Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

W labiryncie kłamstw
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 19, 20, 21 ... 48, 49, 50  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Który z villanów powinien odegrać znaczącą rolę w finale serialu?
Manuel Rodriguez
12%
 12%  [ 1 ]
Esperanza Guzman
12%
 12%  [ 1 ]
Lucrecia De La Fuente
12%
 12%  [ 1 ]
Rodrigo Santanez
0%
 0%  [ 0 ]
Carmen Gordillo
0%
 0%  [ 0 ]
Oskar Gutierrez
0%
 0%  [ 0 ]
Tobias Castillo
0%
 0%  [ 0 ]
Manuel, Esperanza i Santanez
12%
 12%  [ 1 ]
Manuel i Esperanza
37%
 37%  [ 3 ]
Ostatni odcinek powinien być bez villanów
12%
 12%  [ 1 ]
Wszystkich Głosów : 8

Autor Wiadomość
Liddy
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lip 2007
Posty: 13299
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:56:14 20-09-08    Temat postu:

Fajny odcinek :*
Ricardo nie poznał Liliany i Caroliny? Obudził się w nim człowiek?Manuel kazał zabić Ricarda.O jejkuu co z tego będzie..
Soledad i Gustavo układa się I dobrze przeciez sie kochają
Niestety nie można powiedziec tego o Marinie i Sergio.Lucrecia jest naprawdę wredna to samo Simon.Zobaczymy co będzie dalej.

Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 22:55:25 22-09-08    Temat postu:

50 ODCINEK

Okolice mieszkania braci Munos.

Lucrecia dobrze wiedziała, że nadszedł jej moment triumfu. Szybko odwróciła się i udała zaskoczenie na widok zrozpaczonej kuzynki.

- Marina... Co za niespodzianka. Nie spodziewaliśmy się ciebie z Sergiem, prawda kochanie? – powiedziała bezczelnie Lucrecia.
- Nie wierzę w to co widzę. Jak mogłaś? – zalała się łzami Marina.
- Ja mogłam? Zrozum, że my się kochamy. Któraś z nas musi wygrać, a któraś przegrać, prawda? Pogódź się, że Sergio jest tylko dla mnie.
- Co ty opowiadasz Lucrecio? To są bzdury! – oburzył się Sergio. Marino... kochanie zaczekaj!
- To koniec, rozumiesz? Więcej się do mnie nie zbliżaj podły zdrajco! Przyszłam tu w dobrych intencjach, ale ty tylko potwierdziłeś moje najgorsze obawy! Życzę wam szczęścia! Niewiele się od siebie różnicie! Nic tu po mnie! Simon miał swoje wady, ale przynajmniej mnie nie zdradził! Jesteś gorszy od niego! Jak mogłam się tak pomylić! Dobrze, że w porę się opamiętałam! To koniec wszystkiego!

Marina po tych słowach wybiegła z zażenowaną miną aby być jak najdalej od mężczyzny który tak bardzo ją zranił. Sergio wyrwał się od objęć Lucrecii i pobiegł za nią, ale niewiele mógł wskórać, bo dziewczyna była bardzo wzburzona. Lucrecia triumfowała patrząc na daremne wysiłki Munosa z zadowoleniem i ironicznym uśmiechem na ustach. Wkrótce z krzaków wyszedł Simon który z daleka już z uznaniem kiwał głową. Zaczął klaskać na widok tego co pokazała przed chwilą Lucrecia.

- Brawo, brawo, brawo! Aktorka pierwszej wody z ciebie. Ale swój udział w tym wszystkim miał i ten kretyn. Teraz już Marina na pewno go rzuci i wróci do mnie przepraszając na klęczkach – stwierdził Simon.
- Miej nadzieję, że tak będzie. W przypływie rozpaczy moja kuzynka powiedziała nawet kilka ciepłych słów o tobie. To się rzadko zdarza – odparła Lucrecia.
- Nie kpij znowu. Muszę przyznać, że ci się udało, ale Sergio gdy tu wróci rozszarpie cię na kawałki...
- Będzie zapewne chciał to zrobić, ale zrobię z siebie ofiarę i powołam się na miłość którą do niego czuję. Każdy z nas osiągnie swój cel, zobaczysz – powiedziała zadowolona Lucrecia...

Mieszkanie Arturo.

Alejandro i Martin skutecznie unieszkodliwili sędziego Barriosa i ten nie miał wyjścia. Razem przyjechali do mieszkania Arturo aby razem zastanowić się nad kolejnym krokiem w planie zemsty.

- Co tak ma być? – zdziwił się rekonwalescent Arturo na widok sędziego Barriosa prowadzonego pod rękę i przetrzymywanego przez Alejandra i Martina.
- Nasz najsprawiedliwszy sędzia. To klucz do naszej zemsty – powiedział Alejandro.
- Szybko działacie – uśmiechnął się Peralta.
- I tak za długo biernie czekaliśmy. Najwyższy czas aby podjąć właściwe kroki – ocenił Martin.
- Niesłychane! Jestem urzędnikiem państwowym, a pan jest przeciwko mnie i trzyma z tymi przestępcami? – oburzył się Barrios.
- Kogo chcesz oszukać śmieciu. Jedynym przestępcą w tym pomieszczeniu jesteś ty. Mogę cię aresztować, ale jeszcze się nam przydasz.
- Co takiego?
- Zbiorę ludzi i odwiedzimy twoją hacjendę Alejandro. Tylko i wyłącznie twoją. Pan sędzia zmieni werdykt albo wsadzę go do najgorszego więzienia w stolicy z którego nikt go już nie wyciągnie. Odwołasz swoje kłamliwe wyroki, rozumiesz?
- Pana przyjaciele już mnie o tym poinformowali...
- Przejmiemy hacjendę w sposób uczciwy i wykurzymy stamtąd tych łotrów – cieszył się Arturo.

Mieszkanie Manuela.

- Mam zabić Ricarda Sandovala? – nie mógł uwierzyć w to co słyszy Pedro.
- Tak. Nie przesłyszałeś się. Ale widzę, że zadanie cię przerosło. Cóż... znajdę kogoś innego do tej roboty – westchnął Manuel.
- Tego nie powiedziałem. Dobrze pan wie, że nie boję się żadnego zlecenia. Wykonam pana polecenie...
- Znakomicie.
- Kiedy mam to zrobić?
- Jak najszybciej. Ten człowiek chce mi odebrać moje ziemie i szczyci się swoją przewagą. Załatw go i przynieś mi jego głowę. Sprawię, że nikt nie będzie rozstawiał mnie więcej po kątach. Dobrze ci zapłacę, więc nie zawiedź mnie. W tym interesie każdy walczy o przetrwanie. Zależy mi na czasie.
- Załatwione. Może pan spać spokojnie. Ricardo Sandoval zginie z mojej ręki – stwierdził Pedro.
- Oby ten kretyn wykonał zadanie. Nikt mnie z nim i z tą sprawą nie powiąże. Najpierw Pedro zajmie się Ricardem, a potem ja zajmę się niewygodnym świadkiem – zacierał ręce Manuel...

Hacjenda rodziny Sandovalów.

Ricardo do swojej hacjendy pogrążony w myślach. Ta dziewczyna z którą rozmawiał w sklepie bardzo go zaintrygowała. Wciąż przypominała mu Lilianę oraz jego własną córkę.

- To mogła być moja córka. Ona i jej towarzyszka sprawiały wrażenie przestraszonych. Wiedziały kim jestem. Już rozumiem! Przyjechała tu aby się na mnie zemścić! To jest moja córka! Jaka ona jest piękna...
A ja chciałem ją zabić z obawy przed wyśmianiem i tym, że będą musiał się z nią czymś dzielić. Co za głupota... Wiele zrobiłem okrutnych rzeczy w życiu, ale ta jest najgorsza. Ona uważa mnie za najgorszą kanalię i ma rację. Tak dłużej być nie może. Zniszczyłem życie i praktycznie zabiłem biedną Lilianę. Moja córka nie może tak samo skończyć – pomyślał Ricardo...

W tej chwili do gabinetu wszedł Tobias którego wzywał wcześniej do siebie Ricardo...

- Chciał mnie pan widzieć? – spytał.
- Owszem. Muszę zapytać cię o poszukiwania mojej córki i jej przybranego ojca. Na jakim są etapie?
- W martwym punkcie. Moi ludzie wciąż szukają, ale... – w głosie Tobiasa czuć było strach. Dobrze on wiedział, że te informacje nie ucieszą jego szefa i co gorsza pierwszy gniew skierowany będzie właśnie w jego osobę. Nie chciał zginąć za niewątpliwego pecha jakiego miał w tej sprawie, bo nie od dziś próbował odszukać Carolinę. Szybko jednak doszedł do siebie i nabrał pewności siebie.
- A więc to tak – westchnął Ricardo...
- Proszę się nie martwić. Znajdziemy ją i pozbędziemy się raz na zawsze!
- Zamknij się Tobias! Nie będzie dalszych poszukiwań! A przynajmniej nie będą robić tego twoi ludzie!
- Jak to? Nic nie rozumiem...
- To pojmij wreszcie. Sam ją znajdę i będę traktował jak córkę. Nie spadnie jej ani włos z głowy, rozumiesz?
- Ale..
- Bez gadania. Straciłem zbyt wiele lat... Teraz odnajdę córkę nie po to aby ją zabić i upokorzyć, ale żeby dać jej to czego brakowało jej przez lata...
- Pan się dobrze czuje? – Tobias nie wierzył w to co słyszy...
- Nigdy nie czułem się lepiej. Możesz odejść...
- Moja córka Carolina... Tak samo piękna jak matka – uśmiechnął się Ricardo...

Tymczasem...

- Kogo ja widzę? Od kiedy tak dobrze jeździsz konno? – zdziwiła się Esperanza na widok Isabeli przejeżdżającej pomiędzy granicznymi ziemiami.
- Od zawsze. Jestem w tym lepsza od ciebie – odparła Isabela chcąc jak najszybciej uciąć dyskusją z osobą której nie trawi.
- Niestety nie jesteś lepsza w strzelaniu do nieruchomych celów. Mogłaś się bardziej postarać. Pięcioletnie dziecko strzelałoby lepiej od ciebie.
- Nie wiem o czym mówisz?
- Nie udawaj idiotki. Lepiej miej się jednak na baczności. Zanim spróbujesz zabić mnie po raz drugi, ja zrobię to pierwsza i załatwię ciebie. Ricardo dlatego woli sypiać ze mną niż z tobą. Nie nadajesz się do niczego Isabelo. Spróbuj mnie czymś zaskoczyć. Może jeszcze zdążysz zanim pójdziesz do piachu – śmiała się Esperanza.
- Przeklęta kretynka. Kpi sobie ze mnie. Jeszcze zobaczymy kto się będzie śmiał ostatni – złorzeczyła w myślach Isabela...

Stolica.

Oskar zdawał właśnie relację z ostatnich wydarzeń swojemu szefowi. Nowinki niezbyt przypadły Santanezowi do gustu. Siedział za biurkiem i przez dobrą chwilę nie mówił nic po czym w końcu odezwał się do swojego rozmówcy.

- Fatalnie, że nie zabiłeś tego policjanta. Tracimy przez to czas, a bez niego byłoby bezpieczniej realizować w Coralos nasze plany – powiedział wpatrując się w sufit.
- To tylko kwestia czasu. Najpierw załatwię jego, a później Sandovala – odparł Oskar.
- To zostawmy na później. Najpierw ten glina. I zdobądź zaufania Sandovala zanim go poślesz do grobu. Chcę wiedzieć co planuje. To jest szalony człowiek i gotów jest jeszcze przeciwstawić się nawet mnie.
- Będę miał oko na sprawy. Jestem prawie codziennie w hacjendzie Ricarda i Isabeli. Zrobię to co do mnie należy.
- Liczę na ciebie. Co za kocioł. Niedługo chciałbym sam przyjechać do Coralos i zacząć interesy na prawdziwą skalę. Ale do mojego przyjazdu wszystko ma być pozamiatane, rozumiesz?
- Rozumiem.
- Zostaną przy mnie tylko ci którzy będą potrzebni. Trzeba uwolnić się raz na zawsze od tego tłoku wspólników...

Mieszkanie Caroliny.

Carolina pożegnała się z matką i siedziała w swoim pokoju rozmyślając o dzisiejszym nieoczekiwanym spotkaniu z Ricardo Sandovalem. Nagle jej myśli przerwał głos Adriana.

- Ktoś do ciebie córeczko. Ale ja znam tego faceta. On tu już raz był – powiedział Adrian...
- O kogo chodzi? – zdziwiła się Carolina.
- Przedstawił się jako Javier De La Fuente.
- Niech wejdzie...
- Na pewno?
- Przecież ci tłumaczyłam, że to przyjaciel i dobry człowiek.
- Dobrze, ale uważaj na siebie. Będę niedaleko...

Po chwili...

- Niespodzianka? – powiedział zadowolony Javier.
- O lepszej nawet nie marzyłam w tym jakże trudnym dla mnie dniu – uśmiechnęła się Carolina.
- Twój ojciec chyba mnie nie lubi...
- Masz szczęście, że ja mam w tej sprawie inne zdanie, bo inaczej wyleciałbyś za drzwi...
- A więc tak mnie witasz? Mogę sobie pójść.
- Zostań. Jesteś dobry w wysłuchiwaniu moich zwierzeń.
- Tylko tyle?
- A co byś jeszcze chciał usłyszeć?
- Co jeszcze? Wiele rzeczy, ale zajmijmy się twoimi problemami. Co cię gryzie?
- Wiele spraw. Nie wiem od czego zacząć...
- Najlepiej od początku.
- Ale jesteś dowcipny. Z reguły to ja taka jestem – powiedziała Carolina.
- Dzisiaj zamienimy się rolami – powiedział Javier wpatrując się w oczy dziewczynie.

Hotel.

Soledad zauważyła, że Marina wparowała do pokoju nie odezwawszy się ani słowem. Rzuciła się tylko na łóżko i płakała.

- Co się stało? – spytała zaniepokojona Soledad.
- To koniec – odpowiedziała Marina.
- Koniec czego? Mów wreszcie? Dlaczego przybiegłaś w takim stanie?
- Sergio mnie zdradził z Lucrecią! Rozumiesz? Znowu ich przyłapałam jak się całowali. Mam tego dość!
- To niemożliwe...
- Możliwe. To koniec! Nigdy nie wybaczę Sergiowi! Nigdy!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:01:40 24-09-08    Temat postu:

Fajny odcinek
Lucresia wymiata. Pocałowała Sergia i Marina to widziała. Nie chciała wierzyć ukochanemu. Powiedziała, że mu nie wybaczy.
Manuel chce się pozbyć Sandovala. ciekawe czy Pedrowi uda się zabić Ricarda.
Kto by pomyślał, że w Ricardzie obudzą się ojcowskie uczucia. Jest pewien, że kobieta spotkana w sklepie to jego córka. Chce ją odnaleść i dać to czego jej brakowało przez tę wszystkie lata. Isabela jak się dowie, nie będzie zadowolona.
Esperanza spotkała Isabelę. Zadrwiła z niej, że 5-letnie dziecko strzela lepiej od niej.
Czekam na newik
Powrót do góry
Zobacz profil autora
a_moniak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 21 Lut 2007
Posty: 12531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 18:12:15 24-09-08    Temat postu:

supcio odcinek
wow to już 50 ! xD
ech ta Lucrecia taki tatrzyk odegrała dla Mariny i samego Sergia, po tym co zobaczyła Mari pewnie nie będzie chciała nawet porozmawiać z Munosem...
sędzia teraz będzie musiał odwołać kłamiliwe werdykty, hehe już o to się postara Arturo
Pedro na rozkaz Manuela ma zabić Sandovala, ciekawe czy mu się uda
wow co za zmiana nastawienia Ricarda, po zobaczeniu Caroliny (już domyśla się ze to jego córka) chce ją odnaleźć i traktować najlepiej..
fajna potyczka Esperanzy z Isabelą, ciekawe która pierwsza się pozbędzie drugiej
a Oscar dalej ma się pozbyć Peralty na nakaz "tajemniczego kogoś"
fajnie ze Javier odwiedził Caro, między nimi iskrzy
no i końcówka, Mari nigdy nie przebaczy Sergiowi...
czekam na newik
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 19:12:43 25-09-08    Temat postu:

51 ODCINEK

Hotel.

W przeciągu zaledwie kilku dni życie Mariny znów przewróciło się do góry nogami. Była tak szczęśliwa z powodu powrotu ojca, a teraz leżała na łóżku płacząc z powodu Sergia, który tak ją boleśnie zdradził. Nawet Soledad nie miała pojęcia jak pocieszyć siostrę.

- Uspokój się. Znasz przecież Lucrecię... Ona zrobiła to choćby dlatego żeby ci zrobić na złość lub dla swojego kaprysu. Ona całuje się z każdym kto ma spodnie – powiedziała Soledad.
- Wiem, ale to i tak nie usprawiedliwia Sergia. Już drugi raz się z nią całował, a poza tym ona go wcale nie związała ani nie zmuszała. Odwzajemnił jej pocałunek na moich oczach, rozumiesz? – odparła jej zrozpaczona Marina. Z bezradności i wściekłości zaczęła okładać rękami poduszki, jakby to one były wszystkiemu winne. W końcu znów zalała się łzami i nie reagowała na tłumaczenia siostry.
- Posłuchaj mnie... Nie możesz go skreślać. Kochasz go, a on kocha ciebie...
- Nie broń go! Wiem, że jesteś szczęśliwa z Gustavo, ale on jest zupełnie inny niż jego brat. Gustavo nie ogląda się za pierwszą lepszą tak jak to robi Sergio!
- Nie oceniaj go tak. Rozumiem twój ból, ale czy ty nie przesadzasz?
- Zostaw mnie w spokoju! Jeszcze go bronisz... Nie widziałaś co zrobił... On nie zasługuje na moją miłość! To koniec naszego związku! A teraz zostaw mnie samą. Wyjdź stąd!
- Jak chcesz... Przemyśl to, bo przedwcześnie go skreślasz. A niedługo może być za późno – powiedziała Soledad...
- Za późno to jest dla tego babiarza! Już nigdy nie będziemy razem. Co z tego, że go kocham skoro on tak bardzo mnie rani – pomyślała Marina...

Mieszkanie Caroliny.

- Pamiętasz jak opowiadałem ci jaką gnidą jest mój prawdziwy ojciec? – spytała Carolina.
- Pamiętam, ale po co chcesz wracać do tego bolesnego tematu? – zdziwił się Javier.
- Muszę, bo dzisiaj widziałam tego człowieka w jednym ze sklepów. Rozpoznał mnie, ale udałam, że go nie znam...
- Dobrze zrobiłaś. Jesteś w niebezpieczeństwie skoro on chce cię zabić...
- To bardzo wpływowy człowiek i może to w końcu zrobić, ale nie boję się już niczego. Najważniejsze, że odnalazłam swoją mamę.
- Co takiego?
- Nie uwierzysz, ale dzięki pomocy miejscowego księdza doszło do naszego spotkania. To dobra kobieta która zaznała wiele cierpienia ze strony mojego prawdziwego ojca. Teraz kiedy mój przybrany ojciec nie ma nic przeciwko, mogę się z nią spotykać... I pomyśleć, że zarówna ona mnie, jak i ja ją brałam za zmarłą...
- To chyba cud, bo u mnie również ktoś zmartwychwstał.
- Co ty opowiadasz Javier? Kto taki?
- Mój ojciec. Okazało się, że wcale nie zginął w wypadku – powiedział uśmiechając się Javier.
- Niewiarygodne. Coraz więcej rzeczy i wspólnych historii zaczyna nas łączyć. Coś w tym jest – odparła z radością Carolina...

Komisariat policji.

Arturo, Alejandro i Martin pojechali na komisariat w towarzystwie sędziego który nie miał wyjścia i musiał chcąc niechcąc przejść na ich stronę. Komendant zebrał właśnie swoich najlepszych ludzi na czele z Brunem, do których miał pełne zaufanie. Szykował najazd na posiadłość De La Fuente wiedząc, że ludzie Ricarda mogą stawiać duży opór.

- To nie będzie łatwe. Jego ludzie pilnują hacjendy, ale przejmiemy ją, bo musimy ukarać tych przestępców – zwrócił się Arturo do swoich ludzi.
- Nie dacie rady. To dzielni wojownicy którzy dla Ricarda zrobią wszystko – wtrącił sędzia Barrios.
- Zamknij się kretynie! Nie znasz ani komendanta ani mnie ani jego ludzi. Sługusy Sandovala zginą i nikt z tych zdrajców nie umknie sprawiedliwości – stwierdził Oskar.
- Znam cię. Byłeś przy Ricardo i Isabeli. Zdradziłeś ich!
- Pomogę ich zniszczyć za to co mi zrobili! Przekonasz się panie sędzio...
- Dość tego! Wdrożymy nasz plan w życie i to jeszcze dziś – powiedział Arturo.
- Będzie to dzień twojego triumfu braciszku – oznajmił Martin.
- Na mój widok umrą z samego strachu, bo sprawiedliwości stanie się zadość – cieszył się Alejandro...

Tymczasem...

- Zaczekaj Tobias. Muszę z tobą porozmawiać – powiedziała Isabela.
- O co chodzi? – spytał mężczyzna.
- O mojego męża. Byłam u niego, ale w ogóle mnie nie słucha, jest jakiś dziwnie rozkojarzony. Może wiesz dlaczego?
- Odniosłem podobne wrażenie. Pan Ricarda wygadywał jakieś bzdury, w które nawet ja nie mogłem uwierzyć.
- Jakie bzdury? Mów jaśniej.
- Nie uwierzy pani, ale on chce odnaleźć swoją córkę...
- Nie rozśmieszaj mnie Tobias. Przecież dobrze o tym wie. Chce ją odnaleźć żeby ją zabić. To oczywiste.
- Nic z tych rzeczy. Powiedział mi dziś, że chce ją odzyskać na nowo i pragnie aby zamieszkała w hacjendzie.
- Kpisz sobie Tobias? To niemożliwe. Ricardo nigdy nie zrobiłby takiej głupoty.
- Ja mówię tylko to co słyszałem. Taka jest prawda. W pani mężu obudziły się ojcowskie instynkty. Może zobaczył swoją córkę i nagle zmienił swoje postępowanie? Nawet mu się nie dziwię. Widziałem ją w stolicy gdy próbowaliśmy ją złapać. To przepiękna dziewczyna. Widocznie tak samo uważa pan Ricardo.
- Nie denerwuj mnie! Porozmawiam z nim. Idę do jego gabinetu!
- Nie ma go tam. Przed chwilą gdzieś wychodził.
- Jeszcze tego brakowało aby zainteresował się własną córką. Dość mam problemów – westchnęła poirytowana Isabela.
- A ten co tu robi? Już wrócił... Nie cierpię tego kretyna. Zawsze zabiera mi robotę. Mam nadzieję, że tylko do czasu. Czuję, że gra on na dwa fronty – pomyślał Tobias na widok Oskara który kręcił się po hacjendzie...

Mieszkanie braci Munos.

- Coś ty najlepszego narobił? Teraz Marina cię nienawidzi. Mówiłem ci żebyś skończył z byciem tym nieszczęsnym kobieciarzem – załamał ręce Gustavo wysłuchując opowieści Sergia.
- Wiem, że mnie nienawidzi. Spróbuj mi pomóc, a nie wyśmiewaj się ze mnie – burknął Sergio wpatrując się bez celu w okno.
- Jak mam ci pomóc skoro odstawiasz takie numery? I to jeszcze z kuzynką Mariny i Soledad. Przez ciebie będę musiał się wstydzić przed Soledad. Dałeś plamę!
- Dzięki za taką radę! Mam tego dość – machnął ręką Sergio chcąc iść do swojego pokoju.
- Zaczekaj! Wiem, że Lucrecia De La Fuente mogła z tobą flirtować żeby zdenerwować Marinę. Nie przepadają za sobą. Ale tak czy inaczej musisz ją błagać o przebaczenie, rozumiesz? Innego wyjścia nie masz. Wytłumacz jej co zaszło i jakie są podłe zamiary Lucrecii. Módł się do Boga żeby ci uwierzyła.
- Nie poddam się Gustavo! Nie mogę stracić miłości kobiety którą kocham! – powiedział Sergio przechodzący od rozpaczy do nadziei.
- Oby ci się udało, ale narobiłeś wstydu nazwisku Munos. Aby udało ci się to odkręcić – pomyślał Gustavo...

Hacjenda rodziny De La Fuente.

- To mi się wcale nie podoba. Po co zadajesz się z tym prostakiem – powiedziała Esperanza słuchając opowieści o dzisiejszym wyczynie Lucrecii.
- Może i jest prostakiem, ale to niezły przystojniak. Zdobędę go choćby dla własnego kaprysu i dlatego żeby utrzeć nosa mojej kuzynce – odparła Lucrecia.
- A rób jak chcesz. Mam to w nosie. Nie rozumiem z czego się tak cieszysz... Ciebie też nie rozumiem Simon. Chcesz odzyskać Marinę po tym wszystkim jak wystawiła cię do wiatru?
- Chcę ją odzyskać aby dać jej nauczkę za te wszystkie krzywdy. Dlatego uważam, że plan Lucrecii jest całkiem niezły – powiedział Simon.
- Wasza sprawa. Pamiętajcie jednak żeby nie dopuścić Mariny z powrotem do hacjendy – zauważyła Esperanza.
- Nie bądź tego taka pewna. Marina i hacjenda to moja szansa – pomyślał Simon...
- Gdzie ten Ricardo? Miał tu przyjść – niecierpliwiła się Esperanza.
- Co takiego? Znowu? – zdenerwował się Manuel który jak dotąd nie był zbytnio zainteresowany rozmową. Ożywił się jednak gdy usłyszał o Sandovalu. Przecież właśnie dziś Pedro miał pojechać do hacjendy tam właśnie go zlikwidować. To popsuje mu plany. A niech to! Chociaż jeżeli Ricardo się nie zjawi to będę miał pewność, że już nie żyje...

Tymczasem...

Ricardo spacerował wokół hacjendy i myślał o swojej córce. Nie wiedział tylko jak zdoła ją odszukać i jakim cudem przekona, że się zmienił i już nie chce jej zguby...

- To będzie trudne, ale dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Najważniejsze żebym ją odnalazł. Ależ byłem głupi, że wtedy nie poszedłem za nią i nie śledziłem. Wiedziałbym dokąd poszła... Ale wiem, że uda mi się z nią jeszcze spotkać... Teraz muszę jechać do Esperanzy i Manuela. Muszę kontrolować ich poczynania – pomyślał Ricardo...

Nagle obrócił się i zobaczył mężczyznę który celował do niego z pistoletu w odległości kilkunastu metrów. Człowiek ten zbliżał się do niego, a na jego twarzy malował się drwiący uśmiech. Ricardo wiedział, że jest zgubiony, a ten mężczyzna za chwilę go zabije. Nie miał nawet przy sobie broni i nie było czasu na reakcję. O dziwo jednak napastnik nie strzelił od razu, bo zauważył jak bezbronna ofiarę ma przed sobą.

- Czego ode mnie chcesz? Kim jesteś? – zapytał Ricardo.
- Jestem posłańcem śmierci. Przyszedłem cię zabić – odparł Pedro.
- Kto cię wynajął?
- Nie twoja sprawa. Zacznij się lepiej modlić, bo twoja godzina właśnie wybiła...
- Chcesz pieniędzy? Dostaniesz je...
- Nie zagaduj mnie! Wielki Ricardo Sandoval zginie w swojej własnej posiadłości! Nie ma tu twoich obrońców. Jesteś sam jak palec. Co za kuriozalna sytuacja. Dorobię się na twojej śmierci. Warto było wyjść z więzienia...
- Wynajęła cię Esperanza? A może Manuel? Nie zdziwiłbym się też gdyby za tym wszystkim stała moja żona...
- Nawet żonę o to podejrzewasz... Powiem ci, że to nie ona. Możesz być spokojny. Ale teraz umrzesz!

Pedro miał dość gadki i wymierzył broń aby dopełnić formalności. W tym momencie padł strzał, ale ku zaskoczeniu Ricarda to nie on padł na ziemię, lecz jego niedoszły zabójca. Nie zdążył pociągnąć za sput, a sam dostał kulę w plecy. Padł na wznak. Okazało się, że Sandovala uratował w ostatniej chwili Oskar.

- Mów łotrze kto cię wynajął! – krzyczał Oskar do rannego Pedra.
- I po co wdawałem się w rozmowy. Straciłem szansę na tyle szmalu – wyszeptał tylko Pedro.
- Mów!
- Nigdy się tego nie dowiecie – po chwili Pedro skonał.
- Nie powiedział kto go nasłał...
- Nieważne Oskar. Ja domyślam się kto. Dziękuję ci za uratowanie
życia – oznajmił Ricardo.
- Zawsze do usług. Przecież pana chronię i dla pana pracuję. Ten człowiek już jest w piekle. Ale pańscy ludzie śpią. Niewiele brakowało a nie zdążyłbym z pomocą. Miał pan dużo szczęścia – stwierdził Oskar.
- Wiem, bo jestem urodzony pod szczęśliwą gwiazdą. Załatwię tych którzy nastawali na moje życie. Zawołaj Tobiasa i kilku moich najlepszych ludzi. Jedziemy do hacjendy De La Fuente na ostateczną rozprawę. Oni zapomnieli kto pilnuje hacjendy i kto tu rządzi. Przypomnę im to za pomocą wystrzałów, a oni zapłacą własną krwią – pomyślał wściekły Ricardo...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
a_moniak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 21 Lut 2007
Posty: 12531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 18:44:59 26-09-08    Temat postu:

super odcinek
Marina rozpacza po Sergiu, a Sole chce ją pocieszyć, szkoda że ne słucha
hehe Caro odzyskała swoją "zmarła " mamę, a Javierovi "zmartychwstał" ojciec, co za zbieg okoliczności
Isabela czuje się zagrożona, w końcu Ricardo chce odnaleźć swoją córkę i pragnie by z nim zamieszkała..
no ciekawe jak Sergio odkreci tą sprawę z Lucre, musi wrócić do Mariny..
oczywiście Lucrecia jest kapryśna i chce się tylko pobawić Sergiem, a Simon chce odzyskać Marinę tylko po to zeby się zemścić, oczywiście Esperanza już się obawia że Mari przyjdzie na hacjendę..
wow końcówka super, już tak nie wiele brakowało zeby Pedro zabił Ricarda (po co te gadki, mógł od razu nacisnąć spust ) w ostatniej chwili uratował go Oscar, szkoda że nie dowiedzieli się na czyje zlecenie działal Pedro...
czekam na newik
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:20:36 28-09-08    Temat postu:

Supcio odcinek
Marina rozpacza po stracie Sergia. Sole ją pociesza i mówi, że to intryga Lucre. Szkoda, że Marina nie chce jej słuchać i nie przez to cierpi.
Carolina powiedziała Javierowi o matce a on o ojcu. Oboje zyją. Co za zbieg okoliczności.
Isabela dowiedziała się od Tobiasa, że jej mąż chce odnaleźć córkę aby z nim zamieszkała. Nie podoba jej sie to.
Gustawo mówi Segiowi, że powinien wytłumaczyć Marinie co między nim a Lucre zaszło i prosić o wybaczenie. Tylko czy Marina mu wybaczy, To nie będzie łatwe, ale Sergio sie nie podda.
Lucre chce się tylko zabawić Sergiem aby dopiec Marinie. Simonowi podoba się ten plan, bo jakby Marina znów z nim była to mógłby się na niej zemścić za upokorzenie. Esperenzie nie podoba się to co wytczynia Lucresia bo nie chce Mariny z powrotem w hacjendzie.
I po co były te gadki? Trzeba było pociągnąc za spust, a taka Pedro sam zginął z rąk Oscara. Niestety nie dowiedzieli się kto Pedra nasłał. Ciekawe jak zareguje Manuel jak się dowie i śmierci Pedra. Będzie wściekły.
Pozdrawiam i czekam na newik
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 19:49:26 28-09-08    Temat postu:

52 ODCINEK

Jakiś czas później.

Hotel.

Javier wrócił już od Caroliny, a Marina i Soledad wciąż się do siebie nie odzywała. Marina nie przestawała myśleć o Sergiu i tej całej okropnej sytuacji, a Soledad nie mogła jej pomóc. Nagle do hotelu wpadł Martin zdyszany i zdenerwowany Martin. Dobrze bowiem wiedział, że nie było czasu do stracenia.

- Jedziemy po swoje! – krzyknął, ale co oczywiste nikt go nie zrozumiał.
- Co ty mówisz? Co się stało? – zdziwił się Javier.
- Dziś przestaniecie mieszkać w tym hotelu. To nie miejsce dla was. Wraz z Alejandrem przejmiemy dziś hacjendę – odparł Martin.
- Oszalałeś wujku? Siłą jej nie przejmiemy, bo strzegą jej ludzie Sandovala – powiedziała zdziwiona Soledad.
- Pojedzie z nami policja i sędzia który wydał wyrok na korzyść Esperanzy. Teraz ten sędzia zmieni swoje orzeczenie...
- Jakim cudem zmieni orzeczenie?
- Nie ma innego wyjścia. Porozmawialiśmy sobie z nim na osobności i zmienił zdanie.
- Chyba nic mu nie zrobiliście? – spytała Marina.
- Skądże znowu. Nie jesteśmy tacy jak on. Tylko go postraszyliśmy. Jedźmy, bo im szybciej załatwimy tą sprawę tym lepiej. Alejandro pojedzie wraz z komendantem Peraltę i jego ludźmi.
- To ryzykowne. Wystarczy, że któryś z policjantów jest na usługach Sandovala, a gdy on dostanie ostrzeżenie, już będzie na was czekał.
- Tym razem tak nie będzie. Arturo dobrze się przygotował do akcji. A poza tym gdy oni zobaczą Alejandra żywego to będzie po nich. Zobaczysz – śmiał się Martin...

Hacjenda rodziny De La Fuente.

Ricardo nie tracił czasu. Kazał wrzucić do pobliskiej rzeki zwłoki Pedra i sam w towarzystwie Isabeli i swoich najlepszych ludzi udał się do hacjendy De La Fuente. Towarzyszyli mu oczywiście Oskar i Tobias. Sandoval był wściekły i jak najszybciej chciał wyjaśnić sprawę ataku na swoje życie. Isabela liczyła na to, że jej mąż w końcu w przypływie gniewu pozbędzie się Esperanzy i ułatwi jej robotę. Przyjazd Ricarda był dla reszty jego wspólników oczywisty, więc nie mogli zorientować się co on planuje. Mężczyzna uprzedził swoich ludzi na straży hacjendy aby byli gotowi tylko na jego rozkazy po czym wszedł w towarzystwie Isabeli, Oskara, Tobiasa i jeszcze trzech innych mężczyzn do środka. Zastał tam Esperanzę, Lucrecię, Manuela i Simona.

- Witaj Ricardo. Czekaliśmy na ciebie – powiedziała Esperanza.
- A ja nie mogłem się doczekać spotkania z wami – odparł Ricardo, a ton w jakim wypowiedział te słowa przyprawiał o dreszcze.
- Pedro nawalił skoro ten kretyn żyje – pomyślał Manuel i strach zajrzał mu w oczy.
- Usiądźcie z nami – zwróciła się do Ricarda i Isabeli Lucrecia, ale oni zachowywali się tak jakby w ogóle jej nie słyszeli.
- Po co on przyprowadził tu swoich ludzi z bronią. To mi się nie
podoba. Niedobrze, że mnie tu zastał. Wolałbym z nim być niż z nimi w razie jakiejś jatki – pomyślał Simon.
- Wiecie co mi się przytrafiło? Pewnie nie wiecie. Jakąś godzinę temu ktoś próbował mnie zabić. Na szczęście Oskar zabił napastnika zanim ten zdołał mnie zabić. Nie zdążył powiedzieć kto go nasłał – opowiadał Ricardo...

Esperanza, Lucrecia i Simon byli zaskoczenie, ale każdy z nich wiedział, że Ricardo będzie ich o to podejrzewał. Jednak najbardziej zdenerwowany był Manuel, ale nie mógł tego okazać...

- A więc ten kretyn trafił do samego piekła. Schrzanił robotę, ale dobrze, że mnie nie wydał chociaż on i tak się domyśli. Najważniejsze to zachować spokój. Nie mogę dać poznać po sobie, że mam z tym coś wspólnego – pomyślał Manuel...

Tymczasem Isabela patrzyła prosto w twarz Esperanzie i śmiała się wyczuwając jej koniec. Ricardo z kolei zapytał wprost.

- Nic mi nie macie do powiedzenia? Czuję, że to wy drodzy wspólnicy kazaliście mnie zabić. Jeżeli tak było, to naprawdę poleję się tu teraz krew...

Mieszkanie Caroliny.

Carolina wraz z Adrianem zaprosili na kolację Lilianę. Co ciekawe Adrian czuł wewnętrzny spokój. Pojawienie się prawdziwej matki w życiu jego córki wcale go nie zdeprymowało, wręcz przeciwnie – wiedział, że to dobra kobieta i chciał żeby obie ze sobą zaprzyjaźniły. Nie ukrywał, że Liliana wpadła mu w oko. Od czasu tragicznej śmierci żony nigdy nie spojrzał na inną kobietę, ale teraz sytuacja się zmieniła. Carolina chciała mieć przy sobie prawdziwą matkę, ale uczucia wobec Adriana wcale się nie zmieniły. Pragnęła aby i on pozostał z nią w takich samych relacjach co zawsze. Po cichu marzyła żeby zeswatać go z Lilianą i również chciała dla nich jak najlepiej.

- Wiesz, że twoja córka ma kawalera? – powiedział Lilianie Adrian.
- To wspaniale. Kiedy go poznam? – ucieszyła się kobieta.
- Ja nie mam żadnego chłopaka. Nie wiem o co wam chodzi? – zdziwiła się Carolina robiąc minę niewinnego dziecka.
- A ten cały Javier to niby kto?. On jest o dobrych kilka lat od ciebie starszy...
- On nie jest moim chłopakiem. Nie ma o czym mówić. To tylko przyjaciel...
- Czyżby? – dopytywała się Liliana.
- Tak... – zawahała się dziewczyna.
- Jesteś tak piękna, że na pewno wielu chłopaków się o ciebie starało.
- Żebyś wiedziała. Przychodziły tu prawdziwe pielgrzymi. Musiałem ich wyganiać, bo pchali się do niej drzwiami i oknami, a Carolinie było to na rękę. Ona sama ich zaczepiała, ach te jej maniery...
- Przestań tato! Ukazujesz mnie w złym świetle.
- Nie w złym tylko w prawdziwym...
- Byłam podobna w jej wieku. Teraz wiem, że to moja córka – śmiała się Liliana.
- Jest tak samo piękna jak pani. Naprawdę cieszę się, że jest pani znów obecna w jej życiu – stwierdził Adrian...

Tymczasem...

Arturo, Bruno i reszta policjantów dojechało już do granic hacjendy. Pilnowali oni sędziego który był w tej sprawie najważniejszy. Za nimi dopiero szedł Alejandro, Martin oraz na końcu Soledad, Marina i Javier. Komendant dał im ochronę, bo mogło się zdarzyć wszystko. Mieli oni trzymać się z daleka do czasu wyjaśnienia całej sprawy. Nagle strażnicy zauważyli ten cały pochód i zareagowali.

- Czego tu chcecie? – zapytał jeden z nich.
- Arturo Peralta, jestem z policji. Muszę porozmawiać z Esperanzą Guzman i Manuelem Rodriguezem... Pozwolicie, że przepuścicie mnie i moich ludzi...
- Chwileczkę. Puśćimy pana samego, ale bez ludzi. Po co was aż tu tylu?
- Słucham? Jak ty rozmawiasz z miejscową policją? Szukasz zwady?
- Chyba pan komendant jej szuka – odparł mężczyzna po czym jednym ruchem ręki powiadomił innych swoich kompanów o sytuacji.

Momentalnie dwuedziestu ludzi było pod bronią i gotowych do oddania wystrzałów. Ale i Arturo pokazał, że to nie są żarty. Przeważał liczebnością swoich ludzi oraz odpowiednim ich usytuowaniem.

- Chcecie zginąć w taki sposób? Przepuśćie nas! Ta hacjenda nie jest wasza! –odezwał się Bruno.
- Znam cię. Bywałeś przy naszym szefie, a teraz zdradziłeś! Nielubimy zdrajców! Chłopcy zabiwimy się z psami?
- Zginiecie!
- A może to wam dane umrzeć!

I kiedy trwała cały czas ta jakże interesująca przepychanka słowna, wyłonił się nagle Alejandro. To był przełom, bo wtedy stało się coś niesamowitego...

- Hacjenda jest moja, bo ja cały czas żyję, a niektórzy z was jesteście zdrajcami – powiedział Alejandro...

Część ludzi wierna Ricardowi wciąż trzymała go na muszce, ale reszta zaczęła się trwożyć i rzucać broń na ziemię! Byli to bowiem ludzie którzy całe życie służyli dla De La Fuente, a nie mieli wyjścia po przejęciu hacjendy przez Esperanzę i Manuela i musieli służyć swoim nowym właścicielom. Teraz na widok Alejandra oniemiali i byli gotów rzucić się nawet na innych sługusów Sandovala, bo o to właśnie ich pan zmartwychwstał i znów był wśród nich.

- Przebacz nam panie. My twoi słudzy... Nie mieliśmy innej możliwości. Stracilibyśmy pracę albo zginęlibyśmy dlatego musieliśmy – odezwał się jeden z nich.
- Wiem Francisco, ale nie martwcie się. Teraz wszystko wróci do normy.

Słowa Alejandra wprawiły wszystkich w konsternację. Ludzie Sandovala byli zgubieni. Zanim zrozumieli o co w tym wszystkim chodzi, doszło do regularnej strzelaniny. Wzięci w kleszcze niektórzy zostali zabici, niektórzy ranni, a jeszcze inni schwytani. Policja i dawni słudzy Alejandra triumfowali.

- Dalej twierdzisz, że nie dam rady Ricardo Sandovalovi? – zapytał sędziego Barriosa Peralta. Idziemy do hacjendy rozmówić się z tymi zdrajcami...

Hacjenda De La Fuente.

Zanim usłyszano strzały Ricardo próbował dowiedzieć się kto wynajął przeciwko niemu płatnego mordercę.

- Podejrzewasz nas? To nonsens – stwierdził Manuel.
- Dziwię ci się, że mogłeś tak nawet pomyśleć – wtórowała mu Esperanza.
- Nie udawaj kretynko! Jesteś pierwszą podejrzaną – powiedziała Isabela.
- To bezpodstawne oskarżenia! Nie masz dowodów! Jesteśmy przecież wspólnikami!
- Jeżeli ty i Manuel stoicie za tą całą akcją, to możecie już pożegnać się z życiem! Wam też nie ufam – zwrócił się do Simona i Lucrecii Ricardo. Za chwilę pożegnacie się z życie – skinął głową w kierunku Tobiasa i Oskara...

Nagle jednak usłyszano strzały, a do pomieszczenia wpadł jeden z ludzi Ricarda. Był zziajany i przestraszony.

- Policja nas wyparła! Idą tutaj!
- Co takiego?
- Wrócili przejąć hacjendę!
- Kto wrócił? Co ty bredzisz?
- Alejandro De La Fuente, jego brat i komendant policji są tutaj! Alejandro żyje!
- Bredzisz!

Ricardo zajrzał przez okna i zauważył coś co go zaszokowało. Jego ludzie byli wybici, ale nie to go najbardziej zmartwiło. Zauważył Alejandra i sam nie wiedział czy to co widzi dzieje się naprawdę. Widział też sędziego i zrozumiał, że został zdradzony

- Alejandro żyje... Już po nas! Przekupił sędziego!

Esperanza i reszta nie dowierzali w jego słowa, ale Manuel najpierw zaskoczony, obrał to za dobrą monetę. Sądził bowiem, że Ricardowi pomieszało się w głowie.

- I dalej nas podejrzewasz? To oni się na tobie mszczą i nasłali na ciebie zabójcę!

Ricardo nie słuchał go jednak. Szepnął coś do ucha Isabeli, Tobiasowi i Oskarowi.

- Wpuście ich! Dowiedzcie się o co im chodzi. Nic tu po mnie. Uciekamy tylnym wyjściem!

Po wyjściu Ricarda ze swoimi ludźmi, pojawił się Arturo, Martin, Alejandro i sędzia.

- Dobry wieczór wszystkim – powiedział Alejandro.

Dopiero teraz wszystko stało się jasne. Esperanza, Lucrecia, Manuel i Simon byli w szoku. Oto ten który od dawny był dla nich trupem, ich największy wróg właśnie się przed nimi ukazał...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
a_moniak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 21 Lut 2007
Posty: 12531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 21:31:52 29-09-08    Temat postu:

super odcinek
hehe Martin kazał pakować manatki Javierowi , Sole y Mari bo idą przejmować swoją hacjendę
no niezła minę musiał mieć Manuel, widząc żywego Ricarda, a sam Sandoval kazał zatopić zwłoki Pedra..
Adrainaowi wpadła w oko Liliana fajnie ze wszyscy w trójkę tak bardzo są tak blisko siebe
wow świetne wejście Peralty z Alejndrem nie obyło się bez rannych i zabitych...
końcówka boska, jak wszyscy na właśne oczy zobaczyli "zmartwychwstałego" Alejndra
czekam na newik
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 21:31:30 01-10-08    Temat postu:

53 ODCINEK

Hacjenda rodziny De La Fuente.

Alejandro stał i patrzył na ludzi którzy tak bardzo go oszukali i zniszczyli mu życie. A oni zamarli trochę ze strachu, a trochę będąc w kompletnym szoku po tym wszystkim co zobaczyli. Alejandro, Martin, Arturo z sędzią Barriosem również milczeli czekając co się wydarzy. Po chwili do hacjendy weszli także Marina, Soledad i Javier. Wydawało się, że tak długa chwila milczenia nigdy się nie skończy...

- Ty żyjesz? – zapytała w końcu Esperanza wciąż nie wierząc w to co widzi.
- Zobaczyłaś ducha, co? Żyję i przyjechałem aby odzyskać to co moje. Jesteście zdrajcami! – krzyczał Alejandro.
- Uspokój się Alejandro. Cieszymy się, że żyjesz. Wiesz, że dbam o twoje interesy najlepiej jak potrafię – wtrącił zmieszany Manuel.
- I dlatego dałeś mi do podpisania papiery dzięki którym ty mogłeś przejąć hacjendę, co? A ja ci ufałem... Tymczasem to zakpiłeś sobie ze mnie i z naszej wieloletniej przyjaźni. Zapłacicie za to wszyscy! Ricardo Sandoval również!
- Nie wiem o czym mówisz...
- To jakieś nieporozumienie wujku. Ja nigdy nie stanęłabym po stronie twoich wrogów – powiedziała z zasmuconą miną Lucrecia.
- Ani ja. Zawsze kochałem pańską córkę panie De La Fuente – oznajmił Simon.
- Możesz wyjść Simonie. Do ciebie nic nie mam. A ty Lucrecio zostań. Wiem, że nie miałaś złych intencji, ale ta dwójka zapłaci za wszystko!

Simon korzystając z okazji i pozwolenia szybko opuścił hacjendę, a Lucrecia zaczęła dochodzić do siebie po pierwszym szoku. Wiedziała, że złość jej wujka skierowana będzie przede wszystkim przeciwko Esperanzie
i Manuelowi.

- Mogę ich aresztować za złamanie prawa – powiedział Arturo.
- Jakie złamanie prawa? Legalnie przebywam na tej hacjendzie, jesteś członkiem rodziny! – oburzyła się Esperanza.
- Nic z tego nie rozumiem Alejandro. Nie wiem o jakich papierach mówisz... Służyłem ci jak wierny pies przez lata, a ty tak mi się odpłcasz? Oskarżasz mnie o fałszerstwa? – spytał Manuel.

Alejandro nie wytrzymał. Rzucił się na Manuela i złapał go za gardło, co przestraszyło wszystkich obecnych.

- Ja ci się odpłacam? Ty łajdaku! Pójdziesz siedzieć jak udowodnię ci...
- Uspokój się Alejandro. Nie warto! – wtrącił Martin powstrzymując mężczyzn.
- Co mi udowodnisz?
- Udowodnimy, że wrobiliście Alejandra w zabójstwo Marii Emilii i sami stoicie za tą okrutną zbrodnią. Wy i Ricardo Sandoval! – powiedział komendant.
- To już szczyt! Miałabym zabić własną siostrę? Czy wy się
słyszycie? – lamentowała Esperanza. A poza tym Alejandro skoro żyje i nie zginął w wypadku, to powinien trafić z powrotem do więzienia, a pan go jeszcze broni panie komendancie Peralta?
- Bronię go, bo oskarżenie było nieporozumieniem...
- Tak, to prawda. Uniewinnię Alejandra De La Fuente i wznowie śledztwo w tej sprawie. Jest coraz więcej niejasności i to będzie najwłaściwszy krok jaki można teraz zrobić. A skoro pan Alejandro żyje, hacjenda wciąż należy do niego i do jego dzieci – wtrącił sędzia Barrios.
- Przeklęty zdrajca – pomyślał Manuel aż wargi pieniły mu się ze złości.
- Wiemy, że ukryłeś testament który przekazał ci ojciec Salvador. Czyżby ten dokument był niewygodny? Nielegalnie przejąłeś hacjendę draniu! Nie wyprzesz się tego! Mamy świadków! – powiedział Martin...
- Aresztuj go komendancie! Wmawiał nam, że jest po naszej stronie, a jest taki sam jak ciotka! – stwierdził Javier.
- Musimy odzyskać to co nasze – powiedziała Marina.
- I to jeszcze dziś – wtórowała jej Soledad.
- I tak będzie. Aresztuj tego pana – zwrócił się do Bruna Arturo.
- To jakieś nieporozumienie! Za co mnie aresztujecie? Jestem adwokatem i znam swoje prawa! – krzyczał Manuel.
- Tym lepiej dla ciebie. Do samochodu z nim! Zawieście go na komisariat!

Policjanci skuli rzucającego się jeszcze przez chwilę Manuela i odprowadzili do samochodu. Esperanza i Lucrecia zamarły. Sędzia Barrios i Bruno zdradzili ich, Alejandro żył, wróciły też jego dzieci i Martin. To oznaczało ich koniec...

- Udałoby mi się z tego wszystkiego wywinąć, ale Marina będzie się chciała mnie pozbyć ze względu na Sergia – zastanawiała się Lucrecia. Muszę zachować spokój. Niech Manuel, Esperanza i Sandovalovie zgniją w więzieniu, a ja będę miała czas na zebranie się do dalszej walki...

Tymczasem Esperanza wciąż nie wiedziała co się tu dzieje. Żywy Alejandro sprawił, że nie wiedziała co powiedzieć. Mogła udawać skruszoną, ale najważniejszym było to aby nikt nie odkrył kto stoi za zabójstwem Marii Emilii.

- Mnie też aresztujecie? Proszę bardzo! Skoro chcecie mnie zniszczyć... Powiedzcie mi chociaż za co trafię do więzienia? – powiedziała z płaczem.
- Nikt cię nie zamknie, bo jesteś mimo wszystko członkiem naszej rodziny. Daruję ci wolność mimo, że stanęłaś po stronie moich wrogów – odparł Alejandro.
- To nie do końca prawda. Przyznam, że pogubiłam się nieco i źle potraktowałam twoje dzieci, ale wybacz mi...
- Daj mi dokończyć. Nie trafisz do więzienia, bo nic nie zostało ci udowodnione, ale nie chcę cię tu więcej widzieć, rozumiesz? Wyniesiesz się stąd raz na zawsze i to jeszcze dziś!
- Ale...
- Przykro mi. Jutro dostaniesz resztę życia. Wynoś się stąd czym prędzej zdrajczyni!
- Jeszcze mnie popamiętasz Alejandro. Zrobię jak zechcesz, ale to jeszcze nie koniec – pomyślała Esperanza, po czym tak jak stała wyszła z hacjendy.
- A co będzie ze mną? Przysięgam, że ja nie... – tłumaczyła się Lucrecia.
- Zostaniesz tu, ale będę miał na ciebie oko. A teraz cieszmy się tym, że odzyskaliśmy to co nasze – powiedział Alejandro.
- Będziesz potrzebował nowego prawnika aby to wszystko prawnie pozmieniać i uregulować – wtrącił Martin.
- Sędziego już mamy. Szanowny sędzia Barrios wszystko odkręci, prawda? – spytał go Arturo po czym on, Alejandro i Martin zaczęli się śmiać...

Tymczasem...

Hacjenda rodziny Sandovalów.

Ricardo zdołał uciec, ale nie zmieniło to wiele jego położenia. Był wściekły i nawet Isabela nie mogła go uspokoić.

- Ale ze mnie idiota! Jak mogłem nie pomyśleć, że ktoś odbił Alejandra! Skoro nie my spowodowaliśmy ten dziwny wypadek, to kto? Może jego brat razem z tym przeklętym komendantem policji? No tak... to oczywiste! To oni upozorowali jego śmierć i wyciągnęli go z więzienia podczas przejazdu! A ja nie zwróciłem na to uwagi... Teraz wpadłem jak śliwka w kompot. Aresztują mnie za zabójstwo Marii Emilii! – załamał się Ricardo.
- Na początek się uspokój! Też jestem wściekła, ale krzykami i lamentowaniem nic nie osiągniemy. Zastanówmy się. Co z tego, że Alejandro żyje? Przecież nie oznacza to, że mają dowody, że zabiliśmy Marię Emilię. Spójrz na to z innej strony. Pierwszy ostrzał padnie ma Esperanzę, Manuela i Lucrecię. To oni pójdą na dno, nie my! A wiesz czemu? Oficjalnie to oni przejęli hacjendę, nie my – oznajmiła Isabela.
- A jak wytłumaczysz moich ludzi na straży hacjendy? Przecież oni nie są idiotami. Dobrze wiedzą, że to ja za wszystkim stoję!
- Powiesz, że pożyczyłeś ludzi Esperanzie i nic więcej. Zwalimy winę na nią. Wiem, że cię podejrzewają, ale nie maja dowodów, bo w rzeczywistości nie powstały żadne dokumenty dzięki którym to ty byłbyś panem hacjendy, a po drugie nie mają dowodów na zabójstwo Marii Emilii, rozumiesz?
- Masz rację, ale jeżeli oni trafią do więzienia to pociągną mnie ze sobą i wsypią. Mogą mnie z łatwością oskarżyć o byle co! Nie ufam im, bo założę się, że chcieli mnie dzisiaj zabić! A poza tym zdradził nas sędzia Barrios i ten przeklęty Bruno Rebollar! Zapłacą mi za to! Barrios to sprzedajna kanalia i za to straci głowę, ale ten policjant nie będzie sobie ze mnie kpił! Tym razem zabiję jego żonę! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Słucham cię. To możliwe, że Esperanza i Manuel chcieli cię posłać na tamten świat, ale równie dobrze to zmartwychwstały Alejandro De La Fuente mógł pragnąć tego samego z chęci zemsty. Zresztą teraz to nieistotne. Jeżeli nasi wspólnicy trafią do więzienia, to pozbędziemy się ich. A gdyby odwiedziła cię policja, będziemy udawać zaskoczonych i iść w zaparte – stwierdziła już na chłodno Isabela zadowolona ze swoich umiejętności i opanowania w jakże niebezpiecznej sytuacji.
- Masz rację. Ciekawe tylko co powie szef w stolicy gdy się o tym dowie. Czuję, że polecą głowy, a nie chcę żeby jako pierwsza poleciała moja – powiedział Ricardo sięgając po whisky...

Mieszkanie braci Munos.

- Dzwoniła Soledad. Odzyskali hacjendę, rozumiesz? – telepał bratem Gustavo aż ten w końcu ocknął się z nostalgii.
- Co takiego? – zdziwił się Sergio.
- Don Alejandro z pomocą komendanta policji odebrali tym łotrom hacjendę! Nie cieszysz się?
- Cieszę. Jasne, że cieszę. Ale co się stało z Esperanzą i innymi?
- Esperanza została wyrzucona z hacjendy przez ojca Soledad i Mariny, a Manuel Rodriguez trafił do aresztu.
- A Lucrecia? A Simon Toredo?
- Oni chyba wyjdą z tego cało.
- A niech to! Ale najważniejsze co z Ricardem Sandovalem i jego żoną?
- Niestety z tym będzie problem, bo nie ma na niego oczywistych dowodów...
- Oni są najgroźniejsi... Ale i tak uważam, że teraz pan Alejandro ma większe pole do manewru. Już nic go nie powstrzyma przed pokonaniem tych drani!
- Dzisiaj w hacjendzie będzie przyjęcie na cześć jej odzyskania. Soledad nas zapraszała, ale nie wiem czy powinniśmy iść...
- Idź Gustavo. Mnie Marina nie chce zapewne widzieć na oczy. Nie chce jej psuć tak wspaniałego dnia swoim widokiem – westchnął Sergio.
- Może to i lepiej. Ja z nią porozmawiam i może to przyniesie większy skutek – stwierdził Gustavo...
- A czy pana Alejandra oczyszczą z zarzutów?
- Chyba tak. Ten sędzia został postawiony do pionu i będzie musiał zmienić werdykt. Może pogrąży Ricarda i resztę wspólników. Oby tak było...

Mieszkanie Caroliny.

- Masz wspaniały kontakt ze swoją mamą. Mogłybyście rozmawiać w nieskończoność – powiedział do córki Adrian będąc w świetnym humorze.
- To prawda, ale przypominam ci, że to nie ja, lecz ty trzy razy powstrzymywałeś ją aby jeszcze nie wychodziło. Tu się kroi romansik jak widzę – śmiała się Carolina.
- Znowu zaczynasz...
- Ale taka jest prawda i tego właśnie chcę. Powinieneś związać się z kimś takim jak moja mama i wtedy znowu miałabym wspaniałą rodzinę.
- Sam nie wiem. To dalekosiężne myśli...
- Ale realne tato.
- Lepiej zmieńmy temat. Powiedz mi o tym swoim Javierze...
- Teraz ty zaczynasz. Co mam ci powiedzieć?
- Zakochałaś się w nim, wiem to. Znam cię wiele lat i wreszcie wpadłaś na poważnie. Nie mylę się córciu?

Carolina była zmieszana i zdezorientowana. Nie wiedziała co powiedzieć ojcu i czy prawdziwa odpowiedź nie zdenerwuje go. Czuła bowiem, że zakochuje się w Javierze i nie wiedziała jak sobie z tym uczuciem poradzić...

Tymczasem...

Stolica.

- To ty Oskar. Co tam nowego? – spytał mężczyzna rozmawiając z Oskarem przez telefon.
- Fatalnie wieści panie Santanez.
- Co takiego?
- Alejandro De La Fuente żyje i ma się dobrze. Wraz ze swoim bratem, a także z komendantem Peraltą i jego ludźmi przejęli dziś hacjendę! Wybili przy tym ludzi Sandovala.
- Nie może być! Co ty opowiadasz!
- To prawda panie Santanez. Z tego co wiem aresztowano Manuela Rodrigueza.
- A Esperanza?
- Wyrzucona z hacjendy, ale wolna.
- Lucrecia?
- Została w hacjendzie. Chyba jej ufają.
- Simon?
- Wolny. Nie wierzą, że jest w to wszystko wmieszany.
- A Ricardo i Isabela?
- Uciekli jak ostatni tchórze pod moją eskortą. Trzęsą się ze strachu, ale póki co są wolni i chyba nic na nich nie mają, bo to nie oni oficjalnie przejęli hacjendzie. Nie ma na to dokumentów.
- Wiem. Trzeba działać... Ktoś zdradził?
- Sędzia Barrios. Sprzedał się komendantowi.
- Wykopał sobie dół. Wiedziałem, że to kretyn, ale nie sądziłem, że aż taki.
- Mam zabić Ricarda?
- Nie. On będzie mnie teraz potrzebował, a ja jego. Trzeba się z powrotem zebrać do kupy i działać razem. Zabijesz go w swoim czasie. Póki co jest z nami. W tej sytuacji liczy się każdy wspólnik. A Ricardo ma wszystko aby z powrotem cieszyć się hacjendą.
- Co mam robić szefie?
- Przeczekać burzę, a po niej wydam ci rozkazy. Widzimy się jutro u mnie. Dowiesz się wtedy więcej...

Mężczyzna zakończył rozmowę z Oskarem po czym oparł się wygodnie w fotelu i głęboko zamyślił.

- Nie doceniłem cię Alejandro. Kochasz te ziemie bardziej niż wszystko. Niestety stoisz mi na drodze. Znowu będziesz cierpiał ty i twoja rodzina. Ale tym razem zabiję cię naprawdę. Te ziemie mają tak wielką wartość o której nie wie nawet najstarszy mieszkaniec Coralos. I niedługo będą one w moim posiadaniu...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 22:06:02 01-10-08    Temat postu:

Dubelek

Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 8:06:36 02-10-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:26:01 02-10-08    Temat postu:

Super dwa ostatnie odcinki. Ile się działo. Jaka akcja.
Alejandro odzyskał swoją hacjendę z pomocą Bruna, Artura i sędzi. Ale Manuel, Esperanza, Lucresia i Simon musieli mieć miny jak zobaczyli Alejandra. A Ricardo uciekł jak najgorszy tchórz.
Isabela ma głowę na karku. Mówiła załamanemu mężowi, że policja nic na nich nie ma i nie ma się czego obawiać.
Carolina zakochała się w Javieru. To się porobiło. Mam nadzieje, że on czuje do niej to samo. Ale jak on zareaguje jak się dowie kto jest jej ojcem
Oscar powiadomił swojego szefa o tym, że Alejandro żyje. Mężczyzna przyznał, że nie docenił go. Szykuje się niezła akcja. Alejandro jest w niebezpieczeństwie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
a_moniak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 21 Lut 2007
Posty: 12531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 21:10:50 02-10-08    Temat postu:

boski odcinek, tyle się dzieje
ale wszyscy byli zaskoczeniu widząć żywego Alejandra
hehe ale sie wszyscy zaczęlli tłumaczyć przed Alejandrem :lol2:
Manuela aresztowali, dobrze mu tak.. a sędzie y Bruno zdradzili ich wszystkich w odpowiednim momencie
Esperanza prosiła o wybaczenie, ale szkoda ze ona nie została aresztowana, ale w zamian została wyrzucona z hacjendy
Ricardo już się boi że wszystko sie wyda, ale chce wszystkie winy zrzucić na Esperanzę...
bracia Munos też już wiedzą o odzyskaniu hacjendy, Gustavo poszedł do Sole, szkoda ze Sergio nie pójdzie do Mari...
Caro chciałąby zeswatać Adriana ze swoją mamą ale sama też zakochuje się w Javierze
ale tajemnicza końcówka, Alejandro narazie nie ma co liczyć na spokój.... czekam co będzie dalej, pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
NotReal
Idol
Idol


Dołączył: 31 Lip 2008
Posty: 1146
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 3/3
Skąd: hmm...
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 22:09:57 02-10-08    Temat postu:

Trafiłem na nową telenowelę greg20 no i nie mogłem jej nie przeczytać... Na razie konkretnych szczegółów nie znam, bo czytałem tylko urywkami, ale zdążyłem zauważyć, że biedny Alejandro (lepszy byłby tytuł dla tej telenoweli "Kozioł ofiarny" ;p) musi walczyć z wieloma wrogami... Całe szczęście, że sam może liczyć na kilka zaufanych osób. Fajnie by było, gdyby znów się zakochał (może już to zrobił, a ja tego nie doczytałem?).

Będę tutaj często zaglądał. Mam nadzieję, że nie powstanie z 200 odcinków, bo to zepsułoby urok dotychczasowej akcji, a naprawdę - dzieje się! Masz jakąś liczbę odcinków na oku, greg20?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 19:58:03 06-10-08    Temat postu:

54 ODCINEK

Hacjenda rodziny De La Fuente.

Nadszedł dzień sprawiedliwości w którym Alejandro mógł świętować ponowne odzyskanie wolności i hacjendy. Czuł jednak niedosyt, bo sprawa zabójstwa jego żony wciąż nie została wyjaśniona, a na podejrzanych tej zbrodni nie było żadnych dowodów.

- Czeka cię sporo załatwiania. Najpierw ogłosimy, że żyjesz żebyś nie miał problemów z papierami. Masz już swój grób, ale na kiedyś ci się w końcu przyda – śmiał się Arturo.
- Te twoje żarty. Wszystko załatwię jak trzeba. Ważne żeby mnie uniewinniono i aby hacjenda pozostała w posiadaniu moim i moich dzieci – odparł Alejandro.
- Masz słowa pana sędziego...
- Owszem. Zrobię co ode mnie chcecie, ale potrzebuję policyjnej ochrony. Zabiją mnie! – krzyczał Barrios.
- Sandoval? Będziemy cię strzegli jak oka w głowie. On cię nie zabije.
- On lub ktoś inny może chcieć mnie zabić. To ryzykowne...
- Nic ci się nie stanie. Zaraz pojedziemy na komisariat pod eskortą i nawet włos nie spadnie ci z głowy.
- Oby...
- Nie zatrzymasz Sandovalów? – spytał Alejandro.
- Nie mam dowodów aby ich zatrzymać, ale to nawet lepiej.
- Nie rozumiem. Lepiej ich nie aresztować?
- Tak. Poczekamy na ich ruch. Jeżeli spróbują odebrać ci hacjendę, wtedy zareaguję. A poza tym musimy dowieść, że to oni zabili Marię Emilię. Będziemy mieć ich na oku.
- Obyś dobrze kombinował Arturo, bo nie chcemy kolejnych trupów w rodzinie – wtrącił Martin.
- Nic wam nie zrobią, bo są zastraszeni dzisiejszymi wydarzeniami. Teraz my trzymamy ich w szachu – powiedział komendant.
- Nie zostaniesz na przyjęciu? – zapytał go Alejandro.
- Obowiązki wzywają. Wybacz, ale nie mogę zostać. Muszę eskortować sędziego i zająć się aresztowanym Manuelem. Może ten gołąbek zacznie śpiewać, a wtedy cała sprawa zacznie nam się rozjaśniać...

Mieszkanie Caroliny.

Carolina wstała i zaczęła nerwowo krążyć po pokoju. Po chwili zastanowienia uśmiechnęła się jednak starając się obrócić pytanie ojca w żart.

- Znasz mnie tato. Ja nie umiałabym tak na serio pokochać jakiegoś chłopaka – zmieszała się Carolina.
- Czyżby? Dobrze cię znam. Nie oszukasz mnie. Wiem kiedy nie traktujesz swojego adoratora poważnie. Tym razem jest inaczej. Gdy widzę cię w otoczeniu tego chłopaka, to promieniejesz ze szczęścia. Dowiem się w końcu co jest grane i co mówią twoje oczy? – zapytał ją wprost Adrian.
- Moje oczy nic nie mówią. Skończmy ten temat.
- Nie wymigasz się od odpowiedzi. Twoje oczy cię zdradzają. Zakochałaś się w tym chłopaku, ale nie martw się. Z początku wydawał mi się on jakiś dziwny i jest od ciebie o kilka lat starszy, ale z drugiej strony potrzebujesz takiego kogoś. Może on zapanują nad tobą i nad twoim temperamentem, bo mnie nie do końca się to udało.
- Nie przesadzaj tato... Dobrze, nie będę owijała w bawełnę. Javier bardzo mi się podoba, ale nie mam pojęcia czy go kocham. Taka dziewczyna jak ja chyba nie wie co to miłość – zasmuciła się Carolina.
- Na pewno już to odczułaś. To przychodzi znienacka, ale nie trzeba się tego wstydzić. Ja jako twój ojciec mogę ci doradzić jedno. Zastanów się mimo wszystko zanim podejmiesz jakąś decyzję. Jesteś już dorosła i nie mogę ingerować w twoje życie chociaż bardzo się o ciebie martwię. Nie chciałbym żebyś cierpiała i w głębi serci liczę, że będziesz w końcu szczęśliwa z tym Javierem czy z kimkolwiek innym. Idę spać, bo jestem wykończony. Trzymaj się córeczko – zakończył monolog Adrian.
- Czy ja kocham Javiera? Sama nie wiem, ale chyba tak – przeraziła się tym co myśli Carolina, ale za chwilę zaczęła się z samej siebie śmiać. Ta sytuacja bardzo ją rozbawiła. A ciekawe czy on coś do mnie czuje. Myślę, że mu na mnie zależy. W innym wypadku nie droczyłby się ze mną i nie przychodził tu tak często. Kiedyś chciał mnie nawet pocałować. Łączy mnie z nim coś niesamowitego. Oboje przeżywaliśmy podobne historie. Wybadam jakie są jego uczucia...

Tymczasem...

Komisariat policji.

Manuel siedział w areszcie i był bezradny wobec nagłej zmiany sytuacji.
Z władcy hacjendy stał się marnym człowiekiem siedzącym na dodatek za kratkami. Sytuacja zmieniła się diametralnie, a on mógł tylko dociekać co teraz się wydarzy. Jednak najbardziej zdumiało go to, że Alejandro przeżył
i wrócił po swoje.

- Alejandro żyje... Alejandro żyje... – powtarzał do znudzenia Manuel wciąż pozostając w szoku. Oskarżą mnie o nielegalne przejęcie hacjendy i ukrycie ważnych dokumentów. To nie jest jeszcze najgorsze przestępstwa. Nie posiedzę długo. Wybronię się albo pomogą mi w tym wspólnicy.
- Podoba się pojedyncza cela? – zapytał go nagle Arturo który przyszedł do niego w odwiedziny.
- Bezpodstawnie mnie oskarżacie! Nie macie prawa mnie tu przetrzymywać.
- Oj mamy prawo. Pogadamy o tej sprawie?
- Nic nie powiem!
- Opowiedz o swoich wspólnikach i ich udziale w zabójstwie Marii Emilii De La Fuente i w przejęciu hacjendy! A może ty też maczałeś palce w pozbyciu się tej kobiety?
- Nie ma z tym nic wspólnego! Nic ode mnie nie wyciągniesz! Jestem adwokatem i znam swoje prawa! Obronię się!
- Jestem tego bardzo ciekaw. Jak będziesz chciał pogadać to wiesz gdzie jestem. Zawołaj i pogawędzimy...

Manuel w momencie przestał być takim optymistą jak przed chwilą. O ile rzeczywiście zarzuty nie były wielkie to jednak bał się o swoje życie.

- Dobrze, że nie wiedzą o moich konszachtach z Pedrem. Nie mają pojęcia, że podrzuciłem broń Alejandra Sandovalom aby mogli wrobić go w to zabójstwo. Muszę stąd jak najszybciej wyjść, bo przecież ci kretyni chętnie się mnie pozbędą. Ricardo i Esperanza nienawidzą mnie i cały czas udawali. Nie mogę umrzeć i pozwolić im cieszyć się tym wszystkim. Teraz wrogowie otaczają mnie ze wszystkich stron. Jeżeli ich sypnę, to mogę nie dożyć kolejnego miesiąca, ale jeżeli nic nie powiem to również nie mam gwarancji, że przeżyję, a nawet gdybym przeżył, to będę za kratkami, a oni cały czas na wolności. Tak źle i tak niedobrze. Muszę coś wymyślić aby nie trafić do więzienia – zastanawiał się Manuel...

Mieszkanie Simona Toredo.

Simon jako wspólnik Ricarda również nie mógł czuć się bezpieczny, ale zdawał sobie sprawę, że póki co ma najmniejszy udział w całej sprawie i nic mu jeszcze nie grozi. Sytuacja nawet go ucieszyła, bo powrót Mariny do hacjendy nastąpił w bardzo korzystnych dla niego okolicznościach. Dziewczyna zerwała z Sergiem, więc był to idealny moment aby znów się do niej zbliżyć. Przecież nawet Alejandro nie wierzył, że jest w spisku.

- Oszukałem wszystkich i teraz ja mogę wrócić go gry – pomyślał Simon gdy nagle z rozmyśleń wyrwał go dzwonek do drzwi.

Poderwał się na równe nogi i już myślał, że to może policja przyszła się o niego upomnieć. Gdy otworzył drzwi ujrzał Esperanzę, który była zziajana i przemoknięta i nie przypominała kobiety tak butnej i pewnej siebie jak zawsze.

- To ty... Co tu robisz? – zdziwił się.
- Jeszcze pytasz? Potrzebuję twojego wsparcia – odpowiedziała Esperanza.
- Wsparcia? A to ciekawe. Właścicielka hacjendy De La Fuente prosi o pomoc mnie?
- Nie kpij Simon, bo nie ma na to czasu. Potrzebuję mieszkania, bo nie mam się gdzie podziać.
- Jakoś ci nie wierzę. Nie udawaj, że nagle nie masz pieniędzy...
- Mam resztki na kartach kredytowych i oby mi ich nie zablokowali. Do hacjendy i do firmy nie mam już wobec najnowszej sytuacji wstępu. I dalej mi nie wierzysz?
- Mam ją w garści. To może mi się przydać, ale z drugiej strony ukrywanie tej kretynki u siebie może nie wyjść mi na dobre. I co mam zrobić? – pomyślał Simon...

Hacjenda rodziny De La Fuente.

W hacjendzie trwała właśnie długo wyczekiwana uroczystość. Martin, Alejandro i jego dzieci mogły cieszyć się ponownym odzyskaniem swojego terytorium. Ludzie Alejandra uczestniczyli w tej zabawie, a policjanci Artura pilnowali hacjendy w razie gdyby Ricardo próbował ją odbić. Gustavo z radością odwiedził Soledad, ale Sergio nie pojawił się nie chcąc urazić Mariny. Jedyną nieszczęśliwą wydawała się właśnie Marina, która z jednej strony nienawidziła Sergia za to co jej zrobił, ale z drugiej cały czas kochała i odczuwała jego brak w jakże ważnym dla siebie dniu.

- Cieszę się, że mogę w końcu poznać tajemniczego mężczyznę mojej córki Soledad – zwrócił się Alejandro w kierunku Gustavo.
- Miło mi, wspaniale, że pan żyje – odparł Munos.
- A gdzie twój brat który skradł serce mojej drugiej córce?
- Nie mógł przyjść nad czym bardzo ubolewa...
- Rozumiem. Marinie będzie przykro, ale skoro siła wyższa to może jakoś to przeboleje, prawda córciu?
- Tak tato – odparła zasmucona Marina.
- Kochanie mam ci tyle do opowiedzenia. Może się przejdziemy? – powiedziała Soledad.
- Ty tu rządzisz – stwierdził Gustavo.

Tymczasem Lucrecia wzięła na stronę Alejandra aby z nim porozmawiać o czymś bardzo ważnym.

- Mam ci coś do powiedzenia wujku – powiedziała.
- Słucham Lucrecio.
- Bardzo cieszę się, że żyjesz. Wiem, że to wyglądało dość dziwnie, że mieszkałam pod jednym dachem z Manuelem i Esperanzą, ale uwierz mi, że nie mam nic wspólnego z ich nieczystymi interesami. Nie mam nic wspólnego z Sandovalami, czyli twoimi największymi wrogami. Owszem nie jestem aniołem, ale nigdy nie stanęłabym po stronie twoich nieprzyjaciół. Wiele ci zawdzięczam i nigdy o tym nie zapomnę. Mam nadzieję, że pozwolisz mi zostać w tej hacjendzie?
- Naturalnie, że tak. Masz wiele wad o których dobrze wiemy, ale nie śmiałabyś działać za moimi plecami razem z tymi gnidami. Ufam ci i możesz zostać. Wiedz, że o nic cię nie podejrzewam – oznajmił Alejandro.
- Głupi starzec. Jak widać niewiele zmądrzał skoro dalej ufa komuś takiemu jak ja. Znów owinę sobie go wokół palca tak jak dawniej. Oby tylko Marina nie nagadała mu o mnie jakichś bzdur. Jest wściekła za Sergia i może nieźle namieszać. Nie pozwolę jej na to, a Sergia jej nie oddam. Ciekawe czemu nie przyszedł – zastanawiała się Lucrecia.

Tymczasem Marina snuła się wokół hacjendy. Chciała nabrać świeżego powietrza i uspokoić myśli. Radość została stłumiona przez cierpienie jakie nosiła w sobie z powodu straty Sergia. A na dodatek nie chciała przebywać w jednym pomieszczeniu z Lucrecią, ale nie miała wyjścia skoro ojciec zadecydował iż ona zostanie. Nagle spacerując usłyszała jakiś szelest. Podeszła bliżej i zauważyła, że kilkanaście metrów od niej stoi... Sergio. Dziewczyna poczuła radość, ale szybko znów jej mina stała się posępna.

- Co tu robisz? – spytała go.
- Musiałem cię zobaczyć. Powinniśmy w końcu poważnie porozmawiać. Chociaż to powinnaś dla mnie zrobić – odpowiedział pełen nadziei Sergio.
- Nie wiem czy powinniśmy...
- Daj mi szansę. Proszę cię...
- Masz pięć minut i ani sekundy dłużej. Załatwmy nasze sprawy raz na zawsze i nigdy więcej nie wracajmy do tego – powiedziała stanowczo Marina...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 19, 20, 21 ... 48, 49, 50  Następny
Strona 20 z 50

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin