Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sleeping Beauty |21.|
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 14, 15, 16  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BlueSky
Generał


Dołączył: 06 Lut 2011
Posty: 4940
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:32:19 29-06-13    Temat postu:

Mi te wypadki od samego początku nie dają spokoju. I tak nie do końca jestem przekonana do tego, że Harper zginęła w tym wypadku.

David i Maddie - tak się zastanawiam, co ich łączy - na kilometr widać, że ich małżeństwo to układ - David pomógł jej z dobroci serca, a Maddie może musiała przed kimś lub przed czymś uciekać?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:44:49 29-06-13    Temat postu:

Eillen napisał:
Wbrew pozorom, medycyna nie będzie tu odgrywała aż tak wielkiej roli, ale mam nadzieję, że nie przeszkodzi Ci to w dalszym czytaniu A co do Iana... cóż, jak widać na załączonym obrazku, to moja (mała?) obsesja no i w jakimś sensie natchnienie - gdyby nie on i Nina tego opowiadania po prostu by nie było. Ale możesz sobie wyobrazić kogoś innego - nie mam absolutnie nic przeciwko ;D
I nie pisałam nic konkretnego o wypadku Ivy - wszystko przed Tobą
Dzięki, że zajrzałaś :*

Mi wystarczy nawet odrobina medycyny wpleciona do opowiadań A tutaj jest trochę nawiązania do tej dziedziny, co mnie osobiście cieszy
Co do Iana i Niny, mnie nie przekonali do siebie w 'Pamiętnikach wampirów', więc na ich miejscu wyobrażę sobie Josepha Morgana i Allie Gonino
A czekam na wyjaśnienie wypadku Ivy, bo teraz tak mi wpadło do głowy, że może ten wypadek zdarzył się w tym samym czasie i miejscu. Tak sobie myślę, że może to Ivy spowodowała wypadek, w którym Harper zginęła.... Ale poczekam na Twoje wyjaśnienie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:03:57 29-06-13    Temat postu:

Shadow napisał:
Mi te wypadki od samego początku nie dają spokoju. I tak nie do końca jestem przekonana do tego, że Harper zginęła w tym wypadku.

David i Maddie - tak się zastanawiam, co ich łączy - na kilometr widać, że ich małżeństwo to układ - David pomógł jej z dobroci serca, a Maddie może musiała przed kimś lub przed czymś uciekać?


No i bardzo słusznie, że nie dają Ci spokoju ;D
A co do Davida i Maddie - dobrze kombinujesz

Dudziak napisał:

Mi wystarczy nawet odrobina medycyny wpleciona do opowiadań A tutaj jest trochę nawiązania do tej dziedziny, co mnie osobiście cieszy
Co do Iana i Niny, mnie nie przekonali do siebie w 'Pamiętnikach wampirów', więc na ich miejscu wyobrażę sobie Josepha Morgana i Allie Gonino
A czekam na wyjaśnienie wypadku Ivy, bo teraz tak mi wpadło do głowy, że może ten wypadek zdarzył się w tym samym czasie i miejscu. Tak sobie myślę, że może to Ivy spowodowała wypadek, w którym Harper zginęła.... Ale poczekam na Twoje wyjaśnienie


W "Pamiętnikach..." Nina jako Elena okropnie mnie irytowała, ale Damon od początku podbił moje serce i tak zaczęła się ta moja obsesja Ale za to prywatnie Ian z Niną tworzyli bardzo ładną parę, był między nimi ogień i to było widać nawet w serialu Jak jest teraz nie wiem, bo zarzuciałam oglądanie TVD na początku trzeciego sezonu

Widzę, że Was te wypadki bardzo zaintrygowały To się oczywiście wszystko niebawem wyjaśni ale mam nadzieję, że uda mi się Was zaskoczyć w tej kwestii, a póki co - kombinujcie


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 20:05:46 29-06-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
madoka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2010
Posty: 30685
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:29:38 08-07-13    Temat postu:

Jestem i ja - co prawda dopiero po czterech odcinkach, ale lepiej późno, niż wcale. Na chwilę obecną najbardziej intryguje mnie chyba wątek Davida&Maddie. Nic nie jest w nim bowiem na tyle jasne i klarowne, by można było szczegółowo zrozumieć ich zachowania i stosunek względem siebie. Układ układem, ale w ich relacjach nie ma choćby najmniejszej iskierki ciepła, czy nawet nici porozumienia. Równie bardzo przypadła mi do gustu kreacja chłopaka Ivy - Vance'a. Co prawda podniósł mi ciśnienie zdradą jaką zaserwował, pozostającej w śpiączce, Ivy, ale ma w sobie coś takiego, co z jednej strony intryguje, a z drugiej...hmm...wyostrza czujność. Wydaje mi się nawet, że skrywa jakąś tajemnicę, mającą związek z Ivy - ale jaką? W pierwszej kolejności przemknęło mi przez myśl, że może to on stał w jakiś sposób za wypadkiem ukochanej. Ale zaraz potem zadałam sobie pytanie "jaki miałby w tym cel?" - i chwilowo żadnego konkretnego nie znalazłam. A Tony? Co tu dużo mówić. Idealny. A przynajmniej na takiego nam go kreujesz. Kochający, cierpliwy, czuły, namiętny. Szkoda zatem, że tak bardzo musi cierpieć po stracie ukochanej. O ile Harper rzeczywiście umarła - wiem, wiem, pewnie za daleko brnę w mych przemyśleniach, ale nigdy nic nie wiadomo. Motyw zamiany tożsamości bywa popularny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:50:11 08-07-13    Temat postu:

Moniś, miło Cię widzieć w moich skromnych progach
Wątek Davida i Maddie mam nadzieję że będzie jeszcze bardziej intrgujący, gdy pojawi się między nimi ktoś trzeci ;D A jeśli chodzi o Vance'a - miał być po prostu zły i tyle, a jeśli przy okazji jest też intrygujący, to mogę się tylko cieszyć
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlueSky
Generał


Dołączył: 06 Lut 2011
Posty: 4940
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:22:12 08-07-13    Temat postu:

Mam tylko cichą nadzieję, że Tony ma też jakieś wady i że pojawi się jakaś rysa na jego ( póki co ) nieskazitelnym wizerunku. Bo ideały są nudne
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:36:15 08-07-13    Temat postu:

To może za jakiś czas, na razie chyba jeden zły Vance i jego przyjaciółka Faith wystarczą, a póki niech Tony sobie będzie idealnym księciem z bajki Zapraszam na kolejny epizod ;D

C H A P T E R 5.

Kiedy usłyszała w końcu jego głos, od razu poczuła się lepiej. Czekała na niego tak długo, ale teraz, kiedy znów był przy niej, obok radości pojawił się również niepokój. Nie był sam. Przyprowadził kogoś. Kobietę. Wyraźnie czuła słodki, duszący zapach kobiecych perfum. Nie podobało jej się to.
_____Chwycił ją za rękę i dotknął jej policzka. Wiedziała, że uśmiecha się lekko, choć nie mogła zobaczyć jego twarzy. Chciała go dotknąć, wpleść palce w jego gęste, ciemne włosy, ale jej ciało wciąż odmawiało jej posłuszeństwa.
_____– Nic się nie zmieniło – mruknął, zerkając przez ramię na stojącą w drzwiach Faith.
_____– Może spróbuj zbudzić ją pocałunkiem – zakpiła, krzyżując dłonie na piersiach i opierając się plecami o zimną ścianę.
Vance zaśmiał się pod nosem.
_____– Chcesz zaryzykować? – spytał, a jego oczy błysnęły niebezpiecznie. – Jeśli się obudzi, stracisz główną rolę.
Faith obojętnie wzruszyła ramionami, ale kiedy Vance pochylił się nad Ivy i czule pogładził jej policzek, a potem delikatnie musnął jej usta swoimi, zupełnie tak, jak robił to w trakcie przedstawienia, poczuła w sercu ukłucie zazdrości. Jej nigdy nie traktował z taką czułością i delikatnością, nawet w czasie prób w teatrze. Nie oczekiwała tego od niego, miała w życiu inne priorytety niż kochający mąż i szczęśliwa rodzina, ale czasem, jak każda kobieta, marzyła o swoim księciu na białym rumaku.
_____– I co, rycerzu? To chyba jednak nie jest twoja królewna – rzuciła złośliwie.
_____Vance na chwilę przymknął powieki i oparł się czołem o czoło Ivy, a kiedy dziewczyna delikatnie ścisnęła jego palce, wstrzymał na chwilę oddech niedowierzając własnym zmysłom. Nie mogła się obudzić. To przecież tak nie działało.
_____– Śpij, Ivy, śpij… – szepnął tak cicho, że ledwie sam siebie usłyszał, wysuwając dłoń z jej dłoni. – Tak będzie lepiej dla nas obojga – dodał, po czym jeszcze raz przelotnie musnął jej usta i skierował się w stronę Faith. – Ty też nie jesteś moją księżniczką – powiedział, nonszalancko opierając się dłonią o ścianę tuż przy jej uchu i pochylając w jej stronę.
_____– Wcale nie chcę nią być – odparła, przesuwając opuszkiem palca wzdłuż linii jego szczęki. – Nie jesteś dobrym materiałem na księcia z bajki.
Vance uniósł brwi wysoko i uśmiechnął się rozbawiony. Dotychczasowe poczynania Faith świadczyły o czymś wprost przeciwnym. Wprawdzie niczego sobie nie obiecywali, ale za każdym razem, gdy patrzył jej w oczy, widział w nich coś więcej niż tylko chęć zabawy i osiągnięcia celu, jakim było zdobycie głównej roli.
_____– Sądziłem, że idealnym – odparł, przesuwając wierzchem dłoni od jej policzka, przez szyję, aż do zagłębienia między piersiami.
_____– Co najwyżej na mrocznego rycerza – wyszeptała wprost w jego usta.
_____– Do usług, my lady – wyrecytował, skłaniając się teatralnie i składając na jej dłoni delikatny pocałunek.
_____– Tak ją zbajerowałeś? – spytała Faith, spoglądając w stronę Ivy. – Czy to ona zbajerowała ciebie tą swoją śliczną, niewinną buźką?
_____– Co za różnica?
_____– Gdyby nie wypadek, nie byłbyś ze mną, więc chcę wiedzieć co ona ma takiego, czego mnie brakuje, w czym jest lepsza ode mnie.
Vance uśmiechnął się lekko i spojrzał na Ivy, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.
_____– Nie załatwia wszystkiego przez łóżko – powiedział prosto z mostu, przenosząc wzrok na Faith.
_____– Cnotliwa, święta Ivy – prychnęła brunetka z pogardą, jakby uwaga Vance’a nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia. – A tobie zdaje się wcale nie przeszkadza moja rozwiązłość.
_____– Nie – przyznał. – Ale jeśli mam być szczery, to nie jesteś dobrym materiałem na żonę. Skoro tak szybko wskoczyłaś mi do łóżka, równie dobrze, możesz wskoczyć innemu. Faceci lubią sypiać z takimi kobietami, ale nigdy nie zwiążą się z żadną z nich na całe życie.
_____– Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko – bardziej stwierdziła niż spytała, a on uśmiechnął się arogancko. Miała rację. Chciał mieć ciastko, które będzie mógł każdego dnia jeść i takie, którym będzie się delektował przez całe życie.
_____– A czego ty chcesz? – spytał.
_____– Chcę żebyś przestał o niej myśleć i skupił się na tym, co możemy razem osiągnąć.
_____– Więc jestem na twojej drodze tylko jednym z kroków do osiągnięcia zamierzonego celu?
_____– A czego się spodziewałeś? Miłości go grobowej deski?
_____– Ależ skąd. Nie posadzałbym cię o coś takiego – odparł rozbawiony. – Cieszę się, że masz do tego takie same podejście jak ja – dodał, wymijając ją. – Chodźmy, nie powinniśmy spóźnić się na próbę.

____________________________________________ * * *

Zaraz po wyjściu z windy zobaczył uroczą szatynkę, o której od zawsze myślał jak o swojej przyszłej bratowej. Niestety, jego przyrodni brat nie kwapił się do ożenku, a ona sama już dawno straciła nadzieję, że w końcu coś między nimi zaiskrzy.
_____– Kay! – zawołał za nią.
_____– David! – ucieszyła się, rzucając mu się ramiona. – Wróciłeś już na dobre?
Blondyn skinął głową twierdząco, odsuwając ją nieznacznie od siebie i przyglądając się jej uważnie.
_____– Piękna, jak zwykle.
_____– Bajerant, jak zwykle – odgryzła mu się.
David wyszczerzył się od ucha do ucha i szturchnął ją zaczepnie łokciem w ramię, na co dziewczyna tylko pogroziła mu palcem.
_____– Jack jest u siebie? Nie mogłem się do niego dodzwonić.
Kayleen kiwnęła głową w stronę przeszklonego gabinetu.
_____– Ma ostatnio kiepskie dni.
_____– A co z wami? – spytał David po chwili, obserwując brata, grzebiącego w jakichś papierach.
_____– Nie ma „nas”. Już się z tym pogodziłam. Chodź – zakończyła szybko temat i pomaszerowała w stronę gabinetu. Zatrzymała się przed przesłoniętymi żaluzjami, szklanymi drzwiami na których widniał napis: „Naczelnik Wydziału Zabójstw Jack West.”. David zagwizdał z podziwem. Jeszcze niedawno jego brat był zwykłym gliniarzem, a teraz miał swój gabinet i rządził innymi. – Masz gościa – powiedziała Kay, wsuwając głowę do środka. Mężczyzna, siedzący za biurkiem w ciemnobrązowej, skórzanej kurtce, leniwie uniósł głowę znad papierów i wypuścił z ust smużkę dymu, gasząc papierosa w popielniczce. – Prosiłem…
_____– Ale to wyjątkowy gość – zaświergoliła Kay, otwierając drzwi szerzej, by wpuścić do środka, stojącego za nią mężczyznę. – Zostawię was.
_____– Davy! – Usta Jacka rozciągnęły się w szerokim uśmiechu na widok blondyna, a jego szaroniebieskie oczy błysnęły wesoło. Podniósł się z fotela i wyszedł zza biurka, szeroko rozkładając ramiona. – Myślałem, że już nigdy nie wrócisz z tej pieprzonej Afryki.
David uśmiechnął się i uścisnął go mocno.
_____– Wróciłem i mam ci sporo do opowiedzenia, ale nie raczysz odbierać telefonów.
_____– Siadaj. – Jack wskazał miejsce po drugiej stronie biurka, a sam zajął swoje. – Musiałem zmienić numer, bo podczas ostatniej akcji mój telefon wpadł pod ciężarówkę i została z niego kupa złomu. Ale domyślam się, że nie przyszedłeś do mnie, żeby opowiadać mi o tym, jak zbawiałeś świat – zauważył i odchyliwszy się wygodnie na oparcie swojego fotela, położył nogi na biurku. David uśmiechnął się niewyraźnie, postukując spinaczem do papieru w blat biurka.
_____– Powinniście wpaść do nas z Kay.
Jack westchnął, przewracając oczami.
_____– Nie jestem z Kay, to po pierwsze, a po drugie, co to znaczy „nas”?
_____– Po pierwsze, jesteś durniem, a po drugie… – David zawiesił na chwilę głos, po czym spojrzał na Jacka i uśmiechnął się łobuzersko. – Ożeniłem się – powiedział, unosząc lewą dłoń i poruszając palcem serdecznym, na którym lśnił złoty krążek.
_____– Ty? – Jack roześmiał się w głos. – Jesteś lekarzem, powinieneś wiedzieć, jak uchronić się przed wpadką. A jeśli ożeniłeś się z własnej nieprzymuszonej woli, to znaczy, że afrykańskie słońce usmażyło twój mózg.
David pokręcił głową rozbawiony. Nie zamierzał niczemu zaprzeczać ani niczego wyjaśniać, a przynajmniej nie teraz.
_____– Dobra, a teraz powiedz co tak naprawdę cię tu przygnało – powiedział Jack, siadając normalnie w fotelu i wspierając się przedramionami o blat biurka. Chwycił długopis i czystą kartkę, jakby przygotowywał się do spisywania protokołu zeznań świadka, po czym spojrzał na Davida wyczekująco, unosząc wysoko brwi.
_____– Dziewczyna mojego przyjaciela zginęła kilka tygodni temu w wypadku samochodowym. Jej samochód wpadł do rzeki. Mógłbyś zerknąć w akta?
_____– Jak się nazywa?
_____– Harper Brown.
Jack chwycił słuchawkę telefonu i wycisnął numer wewnętrzny.
_____– Kay, przynieś mi proszę akta Harper Brown, wypadek samochodowy sprzed kilku tygodni, samochód spadł do rzeki… Dzięki. Masz jakieś podejrzenia? – zwrócił się do Davida, ale ten tylko wzruszył ramionami. W zasadzie nie miał nic poza przeczuciem i to bardziej Tony’ego niż swoim.
_____– Mój przyjaciel twierdzi, że Harper była doskonałym kierowcą i nie pozwoliłaby sobie na jazdę samochodem po kieliszku czy czując, że jest zmęczona. Uważa, że coś musiało ją zmusić do odbicia w bok, jakiś samochód jadący z naprzeciwka, zwierzę… – urwał, gdy w gabinecie pojawiła się Kayleen z aktami.
_____– Śledztwo umorzono. Uznano to za zwykły wypadek. W dniu zdarzenia padało, droga była śliska… – Jack odczytywał urywki zdań z akt. – We krwi kierowcy nie wykryto alkoholu ani innych środków odurzających. Nie stwierdzono udziału osób trzecich – zakończył, spoglądając Davidowi prosto w oczy, jakby chciał mu dać do zrozumienia, że nic więcej nie da się zrobić. – Samochód jest ciągle u nas? – zwrócił się do Kay, widząc proszące spojrzenie blondyna, a kiedy dziewczyna skinęła twierdząco głową, dodał: – Weź naszego technika i obejrzyjcie go dokładnie. Chwilowo i tak nie mamy nic ciekawszego do roboty.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlueSky
Generał


Dołączył: 06 Lut 2011
Posty: 4940
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:53:37 08-07-13    Temat postu:

Widać, że Vance chce żeby Ivy się nie obudziła - jej wypadek skrywa jakąś mroczną tajemnicę, w którą z całą pewnością Vance jest zamieszany...a może to on miał coś wspólnego z wypadkiem Harper i Ivy się o tym dowiedziała?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:13:07 09-07-13    Temat postu:

W poprzednich odcinkach Vance uchodził za egoistę, ale dało się go lubić. Natomiast w tym odcinku widać, że myśli tylko i wyłącznie o sobie. Jak mógł powiedzieć do Ivy, żeby się nie budziła?! Coś okropnego... A na dodatek dziewczyna to wszystko słyszy... Na szczęście ma u boku Tony'ego Do wredoty Faith się przyzwyczaiłam, ale nie sądziłam, że Vance jest zły do szpiku kości.
David jest kochanym facetem Troszczy się o wszystkich tylko nie o siebie. Myśli o szczęściu brata, Tony'ego, ale sam żyje z kobietą, która nic do niego nie czuje. Oczywiście życzyłabym sobie, by Maddie wreszcie zauważyła jaki skarb ma przy sobie, ale podejrzewam, że do tego nie dojdzie. Ale może David zainteresuje się Kay... Wygląda ona na bardzo sympatyczną, a z Davidem dogaduje się świetnie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:45:28 09-07-13    Temat postu:

Vance zdecydowanie nie jest tu po to, żeby go lubić

Dzięki że zajrzałyście :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:03:46 21-07-13    Temat postu:

C H A P T E R 6.

Ocknęła się, gdy poczuła, jak silne, męskie dłonie, delikatnie ścierają łzy z jej policzków. Było jej źle, czuła, że jej świat się zawalił, choć tak naprawdę nie miała pojęcia dlaczego. Niczego w tej chwili nie pragnęła bardziej jak tego, by ktoś ją stąd zabrał, przytulił i zapewnił, że wszystko będzie dobrze.
_____– Płakałaś… – jej uszu dobiegł głos, który dobrze już znała. – Zabiorę cię na spacer, co ty na to?
_____Podniosła ciężkie powieki i znów zobaczyła przed sobą mężczyznę w czarnym, angielskim fraku. Nadal nie miał twarzy, ale był miły, a jego silne ramiona, które właśnie ją otoczyły, wlewały w jej serce spokój i dawały poczucie bezpieczeństwa w całej tej zupełnie irracjonalnej sytuacji.
_____– Kim jesteś? – spytała.
_____– Twój książę chyba pomylił bajki, Śpiąca Królewno – mówił czule, gładząc jej rozgrzane policzki chłodnymi dłońmi. – Nie mam białego rumaka, błyszczącej tarczy i ostrego miecza, ale musisz zadowolić się moim towarzystwem.
Kiedy poczuła na skórze ciepłe promienie słońca, odetchnęła głęboko. Powietrze wokół pachniało jego perfumami, a ona czuła się spokojna. Tylko dlaczego nazwał ją Śpiącą Królewną? Nie wiedziała, ale rozbawienie, które słyszała w jego głosie, gdy tak ją nazwał, udzieliło się jej w jakiś cudowny sposób. Miała ochotę biegać po zielonej łące, śmiać się i zrywać polne kwiaty, tylko dlaczego nadal zupełnie nie panowała nad swoim ciałem?
_____– Miałaś wypadek, jesteś w szpitalu. Teraz wszystko jest już w porządku, poza jednym drobnym szczegółem. Nie chcesz się obudzić, a ja chciałbym wiedzieć dlaczego.
_____– Chcę! – krzyknęła, a przynajmniej tak jej się wydawało. Bardzo chciała się obudzić z tego cholernego snu, który zaczynał ją już męczyć, ale nie miała pojęcia jak to zrobić, a poza tym… – Bardzo chcę, ale… – dodała ciszej, patrząc jak jego palce splatają się z jej palcami. Przypomniała sobie, jak mężczyzna bliski jej sercu, prosił, by spała. – Tak będzie lepiej… – wyszeptała, powtarzając jego słowa, a do jej oczu znów napłynęły łzy. Czuła na ustach smak jego ust, a w uszach dźwięczał jej jego głos. Dlaczego nie chciał, by się obudziła i była z nim? Czy to miało jakiś związek z kobietą, z którą przyszedł? Czy ją znała?
_____Tak. To była Faith. Faith McAdams. Brunetka z mocnym makijażem i ustami zawsze pomalowanymi krwistoczerwoną pomadką. Od początku się nie lubiły. Miała wrażenie, że Faith jej zazdrości i tylko czeka, aż powinie się jej noga, by zająć jej miejsce.
_____Miejsce… ale gdzie?
_____Zacisnęła mocniej powieki i znów zobaczyła siebie w pięknej sukni, a przed nią wiwatujący tłum. Obok niej stał brunet, uśmiechał się do niej czule, trzymał ją za rękę. Czy chodziło o miejsce przy jego boku?
_____– Vance… – szepnęła, a przed oczami, niczym zwiastun jakiegoś filmu, mignęły jej ich wszystkie wspólne chwile. Łącznie z tą ostatnią, kiedy pocałował ją, jak milion razy wcześniej, a potem poprosił by spała dalej i odszedł.
_____Skuliła się i ufnie wtuliła w silne, szerokie ramiona, które ciasno ją otaczały. Uniosła głowę, by spojrzeć na nieznajomego i wyciągnęła rękę, by dotknąć jego policzka. Mężczyzna nadal nie miał twarzy, ale wyraźnie poczuła pod palcami kilkudniowy zarost, a chwilę potem jego chłodne usta musnęły wewnętrzną stronę jej dłoni.
_____– Walcz – poprosił. – Jesteś młoda i piękna, masz całe życie przed sobą…
Westchnęła cicho, zaciskając palce na jego dłoni i z całej siły próbując podnieść powieki, które wydawały się jej ciężkie, jak kilkutonowy głaz…

_____– Ivy? – Tony z niedowierzaniem patrzył na szczupłą dłoń szatynki, która zacisnęła się mocno na jego własnej. Kiedy przyszedł dziś do niej i zobaczył na policzkach ślady łez, wiedział, że dziewczyna ma świadomość tego, co się wokół niej dzieje. Coś, albo raczej ktoś, sprawił jej przykrość, a on nie mógł pozwolić, by odebrano jej ostatnie resztki woli życia, które tliły się w niej wątłym płomykiem. Jej stan był stabilny więc postanowił zabrać ją na słońce, które uznawano za najlepszy lek na depresję. Poprosił pielęgniarkę o wózek i koc, a teraz siedział z Ivy na trawie w przyszpitalnym parku, nie mogąc uwierzyć, że krótki spacer wystarczył, by skorupa, którą się otoczyła wreszcie zaczęła pękać. – Ivy słyszysz mnie? Otwórz oczy… – poprosił łagodnie, ale dziewczyna tylko mocniej wtuliła się w jego ramiona.
_____– Tony? Co ty wyprawiasz? – spytał David, który miał nadprzyrodzoną zdolność pojawiania się z nienacka w najmniej odpowiednich momentach.
_____– Zabrałem ją na spacer i zobacz – mówił zadowolony z siebie, wskazując wzrokiem na zaciśniętą na jego dłoni dłoń Ivy. David jednak, jak zwykle, daleki był od popadania w huraoptymizm.
_____– Może to tylko jakieś skurcze mięśni.
Tony pokręcił przecząco głową. Był pewien, że Ivy powoli do nich wraca i wiedział, że chce być przy niej, kiedy w końcu otworzy oczy.
_____– Dziś kiedy przyszedłem do niej płakała, a teraz ściska moją dłoń. To nie może być przypadek.
_____– Za bardzo się w to angażujesz. To twoja ucieczka od tego, co stało się z Harper? Jakiś rodzaj odkupienia win? Masz żal do siebie, że nie mogłeś jej pomóc, być może nawet obwiniasz się o jej śmierć, więc żeby poczuć się lepiej postawiłeś sobie za cel pomóc tej dziewczynie – bardziej stwierdził niż zapytał, splatając dłonie na piersi.
_____– Jestem lekarzem – odparł brunet dosadnie, posyłając przyjacielowi wrogie spojrzenie. Wyglądał, jakby miał za złe Davidowi, że wypowiedział na głos wszystko to, co sam tak bardzo starał się ukryć. Nie mógł jednak mieć o to do niego pretensji. Znali się przecież od lat, rozumieli bez słów i nawet jeśli czasem mieli skrajnie różne poglądy na dany temat, to potrafili to uszanować.
_____– Daj spokój, Tony. Widzę jak na nią patrzysz i to nie jest tylko spojrzenie lekarza na pacjenta. Patrzysz na nią, a przed oczami masz Harper, ale to nie jest ona – podkreślił dosadnie cztery ostatnie słowa, siłując się z nim na spojrzenia. – Ivy się kiedyś obudzi i wróci do swojego życia, a ty będziesz cierpiał.
_____Tony zacisnął nerwowo szczęki i spojrzał gdzieś w bok, odwracając wzrok od przenikliwego spojrzenia Davida. Blondyn znał go zbyt dobrze, czasem miał wrażenie, że może nawet lepiej niż on sam siebie.
_____– Zabierzmy ją stąd, zanim dyrektor cię tu z nią zobaczy – mruknął David już łagodniej, podjeżdżając wózkiem do Tony’ego i Ivy. Brunet wziął dziewczynę na ręce, posadził ją w wózku i delikatnie odgarnął jej długie włosy z twarzy.
_____– Walcz, proszę… – powiedział bezgłośnie, ściskając jej dłoń w swojej. – Chcę ci pomóc, ale musisz walczyć…

__________________________________________________* * *

Kiedy weszła do jego gabinetu, siedział w swoim fotelu z czołem przyklejonym do zimnego blatu biurka. Zatrzymała się w drzwiach i oparłszy się o futrynę przez chwilę przyglądała mu się, zupełnie rozczulona tym widokiem. Kiedy przeniesiono ją do wydziału zabójstw, Jack został jej partnerem. Szybko znaleźli wspólny język, rozumieli się bez słów. Z czasem złapała się jednak na tym, że nie myśli już o nim jak o przyjacielu i miała wrażenie, że i on chciał czegoś więcej, choć nigdy nawet nie próbował jej pocałować czy w jakikolwiek inny sposób przekroczyć niewidzialnej granicy. Widziała w jego oczach jak wiele dla niego znaczy, ale nim zebrała się na odwagę, by szczerze z nim o tym porozmawiać, wszystko się skomplikowało, a na dodatek teraz nie był już jej partnerem a przełożonym.
_____Podeszła do niego i zerknęła na biurko, na którym rozłożone miał dokumenty dotyczące wypadku, w którym zginęła Harper Brown. Uśmiechnęła się do siebie, cieszyła się, że w końcu ma jakieś zajęcie, bo odkąd został naczelnikiem wydziału zabójstw, miała wrażenie, że przygasł, stracił zapał i werwę, zupełnie nie potrafiąc się odnaleźć w nowej dla siebie roli. Po części na pewno spowodowane to było tym, że chwilowo nie mógł, jak dawniej, pracować w terenie tyle, ile by chciał. Jego praca ograniczała się teraz głównie do analizowania dokumentów i wydawania poleceń innym. Szło mu to całkiem nieźle, ale było widać, że na dłuższą metę męczy go to, dlatego cieszyła się, że teraz miał okazję znowu się wykazać, pozwolić ponieść się swojej intuicji i robić to, co naprawdę kochał i w czym był naprawdę dobry. Bo w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych nie miał sobie równych. Miał po prostu do tego nosa i wszelkie przekręty wyczuwał na odległość.
_____Stanęła za nim i kładąc dłonie na jego ramionach, pochyliła się tak, że jej piersi dotykały jego pleców. Mruknął coś przez sen i poruszył się nieznacznie, a ona uśmiechnęła się do siebie i musnęła jego policzek, chłodnymi wargami.
_____– Jack – szepnęła mu wprost do ucha, delikatnie potrząsając za jego ramiona. – Obudź się… Jack…
_____– Jeszcze chwilę…
_____– Jack! – Potrząsnęła go mocniej za ramię, a kiedy jak oparzony wyprostował się gwałtownie i spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem, dodała: – Późno już, odwiozę cię do domu.
_____– Muszę przejrzeć te papiery – powiedział, powoli wracając do rzeczywistości i przecierając zaspane oczy. – Znaleźliście coś?
Uśmiechnęła się tajemniczo i usiadła na jego biurku tak, że kiedy odchylił się na oparcie swojego fotela, mogła patrzeć wprost w jego oczy, dla których dawno temu straciła głowę.
_____– Kay – ponaglił. Zbyt dobrze ją znał, by nie wiedzieć, co kryje się za tym wyrazem twarzy. – Co macie?
_____– Na samochodzie pani Brown znaleźliśmy lakier z innego pojazdu w miejscu wgniecenia, które prowadzący postępowanie wzięli za ślad po uderzeniu w kamień wystający z dna rzeki.
_____– Czyli David miał rację – powiedział Jack, uśmiechając się z satysfakcją, jakby właśnie odkrył klucz do rozwiązania jakiejś zagadki, nad którą mędrcy świata głowili się przez stulecia. – Ktoś jeszcze brał w tym udział i uciekł z miejsca wypadku, a może nawet, by zatrzeć ślady, sam zepchnął samochód pani Brown do rzeki.
_____– Całkiem możliwe – przytaknęła, ciesząc się, że Jack z takim zapałem zajął się tą sprawą. W końcu zaczął przypominać komisarza Westa, którego poznała, gdy zaczęła pracę w wydziale zabójstw.
_____– Trzeba wznowić śledztwo.
_____– Już to zrobiłam. Zaniosłam też próbkę tego lakieru do analizy i zwróciłam się o nagrania z monitoringu miejskiego. Przy odrobinie szczęścia powinniśmy trafić na jakiś trop. Dziwię się, że nasi koledzy z drogówki tego nie zrobili.
_____– Kto prowadził tę sprawę?
_____– Stary Emerson i jakiś świeżo upieczony adept akademii policyjnej, nie pamiętam nazwiska.
_____– Trzeba z nimi porozmawiać. Emerson to przekupny skurczybyk. Nigdy niczego mu nie udowodniono, nie złapano go na gorącym uczynku, ale wszyscy wiedzą, że odpowiednio zmotywowany, potrafił zamieść pod dywan najgorszy syf.
_____– Zajmę się tym.
_____– Wiem – powiedział cicho, kładąc dłoń na jej dłoni, ale szybko ją cofnął, jakby dotyk jej skóry parzył go. – Co ja bym bez ciebie zrobił? – zagadnął beztroskim tonem, szczerząc się od ucha do ucha.
Kay wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się lekko, zeskakując z biurka.
_____– Chodź, odwiozę cię do domu – powiedziała, otwierając drzwi gabinetu.
_____– Wolałbym jechać na piwo – mruknął, podnosząc się z fotela z dziwnym grymasem na twarzy.
_____– Chcesz pogadać? – spytała, gdy chwycił się za prawe udo i zaklął pod nosem.
_____– Wszystko jest w porządku – odparł i podszedł do niej, starając się nie kuśtykać.
_____– Jack… – urwała gdy mężczyzna uniósł dłoń i zgromił ją spojrzeniem, dając tym samym wyraźnie do zrozumienia, że temat uważa za zamknięty.
_____– Idę pić – zakomunikował ostro. – A ty, albo idziesz ze mną i nie marudzisz, albo jedziesz do domu.
Kay spojrzała mu w oczy i przez chwilę stali tak, wpatrując się w siebie w zupełnym bezruchu. Znowu był marudnym, ponurym Jackiem, którego nic nie cieszyło, ale nie mogła go tak zostawić. W pewien sposób czuła się winną jego kiepskiego samopoczucia.
_____– Chodź – powiedziała w końcu. – Ktoś potem musi cię odholować do domu.
_____– Nie potrzebuję niańki.
_____– Nie zamierzam cię niańczyć. Po prostu, po koleżeńsku, odwiozę cię do domu jak już zatankujesz – odparła, siląc się na wesoły ton i wyszła z gabinetu. Jack przez chwilę patrzył na jej idealną sylwetkę, ukrytą pod opiętym topem, krótką skórzaną kurtką i szerokimi spodniami. Tęsknił za czasami, kiedy pracowali razem. Kay była pojętną uczennicą i szybko przekonał się, że może jej ufać i liczyć na nią w każdej sytuacji. Trwała przy jego boku nawet teraz, gdy większość jego współpracowników uważała go za zgorzkniałego skurwysyna, a on sam nieraz był dla niej co najmniej niemiły. Nie chciał jej zatrzymywać przy sobie, blokować jej kariery, ale jednocześnie nie potrafił jej odprawić. Bał się, że gdy odejdzie, zostanie sam i w końcu strzeli sobie w łeb. Był słaby. Słabszy niż sądził.
_____– Idziesz? – spytała, oglądając się przez ramię. – Bo się zaraz rozmyślę.
_____Jack uśmiechnął się lekko. Nabrał powietrza w płuca, zgasił lampkę na swoim biurku i ruszył za nią.
_____Tylko ona mogła uratować go od upadku.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:20:13 21-07-13    Temat postu:

Tony się bardzo zaangażował w pomoc Ivy i David ma sporo racji w tym co mówi. Tony, swoją bezgraniczną pomocą nieznajomej dziewczynie, próbuje zagłuszyć wyrzuty sumienia z powodu Harper. Oczywiście wypadek nie był jego winą, ale cały czas oskarża się o to, że utracił ją na zawsze. Ivy potrzebuje teraz kogoś, kto by ją wspierał i dla kogo miałaby chęć walki, a wszyscy bliscy na razie ją opuścili, a na dodatek usłyszała bolesne dla siebie słowa z ust mężczyzny, którego kochała. Mnie oczywiście cieszy to, że Tony tak bardzo stara się jej pomóc, ale nie powinien aż tak bardzo się w tym zatracać i powinien wreszcie zacząć żyć swoim życiem.
Kay jest fantastyczną osobą Cały czas trwa przy Jack'u, mimo że wiele osób się od niego odwróciło. Ale nic w tym dziwnego skoro na pierwszy rzut oka można poznać, że dziewczyna jest w nim zakochana. Ona też nie jest mu obojętna, ale na razie Jack musi uporządkować swoje życie. Tak w ogóle to co mu się stało w udo? Jakiś uraz czy po prostu mu zdrętwiała od niewygodnej pozycji do spania?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:25:36 21-07-13    Temat postu:

Tony musi sobie wszystko poukładać, pogrzebać w końcu Harper i zacząć żyć od nowa, co wcale nie będzie takie łatwe Nie lubię jak jest łatwo, więc pewnie mu parę kłód pod nogi podrzucę
A co do Jacka - to z pewnością nie jest tylko zdrętwienie, ale o tym za czas jakiś
Dzięki za odwiedziny :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:27:17 21-07-13    Temat postu:

Wszelkie kłody rzucane pod nogi głównym bohaterom są mile widziane Ciągła sielanka nie jest dobra A jeśli chodzi o Jack'a to czekam z niecierpliwością na wyjaśnienie co z jego zdrowiem
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:39:37 21-07-13    Temat postu:

No w tym opowiadaniu to chyba akurat nikt sielanki nie ma i pewnie jeszcze długo miał nie będzie - przynajmniej taki jest plan
Nie wiem kiedy się konkretnie wyjaśni sprawa Jacka, ale na pewno nie w trzech kolejnych rozdziałach, także uzbrój się w cierpliwość ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 14, 15, 16  Następny
Strona 3 z 16

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin