Forum Telenowele Strona Główna Telenowele
Forum Telenowel
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sleeping Beauty |21.|
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 14, 15, 16  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
mina107
Wstawiony
Wstawiony


Dołączył: 29 Kwi 2012
Posty: 3548
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wa-wa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 10:54:01 27-08-13    Temat postu:

Anna. napisał:

Uwielbiam David'a i Mad. Są cudowną parą i nie waż się ich rozdzielać. Na pewno minie jeszcze trochę czasu aż w końcu wyznają sobie swoje uczucia.


Nie jestem sama! Juhu dzięki Aniu :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:33:22 27-08-13    Temat postu:

Anna. napisał:
Odcinek bardzo ciekawy. Najmłodszy z braci Harper jest okropny i tak jak Tony uważam, że ma problem z alkoholem i narkotykami. Ojciec Harper na pewno ukrywa coś bardzo waznego przed Tony'm co jest związane z Harper.

Uwielbiam David'a i Mad. Są cudowną parą i nie waż się ich rozdzielać. Na pewno minie jeszcze trochę czasu aż w końcu wyznają sobie swoje uczucia.



Dzięki za odwiedziny i komentarz :*
Co do Duncana, to może wie on o Tonym coś, czego inni nie wiedzą, a rodzice Harper może nie tylko przed Tonym coś ukrywają ;D
Cieszę się, że David i Maddie przypadli Wam do gustu aczkolwiek nie mogę niczego obiecać w kwestii ich bycia albo nie bycia razem Na pewno jeszcze sporo się wydarzy zanim dojdzie do jakichś ostatecznych rozstrzygnięć.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Generał


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:53:41 02-09-13    Temat postu:

Hm. Czasami mam wrażenie, że Vance darzy Ivy jakimś uczuciem, że mu zależy, ale zaraz znowu myślę, że to kompletny dupek. Że nie jest wart uczuć kobiety. I fakt, że się obudziła też go nie cieszy i jak można się domyślić, czyżby z powodu tego wypadku? Najwidoczniej to mężczyzna kierował tym samochodem, a teraz próbuje wmówić Ivy, że tylko ona jechała. Czyżby to on spowodował wypadek Harper? Najwidoczniej, ma to związek.
Poboczne wątki równie ciekawe! Mad i David, przyjemnie się czyta jak rozkwita ich miłość. Jak oboje skrywają swoje uczucia przed sobą. Jednak pojawienie się Asha może coś skomplikować.
No i Jack i Kayleen! Ich też uwielbiam.
Pozdrawiam. ;*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 19:27:32 02-09-13    Temat postu:

Dzięki Aniu :*
Vance to skomplikowana postać, nawet ja nie zawsze go rozumiem Ash rzeczywiście trochę tu namiesza, a Jack i Kay też swoje przejdą ^^
W wolnej chwili postaram się dokończyć "odcinek", który pisze się od jakiegoś czasu i jakoś się napisać nie chce
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ayleen
Generał


Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 4673
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:17:16 02-09-13    Temat postu:

Tak, kończ kończ.
Skomplikowana, czy też nie, myślę, że jeszcze tak całkowicie go nie skreślam. Poza tym, w końcu Ivy go kocha, jeszcze.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:10:13 03-09-13    Temat postu:

Zaraz otwieram plik i biorę się do pisania
No i właśnie Ivy i Vance'owi poświęcona będzie pierwsza część kolejnego odcinka, więc myślę, że to rzuci trochę światła na relacje między nimi
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:46:58 04-09-13    Temat postu:

C H A P T E R 11.


Niepewnie rozejrzała się dookoła. Wreszcie była we własnym mieszkaniu, a jednak poczuła się w nim dziwnie obco. Objęła się ramionami i westchnęła cicho, a kiedy Vance wszedł za nią, spojrzała na niego przez ramię i wysiliła się na uśmiech, starając się by wyglądał jak najbardziej naturalnie.
_____– Dobrze się czujesz? – spytał i postawiwszy małą torbę z jej rzeczami pod ścianą, ściągnął z siebie jeansową kurtkę i rzucił ją na kanapę.
_____– Chyba tak.
_____– Zrobię nam coś do picia – powiedział, kierując się w stronę kuchni. – Na co masz ochotę? Herbata z dzikiej róży i hibiskusa? – zapytał, szczerząc się od ucha do ucha. Skinęła głową twierdząco. Ucieszyło ją, że pamiętał, że to jej ulubiony rodzaj herbaty, a nawet zaskoczyło w pewien sposób. Vance był przecież typowym lekkoduchem, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie, zupełnie nie zwracając uwagi na takie drobiazgi jak wybór tej czy innej herbaty w markecie. A może po prostu wcześniej tego nie dostrzegała? Albo może wcale nie znała go tak dobrze jak jej się wydawało?
_____Podeszła do kanapy i przesuwając opuszkami palców po jej brzegu, jakby za pomocą dotyku chciała upewnić się, że to nie jest sen, skierowała się w stronę okna, za którym tętniło życie. Życie, które przez pewien czas toczyło się bez jej udziału. Zastanawiała się, ile zmieniło się podczas jej drzemki i na ile istotne dla niej były te zmiany. I miała nieodparte wrażenie, że jest sama, choć przecież był z nią Vance, który przed wypadkiem był dla niej całym światem, a który teraz wydawał jej się jakby nie ten sam, obcy i zimny. A może tylko to sobie wmówiła, tkwiąc wciąż podświadomie w swoim śnie, w którym z utęsknieniem wyczekiwała na swojego księcia bez twarzy?
_____– Kto zastąpił mnie w teatrze? – spytała, nie poznając swojego głosu.
_____– Nie myśl teraz o tym – odparł stanowczo, tonem, który jednoznacznie wskazywał na to, że nie zamierza o tym rozmawiać.
_____– Przecież wiem, że twój ojciec nie zdjąłby „Śpiącej królewny” z afiszu. Nie po takim sukcesie i wspaniałych recenzjach premiery. To biznes, w którym nie ma miejsca na sentymenty. Rozumiem to i nie będę miała do nikogo żalu – dokończyła, odwracając się w jego stronę. Widziała, że się zdenerwował, bo stał nieruchomo przy kuchennej szafce, zaciskając dłonie na brzegu blatu tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. Chciała już podejść do niego i jakoś go udobruchać, kiedy jej uwagę przykuł skrawek krwistoczerwonego materiału, wystający spomiędzy oparcia i poduszki kanapy. Chwyciła w palce delikatny materiał i ostrożnie pociągnęła. Szal był piękny, ale nie sądziła by należał do niej, był zupełnie nie w jej stylu. Zbyt krzykliwy.
_____– Vance, co to? – spytała, a gdy spojrzał na nią przez ramię, miała wrażenie, że jego twarz pobladła. Wyglądał zupełnie tak, jak nastoletni chłopak przyłapany przez matkę na oglądaniu „świerszczyków”. Kiedy pochwyciła jego spojrzenie, w którym czaiło się poczucie winy, kąciki jej ust uniosły się nieznacznie.
_____– Kupiłem go dla ciebie. W ramach przeprosin za naszą ostatnią kłótnię – powiedział w końcu i chwyciwszy kubki z herbatą, ruszył w jej stronę. – Potem stwierdziłem, że w ogóle do ciebie nie pasuje. Miałem oddać go do sklepu, ale przez twój wypadek zupełnie o tym zapomniałem – zakończył, stawiając herbatę na szklanym stoliku i uważnie obserwując jej reakcję.
_____– Kupiłeś mi też perfumy? – spytała, wtulając twarz w materiał.
_____– Chciałem – przyznał, wsuwając dłonie w kieszenie spodni. – Poprosiłem panią w sklepie, by spryskała nimi szal. Pomyślałem, że najpierw sprawdzę czy zapach ci się spodoba – skłamał bez zająknięcia.
_____Ivy uniosła brwi pod samą linię włosów, przyglądając mu się badawczo z poważną miną. W końcu jednak uśmiechnęła się i odwróciła w stronę okna, ponownie wtulając twarz w zwiewny materiał.
_____– Ładny – przyznała. – Ale sądziłam, że wiesz, że nie lubię ciężkich zapachów.
_____– W sklepie z perfumami wcale nie wydawał mi się ciężki – odparł, podchodząc do niej. – Poza tym pani ekspedientka…
_____– Była bardzo miła i zapewniała, że na pewno mi się spodoba – dokończyła za niego, gdy stanął tuż za nią i położył jej dłonie na biodrach, wtulając twarz w jej włosy. Poczuła jak się uśmiecha na jej słowa, a potem trąca nosem jej szyję, więc tylko mocniej wcisnęła się plecami w jego tors, pozwalając by zamknął ją w swoich ramionach.
_____– Cieszę się, że znów mam cię przy sobie – wyszeptał jej wprost do ucha. – Tęskniłem… – dodał, muskając chłodnymi ustami jej szyję. Ivy westchnęła cicho i przymknęła powieki, poddając się jego zabiegom.
_____– Jestem zmęczona – mruknęła cicho, gdy jego dłonie wsunęły się pod jej koszulkę i zgrabnie odwróciła się przodem do niego, spoglądając w oczy przepraszająco. Vance uśmiechnął się lekko i przekrzywił głowę w bok, wpatrując się w jej błyszczące, czekoladowe oczy z uwielbieniem. – Powiesz mi kto mnie zastępuje? – spytała, trzepocząc niewinnie rzęsami, kiedy delikatnie założył jej pasmo włosów za ucho i pochylił się, opierając się czołem o jej czoło.
_____– Najpierw położę cię do łóżka i utulę do snu – wychrypiał zmysłowym głosem tuż przy jej ustach, ujmując jej twarz w swoje dłonie. Ivy zachichotała cicho i zarzuciła mu ręce na ramiona. Przez chwilę wpatrywali się w siebie bez słowa, spragnieni wzajemnej bliskości.
_____– Więc na co pan czeka, panie Steen? – zagadnęła, po czym wspięła się na palce, by skubnąć jego usta. – Jestem tak potwornie zmęczona – dodała, ziewając teatralnie. – Chyba będzie pan musiał osobiście zanieść mnie do łóżka.
_____Vance uśmiechnął się cwano i nim się spostrzegła niósł ją już do sypialni. Nie wiedziała dlaczego nie chce jej powiedzieć, kto dostał rolę Śpiącej Królewny. Mogła się domyślać, że pewnie wie, że nie spodoba jej się to co usłyszy, więc odwleka tę chwilę, by nie psuć jej humoru. Nieraz już tak odrobił, skutecznie odwracając jej uwagę od nurtującej ją sprawy, swoją osobą. Tak jak teraz, kiedy sprawnymi palcami, powoli rozpinał guziki jej koszulki, obsypując jednocześnie delikatnymi pocałunkami jej twarz i szyję.
_____– Faith – powiedziała i dopiero gdy zastygł w bezruchu, uświadomiła sobie, że wypowiedziała to na głos. Vance odchrząknął siadając na krawędzi łóżka z podwiniętą nogą i przeczesawszy nerwowo włosy palcami, spojrzał w jej oczy z niepokojem.
_____– Wiedziałem, że ci się to nie spodoba – odparł cicho, kładąc dłoń na jej biodrze, kiedy podniosła się do pozycji siedzącej.
Rzeczywiście. Nie podobało jej się to. Nie lubiły się od początku, a Ivy nieraz już czuła na sobie jej spojrzenie pełne zawiści. Wiedziała, że brunetka ma do niej żal, bo kiedy pojawiła się w teatrze, Faith zaczęła tracić na jej rzecz główne role, jedna po drugiej. A poza tym był jeszcze Vance, za którym panna McAdams wodziła maślanym wzrokiem. Zresztą jak prawie cała żeńska część personelu teatru, do czego Ivy zdążyła już przywyknąć.
_____– Masz rację – powiedziała w końcu, kładąc dłoń na jego policzku, pokrytym kilkudniowym zarostem. – Nie podoba mi się to, ale to tylko praca. Poza tym, to nie potrwa długo, jak tylko dojdę do siebie, od razu wracam do teatru.
_____– Na razie powinnaś odpocząć – powiedział, cmokając ją w policzek bardzo blisko ust. – Jesteś jeszcze słaba.
_____Ivy westchnęła i spojrzała na niego spod wachlarza gęstych rzęs, uśmiechając się lekko.
_____– Znowu masz rację.
_____– Zawsze mam – odparł, wzruszając niewinnie ramionami.
_____– To co z tym tuleniem do snu? – spytała, a on wyszczerzył się od ucha do ucha. Oparł się plecami o poduszki ułożone u wezgłowia łóżka i rozpostarł szeroko ramiona, a jego spojrzenie i wyraz twarzy zdawały się mówić: „chodź do mnie, mała”. Ivy bez zastanowienia położyła się obok niego, z podkulonymi nogami, opierając głowę na jego torsie, a kiedy zamknął ją w uścisku swych ramion, w końcu poczuła się naprawdę jak domu.

__________________________________________________* * *

W domu Brownów patetyczny nastrój panował od samego rana, spychając na dalszy plan wszystkie przyziemne sprawy, w tym nawet wyskok Duncana. Julia jednak patrzyła na najmłodszego syna zatroskanym wzrokiem, zastanawiając się w którym miejscu popełniła błąd. Zawsze starała się nie wyróżniać żadnego ze swoich dzieci, ale kiedy na świecie pojawiła się Harper, wszyscy stracili dla niej głowę. Duncan miał wtedy niespełna trzy lata i może potrzebował więcej uwagi i miłości niż była mu w stanie dać na tamten moment? A teraz? Teraz być może było już za późno, by mu to w jakikolwiek sposób wynagrodzić. Wciąż jednak był jej dzieckiem, a ona, patrząc jak nieporadnie mocuje się z krawatem przed dużym lustrem, miała wrażenie, że wciąż jest małym, spragnionym matczynej miłości chłopcem. Gdy podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu, podniósł wzrok i ich spojrzenia skrzyżowały się w lustrze. Po chwili fuknął coś pod nosem i wyminął ją bez słowa, wciskając krawat w kieszeń marynarki.
_____Julia objęła się ciasno ramionami i zamrugała szybko powiekami, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze i starając powstrzymać napływające do oczu łzy. Straciła córkę bezpowrotnie i z dnia na dzień coraz bardziej obawiała się, że któregoś dnia straci też Duncana. Wiedziała, że nie poradziłaby sobie z tym – zniszczyłby ją wyrzuty sumienia. Pociągnęła nosem i potarła jego czubek wierzchem dłoni, a potem nabrała powietrza w płuca i przygładziła czarną sukienkę na biodrach. Musiała wziąć się w garść.
_____Kiedy poczuła za plecami ciepło, bijące od drugiego ciała, podniosła wzrok. Uśmiechnęła się niewyraźnie, wpatrując się w lustrze w zmęczoną twarz swojego męża. Richard bez słowa odgarnął jej włosy na bok i założył jej złoty łańcuszek z zawieszką w kształcie dwóch połączonych ze sobą serc, z których każde w połowie było wysadzane drobnymi diamencikami. Julia poczuła, że nogi ma jak z waty i cieszyła, że Richard zamknął ją w swoich silnych ramionach zaraz gdy tylko zapiął łańcuszek.
_____– Myślałam, że go zgubiłam – wyszeptała, opuszkami palców dotykając zawieszki.
_____– Tony go przywiózł – odparł Richard, opierając się brodą o jej ramię. – Harper zabrała go kiedyś, żeby naprawić zapięcie i zamienić cyrkonie, które co chwile wypadały na diamenty. Chcieliśmy ci zrobić prezent na urodziny… – zakończył, całując ją w policzek.
Julia uśmiechnęła się blado.
_____– Chodźmy, Tony już czeka – powiedziała, zupełnie ignorując fakt, że dzień, w którym po raz kolejny miała pożegnać córkę, był dniem jej pięćdziesiątych urodzin. Gdy Richard skinął głową z aprobatą, ostrożnie wzięła urnę z prochami córki i przycisnąwszy ją do piersi, ruszyła do wyjścia. Tony siedział już za kierownicą swojego samochodu w towarzystwie Wesley’a. Rozmawiali o czymś, ale na ich widok zamilkli. Julia widziała jak jej niedoszły zięć przełyka głośno ślinę na widok urny, przymyka na chwilę powieki i robi głęboki wdech. Wciąż kochał jej córkę. Miłością wielką, bezgraniczną i bezwarunkową. Widziała to w jego przepełnionych bólem oczach.
_____– Conny i Duncan pojadą za nami drugim samochodem – powiedział Wesley, gdy jego rodzice wraz z urną zajęli miejsca z tyłu i to były ostatnie słowa jakie padły. Potem, przez całą drogę do Barton Creek nikt nie odezwał się już ani słowem, co było zupełnie zrozumiałe w zaistniałych okolicznościach. Gdy dotarli na miejsce i wysiedli z auta, Julia wręczyła Tony’emu urnę, uśmiechając się niewyraźnie. Oczami wyobraźni zobaczyła swoją córkę i mężczyznę, z którym zamierzała spędzić resztę, jak idą objęci tą wąską ścieżką, ciesząc się sobą i planując wspólną przyszłość.
_____Brunet ruszył powoli przodem, tuląc do piersi urnę z prochami Harper z taką czułością, jakby tulił do siebie ją samą. Zupełnie zapomniał o idących za nim bez słowa jej rodzicach i braciach. Znów był tylko z nią. Kiedy owionął go chłodny wiatr, poczuł jak wszystkie włoski na ciele stają mu dęba. Mocniej przycisnął urnę do siebie i kątem oka, odruchowo zerknął w prawą stronę, jakby chciał sprawdzić czy idzie obok niego. I wtedy przed oczami mignęła mu jej roześmiana twarz, a w uszach zadźwięczał mu jej głos:
_____– Jestem szczęśliwa. I ty też będziesz, tylko najpierw sam musisz w to uwierzyć…
_____Nie wiedział czy to część jakiegoś wspomnienia, czy raczej wytwór wyobraźni, zrodzony z przemożnej chęci odzyskania jej albo połączenia się z nią w jakikolwiek inny sposób. Czuł, że jego serce po raz kolejny rozsypuje się na milion kawałków, jak w dniu kiedy patrzył na jej blade, zimne ciało, leżące w szpitalnej kostnicy.
_____Szczęśliwy? Bez ciebie? To niemożliwe – pomyślał, a kiedy znaleźli się przy małym wodospadzie, pogładził delikatnie urnę, jakby dotykał śpiącej kochanki i uśmiechnął się do swoich wspomnień. Czas spędzony z Harper był najpiękniejszym okresem w jego życiu, a samo poznanie jej, było najlepszym, co mu się mogło przytrafić. Był pewien, że gdyby nie ona, nie byłby dziś tym, kim był i wątpił, by jeszcze kiedykolwiek w swoim życiu poczuł i przeżył coś choćby w minimalnym stopniu porównywalne do tego, co było między nim i Harper.
Przez jego ciało przeszedł dreszcz, kiedy niemal fizycznie poczuł na swoim policzku dotyk jej dłoni, a przed oczami tak wyraźnie zobaczył jej spokojną, radosną twarz.
_____– Będziesz szczęśliwy – wyszeptała tonem nieznoszącym sprzeciwu, a jej sylwetka rozpłynęła się w powietrzu wraz z kolejnym podmuchem wiatru. Tony pokręcił nieznacznie głową, dochodząc do wniosku, że chyba powinien porozmawiać z psychiatrą. Nie mógł przecież widzieć swojej zmarłej dziewczyny ani tym bardziej tak namacalnie czuć jej obecności przy sobie.
_____– Kocham cię – wyszeptał niemal bezgłośnie i przymknąwszy powieki, delikatnie musnął ustami zimne, metalowe wieko urny i podał ją najstarszemu z braci, Connley’owi. Każdy w milczeniu żegnał się z Harper. Nawet Duncan, od początku nastawiony na „nie” do pomysłu rozsypywania jej prochów „w jakichś chaszczach”. Kiedy urna dotarła do Richarda i Julii w kobiecie coś pękło. Zupełnie jakby dopiero teraz uświadomiła sobie, że straciła córkę. Słone łzy strumieniami popłynęły po jej policzkach. Richard w uspokajającym geście położył swoją dłoń na jej ramieniu, a kiedy spojrzała na niego, z trudem powstrzymując spazmatyczny szloch, skinął jej głową, jakby wcześniej się na coś umówili, a teraz tylko potwierdzał jej, że się nie rozmyślił.
_____– Tony… – wyszeptała, przełykając łzy, a kiedy spojrzał na nią, zrobiła krok w jego stronę i podała mu urnę. – Harper chciała, żebyś ty to zrobił…
_____Brunet pokręcił głową, chcąc zaprotestować, ale kiedy Julia uśmiechnęła się przez łzy, chwycił urnę, kładąc swojej dłonie na jej i spojrzał na pozostałych, chcąc się upewnić, że nie mają nic przeciwko. Conny i Wes bez wahania skinęli głowami, Duncan udał, że niczego nie widzi, a Richard podszedł bliżej i stanąwszy tuż za plecami Julii, położył dłonie na jej ramionach i spojrzał Tony’emu prosto w oczy, wyrażając w ten sposób niemą aprobatę.
_____– Duncan? – zapytał szeptem Tony, ściągając na siebie wzrok chłopaka. Widział, jak ten nerwowo zgrzyta zębami, zaciskając dłonie w pięści, a jego oczy zdają się ciskać w niego piorunami. W końcu nabrał powietrza w płuca i niechętnie skinął głową na zgodę.
_____Tony nabrał powietrza w płuca. Wdrapał się na „szczyt” wodospadu, przykucnął i ostrożnie zdjął wieko urny. Delikatny, ciepły wietrzyk smagał jego twarz, a gdy promienie zachodzącego słońca, nieśmiało przedzierające się przez konary wysokich drzew, splatające się nad jego głową, w magiczny sposób oświetliły złotą różę wyżłobioną na urnie, przechylił ją ostrożnie. Wstrzymał oddech, patrząc jak prochy jego ukochanej tańczą na wietrze, by po chwili opaść i unosić się na tafli krystalicznie czystej wody. Gdy jej bracia i rodzice rzucili na wodę po jednej białej róży, sam rzucił swoją. Różową, bo takie lubiła najbardziej. A potem sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął z niej obrączkę. Wziął ją tu z zamiarem wrzucenia jej do wody, ale nie potrafił tego zrobić. Pocałował ją delikatnie i wsunął na palec serdeczny. Jakby dzięki temu mógł na zawsze zatrzymać przy sobie choć cząstkę Harper.


Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 21:29:24 05-09-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19235
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 15:54:52 05-09-13    Temat postu:

Odcinek genialny. Vance już coś pewnie kombinuje. Szal jak się domyślam należał do Faith. Biedna Ivy, gdyby tylko wiedziała co się działo podczas gdy ona była w śpiączce. Mam nadzieję, że wkrótce zrozumie jaki naprawdę jest jej chłopak.

Tony rozspyła prochy Harper a obrączkę założył na palec. Moim zdaniem ją też powinien wyrzucić. W końcu jeśli ma być szczęśliwy to nie może wciąż rozpamiętywać tego co było.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 18:47:03 05-09-13    Temat postu:

Ivy z pewnością niebawem odkryje to i owo odnośnie Vance'a, a Tony... cóż, myślę, że on naprawdę chce zacząć nowe życie, ale nie potrafi tak definitywnie pożegnać Harper i przestać o niej myśleć, ale już wkrótce będzie miał głowę zajętą czymś innym, więc siłą rzeczy Harper zejdzie w końcu na dalszy plan
Dzięki, że zajrzałaś :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
madoka
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 01 Wrz 2010
Posty: 30685
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:10:06 05-09-13    Temat postu:

Aguś, oj Aguś, coś Ty najlepszego robisz z czytelnikiem? Serwujesz nam tak smutaśne i wzruszające sceny, że serducho momentalnie się człowiekowi kraje. W ostatnim odcinku dosłownie ryczałam, mając przed oczami obraz tak pięknego, a zarazem symbolicznego pożegnania z Harper Szkoda mi całej jej rodziny równie bardzo, jak Tony'ego. Wszyscy kochali ją bowiem czystą i bezinteresowną miłością. Była dla nich swoistym oczkiem w głowie, po którym została się tylko i wyłącznie pustka, przeplatana tymi najlepszymi wspomnieniami. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że na chwilę obecną nie wyobrażam sobie nikogo innego u boku naszego przystojnego lekarza. Wykreowałaś bowiem tak magiczny duet Tony-Harper, że nie mam bladego pojęcia, jak z niego wybrniesz Tym bardziej, że jestem wręcz oczarowana retrospekcją z dnia ich poznania się. Podobnie jak tamtejszym dialogiem odnośnie podrywu I czasami łapię się na tym, że tak bardzo, ale to baaaardzo chciałabym, żeby Harper żyła...
Co do reszty bohaterów, to ostatnia scenka na linii David-Maddie zapowiadała się naprawdę obiecująco, a tymczasem co? Jeden, wielki zonk! Każde z nich wydaje się bowiem starać do pewnego momentu, po którym to następuje chwila refleksji i wycofanie. Szkoda, bo brakuje mi jakiejś zacnej scenki z ich udziałem. Natomiast duet Ivy&Vance nie przekonywał mnie od samego początku i chyba nic się w tej kwestii nie zmieniło. O ile jednak facet wzbudza w czytelniku masę skrajnych emocji, o tyle Ivy wydaje się być mało wyrazista. Liczę jednak, że dziewczyna nam się rozwinie, a przede wszystkim, że przejrzy na oczy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:23:35 05-09-13    Temat postu:

Dziękuję Moniś :*
Harper, niestety dla mnie, zaczęła żyć własnym życiem choć w założeniu miała być tylko epizodem. W sumie też mam momenty, że żałuję, że ją uśmierciłam, ale wyciąganie jej teraz z grobu byłoby zbyt naciągane - nawet jak na mnie. Przynaję bez bicia, że wątek jej i Tony'ego trochę mnie przerósł i bladego pojęcia nie mam jak z tego wybrnę
Scenka między Davidem i Maddie będzie już niebawem - obiecuję! A Ivy jeszcze się rozkręci i z pewnością przejrzy na oczy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 21:24:16 05-09-13    Temat postu:

dubel

Ostatnio zmieniony przez Eillen dnia 23:36:36 14-09-13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 23:48:41 20-09-13    Temat postu:

C H A P T E R 12.


Od kilkunastu minut tępym wzrokiem wpatrywała się w rozłożone na biurku dokumenty związane z wypadkiem Harper Brown. Rozmowa z Edwardem Steenem nie trwała zbyt długo – mężczyzna dość szybko ją zbył, zasłaniając się ważnym biznesowym spotkaniem – jednak wystarczająco, by zdążyła zauważyć zaskoczenie mężczyzny faktem, że ktoś interesuje się jego samochodem. Odpowiadając na jej niepozorne pytania, za wszelką cenę starał się zachować kamienną twarz, ale i tak miała wrażenie, a wręcz niemal stuprocentową pewność, że facet coś ukrywa. Coś, co miało związek z wypadkiem Harper Brown, tym bardziej, że na jej samochodzie znaleziono ślady lakieru pochodzące prawdopodobnie z należącego do niego Chevroleta Camaro.
_____Westchnęła cicho, usiłując złożyć wszystko co wiedziała w jakąś sensowną całość, ale nie potrafiła się skupić. Jej myśli ciągle uciekały gdzie indziej – do dramatycznych wydarzeń sprzed roku…

_____– Travis i Logan idą od frontu, a my od tyłu – zarządził Jack, zatrzymując policyjny samochód przed opuszczonym domem, gdzie miał się ukrywać niebezpieczny przestępca, którego tropili od kilku tygodni.
_____– Ja idę od frontu! – zaprotestowała. – I bez żadnego „ale”. Mam dość traktowania mnie jak maskotki wydziału!
_____– Kay – jęknął Jack, ale ona nie zamierzała go słuchać. Zwinnym krokiem, niczym kocica, skradała się już pod frontowe drzwi. Westchnął, dając znać kolegom, by jednak poszli od tyłu, a sam podążył za nią. – Oszalałaś – warknął przez zaciśnięte zęby, zatrzymując się przy drzwiach i przyklejając plecami do ściany. – Jestem za ciebie odpowiedzialny…
_____– Daj już spokój – mruknęła ze złością, przewracając oczami. – Umiem o siebie zadbać – zakończyła, wymownie spoglądając na klamkę. Jack pokręcił głową z dezaprobatą, ale widząc, że z nią nie wygra, delikatnie przekręcił gałkę. Było otwarte, więc pchnął lekko drzwi do środka, a ona, nie czekając na nic, weszła do środka…


_____Następnym co pamiętała z tamtego wieczora był odór zgnilizny, kurz bezlitośnie wdzierający się w nozdrza i silne, śmierdzące łapska, zaciskające się na jej tchawicy, a potem okropny ból w okolicy żeber i strzał. Jeden, drugi, trzeci… wycie syren i Jack na szpitalnych noszach…
_____– Kay?... Kayleen!
_____Zamrugała szybko powiekami i przetarłszy twarz dłońmi spojrzała na stojącego przy jej biurku Jacka. Minę miał surową, jak na szefa przystało, ale w jego oczach czaił się psotny, chłopięcy uśmiech, którego dawno już nie widziała.
_____– Wszystko w porządku? – spytał, a gdy skinęła głową, podał jej teczkę z dokumentami. – To akta wypadku Ivonne Shirley. Miał miejsce tego samego dnia co wypadek Harper Brown, jakieś dziesięć mil od miejsca, w którym samochód panny Brown wpadł do rzeki – wyjaśnił nim zdążyła o cokolwiek zapytać. – Shirley wpadła w poślizg, straciła panowanie nad pojazdem, wypadła z drogi i zatrzymała się na drzewie. Miała sporo szczęścia.
_____– Myślisz, że te wypadki są ze sobą jakoś związane? – spytała, przeglądając dokumenty.
_____Jack wzruszył ramionami, przysiadając na brzegu jej biurka i masując bolące udo. Kayleen zerknęła na niego kątem oka i poczuła, że jakaś gula ściska jej gardło. Poczucie winy znów wróciło do niej wielką falą, choć Jack nigdy przecież nie robił jej żadnych wyrzutów. W uszach jednak, za każdym razem gdy patrzyła na niego, dźwięczały jej jego słowa: „jestem za ciebie odpowiedzialny” i po raz kolejny przeklęła się w duchu za swoją lekkomyślność i brawurę, którą mogli przypłacić życiem. Nie chciała jednak o tym teraz myśleć. Potrząsnęła głową i pobieżnie przejrzała dokumenty.
_____– Te wypadki łączy… – zawiesiła głos i podniosła spojrzenie na mężczyznę, który uśmiechnął się cwano.
_____– Niejaki Vance Steen – powiedział. – Syn Edwarda i narzeczony panny Shirley. Kiedy odwiedziłem ją w szpitalu przez chwilę miałem wrażenie, że zejdzie tam na zawał na mój widok. – Zaśmiał się kpiąco, na wspomnienie zupełnie pobladłej, może nawet nieco wystraszonej twarzy chłopaka.
_____– No proszę – odparła Kay, odchylając się na oparcie swojego fotela i bawiąc ołówkiem. – Odniosłam takie samo wrażenie, kiedy zjawiłam się u jego ojca, żeby wypytać o Chevroleta Camaro i o to, w jaki sposób lakier z niego znalazł się na innym samochodzie. Stary Steen powiedział wtedy, że Chevrolet został zarysowany kilka dni przed wypadkiem na parkingu przed teatrem.
_____– Nie sądzę, by to była prawda. Dziewczyna nie pamięta momentu wypadku, ale myślę, że to nie może być zwykły zbieg okoliczności. Spójrz – dodał, sięgając po jedno ze zdjęć z miejsca wypadku Ivy. – Każdy kierowca ma odruch, by ratować siebie.
_____– Auto dosłownie wbiło się w drzewo – powiedziała cicho, przypatrując się zdjęciu, na którym dokładnie było widać uszkodzenia po prawej stronie Chevroleta. – Skąd więc uszkodzenia na lewym przedni zderzak?
_____– Właśnie.
_____– Sądzisz, że Shirley i Brown zderzyły się w wyniku czego samochód Brown wpadł do rzeki, a Shirley, uciekając z miejsca zdarzenia, kilka mil dalej wpadła w poślizg?
_____Jack wzruszył ramionami, uśmiechając się tajemniczo.
_____– To ma sens – zgodziła się Kay, przeglądając akta wypadku Ivy. – Ale co wspólnego ma z tym młody Steen?
_____– Myślę, że to on kierował Chevroletem – odparł Jack, a kiedy Kayleen zmarszczyła czoło i spojrzała na niego wielkimi oczami, wyczekując wyjaśnień, dodał: – Intuicja tak mi podpowiada, a wiesz, że jest niezawodna.
_____Kay pokręciła głową i uśmiechnęła się, ponownie zerkając w dokumenty. Na razie była to zupełnie niczym nie poparta teoria, ale postanowiła ją sprawdzić, a jeśli młody Steen rzeczywiście miał z którymś z wypadków cokolwiek wspólnego, to zrobi wszystko, by za to odpowiedział.
_____– Masz jakieś plany na wieczór? – zagadnął po chwili Jack. Kay podniosła głowę znad biurka i spojrzała na niego zaciekawiona. – David zaprasza nas na kolację. Chce żebyśmy poznali jego żonę.
_____– Nas? My? Jego żonę? – wyrzuciła z siebie, nie wiedząc co interesuje ją w tym momencie bardziej.
_____– Mój brat ciągle uważa, że bylibyśmy idealną parą – zaśmiał się Jack, ale w jego oczach nie było wesołości.
_____– Idealną parą? – prychnęła Kayleen. – Ty się zupełnie nie nadajesz do życia w związku. Wątpię by którakolwiek kobieta była w stanie wytrzymać z tobą dłużej niż tydzień, nie mówiąc już o stworzeniu idealnej pary – dodała, starając się by ton jej głosu brzmiał jak najbardziej obojętnie i beztrosko, a nawet odrobinę kpiąco.
_____– Ty jakoś ze mną wytrzymujesz – odparł, pochwytując jej spojrzenie.
_____– Ale my nie jesteśmy parą tylko partnerami – powiedziała, odważnie patrząc mu w oczy. Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie ku górze, ale w jego oczach zamiast wesołości zobaczyła jakąś tajemnicę i… tęsknotę. – Chociaż teraz to już chyba raczej bardziej szefem i podwładną niż partnerami – dodała, uśmiechając się kwaśno i unikając jego spojrzenia. – Ale żonę? – zmieniła szybko temat.
_____– Ożenił się w Afryce. Musiał chyba stracić rozum albo uderzyć się w głowę, cokolwiek – zakończył i machnąwszy ręką lekceważąco, wstał z jej biurka i ruszył w stronę swojego gabinetu. – Przyjadę po ciebie o siódmej – dodał po chwili, nawet na nią nie patrząc. _____Kayleen wypuściła powietrze z płuc i uśmiechnęła się do siebie. Uznała, że wbrew wszystkiemu, ma przed sobą naprawdę miły wieczór.

__________________________________________________* * *

Nie sądził, że po rozsypaniu prochów Harper jego samopoczucie będzie tak zaskakująco dobre. Tkwił raczej w przekonaniu, że będzie przybity i nie będzie potrafił poradzić sobie z przygniatającymi go wspomnieniami, a tymczasem rozpierała go jakaś wewnętrzna moc, czuł, że może góry przenosić, a wspomnienia o Harper przestały boleć i zaczęły powoli stawać się czymś w rodzaju pięknego snu Z czystym sumieniem mógł powiedzieć, że wreszcie odnalazł spokój i spróbować zacząć myśleć o swojej przyszłości. Bez niej. Miał wprawdzie jeszcze kilka dni urlopu, jednak postanowił wrócić do pracy. Skoro miał zacząć nowe życie, musiał iść za ciosem, a bał się, że jeśli zostanie w domu, cała rozpacz i ból, prędzej czy później, wrócą do niego ze zdwojoną siłą, a wtedy całkowicie pogrąży się w rozpaczy i ani David, ani nikt inny nie zdoła go już wtedy z tego wyciągnąć.
_____Pewnym krokiem przemierzał szpitalny korytarz, pierwszy raz od dawna posyłając współpracownikom szczery, niewymuszony uśmiech, ale gdy wszedł do pokoju, w którym powinien zastać Ivy, od razu zrzedła mu mina. Widząc puste łóżko, wziął głęboki wdech i wsparł się ręką o ścianę, czując jak krew odpływa mu z twarzy. Przymknął powieki, wracając wspomnieniami do tamtego wieczoru, kiedy był u niej po raz ostatni i sam nie wiedząc dlaczego, zapragnął ją pocałować. Właściwie to nie był pewien czy żegnał się wtedy z Ivy, czy raczej z Harper, która odwiedziła go we śnie, ale w jakiś sposób przywiązał się do Śpiącej Królewny, a myśl, że być może zasnęła snem wiecznym i nie zobaczy jej już nigdy więcej tak jak swojej ukochanej, nieprzyjemnie zakłuła go w serce.
_____– Tony? Już wróciłeś? – usłyszał za sobą zaskoczony głos przyjaciela. Powoli odwrócił się w jego stronę i oparłszy plecami o ścianę, spojrzał na niego pytająco, modląc się by nie usłyszeć najgorszego. – Chryste, wyglądasz jakbyś zobaczył ducha. Wszystko w porządku? – zaniepokoił się David, a kiedy brunet bez słowa wymownie spojrzał na puste łóżko, olśniło go. – Spokojnie, obudziła się i wypisałem ją do domu – powiedział, uśmiechając się szeroko.
_____– Co? – wydukał Tony, unosząc wysoko brwi w zdumieniu.
_____– Obudziła się rankiem w pierwszy dzień twojego urlopu. Zrobiliśmy badania, wszystko było w porządku, więc wypisałem ją, zalecając wizyty kontrolne w przyszpitalnej przychodni.
Tony odetchnął głęboko i uśmiechnął się lekko, kręcąc głową z niedowierzaniem. Kiedy od niej wychodził tamtego wieczora, było grubo po północy, a ona obudziła się rano. Po tym jak ją pocałował. Zganił się w duchu za te niedorzeczne myśli i spojrzał na przyjaciela gniewnie.
_____– Dlaczego nie dałeś mi znać? – spytał z wyrzutem, trącając go zaczepnie w ramię.
_____– Bo uznałem, że zanim zaczniesz myśleć o przyszłości, powinieneś najpierw rozprawić się z przeszłością – odparł i objąwszy go ramieniem za szyję, dodał, wiercąc mu zgiętym palcem wskazującym „dziurę” w głowie: – Powinienem się do ciebie nie odzywać za takie znikanie bez ostrzeżenia z dnia na dzień.
_____– Przecież zostawiłem ci liścik – powiedział, rozbawiony brunet, zgrabnie wyślizgując się z uścisku przyjaciela.
_____– Raczej Maddie – mruknął David, przypominając sobie, jak tamtego ranka jego własna żona wparowała do jego pokoju, z przejęciem oświadczając, że pod drzwiami swojej sypialni znalazła krótki, enigmatyczny liścik: „Nie martwcie się o mnie. Muszę wypełnić obietnicę, którą kiedyś komuś złożyłem. T”.
Tony wzruszył ramionami i uśmiechnąwszy się niewinnie, przeczesał zmierzwione włosy palcami, usiłując doprowadzić je do ładu.
_____– Przepraszam, zapomniałem, że zamiast dzielić łoże ze swoją śliczną żoną, wolisz spać w pokoju gościnnym – powiedział. Caramona przewrócił oczami i westchnął cicho.
_____– Chyba musimy pogadać – zasugerował brunet, a kiedy jego przyjaciel skinął twierdząco głową, skierowali się w stronę szpitalnego bufetu. Obaj zamówili podwójne espresso i usiedli przy swoim ulubionym stoliku w kącie, za wielkim, sztucznym figowcem.
_____– Kiedy wróciłeś? – spytał David.
_____– Wczoraj wieczorem. Wesley ze mną przyjechał. Zamieszka w naszym mieszkaniu, a ja znalazłem już miejsce dla siebie. Znajomy wyjeżdża do Europy i szuka kogoś, kto zaopiekuje się jego loftem. Jutro chcę tam przewieźć część swoich rzeczy.
_____– Proszę, proszę… – mruknął z podziwem David, szczerząc się od ucha do ucha. – Anthony Langer postanowił poprawić swój standard życia.
_____– Daj spokój. To tylko koleżeńska przysługa, która jest mi bardzo na rękę. Nie mogę przecież wiecznie siedzieć wam na głowie, a do mieszkania nie chcę wracać. To dobre rozwiązanie. W międzyczasie poszukam sobie czegoś innego, mniejszego i przytulniejszego.
_____– Gorzej, jak przyzwyczaisz się do luksusów – zażartował David, a kiedy Tony, uśmiechnąwszy się lekko, uniósł do ust swój kubek i upił łyk kawy, znacząco spojrzał na jego dłoń i lśniący na serdecznym palcu krążek z białego złota. – Zdaje się, że jednak nie całkowicie rozliczyłeś się z przeszłością – powiedział.
Tony spojrzał na obrączkę, a potem przeniósł wzrok na przyjaciela.
_____– Przecież gdyby nie wypadek, bylibyśmy dziś małżeństwem. Dzięki temu jakaś cząstka niej… – urwał, uświadamiając sobie, że jego przyjaciel miał rację. Nie potrafił definitywnie odciąć się od przeszłości, ale przecież to było niemożliwe. Spędzili razem z Harper kilka cudownych lat, których nie mógł tak po prostu, z dnia na dzień, wymazać z pamięci i odgrodzić się od nich grubą kreską. – Po prostu nie byłem w stanie się ich pozbyć. Może za jakiś czas – dodał. – Lepiej powiedz jak sprawy z twoją uroczą żoną – zmienił szybko temat.
_____David uśmiechnął się blado i westchnął ciężko.
_____– Bez zmian – rzucił krótko.
_____– Chłopie, co się z tobą dzieje? Zmieniłeś preferencje czy coś z twoim wzrokiem jest nie tak? Nie widzisz jaką wspaniałą kobietę masz przy boku?
_____– Widzę i w tym problem – odparł David, a gdy Tony zmarszczył czoło i uniósł wysoko brwi niczego nie rozumiejąc, dodał: – Mad wychowała się w Marrakeszu, a tam kobiety zachowują czystość do ślubu. Nasz ślub był papierowy.
_____– Chcesz mi powiedzieć, że ona jest jeszcze dziewicą?! – spytał zaskoczony, najwyraźniej zbyt głośno, bo nagle poczuł na sobie spojrzenia wszystkich gości bufetu. Uśmiechnął się głupio i spojrzał na Davida, który tylko wzruszył ramionami.
_____– Nie sprawdzałem – mruknął obojętnie. – Ale w oczach rodziny z pewnością nią już nie jest skoro wyszła za mnie. Praktycznie uciekła sprzed ołtarza, zhańbiła tym ojca i przyszłego męża, a to w ich kulturze jest niewybaczalne. Niedawno dostała list od matki. Staruszek jest wściekły, wyrzekł się jej, a niedoszły pan młody postanowił za wszelką cenę zmyć palmę ze swojego honoru.
_____– Myślisz, że naprawdę wam coś grozi z ich strony?
_____– Nie wiem. Mam nadzieję, że nie.
_____– Właściwie to… – urwał, wahając się czy powinien zdać to pytanie, ale w końcu dokończył: – dlaczego go nie chciała?
_____– A ty byś chciał żenić się z kobietą, której w ogóle nie znasz?
_____– Jeśli wyglądałaby jak twoja żona
_____David zgromił go spojrzeniem, a Tony uniósł ręce w geście poddania.
_____– Tam ciągle aranżuje się małżeństwa i choć matka Maddie jest Europejką, a ojciec wykształconym człowiekiem, dyplomatą, to postanowili być wierni tradycji. Stary w ogóle nie chciał słuchać o jej planach na przyszłość, a ona nie chciała do końca życia być niewolnicą we własnym domu i bez mrugnięcia okiem spełniać zachcianek męża.
_____– I wtedy do akcji wkroczyłeś ty – zaśmiał się Tony.
_____– Niezupełnie. Pracowaliśmy razem. Jej ojciec zgodził się, by pomagała w polowym szpitalu, uważał, że taka praca pomaga kształtować charakter. Tam się poznaliśmy. I tam trafiliśmy na nadgorliwego misjonarza. Kiedy Maddie dowiedziała się, że ojciec wybrał jej męża i zaplanował ślub, była zrozpaczona. Siedzieliśmy razem przy ognisku, płakała, ja ją pocieszałem… Tylko bez skojarzeń – upomniał, widząc ironiczny uśmieszek na twarzy przyjaciela. – No i wtedy on wychylił się zza krzaków i stwierdził, że skoro tak bardzo się kochamy, to da nam ślub z samego rana. Mad podchwyciła ten pomysł. Wkrótce cała wioska huczała od plotek o naszym weselu, a misjonarz wiercił nam dziurę w brzuchu no i stało się. Wzięliśmy ślub w ambasadzie i wyjechaliśmy z Marrakeszu jako państwo Caramona, a dalszą część tej historii już znasz.
_____– Ale dalej nie rozumiem dlaczego oboje tak się bronicie przed tym, co do siebie czujecie. Widziałem jak na siebie patrzycie i z całą pewnością nie są to tylko i wyłącznie przyjacielskie spojrzenia. Zrób coś z tym, stary, zanim ona się rozmyśli albo jakiś przystojniak buchnie cię ją sprzed nosa.
_____David uśmiechnął się lekko. Może Tony miał rację i powinien wreszcie zacząć działać?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Anna.
Arcymistrz
Arcymistrz


Dołączył: 10 Lis 2010
Posty: 19235
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Podkarpacie ;***
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 12:16:16 21-09-13    Temat postu:

Kay i Jack mają podejrzenia co do wypadku Harper i Ivy. Podpisuję się pod tym. To na pewno Vance kierował, uderzył w samochód Harper a potem szybko odjechał. Pewnie Ivy zaczęła coś do niego krzyceć i łapać za kierownicę w wyniku czego ich samochód wylądował na drzewie. Mam nadzieję, że ta sprawa wkrótce się wyjaśni.
Kay ma poczucie winy a przecież Jack o nic jej nie oskarża. Swoją drogą oni muszą być razem.

Przed oczami miała minę Tony'ego, kiedy zastał puste łożko w sali, w któej powinna leżeć Ivy. To jego myślenie było urocze. Po pocałunku o północy, rankiem dziewczyna obudziła się, zupełnie jak Śpiąca Królewna.

W końcu wiemy jak doszło do ślubu Mad i Davida. Tony chyba powiedział mu trochę do rozumu. Mam nadzieję, że David weźmie sobie te słowa do serca.

Czekam na kolejny odcinek i życzę udanego weekendu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Eillen
Mistrz
Mistrz


Dołączył: 25 Lut 2010
Posty: 7851
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ..where the wild roses grow...
Płeć: Kobieta

PostWysłany: 14:06:52 21-09-13    Temat postu:

David na pewno weźmie sobie do serca słowa przyjaciela, ale... jakby to powiedzieć? Nie wszystko zależy tu tylko od niego

Dziękuję za odwiedziny i komentarz i również życzę miłego weekendu
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Telenowele Strona Główna -> Nasze telenowele Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 14, 15, 16  Następny
Strona 7 z 16

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin