Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sleeping Beauty |21.|
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 14, 15, 16
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:45:54 25-07-14    Temat postu:

Przeczytałam!!! Wchłonęłam wszystko niemal za jednym zamachem :p i muszę powiedzieć jedno - ZAKOCHAŁAM SIĘ W TYM OPOWIADANIU! To bez wątpienia kolejna Twoja perełka, bo jest po prostu genialne, wiedziałam to już od pierwszego przeczytanego odcinka
Nie będę się tu rozpisywać bo nie starczy miejsca w każdym razie uwielbiam Tony'ego co tu dużo gadać - to wspaniały facet, trochę zagubiony i zrozpaczony, ale mam nadzieję, że wszystko w końcu sobie poukłada i będzie szczęśliwy (oczywiście z Ivy)
Na drugim miejscu są oczywiście David i Maddie - niby papierowe małżeństwo a okazuje się, że czują do siebie znacznie więcej niż zwykłą przyjaźń, którą się początkowo zasłaniali. Obawiam się jednak i zapewne słusznie, że ta sielanka nie potrwa długo, tym bardziej, że gdzieś tam czai się żądny zemsty niedoszły pan młody Nie wiem też czy dobrze kombinuje, ale coś mi się tu nie podoba z tym Ashem. Dziwny zbieg okoliczności, że zna Maddie, oboje pochodzą z Marakeszu, ona "uciekła" niemal sprzed ołtarza a z kolei on chce się zemścić za plamę na honorze. Coś mi się wydaje, że Ash i ten cały niedoszły pan młody Maddie to ta sama osoba, mimo że ma inne nazwisko hm...
Kay i Jack - cóż typowy z niego idiota albo jest ślepy albo głupi i chyba jednak to drugie. Ja rozumiem, że nie chce jej zatrzymywać i dać szansę na zrobienie kariery i spełnianie marzeń, ale ona jest dorosła i powinna mieć prawo samodzielnego wyboru czego tak naprawdę chce w życiu, mimo wszystko nie powinien podejmować decyzji za nią, nawet jeśli jak twierdzi kieruje się jej dobrem.
A Vance? Tego typa nie lubiłam od samego początku. Ciekawa jestem co ma wspólnego ze śmiercią Harper i jak to wszystko wpłynie na relacje Tony'ego i Ivy, bo coś czuję, że nieźle ktoś tu namiesza
No to by było chyba na tyle czekam na kolejny odcinek i liczę, że pojawi się tak szybko jak to tylko możliwe
Pozdrawiam :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:26:40 26-07-14    Temat postu:

Nie sądziłam, że jeszcze ktoś tu zagląda, a tu proszę... zjawiłaś się Ty i jak zwykle swoim komentarzem dajesz mi porządnego kopa, bym wzięła się do roboty Dziękuję :* Okropnie miło wiedzieć, że coś co robisz, w tym przypadku piszesz, sprawia komuś przyjemność, nawet jeśli samemu ma się do tego milion zastrzeżeń
No, to ja się biorę za pisanie nim moja wena i zapał się ulotnią ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:38:52 26-07-14    Temat postu:

Spokojnie Aga, jak trzeba będzie to takiego motywacyjnego "kopniaka" mogę Ci sprzedać zawsze do usług. Jeśli chodzi o opowiadanie, to słowo "przyjemność" nie oddaje w pełni tego co czuję kiedy czytam "Sleeping..." - powtórzę raz jeszcze i będę powtarzać do znudzenia, że to jest po prostu Genialne! Przez MEGA "G"
Nie masz za co dziękować kochana, pisz a ja czekam na new :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:27:35 01-08-14    Temat postu:

Proszę, może nie najwyższych lotów (wybaczcie:*), ale nic lepszego już z tego fragmentu nie wycisnę


C H A P T E R 21.


Obudziła się w znakomitym nastroju, choć przecież powinna być wściekła, zrozpaczona, a przynajmniej przygnębiona. Tymczasem wspomnienie Vance’a i Faith obściskujących się w gabinecie jego ojca, wydawało jej się teraz tak odległe, jak rozpływający się w promieniach wstającego słońca zły sen. Być może od jakiegoś czasu, podświadomie czuła już, że coś jest nie tak, a to, co zobaczyła, było tylko przysłowiową kropką nad „i”. Tak czy siak, doszła do wniosku, że powinna do niego zadzwonić. Biedak pewnie odchodził od zmysłów, jeśli oczywiście nie był zbyt zajęty Faith, by w ogóle zauważyć, że nie wróciła na noc do domu.
_____Uśmiechnęła się gorzko i przewróciła oczami, nabierając powietrza w płuca. Zdziwiła się, że po pierwszym szoku, w wyniku którego wbiegła pod koła przystojnego mężczyzny, który okazał się być jej lekarzem, teraz potrafiła myśleć o tym tak spokojnie i chłodno. Powinna jak najszybciej rozmówić się z nim, zabrać z jego mieszkania swoje rzeczy, poszukać sobie własnego kąta i w końcu zacząć funkcjonować normalnie. Tylko jak ma normalnie pracować? Z nimi? Z nim? Udawać zakochaną w nim Śpiącą Królewnę? Nie, to już było zdecydowanie ponad jej siły. Będzie musiała jak najszybciej umówić się na spotkanie z Richardem Brownem i mieć nadzieję, może znajdzie dla niej miejsce w swoim teatrze.
_____Słysząc dziwne odgłosy, dobiegające z jej własnego brzucha, stwierdziła jednak, że wszystko to będzie musiało zaczekać. Przynajmniej dopóki nie zje śniadania. Po kolacji czuła się przejedzona, a teraz była głodna jak wilk. Podniosła się na łokciach i rozejrzała po pokoju, a właściwie sypialni, zastanawiając się gdzie spał Tony. Nie pamiętała, jak się tu znalazła, ale wciąż była we własnym ubraniu, a druga połowa szerokiego łóżka, na którym spała, zdawała się być nietknięta, więc Tony, tak jak obiecał, był dżentelmenem. Zresztą nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłoby być inaczej. Nie znała go wprawdzie, ale była pewna, że nie skrzywdziłby nawet muchy.
Kiedy w końcu zdołała się zmusić do powstania z łóżka, w którym miała ogromną ochotę pozostać co najmniej do południa, nawet mimo uporczywego burczenia w brzuchu, przeciągnęła się leniwie i wyszła z sypialni. Ku jej zaskoczeniu, w kuchni, na blacie wyspy, czekało już na nią śniadanie i króciutki liścik.
    Mam nadzieję, że dobrze spałaś. Dostałem pilne wezwanie ze szpitala i nie zdążyłem przygotować nic bardziej wymyślnego, zresztą po tym jak przez naszą lodówkę przeszedł huragan David, nie ma w niej nic oprócz światła. Zrobię zakupy po drodze i jakoś zrewanżuję się za Twoje (wyśmienite) spaghetti z mulami w sosie winno–pomidorowym.
    Smacznego. T.
    Ps. Czuj się jak u siebie.

_____Ivy uśmiechnęła się do siebie i jeszcze raz przebiegła wzrokiem po starannym piśmie doktora Langera. „NASZA lodówka” brzmiała milej niż można przypuszczać, podobnie jak „WYŚMIENITE spaghetti” i zawarta tych kilku zdaniach obietnica rewanżu.
_____– Czuj się jak u siebie – odczytała na głos ostatnie zdanie. – Już się tak czuję, doktorze – szepnęła, sięgając po jedną z przygotowanych przez niego kanapek, które nawet jak na zwykłe kanapki, prezentowały się bardzo apetycznie. Zwłaszcza te z żółtym serem, na którym ketchupem wyrysowane były uśmiechnięte buźki.
_____Pałaszując ze smakiem kolejną kromkę, Ivy doszła do wniosku, że Tony musi być naprawdę wyjątkowym człowiekiem o gołębim sercu. Zaczęła rozglądać się po mieszkaniu, szukając jakichś osobistych rzeczy, zdjęć, czegokolwiek, co pozwoliłoby jej się czegoś o nim dowiedzieć. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, zgodziła się z nim zamieszkać, a przecież na razie wiedziała o nim bardzo niewiele. Nosił na serdecznym palcu obrączkę, ale mówił, że nie ma żony, a jego smutne oczy zdradzały, ciążące mu na sercu, bolesne brzemię. Przeprowadził się, więc z pewnością chciał zacząć nowe życie. Najwyraźniej życie bez kobiety, która była panią jego serca, ale wszystko to musiało być ciągle bardzo świeże, skoro nadal nosił na palcu złoty symbol miłości, oddania i wierności. Nie wiedziała co spotkało Tony’ego i jego wybrankę, ale coś podpowiadało jej, że problemy z niewiernym prawie–narzeczonym, jakich sama doświadczyła, są przy tym niczym.
_____Westchnęła cicho i dopiła sok pomarańczowy, spoglądając na piętrzące się w zlewie brudne naczynia.
_____– Czuć się jak u siebie? – zaśmiała się pod nosem, podciągając rękawy swojej bluzki. – Więc do dzieła, panno Shirley…

__________________________________________________* * *

Po rozmowie z byłym już szefem, Stevenem Summersem, który nie omieszkał wytknąć mu, że jest kretynem, skoro nie widzi ile znaczy dla Kay, znów zaczął zastanawiać się czy dobrze zrobił. Oczywistym było, że wybrał nienajlepszą metodę i jest w oczach Kayleen skreślony do końca życia, ale czy nie powtarzano mu przez całe życie, że cel uświęca środki? A przecież on chciał tylko ułatwić jej podjęcie decyzji. Wszyscy, z Davidem na czele, mieli go za drania, współczując Kay całym sercem, ale nikomu do głowy nawet nie przyszło, że dla niego to też nie było łatwe, choć akurat on, w przeciwieństwie do Kay, znalazł się w takim a nie innym położeniu z własnego wyboru.
_____Po wyjściu z imprezy Summersa, wiedząc, że i tak nie zmruży oka, przez kilka godzin bez celu włóczył się po mieście, a kiedy mu się to znudziło, poszedł do pracy. Miał ochotę usiąść za biurkiem, pobyć sam ze sobą i ze swoimi myślami. Nie spodziewał się zastać tam kogokolwiek o tej porze, dlatego gdy drzwi windy otworzyły się, przez chwilę miał ochotę z niej nie wysiadać i zawrócić. Nabrał jednak powietrza w płuca i pewnym kroku ruszył w stronę biura.
_____– Cześć – rzucił bez emocji, mijając biurko Kayleen. Przez chwilę kusiło go, by się przy nim zatrzymać, ale zwalczył w sobie tę pokusę, jedynie kątem oka zerkając na papiery rozłożone na blacie. W oczy rzuciły mu się dwie teczki: jedna z napisem „Shirley” i druga z napisem „Brown” na okładce. Ta, która spodziewał się dostrzec jako pierwszą, leżała z boku zupełnie zapomniana, przywalona innymi papierami i niedawno rozpakowaną ryza papieru. Może więc wcale nie chciała wyjeżdżać. Westchnął cicho i zganił się w myślach za ten niedorzeczny pomysł. Kto normalny na jej miejscu zrezygnowałby z takiej okazji?
_____– Cześć – mruknęła, odrywając wzrok od dokumentów, które właśnie przeglądała, zupełnie zaskoczona jego obecnością. Odprowadziła go wzrokiem do gabinetu, a kiedy zamknął za sobą drzwi, przyglądała się, jak ściąga swoją ulubioną skórzaną kurtkę, rzuca ją niedbale na oparcie fotela, na który po chwili sam opada bezwładnie, pocierając w zamyśleniu nasadę nosa. Przygryzła wargę, obserwując jak leniwie sięga po jakieś papiery i usiłuje się na nich skupić. Zawsze wiedziała, kiedy pracował naprawdę, a kiedy tylko udawał, starając się czymś zająć, żeby tylko nie myśleć o tym, co go akuratnie trapiło. Tak było również tym razem. W przeciwieństwie do niej, nie przyszedł tu pracować. Przyszedł, bo chciał być sam, a ona swoją obecnością zupełnie nieświadomie pokrzyżowała mu plany. Zresztą wzajemnością. Kay od zawsze uciekała od problemów w pracę, ale teraz wiedziała już, że nie będzie w stanie się na niczym skupić. Jack zdecydowanie zbyt mocno zakorzenił się w jej umyśle i… sercu.
_____Odchyliła się na oparcie swojego obrotowego krzesła i przygryzła końcówkę ołówka, cały czas obserwując Jacka. Po tym, jak ją potraktował chciała naprawdę chciała wyjechać i sądziła, że zrobi to bez mrugnięcia okiem. Tymczasem z godziny na godzinę miała coraz więcej wątpliwości, a widząc jak bardzo Jack chodził skwaszony i marudny, coraz bardziej pragnęła przy nim zostać, choć pewnie każda inna kobieta na jej miejscu, nie chciała by go więcej widzieć.
_____Kiedy na jego ustach pojawił się cień uśmiechu, sama również się uśmiechnęła a on, wyczuwając na sobie jej spojrzenie, podniósł wzrok znad dokumentów i zerknął w jej stronę. Czekała aż uśmiechnie się zachęcająco i frywolnym gestem zaprosi ją do swojego gabinetu, ale nic takiego nie nastąpiło. Nabrał powietrza w płuca, wstał i zasłonił żaluzje na szklanej ścianie oddzielającej jego gabinet od pozostałej części biura.
_____Kay westchnęła cicho, dochodząc do wniosku, że Summers miał rację. Powinna być mądrzejsza od Jacka, jeśli chciała ocalić ich przyjaźń, nie mówiąc już o czymkolwiek więcej niż przyjaźń. Podniosła się ze swojego krzesła i pewnym krokiem ruszyła w stronę gabinetu Jacka. Będąc już przed drzwiami przez krótką chwilę zawahała się przed naciśnięciem klamki, ale w końcu cicho weszła do środka.
_____Jack stał tyłem do drzwi w białym bawełnianym podkoszulku na ramiączkach, szukając w jednej ze swoich szaf świeżej koszuli. Najwyraźniej nie zamierzał wracać do domu. Przez chwilę wpatrywała się w jego idealnie wyrzeźbione ciało, przywołując w pamięci chwile, kiedy sunęła po nim niecierpliwymi palcami, całowała bez opamiętania i czuła na swojej skórze. Westchnęła cicho, ściągając tym na siebie jego wzrok. Odwrócił głowę lekko w bok, ale ostatecznie nie spojrzał na nią.
_____– Możemy pogadać? – spytała cicho. Widziała jak spiął się na dźwięk jej głosu.
_____– O czym? – rzucił oschle, wyciągając z szafy bladoniebieską koszulę.
_____– Dlaczego się tak zachowujesz?
_____– Jak? – bąknął, zakładając koszulę i unikając wzroku Kay, zajął się zapinaniem guzików.
_____– Jak dziecko – odparła spokojnie, podchodząc do niego. – Jak dziecko obrażone na rodzica za to, że nie dostało wymarzonej zabawki.
Jack spojrzał na nią, szukając jej wzroku, a kiedy ich spojrzenia skrzyżowały się, opuścił bezradnie ręce wzdłuż tułowia. Kay chwyciła brzegi jego koszuli i powoli zaczęła zapinać guziki.
_____– Jesteśmy dorośli – zaczęła cicho. – Oboje wiemy, że nie nadajesz się do życia w związku, więc jeśli boisz się, że po tym co się stało, będę oczekiwać od ciebie czegokolwiek, to możesz spać spokojnie. Rozumiem, że chcesz to potraktować jak jednorazowy… – zawiesiła na chwilę głos, strzepując jakieś niewidzialne pyłki z materiału jego koszuli – incydent i możesz być pewien, że nie chcę prowadzać się z tobą za rączkę, nie chcę pierścionka zaręczynowego i oklepanego „żyli długo i szczęśliwie”.
_____– Więc czego chcesz? – spytał równie cicho, przekrzywiając lekko głowę i spoglądając jej w oczy, gdy na dźwięk jego głosu uniosła głowę do góry.
Kay uśmiechnęła się lekko, ujmując jego policzek w swoją szczupłą dłoń.
_____– A ty, Jack? Czego ty chcesz?
West przymknął na chwilę powieki i zacisnął nerwowo szczęki. Wiedziała, że walczy sam ze sobą, ale nie zamierzała mu niczego ułatwiać.
_____– Ciebie – mruknął znowu z tym samym błyskiem w oku co zwykle i nie czekając na jej reakcję, zachłannie wpił się w jej usta, a kiedy odwzajemniła pocałunek, popchnął ją w stronę biurka i zrzuciwszy z niego wszystko jednym, zdecydowanym ruchem, posadził ją na blacie, bezceremonialnie wciskając się między jej rozchylone uda.

__________________________________________________* * *

Jeszcze nim otworzył drzwi, usłyszał rzężenie starego odkurzacza. Uśmiechnął się do siebie i pokręcił głową z niedowierzaniem. Nie zdążył posprzątać, nie spieszył się z tym, ale nie wiedział przecież, że zaproponuje Ivy, by z nim zamieszkała, a gdy to już stało się faktem, nie sądził, że dziewczyna tak szybko zacznie zaprowadzać w mieszkaniu swoje porządki.
_____Wszedł do mieszkania i zamknąwszy za sobą drzwi, od razu skierował się do aneksu kuchennego. Odstawił torby z zakupami na kuchenny blat po czym ruszył w stronę pokoju dziennego, gdzie Ivy odkurzała właśnie niewielki dywanik przy kanapie. Kiedy ją zobaczył, przez chwilę nie mógł złapać oddechu. Miała na sobie jego koszulę flanelową w kratę i z wilgotnymi włosami, związanymi niedbale na czubku głowy, wyglądała… prawie jak Harper.
_____– Szlag! – warknęła, kopiąc ze złością bosą stopą w odkurzacz, który właśnie odmówił dalszej współpracy. – Auć! – jęknęła, chwytając się za duży palec u prawej stopy i opadając bezwładnie na kanapę. – Co cię tak bawi? – spytała, posyłając mu mordercze spojrzenie i zdmuchując z czoła niesforny lok, który wysunął się jej z wysokiego kucyka. – Już dawno prosiłam, żebyś coś zrobił z tym gruchotem! – fuknęła, podnosząc się z kanapy.
Przewrócił oczami i podszedł do niej.
_____– Kupimy nowy – szepnął jej do ucha, stając tuż za nią i położywszy dłonie na jej biodrach, przyciągnął ją ku sobie. – Mówiłem ci już, że uwielbiam, kiedy chodzisz w moich koszulach?
_____– Coś wspominałeś – powiedziała, opierając głowę na jego ramieniu, gdy jego dłonie zaczęły powoli rozpinać guziki koszuli. – Że to seksowne i podniecające?
Uśmiechnął się z ustami tuż przy jej skórze.
_____– Ty jesteś seksowna i podniecająca – wymruczał, powoli zsuwając koszulę z jej ramion…

_____Przymknął powieki i policzył do dziesięciu, starając się wyrzucić z głowy obraz swojej narzeczonej. Aż podskoczył, gdy coś gruchnęło, wyrywając go ze świata wspomnień. Kiedy otworzył oczy, zobaczył Ivy, stojącą w kupie kurzu, który „wypluł” odkurzacz.
_____– Cholera… – jęknęła, rozkładając bezradnie ręce. Najwyraźniej zupełnie nie zdawała sobie sprawy, że nie jest sama. Zrobiła głęboki wdech i odwróciła się na pięcie, zapewne z zamiarem wyciągnięcia ze schowka miotełki, łopatki i mopa. Tony odchrząknął lekko, ściągając na siebie jej wzrok.
_____– Długo tu stoisz? – spytała, nieco zakłopotana, drapiąc się po karku i uśmiechając przepraszająco.
_____– Chwilę – przyznał, wsuwając dłonie w kieszenie spodni i opierając się ramieniem o ścianę. Zmierzył ją wzrokiem od bosych stóp po czubek mokrej głowy i uśmiechnął się lekko. Harper była inna. Wściekłaby się i usiłowała zwalić winę na coś lub kogoś innego, a Ivy po prostu postanowiła sprzątnąć śmieci.
_____– Przepraszam, że tak się panoszę – mówiła i przykucnąwszy, zaczęła zbierać śmieci na szufelkę. – Chciałam posprzątać po kolacji, a potem stwierdziłam, że jak już sprzątam, to sprzątnę tak w ogóle. No i sam widzisz, co mi z tego wyszło – dodała, zdmuchując z czoła kosmyk włosów i spoglądając na niego spod wachlarza ciemnych rzęs. – Zrobiłam też małe pranie, bo nie miałam rzeczy na przebranie. Pozwoliłam sobie pożyczyć twoją koszulę. Przepraszam, że tak bez pytania.
_____– Przestań mnie przepraszać. Chcę żebyś naprawdę czuła się tu jak u siebie – powiedział miękko, wlepiając wzrok w jej zgrabne łydki, kiedy zebrawszy wszystkie śmieci na łopatkę, podniosła się, by wyrzucić je do kosza pod zlewem. Kiedy minęła go, wracając w miejsce, gdzie został odkurzacz, podążył za nią i dodał z rozbawieniem: – Poza tym uważam, że temu mieszkaniu, naprawdę przyda się trochę kobiecej ręki.
_____Ivy odwróciła się przez ramię i uśmiechnęła do niego promiennie. W momencie gdy odwzajemnił jej uśmiech, pechowo zahaczyła o kabel od odkurzacza. Tony odruchowo chwycił ją za nadgarstek i pociągnął do siebie, a czując, że ma za sobą miękką kanapę, przestał walczyć z grawitacją, opadając na nią bezwładnie z Ivy w objęciach. W jego silnych ramionach, poczuła się tak, jakby właśnie znalazła swoje nowe miejsce w życiu. Przez krótką chwilę miała wrażenie, że znowu jest w swoim długim śnie, gdzie była księżniczką z zielonej polany, której nieznajomy książę przybywał na ratunek. Tylko, że tym razem ów książę miał twarz. Diabelsko przystojną. I urzekające, smutne, lodowato niebieskie oczy, przypominające o nieszczęściu jakie musiało go spotkać, a jakie miało związek z kobietą, którą kochał, a której – z nieznanych jej na ten moment przyczyn – nie było już w jego życiu. Nie potrafiła oderwać wzroku od jego hipnotyzującego spojrzenia ani poruszyć się choćby o milimetr. Trwali więc tak w bezruchu przez kilka wlokących się w nieskończoność sekund.
_____Tony, wpatrując się w jej czekoladowe tęczówki, uświadomił sobie, że są zupełnie różne od oczu Harper, w których mieniły się złote refleksy. Ivy miała zupełnie inną cerę, inny odcień włosów, pachniała inaczej, a jej szczupłe ciało zupełnie w inny sposób, niż ciało Harper, którego mapę znał na pamięć, przygniatało go teraz do kanapy.
_____Kiedy oparła się dłonią o jego tors, machinalnie przesunął opuszkami palców po jej plecach i poczuł jak zadrżała. Przeniósł wtedy spojrzenie z jej ciemnych oczu, najpierw na uroczo zaróżowione policzki, a potem na usta, zwalczając w sobie pokusę posmakowania ich znowu.
_____– Przepraszam – wyszeptała tak cicho, że ledwie ją usłyszał i spróbowała się poruszyć, ale wciąż trzymał ją mocno.
_____– To ja przepraszam – odparł, niechętnie wypuszczając ją z objęć. Od śmierci Harper żadna kobieta nie była tak blisko niego. – Jak twój nadgarstek? – zagadnął, zmieniając szybko temat, by zagłuszyć, budzące się w nim z długiego snu, samcze instynkty.
_____– Chyba w porządku – odparła, siadając obok na kanapie i wlepiając wzrok w opatrunek, który wyglądał jak sto nieszczęść.
_____– Pozwolisz, że ja to ocenię? – spytał, a kiedy skinęła twierdząco głową, chwycił jej rękę i delikatnie odkleił szeroki plaster. – Trzeba zmienić opatrunek – zadecydował, chłodnym, służbowym tonem, przypatrując się badawczo ranie.
_____– Sama mogę to zrobić – odparła.
Tony podniósł wzrok znad jej nadgarstka i spojrzał na nią ganiąco.
_____– Przypominam ci, że wciąż jestem twoim lekarzem.
_____Ivy westchnęła cicho, w ostatniej chwili powstrzymując się przed stwierdzeniem, że lekarzem jest w szpitalu, a tu, tylko współlokatorem. Nie chciała sprawić mu przykrości. Zresztą, już teraz, choć ledwo go znała, był dla niej kimś więcej niż tylko współlokatorem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:04:44 01-08-14    Temat postu:

Jestem, przeczytałam i .... czemu tak szybko się skończyło ech.....nie będę narzekać, bo i tak cieszę się, że cokolwiek się tu pojawiło
Wracając do odcinka - cieszy mnie fakt, że Tony zaczyna dostrzegać w Ivy - Ivy, a nie swoją narzeczoną Harper. Przez cały czas porównywał ją do niej i widział same podobieństwa a teraz dostrzega szczegóły, które sprawiają, że dostrzega ją taką jaka jest naprawdę, a nie taką jaką widział oczami wyobraźni. Co za tym idzie wydaje mi się, że powoli zaczyna żyć teraźniejszością, a nie przeszłością, która przynosi mu tylko cierpienie. Wiadome jest, że nie wymaże tego co było ze swojego życia, bo to z nim pozostanie na zawsze, gdzieś głęboko w sercu. Mimo wszystko jednak zasługuje na to by sobie ułożyć życie a fakt, że zaczął dostrzegać Ivy jest kolejny krokiem w przyszłość
A Jack i Kay? Tych dwoje to jest niemożliwych, a już zwłaszcza Jack jak pisałam wcześniej wszystko rozumiem i rozumiem fakt, że chce dla Kay jak najlepiej, ale powtórzę raz jeszcze ona jest dorosła i ma prawo sama podejmować decyzję dotyczące jej życia Jeśli zdecyduje się z nim pozostać to nie dlatego, że jest jej go żal, albo coś jeszcze innego, co sobie ubzdurał w łepetynie, a tylko dlatego, że go kocha. Przecież on zasługuje na to, tak samo jak ona. Jeśli mu zależy, to powinien pozwolić jej być szczęśliwą, nawet jeśli u jego boku No!
To tyle
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:45:17 01-08-14    Temat postu:

Dzięki Madziu :*
Przed wszystkim parami tutaj jeszcze długa (i kręta) droga. Co do Tony'ego masz absolutną rację - zrobił właśnie kolejny malutki kroczek naprzód
A Jack i Kay... cóż, to jest bomba z opóźnionym zapłonem, teraz wszytko jest okey, ale za chwilę mogą znów iść na noże
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:34:03 01-08-14    Temat postu:

Co do Jacka i Kay to akurat wcale mnie nie dziwi, zwłaszcza biorąc pod uwagę jaki charakterek ma Pan Detektyw
A Tony'ego uwielbiam bez względu na wszystko - mówiąc krótko bezwarunkowo
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marli
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 09 Lut 2012
Posty: 59
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:58:06 11-11-14    Temat postu:

Okej, nadrobiłam wszystkie nieprzeczytane rozdziały i wreszcie mogę napisać komentarz . Najpierw chciałabym Cię przeprosić, że zapomniałam o tym opowiadaniu ;/. Głupio mi ;/. Jeśli będziesz pisać dalej, to postaram się być na bieżąco . Tyle mogę obiecać. Co do rozdziału: Jack, skoro chcesz Kay to może powinieneś szczerze z nią porozmawiać? Rozumiem, że nie chcesz stać na drodze do jej kariery, ale chyba to do niej należy decyzja, prawda? Ivy przejrzała na oczy... super, iż zobaczyła jakim dupkiem jest Vance. Oby tylko nie dała mu się po raz kolejny omamić. Jestem również zadowolona, bo Tony chyba powoli przestaje widzieć w Ivy - Harper. Może w końcu zacznie żyć teraźniejszością . Podoba mi się relacja między Ivy i Tony'm . Niby się nie znają, ale czują się swobodnie w swoim towarzystwie. Może z czasem zaufają sobie na tyle, aby porozmawiać o przeszłości. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Liczę, że pojawi się on niedługo . Trzymaj się!
Pozdrawiam serdecznie,
Marlena ;*.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:04:53 11-11-14    Temat postu:

Ojej... zaskoczyłaś mnie, pozytywnie oczywiście Miło mi, że chciało Ci się nadrobić i jeszcze zostawić komentarz - dziękuję :*
Ze swojej strony mogę obiecać, że naprawdę chcę to pisać to dalej i doprowadzić do końca, ale kiedy będzie następny rozdział tego nie jestem w stanie powiedzieć Postaram się w miarę szybko
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marli
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 09 Lut 2012
Posty: 59
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:38:20 11-11-14    Temat postu:

Jasne, że chciało mi się zostawić komentarz . Od zawsze to robię. Choć przyznam, że gdy zaczynałam jakieś 5 lat temu czytać opowiadania, to pisałam tylko głupie: "super, czekam na next". Na szczęście, dorastając zrozumiałam jakie ważne dla autorów jest to, by pisać konstruktywne komentarze i dodać od siebie coś więcej niż tylko jakieś 5 słów . A tak w ogóle to co u Ciebie słychać ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:20:05 11-11-14    Temat postu:

Cieszę się Szczerze mówiąc, to ja takie "super, czekam na next" jakie często zdarzały się na zb.pl traktowałam zawsze, jakby ich w ogóle nie było
A u mnie? Cóż... to nie temat na ten temat W pracy masakra, w domu nie lepiej, całe szczęście tu mam swoją odskocznię Ale przez wspólne forumowe opowiadanie, które mam przyjemność tworzyć tu z innym dziewczynami, zupełnie zaniedbałam swoje własne opowiadania. Staram się wprawdzie zmobilizować, by je wszystkie dokończyć, ale strasznie to trudne, głównie z braku czasu
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marli
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 09 Lut 2012
Posty: 59
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Łódź
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:35:34 11-11-14    Temat postu:

Ja czasem tęsknię za zb.pl, ale za takim jakie było kilka lat temu, a nie pod koniec jego istnienia . Wiem, że to nie temat na taką rozmowę, tak tylko zapytałam ;D. U mnie po staremu, nic nowego o czym warto by było pisać się nie wydarzyło, nadal jestem zafascynowana siatkówką i coś czuję, że prędko mi nie przejdzie . Okej, już nie przynudzam xD. Mam nadzieję, że zbierzesz się w sobie i wkrótce coś tutaj dodasz ;*. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę Ci dużo weny ;]. A tymczasem zmykam. Pa ;*.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:13:45 12-11-14    Temat postu:

Wcale nie przynudzasz U mnie w sumie też nic istotnego się nie wydarzyło i tak jak Ty, nadal kocham siatkówkę - to się chyba nigdy nie zmieni Martwi mnie trochę co będzie z naszą reprezentacją w przyszłym roku, ale... zobaczymy Może nie będzie tak źle
A w razie czego, to żeby tu offa nie robić, zapraszam do mojego wątku

A tymczasem też zmykam.
Buziaki :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 14, 15, 16
Strona 16 z 16

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin