Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dwie strony boiska
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 27, 28, 29, 30  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:16:26 13-08-10    Temat postu:

Odcinek 40.

- Val – zaczęła Vicky, kiedy już zasiadły do śniadania na wielkim tarasie przy domu – Pokłóciłaś się z Sebastianem?
- Nie – odpowiedziała krótko, w ogóle nie patrząc na siostrę.
- To dlaczego przyszłaś spać do mnie? – spytała bez ogródek. Val przestała smarować bułkę masłem, odłożyła ją na podstawek i spojrzała na siostrę – Myślałam, że jesteście ze sobą szczęśliwi – mówiła Vicky – ale od kiedy przyjechaliście widzę, że coś jest nie tak. Powiesz mi o co chodzi?
Valeria odetchnęła głęboko i odgarnęła zabłąkany lok za ucho.
- To długa historia – rzuciła wymijająco, siląc się na uśmiech.
- Mamy czas.
- Nie ma o czym mówić.
- Powiedz mi co chodzi – nalegała Victoria.
- A porozmawiasz ze swoim chłopakiem?
- Nie zmieniaj tematu.
- Ale akurat ten temat jest zdecydowanie bardziej poważny i wymagający szczegółowego przeanalizowania. Nie twierdzę, że masz wyjść za niego za mąż, ale uważam, że ma prawo wiedzieć…
- Val, daj spokój – poprosiła Vicky – rozmawiałyśmy już o tym. Giba jest sporo starszy, ale zachowuje się jak dziecko. On nie dorósł jeszcze do tego. Nie wiem czy on kiedykolwiek dorośnie.
- Ale powinien brać odpowiedzialność za swoje czyny. Nie powinnaś zostawać z tym sama.
- Nie powinnam w ogóle zgadzać się na ten związek, wtedy nie byłoby tematu. Wiedziałam jaki jest Gilberto, ale ciągle łudziłam się, że się zmieni i to był mój największy błąd.
- Raczej błąd naszego ojca.
- Ojciec nie kazał mi chodzić z nim do łóżka.
- Nie łap mnie za słówka. Gdyby nie zaaranżował tego związku, pewnie w ogóle nie poznałabyś tego chłopaka. Swoją drogą, chciałabym go kiedyś poznać. Kiedy pisałaś mi o nim w listach miałam wrażenie, że nie jest taki całkiem zły…
- Zaraz, zaraz – przerwała jej Vicky – Miałyśmy rozmawiać o tobie.
- Kiedy naprawdę nie ma o czym – rzuciła beztrosko Valeria, uśmiechając się promiennie – Może wyskoczymy gdzieś wieczorem? Dawno nigdzie nie byłam…

Paola powoli otworzyła oczy. Leniwie się przeciągnęła i odwróciła na bok. Oscar pogrążony był jeszcze w głębokim śnie. Delikatnie dotknęła jego policzka, uśmiechając się do niego i do własnych myśli. Nigdy nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek będzie tak bardzo szczęśliwa, że zdoła jeszcze kogokolwiek pokochać. Ostrożnie, by go nie zbudzić, wstała z łóżka. Narzuciła na siebie jego koszulę. Zapięła kilka guzików, a potem wtuliła twarz w materiał, upajając się jego zapachem. Zapachem mężczyzn, który całkowicie zawrócił jej w głowie.
Zeszła na dół z myślą, że przygotuje mu śniadanie. Przechodząc przez salon, zatrzymała się przy kominku, na którym ustawione były świeże kwiaty i cały szereg ramek ze zdjęciami. Zamarła, gdy na jednym z nich zobaczyła siebie…
- To niemożliwe – mruknęła, chwytając ramkę i uważnie przyglądając się fotografii, z której śmiały się do niej oczy Oscara i kilkumiesięcznego niemowlaka trzymanego przez nią samą sprzed kilkunastu lat.
- Ooo, Paola! – usłyszała na schodach Blancę i natychmiast odstawiła zdjęcie na swoje miejsce – Jednak zostałaś – dziewczyna uśmiechnęła się do niej szeroko – Cieszę się – powiedziała szczerze – Ojciec odżył przy tobie. Jest teraz zupełnie innym człowiekiem.
- Blanca…
- Idź weź prysznic, a ja zrobię nam śniadanie.
Paola uśmiechnęła się niewyraźnie i skierowała na górę. Nie wiedziała, co myśleć o swoim odkryciu. Domyśliła się, że kobieta z fotografii to matka Blanki, ale nie potrafiła zrozumieć, dlaczego Oscar nie powiedział jej nigdy, że jest tak do niej podobna. Rozmyślała o tym, stojąc pod prysznicem, dopóki nie zjawił się tam Oscar.
- Dzień dobry kochanie – przywitał ją namiętnym całusem.
- Oscar… – wyrwała się z jego objęć i owinęła ręcznikiem.
- Co się dzieje? – zaniepokoił się mężczyzna.
- Nic – uśmiechnęła się blado .
- Kochanie – mówił podchodząc do niej – Chciałbym cię o coś poprosić. Jeśli uznasz, że się pośpieszyłem, powiedz mi to wprost, zrozumiem – Paola patrzyła na niego zaciekawiona. Uśmiechnął się niepewnie, wahając się czy wypowiedzieć swoją prośbę na głos, czy jednak jeszcze trochę poczekać. W końcu jednak nabrał powietrza w płuca i wykrztusił z siebie: – Chciałbym, żebyś się tu wprowadziła – spojrzał na nią wyczekująco. W jej oczach dostrzegł radość pomieszaną ze zdziwieniem i może nawet strachem – Nie musisz odpowiadać od razu – powiedział, by przerwać ciszę. Podziękowała mu uśmiechem i zaczęła szukać swoich ubrań. Nie wiedziała, co ma mu odpowiedzieć. Gdyby zapytał o to wczoraj, zgodziłaby się bez wahania, jednak teraz, gdy zobaczyła to zdjęcia…
- Zrobiłem coś nie tak? – spytał, widząc, że kobieta nie zachowuje się swobodnie jak zwykle,
- Nie – powiedziała cicho – tylko Blanca jest na dole i czeka na nas ze śniadaniem. Myślę, że powinniśmy zejść na dół…
- A ja myślę – mówił, podchodząc do niej i obejmując ją w pasie – że zrozumie, jeśli się trochę spóźnimy – pochylił się i pocałował, najpierw jej usta, potem policzek, szyję bardzo blisko ucha – Kocham cię – szepnął, przyciągając ją mocniej do siebie. Nie miała siły dłużej się mu opierać…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stokrotka*
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 26 Gru 2009
Posty: 17542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:33:06 13-08-10    Temat postu:

Uuu robi się gorąco, a co może się jeszcze wydarzyć jak wróci matka Blanci.
Stanowczo jednak żądam sceny między Sergiem i Blanca
A więc Vicky jest w ciąży i to do tego z Gibo i dlatego z nim zerwała
Odcinek jak zwykle świetny jednak chcę scenę miedzy Sergiem i Blanca i chociaż o tym już wspominałam przypomnę jeszcze raz
Czekam na nexta.!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:52:07 13-08-10    Temat postu:

Blanca i Sergio będą w 43 i 45 cinku Przyspieszam akcję, żeby skończyć to opko jak najszybciej. Mam nadzieję, zmieścić się w 60 odcinkach, więc parę nic nie wnoszących scen siłą rzeczy wypadło z opowiadania, ale gwarantuję, że niczego na tym nie stracicie;)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:31:55 14-08-10    Temat postu:

Równiez sądzę tak jak Val, aby Vicky powiedziała Gibie co jest grane. Powinien wiedzieć, mimo że jak sama twierdzi sam jeszcze nie dorósł do tego obowiązku, może to jednak coś w nim zmieni? ;D
Dobrze, że Paola i Oscar zaznali w końcu szczęścia i miłości. Oscar miał trudne życie i jak najbardziej zalezy mu się to. Tylko, aby nic gorszego nie wyszło z tego odkrycia Paoli. ; )
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:54:12 15-08-10    Temat postu:

Właśnie się zastanawiam co zrobić z tym odkryciem Paoli, ale jako, że mam to skończyć jak najszybciej, to chyba nic z tym nie zrobię

Daję cinek, a co mi tam, najwyżej w tygodniu nie będzie


Odcinek 41.


Blanca kończyła właśnie nakrywać do stołu, kiedy uprzytomniła sobie, że ojciec nic nie wie o przyjeździe Caroliny. Wiedziała, że zmartwi go ta wiadomość, ale uznała, że powinien wiedzieć, że jego była żona jest w pobliżu. Tym bardziej, że właśnie zaczął układać sobie życie z kobietą, jakiej zawsze szukał. Blanca postanowiła więc, że porozmawia z ojcem zaraz po śniadaniu. Przeczuwała, że Carolina będzie coś knuła, dlatego uznała, że im szybciej ojciec dowie się o jej przyjeździe, tym lepiej.
Właśnie kończyła parzyć kawę, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Pobiegła otworzyć z nadzieją, że może to Sergio przyszedł osobiście życzyć jej dobrego dnia. Nie brała nawet pod uwagę, że to może być ktoś inny, a już na pewno nie pomyślała, że to może być Carolina.
- Witaj mała – powiedziała z wyższością kobieta, gdy Blanca otworzyła drzwi.
- Czego chcesz? – dziewczyna nie zamierzała silić się na uprzejmości.
- Nie zaprosisz mnie do środka? Chyba nie będziemy rozmawiać w progu? – chciała wejść, ale Blanca zagrodziła jej drogę.
- Owszem, będziemy. Nie jesteś tu mile widzianym gościem.
- Tak? To mnie zaskoczyłaś – ironizowała – a ja myślałam, że choć trochę się za mną stęskniłaś.
- Chyba śnisz.
- Kochanie – mówiła pogardliwie – śnić będę za jakieś dwanaście godzin, jak dobrze pójdzie, to nawet w jednej z waszych sypialni.
Blanca puściła tę uwagę mimo uszu.
- Po co tu przyszłaś? – spytała.
- Na pewno nie na towarzyskie pogaduszki z tobą. Chcę się widzieć z twoim ojcem.
- Jest zajęty.
- O tej porze?
- Blanca, kto to? – dobiegł do nich głos Oscara.
- Namolny akwizytor! – odkrzyknęła ojcu, patrząc przy tym Carolinie w oczy tak, jakby chciała zabić ją wzrokiem. Miała nadzieję, że Oscar nie zechce pofatygować się do drzwi, by pozbyć się nieproszonego gościa i będzie mogła niepostrzeżenie pozbyć się Caroliny i jakoś przygotować go na to spotkanie. Niestety, już po chwili stał w holu obok niej.
- Carolina? – Oscar o mało nie otworzył ust ze dziwienia – Co ty tu robisz?
- Myślę, że powinniśmy porozmawiać.
- Nie mamy o czym – warknął otrząsnąwszy się z pierwszego szoku.
- Oscar – w holu pojawiła się Paola – Kawa stygnie…
- Widzę, że sprawiłeś sobie służącą – rzuciła cynicznie Carolina, mierząc pogardliwym wzrokiem Paolę – ale żeby pozwalać służbie mówić do siebie po imieniu…
- Dość! – Oscar był wściekły – Mów czego chcesz i raz na zawsze zniknij z mojego życia.
- Czego chcę? Otóż drogi mężu…
- Nie jesteście już małżeństwem – wtrąciła Blanca.
- Owszem, jesteśmy – mówiła tryumfująco Carolina – Twój ojciec w takim pośpiechu wyjeżdżał z Włoch – mówiła grzebiąc w swojej torebce – że zapomniał złożyć jednego podpisu… o tu – wskazała miejsce na formularzu, który wyciągnęła z torby, po czym podała go Oscarowi. Blanca zajrzała ojcu przez ramię.
- Pozew rozwodowy – mruknęła – Nie został rozpatrzony przez braki formalne…
- Tak jest, gdy nie korzysta się z pomocy fachowców – mówiła ironicznie Carolina – i chce się być najmądrzejszym na świecie.
- Czego do cholery ode mnie chcesz? – syknął Oscar przez zęby.
- Jako, że nadal jesteśmy małżeństwem, to na początek może… – udała, że się zastanawia – może pójdę po swoje bagaże – puściła do niego oczko – albo nie. Ty idź – zwróciła się do Paoli – W końcu od tego chyba jest służba.
- To nie jest żadna służba! – krzyknął Oscar.
- Pani do towarzystwa? – uśmiechnęła się szyderczo – To całkiem w twoim stylu…
- Zamknij się i wynoś się stąd! – Oscar zatrzasnął jej drzwi przed nosem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:57:14 16-08-10    Temat postu:

O jejku. To koniec szczęśliwego życia Oscara, to było wiadome, że kiedy Carolina się pojawi nie będzie zbyt fajnie! Ciekawa jestem co o tym wszystkim mysli sama Paola. Czekam na new!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:29:55 19-08-10    Temat postu:

Odcinek 42.

Paola była w kiepskim humorze. Przez chwilę wydawało jej się, że jej życie wreszcie zaczęło się układać, ale teraz sama nie wiedziała już co ma o tym wszystkim myśleć. Nie potrafiła skupić się na pracy, więc zajęcia z dziewczynami skończyła kilkanaście minut wcześniej niż zwykle. Musiała pomyśleć, a pusta sala treningowa była do tego idealnym miejscem.
Doskonale pamiętała dzień, w którym poznała Oscara. Już wtedy, kiedy pierwszy raz spojrzała mu w oczy, poczuła, jakby już kiedyś je widziała. Później, za każdym razem, przy każdym spotkaniu, każdej rozmowie, czy przypadkowym spojrzeniu, miała to cholerne uczucie déjà vu. Kiedy okazało się, że z Oscarem rozumieją się bez słów, uznała to za zrządzenie losu. Uważała, że to, co ich połączyło, musiało zacząć się już w ich poprzednim życiu i było na tyle silne, że trwało nadal. Od chwili jednak, kiedy zobaczyła to zdjęcie na kominku, po jej głowie zaczęły snuć się zupełnie inne myśli i sama już nie wiedziała, co zdarzyło się naprawdę, a co było tylko wytworem jej wyobraźni…

Sebastian uśmiechnął się do siebie, kiedy przechodząc obok sali treningowej, dostrzegł tam znajomą postać. Pomyślał, że nic się nie zmieniła odkąd widział ją po raz ostatni. Nadal miała tak samo długie, kasztanowe włosy, tak samo seksowne kocie ruchy i tak samo zielone oczy. Był czas, gdy bardzo żałował tego, że ich drogi rozeszły się.
- Widziałem, że tu cię zastanę – przywitał ją uśmiechem, opierając się o framugę drzwi .
- Sebastian? – na jej twarzy dostrzegł zdziwienie, które stopniowo ustępowało miejsca frustracji.
- Tak witasz starego przyjaciela? – usiłował żartować, ale dobrze ją znał i wiedział, co oznacza taka wojownicza mina.
- O ile mnie pamięć nie myli, nie rozstaliśmy się w przyjaźni.
- Oh, Paolita, daj spokój, to stare dzieje. Zakopmy topór wojenny.
- Nie ja go wyciągnęłam więc i nie ja będę go zakopywać.
- To ty zniknęłaś bez słowa tuż po mistrzostwach – rzucił oskarżycielskim tonem.
- Ta rozmowa nie ma sensu – stwierdziła Paola, zbierając swoje rzeczy. Kiedy chciała go wyminąć, chwycił ją za rękę i zatrzymał.
- O co ci chodzi?
- O co mi chodzi? Nie bądź śmieszny. Wracaj do niej i do waszego dziecka.
- Jakiś problem? – na hali pojawił się Oscar, uważnie przyglądając się nieznajomemu.
- Żaden – Paola uśmiechnęła się blado, zerkając mrożącym wzrokiem w stronę Sebastiana – Spotkamy się po meczu? – zwróciła się do Oscara.
- Oczywiście – przytaknął radośnie, przyciągając ją mocniej do siebie – Mam nadzieję – szepnął jej wprost do ucha – że zostaniesz na kolacji?
- Oczywiście – cmoknęła go w policzek, po czym jeszcze raz spojrzała na osłupiałego Sebastiana i ruszyła w stronę szatni.
Sebastian dziwnie się czuł, widząc Paolę szczęśliwą z innym mężczyzną. Nie bardzo rozumiał, o co jej chodziło i dlaczego wtedy, zniknęła bez słowa. Swego czasu na parkiecie byli naprawdę zgraną parą. Sebastian kiedyś miał nawet nadzieję, że uda im się to przenieść poza parkiet. Gdyby nie to, że niemal tuż przed turniejem pechowo złamał nogę, to on sięgałby z nią po największe laury, cieszyliby się razem ze wspólnych sukcesów, co zapewne jeszcze bardziej scementowałoby ich związek. Do tej pory był przekonany, że jest na niego zła, właśnie dlatego, że przez jego głupotę, niecały miesiąc przed turniejem zmuszona była szukać nowego partnera i zmieniać całą choreografię. Teraz jednak już niczego nie był pewien. Owszem, flirtował z nią, była przecież piękną kobietą, której żaden mężczyzna nie zdołałby się oprzeć, ale co miała na myśli mówiąc „Wracaj do niej i do waszego dziecka”?
Giba też dziwnie się zachowywał, gdy spotkali się w dyskotece, ale on nigdy nie lubił przegrywać, więc Sebastian zwalił to na karb jego charakteru. Teraz, kiedy łączył ze sobą pewne fakty, wszystko zaczynało układać się w jedną logiczną całość. I wszystko wskazywało na to, że i Paola i Gilberto są na niego źli z powodu Milagros. Słodka Milagros. Na samo wspomnienie przeszył go dreszcz. Dobrze pamiętał, kiedy razem z Gilbertem założyli się o to, który z nich pierwszy uwiedzie niepokorną pannę Tavares…

- Oscar, możemy chwilę pogadać? – spytał niepewnie Andre. Chciał mu powiedzieć o Carolinie, ale nie był pewien, czy to dobry pomysł. Zwłaszcza, że niedawno pogodzili się, wyjaśniając sobie wszystkie nieporozumienia.
- Carolina jest w mieście – powiedział Oscar, nie podnosząc wzroku znad biurka, na którym rozłożone miał różne kartki, z rozpiską drużyny przeciwnej.
- Wiem – powiedział Andre, siadając na wprost Oscara. Torres podniósł wzrok i spojrzał na niego podejrzliwie – Napisała do mnie sms-a, że chce się spotkać.
- I co?
- I spotkałem się z nią. Chciałem się dowiedzieć, po co tu przyjechała, ale zbyła mnie półsłówkami.
- To ja ci powiem po co tu przyjechała. Chce połowy mojego majątku.
- Jak to?
- Widzisz, okazuje się, że nie jesteśmy rozwiedzieni. Powiedziała, że zgodzi się na rozwód, jeśli oddam jej dokładnie połowę z tego, co mam.
- Chyba się nie zgodziłeś?
- A jakie mam inne wyjście? Chciałbym wreszcie ułożyć sobie życie, ale znowu mam pod górkę. Całe życie mam pod górkę! – zmiął kartkę, którą właśnie czytał i cisnął nią w drugi kąt – Cholera! Zawsze, kiedy już zaczyna mi się układać, musi się coś spierdolić… – na chwilę ukrył twarz w dłoniach, a potem przeczesał ręką włosy – Jeśli tylko dzięki temu pozbędę się jej z mojego życia, to oddam jej nawet cały majątek…
- Nie podejmuj pochopnych decyzji. Najpierw w ogóle upewnijmy się, czy ta historia z rozwodem jest prawdziwa. Pamiętasz Gianlucę?
- Jak mógłbym zapomnieć? To dzięki niemu wyszedłem z tej narkotykowej historii niemal bez szwanku.
- Zadzwonię do niego i poproszę, żeby sprawdził, jak faktycznie się sprawy mają.
- Dlaczego to robisz?
- Co?
- Pomagasz mi.
- Ja też mam pewne rachunki do wyrównania z panią Caroliną Jimenez…



Odcinek 43.


- Blanca! – zawołał Sergio. Już samo to w jaki sposób wypowiadał jej imię, przyprawiało ją o szybsze bicie serca – Dzień dobry – podbiegł do niej i podarował jej namiętnego całusa.
- Co robisz wariacie? – spytała roześmiana.
- Witam się z moją… – zawiesił na chwilę głos i zmierzył ją od góry do dołu. Ubrana w meczowy strój cheerleaderek, który więcej odsłaniał niż zasłaniał, wydała mu się jeszcze bardziej pociągająca niż zwykle – z moją piękną dziewczyną – wykrztusił w końcu, szczerząc wszystkie ząbki w szerokim uśmiechu. Nie potrafił oderwać od niej oczu.
- Czemu tak mi się przyglądasz? – spytała zadziornie.
- Bo jak pomyślę, że dziś wieczorem będę musiał dzielić się tym widokiem z tłumem kibiców…
- Wieczorem kochany – mówiła, wbijając swój szczupły palec w jego tors – to ty się skupisz na grze.
- Nie wiem, czy będę w stanie, mając w perspektywie takie widoki – mówił rozbawiony – Co ty robisz? – spytał, gdy otworzyła drzwi, znajdujące się tuż za jej plecami i wciągnęła go za sobą do składziku. Wzruszyła ramionami i przyciągnęła go do siebie. Chciała by ją dotykał, całował. Chciała czuć go każdym centymetrem swojego ciała. Spojrzała mu zadziornie w oczy leciutko rozchylając przy tym usta – Blanca – szepnął. To było za wiele nawet jak na niego. Sam nie wiedział kiedy, przycisnął ją całym sobą do ściany i zaczął całować – Niech cię diabli kobieto – mówił łapiąc oddech po namiętnym pocałunku. Oparł się czołem o jej czoło i delikatnie gładząc jej policzek, spojrzał wprost w jej wielkie czekoladowe oczy – Wystawiasz moją silną wolę na straszliwie ciężką próbę – mówił cicho – Któregoś dnia, to się może dla ciebie źle skończyć – dodał, uśmiechając się szeroko. Nigdy nie sądził, że jakakolwiek nastolatka, będzie w stanie doprowadzić go do takiego stanu. Była tak pociągająca w całej swej niewinności… Delikatnie przesunęła dłonią po jego wspaniałym torsie i dalej w dół brzucha. Czuła pod palcami każdy z jego mięśni, których kontury delikatnie rysowały się pod opiętym bawełnianym podkoszulkiem. Spojrzała mu w oczy, zmysłowo przygryzając wargę. Poczuła jak drgnął, gdy wsunęła dłonie pod materiał jego podkoszulka i przesunęła wzdłuż boków, a potem na plecy. Nic nie mówił. Przymknął oczy i odchylił głowę do tytułu, biorąc głęboki wdech. Odruchowo przysunął się do niej jeszcze bliżej. Wiedział, że jeśli natychmiast nie przestanie, to nie zdoła się już dłużej powstrzymywać.
- Blanca – zaczął cicho – powinienem już iść…Twój ojciec urwie mi głowę, jeśli spóźnię się na odprawę przedmeczową.
- Jeszcze chwilę – wspięła się na palce, by dosięgnąć jego ust. Kiedy tylko dotknęła ich swoimi wargami poczuła, jak dłonie Sergia zaciskają się na jej pośladkach. Oplótł swoje biodra jej udami i posadził ją na jakimś starym biurku, które stało tuż obok.
- Blanca, to nie jest odpowiedni czas, ani miejsce…
- Oj… nie marudź. Najważniejsze, że jesteś przy mnie – uśmiechnęła się, ujmując jego twarz w swoje dłonie – Obiecaj mi tylko, że kiedy już się mną znudzisz, powiesz mi to prosto w oczy.
- Blanca! – chwycił jej dłonie i zbliżył je do swoich ust – Nigdy mi się nie znudzisz… Dobrze – dodał, widząc jej spojrzenie – Jeśli to ma cię uspokoić, to uroczyście przysięgam – mówił, kładąc jedną dłoń na piersi, a drugą unosząc w górę – że powiem ci otwarcie, kiedy się już tobą znudzę.
- Nie nabijaj się ze mnie – powiedziała Blanca z miną obrażonego dziecka – Jesteś sporo starszy, masz swoje potrzeby… – opuściła głowę i zaczęła wpatrywać się w podłogę.
- Blanca – chwycił ją pod brodę, zmuszając by spojrzała na niego – Seks jest ważną częścią każdego związku, ale jeśli między tobą, a twoim partnerem nie będzie chemii, to nawet w ten sposób nie zatrzymasz go przy sobie. Między nami jest coś, czego jeszcze sam nie potrafię nazwać, ale nie chcę żebyśmy się śpieszyli. Pośpiech jest złym doradcą, a poza tym nie chcę, żebyś potem miała czegokolwiek żałować…
- Nigdy nie będę żałowała ani minuty spędzonej z tobą – zaprotestowała gwałtownie, zarzucając mu ręce na szyję.
- Silva! – usłyszeli na korytarzu głos Oscara – Jest pięć minut po czasie! Jeśli za chwilę nie zobaczę cię na sali…
Sergio spojrzał na Blancę przepraszająco. Nie miał najmniejszej ochoty przerywać tego spotkania. Jeszcze raz sięgnął do jej ust.
- Idź – powiedziała, odrywając się od niego – bo mój ojciec naprawdę urwie ci głowę i kogo wtedy będę całować?
- Gibę? – zażartował wychodząc.
- Bardzo śmieszne! – powiedziała poważnie i dopiero po chwili uśmiechnęła się, puszczając do niego oczko…


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 11:51:20 21-08-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:08:14 22-08-10    Temat postu:

Więc dowiadujemy sie trochę o przeszłości Paoli. Miała jakiś kontakt z Sebastianem. Czy była w nim zakochana. A zakład z Gibem, o tą dziewczyne wszystko popsuło? Sebastian ma dziecko? Czy tlyko ktoś chciał, aby Paola tak myślała, a prawda jest inna. Tyle sie pomieszało, dobrze przynajmniej, ze Sergio i Blanca są razem szczęsliwi. Mma nadzieję, ze nikt już tego nie popsuje, w koncu oni pasuja do siebie idealnie!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:21:35 22-08-10    Temat postu:

No tak - nie byłabym sobą, gdybym nie namieszała Ale spokojnie, to tylko tak skomplikowanie wygląda

Dzięki za komentarz ;*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:10:10 05-09-10    Temat postu:

Jeśli ktoś jeszcze to czyta, to proszę - kolejne dwa odcinki. Nie mam już serca do tego opowiadania, chcę je jak najszybciej skończyć, dlatego przyspieszam nieco akcję. Mam nadzieję, że 60. odcinek będzie tym finałowym. Pozdrawiam, Aga



Odcinek 44.


Pierwszy mecz w sezonie miał być dla podopiecznych Oscara przysłowiowym spacerkiem. Ich przeciwnikiem była teoretycznie najsłabsza drużyna w tabeli. Po pierwszym, wysoko przegranym secie Oscar doskonale wiedział, gdzie leży przyczyna tak wyraźnej porażki. Drużyną na boisku dyrygował nie kto inny jak Gilberto „wszystkowiedzący najlepiej” Rodriguez. Pozostali zawodnicy słuchali go i bez słowa wykonywali jego polecenia – był w końcu synem prezesa, więc uznali, że nie warto się narażać. W ten sposób cała taktyka opracowana przez Oscara na ten mecz legła w gruzach. W przerwie przed drugim setem Oscar przypomniał swoim podopiecznym wytyczne, ale na nic się to zdało. Już na początku drugiej partii rywale wypracowali sobie znaczną przewagę. Oscar nie miał wyjścia. Zwrócił się w stronę kwadratu dla rezerwowych.
- Casillas! – zawołał i wręczył młodemu chłopakowi tabliczkę z numerem „7” – Wchodzisz.
- Ja?? – Thiago był w szoku – Przecież…
- Bez gadania. To twoja szansa i albo ją wykorzystasz, albo nie. Do dzieła – zasygnalizował zmianę. Giba wybałuszył oczy, widząc w rękach młodszego kolegi tabliczkę ze swoim numerem.
- Możesz założyć dres – zwrócił się do niego Oscar – Nie wejdziesz już na boisko.
- Co proszę?! O co panu, do cholery, chodzi? – Giba był wściekły.
- Robisz wszystko, żebyście nie wygrali. Myślisz, że pozjadałeś wszystkie rozumy, ale ja trochę dłużej od ciebie zajmuję się tą profesją. To ja jestem tu trenerem i ja ustalam zasady. Dopóki tego nie zaakceptujesz, nie masz czego szukać w tej drużynie.
Giba wściekły rzucił tabliczką o ziemię. Zacisnął szczęki i naburmuszony pomaszerował w stronę rezerwowych. Koledzy próbowali go pocieszyć, ale on nie słuchał. Nie był przyzwyczajony do takiego traktowania. Był wściekły na Torresa za to, że w ogóle ośmielił się ściągnąć go z boiska. Gdy już zaczynał układać w głowie plan zemsty, jego wzrok przykuła ciemnowłosa kobieta na trybunach. Ta sama, z którą kilka dni temu uprawiał najbardziej wyuzdany seks w swoim życiu. Kątem oka zauważył, że również Torres uważnie się jej przygląda…

- Blanca, on jest cudowny! – zachwycała się Elena, kiedy Thiago kolejny raz z rzędu zdobył dla drużyny punkt bezpośrednio z zagrywki.
- Wiem – mruknęła Blanca, która niemal całą uwagę skupiła na osobie Sergia. Odkąd go poznała zaczęła w sobie odkrywać cały szereg różnych uczuć, o których istnieniu nawet nie zdawała sobie sprawy. Był idealny. Pod każdym względem. I za każdym razem, kiedy był blisko, serce podchodziło jej do gardła, a nogi miała jak z waty. Zastanawiała się tylko, co taki dojrzały facet, który mógłby mieć każdą dziewczynę, na którą spojrzy, zobaczył w niej i czy to wystarczy, by mogli być razem.
Thiago tymczasem spisywał się bez zarzutu. Drużyna odżyła, odrobiła straty i wygrała spotkanie, a zmiennik Giby na koniec meczu odebrał w pełni zasłużoną nagrodę dla MVP*, co jeszcze bardziej rozwścieczyło Gilberta.
- Miarka się przebrała! – mamrotał do siebie Giba, gdy po meczu schodzili do szatni – Co on sobie myśli? Że może mnie tak bezkarnie posadzić na ławce? Odejdzie stąd szybciej niż myśli, już ja się o to postaram!
- Hej, przystojniaku – usłyszał znajomy głos. Spojrzał za siebie. Z półmroku korytarza wyłoniła się jego nowa znajoma – Coś ci chyba nienajlepiej dzisiaj poszło.
- Nie chcę o tym gadać – mruknął, podchodząc do niej – Po co tu przyszłaś?
- Może dla ciebie? – powiedziała, przesuwając wierzchem dłoni po jego torsie.
- Nie przypominam sobie, żebym wspominał ci, czym się zajmuję. Zresztą o ile pamiętam, w ogóle nie chciałaś ze mną rozmawiać.
- Teraz też nie przyszłam po to, żeby rozmawiać. Przyjdź dziś.. – zamilkła, bo właśnie mijał ich Sergio. Spojrzał jej prosto w oczy, ale nie dostrzegła już w tym spojrzeniu pożądania, które widziała tamtego wieczoru w dyskotece – Cześć – zwróciła się do niego.
- Cześć – odpowiedział ledwo słyszalnym głosem i pomaszerował do szatni, traktując oboje jak powietrze.
- Więc? – przerwał ciszę Giba – Po co tu przyszłaś? I jak się tu dostałaś? Osobom postronnym nie wolno tu wchodzić.
- Mam swoje sposoby – uśmiechnęła się do niego filuternie – To jak? Przyjdziesz dziś do dyskoteki? Gwarantuję, że nie pożałujesz.
- Zastanowię się – mruknął, kierując się w stronę szatni.
_________________
*) Most Valuable Player – najbardziej wartościowy zawodnik meczu


Odcinek 45.

Blanca wbiegła do szatni. Niewiele myśląc, pociągnęła za wiązanie z tyłu pleców. W sekundę uświadomiła sobie, że zamiast rozwiązać top, zaciągnęła supeł.
- Cholera – mruknęła. W tej samej chwili z pomieszczenia prowadzącego pod prysznice wyszedł Sergio. Jednym ręcznikiem miał owinięte biodra, drugim wycierał ramiona.
- Co ty tu robisz? – spytał.
- Raczej co ty tu robisz? – uśmiechnął się, wycierając włosy, z których ściekały strużki wody, rozbijając się na wspaniale umięśnionym torsie – Co cię tak bawi?
- To, że to jest MĘSKA szatnia, a ty paradujesz tu… hmmm.. prawie półnaga – przyjrzał się jej uważnie, skupiając wzrok na najbardziej interesujących częściach ciała – Mógłbym pomyśleć, że przyszłaś mnie uwieść.
Blanca spojrzała na niego spode łba. Nie wiedziała, czy sobie żartuje, czy też mówi całkiem poważnie.
- Lepiej zmykaj stąd zanim będzie za późno – znów puścił do niej oczko rozbawiony. Chciała zapaść się pod ziemię.
- Możesz mi pomóc? – spytała niepewnie i nim zdążył odpowiedzieć stanęła tyłem do niego i odgarnęła włosy z pleców na ramię – Zdaję się, że zaciągnęłam supeł…
Sergio głośno przełknął ślinę. Wiedział, że zbliżanie się do Blanki w takich okolicznościach nie było najlepszym pomysłem.
- Nie bój się, nie gryzę – powiedziała Blanca, nie mogąc doczekać się reakcji chłopaka – nie mam też świerzbu, trądu ani innych tego typu świństw – mówiła zniecierpliwiona.
- Blanca… – Sergio ciągle się wahał, bał się, że kiedy dotknie jej gładkiej skóry, nie zdoła się powstrzymać.
- Na plaży, kiedy spadłam z konia, nie byłeś taki wstydliwym, potem w składziku też nie – wypaliła nagle i wtedy poczuła jak jego palce niezgrabnie mocują się z wiązaniem
- Na plaży i w składziku – szepnął tuż przy jej uchu, kiedy już uporał się z węzłem – nie byłem prawie nagi – podszedł jeszcze bliżej i zajął się wiązaniem na szyi. Nim się spostrzegła rozwiązał sznureczki i wierzchem dłoni przesunął wzdłuż jej kręgosłupa. Przymknęła oczy i westchnęła cicho, przyciskają odwiązany top mocno do piersi, by nie opadł na ziemię.
Gdy poczuła jego usta na szyi i ramieniu, zakręciło jej się w głowie. Była pewna, że gdyby nie trzymał jej mocno, upadłaby.
- Sergio – mruknęła, odwracając się przodem do niego. Bez słowa chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę ławki. Usiadł na niej okrakiem i spojrzał na Blancę. Wahała się chwilę, ale w końcu również usiadła.
- Blanca – zaczął, odgarniając jej włosy za uszy – Ja nie wiem co to jest… Nie chcę ci opowiadać bajek o miłości, bo nie wiem czy to miłość, ale przy tobie… przy tobie tracę panowanie nad sobą – położył dłonie na jej udach i przyciągnął ją do siebie tak, że prawie siedziała mu na kolanach okrakiem – Blanca, ja… – nie pozwoliła mu dokończyć. Wpiła się zachłannie w jego usta i przylgnęła do niego całą sobą. Chciała czuć go blisko, każdym centymetrem swojego ciała – Blanca – westchnął, odrywając się od jej ust. Odgarnął jej włosy za uszy i ujął jej twarz w swoje dłonie – Blanca, to nie jest dobry pomysł…
Nie odpowiedziała. Patrzyła na niego z zachwytem i uwielbieniem. Kiedy miała go znów pocałować ktoś otworzył drzwi…

- No proszę, proszę – mówił Giba cynicznie, przystając w progu – Panienka Torres i pan Silva. Nie przeszkadzajcie sobie w niczym, przyszedłem tylko po moją kurtkę – chwycił ją i zdjął z wieszaka – Zamknąć wam drzwi? – spytał, wychodząc. Blanca i Sergio popatrzyli na siebie porozumiewawczo.
- Gilberto, czekaj – powiedział Sergio.
- Po co? Żeby patrzeć jak się migdalicie?
- Ja już pójdę – szepnęła Blanca, cmokając Sergia w policzek – Zadzwoń później – i wyszła.
Gilberto obejrzał się za nią, mierząc ją uważnie od góry do dołu.
- Masz niezły gust – stwierdził ironicznie, spoglądając na Sergia – ale niedawno sam mówiłeś mi, że to dziecko.
- Giba, zmień ton. Chcę normalnie pogadać.
- Dlaczego mamy gadać wtedy, kiedy tobie to pasuje? Kiedy ja chciałem…
- Daj spokój. Byłem wtedy wściekły. Gdy usłyszałem waszą kłótnię, wtedy w ośrodku, poczułem, jakby ktoś zacisnął mi pętlę na szyi i odciął dopływ powietrza. Sam przed sobą nie chciałem się przyznać, że mogę coś czuć do Blanki – spojrzał na Gilberta – Wiem, że to szaleństwo, ale ta dziewczyna… Ja nie wiem, czy to jest miłość, bo jeszcze nigdy, przy żadnej kobiecie się tak nie czułem, ale chcę spróbować. Powinienem był cię wtedy wysłuchać, ale nie byłem w stanie znieść myśli, że ona mogłaby coś do ciebie czuć. Rozumiesz?
- Dzięki, że tak mnie doceniasz – mruknął Giba, ale Sergio dostrzegł, że kąciki jego ust unoszą się w niepewnym uśmiechu.
- Przecież wiesz, że chodzi mi tylko o to, jak traktujesz dziewczyny.
- Traktuję je dokładnie tak, jak na to zasługują.
Sergio teatralnie przewrócił oczami.
- Kobiety to też ludzie – stwierdził – Mają uczucia, tak samo jak my. Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiesz.
- A może już zrozumiałem? – Giba usiadł na ławce i spuścił głowę – Vicky ze mną zerwała… ale wiesz, co jest najgorsze? Ona doskonale wiedziała o moich skokach w bok.
- Przecież wszyscy wiedzą, jaki jesteś. Myślałeś, że uda ci się to ukryć? Przecież ty się nawet z tym specjalnie nie kryłeś.
Giba wzruszył ramionami.
- Nie wiem, co myślałem, ale zabolały mnie słowa Vicky… Poczułem się jak śmieć…
- Giba – przerwał ciszę Sergio – Ta kobieta, z którą rozmawiałeś po meczu, skąd ją znasz?
- Z dyskoteki. Poznałem ją wtedy, gdy ty mnie olałeś. To chyba jedna z moich kolejnych pomyłek życiowych.
- Spałeś z nią?
- Nie praw mi tu kazań, bo widziałem, że sam miałeś na nią chrapkę.
- Nie zamierzam prawić ci kazań. Myślę tylko, że powinieneś dać sobie z nią spokój.
- Mówisz to z własnego doświadczenia? – Gibie wyraźnie poprawił się humor – Czym zalazła ci za skórę? Czyżby seks był nieudany? – spytał rozbawiony, za co zarobił kuksańca w bok.
- Nie było żadnego seksu – zaprotestował Sergio.
- Nie uległa twojemu urokowi? – Giba ledwo powstrzymał się od śmiechu.
- Dobrze się bawisz?
- Nie wiesz, co straciłeś – Gilebrto uśmiechnął się do siebie – Takiego seksu jak z nią, to w życiu nie miałem. Nawet Lola nie dorasta jej do pięt.
- Czy ty się kiedyś zmienisz?
Rodriguez wzruszył ramionami.
- A po co? Dobrze mi tak, jak jest. Jeśli komuś nie pasuje to, jaki jestem, to jego problem – zawiesił na chwilę głos – No? Nie odpowiedziałeś. Co z nią jest nie tak, że twoim zdaniem powinienem zrezygnować z tej znajomości?
- Jakby ci to powiedzieć? – Sergio spojrzał na przyjaciela, szukając odpowiednich słów.
- Najlepiej prosto z mostu – stwierdził beztrosko.
- Więc – Sergio jeszcze na chwilę zawiesił głos, po czym bez zbędnych ceregieli powiedział – to Carolina Torres.
- CO? – Giba stanął na równe nogi – Torres?! Nie powiesz mi, że to…
- Była żona naszego trenera.
- Jasna d**a!... Klan Torresów to moje przekleństwo!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:18:21 05-09-10    Temat postu:

Ja czytam, oczywiście, że czytam! Przecież wiesz, że uwielbiam to opko!
Kiedy była scenka pomiędzy Blanką i Sergiem już myślałam, że w drzwiach stanie Oscar i przeżyje duże zaskoczenie. Na szczęście to tylko Giba. Przyjaciele porozmawiali sobie trochę szczerzej, jak za dawnych lat, a przynajmniej w części. Giba się dowiedział, ze ta kobieta to Carolina Torres. Jestem ciekawa czy to wykorzysta, czy zrezygnuje. Pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:13:46 10-09-10    Temat postu:

Aniu, gdyby nie Twoje komentarze, chyba już dawno zrezygnowałabym ze wstawiania odcinków tutaj - dziękuję, że tak wytrwale to czytasz i komentujesz :*
Opcja z Oscarem w drzwiach szatni kusiła mnie przez jakiś czas, potem z Gibą też miałam to rozegrać inaczej, ale w końcu wyszło jak wyszło ^^



Odcinek 46.

- Posłuchaj mnie uważnie śmieciu – Martin tego dnia był wyraźnie nie w humorze. Przycisnął Marco do ściany, nie zostawiając mu nawet centymetra przestrzeni – Moja cierpliwość zaczyna się kończyć, więc twój czas również. Nie wspomnę już o tym, że robisz wszystko, żeby mnie wkurzyć.
- Nie rozumiem – wycedził Marco.
- Nie udawaj głupka! – wrzasnął, dociskając mocniej swoje przedramię do szyi swego rozmówcy tak, że Marco już po kilku sekundach zrobił się cały czerwony na twarzy i z coraz większym trudem łapał powietrze – Mógłbym teraz z tobą skończyć.
- Więc zrób to i nie męcz mnie!
- Miałbym brudzić sobie ręcę takim ścierwem? – prychnął Martin ironicznie powoli odsuwając się od Marco. Chłopak osunął się na ziemię, całymi hałstami wciągając w usta powietrze – Trzymaj się z daleka od tego lokalu… i od Loli. Będzie lepiej dla wszystkich, jeśli stąd znikniesz.
- A jeśli nie zechcę?
- To będzie znaczyło, że albo jesteś wariatem, albo w ogóle nie boisz się śmierci. Masz trzy dni. Albo do tego czasu oddasz mi kasę i zapomnimy o całej sprawie, albo dla własnego dobra, zniknij bez śladu i niech twoja stopa nigdy więcej nie postanie w tym mieście. A teraz wynoś się stąd!
Marco powoli podniósł się z ziemi. Wiedział, że nie udobrucha Martina. Postanowił więc wcielić w życie swój plan…

Clara tymczasem krzątała się po kuchni ich wielkiego domu na przedmieściach. Odkąd poznała Martina, żyła jak królowa i nie zamierzała pozwolić, by kiedykolwiek to się skończyło. Obie z Lolą były szczęśliwe. Zawsze szukała dla swojej córki takiego ojca, jakim okazał się Martin. Teraz żałowała tylko, że znalazła go tak późno.
- Witaj – do domu jak huragan wparowała Carolina – Martin zaprosił mnie na obiad. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciw?
- Ależ skąd – Clara uśmiechnęła się szeroko – Cieszę się, że przyjechałaś. Zastanawiam się tylko… – zawiesiła na chwilę głos, spoglądając na kobietę, która właśnie nonszalancko rozsiadła się przy stoliku, powoli obracając w dłoniach wielkie czerwone jabłko.
- Tak?
- Martin nigdy nie mówił, że ma rodzinę – mówiła Clara, wycierając dłonie.
- To długa historia – rzuciła Carolina wymijająco.
- Mam czas – powiedziała Clara, siadając po drugiej stronie stolika.
- Cóż – Carolina westchnęła ciężko – Byłam młoda i głupia. Kiedy zginęli nasi rodzice, Martin zdecydował się mną zająć, ale okazałam się dość nieznośną podopieczną. Nie rozumiałam, że wszystko co robi, robi dla naszego, dla mojego dobra, że jemu jest jeszcze ciężej ode mnie. Któregoś dnia bez słowa uciekłam. Przez wiele lat nie utrzymywaliśmy kontaktu. Wyjechałam do Włoch. Tam poznałam kilku interesujących mężczyzn, w tym mojego męża – spojrzała na obrączkę, którą nadal nosiła na serdecznym palcu – ale znowu wszystko zepsułam i chyba już nie uda mi się tego naprawić. Oscar mnie nienawidzi…
- Oscar?
- Oscar Torres, mój mąż…
Clara poczuła, że krew odpływa jej z twarzy.
- Hej? – zaniepokoiła się Carolina – Co się dzieje? Źle się czujesz?
- Wszystko w porządku – Clara uśmiechnęła się blado – Sporo mam ostatnio na głowie, jestem po prostu zmęczona…
- To może ty idź się położyć, a ja zajmę się obiadem? Przepraszam – powiedziała, gdy zadzwoniła jej komórka – Słucham?... Spotkać się? A jeśli nie mam ochoty na spotkanie z tobą?... OK., w takim razie będę za półgoziny – i wyłączyła telefon – Przepraszam cię – zwróciła się do Clary – Muszę na chwilę wyjść. Nie czekajcie z obiadem – i już jej nie było.

- Hej, Torres! – usłyszała za sobą. W samochodzie, który sunął powoli uliczką siedział rozbawiony Giba – Podwieźć cię?
- Obejdzie się.
- Daj spokój. Wsiadaj – dodał, zatrzymując wóz.
Blanca przystanęła i spojrzała mu w oczy.
- Czego ode mnie chcesz?
- Porozmawiać. Wiem, że to ty namówiłaś Sergia, żeby się ze mną pogodził.
- Ktoś musiał naprawić coś, co schrzaniłeś przez własną głupotę.
- Usiłuję cię przeprosić i podziękować ci, a ty tratujesz mnie jak śmiecia.
- Ok. Przyjęłam do wiadomości, a traktuję cię dokładnie tak jak na to zasługujesz. I nie zrobiłam tego dla ciebie, tylko dla Sergia, bo męczyła go ta sytuacja.
- Mnie też.
- Czyżby? – nie odpowiedział.
- Wsiądziesz wreszcie? – spytał po chwili.
- Jesteś przyjacielem Sergia, więc muszę cię tolerować, ale to nie znaczy, że od razu staniemy się jak brat i siostra.
- Po tym, co było w saunie to chyba raczej niemożliwe – rzucił złośliwie.
- Po tym, co stało się w saunie nie powinnam się w ogóle do ciebie odzywać.
- A jednak rozmawiamy, więc może zrobisz kolejny krok i pozwolisz się podwieźć?
Blanca skapitulowała. Bawiło ją droczenie się z Gibą. Ciekawa była jakimi złotymi myślami ją uraczy.
- Sergio mówił – zaczął Gilberto, nie spuszczając wzroku z drogi – że twoja macocha wróciła.
- A czemu cię to interesuje?
Giba wzruszył ramionami.
- Usiłuję nawiązać z tobą jakąś konwersację – powiedział nonszalancko – ale jeśli wolisz milczeć…
- Głupia suka wróciła, bo skończyła się jej forsa – wymknęło się Blance zupełnie nagle. Giba wybałuszył oczy ze zdziwienia. Kątem oka zerknął na dziewczynę. Widział wzbierającą w niej złość. Z trudem powstrzymał się, by się nie roześmiać.
- Dlaczego tak jej nienawidzisz?
- Zniszczyła ojcu życie. To zła kobieta.
- Niemożliwe. Nikt nie jest całkiem zły.
- Wiesz to z własnego doświadczenia? – Giba odpowiedział jej uśmiechem – Zaraz. Ty wcale nie zacząłeś tego tematu ot tak sobie – spojrzała na niego podejrzliwie, a gdy się uśmiechnął, walnęła go pięścią w ramię – Podstępna szuja!
- Ej, uważaj! Prowadzę – mówił ze śmiechem.
- Spałeś z nią już? – spytała prosto z mostu, czym nieco go zaskoczyła. Nie odpowiedział, co Blanca uznała za odpowiedź twierdzącą. Uśmiechnęła się do siebie – Wiesz, wydaje mi się, że pasowalibyście do siebie – zaczęła – Tylko nie jestem pewna, kto z tego związku wyszedłby cało.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:17:26 11-09-10    Temat postu:

Hmm.. ale jeśli to sprawia Ci kłopot czy coś, to zawsze możesz mi wysłać odcinki, a ja sobie z miłą chęcią poczytam co dalej, a jeśli nie zakończyłaś [ bo z tego co wiem to chcesz jak najszybciej to zakończyć] to możesz napisac mi również jak mialaś to zakończyć. Jak Ci będzie wygodnie, bo ja i tak przeczytam czy tu czy tam.
Co do odcinka, jestem ciekawa co z Marco. Kiedyś rozmawiałyśmy o tym jak go "wyrzucić" z tego opka i było kilka wersji, jestem więc ciekawa co mężczyzna zrobi. Zwłaszcza, gdy postanowił wcielić w życie swój jakis plan.
Zaskoczyło mnie również zaskoczenie Clary na wiesć tego, że Carolina jest żoną Oscara Torres'a. Coś przegapiłam? Bo nie pamiętam, aby było to miała jakies powiązanie.
Kolejne pytanie, co zrobi z tym fantem Blanka? Będzie chciała porozmawiać z Ginem o kobiecie, czy da sobie spokój. ? Pozdrawiam!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:36:33 11-09-10    Temat postu:

Żaden kłopot Generalnie mam już w punktach napisany przebieg kolejnych odcinków, więc teraz muszę się tylko zabrać do pisania ^^ Wg tego planu wyszły mi 54 odcinki, ale sądzę, że jak zacznę pisać, to się to trochę rozciągnie, ale w 60 powinnam się zamknąć.

Co do Marco - rzeczywiście, zmierzam do wywalenia go stąd a jeśli chodzi o Clarę, to nic nie przegapiłaś, początkowo chciałam rozbudować trochę jej wątek, ale z racji tego, że kończę, to przyspieszę akcję i bez zbędnego owijania przejdę do sedna ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:23:16 11-09-10    Temat postu:

W takim razie pozostaje mi czekać na kolejne odcinki!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 27, 28, 29, 30  Następny
Strona 28 z 30

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin