Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Cuál es la verdad ? - Cap 24 FIN
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:43:51 17-02-13    Temat postu:

Odcinek 19
„Boli mnie sama myśl o tym, kim jestem”

Czas na rozmowach z Maritzą minął jej bardzo szybko. Pani adwokat pożegnała przyjaciółkę, obiecując że przyjdzie do niej następnego dnia. Po wyjściu ze szpitala udała się do Santiago. Zatrzymała się przed wejściem do jego willi i zawahała na moment. Nie mogła odejść, ponieważ mężczyzna zauważył ją z tarasu i uśmiechnął się. Poncia wpuściła ją do środka, po czym podała jej coś zimnego do picia.
- Miło cię widzieć. Wyglądasz prześlicznie. Gdybym nie wiedział czym się zajmujesz, nigdy nie zgadłbym, że jesteś panią adwokat – Santiago wskazał jej ręką, aby usiadła i się rozgościła.
- Dziękuję. – zdołała tylko odpowiedzieć kobieta. Może Marlene miała rację i powinna dać mu szansę? Chociaż w sumie ten nie wyznał jej uczuć. Ale czyż Rodrigo nie zachowywał się podobnie? Od razu nie powiedział jej co do niej czuje. Potrząsnęła energicznie głową, gdy zdała sobie sprawę, że Vasquez mówi coś do niej.
- Przepraszam, ale zamyśliłam się. Co mówiłeś?
- Dostałem wiadomość od Fabiana, że spisał ciekawe rzeczy z notesu Carloty i prześle mi je pocztą.
- Naprawdę? To wspaniale. Oby było tam coś co nam pomoże.
- Na pewno. Rozmawiałaś z Maritzą?
- Tak. Wyjaśniłam jej wszystko, a ona zrozumiała, że Fabian robi to aby pomóc. Nie jest na niego już zła.
- To dobrze. Masz ochotę na coś mocniejszego? A może jesteś głodna? Chyba, że wolisz popływać. Zapewniam cię, że woda jest cudowna.
- Nie, dziękuję. Może innym razem. Jednak z chęcią napiję się martini z lodem – odparła z uśmiechem. Santiago w tym czasie przygotowywał drinka dla niej. Obserwowała go uważnie. Teraz doskonale mogła zauważyć, że jest ładnie opalony, umięśniony i bardzo przystojny.
- Oto pani zamówienie – Vasquez podał jej drinka z uśmiechem.
- Dziękuję. Opowiedz mi coś o sobie. Chciałabym wiedzieć jaki naprawdę jest Santiago Vasquez, bawidamek o którym wciąż piszą w gazetach.
- Z chęcią. Tylko małe sprostowanie. Już nie jestem bawidamkiem. – odparł, po czym opowiedział jej o swoim dzieciństwie, rodzicach i relacjach z Bayardo. – Jak widzisz nigdy się ze sobą nie dogadywaliśmy. Powiem ci, że zawsze się go bałem, jednak nie mogłem rodzicom powiedzieć jeśli coś mi zrobił. Był ich oczkiem w głowie, pomimo wszystkich swoich wybryków. Czasami zastanawiam się czy nie zostałem przez nich adoptowany czy coś. Jednak nigdy się tego nie dowiedziałem.
- A Poncia nic nie wie na ten temat? Ile już tu pracuje?
- Odkąd moi rodzice się pobrali. Nigdy nie przyszło mi do głowy by z nią o tym porozmawiać.
- Więc, powinieneś. Może się okazać, że twoje podejrzenia są prawdziwe, choć to wtedy będzie dla ciebie niemiłe uczucie, ale lepiej znać prawdę niż żyć w kłamstwie. A może też się okazać, ze to były tylko twoje podejrzenia, które nie są prawdą.
- Mówisz mi to jako pani adwokat?
- Nie. Mówię ci to jako … - nie mogła znaleźć odpowiedniego określenia. Jako kto? Koleżanka? Przyjaciółka? Ktoś bliższy? – w sumie tak. Mówię ci to jako pani adwokat. Wiele razy już spotkałam się z takimi sytuacjami i wiem co się wtedy czuje.
Mijały kolejne dni a Santiago nie zdobył się na szczerą rozmowę z Poncią. Chyba bał się tego co usłyszy. Codziennie jednak dostawał listy od Fabiana z nowymi rzeczami, które mogły im pomóc. Nie odpowiadał na wiadomości, ponieważ nie chciał ryzykować. Aura zaś przez te kolejne dni miała wciąż ten sam sen i cały czas budziła się z krzykiem, zanim Rodrigo zdążył dokończyć zdanie. Już wiedziała, że to nie był zwykły koszmar. Może on próbował jej jakoś pomóc? Jeśli tak, to czemu zawsze musiała się obudzić zanim zdążył powiedzieć na kogo ma uważać? Marlene i Maritza, która w końcu opuściła szpital i zamieszkała z kobietami, zaczynała się coraz bardziej martwić. Chciała nawet z Marlene zaprowadzić blondynkę do lekarza, jednak ta się przed tym wzbraniała. Nie wiedziały już co mają robić. Carlota zaś korzystała z uroków bycia z Fabianem. Niczego nie podejrzewała, a przynajmniej tak się mężczyźnie wydawało. Nie wiedział iż Fernandez szykuje już niespodziankę dla Aury. Przez kolejne dni wysyłała jej anonimowe listy, najczęściej z tą samą wiadomością. „Wkrótce się spotkamy i podzielisz los swojego kochanego Rodrigo.”. Dominguez nie powiedziała o tym ani siostrze, ani Santiago, ani nawet Maritzie. Wolała ich nie martwić. Ktoś pewnie robił sobie z niej głupie żarty i tyle. Chciała aby w końcu udało jej się dotrzeć do prawdy. Nie wiedziała, że szybciej niż myśli tak się stanie.
- I co? Rozmawiałeś z Poncią? – zapytała Aura, upijając łyk drinka przygotowanego przez Santiago. Przez ten czas zbliżyli się do siebie i jakoś dogadywali. Jednak do niczego między nimi nie doszło, nawet do delikatnego pocałunku.
- Nie, nie mam odwagi. Boje się, że może potwierdzić moje przypuszczenia.
- Powinieneś to zrobić. Najlepiej teraz. Jeśli chcesz, mogę być przy tej rozmowie. Może to jakoś ci pomoże – uśmiechnęła się do niego delikatnie, na co ten skinął głową a następnie wezwał Poncię.
- Powiedz mi. Czy Carmina i Eduardo byli moimi biologicznymi rodzicami? – zapytał służącą, która kiedyś była też jego nianią. Kobieta była zszokowana. Nie przypuszczała, że nadejdzie ten czas i Santiago zechce poznać prawdę. Jednak przyszła ta chwila i nie mogła dłużej milczeć.
- Przykro mi, Santiago. Carmina i Eduardo nie byli twoimi biologicznymi rodzicami – kobieta spojrzała na niego ze smutkiem w oczach. Widziała w nich ogromny ból.
- Adoptowali mnie? Powiedz mi całą prawdę, proszę. – Santiago mimowolnie ścisnął dłoń Aury, która siedziała obok niego. Pani adwokat nie zaprotestowała, ponieważ wiedziała iż on potrzebuje teraz tego.
- Nie, Santiago. Nie adoptowali cię. Kiedy się urodziłeś byli przekonani, że jesteś ich biologicznym synem. Prawdę odkryli w momencie, gdy miałeś 5 lat i trafiłeś do szpitala. Trzeba było przetoczyć dla ciebie krew, jednak okazało się iż ani Carmina, ani Eduardo nie mogą być dawcami, ponieważ macie całkiem inne grupy krwi. Wtedy wydało się, że nie jesteś ich biologicznym synem. Najprawdopodobniej pielęgniarka pomyliła się przy zakładaniu wam opasek, ponieważ w tym samym czasie urodził się inny chłopiec. Nikt jednak nie pamiętał jak ta pielęgniarka się nazywała, ani kto może być twoimi prawdziwymi rodzicami. Carmina i Eduardo byli zszokowani tą wiadomością. Jakimś cudem udało się znaleźć dla ciebie dawcę krwi. Pani Vasquez, niech spoczywa w pokoju, mimo wszystko traktowała cię tak jakbyś był jej biologicznym synem, tylko jej mąż nie potrafił znieść tej myśli, że jego prawdziwy syn żyje gdzieś indziej, może nawet w biedzie. Robił wszystko aby go odnaleźć, jednak nadaremnie, dlatego faworyzował Bayarado, ponieważ była to krew z jego krwi. Przykro mi, Santiago. – Poncia pogładziła go po policzku, po czym odeszła do swoich obowiązków.
- Więc, nie jestem Santiago Vasquez. Jestem Santiago bez nazwiska. – mężczyzna nie wiedział co ma teraz robić. Osoby, które tak bardzo kochał i uważał za rodziców, nigdy nimi nie byli. Nie wie nawet czy jego biologiczni rodzice żyją. Jeśli tak to w jakich warunkach? Kim są? Wiedzą o tym, czy może żyją w nieświadomości i cieszą się bliskością chłopaka, którego uważają za syna?
- Cii.. Wiem, że to boli. – Aura nie mogła patrzeć na jego zdruzgotaną twarz. Położyła dłoń na jego policzku po czym pozwoliła aby się do niej przytulił. Poczuła, że musi zabrać go w pewne miejsce i do pewnych osób.
- Chodź. – wstała i podała mu rękę, po czym opuścili jego mieszkanie, wsiedli do jej samochodu i pojechali do państwa Sanchez. Oboje przyjęli ich z uśmiechem na ustach. Aura zauważyła, że Ricarda przygląda się uważnie Santiago.
- Przepraszam, że tak państwa nachodzę, ale muszę porozmawiać o czymś ważnym. To jest mój przyjaciel, Santiago Vasquez – przedstawiła swojego towarzysza, po czym wszyscy usiedli. Kiedy spojrzała na Ezequel’a zauważyła jego podobieństwo do Vasquez. Musiała się mylić. Chociaż?
- Chciałam zapytać, czy jesteście państwo pewni, że Camilo jest waszym biologicznym synem? – zapytała i czekała ze strachem na odpowiedź.
- Już wiesz? Nie wiem co teraz dzieje się z naszym prawdziwym synem i czy nadal żyje. – odparła kobieta, po czym opowiedziała im podobną historię jak Poncia.
- Czy mogłabym zobaczyć pańskie zdjęcie z młodości? – zapytała pani adwokat chcąc się upewnić, że to co przyszło jej do głowy jest prawdą. Po chwili Sanchez przyniósł jej fotografię i ona już wiedziała wszystko.
- Tak, teraz już jestem pewna. Proszę przyjrzeć się pańskiemu zdjęciu z młodości i spojrzeć na Santiago – poprosiła i czekała na reakcję małżeństwa. Widziała w oczach Ricardy łzy. To były łzy szczęścia.
- Santiago jest ….
- Tak, pani Ricardo. Wychodzi na to, że Santiago jest waszym biologicznym synem. Jednak jeśli chcecie się upewnić można przeprowadzić badania DNA.
- Nie, panienko Auro. Nie musimy ich robić. Jednak jak udało ci się go znaleźć? Skąd wiedziałaś? – Ricarda zadawała pytanie za pytaniem, a Aura spokojnie na nie odpowiadała. Cieszyło ją, że sprawiła radość całej trójce.
- Cały czas przeczuwałam, że Camilo nie może być waszym synem. Teraz wiem czemu się go przestraszyłam i miałam wrażenie, że go znam. Jest podobny do Bayardo. Mężczyzny, który zabił mojego Rodrigo.
- Dziękujemy za zwrócenie nam naszego synka. Jak mamy się odwdzięczyć?
- Wystarczy mi radość jaką wam sprawiłam. – uśmiechnęła się Aura i chciała ich zostawić samych, ale Santiago zatrzymał ją i poprosił by została. Z uśmiechem patrzyła przez kolejne godziny jak poznają się, rozmawiają i cieszą się swoją obecnością. Santiago nawet zaproponował im by przeprowadzili się do niego, na co oni się zgodzili po długich namowach. Kolejne dni upływały na samych miłych chwilach, co ją bardzo cieszyło. Nie przypuszczała jednak, że już wkrótce będzie cierpiała i spotka się oko w oko ze swoim wrogiem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:29:42 17-02-13    Temat postu:

O, kurka. Sprawa idzie do przodu. Fabian chyba się wywiązuje. Carlocie się to nawet podoba. Zastanawiam się, czy naprawdę nic nie podejrzewa. Może wie, co na nią szykują i dlatego wysyłała te anonimy. Aura powinna się podzielić nimi z bliskimi. Przecież może jej naprawdę grozić niebezpieczeństwo. Rozumiem, że nie chciała ich martwić. Jednak chodzi o jej zdrowie lub życie. Aura dalej ma koszmary.
Santago odnalazł prawdziwych rodziców. Teraz wyjaśniły się odpowiedzi na pytania, które mnie nurtowały. Np. to, dlaczego Camilo jest podobny do Bayardo.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:40:51 17-02-13    Temat postu:

Wiola - Haha! No widzisz. Specjalnie tak długo trzymałam prawdę o pochodzeniu Santiago. Dzięki za komentarz.
Kochana na gg Ci coś napisałam ;D
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:57:13 03-03-13    Temat postu:

Odcinek 20
"...Świat jest zbyt piękny, aby nienawidzić go z powodu jednego człowieka..."
Biała suknia cudownie na niej leżała. Miała bardzo długi welon i była ślicznie umalowana. Goście już siedzieli w kościele, a ona stała przed ołtarzem i czekała na niego, uśmiechając się do wszystkich. Mijały minuty, a jej niepokój zaczynał rosnąć. Ukochany wciąż się nie pojawiał. W końcu ujrzała go w drzwiach kościoła. Jednak nie takiego jakiego chciała. Ze łzami w oczach podbiegła do niego, a gdy ten upadł położyła jego głowę na kolanach i delikatnie gładziła po policzku. Ukochany wyglądał okropnie. Miał podbite oczy, w kąciku ust miał zastygniętą krew i bardzo słabo oddychał. Cały był poraniony a biały garnitur był we krwi.
- Najdroższy… - wyszeptała, a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy.
- Uważaj na Carlotę – tym razem Aura obudziła się po usłyszeniu całego zdania. Jakież było jej zdziwienie, kiedy odkryła, że nie znajduje się w swojej sypialni tylko w jakimś dziwnym pomieszczeniu, w dodatku z zakneblowanymi ustami i związanymi dłońmi oraz nogami. Rozglądała się po całym pomieszczeniu, niczego nie rozumiejąc. Dlaczego dopiero dziś, gdy się tu znalazła usłyszała do końca ostrzeżenie Rodrigo? Czy to, że tu się znalazła miało coś wspólnego z tymi anonimami, które otrzymywała? Po chwili pojawił się mężczyzna, z twarzą zabójcy. Uśmiechał się ironicznie, po czym podszedł do niej i rozwiązał chustkę, którą miała zakneblowane usta.
- Kim jesteś? Wypuść mnie natychmiast. – zaczęła krzyczeć blondynka, jednak na darmo.
- Spokojnie, gołąbeczko. Zostaniesz tu tak długo jak będzie trzeba i nikt nie będzie cię szukał. Ktoś chce z tobą porozmawiać – powiedział, po czym włączył telefon na głośnomówiący.
- Witaj, droga Auro. Na razie pozostanę dla ciebie tylko głosem. W odpowiednim momencie ujrzysz mnie w całej postaci. Bądź grzeczna, no chyba że chcesz aby twoje tortury zaczęły się już dzisiaj. I nie licz, że ktoś będzie cię szukał, bo tak się nie stanie. Wszyscy są pewni, że wyjechałaś na kilka tygodni na wakacje. W końcu przecież zostawiłaś im list. Do usłyszenia – usłyszała śmiech. Był to śmiech kobiecy, tego była pewna. Jednak do kogo należał? Czego ta osoba od niej chciała?
- Słyszałaś. Nikt się nawet nie będzie o ciebie martwił. Wrócę do ciebie później. Jeśli będziesz grzeczna to może nawet się zabawimy – zaśmiał się Diego, po czym odszedł zostawiając ją samą z myślami i strachem.
- Boże, dlaczego pozwoliłeś mnie porwać? I czemu Rodrigo kazał mi uważać na Carlotę? Czyżby ona za tym wszystkim stała? Jednak jaki miałaby w tym cel? – w głowie Aury krążyło tysiące pytań, jednak na żadne nie znała odpowiedzi.

Dla wszystkich szokiem był nagły wyjazd Dominguez. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżała, zostawiając krótki list.
- Coś mi tu nie pasuje. Moja siostra nie jest taka. – Marlene kręciła głową, nie wierząc w ten wyjazd. Od rana każdy próbował dodzwonić się do blondynki jednak na darmo.
- Może Fabian coś wie? Tylko jak się z nim skontaktować? – Maritza szukała jakiegoś pomysłu, poczym coś wpadło jej do głowy. – Nikt oprócz nas nie wie, że Marlene jest siostrą Aury, prawda? Dokładnie. W takim razie mam doskonały pomysł. Marlene będzie chodziła codziennie do baru, w którym lubi przebywać Gutierrez i zaczepi go, po czym zabierze w jakieś ustronne miejsce i poinformuje go o wszystkim. On może czegoś się dowie. Jestem prawie pewna, że Carlota mieszała w tym palce.
- Doskonały pomysł. – stwierdził Santiago, a Marlene zgodziła się na wszystko. Aby uratować siostrę była skłonna poświęcić własne życie. W szybkim tempie przebrała się, po czym od razu udała do baru. Na szczęście Fabian był tam i siedział sam przy stoliku. Podeszła do niego z czarującym uśmiechem.
- Taki przystojniak siedzi tutaj, sam? Mogę dotrzymać ci towarzystwa? – zapytała nie przestając się uśmiechać. Fabian znał ją, więc domyślał się, że może ma dla niego jakieś wiadomości.
- Oczywiście. – odparł i zaproponował jej drinka. Kilkanaście minut później, poszli do hotelu często się całując by nikt nic nie podejrzewał. Nie wiedzieli, że są przez kogoś śledzeni. Nie był to jednak Diego, ponieważ pilnował on Aury.
- Aura zniknęła. Rzekomo wyjechała na wakacje jednak nie wierzymy w to. Przypuszczamy iż Carlota za tym stoi, dlatego tu jestem. To był pomysł Maritzy. Fabian, musisz się czegoś dowiedzieć. W tobie nasza nadzieja na odnalezienie mojej siostry. Zapewniam cię, że jeśli uda ci się zdobyć jakieś informacje Maritza pięknie ci to wynagrodzi – wyjaśniła mu wszystko Marlene, a po 15 minutach wyszli z hoteli, ponownie się całując by nikt nie nabrał podejrzeń. Dominguez wręczyła mu karteczkę ze swoim telefonem i wróciła do mieszkania, gdzie czekała na nią Maritza, Santiago i jego rodzice, którzy także się martwili. Fabian zaś wrócił do Carloty i czule ją powitał.
- Wezmę prysznic, a potem możemy się odrobinę zrelaksować – powiedział, po czym udał się w stronę łazienki. W tym samym czasie Carlota otrzymała telefon. Gutierrez ukrył się i podsłuchiwał jej rozmowę.
- Mhmm.. Rozumiem. A więc spotkał się z Marlene, siostrą Aury. Musisz się jej pozbyć jak najszybciej. Najlepiej jeśli pozbędziesz się także Maritzy. Santiago zostaw w spokoju. Ja rozprawię się z Fabianem. Mhmm.. Spotkamy się później – Carlota skończyła rozmawiać, w tym czasie Fabian zdążył wysłać wiadomość Marelene, aby razem z Maritzą dobrze się ukryły i nie opuszczały mieszkania, ponieważ są w niebezpieczeństwie. Szybko udał się do łazienki, a potem wyszedł z niej w samym ręczniku.
- No to jak? Relaks, moja piękna? – zapytał, przyciągając do siebie Carlotę.
- Oczywiście. Napijmy się wyśmienitego szampana. – uśmiechnęła się, po czym poszła po szampana a następnie mu podała. Fabianowi zaczęło kręcić się w głowie, a następnie stracił przytomność. Gdy się ocknął znajdował się w tym samym pomieszczeniu co Aura.
- Nie martw się. Pomoc nadejdzie. Zobaczysz – uspokoił ją. Miał nadzieję, że Santiago powiadomi policję i zaczną poszukiwania. Do tego czasu nie może dopuścić by Carlota skrzywdziła Aurę. Musi się nią zaopiekować.
- Mam dwa ptaszki w jednej klatce – usłyszeli śmiech kobiecy, a następnie ujrzeli Fernandez w towarzystwie Diego.
- Czego ty chcesz, kobieto? – Fabian spojrzał na nią z odrazą.
- Gdybyś się nie wtrącał, nie było by cię tutaj. Jednak sam wybrałeś taki los. Będziesz patrzył jak po woli będę rozprawiała się z tą panią adwokat od siedmiu boleści, a następnie pozbędę się ciebie. Diego, zabierz ją i wiesz co masz dalej zrobić. – rzuciła Carlota, po czym wyszła. Diego siłą zabrał Aurę, a Fabian nie mógł nic zrobić. Słyszał tylko krzyki blondynki i śmiech mężczyzny.
- Co on ci zrobił? – zapytał, kiedy tamten przyprowadził z powrotem Dominguez.
- Zgwałcił mnie. – powiedziała, przez łzy Aura. Fabian przysunął się bliżej, a ta położyła głowę na jego kolanach, po czym zamknęła oczy i jakoś zasnęła. Przyśnił jej się Rodrigo. Tym razem jednak widziała go uśmiechniętego i bez żadnej rany. Próbowała go dotknąć jednak nie mogła. Był dla niej nieosiągalny.
- Nie martw się, kochanie. Musisz być silna aby to przetrwać, a wiem że ci się to uda. Jestem przy tobie. – uśmiechnął się do niej, po czym zniknął.
- Rodrigo – Aura otworzyła oczy i rozejrzała się. – To znów tylko sen.
- Śnił ci się on? Mówią, że jeśli śnią się nam zmarli i dają nam rady to trzeba to zapamiętać i się do nich zastosować. – powiedział Fabian i delikatnie się uśmiechnął. Musiał podnieść na duchu kobietę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:16:59 03-03-13    Temat postu:

Biedna Aura. I Fabian. Oby szybko ktoś im pomógł. W Santiago ostatnia nadzieja. Na Aurę ciągle spadają nowe nieszczęścia. Teraz porwanie i gwałt. Musi być naprawdę silna, żeby to wszystko przetrwać. Wierzę w nią
Pozdrawiam :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:25:42 03-03-13    Temat postu:

Wiola - dziękuję za komentarz.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:52:26 30-03-13    Temat postu:

Dubel.

Ostatnio zmieniony przez Anna. dnia 16:53:31 30-03-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:52:41 30-03-13    Temat postu:

Odcinek 21

"...Bo miłość sprawia, że zaryzykujesz
wszystko dla tej drugiej osoby..."


Po telefonie otrzymanym od Fabiana, Marlene i Maritza ukryły się w mieszkaniu tej drugiej a sąsiadów poprosiły aby, gdy ktoś będzie pytał o Bracho to powiedzieli, że wyjechała i nie wiadomo kiedy wróci. Odnalezienie Aury spoczęło na barkach Santiago, który martwił się o kobietę. Pojechał do rodziców aby mu coś doradzili. Nie chciał mieszać w to policji, ponieważ obawiał się, że jeśli Carlota czegoś się domyśli to może skrzywdzić Aurę o ile już czegoś jej nie zrobiła. Jeszcze nigdy nie bał się tak bardzo o żadną kobietę. Gdyby coś jej się stało, nie potrafiłby chyba już żyć.
Każdy kolejny dzień nie przynosił nic nowego. Wciąż nie mogli odnaleźć Aury i coraz bardziej byli zrozpaczeni. Gdyby tylko wiedzieli gdzie jej szukać?

Kolejne dni były dla Aury i Fabiana cierpieniem, ale najbardziej dla Aury. Pani adwokat po woli zaczynała tracić nadzieje na ratunek ze strony bliskich.
- Tracimy już siły wywłoko? – Carlota zaśmiała się patrząc na swoją więźniarkę.
- Jedyną wywłoką jesteś tutaj ty. Wolałabym nie być w twojej skórze, kiedy policja cię złapie i trafisz za kratki. –odpowiedziała hardo blondynka, nie dając po sobie poznać, że nie ma już sił.
- Zanim mnie złapią pozbędę się ciebie i Fabiana. Mam dla ciebie małą niespodziankę – zaśmiała się Fernandez po czym zawołała kogoś a po chwili pojawił się nie kto inny jak Bayardo Vasquez.
- Ty? Przecież… - Aura była zszokowana widokiem mężczyzny, którego przecież posłała za kratki do końca jego życia.
- Oczywiście, że ja. – zaśmiał się mężczyzna i podszedł do blondynki po czym złożył na jej ustach pocałunek.
- Bayardo przyszedł aby opowiedzieć ci jak umierał twój kochany Rodrigo. Pewnie teraz by żył gdyby nie zostawił mnie dla ciebie. Nikt nie porzuca Carloty Fernandez. – zaśmiała się i opuściła pomieszczenie, zostawiając Bayardo i Aurę sam na sam. Fabiana kazała wcześniej zabrać do innego pomieszczenia, gdzie zamierzała się nim zająć.
- Patrzeć jak twój kochaś umiera było dla mnie czymś wspaniałym. I ten jego błagalny wzrok, kiedy opowiadałem mu jak się będę z tobą zabawiał po jego śmierci – Bayardo położył swoje dłonie na piersiach blondynki, która próbowała się jakoś odsunąć. – Na sam początek zadałem mu cios nożem prosto w brzuch a potem kolejne i kolejne ciosy. Aby pomóc mu odejść na tamten świat zacisnąłem swoje dłonie na jego szyi i patrzyłem jak walczy o każdy oddech aż w końcu umarł.
- Ty bydlaku. Zapłacisz za to co mu zrobiłeś. Przysięgam – blondynka splunęła prosto w twarz mordercy narzeczonego na co otrzymała siarczysty policzek.
W tym samym czasie Fabian przebywał w osobnym pokoju z Carlotą.
- No to co drogi Fabianie. Szybki numerek a potem równie szybka śmierć?
- Prędzej ja cię zabije, wiedźmo – wysyczał mężczyzna, szukając jakiegoś sposobu aby uwolnić ręce i móc pomóc Aurze.

Santiago nie mógł czekać bezczynnie. W końcu zawiadomił policję o porwaniu Aury i Fabiana. Funkcjonariuszom udało się namierzyć telefon Aury, który miała cały czas w kieszeni a o którym Carlota nic nie wiedziała. Dokładnie zorganizowali całą akcję i zgodzili się zabrać Santiago razem z nimi, ponieważ mężczyzna usilnie na nich nalegał. Mężczyzna w duszy prosił Boga aby mu pomógł w uratowaniu ukochanej. Policjanci wkroczyli do kryjówki, w której Carlota przetrzymywała Fabiana i Aurę. Pojawili się w chwili, kiedy Fernandez zaczynała podtapiać blondynkę.
- Ręce do góry i nie próbuj żadnych sztuczek – rzucił jeden z funkcjonariuszy. Fernandez nie była głupia i nie zamierzała ich słuchać. Wyjęła nóż i przyłożyła go do szyi blondynki.
- Jeden wasz krok a ta małpa zginie – rzuciła hardo kobieta i dopiero po chwili dostrzegła Santiago.
- Carloto proszę nie rób głupstw. Puść ją a nic ci się nie stanie – odezwał się mężczyzna.
- I mam się dać zakuć w kajdanki? Wolę zginąć niż trafić za kratki, ale razem ze mną zginie twoja kolejna zdobycz – kobieta już miała zadać cios blondynce, kiedy poczuła silne uderzenie w plecy. To Fiabian jakoś uwolnił swoje dłonie a następnie uderzył ją tak, że ta wypuściła nóż z dłoni umożliwiając tym samym ucieczkę Aurze, która od razu wpadła w ramiona Vasqueza. Policjanci w szybkim tempie zakuli Fernandez w kajdanki i wyprowadzili ją na zewnątrz razem z jej wspólnikami.
- Cii.. Już jesteś bezpieczna – Santiago uspokajająco tulił po głowie Aurę, która dopiero teraz dała upust wszystkim swoim emocjom. Razem z Fabianem wyprowadzili ją i pomogli jej wsiąść do karetki, która została podstawiona zaraz po telefonie jednego z funkcjonariuszy policji.
- Siostrzyczko. – Marlene weszła do sali, w której leżała Dominguez i uściskała siostrę a po policzkach popłynęły jej łzy.
- Nie płacz maleńka. Na szczęście żyje. – Aura uśmiechnęła się do dziewczyny i zaczęły rozmawiać o całej sytuacji. Po wyjściu Marelene, pojawił się Santiago z kwiatami dla blondynki. Rozmawiali ze sobą bardzo długo. Aura podziękowała mu za to iż zaryzykował powiadamiając policję, dzięki czemu została uratowana. Obiecała, że po wyjściu ze szpitala porozmawiają jeszcze o innych rzeczach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:59:52 31-03-13    Temat postu:

Przeczytałam.
Nareszcie koniec tego wszystkiego, Aura uratowana, właściwie nic jej się nie stało, Carlota poszła siedzieć. Na to czekałam. Zastanawiam się tylko, co jeszcze wymyślisz, by nadać dalszy bieg akcji. No cóż, czekam na kolejny odcinek. Pozdrawiam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:44:25 31-03-13    Temat postu:

Dziękuję za komentarz. Kolejny odcinek może pojawi się we wtorek ;D
Na pewno cię jeszcze zaskoczę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wenus
Mocno wstawiony


Dołączył: 17 Cze 2012
Posty: 5562
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: I don't know
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:26:35 31-03-13    Temat postu:

Wierzę ci. Nawet nie próbuje się domyślać, co tam się jeszcze wydarzy. Liczę tylko, że Aura zasmakuje szczęścia choć przez kilka odcinków . No nie możesz jej tego zrobić.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:08:15 31-03-13    Temat postu:

Wszystko będzie zależało od tego co mi wpadnie do głowy do wtorku
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:49:04 09-04-13    Temat postu:

Odcinek 22

"...Dlaczego tak trudno przewidzieć to wszystko?
Dlaczego zawsze jest na odwrót?
Dlaczego życie jest takie dziwne?..."


Minęło kilka dni i Aura w końcu opuściła szpital, tak samo jak Fabian. Po blondynkę przyjechała siostra i zawiązała jej oczy aby ta nie mogła podglądać. Wytłumaczyła kobiecie, że ma dla niej niespodziankę, która na pewno ją ucieszy. Dominguez nie stawiała oporu, ponieważ wiedziała, że jak jej rodzona siostrzyczka coś wymyśli to nie można się przed tym wzbraniać.
- Niespodzianka! – usłyszała Aura, kiedy tylko razem z Marlene przekroczyła próg własnego mieszkania. Siostra zdjęła jej opaskę a blondynka stała zaskoczona i zarazem szczęśliwa. W przedpokoju wisiał ogromny transparent „Witaj w domu, kochana” i wszędzie znajdowały się cudowne kwiaty oraz balony. Pani adwokat uroniła kilka łez szczęścia widząc to wszystko. Uściskała wszystkich, którzy przygotowali jej tak cudowną niespodziankę. Poczuła jednak lekkie ukłucie żalu bo pośród wszystkich nie było Santiago, jednak nie dała po sobie tego poznać. Siedziała z gośćmi, rozmawiała i śmiała się wesoło, gdy nagle przed jej oczami pojawił się cudny bukiet kwiatów a po chwili poczuła doskonale sobie znaną wodę kolońską, której używał Santiago. Aura wzięła bukiet, podniosła się i uśmiechnęła czule do Vasquez’a a następnie delikatnie pocałowała go. Ten pocałunek był dla niej czymś wyjątkowym. Wyraziła w nim całe swoje uczucie jakim darzyła tego mężczyznę. Jego rodzice, Fabian, Maritza i Marlene przyglądali się temu z uśmiechem by po chwili zacząć bić im brawo a następnie zostawiając ich samych.
- Chyba nie pomyślałaś, że zapomniałem iż dziś wychodzisz ze szpitala? – zapytał Santiago, bawiąc się jej kosmykiem włosów. Kobieta leżała na jego kolanach i uśmiechała się z czułością.
- Właśnie tak sobie pomyślałam. Pomyślałam, że zapomniałeś. – odpowiedziała zgodnie z prawdą, patrząc mu prosto w oczy. Mężczyzna nic nie powiedział, tylko nachylił się i pocałował ją delikatnie.
- Nie mógłbym zapomnieć o czymś co dotyczy ciebie, kochanie – ostatnie słowo wypowiedział z ogromną czułością, czym wywołał u kobiety uronienie łzy, którą szybko otarł. Blondynka podniosła się i usiadła z nogami podkulonymi na kanapie. Milczała przez dłuższy czas.
- Ostatni raz słyszałam „kochanie” jeszcze kiedy… - nie dokończyła, bo Santiago zamknął jej usta kolejnym tego dnia pocałunkiem. Nie chciał aby kobieta smuciła się i płakała.
- Od teraz będziesz słyszała to codziennie. I proszę nie smuć się. Rodrigo by tego nie chciał. – Vasquez przytulił Aurę. Tulił ją w ramionach do momentu aż spostrzegł iż kobieta zasnęła. Delikatnie wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni, po czym przykrył i wycofał się do salonu. Ta kobieta całkowicie zawładnęła jego całym ciałem, sercem i myślami.

Nadszedł ten okropny dzień procesu, w którym Aura brała udział nie jako adwokat, a jako oskarżyciel a zarazem pokrzywdzona. Fabian także miał taką samą rolę jak blondynka. Santiago oraz Maritza towarzyszyli swoim drugim połówką, dodając im sił na korytarzu przed wejściem do sali rozpraw, ponieważ nie mogli wejść z nimi. Policja wprowadziła Carlotę, która rzucała przekleństwa w stronę całej czwórki. Za dziewczyną szedł jej ojciec. Wystarczyło, że raz spojrzał na Aurę a już wiedział, że kobieta wydaje mu się znajoma. Poczuł dziwne uczucie w okolicach serca, jednak nie dał po sobie tego poznać. Fabian i Aura weszli zaraz za nim na salę rozpraw. Musieli jeszcze raz powtórzyć to co powiedzieli na policji. Gutierrez’owi w jakimś stopniu było prościej, jednak dla Dominguez była to prawdziwa męka. Ciężko było jej wyznać, że została zgwałcona, jednak wiedziała, że musi to zrobić dzięki czemu pomści śmierć swojego narzeczonego.
- Sąd skazuje Carlotę Fernandez na dożywotni pobyt w więzieniu. – wyrok został ogłoszony i wszyscy opuścili salę. Skazana rzucała się na wszystkie strony chcąc dopaść Dominguez i ją udusić, jednak na nic jej to przyszło. Armando podszedł do pani adwokat i poprosił ją o rozmowę.
- Rozmowę? My nie mamy o czym rozmawiać. – rzuciła blondynka, jednak mężczyzna coraz bardziej nalegał aż Aura w końcu się zgodziła. Poinformowała o tym Fabiana, Maritzę oraz Santiago, którego poprosiła aby był na wszelki wypadek w pobliżu kawiarni „La Rosa”.
- A więc o co chodzi? Bo moim zdaniem nie mam z panem o czym rozmawiać. Jeśli chce pan mnie wyzywać za to, że pańska córka została skazana to odradzam to stanowczo. – powiedziała. Przez cały czas nie patrzyła mężczyźnie w twarz.
- Jesteś podobna do matki. Tak samo harda, uparta i tak samo piękna jak ona. Masz po niej te piękne blond włosy i ten charakterek. Monica nigdy ci nie opowiadała o mnie? – powiedział czym wywołał zdziwienie a zarazem złość w kobiecie. Jak on śmiał mówić o jej matce? Przecież nie znał Monici Estrady. Nie mógł jej znać.
- Nie wiem o co panu chodzi i czemu mama miałaby o panu opowiadać. – odparła całkowicie zdezorientowana. Uniosła głowę i dopiero teraz spojrzała w twarz swojego rozmówcy. Rozpoznała go. Ale to przecież nie możliwe. Matka zawsze mówiła jej, że on nie żyje. Nie to musi być jakieś nieporozumienie. Ale chyba jednak to nie jest nieporozumienie. Wystarczyło jedno spojrzenie na jego szramę na policzku aby wszystko stało się jasne. Mężczyzna, ukochany jej matki i zarazem jej ojciec, którego znała tylko ze zdjęć miał identyczną szramę.
- To ty! Ty… - blondynka była tak zszokowana i jednocześnie zła, że nie wiedziała co ma powiedzieć.
- Tak to ja. Jestem twoim ojcem. – powiedział i w tej samej chwili otrzymał siarczysty policzek od Dominguez.
- Może i biologicznym. Jednak moim jedynym ojcem był, jest i zawsze będzie Fernando Dominguez. Ty zostawiłeś moją matkę, kiedy dowiedziałeś się o ciąży. Ale skoro ty jesteś ojcem Carloty to znaczy, że ona i ja… Nie, nie, nie. To niemożliwe. Ta wiedźma nie może być ze mną spokrewniona. Nie chcę znać cię. Nie szukaj mnie i nie zbliżaj się do mnie. Dla mnie jesteś martwy od wielu lat i tak pozostanie. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. – rzuciła, po czym wybiegła z kawiarni, wpadając prosto w ramiona Santiago, który obserwował wszystko z daleka.
- Cii, kochanie. Nie płacz już. – cały czas gładził ją po włosach i próbował uspokoić. Blondynka powiedziała mu o rozmowie z Armando i o tym kim on jest dla niej.
- Nie mogę być córką kogoś takiego. Kogoś kto zostawił moją matkę i mnie. W dodatku jeszcze moją siostrą jest kobieta, która… - nie potrafiła już mówić. Rozpłakała się i wtuliła w bezpieczne oraz opiekuńcze ramiona Santiago. Tego było dla niej za wiele. Jeszcze przyjęła by jakoś wiadomość, że jej biologiczny ojciec żyje, ale to że jest także ojcem Carloty, która ją próbowała zabić było dla niej nie do przyjęcia. Jedyne czego była pewna to to, że nigdy nie potraktuje Armando Fernandez’a jako swojego rodziciela a Carloty jako siostry. Nigdy. Zapomni o wszystkim, ale wcześniej będzie musiała zobaczyć się z tą kobietą – powinna chyba raczej powiedzieć siostrą- aby jej powiedzieć co o niej myśli.


Ostatnio zmieniony przez Anna. dnia 12:51:21 09-04-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:01:36 29-06-13    Temat postu:

Odcinek 23

"...Ciężko jest wybaczyć komuś popełnione krzywdy...
Jednak skoro Bóg wybacza nam nasze złe czyny...
To my także musimy znaleźć w sobie to co pozwoli nam na taki sam gest..."


Kolejne dni były bardzo ciężkie, ponieważ Aura z trudem wracała do siebie. Na szczęście Santiago cały czas był przy niej i wspierał ją. Dziś kobieta miała po raz ostatni stanąć twarzą w twarz Carlotą. Założyła czarną spódnicę przed kolano i czerwoną bluzkę z falbanami. Na oczy założyła przeciwsłoneczne okulary i pojechała do więzienia, w którym przebywała Fernandez. Przez cały ten czas nie potrafiła i nawet nie zamierzała nazywać jej siostrą. Przekraczając próg więzienia aż się wzdrygnęła. To miejsce budziło w niej nie tyle odrazę co jakiś lekki strach i duże współczucie dla rodzin kobiet, które tutaj przebywały. Wiedziała, że niektóre mogły tutaj przebywać będąc całkowicie niewinnymi. Czasem się tak zdarzało, że nie udawało się udowodnić czyjejś niewinności.
- Proszę proszę. Kogóż moje oczy widzą. Droga pani adwokat Aura Dominguez postanowiła mnie odwiedzić. – powiedziała ironicznie Carlota. Te kilka dni zmieniły wygląd kobiety. Już nie miała na sobie ani grama makijażu i nie wyróżniała się strojem. Aura nawet jej nie żałowała. Dostała to na co zasłużyła.
- Daruj sobie. Wiedziałaś, że Armando Fernandez, twój ojciec jest także moim ojcem? – zapytała, zdejmując okulary i patrząc uważnie w oczy więźniarki.
- W końcu odkryłaś prawdę. Zajęło ci to strasznie dużo czasu. – rzuciła hardo kobieta.
- Skoro znałaś prawdę to jakim prawem zniszczyłaś moje szczęście, zabijając Rodrigo? I jakim prawem mnie porwałaś i torturowałaś, skoro doskonale wiedziałaś, że jesteśmy.. siostrami – ostatnie słowo Dominguez wypowiedziała z trudem.
- Rodrigo był mój zanim zaczął się spotykać z tobą. Odbiłaś mi go, więc nie mogłam pozwolić abyście byli szczęśliwi razem. Postanowiłam go zlikwidować byś cierpiała tak jak ja cierpiałam, gdy on oznajmił mi, że zakochał się w tobie. Potem na jakiś czas zapomniałam o tobie do momentu, gdy po raz kolejny odbiłaś mi mężczyznę. Tym razem to był Santiago. Nawet nie wiesz jaką miałam ochotę od razu cię zabić, gdy zdałam sobie sprawę kim jesteś. Postanowiłam jednak zaplanować moją zemstę i wykończyć cię własnymi rękami. Wszystko by się udało, gdyby ten przeklęty Fabian się nie wtrącił i te przeklęte psy. Nie miałabym nic przeciwko gdyby znaleźli cię, ale martwą a nie żywą! – wykrzyczała Carlota i poderwała się aby złapać Aurę za szyję, jednak strażnik był szybszy i przytrzymał kobietę.
- Jesteś potworem, a nie kobietą. Gdybyś naprawdę kochała Rodrigo to nie pozbawiłabyś go życia i pozwoliła mu być szczęśliwym. Tak samo gdybyś kochała Santiago to pragnęłabyś jego szczęścia. Nie ważne przy czyim boku by je znalazł. Obiecałam sobie, że nigdy ci nie wybaczę tego co zrobiłaś, ale zmieniłam zdanie. Wybaczam ci bo wiem, że tylko Bóg może osądzać i w końcu to zrobi, gdy znajdziesz się na tamtym świecie, o ile nie trafisz do piekła za wszystko co zrobiłaś. Żegnaj na zawsze – powiedziała Aura, zakładając okulary na nos i opuszczając salę widzeń a następnie więzienie. Przed budynkiem czekał już na nią Santiago i od razu ją przytulił.
- Nie wiem jak ktoś taki może być moją siostrą. Choć nie ma się co dziwić. Ona została wychowana całkiem inaczej niż ja. Teraz już nikt i nic nie przeszkodzi naszemu szczęściu. – kobieta pocałowała ukochanego i pojechała z nim do jego mieszkania, gdzie zjadła z nim oraz z jego rodzicami obiad.
- Co powiesz na kąpiel w basenie? W końcu obiecałaś, że kiedyś skorzystasz z zaproszenia. – Santiago spojrzał na nią z uśmiechem, zdejmując okulary z jej nosa.
- Powiem, że to doskonały pomysł. – odparła i zdjęła spódnicę oraz bluzkę, pozostając jedynie w czarnej bieliźnie. Uśmiechnęła się do ukochanego i zanim zdążył porwać ją w ramiona ona już skakała do basenu, by po chwili móc w nim pływać i się relaksować. Santiago dołączył do niej i razem świetnie bawili się w wodzie. W końcu Aura czuła się szczęśliwa i bezpieczna.
- Wróć do mnie, kochanie. Gdzie mi odpłynęłaś myślami? – Santiago ze śmiechem machał dłonią przed oczami blondynki.
- Przepraszam. Nie ważne gdzie odpłynęłam. Najważniejsze jest to co tu i teraz. To, że mimo trudnych początków jesteśmy razem i się kochamy. – powiedziała, gdy wychodziła z basenu razem z Vasquez’em aby położyć się na leżaku.
- Tak, początki były bardzo trudne, bo zgrywałaś okropnie niedostępną i oschłą. – przytaknął mężczyzna, podając jej drinka i zajmując miejsce na drugim leżaku.
- To była moja maska, którą przyjęłam zaraz po śmierci Rodrigo. – spojrzała na Santiago, który nic się nie odzywał, nie chcąc jej przerywać. Mężczyzna wyczuł, że przyszedł moment, kiedy Aura może spokojnie o wszystkim mu opowiedzieć. – W momencie gdy otrzymałam telefon z tą okropną wiadomością, łudziłam się, że to zwykła pomyłka, ale kiedy pokazano mi jego ciało wiedziałam, że to wszystko prawda. W tamtym momencie zawalił się cały mój świat. Straciłam mężczyznę, którego kochałam z całej duszy z wzajemnością i z którym planowałam wspólną przyszłość. Obiecałam sobie, że pomszczę jego śmierć. Kiedy twój brat został skazany nie poczułam satysfakcji. Miałam wrażenie, że to jeszcze nie wszystko. Musiałam się dowiedzieć kto zlecił mu to morderstwo, ponieważ byłam pewna, że nie zabił go z powodu jakichś porachunków. Rodrigo był zawsze uczciwym człowiekiem i nigdy nie wpadał w konflikty. Teraz już czuję ulgę i wiem, że dotrzymałam obietnicy jaką złożyłam nad jego grobem. Wiem też, że teraz mogę być szczęśliwa z Tobą. – uśmiechnęła się blondynka i upiła łyk drinka. Do końca dnia oboje cieszyli się swoim towarzystwem i błogim lenistwem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19236
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:55:32 02-01-14    Temat postu:

Odcinek 24

"...A po nocy przychodzi dzień
A po burzy przychodzi spokój..."


Zapowiadał się bardzo gorący i słoneczny dzień. Aura razem z Maritzą miały pojechać do Santiago aby tam cieszyć się tym pięknym dniem. Marlene kilka dni wcześniej znalazła dla siebie mieszkanie i nową pracą, dlatego wyprowadziła się od swojej siostry i nie znalazła dla nich czasu. Poza tym była umówiona z kolegą, ale Aura i tak wiedziała co się święci. Życzyła swojej siostrze dużo szczęścia.
- Aura pospiesz się bo nie zdążymy do wieczora dotrzeć do Santiago – Maritza poganiała przyjaciółkę. Miała na sobie zwiewną niebieską sukienkę, zawiązaną wokół szyi a włosy związała w kok.
- Już idę – rzuciła blondynka i wyszła ze swojej sypialni. Miała na sobie zwiewną sukienkę w kwiaty i rozpuszczone włosy. Na nos założyła okulary i uśmiechnęła się do przyjaciółki – Możemy ruszać.
Panowie już czekali na swoje ukochane kobiety, które przybyły odrobinę spóźnione. Całą czwórką rozłożyli się na leżakach i odpoczywali popijając zimne napoje.
- Kochanie możemy chwilę porozmawiać? – zapytał Santiago i zabrał ukochaną do salonu.
- Stało się coś?- zapytała lekko zaniepokojona Aura.
- I tak i nie – opowiedział mężczyzna – Wiesz, że jesteś dla mnie wszystkim? – zapytał, a kiedy blondynka przytaknęła kontynuował dalej – Gdyby nie Ty zapewne nie dowiedziałbym się nigdy kim są moi prawdziwi rodzice ani nigdy bym ich nie poznał. Nigdy też nie poznałbym jak smakuje prawdziwa miłość. Wniosłaś w moje życie dużo słońca, radości i miłości. Nie wyobrażam sobie już życia bez Ciebie. Kocham Cię jak nikogo nigdy wcześniej nie kochałem. Kochanie –Santiago ukląkł przed Aurą i wyciągnął przed siebie pudełeczko – Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie i zostaniesz moją żoną, towarzyszką, przyjaciółką, kochanką i matką moich dzieci?
Aura słuchała wszystkiego w milczeniu i ze łzami w oczach. Kiedy ukochany poprosił ją o rękę uśmiechnęła się i pocałowała go z uczuciem a ten po chwili wsunął pierścionek na jej palec.
- To ja będę najszczęśliwszą kobietą na świecie mając kogoś takiego jak ty u swojego boku – wyszeptała i ponownie go pocałowała. Fabian i Maritza przyglądali się wszystkiemu z uśmiechem. Kiedy tylko uznali, że już można to złożyli im życzenia i do końca dnia świętowali szczęście swoich przyjaciół.
W końcu nadszedł ten wyczekiwany przez Aurę i Santiaga dzień. Dzień ich ślubu. Dzień, w którym mają się stać na zawsze państwem Vasquez. Słońce jakby wyczuwało ich radość, świeciły bardzo jasny i dzień był gorący.
- Aura, pobudka. Pora się szykować – Maritza zaczęła po woli budzić swoją przyjaciółkę, jednak ta tylko zamruczała i dalej spała. W tym samym momencie do pokoju wpadła Marlene i wskoczyła na łóżko tak, że blondynka od razu się obudziła.
- Widzisz, Mari. Tak się ją budzi – zaśmiała się dziewczyna a potem szybko zeskoczyła z łóżka zanim Aura zdążyłaby ją uderzyć poduszką tak jak w dzieciństwie.
- Marlene, zawsze byłaś potworem – wymamrotała Aura na co siostra tylko pokazała jej język.
- Dosyć spania, śpiąca królewno. Musisz się przygotować. W końcu dziś twój wielki dzień. – Marlene uśmiechnęła się i wyszły z Maritzą z sypialni aby blondynka mogła się po woli ocknąć z objęć Morfeusza.
- Denerwuje się. Boje się, że coś lub ktoś może zakłócić ten dzień – powiedziała Aura, kiedy obie kobiety zajmowały się jej makijażem i fryzurą.
- Nie ruszaj się tak bo zamiast wyglądać jak księżniczka będziesz wyglądać jak wiedźma – zaśmiała się Marlene i zarobiła delikatnego kuksańca o siostry. – No ja swoje już zrobiłam.
- Ja również – powiedziała Maritza i uśmiechnęła się. Upięła włosy przyjaciółki w piękny kok ślubny wplatając w niego malutkie diamentowe różyczki. Marlene zrobiła jej delikatny makijaż podkreślający urodę kobiety. Kobiety pomogły założyć Aurze [link widoczny dla zalogowanych] inspirowaną suknią Kopciuszka, która kojarzyła się im z lekkością i delikatnym powabem, co kobiety uznały idealnie pasuje do blondynki. Stwierdziły, że suknia jest „królewska i niezwykle elegancka” oraz, że „przypomina balową suknię”. Aura wyglądała w niej naprawdę jak najpiękniejsza księżniczka. Marlene miała na sobie czerwoną zwiewną aczkolwiek pasującą do tego wyjątkowego dnia sukienkę i włosy spięte w luźny kok zaś Maritza założyła sukienkę w kwiaty i rozpuściła włosy. Kiedy wszystkie były gotowe udały się do kościoła, gdzie czekali na nich goście. Aurę do ołtarza poprowadził ojciec i oddał jej rękę Santiago.
Blondynka stała obok ukochanego i wsłuchiwała się w słowa księdza. Kiedyś wyobrażała sobie, że jej ślub z Rodrigo właśnie tak będzie wyglądać, do czasu aż jej marzenia nie legły w gruzach. Po jego śmierci nie wyobrażała sobie, że kogoś pokocha a już na pewno, że wyjdzie za mąż.
- Może pan pocałować swoją żonę – powiedział ksiądz i Santiago złożył czuły pocałunek na jej ustach. Po wyjściu z kościoła wszyscy oprócz nich udali się do sali balowej, gdzie miało odbyć się przyjęcie. Państwo Vasquez udali się na cmentarz, na grób Rodrigo. Aura zapaliła świeczkę i położyła bukiet, który specjalnie kazała wykonać z kwiatów, które od niego dostawała.
- Rodrigo, nigdy cię nie zapomnę i wiem, że przez cały czas czuwasz. Zawsze pozostaniesz w moim sercu i pamięci – powiedziała, wpatrując się w zdjęcie mężczyzny.
- Rodrigo, zapewniam cię, że będę opiekował się, dbał i nadal mocno kochał Aurę. Uczynię ją szczęśliwą tak jak ty byś tego chciał – powiedział Santiago i objął swoją żonę w pasie. Stali tak chwilę w milczeniu po czym wrócili do gości aby bawić się z nimi do białego rana.

3 lata później.
Aurę obudził delikatny pocałunek, który jednak nie należał do jej ukochanego męża. Leniwie uniosła powieki i uśmiechnęła się na widok swojego dwuletniego synka Rodrigo. Był podobny o Santiago w każdym calu. Porwała go w ramiona i przytuliła. Po chwili do sypialni wszedł jej ukochany z ich półroczną córeczką Catherine. Dziewczyna odziedziczyła po nim ten sam uśmiech i kolor oczu. Włosy miała identyczne jak Aura. Santiago położył się na łóżku a córeczkę ułożył między siebie i żonę. Rodrigo delikatnie szturchnął mamę aby zrobiła mu miejsce co ta od razu wykonała. Aura była w pełni szczęśliwa. Wiedziała, że nic już nie zmąci jej szczęście. „Dziękuję, Rodrigo. Wiem, że to po części twoja sprawka” – powiedziała w myślach i uśmiechnęła się. Miała teraz cudownego męża i dwójkę cudownych dzieci. Niczego więcej nie potrzebowała do szczęścia. No, może poza kolejnym dzieckiem, ale o to będzie musiała się postarać z Santiago wieczorem.


FIN
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12
Strona 12 z 12

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin