Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

OBIETNICA
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Ulubiony bohater?
Gillian
55%
 55%  [ 5 ]
Katherine
11%
 11%  [ 1 ]
Brodick
22%
 22%  [ 2 ]
Ramsay
0%
 0%  [ 0 ]
Douglas
11%
 11%  [ 1 ]
Erin
0%
 0%  [ 0 ]
Wszystkich Głosów : 9

Autor Wiadomość
Susannah
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 09 Sty 2008
Posty: 75
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 22:45:46 18-01-08    Temat postu:

BlackFalcon - i przez moje myśli przebiega kilka krwawych scenek w roli głównej - oczywiście Owen.

Odcinek jak zawsze
Jak ja kocham te potyczki słowne Gillian i Brodicka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jen
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 10 Mar 2007
Posty: 3147
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 16:45:40 20-01-08    Temat postu:

ODCINEK 39

- Idziemy.
- Drago, zostań!
- Ten pies idzie ze mną - starał się mówić spokojnie, ale Bóg jeden wiedział, że wychodziło mu to z trudem.
- To jest mój pies i nie chcę byś zabierał go na to przeklęte polowanie!
- Przyda mu się trochę swobody. Piesku idziemy!
- Nigdzie z tobą nie pójdzie!
- Ależ pójdzie - udał, że rzuca kość. Labrador natychmiast pognał do zamkniętych drzwi - Grzeczny piesek.
- Zdrajca - zmroziła zwierzę zimnym spojrzeniem, gdy ten machając radośnie ogonem wyszedł za Ramsayem.
***
Ramsay spiął konia. Słyszał szczekanie stada królewskich psów. Od przeszło godziny tropili zwierzynę, ale dopiero teraz psy zaczęły tak wściekle ujadać. Zachowywały się jakby straciły rozum. Na nic zdawały się wysiłki myśliwych by je odciągnąć od kopania. Psy warczały tylko wściekle i gryzły ludzi po nogach. Kopały dalej jakby ktoś je podjudzał. Nagle jeden z nich zaczął za coś szarpać. Szok ogarnął zgromadzonych, gdy zauważyli wystającą z ziemi ludzką rękę.
Owen ze strachem odkrywał, że może zostać zdemaskowany. Przecież byli na jego ziemi. To on mógł stać się głównym podejrzanym. Gwałtownie pobladł. W tym samym momencie napotkał zimne spojrzenie Ramsaya. Czyżby on coś podejrzewał? Pod jego bacznym wzrokiem poczuł jakby ten Szkot czytał jego myśli. Jakby zdradzał przed nim nieświadomie swoje zbronie. Czy on coś wie? Przecież, to byłoby niemożliwe.
- Odkopcie ten dół! - głośny rozkaz króla przywrócił go do rzeczywistości. Podjechał bliżej swego władcy. Z tej odległości doskonale widział, kogo znaleźli. Królewska pokojówka, która "zaginęła" dwa miesiące temu. Ależ był nierozważny zakopując je wszystkie na własnej ziemi. Nie domyślał się, że kiedykolwiek ktoś jej odnajdzie. Był w potrzasku.
Owen, myśl! Musisz coś wymyślić! Nie chcesz chyba cię zdemaskowali? Znajdź jakieś rozwiązanie! Wymyśl coś jak najszybciej, jeśli chcesz żyć! Wkrótce znajdą inne ciała. To nie będzie już przypadek. Wszystkie podejrzenia spadną na ciebie. Skończysz tak samo jak twój ojciec. Nie! Nie możesz. Byłeś i wciąż jesteś od niego sprytniejszy. To nie może się tak skończyć. Uda ci się. Uda się. Tylko coś wymyśl.
- Dobry Boże! - złapał się za gardło. Włożył cały swój wysiłek by nadać swemu głosowi zaskoczenie i odrazę. Zbierało mu się na wymioty, gdy patrzył jak straż królewska wyciąga rozkładające się ciało. Zakręciło mu się w głowie widząc zmasakrowaną kobietę - Kto mógł to zrobić?
- Panie, za tamtymi drzewami psy znalazły kolejny... grób. Tamten wydaje się być całkiem świeży - odezwał się jakiś mężczyzna do króla.
- Zabierzcie psy i przeszukajcie całą okolicę. Powiadomcie mnie jeśli jeszcze... coś znajdziecie - rozkazał, po czym zwrócił się do Owena - Domyślasz się kto mógł to zrobić? Może ktoś z twoich żołnierzy, sług?
Mężczyzna zaprzeczył ruchem głowy.
- Nie... Chociaż... Może się mylę, ale od jakiegoś czasu jeden z moich ludzi dziwnie się zachowywał. Często w nocy opuszczał baraki i wracał dopiero nad ranem.
- Jak się nazywa?
- Hugh Montgomery.
Ramsay przysłuchiwał się każdemu słowu. Obserwował każdy gest. Coś podpowiadało mu, że Owen nie jest taki niewinny na jakiego wygląda. Sam fakt, że ta martwa kobieta została odnaleziona na terenie jego posiadłości nie mógło być zwykłym zbiegiem okoliczności. Nie wierzył też, że zwykły żołnierz ślubujący wierność swemu panu mógłby posunąć się do takiej niegodziwości. Owen swoim dziwnym zachowaniem ściągał na siebie cień podejrzeń. Żaden szanujący się lord nie wydawałby jednego ze swoich ludzi na niechybną śmierć, gdyby nie miał pewności co do jego winy. Ramsay nie widział czy Owen ma z tym coś wspólnego czy też nie. Ale jednego był pewien. Od tej pory nie spuści Owena z oka. Musi być czujny.
***
Wieści o znalezionym ciele dotarły do nich na kilka godzin przed powrotem Ramsaya. Teraz czekali na kolejne.
- Kto mógł zrobić coś takiego? - Gillian wtuliła się w Brodicka.
- Jakiś szaleniec - usłyszała odpowiedź męża.
- To jest nieludzkie - wyszeptała.
- Wrócił - odezwała się Katherine. Patrzyła jak Ramsay zeskakuje z konia i pędem rusza w kierunku pałacu. Minęła zaledwie chwila, gdy wpadł do komnaty.
- Już wiecie? - oddychał ciężko. Widząc jak zgodnie kiwają głowami postanowił podać im kilka nowych informacji - Znaleziono kilka nowych grobów. Wszystkie ofiary to kobiety - zaczerpnął tchu - Ostatnią z nich była córka barona Guya, lady Margaret. Już mieliśmy wracać, gdy psy zaczęły wściekle ujadać. Nigdy byśmy jej nie znaleźli. Wilki rozr... - przerwał widząc pobladłe twarze kobiet. Złajał się w duchu za swoją głupotę. Nie powinien wspominać o takich szczegółach.
- To straszne - Gillian przełknęła ślinę. Pociemniało jej przed oczami.
- Wiecie co jest nadziwniejsze? Wszystkie znaleziono na ziemi Owena.
- To mi się nie podoba - wtrącił Brodick pomagając żonie usiąść - Dobrze się czujesz? - zapytał zmartwiony jej bladością. Uspokoił się dopiero, gdy skinęła w odpowiedzi głową.
- Zrobiło mi się słabo. To wszystko.
- Przy kilku kobietach znaleziono biżuterię, a przecież były zwykłymi służącymi... - kontynuował Ramsay.
- Może ukradły... - wtrąciła Katherine.
- Nie sądzę. Myślę, że ją dostały - przerwał jej - Jedna z nich w ręce ściskała małą karteczkę.
- I...?
- Było na niej napisane: Tajemniczy Wielbiciel.
Gillian nerwowo ścisnęła Brodicka za rękę. Mężczyzna doskonale zrozumiał o co chodzi żonie. To czego dziś się dowiedzieli było potwierdzeniem jej snów. Teraz zaczynał się naprawdę bać.


Ostatnio zmieniony przez Jen dnia 16:58:10 20-01-08, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vivian
Komandos
Komandos


Dołączył: 02 Sty 2008
Posty: 739
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Miami ;)

PostWysłany: 16:47:28 20-01-08    Temat postu:

Swietny odcinek czekam na kolejny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23526
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:01:27 20-01-08    Temat postu:

I teraz ja zaczynam sie bac. Tzn. niby wiem, ze wszystko sie dobrze skonczy, ale pozostaje i tak jakies lekkie drzenie strachu - moze dlatego, ze opisalas to tak doskonale? Za to pierwsza scena jest pierwszorzedna :DDDD.

Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 19:02:04 20-01-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Susannah
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 09 Sty 2008
Posty: 75
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 15:16:18 21-01-08    Temat postu:

Odcinek trzymajacy w napięciu. I ja również zaczynam sie bać. Ciekawe, co się jeszcze wydarzy?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jen
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 10 Mar 2007
Posty: 3147
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 18:29:17 21-01-08    Temat postu:

Vivian-> Witam nową Czytelniczkę
Ten odcinek jest bez cienia strachu coś weselszego, wierzcie mi coś mi się wydaje, że się Wam pewnie spodoba heh
Buziaki :*

ODCINEK 40

Minęły dwa tygodnie. Dla Gillian dni te ciągnęły się w nieskończoność. Przyniosły jej wiele cierpienia, ale i radości. Częściej niż dotychczas odczuwała zmęczenie. Zdarzało się jej też ucinać sobie drzemkę w ciągu dnia. Brodick nie mógł zauważyć, że jego żonę męczą poranne mdłości. Wstawał bardzo wcześnie by móc uczestniczyć w ćwiczeniach swoich żołnierzy i wracał dopiero, gdy Gillian już dawno spała. Rzadko też widywali się wciągu dnia. Jeśli już były to przelotnie spotkania. Nie mieli też często okazji zamienić ze sobą choćby kilku słów.
Gillian jadła więcej niż zwykle. Powoli też zauważała drobne zmiany zachodzące w swoim ciele. Na początku niepokoiło ją to, ale nadszedł dzień w którym domyśliła się co jest przyczyną jej złego samopoczucia. Spodziewała się dziecka! Ta wiadomość spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Nie potrafiła opisać swojego szczęścia. Musiała się z kimś podzielić tą radosną nowiną.
Szukała w głowie odpowiednich słów w jaki sposób oznajmi mężowi tak wspaniałą wiadomość. Postanowiła, że zrobi to jeszcze przed rozpoczeciem się turnieju.
***
Błonia na obrzeżach Londynu tonęły w ferii barw. Gwar przybyłych na turniej rozbrzmiewał w powietrzu. Rozstawione wielkie namioty wręcz oślepiały jaskrawymi kolorami.
Rozpoczęcie zaplanowane zostało na następny dzień. Trwały ostatnie przygotowania. Drużyny brały udział w ostatnich już ćwiczeniach. Każdy z przybyłych baronów chciał dobrze wypaść przed królem. Dbali więc o to by ich podopieczni okazali się najlepsi. By to właśnie oni wygrali dla swojego pana pokaźny majątek ofiarowany przez króla.
Gillian nie mogła już dłużej czekać. Poprosiła Colina by zaprowadził ją do Brodicka. Mężczyzna początkowo nie chciał się zgodzić, ale w końcu udało się jej go przekonać. Wydawało się jej, że mięła wieczność nim wreszcie stanęła przed namiotem przydzielonym Brodickowi i jego ludziom. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka. Oślepił ją przepych panujący wewnątrz. Na bogato zdobionym dywanie stał potężny stół uginający się wprost pod rynsztunkiem. Najwyraźniej nikt nie pomyślał by znaleźć inne miejsce na przechowanie broni. W rogu namiotu stało też kilka solidnych krzeseł obitych w zwierzęce skóry. Oczywiście nie mogło też zabraknąć półmisków z jedzeniem czy pucharów pełnych wina. Nie powinna się przecież dziwić na ten widok. Królewski turniej musi mieć odpowiednią oprawę, a walczący ludzi i ich baronowie zasługują na wszystko co najlepsze.
Gdy weszła Brodick stał pochylając się nad stołem. Po jego nachmurzonej minie domyśliła się, że jest zmęczony. Szkolenie żołnierzy pochłaniało niemalże całą jego energię. Pracował z nimi nieprzerwanie od przeszło dwóch tygodni. To cud, że jeszcze nie opadł z sił.
- Gillian? Co ty tu robisz? - podniósł wzrok. Zmarszczył czoło widząc żonę. Przecież powinna być w pałacu. Ciężko wetchnął. Same kłopoty z tymi żonami. Nie wykonują poleceń mężów. Są przekonane, ze zawsze wszystko wiedzą lepiej. Chciał jej powiedzieć kilka ostrych uwag, ale był zbyt zmęczony by wdawać się z nią w jakąkolwiek kłótnię.
- Przyszłam się z tobą zobaczyć - odpowiedziała spokojnie - Zaniedbywałeś mnie przez ostatnie dwa tygodnie.
- Ćwiczenia... Turniej... Chciałbym wygrać.
- Nie rozumiesz, że już wygrałeś?
- Wygrałem? Co?
- Mnie - iskierki rozbawienia igrały w jej fiołkowych oczach. Nie mógł się nie uśmiechnąć. Ostatnio zauważył, że odkąd był żonaty częściej się uśmiechał. Częściej był radosny. Odkąd był z Gillian jego życie nabrało kolorów. Potrafił naprawdę cieszyć się życiem.
- Chodź tu do mnie - przyciągnął do siebie żonę. Oparł brodę na jej głowie. Gillian była najwspanialszą kobietą jaką w życiu spotkał. I należała do niego. Plusem było nawet to, że się z nim kłóciła. Cieszył się, że jego żona ma własne zdanie i w niczym nie przypomina lukrowej laleczki - Czy mówiłem ci już, że cię kocham?
- Dzisiaj jeszcze nie - uśmiechnęła się do niego. Zastanawiała się jak przekazać Brodickowi, że zostanie ojcem.
- Kocham panią, lady Buchanan.
- A ja kocham pana, milordzie.
- Czy coś się stało? - zapytał widząc jej nagłe zatroskanie.
- Nie... A właściwie to tak... Nie wiem jak zacząć...
- Po prostu to powiedz - pogładził ją wierzchem dłoni po policzku. Ten czuły gest dodał jej odwagi. Przełamała się. Podniosła głowę by móc na niego spojrzeć. W jej oczach pojawiły się łzy wzruszenia.
- Będziemy mieć dziecko.
- Jesteś tego pewna?
To było całkiem logiczne pytanie, gdyby nie fakt, że Brodick zadał go kilkakrotnie jakby nie dowierzał w twierdzącą odpowiedź żony.
Gillian wpatrywała się z męża z tłumioną od lat miłością i czułością. To dziwne, że tak wielki i silny mężczyzna stawał się niemalże bezbronny, gdy tylko dowiedział się, że zostanie ojcem. Wpatrywała się w Brodicka ze łzami szczęścia i ulgi w oczach. Roześmiała się radośnie i wpadła mu w objęcia. Nie wiedziała jak można połączyć płacz i śmiech choć potrafiła to doskonale. I pewnie nigdy już się tego nie dowie.
Brodick spojrzał na zapłakaną twarz Gillian i uśmiechnął się do niej czule. Otarł łzy z jej policzków i przytulił mocno do siebie. Zamknął oczy i wymówił bezdźwięcznie dziękczynne słowa modlitwy.


Ostatnio zmieniony przez Jen dnia 17:28:28 22-01-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23526
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:57:28 21-01-08    Temat postu:

Wspanialy odcinek, taki pelen milosci i szczescia. Mam ochote udusic Owena, ze chce to wszystko zniszczyc. Od razu wiedzialam, ze Gillian jest w ciazy. Martwi mnie tylko podpis: "Zapraszam na ostatnie odcinki "Obietnicy"". Ja chce jeszcze!

Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 19:57:46 21-01-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Susannah
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 09 Sty 2008
Posty: 75
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 20:17:02 21-01-08    Temat postu:

Cudowny odcinek. Czułe scenki i w końcu dzidziuś!
Ja jeszcze nie chce zakończenia

W pewnym momencie Brodick pomyślał :Same kłopoty z tymi żonami. Nie wykonują poleceń mężów." A ja się zastanawiam co właściwie oni zrobiliby bez nas?NIC
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jen
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 10 Mar 2007
Posty: 3147
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 21:38:34 22-01-08    Temat postu:

Zakończenie będzie jeszcze w tym tygodniu kiedyś przecież trzeba rozstać się z opkiem Za jakiś czas (pewnie w kwietniu) będzie kontynuacja więc z bohaterami tak do końca się nie żegnamy A w ostatnim odcinku szykuje się dla Was mała niespodzianka co powiecie na udział w narodzinach?
Pozdrawiam :*

ODCINEK 41

Wreszcie nadszedł wielki dzień. Zewsząd dobiegały do uszu radosne dźwięki instrumentów czy śpiewu bardów. Wspaniała woń potraw, przekrzykujący się ludzie i nieustanny ruch sprawiały, że na ten jeden dzień błonia na obrzeżach Londynu zamieniły się w małe kolorowe miasteczko. Miasteczko złożone z barwnych namiotów przypominających miniaturowe chatki.
Gillian szła pod rękę z Brodickiem. Niemalże co jakiś czas para była zatrzymywana przez ciekawskich. Każdy chciał pogratulować młodemu małżeństwu wspaniałej nowiny. Wieści o błogosławionym stanie Gillian obiegły cały pałac z prędkością błyskawicy. Wiadomość ta dotarła także do uszu króla. Monarcha postanowił w specjalny sposób pogratulować Buchananom. Obwieścił wszem i wobec, że są gośćmi honorowymi podczas turnieju.
- Dlaczego wszyscy tak mi się przyglądają? - Gillian szturchnęła męża pod żebra, gdy usiedli na swoich miejscach.
- Podziwiają twoją urodę - odpowiedział zgodnie z prawdą.
- Czy ty kiedykolwiek jesteś poważny? - zmroziła go spojrzeniem.
- Sugerujesz, że kłamię? - udał obrażonego - Nie nazywa się własnego męża kłamcą i to w dodatku w towarzystwie.
- Nie nazwałam cię kłamcą. A poza tym cały czas szepczemy i nikt nas nie słyszy - odgryzła.
- Szz... Zaczyna się - uciszył ją gestem dłoni. Nie zdążyła nawet otworzyć ust, gdy usłyszała donośny głos herolda. Turniej został rozpoczęty.
Podniosła głowę by móc skupić się na walczących. Jako pierwsi walczyli Stephen z drużyny Brodicka i Brian z drużyny Owena. Mężczyźni wsiedli na swoje konie. W ręce nerwow ściskali kopie. Wreszcie rozległ się donośny krzyk. Pojedynek rozpoczęto. Natarli na siebie wyciągjąc w kierunku przeciwnika kopie. Stephen starał się skupić na Brianie. Wymierzył prosto w jego ramię. Kopia skruszyła się pod tak mocnym ciosem. Uderzenie było na tyle silne by Brian spadł z konia. Zwycięzca tej konkurencji był oczywisty.
Nadeszła kolej na Liama. Brodick wpatrywał się niecierpliwie w swojego woja. Wynik był przesądzony zanim mężczyźni wsiedli na konie. Przyglądał się krytycznie przeciwnikowi Liama. Był to ledwo wyrośnięty chłopiec. Brodick zaklął w duchu. Kto pozwolił dziecku brać udział w turnieju? Przecież on nie może znać się na walce. Stanie mu się krzywda. Spojrzał w kierunku Liama akurat w momencie, gdy ten spoglądał na swojego pana. Brodick skinął głową na młodzieńca. Liam doskonale zrozumiał o co chodziło jego lordowi. Miał wygrać przy czym musiał uważać by nie zrobić krzywdy chłopcu. Spiął konia i wymierzył kopię. Udało się. Widział jeszcze jak młodzieniec z trudem podnosi się z ziemi. Będzie miał kilka sińców, ale nic poważnego mu się nie stało.
I tak było z każdym pojedynkiem. Wojownicy Brodicka wygrywali każdą potyczkę. Nie mieli sobie równych. Na placu boju ostatecznie pozostały dwie drużyny. W końcowym starciu mieli zmierzyć się wojownicy Brodicka i Owena.
Gillian patrzyła z dumą na uśmiechniętą twarz męża. Mężczyzna wyczuł, że ktoś mu się przygląda, gdyż odwrócił wzrok.
- Ja zawsze wygrywam - odpowiedział z błyskiem w oku.
- Nie wiem czy zawsze, ale teraz na pewno.
- Zawsze - powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Skorto tak mówisz - wzruszyła ramionami - O co chodzi w tej potyczce?
- Sześciu moich ludzi i sześciu z drużyny Owena zmierzy się podczas walki na ostrą broń.
- Ale to nie jest walka na śmierć i życie, prawda?
Uspokoiła się widząc jak Brodick kiwa twierdząco głową.
- To dobrze. Nie lubię rozlewu krwi.
Dwunastu mężczyzn stanęło pośrodku placu na rozstawionych nogach. Przygotowywali się na rozpoczęcie. W momencie, gdy usłyszeli dźwięk rogu rozpoczęła się walka. Wojownicy Brodicka dzielnie odpierali atak. Pokazywali jak dobrze są przeszkoleni i wkrótce szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Buchananów. Ludzie Owena zostali sprytnie pozbawieni broni. Od tej pory nie starali się walczyć. Jedyne co bylo dla nich najważniejsze to unikanie ciosów. Nie musiano długo czekać na finał. Przez zgromadzony tłum przebiegła salwa braw, gdy drużyna lorda Owena poniosła porażkę. Zwycięzcą turnieju został lord Buchanan.
Zbliżała się noc kiedy król wręczał akt własności ziemi na ręce Brodicka. Mężczyzna uśmiechał się zwycięsko, gdy zauważył pochmurną minę swojego przeciwnika.
Owen był wściekły. Zawsze wygrywał turnieje, a tym razem został ośmieszony. I to w dodatku przez jakiegoś Szkota. Nie mógł darować swoim ludziom tej przegranej. Już on nim odpłaci za tą zniewagę. Należy im się kara. Może wtedy nauczą się, że on nigdy nie wybacza przegranej.
***
- Jest już późno, a ich jeszcze nie ma - Gillian nerwowym krokiem przemierzała namiot - Wszyscy świętują - jej oczy nagle rozbłysły - Wszyscy bez wyjątku... Owen też.
- Gillian?
- Katherine, zostań tutaj. Zaraz wrócę.
- Dokąd idziesz?
Gillian zatrzymała się gwałtownie.
- Przeszukam namiot Owena. Może coś tam zjadę - powiedziała podekscytowana.
- Zwariowałaś?! Co zrobisz jeśli on wróci? Nie spodoba mu się, że szperasz w jego rzeczach. A jeśli Ram miał rację i to on jest tym Tajemniczym Wielbicielem? Jeśli cię zaatakuje co wtedy zrobisz?
- Zacznę krzyczeć - roześmiała się nerwowo.
- Nigdzie cię nie puszczę. Brodick by cię udusił gdyby tylko dowiedział się co planujesz.
- Dlatego nic mu nie powiesz. Obiecuję, że będę ostrożna - widząc, że Katherine kręci przecząco głową dodała - Zabiorę ze sobą Drago.
- Pies nie obroni cię...
- I tak pójdę. Chyba nie chcesz stracić przytomności? - zapytała mrużąc oczy.
- Nie ośmieliłabyś się...
- Nie? Mogę...
- Już dobrze. Ale wróć szybko.
Gillian uśmiechnęła się tylko, zawołała psa i wyszła.
***
Rozglądnęła się dookoła czy nikt jej nie widział i weszła do środka. Wewnątrz paliły się świce co znacznie ułatwiło jej poruszanie się. Namiot w wystroju przypominał ten, który zsotał przydzielony Brodickowi. Jednak był mały wyjątek. Tutaj dodatkowo stał kufer. Postanowiła rozpocząć swoje poszukiwania właśnie od niego. Uklękła przed nim i otworzyła pokrywę. Drago zaczął gryźć ją po kostkach więc odepchnęła zwierzę. Przewracała ubrania. Szukała czegoś, ale sama nie wiedziała czego. Nagle pod palcami poczuła coś chłodnego. Wyciągnęła przedmiot by móc mu się przyjrzeć przy świetle. Zdziwiła się, gdy odkryła, że trzyma w ręce diamentowy naszyjnik. Zmarszczyła brwi. Sięgnęła ponownie do kufra. Tym razem wyciągnęła kolczyki do kompletu. Coś tu się jej nie zgadzało. Po co Owen przechowywałby takie kosztowności w zwykłym kufrze. W dodatku w niestrzeżonym namiocie. Przecież każdy mógłby to ukraść - zdziwiła się.
Odgarnęła resztę ubrań. Poczuła na placach jakąś lepką substancję. Podniosła rozbitą buteleczkę. Gwałtownie zbladła rozpoznając w czerwonej cieczy krew. Ramsay miał rację. Owen miał coś wspólnego z tymi zbrodniami. Te morderstwa musiały być jego dziełem.
Pies znowu zaczął ją gryźć w kostkę. Zignorowała go. Dopiero, gdy ten zaczął groźnie warczeć odwróciła się by na niego spojrzeć. Po niewczasie zrozumiała, że Drago ją ostrzegał.
W wejściu stał mężczyzna. Patrzył teraz na Gillian z szaleństwem w oczach. Uśmiechnął się do niej tak, że przeszły jej po plecach ciarki. Z każdą sekundą serce waliło jej w piersi coraz mocniej.
- Widzę, że odkryłaś moją małą tajemnicę - powiedział ochrypłym głosem - Nic się nie stało. I tak byś się dowiedziała. A teraz moja droga czas na nas - mówił podchodząc coraz bliżej.


Ostatnio zmieniony przez Jen dnia 0:17:34 23-01-08, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23526
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:36:32 22-01-08    Temat postu:

Co jest najlepsze do kolacji? Cudowna historia, ktora zawiera w sobie wszystko, co najlepsze, czyli "Obietnica". Po pierwsze, sceny walk rycerzy Brodicka z "armia" Owena byly - jak dla mnie - symboliczne, bo w koncu oni dwaj beda walczyc o Gillian - jeden o jej zycie, drugi o jej smierc. Poza tym rozumiem odwage Gillian i podziwiam ja za to, ale teraz obawiam sie, co zrobi Owen (tak, mowilas kiedys, ze wszystko bedzie dobrze, ale i tak mam dreszczyk emocji - jak zwykle przy "Obietnicy" zreszta).

Kontynuacja w kwietniu...2 miesiace czekania...Ale co to za udzial w narodzinach? Nadamy imie, czy jak? .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jen
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 10 Mar 2007
Posty: 3147
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 0:25:24 23-01-08    Temat postu:

No w kwietniu chyba, że mogłabym pisać coś w weekendy Moją nową telkę albo kontynuację wybór zależy od Was. Chociaż ja wolałabym kontynuację
Co do narodzin to będziecie świadkami jak przychodzi na świat nowe życie w ostatnim odcinku czekają na Was dwie niespodzianki. Wkrótce dowiecie się co miałam przez to na myśli
Pozdrawiam :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23526
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:46:06 23-01-08    Temat postu:

Hm...Rozumiem, ze nie da sie obu naraz? . A szkoda, bo postawilas mnie przed trudnym wyborem.

Nie moge sie doczekac tych niespodzianek - co nie znaczy, ze rowniez konca historii .


Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 14:46:24 23-01-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
monioula
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 01 Cze 2007
Posty: 3628
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sevilla
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:38:37 23-01-08    Temat postu:

Ah, kochana! Przeczytałam już wczoraj, ale dopiero mam czas na skomentowanie twojego dzieła, a więc:
Jak to powiedziała BlackFalcon wiadomo, że wszystko będzie dobrze, ale fakt, że do tego szczęścia prowadzą cierpienia zafundowane moim ulubieńcom przez Owena nie jest obiecujący
Drugim nieobiecującym faktem jest to, że na kontunuację trzeba czekać do wiosny. Ja z chęcią przeczytałabym i ją i twój nowy projekt jak najszybciej, bo ciągle mi mało tego, jak piszesz [i tęsknię za TPT ]
Gillian i Brodick to idealna parka, żrą się ze sobą a mimo wszystko się kochają. Dziecko tylko uwieńczy ich miłość Mam nadzieję, że w kontynuacji nikt nie waży się tknąć małego (zakładam, że to chłopiec, choć pewnie się mylę).
A ta druga niespodzianka? Czyżby więcej dzieci?
Pozdrawiam cię serdecznie :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jen
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 10 Mar 2007
Posty: 3147
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 13:50:33 24-01-08    Temat postu:

BlackFalcon napisał:
Hm...Rozumiem, ze nie da sie obu naraz?

Obu na raz się nie da. Szczerze powiedziawszy po zakończeniu "Obietnicy" chciałam zrobić sobie przerwę i nic nie pisać, ale to jest sillniejsze ode mnie . Ja już nie potrafię żyć bez pisania, chciałabym więc pisać chociaż w weekendy. Hmm.. może zróbmy tak: będę pisać kontynuację bo dużo w niej sobie obmyśliłam więc pisałabym tak na świezo bo "UWD" potrzebuje jeszcze małych zmian jest jeden wątek, który muszę dokładniej przemyśleć
Więc na pierwszy odcinek kontynuacji zapraszam w niedzielę

monioula napisał:
(zakładam, że to chłopiec, choć pewnie się mylę).
A ta druga niespodzianka? Czyżby więcej dzieci?

Zdziwisz się jak powiem, że masz rację? może część z tego co napisałaś jest prawdą a może nawet całość

Pozdrawiam Was gorąco :*

ODCINEK 42

- Katherine, gdzie jest Gillian?! - ryknął Brodcik.
- Ona...
- Katherine...! - Ramsay wyczekująco wpatrywał się w żonę.
- Bo widzicie ona... Gillian... poszła do namiotu Owena... Obiecała, że będzie ostrożna... Zabrała ze sobą Drago - mówiła nieskładnie z płaczem - Boję się bo jeszcze nie wróciła.
- Colinie zostań tutaj z Katherine. Stephen, Ossian i Michael idziecie z nami.
- Wrócicie z nią, prawda? - zapytała żałośnie - Jesli coś jej się stanie to będzie to moja wina. Powinnam była ją zatrzymać.
- To nie jest twoja wina... Nic się jej nie stanie. Obiecuję ci to - Ram zapewnił żonę i wyszedł za przyjacielem.
- Dobry Boże, ta kobieta kiedyś wpędzi mnie do grobu - mówił Brodick do siebie biegnąc w kierunku namiotu Owena. Wpadł do środka nerwowo rozglądając się dookoła. Namiot był pusty. Jednak coś go zaniepokoiło. Z wnętrza wielkiego kufra dobiegało ciche skomlenie. Uchylił pokrywę.
- Drago... - wyszeptał wpatrując się w zwierzę.
- Biżuteria?... Krew? - Ramsay podniósł z ziemi rozbitą buteleczkę.
- Musimy ich znaleźć. Bierz psa.
***
- Do... Dokąd idziemy?
- Tam, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał - syknął popychając Gillian w stronę lasu.
- Brodick będzie mnie szukał. Jeśli szybko nie wrócę Katherine postawi wszystkich na nogi - mówiła drżącym głosem.
- Nie zdążą ci pomóc.
- Co chcesz zrobić?
- Zamknij się i idź!
- Co zrobiłeś z psem?
- To co powinienem! Idź! - rozkazał.
Gałązki siekły ją po twarzy. Z rany na policzku sączyła się strużka krwi. Było podobnie jak we śnie. Bezchmurne niebo. Żadnej gwiazdy, która rozświetlałaby ciemność. Byli tylko oni. Drzewa, Owen i strach przepełniający serce Gillian. Położyła dłoń na swoim brzuchu. Nie bała się tak o swoje życie jak o życie dziecka. Przecież ono nie było niczemu winne. A teraz przez jej głupotę ta mała istotka miała stracić szansę na narodziny. Samotna łza stoczyła się po jej policzku. Przygryzła wargi. Modliła się w duchu by Brodick zdążył ją uratować. Ją i ich dziecko.
Nagle potknęła się o wystający konar. Upadłaby niechybnie, gdyby Owen nie złapał jej za ramię. Jego palce wpiły się boleśnie w jej skórę. Spojrzał jeszcze na kobietę wzrokiem pełnym szaleństwa i pchnął ją by szła dalej.
- Dlaczego to robisz?
- Bo to lubię - uśmiechnął się do niej kpiąco. Nagle kazał się jej zatrzymać - To tutaj.
- Co... tutaj? - udało się jej zadać to pytanie na pozór obojętnym tonem. Ręce się jej trzęsły ze strachu, gdy odgarniała zabłąkane kosmyki włosów.
- Tutaj będzie twój grób - odpowiedział.
Przycisnął ją całym swoim ciałem do drzewa. Jego dłonie powoli zaciskały się na jej szyi. Brakowało jej tchu. Dusiła się.
Gillian, zrób coś! Ratuj siebie i dziecko! - mówił jakiś wewnętrzny głos. Nie pozwól by ten drań zrobił wam krzywdę! Uda ci się! Tylko natychmiast coś zrób! Natychmiast!
Skupiła całą swoją uwagę na mężczyźnie. Dziękowała Bogu, że stał w rozkroku. Nie spodziewał się tego. Podniosła kolano i uderzyła zszokowanego między nogi. Zawył z bólu i upadł na ziemię. Gillian nie zastanawiała się ani chwili dłużej. Zaczęła biec w kierunku namiotów. Gdy była w połowie drogi usłyszała za sobą dziki krzyk. Biegł tuż za nią. Z każdą chwilą był coraz bliżej. Potknęła się i runęła na ziemię. Owen znalazł się przy niej w mgnieniu oka. Przycisnął kolanem nogi kobiety do ziemi tak by nie mogła nimi ruszać.
- Dlaczego uciekasz? Przecież nikt ci już nie pomoże... Nie podobała ci się moja gra? Przepraszam, że dostałaś tak mało prezentów. Musiałem zachować ostrożność, gdy odnaleźli te groby. Jaka szkoda... Wkrótce do nich dołączysz...
Delektował się każdą chwilą. Tak długo na to czekał. Wyciągnął sztylet. Gillian była pewna, że to już koniec. Była głucha na jakiekolwiek dźwięki. Jedyne o czym myślała to Brodick i dziecko. Po jej policzkach toczyły się słone łzy bólu i bezradności. W jednej chwili całe życie przebiegło jej przed oczami. Tata... noc w której Morgan napadł na Carlisle... wuj Douglas... wyprawa do Szkocji... ślub z Brodickiem... poszukiwania Kate... wiadomość o dziecku...
Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Czuła na swojej szyi zimny metal. Owen powoli, nie śpiesząc się, przesuwał ostrze w kierunku piersi. Chciał go wbić prosto w serce. Uśmiechnął się. Już chciał wbić sztylet w jej ciało, gdy nagle opadł na Gillian przygniatając ją swoim ciężarem.


Ostatnio zmieniony przez Jen dnia 13:51:47 24-01-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Susannah
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 09 Sty 2008
Posty: 75
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 17:05:20 24-01-08    Temat postu:

Nie wiem jak Ty to robisz, ale czytając twoje opowiadania "tracę" kontakt z rzeczywistością. Cieszę sie, że będziesz kontynuować, bo nie wiem co bym zrobiła bez "Obietnicy".
I z niecierpliwoscią czekam na obiecane niespodzianki .
Odcinek jak zawsze fantastyczny. Podziwiam Gillian, za to, że w takiech chwili nie straciła odwagi i bardzo precyzyjnie wymierzyła cios w Owena, tam gdzie najbardziej zabolało.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Następny
Strona 11 z 13

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin