Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sleeping Beauty |21.|
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 14, 15, 16  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:25:58 20-05-14    Temat postu:

Czekamy, czekamy
Colin Czy Ty chcesz mnie zabić?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:31:17 20-05-14    Temat postu:

No chyba powinnam, bo coś się opuściłaś w pisaniu ;P

Tak, Colin - tak mnie męczył odkąd zobaczyłam reklamę Azzaro, że w końcu zaczęłam intensywnie o tym myśleć, przerabiać to co już mam i dopisywać jakieś luźne fragmenty. Mam nadzieję, że wkrótce wyjdzie z tego jakaś sensowna całość
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:19:47 20-05-14    Temat postu:

Opuściłam się, bo seminarium i inne zajęcia mnie wykańczają, jedyne co robię to animki, ale ostatnie zaczęłam myśleć o Connorze i Molly, więc może się coś urodzi.

A reklama jest bajeczna A raczej Ian
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:40:11 20-05-14    Temat postu:

Ja ostatnio w ogóle nie miałam ani warunków, ani chęci do robienia czegokolwiek, całe szczęście powoli wszystko zaczynać wracać do normy

Co do tej reklamy, to tak mnie powaliła, że zaczęłam się nawet zastanawiać czy nie zmienić Niny na Anę, ale że już wcześniej zrobiłam sygnaturki z Niną, a w sklejanie entrady raczej się bawić nie będę to zostało tak jak było
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:42:44 20-05-14    Temat postu:

Myślę, że teraz Ci by nikt tego nie wybaczył

Ja nie mam weny, nie myślałam nawet o pisaniu przez ostatnie parę miesięcy Ale powoli zbieram się w sobie...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:03:26 20-05-14    Temat postu:

Chyba niewiele osób by zauważyło tą niewielką zmianę

Ja też powoli (bardzo powoli) się zbieram... Zobaczymy co nam z tego wyjdzie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:06:56 20-05-14    Temat postu:

Cały czas jeszcze po głowie chodzi mi nowe opowiadanie z Niną i Tomem Hiddlestonem w rolach głównych, ale nie jestem w stanie ogarnąć tego co już mam, a co dopiero czegoś nowego.
Ja bym zauważyła I nie jestem do końca pewna, czy Ana byłaby takim odbiciem Harper w oczach Tony'ego.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:48:37 20-05-14    Temat postu:

Tośmy się dogadały Chodziło mi o Ninę van Bree w sensie Marie
I wiesz, że ja bardzo chętnie poczytam wszystko co wyjdzie spod Twojej klawiaturki ale nie ukrywam, że najbardziej czekam na ciąg dalszy u moich dwóch ukochanych parek na tym forum ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25190
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:59:18 20-05-14    Temat postu:

Aaaaaa, tak to już jest, jak masz aktorów o tym samym imieniu w obsadzie Jak tak to bardzo bardzo proszę, bo Ana moim skromnym zdaniem mogłaby zastąpić Ninę bardzo godnie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:57:55 21-05-14    Temat postu:

Na pewno przemyślę to jeszcze nim cokolwiek tu wstawię
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlueSky
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 06 Lut 2011
Posty: 4940
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:59:35 01-06-14    Temat postu:

Colin wraca?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:07:08 07-06-14    Temat postu:

Wraca, wraca, tylko muszę to wszystko tak ogarnąć, żebyście się nie czuli zawiedzeni jego powrotem, więc dajcie mi jeszcze odrobinę czasu
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:51:35 09-06-14    Temat postu:

To czekamy Aga! Ostatnio tu ciągle pusto, sama jakoś nie mam czasu, aby tu bywać, ale muszę przyznać, że tęskni mi się za gmachem opowiadań tutaj! Pozdrawiam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:30:47 16-06-14    Temat postu:

C H A P T E R 20.


Impreza urodzinowa ich byłego szefa – Stevena Summersa – połączona z uroczystym pożegnaniem związanym z jego przejściem na zasłużoną emeryturę, dobiegła końca. Pub, który od lat miał przypiętą etykietkę klubu dla gliniarzy, powoli pustoszał. Oboje bawili się świetnie, starając się nie wchodzić sobie w drogę i nie myśleć o tym drugim, ale nie było to wcale takie proste. Kayleen wciąż zastanawiała się czym sobie zasłużyła na to, by zostać tak potraktowaną przez – jak się wydawało – najbliższą jej osobę, a Jacka zaczęły dopadać coraz większe wyrzuty sumienia. Musiał jednak być twardy i wytrwać. Nie chciał, by Kay z jego powodu zrezygnowała z szansy, jaka już nigdy więcej mogła się nie powtórzyć. Krew go jednak zalewała, gdy widział ją w ramionach kolegów podczas tańca czy przyjacielskich wygłupów. W przeciwieństwie do niego, była lubiana przez wszystkich i zdawał sobie sprawę, że z żadnym z nich nie łączy jej nic więcej poza – co najwyżej – serdeczną przyjaźnią, a mimo to, teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, nie mógł znieść myśli, że dotykają jej inni mężczyźni. Kiedy doczepił się do niej jakiś koleś spoza ich środowiska, który wyraźnie miał ochotę na coś więcej niż taniec, Jack miał ochotę zapoznać go ze swoją pięścią. Z trudem zwalczył w sobie, rosnącą z minuty na minutę, pokusę sprania jego słodkiej buźki na kwaśne jabłko tak, żeby zszedł mu z twarzy ten durny, cwany uśmieszek. Wiedział, że Kayleen świetnie poradziłaby sobie sama, gdyby mężczyzna posunął się za daleko, ale odetchnął z ulgą, gdy nieznajomy gdzieś się zawieruszył, a Kay ponownie znalazła wśród znajomych z pracy.
Teraz, dopijając ostatnią whisky, patrzył jak szatynka rozmawia z solenizantem, który dla nich obojga był jak ojciec i oczami wyobraźni zobaczył, jak Steve Summers, prowadzi Kay do ołtarza i oddaje ją w jego ręce, potem oboje wypowiadają magiczne „tak”, a na koniec wychodzą z kościoła, a ich koledzy i koleżanki stoją już na zewnątrz, tworząc szpaler.
_____– Opanuj się, West. I nie pij już więcej – upomniał się surowo i wychylił zawartość szklanki do końca, po czym odwrócił się tyłem do baru i oparłszy się łokciami o blat w nonszalanckiej pozie, gapił się na nią nieobecnym wzrokiem. Kiedy poczuła na sobie jego spojrzenie, odwróciła się przez ramię, a on wyszczerzył się jak dzieciak i pomachał jej słodko, jakby nigdy nic.
_____Kay przewróciła oczami z irytacją i westchnęła ciężko.
_____– Co między wami zaszło? – zapytał Summers, kiedy Kay odwróciła się w jego stronę i spojrzała na niego smutnymi oczami. Steven był świetnym szefem. Surowym, twardym i nieugiętym, a przy tym miał w sobie coś, co sprawiało, że podwładni lgnęli do niego, bez obaw opowiadając o swoich problemach. Może dlatego, że potrafił znaleźć wyjście z każdej sytuacji i rozwiązać problem pozornie nie do rozwiązania? Tym razem jednak Kay postanowiła nie wtajemniczać go w swoje relacje z Jackiem. To było jego święto i nie miała prawa zawracać mu głowy swoimi problemami, a poza tym uznała, że muszą to załatwić między sobą. Choć w gruncie rzeczy chyba nie było tu już nic do załatwiania. Karty zostały rzucone na stół i nie było już odwrotu.
_____– Nic takiego – usiłowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej z tego tylko jakiś dziwny grymas.
_____– Macie mnie za idiotę, Geller? – zagadnął Steven służbowym, żołnierskim wręcz tonem, ale w jego głosie czaiło się rozbawienie. – Przez cały wieczór nie zamieniliście ze sobą słowa, wyraźnie się unikacie, więc nie wciskajcie mi ciemnoty.
_____– Niech szef z nim porozmawia. Ja nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia.
_____– Nie zmuszaj mnie, żebym prowadził prywatne śledztwo w waszej sprawie – powiedział łagodnie, obejmując ją ramieniem trochę jak ojciec, a trochę jak najlepszy kumpel z pracy. – Pamiętasz wasze pierwsze spotkanie?
_____Kay uśmiechnęła się pod nosem i skinęła twierdząco głową. Pamiętała tamten dzień, jakby to było wczoraj. Kiedy weszła za szefem do jego gabinetu, Jack siedział rozwalony w jego fotelu. Był tak zaabsorbowany podrzucaniem tenisowej piłeczki, że nawet nie zauważył ich obecności. Dopiero kiedy Steven znacząco zakasłał, zerwał się na równe nogi, w sekundę stając na baczność po właściwej stronie biurka.
_____– Przepraszam, szefie – wymamrotał, uśmiechając się głupio. – Powiedziano mi, że chciał mnie szef widzieć, więc pozwoliłem sobie na szefa zaczekać w jego gabinecie.
_____– Owszem, chciałem cię widzieć – odparł Steven, zajmując swoje miejsce za biurkiem.
_____– Jeśli chodzi o sprawę…
_____– Nie chodzi o sprawę Brooksa – przerwał mu, co sprawiło, że Jack zamarł w bezruchu z na wpół otwartymi ustami i miną z cyklu „co, do cholery, znowu przeskrobałem?”. Zachciało jej się śmiać na ten widok, więc na wszelki wypadek opuściła głowę i zaczęła się wpatrywać w czubki swoich butów. – Chciałem ci przedstawić twojego nowego partnera.
_____Jack zmarszczył czoło i z niedowierzaniem, bardzo powoli, odwrócił głowę w jej stronę, wskazując na nią palcem, a jego usta ułożyły się w bezgłośne pytanie:
_____– Ona?
_____– Ona nazywa się Kayleen Geller i od dziś jest twoją nową partnerką. Bez dyskusji – uciął krótko Steven, kiedy „ale” mające być wyrazem protestu Jacka, zawisło w powietrzu.
_____– Szefie – jęknął, nie siląc się nawet, by ukryć niezadowolenie.
_____– Oprowadź panią i pokaż jej miejsce pracy. Zajmie biurko Michaela. Możecie odejść – zakończył szef, a Jack zacisnął szczęki z wściekłości, posyłając jej takie spojrzenie, że gdyby mogło zabijać, w sekundę padłaby trupem. Spróbowała się do nieco uśmiechnąć, chciała uścisnąć mu rękę, przedstawić się, powiedzieć, że jest jej miło, ale zupełnie nie dał jej na to szansy.
_____– Nie przejmuj się nim – dodał Steven, gdy Jack wyparował z gabinetu jak tajfun. – To świetny glina i porządny chłopak, ale nigdy w swojej karierze nie pracował z kobietą. Daj mu tylko odrobinę czasu na oswojenie się z nową sytuacją, a będzie wam się świetnie pracowało. Zmykaj – zakończył, uśmiechając się do niej przyjaźnie.
_____I rzeczywiście, świetnie im się razem pracowało, choć początki były naprawdę trudne. Przez pierwszych kilka dni, Kay była traktowana przez wszystkich jak maskotka wydziału. Drobna, niepozorna, cicha. Nikt nie mógł uwierzyć, że niemal świeżo upieczoną adeptkę szkoły policyjnej od razu rzucono do wydziału zabójstw. Robiono nawet zakłady, jak długo wytrzyma, a Jack starał się jak mógł, by jak najszybciej opuściła wydział. Przez długi czas nie była jego równorzędnym partnerem. Pełniła rolę kuriera, kursując z pocztą między wydziałami, albo chłopca na posyłki, biegając wszystkim po pączki i kawę średnio pięć razy dziennie, a w najlepszym wypadku była zawalana papierkową robotą, do której nikt ze starszych kolegów nie miał ani głowy, ani serca. Wszystko to do czasu.
_____– Co to za bezkofeinowe gów*o? – warknął któregoś dnia Jack, kiedy przyniosła mu kawę. – Miała być, czarna, mocna…
_____– Wiesz co? – weszła mu w zdanie, a kiedy spojrzał na nią znad papierów i wygodnie odchylił się na oparcie swojego fotela, pochyliła się w jego stronę, opierając się dłońmi o blat jego biurka. – Chcesz kawę? Espresso? – spytała, uśmiechając się przyjaźnie i chwytając kubek, który przed chwilą odstawił.
_____– Dokładnie. Podwójne – odparł zirytowany ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy. – Tak trudno to zapamiętać? – spytał i nie czekając na jej odpowiedź, wrócił do przeglądania papierów. – Co jest?! – wrzasnął, zrywając się z biurka, kiedy poczuł jak ciepła, lepka ciesz, spływa mu po głowie. Jego mina w momencie, kiedy uświadomił sobie, raz, że ma na sobie to, co przed chwilą jeszcze było w kubku, a dwa, że oto stał się pośmiewiskiem całego wydziału, była bezcenna.
_____– Przynieś ją sobie sam – powiedziała dosadnie, odstawiając pusty kubek na jego biurko. – Wtedy będziesz miał pretensje wyłącznie do siebie.
_____– Przepiszesz te papiery – warknął wściekle, ścierając z teczek resztki kawy, które nie zdążyły jeszcze wsiąknąć w papier.
_____– Ja? Niby dlaczego, skoro to ty rozlałeś kawę?
_____– To polecenie służbowe.
_____– Nie jesteś moim przełożonym.
_____– Jestem starszy stopniem!
_____– A ja nie jestem twoją niewolnicą i nie będę spełniać twoich zachcianek, p a r t n e r z e – zakończyła, wyraźnie podkreślając ostatnie słowo i odwróciwszy się na pięcie, wróciła do swojego biurka. Przez resztę dnia Jack nie odzywał się do niej, a ona z trudem powstrzymywała się od śmiechu, patrząc jak Jack miota się przy swoim biurku, mamrocząc coś pod nosem. Kiedy zbierali się już do wyjścia, do biura wparował Summers.
_____– West, Geller, jest robota – oznajmił, po czym podał im adres. Jack nawet nie próbował protestować, ale nie odzywał się do niej, więc i ona milczała. Gdy dotarli na miejsce, czekał już na nich mundurowy, który ze swoją posturą polarnego misia nie dogoniłby nawet żółwia, gdyby ten zaczął uciekać.
_____– Co mamy? – spytał Jack, przechodząc pod żółtą policyjną taśmą, odgradzającą miejsce przestępstwa.
_____Mundurowy zerknął w swój notesik, przetarł dłonią spocone czoło i odczytał:
_____– Biały mężczyzna. Rany kłute na rękach i klatce piersiowej. Bezdomny, naćpany zbir – zamknął notes i spojrzał na Jacka, przystając przed wejściem do tunelu. Najwyraźniej nie miał ochoty po raz kolejny oglądać „nieświeżego” trupa. – Przeholował i tyle – zakończył, chowając swój notes do kieszeni koszuli na piersi.
_____Nie zamierzała czekać, aż Jack pozwoli jej się wykazać. Miała niezmierną ochotę po raz kolejny utrzeć mu nosa, więc kiedy ten słuchał domysłów mundurowego, nabrała powietrza w płuca i podeszła do ciała.
_____– Ciekawa teoria… – powiedziała po chwili, uważnie przyglądając się denatowi w słabym świetle latarki. – Problem w tym, że ten facet nie został zabity tutaj. Leży na brzuchu, plamy opadowe ma na plecach, a to świadczy o tym, że został tu przeniesiony – mówiła pewnie, a kiedy poczuła, że Jack stoi tuż za nią dodała: – Nie jest też bezdomny, ma na sobie markowe jeansy, poza tym spójrz na jego paznokcie.
_____– Manicure? – zapytał Jack krzywiąc się z odrazą, jakby dbanie o dłonie było najgorszą zbrodnią, jakiej może dopuścić się mężczyzna.
_____– Uhm. Ale miał pan rację co do koloru skóry – rzuciła złośliwie w stronę mundurowego, który tylko uśmiechnął się głupio i czym prędzej wyszedł z tunelu, a Jack zaczął rozglądać się pod przeciwległą ścianą.
_____– Dobra robota, Geller – przyznał Jack, wprawiając ją tą pochwałą w totalne osłupienie. – Chyba mam narzędzie zbrodni – dodał po chwili…
_____– Zawsze świetnie się dogadywaliście – głos Stevena wyrwał ją z rozmyślań. – Wierzę, że cokolwiek was poróżniło, pokonacie to. Jesteście świetnymi partnerami i przyjaciółmi, rozumiecie się bez słów, uzupełniacie się nawzajem, nie zepsujcie tego. Nie zachowujcie się jak dzieci. Dorośli, inteligentni ludzie rozwiązują problemy rozmawiając. Ucieczka jeszcze nikomu w niczym nie pomogła.
_____– To nie takie proste, szefie. Są rzeczy, sytuacje, nad którymi nie da się przejść do porządku dziennego.
_____– Kay, dziecko. Bądź mądrzejsza od niego. Jack to duży chłopiec, którego trzeba od czasu do czasu potrzymać za rękę i wskazać właściwą drogę kiedy czasem zbłądzi, ale ma dobre serce i wiem jak bardzo jesteś dla niego ważna.
_____– Widocznie nie aż tak ważna, jak się szefowi wydaje.
_____– Dlaczego oboje jesteście zawsze tak cholernie uparci?
_____– Bo szef zawsze powtarzał, że tylko upór pozwala osiągnąć wyznaczony cel.
_____– Mówiłem też, że bardzo cienka linia dzieli upór od głupoty...

__________________________________________________* * *

Odrzuciła długie włosy z twarzy i bezwstydnie gapiła się, jak jej kochanek niczym nieskrępowany wychodzi z łóżka i po żołniersku wciąga na siebie spodnie. Poznali się kilka dni temu, w jakimś klubie. On wyraźnie znudzony siedział przy barze, a ona szukała rozrywki na jedną noc. Postawił jej drinka i bez zbędnych podchodów oświadczył, że chce się z nią przespać. Zaśmiała się, bo jeszcze nigdy w życiu nie spotkała faceta, który w tak bezceremonialny sposób mówiłby o swoich zamiarach, ale poszła z nim bez zastanowienia. Nie zamierzała przecież wiązać się z nim, ani tym bardziej zakładać rodziny, chodziło wyłącznie o seks. Poza tym od pierwszej chwili, gdy go zobaczyła czuła, że nadają na tych samych falach i szybko znajdą wspólny język, a potem okazało się, że w sprawach łóżkowych mają bardzo podobny temperament, a teraz jeszcze mieli ze sobą pracować.
_____Odchrząknęła dyskretnie, by pozbyć się chrypy, a kiedy zerknął na nią przez ramię, z tym dziwnym błyskiem w oku, uśmiechnęła się lekko, kusząco zwilżając spierzchnięte usta językiem.
_____– I co myślisz? – spytała, opierając się wygodnie o poduszki i nie starając nawet przez moment naciągnąć na siebie narzuty, która zsunęła się, odsłaniając krągłe piersi. Mężczyzna przeczesał ręką włosy i uśmiechnął się tajemniczo.
_____– Masz potencjał – rzucił wymijająco, sięgając po paczkę papierosów. Wydawało mu się, że brunetka może okazać się pomocna, ale nie był jeszcze do końca pewien, czy powinien ją wtajemniczać w swój plan.
_____– To komplement? – zagadnęła, a on wzruszył ramionami, odpalił papierosa i wypuścił z ust smużkę dymu, ani na chwilę nie tracąc z nią kontaktu wzrokowego.
_____– Powinnaś przede wszystkim mieć świadomość, że zawsze oddzielam życie prywatne od zawodowego, więc fakt, że dajesz mi się pieprzyć, z pewnością nie sprawi, że będę cię stawiał innym za niedościgniony przykład wspaniałej tancerki.
_____– Jesteś cholernie szczery.
_____– Nie lubię owijania w bawełnę i dziwnych gierek, a mam wrażenie, że o ile poprzednim razem chodziło ci wyłącznie o zabawę, o tyle dziś, chodzi ci też o pracę.
_____– Nie doceniasz mnie, Ash – mruknęła i okręciwszy się szczelnie narzutą, podeszła do niego. Wysunęła papierosa z jego palców i sama się zaciągnęła, po czym spojrzała mu prosto w oczy. – Możemy sobie pomóc i wiesz o tym tak samo dobrze jak ja – powiedziała, wypuszczając dym z ust prosto w jego twarz.
_____– Czyli mam udawać, że nie widzę, że w ogóle nie masz poczucia rytmu, a ty…
_____– A ja pozwolę ci się pieprzyć – dokończyła za niego, a kiedy znów chciała się zaciągnąć, jedną ręką chwycił ją za nadgarstek, a drugą zabrał papierosa. – Proste, prawda? – zagadnęła, czując, że serce zaczyna jej walić coraz szybciej.
_____– I cholernie płytkie – mruknął i ciągle trzymając ją za nadgarstek, odłożył papierosa do popielniczki na komodzie. – Ale ma swój urok – dodał, gwałtownym szarpnięciem przyciągając ją do siebie. – Tylko nie wiem czemu ciągle mam wrażenie, że chodzi o coś więcej.
_____– Na przykład o co?
_____– O wzbudzenie zazdrości w synu dyrektora.
_____– Nie bądź śmieszny! – warknęła, usiłując się wyrwać, ale trzymał ją zbyt mocno.
_____– Nie zaprzeczaj, Faith. Widziałem, jak na niego patrzysz. I widziałem, że nawet jeśli między wami coś było, to dla niego nie było to nic więcej poza kilkoma gorącymi nocami. Wykorzystał cię i chyba nawet doszedł do wniosku, że zadawanie się z tobą było jego największym błędem.
_____Faith patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami. Nie miała pojęcia czy to jego własne wnioski, wynikające z wnikliwej obserwacji, czy zasłyszane w teatrze plotki, ale nie ulegało wątpliwości, że sporo wiedział.
_____– A ty? – Postanowiła odbić piłeczkę. – Po jaką cholerę przyjechałeś tutaj?
_____– Chcę zemsty.
_____– Zemsty? – Faith zamrugała szybko powiekami po czym uśmiechnęła się cwano. – Czyli miałam rację, że możemy sobie pomóc.
_____– To się jeszcze okaże – odparł cicho, a kiedy uścisk, w którym ją trzymał, wyraźnie zelżał, poczuła, jak irytująco powoli przesuwa dłoń po jej plecach, potem wzdłuż boku, aż do zagłębienia między piersiami. – Na razie chcę tylko… – szeptał w jej usta, a ona poczuła jego palec, delikatnie wdzierający się między narzutę a jej ciało. – Po prostu pieprzyć się z tobą… – dokończył, gdy materiał narzuty cicho opadł u ich stóp…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:33:36 16-06-14    Temat postu:

dubel

Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 18:47:15 16-06-14, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 14, 15, 16  Następny
Strona 15 z 16

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin