Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

W labiryncie kłamstw
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 47, 48, 49, 50  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Który z villanów powinien odegrać znaczącą rolę w finale serialu?
Manuel Rodriguez
12%
 12%  [ 1 ]
Esperanza Guzman
12%
 12%  [ 1 ]
Lucrecia De La Fuente
12%
 12%  [ 1 ]
Rodrigo Santanez
0%
 0%  [ 0 ]
Carmen Gordillo
0%
 0%  [ 0 ]
Oskar Gutierrez
0%
 0%  [ 0 ]
Tobias Castillo
0%
 0%  [ 0 ]
Manuel, Esperanza i Santanez
12%
 12%  [ 1 ]
Manuel i Esperanza
37%
 37%  [ 3 ]
Ostatni odcinek powinien być bez villanów
12%
 12%  [ 1 ]
Wszystkich Głosów : 8

Autor Wiadomość
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 17:48:36 19-11-10    Temat postu:

Dawno nie było odcinków, ale dzisiaj dwa długie

151 ODCINEK

Kilka dni później.

Intensywne śledztwo prowadzone przez Arturo Peraltę wciąż nie dawało żadnych efektów. Esperanza i Manuel zapadli się pod ziemię. Przypominało to szukanie igły w stogu siana. Na dodatek sprawę utrudniał brak kontaktu z porywaczami. Jak dotąd nikt nie zadzwonił do Alejandra z żądaniem okupu. Najgorsza była bezradność i wieczne czekanie. Domownicy oraz policja powoli zaczęli nawet brać pod uwagę słowa Esperanzy, że być może rzeczywiście ktoś inny przetrzymuje Marinę albo dziewczyna została gdzieś wywieziona. W grę wchodziła także najniebezpieczniejsza opcja, czyli ewentualna śmierć porwanej i jej nienarodzonego jeszcze dziecka. W tym trudnym dla siebie czasie Alejandro mógł jednak zobaczyć, że rodzina zjednoczyła się i nie ma w niej żadnych podziałów. De La Fuente mógł liczyć na Martina i Valerię. Zauważył, że kobieta wcale nie jest z jego bratem. Są oni jedynie dobrymi przyjaciółmi. Żałował, że kiedykolwiek zwątpił w nią i Martina. Teraz jednak to było mało istotne. Mężczyzna pragnął teraz odzyskać córkę i nic innego nie zaprzątało mu głowy. W tych dniach odbył się również pogrzeb Tobiasa w którym uczestniczyli jedynie Carolina z rodzicami, Javier i kilku pracowników znających go jeszcze z czasów pracy dla Sandovala. Tymczasem Manuel i Esperanza wciąż toczyli swoją grę. Wciąż śledzili Carmen i Ignacia i nie pozwalali im na żaden większy krok. Im więcej czasu minie tym dla nich lepiej, a rodzina będzie odchodzić od zmysłów. Decyzja o żądaniu okupu wciąż nie została ostatecznie podjęta. Jednak dwójka wspólników przetrzymujących Marinę też nie była głupia. W końcu musieli zdać sobie sprawę z niebezpieczeństwa całej tej sytuacji.

Obrzeża Bogoty.

Carmen i Ignacio wyszli na zewnątrz domku w którym przetrzymywali Marinę aby spokojnie porozmawiać.

- Nie możemy porozmawiać w środku? W telewizji leci dobry film. O co ci chodzi? Czemu jesteś taka zdenerwowana? – zapytał zdziwiony Ignacio.
- Nic nie zauważyłeś? Naprawdę jesteś aż takim idiotą czy tylko udajesz? – odparła zbulwersowana Carmen.
- Nadal nie rozumiem o czym do mnie mówisz…
- O tej dwójce szarlatanów! Minęło już pięć dni jak ją przetrzymujemy. Tymczasem Manuel i Esperanza nie zjawili się tu ani razu! Raptem trzy razy do nas zadzwonili. Nie wydali żadnych dalszych instrukcji. Nie wydaje ci się to dziwne?
- Ani trochę. Mają problem z głowy i zrzucili na nas ciężar. Nie obchodzimy ich… Pogódź się z tym, że nie ty jesteś tu najważniejsza.
- Zamknij się idioto! Oni nas kontrolują! Jak myślisz dlaczego rozmawiamy na zewnątrz? Wpakowaliśmy się w to bagno na własne życzenie. Nie znamy dobrze tej nory. Za to oni znają ją jak własną kieszeń. Mogli założyć podsłuch albo kamerę aby nas słuchać lub monitorować. Jeżeli znają każdy nasz krok to jesteśmy całkowicie zgubieni…
- O tym nie pomyślałem…
- Do tego trzeba mieć rozum, a jego nie kupisz za żadne pieniądze. Posłuchaj mnie uważnie. Musimy być sprytniejsi od nich. W tej chwili moja zemsta na tych idiotach Soledad i Gustavo nie wchodzi w grę. Za Marinę i bachora dostaniemy sporo forsy. Poczekamy aż Esperanza i Manuel każą nam zadzwonić o okup. Wtedy my ich oszukamy, bo gra idzie o nasze życie. Nie możemy popełnić błędu!
- Jakie błędu nie możecie popełnić? – zapytał ich Manuel, który nagle pojawił się w pobliżu chatki.
- Chodzi o Marinę. Nie możemy pozwolić jej ani na ucieczkę ani na utratę dziecka. Dlatego należy ją dobrze traktować – uśmiechnęła się Carmen.
- Nie tknę jej nawet palcem jeśli o to chodzi – z trudem przełknął ślinę Ignacio.
- To pilnujcie jej! Dlaczego rozmawiacie na zewnątrz? – dopytywała się Esperanza.
- Korzystamy z uroków pięknej pogody.
- Nie chcę żadnych niespodzianek. Dziś nadszedł dzień w którym zadzwonicie po okup. Podamy wam dokładne informacje kiedy macie zadzwonić i co mówić. Jak sami przed chwilą powiedzieliście w tej grze nie można popełniać błędów – uśmiechnął się Manuel.
- I nie próbujcie nas oszukać. Dzielimy się sprawiedliwie, czyli 75% zysków dla nas, a 25% dla nas – dodała Esperanza z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
- Bardzo śmieszne. Masz piękną twarzyczkę, ale twoja dusza nigdy się nie zmieni. Zawsze będziesz wredną suką którą poznałam w więzieniu! – krzyknęła Carmen.

Esperanza uderzyła ja w twarz, ale Carmen nie pozostała jej dłużna. Dopiero Manuel i Ignacio przedzielili walczące ze sobą kobiety.

- Poznałyście się w więzieniu, ale czasy dziczy skończyły się. Teraz żyjecie w cywilizowanym świecie, więc radzę się wam uspokoić – stwierdził Manuel.
- Wyciągnęłam cię z więzienia i żałuję tego – zagryzła zęby Carmen.
- Już o tym nie pamiętam – kpiła Esperanza.
- Wróćmy do rozmowy, bo tracimy tylko czas – zauważył Ignacio.
- Dlaczego muszę pracować z taką bandą idiotów? Pociesza mnie tylko to, że mam dla nich swój własny plan. Będę musieli mi wybaczyć, że nie zapytam ich o zdanie – pomyślał Manuel, po czym udał się wraz z resztą do środka aby umówić nadchodzące wydarzenia…

Coralos.

Komisariat policji.

Przyjaźń i współpraca Arturo Peralty z Marcelo Ruizem ze stolicy rozpoczęta jeszcze w trakcie szukaniu Rodrigo Santaneza dawała komendantowi większe pole manewru. Peralta miał jego pomoc i wsparcie, ale mimo to wciąż poszukiwania Mariny kończyły się fiaskiem.

- Nie mamy żadnego punktu zaczepienia – irytował się Arturo gdy zauważył uśmiechniętego Bruna wchodzącego do jego biura.
- Dzień dobry komendancie – przywitał się Bruno.
- A tobie co tak wesoło? Znalazłeś Marinę De La Fuente? Nie powinno być ci tak do śmiechu…
- Nie znalazłem jej, ale znalazłem coś innego. Niech szef spojrzy. Oto lista chirurgów plastycznych działających w Coralos oraz w stolicy.
- Potężna lista. Sprawdzenie każdego zajmie nam miesiąc…
- Niekoniecznie. Zaznaczyłem na czerwono tych którzy działają nielegalnie. Mam swoje źródła i zdobyłem tą wiedzę. Esperanza na pewno zrobiła taki zabieg prywatnie. Lista znacznie się wtedy zmniejsza. Zaraz każę ludziom odwiedzić tych specjalistów i przycisnąć do muru. Ten ktoś kto zmienił Esperanzie twarz wie na jej temat bardzo dużo. Być może zna jej miejsce pobytu.

- Dobra robota Bruno. Bierz się do pracy. Mam nadzieję, że nie zabiła go po wykonaniu zlecenia…
- Taka możliwość też istnieje, ale musimy to sprawdzić. Mamy przynajmniej jakiś trop…
- Alvarado Mauricio… Bonites Gerardo… Carvajal Andres… Niezła lista. Szukajcie ich. Pojadę z tobą sprawdzić tych kilku pierwszych. I tak nie mam nic innego do roboty. Zostawiłem u Alejandra ludzi aby byli gotowi w razie gdy jednak porywacze odezwą się. Czuję, że to jednak Esperanza za tym stoi. Chciała nas zmylić i gra na czas, ale nie straciłaby takiej okazji. Ona i Manuel są zdolni do wszystkiego. Oby tylko Marina przetrwała mając przy sobie takich oprawców – zamyślił się Arturo…

Hacjenda rodziny De La Fuente.

Alejandro całe dnie czuwał w salonie czekając na jakiś odzew ze strony porywaczy. Całkowicie się już tam przeniósł. Nie spał nocami, w dzień próbował to nadrabiać, ale po kilkunastu minutach znów budził się. Nie chciał brać żadnych proszków nasennych. Nie mógł stracić ani chwili i nie reagował na tłumaczenie ze strony swoich dzieci i brata. Teraz zmęczony i blady jak ściana pił mocną kawę w towarzystwie Martina.

- Wykończysz się… Odzyskasz córkę, a sam stracisz życie – niepokoił się o brata Martin.
- To byłoby najlepsze co mogłoby mnie spotkać. Pragnę jedynie odzyskać Marinę i mieć pewność, że mojej rodzinie nic nie grozi. Już w życiu popełniłem tyle błędów, że zasługuję na śmierć. Może Maria Emilia wybaczy mi wszystko tam gdzie teraz jest. Ile razy ją zawiodłem, a ona musiała na to patrzeć – odparł załamany Alejandro.
- Skąd mogłeś wiedzieć, że to nie ona, lecz Esperanza. Ta perfidna jędza oszukała nas wszystkich…
- Ciebie nie, ale mnie tak. Nigdy cię nie słuchałem, a powinienem był. Dlatego mój los jest mi już obojętny.
- Jest wiele ludzi dla których twój los nie jest obojętny.
- Niby dla kogo jestem jeszcze ważny? Dla ciebie? dla dzieci? Wszystkich zawiodłem. Daj spokój…
- Może i tak było, ale liczy się przyszłość. Chodzi o Valerię. Ona nadal cię kocha.
- Co ty opowiadasz? Przecież wy…
- Nic nas nie łączy. Chciałem żeby tak było, ale nic na siłę. Ona zawsze będzie cię kochać. Widzę to. Mój błąd polegał na tym, że próbował odebrać ci twoje kobiety. Teraz to rozumiem. Napraw swoje relacje z Valerią. Jest jeszcze na to szansa.
- To nie twój błąd, że się w niej zakochałeś. To ja was źle oceniłem…
- Źle oceniłeś Valerię. To wszystko wina Ignacio Corony. Kiedyś się jeszcze o tym przekonasz, bo ten człowiek wciąż jest poszukiwany. Niemniej jednak widzę, że ona ciągle o tobie myśli. Nam by nie wyszło. Zresztą mam już kogoś innego na oku…
- Cicha woda brzegi rwie, co? Powiedz o kogo chodzi.
- To tajemnica. Jak wypali to ci powiem, choć możesz nie być zadowolony…
- Trzeciej kobiety nie było w moim życiu, więc jestem spokojny – delikatnie uśmiechnął się Alejandro.
- Dobrze, powiem ci. Spodobała mi się żona Rodrigo Santaneza, twojego największego wroga…
- O mój Boże…
- Nie osądzaj mnie… Ta kobieta nie ma z nim i z jego interesami nic wspólnego. On ją bił i maltretował. Wiem… jestem szalony.
- Nie jesteś. Widziałem kiedyś ją i jej córkę na sali sądowej. Były ofiarami tyrana i wiedzą o tym. Jak każdy zasługują na szczęście.
- Nie bardzo rozumiem…
- Jeżeli ją poderwiesz i spodobasz jej się to nie widzę w tym nic złego. Pamiętaj jednak, że to niebezpieczny człowiek. Zaczekaj aż zakończy się proces. Nie chcę mieć przez ciebie całej mafii na głowie…
- Będę ostrożny, obiecuję…
- Obym przez swoją wyrozumiałość nie miał kolejnych kłopotów, ale ty jak nikt inny zasługujesz na szczęście. Życzę ci wszystkiego dobrego. A co do Valerii to nie wiem… Teraz liczy się dla mnie jedynie córka – stwierdził Alejandro…

Tymczasem…

Zagorzała dyskusja całej czwórki wspólników w końcu po długich naradach zakończyła się powodzeniem. Carmen i Ignacio dopięli swego i przekonali Manuela i Esperanzę do równego podziału zysków. Mieli zażądać sześciu milionów dolarów i podzielić się po połowie. Jednocześnie wszyscy zdawali sobie sprawę, że to tylko gra i pozory, a całą pulę zgarnie ten kto będzie odpowiednio przygotowany i najbardziej inteligentny w najważniejszym momencie rozgrywki.

- Mam jeszcze jedno pytanie. Czy wy nas przypadkiem nie śledzicie? – spytała Carmen.
- W jaki sposób? – zdziwił się Manuel.
- Narzuciliście nam tą chatkę, więc macie do niej dostęp na co dzień. Zamontowaliście podsłuch? – wtrącił Ignacio.
- Chyba powariowaliście do reszty! Myślicie, że nie mamy nic innego do roboty niż zakładać wam podsłuch? Porwanie Mariny było niespodziewane, a ta chata stała tu latami pusta. Macie paranoję. Widzicie w nas tylko wrogów, a my chcemy dla was jak najlepiej, nieprawdaż? – ironizowała Esperanza.
- Dość tego! Przyprowadźcie tu Marinę. Zapewne ci idioci zechcą usłyszeć ją w telefonie. Musimy być na to przygotowani. Carmen do nich zadzwoni. Jej głos jest najmniej znany. Postaraj się aby cię nie poznali – zauważył Manuel.
- Masz mnie za jakiegoś laika? Wiem co robić. Przyprowadź tą małą sukę Ignacio! – rozkazała Carmen.

Po dwóch minutach Ignacio przyprowadził źle wyglądającą Marinę. Była blada i obolała, warunki w których była przetrzymywana nie służyły ani jej ani dziecku.

- Prędzej umrze niż dostaniemy za nią okup – mruknęła pod nosem Esperanza.
- Jak wy ją traktujecie do diabła! Jest w siódmym miesiącu i może lada dzień urodzić! Nie może jej spać włos z głowy do momentu wymiany! – zdenerwował się Manuel.
- Od kiedy jesteś taki wrażliwy na kobiety? – śmiała się Carmen.
- Wtedy kiedy jest taka potrzeba to jestem wrażliwy…
- Nie pogarszaj sytuacji kochanie. Po co nam kolejna kłótnia? – uspokoił ją Ignacio.

Manuel spojrzał wymownie na Carmen. Ona nie miała zamiaru ponownie się z nim sprzeczać i od razu wiedziała co robić. Mężczyzna podał jej numer komórki Alejandra. Znów nastąpiła chwila absolutnej ciszy. Nie można było spaprać wszystkiego w tak ważnym momencie.

- Nie dłużej niż pół minuty, bo nas namierzą, a ty bądź gotowa aby powiedzieć dwa słowa. Jeśli zdradzisz ojcu coś ważnego, twoje dziecko nie przyjdzie na ten świat. Rozumiesz? – zagroził jej Manuel.
- Tak – odparła przestraszona Marina…

Hacjenda rodziny De La Fuente.

Nadchodziła pora obiadowa. Obecni byli wszyscy domownicy na czele z Alejandrem, Martinem, Valerią, Soledad, Javierem, Caroliną, Gustavo i Sergio. Nikt jednak nie miał ochoty jeść. Wciąż panowała grobowa atmosfera.

- Co ze mnie za mąż… Nic nie robię, bo kazaliście mi siedzieć pod miotłą! Policja to zwykli nieudacznicy! Sam powinienem szukać żony choćby na końcu świata! – krzyknął zdenerwowany Sergio próbując odejść od stołu, ale został powstrzymany przez brata.
- Uspokój się i nie pogarszaj sytuacji. Gdzie chcesz jej szukać? Zawsze byłeś porywczy, ale tym razem weź sobie na wstrzymanie – odparł Gustavo.
- Na wstrzymanie? Tu chodzi o moją żonę!
- I o moją siostrę. Staram się jednak nie popadać w panikę. Pozostaje nam czekać. Nic innego – zauważyła Soledad.
- Każdy z nas przeżywa to na swój sposób. Jednak kłócąc się wcale sobie nie pomagamy – dodał Javier.
- Mój syn ma rację. Każdy z nas jest kłębkiem nerwów, ale zjedzmy w spokoju – oznajmił Alejandro.

Nie zdołał on jednak zjeść ani jednej łyżki swojej zupy gdy nagle zadzwoniła jego komórka. Przebywający kilka metrów dalej policjanci dopiero po kilku sekundach dzwonienia dali mu znać, że może odebrać połączenie.

- To jakiś nieznany numer. To mogą być oni! – krzyknął Alejandro.
- Niech pan rozmawia z nimi jak najdłużej się da! – nakazał mu jeden z policjantów.

De La Fuente odebrał telefon. Był bardzo zdenerwowany, ale zebrał się w końcu w sobie aby ukryć strach. Musiał być silny w jednym z najtrudniejszych momentów swojego życia.

- Słucham.
- Mamy twoją córkę Alejandro. Chcesz ja zobaczyć? Jeśli tak to zapłacisz nam sześć milionów dolarów w gotówce. Masz na to dwa dni.
- Gdzie jest Marina? Nic jej nie jest? Zapłacę każdą cenę ale wypuśćcie ją!
- Tato, nic mi nie jest, ale pomóż mi! Zrób co każą, bo nie wytrzymam dłużej. Umrę ja i moje dziecko! – krzyknęła Marina, po czym Manuel i Esperanza uciszyli ją uznając, że powiedziała już i tak zbyt dużo.
- Słyszałeś swoja córkę i nasze rozkazy. Nie zawiedź nas. Czekaj na dalsze instrukcje. Zadzwonimy do ciebie. I pamiętaj – żadnej policji, bo ona zginie!
- Nie zdobędę sześciu milionów w dwa dni? Zaczekaj! Ale…
- Zdobędziesz, bo inaczej stracisz córkę i wnuczkę!

Manuel dał znak aby Carmen rozłączyła się. Kobieta zrobiła to momentalnie.

- Dwadzieścia siedem sekund rozmowy. Wpędzisz mnie do grobu – stwierdził Manuel.
- Myślę, że się udało. Będą nieźle wystraszeni i zapłacą – odpowiedziała Carmen.
- Forsy im nie brakuje. Zdobędą ją w banku. Sprężą się w dwa dni dla dobry sprawy. Nie takie rzeczy już w życiu robili – uśmiechnęła się Esperanza.
- Chciałbym teraz zobaczyć ich miny. To byłoby bezcenne – ironizował Ignacio.
- A ty nieźle się spisałaś Marino. Twój przerażony głos będzie śnił się Alejandrowi po nocach. Nie próbuj żadnych sztuczek, bo wiesz co się stanie. Jesteś naszą kartą przetargową i przeżyjesz jeśli będziesz zachowywała się jak należy – powiedział Manuel.
- W innym wypadku będziemy dla ciebie mniej mili! – szarpnął dziewczynę za rękę Ignacio.

Nagle stało się coś niespodziewanego. Marina skrzywiła się i jęknęła z bólu łapiąc za brzuch. Skulona opadła na ziemię.

- Co to za teatr? Nic jej nie zrobiłem – zdenerwował się Ignacio.
- To dziecko… Strasznie mnie boli! – krzyknęła Marina.
- Do diabła! Ona chyba rodzi! – złapała się za głowę Esperanza.
- I co teraz zrobimy? – spytała Carmen.
- Pomożemy temu bachorowi przyjść na świat – wypalił prosto z mostu Manuel, ale żaden ze wspólników nie miał pojęcia co teraz robić…


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 17:49:28 19-11-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 17:58:28 19-11-10    Temat postu:

152 ODCINEK

Hacjenda rodziny De La Fuente.

Alejandro krzyczał coś jeszcze do telefonu, ale jego rozmówca rozłączył się. De La Fuente spojrzał z nadzieją w kierunku policjantów pracujących nad rozgryzieniem adresu skąd zadzwoniono, ale oni pokiwali po chwili przeczącą głową. Oznaczało to, że nadzieja upadła.

- Za krótko. Zabrakło dosłownie kilku sekund – stwierdził nadzorujący rozmowę policjant.
- Przynajmniej wiem, że moja córka żyje. Odezwała się do telefonu. Słyszałem ją – powiedział już nieco spokojniejszy Alejandro.
- Czego oni żądają? – wtrącił zdenerwowany Sergio.
- Rozmawiałem z jakąś kobietą, ale to nie była Esperanza. Chcą sześciu milionów dolarów w gotówce. Mamy na to dwa dni…
- Zwariowali – westchnął Martin.
- Nie mamy wyjścia. Trzeba uruchomić nasze kontakty i załatwić to w banku. Odezwą się jeszcze. Marina nie jest w dobrym stanie. Oby ona i dziecko jakoś przetrwali…
- Ona w każdej chwili może urodzić z powodu tego stresu. Za dwa dni musimy ją uratować – dodał Javier.
- Skontaktujemy się z komendantem Peraltą. On będzie wiedział jak wam pomóc – zauważył policjant.
- Wolałbym nie mieszać w to Artura. Udział policji tylko nas zgubi. Życie mojej córki i wnuczki jest dla mnie najważniejsze – oznajmił Alejandro…

Soledad siedziała i słuchała tej dyskusji w milczeniu. Rozmowa była prowadzona na głośnomówiącym i ów głos kobiety nie dawał jej spokoju.

- Ta kobieta i jej głos wydawał mi się znajomy. Skoro to nie Esperanza to kto za tym stoi? Masz jakiś pomysł kochanie? – spytała swojego męża.
- Mam pewne obawy, ale nie wiem tego na sto procent. To tylko przeczucia – odparł zmieszany Gustavo.
- Mów co cię gryzie.
- Ten głos… też nie daje mi spokoju. To niemożliwe, ale… wydaje mi się, że to była Carmen...
- Tylko nie to – szepnęła zdezorientowana Soledad…

Tymczasem…

Marina wciąż zwijała się z bólu gdy całą czwórkę ogarnęła całkowita konsternacja.

- Zróbcie coś, to już ten czas! – powiedziała z trudem Marina.
- Jak chcesz jej pomóc? Żadne z nas nie jest akuszerką! – krzyknęła poirytowana Esperanza.
- Potrzebna jest jej fachowa pomoc – zauważył Ignacio.
- Dlatego pojedziesz po lekarza. Kilkanaście kilometrów stąd jest szpital. Znajdziesz jakiegoś lekarza lub pielęgniarkę i przywieziesz go tu. Masz broń, wiec w razie problemów zmuś go do tego! – rozkazał Manuel.
- Oszalałeś? Chcesz ściągnąć na nas kolejne problemy? – dziwiła się Carmen.
- Problemy będzie mieli jak ten bachor umrze. Wtedy przestaniemy być wiarygodni i nie będziemy mogli rozdawać kart. To dziecko musi przeżyć! Ruszaj się Ignacio, bo nie mamy czasu! A ty Esperanzo zajmij się Mariną. Jesteś jak ciotką, a wyglądasz jak matka. Ona potrzebuje teraz kogoś z rodziny – ironizował Manuel.
- Jaja sobie robisz?
- Nie. Zrób co w twojej mocy aby jej pomóc zanim przyjedzie lekarz. Szybko!

Ignacio wyszedł aby pojechać po lekarza, a Esperanza próbowała pomóc Marinie.

- Od kiedy jesteśmy grupą medyczną i okazujemy bliźnim miłosierdzie? To śmieszne – stwierdziła zbulwersowana Carmen.
- Milcz i nie przeszkadzaj! Mamy już dość problemów i użeranie się z tobą nie jest mi na rękę – uciął dyskusję Manuel.
- Jeśli ona urodzi dziecko to co wtedy zrobimy? Weźmiemy na wychowanie?
- Tak, Esperanza będzie jego matką, a ty matką chrzestną. Zadowolona?
- Idź do diabła Manuelu! Psujesz nasz plan!
- Oby Ignacio zdążył, bo źle z nią. Jeden trup to dużo, ale dwa spowodują, że nie dostaniemy ani grosza.
- Przecież chodziło ci o zemstę na De La Fuente. Będą cierpieć jeśli Marina i ten bachor umrą…
- Rusz głową! Tu chodzi o to abyśmy zrobili na ich cierpieniu interes. Martwa Marina i jej dziecko nic nam nie da. Są nam potrzebni żywi, bo tylko wtedy będą się nam bać. To nasza gwarancja sukcesu – stwierdził Manuel…

Stolica.

Centrum chirurgi plastycznej.

Pukanie do drzwi zbudziło Mauricia, który odpoczywał po kolejnych eksperymentach w swoim laboratorium nad ciałem Marii Emilii. Myślał, że to Manuel lub Esperanza wrócili i zapomnieli kluczy. Jakieś było jego zdziwienie gdy w drzwiach zobaczył policjantów.

- Pan Mauricio Alvarado? – spytał Bruno.
- Tak, to ja. O co chodzi? – odparł zdziwiony mężczyzna.
- Jesteśmy z policji. Mamy nakaż przeszukania pańskiej pracowni – wtrącił Arturo rozglądając się po pomieszczeniu.
- To jakiś żart? Z jakiej racji? Przecież nic nie zrobiłem. Działam legalnie i pomagam ludziom upiększyć ich wygląd. Nie jestem przestępcą!
- Ale po co te nerwy? O nic pana nie oskarżamy. Chłopcy sprawdzą pańską pracownią i będzie po wszystkim. Ja zadam panu jeszcze kilka krótkich pytań.
- Nadal nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi. Może pan mówić jaśniej?
- Oczywiście. Zna pan Esperanzę Guzman?
- Nie mam pojęcia kto to jest…
- Niech pan spojrzy na te zdjęcia. To ona przed operacją plastyczną, a to po operacji. To bardzo niebezpieczna kobieta. Sprawdzamy kto pomógł jej zmienić twarz.
- Na pewno nie ja. Nie znam tej kobiety i nie zadaję się z przestępcami…
- Być może podała panu fałszywe dane…
- Wiem kogo operowałem, a kogo nie. Dajcie mi spokój!
- Nie podoba mi się pański ton. Ja tylko grzecznie pytam, a pan od razu wybucha gniewem. Czyli nie zna pan tej kobiety i nigdy nie widział.
- Nie znam i nie widziałem.
- W porządku.
- Ma pan jeszcze jakieś pytania?

Po chwili Bruno i reszta ludzi wróciła przeszukawszy kilka pomieszczeń.

- Macie coś ciekawego? – spytał ich Arturo.
- Niewiele. W jednym pokoju jest sterta jakiegoś sprzętu. Telewizory, komputery. Wszystko wyłączone – odparł Bruno.
- Jest pan pasjonatem elektroniki?
- Pan nie zna mojego zawodu... Komputery są mi bardzo potrzebne w wykonywaniu mojej pracy. Jeśli chodzi o papiery to zaraz je dostarczę…
- To nie nasza działka choć wiemy, że działa pan nielegalnie, więc niech pan nie udaje…
- Jest jeszcze jeden pokój, ale zamknięty – wtrącił Bruno…
- Proszę nam dać wobec tego klucz do niego…
- Nie mogę. To laboratorium. O tej porze nikt nie może tam wchodzić…
- Takie bajki to nie do mnie. Niech pan da klucz, bo będziemy mniej mili i wejdziemy tam siłą…
- Ale…
- Bez gadania!

Sytuacja Mauricia stała się krytyczna. Wziął klucz i otworzył drzwi do laboratorium. Policjanci weszli tam i byli pełni podziwu rozmaitych urządzeń jakie się tam znajdowały.

- Proszę tu nic nie dotykać! Jak widzicie nie ukrywam tu nikogo – zmieszał się Mauricio.

Wydawało się, że sytuacja jest uratowana, ale Arturo wyczuł, że mężczyzna jest bardzo zdenerwowany i dokładnie oglądał wszelkie urządzenia.

- Jak widzi pan mam tutaj różne specjalistyczne sprzęty. Nic ciekawego dla takiego laika jak pan.
- Widzę, widzę… A tutaj co pan ma? Niezły sprzęt… Do czego to panu potrzebne? Mogę to odsłonić?
- Nie można, absolutnie!

Peralta nie posłuchał jednak i odsłonił pokrywę wielkiego urządzenia ku przerażeniu Mauricia. To co zobaczył w środku zmroziło mu krew w żyłach.

- Żywych tu nie trzymasz, ale martwych tak! Ty draniu! Aresztować go!

Tymczasem…

Adriana Montes znalazła chwilę wolnego aby spotkać się ze swoją przyjaciółką Danielą, która pracowała teraz jako pielęgniarka w szpitalu w stolicy. Znalazła ona dla niej chwili w przyszpitalnej kawiarni.

- Już wszystko wiesz co u mnie… Jestem szczęśliwa z Brunem. Do pełni szczęścia brakuje nam już tylko dziecka. Powoli zapomniałam o koszmarze który mnie spotkał i stanęłam na nogi. Ta praca też daje mi satysfakcję. Nieźle zarabiam. Jest całkiem dobrze. Powiedz lepiej co u ciebie? Nadal jesteś sławna pani redaktor – uśmiechnęła się Daniela.
- Ja nie zabiłam jeszcze demonów przeszłości. Wciąż w moich myślach przewija się ten łotr! Dopóki z nim nie skończę nie będę szczęśliwa – odparła Adriana.
- Co ty opowiadasz?
- To co słyszysz. Zemszczę się na nim!
- Nie mów tak… Czemu zbładłaś? Co ci jest?
- O wilku mowa – odparła przerażona dziewczyna.

Adriana nie mogła uwierzyć w to co widzi. Przez okno zauważyła mężczyznę grożącemu bronią lekarzowi. To był Ignacio!

- To on! – krzyknęła po czym zerwała się na równe nogi.

W tym czasie Ignacio trzymał broń przy ciele lekarza w taki sposób, że stojący kilka metrów ochroniarze niczego nie widzieli.

- Jeśli piśniesz chociaż jedno słowo to cię rozwalę! Wsiadaj grzecznie do samochodu. Musisz pomóc komuś urodzić. Nie stanie ci się krzywda, ale ani słowa!

Ignacio i jego ofiara wsiedli dyskretnie do samochodu i odjechali. Jednak Adriana nie dała za wygraną. Szybko ruszyła za nimi swoim autem wykręcając przy okazji numer do przyjaciółki.

- Jessica! Nie uwierzysz co się stało! Śledzę Ignacia Coronę! Znowu nabroił! Odjechał ze szpitala z jakimś lekarzem któremu groził bronią! Zaraz podam ci adres. Mamy drania! Już się nam nie wywinie. Ciekawe dokąd jedzie i co zamierza zrobić. Tym razem nie ujdzie mu to na sucho. Przysięgam!
- Uspokój się i nie rób głupstw! Zaraz tam będę! – uspokajała ją Jessica.
- Dlaczego wieziesz tego lekarza i mu grozisz bronią? Co ty do licha kombinujesz? – zastanawiała się Adriana…

Stolica.

Centrum chirurgi plastycznej.

Ludzie Artura zakuli zaskoczonego Mauricia w kajdanki. Peralta nakazał przyjazd ekipy technicznej do pomocy oraz wyspecjalizowanych badaczy którzy mieliby mu pomóc w dojściu do prawdy, bo nikt nie miał pojecia co chodziło po głowie szalonego lekarza.

- Już wiemy, że to ty zmieniłeś Esperanzie twarz na twarz Marii Emilii! Mnie nie oszukasz! Zresztą sprawdzimy twoje komputery i prędzej czy później poznamy prawdę! Na dodatek zbeszcześciłeś grób Marii Emilii i przywiozłeś tu jej ciało aby na niej eksperymentować! Co planowałeś? Sklonować ją? I jeszcze ukrywasz Esperanzę i jesteś jej wspólnikiem. Nieprędko wyjdziesz z więzienia… Twój nielegalny proceder to nic w porównaniu z tym co zrobiłeś – powiedział Arturo.
- Ja nic nie wiem – odparł załamany Mauricio.
- Lepiej współpracuj z nami, to być może zachowasz resztki godności i dostaniesz mniejszą karę! Gdzie jest Esperanza?
- Nie wiem! Wyjechali gdzieś i…
- Wyjechali? A więc kto z nią współpracuje?
- Dobrze, powiem wszystko. Zrobiłem jej tą operację i pomagam jej. Tutaj ukrywałem ją i jej wspólnika Manuela Rodrigueza. Ale naprawdę nie wiem gdzie teraz są!
- Mów więcej…
- Wiem, że stoją za porwaniem jakiejś dziewczyny. Oni i ktoś jeszcze z którymi się porozumiewają… Pojechali w to miejsce, ale przysięgam, że nie wiem gdzie to jest. Tego mi nie zdradzili.
- Jesteś kanalią jakich mało! Zadajesz się z najgorszymi potworami! Nie wiem jakim cudem nie zabili jeszcze takiego kapusia jak ty!
- Ale sam pan chciał żebym współpracował…
- Milcz!
- Szefie! Dzwonili do mnie ludzie z hacjendy De La Fuente. Dzwoniono do Alejandra w sprawie okupu. Chcą sześć milionów dolarów w dwa dni. Marina żyje. Odezwała się do telefonu. Nie wiemy kto jest porywaczem – wtrącił nagle Bruno.
- Wiemy… Jest ich więcej niż dwóch. Trzeba zostawić tu ludzi, a ten łotr niech skontaktuje się z Esperanzą lub Manuelem. Aresztujemy ich jeśli ściągniemy ich tu z powrotem.
- Szefie! Niech pan sam spojrzy co znaleźliśmy!
- Kolejna niespodzianka?
- Bombowa!

Ludzie Artura odkryli coś jeszcze. Uruchomili telewizory obecnie w innym pokoju. Teraz mieli wgląd na chatę w której porywacze przetrzymywali Marinę.

- O mój Boże… Same doborowe towarzystwo – aż złapał się za głowę Arturo.
- Teraz wszystko jasne. Esperanza i Manuel kontrolowali swoich pracowników. Na nasze nieszczęście pojechali ich akurat odwiedzić. Zostawili jednak to cudo, więc teraz my na tym skorzystamy. Widzimy i słyszymy każdy ich ruch – zauważył Bruno.
- Nie wiemy jednak gdzie to jest i teraz to jest naszym największym problemem – powiedział Peralta…

Jakiś czas później…

Przybyły lekarz od razu zajął się Mariną. Jej stan nie był najlepszy, ale robił co mógł aby odebrać poród. Już niewiele pozostało do momentu rozwiązania.

- Uratuje pan ją i dziecko? – spytał Ignacio.
- Spróbuję, ale sam nie dam radę – odparł przerażony lekarz.
- Jeśli panu życie miłe, to da pan radę – westchnął Manuel.
- I tak potrzebuje pomocy, najlepiej którejś z pań.
- Słyszeliście? Esperanza? Carmen? Pomóżcie panu doktorowi. Będziecie miały swój udział w przyjściu tego dziecka na świat.
- Słabo mi i dostaje coraz częstszych skurczy. Nie wiem czy wytrzymam – szepnęła Marina.
- Da pani radę. Dla swojego dziecka – uspokajał ją lekarz. Co wyście jej zrobili? Dlaczego ją przetrzymujecie?
- Nie pański interes. Niech pan robi to co do pana należy! A wy mu pomóżcie! – rozkazał Manuel.

Nagle mężczyzna zauważył, że dzwoni jego komórka. To był Mauricio. Nigdy do niego nie dzwonił, więc to było co najmniej dziwne.

- O co chodzi? – spytał Manuel.
- Przyjedźcie tu z Esperanzą natychmiast! Mamy problemy. Węszyła tu policja! – odparł przerażonym głosem Mauricio.
- I coś znaleźli?
- Nic, ale nieźle się przestraszyłem. Trzeba zabezpieczyć sprzęt i wynieść gdzieś ciało Marii Emilii. Sam tego nie zrobię. Musicie mi pomóc. Najadłem się niezłego stracha.
- Teraz nie możemy przyjechać. Wyniknęły pewne komplikacje. Zresztą to nie twoja sprawa. Jakoś sobie poradzisz aby uniknąć na przyszłość policji. Czego szukali?
- Pytali o Esperanzę. Wiedzą, że działam nielegalnie. Boję się. Pomóżcie mi i przyjedźcie.
- Nie mamy czasu!
- Ale…
- Może jutro. Daj mi spokój!

Manuel rozłączył się. Zlękniony głos Mauricia nie spodobał mu się, a zwłaszcza gdy mówił o sprzęcie.

- Bredzisz bydlaku… Śpiewasz jak niezły tenor. Policja już cię ma, ale nas nie dostanie. Do diabła z tym wszystkim! Same problemy!
- Co się stało? – spytała Esperanza widząc, że jej wspólnik jest nie w humorze, a rozmowa wyprowadziła go z równowagi.
- Dzwonił twój przyjaciel Mauricio. Chciał żebyśmy natychmiast przyjechali. Ten kabel nas wsypał, rozumiesz? A na dodatek policja widzi co robimy, bo wie o kamerach
- Skąd ta pewność, że Mauricio zdradził…
- Mam ten szósty zmysł dzięki któremu oboje jeszcze żyjemy. Musimy wyłączyć wszystkie kamerki i pomyśleć na spokojnie co robić dalej. Przed nami decydująca bitwa. Bądź gotowa zatańczyć ze śmiercią – powiedział z kamienną twarzą Manuel…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Val
Idol
Idol


Dołączył: 14 Maj 2008
Posty: 1852
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 21:21:28 19-11-10    Temat postu:

Wiele akcji. Z jednej strony się cieszę, bo to etap finałowy. Z drugiej strony się boję, bo czy starczy tej akcji jeszcze na 13 odcinków. Ale co tam czytelnik się martwi, skoro autor jest kreatywny i zapewne ma już jakieś asy w rękawie.

Odcinki 151 i 152 zostały zdominowane przez ciążę, a właściwie poród Mariny. Można było się ubawić. Cztery opanowane ciemne charatery zaczęły panikować przez bezbronne dziecko. Wiele humoru. Kto by pomyślał, że potwory zabawią się w akuszerów. Boże miej w opiece tego dzieciaka, skoro przywitają go na tym świecie takie szatany.

Jednak akcji było więcej. Śledztwo Artura, przeszukanie Mauricia, czy Ignacio w szpitalu. Akcja tak więc nie tylko w jednym, lecz w wielu miejscach. To się lubi.

Odcinki zatem godne pochwały, aczkolwiek jest pewne ALE. Tekst Manuela na końcu 'Bądź gotowa zatańczyć ze śmiercią' [nota bene, bardzo podobny do tekstu w jednej ze scen 'W mroku wir'], obudził grozę. Problem w tym, że 'W labiryncie kłamstw' zanim zaserwuje nam samą rzecz, to z piętnaście razy ją piekielnie zapowie [mogłoby zaserwować z jeden lub dwa razy - i by też starczyło]. Wprowadzanie do czegoś przez budowanie napięcia jest fanstastyzne, ale z umiarem.

Trzeba przyznać, że odcinki napisane starannie. Choć wiem zza kulis, że powstały w błyskawicznym tempie, to były obfite w sceny, idącą do przodu fabułę i ciekawe teksty.

Pozdrawiam serdecznie, zabieraj się za dalsze tworzenie : )

P.S.: Czymże byłoby 'W labiryncie kłamstw' bez rodzinnych spotkań w hacjendzie. Byłoby to jak 'Moda na sukces' bez łóżkowych ekscesów Brooke lub Donny, albo bez wielokrotnych powrotów zza światów Taylor.


Ostatnio zmieniony przez Val dnia 21:31:09 19-11-10, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 20:43:53 24-11-10    Temat postu:

153 ODCINEK

Stolica.

Centrum chirurgi plastycznej.

Policji udało się co prawda zdemaskować całą czwórkę porywaczy, ale do szczęśliwego finału misji wciąż było bardzo daleko. Teraz poszukiwani stawali się jeszcze bardziej niebezpieczni, gotowi do wszystkiego aby tylko osiągnąć swój cel. Pod wpływem impulsu mogli zrobić krzywdę Marinie i jej dziecku. A na to trzeba było szczególnie uważać. Arturo wiedział, że Manuel wymigał się od przyjazdu, więc mógł faktycznie wyczuć spisek i wiedzieć o wszystkim. Poza tym jego rozmowa z Mauriciem była za krótka aby ją namierzyć. Mimo wszystko wiedział on, że Marina żyje, chociaż jest przy niej lekarz i najprawdopodobniej coś przyśpieszyło termin porodu. Wiedział i słyszał zachowanie wszystkich obecnych w tejże chacie. Niestety wciąż nie miał jej adresu. Peralta zawiadomił Alejandra, a ten przyjechał jak najszybciej. Wzruszył się na widok ciała Marii Emilii które było przeznaczone do szalonych eksperymentów Mauricia. Złość i gniew były tak wielkie, że policjanci ledwo co odseparowali go od lekarza, na którego De La Fuente chciał rzucić się z pięściami. Jednak najgorszy było moment kiedy to zobaczył on podgląd miejsca przetrzymywania Mariny. Widział swoją córkę i tych bezwzględnych ludzi którzy ją przetrzymują.

- Mój Boże… Moja córka za chwilę urodzi, ja to widzę i nie mogę nic zrobić! Nie mogę jej pomóc, nie mogę nawet być przy niej! Przeklęci dranie! Cała czwórka łotrów! – krzyczał zdenerwowany Alejandro.
- Uspokój się. Przynajmniej ściągnęli skądś lekarza. Wiedzą, że są skończeni gdyby ich zakładniczka zmarła. Nic jej nie będzie – uspokajał go Arturo.
- Chciałbym być takim optymistą jak ty. Oby Marina jakoś to zniosła, a moja wnuczka urodziła się zdrowa, ale aż szkoda myśleć co będzie skoro na świecie powitają ją takie demony!
- Gdybyśmy mieli ten adres…Ta chata nie wydaje ci się znajoma?
- Niestety nie. Nigdy jej wcześniej nie widziałem… Może ten lekarz coś wie? W końcu współpracował z Manuelem i Esperanzą.
- Nic nie wie ponad to co powiedział. Jest już wystarczająco przestraszony tym co go czeka, czyli wieloletnim więzieniem. Poza tym oni nie wtajemniczyli go w swoje plany. Nie byli aż taki głupi żeby mu zaufać.
- I co teraz?
- Spróbuj załatwić pieniądze których żądają. I tak będę potrzebne aby z nimi grać i zyskać na czasie.
- Arturo dziękuję ci za to dla mnie robisz, ale nie chcę w to mieszać policji. Esperanza i Manuel zabiją moją córkę bez mrugnięcia powieką jeśli zobaczą chociaż jednego gliniarza.
- Rozumiem cię, ale takim nastawieniem nie wygrasz. Musimy im pokazać, że jesteśmy silniejsi i sprytniejsi od nich. Zaufaj mi. Odzyskasz córkę i wnuczkę, a oni zapłacą za całe zło które w życiu wyrządzili…

Obrzeża Bogoty.

Manuel i Esperanza nie mieli teraz wyjścia i musieli wyłączyć kamery ukryte w ścianach chaty. Plan śledzenia poczynań Carmen i Ignacia wziął w łeb, ale trzeba było zrobić to dyskretnie aby tamci nie połapali się w tym wszystkim i aby nie pogorszyć z nimi relacji oraz i tak podniesionej już do czerwoności atmosfery. Dlatego Manuel rozkazał Esperanzie pomagać Carmen i lekarzowi przy porodzie Mariny. Przy okazji zauważył, że Ignacio ma dość bezczynnego siedzenia i wyszedł na zewnątrz zapalić papierosa i zaczerpnąć świeżego powietrza. To był dogodny moment aby zlikwidować kamerki. Policja i tak już zbyt długo miała możliwość ich widzenia i śledzenia. Esperanza zdążyła wyłączyć kamerę w piwnicy, a więc policjanci i Alejandra zauważyli, że mają już widoczność tylko z dwóch monitorów. Manuel dyskretnie wyłączył drugą zupełnie niewidoczną dla człowieka, umocowaną w salonie w którym działa się największa akcja. Pomachał tylko do niej przed wyłączeniem tak aby wszyscy którzy go oglądają wiedzieli, że zna on najnowszą sytuację i znów wszystkich wykiwał. Następnie ze stoickim spokojem udał się do pustego pokoju. Zamknął za sobą drzwi i podszedł do trzeciej kamery aby i ją wyłączyć z użytku. Tym razem jednak poczuł się na tyle pewnie, że postanowił wygłosić monolog.

- Witajcie wszyscy ci którzy oglądają ósmą edycję Big Brothera! Zapewne tłoczycie się tam aby móc widzieć tą pełną dramatów relację na żywo. Na pewno jest tam pan komendant Peralta. Z pewnością jest też Alejandro. Myślicie, że jesteście górą, bo ten zdrajca Mauricio nas sypnął? Otóż mylicie się moi drodzy! My wciąż jesteśmy przed o ten jeden krok przed wami! Już chyba wiecie, że z takimi ludźmi jak my lepiej nie zadzierać! Nie macie pojęcia gdzie jesteśmy! Marina właśnie rodzi i módlcie się do waszego Boga aby urodziła szczęśliwie, bo nie jest to szpital, a i opieka pozostawia wiele do życzenia. Rozgadałem się jednak za bardzo. Nasze wejście na żywo kończy się i teraz nie będziecie mogli już nas oglądać. Co za dużo to niezdrowo. Szykuj forsę Alejandro, bo inaczej część twojej rodziny umrze w mękach. Skontaktujemy się z wami. Pozdrowiona! – Manuel pomachał im raz jeszcze, po czym wyłączył ostatnią z kamer. Teraz zebrani w mieszkaniu Mauricia nie mieli już żadnego poglądu tego co się dzieje.

- Niesłychane! Zabiłbym drania gołymi rękami! On i Esperanza są jak hydry! Utniesz im jedną głowę, a tu wyrastają następne – załamał się Alejandro.
- Ich szczęście nie będzie jednak trwało wiecznie. Przekonasz się – odparł Arturo.

Kiedy wydawało się, że po wyłączeniu obrazy znów wszystko jest stracone, pojawił się Bruno z kolejnymi wiadomościami.

- Nie uwierzy szef kto do mnie zadzwonił! – krzyknął rozemocjonowany policjant.
- Mów!
- To ta policjantka Jessica Alarcon. Na własną rękę śledziła Ignacio Coronę i zauważyła go gdy groził bronią i porwał jakiegoś lekarza. Teraz zaparkowała niedaleko przed chatką w której przetrzymują Marinę. Mamy ten cholerny adres!
- Niech nic nie robi i poczeka na wsparcie! Już tam jedziemy! Zbierz ludzi. Widzisz Alejandro. Ich szczęście skończyło się wcześniej niż sądzisz.
- Jadę z tobą! – wtrącił De La Fuente…

Tymczasem…

Jessica i Adriana siedziały w samochodzie zaparkowanym w lesie, kilkadziesiąt metrów dalej od chaty w której przetrzymywana była Marinie.

- Dlaczego go nie dorwiemy i nie uwolnimy tego lekarza. Damy mu radę we dwie! – zaproponowała Adriana.
- Chyba nie wierzysz w to co mówisz. Poza tym on tam nie jest sam. Chyba słyszałaś, że porwano córkę Alejandra De La Fuente? – spytała Jessica.
- Tak, wiem, ale…
- Rozmawiałam przed chwilą z policjantem który sprowadzi tu posiłki. Powiedział mi, że w tym domu przetrzymywana jest Marina De La Fuente. Ignacio porwał jakiegoś lekarza, ponieważ dziewczyna zaczęła rodzić. Oprócz niego przetrzymują ją jeszcze trzy osoby. Nie możemy zrobić żadnego głupiego kroku, rozumiesz?
- Już go zrobiłyście! – krzyknął nagle Ignacio, który wybrał się na dłuższy spacer, zauważył dziwny samochód i zaszedł rozmawiające kobiety od tyłu wyciągając pistolet. Wysiadać i to już!
- Ty draniu! - nerwowo zareagowała Adriana.
- Wtykasz nos w nie swoje sprawy dziennikareczko! Nie zapomniałaś mnie i stęskniłaś się, co? Po co wróciłaś?
- Żeby się zemścić za śmierć mojego ojca!
- Zamknij się! A Ty Jessico powinnaś gryźć ziemię! Myślałem, że cię zabiłem.
- Nie dałeś rady śmieciu! - odparła Jessica.
- Przeklęte zdrajczynie! Czeka was teraz piekło na ziemi. Chcieliście mnie dopaść, ale to ja was dopadłem! - szyderczo uśmiechnął się Ignacio...

Obrzeża Bogoty.

Marina była słaba i totalnie wyczerpana, a bóle nie ustępowały. Stawały się coraz silniejsze. Nie było już czasu do stracenia. Wcześniak był na najlepszej drodze aby dostać się na ten świat. Ułożono ją wygodnie na kanapie, a lekarz miał za zadanie odebrać poród przy pomocy Esperanzy i Carmen.

- Wiem, że to nie jest w pani stanie proste, ale musi pan zagryźć zęby i walczyć! Tu chodzi o życie pani i pańskiego dziecka! Proszę postarać się i z całej siły przeć! Teraz! – polecił jej lekarz.
- Nie dam rady doktorze – odparła Marina.
- Da pani radę… Śmiało!

Dziewczyna z trudem, ale spełniła jego polecenie. Gdzieś w sobie znalazła jeszcze siłę aby walczyć o przetrwanie. Nie bała się o siebie. Nie bała się ewentualnej śmierci. Bała się tylko o dziecko i dla niego gotowa była na wszystko. Co kilkanaście sekund znów brała głęboki oddech i znów powtarzała zalecaną czynność. Poród dopiero się rozpoczynał, a wszystkim obecnym zdawało się, że trwa on wieki. Nawet Manuel stał tuż obok zaciekawiony jak to wszystko się zakończy.

- Widzę już główkę! Jeszcze trochę pani Marino! Wytrzyma pani!
- Wytrzymam – odpowiedziała słabym głosem dziewczyna, ale po kilku sekundach znów nabrała sił. Nie poddała się i po chwili kryzysu powracała adrenalina i chęć aby wydać na świat dziecko.
- Twarda sztuka – mruknęła pod nosem Carmen.
- Cóż za widok. Dobrze, że nigdy w życiu nie musiałam rodzić – westchnęła Esperanza.

Marina jeszcze przez jakieś dwie minuty zmagała się z samą sobą, ale w końcu mogła delikatnie uśmiechnąć się gdy zobaczyła jak lekarz delikatnie wyciąga jej córeczkę. Noworodek przez dobrą chwilę nie reagował. Dziewczyna zamarła sądząc, że urodziła martwe dziecko. Podobnego zdania byli wszyscy obecni. Jednak po chwili głośny krzyk malutkiej dziewczynki uspokoił Marinę i lekarza. Dziecko przeżyła i to było najważniejsze. Jego matka mimo nie najlepszego stanu i całej sytuacji w jakiej się znalazła, miała teraz w oczach radość. Udało się. Lekarz położył dziecko tuż obok szczęśliwej mamy.

- Alejandro doczekał się wnuczki. Ciekawe czy kiedykolwiek ją zobaczy – dowcipkowała Esperanza.
- Wyglądasz jak jej babcia, ale na szczęście nią nie jesteś – zaripostował Manuel.
- To mamy teraz problem z dwojgiem żywych zakładników – zauważyła Carmen.

W tym momencie drzwi do chaty otworzyły się i wszedł Ignacio trzymając pod pistoletem Jessicę i Adrianę.

- A to co? Ja chyba śnię! – złapał się za głowę Manuel.
- Te dwie suki śledziły mnie! Nie wiem co z nimi zrobić! Mogą stwarzać problemy! – powiedział zdenerwowany Ignacio.
- Ale z ciebie kretyn! Skąd one cię znają? Niech zgadnę! To twoje dawne kochanki! Przez ciebie idioto wszyscy pójdziemy na dno! – krzyknęła Carmen, która miała już dość całej tej sytuacji.
- Nigdy za wiele wrażeń. Marina właśnie urodziła, a my mamy kolejną dwójkę zakładników – stwierdziła Esperanza.
- Jedna z nich to dziennikarka. Ta druga to policjantka. Być może wezwały już posiłki. Jeśli tak to jesteśmy skończeni – na twarzy Ignacia pojawiła się niepewność.
- Ty jesteś skończony! Zginiesz razem z nimi! – Manuel najchętniej rozwaliłby wspólnikowi łeb na miejscu, ale powstrzymała go Esperanza.
- Zaczekaj… One mogą nam się przydać. Jeśli zaraz wpadnie tu policja, to każdy zakładnik będzie ważny. Nie zaatakują nas jeśli będę wiedzieć, że mamy aż czwórkę potencjalnych ofiar. Nie zaryzykują, a my będziemy mogli zażądać znacznie więcej. Zyskamy i pieniądze i więcej czasu. Co ty na to? – zapytała Esperanza…

Jakiś czas później.

Kilka policyjnych samochodów zatrzymało się w lesie. Nie podjeżdżano bliżej zanim Arturo Peralta nie wyda odpowiednich rozkazów. Komendant był wściekły gdy zauważył, że niedługo po nich nadjechał też Martin i Sergio. Jeszcze tego brakowało aby członkowie rodziny przeszkadzali w tak ważnej akcji. Niestety wiadomość szybko się do nich przedostała.

- Miałem nadzieję, że nie przyjadą – westchnął Alejandro.
- Oby nie przeszkadzali, bo mogą wszystko zepsuć. Niestety nie widzę tej policjantki. Czyżby dała się im zaskoczyć? – zdziwił się Arturo.
- Na to wygląda. Jest tylko jej pusty samochód. To źle jeśli mają więcej zakładników – zauważył Bruno.
- To już nieistotne. Nie ma odwrotu. Możemy zaatakować ich z zaskoczenia, ale nie mamy pojęcia co się dzieje z zakładnikami. Nie będziemy narażać ich życia. Trzeba będzie z nimi pogadać.
- Oni nie poddadzą się. Prędzej umrą niż oddadzą się w ręce policji. Mają w ręku silny atut z którego dobrowolnie na pewno nie zrezygnują. Ty tu dowodzisz i już nie ma wyjścia, ale pamiętaj o co idzie gra. O życie mojej rodziny – stwierdził De La Fuente.

Arturo przez chwilę myślał i wahał się co zrobić. To była trudna sytuacja, być może najtrudniejsza w jego życiu. Nie mógł zawieść ani siebie ani swojego przyjaciela. W końcu jednak zadecydował.

- Podjedźcie bliżej i włączcie syreny! Niech wiedzą, że mają gości!

Tak też się stało. Po krótkim czasie sytuacja stała się jasna i klarowna. Esperanza, Manuel, Carmen i Ignacio widzieli i usłyszeli wyraźny sygnał. Goście przyjechali.

- Powinienem cię zabić Ignacio, bo nieproszeni gości są tutaj przez ciebie. Z drugiej jednak strony zapewniłeś nam nieladą rozrywkę. Przygotujcie się i zachowajcie spokój. Przedstawienie czas zacząć – powiedział Manuel...


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 21:28:22 24-11-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:01:43 26-11-10    Temat postu:

Odcinek 151
Policja zaczęła sprawdzać wszystkich podejrzanych chirurgów plastycznych. I to jest właśnie krok na przód. Może trafią na Mauricia.
Pierwsza od dawna szczera rozmowa braci. Alejandro bardzo się martwi o córkę, a Martin go pociesza. Dobrze, że w tych trudnych chwilach może liczyć na jego wsparcie. Poza tym Martin zwierzył się, że nie jest z Valerią. Ona go nie kocha. Ma na oku żonę Rodriga Santaneza. Myślałam, że Alejandro będzie miał coś przeciwko, ale nie. To fajnie. Może w końcu Martin znajdzie szczęście, bo przez ten cały czas miał cały czas pecha.
Marina jest zdana na pastwę losu przez sforę szaleńców. Mam nadzieje, że jednak wyjdzie z tego cało. Jest coraz słabsza. Oby tylko nie zaczęła przedwcześnie rodzić. Carmen zadzwoniła do Alejandra i wysunęła żądania. Ma dać im 6 milionów. No nieźle. I stało się to, czego najbardziej się bałam. Marina zaczęła rodzić. Wszyscy wpadli w panikę.

Odcinek 152
Alejandro jest gotowy uruchomić wszystkie kontakty i jak najszybciej zdobyć pieniądze. Idzie o życie jego córki i wnuczki. Gustawo domyślił się, że kobietą która, prowadziła rozmowę była Carmen. Trafił w sedno.
Uśmiałam się .Cała brygada zaczęła panikować, kiedy Marina zaczęła rodzić. Ignacio został wysłany po lekarza. Ale ten idiota nie spodziewał się, że będzie w tym samym szpitalu Adriana. Zawiadomiła Jessicę. Nieźle. Dzięki nim policja dowie się, gdzie przetrzymują Marinę. Mam nadzieje, że ją zawiadomią. Działanie na własną rękę nie jest najlepszym pomysłem.
I nie myliłam się. Policja trafiła do gabinetu Mauricia. Na początku nic nie znaleźli, dopóki nie weszli do sekretnego pokoju. Tak myślałam, że facet sypnie swoich wspólników. To zwykły tchórz, nic więcej. Zadzwonił do Manuela zmuszony przez policję. Ale nasz czarny charakter nie jest idiotą. Rozpoznał po głosie, że facet wszystko wypaplał policji. Postanawia wyłączyć wszystkie kamerki.

Odcinek 153
Biedny Alejandro. Dzięki technice i kamerom zainstalowanym w kryjówce Manuela widzi wszystko co się dzieje z jego córką. Tak mi go żal.
Manuel jak zwykle mnie zadziwia. Postanowił wyłączyć wszystkie kamery. Jak by mogło być inaczej. Wie już, że Mauricio ich wsypał i teraz policja ich ogląda. Zachciało mu się zostać gwiazdą kolejnej edycji Big Brothera. Jego monolog po prostu mistrzostwo. Alenandro i Arturo myśleli, że wszystko skończone. Szczęśliwie Bruno ich powiadomił, że wie już gdzie są ci bandyci. Od Jessici, która śledził Ignacia. Obawiam się jednak, że zbyt wcześnie się cieszą.
Tak myślałam, że dziewczyny wpadną. Na nieszczęście zobaczył ich Ignacio. Teraz cała banda ma 4 zakładników. Ach, im się wszystko udaje. Mam nadzieje, że do czasu. Manuel był wściekły na Ignacia. Nic dziwnego. Miał ochotę rozwalić mu łeb. Ale Espe ma zawsze głowę na karku. Wie, że nie policja ich nie zaatakuje. Nie zaryzykuje życia zakładników. A nasz Manuel chce zacząć przestawienie, kiedy tylko pojawili się gliny. Ciekawe co wymyśli?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 13:08:06 03-12-10    Temat postu:

Dzisiaj odcinek ma co prawda taką samą długość jak zawsze, ale składa się właściwie z jednej bardzo długiej sceny, gdyż cała akcja odcinka toczy się w jednym miejscu.

154 ODCINEK

Obrzeża Bogoty.

Manuel ze stoickim spokojem wyjął ze swojej tylnej kieszeni kluczyk którym otworzył po chwili jedną z szafek. Cała jej zawartość była mu dobrze znana, ale zupełnie zaskoczyła resztę jego wspólników. W środku było tam bowiem kilka rodzajów broni, m.in. pistolety i dwa karabiny maszynowe.

- Ale cacko. Skąd ty to wytrzasnąłeś? – spytał zdziwiony Ignacio.
- Przezorny zawsze ubezpieczony. Bierzcie, bo to się nam przyda w walce z gliniarzami – odparł Manuel.
- Chylę czoło nad twoim geniuszem, ale psów jest więcej. Zginiemy jeśli otworzymy ogień! – zdenerwowała się Esperanza.
- Nie zginiemy, bo wciąż mamy przewagę – zauważyła Carmen.
- Poza tym widać, że tylko ja jestem dobry z matematyki. Mamy pięciu zakładników, a nie czterech, bo jeszcze jest z nami pan doktor. To równie ważna osoba, bo jeśli zginie, to kto zaopiekuje się tym maleństwem? Możemy nim również coś ugrać. Mamy więc czym ich szantażować. Uspokójmy się i pomyślmy racjonalnie. Oni tu nie wejdą tak szybko. Wystosujemy swoje żądania, a oni je spełnią. Zyskamy też na czasie. Na razie zostajemy przy okupie, ale podwoimy kwotę. W końcu każdy zakładnik kosztuje – śmiał się Manuel.
- Ale z ciebie żartowniś. Chcesz wystosować żądania, a oni wejdą nam za chwilę do d**y! – ripostowała Esperanza.
- Manuel ma rację. Nie wejdą. Życie tej kretynki i jej dziecka jest ponad wszystko dla tej zbzikowanej rodzinki. Wbrew pozorom to my mamy ich w garści, a nie oni nas – stwierdziła rozbawiona całą sytuacją Carmen.
- To co robimy? – zapytał po chwili milczenia Ignacio.
- Za jakąś minutę każą nam wyjść z łapkami w górę i się poddać. Typowy policyjny bełkot. Ja jednak też mam megafon. Przygotowałem się na wszystko. W razie czego wezmę Marinę i pokażę im co ją czeka jeśli wejdą. Jeśli zobaczą naszą siłą to potraktują nas w końcu poważnie. Zaufajcie mi, jestem kapitanem tej załogi i uratuję nas przed utonięciem.
- Prędzej zaufałabym diabłu niż tobie – mruknęła Esperanza.
- A masz inne wyjście? Jak chcesz to możesz się poddać. Niestety wszyscy wiedzą, że twoja twarzyczka jest fałszywa. Trafisz do pudła. Ja jestem diabłem, więc możesz mi zaufać.

Carmen i Ignacio przysłuchiwali się tej pełnej ironii, sarkazmu i uszczypliwości dyskusji Manuela i Esperanzy.

- Zabawimy się w ich grę i pierwsi zginiemy. Nie ma dla nas miejsca w planach tych dwojga – szepnął kobiecie na ucho Ignacio.
- Nie urodziłam się wczoraj. Wiem co robić. Poczekajmy jak rozwinie się sytuacja – odparła równie cicho Carmen.

-------------------------------------------------------------------------------------

Arturo i jego ludzi od miejsca w którym przetrzymywano zakładników dzieliło tylko kilkadziesiąt metrów. Policjanci byli w gotowości, ale czekali na rozkaz swojego szefa. Obecność rodziny nie była Peralcie na rękę. Jedynie przeszkadzali, a górę brały w ich zachowaniu emocje, a nie chłodna kalkulacja.

- Pamiętaj o co toczy się gra. O życie moich najbliższych. Nie zawiedź mnie Arturo – powiedział roztrzęsiony Alejandro.
- Nie zawiodę. Dajcie mi megafon. Pogadamy sobie z tą zgrają wilków – odparł komisarz.
- Nie poddadzą się. Dobrze wiesz z kim masz do czynienia. To strata czasu.
- Wiem o tym, ale dzięki temu wymuszę ruch z ich strony. Będą musieli coś zrobić, jakoś zareagować. Być może będziesz mógł zobaczyć w jakim stanie jest twoja córka.
- Ty tu dowodzisz. Ufam ci przyjacielu.
- Uspokój swoją rodzinę i odsuńcie się na bezpieczną odległość. Wszystko może się teraz zdarzyć. Ja zrobię co w mojej mocy aby uratować zakładników i ukarać sprawców, ale przede wszystkim chodzi mi o to pierwsze. Oni są najważniejsi. Reszta w rękach Boga. Nie zaszkodzi się pomodlić.
- Właśnie teraz potrzebuje Boga jak nigdy przedtem. Oby ocalił nas z tego bagna…

Alejandro oddalił się dając swobodę działania Peralcie. Jeden z jego ludzi dał mu megafon aby mógł zwrócić się w kierunku napastników.

- Tu komendant policji Arturo Peralta! Wiem wszystko kto znajduje się w środku i kogo przetrzymujecie! Apeluję do Manuela Rodrigueza, Esperanzy Guzman, Carmen Gordillo i Ignacia Corony! Nie ujdzie wam to płazem! Jesteście otoczeni i nie wyjdziecie stąd w żaden sposób. Jedyne co możecie zrobić to poddać się, wypuścić zakładników i uniknąć rozlewu krwi. Tylko tak wyjdziecie z tego cało. Zastanówcie się, bo nie będzie drugiej szansy. Macie trzy minuty na reakcję. Innym razem źle to się dla was skończy. Czekam na waszą odpowiedź i odmierzam czas!

-------------------------------------------------------------------------------------

Manuel słysząc te słowa tylko perfidnie się uśmiechnął. Wiedział, że tak będzie. Jak zwykle przewidział krok przeciwnika. Teraz nadszedł czas na jego reakcję.

- Ci idioci naprawdę nie wiedzą z kim mają do czynienia. Marino przygotuj się! Zobaczysz tatusia i rodzinkę, bo na pewno koczują tam razem z policją. Wyjdziemy na górę za dwie i pół minuty. Dajmy tym głąbom nadzieję. Niech poczekają w niepewności. A nuż się poddamy? Zaraz poczuję się jak papież w środku swojej audiencji kiedy to wszystkie oczy i uszy będą zwrócone tylko na mnie - kpił Manuel.
- Co będzie z moim dzieckiem? – spytała Marina, która powinna teraz leżeć i odpoczywać, a każdy krok sprawiał jej olbrzymi problem.
- Może przeżyje. Bóg jeden wie. Nie znamy dnia ani godziny…
- Rób co do ciebie należy. Niech lekarz zajmie się tym bachorem. My popilnujemy ich oraz te dwie suki – oznajmiła Carmen.
- Już nic mnie nie zdziwi. Ten koszmar nigdy się nie skończy – westchnęła Esperanza.
- Bądźcie grzeczne moje dziewczynki, bo w innym razie odżyją dawne czasy i wspomnienia – powiedział Ignacio do Adriany i Jessici, które leżały związane przy ścianie.
- Wal się! – krzyknęła rozwścieczona Adriana.
- Nie przy ludziach. A ty mi też tak powiesz? – spytał Jessici.
- Nie! Ja zrobię co innego! – policjantka splunęła mu prosto w twarz, a Ignacio z lubością oblizał jej ślinę, po czym złapał ją za szyję i zaczął dusić, ale wtargnięcie Carmen uspokoiło sytuację.
- Przez te dziwki mamy problemy, ale nie dolewaj oliwy do ognia! Kontroluj się!
- Już dobrze… Nie pouczaj mnie co mam robić – mruknął poirytowany Ignacio.
- Zalepcie im gęby to nie będą prowokować! A pan niech zbada to dziecko. Jeśli umrze to będzie pańska wina. A bez zdrowego dziecka pan nie będzie nam potrzebny. Gra idzie też o pana życie. Rozumiemy się? – spytała Esperanza.
- Co z was za ludzie, że robicie taką krzywdę bezbronnym kobietom? – odpowiedział jej lekarz.
- Nie jesteśmy ludźmi, lecz demonami. Mógłby pan zbadać w wolnej chwili moją głowę, ale niestety nie ma na to czasu – uśmiechnęła się Esperanza.

-------------------------------------------------------------------------------------

Manuel trzymał pistolet przy głowie przerażonej Mariny. Przed upływem trzech minut pojawił się z nią na dachu tak aby wszyscy zobaczyli jak wygląda sytuacja. Z przyjemnością zaczął wygłaszać przez megafon swój monolog.

- Peralta! Niech twoi snajperzy nie próbują do mnie strzelać, bo wszyscy zakładnicy zginą! A tak w ogóle to dzień dobry. Dawno się nie widzieliśmy Alejandro. Widzę, że chowasz się za trym drzewem. Więcej odwagi bracie! Moja odpowiedź na apel pana komisarza brzmi: nie. Niestety nie wyjdziemy aby się z wami przywitać. Jeśli jesteś zawiedziony to bardzo mi przykro. Jak widzicie obok mnie jest Marina, cała i zdrowa! Świeżo po porodzie… Alejandro pokaż się! Masz wnuczkę. Gratuluję! Niestety nie będziesz mógł jej tak prędko zobaczyć. A Ty Sergio masz córeczkę. Również gratuluję. Ale teraz do rzeczy, bo chyba nie zrozumieliśmy się. To my dyktujemy tu warunki! Jeśli do jutra do godziny dziesiątej rano nie otrzymamy dziesięciu milionów dolarów to pięć nowych dusz wejdzie do raju. To sprawiedliwa kwota, bo chcieliśmy sześć milionów za dwie osoby, czyli po trzy na głowę Mariny i jej dziecka. Teraz jednak są z nami jeszcze dwie panie i pan lekarz, czyli teoretycznie za pięciu zakładników powinienem żądać od was piętnaście milionów. Myślę jednak racjonalnie i mam dobre serce. Idę wam na rękę i wiem ile może zebrać do jutra Alejandro. Sam pracowałem przecież w jego banku. Nie traćcie czasu kochani. Jeśli nie spełnicie tego warunku to będziecie mieli na sumieniu pięć osób – mówił rozbawiony Manuel.
- Ty łotrze! – Alejandro nie wytrzymał i wyszedł z cienia aby spojrzeć złoczyńcy w twarz.
- Tato. Nie martw się o mnie. Przetrwam to. Dla ciebie i mojej córeczki – powiedziała przez łzy Marina.
- Zapłacicie za to! Przysięgam! – krzyknął Sergio, który również nie mógł powstrzymać emocji i złość wzięła górę gdy zobaczył Manuela trzymającego broń przy skroni jego żony.
- Zapomniałbym o jeszcze jednej kwestii. Jak dostaniemy pieniądze to będziemy oddawać wam stopniowo po jednym zakładniku. Jutro macie nam dostarczyć helikopter na cztery osoby. To drugi warunek. I nie róbcie żadnych numerów, bo wszyscy zginą! To tyle ode mnie. Kontaktować będziemy się w taki właśnie sposób. Przez ten balkonik. Wiem, że pogoń za pieniędzmi brzmi negatywnie, ale w waszej sytuacji jest uzasadniona. Dlatego życzę wam powodzenia i wytrwałości!

Manuel wciągnął za sobą Marinę z powrotem do środka. Osiągnął to co chciał. Pokazał swoją siłą i przestraszył rodzinę. Teraz wiedział, że Alejandro zbierze każdą sumę i nie pozwoli na reakcję policji. To dawało dużo czasu aby spokojnie pomyśleć.

- Niech ta kretynka się prześpi, bo jeszcze umrze z wycieńczenia. Póki co nic nam nie zrobią – powiedział Manuel do reszty wspólników.
- Helikopter na cztery miejsca? Masz mnie za idiotkę? Są tylko trzy miejsca obok miejsca dla pilota. Chyba, że sam umiesz latać? W co ty grasz? Kogo z nas chcesz się pozbyć? – dopytywała się Carmen, której nie podobało się, że mężczyzna nie uzgodnił z nią swoich planów.
- Nie dramatyzuj. Rzuciłem to hasło żeby zyskać na czasie. Nikogo nie wykluczam, ale przecież samolotu nie dostaniemy! Wyjdziemy z tego cało! Nie martw się.
- Potrzebujesz wsparcia. Mamy pięciu zakładników i masę policji na głowie. Razem z Esperanzą nic nie wskórasz bez naszej pomocy – dodał Ignacio.
- O co wam chodzi? Tworzymy drużynę, która trzyma się razem. Do końca. Nikt nikogo nie wyroluje, chyba, że wy nas, ale nie radzę – zauważył Manuel.
- Nie kłóćmy się, lecz pomyślmy jak przetrwać noc. Jeśli zmorzy nas sen to policja będzie mogła coś wykombinować. Nie możemy spuścić zakładników z oczu – stwierdziła Esperanza.
- I nie spuścimy. Pomoże nam w tym kawa i całodobowa warta. To sytuacja kryzysowa, ale w każdej należy się znaleźć. Właśnie idę się napić. To mi dobrze zrobi.
- Mnie też.

Manuel i Esperanza poszli razem do kuchni pozostawiając Carmen i Ignacia samych w drugim pokoju.

- To mi się nie podoba. Manuel chce nas oszukać – powiedział Ignacio.
- Być może, ale niech mnie nie lekceważy. Byłam nie w takiej sytuacji w więzieniu. Zgarniemy kasę i uciekniemy. Bez nich – odparła Carmen.
Esperanza starała się wejść w skórę Manuela. Mimo że nienawidziła go i gardziła nim za to, że jest pozbawionym skrupułów, zimnym draniem, a na dodatek gejem, to jednak nigdy nie zwątpiła w jego inteligencję.

- Co planujesz? O co chodzi z tym helikopterem? Chyba nie zamierzasz uciekać razem z tą bandą kretynów? – spytała go Esperanza.
- Masz mnie za idiotę? Na ten rejs są tylko dwa wolne bilety dla vipów. Musimy coś zrobić aby pozbyć się Ignacia i Carmen. I chyba już wiem jak to zrobić.
- Co masz na myśli?
- Sama się jutro przekonasz. Jeśli wywołamy jakieś zamieszanie będzie szansa na załatwienie trzech rzeczy jednocześnie: ucieczkę, zabranie pieniędzy i pozbycie się tych parszywców.
- A co z Mariną i dzieckiem? Zamierzasz je naprawdę uwolnić?

Manuel tylko roześmiał się na te słowa. Po chwili Esperanza zrozumiała o co mu chodzi i śmiała się razem z nim.

-------------------------------------------------------------------------------------

Kilka godzin później. Nadchodził już wieczór. Alejandro, Arturo i Sergio siedzieli w jednym z policyjnych wozów gdzie mogli napić się herbaty i zapomnieć o zimnie. Mogli tu swobodnie przetrwać noc, ale też czuwać i być w gotowości.

- Manuel to bydlak. Przed laty wyciągnąłem do niego rękę, załatwiłem mu pracę, zaufałem mu, a on tą rękę pogryzł. Sam nie wiem nawet dlaczego – stwierdził Alejandro.
- Nigdy się tego nie dowiesz. On chyba urodził się mając coś z głową – odparł Arturo.
- Esperanza nie jest lepsza. Wszyscy są siebie warci. Ale oni mnie nie obchodzą. Wiem, że trafią kiedyś do piekła za swoje czyny. Ja chcę jedynie odzyskać swoją rodzinę.

Nagle zadzwoniła komórka Alejandra. Mężczyzna szybko ją odebrał i po kilkudziesięciosekundowej rozmowie uśmiechnął się szeroko.

- Pieniądze będą na czas. Gustavo i Javier załatwili dziesięć milionów. Nie było łatwo, ale się udało. Jutro odzyskam moją córkę i wnuczkę! - krzyknął uradowany De La Fuente, ale nie miał nawet pojęcia, że do szczęśliwego finału wciąż jest daleka droga. Najtrudniejszy moment pozostawał wciąż przed nim. Żeby zobaczyć najbliższych należało stawić czoła czwórce nieobliczalnych i żądnych zemsty degeneratów...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:26:26 03-12-10    Temat postu:

Jedna długa scenka, ale ze to jaka Chylę czoła. Wyszedł Ci jeden z najlepszych odcinków.
Manuel jest zawsze ubezpieczony. Wiedział co się szykuje i zawczasu zaopatrzył się w broń. On mnie nigdy nie przestanie zadziwiać. Jeszcze ta jego przemowa do glin. Mistrzostwo. Cały Manuel. Sergio i Alejandro nie wytrzymali. Żal mi ich. Tak się boją o Marinę i dziecko.
Manuel zażądał helikoptera, ale Carmen coś podejrzewa. Wie, że Espe i Manuel zechcą się ich pozbyć. Manuel ją zbył, mówił, że są drużyną. Ale baba nie jest głupia. Wie, że oszukuje i pozbędzie się ich kiedy nadarzy się okazja. Tam nie ma dla nich miejsca. Carmen planuje zgarnąć kasę i uciec razem z Ignaciem. Ta dwójka nie wie na co się porywa.
Tak jak myślałam Manuel zechce się pozbyć zbędnego bagażu w postaci Carmen i Ignacia. Już coś wymyślił. Ciekawe co? Zaniepokoiły mnie ostatnie słowa. Manuel chyba nie uwolni Mariny i dziecka, bo na pytanie Espe się tylko roześmiał. Co jego chora głowa znowu wymyśliła.
Alejandro dostał dobrą wiadomość. Udało się zdobyć pieniądze. Będą na czas. Myśli, że już niedługo odzyska córkę. Jednak to "niedługo" może potrwać dłużej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Val
Idol
Idol


Dołączył: 14 Maj 2008
Posty: 1852
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 23:07:18 06-12-10    Temat postu:

Grzegorz bardzo mnie namawiał do jak najszybszego przeczytania odcinków 153 i 154 - gdy już je przeczytałem, zrozumiałem dlaczego tak nalegał, stworzył bowiem odcinki mrożące krew w żyłach, które przypominały sensację na najwyższym poziomie.

Najjaśniejszą gwiazdą tych wydarzeń był... Manuel - zawsze miał nieziemskie odpały, lecz teraz odbija mu coraz bardziej, a co ciekawe, wciąz zachowuje zimną krew i nie traci na swojej pomysłowości; te jego szaleńcze pomysły i monologi przejdą do historii.

Piękne jest to, że cztery żmije zrobiły sobie gniazdko, które otoczyli inni, jednak oni nie wyjdą z tego gniazdka, a gdy już to zrobią, będą kąsać.

Jestem pod wielkim wrażeniem ostatnich odcinków. Gratulacje.

P.S.: Stosujesz coś, czego kiedyś nie stosowałeś, ale cieszę się, że jednak się na to zdecydowałeś i obyś przy tym pozostał. Chodzi o zakańczanie odcinka przez wszechwiedzącego narratora, który wzbudza niepokój zwiastując nadchodzące wydarzenia, jednak nie wyjawiając jakie.


Ostatnio zmieniony przez Val dnia 23:08:36 06-12-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Val
Idol
Idol


Dołączył: 14 Maj 2008
Posty: 1852
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 23:23:27 06-12-10    Temat postu:

TOP 5 tekstów Manuela z ostatnich odcinków

- Witajcie wszyscy ci którzy oglądają ósmą edycję Big Brothera! Zapewne tłoczycie się tam aby móc widzieć tą pełną dramatów relację na żywo.

- Teraz jednak są z nami jeszcze dwie panie i pan lekarz, czyli teoretycznie za pięciu zakładników powinienem żądać od was piętnaście milionów. Myślę jednak racjonalnie i mam dobre serce. Idę wam na rękę i wiem ile może zebrać do jutra Alejandro. Sam pracowałem przecież w jego banku.

- Prędzej zaufałabym diabłu niż tobie – mruknęła Esperanza.
- A masz inne wyjście? Jak chcesz to możesz się poddać. Niestety wszyscy wiedzą, że twoja twarzyczka jest fałszywa. Trafisz do pudła. Ja jestem diabłem, więc możesz mi zaufać.

Kontaktować będziemy się w taki właśnie sposób. Przez ten balkonik. Wiem, że pogoń za pieniędzmi brzmi negatywnie, ale w waszej sytuacji jest uzasadniona. Dlatego życzę wam powodzenia i wytrwałości!

A tak w ogóle to dzień dobry. Dawno się nie widzieliśmy Alejandro. Widzę, że chowasz się za trym drzewem. Więcej odwagi bracie! Moja odpowiedź na apel pana komisarza brzmi: nie. Niestety nie wyjdziemy aby się z wami przywitać. Jeśli jesteś zawiedziony to bardzo mi przykro.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 17:41:10 13-12-10    Temat postu:

Dziś kolejne dwa odcinki. Znowu taka sama długość, bez podziału na sceny, bo akcja dzieje się w tym samym miejscu.

155 ODCINEK

Na drugi dzień.

Wspólnicy nie spali dobrze tej nocy. Ciągle budzili się z przerażeniem, że policja być może spróbuje jakiegoś ataku z zaskoczenia. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Gra wciąż toczyła się o bardzo wysoką stawkę, więc Arturo nie zamierzał ryzykować życia żadnego z zakładników. Manuel obudził się pierwszy i wypił kawę aby mieć siły na najważniejszy dzień całej tej misji. Szturchnął Esperanzę, która drzemała przy stole w kuchni, a obok niej leżał pistolet. Następnie oboje sprawdzili co dzieje się w głównym pomieszczeniu. Ignacio i Carmen również przysypiali, ale zakładnicy nie zamierzali uciekać. Na podłodze leżały związane Jessica i Adriana oraz lekarz. Marina i jej dziecko spały na tapczanie. Dziewczyna nie była związana, bo logiczne, że w takim stanie osłabienia nie uszłaby nawet dziesięciu kroków.

- Wszyscy śpią jakby byli na wczasach – mruknął Manuel, po czym znów powrócił do kuchni aby porozmawiać z Esperanzą.
- To jaki masz ten plan? Czas nagli. Za jakieś dwie, trzy godziny dadzą nam forsę i będziemy musieli uciec. To nie będzie takie proste – zauważyła Esperanza.
- Zajmiesz się Carmen. Gdy się zbudzi wmieszaj ten specyfik do jej kawy. To ją wyłączy z gry na kilka godzin.
- Szarlatan z ciebie… Mnie też chciałeś otruć?
- To nie trucizna. Po prostu będzie spała jak zabita. Chciałem ją zabić, ale uznałem, że to za mała kara dla tej szmaty. Powinna wrócić do więzienia.
- A co z Ignaciem?
- On nie pije kawy. To będzie podejrzane jeśli go nią poczęstujemy. Dla tego kretyna wymyśliłem coś innego. Te dwie dziwki które się przez niego napatoczyły pomogą nam w ucieczce robiąc zamieszanie. Rozumiesz o co chodzi?
- Chcesz je wypuścić? Oszalałeś?
- Tego się nie da opisać słowami. Zobaczysz co mam na myśli już niedługo. Znów wszystkich wykiwamy, przekonasz się.
- Chciałabym mieć twój optymizm. Może dadzą nam forsę, ale na ten helikopter bym nie liczyła.
- De La Fuente zrobią wszystko aby odzyskać rodzinę. Dostalibyśmy nawet statek powietrzny jeśli byśmy go zażądali albo wycieczkę dookoła świata. A nawet jeśli się to nie uda to mam przygotowany plan B.
- O czym tym mówisz?
- O tym…

Manuel podszedł do kąta w kuchni gdzie odsunął wielką płytę. Oczom Esperanzy ukazały się schody prowadzące do jakiegoś ciemnego tunelu.

- Jesteś niemożliwy…
- Znam to miejsce jak własną kieszeń. To tam przed laty mój ojciec i wujek zamykali mnie aby potem – w oczach Manuela pojawiły się łzy, co zaszokowało Esperanzę jeszcze bardziej niż kilkanaście sekund wcześniej. Jeszcze nigdy nie widziała go tak wzruszonego.
- Co ci jest? To miejsce prowadzi do piwnicy?
- Nie, to inna droga. Wtedy o tym nie wiedziałem. Ten szlak tunelem doprowadzi nas kilkadziesiąt metrów poza las i do wyjścia na boczną drogę. Oby tam nie było glin…

Manuel zakrył z powrotem pokrywę i wziął kilka głębokich oddechów. W jego głowie przewijały się słowa które przed laty powiedział do niego ojciec.

- Właź tu i czekaj na nas! Za chwilkę znów się zabawimy. Jesteś już przecież odporny na ból. Tylko nie krzycz i nie rycz!!

Manuel trząsł się przez chwilę ze strachu przypominając sobie te słowa. Esperanza wciąż patrzyła na niego z zaciekawieniem. Jednak po kilkunastu sekundach doszedł do siebie.

- Nie próbuj uciekać sama, bo tylko ja mogę cie poprowadzić do wyjścia – oznajmił Manuel widząc szyderczy uśmiech Esperanzy.
- Ty tu dowodzisz. Zaniosę tą kawę dla Carmen. Czas zacząć nasz wielki
plan – odparła kobieta.
- Historia zatacza koło. Wciąż widzę przed sobą twarze tych łotrów mimo że ich już zabiłem! Zrobię to jeszcze raz! Muszę! Tylko inni złożą teraz głowę za to co mnie spotkało – pomyślał Manuel wpatrując się w miejsce sekretnego przejścia, które przed chwilą pokazał Esperanzie, po czym sięgnął po kuchenny nóż…

-------------------------------------------------------------------------------------

W tym samym czasie na zewnątrz czuwali policjanci. Ani przez chwilę nie zmrużyli oka. Peralta przeprowadzał w nocy zmianę warty co trzy godziny, tak aby każdy mógł zarówno pracować jak i odpocząć. W opancerzonym policyjnym samochodzie Arturo przeczekał noc wraz z Alejandrem i Sergiem.

- Jak długo jeszcze? Moja żona urodziła… Jest teraz słaba, to samo dotyczy mojej córeczki… Jaką ona ma tam opiekę? Nie wiemy nawet co to za lekarz się nią opiekuje. Jestem bezsilny. Nic nie mogę zrobić wiedząc z jakimi tyranami tam przebywa! – denerwował się Sergio.
- Spokojnie. Już niedługo znów będą z nami. Jeszcze się nimi nacieszymy – uspokajał go Alejandro, chociaż był tak samo zdenerwowany co jego zięć.
- Na kiedy twoja rodzina zbierze pieniądze? – spytał Arturo.
- O 9:00 otwierają bank, więc o 9:30 Gustavo i Javier powinni tu być.
- To dobrze, że mamy jeszcze pół godziny zapasu.
- Zamierzasz załatwić tym szczurom helikopter? – dopytywał się De La Fuente.
- Dostaną go, ale nigdzie nie polecą. Dopilnuję tego.
- Nie byłbym taki pewien. Nie zdziwiłbym się gdyby i tym razem ci szaleńcy postawili na swoim – oznajmił Sergio.
- Nie polecą. A nawet gdyby to mamy policyjnego pilota do dyspozycji oraz GPS. Bez obaw – uśmiechnął się Peralta.
- Mówisz to tak swobodnie, a tu chodzi o życie pięciu osób, w tym mojej córki i wnuczki. Ignacio Corona to oszust, a Carmen Gordillo to była więźniarka. Ale to i tak nic przy Manuelu i Esperanzie. Oni są zdolni do wszystkiego. Staram się być twardy, ale boi się ich. Ciarki przechodzą mi po plecach co teraz dzieje się z moją rodziną…Oby Bóg ich uratował.
- Dzisiaj skończą się twoje wszystkie kłopoty przyjacielu. Twoje modlitwy zostanę wysłuchane.
- Ciekawe co oni kombinują i jaki mają plan? – dociekał Sergio.
- Nie chcę was martwić, ale nie obejdzie się bez rozlewu krwi. Aby jednak ta krew dosięgła złoczyńców, a nie niewinne osoby – zastanawiał się Peralta.
- Niech się udławią forsą, ale zostawią moją rodzinę w spokoju. Bez nich świat byłby o wiele bezpieczniejszy – powiedział z niepokojem Alejandro…

-------------------------------------------------------------------------------------

Tymczasem Esperanza piła właśnie poranna kawę z Carmen, która była bardzo ostrożna, ale tym razem chwilowo zapomniała się i szybko połknęła dwa pierwsze łyki aby się rozbudzić. Już po chwili poczuła, że znowu robi jej się słabo i sennie.

- Co tam dolałaś suko? – zareagowała nerwowo Carmen usiłując sięgnąć po swój pistolet, ale Esperanzy wyrwała jej go z ręki.
- To co trzeba abyś spała wieczność – odparła Esperanza śmiejąc jej się w twarz.

Carmen uszła kilka kroków, po czym przewróciła stolik z całą zawartością i upadła jak nieżywa na ziemię. Huk zbudził Ignacia.

- Co się stało Carmen? – spytał zdenerwowany.
- Wypadła z gry – wtrącił Manuel, który z nożem w ręku pojawił się w salonie.
- Co wy kombinujecie?
- Nic ci się nie stanie, ale teraz gramy w trójkę. Carmen nie jest już nam potrzebna. Próbowała mnie zabić – powiedziała Esperanza.
- Jak to? Nie wierzę!
- Chcesz podzielić jej los? Zamknij się i bądź posłuszny! My tutaj wydajemy polecenia! Jasne? – krzyknął Manuel.
- Tak… Zabiliście ją?
- Przeżyje, ale na razie trochę sobie pośpi – dodała Esperanza.

-------------------------------------------------------------------------------------

Manuel rozkazał następnie aby Ignacio zajął się Adrianą i Jessicą. Zakładniczki zostały przeniesione na drugi koniec Sali i tam miał je pilnować Corona, który zgodził się z obawy o swoje życie. Był zaskoczony, że Esperanza i Manuel tak szybko działają i pozbyli się Carmen. Liczył, że będąc przez jakiś czas ugodowy więcej zyska. Esperanza doglądała Mariny i dziecka, a Manuel podszedł z nożem w kierunku związanego lekarza. Zakładnik miał nadzieję, że zostanie rozwiązany aby pomóc przy Marinie i dziecku i tak samo uważali Esperanza i Ignacio. Jednak to co zobaczyli zmroziło im krew w żyłach.

- Dlaczego mi to zrobiłeś? Lekarze nie krzywdzą ludzi! Nie znasz przysięgi Hipokratesa? Primus non nocere zwyrodnialcu! – krzyczał Manuel do zupełnie zaskoczonego doktora.
- O czym ty mówisz? – przeraził się zakładnik.
- Mój ojciec był lekarzem i to nie przeszkadzało mu krzywdzić swoje własne dziecko! Wykorzystywać je w najbardziej ohydny sposób!
- Współczuję, ale co ja mam z tym wspólnego?
- Dzisiaj zobaczyłem jego twarz… Ponownie po upływie tylu lat. Muszę znów go ukarać i zabić. Teraz!

Manuel uśmiechnął się na widok przerażenia w oczach lekarza, po czym dźgnął go nożem w brzuch aż krew trysnęła po podłodze i oblała także twarz zadającego cios mężczyzny. Ofiara jęknęła tylko z bólu, a Manuel pysznił się tym widokiem zadając kolejne zamaszyste ciosy wyciągając ostrze i wbijając je ponownie w ciało zakładnika. Esperanza i Ignacio stali jak sparaliżowani i choć przeraził ich ten widok, nie byli w stanie zrobić niczego aby temu zapobiec. Byli kompletnie zaszokowani, nawet Esperanza, która zabiła w swoim życiu niejedną ludzką istotę, ale jeszcze nigdy nie widziała takiego morderstwa dokonanego z zimną krwią na osobie bezbronnej i związanej. Jeszcze kilkanaście ciosów po czym zdyszany Manuel przestał uderzać i zakrył twarz dłońmi. Marina widziała całe zajście i odwróciła głowę aby nie patrzeć. Tuliła swoje dziecko, a z jej oczu popłynęły łzy. Adriana i Jessica były przekonane, że będą następne.

- Coś ty zrobił? W czym ci zawinił? – spytała go po długiej chwili milczenia Esperanza.
- Musiałem. Dziś zobaczyłem krew i teraz znalazłem ukojenie. To dopiero początek wrażeń. Jesteście gotowi na więcej? – odparł Manuel powoli dochodząc do siebie. Muszę się przebrać, bo śmierdzę krwią. Posprzątajcie podłogę i bez gadania, bo będziecie następnymi ofiarami!
- Co zrobić z trupem? – zapytał nieśmiało Ignacio.
- Na razie nic. Jak nadejdzie odpowiedni czas to pokażemy go policji. Do tej pory było nudno. Trochę fajerwerków nie zaszkodzi, nieprawdaż?

Po tym retorycznym pytaniu Manuel wyszedł do łazienki aby się przebrać biorąc ze sobą nóż i pistolet. Ignacio spojrzał wymownie na Esperanzę.

- To szaleniec! Pozabija nas wszystkich!
- Mnie nie tknie. To jeszcze nie ten czas aby wypuszczać naprzeciwko siebie hetmanów. Wciąż jesteśmy na etapie pionków – odparła ze spokojem Esperanza, która starała się nie pokazać strachu po pierwszym szoku…

-------------------------------------------------------------------------------------

Dwie godziny później.

Dochodziła 10:00. Na miejsce przetrzymywania zakładników nadjechali już kilkanaście minut wcześniej Gustavo i Javier. Z mężczyznami były też Soledad i Carolina. Nie wytrzymały siedzenia w domu. Musiały się tu zjawić mimo protestów ze strony ich ukochanych. Powrócił również Martin, który pojechał poprzedniej nocy do hacjendy aby zrelacjonować pozostałym najnowsze wieści. Peralta aż złapał się za głowę widząc, że do jego interesu miesza się cała rodzina, ale nie mógł nic zrobić poza przywołaniem ich do porządku aby nie utrudniano i nie przeszkadzano w najważniejszym momencie akcji. Dziesięć milionów dolarów czekało już na przestępców w dwóch szczelnie zamkniętych walizkach. Arturo czekał jeszcze na helikopter, który miał tu być lada moment. Nerwowe oczekiwanie przerwało pojawienie się na balkonie Manuela, który podtrzymywał bezwładnie opadającą postać. Wszyscy doskonale zauważyli, że jest to trup i zamarły im serca z nerwów.

- Witajcie! Nie ma helikoptera, a na moim zegarku jest już 10:00. W co wy ze mną gracie? – kpił Manuel.
- Kogo tam trzymasz? Jeśli to nieżyjący zakładnik to zaatakujemy was szturmem! – krzyknął rozwścieczony Peralta.

Manuel roześmiał się mu w twarz, po czym zrzucił zwłoki lekarz z balkonu na ziemię.

- Weźcie tego śmiecia. To kara za brak helikoptera!
- Jesteśmy w gotowości! Możemy go zdjąć szefie! – krzyknął szef snajperów do Artura.
- Jeżeli teraz strzelicie do mnie to Esperanza zrzuci z balkonu to małe, niewinne dzieciątko. Wybierajcie!
- Czego chcesz bydlaku! Zabiłeś zakładnika i dalej mamy ci iść na rękę? – wtrącił zdenerwowany Alejandro.
- Dokładnie tak. Macie forsę?
- Mamy – odparł Arturo.
- Jeżeli za piętnaście minut nie będzie helikoptera to dostarczę wam kolejnego zakładnika, ale również martwego. Decyzja należy do was. Za kwadrans zaczniemy też przekazanie forsy. Wiecie już, że nie żartuję. Teraz czas na reklamy, a za kwadrans widzimy się ponownie. I jeszcze jedno. Weźcie i posprzątajcie tego nieboszczyka, bo zaczyna śmierdzieć! Do zobaczenia za kwadrans. Nasza dżentelmeńska umowa wciąż jest w mocy i mam nadzieję, że się z niej wywiążecie - uśmiechnął się Manuel...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 18:19:15 13-12-10    Temat postu:

156 ODCINEK

Manuel triumfował po raz kolejny. Nie spadł mu nawet włos z głowy i wciąż miał wszystkich w garści. Policjanci przejęli ciało zamordowanego w bestialski sposób lekarza, po czym znów wycofali się na swoje stanowiska.

- Podziurawili go jak sito. Ciekawe czy zrobił to jeden człowiek czy wszyscy naraz. To szaleńcy – westchnął Bruno rzucając okiem na zwłoki.
- Żal mi rodziny tego człowieka. Nie możemy jednak dopuścić do większej liczby ofiar. Za nic w świecie. Co z tym helikopterem? – denerwował się Arturo.
- Będzie tu za dwie minuty.
- Przygotujcie walizki z pieniędzmi. Oddamy im je za Marinę i dziecko. Muszą kogoś wypuścić, bo inaczej dalej będą śmiać się nam w twarz. Tym razem im nie ustąpimy. Niech wypuszczą kogoś w zamian za pierwszą walizkę. Wszyscy bądźcie w gotowości!
- A jeśli to samo zrobią z moją córką. Oni nie znają z umiaru! – denerwował się Alejandro.
- Nie ruszą ani Mariny ani dziecka. Wiedzą, że zginęliby gdyby skrzywdzili akurat tych zakładników. Oni próbują nas zastraszyć i pokazać swoją siłę zabijając mało istotnego zakładnika…
- Mało istotnego? Co ty opowiadasz? Każde ludzkie życie jest ważne i każde trzeba ratować!
- Uspokój się. Teraz już mu nie pomożemy. Skupmy się aby uratować pozostałych.
- Póki co to nic nie robisz i siedzisz biernie na swoim tyłku! Co zrobiłeś aby uratować tego lekarza!
- Alejandro spokojnie – wtrącił Martin uspokajając swojego brata.
- Muszą oddać Marinę i dziecko za pieniądze i helikopter! Nie pozwólcie ich skrzywdzić! – denerwował się Sergio.
- Ich koniec jest bliski, zobaczysz – wtrącił Gustavo.
- Za chwile okaże się co oni jeszcze wykombinują. Zdarzyć może się teraz dosłownie wszystko – ocenił Javier.
- Nawet nie chce myśleć co teraz przeżywa moja siostra. Urodziła dziecko, a nawet nie może zobaczyć swoich bliskich – martwiła się Soledad.
- Zobaczy nas. Jeszcze dziś – pocieszała ją Carolina.
- Nadlatuje helikopter. Za chwilę zaczynamy – powiedział Peralta…

-------------------------------------------------------------------------------------

Manuel, Esperanza i Ignacio również zauważyli nadlatujący śmigłowiec. To był znak, że zarówno rodzina jak i policja dotrzymali warunków umowy.

- Myślałem, że snajper wpakuje mi kulkę w łeb gdy wyrzuciłem ciało tego doktorka, ale oni nie mają na to jaj. Boją się o zakładników mimo że jednego już rozwaliłem – ironizował Manuel.
- Miałeś szczęście, że zmyśliłeś tą bajkę o dziecku – odparła Esperanza.
- To nie bajka. Jak będzie trzeba to użyjemy i dziecka jako zakładnika. Wtedy na pewno nikt nam nie pokrzyżuje planów.
- Oszalałeś do reszty! Ono nie jest niczemu winne! – wtrącił zdenerwowany całą sytuacją Ignacio.
- Nie wkurzaj mnie, bo nie powąchasz ani grosza z tej forsy! Bądź grzeczny, a dostaniesz w nagrodę działkę przeznaczoną dla Carmen.
- Co z nią zrobicie?
- Ona smacznie śpi, więc obudzą ją gliny – oznajmił Manuel.
- Masz jeszcze jakieś pytania? – dodała Esperanza.
- Mogę iść do kibla? – zażartował Ignacio.
- Możesz, bo widzę, że srasz ze strachu. Tylko niczego nie kombinuj, bo skończysz jak tamten lekarz, który już wie co to jest ten lepszy świat…

Manuelowi wrócił dobry humor, ale Esperanza wciąż była zdenerwowana. Sama obmyślała plan co zrobić w razie gdyby wspólnik i ją próbował wyrolować. Póki co zdawała się na każdy jego rozkaz.

- Czy teraz jest ten moment aby pozbyć się Ignacia? – spytała Esperanza.
- Owszem – odparł krótko Manuel, po czym podszedł do przerażonych Jessiki i Adriany. Dziewczyny myślały, że nadszedł ich koniec, bo nóż Manuel znów zaświtał im przed oczami, ale miały tym razem wyjątkowe szczęścia.
- Co z nami zrobisz? Też nas zabijesz? – spytała przerażona Adriana.
- Nie zasłużyłyśmy na taki los – dodała Jessica.
- Wiem. Dlatego dzięki mnie być może wyjdziecie z tego piekła całe. Macie tu mój słynny nóż. Postarajcie się uwolnić i zrobić zamieszania. Wasze problemy stworzył Ignacio Corona. Dziś macie okazję zemścić się na nim za wszystko. Mam nadzieje, że jakoś umiecie się uwolnić, prawda? Tylko dyskretnie dziewczynki. Ja i Esperanza mamy teraz co innego na głowie. Spróbujcie uciec i nie zapamiętajcie mnie źle. Chyba nie proszę o zbyt wiele – śmiał się Manuel zostawiając nóż tuż za plecami związanych kobiet.

-------------------------------------------------------------------------------------

Nadszedł czas na finalizację umowy policji z czwórką porywaczy. Manuel i Esperanza ustalili, że dzielą się zyskami po połowie, oczywiście nie wliczając do podziału zysków Carmen i Ignacia. Najpierw wyszedł Manuel, a za nim Esperanza zabierając przerażonej Marinie dziecko.

- Co wy wyprawiacie! To małe dziecko! – krzyknął Peralta dając jednocześnie znak swoim ludziom aby byli w gotowości do oddania strzału.
- Niech twoi chłopcy opuszczą broń, bo nie lubię jak ktoś mnie szantażuje mierząc do mnie. To jest takie dzikie i nieludzkie – obruszył się Manuel.
- On ma racje. Jesteśmy niemalże bezbronni, a was jest tu kilkudziesięciu. Tak nie można – wtrąciła Esperanza jeszcze bardziej podnosząc ciśnienie wśród wszystkich oczekujących na rozwój wydarzeń.
- Dość żartów! Niech twoi ludzie złoża te dwie walizki dokładnie trzy metry przede mną! I to szybko! – Manuel diametralnie zmienił swój ton sam mając dość gierek z policją i wymuszonego oczekiwania.

Ludzie Peralty spełnili rozkaz, a Manuel powoli sięgnął po jedną z walizek, Esperanza zrobiła to samo z drugą trzymając przy okazji dziecko. Sergio i Gustavo aż wyrywali się aby wkroczyć, ale powstrzymali ich policjanci.

- Bierz swoją działkę i idź po Marinę. Daj mi tego bachora. Uciekniemy helikopterem – szepnął wspólniczce Manuel, ale on sam dobrze wiedział jakie ma plany.
- Nawet nie przeliczysz łotrze? – spytał go nagle Alejandro.
- Wierzę, że jesteś słowny. Lata współpracy robią swoje. Poza tym nie mam na to czasu.
- Teraz oddajcie dziecko i Marinę oraz resztę zakładniczek! – grzmiał Arturo.
- Masz mnie za idiotę? Zróbcie mi przejście do helikoptera albo skrzywdzę tę niewinną istotę! Jeśli strzelicie do mnie albo będziecie przeszkadzać w ucieczce, to Esperanza ma rozkaz zabicia Mariny. Dalej chcecie stawiać mi warunki?
- Nie rób nic dziecku bydlaku! – krzyknął Sergio.
- Nie jest zbyt podobna do ciebie. Może Marina zrobiła sobie bachora na boku?
- Nie daj mu się sprowokować – uspokajał brata Gustavo.
- Też chciałbym mieć takiego dzieciaka, ale już pewnie nie będę żył gdy wprowadzą w tym chorym kraju prawo adopcji dla gejów – westchnął Manuel.

Wciąż nie tracił dobrego humoru szantażując wszystkich, że zrobi krzywdę dziecku. W końcu doszedł do helikoptera.

- Dajcie mi odlecieć, a potem róbcie co chcecie. Zakładnicy są bezpieczni.
- Oddaj dziecko! – rozkazał mu Arturo.
- Najpierw daj mi pilota! Szybko!

Po chwili pilot i Manuel z walizką forsy siedzieli już przy sterach helikoptera. Mężczyzna zostawił dziecko na ziemi, które wciąż nie przestawało płakać.

- Ani kroku dalej dopóki nie odlecimy! Nie strzelajcie do mnie, bo Esperanza zabije Marinę! Leć i nie rób żadnych numerów! – zwrócił się Manuel w kierunku pilota.
- Oszukałeś swoich wspólników draniu, ale my się nimi zajmiemy! - krzyknął Peralta.
- Powodzenia życzę. Startujemy!

Helikopter wzbił się w powietrze, a policja rzuciła się aby odebrać z ziemi dziecko, które szybko trafiło do rąk swojego ojca.

- Niedługo będziemy wszyscy razem cieszyć się z twoich narodzin – uśmiechnął się Sergio…
- Wszystkie jednostki powietrzne kierujcie się za tym śmigłowcem! Nie może nam uciec! Podaję wam współrzędne skąd wystartował! – meldował Arturo.
- Odzyskałem wnuczkę. Teraz czas na córkę – pomyślał Alejandro…

-------------------------------------------------------------------------------------

Esperanza doskonale wiedziała, że Manuel oszuka ją i poleci sam. Była na to gotowa i miała swój własny plan. Do tego czuła się pewnie mając walizkę z pięcioma milionami dolarów.

- Co za kretyn. Daleko nie ucieknie. Namierzą go wszędzie. Ja skorzystam z okazji i ucieknę po swojemu – cieszyła się Esperanza patrząc na przerażoną Marinę.
- Gdzie moje dziecko? Co ze mną będzie?
- Zabiłabym cię, ale nie mam na to czasu. Zaraz tu będą gliny. Żegnaj! A twoje dziecko chyba nie żyje!
- Dokąd to Esperanzo? Nie zapomniałaś przypadkiem o mnie? A gdzie moja część zysków? – wtrącił Ignacio, który zamierzał przeszkodzić jej w ucieczce.
- Zjeżdżaj kretynie!

Esperanza szybkim krokiem pobiegła do kuchni. Ignacio próbował pobiec za nią, ale w tym czasie Jessica uwolniła się z więzów i rzuciła mu na plecy. Przez czas szamotaniny uwolniła się również Adriana, która z niepokojem patrzyła na nierówną walkę policjantki z jej największym wrogiem. Ignacio uderzył Jessicę i znów był górą. Jego ręce przygniotły jej szyję.

- Tym razem naprawdę mnie wkurzyłaś! Zginiesz jak śmieć! Mam cię serdecznie dość! – krzyknął zaciskając pięść, a jego ofiara coraz bardziej traciła powietrze.
- Puść ją! – zareagowała Adriana znajdując na stole broń i mierząc nią w kierunku napastnika.
- Hahahaha. Dziennikarka z pistoletem w ręce. To niebezpieczna zabawka dla kobiety, nie sądzisz?
- Nie zawaham się jej użyć!

Ignacio puścił Jessicę, ale nie zamierzał poddać się rozpaczliwemu krzykowi Adriany. Spokojnie wziął z podłogi nóż dzięki którym kobiety uwolniły się z więzów, po czym powoli podchodził do swojej byłej dziewczyny.

- Zobaczysz śmierć z bliska! Odłóż broń i nie igraj ze mną!
- Nie!

Ignacio rzucił się na nią z nożem, ale zdesperowana kobieta wystrzeliła. Raz, potem drugi i trzeci, aż opróżniła w końcu cały magazynek.

- A jednak odważyła się – szepnął Ignacio, po czym padł na wznak zalewając się krwią.

Adriana jeszcze przez dobrą chwilę trzęsła się, a jej pistolet aż dymił się od wystrzelonych przed chwilą kul. Zabiła człowieka w obronie własnej. Strzał był sygnałem dla policji, która nie czekała już dłużej i zaatakowała domek szturmem.

-------------------------------------------------------------------------------------

Tymczasem Esperanza odkryła w kuchni głaz który pokazał jej wcześniej Manuel.

- Tylko tak teraz ucieknę – pomyślała i zaczęła zbiegać w dół.

Nie miała jednak pojęcia którędy iść. Szła więc prostu licząc, że po kilkudziesięciu metrach jakieś drzwi zaprowadzą ją na zewnątrz. Sporo ryzykowała, ale chciała być sprytniejsza od Manuela. W końcu szybkim krokiem pokonała wszelkie korytarze tej ciemnej drogi i odnalazła jakieś drzwi.

- Na pewno za nimi znajduje się moje wyjście na wolność – ucieszyła się Esperanza, po czym nacisnęła na klamkę.

Zamiast wyjścia zauważyła drugie drzwi, na których pojawiła się mała elektroniczna tabliczka z napisem:

- Naiwna. Słodkich snów. 3, 2, 1...
- Przeklęty Manuel!!!

Po tych słowach słychać już było jedynie głośny huk…

-------------------------------------------------------------------------------------

Carmen Gordillo obudziła się chyba w najgorszym dla siebie momencie. Przez okna widać już było atakujących policjantów. Zauważyła, że dwie zakładniczki właśnie uciekły frontowymi drzwiami. Kobieta zerwała się i pobiegła do tylnego wyjścia, rozbijając szybko okno. Wybiegła ile sił w nogach i znalazła się na zewnątrz.

- Znów mi się udało – pomyślała sądząc, że nikt jej nie zauważył. Myliła się. Po kilkunastu metrach swobodnego biegu nagle rzucił się na nią jakiś mężczyzna i powalił na ziemię. Carmen próbowała go pokonać, ale on uderzył ją dwa razy i przyparł do ziemi.
- Dokąd to chcesz uciec? – spytał Gustavo mocno przytrzymując kobietę.
- Powiem ci pewną tajemnicę. To ja przyczyniłam się do śmierci twojej siostry Claudii. Przeze mnie zginęła! – roześmiała się Carmen. Po chwili nadbiegli policjanci i aresztowali kobietę, ale Gustavo wciąż był w szoku po tym co właśnie usłyszał…

-------------------------------------------------------------------------------------

Tymczasem policja wdarła się do chaty i odnalazła osłabioną Marinę oraz martwego Ignacia leżącego kilkanaście metrów dalej w morzu krwi. Po kilku chwilach pojawili się tam również członkowie rodziny: Sergio, Alejandro, Martin i cała reszta.

- Gdzie moje dziecko? - spytała Marina.
- W bezpiecznym miejscu. Naszą córeczkę badają już lekarze - uspokoił ją Sergio mocno ją przytulając.
- Znów mamy cię z powrotem kochanie. Udało się - uśmiechnął się Alejandro.

Tymczasem Arturo i jego ludzie namierzali Manuela, zatrzymali Carmen i zakryli ciało Ignacia. Wciąż nie wiedzieli gdzie jest Esperanza.

- Wydawało mi się, że słyszałam jakiś wybuch. Ona uciekała w stronę kuchni - szepnęła Marina.
- Szukajcie dokładnie! Nie mogła zapaść się pod ziemię! Pamiętajcie, że ma twarz Marii Emilii! Dorwiemy ją żywą lub martwą! - rozkazał Arturo Peralta...


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 0:47:04 14-12-10, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:35:35 13-12-10    Temat postu:

To był istny majstersztyk. Super te odcinki. Akcja zdecydowanie poszła do przodu.
Bandyci nie mieli najlepszej nocy. Bali się, że w każdej chwili mogą wpaść gliny. Ale na ich szczęście tak się nie stało. Manuel jak zwykle ma gotowy plan na wszystko. Najpierw poczęstowali Carmen specjalną kawą, ale i dla Ignasia coś przygotowali.
Chata jest nieźle wyposażona. Posiada jakiś tunel. Manuel pokazał ją Espe. Coś mi chodzi po głowie w związku z tym, ale zobaczymy czy moje przypuszczenia okażą się słuszne.
Brr. Aż się wzdrygnęłam czytając jak potwornie Manuel zamordował lekarza. Chciał się zemścić za ojca, który go gwałcił i też był lekarzem. Nawet Espe się wzdrygnęła i zaczęła się bać, chociaż nie dała tego po sobie poznać. Przekonała się jaki z niego psychol.
Super była przemowa Manuela do zgromadzonych glin i rodziny Mariny z balkonu. Scenka z balkonem niczym z Romea i Julii.
Manuel nie chce się dzielić forsą z nikim. Na razie wie, jak pozbyć się Ignacia. Ten facet nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Super wymyślił z uwolnieniem kobiet.
Finalizacja umowy super poprowadzona. Scenka dopracowana w każdym calu. Teksty Manuela jak zwykle wymiatają. To z adopcją i inne. Facet wyprowadził w pole nawet Espe. Uciekł helikopterem bez niej. Żeby zmylić jej czujność dał jej jedną walizkę pieniędzy. Niestety dla niej napatoczył się Ignacio. Wywiązała się niezła jatka. Do akcji wkroczyły Jessica i Adriana. Ignaś myślał, że Adriana nie będzie miała na tyle odwagi, żeby go zabić. To się zdziwił.
Ale Manuel zostawił Espe niespodziankę. Wiedziałam, że facet nie bez powodu pokazał jej to przejście. Dała się nabrać. Eksplodował ładunek wybuchowy. Ciekawe czy zginęła, bo jak wiemy ma ona 100 żyć.
Gustek dowiedział, się że to Carmen stoi za zabójstwem siostry. Na pewno chciałby ukatrupić ją własnymi rękoma.
Koszmar rodziny De la Fuente się skończył. Marina i dziecko są bezpieczne. Oby już na zawsze, ale mam jakieś niejasne przeczucia, że coś się jeszcze może zdarzyć. Obym się myliła.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Val
Idol
Idol


Dołączył: 14 Maj 2008
Posty: 1852
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: 0:30:22 14-12-10    Temat postu:

WLK zawsze miało klimat, którego można było pozazdrościć, ale finalne odcinki w tym względzie przechodzą same siebie. Genialny kryminał, który genialnie się czyta.



Nie mam zastrzeżeń, więc wymienię, co podobało mi się najbardziej:

1. Wyrolowanie Esperanzy przez Manuela:
Czy ona zginęła już tak raz na zawsze? Scena przerażająca, szokująca, wręcz drastyczna, powodująca ciarki!

2. Wzajemne traktowanie się ciemnych charakterów:
Oni są nieziemscy. Z takim spokojem walą do siebie wyzwiskami, współpracują, a jednocześnie chcą się powykańczać.

3. Tetarzyk Manuela:
Ta bystrość, która pozwala mu tryumfować w każdej sytuacji jest niesamowita. Można odnieść wrażenie, że wszyscy tańczą jak on gra, a i tak okazuje się, że nikt nie tanczy tak jak trzeba, bo zostaje wyelimnowany. Dzisiaj doświadczyliśmy wielkiego pogromu bohaterów dokonanego w bardzo inteligentny sposób. Pięknie.



Najbardziej rozbawiło mnie jak Carmen się obudziła a wokół istny sajgon. Dziwię się, że jednak przeżyła, przecież wszystkie ciemne charaktery do tej pory ginęły - Isabela, Ricardo, Tobias, Ignacio - chyba, ze na nią też jeszcze czeka ten zaszczyt.

Jedno mi się nie spodoało, tzn. ujdzie, ale mogłoby być lepsze. Dowiedzieliśmy się, że Manu był molestowany przez ojca-lekarza, przez co gdy teraz ujrzał lekarza, sprzątnął go z premedytacją. Niestety było to na zasadzie: 'bach-bach i po sprawie' - zabrakło psychologii, rozwinięcia tego wątku. Może go jeszcze rozwiniesz, byłoby fajnie.

Zabieraj się za tworzenie dalszych odcinków, bo zstąpiła na ciebie potężna dawka weny


Ostatnio zmieniony przez Val dnia 0:32:17 14-12-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 20:36:50 16-12-10    Temat postu:

157 ODCINEK

Obrzeża Bogoty.

Jakiś czas później.

Wydawało się, że koszmar rodziny De La Fuente nareszcie zakończył się. Jednak pomimo wielkiej radości z uratowania Mariny i jej dziecka, niepokój wciąż pozostał. Krajobraz po bitwie przedstawiał się następująco: zginął jeden niewinny człowiek który był zakładnikiem i który znalazł się w tym miejscu zupełnie przypadkowo. Życie stracił też jeden z porywaczy, czyli Ignacio Corona dzięki brawurowemu zachowania Adriany Montes, która zastrzeliła go w obronie własnej. Jego wspólniczka Carmen Gordillo została aresztowana. Jej słowa mocno poruszyły Gustava, który najchętniej wydrapałby kobiecie oczy, ale szybko został od niej odseparowany. Być może czas na wyjaśnienia przyjdzie później. Marina znów mogła zobaczyć swoją córeczkę i przytulić po wielu dniach rozłąki męża, ojca, siostrę, brata, wujka i resztę rodziny. Szybko jednak nią i maleństwem zajęli się lekarze. Oboje wiele przeżyli i byli bardzo osłabieni. Pomocy psychologa potrzebowała również Adriana, która z jednej strony pomściła śmierć swojego ojca, ale z drugiej zabiła człowieka i nie mogła się z tym pogodzić. Wspierała ją w tej trudnej chwili Jessica, która mogła potwierdzić jako świadek zdarzenia, że dziennikarka strzeliła, bo Ignacio zaatakował ją pierwszy. Nikt jednak nie miał powodów aby jej nie wierzyć. Wszyscy zrozumieli jakimi ludźmi byli Ignacio i Carmen. Jednak wojna wciąż trwała. Arturo Peralta nie miał informacji co stało się z helikopterem którym uciekł Manuel. Równie niepewny był los Esperanzy. Policja dotarła do miejsca wybuchu, ale nie odnaleziono jej ciała. Najwyraźniej nie wszystko poszło po myśli Manuela, bowiem wybuch okazał się znacznie słabszy niż on sam przypuszczał. Znaleziono jedynie zniszczoną walizkę i strzępy pieniędzy.

- Nie ma ciała, więc wiecie co to może oznaczać. Manuel i Esperanzą mają tysiąc żyć. Są jak hydry które tracą jedną głowę, a na jej miejsce odrasta im kolejna – westchnął poirytowany Arturo.
- Chyba ma pan rację szefie. Mam najnowsze wieści – wtrącił Bruno.
- Co się stało?
- Helikopter z naszym człowiekiem i Manuelem uległ wypadkowi kilka minut po odlocie z tego miejsca. Osiadł na drzewach w jednym z pobliskich lasów.
- Są ranni?
- Nasza najbliższa jednostka już tam dojechała. Pilot nie żyje. Najprawdopodobniej doszło do szamotaniny i Rodriguez go zabił.
- A niech to! Przecież ten człowiek był wybitnym policjantem… Ten drań musi być niedaleko! Minęło niewiele czasu. Wciąż mamy go w zasięgu ręki.
- Póki co nasi ludzie go nie odnaleźli. Zapadł się jak kamień w wodę.
- Niesłychane ile razy jeszcze tym ludziom wszystko ujdzie na sucho! Limit się wyczerpał! Znajdziemy go nawet jeśli ukrył się w jakimś bunkrze! Poruszę niebo i ziemię aby Manuel i Esperanza trafili w ręce
sprawiedliwości! Ci którzy zginęli z ich ręki lub wycierpieli katusze jak te niewinne kobiety zasługują aby ich oprawcy skończyli w więzieniu lub w piekle – powiedział zdenerwowany Arturo…

Kilka tygodni później.

Manuel i Esperanza zapadli się pod ziemię, co wciąż niepokoiło policję i rodzinę De La Fuente. Jednak mimo wszechobecnego napięcia, nadeszły dla nich również i znacznie lepsze czasy, bez spięć, kłótni i konfliktów, które zastąpiły szczęśliwe, radosne i zgodne chwile. Alejandro przeprosił raz jeszcze Valerię i Martina za to jak surowo ich oceniał. Teraz zrozumiał, że to co kobieta próbowała mu kiedyś powiedzieć było prawdą. To Ignacio ją zmanipulował i oszukał. Wydawało się, że senior rodu De La Fuente zrozumiał swój błąd zbyt późno. Jednak między nim a Valerią z upływem czasu doszło do znacznego ocieplenia stosunków. Martin nie stał im już na przeszkodzie, ponieważ jego serce zawładnęła inna kobieta, którą była Renata Santanez. Jednocześnie nie mógł on z nią być przynajmniej dopóki nie zakończy się proces jej męża. Ona odwzajemniała jego uczucie, ale do pełni szczęścia brakowało czasu. Proces zbliżał się jednak ku końcowi, a wyrok wydawał się być przesądzony. W tym samym czasie odbywał się jeszcze jeden proces. Carmen Gordillo usiłowała oszukać sędziego i odstawiła prawdziwą szopkę mówiąc o sobie jako o ofierze trójki psychowi, którzy i ją przetrzymywali i próbowali zabić. Na szczęście sąd nie dał wiary jej tłumaczeniom z powodu niepodważalnych zeznań świadków zdarzenia. Tak więc kobietę czekał powrót do więzienia i pobyt tam do końca swoich dni. Gustavo tylko czekał na okazję aby porozmawiać z nią na temat owych rewelacji o Claudii. Tymczasem Marina i Sergio znów byli szczęśliwi. Nadali swojej córeczce imię Lorna. Javier przymierzał się oświadczyć Carolinie, bo tylko on został kawalerem podczas gdy jego siostry już dawno wyszły za mąż. Rodzina miała jeszcze jeden obowiązek i w końcu nadszedł na to czas. Ciało Marii Emilii De La Fuente z powrotem musiało trafić do grobu. Można ją było pożegnać po raz drugi, tym razem
w zadumie i w komplecie, bo przecież gdy zginęła Alejandro nie miał nawet okazji jej pożegnać.

Cmentarz.

Cała uroczystość nie trwała zbyt długo. Ksiądz Salvador wygłosił krótką modlitwę po której znajdujące się nadal w nienaruszonym stanie ciało Marii Emilii zostało oddane do nowego grobu.

- Wreszcie będzie mogła odpoczywać w spokoju. Oby już nikt nigdy go jej nie zakłócił – powiedział Martin.
- Tak będzie braciszku. Nie traktowano ją zbyt dobrze za życia, ale dopilnuję aby szanowano ją po śmierci – odparł Alejandro.
- Cóż można powiedzieć w takim momencie. Przez chwilę żyliśmy nadziejami, że mama jednak żyje. Niestety perfidna intryga i okrutne kłamstwo znów spowodowało, że cierpieliśmy. To był cios którego wielu by nie przetrwało, ale my przetrwamy wszystko – uśmiechnęła się delikatnie Marina, a obok niej w wózeczku spała malutka Lorna.
- Oby Esperanza gniła teraz w piekle. Mam jednak wątpliwości, że nadal żyje i ma twarz naszej matki. To jest tak okropne, że aż ciarki przechodzą mi po plecach – dodała Soledad.
- Spokój odzyskamy tylko wtedy gdy wszyscy winni odpowiedzą za jej śmierć. Jak dotąd dwie osoby wciąż sobie z nas kpią. Ale to się kiedyś skończy – zauważył Javier.
- Trzy osoby. Nie zapominaj o szefie mafie – wtrącił Gustavo.
- Jego proces zbliża się do końca. Oby dostał najsurowszą karę – powiedział Sergio.
- Dla takiego robaka tylko śmierć będzie odpowiednią karą – westchnął Alejandro. Jutro końcowy dzień procesu i werdykt. Nie rozmawiajmy jednak o tym. Cieszmy się, że nasza rodzina wychodzi na prostą.
- O szczęście trzeba walczyć nawet latami. Nigdy nie można tracić nadziei. Trzymajmy się razem, a będziemy szczęśliwi – uśmiechnęła się Valeria…

Więzienie.

Na placu pojawiła się policyjna furgonetka, z której po chwili wyłoniły się twarze kolejnych kobiet-skazańców. Nowe więźniarek ustawiły się w jednym szeregu i w milczeniu oczekiwały na to co się teraz wydarzy. Spośród tych kobiet jedna znakomicie znała to miejsce. Przebywała tu przez lata. Znała to więzienie jak własną kieszeń. Ponowne odesłanie w to miejsce to był jej zdaniem jedyny pozytyw wobec tego surowego wyroku. Wygoda i niezłe życie gdzie naczelniczka więzienia i inne strażniczki żyły z nią w dobrych układach. Czy aby na pewno? Carmen Gordillo i Diablica zmierzyły się wzrokiem. Ponownie spotkały się po długim czasie. Szyderczy uśmiech starszje kobiety mocno zaniepokoił pewną siebie Carmen.

- Kogo ja tu widzę? Stęskniłaś się za swoim domem z którego bezczelnie uciekłaś? Gdzie będzie ci lepiej jak nie tu przeklęta suko! – krzyknęła diablica.
- I po co te nerwy? Wróciłam i nasza przyjaźń również powróci, nieprawdaż? – odpowiedziała Carmen.
- Ależ oczywiście moja ulubienico, ale porozmawiamy o tym w innym miejscu. A wy macie wiedzieć kto tu rządzi! Ja! Bez mojej zgody nie możecie zrobić niczego! Nieposłuszeństwo będzie karane. Możemy żyć w zgodzie, ale musicie przestrzegać reguł i zasad które ja tu stanowię! Zrozumiałyście?
- Mam ją w garści. Ta stara jędza zawsze miała do mnie słabość – uspokoiła się Carmen.
- Wprowadzić je do cel!

Diablica raz jeszcze spojrzała Carmen w oczy i ironicznie się uśmiechnęła.

- Nie mam pretensji, że wtedy uciekłaś i tak mnie potraktowałaś. Każdy chce wyjść na wolność, nawet ty. Jednak bardzo mnie to zabolało…
- Nadrobimy to. Postaram się jakoś ci to zrekompensować. Nie martw się. W tym miejscu to ty rządzisz. Zrobię co zechcesz, ale po co stracić naszą dawną zażyłą współpracę?
- Nie stracimy tego. Niedługo pogadamy.
- Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć.
- Ordynarna suka. Wiele się zmieniło i przekonasz się o tym na własnej skórze. Zakpiłaś ze mnie, a ze mnie się nie kpi – pomyślała diablica…

Na drugi dzień.

Budynek sądu.

Nadszedł długo oczekiwany moment finałowego dnia procesu mafioza Rodrigo Santaneza. Jego prawnicy radzili mu przyznanie się do winy widząc jego jakże beznadziejną sytuację, ale on nie zamierzał tego zrobić. Mimo że już dawno stracił swoją pozycję, to wciąż zachowywał się bezczelnie i arogancko, a o przyznaniu się do winy nie było mowy. Santanez twierdził, że jest niewinny, a cały ten proces przeciwko niemu to jeden wielki spisek. Jego niespójne zeznania tylko dopełniały teorii, że jego koniec jest bliski. Stracił poczucie rzeczywistości, a moc argumentów dowodzących o jego zbrodniach i napaściach względem rodziny De La Fuente z łatwością przełamała linię obrony. Nieprzekupny sędzia raz jeszcze dał mu szansę na przyznanie się do winy z której Santanez zrezygnował. Obrońcy próbowali ratować sytuację wskazując, że nie ma dostatecznych dowodów na to, że to oskarżony pociągał za sznurki, a na tej postawie nie można skazać ich klienta na najwyższy wymiar kary, ale nawet oni doskonale wiedzieli, że zeznania świadków oraz dokumenty przekazane przez nieżyjącego już Tobiasa Castillo definitywnie zakończyły sprawę. Końcowa mowa prokuratora była miażdżąca. Pewny siebie Santanez przez chwilę zrozumiał co mu grozi. Wnioskowano bowiem o karę śmierci. Po przerwie miał nastąpić decydujący werdykt w tej sprawie.

- Sąd podjął dziś ostateczną decyzję w procesie oskarżonego Rodrigo Santaneza. Po wielotygodniowych zeznaniach i zebraniu potężnego materiału dowodowego sąd uznaje oskarżonego za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów i skazuje na najwyższy wymiar kary jakim jest kara śmierci. Data jej wykonania zostanie ustalona podczas kolejnej rozprawy. Oskarżonego przysługuje apelacja i odwołanie się od wyroku. Uzasadniając pragnę podkreślić, że oskarżony nie tylko zlecił morderstwo Marii Emilii De La Fuente jak i Ofelii Reyes, ale także wielokrotnie zlecił morderstwa innych członków tej rodziny wynajmując do tego ludzi pracujących dla niego w mafijnej organizacji. Oskarżony próbował wielokrotnie przejąć siłą posiadłość rodziny De La Fuente usiłując przy tym zabić wszystkich jej członków. Nie przyznał się on do winy ani nie okazał skruchy wielokrotnie obrażając wymiar sprawiedliwości na tejże sali. Okrutność jego czynów dowodzi, że nie miał żadnych zahamowań przed zlecaniem tych przestępstw. Dlatego też posiadając niezbite dowody i zeznania wielu świadków nie ma wątpliwości co do jego winy. Nie ma żadnych okoliczności łagodzących wobec tych faktów i takiej postawy oskarżonego. Kara śmierci więc jest jedyną możliwą karą jaką sąd mógł w tej sprawie wymierzyć. Dziękuję stronom. To wszystko na dziś – zakończył swoją mowę sędzia.

Na sali zawrzało. Alejandro i jego rodzina odetchnęli z ulgą, chociaż wiedzieli, że Santanez może się jeszcze odwoływać od tego wyroku. Mimo wszystko proces okazał się ich wielkim sukcesem. Odprowadzany przez policjantów mafiozo spojrzał wymownie na swojego wroga.

- Cieszysz się? To jeszcze nie koniec! Zapewniam cię o tym! Mnie nie da się tak łatwo zabić! Kary śmierci nie wykonają od razu. To kwestia wielu tygodni, miesięcy a nawet lat. Nie zniknę z twojego życia. Ty zgnijesz pierwszy! – krzyknął Rodrigo.
- Zapłacisz za wszystkie swoje krzywdy na krześle elektrycznym, a ja spojrzę ci wtedy w twarz – odparł spokojnie Alejandro, po czym szybko odseparowano ich od siebie aby nie doszło do jeszcze większej utarczki słownej.
- Wygraliśmy. Ten przegrany człowiek jest w szoku. Pojął, że straci życie, ale niczego się nie nauczył. To jednak nie nasz problem. My wygraliśmy i możemy świętować – poklepał go po plecach Martin.
- Jedźmy na hacjendę. Dzisiaj czeka nas uroczysta kolacja. Odzyskaliśmy bardzo ważną rzecz, którą jest rodzinna jedność. Wciąż mogę na was liczyć po tylu przejściach i perypetiach. To dla mnie wiele znaczy. Naprawdę.
- Ja również się cieszę. W końcu ten człowiek przestanie zagrażać Renacie i Laurze…
- Zapomniałem, że tobie o to chodzi cwaniaku. Będziesz dla niej idealnym facetem, a dla tej dziewczynki doskonałym ojczymem. Kolejny ślub w rodzinie?
- Najpierw poczekajmy na twojego syna i Carolinę. Jesteś jeszcze ty i Valeria. Weselne dzwony znów zabiją w Coralos?
- Któż to wie…
- Nie udawaj. Wiele osób z tej rodziny zasłużyło na szczęście i dostanie je. Już wkrótce. Jestem o tym przekonany. Postarajmy się zapomnieć o bólu i przeszłości. Skoncentrujmy się na teraźniejszości i przyszłości. Dla naszej rodziny znów nadeszły lepsze czasy
- Oby to co mówisz szybko się sprawdziło – westchnął Alejandro…


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 18:26:44 19-12-10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 22:06:25 16-12-10    Temat postu:

158 ODCINEK

Kilka godzin później.

Więzienie.

Gustavo Munos czekał już w sali rozmów na swojego gościa. I po chwili osoba na którą czekał pojawiła się. Nie była to dla mężczyzny zbyt przyjemna wizyta, ale musiał to zrobić aby dowiedzieć się całej prawdy. Był mocno zaskoczony gdy zobaczył przed sobą poobijaną Carmen, która nie była tak jak zawsze pewna siebie i arogancka, lecz zamknięta w sobie i przerażona tym co ją spotkało. Najwyraźniej przekonała się, że tamte czasy nie wrócą, a w więzieniu rządzą już nowe osoby, a stare układy nie mają żadnego znaczenia, zwłaszcza, że nawet diablica wbrew temu co mówiła nie stanęła po jej stronie.

- Co ci się stało? – spytał ją Gustavo nie z troski, lecz z zaskoczenia.
- To więzienie, a nie sanatorium. Po co przyszedłeś? – odparła Carmen.
- Ty już wiesz po co. Chcę znać prawdę! Co zrobiłaś mojej siostrze! Odpowiadaj!
- W porządku. Powiem ci jak było… To będzie dla ciebie trudne i obyś wytrzymał.
- Wiele już w życiu wytrzymałem. Jesteś podła i wiesz o tym! Jak mogłaś tak potraktować Marinę! Tyle lat mnie oszukiwać i trzymać z takimi psychozami? Jesteś chora Carmen! Nie znałem cię takiej, ale teraz wiem o tobie wszystko. To doprawdy odrażające!
- Gustavo wysłuchaj mnie… Zrób coś i pomóż mi! Nie mam już wpływów i boję się, że one mnie zabiją! Ochroń mnie! Pomóż mi! To więzienie to piekło na ziemi!
- Zasłużyłaś na nie Carmen. Nie kiwnę palcem aby ci pomóc. Nie chcę tracić tu swojego cennego czasu, więc powiedz mi całą prawdę o mojej siostrze!
- Dobrze… Wiesz, że byłyśmy przyjaciółkami… Wiedziałam, że Claudia zapoznała Ricardo Sandovala i nawiązała z nim romans. Podobała mu się, ale on jej nie kochał… Była dla niego przygodą… wiesz zabawką którą po pewnym czasie można wyrzucić do kosza. Ja wtedy kochałam się w tobie, ale ty mnie odrzuciłeś. Jednocześnie nie wiedziałeś, że pracuję dla Sandovala. Pewnego dnia Ricardo przyzwolił aby jego ludzie zrobili z Claudią co zechcą. W grę wchodził również gwałt…
- Jacy ludzie? Na czele z Tobiasem?
- Nie. Tobias jako jedyny o niczym nie wiedział. Nie było go wtedy w Coralos. Dowiedział się po fakcie. Zresztą i tak byłby temu przeciwny. Należało jednak jeszcze jakoś złapać Claudię. Podstawić jej przynętę. Przekonałam ją, że Ricardo nadal ją kocha i prosi o spotkanie w sekretnym miejscu gdzie zawsze wcześniej się spotykali. Ona próbowała go wyrzucić z serca, ale nie dała rady. Zgodziła się z nim spotkać. To był podstęp. Zaproponowałam jej aby poszła drogą przez las. Połknęła haczyk. Tam zamiast Ricarda czekali na nią jego ludzie. Przesadzili, bo sporo wypili… Zgwałcili ją, a następnie zabili. Resztę znasz, bo sam odkryłeś jej ciało…
- Dlaczego to zrobiłaś! Jesteś podłą świnią Carmen! Dlaczego? Czym ci ona zawiniła?
- Niczym Gustavo. Była głupia i naiwna, ale zdecydowało to, że była twoją siostrą. A ty mnie odrzuciłeś… Wybacz mi. To był błąd… Zrobiłabym jednak wszystko aby cię zdobyć!
- Nie chcę cię znać! Zgnij w tym miejscu morderczyni! Odrzuciłem cię wtedy, później i zawsze odrzucę! Ostatni raz się widzimy! Zapłacisz za wszystko tutaj, a później przed Bogiem!
- Gustavo zaczekaj! Nie zostawiaj mnie! Grozi mi niebezpieczeństwo!
- Wcale mnie to nie obchodzi. Poznałem prawdę, ale mój ból pozostanie na zawsze i nigdy nie zniknie. Nigdy! – powiedział na koniec Gustavo zostawiając pogrążoną w myślach Carmen…

Tymczasem…

Gazety rozpisywały się o zakończeniu wielotygodniowego procesu Rodrigo Santaneza i o bezdyskusyjnym wyroku który skazał go na karę śmierci. Największy dziennik w Kolumbii który informował o tym wydarzeniu rozniósł się jak ciepłe bułeczki.

- Ma pan szczęście. To ostatni egzemplarz który mam – uśmiechnął się sprzedawca w kiosku do swojego klienta.
- Najwyraźniej mam szczęście – odparł mężczyzna, który od razu rozpoczął czytanie tego co widniało na pierwszej stronie gazety.

„Mafiozo który bez mrugnięcia okiem posyłał na śmierć wielu ludzi, m.in. członków rodziny De La Fuente sam stanie teraz twarzą w twarz ze śmiercią. I już wiemy, że nie wygra tej bitwy. Istnieją znikome szanse aby apelacja została przyjęta pozytywnie. Niemalże pewnym jest więc, że czeka go śmierć. Najprawdopodobniej na krześle elektrycznym. Dla takich przestępców jak Santanez nie ma w tym kraju litości i z takiego zakończenia procesu pokrzywdzona rodzina, wszystkie inne ofiary przestępcy jak i opinia publiczna powinna być zadowolona, chociaż kontrowersje wobec kary śmierci będą zawsze” – tajemniczy osobnik zakończył czytanie artykułu, po czym szyderczo się uśmiechnął…

- Kara śmierci należy się mnie, a nie jemu. On tylko wydawał rozkazy zza biurka, a ja zabijałem z własnej ręki. Ten kraj nigdy nie będzie sprawiedliwy i takie miernoty jak on będzie spotykał zaszczyt śmierci na krześle elektrycznym. Cóż… przynajmniej jego mam z głowy. Na innych przyjdzie jeszcze czas – mruknął mężczyzna po czym zgiął gazetę i wyrzucił ją do pobliskiego kosza…

Jakiś czas później.

Hacjenda rodziny De La Fuente.

Gustavo wrócił do hacjendy w nie najlepszym nastroju, ale nie chciał martwić najbliższych swoją rozmową z Carmen. Nie to było teraz najważniejsze. Rodzina spotkała się na uroczystej kolacji aby cieszyć się, że znów dobrze im się powodzi. Odzyskali stracone szczęście, a na dodatek dziś zatriumfowała sprawiedliwość. Nie zabrakło też niespodzianek. Javier cały dzień chodził podenerwowany. Tylko jego siostry wiedziały o co może w tym wszystkim chodzić. Nie myliło się. Nastrój brata mógł mieć związek tylko z jedną osobą, z jego przepiękną ukochaną Caroliną. Czekał tylko na okazję aby w obecności całej rodziny zrealizować dziś swój ambitny plan.

- Wiele dobrego wydarzyło się ostatnio w naszej rodzinie. Pokonaliśmy po raz kolejny wiele przeszkód które zgotował nam los, ale po raz kolejny pokazaliśmy czym jest rodzina, jedność i siła. Już niedługo Marina i Sergio ochrzczą swojego dziecko. Zostałem dziadkiem, ale wcale nie czuję się staro. Mam wspaniałe dzieci, wspaniałych zięciów i na dodatek wnuczkę. Znów jestem z kobietą którą kocham, a moi wrogowie w końcu zaczynają płacić za swoje zbrodnie. Szczęście i do nas się uśmiechnęło, więc korzystajmy z tego – powiedział Alejandro wznosząc toast.
- Zaczekaj tato. To nie koniec niespodzianek na dziś. Mogę coś powiedzieć? – spytał Javier.
- Naturalnie synu.
- Chciałem korzystając z okazji powiedzieć kilka słów, bo w życiu trzeba podejmować decyzję i dojrzeć do ich podejmowania. Ja dzisiaj dojrzałem, może za późno, ale lepiej późno niż wcale. Nie jestem dobrym mówcą, więc będę się streszczał. Pragnę powiedzieć kilka ważnych słów do mojej dziewczyny. Podejdź tu kochanie…
- Wzięło cię na wyznania – zdziwiła się kompletnie zaskoczona Carolina.

Zdenerwowany Javier uklęknął przed dziewczyną i wyjął z kieszeni pierścionek zaręczynowy. Piękny, drogi i wysadzany brylantami wprawił w osłupienie wszystkich zebranych.

- Mój Boże – westchnęła poruszona dziewczyna.
- Nie chcę cię zdobyć drogocennymi pierścionkami. Chcę cię zdobyć swoją wielką miłością, która jest w tej chwili najważniejsza. Tak jak powiedziałem przed chwilą dojrzałem aby wreszcie to zrobić. Kocham cię od pierwszego wejrzenia i czekałem na ten moment zbyt długo. Ty również czekałaś… Kochanie wyjdź za mnie – uśmiechnął się Javier nerwowo połykając ślinę.
- Piękna przemowa – powiedział do brata Alejandro.
- Twój syn stanął na wysokości zadania – odparł Martin.
- Carolina powiedz coś… Mój brat zaraz umrze tu na zawał – śmiała się Marina.
- To miała być radosna kolacja, a nie stypa – w podobnym tonie wyraziła się Soledad.
- I będzie radosna – przerwała chwilę milczenia Carolina.
- Czy to znaczy, że???
- Tak, zgadzam się. Będę twoją żoną!

Zakochani padli sobie w ramiona i zaczęli się całować. Ich wielki moment również musiał kiedyś nadejść.

- Teraz jeszcze powinien poprosić o jej rękę Adriana i Lilianę – zauważył Martin.
- Nie będzie z tym problemu. Zgodzą się aby mój syn zmarnował życie Carolinie. Oczywiście żartuję – uśmiechnął się Alejandro, który czuł jak nigdy przedtem, że jego rodzina jest silniejsza niż kiedykolwiek…

Więzienie.

Przerażona Carmen szukała ratunku u diablicy. Więźniarki na czele z potężnie zbudowaną Elvirą pobiły ją, a naczelniczka przyzwoliła na to.

- Co jest grane? Pozwoliłaś im mnie pobić? Miałaś mnie chronić! Miałyśmy współpracować i co? Spójrz jakie mam siniaki! Boję się! – krzyczała zdenerwowana Carmen.
- Zmień ton, bo inaczej nie poświęcę ci ani chwili mojego cennego czasu – odparła spokojnym tonem Diablica.
- Co mam robić? Miałaś mi pomóc…
- Pomogę ci, ale wiele rzeczy zmieniło się odkąd uciekłaś. Teraz rządzi tu Elvira i jej banda. Płacą mi więcej niż ty płaciłaś za to abym przymykała oko na jej zachowanie. Pobiły cię, więc stało się… Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
- Wiesz, że nie dam się tak traktować! Umiem się bronić! Wiesz kim jestem! Żadna Elvira czy jak jej tam mi nie podskoczy! Wciąż siedzi tu wiele moich kumpeli. Znów będą ze mną! Staną po mojej stronie i przejmę wpływy w tym więzieniu!
- Skoro jesteś taka pewna, to po co do mnie przyszłaś trzęsąc się ze strachu jak galareta?
- Nie chcę twojej pomocy hipokrytko! Sama sobie poradzę!
- Skoro tak to wynoś się! Jeszcze pożałujesz swoich słów! Zabierzcie tą sukę ode mnie!

Strażniczki zabrały Carmen do jej celi. Chwilę później Diablica miała kolejnego gościa. Była to Elvira.

- Widzę, że ta nowa która kiedyś zaszła ci za skórę próbuje się odgryzać pomimo łomotu jaki jej wczoraj sprawiłyśmy – powiedziała na wstępie Elvira.
- To dla niej zbyt mało. Zgrywa twardą, ale nawet nie wie kiedy nadejdzie jej czas.
- Co mamy z nią zrobić?

Diablica przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią, po czym bez cienia emocji na twarzy odparła:

- Zabić! Zarżnijcie ją jak świnię! Czas Carmen Gordillo minął bezpowrotnie. Mam jej serdecznie dość!
- Dobra decyzja. Ja i moje koleżanki chcemy krwi.
- Dostaniecie ją oraz przydatny sprzęt. Załatwcie to jak najszybciej. Śmieci pozbywa się od razu, bo później zaczynają śmierdzieć gdy już zalegają. A Carmen jest śmieciem, który zaczyna mi zawadzać – powiedziała Diablica…

Tymczasem…

Wzięła do ręki lusterko i spojrzała na swoją twarz. Coś jej się nie podobało. Teoretycznie wszystko było w porządku. Ostatnio stanęła oko w oko ze śmiercią i po raz kolejny okazała się lepsza. Wyszła z beznadziejnej sytuacji niemalże bez szwanku. Jednak od jakiegoś czasu czuła ogromny ból właśnie na twarzy.

- To nie może być od wybuchu, bo on mnie jedynie ogłuszył. Wtedy nie czułam bólu, a teraz… Co jest grane? – zastanawiała się kobieta gładząc swoje policzki. Jestem co prawda w skórze innej osoby, ale nigdy tego nie czułam tak bardzo jak teraz…

Kobieta nalała sobie szklankę whisky aby uspokoić się i opanować nerwy. Następnie zajrzała przez okno aby upewnić się, że nikt jej nie śledzi. Włączyła telewizor. Tam ciągle informowano o wyroku w sprawie Rodrigo Santaneza.

- Doskonale. Niech zdycha. Chociaż zanim dokopie mu prąd minie jeszcze sporo czasu. A tamci się cieszą… Tego najbardziej nie mogę zdzierżyć! Jednak jest coś co poprawia mi humor. Świadomość, że jedna osoba ma mnie za zmarłą. To się zdziwi. Wystarczy, że jeden jedyny raz to ja będę sprytniejsza. Przed nami decydująca rozgrywka, ale muszę być na nią przygotowana. Jestem już bardziej doświadczona i wyciągam wnioski ze swoich błędów. Ten kretyn jeszcze wpadnie w moje ręce, a wtedy będzie błagał o śmierć. Twoje zdrowie zboczeńcu! Gdziekolwiek jesteś wiedz, że dopadnę cię i skończę z tobą. Domyślam się co będziesz chciał jeszcze zrobić i z kim się rozprawić. Jednak gdzie ty, tam i ja draniu. Poczekam ile będzie trzeba. Wiem, że jeszcze się spotkamy, ale wtedy to ja będę górą – powiedziała kobieta opróżniając szklankę swojej whisky…
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 47, 48, 49, 50  Następny
Strona 48 z 50

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin