Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Dalsze odcinki PDG!!!
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 16:52:03 27-01-07    Temat postu: Dalsze odcinki PDG!!!

Hejcia!!! Tutaj bede pisać dalsze odcinki Gorzkiej zemsty. Pisze je na swoim blogu i musze przyznać, że telcia odniosła sukces! Jest już ponad 1300 komentarzy! Jakieś osoby z tego forum na pewno kiedyś widziały mojego bloga, ale na pewno nie wszystkie! Obsada jest oczywiście taka jak wtedy! Odcinków Gorzkiej zemsty było 188, więc ja zacznę pisać od 189 odcinka. Pierwsze odcinki mojej telci nie są zbyt ciekawe, ale później akcja się rzokręci Zapraszam do czytania!

Odcinek 189

Sarita i Franco wrócili z podróży poślubnej. Byli szczęśliwi. Podjechali samochodem pod hacjendę.
Tam czekali już na nich:
Jimena i Oscar, Norma i Juan, Quintina i Eva, Gabriela i don Martin oraz Ruth i Antonio.
- Witajcie w domu!- przywitała ich Jimena.
Sara i Franco trzymali się za ręce.
- Jak dobrze, że już jesteśmy. Tęskniliśmy za wami!- powiedział Franco.
- Jak było?
- Super! Mój mąż jest taki wspaniały!- Sarita pocałowała go.
- Chodźcie, przygotowałam coś pysznego!- krzyknęła Quintina.
Wszyscy weszli do domu.

* * * * * * *
Tymczasem piękna piosenkarka Rosario Montes była w barze " Alcala" i rozmawiała z Panchitą.
- Trochę czasu już upłynęło od śmierci Armanda...- mówiła Rosario.
- Wciąż o tym myślisz? To już przeszłość...
- Najbardziej jednak nie mogę zapomnieć o...
- O Francu?- zapytała Panchita.
- Tak, chyba nadal go kocham. Wiem, że kobietą jego życia jest Sara. Niech będzie z nią szczęśliwy...- Rosario zasmuciła się.
- Rosario, spróbuj o nim zapomnieć!
- Nie potrafię!
- Wybacz, wołają mnie na scenę...

Panchita weszła na scenę i zaczęła śpiewać.

* * * * * * *
Tymczasem cała rodzina Reyesów jadła obiad przygotowany przez Quintinę.
- Tęskniłem za tymi obiadkami!- uśmiechnął się Franco.
- Quintina świetnie gotuje!- powiedziała Gabriela.
Wszystkim bardzo smakowało jedzenie kucharki.

Nagle Ruth wstała od stołu.

- Mam dla was pewną nowinę...- rzekła z uśmiechem.
- O co chodzi kochanie?- dopytywał się Antonio.
- Antonio zostaniesz ojcem!
- To wspaniale!- krzyknęła Eva i przytuliła córkę.

Cała rodzina zaczęła gratulować przyszłej matce.
Antonio uśmiechał się do wszystkich, ale nie było po nim widać radości.

- Antonio, nie cieszysz się?- zapytał Oscar.
- Cieszę się...- chłopak odpowiedział bez entuzjazmu.
Ruth zauważyła, że on nie ucieszył się z nowej wiadomości...

- Przepraszam na chwilę.- wyszła z Antoniem na dwór.

W ogrodzie...

- Antonio, widzę że nie cieszysz się, że będziesz ojcem!- powiedziała Ruth.
- Ruth, to nie tak...
- A jak? Przecież widzę!
- Naprawdę to nie tak...
- Jeśli nie chcesz mieć dziecka, wychowam je sama!- powiedziała Ruth.
- Kochanie, ja chcę to dziecko! Tylko na początku pomyślałem, że jestem za młody na bycie ojcem!
- Za młody?
- Ale teraz zrozumiałem, że cię bardzo kocham! Będziemy szczęśliwą rodziną, nasza trójka!- Antonio pocałował Ruth, a ona nie opierała się.
- Tak bardzo cię kocham...- powiedziała.
- A ja ciebie...
- Ale wracajmy już do nich, chodźmy...

Antonio i Ruth złapali się za ręce i poszli do domu.

* * * * * * *


Ostatnio zmieniony przez Paulineczka dnia 9:45:00 03-05-07, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 11:50:37 28-01-07    Temat postu:

Do Aguski A: Wiem, pierwsze odcinki są strasznie nudne. To była moja pierwsza telcia i na początku nie miałam doświadzenia w pisaniu... Później będą ciekawsze odcinki. I dziekuję ci za szczerość

Odcinek 190

Następnego ranka Jimena jeszcze spała. Oscar leżał koło niej na łóżku.
- Moja kochana czarnulka...- mówił głaszcząc jej włosy.
- Tak bardzo cię kocham.- dodał i pocałował ją.
Ten pocałunek obudził Jimenitę.
- O, witaj kochanie!- powiedziała zaspana.
- Cześć królewno, dobrze ci się spało?
- Cudownie, chętnie pospałabym jeszcze...
- Możesz spać ile chcesz, ale nigdy nie zapomnij, że masz męża i musisz o niego dbać!
- No właśnie, mam męża, ale on wcale mnie nie całuje...- powiedziała Jimenita z obrażoną miną.
- Jak to nie?- Oscar pocałował namiętnie swoją żonę.
- Też mi pocałunek!
- Za mało? W porządku!- Oscar zaczął całować Jimenę jak nigdy dotąd.
* * * * * * * * * * * * * *

Juan był w stajni, głaskał jednego z koni.
Nagle podeszła do niego Norma.
- Wcześnie dziś wstałeś!- powiedziała.
- Ja przecież zawsze wcześnie się budzę...
- Ale zawsze rano mnie całujesz i czule się ze mną witasz, a dzisiaj...-
Norma nie zdążyła powiedzieć, Juan jej przerwał i pocałował ją.
Nagle podbiegł do nich Juan David. Norma i Juan nie wiedzieli, że ich syn jest koło nich.
- Lubię , gdy się całujecie!- krzyknął chłopiec.
Rodzice od razu przestali się całować.
- Juan David? Co ty tu robisz?- zapytała Norma z uśmiechem.
- Przyszedłem do was, obudziłem się. Pocałujcie się jeszcze raz!

Juan posłusznie pocałował żonę.
- Synku, idź do Evy i powiedz, żeby cię ubrała!- rzekł Juan.
- Dobrze tato!- Juan David odszedł, a Norma i Juan uśmiechnęli się do siebie.
Nagle podbiegła do nich Quintina.
- Don Juan! Donia Norma!
- Co się stało?- zapytał Juan.
- Przyjechał wujek Anibal!
- Wujek Anibal?- zdziwiła się Norma.
- Chodźmy do niego!- powiedział Juan. Razem z Normą poszli przywitać gościa...


Anibal był już w domu, siedział na kanapie. Podeszła do niego Eva.
- Anibal, po co przyjechałeś?
- Witaj Evo...uważam, że Ruth powinna dowiedzieć się prawdy.- odpowiedział Anibal.
- Lepiej, żeby się o niczym nie dowiedziała...

Rozmowę przerwali im Norma z Juanem.
- Cześć wujku!- Juan uściskał Anibala.
- Witajcie, czy mogę u was zostać na kilka dni?
- Oczywiście...- odpowiedzaiła Norma.

Eva nie była z tego zadowolona, nie chciała aby Ruth dowiedziała się, ze Anibal jest jej ojcem...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 16:58:28 28-01-07    Temat postu:

Odcinek 191

Sarita i Franco byli w swojej sypialni. siedzieli na łóżku, ale byli już ubrani.
- Kocham cię...- mówił Franco.
- Nie myślałam, że będę mogła kogoś tak bardzo pokochać.- Sara pocałowała męża.
- Sara, nie uważasz że czas pomyśleć o dziecku?
- Franco, nie teraz...
- Dlaczego? Jesteśmy małżeństwem, mozemy mieć potomka!- powiedział Franco i przytulił żonę.
- Franco, mamy jeszcze czas...
- Jesteś kobietą mojego życia, byłbym dobrym ojcem.
- Wiem o tym, ale...
Nagle do pokoju zapukała Eva.
- Proszę.- rzekła Sara.
- Chciałam tylko powiedzieć, że przyjechał wujek Anibal.
- Wujek? Przeciez niedawno tu był.- zdziwił się Franco.
Eva wyszła i zamknęła za soba drzwi.
- Chodźmy się przywitać.- powiedziała Sarita, złapała męża za rękę i oboje wyszli z sypialni.

* * * * * * * * * * * * * *
Anibal rozmawiał w salonie z Normą i Juanem.
- Juan, przyjechałem tylko na kilka dni, bo mam ważną sprawę do załatwienia.
Eva usłyszała to schodząc ze schodów. Spojrzała na Anibala , a on na nią.
- Nie ma sprawy, może pan u nas zostać. W tym domu jest dużo miejsca.- powiedziała Norma z uśmiechem.
- Dziękuję bardzo.

Nagle zobaczyli jak ze schodów schodzą Sarita i Franco.
- Cześć wujku!- powiedział Franco i zaraz uściskał Anibala.
- Dzień dobry...- przywitała się Sarita.
- Zostanę u was na kilka dni, dobrze?- spytał Anibal.
- Oczywiście wujku...
- A gdzie Oscar i Jimena?- zapytała Norma.
- Chyba są w swojej sypialni i się całują! Oni tak zawsze!- Franco zaśmiał się.
* * * * * * * * * * * * * * *
Tymczasem Jimena i Oscar nie całowali się, tylko byli razem w wannie.
- Czy nie powinniśmy już zejść na dół?- spytała Jimena.
- Jeszcze tylko chwilkę.- Oscar ją pocałował.
- Dość! Wychodzę!- Jimena chciała wyjść z wanny, ale Oscar ją złapał.
- Zaczekaj kochanie!
- Dobrze, ale tylko 5 minut.
Pocałowali się...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 8:24:30 30-01-07    Temat postu:

Odcinek 192

Na hacjendzie Elizondo...
Don Martin obserwował pracowników przez lornetkę.
- Teraz widzę kto tu naprawdę pracuje!- mówił patrząc przez okno.
Podeszła do niego Gabriela.
- Tato, co robisz?
- Obserwuje wszystkich! Niektórzy prawie nic nie robią, na przykład ten nowy Cristian!
- Może zejdziesz na obiad?- spytała Gabriela.
- Zejdę? Chyba chciałas powiedzieć, ze ZNIOSĄ mnie na obiad. Przecież nie umiem chodzić.- Don Martin posmutniał i odłożył lornetkę.
- Tato, proszę przestań...najważniejsze, że wszyscy cię bardzo kochamy i nie zwracamy uwagi na to, że jeździsz na wózku!- przytuliła go.
- Tak bardzo chciałbym wyrzucić ten wózek przez okno i sobie pochodzić na własnych zdrowych nogach!
- Rozumiem cię tato, ale nie zamartwiaj się. Zgadnij kto zadzwonił?
- Kto?- spytał Martin bez entuzjazmu.
- Twoja Pepita!- uśmiechnęła sie Gabriela.
Don Martin od razu zmienił minę.
- Pepita? Co chciała moja ukochana księżniczka?- zapytał.
- Chce cię odwiedzić.
- A ty się na to zgadzasz?
- Oczywiście tato...tylko ona potrafi cię rozweselić, a ja chce dla ciebie jak najlepiej!
- Moja kochana córeczka!- Martin przytulił Gabrielę.
- Pepita przyjedzie jutro rano.
- Tak bardzo się cieszę!- powiedział staruszek.
Było po nim widać, że jest bardzo szczęśliwy...
* * * * * * * * * * * * * *
Tymczasem Sara jeździła konno. Pojechała do szopy, w której pierwszy raz kochała się z Franciem.
Weszła do szopy i dotknęła siana.
- Franco, tak bardzo cię kocham...- powiedziała szeptem.
Nagle zobaczyła, że stoi za nią nikt inny jak...Franco.
- Franco? Co ty tu robisz?
- Też cię kocham, słyszałem co mówiłaś po cichu.- pocałował ją namiętnie.
- Pamiętasz nasz pierwszy raz?
- Jak mógłbym o tym zapomnieć?
- Niestety to nie skończyło się dobrze, bo mama nas przyłapała...
- A może to powtórzymy?- Franco objął Saritę w pasie.
- Teraz?
- A czemu nie? Będzie tak jak pierwszym razem...- pocałował ją.
- Zgoda...- Sarita uśmiechnęła się.
- Będzie cudownie.
Franco rozpiął jej spodnie...
Po chwili zaczęli się kochać...

* * * * * * * * * * * * * * *
Jimena bawiła się z Juanem Davidem.
- Ciociu, gdzie moja mama?- zapytał malec.
- Nie wiem kochanie... Gdzieś poszła.
- Ale nieszkodzi, ciebie też lubię.- pocałował ją w policzek.
Nagle do pokoju weszła Norma.
- Już jestem! Jak tam?
- Ciocia Jimena się ze mną bawi!- powiedział Juan David.
- Właśnie widzę...- uśmiechnęła się Norma.
- Twój synek jest cudowny, chciałabym takiego mieć...- powiedziała Jimenita.
- Napewno będziesz miała dziecko, będziesz świetną matką!
- Chciałabym...

* * * * * * * * * * * * * * * *
Tymczasem Juan, Oscar i Anibal byli w stajni i oglądali konie.
- Ten jest bardzo szybki.- opowiadał Juan wujkowi.
- Chciałbym się na którymś przejechać...- powiedział Anibal.
- Dobrze.
- Wujku, a właściwie to w jakiej sprawie przyjechałeś?- zapytał Oscar.
- Nie powinienem wam o tym opowiadać...
- Czy to jakaś tajemnica?
- Tak...nie mogę tego powiedzieć
- Skoro nie chcesz...- powiedział Juan.
- A, przecież i tak kiedyś będziecie musieli się o tym dowiedzieć...Ruth jest moją córką!- powiedział Anibal po cichu.
- Co takiego? Ruth? Jak to możliwe?- pytał Oscar.
- Kiedyś byłem związany z Evą...nie wiedziałem, że zaszła w ciąże.
- Więc to dlatego Ruth jest tak podobna do Libii, jest naszą kuzynką!- ucieszył się Juan.
- Przyjechałem tutaj, bo uważam, że ona powinna się o tym dowiedzieć.
- Zawsze uważałem Ruth za swoją rodzinę i teraz się okazuje, że ona jest moją kuzynką!- krzyknął uradowany Oscar.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 7:50:28 31-01-07    Temat postu:

Odcinek 193

Tymczasem Sarita i Franco byli w starej szopie.
Nadzy leżeli przytuleni na sianie.
- Jest zupełnie tak samo, jak wtedy...- Franco pocałował ją.
- Identycznie...- odpowiedziała Sarita.
- Z każdym dniem robisz się coraz piękniejsza.
- Nie przesadzaj kochanie...
- Ja nie przesadzam.
- Tak bardzo cię kocham.
- A ja ciebie...ale chciałbym też mieć dziecko.- powiedział Franco.
Z twarzy Sary zniknął uśmiech.
- Nie, Franco...
- Sara, z każdym razem gdy mówię o dziecku, cos się z tobą dzieje...
- Zrozum...
- Nie, nie rozumiem! Wytłumacz mi, dlaczego nie chcesz mieć dziecka!
- Nie mogę o tym powiedzieć, byłoby to dla mnie zbyt bolesne!
* * * * * * * * * * * *
Oscar siedział w salonie i rozmyślał o tym, co mu dzisiaj Anibal powiedział.
Nagle podeszła do niego Eva.
- Co się stało? Mogę w czymś pomóc?
- Evo...
- Tak?
- Wiem, że wujek Anibal jest ojcem Ruth!- rzekł Oscar.
Eva nie wiedziała co powiedzieć.
- Anibal? Cóż za pomysł, oczywiście że nie jest ojcem Ruth!- wykrzyknęła zdenerwowana.
- On wyznał całą prawdę mnie i Juanowi...nie kłam Evo!
- Ja nie kłamię...
- Powiedz prawdę!- powiedział Oscar.
- No dobrze, twój wujek jest ojcem mojej córki...
- Dlaczego to ukrywałaś? Powiedz Ruth prawdę!
- Przepraszam, ale to moja decyzja...- powiedziała Eva.
- Cieszę się, że Ruth jest moją kuzynką i ona napewno też by się ucieszyła z tej wiadomości...
- Mogłaby mnie znienawidzić, ze ukrywałam przed nią prawdę!- powiedziała Eva.
- Nie mów tak, przecież jesteś jej matką...ona nie mogła by cię znienawidzić.- Oscar przytulił kobietę.
Eva tylko westchnęła.
* * * * * * * * * * * *
Sara i Franco wciąż rozmawiali.
- Powiedz, dlaczego uważasz, że dziecko to zły pomysł?- zapytał Franco.
- Napewno chcesz wiedzieć?
- Tak...
- To będzie dla mnie dość bolesne, ale ci powiem...
- Więc powiedz.- Franco przytulił swoją swoją żonę.
- Gdy miałam 20 lat byłam zakochana w pewnym mężczyźnie. Zaszłam z nim w ciążę. Niestety on często mnie bił, a ja nie chciałam nikomu o tym powiedzieć. Niestety poroniłam dziecko...nawet nie wiesz jak cierpiałam!- Sarita rozpłakała się.
- Nigdy mi o tym nie mówiłaś...
- To nie jest dla mnie zbyt przyjemny temat do rozmowy.
- Nie płacz kochanie...- Franco pocałował ją.
- Właśnie dlatego nie chcę mieć dziecka. Boję się, że znów je stracę...
- Sara, napewno tak się nie stanie...będę o ciebie dbał.- przytulił ją mocno i pocałował.

* * * * * * * * * * * *
Jimena i Norma spacerowały po ogrodzie z Juanem Davidem.
- Nie wiesz, gdzie jest Sara?- zapytała Norma.
- Nie, ale Franca też nie ma...- zaśmiała się Jimena.
- Czy to coś znaczy?
- A jak myślisz?- obie zaczęły się głośno śmiać.
Nagle Jimena upadła...
- Jimena! Co ci jest?- Norma złapała ją za rękę.
- Tylko mi się trochę zakręciło w głowie...- Jimena usiadła pod drzewem.
- Zadzwonię po lekarza...
Norma chciała już iść, ale Jimena ją zatrzymała.
- Nie zostawiaj mnie tutaj samej...
- Źle się czujesz? Jesteś bardzo blada...- Norma położyła swoją dłoń na czole siostry.
- Naprawdę wszystko w porządku...- Jimena wstała, ale nagle zasłabła i zemdlała. Norma w ostatniej chwili ją złapała i delikatnie położyła na trawie.
- Jimena!- krzyczała.
- Oscar! Juan!- wołała bardzo głośno
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 18:20:14 31-01-07    Temat postu:

Odcinek 194

- Juan!- wołała Norma głośno.
Juan usłyszał jej głos i szybko pobiegł do ogrodu. Zobaczył Normę obok leżącej Jimeny.
- Juan, szybciej!
Mężczyzna podbiegł do swojej żony.
- Co się stało?- zapytał.
- Jimena zemdlała! Zabierz ją do domu!
Juan wziął Jimenę na ręce i zaniósł do domu.
Gdy był w salonie, położył dziewczynę na kanapie.
- Zadzwoniłam do lekarza, bedzie tu zaraz.- powiedziała Norma.
Oscar schodził ze schodów. Gdy zobaczył Jimenę na kanapie od razu do niej przybiegł.
- Jimena! Co jej się stało?- zapytał Juana.
- Zemdlała w ogrodzie...
Po kilku minutach Jimena odzyskała przytomność.
- Co się dzieje?- spytała.
- Zemdlałaś, gdy byłyśmy na dworze z Juanem Davidem.- powiedziała Norma.
- Zaraz przyjedzie lekarz.- rzekł Oscar głaszcząc włosy Jimenity.
- Nie czuję sie dobrze...
- Może lepiej będzie, jeśli zaniosę Jimenę do sypialni.- powiedział Oscar, wziął żonę na ręce i poszedł...
* * * * * * * * * *
Franco i Sara jechali już konno na hacjende.
- Ciekawe co robią moje siostry...- powiedziała Sarita.
- Nie myśl teraz o nich, jesteś ze mną...
- Było bardzo miło w szopie...
- Tak...
- Wiesz co?- zapytała Sarita.
- Co?
- Postanowiłam, że jednak chcę mieć dziecko. Muszę spróbować, wierze w to, ze się uda!
- Kocham cię!
* * * * * * * * * *
Tymczasem na hacjende Reyesów przyjechał lekarz.
- Dzień dobry panie doktorze.- przywitała się Norma.
- Gdzie jest pani Jimena?- zapytał.
- Zaprowadzę pana.
* * * * * * * * * *
W sypialni Jimeny i Oscara.
- Zaraz przyjedzie lekarz..- Oscar pocałował Jimenitę.
- Ciekawe co mi jest...
- Nie martw się, mam nadzieję, że to nic poważnego...
- Kręci mi się w głowie i chce mi się wymiotować.

Nagle do pokoju zapukał lekarz.
- Proszę!- powiedział Oscar.
- Dzień dobry, przyszedłem zbadać panią Jimenę...
- Dobrze, ja już wychodzę.
Oscar wyszedł, a Jimena i doktor zostali sami...
* * * * * * * * * * *
Oscar, Norma, Eva i Juan byli w salonie. Bardzo się denerwowali.
- Co ten lekarz tak długo ją bada?!- Oscar chodził wokół kanapy.
- Nie martw się.- uspokajała go Norma.
- Ja też nie był bym spokojny, gdyby tobie coś się stało.- Juan pocałował żone.
- Sary i Franca strasznie długo nie ma.
- Nie martw się teraz o nich, tylko o Jimenę!
- Co się z nią dzieje?- denerwował się Oscar.

Nagle ze schodów zszedł lekarz.
- Panie doktorze, i jak?- zapytał Oscar.
- Prosze się nie martwić, pańska żona jest w ciąży.
Po tych słowach Oscar otworzył usta ze zdumienia.
- Co? Czy to pewne?- spytał.
- Tak...
- Jest! Będę ojcem, nareszcie! Czy Jimena już o tym wie?
- Nie, prosze do niej iść i o wszystkim powiedzieć.- uśmiechnął się lekarz.
- Zaraz pójdę, jestem taki szczęśliwy!
- To ja już pójdę, myślę że za dwa tygodnie pani Jimena powinna przyjść do mnie na wizyte...
- Dobrze.- odpowiedziała Norma.
Doktor wyszedł z domu, a Oscar pobiegł do swej żony.

- Bardzo cieszę się, że Jimena będzie miała dziecko!- powiedziała Norma do Juana.
- Ja też, Oscar bedzie dobrym ojcem.


Tymczasem przyszła matka leżała w łóżku i czekała na swojego męża. Była niespokojna, bo wciąż nie wiedziała co jej jest.
Do sypialni wszedł Oscar.
- Kochanie, powiedz prawdę...czy cos ze mną nie tak?- zapytała wystraszona.
- Coś się z toba stało...- Oscar udawał smutnego.
- Mój Boże, powiedz szybko!
- Będziesz matką!- krzyknął Oscar i uściskał żonę.
- Co? Naprawdę?
- Tak, jesteś w ciąży...- powiedział uradowany.
- Tak bardzo się cieszę! Brak mi słów.

Do drzwi zapukali Norma, Juan i Eva.
- Proszę, wejdźcie!- krzyknęła Jimena.
Oni weszli do sypialni...
- Gratulujemy wam, że bedziecie mieli dziecko!- powiedziała Norma, podeszła do Jimeny i pocałowała ją w policzek.
- Normo, nawet nie wiesz jak się cieszę!
- No, Oscar mam nadzieję, że sprawdzisz sie w roli ojca...- Juan poklepał brata po ramieniu.
- Napewno!- Oscar skakał ze szczęścia.
Jimenie po policzku spłynęła łza.


* * * * * * * * * * *
Na hacjendzie Elizondo...
- Domingo! Powiedz kucharkom, zeby upiekły jakieś pyszne ciasto!- krzyknął don Martin przez okno.
- Dobrze, ale po co?
- Jutro rano przyjeżdża Pepita!
- Wspaniale, obiecuję panu że będzie dużo smakołyków!- uśmiechnęła się Dominga.
- Zadbaj o to, ufam ci!
- Tak jest!
- Najchętniej zrobiłbym tu imprezę, ale Gabriela będzie krzywo patrzeć...
- Idę do kucharek...- rzekła Dominga i poszła...
* * * * * * * * * * * *
Sara i Franco przyjechali do domu.
Zdziwili się, bo nikogo nie było widać.
- Gdzie są wszyscy?- zapytała Sara Quintinę.
- Są w pokoju Oscara i Jimeny.- odpowiedziała.
- Idziemy.- Franco złapał żonę za rękę i poszli...

Tymczasem w sypialni przyszłych rodziców...
- Tak się cieszę!- mówiła Jimena.
- Kochana czarnulko, nie moge w to uwierzyć. -pocałował ją Oscar.


Do pokoju weszli Sara i Franco.
- Co tu się dzieje?- zapytali
- Jestem w ciąży!- krzyknęła Jimena z uśmiechem.
- Jak to?- Franco nie dowierzał.
- Źle się poczułam i był tu lekarz...
- Tak się cieszę!- Sarita przytuliła siostrę.- Gratuluję ci!

Wszyscy cieszyli się, ze w rodzinie Reyesów pojawi się nowe maleństwo...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 18:48:39 03-02-07    Temat postu:

Odcinek 195

Następnego dnia na hacjendę Elizondo przyjechała Pepita. Przywiozła ze sobą swojego małego synka.
Don Martin czekał już na nią na dworze.
Gdy ją zobaczył, od razu podjechał do niej swoim wózkiem.
- Witaj Pepito! Moja królewno!- krzyknął radośnie.
- Hej Martin, kochany staruszku!- pocałowała go w policzek.
- Widzę, że przywiozłaś ze sobą maleństwo...
- Tak, jest dla mnie wszystkim...- powiedziała trzymając dziecko na rękach.
- Jak ma na imie?
- Daniel.
- Ładne imie mu wybrałaś. Częśc mały.- Martin złapał dziecko za rękę.
- Co tam słychać?
- Nudziłem się bez ciebie!
- Ale nareszcie tutaj przyjechałam! Nie mogłam sie doczekać naszego spotkania! - Pepa przytuliła Martina.
- Tęskniłem za tobą!
- Ja również!
- Chodź do domu, kazałem kucharkom upiec dobre ciasto!
- Chętnie skosztuję!
Poszli do domu.
* * * * * * * * * * * * *
Jimena i Norma były w stajni i głaskały konie.
- Zaraz pojadę do mamy, musze jej powiedzieć o ciąży...- uśmiechnęła sie Jimena.
- Pojadę z tobą, stęskniłam się za mamą i dziadkiem!
- Dobrze...
- Pojedziemy samochodem...
- Co? Samochodem? Chyba oszalałaś!- oburzyła się Jimena.
- A czym?
- Myślałam, że zrobimy sobie małą przejażdżkę na koniu...
- Na koniu? W twoim stanie?- zdziwiła się Norma.
- Przecież nie jestem chora!
- Wyobraź sobie co by sie stało, gdybyś spadła z konia!
- Umiem jeździć!
- Jednak przypadki się zdarzają i nigdy nic nie wiadomo!
- Normo, przestań...nie mam zamiaru jechać samochodem. Przejażdżka konna dobrze mi zrobi w moim stanie! Jeśli nie chcesz to nie jedź ze mną!- powiedziała Jimena.
- Wykluczone, nie pozwolę ci jechać samej! W porządku, pojedziemy konno...ale obiecaj mi ,ze będziesz uważała.
- Obiecuję...
* * * * * * * * * * * * * *
Anibal i Eva rozmawiali w kuchni.
- Postanowiłam, ze powiem Ruth prawde w swoim czasie...- rzekła Eva.
- Cieszę się z twojej decyzji.- uśmiechnął się Anibal.
- Byłabym niesprawiedliwa wobec Ruth, robię to tylko dla niej...
- Evo, przez całe życie myślałem o tobie. Próbowałem cię odszukać...
- Anibal, nie mówmy o tym...
- Wtedy poznałem Enriquete i zakochałem się w niej, ale ty na zawsze pozostałaś w moim sercu, nigdy o tobie nie zapomniałem.- Anibal dotknął dłoń kobiety.
- Przestań, ja już dawno zapomniałam o tobie!
- Ale ja o tobie nie...zawsze będziesz zajmować małą cząstkę mojego serca.
Anibal zbliżył się do Evy, chciał ją pocałować.
- Wciąż cos do ciebie czuję...- zbliżył swoje usta do ust kobiety.
- Daj spokój.- Eva odepchnęła go.
- Wiem, że ja także ciebie pociągam, nie oszukuj się...- znowu zbliżył sie do niej.
- Dosyć tego! Nie będę tolerować takiego zachowania!- Eva odepchnęła go i odeszła.
* * * * * * * * * * * * * * *
Pepita i don Martin jedli smakołyki przygotowane przez kucharki.
- To ciasto jest najlepsze.- powiedziała Pepita jedząc kawałek ciasta.
- Rzeczywiście dobre...a może Daniel chce spróbować?
- Zobaczymy...- Pepita nabrała ciasta na łyżkę i dała je małemu.
On zjadł ze smakiem.
- No proszę, smakuje!- powiedział Martin.
- Chcesz go potrzymać na rękach?
- Ja? Nie wiem czy to dobry pomysł...
- Trzymaj go!- Pepita podała staruszkowi swojego małego synka.
Martin był bardzo szczęśliwy.
- Już dawno nie trzymałem takiego maleństwa na rękach, mój wnuk Juan David jest już duży...
- Bardzo kocham Daniela...
- A gdzie twój mąż?- spytał Martin przytulając dziecko.
- Artur cały czas pracuje...mało czasu z nami spędza.- zasmuciła się Pepa.
- Dlaczego?
- Kocha mnie i syna, ale wciąż za dużo pracuje. Mało sypia...
* * * * * * * * * * * * * * * *
Jimena i Norma szykowały się już do wyjazdu.
Jimena chciała usiąść na konia, Ale Oscar ją zatrzymał.
- Co ty robisz?- zapytał.
- Jadę z Normą do mamy kochanie...
- Nie mozesz jechać konno!
- Też jej to mówiłam, ale mnie nie słuchała.- wtrąciła się Norma.
- A niby dlaczego nie mogę? Przeciez ciąża to nie choroba!- krzyknęła Jimena.
- Jeśli coś stanie się tobie i dziecku...nie pozwolę na to.
- Nic nam się nie stanie.- Jimena dotknęła swego brzucha.
- Nie możesz jechać! Nie narażaj się na takie niebezpieczeństwo...
- Nic mi nie bedzie kochanie!
- Ale jesteś uparta...- powiedział Oscar.
- Trudno...
- Mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko, żebym pojechał z tobą. Muszę cię mieć na oku.
- Znowu to samo, nie jestem dzieckiem!- mówiła Jimenita.
- Zrozum, ja się tylko o ciebie troszczę!
- Dobrze, mozesz jechać...
- Kocham cię.- Oscar pocałował Jimenę.

Po chwili Norma, Jimena i Oscar ruszyli konno na hacjendę Gabrieli.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 16:52:31 07-02-07    Temat postu:

Odcinek 196

Na hacjendzie Elizondo...
Sara poszła do stajni. Zauważyła tam pracującego Juana.
- Juan, gdzie jest Norma?- zapytała.
- Pojechała z Jimeną i Oscarem do Gabrieli.- odpowiedział jak zwykle poważny Juan.
- No proszę, a mnie nie zabrały ze sobą!
Podszedł do nich Franco.
- Cześć, o czym tak plotkujecie?
- Norma, Jimena i Oscar pojechali do mamy.- odpowiedziała Sarita.
- Jak to? Przecież wszystkie auta stoją na drodze.
- Oni pojechali konno.- rzekł Juan.
- Co? Jimena nie powinna...- mówiła Sarita, ale Juan jej przerwał.
- Wszyscy przekonywali Jimenę, żeby pojechała samochodem, ale ona jest bardzo uparta...
- Wiem, zawsze taka była...
- Kochanie, chciałem z tobą porozmawiać.- odezwał się Franco.
- Dobrze, chodźmy do ogrodu.
Franco złapał Saritę za rękę i poszli.
* * * * * * * *
Jimena, Oscar i Norma dotarli na hacjende.
Zostawili konie i weszli do domu.
W salonie zauważyli Pepitę i don Martina.
- Witajcie!- powiedziała Norma.
- Cześć Pepito!- rzekła Jimena i pocałowała ją w policzek.
- Widzę, że przywiozłaś swoje dzieciątko.- usmiechnął się Oscar.
- Tak, oto mój synek Daniel...
- Jaki słodki! Mogę go potrzymać?- zapytała Jimena.
Pepa dała jej dziecko na ręce.
- No co malutki...- Jimena uśmiechała się do Daniela.
- Gdzie mama?- spytała Norma.
Nagle do salonu weszła uśmiechnięta Gabriela.
- Nareszcie przyjechaliście mnie odwiedzić!
- Tak, Pepa ma takiego ślicznego synka...- powiedziała Jimena.
- A kiedy ty, Jimeno wreszcie będziesz miała swoje dziecko?
Jimena i Oscar uśmiechnęli się do siebie. Dziewczyna oddała Daniela Pepicie.
- Mamo...- rzekła Jimena.
- Tak?
- Właśnie chciałam ci powiedzieć, że jestem w ciąży!
- Co? Naprawde?- zapytała Gabriela.
- Tak, to 2 miesiąc.- odpowiedział Oscar.
- Tak się cieszę!- Gabriela przytuliła Oscara i Jimene.
Don Martin podjechał do nich wózkiem.
- Nareszcie!- przytulił Jimenite.
Pepita wstała z kanapy.
- Gratuluje wam.- pocałowała Jimenę i Oscara w policzek trzymając dziecko na rękach.
* * * * * * * * *
Tymczasem w barze Alcala...
- Rosario, mozesz zaśpiewać?- zapytała Panchita.
- Ja? Ale dlaczego? Przecież ty tu jesteś od śpiewania...
- Publiczność bardzo chciałaby cię usłyszeć...
- Zapomniałaś, że ja tu teraz rządze i będę robić co zechcę?!- krzyknęła Rosario.
- Nie zapomniałam, ale ludzie zatęsknili już za twoimi występami!
- No dobrze, pójdę do garderoby.- Rosario poszła.

W garderobie przebrała się w strój i uczesała włosy.

Po kilku minutach wyszła na scenę i zaśpiewała piosenkę " Regge Cumbia".
Publiczność była zachwycona, a zwłaszcza mężczyźni...
* * * * * * * * *
Sara i Franco byli w ogrodzie.
- O czym chciałeś porozmawiać?
- Posłuchaj mnie uważnie...
- Dobrze.- rzekła Sarita.
- Norma ma ślicznego synka, Jimena spodziewa się dziecka. A my? Kiedy przyjdzie pora na nas?
- Obiecuję, ze już wkrótce dam ci dziecko.
- Nie musimy się spieszyć, ale chciałbym zostać ojcem.- powiedział Franco.
- Napewno wkrótce zostaniesz...
- Jesteś kochana.- Franco pocałował Saritę namiętnie.
- Kocham cię, mój przystojniaczku!
* * * * * * * * * *
- Musimy zorganizować jakieś przyjęcie!- powiedział don Martin.
- Dobry pomysł tato...- uśmiechnęła się Gabriela.
- Ja zawsze mam dobre pomysły!
- Widzę, że cieszycie się.- powiedziała Jimena.
- Nawet nie wiesz córeczko jaka jestem radosna, drugie dziecko w naszej rodzinie!
- Ja i Oscar jesteśmy bardzo szczęśliwi.
- Długo czekałem na to dziecko.- Oscar pocałował Jimenę.
- Ale nie bój się Normo, o Juanie Davidzie też będę pamiętać.- Gabriela zaśmiała się.

- Wiem, to twoje "oczko w głowie"...- uśmiechnęła się Norma.

Jimena i Oscar pocałowali się...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 16:38:24 13-02-07    Temat postu:

Odcinek 197

Na hacjendzie Elizondów był bardzo miły nastrój.
Wszyscy pili wino i wznosili toast za ciąże Jimenity.
Donia Gabriela podeszła do okna.
- Gdzie wasz samochód?- zapytała Normę pijącą wino.
- Przyjechaliśmy konno...- odpowiedziała Norma po chwili ciszy.
- Co? Jimena nie może jeździć na koniu!
- Mamo nie przesadzaj...- oburzyła się Jimena.
- Mówiliśmy jej to, ale jest bardzo uparta...- powiedział Oscar.
- Teraz napewno będziecie wracać samchodem!
- Nie mamo...
- Zawiozę was swoim samochodem, a moi pracownicy odprowadzą wasze konie na waszą hacjende...
- To dobry pomysł...- rzekła Norma.
- No dobra, zgadzam się.- powiedziała Jimena.
- To dla bezpieczeństwa naszego dziecka!- Oscar przytulił żonę.

* * * * * *
Tymczasem do sklepu Leandra zawitał Benito.

- Bracie, co ty tu robisz?- Leandro zaśmiał sie.

- Nawet nie mogę do ciebie przyjechać?!

- Nie, oczywiście, że możesz...ale rzadko tutaj bywasz.

- Daj spokój!- odpowiedział Benio.

- Cóż za odmiana! Przyszedłeś coś kupić?

- Przyszedłem obejrzeć ubrania...- zawstydził się Benito.

- No cóż...myslę, że nie ma tutaj odpowiednich rozmiarów dla ciebie.- Leandro zaczął się śmiać.

- Zamknij się! Lepiej mieć zapas tłuszczu, niż być takim chudzielcem jak ty!

- Grubasek!

- Zamknij się!- Benito i Leandro zaczęli się szarpać.

Nagle do sklepu weszła dziewczyna.

Była gruba, podobnie jak Benito...

Oglądała ubrania.

Podszedł do niej Leandro.

- Mogę w czymś pomóc?- zapytał i ledwo powstrzymał się od śmiechu patrząc na jej gruby brzuch.

- Szukam jakiejś ładnej sukienki.- odpowiedziała z uśmiechem.

- A dla kogo?

- Dla mnie!

- No cóż...a jaka to ma być sukienka?- spytał leandro.

- Taka jak ta.- kobieta wskazała ładną suknię. Niestety ona była na szczupłą osobę.

- Obawiam się, że nie mamy odpowiednich rozmiarów dla pani...

- Jak to??- kobieta oburzyła się. - Przecież ja jestem nawet szczupła! W mojej rodzinie są same grubasy, tylko ja jedyna jakaś w miarę...

- No tak, w miarę...- Leandro zmierzył ją od stóp do głów.

- Co się pan tak na mnie patrzy? Spodobałam się panu, co nie?- kobieta uśmiechnęła się do niego i pogłaskała po ramieniu.- Niestety ja wolę grubszych mężczyzn...

Benito stał daleko od nich, ale uwaznie ich obserwował. Spodobała mu się ta dziewczyna...
* * * * * *
- Mamo, odwieź nas do domu...- poprosiła Jimenita.

- Tak wcześnie? Córeczki zostańcie jeszcze...

- Niestety mamo, już pora na nas.- powiedziała Norma.

- Naprawde chcecie już jechać? Wolałabym, żebyście zostali...

- Nie pani Gabrielo, dziękujemy...- odezwał się Oscar.

- Skoro chcecie, to was odwiozę.

- Dziękujemy.- powiedziała Jimena.

- No, to pożegnajcie się z dziadkiem.- rzekła Gabriela.

- Papa dziadku.- Norma przytuliła Martina.

- Dowidzenia Pepito, papa Daniel!- Jimenita pocałowała małego w policzek.

Wszyscy się żegnali...

Po chwili Oscar, Jimena, Norma i Gabriela wyszli z domu i wsiadli do samochodu Gabrieli.

Pojechali na hacjende Reyesów...
* * * * * *
W tym czasie Leandro wciąż dyskutował z tą grubą kobietą.

- Obawiam się, ze takiej sukienki o pani rozmiarach tutaj nie znajdziemy...

- Dlaczego? Przeciez to porządny sklep!

- No tak, ale...- mówił Leandro.

Podszedł do nich Benito.

Od razu zwrócił on uwagę tej kobiety.

- Witam, a pan kim jest?- spytała.

- Benito Santos, jego brat...- wskazał na Leandra i podał kobiecie dłoń. Ich dłonie uścisnęły się.

- Takich mężczyzn właśnie lubię, z ładnymi wypukłymi brzuszkami i okrągłą twarzą...- uśmiechnęła się.

Benito bardzo sie zawstydził.

- A ja uwielbiam właśnie takie kobiety, które nie są chudzielcami i mają odpowiedni zapas tłuszczu...

- Co pan wygaduje? Czy jestem aż tak gruba?

- Nie, ale nie jest pani też szczupła. To jest pani ogromna zaleta!

- Dziękuję bardzo! Coś mi się wydaje, że zostaniemy dobrymi przyjaciółmi...- zatrzepotała rzęsami.

- Napewno, jak pani ma na imie?

- Paula Gordios, miło mi.

- Może wspólnie pooglądamy ubrania? Też czegoś szukam...- zaproponował Benito.

- Bardzo chętnie...- oboje poszli.


Leandro zaśmiał się.

- No proszę, spotkały się dwa grubasy! Pasują do siebie!- powiedział szeptem.

* * * * * *

Jimena, Norma i Oscar dojechali na hacjende.

Wysiedli z samochodu. Gdy Sara, Franco i Juan ich zobaczyli, od razu podbiegli do nich.

- Witaj mamo!- Sara pocałowała mamę w policzek.

- Czemu nie przyjechałaś do mnie?- zapytała Gabriela.

- Nic nie wiedziałam o tym, że oni do ciebie jadą...- spojrzała ze złością na Jimenę.

- Dzień dobry Gabrielo!- przywitał się Juan.

- Zapraszamy, niech pani wejdzie.- uśmiechnął się Franco.

- A, chętnie. Muszę zobaczyć Juana Davida...

Wszyscy weszli do domu...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 16:49:18 16-02-07    Temat postu:

Odcinek 198

Gabriela bawiła się z Juanem Davidem. Bardzo kochała swojego wnuka.
Norma była przy nich i bacznie obserwowała, jaka jej matka jest radosna.
- Mamo, zaczekaj chwilkę, pójdę do Juana.- rzekła.
- Dobrze...- odparła Gabriela.
Norma pocałowała swego synka w czoło i wyszła z pokoju.
Poszła do stajni.
Juan wymieniał koniom siano, żeby miały świeże.
Norma podeszła do niego.
- Kochanie, zrób sobię godzinę przerwy.- powiedziała.
Juan spojrzał na nią.
- Normo, muszę zmienić koniom siano...
- Zrobisz to później. Ostatnio wcale nie poświęcasz mi czasu!
- Wybacz kochana, przecież wiesz, że kocham cię nad życie.
- Ale mi tego nie okazujesz...- powiedziała Norma.
- Jak to? Kocham cię!
- Dłużej tego nie zniosę! Powinieneś brać przykład ze swoich braci. Oni poświęcają swoim żonom dużo czasu i nie przepracowują się!- krzyknęła.
- Przecież wiesz, że cię kocham!
- Dla ciebie tylko to jest ważne, tylko konie i praca na hacjendzie!
- Normo...- mówil Juan.
- Co?! Już nie dbasz o mnie tak jak kiedyś!
- Kocham cię i naszego synka!- Juan pocałował ją.- Obiecuję, że od tej chwili będę mniej pracował i poświęcał ci więcej czasu, jesteś moją miłością.
- Jesteś kochany...- zaczęli się całować namiętnie.

* * * * * *
Sarita i Franco byli w swojej sypialni.
Leżeli na łóżku przytuleni.
- Tak bardzo cię kocham Saro.- powiedział Franco.
- A ja ciebie...
- I pomyśleć, że kiedyś się nienawidziliśmy.
- W głębi duszy zawsze mi się podobałeś, ale tego nie okazywałam...- Sarita pocałowała go.
- A gdzie twoja mama?
- Jest w pokoju Juana Davida, bawi się z nim. Bardzo go uwielbia.
- Ale jak my będziemy mieli dziecko, to też je będzie kochała!- rzekł Franco.
- Napewno...
- Może do niej pójdziemy?- zaproponował Franco.
- Nie, zostańmy tutaj...
Sarita i Franco zaczęli się namietnie całować.

* * * * * *
W tym czasie Jimena i Oscar spacerowali po ogrodzie trzymając się za ręce.
- Jak nazwiemy nasze dziecko?- zapytał Oscar.
- Jeśli urodzi się chłopczyk, to damy mu imie Marcos...
- Dobrze, a jeśli będzie dziewczynka?
- To będzie Paola.- odpowiedziała Jimenita z uśmiechem.
- Nie! Lepiej Carolina!
- Wykluczone! Moja córka będzie nazywała się Paola!
- Nie! Carolina!- kłócili się.
- Paola to ładniejsze imie!
- Carolina jest lepsze!- krzyczał Oscar.

Nagle Jimena zasłabła.
- Lepiej się nie kłóćmy, nie mozesz się denerwować...- powiedział Oscar.
- Tak...
- Chodźmy do domu.
- Nie, wolę tu zostać...
- Dobrze kochanie.- Oscar pocałował ją.
* * * * * *
Na hacjendzie Elizondo...
- Martin, to ja już jadę...- powiedziała Pepita.
- Tak szybko?
- Tak, pojadę jeszcze zajrzeć do baru Alcala.
- Miło mi, że mnie odwiedziłaś...- uśmiechnął się.
- Ja też się cieszę...Pożegnaj się z Danielkiem.
- Papa Daniel.- staruszek pocałował małego w policzek.
- No, to idę.- rzekła Pepa.
- Odprowadzę cię...- wyszli z domu.
* * * * * *
Na hacjende Reyesów przyjechała Ruth. Weszła do domu.
W salonie siedział Anibal.
- Dzień dobry panie Anibalu...- powiedziała Ruth.- Co pan tu robi?
- Przyjechałem, bo muszę cos załatwić...
Podeszła do nich Eva.
- Witaj córeczko!- pocałowała Ruth w policzek.
- Cześć mamo!
- Gdzie Antonio?- spytała Eva.
- Został w domu...
- Córko, razem z panem Anibalem chcemy ci coś powiedzieć.- rzekła Eva.
Anibal spojrzał na Evę, domyślał się, że chce wyjawić Ruth prawdę.
- O co chodzi?- wypytywała dziewczyna.
- Chodzi o to, że...- mówiła Eva.
- O co mamo?
- O to, że Anibal...
- Co?- pytała Ruth z niecierpliwością.
- Że jestem twoim ojcem...- powiedział Anibal.
Ruth spojrzała na niego, potem na matkę...
- Co takiego?- pytała.
- Anibal jest twoim ojcem, spotykaliśmy się przed laty...- rzekła Eva.
Ruth miała łzy w oczach. Jedna z nich spłynęła jej po policzku.
- To prawda?- zapytała patrząc mężczyźnie w oczy.
- Tak, jesteś moją córką.- Anibal przytulił ją.
Ona jednak go odepchnęła.
- Jak to?- spytała z płaczem.- Nie mozesz nim być!
- A jednak...Ruth, to twój ojciec...- rzekła Eva.
- Więc dlatego jestem tak podobna do Libii, była moją kuzynką! Czyli Reyesowie naprawde są moją rodziną!
- Tak Ruth. Ciesze się, ze mam taka wspaniałą córkę!- powiedział Anibal.
- Ja też cieszę się, ale...Mamo dlaczego mi tego nie powiedziałaś?!
- Ruth, ja...- mówiła Eva ze łzami w oczach.
- Mamo, jak mogłaś?!- Ruth płakała.- Jak mogłaś ukrywać przede mną prawdę! Czemu nie powiedziałas mi wcześniej?!
- Córko, nie miałam odwagi...
- Mam do ciebie żal! Nie wybacze ci tego! Nigdy!- z wielkim płaczem wybiegła na dwór.
Eva i Anibal podążyli za nią.
Dziewczyna wsiadła do swego samochodu i odjechała.
- Ruth! Zaczekaj!- wołała Eva biegnąc za samochodem.
- Nie biegnij Evo...- Anibal zatrzymał ją.
- Straciłam własną córkę, tylką ją mam na tym świecie.- Eva płakała.
Anibal ją przytulił.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 15:23:11 18-02-07    Temat postu:

Odcinek 199

Jimena i Oscar byli w ogrodzie.
Podeszła do nich zapłakana Eva.
- Evo, co się stało?- zapytał Oscar na widok kobiety.
- Oscar, Ruth tu była, powiedziałam jej prawdę...
- I jak zareagowała?
- Powiedziała, że mi tego nie wybaczy!- Eva rozpłakała się jeszcze bardziej. Oscar ją przytulił.
- O czym jej powiedziałaś? Jaką prawdę?- Jimena nic nie rozumiała.
- Kochanie, chodzi o to, że...Anibal jest ojcem Ruth.
- Co?! Jak to?!
- Spotykaliśmy się przed laty...- rzekła Eva. Wciąż płakała.
- To znaczy, że Ruth jest waszą kuzynką!- powiedziała Jimenita patrząc na męża.
- Tak...- odpowiedział.
Na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech.
- Dlaczego mi o tym nie powiedzieliście?
- Wiedzieliśmy o tym tylko Juan i ja...wujek Anibal nam powiedział.
- Teraz już wszystkim można to powiedzieć. To żadna tajemnica...- rzekła Eva.
- Chodźmy do domu.- zaproponowała Jimena.
Oscar i Jimenita przytulili Evę. Poszli w stronę domu.
* * * * * *
Pepita dotarła do baru "Alcala". Weszła tam trzymając Daniela na rękach.
Panchita ją zauważyła i zaraz do niej podbiegła.
- Witaj Pepito! Cóż za niespodzianka!
- Musiałam was odwiedzić!
- To twój synek? Jaki śliczny!- Panchita uśmiechnęła się do małego.
- Nazywa sie Daniel
- Jest taki słodziutki!
- Chcesz go potrzymać?- zapytała Pepita.
- Chętnie!- Panchita wzięła Daniela na ręce.
Czuła się jak w niebie. Bardzo uwielbiała dzieci...
Podeszła do nich Rosario Montes.
- Cześć Pepa...- rzekła.
- Witaj Rosario!
- Panchito, idź się przygotować do występu...
- Teraz? Chciałam pogadać z Pepitą...- zasmuciła się Pancha.
- To rozkaz! Teraz ja tu jestem szefową i masz mnie słuchać!- krzyknęła Rosario.
- Tak jest droga szefowo.- powiedziała Panchita ze złością.
- Idź! I sprężaj się!
Panchita odeszła.
- Widzę, że wykorzystujesz swoją władze...- rzekła Pepita do Rosario.
- Ty się lepiej zamknij! Nie wiem po co tu przyjechałaś!
- Odwiedzić Panchitę! Tylko widzę, że panuje tu niemiła atmosfera...
- Idź stąd i zabierz swojego bachora!- krzyknęła Rosario.
Pepa się zdenerwowała. Nie pozwalała, żeby ktoś obrażał jej dziecko.
- Nie waż się mówić tak o Danielu!
- To mój bar i będę mówić co chcę. A ty się wynoś!
- Zrobiłaś się coraz bardziej zgorzkniała. Kiedyś uganiałas się za Franciem Reyesem, ale on wybrał Sarę. Nic dziwnego Rosario, kto by cię chciał?! Jesteś zwykłą...- powiedziała Pepita mierząc ją od stóp aż po czubek głowy.
Rosario była pełna nienawiści.
Już chciała uderzyć Pepitę w twarz przy wszystkich ludziach, ale powstrzymała się...
- Narazie!- Pepa wyszła.
* * * * * *
Jimena, Oscar i Eva siedzieli w salonie.
- Nie płacz Evo, Ruth ci wybaczy...- pocieszała ją Jimena.
Kobieta jednak wciąż płakała.

Nagle zobaczyli Gabrielę schodzącą ze schodów.
- Co się stało?- zapytała i podbiegła do płaczącej Evy.

Do salonu weszli także przytuleni Juan i Norma.
Byli szczęśliwi. Jednak, gdy zobaczyli minę kobiety...
- Evo, czemu płaczesz?- zapytała Norma i razem z Juanem podeszli do Evy, Jimeny, Oscara i Gabrieli.
- Powiem wam o tym...wyjawiłam Ruth prawdę.- rzekła Eva.
- Jaką prawdę?- zdziwiła się Gabriela.
- Anibal jest jej ojcem!
Gabriela i Norma były bardzo zdziwione. One jedyne nie wiedziały o tym.
- Co takiego?- spytała Norma.
- Nie chcę o tym mówić, pójdę się położyć.- Eva odeszła.
Po chwili Juan i Oscar wytłumaczyli wszystko Normie i Gabrieli.
* * * * * *
Tymczasem Anibal był na przejażdżce konnej. Musiał wszystko przemyśleć.
- " Ruth to moja córka, jest wspaniała. A jej matka...jeszcze lepsza." -myślał.
* * * * * *
Sara i Franco byli w swej sypialni.
Franco podszedł do okna i złapał się za głowę.
Sarita leżała na łóżku.
- Co ci jest?- zapytała.
- Nic...
- Przecież widzę.
- No dobrze powiem ci...Od kilku dni często boli mnie głowa. Z każdym dniem ból robi się coraz szilniejszy. Nie wytrzymam tego! - powiedział Franco.
- Kochanie, mam nadzieję, ze to nic poważnego...- podeszła do niego.
- Pójdę po lekarstwa...- Franco podszedł do drzwi.
Już złapał na klamkę, gdy nagle upadł na podłogę.
Stracił przytomność....
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 18:08:42 20-02-07    Temat postu:

Odcinek 200

- Franco!- Sara podbiegła do nieprzytomnego męża.
W oczach miała łzy.
- Kochanie wstań!- krzyknęła.
Franco leżał pod drzwiami na podłodze.
Sara otworzyła drzwi i wybiegła z pokoju.
Gdy biegła po schodach zauważyła w salonie Jimenę, Oscara, Juana, Normę i Gabrielę.
- Pomocy!- zawołała ledwo dysząc.
- Co się stało?- zapytała Jimena.
- Franco...on zemdlał!
- Co?! Oscar, chodź idziemy!- krzyknął Juan i razem z bratem pobiegł po schodach do sypialni Sary i Franca.


- Idę do nich...- powiedziała Jimena i wstała z kanapy. Norma ją zatrzymała.
- Lepiej zostań tutaj, nie mozesz sie teraz denerwować. Wszystko będzie dobrze...
- Boże, mam nadzieję, ze to nic poważnego...- westchnęła Gabriela.
* * * * * *
Oscar, Juan i Sarita weszli do sypialni.
Juan podszedł do nieprzytomnego brata.
- Franco...- rzekł i poklepał go po policzku.
- Zróbcie coś!- Sara płakała...
- Juan, zawieźmy go do szpitala.- zaproponował Oscar.
- Tak, lepiej od razu zawieźć go do szpitala...
- Czy myślicie, że to coś poważnego? Franco przed chwilą powiedział mi, że przez ostatnie dni bardzo bolała go głowa. Powiedział, że idzie po lekarstwa, gdy nagle upadł...- opowiadała Sara.
Juan i Oscar wymienili spojrzenia. Czuli, ze z ich bratem jest coś nie tak.
- Szybko, Oscar pomóż mi znieść go na dół.- powiedział Juan.
Oscar złapał Franca za nogi, a Juan za ręce.
Wspólnie znieśli go na dół.


W salonie wszyscy sie denerwowali.
- I co?- zapytała Gabriela na widok Oscara i Juana niosących Franca.
Jimena, Gabriela i Norma podeszli do nich.
- Boże, co zrobimy?- zapytała Jimena.
- Zawieziemy go do szpitala.- powiedział Juan.
Dwaj bracia zaniesli Franca do samochodu.
- No, to my jedziemy...- rzekł Oscar i wsiadł.
- Jadę z wami!- odparła Sara i także wsiadła do auta. Nie chciała zostawiać ukochanego w takiej chwili.

Juan, Oscar, Sarita i Franco pojechali do szpitala...

* * * * * *
Ruth dojechała na hacjende rodziny Antonia. Mieszkała z nim, chociaż jeszcze nie mieli ślubu.
Dziewczyna cieszyła się, że odnalazła swego ojca, ale jednocześnie była zła na Evę, że przez cały czas ukrywała prawde.
Weszła do domu.
Antonio podszedł do niej.
- Witaj kochanie...- pocałował ją w usta.
Ruth odepchnęła go.
Antonio zobaczył, że miała podkrążone oczy, bo wszcześniej płakała.
- Ruth, co się stało?
- Nieważne...
- O co chodzi?- chłopak złapał ją za rękę.
Dziewczyna próbowała odejść, ale Antonio zasłonił jej drogę.
- Nie wypuszczę cie dopóki mi nie powiesz, dlaczego płakałaś.
- Kochanie, puść mnie. Jestem w złym nastroju...- rzekła.
- Dlaczego? Opowiedz mi o wszystkim. Jesteśmy parą, ale także przyjaciółmi...
- Wujek Reyesów to mój ojciec...- wyszeptała.
- Ten wujek Anibal? Jak to możliwe?- chłopak nie dowierzał.
- Mama powiedziała, że spotykała się z nim przed laty...
- Wspaniale! Powinnaś się cieszyć, że odnalazłaś swego ojca i, że jesteś kuzynką Reyesów- Antonio był uśmiechnięty, przytulił Ruth.
- Cieszę się, ale mam za złe matce, że to ukrywała przede mną!
- Jak to? Ważne, że w ogóle ci to powiedziała. Mogła ukrywać prawdę do końca życia..
- Powiedziałam ,ze jej nigdy nie wybacze.- odparła Ruth.
- Co?! Dlaczego?
- Ukrywała to przede mną, nigdy jej nie wybaczę!- dziewczyna odeszła, płakała.
- Wiesz co Ruth? Nie rozumiem cię!- krzyknął Antonio.
* * * * * *
W szpitalu lekarze badali Franca.
Tymczasem na poczekalni...
- Boże, oby to nie było nic poważnego.- Sarita chodziła koło drzwi.
- Sara, uspokój się...- Oscar ją przytulił.
- Łatwo ci powiedzieć! Ja kocham Franca i nie wiem co bym zrobiła, gdyby coś mu się stało!
- Przestańcie!- krzyknął Juan.
Nagle drzwi sali otworzyły się i wyszedł z nich lekarz.
Nie miał zadowolonej miny...
- Panie doktorze, co z nim?- zapyła niespokojna Sarita.
- Powiem jedno, nie jest dobrze...
Oscar, Sara i Juan patrzyli na doktora.
Sarze po policzku spłynęła łza
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 17:58:18 21-02-07    Temat postu:

Odcinek 201

- Co z nim?- zapytał Juan.
- Trudno mi powiedzieć...
- Proszę mówić szczerze!- krzyknęła Sara.
- Podejrzewamy, ze pan Franco Reyes ma naczyniaka mózgu...
Sarze po tych słowach zrobiło sie słabiej. Czuła jak tysiące łez płyną jej po policzkach.
- Czy to pewne?- zapytał Oscar.
- Raczej tak, ale jeszcze zrobimy dokładniejsze badania, żeby to potwierdzić.
- Nieee! To nie możliwe!- krzyknęła Sara.
Oscar ją przytulił.
- Nie martw się Saro, będzie dobrze...
- Oscar, nie wytrzymam!
Oscarowi łzy stanęły w oczach. Ledwo powstrzymał się od płaczu. Podobnie jak Juan.
- Jeśli wynik się potwierdzi, konieczna będzie operacja. Pan Franco musi u nas zostać kilka dni.- rzekł doktor.
- Panie doktorze, to nie może być prawda.- powiedział Juan.
- Trudno, takie są wyniki badań... To poważna sprawa, ale zrobimy wszystko co w naszej mocy.- lekarz poklepał Juana po ramieniu.
Sara wtulila twarz w ramiona Oscara i płakała.
- Teraz przepraszam, muszę pójść do innego pacjenta...- lekarz odszedł.
- I co my teraz zrobimy?- Oscar płakał.
* * * * * *
Był już wieczór.
Tymczasem na hacjendzie Elizondo...
Norma, Jimena, Gabriela i Quintina były w salonie i czekały na telefon.
Gabriela trzymała Juana Davida na rękach.
- Kiedy oni zadzwonią?- denerwowała się Jimena.
- A właściwie gdzie jest Eva? Czy ona się nie martwi?- pytała Quintina.
- Eva ma swoje problemy, lepiej jej nic nie mówmy. Pewnie siedzi w pokoju i zalewa się łzami...- powiedziała Norma.
- Z jakiego powodu? Czy cos się stało?
- Quintino, lepiej nie pytaj...
Nagle zadzwonił telefon.
Norma odebrała.
- Halo?
- Normo, kochanie...- odezwał się Juan.
- Czy są jakieś wieści? Wracacie do domu?
- Narazie nie, będziemy tu nocować.
- Po co? Czy coś nie tak?- zapytała Norma.
Jimena uważnie przyglądała sie siostrze. Była niespokojna.
- Nie będę mówił o tym przez telefon. Jutro przyjadę do domu...Papa.- Juan rozłączył się.
- Juan? Juan!- wołała Norma, ale nikt się nie odzywał. Odłożyła słuchawkę...

- I co?- zapytała Gabriela.
- Nie wiem, Juan nie chciał nic powiedzieć. Zostają w szpitalu na noc...
- O Boże! Boję się, ze to coś poważnego!- westchnęła Jimena.
- Ja też, don Franco ostatnio wciąż brał leki na ból głowy...- powiedziała Quintina.
Norma i Jimena spojrzały z niepokojem na Quintinę.
- Nie wytrzymam dłużej, jadę do szpitala!- powiedziała Jimena i wybiegła z domu.
- Jimena zaczekaj!- Norma i Gabriela zatrzymały ją.
- Nie zniosę tej niepewności!- dziewczyna podeszła do swojego samochodu.
- Jadę z tobą!- rzekła Norma.
- Córeczki, mogę u was spać? Zajmę się Juanem Davidem.- powiedziała Gabriela trzymając dziecko na rękach.
- W porządku mamo, my jedziemy!- odparła Jimenita.
- Dobrze, tylko zadzwonie do ojca, żeby się nie niepokoił...
- Pa mamo!- Norma i Jimena wsiadły do samochodu i odjechały. Były bardzo zdenerwowane.

* * * * * *
Eva siedziała w swoim pokoju i płakała.
Nagle do drzwi zapukał Anibal. Mężczyzna dopiero wrócił z przejażdżki konnej.
- Evo, to ja. Otwórz, proszę!
- Nie...
- Evo, to dla mnie bardzo ważne...
- Dobrze, wejdź.- Eva otworzyła drzwi i szybko pobiegła na łóżko.
- Czemu płaczesz? Jestem pewien, że Ruth ci wybaczy...- podszedł do niej i usiadł obok na łóżku.
- A jeśli nie? Tylko ją mam na tym świecie!
- Nie martw się...- powiedział Anibal.
- Kocham moją córkę i nie chce jej stracić!
- Pomogę ci w tym, ona ci wybaczy. Możesz na mnie liczyć...
- Dziękuję Anibalu...
Mężczyzna spojrzał jej w oczy. Po chwili namiętnie ją pocałował. Eva odwzajemniała całusa.
Wkrótce jednak przerwała.
- Przepraszam, to nie powinno się stać.- rzekła wycierając usta ręką.
- Dlaczego? Pragnąłem tego, a ty się nie opierałaś...
- Anibalu,ja...- mówiła Eva, lecz Anibal pocałował ją.
Był to pocałunek bardzo długi.
Eva w głebi serca chciała, aby on kiedyś nastąpił i stało się...
* * * * * *
Sara, Oscar i Juan byli w szpitalu w poczekalni.
- Nie denerwuj się...- powiedział Oscar do Sarity.
- Łatwo powiedzieć, nie potrafię.- dziewczyna płakała.
- Może ja pójdę po jakąś kawę?
- Chętnie się napiję.- powiedziała Sara.
Oscar już miał iść, gdy nagle zobaczył zbliżające się Jimenę i Normę.
- Juan, nasze żony tu są!- powiedział.
Juan i Sarita spojrzeli w tamtą stronę i ujrzeli dziewczyny.
Podeszły do nich.
- Sara, co się stało?- Jimena zauważyła łzy siostry.
- Franco...- rzekła ledwo Sarita.
- Sara, co z nim?
- Nic...
Jimena przytuliła siostrę. Norma zrobiła to samo.
- Lekarze podejrzewają u niego naczyniaka mózgu...- powiedziała Sarita i zaczęła jeszcze bardziej płakać.
- Co takiego?- Jimena nie dowierzała.
- To prawda...- rzekł zasmucony Oscar.
- Boże!- Norma przytuliła Saritę jeszcze bardziej.
Jimena płakała, podeszła do Oscara i przytuliła się do niego.
- Kochanie nie wiem jak pocieszyć Sarę.- rzekła.
- Franco musi zostać tutaj kilka dni, zrobią mu dokładniejsze badania.
- Kocham cię, dobrze, że ciebie to nie spotkało...- szepnęła Jimenita.
Oscar przytulił ją mocno.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 18:32:06 22-02-07    Temat postu:

Odcinek 202

Wszyscy byli smutni.
Podszedł do nich lekarz.
- Pan Franco odzyskał już przytomność. Jeśli państwo chcecie, możecie wejść do niego. Ale narazie tylko jedna osoba...
- Ja pójdę, w końcu to mój mąż.- powiedziała Sarita i ręką lekko poprawiła włosy.
- Proszę.- lekarz otworzył drzwi sali.
Sara weszła.
Franco leżał na łóżku.
- Franco, kochanie!- podbiegła do niego.
- Sara, mam naczyniaka mózgu...- powiedział smutnym głosem.
- Kochanie, nie zamartwiaj się...
- Nie możemy być razem. Ja umrę, a ty będziesz cierpieć.
- Nawet tak nie mów. Zrobią ci operację i będziesz jeszcze bardzo długo żył. Będziemy szczęśliwą rodziną.- Sarze po policzku spłynęło kilka łez. Płakała.
- Powoli przestaję w to wierzyć. Straciłem już nadzieję...
- Franco. Zostaniesz kilka dni w szpitalu. Będę ciągle przy tobie!- pocałowała go.
Mężczyzna odwzajemnił pocałunek. Bardzo kochał swoją żonę.
- Uwierz mi, wszystko będzie dobrze. Kocham cię i nie opuszczę cię na krok.- rzekła Sara ze łzami w oczach.
- Też cię kocham...Ale Sara, jedź do domu. Musisz odpocząć i porządnie się wyspać.
- Nie ma mowy! Nie zostawię cie samego!
Franco i Sarita pocałowali się namiętnie.
* * * * * *
W poczekalni...
- My idziemy cos zjeść!- powiedział Oscar trzymając Jimenę w ramionach.
- Dobra, idźcie.- odpowiedział Juan i przytulił Normę.
Jimena i Oscar weszli do bufetu szpitalnego.
Zamówili obiad.
Jedli i rozmawiali.
- Bardzo mi przykro z powodu Franca.- powiedziała Jimena.
- Mi też. Kocham go, to mój brat...
- Jesteś do niego bardzo przywiązny.- dodała dziewczyna.
- Nie mogę się doczekać, kiedy nasze dziecko przyjdzie na świat.
- Niestety, będziesz musiał poczekać jeszcze niecałe 7 miesięcy.- dotknęła ręką swojego brzucha.
- Bardzo cię kocham. Obiecuję, że będę dobrym ojcem.
- Napewno. Mam jedno pytanie.- uśmiechnęła się Jimena.
- Jakie?- Oscar pił sok.
- Odpowiedz szczerze. Czy mnie zdradzasz?
Po tych słowach Oscar zadławił się sokiem.
- Skąd ci to przyszło do głowy??- zapytał zdenerwowany.
- Odpowiedz...
- Jasne, że nie! Przecież tylko ciebie kocham, ty jesteś moim życiem! A na dodatek oczekujesz maleństwa!
- Mam nadzieję, że mówisz prawdę.
- Oczywiście...- powiedział Oscar.
- To teraz mnie pocałuj drogi mężu!- Oscar posłusznie pocałował Jimenitę.

* * * * * *
Gabriela kładła Juana Davida do łóżka.
- Babciu, a gdzie jest moja mama?
- Pojechała...
- Ale gdzie?- zapytał wnuk.
- Do szpitala.- odpowiedziała Gabriela.
- Do szpitala? Ale po co?
- Twojemu wujkowi Francowi coś się stało. Wszyscy pojechali do szpitala.
- Wujek Franco umarł?- zapytał Juan David.
- Co ty wygadujesz?! Zgłupiałeś? Jasne, że nie!- Gabriela krzyknęła.
- Nie krzycz babciu!
- Przepraszam kochanie. Wujek Franco tylko źle sie poczuł. Ale idź już spać.- pocałowała dziecko w czoło i położyła do łóżka.
- Dobranoc babciu...Zostań tu, dopuki nie zasnę. Dobrze?
- Tak.
* * * * * *
Jimena i Oscar wrócili do pozostałych.
- Długo was nie było.- powiedziała Norma.
- Długo? Przecież bardzo szybko przyszliśmy!- rzekła Jimena.
- Może i tak. Ale nam ten czas sie strasznie dłużył...
- A gdzie Sara?- spytał Oscar.
- Dalej jest u Franca.- odpowiedział Juan.
Nagle drzwi sali się otworzyły i wyszła z nich Sara. Miała łzy w oczach.
- I jak?- zapytała Norma.
- Rozmawiałam z nim. On uważa, że umrze...
- Nie martw się. Napewno tak nie będzie.- Jimena przytuliła siostrę.
- Dlaczego on? Czemu mój Franco?
- Nie martw się Sarito. On wyzdrowieje, zrobią mu operację...- Norma pocałowała ją w policzek.
- Obyście miały rację.- Sara westchnęła.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Paulineczka
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 13 Sie 2006
Posty: 11440
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Columbia :D

PostWysłany: 18:16:16 23-02-07    Temat postu:

Odcinek 203

Rano Jimena, Oscar i Norma pojechali do domu. Juan i Sara zostali w szpitalu przy Francu.
Na hacjendzie czekali juz na nich Gabriela, Juan David, Quintina, a nawet Eva i Anibal.
Jimena, Norma i Oscar wyszli z samochodu. Od razu wszyscy do nich podbiegli.
- I co z nim?- zapytała Gabriela.
- Quintina mi o wszystkim opowiedziała...- dodała Eva.
- Sara i Juan zostali w szpitalu. Franco ma naczyniaka mózgu...- rzekł Oscar smutnym głosem.
- Co takiego?- zapytała Quintina.
- Naczyniak mózgu...
- Boże święty!- krzyknęła Gabriela.
- Babciu, co to znaczy?- dopytywał się Juan David trzymając babcię za rękę.
- Może lepiej wejdźmy do domu.- powiedziała Norma i wzięła synka na ręce.
Wszyscy poszli...
* * * * * *
Juan poszedł zobaczyć Franca. Jego brat leżał na łóżku.
- Bracie!- podbiegł do niego.
- Juan...Jak to się mogło stać??
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze...
- Gdzie Sara?- spytał Franco.
- Poszła do bufetu sobie cos zjeść i napić się. Ona bardzo się tym wszystkim przejęła...
- Tak bardzo ją kocham. A jesli umrę i zostawię ją samą?
- Durniu, co ty wygadujesz!? Masz silny organizm! Zrobią ci operację i będzie dobrze!- przytulił go.
- Obyś miał rację.
- Jimena, Oscar i Norma też tu byli całą noc, ale wrócili do domu się przespać.
- Jestem wam wdzięczny, że jesteście przy mnie!- uśmiechnął się.
- Nie ma za co! Jesteśmy rodziną!- Juan mocno przytulił brata.

* * * * * *
Na hacjende Reyesów przyjechali Ruth i Antonio.
Weszli do domu.
Wszyscy siedzieli w salonie.
- Witajcie!- krzyknęła Ruth.
- Cześć...- odpowiedziała Norma.
- Quintina zawiadomiła nas, że Franco pojechał do szpitala.- rzekł Antonio.
- Tak. Ma naczyniaka mózgu.- powiedziała Jimena i łza spłynęła jej po policzku.
- Co??- Ruth nie wierzyła.
Eva spoglądała na swoją córkę. Miała nadzieję, że jej wybaczy. Ruth jednak ani razu na nia nie spojrzała.
- Oscar, Jimena i ja byliśmy w szpitalu, ale właśnie wróciliśmy.- dodała Norma.
- A gdzie Sara i Juan?
- Zostali w szpitalu...
- Boże, dlaczego musiało go to spotkać?- Ruth płakała.
- Nie płacz Ruth!- Eva podeszła do córki i przytuliła ją.
Dziewczyna jednak ja odepchnęła.
- Odejdź!- szepnęła.
Eva ledwo powstrzymała się od płaczu.
- Ruth, czemu nie chcesz wybaczyć mamie?- zapytał Oscar.
- Nie będę ci się tłumaczyć...Jadę do szpitala!
- Nie Ruth, nie teraz. Niech on odpocznie od odwiedzin...- zatrzymała ją Jimena.
- Dobrze...
* * * * * *
Tymczasem w domu Santosów...
- Benito! Leandro! Gdzie jesteście?- wołała Melisa.
Leandro wybiegł ze swego pokoju. Zapinał guziki od koszuli.
- O co chodzi?- spytał.
- Gdzie Benito?
- Nie wiem...- odpowiedział.
- Jak to nie wiesz?! Gdzie mój grubasek tak wcześnie wyszedł?
- Nie mam pojęcia. A teraz wybacz, idę ubrać marynarkę.- Leandro odszedł.
- Zaczekaj!- zawołała Melisa.- dzwoniła do mnie Ruth i mówiła, że Franco jest w szpitalu!
Leandro od razu się odwrócił.
- Co? Mówisz poważnie?
- Tak, może wieczorem do nich pojedziemy?- zaproponowała.
- Nie mam ochoty. Wystarczy, ze zadzwonisz i zapytasz co z nim.- Leandro poszedł do swego pokoju.
- Ciekawe, gdzie jest Benito...- szepnęła Melisa.

* * * * * *
Tymczasem Benito szedł krętymi uliczkami. Stanął koło sklepu z lodami. Tam czekała już na niego Paula.
- Witaj Benio!- pocałowała go w policzek.
- Cześć...- zawstydził się.
- Nie rozumiem dlaczego umówiliśmy się na rano...
- Po prostu nie chciałem dłużej czekać.- Benito uśmiechnął się.
- Jesteś wspaniałym przyjacielem!
- Chodź na lody. Ja stawiam!
- Wykluczone, ja mam swoje pieniądze!- powiedziała Paula.
- To mój obowiązek! Zaprosiłem cię tutaj, więc będę płacił!
- No dobrze, uparciuchu! Chodźmy!- weszli do sklepu.
* * * * * *
W szpitalu...
Lekarz podszedł do Sary i Juana.
- Naczyniak mózgu potwierdził się. Trzeba zrobić jak najszybciej operację.- rzekł.
- To znaczy, kiedy?- zapytał Juan.
- Niech będzie za cztery dni. Może być?
- Oczywiście.- powiedziała Sara.
- Proszę się nie martwić. Naszczęście odkryliśmy naczyniaka w miare szybko.
- Będę się modlić za mojego męża.
* * * * * *
- No, to ja jadę do firmy.- powiedział do wszystkich Oscar.
- Papa kochanie!- Jimena pocałowała go.
- Narazie czarnulko!
Nagle Jimena złapała się za brzuch. Miała chwilowy skurcz..
- Co się stało?- spytała Norma.
- Nic, tylko mnie brzuch trochę zabolał...
- Kochanie, bardzo boli?- spytał Oscar.
- Tylko trochę, zaraz juz napewno przestanie...
- Może zadzwonić do lekarza?- zaproponowała Ruth.
- Nie...już przechodzi.- rzekła Jimena.
- Jakby coś się działo, dzwoń!- Oscar pocałował zonę w policzek. Ona uśmiechnęła się.
- Tylko dziecko mnie kopnęło...
- Dobra, jadę!- Oscar wyszedł z domu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 1 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin