Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dwie strony boiska
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 28, 29, 30  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:55:41 11-09-10    Temat postu:

jak tylko dojadę do końca, to będę wstawiać chyba hurtem wszystko
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:41:45 14-09-10    Temat postu:

Odcinek 47.

- Piękny dom – stwierdził Giba, gdy zatrzymali się na podjeździe przed rezydencją Torresów – I to wszystko z klubowej pensji?
- To dom mojej prababki. Nasz dom spłonął dawno temu, a potem przeprowadziliśmy się do Włoch. Wejdziesz na herbatę?
- Czyżby następny kroczek naprzód w naszych relacjach? – spytał Giba, uśmiechając się szeroko.
- Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele. Idziesz?
- Dzięki, ale nie tym razem. Muszę wracać. Za niecałą godzinę mamy trening, a nie chciałbym znów podpaść twojemu ojcu.
- Kto by pomyślał, że jesteś taki strachliwy? Może jednak? – spytała, otwierając drzwi.
- Innym razem. Do zobaczenia – uśmiechnął się i zawrócił w stronę auta.
Blanca powoli weszła do domu.
- O Boże! – wrzasnęła, gdy na podłodze w salonie zobaczyła leżącą nieruchomo babkę – Babciu! – lekko potrząsnęła kobietą, a gdy ta nie zagregowała, ze łzami w oczach wybiegła na podjazd, mając nadzieję, że Gilberto jeszcze nie odjechał – Giba! – krzyknęła, gdy ten już przekręcał kluczyk w stacyjce. Spojrzał w jej stronę. Widząc jej bladą twarz w mig pojął, że coś jest nie tak. Po chwili stał już obok niej.
- Co się dzieje? – spytał.
- Babcia… – wykrztusiła Blanca przez łzy i ręką wskazała w stronę salonu. Giba wszedł do środka. Przyklęknął przy kobiecie, przyłożył jej dwa palce do szyi.
- Czuję tętno – powiedział do Blanki, po czym wyciągnął telefon i zadzwonił po karetkę.

- Więc? O czym to tak pilnie chciałeś ze mną rozmawiać? – spytała Carolina, siadając naprzeciwko Andre w jakiejś małej kawiarni.
- Czego się napijesz? – spytał patrząc jej prosto w oczy. Zmroziła go spojrzeniem.
- Nie przyszłam tu towarzysko – rzuciła cynicznie – Podobno masz dla mnie jakieś istotne wiadomości.
- I pomyśleć, że całkiem niedawno sama chciałaś odnowić tę znajomość – Andre spuścił na chwilę wzrok i uśmiechnął się do siebie – Co ja głupi w tobie widziałem? – wzruszyła ramionami, posyłając mu dość ironiczne spojrzenie.
- Możesz przejść do rzeczy? – spytała zniecierpliwiona.
- Skoro tak wolisz…
- Tak, tak właśnie wolę. Więc?
- Daj Oscarowi rozwód na jego warunkach i zniknij z jego życia – powiedział prosto z mostu – Nie żartuję.
- A od kiedy to jesteś jego adwokatem? – spytała rozbawiona tym, co usłyszała.
- To nie powinno cię teraz interesować. Chciałem tylko, żebyś wiedziała, że ciągle mam dowody na to, że to ty wrobiłaś go w tę narkotykową aferę.
- Zapomniałeś, że miałam wspólnika.
- Nie zapomniałem. To, co mam, obciąża tak samo ciebie, jak i mnie, ale ja nie mam już nic do stracenia. Za błędy w życiu trzeba płacić i ja jestem gotowy to zrobić.
- Chcesz iść siedzieć? – spytała już zupełnie poważnie, widząc, że Andre wcale nie żartuje.
- Jeśli będzie trzeba. Dawno chciałem odpokutować swoje winy, a teraz mam ku temu znakomitą okazję, więc zastanów się dobrze zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję – wstał od stolika i bez słowa skierował się do wyjścia.

- Wiadomo już coś? – spytał Giba, gdy wreszcie odnalazł Blancę w jednym ze szpitalnych korytarzy. Trochę czasu zajęło mu znalezienie miejsca do zaparkowania, a w karetce pozwolili jechać tylko Blance. Gdy ją znalazł, stała bez ruchu, oparta plecami o ścianę, wbijając wzrok w podłogę. Gdy się zjawił tylko na chwilę spojrzała na niego, pokręciła przecząco głową i znów zaczęła wpatrywać się w podłogę – Hej – Giba zbliżył się do niej i uniósł jej podbródek. Patrzyła na niego zamglonymi oczami, ale widział, że za wszelką cenę usiłuje powstrzymać cisnące się do oczu łzy – Chcesz być twarda, ale wierz mi, że czasem lepiej jest dać upust emocjom – patrzył na nią bez słowa. Chciał jej pomóc, ale nie miał pojęcia jak to zrobić – Chcesz, żebym pojechał po twojego ojca? – spytał po chwili. Potrząsnęła głową.
- Zostawiłam mu wiadomość na poczcie głosowej – mówiła drżącym głosem – Na pewno ją odsłucha, jak tylko skończy trening. Teraz i tak jej w niczym nie pomoże… Giba – zaczęła po chwili, a po jej policzkach spłynęły łzy – Jeśli… ja…
- Ciii… – objął ją i mocno przytulił do siebie. Przywarła do niego całą sobą, jakby chciała się schronić w jego ramionach niczym w twardej skorupie. Po chwili oboje osunęli się na ziemię – Będzie dobrze – mówił Giba delikatnie kołysząc ją w swoich ramionach. Nie wiedział tylko, kogo chce bardziej przekonać: Blancę czy siebie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:47:13 15-09-10    Temat postu:

Zawsze wierzyłam w Gibę, mimo tego, że był jaki był. To dobrze, że pomógł Blance i był tuż koło niej, gdy najwyraźniej kogoś potrzebowała. W końcu zawsze mógł sobie odjechać. Zastanawia mnie tylko jedno, hm.. wiesz, że kiedyś nie wiedziałam z kim powinna być Blanka czy z Sergiem czy właśnie z Gibą. I po raz kolejny stworzyłaś taka scenkę, w której widziałabym ją z nim [ jak np. sytuacja w saunie], no ale znowu Sergio. Poza tym są jeszcze inne dziewczyny kręcące się koło Giby. Eh... nie ma przypadkiem Blanka jakies siostry bliźniaczki? ;D Czekam na new!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:08:55 15-09-10    Temat postu:

Ja sama długo się wahałam z kim w końcu powinna być Blanca... w sumie jeszcze niedawno miałam zamiar trochę zakręcić i stąd właśnie ta scena, ale że postanowiłam to szybko skończyć, to ostatecznie zrezygnowałam z tego zamiaru
W każdym razie Blanca na pewno nie ma siostry bliźniaczki (przynajmniej na razie;))
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:59:13 18-09-10    Temat postu:

Odcinek 48.

- Wygląda na to, że za nieco ponad siedem miesięcy będzie pani szczęśliwą mamą – powiedział lekarz. Vicky niepewnie spojrzała na Val. Podświadomie chciała usłyszeć coś zupełnie przeciwnego. Niestety, potwierdził się najgorszy, zdaniem Vicky, scenariusz – Na razie nie ma powodów do niepokoju, ale musimy mieć panią na oku – lekarz uśmiechnął się promiennie – Proszę zgłosić się do mnie za cztery tygodnie.
Vicky przytaknęła niepewnie i razem z Val opuściły gabinet.
- Głowa do góry siostrzyczko – powiedziała Valeria – Ciąża to nie koniec świata.
- Ciekawe czy na moim miejscu byłoby ci tak wesoło.
- Daj spokój. Coś wymyślimy, a teraz chodź ze mną – chwyciła siostrę za rękę i pociągła za sobą.
- Dokąd idziemy?
- Zabawimy się. Obu nam się to przyda... Co się dzieje? – spytała, gdy Victoria nagle zatrzymała się. Dziewczyna bez słowa wskazała na drugi koniec korytarza, gdzie znajdowała się poczekalnia dla rodzin chorych przywiezionych na izbę przyjęć. W kącie na kanapie siedział Gilberto, tuląc w ramionach Blancę.
- To Giba – szepnęła Vicky, tłumiąc napływające łzy – Giba i jego kolejna kobieta! – krzyknęła siostrze w twarz – I jak mam być spokojna? – i wybiegła, nie dając Val szansy, by mogła jakoś zareagować.
Valeria stała jeszcze przez chwilę zupełnie osłupiała, patrząc w stronę Giby. Nie mogła uwierzyć, że ich drogi znów miałyby się skrzyżować, zwłaszcza w taki sposób. W końcu wybiegła za siostrą, ale tej już nie było. Zdążyła tylko zobaczyć jak wsiada do taksówki…

Kiedy w końcu udało mu się namówić Blancę, by usiedli w poczekalni, ta bez słowa wtuliła się w jego ramiona. Chciał zadzwonić po Sergia, wiedział, że to on powinien być teraz przy niej, tulić ją do siebie, delikatnie gładzić jej włosy i uspokajać…
- Blanca – zaczął cicho – może zadzwonię po Sergia?
Nie odpowiedziała. Po chwili zorientował się, że śpi. Delikatnie odgarnął jej włosy z twarzy i westchnął ciężko.
- W co ty się znowu pakujesz Rodriguez? – spytał sam siebie. Nie miał jednak serca zostawić jej tu samej – Torres rozerwie mnie na strzępy, ale przynajmniej zginę z poczuciem dobrze spełnionej misji… Cholera… – przetarł oczy, gdy dostrzegł na drugim końcu korytarza Victorię, a kiedy chwilę później jej towarzyszka również zwróciła się w jego stronę był przekonany, że ma omamy. Przymknął na chwilę oczy, wzdychając ciężko. Gdy je otworzył w jego stronę zmierzał już Torres.
- Rodriguez? – Oscar był nieco zdziwiony tym, że zastał tu Gilberta, tulącego czule Blancę.
- To nie tak jak trener myśli – zaczął Giba z miną niewiniątka – Odwoziłem Blancę do domu, a potem znaleźliśmy pana babkę. Była nieprzytomna więc zadzwoniłem po karetkę i przyjechałem tu za Blancą. Pomyślałem, że nie powinna być sama w takiej chwili – zawiesił głos i spojrzał na Oscara. Kiedy ten podziękował mu bladym uśmiechem, Giba poczuł, jakby wielki kamień spadł mu z serca.
- Tato? – Blanca powoli otworzyła oczy.
- Jestem – objął córkę i mocno przytulił do siebie – Co z Marią? – Blanca wzruszyła ramionami.
- Nie chcieli mi nic powiedzieć – szepnęła.
- Zaraz spróbuję się czegoś dowiedzieć. Dziękuję ci – zwrócił się do Giby, wyciągając w jego stronę dłoń. Rodriguez wstał i niepewnie uścisnął dłoń trenera, nieco zaskoczony jego gestem.
- Nie ma sprawy – wydukał – Każdy na moim miejscu zachowałby się tak samo.
- Nieprawda – wtrąciła Blanca i nim się spostrzegł, po przyjacielsku cmoknęła go w policzek.
Oscar przycisnął ją do siebie.
- Chodźmy się czegoś dowiedzieć – powiedział cicho i jeszcze raz dziękując Gibie bladym uśmiechem skierowali się w stronę recepcji. Rodriguez zaś, otrząsnąwszy się nieco, prawie biegiem skierował się do wyjścia, licząc że zastanie tam jeszcze znajomą Vicotrii.

- Valeria?! – zawołał, dostrzegając na parkingu znajomą sylwetkę.
- Gilberto Rodriguez – powiedziała chłodno, odwracając się w jego stronę – Zupełnie się nie zmieniłeś od kiedy widzieliśmy się ostatnio.
- Ty też nie – powiedział zniżając głos do uwodzicielskiego szeptu.
- Nie o tym mówię. Nadal bawisz się kobietami.
- I kto to mówi? – prychnął – Kobieta, którą zastałem w łóżku z moim najlepszym przyjacielem! Widziałem go w mieście, więc domyślam się, że nadal jesteście razem.
- Ty za to zdaje się, że nie jesteś już z Milagros.
- Milagros… – Giba spuścił na chwilę wzrok – Milagros nie żyje – spojrzał Val prosto w oczy – Czyżby Sebastian nic ci nie powiedział? – spytał, widząc zdziwienie na twarzy dziewczyny – Wobec tego pewnie nie powiedział ci też o wielu innych rzeczach – rzucił cynicznie – ale to nie mój problem. Miło było znów cię widzieć, ale chyba będzie lepiej, jeśli więcej się nie spotkamy – odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę swojego samochodu.
- Co cię łączy z Victorią? – spytała. Gilberto przystanął, ale nie odwrócił się w jej stronę.
- Nie powinno cię to interesować – powiedział chłodno i odszedł. Sam musiał zastanowić się jaka naprawdę jest odpowiedź na to pytanie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:10:51 22-09-10    Temat postu:

Odcinek 49.

- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć? – spytała z wyrzutem Valeria, gdy tylko Sebastian przekroczył próg ich pokoju.
- O czym?
- O Milagros!
- Nie ma o czym mówić. Przecież, wiesz, że to zamknięty rozdział.
- Ale tylko dlatego, że ona nie żyje!
Sebastian stanął jak wryty. Nie sądził, że Milagros będzie go nękać nawet zza grobu.
- Powiedz mi wreszcie jak było, bo mam niejasne przeczucie, że przyczyniłam się do jej śmierci bardziej, niż mi się wydaje…
- To nie tak – szepnął Sebastian – Nie masz z tym nic wspólnego. To wszystko wina Giby i moja…

- Vicky, otwórz! Musimy porozmawiać – Giba uparcie dobijał się do drzwi jej domu – Vicky, proszę. Nie odejdę stąd, dopóki ze mną nie porozmawiasz.
Ciągle nie otwierała. Kiedy miał już zamiar zrezygnować, usłyszał szczęk klamki. Drzwi powoli uchyliły się.
- Czego chcesz? – spytała Vicky.
- Powiem ci, czego nie chcę – mówił, podchodząc do niej – Nie chcę, żebyś przeze mnie płakała.
- To nie jest takie proste – powiedziała, choć nim otworzyła drzwi, zdecydowała, że nie odkryje przed nim co czuje.
- Bo życie nie jest proste – stwierdził. Przez chwilę miał ochotę dotknąć jej policzka, otrzeć jej łzy, ale doszedł do wniosku, że będzie lepiej, trzymać się na dystans, przynajmniej na razie – Miałem kiedyś dziewczynę – zaczął cicho po chwili.
- Miałeś już nie jedną dziewczynę – przerwała mu Vicky. Nie wiedziała, czy ma ochotę tego słuchać. Uśmiechnął się blado.
- To prawda, ale tamtą dziewczynę naprawdę kochałem.
- Po co mi to mówisz?
- Bo chcę, żebyś zrozumiała, dlaczego jestem jaki jestem, a potem… Potem albo mi wybaczysz, albo znienawidzisz mnie całkowicie – Vicky odsunęła się, uchylając szerzej drzwi. Giba niepewnie przekroczył próg i skierował się do salonu. Rozejrzał się w około, aż wreszcie zatrzymał wzrok na Victorii – Wiesz, że zanim tu przyjechałem, studiowałem w Hiszpanii? – Vicky skinęła potakująco – Mieszkałem tam z moim przyjacielem. Był kilka lat starszy, ale znaliśmy się od dziecka i byliśmy dla siebie jak bracia. Kiedyś był tancerzem – kąciki ust Gilberta uniosły się w lekkim uśmiechu na to wspomnienie – ale kontuzja przerwała jego karierę… ale to nieistotne. Na studiach poznałem dziewczynę. Było nam ze sobą cudownie, myślałem, że to z nią spędzę resztę życia, ale ona… ona wolała mojego przyjaciela. Zastałem ich kiedyś w moim własnym łóżku! – Giba z furią w oczach spojrzał na Vicky – Okazała się taka sama jak on – dodał niemal szeptem, a głos prawie uwiązł mu w gardle – Dla nich liczyła się tylko zabawa. Wtedy postanowiłem, że nigdy więcej się nie zakocham, że będę się bawił, tak jak oni się bawili… ale poznałem Milagros…

- … któregoś dnia założyliśmy się o to, który z nas pierwszy ją uwiedzie. Domyślasz się, kto wygrał – Sebastian na chwilę zawiesił głos, spoglądając Val prosto w oczy – Dla mnie to była kolejna panienka na jedną noc, ale Gilberto naprawdę ją polubił, zaangażował się… Kiedy się z nim zakładałem chciałem tylko, żeby choć na chwilę przestał myśleć o tym, jak go skrzywdziliśmy, chciałem, żeby zapomniał, zaczął się bawić i korzystać z życia. Cholera! Miałem wyrzuty sumienia! Ja, Sebastian Santos, który zawsze mam wszystkich i wszystko w d***e! – wrzasnął uderzając pięścią w stół. Odetchnął głęboko, po czym już spokojnie kontynuował – Kiedy ją uwiodłem, nie zdawałem sobie sprawy, że Giba coś do niej czuje. Miała słabą głowę… wystarczyło kilka drinków… – spojrzał na Val przepraszająco. Gdy zobaczył spływające po jej policzkach łzy, dotarło do niego jakim był dupkiem. Opowiadał jej właśnie co robił za jej plecami i parszywie się z tym czuł – Nie chciałem, żeby tak to się skończyło…

- … oświadczyłem się jej – mówił spokojnie, już bez żadnych emocji Giba – a ona zaczęła płakać. Myślałem, że to ze szczęścia. Czekałem, aż powie to jedno magiczne słowo, a zamiast tego usłyszałem, że spała z moim kumplem. Wiesz jak się wtedy poczułem? Jakby ktoś najpierw zmiażdżył, a potem wyrwał mi serce – Giba, pośpiesznie wierzchem dłoni przetarł oczy, czując, że napływają do nich łzy – To jeszcze nie wszystko – dodał, uśmiechając się blado – Tamtego wieczora, kiedy jak idiota klęczałem przed nią ze złotym pierścionkiem w czerwonym, zamszowym pudełku i wielkim bukietem czerwonych róż, dowiedziałem się także, że jest w ciąży. Niestety, nie potrafiła powiedzieć, ani czyje jest to dziecko, ani którego z nas tak naprawdę kochała, jeśli w ogóle któregoś kochała… Wydaje mi się, że bardziej zależało jej na Sebastianie, bo to za nim potem biegała…

- … nie chciałem, żeby za mną łaziła. Nie chciałem tego dziecka, bo wiedziałem, że to załamie Gilberta. Chciałem dobrze, chciałem mu wynagrodzić to, że zabrałem mu ciebie, a tymczasem znów wbiłem mu nóż w plecy. Wyjechałem z Hiszpanii, by dać im trochę czasu. Naprawdę miałem nadzieję, że jakoś im się ułoży. Wróciłem tu, poznałem Paolę, świetnie mi się z nią tańczyło, czasem miałem nadzieję, że może będzie między nami coś więcej, ale nigdy do niczego nie doszło. Nie wiedziałem dlaczego, ale dziś wiem, że ona wiedziała o Milagros. Ta dziewczyna miała na moim punkcie obsesję. Przyjechała tu za mną… W końcu powiedziałem jej, co o tym wszystkim myślę. Zwyzywałem ją od najgorszych i kazałem wracać do Gilberta… Następnego dnia już nie żyła. Po pogrzebie wróciłem do Hiszpanii i resztę historii już znasz…

- … kiedy zadzwonił do mnie i powiedział, że Milagros nie żyje nie chciałem mu uwierzyć. Myślałem, że jest pijany i robi sobie jakieś głupie żarty… Niestety, to nie były żarty, a ja znów poczułem się… Nie chciałem się więcej zakochiwać, bo wiedziałem, że prędzej czy później, to się na mnie źle odbije. Od tamtego czasu dziewczyny były mi potrzebne tylko do jednego. To był mój sposób, żeby zapomnieć o tym wszystkim – urwał, gdy poczuł, jak jej drobne palce zaciskają się na jego dłoni – Vicky, ja nie chciałem cię skrzywdzić. Kiedy nasi ojcowie próbowali nas zeswatać nie byłem zachwycony, ale… ja chyba… – pokręcił głową, jakby sam nie wierzył w to, co chce powiedzieć – Ja cię chyba kocham – powiedział w końcu, patrząc jej prosto w oczy – Tak dawno tego nie czułem, tak długo broniłem się, żeby już nigdy w życiu tego nie poczuć, ale… tak, kocham cię Victorio Cisolla – delikatnie pogładził jej policzek i odgarnął włosy za uszy – tylko od ciebie teraz zależy co zrobisz z tą wiedzą – szepnął. Chciał odejść, ale nie wypuściła jego ręki ze swojej.
- Zostań – powiedziała cicho – Jest coś o czym powinieneś wiedzieć…

Sergio odchodził od zmysłów. Kiedy odczytał krótkiego sms-a Giby „Zadzwoń do Blanki”, pomyślał, że kumpel robi sobie z niego żarty. Teraz jednak, gdy od ponad godziny bezskutecznie próbował dodzwonić się do niej, zaczął wpadać w panikę, zwłaszcza, że Giba też nie odbierał. Kiedy nerwowo przechadzał się od ściany do ściany, ktoś zadzwonił do drzwi.
- Kogo niesie o tej porze? – powoli otworzył drzwi – Blanca? – nie wierzył własnym oczom – Co ty tu robisz o tej porze? Jesteś cała przemoczona… Wejdź, rozgrzejesz się, zaraz zrobię ci kawę … Blanca? – Sergio zaniepokoił się, gdy dziewczyna nie drgnęła nawet o krok. Przyjrzał się jej uważnie i dopiero wtedy zauważył, że nie wszystkie krople na jej twarzy to sprawka deszczu – Słońce… – delikatnie chwycił ją za ramiona i wciągnął do mieszkania – Co się dzieje? – spytał, po czym delikatnie chwycił ją pod brodę i lekko uniósł do góry, by móc spojrzeć jej w oczy – Kochanie, co się dzieje? – ponowił pytanie. Jego czułość i troska zupełnie ją rozbiły.
- Przytul mnie – wychlipała, wtulając się w niego. Bez zastanowienia oplótł ją silnymi ramionami i delikatnie kołysał, cierpliwie czekając na jej reakcję.
- Musisz się wysuszyć, bo mi się zaraz przeziębisz – szepnął po chwili delikatnie odsuwając ją od siebie. Gdy skinęła niepewnie głową powoli rozpiął jej kurtkę, a potem zajął się bluzką – Przemokłaś doszczętnie – stwierdził, gdy była już w samym topie – Zaraz dam ci coś do przebrania – i zniknął za drzwiami swojego pokoju. Po chwili wrócił z ręcznikiem i swoją koszulą – Proszę – uśmiechnął się lekko, podając jej rzeczy – wiesz gdzie jest łazienka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:26:57 22-09-10    Temat postu:

Ooo.. dwa odcinki, będe miała co czytac, ale jutro, bo dzisiaj już nie dam rady.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:43:14 22-09-10    Temat postu:

Ok Powiem Ci tylko, że wszystko wskazuje na to, że jeszcze 6 odcinków i koniec ^^(przynajmniej na jakiś czas;))
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:46:35 26-09-10    Temat postu:

Jestem zaskoczona gestem Giba i jego wyznaniem. Czyżby chłopak naprawdę sie zmienił? ;D No, ale cieszę się, że w końcu coś postanowił zrobić ze swoim życiem i "zmądrzał". ;P I czekam na te 6 ostatnich odcinków, z niecierpliwością!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:19:24 01-10-10    Temat postu:

Odcinek 50. +18

Koszula była na nią za duża, ale zbyt długie rękawy zdawały się w ogóle jej nie przeszkadzać. Siedziała na łóżku z kolanami podciągniętymi pod brodę, kurczowo zaciskając w zmarzniętych dłoniach kubek z gorącą czekoladą. Tępym wzrokiem wpatrywała się w falujący od jej oddechu napój, kiedy usiadł tuż obok niej na łóżku. Dopiero, gdy chwycił jej dłoń, by zabrać kubek, spojrzała na niego.
- Mogę coś dla ciebie zrobić? – spytał, odstawiając kubek na szafkę obok łóżka – Blanca – szepnął, przysuwając się bliżej – Blanca, kochanie – mówił coraz ciszej, odgarnął jej włosy za uszy i pogładził jej zimny policzek – Chciałbym ulżyć ci jakoś – szeptał. Jego twarz była coraz bliżej, tak blisko, że czuła jego oddech, jego zapach. Przymknęła na chwilę oczy, wtulając twarz w jego dłoń, którą delikatnie ocierał, spływające po policzku łzy – Boli mnie, że cierpisz, ale nie wiem jak mam ci pomóc…
- Po prostu bądź przy mnie – szepnęła, niemal muskając jego usta swoimi. Przytulił ją mocno do siebie, całując czule w czubek głowy.
- Sergio… – zaczęła niepewnie, odsuwając się od niego na tyle, by móc spojrzeć mu w oczy.
- Tak? – wierzchem dłoni przesunął powoli po jej policzku, szyi, ramieniu, aż wreszcie ujął jej drobną dłoń i musnął ją delikatnie ustami. Spojrzał jej w oczy, a potem na czerwone, zmysłowe, zachęcająco rozchylone usta.
- Kiedy poznałam Marco – zaczęła – myślałam, że to najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła. Pamiętam, jak ojciec znalazł nas na plaży – spuściła na chwilę wzrok i uśmiechnęła się lekko – byłam wtedy wściekła. Nie chciałam wyjeżdżać, nie chciałam zaufać ojcu, gdy mówił, że nie powinnam się z nim zadawać. Byłam zupełnie zaślepiona – znów spojrzała mu w oczy – Dziś cieszę się, że ojciec zjawił się wtedy, bo dzięki temu… Kochaj się ze mną – powiedziała tak cicho, że ledwo ją usłyszał, zarzucając mu ręce na ramiona. Nim się spostrzegł, poczuł jej chłodne wargi na swoich.
- Blanca – Sergio był zdumiony. Pragnął jej jak nigdy wcześniej, ale wiedział też, że to nie jest najlepszy moment. Dziewczyna była roztrzęsiona i nie myślała jasno – nie chcę, żebyśmy się śpieszyli, poczekam…
- Nie musisz czekać – uśmiechnęła się – Jestem pewna, a poza tym… – znów posmutniała – życie jest zbyt kruche by marnować czas na czekanie. Co jeśli jutra nie ma? Jeśli jutro któreś z nas się nie obudzi? – poczuła, że łzy znów zaczynają napływać jej do oczu. Odwróciła głowę i zamrugała szybko powiekami. Trwało to może sekundę, bo Sergio chwycił ją pod brodę, zmuszając by spojrzała na niego.
Delikatnie dotknął jej warg swoimi. Blanca pomyślała, że to jak muśnięcie skrzydeł motyla i odwzajemniła pocałunek. W pewnej chwili poczuła, jak się uśmiecha i sama też się uśmiechnęła. Odsunął się wtedy, by spojrzeć w jej wielkie, ciemne oczy, które tak go urzekły. Odgarnął jej włosy za ucho, a potem, nie spuszczając z niej wzroku, pozbył się swojego podkoszulka. Nieśmiało dotknęła jego wspaniale umięśnionego torsu. Spojrzała na niego ufnie, gdy objął ją i przyciągnął do siebie. Bez wahania pochylił głowę, dotknął swoimi wargami jej ust, otworzył je i wsunął język do środka. Przywarła do niego całą sobą. Z każdym jej dotykiem zapominał o wszystkich powodach, dla których całowanie jej było szaleństwem. Smakowała i upajała jak wino.
- To szaleństwo – szepnął, łapiąc oddech po kolejnym namiętnym pocałunku.
- Wiem, ale nie mamy przecież nic do stracenia – uśmiechnęła się szeroko i powoli zaczęła rozpinać guziki koszuli, którą miała na sobie. Sergio chwycił jej drobne dłonie, jakby chciał ją powstrzymać. Spojrzała na niego zdumiona, ale gdy się uśmiechnął, pojęła. Cofnęła swoje dłonie, pozwalając, by sam odpakował swój prezent. Kiedy uporał się z ostatnim guzikiem, jeszcze raz spojrzał na nią, a potem wtulił twarz w jej włosy.
- Kocham cię – szepnął wprost do jej ucha, a gdy po chwili dotknął wargami jej szyi, poczuł jak przez jej ciało przeszedł dreszcz. Uśmiechnął się do siebie. Kiedy jego usta rozpoczęły wędrówkę w dół szyi, dłonie odsłaniały im kolejne centymetry jej gładkiej skóry, nieśpiesznie zsuwając koszulę z jej ramion. W końcu pozbył się zbędnego materiału i spojrzał na nią wzrokiem pełnym podziwu i uwielbienia.
- Sergio… – dyszała urywanie, gdy naparł na nią, przygniatając ją swoim ciężarem.
- Ciiii… – wymruczał, nie przestając obcałowywać jej szyi i dekoltu – Powiedz, że to mi się nie śni – szepnął uwodzicielsko, spoglądając jej w oczy. Nie odpowiedziała. Ujęła jego twarz w swoje dłonie i wlepiła w niego swoje ciemne oczy. Chwycił jej dłoń, która nadal gładziła jego policzek, i pocałował czule jej wewnętrzną stronę – Moja piękna... – musiał zwolnić. Nie chciał być zbyt szybki czy zbyt nachalny. Chciał dać jej czas. Wiedział, że czeka na pieszczoty i czułe słowa. Obrócił się z nią tak, że leżeli na boku, twarzami do siebie. Nie spuszczając z niej wzroku, chwycił jej drobną dłoń i pocałował każdy palec z osobna, a potem położył ją sobie na torsie i delikatnie skierował ją w dół brzucha, jednocześnie rozpinając spodnie. Wsunął sobie jej dłoń w ciasne bokserki… Widział, jak na jej twarz wylewa się płomienny rumieniec. Uśmiechnął się lekko i delikatnie musnął jej usta swoimi. Spojrzała na niego pytająco, gdy zabrał swoją rękę, pozostawiając jej dowolność, a potem ich usta znów stopiły się w żarliwym pocałunku. Westchnął cicho, przymykając oczy pod wpływem pieszczot swojej młodej kochanki. Kiedy znów się na niej ułożył, wyraźnie poczuła jego męskość, napierającą na nią, i na samą myśl, że za chwilę będzie w niej, zakręciło jej się w głowie. Nie wiedziała, kiedy zdążył pozbyć się własnych spodni i bielizny – Mówiłem ci już, że cię kocham? – szepnął, gładząc czule jej twarz, a potem pochylił głowę i odnalazł ustami jej pierś. Po chwili jego usta zaczęły wędrować w dół brzucha. Gdy dotarł do pępka, zatoczył wokół niego kilka kręgów językiem, a potem przesunął się jeszcze niżej i ostrożnie chwycił zębami cienki materiał, zakrywający najintymniejszą część jej ciała. Szybko się go pozbył i z wyczuciem zaczął pieścić językiem jej czuły punkt. Wplotła palce jego włosy i odruchowo przycisnęła go mocniej do siebie, cicho pojękując. Gdy pierwsza fala rozkoszy odpłynęła, poczuła, że znów przygniata ją swoim słodkim ciężarem. Jego język znów zaczął penetrować wnętrze jej ust, a ręka zsunęła się w dół i dotarła między uda. Jęknęła cicho, gdy zaczął nią miarowo poruszać. Z satysfakcją patrzył, jak wije się pod nim z rozkoszy i z trudem stłumił jęk, gdy poczuł na dłoni gorącą wilgoć. Powoli wsunął w nią palec. Znieruchomiała wtedy i otworzyła szeroko oczy, odruchowo chwytając jego dłoń, drażniącą z wyczuciem wrażliwe miejsce. Spojrzał na nią niepewnie.
- Jesteś pewna? – spytał, a gdy przytaknęła skinieniem głowy – To, że cię spotkałem, to najlepsze co mogło mi się przytrafić. Jesteś cudowna… – szepnął jej do ucha. Uśmiechnęła się lekko na te słowa, zbyt zażenowana sytuacją, by cokolwiek mu odpowiedzieć. Wpiła się więc zachłannie w jego usta. Potem poczuła jak rozchyla szeroko jej uda i układa się między nimi. Jego palce wróciły jeszcze na chwilę do czułego punktu. Gdy spłynęła kolejna fala rozkoszy, odruchowo uniosła w górę biodra i wtedy poczuła, jak wchodzi w nią powoli. Zamarł na chwilę w bezruchu i znów spojrzał jej w oczy. Gdy skinęła głową i przyciągnęła go mocniej do siebie, poruszył się niepewnie, uważnie obserwując jej twarz. Spod zamkniętej powieki popłynęła jedna samotna łza, ale kąciki ust zaczęły już układać się w uśmiech…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
olcia89
King kong
King kong


Dołączył: 26 Mar 2009
Posty: 2922
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:51:42 10-10-10    Temat postu:

I przyszłam i co ? Odcinka następnego nie ma ;(
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:52:27 10-10-10    Temat postu:

Odcinek 51.

Przebudziła się, gdy poczuła promienie słońca na swojej twarzy. Z myślą, że Sergio jeszcze śpi delikatnie odwróciła się na bok, ale pod dłonią, zamiast jego ciała, poczuła tylko ciepłą pościel. Natychmiast otworzyła oczy i usiadła na baczność, naciągając na ramiona jego koszulę. Zapinając guziki, nerwowo zaczęła rozglądać się po pokoju. Nie było go, żadnej kartki, nic… Poczuła, że łzy napływają jej do oczu.
- Cholera! – wrzasnęła uderzając pięścią w poduszkę. W tym samym momencie w drzwiach stanął Sergio, ubrany tylko w obcisłe bokserki. W rękach trzymał tacę ze śniadaniem.
- Dzień dobry kochanie – uśmiechnął się szeroko, kopniakiem zamykając za sobą drzwi – Blanca? – zaniepokoił się, widząc niewyraźną minę dziewczyny – Co się dzieje?
- Bo ja… – spuściła głowę, i jak zwykle, gdy była zdenerwowana, zaczęła odgarniać włosy za uszy – Obudziłam się, a ciebie nie było i pomyślałam, że…
- Hej – usiadł obok niej i chwycił ją pod brodę, zmuszając by spojrzała na niego. Domyślał się, co chciała mu powiedzieć – Po tym, co stało się tej nocy, nie uwolnisz się ode mnie tak łatwo – mówił z uśmiechem, delikatnie trącając palcem czubek jej nosa – To, że cię spotkałem, to najlepsze co mogło mi się przytrafić – powiedział z pełnym przekonaniem. Wiedział już, że zrobi wszystko, by spędzić z tą dziewczyną resztę życia.
- Nie mówisz tego tylko po to, żeby nie było mi przykro?
- Głuptasie – Sergio roześmiał się serdecznie – Skąd ci przychodzą do głowy takie bzdury? – Blanca wzruszyła ramionami po czym spojrzała na niego zalotnie spod długich rzęs – Nie patrz tak na mnie…
- Jak? – spytała przekornie, choć dobrze wiedziała, o czym mówił. Przysunęła się bliżej niego i wgramoliła mu się na kolana – Kocham cię, wiesz? – spytała, zarzucając mu ręce na szyję.
- Ja ciebie bardziej.
- To chyba niemożliwe – uśmiechnęła się, delikatnie muskając jego usta.
- Blanca… Blanca – szepnął niechętnie odrywając się od jej ust – Twój telefon…
Dziewczyna skoczyła na równe nogi i sięgnęła do torebki.
- Tato? Coś z babcią?... Obudziła się? To świetnie… Jak to gdzie jestem? U Eleny, nie chciałam siedzieć sama w domu… Zaraz do ciebie przyjadę… Tak. Do zobaczenia – odłożyła telefon i z rozpędem rzuciła się chłopakowi na szyję – Kocham cię!
- Słyszałem to już co najmniej kilkadziesiąt razy w ciągu ostatnich kilku godzin – mówił ze śmiechem, gdy przewrócili się na łóżko – ale możesz mi to powtarzać ciągle – dodał odgarniając jej włosy za uszy.
- Babcia się obudziła – powiedziała, uśmiechając się szeroko i właśnie taką chciał ją widzieć zawsze – To była jakaś zapaść krążeniowa, czy coś, ale już jest lepiej. Pojedziesz tam ze mną?
- Jeśli tego właśnie chcesz…
- Chcę spędzać z tobą każdą minutę!
- Tak? – spytał przekornie, a gdy przytaknęła skinieniem głowy, obrócił się z nią tak, że to on był teraz na górze – I love you – zaczął wyliczankę, każde wyznanie przypieczętowując pocałunkiem – te amo… ich liebe dich… je t´aime…
- Ok. – mówiła, nie przestając się śmiać – Ja ciebie też, ale – zepchnęła go z siebie – dosyć tych słodkości. Idę pod prysznic i jedziemy.
- Tak jest szefowo – zasalutował jej, patrząc jak znika za drzwiami.

Kilkanaście minut później Blanca siedziała już w swoim aucie, czekając na Sergia, któremu co chwilę przypominało się, że o czymś zapomniał, a to dokumentów, to znowu komórki, albo tysiąca innych mało istotnych rzeczy. Podgłośniła radio, oparła głowę o zagłówek, przymknęła oczy i czekała cierpliwie.
- Wreszcie jesteś – powiedziała, gdy ktoś wsiadł do samochodu. Kiedy otworzyła oczy, serce podeszło jej do gardła. Na fotelu kierowcy, zamiast Sergia, siedział Marco – Co ty tu robisz?
- Zabieram cię na małą przejażdżkę – rzucił beztrosko.
- Nigdzie z tobą nie jadę! – krzyknęła i już miała zamiar wysiąść, gdy chwycił ją za rękę.
- Nie radzę – mruknął i odchylając poły kurtki, wskazał na pistolet tkwiący za jego pasem.
- Oszalałeś?! – Blanca wystraszyła się na dobre – Znowu ćpasz?
- Ćpanie nie ma tu nic… no prawie nic, do rzeczy. Jesteś mi potrzebna, jeśli będziesz grzeczna nikomu nic się nie stanie i za kilka, może kilkanaście godzin, rozstaniemy się i nigdy więcej się nie spotkamy.
- Co ty bredzisz? – Blanca niczego nie rozumiała.
- Po prostu rób co mówię, a nikomu nic się nie stanie. Zapnij pasy i zablokuj drzwi – polecił, ale dziewczyna tylko patrzyła na niego osłupiała – No już! – ryknął. Dopiero wtedy pojęła, że to nie jest ani koszmarny sen, ani żaden głupi żart…

Kiedy Sergio wyszedł przed blok widział, jak samochód Blanki odjeżdża z piskiem opon. Wiedział, że dziewczyna, nigdy nie jeździła w ten sposób, poza tym zdołał dostrzec, że nie była w samochodzie sama. Bez chwili wahania pobiegł do swojego auta i ruszył za nimi…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
olcia89
King kong
King kong


Dołączył: 26 Mar 2009
Posty: 2922
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:03:14 10-10-10    Temat postu:

Dobra skomentuje
Poranek cudowny Kochają się i widać to na kilometr Biedna Blanca się przestraszyła . . . Sergio to normalnie książe z bajki Ja też poproszę takiego Buziaki , wyznania ehh rozmarzyłam się Stop
Babcia się obudziła , dobrze , że nic jej nie jest
Co do drugiej części odc to na początku miałam ochotę trzepnąć Sergia , że taki zapominalski jest . . .
Ale teraz wiem , że to nie jego wina a Twoja ;> Jak mogłaś im popsuć tą sielankę ;( Co ten idiota chce jej zrobić
Aguś ja Ci dobrze radzę niech nic im się nie stanie . . . Blanca i Sergio mają być razem i mają być szczęśliwi :d A no i żywi mają być Bo inaczej nie ręczę za siebie
No to czekam na nowy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:06:29 17-10-10    Temat postu:

Odcinek 52.

Oscar nerwowo przechadzał się po szpitalnym korytarzu. Blanca już dawno powinna była przyjechać. Kiedy przestała odbierać jego telefony uznał, że pewnie jest w drodze i nie chce rozmawiać przez komórkę, prowadząc, teraz jednak zaczynał się niepokoić. Jej telefon nie odpowiadał, a Elena, choć początkowo przyznała, że Blanca rzeczywiście u niej nocowała, teraz wygadała się, że od wczorajszego wieczora nie może się do niej dodzwonić.
- Jasna cholera! – zaklął, kurczowo zaciskając dłoń na swojej komórce. Przez chwilę rozważał chyba nawet czy nie cisnąć nią o ziemię, ale ostatecznie zrezygnował z tego zamiaru. Z impetem odwrócił się za siebie z zamiarem udania się do sali, w której leżała Maria, ale w coś, a raczej w kogoś uderzył.
- Przepraszam – wymamrotał, podnosząc z ziemi rzeczy, należące do blondynki, na którą właśnie wpadł.
- Nic nie szkodzi… – podniosła wzrok, by spojrzeć na mężczyznę, od którego zapachu zakręciło jej się w głowie – Oscar? – spytała, nie dowierzając własnym oczom.
- My się znamy? – spojrzał na kobietę zdumiony. Nie pamiętał, by miał przyjemność ją poznać, a była naprawdę piękna więc jeśli kiedykolwiek mieli się spotkać, to na pewno by ją zapamiętał.
- Clara – wyciągnęła dłoń w jego stronę – Clara Chavez – spojrzała na niego wyczekująco.
- Wybacz, ale nadal nie mogę sobie ciebie przypomnieć.
- Nic dziwnego – uśmiechnęła się gorzko – Kiedy się poznaliśmy byłeś nieźle wstawiony.
- Przepraszam, ale naprawdę…
- Pamiętasz swój wieczór kawalerski?
Oscar poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy. Dobrze pamiętał tamtą noc. Do dziś miał wyrzuty sumienia, gdy o tym myślał.
- To ty…?
- Tak, to ja jestem tą dziewczyną, która was wtedy zabawiała…
Oscar przyjrzał się jej uważnie. Czuł się nieco zażenowany nie tyle jej wyznaniem, co samym wspomnieniem o tym, co wyprawiał tamtego wieczora.
- Miło cię widzieć – wydukał, siląc się na uśmiech – Co u ciebie? Nadal…? – zawiesił na chwilę głos, zdając sobie sprawę, że to nie byłoby stosowne pytanie – Przepraszam.
- Nic nie szkodzi – uśmiechnęła się szczerze – Nie zajmuję się już tym, jeśli o to chciałeś zapytać.
Oscar spuścił wzrok i zaczął wpatrywać się w podłogę jak zawstydzony nastolatek.
Nagle jego uwagę przykuł nagły ruch w izbie przyjęć. Nie słyszał już, jak Clara proponuje mu kawę i mówi, że ma mu coś ważnego do powiedzenia, że urodziła jego córkę... Miał wrażenie, że nagle został sam, wśród krzątających się nerwowo pracowników szpitala, a wszystko dzieje się obok niego, zupełnie bez jego udziału. To było dokładnie to samo uczucie, które towarzyszyło mu tamtego feralnego dnia, gdy zmarła jego ukochana Isabell.
Odwrócił się, gdy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu.
- Oscar? – spojrzał na nią. Była dokładnie taka, jak ją zapamiętał. Mahoniowe włosy, zielone oczy… – Oscar! – krzyknęła Paola, widząc, że Torres patrzy na nią jakimś nieobecnym wzrokiem – Co się dzieje?
- Nie wiem – otrząsnął się – ale mam złe przeczucia – szepnął i popychany przez jakąś niewidoczną siłę, ruszył w stronę, gdzie lekarze i pielęgniarki biegali nerwowo, rzucając między sobą jakimiś medycznymi terminami, zupełnie niezrozumiałymi dla zwykłego zjadacza chleba.
- Za chwilę przywiozą nam młodą dziewczynę z wypadku – mówiła jedna z pielęgniarek – Jej stan jest bardzo ciężki. Chłopak, który prowadził, zginął na miejscu.
- Ci młodzi jeżdżą teraz jak wariaci – rzuciła druga – a potem rodzice płaczą i mają pretensje do wszystkich, tylko nie do własnych pociech…
- Przygotujcie zapas krwi – zarządził jakiś lekarz, ubierając fartuch ochronny i lateksowe rękawiczki – rentgen, zarezerwujcie tomograf…
Oscar dalej już nie słuchał. Właśnie w tej sekundzie do izby wjechali sanitariusze, z ranną dziewczyną, a zaraz za nimi wbiegł do szpitala Sergio.
- Silva? Co ty tu do cholery robisz? – Torres, wiedział już, że dziewczyna, o której przed chwilą mówiła pielęgniarka, to nikt inny, jak jego córka, ale uparcie odpychał tę myśl od siebie.
- Trenerze – wydukał Sergio – Przykro mi… Tato! – zawołał dostrzegając znajomą postać w lekarskim kitlu i pobiegł w jego stronę – Tato, musisz ją ratować! – chwycił ojca za ramię, spojrzał mu w oczy i spuścił wzrok – Jeśli coś jej się stanie… – dodał szeptem.
- Uspokój się, synu – powiedział stanowczo doktor Silva. Nie chciał okłamywać syna, ale wiedział, że rokowania nie są najlepsze – Obiecuję, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy i będziemy o nią walczyć tak długo, jak to będzie możliwe – spojrzał na Sergia, a gdy ten skinął mu porozumiewawczo dodał już tonem lekarza, a nie ojca – Idź za parawan, zaraz ktoś do ciebie przyjdzie.
- Nic mi nie jest… – mruknął, ale jego ojciec już był przy Blance, wydając stosowne dyspozycje swoim podwładnym.
- Silva – usłyszał za sobą głos trenera. Odwrócił się w jego stronę i widział tylko jego pytające, pełne bólu ale i nadziei oczy…

Przyśpieszyłam akcję tak, bardzo jak tylko się dało i wyszło na to, że to przedostatni odcinek Cieszycie się, co? W końcu ile można czytać jedno opko;)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:31:24 19-10-10    Temat postu:

Odcinek 53.

Paola nie mogła uwierzyć w to, co właśnie w tej chwili działo się na jej oczach. Ledwo skończyła rozmawiać z Marią, dzięki czemu w końcu odkryła własną przeszłość, a już okazało się, że to nie koniec niespodzianek. Kiedy chciała podzielić się z Oscarem swoim odkryciem, okazało się, że ich córka właśnie walczy o życie, bo jej naćpany przyjaciel prowadził jak wariat i niemal czołowo zderzył się z ciężarówką.
Oscar siedział na krzesełku pod ścianą, z twarzą ukrytą w dłoniach. Po drugiej stronie, niemal w takiej samej pozie siedział Sergio. Obaj głusi i ślepi na to, co działo się w około. Pogrążeni we własnych myślach, od czasu do czasu tylko podnosili się ze swych miejsc, by nerwowo przejść się wzdłuż korytarza, spojrzeć ze zniecierpliwieniem na zegar, westchnąć ciężko i znów opaść bezwładnie na jedno z niewygodnych, plastikowych krzesełek.

- Oscar – zwróciła się do mężczyzny swojego życia, ale on zupełnie nie reagował – Oscar, kochanie – kucnęła przed nim i ujęła jego ręce w swoje drobne dłonie – Jedź do domu i odpocznij. Operacja jeszcze potrwa, twoja obecność niczego tu nie zmieni.
- Muszę tu być – wyszeptał. Jego spojrzenie było puste, jakby przygotował się już na najgorsze – Kiedy ostatni raz, ktoś mi powiedział, że moja obecność niczego nie zmieni, straciłem żonę, nawet nie zdążyłem się z nią pożegnać, bo nie było mnie przy niej. Nie chcę, żeby moja córka umierała sama…
- Oscar! – Paola poczuła, jak łzy napływają jej do oczu, a słowa więzną w gardle – Nasza córka nie umrze, słyszysz?! Nie waż się tak nawet myśleć…
- Co ty powiedziałaś?
- Że Blanca nie umrze – powiedziała, choć dobrze wiedziała, że nie o ot pytał – jest silna, tak jak ty, na pewno da radę.
- Nie… nie to – spojrzał na nią zdumiony i przez chwilę w jego oczach znów pojawiło się życie. Spuściła wzrok. Wiedziała, że powiedziała za dużo, a to nie był najlepszy moment na takie niespodzianki – Paola? – chwycił ją pod brodę i zmusił, żeby na niego spojrzała.
- To długa historia, a to nie jest odpowiedni czas ani miejsce, by ją opowiadać.
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? – w jednej chwili odrobina radości, malująca się na jego twarzy, zmieniła się w furię – Dobrze się bawiłaś? Jezu Chryste! – podniósł się gwałtownie, jedną rękę wsparł na biodrze, drugą przeczesał włosy. Zrobił kilka kroków w stronę wyjścia po czym zawrócił – Dlaczego, do cholery, nic nie powiedziałaś? – spytał, a po jego policzku spłynęła łza.
- Oscar… – zaczęła. Chciała mu powiedzieć, że dopiero co, sama odkryła prawdę o sobie, ale powstrzymał ją gestem, wyciągając w jej stronę otwartą dłoń, tak by nie mogła podejść do niego bliżej niż na odległość ramienia.
- Teraz nic już nie mów, to już nie ma żadnego znaczenia – zakończył i udał się w stronę wyjścia.
Na korytarzu minął Gilberta, tulącego do siebie Lolę. Chwilę potem, oboje stali już obok Sergia.
- Sergio – Giba usiadł obok niego i po bratersku objął go ramieniem – Jak się trzymasz?
- A jak ci się wydaje? – Sergio spojrzał na przyjaciela pełnymi bólu oczami.
- Czy to prawda, że Marco nie żyje? – spytała Lola drżącym głosem, tak naprawdę nie mając pewności, czy chce usłyszeć odpowiedź.
- Ta kanalia już dawno powinna była zdechnąć! – warknął Sergio nerwowo podnosząc się z krzesła.
- Nie mów tak – powiedziała cicho Lola, zanosząc się szlochem – To był człowiek, taki sam jak ty.
- Ale to nie przeze mnie Blanca walczy teraz o życie!... A może właśnie przeze mnie? – jęknął po chwili, opadając bezwładnie na krzesło – Może gdybym za nimi nie jechał… Kiedy on się zorientował, że jestem tuż za nimi zaczął prowadzić jak wariat. Na zakręcie wpadli w poślizg i wjechał wprost pod nadjeżdżającą z przeciwnej strony ciężarówkę… Chciał jeszcze odbić w bok i cała siła uderzenia poszła na jego stronę… Chyba tylko dzięki temu Blanca żyje… Najgorsze jest to, że nic nie mogłem zrobić… Chciałem im pomóc, ale drzwi się zablokowały, musiałem czekać aż przyjedzie straż i karetka. Stałem tam i patrzyłem jak z każdą sekundą ucieka z nich życie! I nic nie mogłem zrobić! Rozumiesz?
- Sergio – na korytarzu pojawił się doktor Silva.
- Tato – Sergio zerwał się na równe nogi – Co z nią?
- Gdzie jest jej ojciec?
- Jestem – dobiegł ich głos Oscara. Podszedł do nich, zupełnie bez emocji zmierzył Paolę, a potem podał lekarzowi rękę – Oscar Torres – przedstawił się.
- Victor Silva – powiedział lekarz odwzajemniając uścisk dłoni – Wolałbym, żebyśmy się poznali w innych okolicznościach, syn bardzo chwalił sobie współpracę z panem, ale… teraz najważniejsza jest pańska córka.
- Co z nią? – spytał Oscar, patrząc lekarzowi prosto w oczy. Po chwili poczuł, jak drobne palce Paoli, splatają się z jego palcami. Nie cofnął dłoni, nic nie powiedział, ani nawet na nią nie spojrzał. Czekał na to, co powie lekarz, jak na wyrok.
- Operacja się udała. Jej stan jest ciężki, ale stabilny. Miała naprawdę dużo szczęścia. Przez kilka dni będziemy ją utrzymywać w stanie śpiączki farmakologicznej, ale wszystko jest na jak najlepszej drodze, do szczęśliwego finału…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 28, 29, 30  Następny
Strona 29 z 30

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin