Posty: 2263
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nysa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 17:46:26 19-02-10    Temat postu:

Fakt, faktem, przewrócenie denata, i jego "zabijanie" byłoby wówczas nie na miejscu. Czy Raul zginął? Dowiesz się tego w swoim czasie, nie mniej nawet gdyby był martwy to jeszcze dałby jej popalić. To moge ci zapewnić. Kto wie, czy czasem Raul Gallegos nie stanie się jej godnym przeciwnikiem po śmierci właśnie?

Zresztą Artura jeszcze spotka godnego siebie przeciwnika. Zdziwiłabyś kim on jest .

UWAGA! FATIMSA ZOSTAJE ZAWIESZONA NA DZIEŃ DZISIEJSZY DO 15 MARCA.

Pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:50:23 19-02-10    Temat postu:

Ślimak napisał:
UWAGA! FATIMSA ZOSTAJE ZAWIESZONA NA DZIEŃ DZISIEJSZY DO 15 MARCA.


Wiesz, jak mnie wkurzyć ;P.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ślimak
King kong
King kong


Dołączył: 06 Paź 2007
Posty: 2263
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nysa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 17:52:05 19-02-10    Temat postu:

Oj tak, cieszy mnie to... BARDZO
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Val
Idol
Idol


Dołączył: 14 Maj 2008
Posty: 1852
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 23:25:11 23-02-10    Temat postu:

Wróciłem, ale do serialu wrócę w tym tygodniu. Na wstępie tylko skomentuję, że zakończenie 3 części jest fantastyczne. Pozdrawiam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ślimak
King kong
King kong


Dołączył: 06 Paź 2007
Posty: 2263
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nysa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 17:59:47 27-02-10    Temat postu:

Witam cieplutko kolejny miejmy nadzieję, że równie gorący powrót!

Pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Val
Idol
Idol


Dołączył: 14 Maj 2008
Posty: 1852
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 21:55:25 10-03-10    Temat postu:

Ślimak, witam serdecznie, Val powraca, bardzo zawstydzony, że dopiero [ale na dowód tego, że jest bardzo pochłonięty życiem masz to, że premiera mojej kolejnej produkcji miała odbyć się w lutym, a odbędzie się w marcu/kwietniu].

Do rzeczy. No chylę czoła i przy tym pochylaniu jednocześnie zachwycam się zakończeniem trzeciej części Fatimsy. Po prostu zrobiłeś to jak zawodowiec. W amerykańskich serialach zawsze gdy kończy się sezon, ma miejsce jakieś zaskakujące wydarzenie [np.: w Melrose Place Kimberly wszystkich wysadziła, w Dynastii Fallon porwało UFO, a w Gotowych na wszystko Mike wziął ślub z zamaskowaną panną młodą, oczywiście z Susan, ale tego dowiedzieliśmy się już potem].Podobnie zrobiłeś tutaj. Wielkie wejscie Artury w życie mieszkańców miasteczka i genialne teksty narratorskie na temat tego co sądzą inni o Marcellu, zwiastujące nam jakby coś przeraźliwego, a jeśli nie przeraźliwego, to z pewnością zaskakującego.

Sam pogrzeb też nie pozostał w cieniu, opisałeś go tak, że czytałem ten odcinek z wielkim zainteresowaniem nie jeden, lecz dwa razy. Ileż głębi w tych różnego rodzaju metaforach i opisach - rozkładająca się powoli Maria Elena, Chela dająca list na drogę Marii Elenie, czy Artura wrzucająca róże - najlepszy był jednak tekst opiosujący, iż Armando wykopał na tyle głęboki grób, by Marii Eleny nie dosięgła żadna wścibska ręka.

Nie lubię chwalić, wolę krytykować, ale w tym przypadku nie można inaczej jak rzecz: To był rewelacyjny, najlepszy odcinek.

Pozdrawiam serdecznie i obiecuję, że wrócę czytać czwartą część, ale nie obiecuję kiedy to uczynię.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ślimak
King kong
King kong


Dołączył: 06 Paź 2007
Posty: 2263
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nysa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 1:46:22 15-03-10    Temat postu:

Val, dziekuję bardzo za pamięć . Ogromnie zachęcam do powrtou, bo najsmakowitszy kąsek kryje się właśnie w czwartej części (uznawanej przez moich pierwszych czytelników za najlepszą), ale oczywiście jaka ona będzie wyjdzie dopiero w praniu.

Val, doskonale wiem, co masz na myśli. Ja właśnie mam pewną kłopotliwą sytuację, którą chce jak najszybciej rozwiązać, póki co, też mnie życie absorbuje .

Dla stałych czytelników zaś wielki powrót!

CXIX

Nowy dzień Fatimsa przywitała bardzo entuzjastycznie. Szybko wstała, przemyła twarz, ubrała jedną ze swoich najładniejszych sukienek i z przygotowanymi kanapkami oczekiwała, nadejścia Marcella. Prace nad „Romeo i Julią” mogły ruszyć pełną parą, po wyborze najważniejszej obsady. Teraz Marcello spełni swoje największe marzenie, nareszcie zostaje usłyszany przez rzesze ludzi. Przestanie być tylko mijanym przechodniem. Tyle jej mówił o sobie, tyle ukazywał, ale ciągle kiedy wypytywała go o więcej, schodził na temat o niej, ślepo opisując jej walory. Fatimsa czasami miała tego dość, ale Marcello był cierpliwym, a przede wszystkim najsympatyczniejszym mężczyzną, jakiego spotkała w życiu. Był zupełnym przeciwieństwem Armanda. Ten był cichy i przewidywalny w swojej gburowatości, a do tego bezczelny, kiedy zbierało mu się na żarty.
- Nie. Nigdy już nie pozwolę, aby stanął mi na drodze – odrzekła, przemywając kubki na poranną herbatę. O mały włos nie stłukłaby jednego, ale w porę powstrzymała swój strach, kiedy ujrzany na oknie pająk olbrzym, okazał się być tylko niewielkim pajączkiem.
- Głuptasie. Chyba nie boisz się takiego maleństwa? – odparła ganiąc się za tak prymitywny strach. Odganiając stworzenie ze swojej posesji, przez chwilę poddawała się zamyśleniom. Często były to poważne rzuty oka wstecz, aż w końcu wylądowała w dżungli razem z Armandem i desperacko próbowała odgonić się od ośmionogiego goliata, jakiego spotkała pewnego wieczora. Prawie podarła wówczas ze strachu koszulę Armanda.
- O czym myśli moja pani Cupuleti – nagle z nostalgicznego nastroju wydobył ją głos Marcella. Jak zwykle zrobił jej niespodziankę i nie zapukał. Czasami przez takie nawyki, nakrywał ją na wpółubraną, lub smacznie śpiąca w łóżku. Lubił obserwować swoją piękną narzeczoną.
- Marcello, ile razy ci mówiłam, żebyś pukał. O mało co, nie zbiłam naczyń – skarciła, na co ten zrobił minkę niewinnego szczeniaka.
- Myślałem, że moja królewna lubi być zaskakiwana.
- Zaskoczyłeś mnie już nazbyt. Siadajmy. Zaraz przyszykuje herbatę. Co masz nowego?
- Kilka dialogów, które już teraz moglibyśmy powtórzyć, a póki co, zaraz po śniadaniu zapraszam cię do baru Cheli. Będziemy polować na Romea.
- Sama nie wiem czy to dobry pomysł – odparła dość chłodno – Chela nawet na mnie nie patrzy. Nie mówiąc już o rozmowie. Od śmierci Marii Eleny minęło sporo czasu, ale wciąż odnosi się do mnie bardzo oficjalnie. Jakby mnie nigdy nie znała.
- Daj jej czas. Po prostu jest teraz na etapie: „co by było, gdyby”. Jeszcze się nie pogodziła ze świadomością, że los odebrał jej Marię Elenę, a zesłał Arturę Rodriguez – kobietę gotową naprawić błędy przeszłości.
- Masz chyba rację – odparła – choć ta kobieta wydawała mi się dziwna od początku. Może zamieniłam z nią parę słów. Ale coś mnie od niej odpycha. Może przypomina mi Aresię, starszą o dwadzieścia lat? – zaśmiała się – nie chciałabym, aby skończyła jako wulgarnie wystrojona paniusia z tonem pudru na twarzy i pokaźnym portfelem. Aresia jest częścią tego miasteczka i taka wizja mi do niej kompletnie nie pasuje.
- Fakt. Pani Rodriguez przesadza ze swoim makijażem i wyniosłością. Ale na przedstawienie i ją zaproszę.
- Lubisz być otwarty na świat, prawda?
- Bardzo. W końcu po indywidualności, pozostaje już tylko samotność, a to najokrutniejsze co może człowieka spotkać.
- Byłeś kiedykolwiek samotny?
To pytanie wydawało się nie na miejscu. Przez moment nastało niepokojące milczenie. Zarówno Fatimsa jak i Marcello, nie mieli odwagi powiedzieć tego na głos. Odpowiedź przecież była oczywista. W końcu Fatimsa postanowiła przyznać pierwsza:
- Byłam wielokrotnie. Jednak po latach rozumiem, że nie właściwie to interpretowałam. Nigdy nie byłam samotna. Jedynie moja buntownicza nastoletnia dusza źle to wszystko odbierała. Miałam mamę, Chelę, przyjaciółki mamy, no i Aresię. A teraz pojawiłeś się ty. Nie, w rzeczywistości, choćbym nie wiem jak chciała się oszukiwać, nigdy nie byłam samotna.
- Ja… ja raczej też – dodał Marcello, choć z trudem przechodziło mu przez gardło to oszczerstwo. To świętokradztwo. Poczuł, że w tej chwili po raz kolejny zadarł z dobrocią Pana. Złamał święty dekalog. Ujrzał przed sobą tablice z góry Horeb i wyryty na nich napis „NIE MÓW FAŁSZYWEGO ŚWIADECTWA, PRZECIW BLIŹNIEMU SWEMU”. Miał wrażenie, że się kurczy, kurczy do rozmiaru robaka, którego trzeba koniecznie zdeptać. A może powinien powiedzieć jej całą prawdę? Nie! Nie wolno mu! Śmiertelnicy by tego nie zrozumieli, tylko Bóg mógł mu wybaczyć. Tylko on mógłby to zrozumieć. Drugi człowiek nigdy go nie zrozumie. Ponownie ujrzał przed sobą zdjęcie. Znów on, tajemnicza kobieta i dziewczynka kurczowo się ich trzymająca. Przeszłość, ta paskudna przeszłość, której nigdy się nie pozbędzie. Nie pozbędzie się, dopóki się nie przyzna.
- Och! – zawołał szukając jak najszybciej jakiejś wymówki. Tak! Znalazł właściwą. Tylko czy jest ona dosyć przekonywująca? – Fati, wybacz, przez swoją nieuwagę zabrałem niewłaściwy tekst. Wiesz co? Możemy robić tak, że umówimy się na herbatę u Cheli, ty tam na mnie zaczekasz, dobrze? To naprawdę ważne. Nie chcę by tego dnia nam coś nie wyszło.
- Jeśli tak uważasz – odrzekła Fatimsa, choć miała wrażenie, że Marcello jakby dusił się. Jakby ściskała go ogromna skorupa.

****

Artura Rodriguez powitała ten nowy, pełen inicjatyw poranek samotnie. Ligia nie pojawiła się od chwili, kiedy nad ranem opuściła posiadłość. Zapewne błąkała się po uśpionym miasteczku, szukając wody święconej w której obmyje swoje grzechy. Nie była przygotowana na taki rozwój wypadków. Artura dopiero teraz uzmysławiała sobie jaką straszliwą zbrodnie popełniła. Z drugiej strony jednak winszowała sobie odwagi, jakiej jej nie zabrakło. Choć z trudem wyzbywała się myśli, że ręka, zadrżała jej przy wystrzale. Wszystko udało się w miarę posprzątać. Pozostał już tylko ostatni problem – ciało. Gallegos należał do atletycznych mężczyzn. Wyrobił sobie mięśnie podczas ciężkiej pracy w porcie, przez co dźwiganie go i uważanie, by nie zostawił widzocznej kałuży krwi, było wyjątkowo trudnym doświadczeniem. Teraz żałowała, że nie zapisała się na jakiś kurs samoobrony. To w jakiś sposób pomogłoby jej zwalczyć kloc jakim niewątpliwie był denat. Kiedy było już po wszystkim poprawiała wygląd w łazience. Podkrążone oczy należało czymś zatuszować. Do tego to nieodparte wrażenie, jakby poczyniła krok tak wielki, że wstydliwość nie pozwala się tym podzielić z resztą. Dziwne odczucie, że stała się kimś, o kim mogła jedynie czytać w książkach kryminalnych. Nieodparcie bawiły ją te lektury. Przypisywała ich autorom banalność i fantazjowanie, podczas gdy właśnie z czytelniczki zmieniła się w bohaterkę takiego kryminału. Dziwne, czuła się tak, jak jeszcze żaden człowiek się nie czuł. To było miłe, a jednocześnie cholernie nieprzyjemne. Jakby to była taka niebezpieczna zabawa. Czyżby wreszcie stanęło przed nią najtrudniejsze zadanie życia? Zacząć walkę o przetrwanie usuwając każdą przeszkodę?
- Bzdura! – krzyknęła do łazienkowego lustra – chrzanienie o brudzie, którego nie da się zmyć. Bzdura! Mydło wszystko potrafi usunąć – zawołała jeszcze głośniej, zanurzając mocno namydlone dłonie w umywalce. Czym prędzej przetarła je ręcznikiem i opuściła pomieszczenie. Od patrzenia na swoje zmęczenie robiło jej się niedobrze.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 36, 37, 38, 39, 40, 41  Następny
Strona 37 z 41

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin