Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

OBIETNICA
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12, 13  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Ulubiony bohater?
Gillian
55%
 55%  [ 5 ]
Katherine
11%
 11%  [ 1 ]
Brodick
22%
 22%  [ 2 ]
Ramsay
0%
 0%  [ 0 ]
Douglas
11%
 11%  [ 1 ]
Erin
0%
 0%  [ 0 ]
Wszystkich Głosów : 9

Autor Wiadomość
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23524
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:17:00 06-01-08    Temat postu:

Jak juz mowilam, trafil swoj na swego, ale mam przeczucie, ze Brodick bedzie musial ustapic . Kurcze, ja tez bym sie bala, ale z drugiej strony tez bym chciala wiedziec (na miejscu Gillian), kim jest ten facet. Pomysl z napisaniem slow krwia byl genialny...przysporzyl mnie o kolejne ciarki, ale przeciez o to chodzilo .

Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 22:18:14 06-01-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Susannah
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 09 Sty 2008
Posty: 75
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 18:44:40 09-01-08    Temat postu: TO JEST ŚWIETNE przez wielkie Ś :D

Dopiero wczoraj odkryłam tą stronę z twoim opowiadanim. Teraz żałuję, że nastąpiło to tak późno. Jestem pod wrażeniem twojego talentu literackiego. Przeczytałam wszystko, co dotychczas zostało tu umieszczone i nie ukrywam, nie mogę się już doczekać kolejnych odcinków i kolejnej części, w której rolę główną odgrywają dzieci naszych wcześniejszych bohaterów.
Ciekawi mnie bardzo wątek z Tajemniczym Wielbicielem. Czyżby sen Gillian miał by się spełnić?
Z przyjemnością dołączam do twoich gorliwych i zniecierpliwionych czytelników.
pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jen
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 10 Mar 2007
Posty: 3147
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 22:47:11 10-01-08    Temat postu:

BlackFalcon napisał:
Jak juz mowilam, trafil swoj na swego, ale mam przeczucie, ze Brodick bedzie musial ustapic . Kurcze, ja tez bym sie bala, ale z drugiej strony tez bym chciala wiedziec (na miejscu Gillian), kim jest ten facet

No i wkrótce się dowiedzą kim jest Tajemniczy Wielbiciel Co do Gillian... Dobrze myślisz. Jak się uprze to musi postawić na swoim Ona nie zna słowa "nie"

Susannah napisał:
Dopiero wczoraj odkryłam tą stronę z twoim opowiadanim. Teraz żałuję, że nastąpiło to tak późno. Jestem pod wrażeniem twojego talentu literackiego. Przeczytałam wszystko, co dotychczas zostało tu umieszczone i nie ukrywam, nie mogę się już doczekać kolejnych odcinków i kolejnej części, w której rolę główną odgrywają dzieci naszych wcześniejszych bohaterów.
Ciekawi mnie bardzo wątek z Tajemniczym Wielbicielem. Czyżby sen Gillian miał by się spełnić?
Z przyjemnością dołączam do twoich gorliwych i zniecierpliwionych czytelników.
pozdrawiam

Witam nową Czytelniczkę Dziekuję za ciepłe słowa :* Sen Gillian spełni się, ale nie do końca przecież nie zrobiłabym jej krzywdy to moja ulubienica. Ale będzie ktoś kto ucierpi
Bardzo Was przepraszam, że odcinek jest dopiero teraz, ale po prostu w tym tygodniu troszkę zalatana jestem. Kolejny odcinek też nie będzie tak szybko bo dopiero w poniedziałek. Wcześniej niestety nie dam rady Mam nadzieję, że to zrozumiecie
Pozdrawiam :*

ODCINEK 34

Zostali. Brodick nie wiedział dlaczego się na to zgodził, ale jednego był pewien. Jego żona była mistrzynią w manipulowaniu ludźmi. Dał sobą kierować. Obiecał sobie, że był to ostatni raz, gdy postawiła na swoim. Nigdy więcej już nie ulegnie jej prośbom.
- Musimy dołączyć do gości - Gillian usłyszała zniecierpliwiony głos Brodicka. Mężczyzna nie dowierzał własnym oczom widząc jak jego ukochana małżonka próbuje ukryć jakiś przedmiot w fałdach sukni - Po co ci ten sztylet?
- Ostatnim razem się przydał - wyjaśniła spokojnie. Poprawiła dół sukni - Nikt ze straży nie zareagował na czas, gdy Morgan chciał zaatakować króla... - spojrzała na męża z satysfakcją - Nawet ty.
- Gillian... - ostrzegł.
- Już dobrze, dobrze... Czas na nas.
Chciała go wyminąć, ale w ostatniej chwili złapał ją za ramię.
- Pamiętaj co mówiłem. Wychodzisz z komnaty razem ze mną albo ze strażnikami.
- Pamiętam... A teraz czy możesz mnie puścić?
Zanim dołączyli do zebranych w sali Brodick zdążył usłyszeć co Gillian myśli o takim mężu jak on. Uśmiechnął kwaśno na jej cięte słowa. Doszedł do wniosku, że powinien jak najszybciej utemperować jej charakter. Co prawda nie chciał by Gillian stała się podobna do słodkoustych i różowiutkich żoneczek rycerzy króla, ale przydałby się jednak mały kompromis.
***
Owen odkąd pamiętał zawsze był odludkiem. Nigdy z nikim się nie przyjaźnił. Nie potrzebował przyjaciół. W jego przekonaniu ktoś taki jak on nie potrzebował nikogo bliskiego. A przynajmniej było tak do pewnego czasu. Jedyną jego bratnią duszą była Elisabeth. Jego wspaniała i piękna Elisabeth. Tylko ją kochał. Ubóstwiał. Obsypywał prezentami. Układał dla niej wiersze pomimo, że go wyśmiewano. Poniżał się chcąc zdobyć jej serce. Ale ta mała żmija tylko się nim bawiła. Kochał ją, a ona go zdradziła. Przekonał się wtedy, że kobiety nie potrafią nic innego jak tylko zwodzić mężczyznę. Oplatają go swoim urokiem i sprawiają, że staje się bezwolny. Podatny na ich rozkazy. Staje się niewolnikiem.
Wciąż pamiętał ten dzień w którym nakrył ją z jednym ze swoich ludzi. Wpadł w dziki szał. Nic nie było w stanie go powstrzymać. Błagalne słowa i łzy w jej pięknych oczach nie robiły na nim wrażenia. Rozkoszował się każdą chwilą w której zadawał jej ból. Pozwolił jej patrzeć na śmierć swojego kochanka. Potem przyszedł czas na nią. Z tą zdrajczynią obszedł się w owiele bardziej okrutny sposób. Strach w jej oczach przyniósł mu ulgę. Zapłaciła drogo za swoją zdradę. Był jak w transie, gdy zadawał jej cios za ciosem. Piękny sztylet wysadzany drogimi kamieniami wbijał się w jej białą skórę znacząc na niej wielkie czerwone ślady.
To przez nią stał się taki. To ona stworzyła tego potwora, którym teraz był. Pokochał zabijanie. Działało ono na niego jak najlepszy afrodyzjak. W martwym wzroku swoich ofiar odnajdywał spełnienie. Spełnienie, które dawało mu siłę. Musiał zaspokajać swój nieustający głód nawet za cenę życia niewinnych kobiet. Kobiet takich jak Gillian czy Katherine.
Odnalazł je wzrokiem wśród tłumu. Katherine stała przy męży z pobłażliwym uśmiechem przypatując się szarpiącej się przyjaciółce i Brodickowi. Gillian bezskutecznie starała się wyrwać z uścisku męża. Nie zważała na karcące spojrzenie króla czy królowej. W końcu zamachnęła się i uderzyła Brodicka mocno w ramię. Skrzywiła się z bólu. Potarła bolącą rękę i spiorunowała męża wzrokiem. Owena rozbawił ten widok. Nadszedł czas by poznać bliżej nową ofiarę. Gillian będzie pierwsza. Potem zajmie się Katherine. Bez zastanowienia ruszył w ich kierunku.
- Owen? - król odetchnął z ulgą widząc mężczyznę. Wysłał Gillian spojrzenie nakazujące by zachowywała się przyzwiocie - Poznajcie mojego bratanka. Owen... Owen jest synem Morgana - wyjaśnił.
- Synem Morgana? - odezwała się Katherine drżącym głosem.
- Nigdy nie rozumiałem chęci władzy ojca. Zawsze chciał być na górze. Kochał rządzić. Gdybym tylko wiedział... Nie jestem taki jak on - dodał szybko. Starał się mówić głosem przepełnionym żałością. Dobrze mu to wychodziło, gdyż na twarzach zebranych pojawiło się współczucie. Jedynie Brodick i Ramsay nie do końca ufali nowemu znajomemu. Coś w jego spojrzeniu i gestach kazało im na niego uważać.
- Oczywiście, że nie jesteś - wtrącił Jan - Nie było okazji byś poznał moją córkę... Katherine - Owen schylił głowę. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią świdrującym wzrokiem. Uśmiechnął się pod nosem widząc jak Ramsay gestem posiadacza przyciąga do siebie żonę - Ramsaya zapewnie już znasz. A to... To jest Gillian i Brodick - odwrócił się w ich kierunku by móc dokonać prezentacji.
- Nie jesteś panie ani trochę podobny do ojca - odezwała się nagle Gillian.
- To prawda. Matka niejednokrotnie powtarzała mi, że wygląd odziedziczyłem po jej ojcu. Cieszyła się, że w niczym nie przypominam... Morgana.
Dobrze mu szło. Powoli zdobywał zaufanie kobiet. Musiał być czujny by niczym się nie zdradzić. Obserwował uważnie Ramsaya i Brodicka. Wiedział, że są czujni. Znajdzie sposób by nie przeszkodzili mu w niczym. Musiał tylko wybrać odpowiedni moment. Odpowiedni dzień. Nie spodziewał się nawet, że jego plan może zostać tak szybko wykonany. Gdy usłyszał słowa Gillian miał ochotę roześmiać się ze szczęścia.
- Skoro nie jesteś panie podobny do ojca, to znaczy, że w przeciwieństwie do niego potrafisz tańczyć - powiedziała przekornie.
- Gillian! - ostrzegł Brodick.
- Domyślam się, że milady zapraszasz mnie do tańca.
Skinęła jedynie głową. Posłała mężowi groźne spojrzenie. Skoro nie chciał partnerować jej w tańcu więc zrobi to Owen.
- Tylko jeden taniec - syknął Brodick. Nie podobał mu się pomysł Gillian. Ale co miał zrobić? Król przysłuchiwał się ich rozmowie. Co miał powiedzieć? Królu, nie ufam twojemu bratankowi. Wygląda mi na szaleńca? Ostatecznie postanowił nie spuszczać żony z oka.
- Milady?
Owen podał jej swoje ramię. Uśmiechnęła się do niego i wkrótce dołączyli do tańczących par. Brodick z zazdrością patrzył jak jego żona sunie po marmurowej posadzce w ramionach obcego mężczyzny. Dlaczego na Boga nie zgodził się z nią zatańczyć?! Nie musiałby się teraz temu przyglądać. Nie musiałby się martwić.
- Chłopcze musisz uważniej pilnować żony bo jeszcze ktoś ci ją odbierze - Jan poufale poklepał mężczyznę po ramieniu - Kobiety uważają Owena za atrakcyjnego.
Brodick uśmiechnął się kwaśno na te słowa. Wystarczyła chwila nieuwagi i stracił Gillian z oka. Wypatrywał jej w tłumie. Nadaremnie. Nigdzie nie potrafił jej dojrzeć. Spojrzał na Ramsaya. Mężczyzna skinął głową, jakby zrozumiał o co chodzi.
- Musimy ją znaleźć - wyszeptał do przyjaciela - Nie spodobał mi się ten Owen.
***
- Milordzie to był wspaniały taniec - Gillian wychyliła się za balustradę dużego tarasu. Świeże powietrze ostudziło jej rozgrzane ciało. Głośno westchnęła. Wpatrywała się przed siebie. W oddali majaczyły wysokie dachy domostw mieszczan. Zastanawiała się jak wygląda miasto. Prawdziwy Londyn. Nie ten, który widzi od czasu przyjazdu. Zamkowe komnaty to przecież nie wszystko. Doszła do wniosku, że zanim wyjadą koniecznie musi odbyć małą wycieczkę na londyński targ. Brodick udusiłby ją, gdyby tylko poznał jej plany. I tym razem uda się jej postawić na swoim. Jeśli nie, zawsze mogłaby wymknąć się niezauważona.
Gilian kontynuowała swe rozmyślania nie będąc świadoma niebezpieczeństwa. Owen celowo przyprowadził ją na ten taras. Byli doskonale osłonięci przez kwiaty w dużych donicach. Nikt ich nie zauważy. Tymbardziej wtedy, gdy zejdą do ogrodu.
- Moża masz, milady, ochotę zobaczyć królewski labirynt?
- Labirynt? Tutaj naprawdę jest prawdziwy labirynt? - podchwyciła podekscytowana - Oczywiście, że chcę.
- Zatem proszę ze mną - podał jej swoje ramię. Jeśli wszystko dobrze pójdzie jeszcze dziś osiągnie swój cel. Nikt nie oskarży go o jej smierć. Przecież był baronem, a także bratankiem króla. Nikt nie będzie go o to podejrzewał. Tak, moja kochana. Sama zgodziłaś się na swój koniec - uśmiechnął się ironicznie spoglądając z góry na twarz Gillian. Gdybyś wiedziała co cię wkrótce czeka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23524
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:34:37 11-01-08    Temat postu:

Jen napisał:
Zostali. Brodick nie wiedział dlaczego się na to zgodził, ale jednego był pewien. Jego żona była mistrzynią w manipulowaniu ludźmi. Dał sobą kierować. Obiecał sobie, że był to ostatni raz, gdy postawiła na swoim. Nigdy więcej już nie ulegnie jej prośbom.


Hehe, akurat .

Co do oczekiwania na odcinek, to oczywiscie, ze zrozumiemy, ja tam jestem wdzieczna, ze piszesz tak cudowna historie i mialabym jeszcze narzekac? .

A odcinek naprawde wspanialy, czuc ta groze w "scenach" z Owenem, kiedy na koncu poszli na taras, mialam wrazenie, ze zaraz ja zrzuci...


Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 22:35:02 11-01-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Susannah
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 09 Sty 2008
Posty: 75
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 14:19:43 12-01-08    Temat postu:

Przyznam przeszył mnie mały dreszczyk. Najpierw mroczne wspomnienia Owena, a potem jego rozmowa na tarasie z Gillian. Brodick ruszaj na odsiecz!

Musze przyznać, że czytanie twojego opowiadania poprawia mi humor i z niecierpliwieniem czekam na kolejny odcinek.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
monioula
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 01 Cze 2007
Posty: 3628
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sevilla
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:18:11 13-01-08    Temat postu:

Rozmowa na tarasie rzeczywiście budzi emocje. Ale bez takich scen nie było opowiadania! Które zresztą uwelbiam z odcinka na odcinek coraz bardziej. Śliczna historia o miłość, jedna z lepszych jakie miałam okazję i przyjemność czytać
Pozdrawiam! Proszę o kolejny rozdział :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jen
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 10 Mar 2007
Posty: 3147
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 14:33:25 16-01-08    Temat postu:

ODCINEK 35

- Jeszcze nigdy nie widziałam prawdziwego labiryntu - mówiła podekscytowanym głosem - Czy daleko jeszcze, milordzie?
- Gillian!!!
Kobieta zatrzymała się nagle słysząc donośny głos męża. Odwróciła się do niego tak, że nie zauważyła wściekłości malującej się na twarzy Owena. A było tak blisko - pomyślał w duchu.
- Gillian, gdzieś ty do licha się podziewała?! - Brodick bezceremonialnie przyciągnął żonę do siebie. Zgromił ją spojrzeniem, gdy ta próbowała się wyrwać.
- Nie jestem workiem na paszę, którym możesz poniewierać - syknęła - Puść mnie natychmiast. To boli.
Zelżył uścisk, ale nie wypuścił jej z objęć.
- Jestem twoim mężem i nie podoba mi się, gdy oddalasz się bez mojej wiedzy.
- Wyszliśmy tylko na chwilę zaczerpnąć świeżego powietrza. Potem Owen zaproponował, że pokaże mi królewski labirynt. Prawda, milordzie? - zwróciła się do mężczyzny stojącego obok. Ten jedynie skinął głową w odpowiedzi.
- Widzisz... Byłam w dobrych rękach i nic by mi się nie stało.
- Wracamy na bal - zarządził Brodick nie uraczywszy Owena nawet spojrzeniem. Pociągnął za sobą szamoczącą się Gillian i wkrótce potem znikli za żywopłotem.
- Twój mężulek dobrze cię pilnuje, moja droga. Następnym razem muszę zadbać by nam nie przeszkodził. Ramsay też nie może niczego zepsuć... Czas na ciebie... Katherine.
***
- Jesteś zmęczona? - spojrzał na sine kręgi pod oczami żony.
- Tylko troszeczkę - odpowiedziała sennie i głośno ziewnęła. Prawie usypiała, ale za nic nie chciała wracać do komanty bez męża. Z każdą chwilą stała coraz bliżej Ramsaya aż w końcu oparła głowę na jego ramieniu.
- Katherine?
- Tak?
- Poproszę strażnika by odprowadził cię do naszej komnaty.
- Nie możesz wrócić ze mną? - zapytała żałośnie.
- To byłby afront gdybym opuścił salę nim król ogłosi koniec balu - wyjaśnił cierpliwie. Skinął głową na Michaela - Odprowadzisz milady do komnaty.
Mężczyzna skinął głową i podał swojej pani ramię. Ta jednak udała, że tego nie widzi. Skinęła głową na Ramsaya by się nachylił.
- Gdy dojdę do drzwi zatrzymam się. Wrzasnę twoje imię, palcem skinę na ciebie byś do mnie dołączył. Jak myślisz, co wtedy zrobisz? - wyszeptała.
Oczywiście blefowała. Nigdy by tego nie zrobiła. Wiedział, że się z nim tylko droczy, ale musiał dać jej małą nauczkę. Uśmiechnął się szelmowsko.
- Michaelu, gdyby moja żona zatrzymała się w wejściu daję ci zgodę byś przerzucił ją sobie przez ramię i niezwłocznie wyniósł z sali.
Katherine spojrzała z szeroko otwartymi ustami na mężczyznę jak przyjmie ten niedorzeczny rozkaz, ale on nawet nie mrugnął.
Zrezygnowana głośno westchnęła.
- Jesteś bardzo nieczuły, mężu.
- Ja, nieczuły? Ranisz mnie tą krytyką. Zaraz ci udowodnię, że wcale nie jestem nieczuły.
Odwrócił się do swojego dowódcy.
- Postaraj się ją wynieść tak by nikt tego nie zauważył. Oszczędźmy jej kolejnego wstydu.
Katherine popatrzała na Ramsaya spod przymkniętych powiek. Pytała samą siebie za co go kocha. Przecież on był niemożliwy. Patrzył na nią triumfująco tak, że miała ochotę ściągnąć mu z twarzy ten bezczelny uśmieszek jednym machnięciem dłoni. Ostatecznie doszła do wniosku, że i ona oszczędzi mężowi powodu do wstydu. Była za bardzo śpiąca by wszczynać jakąkolwiek kłótnię. Pożegnała się i wyszła.
***
- Wciąż gniewasz się na mnie za tą bliznę? - zatrzymała się przy drzwiach do komnaty i zapytała nieśmiało.
Michael lekceważąco machnął ręką.
- Było co było. Zapomnijmy o tym... Zresztą ja też nie byłem ci dłużny - podrapał się niepewnie po głowie - Przepraszam za tamte słowa. Tak naprawdę wcale tak nie myślałem.
- Byłam zła na ciebie, że tak nagle o mnie zapomniałeś - wyznała szczerze - W dzieciństwie byliśmy sobie bardzo bliscy. Dorastalismy razem, a potem ty tak nagle... Często się kłociliśmy odkąd zostałeś dowódcą wojsk Ramsaya - uśmiechnęła się smutno - Tęskniłam za naszymi wypadami poza mury, nad jezioro. To ty nauczyłeś mnie pływać, gdy miała osiem lat.
- Nie miałem wyboru. Chciałaś we wszystkim mnie naśladować. O mało się nie utopiłaś wskakując za mną do wody w dzień twoich urodzin.
- Mama się wściekła na ojca, że mnie wtedy nie upilnował. Stwierdziła, że jej mała dziewczynka woli towarzystwo chłopców i lepiej by było, gdybym na przyszłość umiała pływać... Znowu przyjaciele?
Spojrzał na wyciągniętą dłoń Katherine.
- Przyjaciele.
Uśmiechnęła się.
- Więc dobranoc.
Weszła do komanty, gdy usłyszała swoje imię.
- Katherine?
- Tak?
- Cieszę się, że wybrałaś Ramsaya. Życzę wam dużo szczęścia.
- Dziękuję... Dobrej nocy.
Oparła głowę o zamknięte drzwi. Swój wzrok utkwiła na wielkim łożu. Na jego środku coś leżało. Zmarszczyła brwi. Bez zastanowienia podeszła bliżej. Kwiaty. Na samym środku leżał piękny, duży bukiet czerwonych róż.
- Ramsay... Kochany...
Chciała podnieść kwiaty, ale na palcach poczuła coś lepkiego. Zbliżyła dłoń do świecy. Poczuła mdłości, gdy zobaczyła krew. Cała jej ręką była nią umazana. Krzyknęła przestraszona i straciła przytomność.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Susannah
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 09 Sty 2008
Posty: 75
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 15:59:43 16-01-08    Temat postu:

Odcinek fantastyczny, jak zawsze . Świetne wejście Brodicka i czarujace pożegnanie Ramseya z Katherin . Przyznam zakończenie mnie powaliło, aż przeszył mnie dreszczyk. Mam nadzieje,że Ramsey równie szybka zareaguje , jak Brodick.

A teraz z całkiem innej beczki. Nie miałam okazji wcześniej napisać swojej opini lub coś zasugierować, dopiero nie dawno dołączyłam do grona czytelników " Obietnicy". I bardzo chcę Ci pogrotulować doskonałego wyboru aktorów. Szczególnie urzekła mnie aktorka obsadzona w roli Gillian. Ona jest doskonała pod każdym względem Właśnie tak ją sobie wyobrażałam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23524
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:42:33 16-01-08    Temat postu:

Ale mam teraz smaka na nowy odcinek...Martwie sie o Katherine, bo co prawda jest siostra Gillian, ale nie wiem, czy sobie poradzi z "Tajemniczym wielbicielem", a co do dreszczyka, to mnie tez przeszedl, brrr...

Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 23:43:01 16-01-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jen
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 10 Mar 2007
Posty: 3147
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 12:05:22 17-01-08    Temat postu:

Co do tego zrzucenia z tarasu, to to nie jest w stylu Owena dzisiaj bedzie jeszcze jeden odcinek bo w poniedziałek nie wstawiłam więc trzeba to nadrobić
Susannah-> w doborze obsady miałam pomoc Aga i Monika dziękuję jeszczew raz za pomoc :* jak widziecie Wasze typy się spodobały
Aga-> aj chyba nie wierzysz w możliwości Katherine. Dziewczyna potrafi o siebie zadbać. Tymi kwiatami się po prostu wystraszyła. Co do strachu... on czasami pomaga. Katherine miałaby sobie nie poradzić z TW? Może z Gillian nie poznały się na Owenie, ale pierwsze wrażenie potrafi być złudne. Niedługo mężczyzna sprowadzi na siebie cień podejrzeń
Monika-> Dziekuję Ci kochana. Wiesz, że Twoja opinia wiele dla mnie znaczy :* ... a tak przy okazji na gg czeka na Ciebie wiadomość. Może czas wznowić współpracę? :*
Pozdrawiam gorąco :*

ODCINEK 36

Gdy odzyskała przytomność leżała w łóżku szczelnie okryta kocem. Zauważyła, że pościel została zmieniona, gdyż nie było na niej żadnych śladów krwi. Podniosła się na łokciach i wzrokiem objęła stojącego nad nią męża. Miał zatroskaną minę. Pogładził ją czule po policzku. Uśmiechnęła się do niego niepewnie.
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Sama nie wiem...
- Pamiętasz co się wydarzyło? Widziałaś kogoś?
Pokręciła przecząco głową.
- Kiedy wróciłam do komnaty na łóżku leżały już kwiaty. Chciałam je podnieść. Myślałam, że są od ciebie - głos jej drżał - Przestraszyłam się, gdy zobaczyłam krew na dłoniach. Krzyknęłam... później chyba zemdlałam.
- To Michael usłyszał jak krzyczysz. Znalazł cię nieprzytomną.
- Przytul mnie.
Nie zdążył nawet usiąść na łóżku, gdy Katherine przywarła do niego całym ciałem. Cała się trzęsła. Delikatnie głaskał żonę po plecach dodając jej tym samym otuchy. Jego kojące słowa sprawiały, że powoli wyzbywała się strachu. W jego ramionach czuła się bezpieczna. Wiedziała, że przy Ramsayu nic jej nie grozi. On ją obroni. Nikomu nie pozwoli jej skrzywdzić.
- Kto mógł zrobić coś takiego?
- Nie wiem. Ale wkrótce się dowiem - odpowiedział. Machinalnie spojrzał na zmięty kawałek papieru leżący w rogu komanty. Były napisane na nim dokładnie dwa słowa. Tajemniczy Wielbiciel.
Kim jesteś? - pytał siebie.
***
- Co ty sobie do diabła myślałaś?! Jak mogłaś postąpić tak nierozważnie?! Zapomniałaś o tym co ustaliliśmy?! - ryknął, gdy tylko zamknęły się za nim drzwi.
- O niczym nie zapomniałam! Pamiętam dokładnie co ustaliliśmy, a raczej TY ustaliłeś - odpowiedziała z przekąsem - To, że jakiś szaleniec prawdopodobnie dybie na moje życie nie oznacza, że mam siedzieć zamknięta w czterech ścianach! - tupnęła nogą by podkreślić swoje słowa.
- Doskonale wiesz, że chodzi mi wyłącznie o twoje dobro - syknął.
- Dobro... akurat - prychnęła - Nawet nie chciałeś ze mną zatańczyć. Przez cały bal miałam podpierać ścianę?
- Nie musiałaś od razu prosić Owena by mnie zastąpił - odgryzł - Nawet go nie znasz.
- Jest bardzo dobrym tancerzem - podniosła dumnie podbródek - Czego nie mogę powiedzieć o tobie, mój panie.
- Gillian! - ostrzegł. Jego źrenice niebezpiecznie się zwęziły. Wiedziała, że mało brakuje by wyprowadzić go z równowagi. Jak na razie wychodziło jej to celująco. Jeszcze trochę i jej mąż wpadnie w furię.
- Nigdy jeszcze nie tańczyłam z tobą więc nie mam porównania - odpowiedziała przymilnie.
- Odkąd cię poznałem postarzałem się o dziesięć lat.
- Więc jutro postarzejesz się o kolejne dziesięć bo wybieram się na polowanie.
- Niech mnie licho jeśli cię puszczę!
- Znowu zaczynasz.
- Ja zaczynam? Nigdzie nie pojedziesz - zarządził - Jeśli to będzie koniecznie to zamknę cię w tej komancie i nie wypuszczę do czasu aż znajdziemy tego szaleńca.
- I co miałabym robić przez ten czas?
- Już jak wymyślę jak umilić ci ten czas oczekiwania - uśmiechnął się znacząco do Gillian.
- O nie, mój panie - gwałtownie się cofnęła - Pamiętaj o czym ci mówiłam. Dopóki mnie nie pokochasz możesz zapomnieć...
- A skąd masz pewność, że cię nie kocham? - zrobił krok w jej stronę, ale Gillian instynktownie cofnęła się - Kocham cię, Gillian.
- Nie, nie kochasz mnie - odpowiedziała głosem pełnym złości.
- Na Boga! Gillian! Dlaczego nie chcesz mi uwierzeć? - wyciągnął do niej ręce, ale je odepchnęła.
- Ostatnio powiedziałeś, że czujesz do mnie jedynie pożądanie.
- Byłem głupi. Zrozumiałem, że pokochałem swoją piękną i delikatną żonę. Kocham cię - widząc, że kobieta energicznie zaprzecza głową mówił dalej - Gillian, jesteś inteligentą kobietą więc dlaczego nie zauważyłaś wszystkich oczywistych znaków?
- Zauważyłam, ale doszłam do przeciwnego wniosku!
- Kochanie...
- Żadne kochanie - czuła jak pod jej powiekami zbierają się łzy. Jak on mógł tak perfidnie kłamać? Zagryzała nerwowo wargi by się nie rozpłakać. Tak bardzo chciała mu uwierzyć. Tak bardzo chciała wierzyć, że ją kocha, ale nie mogła. Nie potafiła.
- Dlaczego musisz kłamać?
- Ja nie kłamię. Naprawdę cię kocham - widząc, że Gillian najwyraźniej się uspokaja mówił dalej - Kocham cię od dawna, ale byłem na tyle głupi by nie zdawać sobie z tego sprawy... Jestem mężczyzną i nie umiem mówić o uczuciach - podrapał się niezdarnie po głowie - Gdy stało się to dla mnie oczywiste doszłem do wniosku, że słowa nie są ważne. Chciałem ci pokazać jak bardzo cię kocham poprzez czyny - wyjaśnił.
Twarz Gillian rozjaśniła się w uśmiechu. Podeszła do Brodicka i zarzuciła oniemiałemu ręce na szyję.
- Więc mi pokaż - pocałowała go lekko w usta - I tym razem daj mi dziecko.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
monioula
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 01 Cze 2007
Posty: 3628
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sevilla
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:13:56 17-01-08    Temat postu:

Dzidziuś, dzidziuś! To rozumiem xD
Cytat:
Jestem mężczyzną i nie umiem mówić o uczuciach - podrapał się niezdarnie po głowie

No tak o mały włos a wszystko by zepsuł tą swoją "postawą macho". Ale to jest miłość przecież, ona zawsze wygrywa
Pierwsza scenka równie śliczna, trochę tajemnicza, ale ten uścisk... ah! Ślicznie to opisałaś! Rośnie konkurencja dla G&B xD
Pozdrawiam!

PS. Przeczytałam wiadomość i dałam odpowiedź
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jen
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 10 Mar 2007
Posty: 3147
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 17:46:50 17-01-08    Temat postu:

No i obiecany kolejny odcinek miłego czytania :*

ODCINEK 37

Przez resztę nocy obserwował tylko jedną kobietę. I nie była nią ani Gillian, ani Katherine. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie jest obojętny lady Margaret. Wiedział, że jej ojciec chętnie wydałby ją za niego za mąż. Był przecież idealną partią. Z dobrej rodziny, oczywiście nie licząc plugawego ojca. Bratanek króla. Bogaty baron. Czego więcej może pragnąć ojciec, który myśli wydać bogato za mąż swą jedyną córkę? Owen miał wszystko. Nie dość, że był bogaty to jeszcze bardzo przystojny. Zdawał sobie z tego sprawę. Nie raz zdarzało mu się wykorzystywać uwielbienie kobiet dla własnych korzyści.
Zauważyła go. Ich spojrzenia się spotkały. Jego uśmiech zdawał się być zmysłową obietnicą. Wyjdzie. Ona zrobi to samo. I wtedy będzie ją miał. Nikt nawet się nie domyśli, że byli razem. Przecież nikt ich razem nawet nie zobaczy. Jeśli się uda nigdy nie odnajdą jej ciała. Już on o to zadba. Nawet jeśli by się im to udało nikt jej nie rozpozna.
Wyszedł do ogrodu. Zimne nocne powietrze owionęło jego twarz. Był gotowy. Chciał dowiedzieć się i to jak najszybciej jak to jest zabijać kogoś równego mu statusem społecznym. Jak to jest zabijać kobietę pochodzącą z tej samej sfery co on. Uśmiechnął się do siebie przebiegle. Wkrótce się przekona. Nie mógłby przecież czekać aż tak długo na kolejną szansę bycia sam na sam z Gillian. Brodick był za bardzo czujny. Ale już niedługo. Już niedługo rozpocznie się turniej. Ogólny chaos, gwar i tłum ludzi będzie dla niego zbawieniem. Wtedy się uda. Musi się udać.
Nagle poczuł na ramieniu czyjąś dłoń.
- Milordzie?
Odwrócił się do kobiety. Sama do niego przyszła. Gdyby wiedziała co ją czeka nie uśmiechałaby się tak kokieteryjnie. Uciekałaby, gdyby tylko poznała jego prawdziwe zamiary.
Uniósł do ust jej drobną dłoń by złożyć na niej pocałunek. Cały czas patrzył w jej duże błękitne oczy. Jaka szkoda, że taka piękność się zmarnuje - pomyślał w duchu. Tam dokąd cię zabiorę już nikt nie będzie wychwalał twojej urody. Cóż, takie jest życie.
- Gdyby mój ojciec wiedział... - zaczęła ze strachem.
- Szz... Pani ojciec o niczym się nie dowie - objął ją ramieniem. Oglądnął się jeszcze za siebie. Doskonale. Nikogo nie zauważył. Tym razem mu się uda.
- Dokąd jedziemy? - zapytała gdy pomagał jej wsiąść do powozu.
- Do mojej posiadłości - wyjaśnił sucho. W jego głosie słychać było nutę szaleństwa, jednak Margaret była za bardzo podekscytowana by to zauważyć.
Przez całą drogę nie potrafił skupić myśli. Nie mógł dłużej czekać. Zatrzymał powóz by granicy swoich ziem. Ta słodka tortura wydawała się ciągnąć w nieskończoniść. Ale wreszcie nadszedł upragniony moment.
- Milordzie?
- Wszystko będzie dobrze - mówił kojącym głosem układając kobietę na ziemi. Zafascynowany jej pięknym spojrzeniem przesuwał dłonie w górę aż zacisnęły się na jej pięknej szyi. Patrzyła teraz na niego wzrokiem pełnym strachu. Powoli ulatywało z niej życie. Dusiła się. Nadaremnie uderzała swojego oprawcę. Był silniejszy. Wzmocnił uścisk. Widział jak kobieta kuli się. Jeszcze kilka sekund i będzie mógł to zakończyć. Margaret wisiała pomiędzy dwoma światami. Nie było dla niej ratunku, gdy wbił swój sztylet w jej serce. Powtórzył to kilkakrotnie. Z szaleńczym uśmiechem podniósł się z ziemi i obejrzał swoje dzieło. Znowu towarzyszyło mu to wspaniałe uczucie ulgi i zadowolenia. To był sens jego życia. Kochał to co robił. Tylko to dawało mu poczucie spełnienia. Ukazywało jego prawdziwą naturę. Dziki instynkt, jak to nazywał.
Nie zastanawiał się dłużej tylko zabrał się za wykopywanie głębokiego dołu. Jak w transie wrzucił do niego martwe kobiece ciało. Polał je wapnem. Nikt nigdy jej nie znajdzie. Innych też nie odnaleźli. Uznają, że uciekła z kochankiem i o wszystkim się zapomni. Jej ojciec będzie szalał z rozpaczy, ale czas ukoi jego ból. Zapomni, że kiedykolwiek miał córkę. Czas mu w tym pomoże.
Po raz ostatni rzucił okiem na Margaret i zaczął przykrywać ją ziemią. Wsiadł do powozu i nie oglądając się nawet za siebie odjechał.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Susannah
Debiutant
Debiutant


Dołączył: 09 Sty 2008
Posty: 75
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 21:28:23 17-01-08    Temat postu:

Odcinki, jak zawsze fantastyczne, pełne humoru, miłości i oczywiście nie mogłoby zabraknąć tego dreszczyka emocji!
Scena z Katherin i Ramseyem była po prostu boska.
A sprzeczki Gillian z Brodickiem zawsze wprawiają mnie w dobry nastrój
WOW będzie dzidziuś!!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Jen
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 10 Mar 2007
Posty: 3147
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 18:37:53 18-01-08    Temat postu:

ODCINEK 38

Wymknęła się na korytarz. Rozejrzała się dookoła czy nikt nie nadchodzi. Odetchnęła z ulgą. Droga była wolna. Postawiła nogę na pierwszym stopniu. Zachwiała się, gdy usłyszała głos Brodicka.
- Dokąd się wybierasz?
Niechybnie spadłaby ze schodów, gdyby w ostatniej chwili nie złapał jej w pasie.
- Ja... Ja tylko... Chciałam... - plątała się. Zaklęła w duchu. Po co mu się tłumaczy? Nie miała przecież w planach nic złego. Podniosła dumnie podbródek - Idę na polowanie.
- Wydawało mi sie, że doszliśmy do porozumienia. Nigdzie nie pójdziesz - spojrzał na nią groźnie.
- Tak jak powiedziałeś. Wydawało ci się.
- Gillian!
- Potrzebuję odrobiny rozrywki.
Głośno westchnął. Dlaczego Bóg pokarał go taką kobietą?! Wszędzie było jej pełno. Wszędzie też musiała wściubiać swoje trzy grosze!
- Nie.
- Proszę - spojrzała na niego błagalnie. Ten wzrok zawsze działał na wuja Douglasa, więc może i na Brodicka też zadziała - pomyślała słodko się uśmiechając.
- Nie.
- Ale ja się tu zanudzę!
- Trudno - rozłożył ręce. Widząc jej mrożące spojrzenie dodał z uśmiechem - Co jakiś czas będę cię wyprowadzał na spacer.
- Spacer? - prychnęła z niedowierzaniem. Czy on zwariował?! - Nie jestem jakimś rasowym kundlem byś wyprowadzał mnie na spacer!!
- Fakt. Złe porównanie.
- Ty! - zamachnęła się by go uderzyć. Brodick uchylił się w ostatniej chwili.
- Podnosić rękę na własnego męża? - pokręcił zdegustowany głową - Nieładnie.
Nie zdążyła jakkolwiek zareagować, gdy podniósł ją na ręce i wniósł do komnaty. Zamknął drzwi jednym kopniakiem i rzucił szamocącą się Gillian na łóżko. Wykrzykiwała pod adresem męża najbardziej wyszukane przeklęństwa jakie usłyszała w swoim życiu. Była wściekła. Nie miał prawa jej tak potraktować. Spojrzała na niego z furią. Gniewnym gestem odrzuciła włosy z twarzy. Powoli przygotowywała się do ataku. Zaraz! Co ona robi? Tak nie zachowuje się dama. Powinna porozmawiać z nim bez krzyków. Skrzywiła się lekko na wspomnienie swojego wcześniejszego wybuchu. Z godnością wstała z łóżka.
- Uspokoiłaś się już? - zapytał spokojnie.
- Troszeczkę.
- Dobrze, że nikt nie przechodził korytarzem. Nie chciałabyś chyba by cały dwór mówił, że piękna lady Gillian nie potrafi powściągnąć języka. Spaliłabyś się ze wstydu, gdyby...
- Dość - przerwała mu - Dlaczego nie chcesz puścić mnie na to przeklęte polowanie?
- Bo boję się, że coś ci się stanie.
- Ale jeśli będziesz ze mną... - kontynuowała - Jeśli będziesz mi towarzyszył będę całkowicie bezpieczna.
- Nie mogę.
- Dlaczego? - zmrużyła gniewnie oczy.
- Pamiętasz, że król zapowiedział turniej o rękę Katherine? - Gillian pokiwała głową - Turniej się odbędzie w wyznaczonym terminie tyle, że główną nagrodą będzie ziema położona przy granicy ze Szkocją. Tak się składa, że ta ziemia graniczy też z ziemiami twojego ojca - widząc, że Gillian nic nie rozumie poczuł się w obowiązku wyjaśnić co miał na myśli - Gdyby połączyć te dwa majątki... Pomyśl tylko jaki to byłby wspaniały posag dla naszego pierworodnego dziecka.
- I dlatego chcesz wygrać turniej? - spojrzała na męża z dobrotliwym uśmiechem.
- Muszę wystawić dwunastu swoich ludzi. Chciałem zrobić to dzisiaj i jak najszybciej rozpocząć z nimi ćwiczenia.
- Ale ty nie będziesz walczył? - zapytała już z przestrachem.
- Nie. Kiedy moi ludzie wygrywają, ja wygrywam.
Nie powiedział "jeśli", lecz "kiedy". Jego arogancja i pewność siebie rozbrajała ją. Wpatrywała się w niego oniemiała. Zastanawiała się jak potoczyłoby się jej życie, gdyby go nie spotkała. Gdyby ich ojcowie nie złożyli tej głupiej przysięgi. Nigdy nie myślała o małżeństwie, ale teraz odkrywała jego zalety. Bardzo podobała się jej rola lady Buchanan. Kochała Brodicka. On kochał ją. Miała wszystko. Wiedziała, że niewielu młodym jest dane wyjść za mąż z miłości. Dziękowała więc Bogu,
że miała takie szczęście. Dziękowała za to, że los postawił na jej drodze tego wspaniałego Szkota.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BlackFalcon
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 23524
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdziekolwiek Ty jesteś...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:11:57 18-01-08    Temat postu:

Faktycznie, wspanialego, chociaz tekst z wyprowadzaniem na spacer nie za bardzo mu sie udal (za to mnie okropnie rozsmieszyl , ale juz tacy sa mezczyzni . Z jednej strony rozumiem Brodicka, ze sie martwi o swoja zone, z drugiej rozumiem potrzeby Gillian i w ten sposob...lubie ich oboje i obserwuje jedna z najfantastyczniejszych par w historii Anglii . Oni sa tak strasznie sympatyczni, ze juz na samym poczatku ich klotni zaczynam sie usmiechac i ostrzyc zeby (oczy chyba na ich klotnie, ktora tylko swiadczy o ich sile...i o ich milosci. Owen wzbudza we mnie odraze, mam nadzieje, ze spotka go wlasciwy los (nie bede opowiadac, jakie mam teraz krwawe rozwiazania przed oczami . On jest gorszy od swojego ojca!

Dzis uzupelnilam zaleglosci i przeczytalam trzy odcinki pod rzad, ale nadal mi malo. Moge prosic o jeszcze? ).


Ostatnio zmieniony przez BlackFalcon dnia 23:13:28 18-01-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12, 13  Następny
Strona 10 z 13

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin