Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

"Pogarda, duma i miłość" ODCINEK 22
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
conan235
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 07 Sty 2011
Posty: 302
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Polska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:03:00 27-04-11    Temat postu:

Fajny tytuł Obsada też może być
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Charrito
Aktywista
Aktywista


Dołączył: 09 Kwi 2011
Posty: 328
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:53:53 29-04-11    Temat postu:

Pierwszy raz widzę jakąś twoją telenowelę. Ale podoba mi się obecność Maritzy Rodriguez .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:45:13 09-05-11    Temat postu:

Nowa postać:

[link widoczny dla zalogowanych]
Georg Neuhauser jako George Midwall(37l.)- szanowany i boaty arystokrata, wdowiec, ma dwie córki, 15-letnią Cynthię i 12-letnią Ofelię. Jest zauroczony panienką Reliance

[link widoczny dla zalogowanych]

Następnego dnia...

William tuż po śniadaniu wybrał się na przejażdżkę konną. Lubił od czasu do czasu popędzić przez pola na swym pięknym, karym arabie, któremu dał na imię Swann. Galopując myślał o tym, co powiedział Albertowi. Wiedział, że nie powinien był tak go potraktować, ponieważ wiele mu zawdzięczał. Mimo swego podeszłego wieku nadal zarządzał majątkiem, na temat czego William nie miał najmniejszego pojęcia, bo nigdy go to nie interesowało.
Pomyślał sobie, co będzie, jeśli Albert umrze. W końcu kiedyś musiało to nastąpić, co znaczyło, że nadszedł czas, by wreszcie zająć się interesami ojca. Nie miał na to ochoty, ale był do tego zmuszony. Postanowił, że po powrocie do domu poprosi Alberta, aby wtajemniczył go w to wszystko.

Elizabeth z samego rana, przed śniadaniem, udała się do stajni, sama bez trudu osiodłała Junonę i pognała przez las. Była naprawdę szczęśliwa, czując wiatr we włosach.
Pędziła przez pole, kiedy jej klacz zatrzymała się gwałtownie, okazując wyraźny niepokój.
- Juno, co się stało?- spytała, z czułością głaskając ją po karku. Mimo tego Junona nie chciała dalej ruszyć. Elizabeth zsiadła z niej, rozglądając się dookoła za czymś, co mogło przestraszyć jej klacz. Nie dostrzegła nic, prócz tego, że Juno podnosiła lekko przednie kopyto. Kiedy Elizabeth chciała unieść ją wyżej, by sprawdzić, o co chodzi, koń stawiał opór.
- Jak mam Ci pomóc, nie wiedząc, co się stało?- spytała i zrezygnowana usiadła na pobliskim pniu.

Kiedy William przejeżdżał przez pole, zauważył konia miotającego się obok drobnej, ślicznej dziewczyny, siedzącej na pniu. Miała ona jasną cerę i długie czarne włosy, które w promieniach słońca zdawały się być nieomal koloru kasztanowego. Ubrana była w biało- szarą suknię, szytą według najnowszej mody, oraz śnieżno biały płaszcz z kapturem. Widząc zmartwioną minę dziewczyny, od razu zorientował się, że ma ona jakiś problem z koniem, więc podjechał do niej.
- Czy mógłbym panience w czymś pomóc?- spytał, posyłając jej swój czarujący uśmiech.
Elizabeth usłyszawszy nad sobą czyiś głos, podniosła głowę. Spojrzała lekko przestraszona na młodego mężczyznę, który właśnie zsiadł z konia. Był wysoki, postawny, miał czarne oczy i włosy. Ubrany był w typowy strój jeździecki w szarym odcieniu.
- Mój koń zatrzymał się nagle...- odrzekła po chwili.- Z tego, co zauważyłam, coś jej doskwiera w przednim lewym kopycie, ale nie wiem dokładnie co, ponieważ Junona.- wskazała na konia.- Nie chce podnieść nogi. Byłabym wdzięczna za pomoc w tej sprawie.- dodała, spoglądając na nieznajomego prosząco.
William spojrzał na klacz, po czym podszedł do niej powoli. Głaskając ją po łbie, delikatnie chwycił wskazaną przez Elizabeth nogę. Zwierzę poruszyło się gwałtownie, okazując wyraźny niepokój.
- Juno, nie bój się...- powiedział powoli William, obniżając głos. Klacz uspokoiła się i podniosła kopyto ku górze. Will obejrzał je i wyjął kolec, który utknął między podkową, a kopytem.
- Już po bólu.- powiedział, z uśmiechem, spoglądając na Elizabeth.
- Dziękuję.- odrzekła ona, dygając lekko.
Potem William pomógł jej wsiąść na konia.
- Panienka wybaczy, iż się nie przedstawiłem. Jestem hrabia William Swann.- ukłonił się lekko, po czym dosiadł swego konia.
- Miło mi pana poznać. Ja mam na imię Elizabeth Reliance.- odrzekła ona.- Niedawno się tu przeniosłam wraz z rodzicami i bratem z Londynu. Zastanawia mnie jedna rzecz... Dlaczego nie było pana na przyjęciu, jakie urządził pan Midwall, aby przywitać moją rodzinę?- spytała, spoglądając na niego.
- Cóż...- William wbił wzrok w ziemię, myśląc nad jakimś odpowiednim wyjaśnieniem.- Byłem zajęty. Miałem ważne spotkanie.- powiedział w końcu.
- Ach, rozumiem.- odrzekła Elizabeth.
- Czy istnieje szansa, by zechciała panienka się ze mną zobaczyć?- spytał po chwili milczenia William.
- Nie miałabym nic przeciwko.- powiedziała ona.
- W takim razie może spotkamy się w tym miejscu, koło południa i wybierzemy na przejażdżkę konną?- spytał z nadzieją w głosie.
- Bardzo lubię jazdę konną, więc chętnie przyjmę pańskie zaproszenie, panie hrabio.- zgodziła się Elizabeth, posyłając mu swój promienny uśmiech.
- Bardzo jestem rad z tego powodu.- odrzekł William.- A teraz niech mi panienka wybaczy, muszę zająć się pracą.- dodał, skłaniając się nisko, po czym pogalopował w stronę swego domu.
Z piersi Elizabeth wyrwało się ciche westchnienie. Juno ruszyła powoli, niosąc ją w siodle. Minąwszy ostatnie drzewa, w oddali ujrzała pana Midwalla, który również udał się na przejażdżkę konną.
- Witam, panienko.- skłonił się, zdejmując kapelusz.- Czy mogę się przyłączyć?- spytał.
- Ależ oczywiście.- odrzekła grzecznie Elizabeth.
- Panienka wybaczy moją ciekawość, ale przejeżdżając przez las zauważyłem, iż panienka rozmawiała z pewnym młodym człowiekiem. Czy wiesz panienko, któż to jest?- spytał pan Midwall, spoglądając na nią.
- Cóż, przedstawił się jako hrabia William Swann. Wydał mi się bardzo miłym i czarującym człowiekiem. Pomógł mojej klaczy, kiedy w jej kopyto wbił się kolec. Odniosłam wrażenie, że Juno nawet go polubiła.- odrzekła Elizabeth, głaszcząc swego konia.
- Tak, z pewnością hrabia Swann jest czarujący. Nawet zwierzęta płci żeńskiej są mu przychylne.- uśmiechnął się pan Midwall.- Ale musi panienka o czymś wiedzieć. Hrabia Swann został wykluczony z towarzystwa ze względu na swą opinię.- dodał ostrzegawczo.
- To znaczy?- spytała Elizabeth, poruszona jego słowami. Poczuła się dotknięta tym, że hrabia Swann ją okłamał.
- Cóż, nie bardzo wiem, jakby to ująć, by panienki nie zgorszyć.- powiedział pan Midwall, zamyślając się chwilę.- William Swann ma słabość do alkoholu i pań, nawet tych lekkiego obyczaju. Dlatego też nie jest przyjmowany w żadnym domu.- wyjaśnił w końcu.
Elizabeth zrozumiała wszystko bardzo dokładnie. Resztę drogi do domu milczała. Pan Midwall odprowadził ją, po czym wrócił do domu.
Całą resztę dnia panna Reliance rozmyślała o tej sprawie, szczególnie zaś o jutrzejszym spotkaniu, jakie obiecała hrabii. W końcu posłała swoją służącą, Stephanie, do rezydencji Swannów, z wiadomością, iż nie będzie mogła pojawić się na umówionym spotkaniu.

William siedział w salonie, parę razy czytając list od panienki Reliance, nie mogąc uwierzyć swoim oczom.

"Drogi panie hrabio,
Niestety nie mogę pojawić się na jutrzejszym spotkaniu. Pan Midwall w porę ostrzegł mnie przed panem. Z uwagi na to, jaką ma pan opinię, nie mogę narażać swojej, spotykając się z panem, hrabio Swann.
Z poważaniem, Elizabeth Reliance."

William w końcu wstał,podszedł do kominka, upijając łyk whisky ze szklanki, zmiął kartkę i z całej siły walnął pięścią w ścianę.
- Przeklęty Midwall...- wysyczał.- Muszę coś zrobić, aby przekonać do siebie panienkę Reliance.- postanowił stanowczo, wylewając do kominka resztę whisky, które miał w kieliszku. Ogień podsycił się pod wpływem alkoholu, ale wkrótce z powrotem osłabł.- Od teraz żadnego alkoholu.- dodał, chowając butelkę.
Albert obserwował swego pana, uchylając drzwi jadalni, gdzie nakrywał do kolacji.
- Może jeszcze nie wszystko stracone? Czyżby panicz wreszcie postanowił się zmienić?- mówił do siebie, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Potem wszedł do salonu, powiadamiając swego pana, iż podano kolację.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 11:52:35 14-05-11    Temat postu:

Musiałam przeczytać sobie jeszcze raz wszystkie odcinki bo dawno już nie byłam na forum i sobie wszystko zapomniałam Bardzo wciągnęła mnie twoja telcia! Wstaw jak najszybciej nowy odcinek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:54:37 14-05-11    Temat postu:

Dzięki
Postaram się, żeby odcinek był jak najszybciej...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:49:41 19-05-11    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]

Następnego dnia...

Rano, przy śniadaniu, panicz Swann ponownie zaskoczył starego sługę.
- Albercie, mam do Ciebie prośbę.- powiedział William, dziś wyjątkowo rezygnując z porannego whisky na rzecz soku pomarańczowego.
- Tak, panie hrabio?- spytał Albert zaskoczony alkoholową abstynencją swego pana.
- Zaraz po śniadaniu zasiądę wraz z Tobą i wtajemniczysz mnie w interesy ojca, to całe zarządzanie majątkiem i tak dalej.- powiedział niedbale, wzdychając lekko. Nie miał ochoty spędzić reszty życia nad papierami, tak jak ojciec,ale najwidoczniej było to nieuniknione.
- Doprawdy panicz chce się tym zajmować?- Albert spojrzał na Williama zaskoczony. Nie mógł jednak ukryć radości, jaką napawała go ta nagła przemiana młodego hrabiego.
- Nie chcę, lecz muszę.- odrzekł panicz.- Wiem, że moja przemiana jest dla Ciebie zaskoczeniem, ale być może w końcu dojrzałem?- zamyślił się chwilę.- W każdym razie wiem, że muszę odbudować szacunek i dobre imię mojej rodziny, który tak bezmyślnie porzuciłem.- dodał, dopijając sok.
- Twój ojciec byłby z Ciebie dumny.- powiedział Albert, mając nieomal łzy w oczach. Kiedy tracił już nadzieję na przemianę panicza, oto zdarzył się cud.

Elizabeth siedziała w ogrodzie, czytając książkę. Nie mogła się jednak skupić na fabule, bo jej myśli zaprzątał hrabia Swann. Wiedziała, że jako dobrze wychowana panna nie powinna myśleć o kimś takim jak on. Był bezwstydnym pijakiem, który uwodził kobiety, a potem porzucał. Za nic w świecie nie dałaby zrobić z siebie jego kolejnej zabawki. I do tego kłamał jej prosto w oczy, tak perfidnie, bez zająknięcia. Śpieszył się do pracy? Nawet nie chciała domyślać się, gdzie, bądź do kogo hrabia tak się wtedy śpieszył. Jednak umysł Elizabeth ukazywał jej najokropniejsze obrazy Williama z tymi upadłymi kobietami, w łóżku...
- Boże, to nieprzyzwoite myśleć o takich rzeczach.- przywołała się do porządku, starając skupić na czytaniu, jednak wyobraźnia nie dawała za wygraną.- Jakiż to okropny człowiek...- westchnęła, zamykając w końcu książkę.- Cóżeś ze mną uczynił, Williamie Swann?- spytała sama siebie, spoglądając na niebo.

Alistair Reliance siedział w gabinecie swego ojca, Johnathana, przeglądając papiery. Jego praca niezwykle interesowała młodego panicza, dlatego też pan Reliance nie wyobrażał sobie nigdy lepszego spadkobiercy, niż jego jedyny, pierworodny syn. Alistair od dziecka przyglądał się pracy ojca i uczył z ogromnym zapałem, aby jego ukochany tata był zeń dumy.
Rozmyślania młodego panicza Reliance przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę wejść.- powiedział, spoglądając na drzwi.
- Alistair?- do gabinetu weszła jego matka, Margareth.- Johnathan już wyszedł?- spytała, spoglądając na syna.
- Tak, tata jakieś pół godziny temu wziął powóz i pojechał do miasta, by doglądnąć budowy tartaku.- odrzekł Alistair, porządkując papiery leżące na biurku.
- Ach, szkoda. Chciałam poradzić się go w sprawie zastawy, jaką mamy wybrać na przyjęcie powitalne dla markiza de la Perte.- westchnęła Margareth.- Właśnie, słyszałam od Elizabeth, iż zamierzasz rozmówić się z nim.- dodała.
- Owszem. Myślę, że pora aby określił swe zamiary.- odrzekł Alistair.- W końcu Lizzie nie może czekać wiecznie. Byłbym rad, gdyby została żoną mego serdecznego przyjaciela, i na dodatek markizą.- uśmiechnął się, spoglądając na matkę.
- Ja też, synku, i jestem pewna, iż ojciec również pragnie tego z całego serca.- powiedziała pani Reliance.- Wszak już raz powiedział, że z chęcią pobłogosławiłby ten związek.- wspomniała z uśmiechem.
- Tak, pamiętam.- zaśmiał się on.- Ja Ci pomogę wybrać zastawę, matko.- powiedział po chwili Alistair, schował papiery ojca do szuflady biurka, wstał, podszedł do matki, podając jej swe ramię, i oboje opuścili gabinet.

Pan George Midwall wybrał się na przejażdżkę konną ze swym przyjacielem, hrabią Butlerem.
- Andrew.- zwrócił się do niego po imieniu.- Co myślisz o panience Reliance?- spytał.
- Cóż, to bez wątpienia śliczne, skromne, dobrze wychowane dziewczątko.- odrzekł hrabia Butler.- Czemu pytasz? Czyżbyś chciał się ponownie ożenić?- spojrzał na przyjaciela, unosząc lekko brew ku górze.
- Być może...- uśmiechnął się tajemniczo pan Midwall.- Państwo Reliance z pewnością nie byliby przeciwni mi, lecz niestety, podobno, panienka Reliance ma już wybranka.- powiedział z lekkim smutkiem.- Jest to młody, przystojny, bogaty markiz z Francji, nazywa się Antoiné de la Perte.- dodał, wzdychając lekko.
- Cóż, to faktycznie spora konkurencja.- odrzekł Andrew.
- Zaiste.- potwierdził George.- Mam jednak pewien plan. Podczas balu powitalnego przedstawię markizowi mą córkę, Cynthię. Gdyby tak udało się ją z nim wyswatać...- zamyślił się, a na jego ustach zagościł uśmiech.
- Nie uważasz, że Cynthia jest jeszcze za młoda?- spytał hrabia Butler zaskoczony pomysłem przyjaciela.
- Ma już piętnaście lat, Andrew.- odrzekł ze spokojem pan Midwall.- Nie uważam, aby to był zbyt wczesny wiek na ślub. Moja matka wychodząc za mąż miała lat czternaście.- wyjaśnił, popędzając swego konia w stronę pobliskiego lasu.
Hrabia jedynie westchnął i pojechał za nim.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:56:31 19-05-11    Temat postu:

Hrabia zrobił na panience Lizzie takie wrażenie, że biedna nie może teraz przestać o nim myśleć, zresztą ona też chyba mu się spodobała, skoro dla niej - czy też przez jej list - postanowił się zmienić i naprawić nadszarpniętą reputację
Nie podoba mi się ten cały Midwall - jak można posługiwać się córką, żeby pozbyć się konkurenta do serca panienki Lizzie?
Pozdrawiam i czekam na new:)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 17:31:41 20-05-11    Temat postu:

Odcinek fantastyczny Panna Lizzie to ma powodzenie...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:42:55 20-05-11    Temat postu:

Dziękuję za komentarze...

agam, cóż, pan Midwall trochę tu namiesza...

Aneta:) cieszę się, że podoba Ci się moje opowiadanie... Tak, tak Lizzie ma powodzenie. Z pewnością zasługą jest jej uroda, młodość, bogata rodzina, ale także i to, że jest kimś nowym w Cardiff
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 15:33:39 25-05-11    Temat postu:

Kiedy kolejny odcinek ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:10:39 25-05-11    Temat postu:

Nowa postać:
[link widoczny dla zalogowanych]
Naomie Harris jako Ailyn(22l.)- służąca pracująca w gospodarstwie Swannów, pochodzi z Afryki. Jedna z byłych kochanek Williama, bardzo o niego zazdrosna.

[link widoczny dla zalogowanych]

Dwa dni później...

Ta przejażdżka zaczęła się dla Elizabeth całkiem zwyczajnie. Pędziła na Junonie przez łąki i pola, starając się uwolnić od dręczących myśli. Niedługo miał przybyć Antoiné, oświadczyć się, pojąć ją za żonę i zabrać do Francji. Marzyła o tym od momentu, kiedy ujrzała go u progu dawnego domu w Londynie. Alistair wracał wtedy ze studiów i przywiózł ze sobą markiza de la Perte. Pamiętała dokładnie ich potajemne spotkania w ogrodzie, skradzione pocałunki, to jak tańczyli na balach...
Elizabeth wiedziała, że powinna się cieszyć, ale jakoś nie mogła. Najbardziej denerwowała ją myśl, iż powodem tego może być hrabia William Swann. Owszem, pod względem opinii nie dorównywał markizowi, ale miał w sobie coś pociągającego. A może to właśnie ta jego niepokorność, łamanie zasad i niebezpieczny urok tak ją w nim pociągały? To, że nie był kolejnym grzecznym chłopcem?
Jedno wiedziała na pewno- nienawidziła siebie za to, że mogła się zainteresować kimś takim jak hrabia Swann.
Nagle Junona wyraźnie czymś przestraszona, podniosła się na tylnych nogach, zrzucając swoją panią z siodła. Elizabeth uderzyła z impetem o ziemię. Klacz miotała się obok, aż w końcu pognała przed siebie.
- Juno! Wracaj!- krzyknęła panienka Reliance, niestety na próżno. Błąkała się jakiś czas po polach. Kiedy zaczęło się ściemniać, zmęczona, głodna i przerażona usiadła na powalonym pniu.
- Czy ktoś mi pomoże?- pytała zapłakana.

William siedział wraz z Albertem w gabinecie, przeglądając papiery, kiedy pod oknem usłyszał ciche rżenie. Wstał, podszedł do okna, i ujrzał stojącego niedaleko konia.
- Cóż to?- spytał Albert, wkładając okulary.
- Przecież to klacz panienki Reliance!- uprzytomnił sobie młody hrabia, po czym szybko wybiegł z gabinetu.
- Panienki Reliance?- powtórzył Albert.- "Ta Elizabeth Reliance, która niedawno przeniosła się tu z Londynu? Skąd panicz William może ją znać? Czyżby to ona była przyczyną jego przemiany?"- w jego głowie mnożyły się setki pytań.

Junona zaprowadziła Williama do Elizabeth. Na szczęście była niedaleko jego domu. Dziewczyna spała na ziemi. Natychmiast otulił ją swoim frakiem, na rękach zanosząc do domu. Albert od razu przygotował łóżko w pokoju gościnnym.
- Jest strasznie zziębnięta. Ileż musiała tam siedzieć.- powiedział zmartwiony hrabia.
Ailyn ofiarowała jedną ze swych koszul nocnych i pomogła Albertowi przebrać panienkę Reliance. William stał na korytarzu.
- Ma lekką gorączkę.- powiedział Albert, wychodząc z pokoju.
- Zaraz poślę po lekarza, oczywiście zawiadomię jej rodziców i brata... Pewnie się o nią martwią.- odrzekł młody hrabia, natychmiast wydając służącym polecenia.
Lekarz przybył szybko, zbadał Elizabeth, podał leki i odjechał. William siedział potem jakiś czas przy jej łóżku, póki nie pojawił się brat panienki Reliance, Alistair.
- Natychmiast zabieram moją siostrę do domu.- zdecydował od razu, nim jeszcze przekroczył próg.
- Lekarz mówił, żeby poczekać z przewożeniem do rana, dopóki gorączka nie spadnie. Inaczej może jej się pogorszyć.- odrzekł William.
- Dobra.- zgodził się Alistair.- W takim razie zostaję tu z nią, aż do rana.- dodał, siadając przy łóżku siostry.
Hrabia Swann siedział niemal całą noc w salonie. Ailyn pochyliła się nad nim.
- Panicz powinien się położyć...- zaczęła, nieśmiało siadając obok niego na kanapie.- Mogę zrobić paniczowi masaż...- dodała, dotykając lekko jego ramienia.
- Zostaw mnie...- strącił brutalnie jej dłoń.
- Ale przecież pan mnie chciał wtedy...- zarumieniła się lekko na wspomnienie nocy, którą spędzili razem.
- Na boga, Ailyn, to było kiedyś i już się nie powtórzy, rozumiesz?- niemal na nią krzyknął, wstał, po czym opuścił pokój.

Rano Elizabeth obudziła się w jakimś obcym pokoju, ubrana w jakąś dziwną koszulę nocną. Przestraszyła się, ale widząc brata, który siedział przy jej łóżku, uśmiechnęła się lekko.
- Alistair...- powiedziała cicho.
- Co się stało, Lizzie?- spytał, spoglądając na nią z troską.
- Pamiętam, że Junona przestraszyła się czegoś, zrzuciła mnie i uciekła. Potem błąkałam się, aż w końcu zasnęłam gdzieś pod lasem.- odrzekła Elizabeth, rozglądając się po nieznanym sobie pokoju.- Gdzie my jesteśmy?- spytała.
- W domu hrabiego Williama Swanna. To on Cię znalazł.- wyznał Alistair. Sądząc po jego minie, wcale mu się to nie podobało. Nie lubił widocznie panicza Swanna.
- Jak to?- spytała panienka Reliance, łapiąc się za głowę.
- Junona pojawiła się przy jego domu, i zaprowadziła go do Ciebie. Przynajmniej on tak mówi.- odrzekł jej brat.
- Ach, przynajmniej Juno się znalazła.- odetchnęła z ulgą Elizabeth.- Wracajmy do domu.- wstała z łóżka.
- Jesteś pewna, że dasz radę?- spytał z troską Alistair.
- Tak. Nie mam ochoty przebywać tu ani minuty dłużej.- potwierdziła.

Panna Reliance wraz z bratem została na śniadaniu. W jadalni panowała grobowa cisza, przerywana jedynie brzękiem sztućców i szkła.
Przed południem oboje opuścili dom hrabiego. William chodził resztę dnia ze skwaszoną miną.
- Cóż się stało, paniczu?- spytał w końcu Albert.
- Na rękach przyniosłem ją do tego domu, posłałem po lekarza, kupiłem lekarstwa, a nawet nie usłyszałem żadnego podziękowania.- burknął niezadowolony William.
- Cóż, czasem i tak bywa.- westchnął pan Jenkins, po czym udał się do jadalni, by nakryć do stołu przed kolacją.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 16:13:01 27-05-11    Temat postu:

Odcinek super Will niczym książę z bajki ratuje E.
Szkoda mi Ailyn, oddała się W. a ten teraz ją odpycha.
Czekam na nowy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:18:10 27-05-11    Temat postu:

Dziękuję za komentarz... :*
Cieszę się, że Ci się podoba...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aneta:)
King kong
King kong


Dołączył: 02 Cze 2006
Posty: 2457
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 23:03:41 27-05-11    Temat postu:

Oczywiście, że mi się podoba
Kiedy wstawisz nowy odcinek?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
namida1991
King kong
King kong


Dołączył: 14 Paź 2009
Posty: 2780
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Gdańska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 0:09:48 28-05-11    Temat postu:

Nie wiem, ostatnio nie mam czasu ani weny, by pisać, ale postaram się napisać na następny piątek...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Telenowele Strona Główna -> Archiwum Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 2 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin