Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Gra w miłość - EPILOG
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mina107
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 29 Kwi 2012
Posty: 3548
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wa-wa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:31:02 22-05-12    Temat postu:

Rodzina Raya cudowna. Greta jest fantastyczna czuję że jescze będzie mieć "genialne" pomysły. A Vivi na pewno namiesza trochę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:46:04 24-05-12    Temat postu:

Dziękuję za komentarze dziewczyny
A ja zamiast odpowiadać na Wasze opinie, po prostu wstawię kolejny odcinek

ODCINEK 9

- Może w czymś pomóc – zaoferowała się Serina patrząc jak Scarlet i Greta przygotowują posiłek dla całej, nie da się ukryć licznej rodziny.
- Nie kochanie – odezwała się Scarlet z uśmiechem – damy sobie radę same, ale dziękuję – mrugnęła do niej. Serina odpowiedziała uśmiechem.
- To nic nowego, uwierz mi – odezwała się rozbawiona Vivone – kiedy moja mama i babcia siedzą w kuchni, bardzo ciężko się tu dopchać – powiedziała.
- Akurat ty najbardziej się tu pchasz córeczko – odparła Scarlet z powątpieniem. Vivone parsknęła śmiechem
- No akurat tego nie da się ukryć. Ja w kuchni, to zakrawa o katastrofę – przyznała przewracając oczami.
- Kolejna rzecz jaką bez wątpienia masz po dziadku – zauważyła Greta z niesmakiem wrzucając pokrojone warzywa do wielkiej misy. Vivone zachichotała w odpowiedzi.
- Też cie kocham babciu – zażartowała i upiła łyk soku ze szklanki. Serina zerknęła w głąb salonu gdzie Ray właśnie skończył rozmawiać z kimś przez telefon po czym zawołał ojca i zamienił z nim kilka słów.
- Jak właściwie poznaliście się z Ray’em? – zapytała Vivone. Serina odchrząknęła i oparła się na krześle.
- No właśnie skarbie – podjęła po chwili Greta – znaliście się długo przed Sylwestrem, kiedy rozmawiałam z Toba po raz pierwszy? – zapytała zaciekawiona.
- Mamo! – jęknęła Scarlet – wiedziałaś wcześniej, że Ray kogoś ma i nic nie powiedziałaś? – zapytała opierając dłonie o biodra. Vivone pokręciła głową z rozbawieniem.
- Musisz się przyzna wyczaić, że niejednokrotnie ktoś o coś cie zapyta i zrobi się z tego dyskusja stulecia – uprzedziła Vivi.
- Zauważyłam – odparła Serina i uśmiechnęła się zerkając na przekomarzające się kobiety.
- Właściwie jeśli chodzi o mnie i Ray’a to poznaliśmy się trochę wcześniej w pracy. Sylwester był, swego rodzaju naszym pierwszym wspólnym wyjściem – wybrnęła.
- Widzę, że nie można was zostawić nawet na moment – odezwał się Ray opierając się ramieniem o framugę. Zerknął na Serinę i uśmiechnął się do niej wdzięcznością, że udało jej się wybrnąć z niewygodnego pytania.
- Nie złość się Ray dobrze wiesz, że chcę szczęścia dla swoich dzieci – powiedziała Scarlet z niewinną miną.
- Tak wiem – zaśmiał się pod nosem – tylko nie wyznaczaj nam jeszcze daty ślubu, okey? – poprosił z rozbawieniem. Scarlet łypnęła na niego gniewnie.
- Koniec tej konstruktywnej dyskusji – przerwała Greta wyglądając przez okno i wycierając dłonie w ściereczkę – przyjechał właśnie Michael i Miranda – dodała z uśmiechem i skierowała się do wyjścia. Wpadła na nich niemal w drzwiach.
- Witaj Mike – uściskała go mocno i pocałowała w oba policzki – jak wam minęła podróż? – zapytała witając się serdecznie z żoną wnuka.
- Dziękujemy babciu, dobrze – odparł Michael. O ile Serina dobrze zapamiętała był najstarszym z rodzeństwa jakie posiadał Ray. Nie dało się jednak ukryć, że był bardzo podobny do ojca i brata. Wysoki, dobrze zbudowany z ciepłym uśmiechem. Miał ciemnobrązowe włosy i przyjazne niebieskie oczy. Odstawił torbę na podłogę i uścisnął się z ojcem, matką i Vivone, która jak wcześniej na Ray’a teraz rzuciła się starszemu bratu na szyję.
- Cześć młoda – uśmiechnął się do niej i mrugnął mierzwiąc jej włosy.
- Jak się czujesz Miranda? – zapytała Vivi kładąc rękę na mocno zaokrąglonym brzuchu bratowej. Miranda uśmiechnęła serdecznie.
- Dobrze. Na szczęście mały przespał całą podróż – przyznała i pogładziła dłonią swój brzuch z czułej pieszczocie.
- Cześć braciszku – Michael uśmiechnął się szeroko kiedy w progu kuchni dostrzegł Ray’a. Uściskał go po bratersku i poklepał po plecach.
- Ty musisz być Serina – zauważyła żona Michaela i podeszła do niej wyciągając dłoń – jestem Miranda – przedstawiła się.
- Miło mi – Serina uśmiechnęła się.
- Jeśli traktują cie tu trochę jak eksponat z muzeum, to się nie przejmuj, przejdzie im – powiedziała Michael mrugając do niej porozumiewawczo.
- Michael! Jak możesz – upomniała go Scarlet. Mężczyzna jednak przewrócił oczami i zaśmiał się pod nosem.
- Wiem przez co przechodzisz – powiedziała cicho Miranda pochylając się nad nią – auć! – zasyczała i złapała się za brzuch.
- W porządku? – zapytała zaniepokojona Serina przyglądając jej się uważnie.
- Tak – Miranda uśmiechnęła się łagodnie – po prostu daje o sobie znać.
- Może usiądziesz? – zaproponowała Serina. Dziewczyna tylko skinęła głową i ruszyła razem z Seriną do salonu. Okazało się, że zostały całkiem niezauważone, bo w holu nadal trwała ożywiona dyskusja. Miranda usiadła na kanapie i pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Tak jest zawsze? – zapytała Serina i skinęła w stronę wejścia.
- Zawsze kiedy nie widzą się dłużej niż tydzień – zaśmiała się – rodzina Collinsów ma to szczęście, że jest ze sobą mocno zżyta. Każde z nich cieszy się, że może spędzić z bliskimi trochę czasu, więc śmiało mogę powiedzieć, że pomysł Grety na organizowanie co roku takiego tygodniowego zjazdu to był dobry pomysł – przyznała – spotykają się co roku latem i zimą. Sama się przekonasz co się tu wtedy dzieje – przyznała.
- Mam się bać? – zażartowała Serina. Miranda jej zawtórował i pokręciła głową.
- Spokojnie. Kilka lat temu kiedy Michael pierwszy raz przyprowadził mnie do domu, by przedstawić rodzinie, czułam się tak samo jak ty teraz. Obserwowała z każdej strony, ale nie musisz się obawiać, że ktokolwiek z nich kiedykolwiek cie oceni.
- Wiem. To bardzo ciepli ludzie. Cieszę się, że mogłam ich poznać – odpowiedziała szczerze Serina.
- Oni też się cieszą. Nawet nie wiesz jak Scarlet przeżywała twój przyjazd – Miranda poprawiła się na kanapie – dzwoniła do mnie niemal codziennie. A kiedy dowiedziała się, że Ray przywiezie dziewczynę myślałam, że ona sama oszaleje.
- Naprawdę?
- Tak. Scarlet ma pięcioro dzieci. Na razie udało jej się ustatkować jedno – uśmiechnęła się – każde następne będzie przeżywać bardziej.
- Może masz racje – odparła i zerknęła na wchodzących do salonu mężczyzn. Michael pochylił się i pocałował żonę w czoło.
- O czym plotkujecie? – zapytał z uśmiechem.
- Mamy takie swoje babskie sprawy – powiedziała uśmiechając się do Seriny.
- Babskie? – zapytał Ray i przysiadł na oparciu kanapy.
- Yhym – przytaknęła Serina i obje z Miranda się roześmiały. Michael zaśmiał się gardłowo i poklepał brata po ramieniu.
- Przyzwyczajaj się, z kobietami nie wygrasz – powiedział rozbawiony.
- To akurat zdążyłem zauważyć – odparł Ray. W tej samej chwili rozległ się dźwięk telefonu. Richard stanął w holu i podniósł słuchawkę.
- Słucham….. Kevin? – wszystkie pary oczu skierowały się na starego Collinsa – co? – zmarszczył brwi i wymienił porozumiewawcze spojrzenia z synami – jak to jesteś na komisariacie? Jasna cholera! – zaklął Richard – zaraz po ciebie przyjadę – warknął i odłożył słuchawkę.
- Młody znów przeszarżował? – odezwał się Michael ale bez cienie wesołości.
- Żałuje, że nie jest młodszy, bo jak słowo daje przetrzepałbym mu tyłek – odezwał się i przeczesał włosy palcami.
- Co się stało? – zapytała Scarlet wychylając się z kuchni.
- Zatrzymali Kevina. Musze po niego jechać i wpłacić kaucję inaczej go nie wypuszczą – wyjaśnił i chwycił kluczyki od wozu. Scarlet westchnęła i przycupnęła na krześle.
- Tato pojadę z tobą – odezwał się Ray. Przelotnie cmoknął Serinę w usta i wybiegł z domu za ojcem.

***
Richard zaparkował samochód przed domem i wyłączył silnik.
- Nie będziesz ze mną rozmawiał teraz przez cały tydzień? – zapytał Kevin patrząc na ojca z kwaśną miną. Richard rzucił mu wściekłe spojrzenie i wysiadł z auta trzaskając drzwiami – tato! – chłopak wyskoczył z samochodu, ale nim zdążył coś powiedzieć Richard wymierzył w niego palec.
- Ostatni raz po ciebie przyjeżdżam Kevin – powiedział stanowczym głosem – mam dość twoich wybryków. Jeśli chcesz się bawić, to ponoś konsekwencję swoich czynów. Czas odciąć pępowinę i dać ci żyć po swojemu – warknął patrząc na niego wymownie – synu czasu dorosnąć – dodał i wszedł do domu nie czekając na reakcję Kevina. Chłopak kopnął wściekły w oponę. Ray stanął obok niego i schował dłonie w kieszenie spodni.
- Ojciec ma racje Kevin – odezwał się po chwili. Brat łypnął na niego gniewnie.
- Tak? I co jeszcze mi powiesz? – zapytał krzyżując ręce na piersi.
- Chcesz ich wykończyć? – zapytał wściekły – opanuj się w końcu chłopie, bo doprowadzisz do tragedii. Teraz nie chodzi tylko o Ciebie. Twoja beztroska może źle się skończyć. Zacznij myśleć do diabła – upomniał go patrząc mu przenikliwie w oczy – nie masz pięciu lat. Zacznij doceniać to co dla ciebie robią rodzice.
- A od kiedy to zacząłeś wygłaszać psychologiczne piedoły? – zapytał z kpiną – uważasz, że jak masz dziewczynę i się ustatkowałeś to ja też muszę to zrobić? – Ray przymknął oczy i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Nie chce byś był taki jak ja – odezwał się i spojrzał bratu w oczy – nie chce stracić brata – dodał i ruszył do domu nie odwracając się za siebie.




Powrót do góry
Zobacz profil autora
mina107
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 29 Kwi 2012
Posty: 3548
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wa-wa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:18:18 24-05-12    Temat postu:

świetne,
tylko jak zawsze za szybko się kończy.
Miranda wydaje się być bardzo miła
ta samo jak jej mąż.


Ostatnio zmieniony przez mina107 dnia 19:28:49 24-05-12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
madoka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2010
Posty: 30685
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:22:22 24-05-12    Temat postu:

Jestem i ja - choć ciut spóźniona, jeśli chodzi o wcześniejszy odcinek. Powiem jednak tak: oba są po prostu bombowe. Rodzina Raya okazała się być równie sympatyczna, co sam bohater. Podoba mi się klimat panujący w ich domu - takie wesołe przekomarzania się, śmiechy i długie rozmowy. I choć każde z nich jest tak naprawdę zupełnie inne, to łączy ich niewątpliwie przywiązanie do bliskich. Szczerze mówiąc nie ma nawet opcji, by wybrać sobie jedną, ulubioną postać, bo każda z nich jest na swój sposób fenomenalna. A czytając ich wypowiedzi nie ma mowy, by na mojej twarzy nie gościł uśmiech od ucha do ucha I choć wydaje się, że największym diabełkiem w rodzinie jest właśnie dopiero co poznany Kevin, to nie zmienia to faktu, że tworzą cudowną ekipę. Serina miała zatem dużo szczęścia trafiając w progi rodziny, która od samego początku traktuje ją już jak jej członkinię. A jej duet z Ray'em nadal skłania mnie do samych zachwytów. Każda scenka z ich udziałem, to czyste wydanie przyjemności

Swoją drogą, muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się ta umoralniająca gadka, jaką Ray zaserwował bratu. Widać, że mimo duszy lekkoducha potrafi podejść do pewnych kwestii naprawdę odpowiedzialnie.

Wyczekuję niecierpliwie kolejnego odcinka;*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:31:58 02-06-12    Temat postu:

ODCINEK 10

- Zapraszam do stołu – odezwała się Scarlet z uśmiechem i postawiła na ogromnym stole pieczeń, którą chwilę wcześniej wyjęła z piekarnika. Ray objął ramieniem Serinę i uśmiechnął się do niej po czym podprowadził ją do stołu. Pozostali również zajęli swoje miejsca.
- A gdzie jest Alli? – zapytał Ray patrząc na matkę. Scarlet uśmiechnęła się radośnie.
- Dobrze wiesz jaka jest Allison – odpowiedziała i zaczęła kroić pieczeń – najpierw praca a później przyjemności. Dzwoniła przed waszym przyjazdem i prosiła by na nią nie czekać, bo ma coś ważnego do skończenia w pracy. Może nawet dojechać jutro rano. Podaj talerz Ray – poleciła i nałożyła kawałek mięsa dla Seriny.
- Dziękuję – dziewczyna uśmiechnęła się.
- Cała Alli – zaśmiał się Michael – zawsze na pierwszym miejscu stawiała obowiązki. Najpierw szkoła, później studia a teraz praca. Czy ta dziewczyna kiedykolwiek odpoczywa? – zapytał patrząc na Scarlet.
- Wielokrotnie jej powtarzałam, że życie nie polega tylko na pracy, ale wiesz dobrze, że nie chce mnie słuchać.
- Kochanie Alli jest młoda – odezwał się Richard z uśmiechem – nie ma zobowiązań, rodziny, więc korzysta póki może robiąc karierę. Przyjdzie czas na resztę – dodał i pocałował żonę w policzek kiedy pochyliła się by podać mu talerz.
- Może masz rację – westchnęła.
- A czym zajmuje się Allison? – zapytała Serina chcąc rozładować smutną atmosferę.
- Pracuje w gazecie – odparła Greta – skończyła studia z wyróżnieniem i udało jej się dostać do najlepszej gazety na Florydzie. Wyprowadziła się więc i całkowicie poświęciła karierze- odpowiedziała Greta i podała talerz synowej – jestem z niej dumna, ale czasem boję się, że zapomni o tym co jest najważniejsze – dodała ze smutkiem i wymieniła znaczące spojrzenie ze Scarlet. Ray pokręcił głową.
- Dajcie spokój. Allison jest najrozsądniejsza z nas wszystkich, da sobie radę – powiedziała i uśmiechnął się uspokajająco do matki. Kobieta odpowiedziała mu uśmiechem pełnym wdzięczności.
- Na pewno bardziej niż ja – burknął Kevin, który do tej pory przysłuchiwał się rozmowie. Ray natychmiast spiorunował go wzrokiem, który mówił wyraźnie, żeby powstrzymał się od niepotrzebnych komentarzy. W końcu mieli gościa i nie musieli roztrząsać jego nieodpowiedzialności akurat teraz. Zanim jednak ktoś zdążył powiedzieć cokolwiek do jadalni weszła Vivi. Przeszła obok brata i delikatnie trzepnęła go w ramię gazetą, którą trzymała w dłoni.
- Ty się lepiej nie odzywaj – odparła patrząc na niego znacząco. Rzuciła gazetę na kredens i zajęła miejsce obok Seriny. Obje wymieniły przyjazne uśmiechy.
- Podaj mi talerz kochanie – odezwała się Scarlet ze śmiechem.
- A Vivi jak zwykle zjawia się tam gdzie wszystko już gotowe – powiedział Michael i mrugnął do niej radośnie. Dziewczyna zaśmiała się pod nosem i pokazała mu język, a zgromadzona przy stole rodzina roześmiała się w głos.
- Vivione zachowuj się! – skarciła ją Scarlet. Vivone posłała jej buziaka w powietrze.
- Też cie kocham mamo – rzuciła i sięgnęła po sałatkę. Scarlet parsknęła śmiechem w odpowiedzi i pokręciła głową.
- W kogo ty się wdałaś – zastanowiła się, ale raczej sama dla siebie po czym usiadła przy stole – smacznego.
- Michael powiedz raczej jak wam idzie urządzanie mieszkania? – zapytał Richard krojąc pieczeń. Mężczyzna wymienił spojrzenia z żoną. Westchnął.
- Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie właściciel – przyznał i sięgnął po sałatkę.
- Co się stało? – zapytała Greta.
- Mieliśmy w tym miesiącu podpisywać umowę sprzedaży, ale właściciel się rozmyślił i zaproponował nowe warunki umowy, których nie damy rady spełnić – odparł.
- Dlaczego nic nie mówiliście? – zapytała Scarlet – coś byśmy wymyślili.
- Daj spokój mamo. Wysłałem mu kilka dni temu propozycję warunków, ale je odrzucił. Tak więc praca nad pokojem dla dziecka stoi, bo my sami nie wiemy co dalej.
- Sama próbowałam z nim rozmawiać, ale facet jest zawzięty i nie przyjmuje do siebie żadnych argumentów – powiedziała Miranda i pokręciła głową ze smutkiem. Michael ujął jej dłoń z uspokajającym geście.
- Może ja bym mogła pomóc – odezwała się Serina i przygryzła dolną wargę. Wszystkie pary oczu skierowały się w jej stronę?
- Ty Serina? – zapytał z niedowierzaniem Michael. Ray uśmiechnął się szeroko. Wiedziała doskonale co ma na myśli dziewczyna.
- Nie mam co prawda doświadczenia w negocjowaniu warunków umowy przy nieruchomości, tylko przy projektach reklamy i marketingu – przyznała – ale zasady są podobne.
- Posłuchajcie – odezwał się Ray i oparł o krzesło – sam byłem świadkiem jak Serina negocjowała umowę projektu przez telefon. Wydawać by się mogło, że sprawa jest stracona na samym początku, bo właściciel firmy wykonującej dla nas zlecenie przystawał przy swoim, ze błąd pojawił się nie ze strony jego ludzi tylko naszej firmy – zaśmiał się i spojrzał jej w oczy – nie wiem jak to zrobiła, ale owinęła sobie faceta wokół palca i zgodziła się wykonać zlecenie jeszcze raz, do tego na swój koszt i w ekspresowym tempie.
- To akurat nie było nic wielkiego – powiedziała Serina i przeniosła wzrok na Michaela i Mirandę – nie mogę wam zagwarantować, że cokolwiek uda mi się wskórać, ale w takiej sytuacji wy nie macie nic do stracenia, bo umowa i tak nie jest dla was korzystna, a zawsze można spróbować – uśmiechnęła się zachęcająco.
- Naprawdę podjęłabyś się tego? – zapytał Michael z cieniem nadziei w oczach.
- Negocjowałam wiele umów, a w reklamie wcale nie jest to łatwe. Nie zawsze udawało mi się załatwić takie warunki jakie w pełni by satysfakcjonowały mnie, ale szef był zadowolony, bo były korzystniejsze niż te które poprzednio proponowała firma. Mogę spróbować, ale niczego nie obiecuję. A i nie będziecie musieli płacić prawnikowi – dodała jeszcze z uśmiechem.
- Miranda wstała i mocno ją przytuliła.
- Dziękuję – powiedziała jej do ucha – nawet nie wiesz jakie to dla nas ważne – uśmiechnęła przez łzy.
- Wiem, dlatego z miłą chęcią wam pomogę – powiedziała – nie mogę wam obiecać, że w pełni się uda….
- To dla nas i tak dużo – powiedział Michael i skinął jej głową – dziękuję.
- No to sprawa załatwiona – uśmiechnął się Richard i ujął dłoń żony, która poczuła ulgę. Ray pochylił się i pocałował Serinę w policzek. Zanim jednak zdążył coś powiedzieć usłyszał melodyjny kobiecy głos.
- Jak śliczny obrazek – wszyscy odwrócili się gwałtownie. W progu jadalni oparta o framugę, stała młoda dziewczyna z uroczymi dołeczkami w policzkach, jasnymi intensywnymi oczami i długimi włosami. Ray uśmiechnął się szeroko i wstał dając znak Serinie ruchem głowy by poszła za nim. Ruszył w stronę dziewczyny i mocno ją przytulił.
- Cześć braciszku – powiedziała ze łzami w oczach. Wtuliła się w jego ramiona mocno i odetchnęła głęboko przygryzając dolną wargę. Trwała tak przez chwilę i Ray poczuł się jakoś dziwienie. Odsunął się od niej i spojrzał jej w oczy z uśmiechem.
- Aż tak bardzo się stęskniłaś? – zapytał niezauważalnie ocierając kciukiem łzę, która spłynęła jej po policzku. Allison uśmiechnęła się i szybko zamrugała powiekami. Nie miała czasu jednak odpowiedzieć ponieważ rodzina od razu porwała ją w ramiona witając gorąco. Ray podszedł do Seriny i objął ją ramieniem. Jego czoło jednak zmarszczyło się nieznacznie. Serina uniosła wzrok i zauważyła, że Collins uważnie przygląda się siostrze.
- W porządku? – zapytała cicho. Ray spojrzał jej w oczy i pokręcił głową.
- Nie wiem – rzucił tylko. Kiedy Allison została wyściskana przez wszystkich spojrzała na brata a później przeniosła wzrok na stojącą u jego boku Serinę. Od razu uśmiechnęła się radośnie, a smutek zniknął z jej oczu.
- Rozumiem, że to właśnie jest twoja Serina? – zapytała z szerokim, przyjaznym uśmiechem patrząc na brata. Wyciągnęła dłoń – Allison, albo po prostu Alli – odparła. Dziewczyna podała jej dłoń i również się uśmiechnęła.
- Serina Milano – przedstawiła się – miło mi, że w końcu mogę cie poznać. Wiele o tobie słyszałam.
- Ray to gaduła – powiedziała i mrugnęła do niej – ale potrafi trzymać język za zębami kiedy chodzi o niego samego – powiedział i spojrzała na niego znacząco. Ray tylko przewrócił teatralnie oczami i roześmiał się serdecznie.
- Wracajmy do kolacji – zaproponowała Scarlet i objęła córkę ramieniem – chodź kochanie.

Powrót do góry
Zobacz profil autora
mina107
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 29 Kwi 2012
Posty: 3548
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wa-wa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:03:21 02-06-12    Temat postu:

Ciekawe co się stało Allison że Ray był taki poważny.
Odcinek jak zawsze świetny, tylko mało Grety którą bardzo polubiłam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
madoka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2010
Posty: 30685
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:28:48 03-06-12    Temat postu:

Ooo, nowa postać do kolekcji. Muszę przyznać, że cokolwiek by się nie działo, uwielbiam wszystkich członków rodziny Ray'a. Tym bardziej, że chcąc, nie chcąc łączą ich cudowne relacje, godne niewątpliwie pozazdroszczenia. Sama Alli wydawała się być ciepłą osóbką, jednak zachowanie względem brata, mogło świadczyć o jakimś przykrym doświadczeniu w jej życiu. A być może właśnie Ray jest osobą, której bezgracznie ufa i której wyzna, co tak naprawdę zaszło. A Serina?? Kobieta anioł! Mam nadzieję, że uda jej się cokolwiek zdziałać w sprawie Mirandy i Michael'a - tym bardziej, że tak bardzo zależy im na pokoiku dla dziecka. Znając jednak jej siłę perswazji i urok osobisty, jestem pewna, że osiągnie cel. Czekam z nicierpliwością na nowy odcinek, bo chyba już wiesz, jak uwielbiam to opowiadanie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:48:08 03-06-12    Temat postu:

Jestem i ja
Uwielbiam całą rodzinę Raya! Wszyscy razem tworzą naprawdę ładny obrazek, a to ciepło i rodzinna atmosfera bije na kilometr z każdego zdania Nawet jakoś specjalnie nie przeszkadzało mi, że nie ma sceny w której Ray i Serina byliby sami, a przecież wiesz, że kocham tę dwójkę!
Cieszy mnie obecność Mirandy, ale zastanawiam się jaka tajemnica związana jest z jej postacią. I tak jak Monika, sądzę, że Ray jest osobą, której dziewczyna się zwierzy ze swoich problemów. A Serina? Cudowna kobieta i mam nadzieję, że Ray wkrótce uświadomi sobie jaki skarb ma pod nosem
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:48:23 04-06-12    Temat postu:

Dziękuję dziewczyny za komentarze :*

Wiem, że wszystkie nie możecie się doczekać sceny kiedy Ray i Serina będą sami, więc dla tych "spragnionych" może to nie jest do końca to na co liczyłyście, ale zawsze jakiś przedsmak

ODCINEK 11

Serina od godziny leżała na plecach i wpatrywała się w sufit. W pokoju od dłuższego czasu panował mrok, a wszyscy domownicy dawno zasnęli. Mimo iż była wykończona podróżą i wrażeniami jakie wywarła na niej rodzina Raya, nie mogła zmrużyć oka. Odwróciła głowę i zerknęła na śpiącego obok Collinsa. Wsparła się na łokciu i powoli wyciągnęła dłoń chcąc odgarnąć z jego czoła zbłąkany kosmyk włosów. W ostatniej chwili jednak zawiesiła dłoń i zacisnęła ją w pięść. Przymknęła oczy i westchnęła. Zabrała dłoń i powoli wyswobodziła się spod kołdry. Za palcach podeszła do fotela i sięgnęła po bluzę Ray’a, którą rzucił niedbale zanim położył się spać. Przycisnęła ją do siebie i po cichu wyszła z pokoju zamykając za sobą delikatnie drzwi. Zarzuciła na siebie bluzę i ruszyła schodami w dół. Nie wiedziała co właściwie chciała zrobić i gdzie pójść. Skierowała się do kuchni, ale zanim zdążyła do niej wejść usłyszała, że ktoś już tam jest. Zatrzymała się przy ścianie i nadstawiła uszu, bo ktoś wyraźnie szlochał. Kiedy upewniła się, że wcale się nie myli zmarszczyła brwi i weszła do kuchni. Przy blacie na stołku barowym siedziała Allison. Szybko otarła policzki z łez.
- Przepraszam, nie wiedziałam, że ktoś tu jest – skłamała i przyjrzała się przez moment Allison. Uśmiechnęła się blado, a jej twarz oświetlało światło księżyca.
- Nie mogłam spać – wyjaśniła cicho i pociągnęła nosem. Serina podeszła do lodówki.
- Moja mama zawsze mówiła, że na sen najlepsza jest szklanka mleka – odezwała się i wyciągnęła butelkę, po czym rozejrzała się dookoła.
- W szafce na górze – poinstruowała ją Allison.
- Dzięki – Serina wyjęła dwie wysokie szklanki i napełniła je mlekiem. Podeszła do blatu i podała jedną szklankę siostrze Raya.
- Dziękuję – wyszeptała. Serina usiadła obok i upiła łyk. Przez chwilę siedziały w milczeniu.
- Nosisz bluzę Raya? – zapytała w końcu Allison. Serina uśmiechnęła się nieznacznie i przytaknęła.
- To taka moja mała słabość – odezwała się i spojrzała na Alli – poza tym lubię jego perfumy – dodała rozbawiona chcąc rozładować napięcie. Niespodziewanie Allison ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać.
- Przepraszam – odezwała się po chwili wycierając nos.
- Co się stało? – Serina położyła jej dłoń na plecach dodając tym samym otuchy – źle się czujesz? – zapytała zaniepokojona. Allison jednak pokręciła głową – mogę ci jakoś pomóc? – zapytała nie wiedząc co właściwie mogłaby zrobić. Allison ujęła jej dłoń i spojrzała w oczy.
- Nie mów nikomu o tym co tu zobaczyłaś, proszę – poprosiła. Serina spojrzała na nią nie bardzo rozumiejąc – zwłaszcza Rayowi. To najbliższa mi osoba na tym świecie, ale nie mogę mu powiedzieć o co chodzi – wyszlochała – nie potrafię – dodała i rozpłakała się na dobre. Serina nie zastanawiając się dłużej objęła ją ramieniem i mocno przytuliła.
- W porządku dzisiaj mu nie powiem, ale sama będziesz musiała to zrobić – powiedziała poważnie. Allison otarła policzki z łez i skinęła głową – on bardzo cie kocha i zrobi wszystko by ci pomóc. Bez względu na to co się stało – dodała pewna siebie – wiesz o tym prawda? – Allison spojrzała jej w oczy.
- Zawsze byłam tą która uchodziła za odpowiedzialną i rozsądną. Zawsze to ja byłam dla niego oparciem – powiedziała i spuściła głowę – jak mam spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że to nie prawda? – zakryła dłonią oczy i znów zaczęła płakać.
- Zrozumie – powiedziała pewnie Serina – to twój brat. Będzie za tobą stał murem. Zawsze – uśmiechnęła się łagodnie. Allison przytuliła ją mocno.
- Dziękuję – wyszeptała. Serina pogładziła jej plecy.
- Na mnie również możesz liczyć – zapewniła i uśmiechnęła się do niej – jeśli będziesz chciała porozmawiać, powiedz – zachęciła, a Alli skinęła głową i zeszła ze stołka.
- Idę się położyć – odparła – dobranoc – dodała cicho i wyszła. Serina przeczesała włosy palcami i westchnęła. Nie wiedziała co właściwie się stało, ale czuła, że Allison się boi. Ma problem z którym sama nie umie sobie poradzić i nie wie jak ma to powiedzieć bliskim. Serina pokręciła głową i chwyciła szklankę z mlekiem po czym ruszyła w stronę tarasu. Uchyliła drzwi i wyszła na zewnątrz. Od razu poczuła rześkie nocne powietrze. Przymknęła oczy i odetchnęła głęboko. Czuła, że mogłaby polubić, a nawet pokochać to miejsce. Miasto, ten dom i rodzinę, która mimo, iż widziała ją po raz pierwszy tak życzliwie ją przyjęła. Objęła się ramionami i oparła biodrami o barierkę patrząc w rozgwieżdżone niebo. Nagle poczuła jak czyjeś ciepłe i silne ramiona obejmują ją od tyłu. Do nozdrzy dotarł zapach znanych perfum. Ray. Przymknęła powieki i oparła się o jego umięśnioną klatkę piersiową.
- Co jest? – wyszeptał jej do ucha.
- Nie mogłam spać – wyznała – nowe miejsce, dużo wrażeń – dodała cicho.
- Nie zdążyłem ci podziękować, za to, że zaproponowałaś pomoc Michaelowi i Mirandzie – powiedział i pocałował ją w głowę.
- To nic wielkiego. Cieszę się, jeśli mogę się komuś na coś przydać – powiedziała i głos jej się załamał. Ray delikatnie odwrócił ją w swoją stronę i ujął podbródek by spojrzała mu w oczy.
- Więc co się dzieje? Jesteś smutna. Ktoś coś ci powiedział? – zapytał zakładając jej włosy za ucho.
- Nie – zaprzeczyła i przygryzła policzek od środka powstrzymując cisnące się do oczu łzy - twoja rodzina jest wspaniała – powiedziała szeptem. Ray chwycił ją za biodra i uniósł sadzając na barierce.
- Przeziębisz mi się – powiedział i oparł dłonie na barierce po obu jej stronach – to nie bezsenność jest przyczyną tego, że stoisz tu sama, a nie śpisz ze mną w łóżku, prawda? – bardziej stwierdził niż zapytał. Serina spuściła głowę.
- Dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie jak wiele los mi odebrał – powiedziała a po jej policzku popłynęła samotna łza. Ray ujął jej policzek w dłoń i kciukiem otarł słoną kroplę – masz kochających rodziców, babcię, która mimo swoich poglądów jest ciepłą kobietą – wyznała unikając jego wzroku – masz liczne rodzeństwo. Każde z was jest oparciem dla drugiego. Możecie na siebie liczyć. Cieszycie się kiedy macie możliwość by się spotkać. Ja już zapomniałam jak to jest…..- spojrzała mu w oczy. Ray milczał patrząc na nią jedynie z czułością w oczach – moja babcia odeszła kiedy byłam dzieckiem, rodzice zginęli w wypadku, a brat z każdym dniem oddala się ode mnie coraz bardziej. Zamknął się przede mną kilka lat temu a teraz tylko się to pogłębia, a ja zostałam sama – wyznała – czasem…… - głos jej się załamał a łzy znów popłynęły po policzku – chciałabym czuć, że bratu na mnie zależy, że otacza mnie opieką, że po prostu mnie przytula – dodała cicho i pierwszy raz od bardzo dawna pozwoliła na to by zapłakać. Dopiero teraz Ray zrozumiał jak wielki ból Serina nosi w sercu i dlaczego nie angażuje się w związki. Boi się odrzucenia. Boi się, że jak poczuje że ktoś jest dla niej ważny, ten ktoś odejdzie. Zostawi ją samą sobie. Z pękniętym sercem. Tak jak on zostawiał przez tyle lat kobiety. Co prawda za każdym razem była to tylko jedna noc, ale to on był specjalistą od ucieczek. Był przykładem mężczyzny, którego w swoim życiu nie chciała Serina. Był jednym z wielu, którzy postępują w ten sam sposób. Ranią. Problem w tym, że po raz pierwszy w życiu on nie chciał uciekać rankiem. Co więcej wpuścił kobietę do swojego życia, mieszkania, łóżka i rodziny na dłużej niż na jedną noc. Chciał być dla niej przyjacielem. Nie facetem, który ją zastawi kiedy nadarzy się okazja, ale przyjacielem na którego może liczyć. Cieszył się, że Serina otworzyła się na niego na tyle by pozwolić mu zagościć w jej życiu na dłużej. Nie chciał składać jej obietnic bez pokrycia, zachęcać do związku, bo sam nie był na to gotowy. Sam nie chciał się wiązać na poważnie, tak jak nie chciała tego Serina. Układ był między nimi jasny.
- Nie płacz – poprosił i przelotnie musnął jej usta w delikatnej pieszczocie po czym mocno ją przytulił. Serina objęła go za szyję i wtuliła twarz w jego ramię. Po raz pierwszy od dawna nie czuła się sama. I za to była wdzięczna Rayowi.
Oboje nie mieli pojęcia, że nie tylko oni i Allison nie śpi w tym domu. Greta obserwowała ich zza firanki przy oknie tarasowym. Widząc jak jej wnuk z czułością odnosi się do Serina uśmiechnęła się tylko do siebie. Polubiła tę dziewczynę od samego początku i doskonale wiedziała, że ona zmieni jej wnuka. Odkryje w nim to, co chciał zachować głęboko. A ona nie zamierzała stać bezczynnie. Musiała im pomóc. Uśmiechnęła się szeroko i przygryzając dolną wargę ruszyła przed siebie zastanawiając się co może dla nich zrobić.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:24:53 04-06-12    Temat postu:

Melduję, że jestem i przeczytałam ^^ Serina po raz kolejny udowadnia, że jest aniołem a teraz już wiemy, że chce czuć się potrzebna i kochana, że nie miała w życiu lekko. Scenka między nią a Rayem jak zwykle cudowna W tej chwili najbardziej mnie interesuje co knuje Greta - jestem pewna, że już ona znajdzie sposób, by Ray i Serina przejrzeli na oczy
Przepraszam, za ten marny komentarz, ale wczoraj do późna oglądałam mecz, w sumie spałam niecałe pięć godzin więc padam na twarz...
Wysilę się bardziej przy następnym odcinku. Obiecuję ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
madoka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2010
Posty: 30685
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:53:41 04-06-12    Temat postu:

Ajaj, kobieto nie wiem, jak to robisz, ale wiedz, że jesteś odpowiedzialna za każdy uśmiech i za każde łzy wzruszenia, jakie towarzyszą mi podczas czytania tego opowiadania. Ma ono w sobie taaaaką moc, że nie jedna książka w księgarni mogłaby mu jej pozazdrościć. Serina faktycznie po raz kolejny okazała się być aniołem. Wsparcie i troska, jakimi obdarzyła osobę Allison były wyrazem iście dobrej duszyczki, która drzemie w jej wnętrzu. Co jednak najważniejsze wzbudza zaufanie, dzięki czemu ludzie nie kryją się w jej towarzystwie ze swoimi lękami, czy obawami. A Ray?? Uhh, cóż to jest za mężczyzna. Wszystkie tutejsze opisy jego zachowań, wyglądu, charakteru stanowią perfekcyjność w każdym calu. Nawet jeśli on sam był do tej pory chodzacym kobieciarzem. Człowiekiem bez jakichkolwiek zobowiązań. Po prostu nie idzie go nie uwielbiać! Tym bardziej, gdy ma się w pamięci wszystkie jego czułe gesty względem Seriny, wszystkie ciepłe słowa. I ta namiętność...No jest, jest pomiędzy nimi na każdym kroku. Podczas najzwyklejszej w świecie rozmowy. Mam nadzieję, że ta dwójka pomoże sobie nawzajem - Serina nauczy Ray'a kochać, a on ją obdarzy prawdziwą rodziną i szczęściem Po tym odcinku jeszcze niecierpliwiej czekam na kolejny

Ostatnio zmieniony przez madoka dnia 21:59:01 04-06-12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mina107
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 29 Kwi 2012
Posty: 3548
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wa-wa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:16:51 04-06-12    Temat postu:

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!
Przepraszam,
Już spokojnie. Zacznę od końca. Greta jest zdecydowanie moją ulubioną
postacią i czuję że nieźle to wszystko wykombinuje kiedy reszta rodziny nie będzie się niczego spodziewać. A sceny Seriny i Raya są niesamowite.
Czekam na kolejny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:50:40 07-06-12    Temat postu:

Tak się zastanawiam dziewczyny, co ja właściwie mogę Wam powiedzieć na początek przede wszystkim dziękuję za miłe komentarze kiedy je czytam utwierdzam się w przekonaniu, że wstawienie tego opowiadania było bardzo dobrym pomysłem
Jeśli chodzi o Raya to bardzo się cieszę, że udało mi się stworzyć jego postać właśnie taką, jak ją odbieracie niezmiernie mi miło, że budzi w Was tak pozytywne emocje
A co takiego może knuć Greta? hm..... sama tego jeszcze do końca nie wiem, no ale znając mnie może coś wymyślę
W każdym razie teraz zapraszam na kolejny odcinek


ODCINEK 12

- Co się dzieje malutki? – Kaile podeszła do psa i pogłaskała go po głowie. Szczeniak jedynie spojrzał na nią i zaskomlał. Sięgnęła do jego nosa i zauważyła, że jest suchy i gorący. Przygryzła dolną wargę i sięgnęła po swoją torebkę w poszukiwaniu wizytówki, którą dzisiaj w lecznicy dał jej Sean. Prosił by do niego zadzwoniła kiedy tylko z psem coś będzie się działo. Sięgnęła po telefon i wystukała numer.
- Tylko odbierz – powiedziała do siebie patrząc ze smutkiem na szczeniaka.
- Sean Gilbert słucham – usłyszała.
- Cześć Sean, tu Kaile – przywitała się przygryzając wargę.
- Cześć – od razu się rozpogodził – coś się stało? – zapytał
- Miałam do ciebie zadzwonić, jeśli coś będzie się działo ze szczeniakiem.
- Tak, a co się dzieje? – zapytał zaniepokojony.
- Nie porusza się, jest osowiały, skomle przez cały czas i liże łapę – wyjaśniła.
- W porządku. Podaj mi adres – poprosił. Kaile posłusznie zrobiła o co prosił i podeszła do psa – jestem niedaleko, więc będę za dziesięć minut – odparł.
- Dobrze. Czekam – rzuciła do słuchawki i odłożyła telefon na stolik. Usiadła na podłodze opierając się o kanapę plecami. Szczeniak zaskomlał i spojrzał na nią smutnymi oczami – wytrzymaj jeszcze chwilę proszę maleńki – powiedziała do niego i pogłaskała go delikatnie po główce i podrapała za uszami. Mimo iż, jak zdążyła zauważyć , bardzo to lubił teraz nawet nie zareagował, co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że coś jest nie tak. Westchnęła i zerknęła na zegarek. Sean powinien zaraz być. W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi. Kaile natychmiast zerwała się i podbiegła otworzyć. W progu stał Sean. Miał na sobie jasne dżinsy i czarny sweterek z podciągniętymi do łokci rękawami.
- Wejdź – zaproponowała i wpuściła go do środka po czym kiwnęła głową w stronę salonu – leży tam – Sean wszedł do środka i od razu zauważył leżącego na posłaniu szczeniaka. Zawsze ciekawy teraz nawet nie podniósł głowy. Patrzył tylko jak Sean zbliża się do niego. Kucnął i wyciągnął z torby słuchawki. Osłuchał psa po czym zaczął go delikatnie badać sprawdzając pyszczek, nos, oczy, uszy, aż dotknął łapy. Pies zaskomlał i schował łapkę pod siebie. Sean uśmiechnął się do niego i pogłaskał go delikatnie po głowie.
- Wygląda na to, że szczeniak jest silniejszy niż mi się wydawało. Środki przeciwbólowe które mu podałem przestały działać – wytłumaczył i sięgnął do swojej torby po strzykawkę.
- Co teraz? – zapytała Kaile i uklękła obok. Sean spojrzał jej w oczy.
- Podam mu coś silniejszego – zerknął za zegarek – tamte już dawno przestały działać – powiedział i spojrzał na nią – pomożesz mi? – zapytał.
- Jasne, co mam robić?
- Złap go za pyszczek i mocno dmuchaj mu w nos, a ja w tym czasie podam mu środek – Kaile skinęła głową i zrobiła co kazał. Dzięki temu pies nawet nie poczuł ukłucia i nie zdążył się zdenerwować. Sean uśmiechnął się do niej i schował zużytą strzykawkę do specjalnego pudełka, po czym zasunął torbę. Podrapał psa za uchem – powinno pomóc. Gdybyś nie miała nic przeciwko temu to zaczekał bym chwilę, żeby sprawdzić jak środek się przyjmie. Jest bardzo silny i czasami u niektórych psów występuje reakcja alergiczna na substancje w nim zawarte – wyjaśnił poważnie.
- Pewnie – uśmiechnęła się z wdzięcznością – nie chciałabym znów dzwonić do ciebie w nocy – odparła i wstała – napijesz się czegoś? – zapytała i ruszyła do kuchni. Sean chwycił torbę i postawił ją na kredensie.
- Jeśli mogę prosić o kawę, to z miłą chęcią – powiedział i usiadł przy stole. Kaile zmarszczyła brwi i zerknęła na zegarek.
- O tej porze? – zapytała unosząc brew. Sean uśmiechnął się zawadiacko.
- Jestem na nogach od wczorajszego wieczora. Spałem może ze trzy godziny w lecznicy dzisiejszej nocy, muszę jakoś dojechać do domu – wyjaśnił i potarł nasadę nosa. Kaile wyjęła kubek z szafki i nasypała do niego kawę.
- Ty tak zawsze? – zapytała zaciekawiona – to nie jest zdrowe by tyle pracować – zauważyła zalewając kawę wrzątkiem.
- Czasami jest to konieczne – przyznał i spojrzał na nią kiedy stawiała przed nim kawę – dziękuję – uśmiechnął się blado i zanim zdążyła sięgnąć po cukiernice upił już łyk. Uniosła pytająco brew – jeśli chce się obudzić nigdy nie słodzę – wyjaśnił z uśmiechem. Kaile skinęła głową i usiadła naprzeciwko.
- Widzę, że jesteś już wprawiony w takich sytuacjach – zauważyła.
- Zawód weterynarza, tak jak i lekarza wymaga poświęcenia – wyjaśnił – nie pracuje tyle zawsze. Akurat w nocy zadzwonił do mnie właściciel pobliskiego rezerwatu. Weterynarz, który zajmował się ich zwierzętami na zmianę ze mną, nie zdążył dolecieć z Montany, a mieli tygrysa, który natychmiast wymagał operacji.
- Tygrysa? – Kaile omal nie zakrztusiła się czekoladą którą piła.
- Tak – uśmiechnął się – pomagam ojcu w prowadzeniu lecznicy i dodatkowo współpracuje z jednym z rezerwatów. Zwykle mają lepsze przygotowanie do takich sytuacji. Wczorajsza noc była wyjątkiem. Musiałem im pomóc inaczej tygrys mógł umrzeć.
- Rozumiem – przyznała i uśmiechnęła się.
- Kiedy wróciłem spałem może trzy godziny i czekała mnie kolejna operacja w lecznicy. Ojciec nie mógł mnie zastąpić, więc nie miałem wyjścia i musiałem zrobić co do mnie należy. Nie jestem z tego powodu zadowolony, bo do operacji powinien się dobrze przygotować i przede wszystkim wyspać, ale są sytuacje których nie da się przewidzieć – dodał.
- i do tego jeszcze ja cie ściągnęłam – zauważyła i przygryzła dolną wargę. Sean uśmiechnął się szeroko.
- Bardzo dobrze zrobiłaś – przyznał – dla każdego zwierzęcia lepiej jest jeśli już leczy się u jednego weterynarza. Przynajmniej wiem co podawałem.
- No tak. Mimo wszystko mam nadzieję, że nie będzie konieczności żebym znów cie wzywała – powiedziała i upiła łyk czekolady. Sean zerknął na nią i uśmiechnął się – a ten tygrys? Co z nim? – zapytała zaciekawiona. Sean upił łyk kawy i przeczesał włosy palcami.
- Mam nadzieję, że przeżyje. Choruje od bardzo dawna i ta operacja była nieunikniona. Wszyscy myśleli jednak, że można będzie jeszcze poczekać. Stało się inaczej – westchnął – kiedy wyjeżdżałem z rezerwatu jego stan po operacji był stabilny i wybudził się ze śpiączki. Dwie godziny temu dzwonił właściciel rezerwatu i powiedział, że jak na razie wszystko jest w porządku – powiedział – wierzę, że tak pozostanie. Ten kot wiele przeszedł – kiedy napotkał pytające spojrzenie Kaile oparł łokcie o stół – został wyrwany z rąk kłusowników, którzy wywieźli go nielegalnie z Amazonii. Trafił do tutejszego rezerwatu w bardzo ciężkim stanie. Pobity, wygłodzony i odwodniony. Miał powyrywane niektóre pazury i wybity kieł. A po szeregu badań okazało się, że jest również ciężko chory i ten transport, który zapewnili mu kłusownicy mógł go nawet zabić. W tej chwili staramy się postawić go na nogi do takiego stanu by można było przewieźć go do rezerwatu w Montanie. Tam będzie mu lepiej niż tutaj. Lasy, drzewa. Przynajmniej po części poczuje się jak w domu, bez zagrożenia, że znów ktoś go skrzywdzi – powiedział zaciskając zęby.
- Nie mogę uwierzyć, że na świecie żyją ludzie, którzy mają sumienie by tak krzywdzić zwierzęta. One mają większe prawa by żyć na tym świecie niż my – powiedziała z błyskiem w oku.
- Zgadzam się – przyznał – dlatego zostałem weterynarzem. Robię co w mojej mocy by pomagać zwierzętom.
- Może gdyby mój ojciec był inny ja również robiłaby to co ty – przyznała. Sean spojrzał na nią.
- Co masz na myśli? – zapytał. Kaile zapatrzyła się w swój kubek.
- Mój ojciec nie wyobrażał sobie, że jego córka może zostać kimś innym niż architektem, więc zrobił wszystko by mnie zmusić do studiowania tego kierunku. Jeśli bym się sprzeciwiła miałabym zamknięte drzwi na każdą uczelnię i nie skończyłabym nic. Bez wykształcenia i pieniędzy nie miałam szans na to by się utrzymać. Musiałam więc skończyć studia. Później wyjechałam do Miami i zaczęłam pracę w biurze architektonicznym przyjaciela ojca – wyjaśniła - a kiedy zarobiłam wystarczająco pieniędzy skończyłam kurs na trenera psów i oto jestem – uśmiechnęła się z goryczą.
- Jesteś bardzo odważna – przyznał z aprobatą Sean – nie każdy na twoim miejscu miałby odwagę i chęć do tego by zawalczyć o swoje marzenia.
- Ja nigdy nie chciałam być taka jak mój ojciec. Zawsze chciałam żyć po swojemu gdzie nikt nic by mi nie kazał – prychnęła z furią – a teraz mam tylko Serinę, bo ojciec się do mnie nie odzywa i nie pozwala na to matce – dodała i zamrugała powstrzymując łzy- przepraszam – uśmiechnęła się blado i wstała wstawiając kubek do zlewu. Oparła się o niego dłońmi i odetchnęła głęboko – nie powinnam zawracać ci głowy moimi problemami. Właściwie nie wiem dlaczego ci to powiedziałam – zaśmiała się nerwowo i przeczesała włosy palcami. Sean wstał i podszedł do niej powoli. Nagle poczuł podziw dla tej dziewczyny. Była nie tylko ładna, ale również inteligentna i odważna. Nie mógł się oszukiwać, że tego nie widzi. Może i został zraniony, ale był też facetem i potrafił patrzeć. Kaile była kobietą o jaką mogliby zabijać się faceci tacy jak on. Wstawił kubek do zlewu ocierając się o jej ramię. Spojrzała mu w oczy zaszklonym wzrokiem. Samotna łza popłynęła jej po policzku. Sean wyciągnął dłoń i wierzchem dłoni delikatnie otarł kroplę. Nagle oboje usłyszeli jakiś ruch w salonie. Odwrócili się w tamtą stronę. Szczeniak wstał i powoli ze spuszczonym łbem wszedł do kuchni. Sean uśmiechnął się szeroko i kucnął wyciągając dłoń do psa. Szczeniak szturchnął go pyszczkiem i polizał machając jednocześnie ogonem. Kaile pochylił się i podrapała go po uszach.
- Jak widać środek zaczął działać – zauważył – na pewno jest głodny – powiedział i spojrzał Kaile w oczy. Dziewczyna skinęła głową a on wstał.
- Na mnie już czas - uśmiechnął się i ruszył do salonu po swoją torbę – dziękuję za pyszną kawę – Kaile uśmiechnęła się w odpowiedzi.
- Przynajmniej tak mogłam ci podziękować za to, że mimo wszystko tak szybko przyjechałeś.
- To moja praca – dodał i pogłaskał ostatni raz psa po czym skierował się do wyjścia – dobranoc.
- Dziękuję – powiedziała i pocałowała go szybko w policzek. Kiedy Sean spojrzał na nią z błyskiem w oku poczuła jak jej policzku rumienią się delikatnie. Uśmiechnął się i otworzył drzwi.
- Do zobaczenia – pożegnał się i wyszedł. Kaile oparła się o zamknięte drzwi i pokręciła głową z uśmiechem. Przecież miała dać sobie spokój ze związkami.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:00:54 07-06-12    Temat postu:

Ostatnio tyle było Collinsów, że zupełnie zapomniałam o tej dwójce ;P Wstyd!
Ta dwójka to nic innego jak kolejny przykład tego, jak fantastycznie potrafisz budować relacje między bohaterami i opisywać, w zasadzie krok po kroku, jak rodzi się między nimi uczucie ^^ Dla mnie jak zwykle świetnie i wiesz co? Trochę żałuję, że szczeniak im przerwał, ale z drugiej strony - co się odwlecze... I jeszcze jedno - zawsze mnie rozczulają faceci, troskliwie zajmujący się zwierzakami i ci, troskliwie zajmujący się dziećmi, także Sean bardzo sobie u mnie zaplusował, chociaż nie wiem, czy jest w stanie dogonić Raya ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
madoka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2010
Posty: 30685
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:15:11 09-06-12    Temat postu:

Kolejny, cudowny odcinek. Kaile i Sean tworzą naprawdę wspaniały duet, prawdziwych miłośników zwierząt. Cieszę się, że wspólna pasja z każdym dniem zbliża ich do siebie coraz bardziej. Szczególnie, że oboje zasługują na prawdziwe szczęście. A zaufanie, jakim dziewczyna obdarzyła Sean'a jest jedynie potwierdzeniem tego, że łączy ich coś wyjątkowego. O czym niekoniecznie jeszcze do końca wiedzą.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Następny
Strona 4 z 12

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin