Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sleeping with ghosts
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:19:09 27-11-10    Temat postu:

Z moimi planami co do bohaterów wyjdzie właśnie około 40 Chcesz spojler na gg?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:21:07 27-11-10    Temat postu:

jeśli to coś innego niż to, co mi kiedyś mailem przesłałaś, to oczywiście, że chcę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:25:02 27-11-10    Temat postu:

Tak mam nowe pomysły, nadal masz to GG, które używałyśmy podczas konfy?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:26:31 27-11-10    Temat postu:

odkąd tylko mam neta mam ciągle ten sam numer
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:33:49 05-12-10    Temat postu:



Odcinek 21

Cass

Przyjrzała się mężczyźnie siedzącemu obok i zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy nqa pewno robi to co powinna. Matka całe życie powtarzała, że ma robić to co powinna, a nie to co chciałaby. Dlatego tak bardzo nie cierpiała Drake'a, według Catherine, nigdy nie powinna go poznać i był winny ich coraz gorszym stosunkom. To Catherine połowicznie była odpowiedzialna za ich rozwód, podsycała drobne, przejściowe problemy do rangi katastrof, sytuacji bez wyjścia. Cass czasami zastanawiała się czy nie powinna wtedy po prostu zamknąć jej drzwi przed nosem, może byłaby nadal z Drake'm. Szczęśliwa. Delikatny wstrząs sprowadził ją na ziemię, nie dosłownie, biorąc pod uwagę, że znajdowała się 2000 metrów nad ziemią i skupiła się na byłym mężu. Dostrzegła zaciśnięte pięści i zamknięte oczy, jak za każdym razem, gdy kiedykolwiek lecieli samolotem. Czasami aż nie mogła uwierzyć, że tak odważny, męski facet może mieć paniczny lęk przed lataniem, ale czuła w stosunku do tego czułość. Cieszyła się, że jednak ma jakąś słabość, bo inaczej zwariowałaby tym nadmiarem doskonałości.
- Dobrze się czujesz? -Zapytała, a on otworzył oczy i uśmiechnął się ironicznie.
- Cudownie... A co chcesz potrzymać mnie za rękę? - Pokręciła głową z irytacją i wróciła do udawania zaczytanej. - I tak wiem, że udajesz.
- Tak? - Przybrała znudzony ton, by przykryć zaciekawienie. Miała serdecznie dość tej podróży, a nawet się nie zaczęła. Strach przed tym co może z niej wyniknąć.
- Trzymasz książkę do góry nogami. - Speszona spojrzała na literki, ale nie zauważyła niczego podobnego.
- Wcale nie.
- Ale to, że musiałaś się upewnić, daje do myślenia. - Kolejny wstrząs przeszedł przez samolot, a za oknem rozbłysły błyskawice.
- Nie cierpię samolotów. - Zgrzytnął zębami i zacisnął dłonie na oparciu fotela, aż pobielały mu kostki.
- Wiem, sam się upierałeś na tą podróż, więc nie miej pretensji. - Spojrzał na nią ze złością, ale po chwili jego oczy zmieniły wyraz na "Mam ciekawy pomysł, a ty nie mas za dużo do gadania."
- Pewnie, ale możesz mnie uspokoić. Pamiętasz nasz lot na Kretę? - Uśmiechnął się tak uroczo, że miała ochotę pacnąć go książką w głowę.
- Nie przypominam sobie... - Rumieniec, który wystąpił na jej twarz i szyję mówił coś z goła innego. Oczywiście, że pamiętała co się wydarzyło podczas lotu na Kretę, ale myślenie o tym nie prowadziło do niczego dobrego.
- A ja tak. Było bardzo ciekawie, ciasno i gorąco... - Nie wytrzymała i dostał "Dumą i uprzedzeniem" w czoło.
- Zachowuj się, byle jak, ale się zachowuj. - Parsknęła śmiechem na widok jego miny.
- Mam nadzieję, że wynajęłaś jeden pokój w hotelu, bo po ostatnich wydarzeniach bez sensu byłoby robić inaczej. - Wyraźnie zaznaczył aluzje do ostatniej nocy w jego mieszkaniu. No cóż, wtedy nie było im potrzebne nawet łóżko, ledwo dotarli do mieszkania. Co jak co, ale gdy Drake się na coś uparł potrafił być baaardzo przekonujący.
- Śnij dalej. Wynajęłam apartament z dwoma sypialniami. - Rzuciła, kładąc szczególny nacisk na dwa ostatnie słowa.
- Niepotrzebna strata pieniędzy. - Czy on mógłby otworzyć oczy jak z nią rozmawia? Byłoby miło. - I tak nie pozwolę Ci spać gdziekolwiek poza moim łóżkiem. Mam zamiar zrobić wszystko, żebyś zdała sobie sprawę, że nie możesz beze mnie żyć. I im szybciej się z tym pogodzisz tym lepiej. - Cieszyła się jednak, że nie patrzył, przynajmniej wtedy mogła ukrywać swoje uczucia. Kolejny wstrząs wywołał dreszcz przechodzący przez jego ciało.
- Wszystko ok? - Skinął głową nieuważnie, zaciskając powieki. Przewróciła oczami, decydując się w jednej chwili. Nie miała zamiaru dłużej na to patrzeć. - Och, dobra. - Odłożyła książkę i nachyliła się nad nim przyciskając usta w wrażliwe miejsce za uchem, tam, gdzie bił puls. Ostatnie tygodnie udowodniły, że nie ma szans by się bronić przed przyznaniem, że nadal go kocha, więc najzwyczajniej w świecie się nie broniła.
- Co robisz? - Otworzył gwałtownie oczy i poszukał wzrokiem jej oczu.
- Odciągam twoją uwagę na czas turbulencji. - Przygryzła płatek jego ucha i zjechała ustami niżej po szyi.
- Aha. - Odprężał się powoli, z każdym kolejnym ruchem, a Cass zaczęła się cieszyć, że w pierwszej klasie było zaledwie kilku podróżujących i każdy teraz smacznie spał. Drake wybrał nocny lot, pewnie z nadzieją, że prześpi całe sześć godzin, jak zwykle nadaremnie.
- Lepiej? - Uśmiechnęła się przejeżdżając wargami po jego policzku, ale w odpowiedzi dostała tylko kolejne zaciśnięcie się jego rąk na oparciu. Oznaczało to, że musi się bardziej postarać. Oderwała jego dłoń od fotela i zamknęła w swojej, odsuwając podłokietnik, w ten sposób pozbywając się przeszkody. A miała przez cały wyjazd być opanowana i niedostępna... Cóż, gdy chodzi o coś takiego jak uspokajanie byłego męża skierowując jego uwagę na inny tor, czasami nie masz wyjścia. Zwłaszcza, gdy planujesz, że to także jest twój przyszły mąż. Skoro on chciał jej udowadniać, że nie może bez niego żyć, miała zamiar się bronić, ale tylko troszeczkę. W końcu zabawa polega na gonieniu, nie złapaniu króliczka.
- Nie przestawaj... Pomagasz... - Przecież wiem, że pomagam, uśmiechnęła się w duchu. Pocałowała go, przygryzając jego dolną wargę, po chwili znajdowała się na jego kolanach, co było niebezpieczne zważając na kolejny komunikat o turbulencjach i późniejszy o lądowaniu.
- Za piętnaście minut lądujemy. Prosimy zapiąć pasy i dziękujemy za wybranie naszych linii... - Cass przestała słuchać i oderwała się od Drake'a. Wyglądało na to, że jego myśli zajmują się teraz innym tematem niż lądowanie, co było bardzo wskazane. Szybko wróciła na swoje miejsce, zapinając pas, jednocześnie nie wypuszczając dłoni mężczyzny. Tak w razie czego... Jasne Cass, jesteś idiotką jeśli sądzisz, że nadal panujesz nad swoim życiem, porzuciła tę myśl i zamknęła oczy. Nawet ona nie lubiła tego momentu podróży samolotem.

Wyszedł taki, byle jaki, ale jestem(znowu) chora, więc... Chyba mi wybaczycie?


Ostatnio zmieniony przez Sunshine dnia 10:42:28 05-12-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:30:28 05-12-10    Temat postu:

Wreszcie lecą do Włoch, a w zasadzie to chyba już dolecieli
Chciałabym zobaczyć tę scenkę na ekranie swojego tv;D
Najbardziej podobał mi się fragment:
...gdy chodzi o coś takiego jak uspokajanie byłego męża skierowując jego uwagę na inny tor, czasami nie masz wyjścia. Zwłaszcza, gdy planujesz, że to także jest twój przyszły mąż. Skoro on chciał jej udowadniać, że nie może bez niego żyć, miała zamiar się bronić, ale tylko troszeczkę. W końcu zabawa polega na gonieniu, nie złapaniu króliczka.

Odcinek wcale nie jest byle jaki, zupełnie nie rozumiem co od niego chcesz;)

ps. Zdrowiej szybko :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:57:19 07-12-10    Temat postu:

Ogólnie sporo do poprawki. Jak przeczytałam go bez gorączki to aż zgrzytnęłam zębami ze zgrozy. Dzięki za koma
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:42:42 07-12-10    Temat postu:

Ja też nigdy nie jestem zadowolona ze swoich "wypocinek" jak je czytam po jakimś czasie (nawet jak pisałam je bez gorączki;))... może jesteśmy zbyt ambitne?;P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:47:47 07-12-10    Temat postu:

No ale wysłałam ich do Włoch jak chciałaś i to do mikołajek, nawet w czasie się wyrobiłam, więc chyba nie jest źle.
Zbytnia ambicja też szkodzi
I nie waż się mówić o swoich dziełach per wypociny, tylko ja tak mogę
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:57:12 07-12-10    Temat postu:

No i bardzo dobrze, że w końcu polecieli do tych Włoch
Może Cass w czasie tego wyjazdu powinna "zaciążyć"? Miałaby idealne wytłumaczenie dlaczego jej były mąż powinien znów stać się jej obecnym mężem;D
Zapamiętam, ale nie gwarantuję, że zastosuję się do tego polecenia;)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:01:11 07-12-10    Temat postu:

Mowy nie ma, wystarczy mi jedna bohaterka mdlejąca na każdym kroku. Zresztą oni sie kochają, poradzą sobie bez tego
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:03:40 07-12-10    Temat postu:

Cass to mi nie wygląda na taką, co by miała mdleć na każdy kroku;)
Wiem, że się kochają - widać to z każdego odcinka, więc tym bardziej taki mały "bonus" by się przydał
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:55:05 11-12-10    Temat postu:



Odcinek 22

Sean
Miał naprawdę kiepski dzień i gdyby nie fakt, że miał do kogo wracać, pewnie właśnie zawróciłby do baru i upił się na umór. Jednak w domu czekały na niego dwie kobiety o tym samym imieniu, które ubarwiały jego życie. I nawet to, że dzisiaj wypadał 23 kolejnego miesiąca, dzień urodzin Ellie i śmierci Sandy... Przycisnął dłonie do twarzy i dopiero, gdy się uspokoił sięgnął do klamki.
- Jest tu ktoś?! - Zawołał, próbując brzmieć radośnie i przekrzyczeć kolędy wydobywające się z rozkręconego na cały regulator radia. Sekundę później z kuchni wypadła jak burza Lenny z jego córeczką na rękach. Na głowach obie miały czepeczki-mikołajki i były umorusane czekoladą. Sean po raz pierwszy tego dnia uśmiechnął się naprawdę szczerze.
- Dekorowałyśmy pierniki.
- Upiekłaś pierniki? - Odłożył reklamówki ze świątecznymi zakupami i podszedł do blondynki wyciągając ręce po córeczkę.
- Yhm, co kupiłeś? - Zaciekawiona zaczęła przeszukiwać torby, do czasu aż nie złapał ją za ramię i nie odciągnął.
- Tam są prezenty, nie tykać. - Pogroził jej palcem wolnej ręki i położył Ellie na bujaku.
- Nie mamy na to pieniędzy! - Powiedziała ze zgrozą, choć w jej oczach było widać trudną do krycia radość.
- Lenny, wiem, że według ciebie nadal jesteś tu ze względu na to, że nie mam z kim zostawiać Ellie, ale dla mnie jesteśmy rodziną. Trochę dziwną, ale rodziną. - Bezradnie patrzył jak oczy dziewczyny wypełniają się łzami i nie wiedział jak temu zaradzić.
- Sean...
- Jeśli tak nie sądzisz, nie szkodzi, tylko proszę nie płacz. - Dorzucił zdesperowany widząc jej szloch.
- Mógłbyś przestać gadać? Zamieniasz się w moją siostrę... - Zarzuciła mu ręce na szuję i przytuliła, a co on biedny żuczek mógł zrobić innego w tych okolicznościach jak odwzajemnić uścisk? Nic.
- Ej już, uspokój się, proszę. - Przyciągnął ją bliżej i uśmiechnął się. - Trzeba położyć mała spać. - Poczuł skinięcie głowy w okolicach jego ramienia i uznał to za zgodę.
- Wezmę ją, a ty rozpakuj te torby, skoro już chcesz robić z tego tajemnice. - Powiedział miękkim głosem i zniknęła we wnęce, gdzie stało łóżeczko Ellie. Mieszkanie składało się z dwóch pokoi, wnęki w "salonie", gdzie był urządzony kącik małej na środku pokoju stała kanapa, która zajmowała Lenny, która za żadną cenę nie chciała zamienić się i spać w łóżku, które zajmowało niemal całą powierzchnie niewielkiego pokoiku. Pół godziny później wszystko było już na swoim miejscu, a dziewczynka spała już jak suseł. Za to Lenny kręciła się niespokojnie, widocznie starając się podjąć jakąś decyzję. Sean w końcu wyłączył i tak nudny program i odwróciła się do dzwoniącej garkami blondynki.
- Co się dzieję? Jeśli to co powiedziałem... - Lenny porzuciła swoje "absorbujące" zajęcie i upadła na kanapę kilka centymetrów od niego.
- Nie po to chodzi... A właściwie o to, bo właściwie... - Nabrała powietrza.- Nie byłam wobec ciebie całkiem szczera. - W głowie zapaliła mu się czerwona lampka.
- Tak? - Starał się brzmieć spokojnie.
- Chciałeś znaleźć rodziców Sandy, a ja od kilku tygodni wmawiam Ci, że śledztwo stoi w miejscu. - Obróciła się tak, by patrzeć mu w oczy, a on pozwolił jej dokończyć. - Oni tu byli. - Patrzyła dalej jakby badała jego reakcje.
- Co?! - Nie wytrzymał i krzyknął, a ona natychmiast zasłoniła mu usta dłonią wskazując na łóżeczko Ellie.
- Daj mi dokończyć. - Jej głos wpadał w błagalne tony i nadal nie zdejmowała ręki z jego ust, jakby się bała, że jej nie pozwoli. - Wyglądali na bogatych, takich, dla których liczy się tylko własne życie i nie zwracają ile ludzi przy tym skrzywdzą. Zabraliby Ci Ellie. - Powiedział dobitnie, a on zastanowiła się skąd u diabła mogła to wiedzieć. - Patrzyli na nią, jakby już była ich własnością, a to ja trzymałam ją na rękach. - Zrozumiał, bała się i starała się go chronić. - Więc wmówiłam im, że Ellie jest moja, to znaczy, że Eliie jest naszą córką. - Dopiero teraz powoli odjęła dłoń od jego ust i spojrzała na niego, jakby czekała na wyrok.
- Gdyby nie to, że Sandy dawała mi do zrozumienia jacy są jej rodzice w życiu bym Ci nie uwierzył, ale wygląda na to, że muszę Ci podziękować. - Uśmiechnął się, a z jej twarzy powoli zaczął znikać udręczony wyraz.
- Czyli nie masz zamiaru mnie zabić, ani wyrzucić? - Zapytała dla upewnienia.
- Nie. - Pokręciła głową i naszła go myśl, żeby ją pocałować. Chroniła go, dbała o niego i Ellie, może rzeczywiście powinni zostać rodziną? Nie wahając się dłużej pochylił się i przycisnął usta do jej warg, znieruchomiała, ale po sekundzie poczuł, że zaczyna odwzajemniać pocałunek.
- Dziękuje. - Odsunął się na dwa centymetry i spojrzał jej w oczy.
- Czy to było w ramach podziękowania? - Chyba była zaniepokojona.
- Nie, ale to będzie. - Kolejny pocałunek przeciągnął się dłużej i po chwili kwili już w półleżącej pozycji, a koszulka Lenny leżała na podłodze.
- Wiesz, chyba jednak możemy się zamienić na spanie. - Odsunęła się, gdy zajął się guzikiem jej jeansów.
- W sumie, w łóżku byłoby wygodniej. - Pokręciła głową ze śmiechem i powróciła do przerwanej czynności, czyli ściągania jego T-shirtu.
- W sumie...


Ostatnio zmieniony przez Sunshine dnia 23:01:46 11-12-10, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:45:15 12-12-10    Temat postu:

Sean, Lenny i Ellie - śliczny obrazek... teraz tylko czekam, kiedy go zburzysz, bo znając życie sielanka nie będzie trwać wiecznie, a rodzice Sandy pewnie nie dadzą tak łatwo za wygraną
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Sunshine
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2009
Posty: 25183
Przeczytał: 76 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:00:41 12-12-10    Temat postu:

Rodzice może nie, ale na święta przyjeżdża do Cohena siostrzyczka, więc jeśli pamiętasz naszą rozmowę na jej temat to zrozumiesz, że wyjdzie ładna Moda na sukces
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13, 14  Następny
Strona 11 z 14

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin