Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Never let me go - [21] 30.06
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:13:18 28-10-12    Temat postu:

Dzięki Justynko [jak dobrze pamietam? ]
To film: Tylko Ciebie chcę, druga część Trzy metry nad niebem. Naprawde fajne filmy!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dull
Generał


Dołączył: 14 Wrz 2010
Posty: 8468
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:24:32 29-10-12    Temat postu:

Dobrze pamiętasz
To może skuszę się na obejrzenie tych filmów, bo ta scenka wygląda całkiem fajnie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:45:03 03-11-12    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

- Martwiałam się o ciebie – oznajmiła Summer, kiedy Brian wszedł do mieszkania. Oparła się o futrynę drzwi prowadzących do salonu i spoglądała na jego zmęczoną twarz.
Brian ściągnął przemoczoną kurtkę i powiesił na wieszaku. Spojrzał obojętnym wzrokiem na kobietę.
- Niepotrzebnie, nic mi nie jest – powiedział z ironią w głosie, co nie spodobało się dziewczynie. Nie chciała, aby ją traktował jak młodszą siostrę Jeffa, z którą nie można szczerze porozmawiać.
- Nie wyglądasz najlepiej Brian – mówiła jednak dalej. Brian oparł się dłońmi o komodę i odważył się spojrzeć na Summer. Jednak nie ją dostrzegł, w oddali zobaczył twarz Emmy. Uśmiechała się do niego. Przymknął na chwilę oczy, a kiedy je ponownie otworzył jej już nie było. W miejscu, w którym widział blondynkę stała zmartwiona Summer. - Nie odnalazła się? - spytała, chociaż wiedziała, że nie powinna.
- Skąd wiesz? - spytał zaskoczony. Przyjrzał jej się dokładniej, czekając na odpowiedź dziewczyny, zauważył jej chwilowe zastanowienie, które przeraziło się w lęk. Zdenerwowała się.
- Dzwoniłam do ciebie do pracy – skłamała. - Powiedziano mi niewiele – oznajmiła i odetchnęła, kiedy zauważyła, że Brian uwierzył, chociaż nie był zadowolony. Zmarszczył brwi i podniósł na nią wzrok.
- Myślałem, że nie chcesz, aby Jeff wiedział o twoim powrocie – zagadnął.
- Martwiłam się o ciebie, nie wróciłeś na noc.
Summer skrzyżowała dłonie na piersi i czekała na jego reakcje. Trudno było jej z nim rozmawiać, zważając na obecną sytuację, powinna się bardziej pilnować. Jednak wiedziała, że gdyby nie zaczęła tego tematu, on sam by go nie podjął. Chciała mu pomóc, chociaż nie wiedziała jak. Nie mogła na niego patrzeć, wyglądał jak zbity pies, był mu jej szkoda. W tej chwili pożałowała układu, który zawarła z Jeffem. Przymknęła zmęczone powieki. Była zdesperowana, nie wiedziała co powinna zrobić. Chciała raz na zawsze skończyć ze swoim mężem, ale czyim kosztem?
- Nie jesteś moją żoną – zauważył Brian i ruszył w stronę swojej sypialni.
- Nie to miałam na myśli – zaczęła się tłumaczyć, ale Brian jej już nie słuchał. Wszedł do swojej sypialni zamykając za sobą drzwi. - Mogę ci pomóc jej szukać – oznajmiła wchodząc bez pukania do jego pokoju. Brian w tym czasie pozbył się podkoszulka, a ona bacznie zilustrowała jego nagie, dobrze wyrzeźbione plecy. W tej chwili pożałowała, że weszła bez pukania. Wyrzuciła z głowy myśli, które jej się nasunęły i spojrzała na niego jeszcze raz z obojętnością. W tej samej chwili Brian się odwrócił.
- Co? - wyrzucił tylko z siebie zaskoczony jej propozycją.
- Jesteśmy w podobnym wieku – zaczęła mówić. - Poza tym sama wiele razy uciekałam z domu, znam kilka miejsc.. - oznajmiła. - Ciekawych miejsc – poprawiła się, gdy Brian spoglądał na nią, jakby nie mówiła poważnie. Zdziwiła się, że Jeff potrafił to wykorzystać, a on sprawiał wrażenie, że to nie jest dobry pomysł i nieskuteczny.
- Je obracałaś się w innym towarzystwie – powiedział. - Ona ćpała – wyjaśnił, kiedy spojrzała na niego pytająco. Podszedł do komody i wyciągnął czystą koszulę, musiał się odświeżyć. - Coś jeszcze? - spytał, gdy Summer nadal stała w miejscu, myślał, że wyraził się jasno.
- Skąd pewność, że ja nigdy nie brałam?
Posłał jej surowy wzrok, a ona tylko się lekko uśmiechnęła i wzruszyła ramionami.
- W tym wieku wiele można zrobić, aby zwrócić czyjąś uwagę.
- Nie wspominaj o tym tylko bratu – ostrzegł ją, a na jego twarzy pojawił się mały uśmieszek. Pokiwał przecząco głową nadal się podśmiewając.
- Z nim to nigdy niewiadomo. - Summer machnęła ręką. - Może i o tym wie? - Brian spoważniał i spojrzał na nią. - Nie ważne – zbyła go. - Zrobię ci coś do jedzenia – oznajmiła jeszcze i wycofała się z pokoju zamykając drzwi. Za drzwiami skrzyżowała ręce, z niedowierzania zaprzeczyła głową. Grała nie fair, wobec jednego jak i drugiego, nie wiedząc po której stanąć stronie.

***

Jeff odłożył telefon, kiedy kolejny raz usłyszał pocztę. Oparł się wygodniej o oparcie swojego skórzanego fotela i rozmasował zmęczone skronie. Może to dobrze, że nie odebrała. Co miał jej powiedzieć? Cześć, co słychać? Nie mieściło mu się w głowie, do czego chciał się posunąć. Sądził, że już dawno o niej zapomniał, a teraz samo wspomnienie o niej wróciło ze zdwojoną siłą. Kochał tą kobietę. Kochał jak wariat. A dopuścił do tego, że od niego odeszła. Próbował z tym żyć, dawał radę odsuwając się od znajomych, jednak tracił grunt, zwłaszcza jak się dowiedział o jej zdradzie z najlepszym przyjacielem. Do tego go to zepchnęło? Chciał, aby Brian poczuł się tak samo jak on, nie mając nikogo przy sobie. Nie przypuszczał tylko, że odebranie mu Zoey będzie tak trudne, dlatego musiał wymyślić coś innego. A Emma spadła mu z nieba.
- Niech to szlag! - walnął pięścią w stół, zdając sobie sprawę, że wszystko nie idzie po jego myśli. - Cholerna dziewucha – powtarzał spoglądając na jej teczkę. Przeglądał ją po raz kolejny mając nadzieję, że coś znajdzie, mimo iż prawie całą znał na pamięć.
- Co cię tak zdenerwowało?
Do jego gabinetu weszła jedna z pielęgniarek. Jeff spiorunował ją wzrokiem, za to że znowu wchodzi bez pukania jak do siebie, jednak kobieta udała, że tego nie widzi. Z jej ust nadal nie schodził uśmiech, którym go irytowała.
- Mogłabyś zapukać – oznajmił mężczyzna.
- Wybacz – rzuciła tylko, a po chwili usiadła na fotelu naprzeciw niego kładąc teczkę na jego biurku.
- Nie mówiłem, abyś usiadła, a tym bardziej, abyś się rozgościła – powiedział, gdy zauważył jak poprawia się w fotelu zmieniając pozycję na nieco wygodniejszą. - Co to jest? - spytał sięgając po dokumenty. - Oh! - wyrwało mu się przeglądając teczkę. - Już zapomniałem, że mamy problemy z Tiffany. Jak ona się czuje? - zapytał, zrozumiawszy, że sprawa Emmy pochłonęła go całkowicie. A właściwie nie jej sprawa, a chęć zemsty na Brianie. Upomniał się w myślach, że na pierwszym miejscu powinna znaleźć się jego praca.
Kobieta wzruszyła ramionami.
- To Zoey jest jej lekarzem, jej powinieneś spytać. Ja tylko dostarczyłam ci jej dokumentację, jak Zoey mnie prosiła – wytłumaczyła kobieta.
- Czemu Zoey nie mogła tego zrobić? - zapytał. Nie przypominał sobie, aby ostatnio o coś się pokłócili, skoro najwidoczniej nie chciała się z nim widzieć. Spojrzał na nią wyczekująco.
- Jest późno – oznajmiła odwracając głowę w stronę okna – a ona miała jeszcze coś do załatwienia. - Jeff odetchnął.
- Dziękuję Olivio. - Posłał jej ciepły uśmiech. - Czy coś jeszcze? - spytał, gdy nadal siedziała wygodnie w fotelu.
- Myślałam, że porozmawiamy.
- Chodzi o pracę? Coś nie tak? - zapytał. Splótł dłonie i ułożył na blacie, bawiąc się palcami.
- Dobrze wiesz, że nie.
- Więc, myślę, że możesz już iść. Mam sporo pracy jeszcze.
Olivia spojrzała na niego, była zła, że ją tak po prostu zbywa. Jeff spojrzał na nią, a kiedy nie ruszyła się z miejsca odwrócił wzrok na drzwi, dając jej do zrozumienia, że powinna już wyjść.


[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Ayleen dnia 23:18:23 03-11-12, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:56:03 03-11-12    Temat postu:

Summer znalazła się między młotem a kowadłem. No i w sumie nic w tym dziwnego, pytanie tylko na co się zdecyduje i co będzie mniejszym złem. A może Brian się wszystkiego domyśli, albo plan Jeffa w jakiś inny sposób wyjdzie na jaw?
No i czy mi się wydaje, czy Brian jej się podoba? Ale z drugiej strony, komu by się nie podobał
A Jeff... irytuje mnie coraz bardziej. Jest tak pochłonięty zemstą, że nie wie co sie wokół niego dzieje. Mimo wszystko mam nadzieję, że w końcu oprzytomnieje i wyjdzie jeszcze na prostą
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:59:58 03-11-12    Temat postu:

Dzięki Aga.
Muszę powiedzieć, że sama mama mieszane uczucia już do tego opowiadania. A najbardziej denerwujące jest to, że jak chciałam napisac tu odcinek parę dni temu, to nie wiedziałam od czego zacząć i myślałam o usunięciu, a teraz dodaję nowych bohaterów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:14:00 03-11-12    Temat postu:

Nie! Nie usuwaj!! To by było straszne nie móc dowiedzieć się jak to się skończy.
Chociaż, szczerze przynam, że mam to samo z fallen. Otwieram, żeby pisać i czarna dziura, a jak już coś mi się uda sklecić to wychodzi na to, że dodaję nowych bohaterów
Powrót do góry
Zobacz profil autora
madoka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2010
Posty: 30685
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:53:41 04-11-12    Temat postu:

Właśnie, właśnie - cokolwiek by się działo nie usuwaj. Bo to opowiadanie jest naprawdę znakomite W szczególności Brian, którego myśli krążą obecnie tylko i wyłącznie wokół Emmy. Kurczę strasznie mi go jakoś szkoda. Tym bardziej, że ucieczkę dziewczyny traktuje jako zawodową porażkę. Od samego początku zależało mu bowiem i na jej zdrowiu, i szczęściu. A teraz pozostała się tylko pustka. Swoją drogą, bardzo, ale to bardzo liczę, że kolejny odcinek zostanie poświęcony właśnie Emmie. Co do drugiej części, to hmm...Zastanawia mnie ta cała Olivia. Czego chce tak właściwie od Jeffa? I jaką rolę odegra w jego życiu?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:21:31 04-11-12    Temat postu:

Eillen napisał:
Nie! Nie usuwaj!! To by było straszne nie móc dowiedzieć się jak to się skończy.


Co prawda mimo iż pojawiają się jacyś nowi bohaterowie, od samego początku wiem co sie stanie z Brianem i mimo iż myślałam, aby to zmienić, myślę że akurat w tym będe się trzymac planu pierwotnego, chociaz ciężko będzie. Więc może dotrwam do końca.

Dziękuję Moniko. Myślałam, aby Emma już sie zjawiła, ale pomyślałam, żeby jeszcze to przetrzymać do następnego, więc w kolejnym na pewno będzie Emma.

Dodając Olivię, pomyślałam nad nią bardziej, więc będzie się kręcić przy Jeffie. Nie wiem czy ktoś pamięta, ale kiedyś wspominałam o jednym z lekarzy, który zajmował się Emmą; Olivia zyskała to samo nazwisko.


Ostatnio zmieniony przez Ayleen dnia 18:23:47 04-11-12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:55:22 31-12-12    Temat postu:

Mam nadzieję, że nie postanowiłaś usuwać tego opowiadania i wrócisz niebawem z dalszym ciągiem, bo ja tu ciągle czekam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:37:40 21-04-13    Temat postu:

W ostatnich dwóch odcinkach:
* Brian nie może się otrząsnąć po tym jak Emma mu uciekła. Ciągle się zastanawia nad listem, który mu zostawiła „Przepraszam Brian. Wiem, że będziesz na mnie zły, kiedy będziesz to czytał. Chcieli ze mnie zrobić wariatkę, ale im się to nie uda. To nie jest miejsce dla mnie. Ja po prostu zgubiłam drogę, którą powinnam iść, a wszystko przez to, o czym się dowiedziałeś kilka dni temu. Muszę się sama z tym uporać. Ty również na siebie uważaj. To wszystko jest ukartowane. Emma. „
* Zoey martwi się o ukochanego, namawia go do odnalezienia Emmy.
*Jeff na własną rękę szuka Emmy, czyt. prosi o pomoc Summer, aby odnalazła dziewczynę.
*Jeff i Summer szczerze rozmawiają: Summer dowiaduje się, że była kontrolowana przez brata [jej nowo poznani znajomi Matthew i Amber]; wyznaje jej, że starał się ponownie zdobyć Haley, ale kobieta go odrzuciła.
*Summer martwi się o Briana. Oferuje mu swoją pomoc, jednak sama nie wie po której stronie powinna stać.
*Jeff dzwoni do Haley, ale kobieta nie odbiera. Myśli nad swoim życiem. Pragnie zemsty wobec Briana, chce aby został sam, jak on niegdyś.

Odcinek 18

Jeff spojrzał na brunetkę, którą trzymał w objęciach. Kiedy jednak kobieta się poruszyła przymknął oczy udając, że śpi. Zastanawiał się czy nie popełnił błędu po raz kolejny w ostatnim czasie. Doskonale zdał sobie sprawę, że nie zachowywał się jak on.
- Wiem, że nie śpisz – powiedziała szeptem brunetka i odwróciła lekko głowę w jego stronę. – Czym się zamartwiasz? – spytała, a dłonią delikatnie ujęła jego podbródek. – Jeff, przecież widzę.
Mężczyzna nie odpowiadał, a Olivia zrezygnowała. Uniosła się, a on przyciągnął ją do siebie.
- Nie chcę, abyś szła – mruknął całując ją w czoło. – Nie chcę być sam.
- Sam do tego doprowadziłeś – odparła. Spojrzała na Jeffa i pokiwała głową. – Co się dzieje? – spytała opierając brodę na jego klatce piersiowej. Jeff przymknął oczy odchylając głowę do tyłu, dając jej do zrozumienia, że nie chce rozmawiać. – Wiesz, że sam jesteś sobie winien. – Spojrzał na nią pytająco.
- Do czego zmierzasz?
- Mówię o tym, że nie bez powodu ludzie cię opuścili.
Jeff uśmiechnął się krzywo i spojrzał z niechęcią na Olivię. Widząc jej duże brązowe oczy, pełne szczerości odrzucił ją od siebie i podniósł się z łóżka. Przystał przy oknie odsłaniając żaluzje, a promienie słoneczne wpadły do pomieszczenia.
- Za dużo wiesz – mruknął.
- To dlatego już ze sobą nie sypiamy – stwierdziła pewnie, na co Jeff się odwrócił. Uśmiechnął się przewracając teatralnie oczami. – Nie ma co ukrywać – odparła wzruszając ramionami. Poprawiła się na łóżku opierając się o jego oparcie. – Po tym jak cię wzięło na zwierzenia, nie zadzwoniłeś, a w pracy unikasz mnie jak ognia. – O co chodzi tym razem?
- Nie rozumiem o co pytasz – oznajmił odwracając twarz.
- Widzę, że masz problemy. Widzę też, że twoje kontakty ostatnio osłabły z doktorem Hastingsem. – Spojrzała na niego pytająco.
- Spostrzegawcza jesteś – zauważył Jeff przysuwając się do kobiety. – Co jeszcze widzisz? – spytał dotykając delikatnie jej ust swoimi wargami.
Jeff uśmiechnął się pod nosem, kiedy chciała go pocałować. Przez chwilę się z nią drażnił, aż w końcu wpił się nachalnie w jej usta. Przycisnęła go bardziej do swojej szyi, kiedy pocałunkami schodził coraz niżej. Uśmiechnęła się.
- Powiesz mi? – spytała pomiędzy jego pocałunkami. Zatrzymał się, a ona czuła jego szybszy oddech na swoim ciele. Odsunął się od niej upadając na łóżko tuż koło niej.
- Chciałem, aby Hastings – zaczął podkreślając nazwisko przyjaciela – stracił swoją reputację, a także kogoś na kim mu zależy, aby został sam, a wszystko się skomplikowało.
- Wszystko jeszcze możesz odwrócić – szepnęła Olivia. – Wszystko może być jak dawniej.
- Olivia – mruknął przyciągając ją do siebie. Musnął delikatnie jej czoło, a ona wtuliła się w niego. – Miał romans z Haley, to ma być przyjaciel?
- To nie znaczy, że musisz go zniszczyć – odezwała się cicho. Spojrzała na Jeffa, czekając na jego odpowiedź. – Nie jesteś taki.
- Jestem – oznajmił. – W końcu jestem Taylor. – Puścił jej oczko, które zignorowała. – Dobrze wiesz, co chcę przez to powiedzieć.
Olivia przymknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Ponownie ją poniosło. Wiedziała, że Jeff znowu ją wykorzysta i za chwilę będzie udawał, że między nimi nic nie było, a ona będzie to wszystko przeżywała. Przez ten czas nie potrafiła mu się oprzeć. Pokiwała przecząco głową i otulając się w pościel wyszła z łóżka, zbierając po drodze swoje rzeczy.
- Co znowu? – spytał chłodnym tonem, ale kobieta zniknęła za drzwiami.

*

Blondynka rozejrzała się po tłumie zabieganych ludzi. Spoglądała smutnym wzrokiem na żegnających się ludzi, albo witających. Jedni płakali rozstając się z najbliższymi, drudzy płakali z radości, że widzą tych, za którymi tak tęsknili. Na jej policzku znalazła się jedna, samotna łezka, którą szybko otarła.
Odstawiła na bok małą torbę podróżną, w której miała najważniejsze rzeczy. Nie sądziła, że uda jej się znaleźć w domu niezauważalnie i wziąć kilka drobiazgów. Mimo to nie miała wyjścia, nie miała pieniędzy, a były jej potrzebne. Musiała się oderwać od tego wszystkiego, musiała stąd uciec. To było jej jedyne rozwiązanie. Siadając na jednym z niewygodnych krzeseł lotniskowych spoglądała na swój bilet, w jedną stronę.
Siedziała i czekała. Co chwilę zerkała na wielki zegar, który wskazywał godzinę. Miała dobrą godzinę do odlotu. Odchyliła głowę do tyłu i przymknęła swoje zmęczone oczy. Od jakiegoś tygodnia zbyt wiele nie spała, budząc się, albo nie mogąc w ogóle spać. Wiedziała, że nie robi najlepiej.
Wróciła do swoich wspomnień, które ją tak bolały. Przypomniała sobie pierwsze zauroczenie Gabrielem, pierwsze potajemne spotkania. Pierwsze uśmiechy, łzy. A potem tylko łzy. Zrobiła źle, skrzywdziła siebie, Gabe i swoją siostrę Riley. Kiedy zrozumiała swój błąd było zbyt późno na jakąkolwiek poprawę. I nagle straciła wszystko. Cierpiała, nikt jej nie rozumiał, nikt nie rozumiał jej bólu. Najłatwiej było uznać, że zwariowała. Stała się wariatką. Nie, to oni chcieli zrobić z niej wariatkę. Zatęskniła za swoją matką, gdyby teraz żyła, pomogłaby jej.
Z jej oczu mimochodem zaczęły płynąć słone krople. Nie otarła ich, tylko pozwoliła im swobodnie płynąć na jej rozgrzanych policzkach. Na chwilę otworzyła zamglone oczy. Ujrzała przed sobą przystojnego bruneta, uśmiechnął się do niej. Uśmiechał się do niej tak, jak za pierwszym razem. Zamrugała oczami, jakby nie wierząc, że to prawda. A kiedy otworzyła je ponownie jego już nie było. W tym momencie za nim jednym tęskniła, naprawdę za nim tęskniła.
Wyciągnęła z kieszeni telefon komórkowy i wybrała jeden numer.

*

Rozmasował delikatnie swoje skronie. Przez ostatni tydzień był ciągle zmęczony, w dodatku nie mógł spać. Ciągle myślał o Emmie, zastanawiając się gdzie popełnił błąd. Sądził, że wszystko idzie po jego myśli. Udało mu się przekonać dziewczynę do siebie, myślał, że zdążyła mu zaufać i że wyjaśni mu wszystko. Mylił się. Emma nie otworzyła się przed nim. Znał tylko namiastkę jej historii. A wszystko o czym mu mówiła, nie składało się w logiczną całość. Wierzył jednak, że nie zwariowała. Najwidoczniej potrzebowała więcej czasu niż przypuszczał.
- Mogę? – usłyszał, a w drzwiach dostrzegł uśmiechniętą Zoey. Nawet nie słyszał, kiedy kobieta zapukała, ani kiedy weszła.
Kompletnie zatracił się przy Emmie. Nie potrafił o niej nie myśleć. Ciągle miał ją w głowie. Martwił się o nią. Miał nadzieję, że w końcu ją zobaczy, że się odnajdzie.
Brian kiwnął głową, a Zoey usiadła w fotelu naprzeciw niego.
- Dawno się nie widzieliśmy – oznajmiła kobieta. Spojrzała na niego i się lekko uśmiechnęła.
Zoey wiedziała jak to bardzo przeżywał, czuła, że uznał to za swoją porażkę zawodową, ale także naprawdę martwił się o tą dziewczynę. A ona? Ona tęskniła za nim coraz bardziej. Chciała mu pomóc, tylko nie wiedziała jak. Nie byli ze sobą tak blisko jak jeszcze niedawno.
- Jak się trzymasz? – zapytała nieśmiało.
- Jest dobrze – rzekł Brian i posłał jej uśmiech. – Coś się stało? – zapytał i spojrzał na teczkę, którą mocno trzymała w dłoniach. Ściskała ja tak mocno, że jej ręce zrobiły się czerwone, a ona jakby zapomniała, że trzyma tą teczkę. Zoey spojrzała na mężczyznę i przez dłuższą chwilę przyglądała się jego zmęczonej twarzy. – Zoey? – zapytał z uśmiechem. – O co chodzi?
- Przepraszam – mruknęła i pokiwała głową. – Zamyśliłam się.
- Widzę właśnie. O co chodzi?
- Nie, nic – odparła szybko i zmieniła temat. – Przyniosłam ci dokumentację Trey, zajęłam się nim przez ostatnie parę dni. Pomyślałam, że chciałbyś wiedzieć o jego dalszym przebiegu.
Brian ukrył twarz w swoich dłoniach.
- Jestem tu codziennie, całymi dniami, nocami, a zapomniałem najważniejszym. Co ze mnie za lekarz?
- Brian, wszyscy wiemy, że martwisz się o Emmę i to rozumiemy. Dlatego co pomogłam. – Podała mu w końcu teczkę i się uśmiechnęła. – Wszystko na razie jest w porządku, myślę, że chłopak ostatnio poczuł się lepiej. Pozwolił sobie nawet na odwiedziny, jego babka u niego była.
- Pani Simson – wypowiedział. – Pewnie się cieszyła. Trey rzadko kiedy chce się z nią widywać, a kobieta przychodzi tu jakiś czas, mając nadzieję. Dziękuję Zoey. – Wyciągnął swoją rękę w jej kierunku i delikatnie dotknął jej dłoni. – Naprawdę dziękuję.
Spojrzał na kobietę, która była mu najbliższa. Mimo całego tego bałaganu, tęsknił za Zoey, chociaż chyba nie potrafił się do tego przyznać. Wiedział, że w ostatnim czasie nie zachował się w porządku. Chciał ją zostawić i wyjechać, jak jakiś tchórz, dopiero teraz to zauważył. Ale kiedy w końcu został, nadal zachowywał się źle w stosunku do kobiety. Odepchnął od siebie kobietę, z którą był od wielu lat, kobietę, która była przez ten czas dla niego najważniejsza.
- Masz jakieś plany na dzisiaj? – spytał. Zoey spojrzała na niego pytająco, a po chwili się uśmiechnęła. – Przepraszam – przerwał jej, gdy chciała się odezwać słysząc swój telefon. Dostał sms’a:

Wiadomość.
Nieznany numer 17:03

Jestem na lotnisku. E.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:29:59 21-04-13    Temat postu:

Zacznę od tego, że ogromnie się cieszę, że wróciłaś z nowym odcinkiem! Już myślałam, że razem z Madzią i Moniką zostawiłyście nas i nie wrócicie, ale skoro Ty wróciłaś, to może i one niebawem uszczęśliwią nas kolejnymi odcinkami swoich dzieł Oby, bo strasznie tu ostatnio pusto!
Ale do rzeczy. Hmmm... Czytając scenę z Jeffem odniosłam wrażenie, jakby męczyły go wyrzuty sumienia i dotarło do niego, że postępuje wbrew sobie. Na chwilę obecną chyba wolałabym, żeby już do końca pozostał "czarnym charakterem" no ale zobaczymy jak to się dalej potoczy ;D Brian z kolei uświadomił sobie jak ważna jest dla niego Zoey. Oboje tęsknią za sobą i już się wydaje, że zrobią malutki kroczek naprzód by poprawić swoje relacje i spróbować odbudować to, co ich łączyło jeszcze niedawno, kiedy Brian dostaje wiadomość od Emmy. Domyślam się, że mój ulubiony pan doktor jak na złamanie karku pogna na to lotnisko i mam przeczucie, że zabierze z sobą Zoey... a może jednak nie? Hmmm... nie wiem, ale cieszy mnie, że Emma jednak mu ufa i chyba wreszcie pozwoli sobie pomóc.
I jeszcze tak na koniec dodam, że mam nadzieję, iż na kolejny odcinek nie będzie trzeba tak długo czekać
Pozdrawiam, Aga ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:45:07 22-04-13    Temat postu:

Ja tu jeszcze bywam czasami i przeglądam co nieco, ale ostatnio nie miałam zbyt wiele czasu na forum. Poza tym rzeczywiście, pustki się robią, a szkoda. A odcinek wprawdzie byl napisany i sobie leżał po prostu, więc pomyślałam, że nie powinien się marnować.
Pozdrawiam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:29:12 04-06-13    Temat postu:

Będziesz jeszcze pisać to opowiadanie? Powiedz, że tak, proszę bo ja ciągle czekam na ciąg dalszy ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:46:56 02-09-13    Temat postu:

Witam! Jestem z nowym odcinek. Nie jest on powalający, no cóż... dawno nic tu nie pisałam, straciłam motywację, chociaż staram się pociągnąć to, w pomysły, które miałam dawniej, co do losów bohaterów. Przepraszam za błędy. I miłego czytania.

Odcinek 19

Przechodząc przez mały salonik, w którym pacjenci mogli spędzać wolny czas zauważyła starszą kobietę. Marietta uwielbiała spędzać tutaj czas. I mimo iż nie rozmawiała z innymi, lubiła ich obserwować.
- Nie powinna pani być już w łóżku? - spytała Zoey przysiadając obok kobiety. - Jest już późno.
- Pani też powinna już wracać do domu – stwierdziła Marietta. Spojrzała na Zoey, ale ta odwróciła twarz.
Nie miała dokąd wracać, pomyślała. Rozmawiając z Brianem, miała nadzieję, że spędzą razem wieczór, zwłaszcza jak zapytał, czy ma plany na dzisiejszy dzień. Ale tak się nie stało. Dostał jeden telefon i już go nie było. Nawet nie powiedział słowa, dokąd się wybiera. Po prostu wyszeptał ciche: muszę iść. I poszedł. Zostawił ją, kolejny raz.
Ostatnio sobie nie radziła. Musiał to przyznać. Męczyła ją bliskość Briana. Kochała go nadal, mimo iż ją skrzywdził. Nie chciała być tylko jego przyjaciółką, pragnęła czegoś więcej, chciała, aby było jak dawniej. Wiedziała, że już tak nie będzie i musiała się z tym pogodzić, ale nie potrafiła. Ciągle mimo wszystko miała nadzieje...
- Ja nie mam dokąd wracać – oznajmiła smutnym głosem. Spojrzała przed siebie pustym wzrokiem. Zamrugała kilka razy, aby się nie popłakać. - Myślałam o wyjeździe – szepnęła cicho. Odwróciła twarz w stronę pani Stern. Nie wiedziała dlaczego jej to mówi. - Chyba sobie nie radzę – kontynuowała.
Zoey byłą silną kobietą. W pełni zawsze wiedziała czego chce i brnęła w to jak najdalej. Jednak z czasem stawała się bezsilna. Traciła swoją determinację, swoją pewność.
- Ucieczka nie jest dobrym pomysłem.
- Ja nie uciekam – zaprzeczyła szybko. - Muszę odpocząć i nabrać dystansu do tego wszystkiego. Chciałam mu pomóc, ale najwidoczniej nie umiem.
- Zoey, biedactwo. - Marietta przygarnęła ramieniem do siebie kobietę. Delikatnie pogładziła jej ciemne włosy, jak babcia wnuczkę. - Nie powinnaś się poddawać. Doktor Hastings darzy cię uczuciem, po prostu pogubił się tak, jak teraz ty powoli się gubisz. - Zoey wzięła głęboki oddech. - Wszystko się ułoży. Nie wolno ci się poddawać.
Zoey pokiwała głową, choć nie była pewna tego co mówi starsza kobieta. Nic nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać.
- Co z Tiffany? - spytała nagle kobieta, chcąc zmienić temat. Nie chciała patrzeć, jak kobieta się rozkleja całkowicie. - Nie widziałam jej od tego dnia.
- Ma się już dobrze, dochodzi do siebie.
Zoey uniosła się do bardziej siedzącej pozycji i wytarła swoje mokre od płaczu policzki. Spojrzała na Mariettę i się lekko uśmiechnęła, dziękując bez słów.
- Jednak nie wróci już do nas. Cooperowie chcą ją zabrać, stwierdzili, że to nasza wina.
Zoey skrzywiła się. Cooperowie zawsze pokazywali jak szpital im się nie podoba. Nie rozumiała też, dlaczego tak długo czekali na to, aby przenieść swoją córkę. I dlaczego aż tak bardzo teraz dopiero przejęli się jej stanem. Rzadko ją odwiedzali. A jak już byli tutaj, częściej narzekali na warunku szpitalne niż spędzać czas z córką.
- Tiff często narzekała na matkę, dlatego uciekła z domu. Wspominała jak ojciec podporządkuje się matce, nie mając swojego zdania. - Zoey spojrzała na Mariettę zaciekawiona. - Czasem rozmawiałyśmy – oznajmiła widząc pytające spojrzenie Zoey. - To znaczy, Tiff mówiła. To byłą dziwna dziewczyna, zagubiona. Czasami sympatyczna, innym razem samotna, a także zła. - Zamilkła na chwilę. - Często jednak przybierała maskę tej zimnej, wrednej Tiffany. Wtedy też mówiła, że matka ją tego nauczyła.
Zoey pokręciła głową. Lubiła Tiffany mimo jej charakteru. Wiedziała, że gdzieś w środku jest dobra dziewczyna, po prostu to skrywała. Chciałą zwrócić na siebie uwagę.
- A co z Emmą?
- Myślę – zaczęła Zoey – że to od niej Brian miał telefon. Mam nadzieję, że się odnajdzie – powiedziała szczerze i się uśmiechnęła. Mimo iż życzyła tej dziewczynie wszystkiego dobrego, ukłucie zazdrości pojawiało się coraz bardziej.

*

Zwolnił, kiedy znalazł się na lotnisku. Spojrzał w miejsce, gdzie ludzie wchodzący i wychodzący się mijali. Dopiero teraz zastanowił się co dalej. Nie pomyślał o tym. Po odczytaniu tego krótkiego esemesa, po prostu wyszedł ze swojego gabinetu. Wyszedł zostawiając Zoey sama bez słowa wyjaśnienia. Poczuł się dziwnie. Źle robił. Kobieta się martwiła o niego, troszczyła, a on był wobec niej obojętny.
Odrzucił jednak szybko myśli o Zoey. Nie czas na to, pomyślał. Gdzieś w środku byłą Emma. Siedziała tam sama czekając na samolot. Dlaczego chciała się z nim spotkać? Co on ma zrobić? Zabrać ją znowu do szpitala? Zadzwonić do jej rodziców? Nie. Tego akurat nie może zrobić. Zaufała mu wysyłając tą wiadomość, nie mógł jej zawieść.
Wziął głęboki oddech i wszedł. Rozejrzał się po pomieszczeniu, ruszył w stronę poczekalni i dostrzegł ją, samą, siedzącą wśród ludzi. Ruszył w jej kierunku. Gdy był tuż obok niej, usiadł cicho na krześle, tak że go nie zauważyła. Emma siedziała oparta o to niewygodne krzesło z przymkniętymi oczami. Spojrzał na jej spokojną twarz, na jej mokre jeszcze policzki od płaczu. I dopiero teraz dał się zauważyć. Dotknął delikatnie jej dłoni. Emma się ocknęła. Otworzyła oczy i spojrzała na mężczyznę.
Wpatrując się w niego miała ochotę rzucić się na niego, wtulić w jego ramiona. Wahała się, czy powinna. Coś ją ciągnęło do tego, ale rozsądek jej na to nie pozwalał. Uśmiechnęła się tylko blado, jakby chciała za wszystko przeprosić. Za to, że sprowadziła na niego kłopoty. Okłamała go. Chciała mu powiedzieć prawdę, ale się bała. Tak wiele skomplikowała. Od początku nie tak miało być. Nie sądziła jednak, że obdarzy go sympatią, zaufaniem. Zaufał jej, ona powoli zaczęła ufać jemu. Zaczęła mu opowiadać o sobie, o tym co się wydarzyło. Z czasem uznała, że nie może mu wszystkiego powiedzieć, nie mogła. Z czasem do tego wszystkiego wdarły się kłamstwa, z którym nie umiała się wyplątać.
Ona sama się pogubiła w tym wszystkim.
- Dlaczego? - zapytał Brian. Spojrzał na nią oczekując odpowiedzi, ale blondynka milczała.
- Potrzebuję pomocy – wyszeptała tylko.
Brian otoczył ją ramieniem i zabrał. Nie pytał o nic, chciał jej pomóc. Nie wiedząc w co brnie.
Zabrał ją do pobliskiego motelu. Chciał jechać do swojego mieszkania, ale w nim była Summer, nie sądził więc, aby to był dobry pomysł. Nie wiedział, gdzie mógłby się z nią podziać.
Ułożył blondynkę delikatnie na łóżku i przykrył ją kocem. Dotknął dłonią jej rozgrzanego policzka i przysiadł na brzegu łóżka. Przez chwilę spoglądał na jej spokojną twarz. Kiedy się ocknął zastanowił się nad tym, co powinien zrobić dalej. Wyciągnął swój telefon komórkowy i odnalazł numer Jeffa. Patrzał na wyświetlacz, na którym widniało imię jego przyjaciela, pokiwał głową. Nie mógł do niego zadzwonić, nie mógł też zadzwonić do Zoey. Odłożył telefon rozumiejąc, że nie ma nikogo do kogo mógłby zadzwonić informacją, że ją znalazł.
Brian podniósł się. Dostrzegł swoją zmęczoną twarz w lustrze i zmierzwił swoje ciemne włosy. Musiał wziąć prysznic. Kiedy ruszył do łazienki usłyszał dźwięk telefonu, spojrzał na swój wyświetlacz, ale to nie był jego telefon. Wtedy też dostrzegł wystający z kieszeni telefon Emmy. Wyciągnął go delikatnie i odczytał wiadomość.

Taylor 21:18
Znajdę Cię Harris, zobaczysz. I doprowadzimy wszystko do końca.


Ostatnio zmieniony przez Ayleen dnia 15:48:36 02-09-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:12:45 02-09-13    Temat postu:

Ale się cieszę, że w końcu doczekałam się tu odcinka ^^ Szkoda, że taki krótki (bo mogłabym tę historię czytać bez końca) no i jeszcze to zakończenie - wiesz jak czytelnika zaintrygować
Smutno mi było gdy czytałam o Brianie, o tym, że nie ma się do kogo zwrócić - Jeff może faktycznie nie jest dobrym wyjściem, ale Zoey? Na pewno by mu pomogła, nawet mimo tego ukłucia zazdrości. Marietta ma rację, że oboje się pogubili, ale mam nadzieję, że w końcu wyjaśnią sobie wszystko, chociać... nie wiem czemu, ale zaświtała mi w głowie opcja bad-endu, ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie, że coś się stanie Brianowi... zobaczymy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Następny
Strona 12 z 13

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin