Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Bella Mafia
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 7, 8, 9 ... 11, 12, 13  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 17:05:36 09-12-10    Temat postu:

ODCINEK 23

- Ładnie pachnie – powiedział Luka stojąc w progu kuchni i przyglądając się jak Mariana krząta się po kuchni. Dziewczyna uśmiechnęła się i nalała chłopakowi kawę do kubka po czym podeszła do niego i podała mu naczynie patrząc przy tym w oczy – dziękuję – uśmiechnął się i pocałował Marianę czule w usta.
- Nie ma za co – mruknęła i wróciła do przygotowywania jajecznicy – powinieneś jechać do klubu? – zapytała. Luka westchnął i upił łyk kawy.
- Niestety muszę – przyznał i podszedł do Mariany. Objął ją delikatnie od tyłu i ukrył twarz w jej włosach – wolałbym tu zostać razem z tobą – jęknął. Mariana uśmiechnęła się promiennie i pokręciła głową.
- Musisz jechać. Twój brat na pewno wszystko załatwił, ale nie możesz wszystkiego zostawiać na jego głowie – zauważyła.
- Masz rację – wyszeptał i pocałował ją w szyję a później przesunął usta na ucho. Mariana oparła się plecami o jego klatkę piersiową i przymknęła oczy. Czuła się bezpieczna i spokojna. Od bardzo dawna nie czuła się tak dobrze. Nie rozumiała tego. Tak jak nie rozumiała większości sytuację jakie działy się w jej życiu od niedawna. Chciała zapomnieć. Chciała wyjechać i cieszyć się swoim szczęściem, ale wiedział że nie może. Im dłużej przebywała z Luką, im dłużej zwlekała z zakończeniem zemsty tym bardziej siebie raniła. Niszczyła siebie. Zawodziła swoją rodzinę i ojca który został jej odebrany. Poprzysięgła, że się zemści. Obiecała że ta rodzina zapłaci za całą jej krzywdę. W jednej chwili w jej ciele wezbrała wściekłość. W oczach pojawiły się łzy. Zadrżała, a Luka odwrócił ją w swoją stronę.
- Kochanie coś się stało? – zapytał z troską i ujął jej podbródek zmuszając by spojrzała mu w oczy. Kiedy to zrobiła Luka zamarł. Jej oczy znów przypominały wzrok zranionej kobiety. Pełne nienawiści, bezwzględności i chłodu. Luka odruchowo cofnął się o krok. Zmarszczył brwi – co się dzieje? – zapytał zaniepokojony i zdezorientowany. Mariana pokręciła głową.
- No się nie stało – przymknęła oczy i potarła czoło otwartą dłonią.
- Przecież widzę – jego głos nabrał stanowczości i lęku. Dziewczyna uniosła wzrok i patrzyła mu w oczy z łagodnością i ciepłem.
- Nic się nie stało – powiedziała z naciskiem i chciała się odwrócić. Luka jednak złapał ją za nadgarstek i spojrzał głęboko w oczy. Chciał coś powiedzieć, ale w tym samym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Mariana zadrżała i zerknęła w stronę holu. Chłopak cofnął dłoń i również się spojrzał w tamtą stronę. Mariana ze ściśniętym gardłem i łomoczącym sercem ruszyła do drzwi. Nie sądziła żeby jej matka znów odważyła się tu pokazać. Odetchnęła głęboko i otworzyła drzwi. W progu stał Pino.
- Co ty tu robisz? – zapytała zaskoczona otwierając szeroko oczy. Pino uśmiechnął się półgębkiem i zajrzał do mieszkania.
- Szukam Luki – włożył ręce w kieszenie i patrzył na nią uważnie – nie mogłem się do niego dodzwonić – zaczął obrzucając ją oskarżycielskim i badawczym spojrzeniem – przyjechałem do klubu ale Marco mi powiedział że Luka pojechał do Ciebie a później do domu. W domu go nie ma więc domniemam że jest u Ciebie? – bardziej stwierdził niż zapytał. Zmrużył oczy i zmierzył ją wzrokiem od stóp do głowy.
- Skąd wiesz że tu mieszkam? – zapytała i spojrzała na niego z wyzwaniem.
- Myślałaś że twoje mieszkanie to jakaś urzędowa tajemnica? – zachichotał zakrywając nadgarstkiem usta po czym spojrzał na nią z kpiną – przede mną nic się nie ukryje moja droga – odparł z nuta ostrzegawczości – jest Luka? – ponowił pytanie coraz bardziej zirytowany.
- Jest - Mariana ustąpiła mu miejsca i wpuściła do środka. W tym samym momencie z kuchni wyszedł Luka.
- Pino? Co ty tu robisz? – zapytał rozbawiony i uścisnął przyjacielowi dłoń. Pino zmierzył Marianę nieufnym spojrzeniem.
- Nie było cię w klubie a Marco powiedział że pojechałeś wczoraj do Mariany a później do domu. Twój tata powiedział ze cie nie było – powiedział i przeniósł leniwie wzrok z dziewczyny na przyjaciela.
- Owszem. Miałem pojechać do domu, ale zasnąłem u Mari – uśmiechnął się i objął dziewczynę ramieniem – coś się stało? – zapytał zaciekawiony.
- Chciałem z tobą o czymś porozmawiać – powiedział twardo i głosem pełnym chłodu – to ważne – dodał i spojrzał na Marianę wzrokiem który miał jej powiedzieć że cokolwiek zrobi jest obserwowana. Było w tym spojrzeniu coś jeszcze. Ironia, chłód i poczucie satysfakcji. Patrzył na nią z wyższością. Jakby udowodnił, że wie o niej wszystko. Jakby chciał jej pokazać że przestała być dla niego tajemnicą, albo jej tajemnice ujrzały światło dzienne. Pino coś wiedział. Czyżby odkrył jej tajemnicę? Najgorsze jest to że chciał o tym powiedzieć Luce na co Mariana nie mogła pozwolić.
- To nie może zaczekać? – zapytał Luka i pocałował Marianę w głowę. Pino chciał coś powiedzieć ale w tym samym czasie zadzwoniła jego komórka.
- Słucham? – rzucił do telefonu i przeczesał włosy palcami – teraz? – włożył rękę do kieszeni – jasna cholera! Dobra zaraz będę – powiedział i się rozłączył. Spojrzał na Marianę a później na uśmiechniętego Lukę – niestety muszę jechać do firmy – przyznał a jego usta wykrzywiły się w grymasie – musimy później pogadać – powiedział stanowczo.
- Skoro to takie ważne to pogadamy jutro. Dzisiaj nie dam rady – powiedział Luka i spojrzał na przyjaciela przepraszającym wzrokiem. Pino chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował i ruszył do drzwi – dobra zadzwonię – powiedział i wyszedł.
- Nie sądzisz że Pino zachowywał się dziwnie? – zapytała Mariana i spojrzała w oczy Luce. Chłopak uśmiechnął się i objął dziewczynę w pasie.
- Może trochę – przyznał i cmoknął Marianę w usta – zawsze się tak zachowuje jak ma jakąś ważną sprawę albo problem – mrugnął do niej – nie ma się co przejmować – pochylił się i pocałował Marianę namiętnie. Wplótł palce w jej włosy i pogłębił pocałunek. Przesunął dłonią wzdłuż jej pleców aż przeszedł ją dreszcz. Odsunął się od niej i pogładził ją po policzku – chciałbym żebyś jutro poszła ze mną do mojego domu na obiad – powiedział Luka i spojrzał jej głęboko w oczy. Mariana znieruchomiała i wystraszona spuściła głowę.
- Jutro? – zapytała i wyswobodziła się z jego objęć. Ruszyła do salonu i usiadła na kanapie.
- Tak. Moja rodzina chciałaby cie w końcu poznać. W końcu znikam na całe dnie – zaśmiał się cicho i odgarnął jej włosy za ucho w czułym geście. Mariana spojrzała w okno i przełknęła głośno ślinę.
- Nie za wcześnie? – zapytała drżącym głosem. Serce zaczęło jej walić jak szalone. Ciśnienie rozsadzało głowę, w uszach słyszała głos matki, który nakazywał jej wejść do tego przeklętego domu. Miała to zrobić, ale ..... nie umiała. Nie wiedziała czy dlatego, że się bała rozpoznania. Co w sumie nie było możliwe, ponieważ nie było jej kilka lat w Palermo. Czy tego że jeżeli tam wejdzie nie będzie już odwrotu.
- Maleńka co się dzieje? – zapytał z troską i ujął ją pod brodę zmuszając by spojrzała mu w oczy. Uśmiechnął się zmysłowo – czy ty boisz się poznać moich rodziców? – zapytał z rozbawieniem. Mariana nie odpowiedziała tylko spojrzała na niego bezradnie –Mari nie masz się czego bać. Naprawdę – pocałował ją w czoło – teraz muszę iść ale przyjadę po ciebie jutro wieczorem – pogładził kciukiem jej policzek i musnął usta w delikatnym pocałunku. Mariana tylko kiwnęła głową. Luka wstał i wyszedł.

***
- Mari kochanie – Luka uśmiechnął się i ujął dziewczynę za policzek – nie masz się czego bać. To nie straszny dwór tylko mój dom – powiedział czule i mocno ją przytulił. Mariana spojrzała na rezydencję przed którą stali. Zaprojektowana na sycylijski styl. Z białymi ścianami, wielkimi oknami i łukami w miejscach gdzie to tylko możliwe.

Bała się. Bała się jak nigdy w życiu wejść do to domu. Nie wiedziała tylko dlaczego. Przymknęła oczy i rozkoszowała się bliskością Luki. Odetchnęła głęboko i odsunęła się od niego – lepiej? – zapytała i spojrzał jej czule w oczy. Dziewczyna kiwnęła głową i uśmiechnęła się lekko. Luka ujął jej twarz w dłonie i pocałował namiętnie. Dał jej w tym pocałunku wszystko czego potrzebowała. Czułość, bezpieczeństwo, bliskość. Chwycił ją za dłoń i ruszyło po schodach do środka. Kiedy znaleźli się w holu Mariana rozejrzała się po pomieszczeniu. Jasne wnętrze z wieloma obrazami, antyczne meble, wysoki sufit z pięknym kryształowym żyrandolem. Podłoga była wyłożona kamiennymi płytami. Mogłoby się wydawać że ten dom jest tak chłodny i surowy, ale wcale tak nie było. Ogromne okna i jasne ściany nadawały tylko ciepła.
- Pięknie tu – wyszeptała Mariana. Luka uśmiechnął się i chwycił ją za dłoń przyciągając do siebie.
- Nic nie może równać się z Tobą – wyszeptał tuż przy jej ustach – jesteś wyjątkowa, wiesz o tym? – zapytał ale zanim usłyszał odpowiedź pochylił się i mocno ją pocałował. Badał wargami jej usta. Wtargnął językiem do wnętrza ust u drażnił podniebienie. Był niezwykle delikatny i czuły a Mariana całkowicie się rozpływała pod wpływem tej pieszczoty.
- Luka! Synku! Dajże już dziewczynie spokój – oboje usłyszeli dźwięczny kobiecy głos. Barbara schodziła z wysokich schodów z gracją i elegancją. Uśmiechała się serdecznie i jej oczy przepełnione były ciepłem i miłością. Luka uśmiechnął się łobuzersko a Mariana oblała się rumieńcem.
- Mówiłam że te schody są za wysokie – mrugnęła do dziewczyny i podeszła do niej – miło cie w końcu poznać kochanie – uściskała Marianę serdecznie i spojrzała na syna z udawaną dezaprobatą – ten łobuz trzymał cie w ukryciu już dość długo.
- Mamo – zaczął oficjalnie Luka – poznaj proszę Marianę Corolla. Mari to moja szalona mama – powiedział cicho tuż nad jej uchem rozbawiony – Barbara Giancarlo.
- Mnie również miło panią poznać – powiedziała Mariana i uśmiechnęła się serdecznie. Luka objął ją w pasie i pocałował w głowę . Barbara uśmiechnęła się widząc ten gest.
- Chodźcie nie będziemy przecież stać w holu – zaproponowała Barbara i cała trójka weszła do dużego salonu. Dziewczyna rozejrzała się dyskretnie. Salon również był urządzony podobnie jak hol. Jasne ściany udekorowane obrazami i zdjęciami, jasne meble, antyczne meble. Jedna ze ścian przy której stał kominek była zrobiona z kamienia co nadawało tylko kontrastu temu pomieszczeniu.
- Tato – z rozmyślań wyrwał Marianę głos Luki. Do pomieszczenia wszedł pan domu i głowa rodziny. Mariana widziała go tylko na zdjęciach robionych przez Rena. W rzeczywistości był zupełnie inny. Patrząc na niego Mariana widziała doświadczonego i zmęczonego człowieka. W jego oczach widać było ciepło i udrękę. Ani śladu bezwzględności czy chłodu. Nie wyglądał na mafiosa tylko na mężczyznę na którym minione lata odcisnęły swoje piętno. Uśmiechnął się do Mariany ciepło i podszedł do niej.
- Mariana jak mniemam – powiedział i pocałował ją w policzek. Dziewczyna poczuła od niego przyjemną woń cygara.
- Dzień dobry – przywitała się.
- Vito Giancarlo – przedstawił się i położył dłoń na ramieniu syna – jestem ojcem tego łobuza. Niech cie nie zwiedzie moje dziecko jego urok osobisty – mrugnął do niej a Luka roześmiał się cicho.
- Skoro twoi rodzice twierdzą że nie jesteś taki święty to może powinnam się zastanowić ? – zapytała drocząc się z nim. Luka pochylił się nad jej uchem i powiedział tak żeby wszyscy słyszeli.
- A czy uważasz że teraz masz szanse mi uciec? – zapytał a jego oczy błysnęły łobuzersko. W tym samym momencie do salonu weszło dwoje kolejnych członków rodziny. Mężczyzna niósł na rękach roczną dziewczynkę. Marianie ścisnęło się serce kiedy zobaczyła radosną istotkę z pięknymi dużymi oczami, która tak ufnie tuliła się w ramiona ojca.
- No braciszku wiedziałem że masz gust – powiedział mężczyzna i podszedł do Mariany – Marco Giancarlo. Brat Luki – pocałował ją w policzek i spojrzał na córeczkę – a to najmłodsza w rodzinie. Paula – dziewczynka uśmiechnęła się szeroko.
- Cześć szkrabie – powiedziała i uśmiechnęła się do dziewczynki. Mała zaświergoliła i schowała się w ramionach ojca. Wszyscy w salonie się roześmiali a do Mariany podeszła młoda kobieta.
- Luka wiele o tobie mówił – powiedziała i tak jak wszyscy mocno ją ucałowała – nazywam się Elena i jestem żoną Marco.
- Domyślam się że nie muszę się przedstawić – powiedziała rozbawiona i spojrzała na Lukę.
- Mari nie dziw się kochana. Tak zawróciłaś naszemu Luce w głowie że....
- Elena! – Luka zaprotestował rozbawiony a kobieta zachichotała i przytulia się do męża – Marco ci nie pomoże – powiedział z udawaną obrazą. Elena tylko mrugnęła porozumiewawczo do Mariany – cieszę się że mamy kolejną kobietę w swoich siłach. Niestety w tej rodzinie przeważają mężczyźni a my musimy się trzymać razem – zażartowała.
- Kochanie jakoś sobie nie przypominam żebyście sobie z mamą kiedyś nie dawały rady – zauważył i spojrzał na żonę z miłością. Marianę zakuło serce. Odwróciła wzrok i uśmiechnęła się blado do Barbary.
- Widzę że na mnie nikt nie zaczekał – Mariana usłyszała męski głos. Poczuła jak Luka się napina a na policzku zaczął mu drgać mięsień.
- Mike – Vito wyciągnął dłoń do syna a Mariana zaskoczona spojrzała na Lukę – poznaj proszę dziewczynę Luki Marianę Corolla – Michael spojrzał na Mari i uśmiechnął się cwano kiedy zorientował się z kim ma do czynienia. Zerknął na brata z kpiną w oczach i niebezpiecznym błyskiem. Wyciągnął do dziewczyny rękę i nie odrywając wzroku od brata powiedział.
- My się już poznaliśmy jakiś czas temu – przyznał. Pochylił się i pocałował Marianę w policzek chwytając za dłoń i patrząc na brata z wyzwaniem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:22:57 09-12-10    Temat postu:

Pierwsza moja myśl, gdy tu dziś weszłam - "o kurka! jaki długi odcinek!" ale w sumie i tak okazało się, że nim się obejrzałam już był koniec...
Ciekawa jestem co wywęszył Pino. Tak jak Mari, podejrzewam, że odkrył coś, co dotyczy jej osoby, ale zakładam, że nie wszystko, bo to by było zbyt proste;)
No a Mari - po tak ciepłym przyjęciu może w końcu zrezygnuje z zemsty? Zobaczyła, że to naprawdę zupełnie normalni kochający się ludzie.
Eh, czekam na ciąg dalszy :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:03:38 09-12-10    Temat postu:

Gdybym odpowiedziała choć na jedno z Twoich pytań to nie było by zaskoczenia Tak więc ani mru mru / cicho siedzę i nic nie mówię. Ani nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam
a wydaje mi się, że chociaż w jednej kwestii uda mi się zaskoczyć, ale do tego jeszcze kawałeczek
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:10:39 09-12-10    Temat postu:

Ależ ja wcale nie domagam się odpowiedzi Wolę poczekać na odcinek^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:54:13 10-12-10    Temat postu:

Skoro tak to proszę bardzo Nowy odcinek

ODCINEK 24

- My się już poznaliśmy jakiś czas temu – przyznał. Pochylił się i pocałował Marianę w policzek chwytając za dłoń i patrząc na brata z wyzwaniem. Luka spojrzał na matkę która tylko zmarszczyła brwi i pokręcił głowa dając jej do zrozumienia że nie chce poruszać teraz tego tematu. Marco widząc napięcie pomiędzy Luką a Mikem szybko zareagował.
- To może zasiądziemy do stołu – zaproponował. Wszyscy przytaknęli i ruszyli do jadalni.
- Nie wiedziałam że to twój brat – wyszeptała kiedy szli z tyłu za rodziną Luki. Chłopak milczał. Dziewczyna zatrzymała go i spojrzała w oczy.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? – zapytała. Luka spojrzał na nią z udręką w oczach.
- To ma być miłe popołudnie. Nie chce rozmawiać o Michaelu. Nie dogaduje się z nim i rozmowa o tym nie ma sensu. Teraz jesteś ważna ty i ja – powiedział i odgarnął jej włosy za ucho – chodźmy – poprosił i chwycił jej dłoń. Zanim jednak ruszył Mariana wspięła się na palce i pocałowała go czule w usta. Ujął jej policzek i odwzajemnił pocałunek z zaborczością i namiętnością o jaką się nie podejrzewał.
- Braciszku spokojnie. Będziesz jeszcze miał czas się nacieszyć swoją kobietą – usłyszał kpiący głos Michaela. Oderwał się od Mariany i wbił wzrok przed siebie – mama woła na obiad – dodał i z triumfalnym uśmiechem na ustach wszedł do jadalni. Luka odwrócił wzrok i spojrzał jak brat znika za ścianą.

***
- Pasujecie do siebie – powiedziała Elena wyrywając Marianę z rozmyślań. Dziewczyna się uśmiechnęła i spojrzała znów na ogród. Elena usiadła obok niej na słomianym fotelu stojącym na tarasie – pierwszy raz widzę Lukę tak szczęśliwego jak teraz – przyznała.
- Uważasz że to moja zasługa? – zapytała Mariana i spuściła wzrok.
- Wiem to. Odkąd zostałam żoną Marco, a to już pięć lat, Luka miał dwie dziewczyny ale w żadnej nie był tak zakochany jak w tobie – Mariana spojrzała Elenie w oczy zaskoczona jej bezpośredniością – nie patrz tak na mnie – uśmiechnęła się szeroko – jestem kobietą a poza tym znam Lukę bardzo dobrze – spojrzała przed siebie – po tym jak stracił siostrę stałam się jego powierniczką. Zaszczycił mnie swoim zaufaniem za co jestem mu wdzięczna – uśmiechnęła się łagodnie – Adriana miała z nim bardzo dobry kontakt. Znała go doskonale. Wiedziała o nim wszystko zupełnie jak siostra bliźniaczka. Byli tak do siebie podobni .... – wspomniała i westchnęła ciężko.
- Luka mi opowiadał – przyznała smutno – czy nie próbowaliście go szukać? Tego człowieka który..... – zawiesiła głos. Elena pokręciła przecząco głową.
- Nie. Luka wziął to na siebie. Szukał go przez jakiś czas ale zrezygnował. Powiedział że Adriana błagała go żeby tego nie robił i postanowił że spełni jej prośbę. Nikt z nas nigdy już nie odważył się zaproponować ponownych poszukiwań. Ta decyzja należała do Luki. Skoro on tak zdecydował, nam pozostało to przełknąć. Wiem że on nigdy się nie pogodził ze śmiercią siostry. Bardzo ją kochał, ale wiedział że jeśli nie zaprzestanie poszukiwań i nie przestanie pałać chęcią mordu zniszczy swoje życie. Zniszczy siebie, rodzinę i swoje wspomnienia o siostrze. A to jedyne co mu po niej pozostało. Nie mieliśmy prawa niszczyć naszej rodziny – westchnęła. Mariana spuściła głowę i przełknęła łzy. W tej chwili wspomnienia ojca i jej szczęśliwej rodziny zalały ją niespodziewaną falą. Słyszała słowa matki przesiąknięte nienawiścią, udrękę ciotek i babci. Ból w oczach Luki kiedy opowiadał o siostrze. Słowa Eleny choć tego nie chciała trafiły jej prosto w serce i zakorzeniły się w nim głęboko. Zobaczyła w nich swoją sytuację. Widziała swoją stratę, ból i rozpacz. Z tym że ona postanowiła iść tą łatwiejszą drogą. Chciała się zemścić nie zdając sobie sprawy z tego że niszczy siebie i swoje wspomnienia o ojcu i wujach. Zatracała się całkowicie w nienawiści odpierając od siebie inne uczucia i starannie zabijając je w sobie. Jej rodzina tak bardzo różniła się od rodziny Giancarlo. Przeżyli ogromną stratę, ale mieli w sobie dość siły by zachować urazę tylko dla siebie. Mieli w sobie oparcie czego Mariana nigdy nie doświadczyła. Tym bardziej ze strony matki.
- Mari? – Elena położyła jej dłoń na ramieniu – w porządku? – zapytała. Mariana kiwnęła pospiesznie głową i spojrzała wzrok na Elenę. Kobieta patrzyła na nią przez chwilę a później uśmiechnęła się delikatnie – za dwa tygodnie są urodziny Pauli. Chciałabym, żebyś mi pomogła w przygotowaniach jeśli masz ochotę – zaproponowała. Mariana spojrzała jej uważnie w oczy a później wbiła wzrok przed siebie. „ musisz dostać się do tej rodziny. Masz wejść do tego domu”. W uszach zadźwięczały jej słowa matki. Przełknęła łzy.
- Nie ma sprawy – spojrzała na Elenę i uśmiechnęła się łagodnie.
- Naprawdę? – Mariana kiwnęła tylko głową a Elena uściskała ją serdecznie – dziękuję.
- A co to za czułości? – zapytał Luka i kucnął przed Marianą.
- Właśnie poprosiłam Mari żeby pomogła mi w przygotowaniach do urodzin Pauli – powiedziała radośnie.
- A Mari nieświadoma niczego się zgodziła? – powiedział z uśmiechem.
- O czym ty mówisz? – zapytała Mariana i spojrzała na Elenę która uniosła dłonie w geście poddania.
- Kochanie nie zgadzaj się na wszystko co zaproponuje cie Elena bo zamęczy cie swoimi pomysłami – zażartował. Mariana wybuchła śmiechem a Elena jej zawtórowała.
- Zaczekaj Luka na swój ślub – oświadczyła rozbawiona i nim chłopak zdążył zaprotestować Elena wstała i ze śmiechem podeszła do męża i wzięła Paulę na ręce. Luka pokręcił głową z niedowierzaniem ale i rozbawieniem.
- Mówię ci maleńka uważaj na co się zgadzasz, bo nim się obejrzysz to Elena urządzi ci urodziny, zaręczyny, ślub, wesele i wszystkie temu podobne uroczystości – zaśmiał się i spojrzał jej w oczy.
- Nie wiem o co ci chodzi. Twoja bratowa to urocza kobieta – powiedziała Mariana i uśmiechnęła się patrząc na Elenę i Marco. Patrzyli sobie w oczy jak zakochane nastolatki. Mariana chciałaby kiedyś tak się zakochać i zaznać takiego szczęścia jak ona. I jak teraz miała jej to odebrać? Jak miała pozbawić Elenę tego szczęścia za które sama oddałaby wszystko co ma. Przymknęła powieki i odetchnęła żeby powstrzymać cisnące się do oczu łzy.
- Chodź – powiedział Luka i chwycił Marianę za dłoń po czym wciągnął ją do domu. Przeszli przez salon i weszli do gabinetu. Chłopak zamknął drzwi a Mariana przeszła przez pomieszczenia i rozejrzała się dookoła. Każdą ścianę zajmował regał z książkami sięgający po sam sufit. Był z ciemnego drewna, podobnie jak biurko. Brązowe skórzane sofy, fotele i kotary przy oknach.
- Wspaniały – wyszeptała i stanęła przy biurku.
- Znam coś wspanialszego – wyszeptał jej do ucha i pocałował w szyję. Przymknęła oczy a Luka odwrócił ją przodem do siebie i oparł o biurko – Mari.... – wymruczał i pocałował ją namiętnie w usta. Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję. Luka przesunął dłońmi po jej ciele. Ujął ją za pośladki i posadził na biurku po czym przysunął ją do siebie. Dziewczyna jęknęła kiedy poczuła jego napięte mięśnie. Luka oderwał się od niej i ujął jej twarz w dłonie – kochanie ..... stałaś się dla mnie kimś najważniejszym na świecie – powiedział a Mariana spojrzała mu w oczy zaskoczona – nie myślałem że jeszcze kiedyś będę tak szczęśliwy jak teraz. Jesteś dla mnie wszystkim. Moim życiem – wyszeptał i odgarnął jej włosy za ucho. Marianie oczy zaszkliły się od łez i delikatnie jak zahipnotyzowana zaczęła kręcić przecząco głową.
- Boże .... – wyszeptała i zakryła dłonią usta.
- Mari.....zakochałem się w Tobie – powiedział. Mariana spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Spuściła głowę a łzy popłynęły jej po policzku. Luka ujął jej podbródek i zmusił by na niego spojrzała po czym musnął jej usta swoimi chłodnymi wargami. Delikatnie wplótł palce w jej włosy i pogłębił pocałunek. Był przy tym niezwykle ostrożny i czuły jakby bał się że Mariana się rozpadnie. Przełykał jej łzy i nawet o tym nie wiedział. Mariana robiła wszystko żeby zapomnieć, żeby zatracić się w tym pocałunku. Próbowała ale wspomnienia nie dawały jej spokoju. W tej chwili zadzwoniła komórka Luki. Z jękiem się od niej odsunął i spojrzał w oczy przepraszająco.
- Odbierz – poprosiła Mariana załamującym się głosem. Chłopak sięgnął do kieszeni i wyjął telefon. Spojrzał na wyświetlacz „komisarz Montoya”. Luka odebrał natychmiast i odsunął się od dziewczyny.
- Słucham? – powiedział chłodnym tonem. Spojrzał na Marianę przepraszająco i wyszedł z gabinetu. Mariana potarła nasadę nosa i zeszła z biurka. Powinna się cieszyć że osiągnęła częściowy sukces w zemście na rodzinie Giancarlo. Luka się w niej zakochał. Ale ona nie umiała się z tego cieszyć. W momencie kiedy Luka wypowiedział te słowa coś w niej pękło na zawsze. Zburzył coś w jej sercu. Stopił lód. Zabrał ze sobą część jej samej. Nie czuła się już tak jak wcześniej. Odebrał jej część jej życia a ona nie umiała go znienawidzić. Gdyby była rozsądna właśnie w tej chwili zostawiła by wszystko i uciekła. Zostawiła by Lukę zanim stanie się coś przez co będzie jeszcze bardziej cierpiał. Co on ma w sobie takiego że zburzył wszystkie bariery w jej sercu. A słowami kocham cie zawładnął nią całkowicie. Jak może być tak słaba? Dlaczego? Dlaczego on jej to robi? Załkała i oparła się dłonią o ścianę przy oknie. Co teraz powinna zrobić? Jasna Cholera !!!!! wszystko w niej krzyczało. Wszystko wyrywało się do Luki. Każda komórka jej ciała pragnęła tylko jego. Jego dotyku, pocałunków, ciepła. Nie mogła na to pozwolić. Musiała zabić w sobie te uczucia. Wiedziała że jeśli to zrobi zabije siebie. zniszczy siebie już do końca. Nic jej nie pozostanie. O tym właśnie mówiła Elena.
W tej chwili usłyszała że ktoś wchodzi do gabinetu. Odwróciła się spodziewając się Luki. Ale to nie był Luka a jego brat Mike. Odwróciła się do okna i wyjrzała na ogród.
- Mój brat całkiem dla ciebie stracił głowę – powiedział i stanął jej za plecami wdychając jej zapach – wcale się nie dziwię – wymruczał jej do ucha i skubnął jego płatek. Mariana wstrzymała oddech. I przymknęła oczy. Czuła jego gorący oddech na szyi. Zadrżała kiedy trącił nosem jej szyję – gdyby wtedy w klubie się nie wtrącił nie byłby teraz taki szczęśliwy. Szlag mnie trafia kiedy widzę jaki jest zadowolony – zasyczał jej w ucho. Mariana otworzyła oczy. Błysnęły niebezpiecznie. Mike za coś bardzo nienawidził brata. To mogła być jej szansa na dokończenie zemsty. Na wyrzucenie ze swojego życie Luki. Na zatarcie na swoim ciele śladów jego dłoni i ust. Musiała jakoś zapomnieć o jego cieple i słowach które wypowiedział parę minut temu a które przewróciły w jej życiu wszystko do góry nogami. Chciała być w końcu wolna. Chciała skończyć co miała do zrobienia i uciec. Daleko. Z dala od tego miejsca, od Luki, tej rodziny. Od własnej matki. Zapomnij ! krzyczało jej w głowie. Zapomnij!!
Mike objął ją ramieniem w pasie i przesunął dłoń w stronę piersi. Odwrócił ją delikatnie w swoją stronę i pochylił się nad jej ustami.
- Jesteś taka piękna – powiedział i pocałował jej policzek. Przesunął ustami wzdłuż szczęki na szyję. Skubnął zębami skórę pod uchem – wspaniała a tak się zmarnuje – wychrypiał – jesteś zbyt gorąca i namiętna na ckliwe słowa jakie funduje ci mój brat – powiedział i pocałował ją w usta z gorliwością. Mariana starała się odwzajemnić pocałunek, ale nie czuła absolutnie nic. Tak jakby była wyprana z jakichkolwiek uczuć. Ani namiętności, ani pożądania. Nic. Zupełna pustka. Mike wsunął jej dłoń pod bluzkę i wyszeptał tuż przy jej ustach – nie marnuj się z moim bratem. Z nim czeka cie tylko ciepły domek i dzieci. Dni pełne spokoju i miłości takie jak Marco i Eleny. Zasługujesz na namiętność, zabawę, podróże, prezenty. Wszystko co najpiękniejsze i najdroższe – pocałował ją w szyję. A Mariana doszła do wniosku że prezenty, podróże i zabawa to nie dla niej. Ona marzyła właśnie o ciepłym domku i dzieciach. O miłości, spokoju i szczęściu. A to wszystko mógł jej dać ktoś taki jak Luka. Kiedy Mike ją całował nic nie czuła. To nie była ta chemia. Nie to pożądanie. Nie było namiętności i tych dłoni które potrafiły rozpalić jej ciało do czerwoności. Mike pocałował ją w usta i wtargnął językiem do środka a ona nie miała siły by się wyrwać.
- Dobrze się bawisz? – oboje usłyszeli wściekły głos Luki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:53:54 10-12-10    Temat postu:

Dziękuję :* ale nie rozpieszczaj mnie tak, bo się ode mnie nie uwolnisz;)

no nie! Wiedziałam, że jak Mikey się pojawi, to będą z tego tylko kłopoty, ale coś takiego? Nie, to mi się nawet nie śniło... Przeszła mi przez głowę (niemądra?) myśl, że może Michael ma coś wspólnego ze śmiercią Adriany, dlatego ona nie chciała, żeby Luka szukał sprawcy i być może Luka, dowiedziawszy się kto za tym stoi też zrezygnował z zemsty, żeby nie niszczyć rodziny... Nie wiem, nie wiem, nic nie wiem, ale podoba mi się ta niewiedza Przynajmniej trzymasz w napięciu i sprawiasz, że zawsze z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
Co do Mariany, to ona chyba już zupełnie się pogubiła. Z jednej strony nadal chce zemsty i walczy z uczuciami, które rozbudził w niej Luka, a z drugiej, mam wrażenie, że nie pragnie niczego innego tak bardzo, jak tego by mimo wszystko się z nim związać. Poplątało się wszystko i już wcale nie jestem pewna czy to miłość zatryumfuje i będzie happy end.
Pozdrawiam :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:27:43 10-12-10    Temat postu:

Happy end czy nie, ale wszystko sie zacznie wyjaśniać (powiedzmy ) w najbliższych odcinkach, więc myślę że Twoje pytania nie pozostaną bez odpowiedzi. Wkrótce przekonasz się czy Twoje przypuszczenia się sprawdzą
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:14:34 15-12-10    Temat postu:

ODCINEK 25

- Dobrze się bawisz? – oboje usłyszeli wściekły głos Luki. Mike uniósł głowę i uśmiechnął się kpiąco do brata. Luka szedł w ich kierunku a jego oczy gdyby mogły zabijać to Michael Giancarlo już by nie żył.
- Powiedziałem ci że tak się to skończy. Okazało się ze znowu mam rację – odparł zadowolony z siebie i odsunął się od Mariany. Dziewczyna oparła się o parapet bo zakręciło jej się w głowie. Czuła ciśnienie w uszach a przed oczami nie widziała już nic poza czarnymi plamami. Nie wiedziała nawet kiedy osunęła się na podłogę. Luka złapał dziewczynę natychmiast i wziął na ręce. Położył ją ostrożnie na sofie w gabinecie.
- Idź po wodę – rzucił do brata, ale nawet na niego nie spojrzał. Kiedy Mike stał i patrzył na nieprzytomną dziewczynę Luka w końcu spiorunował brata wzrokiem – rusz się do cholery! – wrzasnął a Mike wybiegł pośpiesznie z gabinetu.

***
- Synku Mariana powinna pójść do lekarza – zauważyła Barbara i położyła dłonie na ramionach Luki.
- Wiem mamo. Na razie musi się obudzić – powiedział z troską i odgarnął dziewczynie włosy z twarzy. Mariana powoli uniosła powieki i spojrzała na zatroskanego Lukę a później na Barbarę, Vita i Elenę. Marco chodził po gabinecie z Paulą na rękach na Mike siedział na sofie naprzeciwko z łokciami opartymi na kolanach.
- Jak się czujesz? – zapytała Barbara i spojrzała na nią z ciepłem w oczach którego Mariana nie mogła znieść. Podciągnęła się na sofie i powoli usiadła opuszczając nogi na podłogę. Potarła nasadę nosa.
- Trochę kręci mi się w głowie – powiedziała i spojrzała na Lukę który wbił wzrok z podłogę – nie wiele śpię i mało jem i to dlatego – przyznała i przeczesała palcami włosy.
- A pewnie Luka jeszcze naopowiadał ci jaka to ze mnie zła teściowa i się zestresowałaś kochana – powiedziała Barbara i pacnęła syna żartobliwie w ramię. Chłopak uśmiechnął się lekko i spojrzał mamie w oczy.
- Nie. – powiedziała Mariana – Luka przekonywał mnie że nie mam się czym przejmować, bo jego rodzice są bardzo mili. Miał rację – dodała i uśmiechnęła się łagodnie. Luka uniósł wzrok i spojrzał na nią z bólem w oczach. Chciał żeby to był miły dzień a skończył się jak wszystkie w towarzystwie brata. Wiedział że nie powinien był się zakochiwać bo wszystko znów runie jak domek z kart. Mike zniszczy wszystko. Każdą chwilę kiedy Luka jest szczęśliwy.
- Powinniśmy pojechać do domu – powiedział Luka i wstał – odwiozę Marianę i przypilnuję żeby się położyła – powiedział i spojrzał na nią smutno. Dziewczyna wstała i podeszła do Barbary.
- Dziękuję za pyszny obiad – powiedziała i uścisnęła kobietę serdecznie.
- Dbaj o siebie kochanie bo nasz Luka się o ciebie zamartwia – powiedziała i uśmiechnęła się. Maria przytaknęła głową i podała dłoń Vito.
- Do widzenia panu – mężczyzna tylko kiwnął głową. Mariana podeszła do Eleny i powiedziała cicho – wpadnę jutro żeby ustalić szczegóły imprezy – mrugnęła porozumiewawczo.
- Chcesz żeby Luka obdarł mnie ze skóry. Masz odpoczywać – uśmiechnęła się i uścisnęła ją serdecznie – ale jak nie będziesz miała nic do roboty to chętnie cie Ugoszcze – dodała i spojrzała na Lukę z rozbawieniem. Chłopak uśmiechnął się i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Zrób porządek ze swoją żoną Marco bo wejdzie ci na głowę – powiedział Luka do brata. Mężczyzna pocałował Marianę w policzek i uśmiechnął się do brata.
- Zobaczymy czy będziesz taki cwany jak sam się ożenisz – zauważył Marco i pocałował córeczkę w czoło.
- Do widzenia – pożegnała się Mariana i spojrzała na Mike przelotnie. Chłopak kiwnął jej głową ale nie odezwał się słowem. Luka położył jej dłoń na plecach i podprowadzi ją do wyjścia.
***
- Powinnaś się położyć – powiedział Luka i zamknął drzwi jej mieszkania – zrobię ci napar z ziół – dodał i ruszył do kuchni. Wyjął kubek z szafki i nastawił wodę w czajniku elektrycznym. Sięgnął do szafki i nasypał ziół do szklanki po czym oparł dłonie o blat kuchenny i odetchnął głęboko.
- Powiesz mi o co chodzi z Michaelem? – usłyszał Marianę za plecami.
- Nie ma o czym mówić – odpowiedział i spojrzał w okno. Mariana podeszła bliżej i oparła się plecami o blat. Luka spojrzał jej w oczy, ale szybko odwrócił wzrok i zalał zioła wrzątkiem.
- Myślę że jest – stwierdziła.
- O czym? O tym że brat rozpieprza mi życie kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja? – zapytał i spojrzał jej w oczy z bólem i furią – każda dziewczyna jaką miałem lądowała mu w łóżku – powiedział a Mariana spuściła głowę i wbiła wzrok w podłogę – myślałem.... – głos mu się załamał – myślałem ze tym razem będzie inaczej, ale się pomyliłem – powiedział i ruszył do wyjścia.
- Chcesz mi powiedzieć że okazałam się dziwką? – warknęła wściekła. Luka zatrzymał się i odetchnął.
- Tego nie powiedziałem.
- Jasne – prychnęła – ale pomyślałeś i to mi wystarcza – Luka odwrócił się w jej stronę i spojrzał w oczy.
- Nie wiesz co myślę – powiedział z męską kpiną – ale mam dosyć tego że Mike włazi z buciorami w moje życie. Powinienem sobie był odpuścić kiedy dorwał cie w klubie – warknął – wiedziałem że na tym się nie skończy. A jak już raz wpadłaś w jego łapy to się będzie powtarzać – wyjaśnił z furią. Patrzył na nią a jego oczy ciskały piorunami.
- Nie oceniaj mnie – powiedziała i spojrzała na niego zamglonymi oczami – nic nie wiesz o mnie i moim życiu wiec nie masz prawa mnie oceniać.
- Masz racje – zauważył i schował dłonie w kieszenie – nie znam cie i zastanawiam się jaki to wszystko ma sens. Poznałaś moją rodzinę, znasz mnie, wiesz czym się zajmuje. Niczego przed Toba nie ukrywam – powiedział z udręką – a ja o tobie nie wiem nic. Zupełnie. Widzę tylko to twoje spojrzenie i mogę się domyślać jak wyglądało twoje życie. Boje się go. Boje się chłodu jaki widzę w twoich oczach. Boje się że mój brat znowu zniszczy mi życie. Nie chce znów tego przechodzić . Nie z tobą – powiedział Luka i spojrzał na nią ze szczerą czułością w oczach. Marianie oczy zaszkliły się od łez.
- Powiedziałeś że zaczekasz aż będę gotowa – przypomniała i spojrzała mu w oczy z wyrzutem. Luka przeczesał włosy palcami.
- To ponad moje siły – przyznał – powiedziałem że cie kocham. Wiesz co czuje. Nie zmienię tego a szkoda.
- Nie mów tak – poprosiła a po jej policzku popłynęła samotna łza.
- Co mam zrobić Mari? – zapytał z bezradnością – gdybym cie nie kochał byłoby mi łatwiej. Uważasz że to ma sens? Nie wiem dlaczego ze mną jesteś. Nie wiem kim jesteś – zauważył. Mariana spojrzała na niego zamglonymi oczami.
- Daj mi czas – poprosiła szeptem – trochę czasu. Pogubiłam się sama ze sobą – przyznała i zakryła dłonią usta kiedy szloch wyrwał się jej z gardła. Luka spojrzał na nią czule i przygryzł policzek od środka – to wszystko jest zaskomli kowane nawet jak dla mnie. Dzisiaj z Mikem – zaczęła i spojrzała na jego smutną twarz – kiedy powiedziałeś że mnie kochasz przestraszyłam się – wyjaśniła szczerze – to mnie przerosło. Za dużo jak na jeden dzień i .... sama nie wiem dlaczego..... nie chciałam tego Luka – powiedziała i spojrzała mu w oczy. Chłopak przeniósł wzrok na jej piękne brązowe oczy – pogubiłam się. bądź przy mnie – poprosiła a łzy które powstrzymywała popłynęły jej po policzkach niczym grochy. Luka ruszył w jej stronę niepewnie. Stanął przed nią i wciągnął powietrze wypełnione jej cudownym zapachem. Palcem musnął jej dłoń. Mariana uniosła wzrok i spojrzała mu w oczy z uczuciem i błaganiem. Bała się. w tej chwili bardzo bała się zostać sama. Bez Luki. Chłopak wyciągnął dłoń i wierzchem palców pogładził jej policzek. Kciukiem zarysował linię warg. Opuszkami palców dotknął szyi i spojrzał na jej rozchylone wargi. Pochylił się powoli pomniejszając dzielącą ich odległość. Zatrzymał się na moment tuż nad jej wargami rozkoszując się jej słodkim i gorącym oddechem. Kiedy ich chłodne usta się spotkały wszystko dookoła przestało mieć znaczenie. Liczyli się tylko on i Mariana. Jej smak, zapach, dotyk. Spojrzenie które sprawiało że był w stanie zrobić dla niej wszystko. Całował ją delikatnie i łagodnie. Czule pieścił jej usta wargami, tańczył z jej językiem doprowadzając jej ciało do granic wytrzymałości. Chciała go. Pragnęła. Nawet jeśli by chciała nie miała szans na to żeby zaprzeczyć. Zależało jej na nim. Bardzo. Pragnęła żeby był przy niej już zawsze. Ale niestety tutaj to może skończyć się inaczej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:05:12 18-12-10    Temat postu:

Myślałam, że Luka przywali Mike'owi, ale widzę, że obszedł się z nim dość delikatnie - ale może to dlatego, że akurat Mari zasłabła?
Mari chce być z Luką i super, gdyby nie to ostanie zdanie...
A co do tego zasłabnięcia - czyżby to było to o czym myślę ?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:12:18 31-12-10    Temat postu:

ODCINEK 26

Luka oderwał się od Mariany i spojrzał jej w oczy z bólem i udręką tak ogromną że nie była w stanie jej znieść.
- Co ja mam z tobą zrobić Mari? – zapytał bezradnie i oparł czoło o jej czoło. Dziewczyna poczuła jak jej serce przyspiesza. Nie rozumiała tego i bała się nie mniej niż on. Bała się tego co czuła, tego co czuł Luka i tego jak to będzie wszystko teraz wyglądało. Nie miała pojęcia co powinna teraz zrobić. Jaką decyzję podjąć. Czego bowiem by nie zrobiła i tak skończy się to źle. Zdawała sobie sprawę że jej szczęście a tym bardziej związek z Luką nie miał racji bytu. Był z góry skazany na niepowodzenia. Wiedziała, że Luka będzie cierpiał. Wiedziała, że ona sama również będzie głęboko żałowała cokolwiek zrobi. Jedyną rozsądną rzeczą jaką mogła zrobić to odejść. Zniknąć z życia Luki i jego rodziny. Oszczędzić mu kolejnych cierpień. Zapomnieć o nim i zemście. Błagać o wybaczenie rodzinę. Powinna zniknąć, ale nie potrafiła. Nie miała w sobie dość siły by zakończyć całą tą szopkę. Wyjawić wszystkie kłamstwa. Bała się, że nigdy nie znajdzie w sobie dość odwagi by to zrobić. To wszystko zaczęło ją całkiem przerastać. Dotarło do niej że matka miała rację mówiąc że jest słaba. Oszukiwała samą siebie kiedy sądziła, że sobie poradzi. Nie radziła sobie ani z zemstą, z matką, z Luką a tym bardziej z samą sobą. Gubiła się i to ją przerażało.
- Kochaj mnie – powiedziała z błaganiem. Nie umiała spojrzeć mu w twarz. Nie potrafiła, bo nie wiedziała czy będzie na tyle silna żeby nie powiedzieć mu prawdy. Nie miała już siły. Zemsta ją niszczyła. Wiedziała to, ale nie mogła zawieść matki. Rozpaczliwie chciała jej udowodnić że jest coś warta. Chciała udowodnić sobie że pamięta. Pragnęła kogoś obarczyć winą za swoją krzywdę i na kogoś przenieść swój ból i lęk. Zdawała sobie jednak sprawę że to nie jest uczciwe. Nie tego uczył ją ojciec. Nie tego do niej wymagał i nigdy nie prosiłby o coś takiego jak matka. Zrobiłby dla niej wszystko. Zawsze czuła się kochana i bezpieczna. Od pół roku była samotna. Żyła otoczona ciotkami, babcią i matką. Nawet Reno starał się być dla niej oparciem. Jednak dopiero kiedy poznała Lukę poczuła, że znów żyje. Poczuła się bezpieczna. Chroniona i kochana za to jaka jest a nie za to kim jest. Serce jej pękało. Rozpadło się na kawałki bo nie wiedziała jak powinna postąpić. Chciała byś lojalna wobec rodziny ale pragnęła również akceptacji i miłości. Nie umiała wybrać. Nie potrafiła podjąć decyzji. Może to było z jej strony egoistyczne ale nie umiała tego zrobić. Wiedziała jednak że musi znaleźć rozwiązanie i dość odwagi żeby zawalczyć o siebie. Tego właśnie pragnąłby jej ojciec. I tylko wtedy byłby z niej naprawdę dumny.
- Spójrz na mnie Mari – poprosił Luka aksamitnym głosem. Kiedy dziewczyna nie spełniła jego prośby ujął jej podbródek i delikatnie uniósł jej twarz w swoją stronę. Zajrzał w jej piękne brązowe oczy. Chciał zobaczyć prawdziwą Marianę. Kobietę którą kochał a która stała się dla niego zagadką. Pragnął zobaczyć w tych oczach choć cień nadziei dla siebie. Odrobinę uczucia i prawdy. I ujrzał. Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Z delikatnością i czułością. Serce zabiło mu mocniej – Mari kocham Cie i nic tego nie zmieni. Nawet jeśli bym próbował nie potrafiłbym przestać – powiedział smutnym głosem i spuścił głowę – i to jest moje przekleństwo. Nie umiem przestać o tobie myśleć mimo że nie pozwalasz mi się do siebie zbliżyć. Nie sądziłem że kiedykolwiek będę taki bezradny – potarł nasadę nosa – nie umiem sobie z tobą poradzić Mari – wyszeptał i spojrzał jej w oczy z bólem. Jego wzrok był przenikliwy i zamglony. Zamrugał i odwrócił twarz.
- Luka…. – dziewczyna spojrzała mu w oczy a po jej policzku popłynęła samotna łza – obiecałam że powiem ci wszystko. Daje ci moje słowo. Zrobię to, ale nie dzisiaj – powiedziała błagalnym tonem. Chciała by na nią zaczekał. Chciała mu o wszystkim powiedzieć. Pragnęła by poznał ją taką jaka jest naprawdę. Bez kłamstw i zdecydował co dalej. Nie miała prawa niczego od niego wymagać. Chciała tylko cieszyć się tą odrobiną szczęścia. Poczuć się kochaną i najważniejszą zanim zobaczy pogardę w oczach Luki. Tak rozpaczliwie tego pragnęła że była gotowa tkwić w całym tym cyrku jeszcze kilka dni – chłopak ujął jej policzek w dłoń i kciukiem obrysował dolną wargę.
- pójdę już – powiedział. Mariana spojrzała mu w oczy ze strachem.
- Proszę …. – wyszeptała, ale Luka pocałował ją w czoło i wyszedł zanim zdążyła cokolwiek zrobić.


***
- Dzień dobry babciu – przywitała się Mariana kiedy weszła do swojego rodzinnego domu. Fatima podeszła do wnuczki i przyjrzała jej się uważnie.
- Nie wyglądasz dobrze moje dziecko – zauważyła i położyła jej dłoń na policzku w serdecznym geście. Marianę zapiekły łzy pod powiekami ale szybko je przełknęła.
- Wszystko w porządku. Nie sypiam ostatnio dobrze – powiedziała i spojrzała na babcie stanowczo – chciałabym cie o coś zapytać.
- Słucham? – zapytała Fatima ale jej twarz znów przybrała chłodną i nieprzeniknioną maskę.
- Chciałabym wiedzieć o tym co odkryłyście z Biancą i Sofią – powiedziała stanowczo. Fatima przez chwilę przyglądała się Marianie, a kiedy chciała coś powiedzieć w holu zjawiała się Gaia.
- Mariana – powiedziała chłodnym tonem – pozwól do mnie – poprosiła. Mariana niechętnie weszła za matką do salonu a za nią poszła Fatima.
- Będzie mnie teraz mama tak pilnować na każdym kroku? – zapytała poirytowana. Fatima spojrzała na nią ostro.
- Ktoś jak widać musi – powiedziała i usiadła na sofie. Gaia przeniosła wzrok na córkę i wzięła z ławy biała dużą kopertę.
- To są dokumenty które Vito Giancarlo musi podpisać – powiedziała rzeczowo. Mariana wzięła kopertę i zajrzała do środka.
- Co to jest ? – zapytała i spojrzała na Gaię wyczekująco. Kobieta zerknęła na teściową a później znów na córkę.
- Dokumenty w których Vito Giancarlo przekazuje nam większościowe udziały we wszystkich swoich firmach. Kiedy to podpisze wszystko co zdobył przez lata swojej pracy będzie należało do nas a on nie będzie nawet w stanie zapłacić za wodę która pije – powiedziała Gaia z ironią z kpiącym uśmiechem.
- Jak ja mam mu to dać do podpisania? Przecież on nigdy czegoś takiego nie podpisze – zauważyła Mariana. Gaia uniosła znacząco brew i zmierzyła córkę od stóp do głowy.
- Jakoś musisz sobie poradzić. Nie wiem co zrobisz. Ale stary Giancarlo ma to podpisać –prychnęła.
- Nie masz dość tej przeklętej zemsty? – zapytała poirytowana Mariana i rzuciła kopertą na ławę. Gaia posłała jej surowe spojrzenie.
- Widzę że Luka Giancarlo potrafi zdziałać cuda skoro w tak łatwy sposób odsuwasz się od rodziny i zmieniasz swoje postanowienia – powiedziała tonem wypranym z jakichkolwiek uczuć.
- Nic nie rozumiesz – Mariana uniosła podbródek i spojrzała matce odważnie w oczy.
- Czyżby? Łamiesz słowo dane ojcu przy jego grobie – Gaia podeszła do niej – przysięgałaś na naszą rodzinę. Obiecywałaś ojcu, dziadkowi i wujom że pomścisz ich śmierć. Ile jest warte twoje słowo? – zapytała rzucając córce spojrzenie pełne nienawiści – no ile jest warte twoje słowo? – ponagliła ją. Mariana zagryzła zęby i z całych sił próbowała powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Nie udało jej się to jednak. Po policzku popłynęły niczym grochy – jasne – prychnęła Gaia – umiesz tylko się nad sobą użalać i płakać. Jesteś słaba jak mało kto. I ty nazywasz się Luciano? Ty nazywasz się moja córką? Jesteś tchórzem – warknęła. Fatim a natychmiast wstała i odgrodziła wnuczkę od synowej.
- Gaia dość tego – powiedziała surowym i stanowczym tonem – nie masz w sobie za grosz litości nawet dla własnej córki. Co się z Toba dzieje? – zapytała i spojrzała jej w oczy z lękiem. Gaia posłała jej spojrzenie pełne politowania i sięgnęła po kopertę leżącą na stole.
- I tak to zrobisz – powiedziała do córki pewnym siebie głosem i mierzyła się z nią na spojrzenia. Mariana chwyciła kopertę i wybiegła z domu bez słowa. Fatima odwróciła się do synowej i spojrzała jej w oczy z furią i obrzydzeniem.
- Mój syn by się ciebie wstydził – odparła jadowitym tonem i wyszła z salonu pozostawiając Gaię samą ze sobą i łzami jakie popłynęły jej po policzku.

***
Luka wysiadł z samochodu pod swoim domem i zatrzasnął drzwi. Przez całą drogę miał przed oczami obraz Mariany. Jej łzy i czułość jaką go obdarzała by za chwilę jej spojrzenie stało się chłodne i bezwzględne. Ranił siebie. Skazywał się na cierpienie tylko dlatego że nie umiał jej zostawić. Nie umiał zapomnieć, bo zakorzeniła się w jego sercu i myślach mimo że o to nie prosił. O ile byłoby mu łatwiej gdyby jej nigdy nie poznał. Po co pojawiła się w jego życiu i przewróciła wszystko co starał się ułożyć do góry nogami skoro nie darzyła go żadnym uczuciem. Po co się starał? Nie umiał odpowiedzieć sobie na te pytania. Nie znalazł jeszcze żadnej rozsądnej odpowiedzi na nurtujące go pytania a to było nie do wytrzymania. Nie radził sobie z całą ta sytuacją i nie wiedział co powinien zrobić. Żadne wyjście nie było rozsądne. Żadne nie dałoby ukojenia. Bał się. Bał się jak nigdy. Nie chciał znów przechodzić katuszy i pozwolić na cierpienia ale to już się stało. Mike upajał się jego bólem. Robił wszystko żeby zniszczyć mu życie. I świetnie się spisywał za każdym razem. Dręczył go. Luka znów zobaczył przed oczami swoją kobietę w ramionach Mike. Jego łapy na jej ciele, usta na jej wargach. Jej ciało naznaczone przez jego brata. To nie do zniesienia. Bolało tak bardzo. Nie potrafił odpędzić od siebie chęci przyłożenia bratu w gębę. Nigdy tego nie zrobił bo kierował się sztywnymi zasadami. Jednak Mike nigdy nie gra fair, dlaczego Luka miał to robić.
Wszedł do domu i zamknął drzwi z impetem aż zatrzęsły się okna. Potarł nasadę nosa i odetchnął głęboko. Chciał zapomnieć o dzisiejszym dniu. O Mike’u, Marianie i swoim bólu. Pragnął wyjechać i upić się aż zapomni. Tylko tyle. Nie czuć tego nieprzepartego bólu. Tej udręki.
Z salonu wyszedł Mike. Luka usłyszał jego kroki na posadzce i uniósł wzrok. Michael oparł się o ścianę i uśmiechnął się do niego krzywo.
- Jak się czuje Mariana? – zapytał ze spokojem ale w jego głosie dało się usłyszeć kpinę.
- Nie udawaj że cie to interesuje – warknął Luka.
- Ależ oczywiście. W końcu to poniekąd moja wina że zasłabła czyż nie? – powiedział i uniósł brwi z ironią.
- Zamknij gębę Mike – syknął Luka i oparł się dłonią o zimną ścianę.
- A to dlaczego? – zapytał i skrzyżował ręce na piersi – uderzysz mnie? Tyle razy już obiecywałeś że przestałem wierzyć w twoje czcze gadanie – prychnął. Luka uniósł głowę i spojrzał bratu w oczy.
- Przestań mnie prowokować – warknął – o co ci w ogóle chodzi co? Dlaczego masz taką satysfakcję z tego że niszczysz moje szczęście? – zapytał ale nie spuszczał wzroku z Mike. Chłopak zaśmiał się goryczą.
- No tak. Zapomniałem że takie z ciebie niewiniątko że zawsze to tobie dzieje się krzywda. To ty zawsze jesteś najbardziej poszkodowany i to nad tobą rozczula się cała rodzina. Ale wiesz co ? ja cie wcale nie żałuje. Cieszy mnie kiedy widzę tą twoją zbolałą minę – powiedział Mike z szyderczym uśmiechem.
- Za co? – Luka ponowił pytanie coraz bardziej rozjuszony i niecierpliwy.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? – zapytał ale Luka wcale nie odpowiedział. Posłał tylko bratu mordercze spojrzenie – od zawsze byłeś ukochanym synkiem tatusia. To ciebie wszyscy faworyzowali. Matka ojciec, brat. Nawet Adriana. A ty nawet nie umiałeś jej uratować. Studiowałeś medycynę a kiedy najbardziej cie potrzebowała zawiodłeś. To ty ją zabiłeś – warknął Mike a jego oczy zaszły mgłą – pozwoliłeś jej odejść.
- Przymknij się – warknął Luka a po jego policzku spłynęła samotna łza – ostrzegam cie Mike.
- Przecież sam chciałeś żebym ci powiedział. Nie uratowałeś jej i przez ciebie zginęła. Niczego nie umiesz przy sobie zatrzymać nawet tej słodkiej Mariany – dodał a Luka nie wytrzymał i wymierzył mu mocny cios w szczękę. Mike zatoczył się i spojrzał na brata z zaskoczeniem.
- Nie masz pojęcia o tym jak wyglądała strzelanina dwa lata temu. Nie wiesz co robiłem a czego nie. Wiec stul dziub!
- Nic mi nie możesz kazać. Będę mówił co będę chciał – powiedział i z triumfalnym uśmiechem na twarzy oddał bratu cios. Luka rzucił się na niego i chwytając za koszulę rzucił na ścianę.
- Chryste Panie! Co oni wyprawiają ? – krzyknęła Barbara która razem z Vitem i Marco weszła na schody – Vito zrób coś – ponagliła męża. Giancarlo ruszył w dół, jednak poczuł na ramieniu dłoń Marco który go zatrzymał.
- Zostaw ich tato – Vito spojrzał na syna zdezorientowany.
- Co ty mówisz, oni się pozabijają – powiedział bezradnie. Marco jednak tylko pokręcił głową.
- Nie. Muszą sobie po prostu dać po razie bo inaczej nie będzie się dało z nimi wytrzymać. – spojrzał na ojca ze spokojem w oczach – wiem co mówię.
- Marco do diaska ! – Barbara krzyknęła coraz bardzie zdenerwowana – przerwij to na miłość boską albo ja to zrobię. – powiedziała stanowczo. Mężczyzna zszedł ze schodów i nim bracia zdążyli się zorientować stał już miedzy nimi.
- Puść mnie ! – warknął Luka i wyszarpnął się z uścisku brata. Spojrzał na Mike z furią i otarł wargi wierzchem dłoni.
- Jesteście z siebie zadowoleni? – zapytał i patrzył to na jednego to na drugiego chłodnym i rzeczowym wzrokiem.
- Nie dam się mu okładać jak jakiś leszcz – powiedział Mike i dotknął palcami policzka.
- Ulżyło wam? Skoro musicie rozstrzygać swoje spory jak jaskiniowce to przynajmniej nie róbcie tego na oczach matki. – Luka spojrzał na Barbarę przepraszająco i potarł nadgarstek.
- Widocznie nie jestem takim idealnym synem za jakiego uważa mnie Mike – powiedział i nie patrząc na nikogo wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
- Co wam odbiło do ciężkiej cholery? – powiedział Vito i podszedł do Mike. Chwycił jego podbródek stanowczym gestem i zwrócił ku sobie.
- Nic – powiedział i odsunął się od ojca po czym wszedł na górę mijając matkę bez słowa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:00:04 01-01-11    Temat postu:

No to się porobiło.... Mari znów pokłóciła się z matką, w dodatku chyba nadal nie wie co wybrać - Lucę czy posłuszeństwo rodzinie... Nie zazdroszczę jej sytuacji, w jakiej się znalazła. Osoba, od której powinna otrzymać największe wsparcie nieustannie ma do niej jakieś pretensje, a osoba, która miała być wrogiem, okazała się jej bratnią duszą... Wiesz, że ciągle liczy na (w miarę) szczęśliwe zakończenie?
No i Luca i Mike - dali sobie po razie, ale to chyba wcale nie poprawiło sytuacji między nimi. Mike obwinia brata o śmierć siostry i ma do niego żal, że to on był "ukochanym synkiem tatusia", ale mam wrażenie, że to jeszcze nie wszystko co ich dzieli...
Ciekawa jestem jak Luka zareaguje, gdy Mari wyzna jej prawdę - czy jej wybaczy i będzie ją kochał mimo wszystko i czy Mari posłucha matki i zdobędzie podpisy Vita.. Eh, ciągle więcej tu pytań niż odpowiedzi, więc czekam niecierpliwie na new:)
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 22:12:46 04-01-11    Temat postu:

Więcej pytań niż odpowiedzi? hm....skąd ja to znam, nie wiesz? Zdaje się że w Twoich dziełach nic nie wiadomo do ostatniego odcinka. W moim może bedzie troszkę inaczej, ale tylko troszkę. A teraz proszę troche odpowiedzi i trochę pytań
Miłego czytania.

P.S. Moje wampiryczne opowiadanie będzie na pewno !!!! Nie wiem kiedy je wstawię, ale może już niedługo



ODCINEK 27

- Stary wyglądasz okropnie – powiedział Pino i usiadł na fotelu przy biurku Luki w klubie „La Rosa Negra”.
- Jakbym nie wiedział – warknął i przyłożył sobie do ust ściereczkę z lodem i oparł się na fotelu.
- Poszło o coś konkretnego? Nigdy nie biłeś się z Michaelem – zauważył Pino i spojrzał przyjacielowi w oczy badawczo mu się przyglądając.
- Należało mu się w końcu – powiedział i spojrzał na kumpla.
- Rozumiem że poszło o Marianę – zapytał a jednak bardziej zabrzmiało to jak stwierdzenie. Spuścił głowę i wykrzywił usta w grymasie.
- O co chodzi? – zapytał Luka. Widział że coś dręczy kumpla. Znał go nie od wczoraj żeby rozpoznać że czegoś obawia się mu powiedzieć. Pino spojrzał na niego smutnym wzrokiem.
- Wczoraj przyszedłem do ciebie bo chciałem coś ci pokazać. Ostrzegam, ze wcale cie się to nie spodoba – zaznaczył i zerknął na niego uważnie.
- Mów o co chodzi – Luka westchnął zrezygnowany. Pino chwycił teczkę którą położył na biurko i otworzył ją.
- Chodzi o Marianę – powiedział w końcu i patrzył na przyjaciela uważnie. Luka jednak poruszył się lekko na fotelu i z kamienną twarzą spojrzał na Pino – ona nazywa się Corolla prawda? – Luka kiwnął głową – znalazłem coś czego nie rozumiem i co wcale mi się nie zgadza – dodał i podał otwartą teczkę Luce. Chłopak położył sobie ją na kolanach i zaczął przeglądać wydruki z kilku artykułów.
- Co to ma być? – zapytał w końcu i spojrzał na Pino gniewnie.
- Mariana Corolla zginęła w wypadku samochodowym niecały miesiąc temu. Nie uważasz ze to dziwne? Ta dziewczyna pojawiła się w twoim życiu kilka dni po tym zdarzeniu.
- Co chcesz mi powiedzieć Pino? Że Mariana używa fałszywego nazwiska? – rzucił teczkę na biurko i zmierzył kumpla przenikliwym wzrokiem. – zachowujesz się jak paranoik Pino. Od samego początku nie znosiłeś Mariany. Domyślałem się że będziesz o niej czegoś szukać skoro twój ojciec jest prokuratorem ale na miłość Boską nie szukaj dziury w całym - powiedział z błaganiem i oparł się bezradnie na fotelu.
- Luka sam mówiłeś że nic o niej nie wiesz. Nie uważasz że coś tu nie gra? Nie powiedziała ci nawet o swojej rodzinie – zauważył Pino coraz bardzie poirytowany.
- Nie musisz mi tego przypominać – warknął Luka – doskonale wiem że nic o niej nie wiem, ale to nie powód żeby grzebać i wyszukiwać niestworzone historie Pino.
- To nie wszystko co znalazłem. A może raczej czego nie znalazłem – powiedział a Luka znów na niego spojrzał.
- Nie ma drugiej Mariany Corolla. W żadnym rejestrze. Ta dziewczyna nie istnieje – powiedział i pochylił się nad biurkiem.
- Pino do cholery! – Luka wstał i rzucił na biurko ściereczkę z lodem po czym włożył ręce w kieszenie – mogła przyjąć nazwisko matki. Tak się bardzo często dzieje. Nie wiemy jak wyglądało jej życie i nie mamy prawa jej oceniać a tym bardziej wymyślać niestworzonych rzeczy – dodał i spojrzał na przyjaciela – doceniam że się o mnie troszczysz…
- Od tego są przyjaciele – powiedział i przeczesał włosy palcami.
- Zgadza się. Jednak pozwól że sam załatwię sprawę z Marianą – poprosił a jego oczy złagodniały. Pino tylko kiwnął głową. W tym samym momencie ktoś zapukał do gabinetu. Luka uniósł wzrok a do pomieszczenia weszła Mariana. Chłopak zmierzył ją błyszczącym spojrzeniem. W gabinecie zapadła cisza. Pino zerknął przelotnie na dziewczynę a później na przyjaciela, po czym wstał.
- pomyśl o tym co ci powiedziałem – poprosił i nie patrząc na Marianę wyszedł z gabinetu. Luka zamknął teczkę, którą przyniósł mu kumpel i schował ją do szuflady biurka.
- co tu robisz? – zapytał i schował ręce w kieszenie patrząc na nią wyczekująco.
- przejeżdżałam niedaleko i pomyślałam że wpadnę – powiedziała cichutko i spojrzała mu w oczy ze smutkiem. Luka nic nie odpowiedział tylko jej się przyglądał. Mariana założyła włosy za ucho i spuściła głowę – nie powinnam była – jej oczy zaszły mgłą więc ukryła się za kaskadą długich włosów – pójdę już – odwróciła się i ruszyła do drzwi. Luka jednak w mgnieniu oka znalazł się przy niej i położył dłoń na drzwiach uniemożliwiając jej ruch. Mariana poczuła za plecami ciepło bijące od jego ciała. Oparła czoło o drzwi i odetchnęła głęboko – przepraszam – wyszeptała szlochając. Nie miała już siły oszukiwać siebie a tym bardziej Luki. Z każdym przeklętym dniem było jej coraz trudniej. Nie umiała spojrzeć mu w twarz, ale nie potrafiła tak po prostu przestać go widywać to było od niej silniejsze. Czyżby tęskniła? Nie wiedziała. Może się bała. Tego że zostanie sama i nie poradzi sobie z własnym poczuciem winy. Nie miała pojęcia co powinna teraz zrobić. Każde rozwiązanie było tak samo nie na miejscu. Wiedziała że posunęła się za daleko. Powinna się była wycofać kiedy jeszcze miała na to czas. Teraz było już za późno. Za późno na to by nie ranić siebie krzywdząc Lukę i za późno na to żeby się wycofać. Była słaba. Myślała że podoła temu zadaniu. Przecież nienawidziła tej rodziny. Co się zmieniło? Co się z nią stało? Była taka samotna i bezradna. Jak dziecko błądzące we mgle i szukające czegoś czego i tak nie dosięgnie. To było nie do zniesienia. I tak bardzo bolało.
- Dlaczego tu dziś przyszłaś? – zapytał Luka szepcząc jej do ucha.
- Bo….- zawahała się – Luka …..proszę ….. – chłopak odwrócił ją w swoją stronę. Oparł dłonie po obu stronach jej głowy i spojrzał w twarz.
- spójrz na mnie – poprosił aksamitnym tonem. Dziewczyna wytarła mokre od łez policzki ale nadal nie uniosła wzroku – Mari spójrz, proszę – ponaglił delikatnie.
- Luka nie dręcz mnie – załkała.
- nie mam takiego zamiaru – zaprzeczył łagodnie – chce tylko usłyszeć dlaczego tu dziś przyszłaś – spojrzał na nią z czułością. Mariana uniosła wzrok i spojrzała w jego namiętne brązowe oczy.
- nie wiem – ucięła i odwróciła głowę. Nie mogła wydusić z siebie słowa. To było zbyt trudne. Wiedziała że jeśli cokolwiek powie przesądzi o swoim losie. Bała się tego.
- Mari…. – zmiękły jej kolana kiedy wypowiedział jej imię w taki sposób – myślę, że dobrze wiesz po co – spojrzał na nią spokojnie – tylko to powiedz – dodał stanowczym ale łagodnym tonem. Chciał to usłyszeć. Pragnął zobaczyć w jej oczach miłość.
- nie mogę Luka – powiedziała i spuściła głowę – nie nalegaj – poprosiła a po jej policzku znów popłynęły łzy. Luka spuścił wzrok. Cała nadzieja uszła z niego jak powietrze z balona. Cierpiała. Przez niego. Zmuszał ją do czegoś czego sama nie chciała. Do czegoś czego nie czuła.
- boje się Mari – spojrzał jej w oczy ze smutkiem – boje się że cię stracę o ile już nie straciłem – głos mu się załamał. Powoli odsunął się od Mariany i podszedł do biurka. Oparł się o niego i położył na nim dłonie – tak wiele w życiu już straciłem i nie chce znów przez to przechodzić – dodał i spojrzał w ogromne okno. Mariana spojrzała na jego udręczoną twarz. Znała tą bezradność i ból jak towarzyszył Luce. Byli do siebie podobnie. Wiele ich łączyło mimo iż Mariana przez cały czas usiłowała temu zaprzeczyć i nie poddać się temu co mówiło jej serce. Podeszła do niego bardzo powoli nie spuszczając z niego wzroku. Kiedy stanęła tuż obok, Luka leniwie przeniósł na nią swój wzrok. Widział w jej oczach strach, ból i zagubienie. Chciał ją przytulić i powiedzieć że wszystko będzie dobrze, ale bał się jej dotknąć. Bał się że jeśli dopuści ją do siebie, zniknie z jego życia tak jak wszystko co kochał. Nie zniósł by tego. Nie tym razem. Mariana oparła czoło o jego ramię.
- Luka…. – wyszeptała ledwo słyszalnie - ja….. – przełknęła łzy i zmusiła się do pewności w głosie. Wcale jej się to nie udało – potrzebuje cie. Zabierz mnie stąd – poprosiła bezradnie. Chłopak ujął jej twarz w dłonie i zmusił by na niego spojrzała.
- Więc wyjedź ze mną na weekend – zaproponował wpatrując się intensywnie w jej brązowe oczy które zawróciły mu w głowie zanim jeszcze ją poznał – mam domek nad morzem. Żadnych sąsiadów, żadnych obowiązków, żadnych ludzi. Plaża tylko dla nas. Tylko ja i ty – powiedział. Mariana patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami – chce z tobą spędzić dwa dni z dala od tego całego zamieszania.
- Dobrze – przytaknęła a po policzku popłynęły jej łzy. Wiedziała, że ten wyjazd będzie ich ostatnim. Po raz ostatni spędzą ze sobą piękne chwile. Po raz ostatni będzie czuła jego ciepło, ostatni raz poczuje jego usta na swoich, jego oczy patrzące na nią jak na skarb, jego ciało idealnie dopasowane do jej ciała. Była gotowa poświęcić dwa dni tylko dla Luki. Po to by poczuć się kochana. Po to nawet żeby oszukać samą siebie że może być przez chwilę szczęśliwa. Chciała dać Luce dwa dni miłości. Tylko tyle była w stanie mu ofiarować. Spojrzała mu w oczy i dopiero teraz ujrzała zadrapanie pod lewym okiem. Zmarszczyła brwi – co ci się stało? – zapytała. Luka zaśmiał się ironicznie.
- Małe nieporozumienie. Nic wielkiego naprawdę – przyznał.
- Pobiłeś się z Michaelem? – zapytała. Znała odpowiedź, ale wolała się upewnić. Luka spojrzał jej w oczy z namiętnością i zaborczością o jaką się nie podejrzewał.
- Ostrzegałem go – warknął – powinien był mnie posłuchać i trzymać się od ciebie z daleka, ale nie on musiał zgrywać Casanovę – prychnął. Mariana patrzyła na niego z czułością. To spojrzenie mówiło mu wszystko. Chciał jej widzieć zawsze właśnie takie. Przeznaczone tylko dla niego. Pragnął jej całej. Nie tylko jej ciała, ale serca i duszy.
- Luka to twój brat – upomniała go.
- Owszem, ale gdyby nie próbował po raz kolejny zniszczyć mi życia nic by się nie stało – jego oczy błysnęły – jesteś moja i nikt kto cie dotknie nie będzie spał spokojnie – zagroził. Mariana zadrżała, ale w cale nie ze strachu. Wiedziała że Luka nie żartuje. Widziała w jego oczach stanowczość i miłość. Chciał jej. Tylko jej. Znaczyła dla niego tyle że był gotów przywalić własnemu bratu. Jej serce stopniało w jednej chwili – jesteś moja – wyszeptał. Spojrzał jej w oczy i przysunął się tuż nad jej ustami. Pomniejszał dzielącą ich odległość a Marianie serce wykonało salto w oczekiwaniu na dotyk jego ust. Pocałował ją najdelikatniej i najczulej jak tylko potrafił. Badał jej usta centymetr po centymetrze jakby chciał zapamiętać ich smak do końca życia. Czuła się taka ważna i Kochana. Czuła że żyje. Luka odsunął się powoli od niej. Zerknął w oczy i pocałował opiekuńczo w czoło.
- Muszę już iść – powiedziała zachrypniętym głosem. Odchrząknęła – obiecałam Elenie że dzisiaj wpadnę – dodała i spojrzała mu niepewnie w oczy.
- Wiem. Masz jej pomóc przy urodzinach Pauli – uśmiechnął się łagodnie i wstał. Sięgnął po plik dokumentów i podał ją Marianie – jeśli możesz podrzucić to mojemu ojcu do podpisania – poprosił. Mariana spojrzała na papiery i przełknęła głośno ślinę. Bezwiednie dotknęła dłonią swojej torby do której włożyła dokumenty, które dostała rano do matki.
- Jasne – uśmiechnęła się blado i chwyciła plik – pójdę już – rzuciła i ruszyła do drzwi. Poczuła jednak, że Luka ścisnął jej ramię i przyciągnął ją do siebie. Nim się zorientowała pocałował ją namiętnie po czym puścił. Spojrzał jej w oczy i pogładził wierzchem dłoni po policzku.
- Teraz możesz już iść – powiedział. Mariana uśmiechnęła się niepewnie i czym prędzej wyszła z gabinetu. Luka usiadł za biurkiem i tępym wzrokiem wpatrywał się w drzwi za którymi zniknęła Mariana. Otworzył szufladę biurka i wyjął teczkę od Pina. Przejrzał ponownie wszystkie artykuły. To wszystko nie miało sensu. Przecież Mariana nie miała powodu, żeby tak perfidnie go okłamać. Po co miała by to robić? Co miałaby przez to zyskać. Nic mu się ostatnio nie kleiło w całość. I to go przerażało. Prychnął i rzucił teczkę na biurko po czym wstał i oparł się dłonią o wielkie okno wychodzące na pustą salę. Mimo wszystko coś mu się tu nie zgadzało. Miał przeczucie że jednak Mariana ma przed nim poważniejszą tajemnic ę niż tylko swoją smutną przeszłość.

***
- Dzień dobry Mariana – Don Vito przywitał dziewczynę kiedy tylko zdążyła wejść do domu – Elena karmi teraz Paulę – spojrzał na zegarek i uśmiechnął się – powinna zaraz zejść. Wejdź proszę do salonu – zaproponował.
- Dziękuję – Mariana uśmiechnęła się i weszła do przytulnego pomieszczenia.
- Widziałaś się z Luką? – zapytał i usiadł na kanapie. Mariana kiwnęła głową i również usiadła.
- Luka dał mi dokumenty – powiedziała i wyjęła drżącą ręką plik papierów. Kiedy wyszła od Luki włożyła miedzy te papiery umowy od matki. Zerknęła na nie i podała je Vito – prosił, żeby pan to podpisał – dodała. Mężczyzna spojrzał na dokumenty i wyjął z kieszeni koszuli długopis. Kiedy chciał przejrzeć każdy arkusz oddzielnie Marianie serce podeszło aż do gardła – Luka mówił że Marco wszystko sprawdził i są w porządku – odpowiedziała gorączkowo i uśmiechnęła się blado.
- Skoro tak to nie będę tracił czasu na czytanie – zaśmiał się i położył plik na ławie po czym odginając z każdym tylko prawy dolny róg podpisał każdy arkusz. Mariana przyglądała mu się z niepokojem. Kiedy skończył podał je Marianie uśmiechając się serdecznie – proszę kochana i dziękuję że mi je przywiozłaś.
- Nie ma za co – odparła i schowała dokumenty do torby – Luka ma szczęście że cie poznał – przyznał i spojrzał w okno zamyślając się przed chwilą nad czymś – nigdy nie widziałem go tak szczęśliwego i pełnego energii. Przez długi czas nie udawało mu się w związkach. Z tobą jest inaczej – powiedział i uśmiechnął się do niej łagodnie.
- Skąd pan wie? – zapytała i przyjrzała mu się uważnie.
- Zna m swojego syna. Szaleje ze tobą. Każdy mężczyzna z naszej rodziny jest namiętny i pełen temperamentu. Luka otrzymał go w genach chyba najwięcej – zaśmiał się i oparł na sofie – jeżeli kocha to na całe życie, jeśli nienawidzi to całym sercem – dodał. Marianę łzy zapiekły pod powiekami. Tego najbardziej się bała.
- Widziałam zadrapania na twarzy Luki – powiedziała starając się przybrać pewny siebie ton – pobił się z Michaelem prawda? – Vito posmutniał i przymknął oczy.
- Tak. Od dłuższego czasu Luka nie potrafi dogadać się z bratem i nie wiem co jeszcze możemy zrobić. Kilka lat temu coś między nimi pękło i raczej nie wchodzą sobie w drogę – zaznaczył i potarł kark – wczoraj sam się przestraszyłem bo jeszcze nie widziałem Luki w takiej furii. Bałem się że zrobi Michaelowi krzywdę – dodał i zamilkł.
- To moja wina – przyznała Mariana i spuściła głowę.
- Nie kochana. To że moi synowie nie umieją się dogadać to tylko i wyłącznie ich sprawa. Twoje pojawienie się w życiu Luki przysporzyło im tylko pretekstów do kłótni. Jeśli nie chodziło by o ciebie znaleźli by sobie inny powód.
- Tata ma racje – oboje usłyszeli serdeczny głos Eleny – weszła do salonu z Paulą na rękach. Uśmiechnęła się do Mariany i pocałowała ją w policzek – cieszę się że przyszłaś – powiedział i mrugnęła do niej porozumiewawczo.
- Dobrze to w takim razie ja się usuwam i pozostawiam wam wolną rękę – uśmiechnął się i podszedł do Eleny wyciągając ręce po Paule – chodź kochanie. Zostawimy mamę i ciocię a my pójdziemy się pobawić.
- Naprawdę może tata? – zapytała uradowana Elena.
- Oczywiście – Vito wziął Paulę na ręce i wyszedł z salonu.
- Mamy teraz chwilę czasu – powiedziała Elena i uśmiechnęła się szeroko – chodź na taras. Jest ładna pogoda – Elena i Mariana wyszły na zewnątrz i usiadły przy szklanym stole tarasowym w wygodnych białych fotelach. Kobieta spojrzała na Marianę i przyjrzała się jej uważnie – czym się martwisz? – zapytała i oparła się na fotelu.
- Nie martwię się – odparła Mariana i założyła włosy za ucho zerkając gdzieś w bok.
- To widać Mari – stwierdziła Elena i uśmiechnęła się przyjaźnie. Mariana odetchnęła głęboko i przymknęła oczy.
- Luka nie będzie ze mną szczęśliwy – stwierdziła. Elena pochyliła się nad stołem i spojrzała na Marianę badawczo.
- A to niby dlaczego? – zapytała ale Mariana milczała – Mari on już jest szczęśliwy jak nigdy dotąd. Znam Lukę. Zrobi wszystko żeby tak pozostało.
- Są rzeczy na które nie mamy wpływu nawet jeśli bardzo chcemy – dodała Mariana i spojrzała na Elenę zamglonymi oczami. Elena przygryzła policzek od środka zastanawiając się nad czymś przez chwilę.
- Nie wiem co cie spotkało w przeszłości – zaczęła spokojnie – i nie mnie to oceniać czy komentować, ale wiedz jedno Mari. Dla Luki jesteś najważniejsza. Zrobiłby dla ciebie wszystko. Dał by ci gwiazdkę z nieba jeśli byś o to poprosiła – Mariana przeniosła udręczony wzrok na kobietę – wierz mi. Oni tacy już są. Mężczyźni z tej rodziny kobiety traktują jak skarb. Jeżeli Luka cie kocha a wiem że tak jest to nie pozwoli byś była nieszczęśliwa. A jeśli ty będziesz się cieszyć on również będzie. Twoje szczęście jest jego szczęściem – spojrzała na Marianę wyczekująco. Dziewczyna przeczesała włosy palcami i niepewnie spojrzała Elenie w oczy – nie bój się tego że masz obok siebie Lukę w wszystko się ułoży zobaczysz – zapewniła, jednak mimo jej szczerych intencji Mariana wiedziała że ta historia nie skończy się tak jakby oboje tego chcieli. Uśmiechnęła się delikatnie i spojrzała Elenie w oczy z wdzięcznością. Kobieta oparła się na fotelu i uśmiechnęła serdecznie. Wtedy Mariana zauważyła na jej szyi medalik. Zmarszczyła brwi.
- Skąd masz ten wisiorek? – zapytała. Elena chwyciła medalik w dłoń i mocno ścisnęła.
- Dostałam go od matki niedługo po narodzeniu. Niestety zmarła a ja wychowywałam się w domu dziecka.
- Przykro mi – Mariana spojrzała na nią smutnymi oczami.
- Kiedy miałam rok zostałam adoptowana, więc nie było najgorzej – uśmiechnęła się – a dlaczego tak cie zainteresował ten łańcuszek? – zapytała zaciekawiona.
- Nie wiem – Mariana pokręciła głową – wydawał mi się znajomy ale chyba się pomyliłam – uśmiechnęła się.
- Pewnie tak – Elena rozłożyła na stole kilka folderów i katalogów. Mariana jednak nie mogła oderwać oczu od tego medalika. Znała go skądś. Była przekonana że już go u kogoś widziała, ale nie mogła sobie przypomnieć u kogo.
- Chciałam żebyś pomogła mi wybrać dekoracje – powiedziała Elena wyrywając Marianę tym samym z rozmyślań – spójrz na to – podała jej folder.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:33:28 05-01-11    Temat postu:

Trochę odpowiedzi i trochę pytań? Ja tu widzę tylko pytania:P Teraz znów mnie zaintrygowała sprawa tego medalika. Naprawdę możesz być z siebie dumna - jeszcze chyba ani razu nie udało mi się przewidzieć, co się wydarzy. To dopiero sztuka, trzymać tak w napięciu do samego końca:)
Cieszę się, że pojawił się Pino (nawiasem mówiąc, trochę szkoda, że nie rozbudowałaś szerzej jego roli), namieszał Luce w głowie i poszedł. W sumie dobrze zrobił, że mu o tym wszystkim powiedział, ale z drugiej strony... lepiej żeby Mariana zrobiła to sama. Miałam nadzieję, że to w końcu zrobi, ale ona wolała iść zdobyć te podpisy dla matki.. grrr... Łudzę się jeszcze, że może nie odda ich Gai...

ps. No to bardzo mnie to cieszy Już nie mogę się doczekać! Masz już obsadę?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kenaya
Prokonsul
Prokonsul


Dołączył: 14 Gru 2009
Posty: 3011
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 20:58:10 05-01-11    Temat postu:

Oj ani razu znalazło by się parę rzeczy które udało Ci się przewidzieć
Jest jedna rzecz o której dowiesz się już za dwa / trzy odcinki i okaże się, że miałaś nosa.
Co do Pina to wiem że nie rozbudowałam zbytnio jego roli, ale nie wyrobiłabym ze wszystkim. Za dużo spraw było z głównymi bohaterami i zaniedbałam resztę. Ale teraz rodzina Mariany i Pino będą mieli swoje więcej niż pieć minut w telci.

Co do wampirycznego opowiadania to owszem mam już obsadę. Wrzuciłam opko na forum więc zapraszam.
Poza tym z żalem informuję również, że chyba zakończę pisanie "ocal mnie". Być może wrócę jeszcze z tym opowiadaniem ale na razie nie ma sensu go pisać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Generał


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:11:39 05-01-11    Temat postu:

Ale było ich tak mało, że nawet nie pamiętam, że coś przewidziałam I dobrze - tak trzymaj ^^ Ale już mogłaś mi nie mówić, w czym miałam rację - teraz będę się zastanawiać co plotłam i co z tego może być prawdą...
Wiem niestety jak to jest gdy się ma dużo bohaterów Siłą rzeczy zawsze któryś z nich jest potem poszkodowany, nie wiem jak ogarnę "The Fallen", ale będę się bardzo starać - w sumie co innego mi pozostaje? Gdyby teraz to usunęła, to chyba źle by się dla mnie skończyło;P

Już widziałam Twoje wampirki - bardzo cieszę się, że zdecydowałaś się wstawić je na forum. Żałuję tylko, że "Ocal mnie" zniknie:( Chociaż czasem to nawet lepiej - np. mój "Idol" - zniknął i wrócił i liczę, że z Twoim opowiadaniem będzie tak samo^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze zakończone telenowele i seriale Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 7, 8, 9 ... 11, 12, 13  Następny
Strona 8 z 13

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin