Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Conjugal Peccadilloes - EPILOG
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11 ... 43, 44, 45  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:50:34 21-10-11    Temat postu:

Bardzo dziękuję Wam za komentarze, w których całkiem sporo trafnych spostrzeżeń, ale - mam nadzieję, że mi to wybaczycie - nie będę wdawać się w szczegóły, tylko zajmę się pisaniem nowego cinka, żeby móc go jutro tu wrzucić
Pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:53:34 21-10-11    Temat postu:

Ja tam nie mam nic przeciwko pisz, a ja z miłą chęcią przeczytam jak zawsze zresztą
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:20:40 27-10-11    Temat postu:

Odcinek 11.

Kiedy zobaczył Verónicę, obściskującą się przed barem z tym osiłkiem, dziwnie się poczuł. Nie wiedział, czy to bardziej zazdrość o jego własność – bo przecież Verónica nadal była jego żoną, czy może jednak jego męska urażona duma, ale niezależnie od wszystkiego, miał ochotę obić mu gębę. Zamiast tego jednak pojechał za nimi i obserwował ich dyskretnie. Zalogowali się na kilkadziesiąt minut w pobliskiej knajpie i, bynajmniej, nie zachowywali się w ogóle jak para kochanków, a co najwyżej dobrych znajomych. Szybko więc odrzucił od siebie myśl, jakoby ów osobnik, mógł być ojcem dziecka, które jego żona nosiła pod sercem, a które on pokochał już bezgranicznie. Postanowił jednak na razie nie mówić jej nic o przeprowadzce do domu jego rodziców.
- Co robisz? – spytał, kiedy wszedłszy do ich wspólnego mieszkania, zobaczył Verónicę, targającą za sobą wielką walizkę.
- Mówiłam ci już – mówiła spokojnie, nawet na niego nie patrząc. – Wyprowadzam się. Myślałam, że zdążę zanim wrócisz, bo zupełnie nie mam ochoty na awantury.
- Nie zamierzam się awanturować – odparł, nalewając sobie soku i oparłszy się biodrem o blat kuchennej szafki, bezceremonialnie zmierzył ją wzrokiem. Rozbawiło go, gdy przystanęła w bezruchu i wspierając dłonie na biodrach, z na wpół otwartymi ustami, patrzyła na niego jak na kosmitę.
- Nie będziesz mnie zatrzymywał? – spytała, a w tonie jej głosu pobrzmiała nuta rozczarowania.
- Zastanawiam się czy warto.
- Robisz sobie jaja? Jeszcze niedawno twierdziłeś, że nie pozwolisz mi odejść, że to także twoje dziecko…
- A czy na pewno jest moje? – spytał wprost, przygotowany na to, że za chwilę jej dłoń z hukiem wyląduje na jego policzku. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Verónica zamrugała szybko powiekami, totalnie zaskoczona bezpośredniością męża.
- Sugerujesz, że… ? – wydukała, siłując się z nim na spojrzenia.
- Że może to wcale nie jest moje dziecko – mówił spokojnie. – Może to ten kudłaty goryl, z którym się niedawno spotkałaś zrobił ci dziecko, a teraz chcecie ode mnie wyciągnąć kasę? Sama powiedziałaś, że nigdy mnie nie kochałaś i wyszłaś za mnie wyłącznie dla pieniędzy.
- Ale… – zająknęła się. Takiego obrotu spraw nie przewidziała, a nawet jeśli kiedykolwiek coś podobnego przeszło jej przez myśl, to nigdy nie brała takiej opcji pod uwagę. Przecież Franco kochał ją i chciał tego dziecka. Jakim cudem więc, praktycznie z dnia na dzień, mu się odmieniło?

*
Chciała wierzyć, że Sebastián Vázquez jest w stanie się zmienić. I że zrobi to dla niej, by w końcu mogli stać się prawdziwą rodziną. Rozum jednak, wbrew sercu, nie dawał wiary przystojnemu blondynowi. Ana była przekonana, że to nic więcej jak tylko jakaś jego nowa zagrywka, by udobruchać ją i pozbyć się jej z firmy. Bo taki właśnie był Sebastián, o czym przekonała się jeszcze tego samego wieczora, kiedy jakiś czas później, ponownie wyszedłszy na taras, zastała tam swojego męża w towarzystwie jakiejś ciemnowłosej, zgrabnej pijawki, która z ogromnym zapałem wpijała się w jego usta.
Wybiegła stamtąd, nim zdążyli ją zauważyć. Wszelkie nadzieje jakie miała kiedykolwiek odnośnie swojego małżeństwa, prysły teraz jak bańka mydlana. Nie rozumiała dlaczego aż tak bardzo ją to zabolało, przecież od dawna wiedziała jaki jest jej mąż.
- Cholerny gnojek! – wrzasnęła, zatrzymując się wreszcie przy niewielkiej altanie w ogrodzie swojej teściowej. – Przeklęty, zadufany… – miała ochotę dać upust swojej irytacji, ale urwała, gdy z cienia wyłoniła się jakaś męska sylwetka.
- Złość piękności szkodzi, wiesz? – dobiegł ją jakiś przyjazny, aksamitny głos, a chwilę potem jej oczom ukazał się jego właściciel w całej krasie. Pośpiesznie wytarła policzki wierzchem dłoni i uśmiechnęła się blado.
- David, miło znów cię widzieć. – Wysiliła się na uprzejmy ton, choć tak naprawdę chyba chciała teraz być sama. W gruncie rzeczy jednak zawsze go lubiła i nie miała powodu, by wyładowywać teraz swoją złość na nim, bo akurat był pod ręką.
- Coś się stało? – spytał szczerze zaniepokojony, gdy podszedł do niej i na policzkach dostrzegł ślady łez. Pokręciła przecząco głową. – Hej… – szepnął i chwyciwszy ją za podbródek zmusił, by spojrzała na niego. Ana jednak szybko odwróciła wzrok i odsunęła się od niego, zakładając ręce na piersiach. – Sebastián – bardziej stwierdził niż zapytał, wykrzywiając usta w dziwnym uśmiechu. – On się nigdy nie zmieni – dodał, zdejmując marynarkę i okrywając nią ramiona Any. – Nigdy nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na pytanie dlaczego oboje zgodziliście się na ten ślub – mówił, wsuwając dłonie w kieszenie eleganckich spodni. – Wiedziałem, że mój kuzyn nie nadaje się do roli męża i zastanawiałem się jak długo z nim wytrzymasz.
- David – szepnęła prosząco. Nie miała ochoty tego słuchać. Wszyscy wokół wiedzieli, jaki był Sebastián, nawet jej ojciec, a mimo to oddał mu jej rękę. – To wszystko nie jest takie proste. – Westchnęła ciężko i spojrzała w niebo usłane gwiazdami. – Co tam u ciebie? – spytała, by zmienić temat. – Słyszałam, że wróciłeś z Europy już na dobre i zamierzasz się wreszcie ustatkować – dodała z psotnym uśmiechem. – Kim jest ta szczęściara?
David uśmiechnął się lekko, opuszczając na chwilę głowę i wpatrując się w czubki swoich wypolerowanych na błysk, czarnych mokasynów.
- Jest tu dziś ze mną, więc pewnie będziesz miała okazję ją poznać – powiedział w końcu.
- Więc dlaczego zamiast jej towarzyszyć siedzisz tu sam?
- Bo ktoś musiał stać na posterunku, by poprawić ci humor – odpowiedział, chwytając ją za rękę. – Chodź, bo jeszcze zaczną nas o coś podejrzewać…

*
Szła przed siebie, ciągnąc za sobą wielkie walizki i pozwalając łzom płynąć po policzkach. Złość i bezsilność – tylko te dwa uczucia wypełniały teraz jej serce.
- Stój! – usłyszała nagle, a chwilę potem poczuła szarpnięcie.
- Po co za mną leziesz?! – warknęła wściekle, wyrywając dłoń z silnego uścisku. – Przecież nie warto mnie zatrzymywać!
- Głupia – prychnął Franco, przewracając teatralnie oczami. Nim się spostrzegła chwycił jej walizki i ruszył w stronę parkingu. Verónica otworzyła szeroko oczy, zupełnie zbita z tropu zachowaniem męża. W końcu otrząsnęła się i pobiegła za nim.
- Co ty robisz? – spytała, stając przed nim. – Oddaj moje walizki!
- Jutro się przeprowadzamy – oznajmił, otwierając bagażnik samochodu, pożyczonego od ojca.
- Co? Przeprowadzamy się? My?!
- Chyba nie myślałaś, że pozwolę ci odejść ot tak ryzykując tym samym, że być może nigdy w życiu nie zobaczę swojego dziecka? Nie wiem czy jest moje, ale niebawem się tego dowiemy, a do tego czasu, przykro mi, ale będziesz musiała znosić moje towarzystwo i docinki moich starych.
- Przeprowadzamy się do twoich rodziców? – spytały, a oczy zaszkliły się jej nadzieją. Franco skinął nie do końca pewny, czy to dobry pomysł, by mieszkać pod jednym dachem z rodzicami, którzy, delikatnie mówiąc, nie darzyli sympatią jego żony, jednak uznał, że nie ma już absolutnie nic do stracenia.
- Wszystko albo nic – szepnął sam do siebie, zatrzaskując bagażnik samochodu.
*
Juan wtulił twarz w lśniące włosy Marisy. Po raz pierwszy od dawna poczuł, że jeszcze nie wszystko stracone, że to, co ich łączyło, wcale nie umarło. Była gotowa ponownie oddać mu siebie, a on pragnął jej jak diabli. Za bardzo ją jednak szanował, by tak po prostu ją wykorzystać. Nie chciał też rano słuchać wymówek, jakim to jest parszywym skurwielem, a był pewny, że dokładnie taki byłby finał tej upojnej nocy. Wziął ją więc w ramiona i utulił do snu jak dziecko. Spała teraz spokojnie z głową opartą na jego nagim torsie, a on gładził czule jej długie, gęste włosy, ciesząc się tą na bliskością i zastanawiając się jednocześnie dlaczego tak bardzo chciała go od siebie odsunąć. Po tym wieczorze był już absolutnie pewien, że nie przestała go kochać. Musiał tylko poznać jej sekret, który dusiła w sobie i który nagle stał się ogromnym murem między nimi. Wiedział jednak, że sama nie powie mu o niczym, choćby poddano ją najwymyślniejszym torturom, więc musiał opracować jakiś plan.
Nagle usłyszał charakterystyczne piknięcie swojego telefonu. Po omacku sięgnął dłonią, po swoje spodnie leżące obok łóżka i z kieszeni wyciągnął z kieszeni komórkę.
- „Mam nadzieję, że nie puściłeś z dymem mieszkania. Do rana daleko, więc mam nadzieję, że nie próżnujesz i rano powiesz mi, że między wami znów jest wszystko OK.” – odczytał i uśmiechnął się do siebie. José Antonio Soares Passarella. Tak, to właśnie jego starszy brat, był rozwiązaniem jego problemu i odpowiedzią na wszystkie dręczące go pytania. W końcu komu innemu Marisa mogła się zwierzać?

[link widoczny dla zalogowanych]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dull
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 14 Wrz 2010
Posty: 8468
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:38:24 27-10-11    Temat postu:

Bardzo fajny odcinek.
Podobały mi się sceny między Veronicą i Franco. Myślałam, że da jej odejść, ale na szczęście ich drogi się nie rozeszły
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:43:13 27-10-11    Temat postu:

Jestem i się melduję

W odcinku było chyba wszystko No nie licząc Sary i Martina
W każdym razie bardzo, ale to bardzo podobała mi się postawa Franco kiedy powiedział żonie co myśli. No i zatkało kakao :p
Nie lubię Veronici, no ale nie każdy z bohaterów musi być nieskazitelny. Mam tylko nadzieję, że dziewczyna zmieni z czasem swoje podejście do pieniędzy i luksusu. Szkoda byłoby tak wspaniałego faceta jakim jest Franco. No chyba, że pojawi się jakaś ładna, kobietka w jego okolicy, która będzie zupełnym przeciwieństwem Veronici no ale się zagalopowałam chyba sorry ...
Co do Sebastiana - to dupek z niego jak 150 , jak tak można w ogóle. No ja się pytam jak?! No, ale dzięki temu Twoje opowiadanie nie jest nudne i zawsze się zastanawiam co żeś tam wymyśliła tym razem
No i David....hm....generalnie nie wiem co o nim myśleć. To znaczy jest na pewno szczerym i sympatycznym człowiekiem, ale nie wiem jaka będzie jego rola w związku Any i jego kuzyna. Ciekawi mnie tylko, czy jego wybranka to nie jest przypadkiem ta kobieta, która uwiesiła się na Sebastianie :> no ale może doszukuję się czegoś tam gdzie tego nie ma
Pozostaje mi czekać na kolejny odcinek z niecierpliwością
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:09:55 27-10-11    Temat postu:

Co do nowej kobiety dla Franco to wszystko możliwe, a dla Davida przewiduję tu całkiem sporą rólkę, więc wiesz...
No i masz rację, co do tej pijawki uwieszonej na naszym Sebulku, ale więcej nic nie zdradzę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25144
Przeczytał: 27 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:12:44 27-10-11    Temat postu:

Przeczytałam, normalny komentarz jutro, bo kleją mi się oczy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:16:08 27-10-11    Temat postu:

Czyli jednak udało mi się, choć częściowo odgadnąć co wymyśliłaś. Jednak podejrzewam, że na tym moja kariera się zakończy. W sumie nie będę nawet próbowała zgadywać co dalej, bo wiem, że w dużej większości po prostu mi się to nie uda
Wiem za to jedno, na pewno nie będę się nudzić czytając Twoje opowiadanie. Za to, to dam sobie rękę uciąć
Czekam wobec tego na nowy odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dudziak
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 18247
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: małopolska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:34:32 29-10-11    Temat postu:

Sebastian coraz bardziej działą mi na nerwy;/ Na oczach swojej żony całuje się z inną... Cieszyłabym się gdyby znalazła sobie kogoś innego Bardzo ciekawy jest też wątek Vero i Franco Nieźle jej pojechał, chyba po raz pierwszy nie wiedziała co ma powiedzieć Ciekawa również jestem kim jest narzeczona Davida
I ostatni wątek- Marisa i Juan. Teraz kiedy mężczyzna jest pewien, że Mari go kocha i skrywa jakiś sekret będzie drążył o co chodzi Może szybko wyjaśni się ta tajemnica i będą mogli być szczęśliwi Czekam na kolejne odcinki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rainbowpunch
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 24 Mar 2009
Posty: 12314
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:20:07 29-10-11    Temat postu:

Postaram się w miarę szybko przeczytać i wtedy napiszę coś inteligentnego.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Contigo
Big Brat
Big Brat


Dołączył: 10 Paź 2011
Posty: 412
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Rzeszów
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:51:13 29-10-11    Temat postu:

Jestem i komentuję!
Po 11 odcinku nie mam pojęcia dlaczego, ale polubiłam Veronicę. Mimo jej wszystkich wad, jej chciwości i chęci wzbogacenia się... jest taka jakaś prawdziwa. Można odnaleźć w niej ludzi ze swojego otoczenia. Polubiłam ją z jakiegoś niewiadomego powodu i mam nadzieję, że moje odczucia już się nie zmienią. Franco jest na prawdę mądrym facetem, wie co robić i dla dziecka jest w stanie się poświęcić, schować dumę do kieszeni i wprowadzić do rodziców, nawet jeśli nie jest pewien czy jest na pewno jego. Jego też polubiłam jeszcze bardziej.
Wszyscy są zdania, że Ana Lucia powinna znaleźć sobie kogoś nowego. Cóż, ja myślę, że to najlepszy sposób, by rozbudzić w Sebastianie jakieś ludzkie odczucia, jednak ona sama... hmm, no na moje oko jest na prawdę zakochana w S., mimo jego wad (cóż, samych wad, pomijając seksapil).
Piękne chwile Marisy i Juana... Teraz przynajmniej mogę być pewna, że facet nie odpuści Marisie i będzie drążył temat, póki nie wyjawi mu prawdy. ; ]
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:48:51 29-10-11    Temat postu:

Po pierwsze, to dziękuję za komentarze i poświęcony czas :*
Po drugie...
Nie wiem, czy dobrze robię, ale w końcu mamy długi weekend, więc potraktujcie to jako mały bonus i korzystajcie pókim dobra Wink
I po trzecie... zastanawiam się czy nie pisać krótszych odcinków? Wtedy z tego jednego byłyby dwa i dzięki temu może pojawiałyby się częściej...
Ale decyzję pozostawiam Wam ^^




Rozmowa z Marcosem zupełnie wytrąciła go z równowagi i ciągle nie wiedział, czy dobrze zrobił nie wspominając o tym Sarze ani słowem. Póki co, postanowił jak najlepiej wykorzystać ten poranek. Odwrócił się ostrożnie na drugi bok z nadzieją, co najmniej na czułe „dzień dobry”, ale kiedy jego dłoń, zamiast ciepłego, gładkiego ciała żony, napotkała jedynie zimne posłanie, otworzył powieki i rozejrzał się po sypialni nieco zdezorientowany. Rzadko zdarzało się, by Sara wstawała przed nim, nie budząc go wcześniej czule, a już w ogóle nie zdarzało się, by wychodziła z domu bez słowa.
Przeciągnął się leniwie po czym wyszedł z łóżka i nie zaprzątając sobie głowy tym, by założyć na siebie przynajmniej bokserki, ruszył wprost pod prysznic. Odkręcił kurek z ciepłą wodą i oparłszy się dłońmi o zimną powierzchnię płytek, przez chwilę stał ze zwieszoną głową w zupełnym bezruchu, pozwalając by krople wody bezkarnie rozbijały się na jego ciele. Potem przetarł twarz dłońmi i mimowolnie wrócił myślami do spotkania z Marcosem, które spowodowało, że na nowo musiał zmierzyć się ze swoją przeszłością. Niestety, wszystko wskazywało na to, że to spotkanie będzie miało również spory wpływ na przyszłość. Przyszłość jego i Sary.
- Cholera… – mruknął, uderzając otwartą dłonią w ścianę. Jak miał powiedzieć Sarze, która obsesyjnie wręcz pragnęła dziecka, że jego dawna miłość, Aurora Valdés, mniej więcej pięć lat temu urodziła mu syna? Syna, który teraz, jak nigdy wcześniej potrzebował go. Potrzebował swojego biologicznego ojca, by przeżyć. Nie mógł zbytnio zwlekać z decyzją, bo każdy dzień był dla małego Ismaela na wagę złota, a jednak nie potrafił powiedzieć o tym Sarze, która miała nieco wybuchowy temperament i z pewnością nie ucieszyłaby jej ta wiadomość. Delikatnie mówiąc. Znał ją zbyt dobrze, by choćby łudzić się, że przyjmie te wiadomości spokojnie albo, że przynajmniej spróbuje zrozumieć, że przez te wszystkie lata nie miał najmniejszego pojęcia o istnieniu Ismaela.
Zakręcił wodę, wyszedł z kabiny i owinąwszy się ręcznikiem wokół bioder, skierował się w stronę sypialni. Kiedy tam wszedł, Sara siedziała przy toaletce, dobierając kolczyki do swojego stroju.
- Dzień dobry – przywitał się, starając się, by jego głos brzmiał jak najbardziej naturalnie. Odpowiedziała mu niewyraźnym uśmiechem. Widział, że jest zdenerwowana i teraz, przed wizytą u doktora Cabrala, nie widział sensu, by denerwować ją jeszcze bardziej. Postanowił jednak porozmawiać z nią o tym wieczorem. Nie chciał mieć przed nią tajemnic, a już zwłaszcza takich. I nie dlatego, że był jej mężem, a dlatego, że cenił ją i szanował jako prawdziwą przyjaciółkę. – Chcesz, żebym tam z tobą pojechał? – spytał, gdy zapiąwszy kolczyki, wstała od toaletki i znalazła się dokładnie na wprost niego i to tak blisko, że czuł jej przyśpieszony oddech na swojej skórze. Wiedział, jak bardzo to dla niej ważne. Od kilku miesięcy przecież ciągle wałkowali ten sam scenariusz.
- Nie – rzuciła krótko, wymijając go i nie obdarzając nawet jednym spojrzeniem.
- Hej – złapał ją za rękę, zmuszając, by odwróciła się jego stronę i spojrzała na niego. Tym razem w jej zachowaniu było coś, czego nie widział nigdy wcześniej. Chłód i dystans. – Co się dzieje? – zapytał, nie mając pojęcia, co może być powodem jej złego, a nawet bardzo złego humoru, bo z pewnością nie była to wyłącznie zasługa kolejnej wizyty u doktora Cabrala.
- Nic się nie dzieje, Martin – odparła chłodno, wyrywając ramię z jego uścisku. – I w tym właśnie cały problem. – Spojrzał na nią, totalnie zaskoczony tym wyznaniem. – Jak myślisz, dlaczego ciągle jeszcze nie jestem w ciąży? – spytała, patrząc w jego wielkie szaroniebieskie oczy. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jego gardła. – No właśnie, Martin. Sam widzisz. Któreś z nas najwyraźniej nie może mieć dzieci – zakończyła swój wywód i wyminęła go, nie pozwalając mu na żadną reakcję. Zawsze najbardziej cenił w niej szczerość i bezpośredniość, ale tym razem poczuł się tak, jakby ktoś znokautował go solidnym prawym sierpowym.

*
Verónica pragnęła tego od dawna, ale teraz, gdy w końcu przekroczyła próg hacjendy rodziców Franca, czuła się co najmniej dziwnie. Miała wrażenie, że zupełnie nie pasuje do tych wnętrz, urządzonych z przepychem, a jednocześnie z wielką klasą. Bała się dotknąć czegokolwiek, aby przypadkiem niczego nie zniszczyć przez nieuwagę, albo własną niezdarność.
- Zajmiemy mój dawny pokój – oznajmił Franco, zamykając za nimi drzwi frontowe. – I nie będziemy wchodzić w drogę moim starym – dodał, akcentując dokładnie każde słowo. - Rozumiemy się? – spytał, patrząc jej w oczy. Skinęła głową twierdząco, nie bardzo wiedząc co mogłaby powiedzieć. Zresztą, nie chciała niczego zepsuć. Poprzedniego wieczora, kiedy powiedział jej, że nie będzie jej zatrzymywał, a zaraz potem zasugerował, że dziecko być może nie jest jego, najadła się wystarczająco dużo strachu. Niewiele brakowało, a cały jej plan szlag by trafił. – Idziesz? – dobiegł do niej zniecierpliwiony głos Franca, który zdążył już wejść do połowy schodów, targając ze sobą ich walizki. Kiedy zobaczył jej minę, uśmiechnął się cynicznie. – No chodź. Nie dygaj, schody nie są kryształowe, nie rozsypią się, gdy wleziesz na nie w tych swoich paskudnych buciskach.
Verónica spojrzała na swoje ulubione buty, na olbrzymiej koturnie, które zupełnie nie pasowały do delikatnego wnętrza domu. Ona cała tu nie pasowała. Jej podarte jeansy, wyblakły, żółty, bawełniany t-shirt, potargane, kurewsko czerwone włosy i mocny makijaż. To zdecydowanie nie była jej bajka, choć bardzo chciała stać się jej główną bohaterką.
Westchnęła ciężko, nabrała powietrza w płuca i w końcu ruszyła za Franco, uważnie przyglądając się wszystkiemu po drodze. Nie potrafiła zrozumieć, jak jej mąż, mógł zrezygnować z tego wszystkiego na rzecz jakiegoś obskurnego mieszkanka w centrum miasta. Kiedy weszła do pokoju, w którym mieli mieszkać, stał przy oknie, opierając głowę na ramieniu wspartym na ścianie. Podeszła do niego niemal bezszelestnie.
- Czym sobie zasłużyłam na taką nagłą zmianę twojego zachowania? – spytała, chowając dłonie w tylne kieszenie spodni. Odwrócił się powili i spojrzał na nią, uśmiechając się leniwie.
- Mówiłem ci już. Nie robię tego dla ciebie, tylko dla swojego dziecka.
- Franco… – szepnęła, podchodząc do niego bliżej i patrząc mu prosto w oczy. – Kiedyś było nam ze sobą całkiem dobrze – powiedziała po chwili, ujmując jego twarz w swoje drobne dłonie, by chwilę później złożyć na jego ustach pocałunek.
- Przestań! – warknął, wyrwawszy się jej, ostentacyjnie wytarł usta dłonią. – To tak nie działa, nie rozumiesz tego? – spojrzał na nią z żalem. – Jeszcze wczoraj miałaś zamiar zniknąć z mojego życia, a teraz jak gdyby nigdy nic chcesz się ze mną pieprzyć? Powaliło ci w głowie doszczętnie od tych hormonów!
- Więc zamierzasz mnie traktować wyłącznie jak jakiś pieprzony inkubator dla swojego dziecka?
- A czego się spodziewałaś po tym wszystkim, co sama mi wyznałaś? Że puszczę to w niepamięć i jak gdyby nigdy będziemy udawać szczęśliwą, kochającą się rodzinkę? – Zawiesił na chwilę głos i spojrzał jej w oczy. Nie potrafiła znieść jego pełnego bólu i złości wzroku, więc odwróciła się i spuściła głowę, wpatrując się we wzory na puszystym dywanie. – To, że cię tu przywiozłem nie ma żadnego znaczenia dla naszego małżeństwa. Kiedy maluch przyjdzie na świat, z rozkoszą raz na zawsze wyrzucę cię z tego domu i ze swojego życia – zakończył i chwyciwszy swoją skórzaną kurtkę, wyszedł z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami.

*
Juan od samego rana był w doskonałym humorze. Wprawdzie, kiedy się obudził, Marisy już nie było, ale przynajmniej zostawiła mu kartkę. Wyjął ją z kieszeni i jeszcze raz zerknął na jej staranny charakter pisma: „Dziś mój pierwszy dzień w nowej pracy, więc trzymaj kciuki. PS. Dziękuję za wczorajszą noc. M.”.
Uśmiechnął się do siebie, wdychając zapach jej perfum, który pozostał na kartce. Czyżby wreszcie w murze, jaki urósł między nimi, powstała jakaś mała wyrwa?
- Z czego się tak chichrasz? – spytał młody mężczyzna, zajmując w karetce miejsce pasażera.
- Pewnie w końcu spędził z żoną upojną noc – dodała blondynka, która wpakowawszy się przez tylne drzwi, zajęła miejsce między nimi.
- Daj spokój, Liv. Jego małżeństwo to już historia. Pewnie poderwał w knajpie jakąś małolatę i ma satysfakcję, że mógł ją nauczyć wszystkich znanych sobie tajników sztuki miłosnej – zachichotał, spoglądając na przyjaciela, siedzącego za kierownicą.
- Zamknij się, Raul – warknął Juan, złośliwie trącając go w bok łokciem. – Nawet nie wiesz, jak daleki jesteś od prawdy.
- Aaaa… czyli przez ten post nie dotrwałeś nawet do finału – mówił rozbawiony Raul. Juan chciał mu już coś odpyskować, kiedy zatrzeszczało ich radio.
- Wypadek drogowy, dwoje rannych – usłyszeli głos dyspozytorki z miejskiego centrum ratownictwa.
- Gdzie? – spytał Raul.
- Przed siedzibą Grupo Vázquez.
- Vázquez? – Livia nie dowierzała własnym uszom. – Sebastián – wyszeptała przerażona.
- Twój brat? – zagadnął Raul, na co dziewczyna tylko skinęła głową. – Jedziemy tam – rzucił przez radio. Juanowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. W sekundę odpalił silnik i włączył „koguta”. Uwielbiał tą pracę i adrenalinę, ale nie wiedział czemu, tym razem zamiast podekscytowania, poczuł tylko strach i zimny pot występujący mu na czoło.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dull
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 14 Wrz 2010
Posty: 8468
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:17:47 29-10-11    Temat postu:

Bardzo fajny odcinek.

Martin ma syna?? To Ci niespodzianka.
Sara zasygnalizowała, że któreś z nich może mieć problem, więc wychodzi na to, że ona

Veronica zamieszkała w końcu w domu Franca. Mężczyzna jednak nie daje jej szans na ułożenie spraw. W sumie to dobrze, bo należy jej się. ich dialogi są super.

Motyw z wypadkiem bardzo ciekawy. Czekam na następny odc


Ps. Ja zawsze wolę krótsze odcinki, a częstsze Wtedy jest krótsze oczekiwanie, a emocje są dawkowane
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:35:29 29-10-11    Temat postu:

Pytanie, czy to na pewno Martin jest ojcem:P

Co do długości odcinków, to bardzo poważnie się nad tym zastanawiam - mnie też wygodniej byłoby pisać np. połowę krótsze i dodawać w miarę regularnie, ale poczekajmy co na to inni
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25144
Przeczytał: 27 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:46:08 29-10-11    Temat postu:

O Boziuniu, gdybym ja się tak rozpisywała w odcinkach, to kończyłabym po 5

A co do treści:
Franco wreszcie, wreszcie wziął się za siebie i swoje małżeństwo, co na pewno nie poszło po myśli Veronici. Ciekawi mnie ten plan, który może nie pójść po jej myśli, hmm, kiepsko to widzę.
Nie wiem czemu, ale mnie jakoś nie mierzi postawa Sebastiana, od początku było wiadomo, że jest kobieciarzem i trudno mu będzie z tego wyjść ( jak z nałogu ). Uważam, że Ana Lucia powinna przynajmniej udawać, że odwzajemnia zainteresowanie innych mężczyzn Niech pokaże mu co traci.
Juancho chyba dowie się od razu, gdzie pracuje jego żona. Nie wiem czy Marissa będzie tym zachwycona, a może to ona uległa wypadkowi?
Sara będzie załamana, gdy wyjdzie na jaw, że problem leży po jej stronie. Nie wiem jak zareaguje na wiadomość o dziecku Martina...
Czekam na więcej, Sin
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11 ... 43, 44, 45  Następny
Strona 10 z 45

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin