Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Not to love you [14]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 13, 14, 15  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
nowa:)
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 31 Maj 2015
Posty: 41
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:34:12 01-07-15    Temat postu:

czekam na next
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:08:33 05-08-15    Temat postu:

- 13 -

Wróciła do domu przyjemnie zmęczona, z przeświadczeniem, że jeśli można w jakikolwiek sposób przedawkować endorfiny, to właśnie to zrobiła. Powinna mieć wyrzuty sumienia, być zła na siebie, ale czuła tylko jakąś dziwną energię rozrywającą ją od środka. Kiedy jednak tuż po wejściu do salonu przywitało ją mordercze spojrzenie Jay’a, poczuła, że uszło z niej całe powietrze.
– Gdzie byłaś? – zapytał zimnym, opanowanym tonem, opierając przedramiona o kolana i splatając dłonie w koszyczek.
– Z Nadine – odparła, starając się by głos jej nie drżał. – Stało się coś?
– Owszem – przyznał i nie odrywając od niej przenikliwego spojrzenia powoli podniósł się z kanapy. – Wróciłem do domu wcześniej, bo chciałem zrobić mojej uroczej żonie niespodziankę – mówił powoli zbliżając się do niej i omiatając wzrokiem jej idealną sylwetkę, odzianą w zbyt krótką i zbyt wyzywającą sukienkę, która więcej odsłaniała niż zasłaniała. – I co zastałem? Pusty dom! Dzwoniłem, ale nie raczyłaś nawet odebrać. Dopiero od Charlesa dowiedziałem się, że Carson jest u niego, a ty…
– A ja wyszłam z Nadine! – przerwała mu, nie mając ochoty wysłuchiwać pretensji pod swoim adresem. – Inne dziewczyny w moim wieku bawią się i korzystają z życia podczas gdy ja nieustannie siedzę w domu, zmieniam pieluchy i dogadzam tobie na wszystkie możliwe sposoby – wygarnęła mu, zaskakując tym samą siebie. – Chyba raz na jakiś czas mogę też wyjść z przyjaciółką w piątkowy wieczór.
– Chryste, Jolie! – jąknął z rezygnacją, przesuwając dłonią po twarzy i starając się zapanować nad kotłującymi się w nim emocjami. – Nie odbierałaś telefonów, wracasz w południe po całej nocy i wyglądasz jak… – urwał i zacisnął nerwowo szczęki, odwracając od niej wzrok, jakby się jej brzydził.
– No dokończ! – odparowała hardo, ściągając na siebie jego spojrzenie i odważnie patrząc mu w oczy. – Powiedz w końcu co tak naprawdę o mnie myślisz!
– Jesteś zwykłą dziwką, Joliesse Charbonnier…

Zerwała się gwałtownie z łóżka i odruchowo przyłożyła dłoń do klatki piersiowej w miejscu, gdzie jej serce trzepotało jak oszalałe. Zrobiła kilka głębokich wdechów i przesunęła drżącymi dłońmi po twarzy, wplatając palce w gęste włosy i zamierając na moment w bezruchu z głową pochyloną do przodu i za wszelką cenę starając się zapomnieć o tym koszmarze. Przez moment zastanawiała się czy Jay faktycznie mógłby zareagować w taki sposób i czy ona sama kiedykolwiek odważyłaby się rozmawiać z nim w takim tonie, ale szybko porzuciła te rozważania, bo przecież nie prowadziły do niczego. Niezależnie od tego, jak cudownie czuła się z Caretem, nie powinna dopuścić do tego, by to się kiedykolwiek powtórzyło, bo w końcu zabiją ją wyrzuty sumienia, które już i to w dość drastyczny sposób zaczęły dawać o sobie znać, przygniatając ją swoim ciężarem. Nie miała jednak w sobie siły i dość odwagi ani by powiedzieć Jaydenowi, że oto znalazła ojca swojego dziecka i spędziła z nim cholernie upojny poranek, ani tym bardziej wyznać Carterowi, że jest ojcem jej dziecka. Była na to wszystko za słaba, nie mówiąc już o tym, że samej trudno jej było uwierzyć w to wszystko co się wyarzyło. Czuła, że tkwi między młotem, a kowadłem i każde rozwiązanie jakie wybierze będzie złe, bo ktoś będzie cierpiał. Jeśli powie o wszystkim Jaydenowi, skrzywdzi nie tylko jego, ale też małego Carsona, który był dla niego oczkiem w głowie. Jeśli powie Carterowi, że został tatą, to pewnie i tak niczego nie zmieni, bo skoro nie przeszkadzał mu fakt, że jest zamężna, to dlaczego nagle miałby się przejąć tym, że jest ojcem? Jedno było pewne – w obydwu przypadkach najpewniej zostanie z tym wszystkim sama.
Westchnęła cicho i zwlokła się z łóżka, starając się wykrzesać z siebie choć odrobinę energii, co nie było wcale takie proste z racji coraz bardziej palących ją wyrzutów sumienia i… kaca. Zdecydowanie nie powinna spożywać alkoholu w ilości większej niż co najwyżej łyk szampana, bo każda kropla więcej oznaczała zawsze to samo – potworny ból w czaszce i to okropne uczucie w ustach, których nie dało się w żaden sposób zwalczyć.
Zerknęła na elektroniczny zegarek, zwalczając w sobie pokusę ponownego wtulenia się w miękką poduszkę i przespania całego dnia. Musiała się jednak jakoś ogarnąć, pojechać po prezent dla matki, a na koniec odebrać małego Carsona od ojca. Doprowadzenie się do jako takiego wyglądu zajęło jej trochę więcej czasu niż zwykle, ale w końcu stanęła przed lustrem w letniej, kwiecistej sukience. Uśmiechnęła się krzywo do swojego odbicia i przygładziła materiał na biodrach, poprawiła jakieś niesforne kosmyki włosów, a na koniec spojrzała sobie w oczy.
– Jesteś beznadziejna, Jolie… potwornie beznadziejna i nic nie uratuje cię od zguby, jeśli się w porę nie opamiętasz – powiedziała cicho, wycelowując w swoje odbicie palcem wskazującym. – No, więc ogarnij się kobieto i przestań żyć mrzonkami – upomniała się surowo i szybko zbiegła na dół, zgarniając po drodze torebkę i kluczyki do samochodu choć nie była pewna czy powinna prowadzić w takim stanie. Ciała i umysłu. I bynajmniej nie miała na myśli tylko kaca.
Otworzyła z rozmachem wejściowe drzwi i stanęła jak wryta.
– Jay? – zagadnęła, uśmiechając się blado i zastanawiając się czy naprawdę stał przed nią jej mąż, czy to tylko figiel zmęczonego umysłu.
– Tak witasz swojego ukochanego męża? – spytał rozbawiony, rozkładając szeroko ramiona, a Jolie poczuła jak właśnie w tym momencie uchodzą z niej wszystkie resztki powietrza.
– Myślałam, że będziesz dopiero jutro wieczorem – stwierdziła, z premedytacją unikając patrzenia w jego błyszczące tęczówki. – Właśnie miałam jechać do ojca po Carsona – dodała, chcąc go wyminąć, ale zatrzymał ją, kładąc chwytając ją w pół i zmuszając do cofnięcia się. Kiedy ponownie stała tuż przed nim położył jej dłonie na biodrach i przyciągnął ją ciasno do siebie.
– Bo za chwilę naprawdę pomyślę, że nie cieszysz się z mojego wcześniejszego powrotu – wymruczał cicho, zawisając prowokująco nad jej ustami i uśmiechając się lekko. Jolie westchnęła cicho, unosząc wzrok i spoglądając w jego rozpalone tęczówki, wysiliła się na swobodny uśmiech.
– Muszę jechać – jęknęła przepraszająco, pozwalając mu ledwie skubnąć swoje usta, ale Jayden nie dawał za wygraną. Naparł na nią własnym ciałem, zmuszając do cofnięcia się w głąb mieszkania, a kiedy oboje znaleźli się w środku, kopniakiem zamknął za sobą drzwi i natychmiast przywarł do niej wygłodniałymi wargami. – Jay… – westchnęła, gdy boleśnie zassał skórę jej szyi. – Carson…
– Daj spokój, stęskniłem się – powiedział, między gorączkowymi pocałunkami, jednocześnie sięgając do suwaka jej sukienki. – A twój ojciec uwielbia naszego syna… na pewno nie będzie miał ci za złe, że się trochę spóźnisz…
Jolie skapitulowała. Opuściła ręce wzdłuż tułowia, pozwalając by sukienka opadła u jej stóp, a kiedy Jay znów ją pocałował, zarzuciła mu ramiona na szyję, z całej siły oddając pocałunek i przylegając do niego całą sobą jakby chciała wtopić się w jego ciało i zmazać w ten sposób z siebie smak, zapach i dotyk Cartera…



– Pomożesz mi? – spytała i nie czekając na jego odpowiedź, zgarnęła ciemne włosy na prawe ramię.
Carter uśmiechnął się zawadiacko jednym kącikiem ust i podszedł do niej leniwym krokiem, zatrzymując się tuż za jej plecami.
– Mam ochotę to z ciebie zdjąć, a nie pomagać ci się ubierać – wychrypiał jej do ucha, przesuwając wierzchem dłoni wzdłuż jej kręgosłupa. Michelle westchnęła cicho i ochoczo wcisnęła się plecami w jego nagi tors, gdy jego sprawne dłonie znalazły się na jej brzuchu i przesunęły w górę, zamykając się na piersiach.
– Spóźnię się przez ciebie – jęknęła, a wtedy Carter jak na zawołanie odsunął się od niej. Stłumiła westchnienie, gdy jej odkryte ciągle plecy owionęło chłodne powietrze, powodując gęsią skórkę na przedramionach. – Nie lubię, kiedy tak ze mną pogrywasz – mruknęła rozżalona, obracając się przodem do niego z nadąsaną miną. Carter spojrzał jej prosto w oczy i z rozmysłem przesunął językiem po swojej dolnej wardze, a potem nie odrywając płonącego spojrzenia od jej twarzy, sprawnie zapiął pasek przy spodniach i sięgnął po swoją koszulkę.
– Przecież nie chcesz się spóźnić – stwierdził, uśmiechając się cwano, kiedy już założył koszulkę przez głowę.
Michelle przewróciła oczami zirytowana i odwróciła się tyłem, a wtedy Carter niepostrzeżenie podszedł do niej, przyciągnął ją gwałtownie jej biodra do swoich i jednym, zdecydowanym ruchem zapiął suwak w jej sukience. – Proszę – mruknął jej do ucha, pochwytując płatek zębami i pociągając lekko. – Ciąg dalszy nastąpi, gdy wrócisz wieczorem – szepnął, jedynie ciepłym oddechem pieszcząc delikatną skórę na szyi, po czym odsunął się ponownie pozostawiając po sobie tylko chłodna przestrzeń.
– Masz szczęście, że naprawdę nie chcę się spóźnić – powiedziała w końcu, sięgając po swoje szpilki, które zapewne kosztowały więcej, niż warta była jego kawalerka. Obrzucił ją płomiennym spojrzeniem, a gdy wsunęła jedną stopę w szpilkę i uniosła drugą nogę, wspierając się jednocześnie dłonią o komodę, by drugi pantofelek, niewiadomo z jakich przyczyn, założyć z pomocą dłoni, nie mógł się nie uśmiechnąć. Michelle czasem, a ostatnio coraz częściej, zachowywała się jak wszystkie infantylne córeczki bogatych mam, które miał okazję dość dobrze poznać. – Nie wyobrażam sobie, żeby miało cię nie być na mojej urodzinowej imprezie – powiedziała, wyrywając go z rozmyślań i ściągając jego wzrok, który skupiony był w tej chwili na jej niewiarygodnie długich i zgrabnych nogach, na swoją twarz.
– To nie jest dobry pomysł – westchnął sięgając po swoją kurtkę i wyciągając z kieszeni paczkę papierosów, a kiedy skrzyżowała dłonie na piersiach i spojrzała na niego, marszcząc gniewnie czoło, posłał jej najbardziej czarujący ze swoich uśmiechów i wzruszył nonszalancko ramionami. – Nie chcę zepsuć ci imprezy.
– Będzie zepsuta, jeśli nie będzie na niej ciebie.
– Michelle, zastanów się co pomyśli sobie twoja rodzina i przyjaciele, gdy zobaczą nas razem.
– Nie obchodzi mnie to.
– Jesteś pewna? – zapytał, pochwytując jej spojrzenie. – Jesteś kobietą z klasą, z wyższych sfer, do których ja się nie zaliczam, a w których obowiązują pewne kanony.
– Prędzej czy później będą musieli cię poznać, a to jest idealna okazja.
Carter przymknął powieki i zrobił głęboki wdech, wsuwając w usta papierosa. Wyglądało na to, że tylko jakiś cud może uchronić go przed tą katastrofą, jaką niewątpliwie będzie jego udział w urodzinowej imprezie Michelle. I nie chodziło mu wcale o to, co pomyślą o niej czy o nim jej znajomi, ale o dość wysokie ryzyko, że wśród całej tej śmietanki spotka jedną ze swoich rozżalonych i rozgoryczonych „eks”, która nie zawaha się opowiedzieć o wszystkim jego obecnej dziewczynie, a wtedy wszystko szlag jasny trafi.
– Może jutro wybierzemy się na zakupy i kupimy ci jakiś smoking? – zagadnęła rozbawiana, podchodząc do niego i przylegając ciasno do jego wysportowanego ciała.
– Smoking? – spytał, marszcząc czoło i przeklinając w duchu.
– Spokojnie – powiedziała, przesuwając opuszkiem palca wzdłuż linii jego szczęki i wpatrując się w jego lodowato niebieskie tęczówki. – Żartowałam, ale porządnego garnituru pewnie też nie masz, więc zakupy nas nie ominą – zakończyła, kradnąc mu całusa i wyszła z mieszkania, zostawiając go z milionem myśli, galopujących teraz w jego głowie z prędkością światła.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:13:36 06-08-15    Temat postu:

Agula, w obliczu tego w jakim stanie był wczoraj mój mózg, zaczęłam się zastanawiać, czy to co ja widzę na forum to jakieś zwidy, czy co? Ale wchodzę dzisiaj i nadal jest rozdział, więc śmiem wątpić, że mój mózg jest na swoim miejscu i nie zamienił się w ciecz, a co więcej wygląda na to, że stężał przez noc, to się mogę zabrać za napisanie komentarza W ogóle to ja nie rozumiem, dlaczego tutaj jest tak cicho jak makiem zasiał? Najpierw się każdy upomina i nagle sza... nieładnie Ja w każdym razie lojalnie melduję, że jestem, przeczytałam i bardzo się cieszę, że po wielkich zmagania udało Ci się coś tutaj napisać Jak się zapewne domyślasz, omal mi kapcie nie pospadały jak przeczytałam pierwszy fragment, a Ty za chwilę sprowadzasz nas na ziemię i uświadamiasz, że to tylko sen.... Już raz zrobiłaś taki numer, moja droga
Po przeczytaniu całego rozdziału nasunęła mi się w pierwszej chwili myśl, że "kłamstwo ma krótkie nogi" i mam wrażenie, pewnie słuszne, że to wszystko co się dzieje w życiu Cartera i Jolie nieuchronnie prowadzi ich do totalnej katastrofy z burzowymi piorunami i trsunami w jednym i śmiem nawet twierdzić, co zapewne już wspominałam dawno temu, że te urodziny Michelle to będzie kropka nad "i" i aż strach się bać, co to się tam będzie działo W sytuacji Jolie rzeczywiście żadne wyjście nie jest słuszne i każde niesie za sobą ból i cierpienie, ale wydaje mi się, że bez względu na wszystko zarówno jej syn jak i Carter i sam Jay zasługują na to by poznać prawdę, już nie wspominając o samej Jolie, która w tkwi w tym wszystkim, a pętla wokół szyi wciąż się zaciska. Ulżyłoby jej zdecydowanie, gdyby wyrzuciła z siebie to co przez tyle lat w sobie trzyma, ale zobaczymy jak to się wszystko dalej potoczy ....
No coż... pozostaje mi tylko czekać na kolejny odcinek i mieć nadzieję, że wena Cię nie odpuści i dodasz coś tym razem odrobinę szybciej
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:30:43 06-08-15    Temat postu:

Madziula, wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć, ale... Ty mnie naprawdę kiedy zabijesz śmiechem a wtedy to nie będzie już żadnego ciągu dalszego Nie mam pojęcia gdzie się wszyscy podziali, ale skoro Ty jesteś, to choćbym nie chciała, to muszę coś tu napisać, nie? A już tak poważnie, to chyba temu opowiadaniu najbliżej do końca, więc zamierzam działać Co mi z tego działania wyjdzie, to już inna sprawa
Ale ten numer zawsze się sprawdza dlatego lubię go od czasu do czasu zastosować A reszty Twoich spostrzeżeń nie skomentuję dla dobra sprawy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:46:21 06-08-15    Temat postu:

Aguś, zawsze i wszędzie możesz na mnie liczyć i w tej kwestii nie przewiduję w ogóle jakiejkolwiek dyskusji Jeśli udało mi się Cię przy okazji rozbawić, to tym lepiej, a od śmiechu jeszcze nikt nie umarł, co najwyżej możesz dostać skurczy, ale to przechodzi, mówię Ci, także nie ma bata, nie wymigasz się Proszę dalej pisać, bo ja chcę wiedzieć, co, gdzie i jak się zadzieje
Oj sprawdza się, sprawdza Ja nie oczekuję, że skomentujesz moje spostrzeżenie, po prostu dla dobra sprawy wyjaśnij mi wszystko elegancko w kolejnym rozdziale i będzie git
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:51:48 06-08-15    Temat postu:

Wiem i dziękuję :* No to ja będę pierwsza jak tak dalej pójdzie
Wszystko? W kolejnym rozdziale? To oznaczałoby koniec tej historii, wiesz? I wiesz co? Aż taki głupi pomysł to wcale nie jest Jak przy "Idolu" w trybie przyspieszonym sprintem do mety i game over
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:57:39 06-08-15    Temat postu:

Do usług :* Nie ma mowy, bo mi jesteś potrzebna, wiesz? Wyciągnę Cię spod ziemi jak będzie trzeba, więc się ode mnie nie uwolnisz
W jednym, w kilku wedle uznania, bylebyś wyjaśniła A chodziło mi raczej o te nadchodzące urodziny, bo to jest na razie największa zagwostka
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:17:18 06-08-15    Temat postu:

No tak, zapomniałam o Twoich nadprzyrodzonych zdolnościach, więc nawet wycieczka na tamten świat mnie nie uratuje w tej sytuacji
Wyjaśnię, to na pewno Zagwostka? Przecież to się można domyślić co się tam wydarzy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:25:52 06-08-15    Temat postu:

Wzięłaś sobie problem na głowę, to teraz masz
Niby tak ;P
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:35:56 06-08-15    Temat postu:

Jaki problem, ja Cię ładnie proszę bez takich mi tu :*
Kluczowe słowo: NIBY
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:40:22 06-08-15    Temat postu:

Taka prawda :*
Haha.... mówisz, że kluczowe? Może i racja
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:43:43 06-08-15    Temat postu:

i to ja marudzę?
Mówię
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:18:13 06-08-15    Temat postu:

Dzisiaj obie
To niech będzie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:32:06 06-08-15    Temat postu:

Wyjątkowo, nie?
My tu gadu gadu a robota stoi
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:39:16 06-08-15    Temat postu:

Czy ja wiem? Patrząc na to co się dzieje w ostatnich dniach, to ja bym powiedziała, że to już klasyka
Haha.... nie tylko dzisiaj
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 13, 14, 15  Następny
Strona 14 z 15

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin