Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

W labiryncie kłamstw
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 48, 49, 50  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Który z villanów powinien odegrać znaczącą rolę w finale serialu?
Manuel Rodriguez
12%
 12%  [ 1 ]
Esperanza Guzman
12%
 12%  [ 1 ]
Lucrecia De La Fuente
12%
 12%  [ 1 ]
Rodrigo Santanez
0%
 0%  [ 0 ]
Carmen Gordillo
0%
 0%  [ 0 ]
Oskar Gutierrez
0%
 0%  [ 0 ]
Tobias Castillo
0%
 0%  [ 0 ]
Manuel, Esperanza i Santanez
12%
 12%  [ 1 ]
Manuel i Esperanza
37%
 37%  [ 3 ]
Ostatni odcinek powinien być bez villanów
12%
 12%  [ 1 ]
Wszystkich Głosów : 8

Autor Wiadomość
a_moniak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 21 Lut 2007
Posty: 12531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 20:07:25 10-07-08    Temat postu:

jak dobrze że Arturo wierzy Alejandrowi, oboje myślą <dobrze> ze z tą sprawą jest związany Sandoval..
hehe co za kłótnia Ricarda y Isabeli ona obawia sie ze Ricardo hce wciąść do spółki dosyć że Esperanzę, to i Lucrecię, a na dodatek już trzech kochanków Is, mężulek zabił..
jak dobrze też że ojciec Salvador nie wierzy w winę Alejandra o zabiciu żony, i dobrze ze wspiera Marinę, Sole i Javiera w tym wszystkim...
ooo Sergio chce złożyć kondolencje Marinie, ale czy to dobry pomysł..
a Caro i tak się wybierze do teo miasteczka, mimo sprzeciwów ojca, które pewnie jeszzce bardziej pogłębiają ją żeby tam jechać )
hmmm ciekawe co to za wpływowy człowiek, z którym gadał przez telefon Ricardo...bardzo ciekawe..
co za kretynka z Esperanzy, jak śmiała przyjść na pogrzeb siostry..ech a ta Lucrecia martwi się tylko tym że będzie musiałą chodzić na czarno i zapomnieć na jakiś czas o zabawie i romansach... ech ale ta Esperanza
a tak to wszyscy w żałobie, już odprawiony został pogrzeb ME..
chcą zawiadomić wuja Martina o tej sytuacji, ale Esreranza nie chce o tym słyszeć...
boski odcinek, czekam na kolejny )
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3476
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:59:38 10-07-08    Temat postu:

Esperansa dziwnie nie chce by przybył brat jej szwagra i kochanka Bardzo to dziwne...A kim jest ten brat ??? Irytuje mnie chęć poznania kolejnego odcinka
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:03:32 11-07-08    Temat postu:

Dobrze, że Arturo wierzy Alejandrowi i chce mu pomóc.
Isabela nie cierpi Esperanzy. Mówi, że za dużo się panoszy. Ricardo ją przekonał, że noe będą się z nią niczym dzielić.
Ojciec Salvodar nie wierzy, że Alejandro mógłby zabić własną żonę i przekonują dzieci, że powinni go wspierać bo tylko na nich może liczyć.
Sergio dowiedział się o śmierci ojca Mariny. Chce tam pójść i ją wspierać, na co jego brat nie chce się zgodzić i odradza mu to. Ale Sergio jest uparty i nie podda się tak łatwo.
Carolinę zdziwiło dziwne zachowanie ojca jak się dowiedział gdzie ona chce jechać. Ale ona nie podda się tak łatwo i zamierza tam pojechać.
Alw Esperanza udaje rozpacz po śmierci swojej siostry. Żmija, nie cierpię jej. Bardzo dziwnie zachowała się jak się dowiedziała, ze dzieci chcą zawiadomić brata Alejandra. Nie chce do tego dopuścić. Ciekawe dlaczego?
Pozdrawiam i czekam na newik


Ostatnio zmieniony przez Willa dnia 10:08:44 11-07-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 10 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 11:29:19 12-07-08    Temat postu:

Dziękuję za wszystkie komentarze

Pozdrowienia dla takich osób jak: Kris, ~Lidka*~, ~~Basia~~ oraz a_moniak

7 ODCINEK

Dwa dni później.

Dzień pogrzebu Marii Emilii De La Fuente. Alejandro wciąż siedział w areszcie oczekując na proces. Wszystko wskazywało na niego i nawet deklaracja pomocy Manuela nie poprawiła mężczyźnie humoru. Zrozumiał zbyt późno jak bardzo skrzywdził żonę wdając się w romans ze szwagierką. Dzieci nawet go nie odwiedziły, a on sam, opuszczony nie mógł uczestniczyć w pożegnaniu swojej żony. Zgodnie z obawami Esperanzy Marina, Soledad i Javier nie zawiadomili wujka Martina o pogrzebie Marii Emilii i problemach Alejandra. Zdruzgotani Marina, Soledad i Javier wciąż nie mogli pogodzić z nową, jakże trudną sytuacją. Swoje fałszywe wsparcie okazywał Marinie Simon, Javier mógł liczyć na Ofelię, a Soledad na Manuela. Carolina w dalszym ciągu była zła na ojca za ich ostatnią sprzeczkę. Czekała na odpowiedni moment aby wybrać się do Coralos. Sergio koniecznie chciał wybrać się na pogrzeb Marii Emilii aby spotkać Marinę która przez ostatnie dni nie zjawiała się na uczelni. Bruno wciąż nie miał żadnych informacji o swojej żonie. Wiedział, że żyje, ale nadal był w potrzasku. Na pogrzebie Marii Emilii De La Fuente zjawiła się także konkurencja...

Cmentarz.

- Bóg wezwał Marię Emilię do swojego Królestwa. Wszyscy zebrani łączymy się w bólu, ale jednocześnie ufamy i wierzymy, że od teraz zazna ona szczęścia będąc w lepszym świecie. Niech Pan ma ją w swojej opiece – zakończył modlitwę ojciec Salvador.

Chwilę później zebrani zaczęli składać siostrze zmarłej oraz jej dzieciom kondolencje.

- To prawda, że byliśmy może konkurencją z waszą rodziną, ale to co się stało budzi we mnie ogromny skutek i współczucie. Przyjmijcie proszę moje i mojej żony kondolencje – powiedział Ricardo zwracając się do Mariny, Soledad i Javiera.
- Dziękujemy – odpowiedzieli prawie chórem, ale bez większego entuzjazmu.
- Do pani również kieruję wyrazy współczucia. To takie trudne stracić najukochańszą siostrę – powiedział do Esperanzy Ricardo.
- Ma pan rację panie Sandoval. To takie niesprawiedliwe i jeszcze na dodatek jej mąż... proszę wybaczyć, ale emocje biorą górę... jestem taka wstrząśnięta – zalała się łzami Esperanza...
- Może pani na mnie liczyć...
- Dziękuję...
- A na mnie nie – pomyślała wściekła Isabela. Co za obłudnica... Potrafi udawać prawie tak samo jak ja...
- Proszę zaczekać – powiedziała Marina. Po pogrzebie zapraszamy was do naszej hacjenda. Tam odbędzie się skromna uroczystość. Niestety okazja jest bardzo smutna, ale zapraszamy was jako sąsiadów...
- Z miłą chęcią. Dziękujemy. To dużo dla nas znaczy – powiedział Ricardo...
- Co ty wyprawiasz? – szepnął siostrze na ucho Javier. Zapraszasz tych ludzi do nas na obiad?
- Tak wypada Javier – wtrąciła Soledad.
- Dziewczyny mają rację. Wiem, że nie lubicie tych ludzi, ale trzeba zachować szczególnie teraz dobre z nimi relacje – zapewniał Manuel.
- Niech wam będzie – wzruszył tylko ramionami Javier...
- Ten cały Ricardo jest niczego sobie i ma kasę. Dzisiaj będą miała okazję zwrócić na siebie uwagę – pomyślała Lucrecia.
- Zapraszają swoich wrogów do siebie do domu. Ale oni są naiwni i głupi. Nic dziwnego – w końcu to dzieci Marii Emilii – zastanawiała się Esperanza słysząc rozmowę rodzeństwa z Sandovalami...

Po chwili do żałobników podszedł Arturo Peralta.

- Chcę wam powiedzieć jak bardzo jest mi przykro z powodu tego co się wydarzyło. Pamiętajcie jednak, że wasz ojciec siedzi w areszcie i czeka na was. On jest niewinny i musicie mu wierzyć, bo ja już to zrobiłem choć niewiele mogę mu pomóc – powiedział komendant.
- Proszę do nas przyjść po pogrzebie – stwierdziła Marina.
- Dziękuję, ale wasz ojciec bardziej mnie teraz potrzebuje. On tego nie zrobił. Wrobiono go. Trzeba to tylko udowodnić... Ty również Manuelu musisz mu pomóc.
- Pamiętam o tym. Za dwie godziny przyjadę na komisariat – odparł Manuel...
Sergio i Gustava zjawili się na pogrzebie, ale nie mieli odwagi podejść do rodziny zmarłej.

- Ja mam iść? Przecież ty znasz tą Marinę... Idź do niej – powiedział Gustavo.
- Chodź ze mną. Poznasz ich wszystkich – odparł Sergio.
- Ja tu jestem tylko dlatego, że mój pracodawca kazał mi się tu wybrać. Chcesz im złożyć kondolencje to zrób to, mnie nic do tego...
- Mógłbyś okazać choć trochę dobrego serca...
- Niech ci będzie... Pójdę z tobą...

Po chwili...

- Marina... Dowiedziałem się o tym co się stało i jest mi naprawdę bardzo przykro – zwrócił się do dziewczyny Sergio. Ja i mój brat Gustavo łączymy się z waszą rodziną w bólu, bo wiemy co to stracić rodziców...
- Miło, że przyszedłeś Sergio – pierwszy raz tego dnia na twarzy Mariny zawitał uśmiech. Dziękuje tobie i twojemu bratu – odpowiedziała dziewczyna.
- To miłe z waszej strony – włączyła się do rozmowy Soledad, która ukradkiem spoglądała na przystojnego Gustavo. Chłopaka również zaskoczyła uroda dziewczyn, a w szczególności Soledad.
- Na takie tragedie nie można przymykać oka – powiedział starszy z braci Munos co zdziwiło Sergia.
- Mój brat ma rację. Trzymajcie się i możecie na nas liczyć. Nie jesteśmy bogaci, ale zawsze pomożemy – stwierdził Sergio...
- To mój brat Javier, to ciocia Esperanza i kuzynka Lucrecia – przedstawiła rodzinę Marina.
- Miło nam...
- Mnie również – przyznał Javier.
- Co za ciała... Obaj są wspaniali. Sama nie wiem który lepszy – pomyślała Lucrecia...
- Co to za prostaki. Więcej wstydu robią niż pożytku – nie dowierzała Esperanza...
- A ja jestem chłopakiem Mariny. Zapomniała mnie przedstawić – wtrącił Simon Toredo wściekły na widok Mariny gapiącej się na Sergia...

Po tych słowach Sergio nieco się zasmucił.

- Miło mi – przyznał bez entuzjazmu...

Stolica.

Mieszkanie Caroliny Gomez.

Carolina krzątała się po domu bez celu. Jej ojca nie było... Dziewczyna była zła, ale przecież dobrze wiedziała, że wszystko co ma zawdzięcza ojcu. Gdy była smutna zawsze przeglądała stary album ze zdjęciami swoimi oraz rodziców. Ostatnim razem oglądała go już dobrych kilka miesięcy temu. Zawsze z chęcią wracała do zdjęć gdy była malutkim dzieckiem.

- Mama... Tak bardzo mi jej brakuje. Czemu zginęła w tak dziwnych okolicznościach? – posmutniała Carolina widząc zdjęcia Carmen. A to ojciec... Całe życie mi poświęcił, a ostatnie dwa lata robi wszystko ze zdwojoną siłą. Nie mogę się na niego gniewać... On i tak ma dla mnie anielską cierpliwość – pomyślała...

Chwilę później gdy zamykała album wyleciało z niego zdjęcie pewnego mężczyzny. Był to Ricardo Sandoval o czym Carolina oczywiście nie mogła wiedzieć...

- A to kto? Pierwszy raz widzę to zdjęcie na oczy – zdziwiła się...

Adrian wszedł do domu zaledwie kilka sekund później.

- Co robisz? – zapytał.
- Oglądam zdjęcia jak zawsze. Dziwne...
- Co takiego?
- To zdjęcie. Pierwszy raz je widzę. Kto to jest? – pokazała ojcu zdjęcie Ricarda. Chciała go nieco udobruchać, a spowodowała, że wprawiło go to w jeszcze większe zakłopotanie...

Adrian był w szoku...

- To mój stary znajomy... Ostatnio dał mi swoje zdjęcie. Znamy się jeszcze ze szkoły. Nie miałem gdzie schować dlatego włożyłem je do albumu – skłamał na poczekaniu Adrian...

Mieszkanie Bruna.

- Przetrzymują mnie tu kochanie. Wypuszczą dopiero wtedy gdy udowodnisz im swoją lojalność. Zrób to, bo nie mam tu zbyt wielkich wygód – powiedziała płacząc przez telefon Daniela.
- To dla mnie trudne, ale twoje życie jest ważniejsze niż praca. Zrobię co zechcą byleby cię tylko wypuścili – odparł Bruno...
- Pośpiesz się...
- Posłuchaj uważnie – jeden z porywaczy odebrał telefon Danieli. Muszę kończyć żebyś przypadkiem na nagrał mojego numeru. Alejandro De La Fuente ma zostać skazany. Przekonaj swojego przełożonego co do jego winy. To ma być szybki proces, rozumiesz? Gdybyś znał jakiegoś dobrego sędziego to możesz mi go też polecić... O pieniądze się nie martw. Jeżeli nie udowodnisz nam swojej lojalności – dziewczyna zginie...
- Zaczekaj!

Mężczyzna rozłączył się...

- W co ja wdepnąłem – złapał się aż za głowę Bruno...

Komisariat policji.

- Dzisiaj odbył się pogrzeb – powiedział Arturo.
- A mnie tam nawet nie było – załamał się Alejandro patrząc w ściany otaczającej go celi.
- Kto był obecny? Chyba nie było tam moich wrogów?
- Owszem byli... Ricardo Sandoval z żoną składali twoim dzieciom oraz Esperanzie kondolencje...
- Co za cynicy!
- Mało tego... Marina zaprosiła ich na stypę...
- Czy ona zdurniała? Pakuje się do paszczy lwa! Bądź czujny Arturo. Tylko na ciebie mogę liczyć... Miej oko na wszystko... Mam nadzieję, że Manuel mnie stąd wyciągnie, bo inaczej marny mój los – powiedział zdruzgotany Alejandro...

Hacjenda rodziny De La Fuente.

Marina, Soledad i Javier nie czuli się najlepiej podczas stypy. Z niechęcią wypełnili swój obowiązek. Przy Marinie czuwał zatroskany Simon, a w rzeczywistości sytuacja go bardziej bawiła niż smuciła. Soledad mogła liczyć na Manuela. Lubiła go i byli bardzo dobrymi przyjaciółmi, ale ani ona ani on na razie nie myślał o poważniejszym związku. Javier nie załamał się dzięki pomocy cudownej Ofelii. Esperanza i Lucrecia siedziały po drugiej stronie stało, dość blisko rodziny Sandovalów. Esperanza wciąż w roli cierpiętnicy, a Lucrecia wypatrywała tylko momentu aby poderwać Ricarda.

- Wybaczcie, ale muszę jechać do Alejandra. Niech wie, że może na mnie liczyć – powiedział Manuel wstając z krzesła.
- Dziękujemy ci za wszystko. Odprowadzę cię – odparła Soledad.
- Proszę proszę. Manuel taki niewinny, a sprawia, że moja kuzynka powraca do realnego życia – powiedziała sama do siebie Lucrecia.
- To miłe, że zaprosiliście nas do siebie. Jako wasi sąsiedzi służymy pomocą w tych trudnych dla was chwilach. Pewnie będzie chcieli zmienić nieco wasze życie i plany, prawda? – zapytał drwiąco Ricardo.
- Nie rozumiem – zdziwiła się Marina.
- O co panu chodzi? – dopytywał się zdenerwowany Javier.
- Miałem na myśli odpoczynek i jakiś wyjazd aby zapomnieć o tych przeżyciach...
- Ma pan rację panie Ricardo... Na pewno mnie by się to przydało, a co dopiero Marinie, Soledad i Javierowi. Dość stresów i traumatycznych przeżyć. Na tych ziemiach dochodzi do tylu zbrodni, bezprawia i niesprawiedliwości – zauważyła Esperanza.
- Ja tam mogę zostać. Lubię to miejsce – wtrąciła Lucrecia.
- Może ty tak, ale ja zgadzam się z pani ciotką oraz z panem Sandovalem. Dlatego zabiorę gdzieś moją Marinę aby zapomniała o tych nieszczęściach – powiedział Simon...
- A może mógłbyś mnie spytać najpierw o zdanie? – oburzyła się Marina.
- Uspokójcie się. To nie czas na takie dyskusje – zauważyła Ofelia.
- Tobie nic do tego. Nie praw nam tu sądów – krzyknęła Esperanza.
- Jak śmiesz mówić tak ciociu do mojej dziewczyny! – zdenerwował się Javier.
- Uspokójcie się! – zaalarmowała Marina. To nie miejsce na kłótnie i spory.
- Panienka Marina ma rację. Po co te nerwy? My już pójdziemy. Śmierć matki oraz ojciec – morderca to dla nich za dużo – powiedziała Isabela.
- Co ty wyprawiasz? – szepnął jej do ucha Ricardo.
- To co nieuniknione kochanie...
- Nikt mu tego nie udowodnił! – przekonywała Marina.
- Lepiej zostawcie te ziemie, bo wszyscy was znienawidzą. Nikt już nie będzie szanował nazwiska De La Fuente skoro w ich rodzinie mąż zabił żonę!
- Kochanie wystarczy! – uspokajał Isabelę Ricardo.
- Wynoście się stąd! I to już! – krzyczał Javier i widać było, że nie żartuje. Mamy dość waszych obelg!
- Oni mówią prawdę Javier. Wasz ojciec zabił moją siostrę, a waszą matkę. Nie powinni tego mówić głośno, ale taka jest prawda! - zauważyła Esperanza.
- Nawet gdyby to nie oni będą rozstrzygać o naszych ziemiach i losach naszej rodziny. Precz! Nie chcemy widzieć w naszym domu panie Sandoval! Wynocha!
- Wyjdziemy, ale jeszcze pożałujesz tych słów chłopcze... Prędzej niż myślisz – odparł Ricardo wychodząc pośpiesznie wraz z Isabelą z hacjendy...


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 11:55:21 12-07-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kris
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 20 Maj 2008
Posty: 3476
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 11:40:08 12-07-08    Temat postu:

Oj ile się w tej telci dzieje
Esperanza jest świetną aktorką...jak rozpacza
Isabela jest przebiegła ale mam nadzieję że mniej od Esperanzy
Ricardo chyba ma dość żonki która się wtrąca
A ten Javier jest bardzo ważliwy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
a_moniak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 21 Lut 2007
Posty: 12531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 14:38:09 12-07-08    Temat postu:

szkoda ze Alejnadro nie mógł być na pogrzebie Marii Emilii..i szkoda że nie powiadomili też o tym wszystkim wujka Martina...
ech swoje fałszywe wsparcie okazywał Marinie, Simon...
i już po pogrzebie, ale ta Esperanza udaje, i oczywiście Ricardo z Isabelą też się zjawili, i zostali jeszcze zaproszenie na obiad..
Arturo też się pojawił, i przy okazji wyjaśnił wszystkim zeby nie wierzyli w winę Alejandra..
fajnie ze zjawili się też Sergio y Gustavo, przynajmniej na chwilę na ustach Mariny zagościł uśmiech, a Sole y Gustavo mieli pierwsze spotkanie, szkoda ze w takich okolicznościach...
Lucrecii już obaj bracia się spodobali, jej tylko jedno w głowie
ech szkoda ze wtrącił sie Simon, który przedstawił się Sergiowi, jako narzeczony Mariny...
oo Caro przez przypadek zobaczyła zdjęcie Ricarda, dobrze ze Adrian z tego wybrnął i powiedział jej , ze to jego znajomy..
ech ale Bruno ma pecha, musi udowodnić lojalność, żeby nie zabili jego żony... to ma być szybki proces skazania Alejandra...
no i ostatnia scena, jak wszyscy zaczęli się kłócić
czekam na kolejny odcinek )
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:19:47 12-07-08    Temat postu:

Fajny odcinek
Szkoda, że Alejandro nie mógł być na pogrzebie swojej żony.
Niezłą szopkę odprawili Esperanza, Ricardo i Isabela. Chcą przekonac dzieci ME, żeby lepiej opuścicili te ziemie. Wywiązała się kłótnia. Dobrze, że wyprosili Sandovalów.
Soledad wpadła w oko Gustawowi, a on jej. Ciekawe czy coś będzie między nimi. Sergio zasmucił się na wieśc, że Marina ma chłopaka. Lucresii spodabali się obydwaj bracia. Oj będzie gorąco.
Carolina znalazła w albumie zdjęcie Ricarda i zapytała ojca kto to. A on szybko wymyślił kłamstewko, ciekawe kiedy to sie wyda.
Biedny Bruno. Przetrzymują jego żone i musi zrobic co oni mu karzą, bo inaczej stanie sie jej krzywda.
Pozdrawiam i czekam na newik


Ostatnio zmieniony przez Willa dnia 17:20:39 12-07-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Liddy
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lip 2007
Posty: 13299
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 13:47:37 13-07-08    Temat postu:

Swietny odcinek Szkoda,że w teli nie ma już Marii Emilii.Alejandro nawet nie mógłbyć na pogrzebie żony
Z Esperanzy niezła aktorka Potrafi udawać rozpacz.Arturo próbował wyjasnić wszystkim by nie wierzyli w winę Alejandra.Zobaczymy co będzie dalej..Marina i Sergio,Soledad i Gustavo.Pięknie.Widać,ze wpadli sobie w oko ale szkoda,że ich pierwsze spotkanie odbyło sie w takim momencie..Lucrecia już szaleje bo zobaczyła przystojnych facetów A Simon musiał się przedstawić jako narzeczony Mariny?? Wszystko psuje..

Czekam na dalsze odcinki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 10 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 19:27:17 13-07-08    Temat postu:

Dziękuję za wszystkie komentarze

Pozdrowienia dla takich osób jak: Kris, ~Lidka*~, ~~Basia~~ oraz a_moniak

8 ODCINEK

Komisariat policji.

Arturo doczekał się w końcu wizyty Manuela. Miał duże nadzieje, bo wiedział jak dobrym adwokatem jest jego zaufany przyjaciel. Pragnął jak najprędzej wyjść z tego piekła i wrócić do rodziny. Chciał wytłumaczyć się, bo mimo wszystko czuł się winny. Nie zabił Marii Emilii, ale jednak doprowadził do tej tragedii po części swoim zachowaniem i swoją niewiernością. Teraz siedząc w areszcie miał dużo czasu do przemyśleń. Za późno zrozumiał swój błąd. Pojął jak bardzo nie doceniał żony oraz dzieci. A czasu aby im to wyjaśnić nie zostało zbyt wiele. Jeżeli zostałby osądzony i uznany za winnego straciłby rodzinę na zawsze.

- Witaj Alejandro. Przepraszam, że tak późno, ale musiałem zostać w hacjendzie – powiedział Manuel.
- Dobrze, że jesteś. Już myślałem, że i ty mnie opuściłeś w tej trudnej dla mnie chwili – odparł Alejandro.
- Nigdy bym tego nie zrobił. W pełni wierzę, że jakoś zdołam uratować cię z tej sytuacji...
- A więc w to wierzysz... a w moją niewinność już nie?
- Wierzę, że jesteś niewinny, ale zrozum... zabrano przeciwko tobie niezbite dowody...
- Wrobiono mnie! Podrzucono pistolet na miejsce zbrodni. Słyszałem jak ktoś strzela do Marii Emilii, ale nie widziałem jego twarzy. Gdybym dorwał tych ludzi to rozerwałbym ich na strzępy...
- Byłeś pijany i ostatnio kłóciłeś się z żoną, a tak czy inaczej znaleziono przy tobie rewolwer. To wszystko będzie trudne do zbicia w sądzie...
- Wiem, ale ja jestem niewinny! Ile razy mam to powtarzać!
- Żeby cię obronić muszę wiedzieć jakie masz podejrzenia... Kto mógłby podrzucić ci pistolet i strzelać do Marii Emilii?
- Na pewno ludzie tego bandyty Ricardo Sandovala! Wrobili mnie żeby łatwiej przejąć hacjendę! Nie mam wątpliwości, że to on!
- To możliwe, ale nie mamy na niego żadnych dowodów. Sprawa wygląda beznadziejnie... Dużo zależy od sędziego. Zostanie wyznaczony jutro i za kilka dni odbędzie się rozprawa... Zrobię co w mojej mocy aby cię uwolnić, ale obawiam się najgorszego.
- Co masz na myśli?
- Nawet gdy dojdzie do ugody, to i tak dostaniesz 15 lub 20 lat więzienia...
- Dlatego nie chcę żadnej ugody, bo jestem niewinny!
- Uspokój się. Mówię tak tylko hipotetycznie. Przecież wiesz, że jestem twoim przyjacielem. Będę cię bronił do końca, ale wtedy gdy uznają cię winnym dostaniesz dożywocie...
- Nie dbam o to! Nie zabiłem swojej żony! Ufam, że mnie stąd wyciągniesz... Chyba, że mam sobie znaleźć innego adwokata...
- To nie będzie konieczne. Przygotujemy linię obrony. Mamy jeszcze kilka dni. Wytrzymaj, a ja cię stąd wyciągnę – poklepał po plecach Alejandra Manuel.
- Opiekuj się Soledad. Zawsze chciałem żebyś był z moją córką – przyznał Alejandro.
- Masz to jak w banku. Jutro omówimy szerzej twoją obronę... Dziękuję panie komendancie – pożegnał się Manuel.
- Dziękuję Arturo. Dobrze, że nie utrudniasz nam spotkań – zauważył Alejandro.
- Oby on ci pomógł, bo ja nic więcej już zrobić dla ciebie nie mogę...
- Możesz pomóc mi w ucieczce...
- Mogę, ale wtedy ludzie Sandovala zabiliby cię w mgnieniu oka. A i ja byłbym wtedy w niebezpieczeństwie...

Hacjenda rodziny De La Fuente.

- Sądzę, że za bardzo się uniosłeś – powiedziała Marina.
- Dobrze im tak! Udają przyjaciół, a za naszymi plecami kombinują tylko jak dobrać się nam do skóry. Na pewno mają chęć na nasze ziemie – oburzył się Javier.
- To możliwe, ale nie sądzę, że byliby oni aż tak podli i bez skrupułów – dodała Soledad.
- Nie denerwujcie się. To nie jest najważniejsze. Teraz przeżywacie trudny okres i musicie trzymać się razem. Na mnie możesz liczyć kochanie – wtrącił Simon.
- Musimy w końcu odwiedzić ojca czy jest winny czy nie. Należy okazać mu swoje wsparcie – zasugerowała Marina.
- Masz rację. Wujek zawsze był taki dobry. Nie może zostać sam – powiedziała zaskakująco Lucrecia.
- Pojedziemy do niego w czwórkę...
- Róbcie co chcecie, ja jestem za bardzo wstrząśnięta żeby go teraz odwiedzać. Jeżeli go skażą, to naprawdę nigdy mu tego nie wybaczę – przyznała Esperanza.
- Pojechałabym z tobą, ale po co tyle osób na raz. Powinna jechać do niego najbliższa rodzina – powiedziała do Javiera Ofelia.
- Masz rację. Pojedziemy tylko my i Lucrecia – oznajmił Javier. Nadszedł czas szczerej rozmowy...

Esperanza poczekała aż krewni wyjdą z hacjendy po czym szybko zadzwoniła do Ricardo.

- Musimy się spotkać. Alejandro może być jeszcze groźny – powiedziała...
- Co takiego? – zdziwił się Ricardo.
- Wszystko opowiem ci na miejscu. Będę u ciebie za pół godziny...

Mieszkanie braci Munos.

Sergio i Gustavo wrócili z pogrzebu Marii Emilii De La Fuente w ponurych nastrojach. Zauważyła to ich kucharka.

- Czemu jesteście tacy smutni? Ten pogrzeb aż tak bardzo was pogrążył? – zapytała Caridad.
- Owszem Caridad. Pogrzeby zwykle są smutne – odparł Gustavo.
- Żal mi rodziny zmarłej. To wydają się być naprawdę dobrzy ludzie – dodał Sergio.
- Nie wszyscy, ale większość z nich wyglądała przyjaźnie. Zrobiło mi się ich żal...
- Mnie również braciszku. A najbardziej szkoda mi Mariny...
- Mówisz to od kilku dni. Nie mów mi, że się w niej zakochałeś?
- Sam nie wiem, ale to wydarzenie jeszcze bardziej mnie do niej zbliżyło...
- Dziwiłem ci się, ale muszę przyznać, że nie miałem racji. Siostry De La Fuente są niczego sobie – powiedział uśmiechając się Gustavo.
- Nie wierzę własnym uszom! Ten ponurak wreszcie się uśmiechnął... Nie próbuj odbijać mi Mariny...
- Możesz być spokojny... Jest ładna, ale...
- Ale co?
- Żarty żartami, ale ta jej siostra Soledad... aż mnie zatkało na jej widok...
- No proszę... Coś czuję, że niedługo zmienisz pracę i będziesz w innej hacjendzie... Jeszcze będziemy blisko tych kobiet, zobaczysz...
- Wybij to sobie z głowy! Przyznałem, że są ładne, ale nic poza tym. Nie będziemy mieszać się w sprawy tej rodziny. To nie nasze problemy. Mamy swoje życie, a ty lepiej przestań bujać w obłokach, bo taka kobieta nigdy na ciebie nie spojrzy...
- Jeszcze się przekonamy – odparł Sergio... A ty jeżeli nie spróbujesz, to nigdy drugi raz nie zobaczysz z bliska Soledad...
- Bardzo śmieszne – burknął Gustavo...

Pół godziny później.

Hacjenda rodziny Sandovalów.

Ricardo rozmawiał właśnie z Tobiasem na temat nowości. Był zadowolony z powodu udanego planu, ale wciąż martwiły go inne problemy.

- W dalszym ciągu nie potraficie znaleźć Adriana Gomeza i mojej córki! To skandal! Ilu jeszcze ludzi mam wysłać! Płacę wam spore pieniądze, a wy nie potraficie znaleźć dwóch bezbronnych ludzi! – wściekał się Ricardo.
- Chłopcy robią co mogą, ale po śmierci żony Gomeza, ten człowiek stał się bardzo ostrożny. Wiemy, że przebywa z dziewczyną w stolicy, ale nie mamy na niego namiaru! Myślę, że...
- Co mnie to obchodzi! Płacę wam nie za myślenie, ale za złapanie i zabicie ich! Nie przychodź do mnie jeżeli nie dowiesz się czegoś nowego... mam nadzieję pozytywnego w tej sprawie. A teraz zostaw mnie samego...
- Jak pan karze panie Sandoval – odparł Tobias...
- Zaczekaj! Zapomniałbym... co w sprawie tego policjanta Bruna Rebollara?
- Zastraszyliśmy go i zgodził się na współpracę...
- Przynajmniej to się udało. Oby udało nam się jakoś skompromitować Peraltę i wyciągnąć tego drugiego na komendanta. Wtedy nie byłoby problemów z handlem narkotykami, drewnem i żywym towarem. Ten przeklęty Peralta niepokoi mnie i to bardzo... Musimy używać przy akcjach w porcie i przy wyrębie drzew.
- Można go przecież zlikwidować...
- Owszem, ale nie teraz. To nie jest dogodni moment. Lepiej go skompromitować, ale tym zajmiemy się później...
- Coś jeszcze?
- Tak... Co z sędzią prowadzącym sprawę Alejandra De La Fuente?
- Zrobiliśmy tak jak pan kazał. Pana wpływy spowodowały, że będzie nim Jose Luis Barrios.
- Znakomicie. To mój dobry znajomy i co najważniejsze zaakceptowany przez stolicę. Poprawiłeś mi nieco humor, a teraz spływaj...
- Sędzia będzie u pana jutro...
- Doskonale...

Po chwili pojawiła się Isabela, a potem Esperanza. Żona Ricarda dobrze wiedziała kiedy nadejść. Nie ufała Esperanzie i nie chciała zostawić jej samego z Ricardem...

- Witaj Esperanzo. Byłaś zdenerwowana rozmawiając ze mną przez telefon... Coś się stało? – zapytał zaciekawiony Ricardo.
- Dzisiaj dzieci pojechały odwiedzić Alejandro w więzieniu – wydyszała zdenerwowana Esperanza.
- I co z tego? Nic w tym dziwnego – śmiała się Isabela.
- Ten przeklęty ksiądz i komendant policji pomagają Alejandrowi i jego rodzinie. Jeżeli oni uwierzą w jego niewinność może być niedobrze.
A poza tym jak Alejandro się zmieni i powie dzieciom o naszym romansie to będę miała kłopoty...
- To nie nasz problem kochana... Guzik nas to obchodzi – wtrąciła Isabela. Twoje romanse to twoje problemy...
- Ale wtedy nie dostaniecie hacjendy. Bez mojej pomocy stoicie w miejscu zagubieni jak dzieci...
- Zamknij się lepiej!
- Spokojnie kochanie. Ona ma rację. Musimy sobie pomagać. Szkoda czasu na niepotrzebne spory. Czego oczekujesz?
- Alejandro wbrew pozorom ma dobrego prawnika. Manuel może go obronić...
- I o to chodzi? Bez obaw. Nikt nie obroni Alejandra De La Funte. Dowody są niepodważalne...
- Nie tylko o to... Trzeba zabić Alejandra zanim zacznie gadać!
- To nie jest konieczne. Zgnije w więzieniu, a jego dzieci opuszczą Coralos...
- Nie rozumiesz Ricardo? Jeżeli zginie w tajemniczych okolicznościach to tylko potwierdzi jego winę!
- Dobrze myślisz, ale nie będę zmieniał planów. Przykro mi. W więzieniu będzie niegroźny. Jeżeli dzieci będą się stawiać, to zginą. O nic się nie martw...
- Nie doceniasz Alejandra. On nie jest głupi! A żywy może znacznie więcej niż martwy! Popełniasz błąd. On i jego brat są tacy sami. Nie poddają się i walczą do końca! Przemyśl to!
- Jestem zmęczony, więc wyjdź stąd proszę... Nie będę zmieniał planów z powodu twoich obaw Esperanzo – powiedział Ricardo pokazując jej ręką drzwi.
- Jak chcesz – odparł oburzona kobieta wychodząc z gabinetu.
- Wreszcie pokazałeś jej miejsce w szeregu – ucieszyła się Isabela.
- Trzeba na nią uważać. Póki co lepiej mieć ją za wspólnika. Zlikwidujemy ją w odpowiedniej chwili, ale Alejandro będzie jeszcze żył... przynajmniej tak długo jak ja tego zechcę – odparł Ricardo...

Esperanza nie kryła wściekłości.

- Przegrasz Ricardo walcząc z De La Fuente. Jeżeli i on nie zginie, zapomnisz o hacjendzie i wygodach kretynie. Jeszcze będziesz chciał mojej pomocy i przyznasz mi rację – pomyślała...

Stany Zjednoczone.

Pewien mężczyzna przeglądał właśnie gazetę. Wciąż kiwał głową i nie mógł uwierzyć w to co się stało...

- To niesłychane – pomyślał... Maria Emilia nie żyje, a Alejandro siedzi
w areszcie podejrzany o morderstwo. Nic dziwnego, że zapewne go wrobiono. Te ziemie znaczą tam wiele, a jego rodzinka też nie jest dla niego oparciem. Nawet nie zawiadomiła mnie o sytuacji. Dlatego będę musiał sam przyjechać do Coralos. Mój brat nie może tak skończyć. Wrócę tam już niedługo aby wyrównać rachunki z przeklętą Esperanzą. To ona zmusiła mnie do wyjazdu i skłóciła z bratem. Miałem z nią romans i to był największy błąd mojego życia. Drugi raz go nie popełnię – stwierdził Martin De La Fuente...

W rolę Martina De La Fuente - brata Alejandra wcielać się będzie Danilo Santos



Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 19:34:31 13-07-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:44:43 14-07-08    Temat postu:

Fajny odcinek
Manuel i Arturo chcą pomóc Alejandrowi, żeby nie zgnił w więzieniu. Dobrze, że mu wierzą.
Dzieci chcą odwiedzić ojca w więzieniu. Bardzo dobrze. Oby uwierzyli w jego niewinność. Jeszcze Lucresia postanowiła z nimi iść. Totalne zaskoczenie. Javier nie jest głupi, podejrzewa, że Ricardo chce przejąć ich hacjendę. Mam nadzieje że nie dadzą się tak łatwo wykurzyć.
Esperanza jest wściekła. Chce żeby Ricardo kazał zabić Alejandra, ale on nie chce zmieniać planów.
Gustawo i Sergio po pogrzebie bylui przygnębieni. Gustawowi wpadła w oko Soledad.
Ludzie Ricarda nie mogą znaleść Adriana i jego córki. Mam nadzieje, że nie uda im się ich znaleść.
Martin postanawia wrócić do hacjendy i pomóc bratu. Podejrzewałam, że między Esperanzą a nim coś było, że ona tak zareagowała na wiadomość że rodzeństwo chce zawiadomić wójka.
Pozdrawiam i czekam na newik
Powrót do góry
Zobacz profil autora
a_moniak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 21 Lut 2007
Posty: 12531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 16:02:51 14-07-08    Temat postu:

Dobrze że jeszzce Manuel wierzy w niewinność lejandra, będzie go bronił, mimo ze będzie to trudne..
oo dzieci Alejnadra wybierają się do niego by porozmawiać, nawet Lucre z nimi poszła, Esperanza oczywiście nie...
świetna scenka z braćmi Munos, są zachwyceni Mariną y Soledad
ech Ricardo chce odnaleźć Adriana, jego córkę, a właściwe córki Ricarda...
hmm Esperanza chce się pozbyć Alekjandra, a Ricardo chce żeby zgnił w więzieniu i żeby odeszła od niego rodzina...chyba sie nie dogadają...
o jak dobrze ze Martin dowiedział się o śmierci ME, oraz o przebywaniu swojego brata w więzieniu..
na dodatek chce sie zemścić na Esperanzie, ktto by się spodziewał, mieli ze sobą romans..
mam nadzieję ze Martin tez pomoże w jakiś sposób Alejandrowi
jak zawsze czekam na kolejny odcinek
pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Liddy
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 10 Lip 2007
Posty: 13299
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 16:36:07 14-07-08    Temat postu:

Znalazł się następny kto wierzy Alejandro,jest nim Manuel.Będzie się strał go obronić ale zapewne nie będzie to łatwe.Dzieci wybierają się do ojca,oby mu uwierzyly.Esperanza chce zlikwidować Alejandra ale Ricardo nie ma zamiaru zmieniać swoich planów.Zobaczymy co z tego wyniknie.Esperanza miała romans z Martinem? Oj to będzie się działo,będzie sie na niej mścić.

Czekam na dalsze odcinki
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Greg20
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 10270
Przeczytał: 10 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: 20:24:35 14-07-08    Temat postu:

Dziękuję za wszystkie komentarze

Pozdrowienia dla takich osób jak: ~Lidka*~, ~~Basia~~ oraz a_moniak

9 ODCINEK

Komisariat policji.

- Cztery osoby do jednej osoby? Wybaczcie, ale trochę was za dużo... Rozumiem to jednak i cieszę się, że w końcu przyszliście. Macie kwadrans – powiedział Arturo.
- Ja nie muszę wchodzić. Dobrze, że zobaczę wujka. Niech Marina, Soledad i Javier spokojnie sobie z nim porozmawiają – wtrąciła Lucrecia.
- Jak pani chce. Dzieci potrzebują chwili rozmowy z ojcem. On musi im wiele wyjaśnić. Za kilka dni zbierze się sąd i wydadzą werdykt. Wierzę w niewinność Alejandra. Oby mu się udało – przyznał komendant.
- A ja nie... Niech ten staruch skończy w więzieniu. Przestanie mnie denerwować jego widok – pomyślała dziewczyna...

Po chwili...

- Miło mi, że przyszła też Lucrecia. Przede wszystkim cieszę się jednak z waszych odwiedzin – uśmiechnął się Alejandro.
- To nie będzie miła rozmowa tato – powiedział stanowczo Javier.
- Jak cię tu traktują? – spytała zaniepokojona Marina.
- Dobrze córeczko. Arturo to mój przyjaciel i nic złego mnie nie spotkało. Nie dbam o siebie, lecz o wasz los. Musicie być teraz silni...
- Będziemy, ale wiesz, że nie unikniemy trudnej rozmowy. Musimy zadać ci to pytanie osobiście. Jesteśmy po pogrzebie mamy i chcemy mieć pewność, że... – wtrąciła Soledad...
- Mogę przysiąc na Boga, że nie zabiłem waszej matki! Może to wam wystarczy, co? – Alejandro spojrzał dzieciom prosto w oczy, szczególnie Javierowi który nie wyglądał na przekonanego o niewinności ojca.
- Chciałbym ci wierzyć – burknął Javier.
- My ci wierzymy. Jesteś naszym ojcem i zawsze będziemy z tobą – stwierdziła Marina.
- Posłuchajcie mnie uważnie. Doszło między mną a Marią Emilią do wielu kłótni. Ostatnio poróżniliśmy się, ale znacie mnie tyle lat... nigdy bym jej nie zabił. Na trzeźwo czy po pijaku... Nigdy! Ktoś usiłuje mnie wrobić! Podrzucili mi broń! Ktoś inny do niej strzelał! Nie wierzcie pozorom! Wiem, że są na mnie dowody, ale to nie ja ją zabiłem! Nigdy nie powinniście we mnie wątpić. To wszystko co chciałem wam powiedzieć. Uważajcie na Sandovalów. Oni mogą coś kombinować. Manuel zajmie się na jakiś czas interesami. Dam mu pełnomocnictwa. Pomagaj mu Javier. Bądźcie czujni i uważni – powiedział Alejandro...
- Będziemy z tobą na dobre i na złe. Wierzymy w twoją
niewinność – powiedziała Marina przytulając ojca.
- Trzymaj się. Ciebie nie możemy już stracić. Znajdziemy prawdziwych winnych – dodała Soledad. Prawda braciszku?
- Tak, zrobimy co w naszej mocy – odparł bez entuzjazmu Javier...

Mieszkanie braci Munos.

Gustavo przeglądał zdjęcie pewnej dziewczyny. Wyraźnie wzruszył się jej widok. Zauważył to Sergio, który wiedział, że znów wraca do jego brata bolesne wspomnienie przeszłości...

- Proszę cię Gustavo... Nie wracajmy do tego przykrego tematu – powiedział odbierając bratu zdjęcia i chowając je do albumu... Nie wracajmy do przykrej przeszłości...
- Tylko wspominanie przeszłości sprawia, że mam Claudię w pamięci. Nasza siostra mogłaby nadal żyć i mieszkać tu z nami gdyby nie... – załamał się Gustavo.
- Wdała się w romans ze starszym mężczyzną. Do dziś nie wiemy kto to... Przestań o tym myśleć... Nic już na to nie poradzimy. Wiem, że kreślisz różne teorie, ale wiemy tylko to, że ci bandyci ją zgwałcili i zabili... – mówił przez łzy Sergio. Zachowajmy ją w pamięci taką jaka była, czyli piękną, miłą i serdeczną. Idź już lepiej spać brachu... My nigdy o niej nie zapomnimy. Nigdy...
- Masz rację Sergio. Ty nie znasz całej prawdy, ale ja znam. Mógłbym studiować tak jak ty, ale mam w życiu inny cel. A jak myślisz dlaczego muszę harować jak wół w tej hacjendzie? Pragnę zemścić się na człowieku który najprawdopodobniej skrzywdził i zabił naszą siostrę. Jestem blisko celu i nie zrezygnuję. Ten człowiek mi za to zapłaci – pomyślał Gustavo...

Na drugi dzień.

Hacjenda rodziny De La Fuente.

- Niesłychane! Przecież każdy przestępca uważa się za niewinnego! On kłamie! Zabił moją siostrę! – krzyczała Esperanza.
- Uspokój się ciociu! To mój ojciec i nie pozwolę go obrażać! – odpowiedziała równie głośno Marina.
- Wiem, że to jest twój ojciec i emocje nie pozwalają ci zobaczyć prawdy... Niby kto miałby go wrabiać? Co ty opowiadasz? Założę się, że zostanie skazany za zabójstwo. A wtedy już nigdy nie będzie już w naszej rodzinie tak jak dawniej...
- Jeszcze go nie skazali. Arturo Peralta nam pomoże znaleźć prawdziwego winnego.
- Dziewczyno opamiętaj się! Jakiego prawdziwego winnego? Pogódź się z rzeczywistością. Jest ona przykra, ale trzeba to przyjąć do wiadomości...
- Nigdy w to nie uwierzę!
- To już twój problem... Chciałabym żeby było inaczej, ale niestety wszystko świadczy przeciwko Alejandrowi. Zabił Marię Emilię i nic go już nie uratuje. Chyba lepiej byłoby dla was gdyby zginął razem z nią... Co za tragedia i co za skandal w tak szanowanej rodzinie...
- Nie mam ochotę dłużej z tobą dyskutować! – Marina nie kryła zdenerwowania i ucięła rozmowę wychodząc do swojego pokoju.

Po chwili zjawiła się Lucrecia...

- Ją czy Soledad możesz okłamywać, ale mnie nie. Wcale nie jesteś załamaną śmiercią siostry. Udajesz, ale ja też nie jestem głupia. Wujek jest niewinny, a to wszystko to farsa i jakiś spisek. Ciekawe tylko kto w nim uczestniczył? Konkurencja? A może ty Esperanzo Guzman? – zapytała dziewczyna.
- O czym ty mówisz? Jesteś bezczelna, wiesz?
- Nie bardziej niż ty. Dobrze widziałam twoje poufałości z Ricardo Sandovalem... Tu się coś kroi, nieprawdaż? Nie martw się. Akurat w tej sprawie jesteśmy po tej samej stronie barykady. Również ucieszyłam się ze śmierci Marii Emilii oraz z aresztowania wuja Alejandra. Wiem też o waszym romansie. Jestem czujna i spostrzegawcza. Więc albo powiesz mi o co w tym wszystkim chodzi albo moje kuzynki poznają prawdę. Co ty na to? – spytała z uśmiechem na ustach Lucrecia...

Komisariat policji.

- Ufam ci nawet bardziej niż swoim dzieciom. To co proponujesz jest niezłe i daje mi nadzieję, że uda ci się mnie obronić, ale wiem, że nie będzie to proste. Jeżeli trafię do więzienia to... liczę na twoje wsparcie w firmie i na hacjendzie. Bądź przy Soledad. Wiem, że ją kochasz – powiedział Alejandro.
- To cudowna dziewczyna. Jestem szczęściarzem, ale nie wiem czy ona chce ode mnie czegoś więcej – odparł skromnie Manuel. Przygotowałem to co chciałeś. Pełnomocnictwa... To nie jest odpowiednia chwila żebyś to podpisywał, ale robię to o co mnie prosiłeś.
- Nie martw się chłopcze. Wiem co robię. Masz długopis? Zaraz to podpiszę.
- Podpisz tutaj i jeszcze w tym miejscu...
- Dużo tych dokumentów...
- Niestety taka biurokracja...
- Zawsze jesteś taki dokładny i za to cię cenię... Alejandro nie patrząc podpisał kilka dokumentów które podstawił mu Manuel.

Po chwili...

- Dziękuję Alejandro. To dla mnie bardzo ważne. Świadczy o tym, że moja praca zaowocowała mimo, że wciąż chciałbym abyś to ty był szefem – powiedział Manuel.
- Oby to było tylko tymczasowe, ale jeśli pozostanę w więzieniu, to wiem, że firma będzie w dobrych rękach – zauważył Alejandro.
- Postaram się aby tak było...

Rezydencja rodziny Sandovalów.

- Nie denerwuj się kochanie, ale Esperanza będzie tu później. Musimy ustalić pewne sprawy. Przyjedzie też sędzia Barrios oraz ten policjant który jest z nami – powiedział Ricardo.
- Jakoś to przetrawię, ale nie ufam tej jędzy – odparła Isabela.
- Niczym się nie różnicie...
- Nie kpij...
- Nie kpię. Taka jest prawda... Musimy zebrać się wszyscy i ustalić kolejne kroki w naszym planie. A teraz wybacz... Muszę pojechać wraz z Simonem Toredo na spotkanie z jeszcze jednym wspólnikiem.
- Z kim znowu?
- Z tym który podrzucił nam broń Alejandra. Zobaczymy się później przy naradzie – Ricardo pocałował żonę po czym w towarzystwie Simona wyszedł z hacjendy.
- Niedługo zabraknie tortu, bo chętnych do niego jest zbyt wielu – kiwała głową z niedowierzaniem Isabela...

Stolica.

Carolina wracała do domu sama. Był środek dnia, ale dziewczyna czuła pewien niepokój. Po chwili spotkała trzech dziwnie wyglądających mężczyzn.

- Co taka piękna młoda dama robi w tak nędznej dzielnicy i to sama? – zapytał jeden z nich.
- O co ci chodzi? Daj mi spokój...
- Poczekaj ślicznotko... Jeszcze nie skończyliśmy... Może się zabawimy?
- Daj mi spokój idioto!

Dwóch mężczyzn złapało dziewczynę i mimo krzyków o pomoc nikt nie chciał jej pomóc. Zaciągnęli ją w jedną z uliczek. Carolina uderzyła łokciem jednego z napastników i zaczęła uciekać. Dwóch innych zagroziło jej jednak drogę.

- Po co się opierasz skarbie... Będzie przyjemnie, zobaczysz...
- Tknij ją, a wszyscy zginiecie! – krzyknął nagle Adrian który pojawił się na miejscu z pistoletem w ręku.
- Uspokój się koleś. My tylko...
- Dotknij raz jeszcze moją córkę a zapewniam cię, że już nigdy niczego nie dotkniesz. Nie żartuję... Wynoście się stąd! Trzech bandziorów grzecznie odeszło od dziewczyny widząc zdeterminowanego Adriana.
- Co za koleś. Zawsze nam przeszkadza. Nie chcę z nim problemów. To jakiś karateka czy coś – powiedział jeden z nich mrucząc pod nosem.
- Już dobrze córciu? – zapytał dziewczynę Adrian.
- Tak tato, ale bardzo się bałam. Oni chcieli...
- Wiem co chcieli. Powinienem ich zabić... Już wszystko w porządku. Wracamy do domu – powiedział Adrian przytulając zapłakaną córkę.

Tymczasem...

Niedaleko hacjendy Sandovalów w pobliskim polu zaparkowały obok siebie dwa samochody. Ricardo pozostał w aucie, a wyszedł z niego Simon aby powitać wspólnika.

- Witamy na ziemi pana Sandovala, a w zasadzie już niedługo na naszej ziemi – powiedział Simon podając rękę drugiemu mężczyźnie.
- Simon Toredo. Miło mi chociaż widzieliśmy się już kiedyś, prawda? – zapytał wspólnik.
- Naturalnie. Wybrałem to miejsce aby upewnić się czy nikt nie będzie nas śledził. Panie Ricardo, teren jest zabezpieczony...

Chwilę później Ricardo Sandoval wysiadł z samochodu aby przywitać się ze wspólnikiem.

- Doskonała robota przyjacielu. Biedna ta rodzinka De La Fuente. Nie wiedzą skąd zaatakuje ich wróg, prawda? – zapytał drwiąco Ricardo.
- To już ich problem. Będziemy tak tu stać? Mam same dobre wieści, ale przekaże je dopiero na waszej hacjendzie. Simon? Ricardo? Co z wami? Nie chcecie usłyszeć jak Alejandro De La Fuente zupełnie się pogrążył?
- Oczywiście, że chcemy. Zapraszamy do naszego królestwa. Oby niedługo powiększyło się o kolejne ziemie – powiedział po chwili milczenia Ricardo.
- I to mi się podoba. Jesteśmy na dobrej drodze, a zapewniam was, że finalizacja naszych planów jest blisko – odparł zadowolony... Manuel Rodriguez.

Po chwili Ricardo, Simon i Manuel pojechali w kierunku hacjendy Sandovalów...


Ostatnio zmieniony przez Greg20 dnia 20:26:01 14-07-08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
a_moniak
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 21 Lut 2007
Posty: 12531
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: 22:15:44 14-07-08    Temat postu:

Marina, Sole, Javier y Lucre poszły odwiedzić Alejandra w areszcie..ech ta Lucre, i jej tekst zeby staruch zgnił w więzieniu..
Mari y Sole wierzą ojcu, gorzej z Javierem, ale ważne ze nie tpi go, więc nie jest źle...
o kurczę a więc Sergio y Gusatavo mieli siostrę...ale nie zyje, zabili ją i zgwałcili, ciekawe kto, pewnie to ktoś kogo znają...
hehe Lucre wie o wszystkim, Esperanza nie musi przed nią udawać...
Caro napadli bandyci, byłoby z nią źle, gdyby nie Adrian, dobrze ze udało mu się ochronić córkę...
o rany, kto by się spodziewał, ze wspólnikiem Ricarda i tej reszty, jest też Manuel, no szok normalnie, a Alejandro myśli ze to jego przyjaciel..jeszzce ten dał mu do podpisania jakieś papiery, ech sprawy się komplikują i to bardzo..
ciekawe kiedy przyjedzie ten wuj Martin..
czekam na kolejny odcinek )
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Willa
King kong
King kong


Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 2313
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z pięknej i malowniczej okolicy:)
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:09:33 15-07-08    Temat postu:

Fajny odcinek
Dobrze że dzieci uwierzyły w niewinność Alejandra, no po za Javierem, który się waha.
Manuel okazał się zdrajcą. Wiedziałam już o tym na początku rozmowy Ricarda z Simonem. Alejandro podpisał dużo dokumentów nie patrzać na nie, bo ufa Manuelowi. I to jest jego błąd.
Lucresia nie jest głupia i podejrzewa, że Esperanza maczała palce w tym spisku. Powiedziała jej to wprost. Ciekawe jak Esperanza się z tego wymiga i co jej odpowie.
Marina broniła ojca. Esperanza stara się ciągle zasiać w nich wątpliwości.
Carolinę napadli jacyś bandyci i chciali ją zgwałcić. Na szczęście poawił się jej ojciec.
Gustawo i Sergio mieli siostrę, która została zgwałcona i zabita. Gustawo chce zemsty na człowieku, który za to odpowiada. Domyślam się, że to Ricardo.
Pozdrawiam i czekam na newik
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 48, 49, 50  Następny
Strona 4 z 50

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin